Ada
- To nieludzkie wychodzić z uczelni w czwartek o dwudziestej - mruknęła, wkładając płaszcz. Szara, miękka tkanina od razu przylgnęła do jej ciała, uwypuklając dość spore wcięcie w talii. - Zero czasu na naukę, życie towarzyskie i w ogóle na nic. Ja się pytam, jak żyć!
Stała właśnie ze swoimi najlepszymi przyjaciółmi na długim, pachnącym chemikaliami korytarzu i zbierała się do wyjścia. Jej długie, brązowe włosy związane były w koński ogon na czubku głowy, a z policzków zniknął już niemal cały róż, który rano udało jej się na nie nałożyć.
- Nie narzekaj. Niektórzy mają gorzej. - Stojący obok Igor podał jej bladoróżowy szalik i lekko się uśmiechnął. Dolna część jego twarzy pokryta była kilkudniowym zarostem, a w oczach malowało się zmęczenie po całym dniu nauki. Mimo wszystko niejedna kobieta padłaby z wrażenia na jego widok. W tęczówkach chłopaka czaił się swego rodzaju mrok, który przyciągał przedstawicielki płci przeciwnej.
Może dlatego przypominał Adzie bohaterów powieści dla nastolatek?
- Tak - odpowiedziała mu z ironią, owijając szyję szalikiem. - Na przykład górnicy pracujący w kopalni. Albo więźniowie sowieccy w kamieniołomach. Na trzecim roku fizjoterapii uczelnia nie powinna już robić studentom pod górkę. Co ci nasi wykładowcy sobie myślą? że nie mamy życia prywatnego?
Zrobiła strapioną minę, a wtedy Igor wybuchł gromkim śmiechem.
- Ale marudzisz. I nie wiedziałem, że taka z ciebie miłośniczka historii. Sowieci? Kamieniołomy?
- O dwudziestej na uczelni kocham wszystko poza studiami. - Posłała mu rozbawione spojrzenie i wtuliła szyję w miękki materiał. - Mój mózg przestał już działać. Wszedł w fazę czuwania, więc bredzę. I jeszcze to koło w przyszłym tygodniu... Dramat. A przecież jest dopiero październik.
- Trzeba się będzie razem pouczyć, co? - zaproponował stojący po prawej stronie Paweł. Podał jej rękawiczki.
- Jak zawsze - zgodziła się od razu. - Zapraszam do mnie.
- Brzmi dobrze.
- Ja ogarnę notatki i książki, a wy zadbajcie o prowiant.
- Jak dla mnie to świetny układ. A na deser jakieś dobre winko. Co ty na to? - Igor posłał jej zalotne spojrzenie.
- Czytasz mi w myślach. - Szturchnęła go w ramię, zadowolona na myśl o tak spędzonym weekendzie.
Odkąd poznali się na pierwszym roku, właśnie w taki sposób podchodzili do przygotowań do egzaminów i kół. Leżeli na kanapie czy podłodze w jej mieszkaniu, wkuwali materiał, a potem opijali świeżo nabytą wiedzę. To był taki ich mały rytuał.
- To co, kolacja w mieście, żeby się rozbudzić? - rzucił Paweł, dostrzegając jej senne spojrzenie.
Wsunęła palce w puchowe rękawiczki i spojrzała na Igora.
- Która jest dokładnie godzina? - zapytała.
- Dziesięć po - odpowiedział niemal natychmiast.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- I tak nie zrobię już dzisiaj nic konstruktywnego. Bioway w Galerii Bałtyckiej? Zjadłabym sałatkę. Albo wiem! Naleśnika ze szpinakiem. Mam ochotę na szpinak.
Igor z Pawłem posłali sobie rozbawione spojrzenia.
- Dla ciebie zielenina, a dla nas mięso. Nie odbieraj nam resztek męskości. - Paweł złapał leżący na parapecie plecak i ruszyli w stronę wyjścia. Przyjaźnili się już od prawie trzech lat, więc mogli czuć się w swoim towarzystwie na tyle swobodnie, by dogryzać sobie bez nieprzyjemnych konsekwencji.
Właściwie to przyjaźnili się tak bardzo, że chyba nic nie byłoby w stanie tej ich przyjaźni zniszczyć. Odkąd poznali się na korytarzu przed pierwszymi zajęciami, byli niemalże nierozłączni. Mieli podobne zainteresowania i pasje, a z czasem dzielili ze sobą większość znajomych. Nie dość, że wspólnie spędzali całe dnie na uczelni, to także prawie wszystkie weekendy. Oczywiście czasami ktoś z nierozłącznego trio wracał do domu na sobotę i niedzielę, jednak zdarzało się to o wiele rzadziej niż podczas trwania pierwszego semestru nauki.
