Przypisy
Przedmowa
1 S. Szmaglewska, Dymy nad Birkenau, Warszawa 2012.
2 K. Żywulska, Przeżyłam Oświęcim, Warszawa 2011.
3 Z. Kossak, Z otchłani, Warszawa 2004.
4 W. Półtawska, I boję się snów, Częstochowa 2009.
5 M.J. Mazurkiewicz, Ludobójstwo Niemiec na narodzie polskim (1939-1945). Studium historycznoprawne, Warszawa 2021, s. 15.
6 Byłem numerem... Świadectwa z Auschwitz, oprac. K. Piechowski, Warszawa 2003.
7 Ich war eine Nummer... Geschichten aus Auschwitz, oprac. K. Piechowski, tłum. S. Schmidt, Oświęcim 2008.
8 Arolsen Archives, Kopia akt osobowych Eugenii Kaczyńskiej z więzienia w Fordonie, Życiorys Eugenii Kaczyńskiej, 21 XII 1941 r., b.p.
9 Arolsen Archives, Kopia akt osobowych Eugenii Kaczyńskiej z więzienia w Fordonie, Kwestionariusz osobowy.
10 Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (dalej: OKŚZpNP) w Białymstoku, S 58/03/Zn, t. 1, Protokół przesłuchania Eugenii Kaczyńskiej, 21 II 1972 r., k. 45.
11 OKŚZpNP w Krakowie prowadzi śledztwo S 78.2011.Zn w sprawie zbrodni popełnionych na więźniach w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Na moje zapytanie, czy w jego aktach figuruje E.B. Kaczyńska, odpowiedziano przecząco.
12 PM A-B Oświęcim, Wspomnienia, Wsp./Kaczyńska/909 nr 168389, s. 1.
13 Ibidem.
14 Najbardziej interesująca publikacja na ten temat to wspomnienia dowódcy Gestapo w Suwałkach Waldemara Macholla (A. Omiljanowicz, Przed wyrokiem. Rozmowy z gestapowcem, Białystok 1998).
15 R. Parafianowicz, Podziemie niepodległościowe na Suwalszczyźnie 1944-1952, Warszawa 2015, s. 32.
16 A. Omiljanowicz, Walka podziemna z okupantem hitlerowskim na Suwalszczyźnie w latach 1939-1944 [w:] Studia i materiały do dziejów Suwalszczyzny, red. J. Antoniewicz, Białystok 1965, s. 366.
17 R. Parafianowicz, Podziemie niepodległościowe..., s. 33.
18 Po agresji Niemiec na ZSRS Prusy Wschodnie wchłonęły jeszcze powstały 1 VIII 1941 r. okręg białostocki.
19 W. Monkiewicz, A. Dobroński, Ofiary terroru hitlerowskiego na Suwalszczyźnie w latach 1939-1945, Białystok 1993, s. 8-16.
20 A. Omiljanowicz, Było to nad Czarną Hańczą, Warszawa 1973, s. 11.
21 R. Parafianowicz, Podziemie niepodległościowe..., s. 37-38.
22 A. Omiljanowicz, Było to nad Czarną Hańczą..., s. 53-54.
23 Idem, Walka podziemna z okupantem hitlerowskim..., s. 384.
24 R. Wnuk, "Za pierwszego Sowieta". Polska konspiracja na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (wrzesień 1939 - czerwiec 1941), Warszawa 2007, s. 196.
25 W. Żarski-Zajdler, Ruch oporu w latach 1939-1944 na Białostocczyźnie. Referat materiałowy, cz. 1, Warszawa 1965, s. 15-16.
26 R. Wnuk, "Za pierwszego Sowieta"..., s. 218.
27 W. Monkiewicz, A. Dobroński, Ofiary terroru hitlerowskiego..., s. 26.
28 S. Buczyński, Suwalszczyzna 1939-1944, Warszawa 1991, s. 177.
29 R. Parafianowicz, Podziemie niepodległościowe..., s. 38-39.
30 Ibidem, s. 39.
31 S. Buczyński, Suwalszczyzna..., s. 249.
32 Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939-1945. Informator encyklopedyczny, Warszawa 1979, s. 482; R. Wiśniewski, Wielofunkcyjny niemiecki obóz Soldau 1939-1945. Próba całościowego ujęcia, Działdowo 2021, s. 92.
33 A. Omiljanowicz, Listy spod gilotyny, Lublin 1964, s. 7-8.
34 Arolsen Archives, Kopia akt osobowych Eugenii Kaczyńskiej z więzienia w Fordonie, Wyrok.
35 Arolsen Archives, Pismo E. Kaczyńskiej do Archiwum Internationalen Suchdienst, 30 VIII 1974 r.
36 M. Becker, Sądownictwo niemieckie i jego rola w polityce okupacyjnej na ziemiach polskich wcielonych do Rzeszy 1939-1945, Warszawa 2020, s. 225.
37 Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939-1945..., s. 123-124.
38 D. Czech, Konzentrationslager Auschwitz. Zarys historyczny [w:] Oświęcim. Hitlerowski obóz masowej zagłady, Warszawa 1981, s. 15.
39 Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939-1945..., s. 359, 362.
40 C. Madajczyk, Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce, t. 2, Warszawa 2019, s. 505.
41 S. Steinbacher, Auschwitz. Obóz i miasto, Warszawa 2012, s. 96.
42 T. Iwaszko, Więźniowie [w:] Oświęcim. Hitlerowski obóz masowej zagłady, Warszawa 1981, s. 61.
43 S. Aleksijewicz, Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, tłum. J. Czech, Wołowiec 2015, s. 9.
44 K.A. Wawrzynek, Pozoracja normalności. Funkcja muzyki w obozach koncentracyjnych III Rzeszy na przykładzie Almy Rose, Poznań 2018, s. 17.
45 Z. Jagoda, S. Kłodziński, J. Masłowski, Oświęcim nieznany, Kraków 1981, s. 120.
46 P.M.A. Cywiński, Auschwitz. Monografia człowieka, Oświęcim 2021, s. 439-442.
47 K.A. Wawrzynek, Pozoracja normalności..., s. 23.
48 Ibidem, s. 29.
49 Ibidem, s. 33.
50 P.M.A. Cywiński, Auschwitz..., s. 153.
51 W. Kiedrzyńska, Ravensbrück. Kobiecy obóz koncentracyjny, Warszawa 2019, s. 31.
52 Golgota kobiet. Relacje więźniarek Ravensbrück i innych obozów koncentracyjnych ze zbiorów Polskiego Instytutu Źródłowego w Lund, oprac. Z. Stanuch, Szczecin 2020, s. 9.
53 W. Kiedrzyńska, Ravensbrück..., s. 69.
54 Ibidem, s. 71-75.
55 P. Longerich, Himmler. Buchalter śmierci, Warszawa 2014, s. 874.
56 Ibidem, s. 878.
57 Pod takim określeniem ta akcja ratowania więźniów jest najbardziej znana. Nazwa pochodzi od pojazdów, którymi wywożono ich z obozu.
58 Golgota kobiet..., s. 33.
59 W. Kiedrzyńska, Ravensbrück..., s. 223.
60 USC w Gdańsku, Akt zgonu Eugenii Kaczyńskiej, 13 IV 2010 r.
Wstęp
1 Wyrażenie "zbrodnie hitlerowskie" pojawiło się po 1949 r., czyli po utworzeniu komunistycznej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Wtedy też przestano posługiwać się wyrażeniem "zbrodnie niemieckie". Obecnie częściej używa się określenia "nazistowski", czyli odnoszący się do narodowego socjalizmu.
Moja pierwsza porażka
1 Od 2015 r. 8 V obchodzony jest Narodowy Dzień Zwycięstwa, w miejsce zniesionego Święta Zwycięstwa i Wolności obchodzonego 9 V, ustanowionego dekretem Krajowej Rady Narodowej z 8 V 1945 r. Święto zostało ustanowione w celu upamiętnienia zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.
Córka powstańca z 1863 r.
1 Hans Christian Andersen (1805-1875) - duński poeta i baśniopisarz.
2 Jean de la Fontaine (1621-1695) - francuski poeta i bajkopisarz.
3 Iwan Kryłow (1769- 1844) - rosyjski poeta, dramaturg i bajkopisarz.
4 Maria Konopnicka (1842-1910) - polska poetka, nowelistka i publicystka.
5 Adam Kłodecki, ur. w Suwałkach w 1838 r. (według innych źródeł, na Kujawach). Walczył pod dowództwem Konstantego Ramotowskiego "Wawra". Dostarczał broń i amunicję do swego oddziału. Więziony w Wilnie, skąd udało mu się uciec (J. Marczak, Weterani powstania styczniowego z Suwalszczyzny, www.astn.pl/2013, dostęp: 22 I 2023 r.).
Ojczyzna czy dziecko, dziecko czy Ojczyzna?
1 Fragmenty wspomnień Eugenii Bożeny Kaczyńskiej zostały opublikowane w 2003 r. Nie wynika z nich, aby współpracowała ona z podziemiem. Stwierdziła m.in.: "Nadal nie wiedziałam, za co mnie zamknęli. Nic takiego nie uczyniłam, co byłoby niezgodne z prawem. Oni, Niemcy, też chyba nie wiedzieli, dlaczego mnie tam wsadzili".
