1
Już w pierwszej scenie jest cała Gwatemala:
- wtorek, 31 marca [1970 roku - przyp. red.], dwunasta z minutami w południe. Aleją, która nazywa się Avenida de las Américas, jedzie czarny
mercedes. Za kierownicą - szofer Eduardo Hernández. Z tyłu - starszy
siwy pan w okularach: hrabia Karl von Spreti, ambasador RFN. Jadą wolno,
tydzień temu ograniczono w mieście szybkość do trzydziestu kilometrów na
godzinę. Kto będzie pędził co koń wyskoczy, może być ostrzelany. Hrabia
jest w Gwatemali dopiero trzeci miesiąc i wierzy, że przepis to jest
przepis. W pewnym momencie z bocznej ulicy wyjeżdżają dwa volkswageny i blokują mercedesowi drogę. Wóz ambasadora staje. Z volkswagenów wysiada
sześciu młodych ludzi uzbrojonych w automaty. Podchodzą do mercedesa,
otwierają drzwiczki i proszą hrabiego, żeby przesiadł się do nich. Von
Spreti wykonuje polecenie. Po chwili dwa garbusy odjeżdżają. Hernández
czeka, aż samochody znikną. Włącza bieg i wraca tą samą aleją do
ambasady.
Na czym polega sens tej sceny?
Na tym, że Avenida de las Américas jest ulicą ruchliwą. Dużo tu
samochodów i pełno ludzi. Porwanie hrabiego musiało zająć trochę czasu.
Teoretycznie można by oczekiwać, że ktoś się zatrzyma, zacznie się
przyglądać, coś powie, coś krzyknie, pogna na policję. Można by
oczekiwać, że zrobi się zbiegowisko. Że jakiś bardziej dociekliwy
człowiek zapyta: "Chwileczkę, koledzy, o co właściwie chodzi?".
Ale - nie, nic z tych rzeczy. Ruch odbywa się normalnie, tyle tylko, że
szybciej. Kierowcy dodają gazu. Kto idzie
chodnikiem, przyspiesza kroku. Dla ludzi, którzy mijają dwa volkswageny
blokujące mercedesa, jest teraz najważniejsze, żeby nie widzieć. Ci
ludzie wiedzą, że są świadkami jakiegoś naruszenia, a w Gwatemali taktyka samoobrony
człowieka z ulicy polega na tym, żeby nie być świadkiem niczego. Bo
jeżeli było naruszenie, jakaś głowa musi polecieć. Ale rzadko jest to
głowa sprawcy. Prawdziwy sprawca działa poza zasięgiem policji. A policja musi wykazać się sprawnością. Ten kraj nie zna wypadku, żeby
winny nie został ujęty. Jest to podkreślone w każdym przemówieniu
prezydenta. Ale jak ująć winnego, skoro gdzieś się zapadł, nie zostawił
śladu? Nic to, trzeba tylko odrobiny dobrej woli. Nie mając winnego,
szukają świadków. Świadek zostanie zatrzymany do wyjaśnienia. Zatrzymani
do wyjaśnienia czekają w więzieniu. Ale kto raz wchodzi do więzienia,
najczęściej już żywy nie wraca.
Jeżeli policja nie znajdzie przestępcy, świadek staje się przestępcą,
ponieważ "widzieć" może oznaczać "brać udział". Prawda, że jest to tylko
uczestnictwo wzrokowe, ale jednak jest to uczestnictwo. Widział i milczał. Dlaczego milczał? Bo był jednym z nich. Albo: widział i krzyczał. Dlaczego krzyczał? Żeby zmylić ślad. W każdym wypadku wina
świadka zostaje dowiedziona. I w końcu nie jest ważne, żeby zginął ten,
który zabił. Chodzi oto, że jakiś jeden
zabił, więc jakiś drugi musi zginąć.