- Jeśli wolicie się truć, to proszę bardzo. Chciałam wam tylko przypomnieć, że olej jest niezdrowy. - Ada uśmiechnęła się lekko i zwolniła kroku, dając Igorowi szansę na otworzenie przed nią drzwi.
Grupka stojących pod ścianą znajomych z roku pomachała do nich, życząc dobrej nocy.
- Wzajemnie! - odkrzyknęła, a potem uderzyło ją zimne, wieczorne powietrze.
Wzięła głęboki oddech, poddając się cudownemu uczuciu, gdy zimno przenikało jej gardło i płuca. Uwielbiała jesień w Gdańsku. Choć wielu ludzi uskarżało się na niepewną pogodę, jej ona nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie. We względnie poukładanym życiu potrzebowała odrobiny szaleństwa, a zmienna pogoda na Pomorzu nie pozwalała się nudzić.
- Ponieść ci torbę? - zaproponował Igor, gdy powoli szli w kierunku parkingu.
- Nie jest taka ciężka. - Uśmiechnęła się do niego i potrząsnęła głową. Biała czapka z futerkowym pomponem przy tym ruchu zsunęła się, niemal zakrywając jej oczy.
- Może i nie, ale ty ostatnio schudłaś.
- Właśnie - podchwycił temat Paweł. - Może odpuściłabyś sobie zdrowe jedzenie i dała namówić się na pizzę. Na moje oko też potrzebujesz dodatkowych kalorii.
- Fu! - Ada wykrzywiła twarz w grymasie. - Nie, nie i jeszcze raz nie. A zresztą... - Popatrzyła na nich z wyrzutem. - Przestańcie mi matkować! Co to ma być? Zmasowany atak na moją talię?! Dwóch na jednego. Nawet jedną. Ja i mój płaski brzuch jesteśmy bez szans.
Paweł otworzył przed nią drzwi do swojego samochodu. O tej porze na parkingu było już niemal pusto, więc w powietrzu rozległo się ciche kliknięcie, gdy nacisnął klamkę.
- Ty i twój brzuch powinniście przede wszystkim mniej gadać - powiedział, kiedy wsiadała do środka.
- Jesteś bez serca! - Roześmiała się głośno, nim zamknął za nią drzwi. Dopiero po położeniu sobie torby na kolana zapięła pas.
- Ale zimno, co? - Igor natomiast rozsiadł się na tylnym siedzeniu.
- Jeszcze październik, a tu zaraz będzie trzeba wyciągać z szafy zimowe kurtki i kozaki. Kto to słyszał! A zaczęłam już mieć nadzieję, że globalne ocieplenie coś zmieni.
- Na co narzekacie? - zapytał Paweł, który zajął miejsce za kierownicą.
- Na pogodę.
- Jak stare, dobre małżeństwo.
- Daruj sobie. - Ada zadziornie szturchnęła go w bok.
Spojrzał na nią przelotnie, a potem się uśmiechnął.
- Oj, wiesz, że to z sympatii - mruknął, wkładając klucz do stacyjki. - No to radyjko!
- Dasz głośniej? - poprosił Igor, gdy samochód wypełniła muzyka.
Ada pokiwała głową i nieco pogłośniła.
- A propos muzyki! - Przypomniało jej się nagle. - Zdecydowaliście już, co z tym jutrzejszym koncertem? Idziecie czy nie? Czas leci, a trzeba zarezerwować bilety. Na miejscu na pewno sprzedają je drożej.
Paweł włączył kierunkowskaz i wyjechał na zatłoczoną ulicę.
- Ja chyba nie mogę. Starzy mają wpaść w weekend. Nie wiem dokładnie kiedy, więc muszę spasować. Następnym razem. - Sprawnie włączył się do ruchu.
- Sprzątanko i te sprawy... Pewnie, rozumiem. - Ada spojrzała do tyłu. - A ty, casanova? Jak z twoim grafikiem?
- Pewnie będzie obracał jakąś laskę, nie męcz go. Widzisz, jaki jest samotny i biedny. - Paweł roześmiał się, patrząc w lusterko, w którym odbijała się twarz Igora.
- Bardzo śmieszne. - Chłopak posłał Pawłowi niezbyt miłe spojrzenie i zwrócił się do niej: - Podtrzymuję, że mam czas i mogę iść. Przecież od dawna umawiamy się na to wyjście. O której jest ten koncert?