Była noc
1 Polowa szarość, kolor mundurów armii niemieckiej.
2 Niem. Niemcy ponad wszystko!
3 PZL.23 Karaś - polski lekki bombowiec i samolot rozpoznawczy.
4 Messerschmitt - niemiecka firma produkująca m.in. samoloty wojskowe.
5 Dornier - niemiecka firma produkująca m.in. samoloty wojskowe.
Przedmowa
Istotnym źródłem do badania przeszłości są wspomnienia. Szczególnie w wypadku II wojny światowej historycy w dużej mierze bazują na relacjach świadków bądź uczestników zdarzeń. Dzieje się tak z powodu częstego braku dokumentów urzędowych administracji niemieckiej - badacz nie ma wtedy innego wyjścia, jak sięgnąć po relacje współczesnych. Pozwalają mu one zdobyć wiedzę o interesującym go wydarzeniu lub miejscu, a nierzadko wręcz poczuć okrucieństwo wojny oraz poznać skomplikowane losy ofiar.
Osobną kategorią są wspomnienia obozowe, w tym byłych więźniów obozu Auschwitz-Birkenau. Świadectw niewyobrażalnego cierpienia zadawanego w tym miejscu jest mnóstwo, szczególnie wybitnych postaci polskiej kultury; są to świadectwa publikowane tuż po wojnie, np. Seweryny Szmaglewskiej1, Krystyny Żywulskiej2, Zofii Kossak3. Nie sposób tu wymienić wszystkich tego rodzaju memuarów. Podobnie rzecz wygląda z relacjami dotyczącymi obozu Ravensbrück, wśród których wybijają się wspomnienia Wandy Półtawskiej4.
W głowie czytelnika i historyka może więc pojawić się pytanie: Czy jest jeszcze coś nowego, czego czytelnik bądź badacz mógłby dowiedzieć się o obozach zagłady, ich funkcjonowaniu, życiu więźniów? Istnieją wszak setki różnych publikacji naukowych, popularnonaukowych i wspomnień na ten temat. Wydawać by się mogło, że w tej sytuacji lektura kolejnego świadectwa nie ma sensu. Ale to złudne myślenie. Każda relacja jest inna, bo każdy inaczej postrzega i przeżywa nawet te same wydarzenia, pobyt w tym samym środowisku.
Z tego względu decyduję się na zeprezentowanie szerszemu gronu czytelników wspomnień Eugenii Bożeny Kaczyńskiej z czasów jej pobytu w więzieniach w Suwałkach, Ełku, Królewcu (więzienie Neubau), bydgoskim Fordonie oraz w obozach Auschwitz, Ravensbrück i fabryce amunicji w Eberswalde (będącej podobozem Ravensbrück). Kaczyńska przebywała w nich w następujących okresach:
- Suwałki: 19 (26) sierpnia 1940 - listopada 1940 r.,
- Ełk: listopad 1940 - 1 października 1941 r.,
- Królewiec: 6 października 1941 - grudzień 1941 r.,
- Fordon: 17 grudnia 1941 - 4 czerwca 1943 r.,
- Auschwitz-Birkenau: 4 czerwca 1943 - sierpień 1944 r.,
- Ravensbrück: sierpień 1944 - kwiecień 1945 r. (Eberswalde: do czerwca 1945 r., Ravensbrück - Jugendlager: kwiecień 1945 r.).
Wspomnienia będące przedmiotem niniejszego opracowania zostały spisane 39 lat po zakończeniu wojny przez Józefa Rybińskiego, dziennikarza związanego z tygodnikiem "Panorama Północy", znawcę kultury i tradycji Podlasia. Spotykał się on z Eugenią Kaczyńską i notował to, czym chciała się podzielić. Nie mamy tu więc do czynienia z typową "historią mówioną" (ang. oral history), lecz raczej z uwiecznianiem obrazów z pamięci.
Tym dwojgu ludziom nie sposób nie przyznać racji co do konieczności ciągłego dawania świadectwa o okrucieństwie, jakie przyniosła II wojna światowa - niespotykanym dotąd w historii świata. A Kaczyńska ma o czym opowiadać. Rybiński podkreślał, że jego rozmówczyni nie opisała zdarzeń, które dotychczas byłyby nieznane; przeciwnie, wiele o nich wiadomo, szczególnie o wypadkach rozgrywających się od momentu umieszczenia jej w Birkenau. Stały się one jednak wyjątkowe, ponieważ jedyny w swoim rodzaju jest punkt widzenia ich ofiary, wzmocniony jej wrażliwością i subtelną uczuciowością. Podobnie zresztą osobliwy i jedyny w swoim rodzaju jest każdy inny przekaz z tamtych czasów.
Za treść maszynopisu wspomnień odpowiedzialny jest Józef Rybiński. Trudno więc stwierdzić, czy to Eugenia Kaczyńska opowiadała w sposób tak niezwykle barwny, kwiecisty, z dużą ilością refleksji, czy jednak ta cecha narracji pochodzi od dziennikarza. Jakakolwiek byłaby odpowiedź, swoiste piękno stylu sprawiło, iż tekst ten, przekazany do Instytutu Pamięci Narodowej przez Włodzimierza Kaczyńskiego, syna Eugenii, nie wymagał większych poprawek językowych. Warto zauważyć też inną właściwość zapisków. Otóż powstały one długo po wojnie. W związku z tym siłą rzeczy są nasiąknięte wiedzą historyczną zgromadzoną w czasach powojennych. Specyficzny jest więc w związku z tym sposób prezentowania wydarzeń: opisom towarzyszą liczne przemyślenia, dialogi, zwroty pozwalające poznać stosunek Eugenii Kaczyńskiej do dziennikarza, zdarzają się też uwagi tego drugiego do relacjonowanej historii. Zastanawiające jest więc, czy wspominająca rzeczywiście odtworzyła swoje przemyślenia z tamtych lat (w opowieści użyto czasu teraźniejszego), czy też nasunęły się jej one długo po wojnie. Sprawy dotyczące np. "rewiru" w Auschwitz, zatrudnionych tam lekarzy czy też orkiestry obozowej pod kierownictwem Almy Rosy są przecież znane i dostępne w literaturze.
Józef Rybiński notował wspomnienia Eugenii B. Kaczyńskiej przez dłuższy czas. Opowiadanie o cierpieniu zapewne oddziaływało na nią kojąco, co często ma miejsce, gdy straumatyzowani świadkowie dzielą się swoimi przeżyciami. Redaktor zdobył wszak jej zaufanie, co jest kluczem do tego rodzaju ulgi.
Poświęćmy kilka zdań kwestiom technicznym. Tekst opatrzyłam przypisami. Nie objaśniłam w nich wydarzeń ani nie zaprezentowałam postaci, które są powszechnie znane. Nie przybliżyłam też osób, które zostały wymienione tylko z imienia lub przez nazwanie funkcji, jaką pełniły. Informacje dotyczące poetów i kompozytorów ograniczyłam do podstawowych, ponieważ nie mają one żadnego znaczenia dla relacjonowanych zdarzeń.
W tekście wspomnień niemieckie zbrodnie, więzienia i obozy bardzo często są nazywane hitlerowskimi. Określenia "hitlerowski" czy "hitlerowcy" to słowa używane dawniej w związku z istnieniem dwóch państw niemieckich, RFN i NRD (a więc "złych", bo kapitalistycznych, i "dobrych", bo socjalistycznych Niemiec - te drugie trudniej było oskarżać o przeszłość). Powszechność występowania w odniesieniu do Niemiec lat 1933-1945 określenia "hitlerowski" pociąga jednakże za sobą możliwość dokonania nadużyć i popełnienia błędów. Nie istniało przecież państwo hitlerowskie czy nazistowskie, ale Rzesza Niemiecka. Pomyłką jest więc traktowanie nazistów czy hitlerowców jako ludzi niezwiązanych z państwem niemieckim5.
Wspomnienia Eugenii Bożeny Kaczyńskiej zostały już częściowo opublikowane - w 2003 r. w zbiorze wspomnień Byłem numerem... Świadectwa z Auschwitz 6. Pomysłodawcą tej pracy był Kazimierz Piechowski, żołnierz Armii Krajowej, były więzień Auschwitz, znany z brawurowej ucieczki z obozu w 1942 r. W 2004 r. ukazało się drugie, poprawione wydanie tego dzieła. Z kolei w 2008 r. Wydawnictwo Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau opublikowało tę samą książkę w języku niemieckim7.
Kim jest bohaterka wspomnień? Eugenia Bożena Kaczyńska z domu Kłodecka, córka Adama i Antoniny z domu Łempicka urodziła się 14 czerwca 1914 r. w Suwałkach. Dosyć wcześnie straciła ojca (zmarł z nieznanych nam przyczyn). Owdowiała matka przeniosła się po pewnym czasie z czworgiem dzieci do Grajewa. Tam Eugenia ukończyła szkołę powszechną. W Białymstoku uczęszczała zaś do szkoły tkactwa artystycznego i uczyła się szycia. Szkoły nie ukończyła z powodu zawarcia związku małżeńskiego 30 listopada 1933 r. z Włodzimierzem Kaczyńskim - urzędnikiem celnym. Z tego związku urodził się syn Włodzimierz. Trzy lata po ślubie mąż jednak zmarł (także nie wiadomo, z jakiego powodu). Eugenia do wybuchu wojny pracowała jako urzędniczka w urzędzie celnym w miejscowości Bogusze koło Grajewa8. Ostatnim miejscem jej zameldowania przed aresztowaniem przez Gestapo było Grajewo, gdzie mieszkali jej matka i syn9 - przyjechała tam w grudniu 1939 r. i zatrzymała się u swojego brata, Leona Kłodeckiego. (W 1972 r. zeznała jednak, że w kwietniu 1940 r. wyjechała z Grajewa do krewnych w Suwałkach i tam zamieszkała10).