Zbrodnia i kara mają w tym kraju twarze szare, anonimowe, których nie
sposób od siebie odróżnić. Ale skoro za winy odpowiadają niewinni, mogę
zginąć, ponieważ nie zabiłem. W ten sposób, kto bardziej niewinny - tym
bardziej winny. I dlatego: kto bardziej niewinny - tym więcej się boi.
2
Sześciu młodych guerrilleros uwiozło w nieznane Karla von Spreti i na
kilka godzin w mieście zapadła cisza.
Ludzie, którzy piszą historię, zbyt dużo uwagi poświęcają tak zwanym
głośnym momentom, a za mało badają okresy ciszy. Jest to brak intuicji,
tak niezawodnej u każdej matki, kiedy usłyszy, że w pokoju jej dziecka
raptem zrobiło się cicho. Matka wie, że ta cisza oznacza coś niedobrego.
Że jest to cisza, za którą coś się kryje. Biegnie interweniować,
ponieważ czuje, że zło wisi w powietrzu. Tę samą funkcję spełnia cisza w historii i w polityce. Cisza jest sygnałem nieszczęścia i często -
przestępstwa. Jest takim samym narzędziem politycznym jak szczęk oręża
czy przemówienie na wiecu. Cisza jest potrzebna tyranom i okupantom,
którzy dbają, aby ich dziełu towarzyszyło milczenie. Zwróćmy uwagę, jak
pielęgnował ciszę każdy kolonializm. Z jaką dyskrecją pracowała Święta
Inkwizycja. Jak bardzo unikał reklamy Leonidas Trujillo.
Jakaż cisza emanuje z krajów przepełnionych więzień! O państwie Somozy -
cisza, o państwie Duvaliera - cisza. Ile wysiłku poświęca każdy z tych
dyktatorów, aby utrzymać idealny stan ciszy, którą coraz to ktoś próbuje
naruszyć! Ile ofiar z tego powodu i jakie koszta! Cisza ma swoje prawa i wymagania. Cisza wymaga, żeby obozy koncentracyjne budować w miejscach
odludnych. Cisza potrzebuje ogromnego aparatu policji. Potrzebuje armii
donosicieli. Cisza żąda, aby wrogowie ciszy znikali nagle i bez śladu.
Cisza chciałaby, żeby jej spokoju nie zakłócał żaden głos - skargi,
protestu, oburzenia. Tam, gdzie rozlegnie się taki głos, cisza uderza z całej siły i przywraca stan poprzedni - to znaczy stan ciszy.
Cisza ma zdolność rozprzestrzeniania się i dlatego używamy takich
określeń, jak "wokół panowała cisza" albo "zaległa powszechna cisza".
Cisza ma również zdolność przybierania na wadze i dlatego mówimy o "ciężarze ciszy", tak jak mówimy o ciężarze ciał stałych lub płynnych.
Słowo "cisza" łączy się najczęściej z takimi słowami, jak "cmentarz"
(cisza cmentarna), "pobojowisko" (cisza na pobojowisku), "lochy" (lochy
wypełniała cisza). Nie są to zestawienia przypadkowe.
Dzisiaj mówi się dużo o walce z hałasem, a przecież walka z ciszą jest
ważniejsza. W walce z hałasem chodzi o spokój nerwów, w walce z ciszą
chodzi o ludzkie życie. Kogoś, kto robi dużo hałasu, nikt nie
usprawiedliwia i nie broni, natomiast ten, kto zaprowadza ciszę w swoim
państwie, jest chroniony przez aparat represji. Dlatego walka z ciszą
jest tak trudna. Żeby przełamać ciszę w kraju Duvaliera - potrzeba
rewolucji. Kto by chciał przełamać ciszę, w jakiej United Fruit Company
dokonuje swoich machinacji, mógłby ściągnąć na swój kraj interwencję US
Marines.