- O dwudziestej.
- Mogę przelać ci pieniądze za bilet na konto? Nie chce mi się ostatnio wypłacać gotówki.
- Pewnie, nie ma sprawy. Numer konta ten sam, co zwykle - zażartowała. - Będziesz z kimś czy sam?
- Sam - odpowiedział automatycznie.
Na usta Ady od razu wypłynął uśmiech. Nie lubiła tych jego panienek na jedną noc. Nawet nie dlatego, że były głupie czy nudne. Przeważnie Igor przyprowadzał naprawdę fajne dziewczyny i mogłaby je polubić. Przebywając z nimi, czuła się po prostu dosyć niezręcznie. Doskonale wiedziała, iż goszczą w życiu Igora tylko na chwilę. Dlatego gdy śmiała się i żartowała z kolejnymi wybrankami najlepszego przyjaciela, czuła, że jest wobec nich nie fair. Była jak zła wróżka, która doskonale wie, co zaraz będzie. I choć z zapartym tchem słuchała opowieści o tym, jaki to Igor nie jest wspaniały i czego im nie naobiecywał, zawsze miała gdzieś z tyłu głowy myśl, że to przecież nie tak, że to tylko puste słowa...
Dlatego wolała, gdy przychodził sam. Nie miała wtedy poczucia winy.
- No i fajnie. - Uśmiechnęła się do niego. - W takim razie zarezerwuję ci dzisiaj bilet.
- Cztery dychy, nie?
- Tak.
- Olga też będzie?
- Będzie - zdążyła odpowiedzieć, nim rozdzwonił się jej telefon. - Przepraszam na moment, to Damian - mruknęła, wyciągając komórkę z kieszeni. Przyłożyła ją do ucha i zapytała: -Tak?
- Cześć, gdzie jesteś? - powiedział zamiast przywitania. - Czekam właśnie na ciebie i wpatruję się w zamknięte drzwi do twojego mieszkania
- Na mnie? Gdzie? Zapomniałam o czymś? - Na dźwięk jego słów poruszyła się niespokojnie.
- Nie, nie! - uspokoił ją niemal natychmiast. - Wróciłem wcześniej i postanowiłem zrobić ci niespodziankę. Myślałem, że będziesz w domu, ale pocałowałem klamkę.
- Wiesz, bo ja dopiero wyszłam z uczelni...
- Cholera, zapomniałem, że masz w czwartki zajęcia do późna. Podjechać po ciebie czy jesteś autem?
- Nie jestem, to znaczy... Nie, nie przyjeżdżaj. Paweł mnie odwiezie. Zaraz będę.
Paweł z Igorem popatrzyli po sobie.
- Aha - mruknął natomiast Damian. - No to dobrze.
- Będę na miejscu za jakieś dziesięć minut.
- Świetnie. W takim razie czekam na ciebie - powiedział jeszcze, a potem pożegnał się z nią i rozłączył.
- Co, zmiana planów? - Paweł popatrzył na nią wyraźnie rozczarowany, gdy skończyła rozmawiać.
Pokiwała głową, chowając telefon do kieszeni.
- Niestety tak. Damian wrócił wcześniej.
Igor znowu pochylił się do przodu.
- Jakie tam "niestety". Obaj wiemy, że masz ochotę na wieczór w jego towarzystwie.
Ada posłała mu wrogie spojrzenie.
- Ty się lepiej skup na tej swojej - rzuciła złośliwie. - Jak jej było? Justynce?
Chłopak wzruszył ramionami i oparł się o zagłówek.
- A cholera ją wie. Już nawet nie pamiętam - mruknął zdawkowo i zapatrzył się w boczną szybę. W oknach mijanych przez nich bloków odbijały się światła latarni oraz przejeżdżających pojazdów.
Ada patrzyła na niego jeszcze przez chwilę, ale w końcu wyprostowała się i wbiła wzrok w przednią szybę samochodu. Reszta drogi upłynęła im w milczeniu.
- Wielkie dzięki - odezwała się dopiero, gdy zaparkowali pod kamienicą, w której mieszkała. Odpięła pas i posłała Pawłowi wdzięczne spojrzenie. - Bawcie się dobrze beze mnie.
- Nie ma sprawy. - Kiwnął do niej głową, zanim wysiadła.
- Do jutra! - Machnęła ręką i zatrzasnęła drzwi.
Tak samo jak po wyjściu z uczelni uderzyło ją mroźne powietrze, więc wtuliła policzki w ciepły szalik i pobiegła w stronę klatki.