Początkowe strony opowieści Eugenii Kaczyńskiej przynoszą wiele pytań, jeśli chodzi o jej działalność w pierwszym okresie okupacji. Pozostaną one bez odpowiedzi, gdyż nie udzieliła ich kwerenda na jej temat w Archiwum Państwowym w Suwałkach, Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku, Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Krakowie11, Muzeum Podlaskim w Białymstoku, Muzeum Okręgowym w Suwałkach, Archiwum Arolsen, Archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau i Mahn- und Gedenkstätte w Ravensbrück; także żyjący syn autorki nie ma stosownej wiedzy, m.in. na temat okoliczności aresztowania matki. We wspomnieniach jest tylko krótka wzmianka o prowadzeniu przez nią w pierwszym okresie wojny działalności konspiracyjnej. Kaczyńska nie podała jednak szczegółów pozwalających poznać podziemne struktury, z którymi współpracowała. Opisała zaledwie swoje przybycie do Suwałk oraz w dużym skrócie pracę niepodległościową, czyli sporządzanie szkiców niemieckich koszar wojskowych. W realizacji tego zadania miała wspomagać ją przypadkowo spotkana koleżanka. Wspominając moment aresztowania, relacjonowała, że Niemcy dysponowali kopiami przekazywanych przez nią meldunków, otrzymanymi od jej współpracownika, który okazał się agentem niemieckim.
W jednym z egzemplarzy wspomnień Eugenii Kaczyńskiej, przechowywanym w Archiwum Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu, pojawia się drobna wzmianka rzucająca nieco światła na te zagadki. Otóż Eugenia zaangażowała się w działalność konspiracyjną w 1939 r.: "z pobudek patriotycznych, a ponadto czułam się wówczas na wygnaniu, osamotniona i zagubiona w zawierusze wojennej"12. Umożliwił jej to nieznany oficer radziecki, którego poznała u znajomych. Odbyła więc kilkutygodniowe przeszkolenie w Grodnie, po czym została przeprowadzona przez granicę na stronę niemiecką, do Suwałk. Powierzono jej działalność wywiadowczą13. Niestety na podstawie literatury przedmiotu wciąż nie można stwierdzić, jakiej organizacji konspiracyjnej członkinią była Eugenia Kaczyńska.
Kwestie dotyczące okupacji Suwalszczyzny i tamtejszego podziemia są słabo opracowane przez polskich historyków. Dlatego prezentowane tu wspomnienia są tym cenniejsze - to jedne z nielicznych, w których mówi się o Gestapo w Suwałkach14 czy więzieniu w Królewcu. Warto w tym miejscu przyjrzeć się tym zagadnieniom.
W okresie międzywojennym w Suwałkach stacjonował bardzo liczny garnizon Wojska Polskiego. Wynikało to po pierwsze z faktu, iż armia carska pozostawiła tu po sobie duży kompleks koszarowy (zaczął powstawać w latach siedemdziesiątych XIX w.), który zasługiwał na wykorzystanie, po drugie - z bliskości granicy litewskiej i niemieckiej. Mimo zgromadzenia na Suwalszczyźnie znaczących sił, we wrześniu 1939 r. nie prowadzono tu większych działań bojowych15.
Pierwszą armią okupacyjną, która wkroczyła na te tereny, była Armia Czerwona. Stało się to 24 września 1939 r. Na podstawie Układu o przyjaźni i granicach, zawartego pomiędzy Rzeszą Niemiecką i ZSRS 28 września 1939 r., Suwalszczyzna została wkrótce zajęta przez wojska niemieckie. Armia sowiecka do 12 października 1939 r. opuściła Suwalszczyznę16.
Na podstawie dekretu Adolfa Hitlera z 8 października 1939 r. o podziale i administracji terenów wschodnich Suwałki, powiat suwalski, były powiat sejneński i północna część powiatu augustowskiego (lecz bez Augustowa) zostały włączone do Rzeszy i weszły w skład prowincji Prusy Wschodnie, rejencji Gąbin17. Niemcy traktowali Suwalszczyznę jako teren rdzennie niemiecki i realizowali tam politykę taką samą, jak na innych ziemiach wcielonych. Najwyższą władzę w prowincji sprawował gauleiter NSDAP (Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei - Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników) i nadprezydent, mianowany dodatkowo 1 sierpnia 1941 r. szefem zarządu cywilnego okręgu białostockiego18 oraz komisarz Ukrainy w jednej osobie - Erich Koch. Funkcje publiczne w powiecie suwalskim sprawowali zarówno Niemcy przybyli z Rzeszy, jak i miejscowi volksdeutsche. W październiku 1939 r. w Suwałkach zaczął funkcjonować tzw. komisariat okręgowy (Kreiskommissariat). Niższy szczebel administracji stanowiły Amtskommissariaty, obejmujące jedną lub kilka gmin. Na terenie Suwalszczyzny istniały też jednostki policyjne: policji porządkowej i policji bezpieczeństwa. W 1939 r. powstała w Suwałkach komórka Służby Bezpieczeństwa (od 1941 r. jej celem było zwalczanie rozwijającego się ruchu oporu). Pod koniec 1939 r. zaczęła funkcjonować na tym terenie także placówka Gestapo (jako Komisariat Policji Granicznej w Suwałkach, Grenzpolizeikommissariat Sudauen), która odegrała główną rolę w eksterminacji ludności polskiej i żydowskiej tych ziem. Zwierzchnikiem tejże placówki został w listopadzie lub grudniu 1939 r. SS-Untersturmführer Waldemar Macholl; 1 sierpnia 1941 r. awansowano go do stopnia SS-Hauptsturmführera i przeniesiono do Białegostoku. Kolejnymi szefami placówki Gestapo w Suwałkach byli: SS-Untersturmführer Fritz Schtohoff i SS-Hauptsturmführer Herman Gastendyk. W powiecie suwalskim działały placówki policji kryminalnej, policji porządkowej, samoobrony (Selbstschutzu) i żandarmerii19.
Najwięcej organizacji konspiracyjnych powstało na Suwalszczyźnie w pierwszym okresie okupacji. Organizatorami ruchu oporu byli polscy przedwojenni działacze polityczni, społeczni, żołnierze byłego garnizonu suwalskiego i młodzież.
W listopadzie 1939 r. Gestapo zlikwidowało pierwszą organizację konspiracyjną. Dowodził nią kpt. Stanisław Bielicki "Ziomek", oficer wywiadu KOP (Korpusu Ochrony Pogranicza) "Grodno". Nosiła nazwę Tymczasowa Rada Ziemi Suwalskiej. Dwunastu jej członków zostało skazanych przez sąd w Tylży i rozstrzelanych 26 kwietnia 1940 r. w okolicach Suwałk. Organizacja Bielickiego była bardzo liczna. Zbierała informacje o sile i ruchach jednostek niemieckich na terenie Suwalszczyzny, rozpracowywała posterunki żandarmerii i administracji niemieckiej. Znane są nazwiska zaledwie części jej członków20.
Drugą z podziemnych organizacji był Legion Nadniemeński, utworzony przez kpt. Mariana Świtalskiego. Jego dowódcy udało się nawiązać kontakt z komendą Związku Walki Zbrojnej. Istniały także: Legia Piłsudskiego, skrajnie lewicowy Korpus Ziemi Suwalskiej, Odrodzenie Narodowe (które wyodrębniło się z Korpusu)21.
Latem 1940 r. działały na Suwalszczyźnie dwie grupy ruchu oporu. Ich dowódcami byli Stanisław Wydornik i Jakub Śliwiński.
Czy to z którąś z powyższych organizacji współpracowała Eugenia Kaczyńska? Nie wiadomo. Faktem jest, jak wspomniano, że prowadziła działalność wywiadowczą. Tego rodzaju działalność po niemieckiej stronie granicy sięgała zaś korzeniami jeszcze jesieni 1939 r. - kilkanaście dni pobytu na Suwalszczyźnie wystarczyło Armii Czerwonej, aby pozostawić tu wiele osób, które miały za zadanie obserwować działania Niemców oraz informować o nich wywiad sowiecki. Ich meldunki przenosili przez granicę łącznicy, do Augustowa i Grodna22. Współpraca z wywiadem sowieckim, według Aleksandra Omiljanowicza została nawiązana jesienią 1940 r. Grodno było istotnym punktem na mapie wywiadowczej, ponieważ to tam mieścił się sztab Armii sowieckiej23.
Możliwe też, że Kaczyńska współpracowała z organizacją, która utrzymywała kontakty z polskim podziemiem w Grodnie. Na jego terenie organizowano przecież działalność konspiracyjną już we wrześniu 1939 r. Istniały tu struktury Służby Zwycięstwu Polski, nakierowane jednak na działalność antysowiecką24. Ich twórcą był ppłk. Franciszek Ślęczka. W działalność konspiracyjną w tym mieście zaangażowali się nie tylko żołnierze, ale też członkowie ich rodzin, byli urzędnicy, kolejarze, harcerze, członkowie "Strzelca", strażacy. Komórki organizacyjne powstały w Grodnie, Skidlu, Jezioranach, Szczuczynie, Marcinkach, Druskiennikach i Bohatyrowiczach. Organizacja grodzieńska nawiązała kontakty z podobnymi polskimi organizacjami także m.in. na Suwalszczyźnie25.
W tym samym czasie w Grodnie rozwijała działalność także Polska Organizacja Wojskowa. Po jej likwidacji główną polską siłą pozostawał ZWZ26.
Największe masowe aresztowania na Suwalszczyźnie miały miejsce od 7 do 20 kwietnia 1940 r. Ich ofiarami padli przede wszystkim nauczyciele, księża, policjanci, wojskowi, urzędnicy, ziemianie, działacze polityczni i społeczni. Niemcy brutalnie odnosili się do zatrzymanej ludności (łącznie było to 306 osób)27.
Kolejna fala aresztowań nastąpiła w maju 1941 r. W pierwszej dekadzie tego miesiąca do więzienia trafili członkowie najważniejszych organizacji konspiracyjnych na Suwalszczyźnie, tj. Odrodzenia Narodowego, Korpusu Ziemi Suwalskiej i Tymczasowej Rady Ziemi Suwalskiej. Aresztowania trwały do sierpnia tego roku. W tym czasie prokuratura generalna w Królewcu zarządziła ściągnięcie do więzienia Neubau w Królewcu wszystkich członków suwalskich organizacji konspiracyjnych przebywających dotąd w różnych więzieniach prowincji wschodniopruskiej28. Sąd Krajowy w Królewcu skazał 83 osoby, w tym 15 na karę śmierci29.
Przełom w tworzeniu się konspiracji na tym terenie stanowiła agresja Niemiec na ZSRS 22 czerwca 1941 r. Od tego momentu zaczęły powstawać struktury Obwodu Suwałki, podporządkowane Komendzie ZWZ Okręg Białystok30.
Jednym z zadań powierzonych komendzie Obwodu Suwałki Związku Walki Zbrojnej / Armii Krajowej było sporządzenie szczegółowego planu koszar i ustalenie stanu załogi niemieckiej na terenie Suwałk. Konkretnie chodziło o oddziały stacjonujące w byłych koszarach 41. pułku piechoty, 2. Pułku Ułanów, 3. Pułku Szwoleżerów, 29. pułku artylerii lekkiej, 4. dywizjonu artylerii konnej i 29. batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza. Powierzono jej także przygotowanie planu rozmieszczenia na terenie powiatu suwalskiego posterunków żandarmerii, Grenzschutzu, oddziałów Wehrmachtu oraz ukraińskich własowców31. Zadania te wykonał por. Stefan Buczyński "Lubicz".
Eugenia Kaczyńska została aresztowana właśnie w pierwszym okresie okupacji, 19 lub 26 sierpnia 1940 r. Trafiła do więzienia w Suwałkach, gdzie była przesłuchiwana prawdopodobnie przez Gestapo.
Według Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, w Suwałkach w czasie wojny działały dwa areszty. Pierwszy, utworzony w 1939 r. i zlikwidowany w 1944 r., miał swoją siedzibę przy ulicy Kolejowej (Bahnhofstrasse). Przeznaczony był dla osób narodowości polskiej skazanych na karę obozu karnego do 6 miesięcy, więźniów śledczych, więźniów policyjnych, których wywożono do obozów koncentracyjnych i innych miejsc odosobnienia. Drugi areszt podlegał policji bezpieczeństwa i powstał 20 kwietnia 1940 r. przy ulicy Tadeusza Kościuszki (Adolf Hitlerstrasse). Więziono tam głównie przedstawicieli polskiej inteligencji, np. nauczycieli i księży, których wysyłano następnie do obozów wielofunkcyjnego w Działdowie i koncentracyjnego w Oranienburgu32.
Z Suwałk Eugenia Kaczyńska została przewieziona do więzienia w Ełku. W swoich wspomnieniach opisuje śledztwo, jakie tam przeszła, w czasie którego była torturowana; opowiada też o pobycie w więzieniu Neubau w Königsbergu (Królewcu). W tym drugim miejscu osoby aresztowane w Suwałkach oczekiwały na rozprawy i wyroki. Była to placówka wybudowana krótko przed wojną. Wykonywano tam wyroki śmierci przez ścięcie toporem (w 1940 r. liczba skazanych na śmierć znacząco wzrosła i gauleiter Prus Wschodnich Erich Koch zarządził zainstalowanie gilotyny33).
Kaczyńską skazał Najwyższy Sąd Wojenny Rzeszy w Berlinie 6 października 1941 r. na karę dożywotniego więzienia za zdradę ojczyzny34, jak czytamy w kopii sentencji wyroku znajdującej się w jej aktach osobowych więzienia w Fordonie. Kaczyńska w relacjach powojennych podawała inną wersję: że skazał ją na dożywotnie więzienie Senat Karny Wyższego Sądu Krajowego Prus Wschodnich w Królewcu za działalność w ruchu oporu35 (przy Wyższym Sądzie Krajowym w Królewcu już od lat trzydziestych działał polityczny Senat Karny ścigający niemiecki i polski ruch oporu36).
We wspomnieniach, które są przedmiotem niniejszego opracowania, ich bohaterka zaznaczyła, że została skazana na karę śmierci i dopiero wniesiona apelacja spowodowała zamianę na karę dożywotniego więzienia. Fakt zasądzenia kary więzienia potwierdza dokument sądowy - wyrok. W jej opowieści nie ma mowy, aby opuszczała w tym czasie Królewiec. Być może w cytowanych tutaj aktach nie zachował się pierwszy wyrok, skazujący na śmierć.
Kolejny etap więziennej drogi stanowiło więzienie w Fordonie koło Bydgoszczy. Powstało ono w 1853 r. W czasie II wojny światowej funkcjonowało jako więzienie ciężkie i zakład zabezpieczający (od 1939 do stycznia 1945 r.) i było przeznaczone dla kobiet (Polek i Żydówek) skazanych na karę ciężkiego więzienia z okręgów wyższych sądów krajowych w Gdańsku, Królewcu, Katowicach, Poznaniu i we Wrocławiu. Więźniarki odsiadywały wyroki za przestępstwa polityczne, gospodarcze i pospolite. Więzienie posiadało gospodarstwo rolne, hodowlę trzody chlewnej, królików, jedwabników, warsztaty tkackie, przędzalnię pończoch i skarpet. Grupa kobiet pracowała też w fabryce Dynamit Aktion Gesellschaft w Łęgnowie. W więzieniu zmarły 173 kobiety, a łącznie przewinęło się ich przez nie 630037. Pobytowi w Fordonie Kaczyńska poświęciła obszerny fragment swoich wspomnień; mowa jest w nim o warunkach panujących w więzieniu, o pracy w warsztatach więziennych, np. przy produkcji butów dla wojska; autorka wymienia też przestępstwa, za które kobiety zostały pozbawione wolności (np. udział w wydarzeniach 3 i 4 września 1939 r. w Bydgoszczy, ale również kryminalne). Cechą charakterystyczną narracji Eugenii Kaczyńskiej jest tu skupianie się na jednej osobie, która zwróciła jej uwagę wyglądem lub zachowaniem, niezależenie od tego, czy opisywany człowiek wyróżnił się szczególnym dobrem czy też złem (we wspomnieniach Kaczyńskiej dobro i zło nie mają narodowości). Z okresu fordońskiego najlepiej zapamiętała niemiecką strażniczkę, która okazywała jej współczucie i ją dokarmiała.
Najobszerniejszy fragment opowieści dotyczy pobytu w Auschwitz, gdzie Kaczyńska trafiła 4 czerwca 1943 r. Obóz Auschwitz-Birkenau był symbolem zagłady Żydów, ale również Polaków wyznań chrześcijańskich. Istniał od 1940 r. 4 maja 1940 r. na komendanta został powołany Rudolf Höss38; funkcję tę pełnił do 1 grudnia 1943 r. Pierwszy masowy transport więźniów (728 Polaków z Tarnowa) przybył 14 czerwca 1940 r.39 W marcu 1941 r. Heinrich Himmler wydał rozkaz rozbudowy obozu i utworzenie w położonej 3 km od Oświęcimia Brzezince drugiej części, która stała się obozem zagłady40. Pod koniec marca 1942 r. przybyły do Auschwitz z Ravensbrück pierwsze masowe transporty z Żydówkami z Popradu oraz z Niemkami. W sierpniu przeniesiono je do Birkenau, tworząc tam kobiecy obóz koncentracyjny. Wraz z więźniarkami przyjechały strażniczki (komendant Höss ze względu na brak zaufania do kobiet na stanowiskach dowódczych do każdego posterunku przydzielił jednego esesmana41). Prymitywne warunki higieniczne w tym miejscu powodowały choroby, które dziesiątkowały więźniarki. Od 1942 r. Auschwitz-Birkenau stał się miejscem masowej eksterminacji Żydów. W tym samym roku zaczęto tu przywozić ludzi z innych krajów m.in.: Amerykanów, Anglików, Austriaków, Belgów, Bułgarów, Chińczyków, Chorwatów, Cyganów, Czechów, Egipcjan, Francuzów, Greków, Holendrów, Hiszpanów, Jugosłowian, Litwinów, Łotyszy, Niemców, Norwegów, Polaków, Rosjan i Żydów42.
Po raz kolejny są tu zawarte osobiste doświadczenia Kaczyńskiej, spostrzeżenia i rozważania dotyczące zdarzeń, w których brała udział. Pojawia się cały szereg wątków związanych z ludźmi, autorka wspomnień zwraca uwagę m.in. na indywidualne postawy poszczególnych osób, od których, niezależnie od machiny obozowej, zależało życie lub śmierć. Jak zauważa, wprawdzie nie można było uratować milionów, ale uratowano jednostki. Dzięki tym właśnie pojedynczym odruchom człowieczeństwa Kaczyńska przeżyła obóz. Co niezwykłe w jej opowieści - nie tylko dostrzegała dobro w człowieku i stawiała je na piedestale, ale często zachwycała się także pięknem fizycznym; były to refleksje w obozie zagłady wyjątkowe, przypominały one jednak więźniarce, że może istnieć inny świat. Oczywiście dobro i piękno stoją w narracji w kontrze do wszechobecnych okrucieństwa i brzydoty. Czym wytłumaczyć ten ewenement? Swoje znaczenie ma zapewne fakt, że mamy tutaj do czynienia z relacją kobiety. Jak zauważyła Swietłana Aleksijewicz, która spisywała relacje czerwonoarmistek walczących w czasie II wojny światowej, wojna z perspektywy kobiet ma swój kolor, zapach, oświetlenie i - przede wszystkim - uczucia43.
Wspomnienia dotyczą więc historii związanych z osobami: kapo i blokowych w obozie, dawnych więźniarek kryminalnych z Fordonu, okrutnej blokowej z Czechosłowacji, dwóch więźniarek z Grecji, nieprzywykłych do pracy fizycznej, polskich lekarzy, którzy opiekowali się więźniami w obozowym szpitalu, np. Władysława Tondosa, przyjaciółki Steni (czyli Stefanii Trebnio), Żydówki o fiołkowych oczach zamordowanej przez esesmana, pięknych i delikatnych więźniarek francuskich, dostojnej i utalentowanej dyrygentki Almy Rose. Wątek ostatniej z wymienionych postaci, wybitnej skrzypaczki austriackiej pochodzenia żydowskiego, która kierowała żeńską orkiestrą obozową utworzoną w Birkenau w 1943 r., jest najbardziej interesujący. Trudno w warunkach takich, jak obóz zagłady, gdzie najważniejszą czynnością było znalezienie czegokolwiek do jedzenia, mówić o życiu kulturalnym. Raczej o jego przejawach, które stanowiły dla części więźniów ucieczkę od otaczającej rzeczywistości i otuchę. Orkiestry organizowały władze obozowe. W Auschwitz-Birkenau powstało ich kilka: po jednej męskiej w obozie macierzystym, w obozie "cygańskim" w Birkenau, w Monowicach, w Birkenau oraz jedna żeńska w Birkenau44. W legalnych koncertach mogli uczestniczyć więźniowie funkcyjni czy więźniowie długo przebywający w obozie oraz esesmani. Orkiestra narzucała też rytm podczas porannych wymarszów komand roboczych do pracy oraz wieczornych powrotów do obozu. Grała również przy rampie, dla nowo przybyłych kierowanych do komór gazowych. Grała codziennie, codziennie też odbywały się jej próby. Pomysł stworzenia takiej orkiestry był zapewne jedną z form ironicznego gnębienia więźniów45. Jednak wsłuchiwanie się w muzykę w czasie koncertów przynosiło wytchnienie od rzeczywistości obozowej. Co ciekawe, umiejętności artystyczne pomagały muzykom wkupić się w łaski więźniów funkcyjnych i np. zdobyć dodatkową porcję jedzenia46. Uprzywilejowana pozycja dotyczyła w szczególności członkiń żeńskiej orkiestry ze względu na pozycję jej dyrygentki Almy Rose. Kobiety te nie były obarczone dodatkową pracą i mogły skupić się na grze47. Uczestnictwo w orkiestrze zwiększało ich szanse na przeżycie. Żeńska orkiestra powstała w kwietniu 1943 r. z inicjatywy nadzorczyni obozu kobiecego Marii Mandl. Dyrygentką została Zofia Czaykowska, która musiała rekrutować więźniarki wyłącznie pochodzenia aryjskiego. Niski poziom umiejętności dziewcząt oraz ambicje Mandl stworzenia profesjonalnego zespołu spowodowały, że Czaykowska zaczęła powoływać Żydówki48. Sytuacja zmieniła się w sposób diametralny, kiedy dyrygentką i blokową została wspomniana Alma Rose, wybitna wiedeńska skrzypaczka. Rose trafiła do Auschwitz 20 lipca 1943 r. na blok doświadczeń medycznych. Tam przypadkowo nadzorczynie z SS odkryły jej talent muzyczny49. Rose zreorganizowała zespół, który na przełomie lat 1943/1944 liczył 30 instrumentalistek, 6 śpiewaczek, 6 kopistek nut i 4 funkcyjne obsługujące blok. Przeważały Żydówki, ponieważ Rose uważała je za zdolniejsze, a poza tym w pierwszej kolejności one były zabijane. Chciała je więc w ten sposób ocalić. Orkiestra rzeczywiście poprawiła swoją jakość techniczną i artystyczną.
Eugenia Kaczyńska potrafiła rysować i była utalentowana muzycznie. W prezentowanych wspomnieniach wyraża zatem zachwyt nad kunsztem, talentem i urodą Almy Rose. Musiała poznać ją osobiście, gdyż w wypełnionej w 1972 r. ankiecie zaznaczyła, że należała do orkiestry. Nie ma jednak innych dowodów potwierdzających fakt przynależności Kaczyńskiej do jej zespołu.
W swojej opowieści konspiratorka z Suwalszczyzny opisała też liczne choroby zakaźne, na które cierpiała, głód, pragnienie, robactwo, sprzyjające umieraniu warunki sanitarne, brak przedmiotów pierwszej potrzeby. Eugenia Kaczyńska przez długi czas pobytu w Birkenau chorowała na gruźlicę i wiele dni spędziła w szpitalu obozowym - rewirze. Cierpiała także na inne choroby zakaźne, które w obozie były zjawiskiem powszechnym (tyfus, gruźlica, świerzb, flegmona, biegunka dotykały każdego). Przyczyniały się do tego z pewnością okoliczności: o ile w obozie macierzystym Auschwitz I działała kanalizacja i więźniowie mieli krótkie chwile na umycie chociażby rąk i twarzy, o tyle w Birkenau, gdzie przebywała Kaczyńska, o wodę było znacznie trudniej50.
Długotrwały pobyt w obozie niemieckim wiązał się z trudami nie tylko fizycznymi, ale również duchowymi: pojawiały się zwątpienie w Boże miłosierdzie, brak wiary w Boga, lęk, myśli samobójcze, walka o zachowanie w sobie nadziei, przeżywanie wszechobecnej śmierci, która wyglądała inaczej niż na wolności. Wielu więźniów obozu wspominało po wojnie o utracie wiary lub o bardzo poważnych zmianach w swojej religijności. Choć była też mniejsza grupa, której wiara w obozie się umocniła. Wszystko to było udziałem także Eugenii Kaczyńskiej.
Kiedy w sierpniu 1944 r. rozpoczęły się transporty z Auschwitz, w więźniarkach pojawiła się chęć odwetu na Niemcach, i było to zjawisko powszechne. W jednym z takich transportów wywieziono również Kaczyńską, najpierw na krótko do Ravensbrück, a następnie do Eberswalde, gdzie pracowała w fabryce amunicji. W czasie podróży więźniarki przypadkowo stały się świadkami bombardowania Berlina. W tej części wspomnień pojawia się postać hrabiny Teresy Łubieńskiej, osoby wielkiej wiary w Boga, dodającej otuchy towarzyszkom niedoli.
Ravensbrück znajduje się 80 km od Berlina. Tamtejszy obóz zbudowali więźniowie położonego niedaleko obozu Sachsenhausen. Pierwszy transport trafił do Ravensbrück prawdopodobnie 15 maja 1939 r. Historia obozu dzieli się na cztery etapy: 1. do wybuchu wojny (przebywały w nim wówczas Niemki wrogo usposobione do nazizmu i niemieckie Żydówki), 2. od września 1939 do sierpnia 1944 r. (w tym okresie trafiały tam więźniarki różnych narodowości), 3. od sierpnia 1944 do ewakuacji w kwietniu 1945 r. (to czas masowych przyjazdów i wyjazdów więźniarek z innych obozów i z powstańczej Warszawy), 4. ewakuacja51. Najliczniejszą grupę więźniarek obozu stanowiły Polki (około 40 tys. na łączną liczbę około 130 tys. przetrzymywanych w nim kobiet), które przybywały doń przez cały okres jego istnienia. Najwięcej Polek trafiło do Ravensbrück w 1944 r. - 16 tys., w tym kobiety z powstańczej Warszawy oraz z Auschwitz52. Działo się tak w wyniku zmieniającej się sytuacji na froncie, zwłaszcza ofensywy radzieckiej: Niemcy, opuszczając okupowane tereny, ewakuowali więźniów do obozów w głębi Niemiec53. Pierwszy transport więźniarek z Auschwitz (1000 osób) przybył 24 lipca 1944 r. Kolejne transporty docierały aż do lutego 1945 r. (16 sierpnia, 24 sierpnia, 30 września, 19 października, 29 października, 3 listopada, pod koniec listopada 1944 r., 23, 24 i 27 stycznia oraz na początku lutego 1945 r.)54. Istniał też męski KL Ravensbrück, przez który przeszło około 20 tys. więźniów.
Ratunek z obozu Eugenia Kaczyńska zawdzięcza Folkemu Bernadottemu, szwedzkiemu politykowi, dyplomacie, wiceprezesowi Szwedzkiego Czerwonego Krzyża, który doprowadził do zwolnienia kilkunastotysięcznej grupy więźniów skandynawskich i innych narodowości. Jak do tego doszło? Kolejne porażki militarne Niemiec, jak lądowanie aliantów w Normandii w czerwcu 1944 r., skłoniły najwyższego dowódcę SS i policji Heinricha Himmlera do zgody na rozmowy ze Szwedami w sprawie uwolnienia części więźniów z obozów koncentracyjnych. Szwedzi bowiem obawiali się, że dowództwo Rzeszy Niemieckiej zdecyduje się zabić więźniów tuż przed spodziewanym końcem wojny. W lutym 1945 r. rząd tego kraju postanowił więc zorganizować akcję, której celem byłoby uwolnienie części więźniów, przynajmniej ze Skandynawii, obozów koncentracyjnych. Osobisty lekarz Himmlera Felix Kersten zaproponował szwedzkiemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych rozmowy w tej sprawie. Wkrótce Himmler zadeklarował wypuszczenie 10 tys. więźniów i przekazanie ich Szwecji lub Szwajcarii. Jeszcze w tym samym miesiącu, lutym, nawiązał bezpośredni kontakt z hrabią Folkem Bernadottem, który działał w imieniu szwedzkiego rządu. W wyniku spotkań Bernadottego z Himmlerem w lutym i marcu 1945 r. doszło do zawarcia porozumienia, w wyniku którego skandynawscy więźniowie obozów koncentracyjnych mieli zostać zgromadzeni w Neuengamme, a potem przewiezieni przez zespoły medyczne Czerwonego Krzyża do Danii lub Szwecji. W rezultacie uratowano około 20 tys. osób55. Kolejne negocjacje w kwietniu 1945 r., tym razem z udziałem przedstawiciela Światowego Kongresu Żydów w Szwecji Hillela Storcha przyczyniły się do wydania przez Himmlera deklaracji przekazania Czerwonemu Krzyżowi ponad tysiąca Żydówek z Ravensbrück oraz mniejszych grup więźniów innych narodowości. Po tym spotkaniu Himmler jeszcze raz rozmawiał z Bernadottem, który uzyskał dalsze ustępstwa w sprawie uwolnienia więźniów56.
Polskie więźniarki, a wśród nich Eugenia Kaczyńska, trafiły do tzw. białych autobusów57 Szwedzkiego Czerwonego Krzyża między 20 a 25 kwietnia 1945 r.58 Przewieziono je przez Lubekę do granicy duńsko-niemieckiej, stąd statkiem dostały się do Malmö w Szwecji. W Danii i Szwecji więźniarki spotkały się z serdeczną i troskliwą opieką59.
Dzięki tej inicjatywie Eugenia Kaczyńska 1 maja 1945 r. znalazła się w Szwecji. Interesujące są refleksje, jakie poczyniła wtedy na temat dwóch światów: obozu w Ravensbrück i wolnej Szwecji.
Do Polski wróciła w grudniu 1945 r. Zamieszkała w Trójmieście. Doświadczenia więzienno-obozowe głęboko wyryły się w jej psychice i uniemożliwiały normalne funkcjonowanie. Mimo to starała się godnie żyć i wychowywać syna. W 1973 r. przeszła na rentę. Zmarła 3 kwietnia 2010 r. w Gdańsku60 w wieku 96 lat.
Izabela Mazanowska
Wstęp
Jak powstała ta książka?
Na spotkaniu w Klubie Seniorów przy Aeroklubie w Białymstoku mój kolega ppłk rez. pil. Leon Kłodecki wywołał jej bohatera: swoją siostrę Eugenię Bożenę Kaczyńską. Dodał tyle, że w czasie okupacji Bożena prowadziła działalność wywiadowczą na zapleczu hitlerowskiego1 frontu w Suwałkach, że po pewnym czasie została zaaresztowana, że przeżyła więzienia i obozy koncentracyjne.
Z tych to przyczyn pojechałem do Gdańska ciekaw bardziej osoby niż możliwości podjęcia kolejnego tematu. W podaniu o rentę inwalidzką, w którym Eugenia Bożena Kaczyńska nie ograniczyła się jedynie do podania suchych faktów, znalazłem rozwinięcie informacji przedstawionych przez jej brata. Potem stały się one podstawą do ułożenia scenariusza wywiadu, jaki w zapisie magnetofonowym chciałem sporządzić na użytek kolegów z Klubu Seniorów Lotnictwa, z Klubu Oficerów Rezerwy i przekazać wreszcie do Muzeum Historycznego w Białymstoku.
Cel i zadania rozmów z Eugenią Bożeną Kaczyńską przekształcały się jednak w miarę ich trwania: po kilku dniach dyskusji, nizania strzępków informacji, utrwalania ich w pamięci i notatkach już wiedziałem, że przyjdzie mi podjąć kolejną próbę zapisania przeżyć na swój i bohaterki rachunek.
Z ogromnego materiału wspomnieniowego Eugenii Bożeny Kaczyńskiej wybrałem sytuacje najbardziej dramatyczne, w swojej wymowie obozowej - drapieżne.
Osobliwe nie przez to, że dotychczas nieznane, ale osobliwe osobliwością widzenia i odczucia, w których utrwaliła się i odzwierciedliła szczególnie bogata osobowość bohaterki: jej wielka kobieca wrażliwość, jej - kobiecie - właściwy diapazon niezwykle subtelnej uczuciowości.
Później nastąpił ogromny trud selekcji i uzupełniania materiałów, ułożenie strzępków informacji w porządku chronologicznym, problemowym itp. Aby zachować zawartość konstrukcyjną narracji tych wspomnień, ograniczyłem do niezbędnego minimum wszelkie dialogi z naszych długich rozmów, jak pytania, uzupełnienia, dygresje odnoszące się do poszczególnych, gdzieniegdzie występujących tu osób, zarówno współwięźniarek, lekarzy różnych narodowości, jak i starszyzny obozowej, ich wyglądu, sposobu bycia, zachowania się tego mikrospołeczeństwa w warunkach ekstremalnych, jak: apele, selekcje, choroby obozowe, manie samobójcze, Wigilia, bombardowanie Berlina, praca w fabryce amunicji, wreszcie - niespodziewane wyzwolenie, a następnie rekonwalescencyjny pobyt w Szwecji.
W ten sposób powstał autoryzowany, a przy tym bardzo skondensowany zapis wspomnień w postaci prawie jednolitego monologu, co moim zdaniem w mniejszym stopniu rozprasza uwagę Czytelnika i pomaga mu w lepszym odczuciu przebiegu, a także klimatu opisywanych tutaj wydarzeń.
Ale czy tylko wydarzeń? Sądzę, że nie tylko, bo poza fabułą, poza narracją jest jeszcze sprawa najważniejsza: otóż będzie to jeszcze jedno z milionów uzasadnień do wyroku odczytanego po raz pierwszy w Norymberdze. To było przewodnim motywem do napisania tej książki.
Józef Rybiński
Moja pierwsza porażka
Na gdańskim dworcu spotkała mnie w umówionym miejscu szczuplutka, wręcz drobniutka, bardzo energiczna blondynka w okularach.
- Eugenia Bożena Kaczyńska - przedstawiła się. A więc nie było wątpliwości, chociaż inaczej ją sobie wyobrażałem. Odprowadziła mnie na prywatną kwaterę i życzyliśmy sobie wzajemnie dobrej nocy. Wieczorem przygotowałem scenariusz pytań, które nie mogły być pominięte dla pełniejszego obrazu treści mojego reportażu. Tymczasem...
Nazajutrz niepowodzenie na całej linii. Pani Bożena zręcznie unika rozmowy na temat, który mnie interesuje - czyli jej wojenno-obozowego życiorysu. Po prostu rozmyśliła się.
- Tak niechętnie wracam myślą do tamtych koszmarnych, upiornych lat - mówi pani Kaczyńska. - Cieszę się, kiedy myśli odbiegną gdzieś chociaż na chwilę, zapadną w niepamięć. A odbiegną tylko po to, aby po jakimś czasie wrócić ponownie z całą wyrazistością szczegółów obrazów tamtych wydarzeń. Czy chce pan, abym przeżywała to wszystko na nowo? Cierpiała? Pan jest bardzo miłym człowiekiem, toteż żal mi, że fatygował się w tak daleką podróż, z Białegostoku do Gdańska... Zwrócę panu koszty podróży... Niech pan mnie zrozumie i nie bierze mi za złe, ale naprawdę nie mogę... Widzi pan, kiedy staram się o tym nie myśleć, to w tym przypadku będę musiała wspominać ze wszystkimi szczegółami, inaczej mówiąc - przeżywać na nowo...
W ciągu dwudziestoletniej pracy dziennikarskiej jeszcze nigdy nie zdarzył mi się taki przypadek, taki zawód. A tu naraz taki wyłom. Uraczyła mnie komplementem, ale na dłuższą rozmowę nie zgadza się.
Ano trudno, kiedyś musi opuścić człowieka powodzenie. Ale zrozumiałem ją i nie miałem za złe. Przeprowadziłem już kilkanaście wywiadów z mieszkańcami spacyfikowanych wsi, z ludźmi, którzy przeżyli grozę wymordowania, spalenia, zakopania żywcem swoich rodziców, dzieci, najbliższych osób. I wtedy targały mną sprzeczne uczucia: konieczność pokazania i przekazania całej prawdy o hitlerowskich okrucieństwach i zbrodniach, prawdy przedstawionej przez naocznych świadków; drugi problem - to skrupuły człowieka, który musi odnowić niezabliźnione rany u tych, u których oczy nigdy nie wysychają od łez, którym każde miejsce w tej wsi przypomina tak jeszcze niezbyt odległy dramat.
Z takimi samymi skrupułami jechałem do Gdańska, toteż nie byłem zaskoczony odmową. Ale było mi bardzo przykro. Ten temat chodził za mną. Uważam bowiem, że nigdy nie jest dość tego rodzaju przekazów dla następnych pokoleń. Na szczęcie z pomocą przyszedł mi, jak to często bywa, przypadek.
Był piękny, słoneczny, cudowny dzień 9 maja, który zawsze jest i zawsze będzie w sercach ludzi, którzy przeżyli koszmar wojny - nigdy niezapomniana data Dnia Zwycięstwa1. Dzień, którego wyczekiwaliśmy wbrew rozsądkowi, logice, którego oczekiwał zniszczony, spalony, zdruzgotany kraj, zalany potopem hitlerowskiego żołdactwa, które z powietrza i lądu ogniem i żelazem burzyło miasta i osiedla całej Europy. Ścierano z powierzchni ziemi całe narody, z mapy wymazywano kraje. I wówczas zdawać by się mogło, że Ojczyzna już zginęła na zawsze. Przemyślni hitlerowscy stratedzy nie przewidzieli jednak ważnego szczegółu - jak wielkim, pewnym i bezpiecznym miejscem dla Ojczyzny jest serce człowieka, z którego nie można jej wydrzeć.
Że w sercach pokonanych obywateli zrodzi się bunt i zemsta. Że czołgom i armatom, bombowcom i armiom naród polski, który w sercach nosi Ojczyznę, przeciwstawi pięść. Na terror odpowie terrorem, na krzywdę sabotażem i będzie walczyć aż do zwycięstwa. Dzień Zwycięstwa: piękna, podniosła, wzruszająca rocznica.
W pokoju cisza. Na stole czerwone tulipany i oszałamiający zapach bzów. Na ekranie telewizora fragmenty uroczystości w stolicy. Już pogodziłem się ze swoją porażką, nie ponawiam prośby, zaproponowałem spacer. Szliśmy w milczeniu i tak znaleźliśmy się nad brzegiem morza. Niekończąca się na horyzoncie, zalana słońcem, błyskająca grzywaczami, nieogarnięta przestrzeń siwego Bałtyku. Spacerujemy po rozgrzanej południowym słońcem plaży.
- Bardzo lubię morze - przerywa milczenie pani Bożena - ten odwieczny żywioł. Lubię je o każdej porze roku. Nawet w jesieni i w zimie. Wystarczy mi, że ono szumi. Ten odgłos jest niezwykle kojący. Nie wiem dlaczego - morze kojarzę sobie zawsze z wiecznością. Oto idziemy i pozostawiamy na brzegu swoje ślady. Na krótko. Bo zaraz następna fala zmyje je i zetrze. I znowu po nas będą przychodzić ludzie, a każdy ich krótkotrwały ślad nazywać się będzie życiem. Tak wtedy myślałam sobie w celi śmierci. Czym jest życie? Morze kojarzę również z wolnością, bo kto ujarzmi morze.
I znowu długi spacer i długie milczenie. A tak bardzo chciałbym wiedzieć, o czym myśli człowiek - skazaniec w celi śmierci.
- A wie pan, że dla mnie wojna skończyła się wcześniej, akurat w dniu 1 maja 1945 r., i zawsze ta data kojarzy mi się z pierwszym dniem wolności. Z wyzwoleniem - przerwała milczenie pani Bożena.
Po obozie rozeszła się pogłoska, że mają nas gdzieś wywieźć. Nigdy nie wróżyło to nic dobrego. Jedne więźniarki usiłowały ukryć się, inne, zdesperowane, godziły się z losem, a nawet cieszyły się, że pojadą. Obojętne im było dokąd. Byle nie pieszo. Nie miały już sił. Za bramą obozową stały białe autobusy ze znakami Czerwonego Krzyża. Ale ten symbol bywał często dla nas zwodniczy: karetkami Czerwonego Krzyża hitlerowcy transportowali więźniów do komór gazowych. Przy autobusach jacyś cywile: wysocy, przystojni blondyni, którzy rozmawiali ze sobą w jakimś nieznanym języku. To byli przedstawiciele Szwedzkiego Czerwonego Krzyża. Później jechałyśmy pociągami, w których "asystowali" nam jeszcze wachmani, ale już na granicy z Danią pozbyłyśmy się ich przemiłego towarzystwa, a przywitali nas przeuroczy ludzie, jakich chyba drugich nie ma na świecie.
Wiem, o czym pan myśli: że zawsze Szwedów kojarzymy sobie z potopem Sienkiewicza, oblężeniem Częstochowy, ze zniszczonym, spustoszonym krajem. Ale wtedy naród ten przywitał nas, wyniszczone głodem, zawszone, zastrupiałe wrzodami, zagruźliczone, z tyfusami i biegunkami... Ludzkie wraki były przywitane i otoczone taką serdecznością i taką życzliwością, o jakiej nigdy nie mogłyśmy nawet marzyć, o której jeszcze dziś jest mi trudno opowiedzieć...
I to był nigdy niezapomniany dzień 1 maja 1945 r. Ale na ten dzień musiałam tak długo czekać, niezmiernie długo. Tyle lat w więzieniu, tyle dni w celi śmierci, tyle lat w Oświęcimiu i Ravensbrück, w fabryce amunicji. Och, jakże długo wyczekiwałam na wyjście z samego dna piekła, które ludzie spod znaku diabła przygotowali innym ludziom...
Córka powstańca z 1863 r.
Wzruszyła się. Postanowiłem zmienić temat rozmowy.
- O czym pani marzyła, będąc małą dziewczynką? - zapytałem.
- Chciałam zostać artystką, na tej zasadzie, jak chłopcy chcą być kominiarzami. A później chciałam zostać malarką, graficzką. Tak bardzo chciałam ilustrować bajeczki dla dzieci. I chyba byłabym dobrą rysowniczką. Miałam ku temu zdolności. Jakże ja inaczej, bardziej baśniowo widziałam wszystkie postacie Andersena1, La Fontaina2, Kryłowa3, no i niezrównanej Marii Konopnickiej4, na której nowelach i wierszach wychowało się moje pokolenie. Ale tego nie można było zrealizować. Dzieciństwo moje było strasznie pogmatwane. Moja mama wyszła bardzo bogato za mąż za swego wuja, który jako wdowiec w wieku 69 lat pomyślał o ponownym założeniu rodziny. Urodził się w 1842 r. Mając 21 lat, tj. w 1863 r., brał czynny udział w powstaniu styczniowym, szczególnie w przerzutach broni5. Po upadku powstania wyemigrował do Niemiec, do Bremy, gdzie pracował w fabryce cygar, a następnie rozpoczął studia agronomiczne.
Czytałam kiedyś takie ogłoszenie: "Sprzedaje się szczenięta po tresowanych rodzicach". Chyba jest "coś" takiego, co w zadatku zakodowane genetycznie, bywa przekazywane pokoleniom. Mój ojciec był - użyję tu wielkiego słowa - płomiennym patriotą, rzecznikiem wszystkiego, co jest ojczyste, co polskie. I chyba musiał nam to "coś" przekazać. Również i moja mama wychowywała nas, to znaczy mnie i moich trzech braci, w duchu religijnym i wysoce patriotycznym. Wszystko to, co tylko dotyczyło tych dwóch zagadnień: Boga i Ojczyzny, było bezdyskusyjne, niepodważalne, stawało się domeną życiową i credo naszego postępowania.
Po dziesięciu latach pożycia małżeńskiego ojciec zmarł, ale przed tym bardzo niefortunnie sprzedał majątek. Lata powojenne, dewaluacja. Mama została z czworgiem nieletnich dzieci, z których najstarsze miało dziewięć lat. Wtedy mama wyjechała z nami do swojego brata, który miał majątek pod Łomżą. A kiedy otrzymała skromną emeryturę po mężu powstańcu, powoli usamodzielniła się. Ale to były szalenie ciężkie czasy. Wszyscy uczęszczaliśmy do gimnazjum, a ja bardzo wcześnie, bo nie mając dziewiętnastu lat, wyszłam za mąż. Małżeństwo było zawarte z wielkiej i pierwszej miłości, po trzech latach skończyło się tragicznie. Zostałam wdową w wieku niespełna 23 lat. I tak wegetowałam aż do wybuchu II wojny światowej.
Ojczyzna czy dziecko, dziecko czy Ojczyzna?
Wrzesień 1939 r. Byłam osamotniona z czteroletnim dzieckiem, zagubiona w zawierusze wojennej. Boże! Niemcy! Na naszej polskiej ziemi. Jak to się stać mogło? Z kimkolwiek by się rozmawiało, to był jeden, jedyny temat. Co zrobić, żeby jakkolwiek, w czymkolwiek, w jakikolwiek bądź sposób, chociaż jedną kropelką krwi pomóc Ojczyźnie? Ojczyźnie, której nie ma. Nikt nie myślał o wysokości tej ofiary, o jej skutkach dla siebie i rodziny. Jak jest lepiej - przez całe życie wlec się z kajdanami czy ze swego życia złożyć ofiarę? Dziś może to brzmieć banalnie, ale wtedy nikt inaczej nie myślał: wychowani byliśmy w szkole na wzorcach wielkich patriotów, którzy w czasie ponad studwudziestoletniej niewoli myśleli podobnie i swoje życie za Ojczyznę oddali.
Z pomocą przyszedł przypadek. W listopadzie 1939 r. zetknęłam się przypadkowo - a może ten "przypadek" był już przez kogoś sprytnie wyreżyserowany? - z pewnym z pewnym ugrupowaniem podziemnym, mającym na celu walkę z Niemcami; zajmowało się wywiadem. Przeszłam skrócone przeszkolenie wywiadowcze.
Dzień Zwycięstwa, te kwiaty, te bzy i to morze, ta cisza i spokój jakoś usposobiły mnie do tych zwierzeń - wyjaśnia pani Kaczyńska. - Niech tak już będzie. Może wystarczy mi sił, abym przeżyła to jeszcze raz na nowo.
Wróciliśmy znad morza do domu.
- A więc jak już panu wspomniałam, przeszłam specjalne przeszkolenie w zakresie, co prawda prymitywnego, wywiadu. Wykłady, a następnie ćwiczenia w terenie: co należy obserwować?, jak należy obserwować? Dyskrecja obserwacji: manipulowanie przy makijażu, przeglądanie się w lusterku z jednoczesnym utrwalaniem w pamięci obserwowanych obiektów i interesujących nas osób. Ćwiczenia mnemotechniczne w zakresie zapamiętywania nazwisk, faktów, zaobserwowanych wydarzeń. Pamięciowe odwzorowywanie sytuacji na podstawie przedłożonego cyklu zdjęć oglądanych w ułamkach sekundy. Rodzaje hitlerowskich broni, stopni wojskowych, odwzorowywanie oglądanych budynków i rozkładu pomieszczeń z zachowaniem numeracji i rozmieszczenia poszczególnych działów. Transporty kołowe. Nawiązywanie znajomości i "zezwolenie", a raczej przyzwolenie na zawarcie znajomości z oficerami i ich żonami. Ich zwyczaje, nawyki, słabostki, sposób bycia i życia. Werbowanie informatorów. Sposoby przekazywania informacji szyfrowanych, markowanych. Wszystko o Niemcach, wszystko przeciwko Niemcom! Wywiad interesuje się dosłownie wszystkim. Z małych, zdawałoby się nic nieznaczących okruchów, tam, w centrali, montuje się pewien obraz.
Posiadałam doskonałą pamięć wzrokową i zdolności plastyczne. Moje szkice obiektów były fotograficznie dokładne, precyzyjne. Tempo szkoleniowe było mordercze, toteż szczerze ucieszyłam się, kiedy zaczęto mnie przygotowywać do przerzutu przez granicę na tereny okupowane przez Niemców1.
Była noc
Była noc. I ta noc ciągnęła się dla mnie chyba sto lat. Nie byłam jeszcze otrzaskana ze swoją nową pracą. Zawsze wydawało mi się, że jestem bardzo mocna, stanowcza, że nie mam nerwów. A tymczasem: leśniczówka, z której mieli przeprowadzić mnie przez granicę, pogrążona była w czerni nocy. Może specjalnie na taką bezksiężycową noc wyczekiwano. Wyszłam na podwórko. Była cicha, letnia, bardzo ciemna noc 1940 r. I taka cisza! Żeby chociaż cokolwiek się działo! Cokolwiek! Nawet ptaki o tej porze nocy przestały dawać o sobie znać, tylko gdzieś daleko pohukiwały sowy. One wyraźnie drwiły sobie ze mnie.
- Dokąd ty idziesz? - pytały. - Taka z ciebie matka. Głupia! Głupia! - pohukiwały sowy. - Żadna, nawet najgłupsza sowa nie zostawiłaby samopas swego pisklęcia. A ty?
I z tym konfliktem - dziecko czy Ojczyzna - wlokłam się przez całe swe dalsze życie. Kto mógłby mi wtedy na to pytanie odpowiedzieć? Jeszcze dziś zadaję sobie to pytanie. Kto jest pierwszy - dziecko czy Ojczyzna? Jedno i drugie było mi cenne i drogie. I nie mogłam sobie wtedy jakoś poradzić, pogodzić. Jak to - opuścić nieletnie dziecko i matkę staruszkę? A kto mógłby mi podpowiedzieć, skoro ja, matka swego dziecka i dziecko swojej matki, nie znalazłam na to właściwej odpowiedzi?
Jeszcze mogłam się rozmyślić. Miałam prawo. Nawet pytano mnie o to, czy się nie rozmyśliłam. Przecież idę ochotniczo. I nie za pieniądze. Idę dla jakiejś sprawy. Ale przecież może wrócę... A może te pół kropli krwi, mojej krwi, mego cierpienia i trudu na coś się przyda?
I w taką noc, z takimi myślami idę za przewodnikiem. Szelest spłoszonego ptaka, trzask gałązeczki w tej leśnej, ciemnej głuszy urasta w tej ciszy do grzmotu. Czasem wyraźnie widzę przytulone do pni sylwetki jakichś postaci. Bez wątpienia to są Niemcy. Czają się z każdym naszym krokiem, aby zaraz nas otoczyć. I naprawdę coś dusi w gardle. Zupełny brak powietrza. Ale to tylko z powodu zbyt forsownego marszu w leśnej ciemności. Potykam się o kępy traw, wystające korzenie i z tego ustawicznego napięcia.
Ile to już godzin tak idziemy, skradamy się? Czając się, przystając, omijając polanki, celowo kilkakrotnie forsując tę samą rzeczkę, aby zmylić ewentualny pościg z psami.
Świta. Niebo na wschodzie zaczęło lekko szarzeć, a później różowieć. Z łoskotem podrywają się jakieś ogromne ptaki - głuszce, a może cietrzewie? Jakże teraz zazdrościłam ptakom. Ale ptakom zazdrościłam jeszcze nieraz w życiu. Oj, jakże ja zazdrościłam ptakom.
Wreszcie wydostaliśmy się z puszczy i stanęliśmy przed jakąś gajówką, gdzie obok stogu stał chłopski drabiniasty wóz zaprzężony w dwa chude konie. A więc jestem już po drugiej stronie granicy. Pakują mnie do naprędce skleconej skrzyni, ładują na wóz i przykrywają sianem. Wóz zaterkotał po brukowanym podwórku gajówki, a później zakołysał się na polnej piaszczystej drodze.
W tej "trumnie" umieszczonej na furze siana jechałoby się zupełnie dobrze - ponownie rozpoczyna wspomnienia pani Bożena - gdyby nie mijane grupy żandarmów. Mój woźnica wdawał się z nimi w łamaną - gestykulacyjną konwersację, składającą się z kilku niezbyt skomplikowanych zwrotów, po chwili znowu ruszaliśmy dalej. Czy nie przyjdzie jakiemuś żołdakowi na myśl, aby pchnąć w tę furę bagnetem? Ot, tak dla żartu. I zadudni skrzynia. Przecież zupełnie wyraźnie słyszałam pytania żołnierzy: "Dokąd gospodarz wieźć sucha trawa?". I wtedy mój gospodarz ponownie uruchamiał dość skąpe zasoby swojej konwersacji. I tak "kołysałam się" dalej.
Wreszcie znowu zaterkotał bruk i usłyszałam gwar małego miasteczka. Po jakimś czasie wylądowałam w szopie, w której odgrzebano mnie z siennego pochówku.
Okazało się, że mój port docelowy nie był zbyt pewnym lokum, toteż po umyciu się i doprowadzeniu garderoby do jako takiego porządku udałam się w poszukiwaniu umówionego adresu.
Ulice pięknego miasteczka Suwałki zapełnione były Niemcami. Najczęstszy widok to równomiernie kołyszące się łany feldgrau1 oddziałów hitlerowskich wychodzących z koszar albo wracających do nich. Teraz miałam możność dokładnego, nie tylko z fotografii, przyjrzenia się Niemcom, wrogom. Chłopcy dobrani, doskonale odżywieni, wysportowani, na brąz opaleni, a jak uzbrojeni... Przeważnie broń automatyczna - zauważyłam zgodnie z instrukcją Centrali. Długi szereg taborów. Zmotoryzowanych wozów na ogromnych kołach i ten świdrujący uszy łoskot czołgów po suwalskim bruku.
Deutschland über alles!2 A wkrótce ich będzie cały świat - tak oni myślą. Mają ku temu słuszne podstawy. Jacy oni, jako żołnierze, są piękni, tego nie można im zaprzeczyć. A jak uzbrojeni... Co my mogliśmy przeciwstawić takiej armii? Nasze karasie3 przeciwko meserszmitom4 i dornierom5. Nasze chłopskie podwody - furmanki rekwirowane na wsi, których każde koło było nieraz inne i rozsypywało się prędzej od drugiego. Sama wola zwycięstwa nie wystarcza.
I znowu maszerują oddziały. Ile tego wojska jest tylko w Suwałkach, ile w innych miastach Polski, Czechosłowacji, Francji, Belgii? Hitlerowski potok zalewa całą Europę. Gdzie byli i co robili politycy tych państw, jeżeli dopuścili do takiego uzbrojenia się Niemiec? Jestem już na ulicy podanego mi adresu. Poprawiłam uczesanie i sprawdziłam - nikt mnie nie śledzi ani z tyłu, ani z boku. W umówiony sposób zapukałam do drzwi. Wybrałam Ojczyznę...
Dalsza część w wersji pełnej