Byłoby ciekawe, gdyby ktoś zbadał, w jakim stopniu światowe systemy
masowego przekazu pracują w służbie informacji, a w jakim - w służbie
ciszy i milczenia. Czego jest więcej: tego, co się mówi, czy tego, o czym się milczy? Można obliczyć liczbę ludzi pracujących w dziedzinie
reklamy. A gdyby obliczyć liczbę ludzi pracujących w dziedzinie
utrzymania ciszy? Których byłoby więcej?
Jeżeli w Gwatemali nastawiam lokalną radiostację i słyszę tylko
piosenki, reklamę piwa oraz jedyną wiadomość ze świata, że w Indiach
urodzili się bracia syjamscy, wiem, że ta radiostacja pracuje w służbie
ciszy. W służbie ciszy pracują kolejni dyktatorzy tego kraju, ich
protektorzy z Miami i Bostonu, lokalna armia i policja. Dlatego Eduardo
Galeano zaczyna swoją książkę o Gwatemali (Guatemala, país ocupado) od
zdania: "Gwatemala, podobnie jak cała Ameryka Łacińska, jest ofiarą
spisku milczenia i kłamstwa". W istocie - w dziejach tego kraju raz po
raz zapadają długie okresy ciszy.
Republika Gwatemali powstała w momencie wielkiego nieszczęścia: w Ameryce Środkowej panowała wtedy epidemia cholery. Swój szczyt epidemia
osiągnęła w 1837 roku. Pustoszały miasta i wioski. W rowach przydrożnych
leżeli martwi ludzie, których śmierć dopadła w czasie ucieczki. Ten
motyw zwłok porzuconych przy drodze będzie towarzyszył aż do dzisiaj
całej historii Gwatemali. Gubernatorem prowincji Gwatemala, wchodzącej
wtedy w skład Federacji Środkowej Ameryki, był liberał i zwolennik
reform - Mariano Gálvez. Gálvez tworzył brygady grabarzy, które chodziły
od wioski do wioski grzebać zmarłych. Szefem jednej z takich brygad
został młody Metys - Rafael Carrera. Carrera był pastuchem, a potem
handlarzem świń. Naokoło szalała zaraza, Carrera widział wszędzie
śmierć. Chodził do kościoła, w kościele księża mówili, że zarazę sieją
liberałowie i demokraci, którzy trują wodę w studniach i rzekach, żeby
wygubić Indian i Metysów. Księża nienawidzili liberałów, ponieważ
liberał Gálvez chciał zakładać świeckie szkoły i próbował okroić majątki
kościelne. Kościół w Gwatemali był fanatycznie reakcyjny, ciemnogrodzki.
Carrera, przejęty tą propagandą, postanowił wywołać świętą wojnę. W pierwszym okresie jego armia składała się z czternastu grabarzy -
bosych, półnagich Indian uzbrojonych w stare muszkiety. Armia ta poszła
na stolicę, w trakcie tego marszu przyłączały się do niej nowe brygady
grabarzy. Na czele pochodu trzech zakonników niosło drewniane krzyże.
Taką kolumną, śpiewając pieśni nabożne i rabując po drodze co się dało,
grabarze dotarli do celu i po krótkim boju zdobyli miasto. W pałacu
Gálveza Carrera znalazł jego mundur generalski, w który się zaraz
przyodział. Przez długi czas nie mógł wszakże zdobyć butów. Już w mundurze, ale jeszcze na bosaka, ogłosił się prezydentem Gwatemali. W 1838 roku oderwał Gwatemalę od federacji i utworzył osobne państwo.
Został prezydentem, mając dwadzieścia trzy lata. Rządził Gwatemalą przez
lat dwadzieścia siedem, aż do śmierci. Do końca życia nie nauczył się
czytać i pisać. Był obsesyjnym bigotem i nałogowym pijakiem. Pijany,
kładł się w kościele krzyżem i w tej pozycji zasypiał. Podejrzliwy,
ponury, ciągle skacowany, nie pozwalał uśmiechać się w swojej obecności.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki