Dlaczego Miasto - Monika Raczkowska-Zabawa

Kup ebooka

25.00 zł
20.75 zł (21,25 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

I.

1.

- Wiesz, co ona mi powiedziała?

- Niestety nie czytam w czyichś myślach, szczególnie przez telefon. - Kirka się roześmiała.

- Nie ma się z czego śmiać - ponuro burknęła Mimoza.

- Więc? - Kirka akurat nie miała czasu na rozmowę, ale ponieważ Kirka wydawała się zdenerwowana, postanowiła dowiedzieć się, co się stało. Bo chyba coś się stało, skoro Mimoza do niej zadzwoniła i do tego przerażona.

- Przyznaj, że nie nadużywam twojego czasu i w ogóle radzę sobie sama - zaczęła się tłumaczyć Mimoza.

- Raczej - przytaknęła Kirka, choć znowu miała ochotę się roześmiać, tym razem z wyznania Mimozy, które niezupełnie było prawdą.

- Niech będzie raczej. - Mimoza westchnęła.

- Czy czyjaś opinia dotycząca naszych relacji koleżeńskich tak bardzo cię wzburzyła? Bo wciąż nie wiem, czemu jesteś przejęta.

- Nie, to chyba nas nie dotyczy - odpowiedziała zamyślona Mimoza.

- Chyba?

- Chyba... - powtórzyła Mimoza.

Kirka uznała, że w jakiś sposób musi zmotywować młodszą koleżankę, aby w końcu wydobyła z siebie to, z czym do niej zadzwoniła. Czas mijał, a Kirka miała ważne spotkanie, na które zaraz będzie spóźniona.

- Mimoza, nie chcę być nieuprzejma, ale może później do ciebie zadzwonię, bo teraz jakby masz problem ze sprecyzowaniem swoich myśli.

- Nie! Wszystko ogarniam, tylko nie mogę uwierzyć...

- Błagam, mów, o co i o kogo chodzi, bo się rozłączę.

- Boję się - szepnęła Mimoza, a Kirka wyczuła w jej głosie autentyczny strach.

- Czego?

- Skoro nie masz czasu, to rzeczywiście później ci powiem albo nie powiem. - Znowu, z rezygnacją, westchnęła.

- W takiej sytuacji mam czas. - Kirka starała się uspokoić Mimozę. No cóż, pomyślała, może jakoś wytłumaczę spóźnienie. Albo nie wytłumaczę. Uśmiechnęła się do siebie, wspominając podobne określenie młodszej koleżanki.

- Boję się o Awę. Powiedziała mi, że nienawidzi ludzi - na jednym oddechu wyznała Mimoza.

Kirka odetchnęła. Awa była przyjaciółką Mimozy i dziewczyny opowiadały sobie o wszystkim.

- Rety, Mimoza! Takie rzeczy czasem się mówi, a później szybko o nich zapomina. Ktoś cię zirytuje i powiesz coś, czego niekiedy żałujesz albo się wstydzisz. A między wami, przyjaciółkami, chyba można sobie o takich emocjach mówić. Nigdy nie zdarzyło ci się wszystkich i wszystkiego nienawidzić? Tak przez chwilę, moment... Bywają tego rodzaju nastroje, a następnie mijają, choć owszem warto zastanowić się, z czego wynikły i co zrobić, aby się nie powtórzyły.

- Pewnie - bez przekonania przytaknęła Mimoza.

- I to oświadczenie Awy tak cię zdenerwowało? Na pewno Awa już zapomniała, że ci to powiedziała. A tak w ogóle miała jakiś powód, żeby tak nagle znienawidzić ludzi? Może zatem coś innego lubi? Dobre jedzenie, zwierzęta, jakieś wspomnienia?

- Nie żartuj sobie, Kirka. Nie miała właśnie żadnego powodu. I do tego była wyraźnie zadowolona z tego, co uznała za swoje przemyślenia.

- Na pewno miała jakiś powód. Pokłóciła się z chłopakiem albo z rodzicami i wystarczy, aby ludzie wydali się okropni.

- Bo są okropni - przytaknęła, tym razem z przekonaniem, Mimoza.

- To znaczy, że już obie myślicie tak samo. Zaczynam i ja się bać... o was. Mimoza, co prawda mam umówione spotkanie, ale postaram się je przełożyć, więc zamiast gadać przez telefon, spotkajmy się w naszej ulubionej kafejce. Przywlecz ze sobą Awę, żeby nie wiem jak mnie nienawidziła. Wytrzymam jej niechęć do ludzi.

- Nie wiem, czy się uda. Poza tym nie mam chęci na jakieś sesje terapeutyczne czy filozoficzne rozważania. Awa tym bardziej.

- Ale na kawę z podwójną bitą śmietaną pewnie masz chęć?

- Zobaczę, co się da zrobić - mruknęła Mimoza. - Za godzinę może być... ta kawa? - zapytała.

- Niech będzie za godzinę. - Kirka wiedziała, że jej też przyda się kawa. Chyba podwójna z potrójną bitą śmietaną, aby podnieść się na duchu po odwołaniu spotkania, które było dla niej bardzo ważne. Ale czy może być coś ważniejszego od dwóch zdesperowanych dziewczyn? Wie, jak to mieć zły nastrój, choć musiała przyznać, że takich uogólnień jak Awa nie definiowała. A przecież kto jak kto, ale ona, Kirka, miała ku temu nieco powodów. Mimoza bez pożegnania rozłączyła się, co świadczyło albo o roztargnieniu Mimozy, albo naprawdę jakimś problemie, który ją bardziej niepokoił, niż oceniła Kirka. Do cholery, psychologiem nie jestem! - stwierdziła bezradnie, ale i ze złością. Była przygotowana do wyjścia, więc jedyne, co teraz musiała zrobić, to odwołać swoje spotkanie. Jak to zrobić, aby nie popsuć wszystkiego, co tak dobrze się zapowiadało?

- To ty! Jak się cieszę! - Usłyszała w słuchawce telefonu męski głos.

- Ja też, ale...

- Nie możesz przyjść? - zapytał, jakby przewidział taką sytuację.

- Chcę, ale dzieciaki mnie potrzebują.

- Masz dzieci? - zdziwił się.

- Tak i nie.

- No to tak czy nie?

- Nie swoje - doprecyzowała z westchnieniem.

- Ach, rozumiem. To czasem nawet gorsze... - Też westchnął.

- Właściwie to duże dzieciaki, a konkretnie dziewczyny. Wiesz, z nami czasem różnie bywa. Mamy nastroje, przemyślenia...

- Tak się składa, że z nami, mężczyznami, też tak bywa. Mamy nastroje, przemyślenia...

- Więc mnie rozumiesz i...

- Wyznaczysz mi następny termin. - Roześmiał się życzliwie.

- To było bardzo oficjalne, ale i miłe. - Kirka też się roześmiała. - Że oficjalne to rozumiem, ale za empatię jestem wdzięczna.

Mężczyzna z zadowoleniem coś mruknął na do widzenia, a Kirka myślami była już w strefie innych refleksji, które uosabiała siedząca obok Mimozy Awa. Jednak przyszły obie - stwierdziła z zadowoleniem Kirka. Nawet zamówiły sobie wodę mineralną. Zerknęła na zegarek. Była trochę wcześniej, niż się umówiły, zatem albo zależało im na spotkaniu z nią, albo chciały wypić... dobrą kawę.

Niezbyt miałam ochotę na to spotkanie. Nie przepadam za kawą i w ogóle ostatnio za niczym nie przepadam. Mimoza właściwie wyciągnęła mnie z domu, obiecując jakieś czary mary w towarzystwie jej znajomej.

- Co to jakaś wróżka? - zapytałam.

- Nie, taka trochę pogubiona babka, ale wiele spraw rozumie lepiej niż ja. - Mimoza wydawała się zdenerwowana.

- A co niby jest szczególnego do zrozumienia, że potrzebujesz wsparcia? - Wytarłam nos, bo miałam odczucie, jakby leciała mi krew z jednej dziurki. Ale nic takiego, tylko wrażenie.

- Sama nie wiem. Czasem jest mi ona potrzebna. Wówczas spotykamy się w naszej ulubionej kawiarni oraz opowiadamy sobie to i owo. Następnie ona zawsze znajduje jakiś sposób, aby było lepiej, niż jest.

- Czarodziejka, rzeczywiście. - Roześmiałam się i jeszcze, zanim ją poznałam, już jej nie lubiłam. Ale ponieważ miałam nieco wolnego czasu, dałam się namówić na tę babską randkę.

- To żadna randka. - Mimoza jakby się obruszyła. - Może Witek wpadnie, więc będzie towarzystwo mieszane.

- Witek za bardzo nie namiesza w nastroju tego spotkania - wyraziłam swoją opinię. Nigdy nie mogłam zrozumieć, jak tak mądra i wrażliwa dziewczyna jak Mimoza może czuć sympatię do Witka. Przecież on patrzy tylko na ulicę albo w ekran dowolnego sprzętu posiadającego Internet. Nie jestem nawet pewna, czy wie, jaki kolor włosów ma Mimoza i w ogóle, jak wygląda. Totalny egoista, choć owszem, chyba nigdy nikogo nie obraził, bo rzadko się odzywa. Nie lubię go i już. Pewnie, że nie muszę lubić chłopaka przyjaciółki. Nawet to korzystna sytuacja, ponieważ nie ma prawdopodobieństwa, że nagle zmieni on upodobanie i zamiast Mimozy zacznie zalecać się do mnie. Uff! Przecież Witek nie potrafi się zalecać.

- Nie lubisz Witka, prawda? Dlaczego? - zapytała Mimoza.

- A czy ty znasz kogoś, kto go lubi? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

- Na przykład Kirka go lubi. - Mimoza uśmiechnęła się nieśmiało.

- Ach, już rozumiem, skąd twoje zaufanie do Kirki. Jeżeli ona lubi Witka, to w jakiś sposób - faktycznie jest niezwykła albo niespełna rozumu.

- A czy ty kogoś lubisz? - Mimoza chyba nawiązała do mojego wczorajszego wyznania. Dlatego uznałam, że skoro właściwie nie zrozumiała mojej opinii i jej kontekstu, to nie ma co udzielać jej ponownej odpowiedzi. Dodałam jedynie:

- Dobra, jak chcesz, idziemy do tej kafejki. Ja poproszę, zamiast kawy, o wodę.

- Zgoda - ucieszyła się Mimoza. Mnie też zrobiło się miło, że Mimozie jest miło. Jak można zatem uogólniać, że nikogo nie lubię, prawda?

Prawda okazała się taka, jak przypuszczałam. Najpierw zobaczyłam, jak przez okno kawiarni obserwuje nas jakaś kobieta i od razu domyśliłam się, że to Kirka. Ani ładna ani brzydka, ale rzeczywiście robiła wrażenie, jakby była nie z tego świata. Jeszcze nie wiem, dlaczego tak mi się wydaje. Nie dziwne również, że lubi Witka. On też uwielbia gapić się przez szybę na ludzi i ulicę. W każdym razie postanowiłam udawać, że wcześniej jej nie zauważyłam. Gdy Kirka do nas podeszła, Mimozie od razu poprawił się nastrój, a mnie wypadało ładnie się przywitać, ukazując w uśmiechu zestaw swojego uzębienia, co do którego dentysta nie miał zastrzeżeń. Mimoza niczym gospodyni kawiarni przedstawiła Kirkę, a Kirka z radością mnie powitała. Nie wiem, skąd u niej takie szczęście na mój widok, ale zapewne to jedna z tych, która kocha wszystkich ludzi na planecie plus wszystkie zwierzęta oraz organizmy człeko- i roślinopodobne. Oczywiście nie lubię takich ludzi, bo ich hipokryzja sięga kosmosu. Nie można kochać a priori każdego, nie znając go. Nie mam na myśli seksu tylko tę wszechogarniającą namiętność do każdego i w rezultacie nikogo. Zapytałam więc na wstępie naszej znajomości:

- Kirka, czy byłaś kiedyś zakochana?

Popatrzyła na mnie przestraszona, ale oczywiście zaraz uśmiechnęła się, aby powiedzieć, że nie rozumie skąd ta ciekawość.

- Po prostu jestem ciekawską dziewczyną i wiele spraw mnie interesuje. Jeżeli mamy spędzić ze sobą jakiś czas, fajnie by było na początku czegoś się o sobie dowiedzieć.

- A moje życie uczuciowe jest dla ciebie interesujące?

- W kontekście potwierdzenia pewnej teorii, owszem - uprzejmie wyjaśniłam.

- Wykonujesz jakieś badania naukowe? Mimoza nic mi o tym nie wspominała.

- To znaczy rozmawiałyście o mnie? - zdziwiłam się, choć powinnam domyślić, że Kirka albo Mimoza były inicjatorkami tego integracyjnego spotkania. Nie wiedziałam dlaczego, ale prawdopodobnie pomysł spotkania wynikał z chęci powiększenia grona osób do plotek przy kawie. Wciąż jednak nie wydawało mi się, abym mogła polubić Kirkę. Ale ostatecznie poznać się możemy - pomyślałam.

- Oczywiście, że byłam zakochana. Albo jestem... - Kirka odpowiedziała tajemniczo.

- Zatem świetnie! Ucieszyłaś mnie!

- Nie jestem pewna, czy nie jest to platoniczne uczucie, więc o więcej nie pytaj. - Kirka była jak miód z mlekiem dosłodzony czekoladą. Obawiam się, że u niektórych może ona wywoływać mdłości. W każdym razie wyznanie Kirki nie spowodowało, że zaczęłam bardziej ją lubić.

- Nie chcesz kawy? - Kirka spojrzała na mnie z uwagą.

- Wystarczy woda. - Równie słodko jak Kirka uśmiechnęłam się.

- Jesteś na jakiejś diecie czy coś w tym rodzaju?

- Raczej coś w tym rodzaju, ale nie jest to dieta. Co chcesz jeszcze o mnie wiedzieć? Pytaj. Ja już dowiedziałam się o tobie, czego chciałam.

Kirka wyglądała na zmieszaną jak martini z sokiem. Tym razem nie uśmiechnęła się.

- Nie przyszłam tutaj, aby cię wypytywać. Chcesz to sama powiedz coś o sobie. Nie chcesz, nie musisz. Mimoza zainspirowała mnie do tego spotkania, więc jestem. Ty natomiast nie wyglądasz na zbyt zachwyconą. Zawsze tak masz?

- Że nie emanuję zachwytem jak celebrytka, gdy robią jej zdjęcia?

- Coś w tym stylu. - Kirka przestała uśmiechać się kurtuazyjnie, więc pomyślałam, że może jednak ją polubię.

- Uwielbiam ludzi oraz wszystkie zwierzęta! - oświadczyłam z entuzjazmem.

Kirka i Mimoza popatrzyły na mnie, jakbym wyznała, że właśnie zakochałam się w Marsjaninie albo otrzymałam przed chwilą SMS-a z wiadomością o wynikach badań, które potwierdziły chorobę onkologiczną.

- Wspaniale, że masz taki pozytywny stosunek do świata - skomentowała Kirka, aczkolwiek byłam pewna, że nie uwierzyła w nic, co dotychczas jej powiedziałam. Muszę przyznać, że jest przenikliwa. Ale co tam, więcej się z nią nie spotkam, i tyle. Nie dlatego, że jest nadmiernie empatyczna, ale dlatego, że już wiedziałam, że jej nie polubię. Kłamstw bowiem między nami przybywało w tempie ekspresowym.

- O tak! Marzę, aby gdzieś zatrudnić się jako wolontariuszka - uzupełniłam zakres wiedzy Kirki o moich upodobaniach. Na szczęście lub nieszczęście dostrzegłam Witka idącego ku naszemu stolikowi.

- Mimoza, w jaki sposób przekonałaś Awę, aby przyszła z tobą do kawiarni? - Rety! Witek się odezwał, zarejestrowałam w myślach.

- Po prostu chciałam dotrzymać towarzystwa Mimozie podczas degustacji kawy. - Mrugnęłam okiem do przyjaciółki.

- Nie wierzę! - ogłosił publicznie Witek, a ja znowu odnotowałam cud wypowiedzenia przez niego kilku słów.

- To nie wierz! - Wzruszyłam ramionami.

Kirka była zakłopotana i wyraźnie marzyła, aby już zakończyć spotkanie. Pewnie próbowała coś wymyślić, by wyjść, ale sądząc po jej minie, wystąpił u niej deficyt skutecznych pomysłów. Zatem uznałam, że jej pomogę.

- Och, Kirka! Zapomniałam, że na jutro muszę przygotować streszczenie kilku lektur dla pani Honoraty. Ona zdaje w tym roku zaocznie maturę i do tego pracuje. Nie ma czasu na czytanie. Wyobrażacie sobie, jak bywa w życiu matki samotnie wychowującej dzieci.

Naturalnie, Kirka z Mimozą przytaknęły ze współczuciem i zrozumieniem, a Witek odetchnął, jakbym zwolniła go z wszelkich czynności domowych co najmniej na rok. Oczywiście nie miałam nic do zrobienia poza powrotem do domu. Ale ile przyjemności sprawiłam opuszczeniem kawiarni Witkowi oraz Kirce... i sobie także.

Gdy drzwi kawiarni zasunęły się za Awą, Kirka, Mimoza i Witek przez kilka chwil siedzieli nieruchomo, zamyśleni.

- Cały czas kłamała - odezwała się w końcu Mimoza.

- Wiem - przytaknęła Kirka. - Wyraźnie jej się nie spodobałam, nie polubiła mnie. Zresztą może wyczuła, że nasze spotkanie nie było przypadkowe i nie zaprosiłyśmy jej dlatego, że nagle chcemy ją włączyć do klubu zwierzeń przyjaciółek.

- Tak to nazywasz? Klub zwierzeń? Myślałam, że po prostu sobie ufamy i dlatego czasem możemy szczerze porozmawiać - Kirka lekko się uśmiechnęła.

- Jak zwał, tak zwał - spuentował Witek, który wbrew swojemu zwyczajowi niewtrącania się w żadne polemiki, odezwał się. - Robicie z igły widły i tyle. Awa jest niekonwencjonalna i czasem powie coś prowokacyjnego lub nieprzemyślanego, ale głupia nie jest. Myślę nawet, że jest bardzo inteligentna, stąd czasem jej dziwne choć niepozbawione sensu refleksje. A wy co, tak wszystkich uwielbiacie? Ona przynajmniej miała odwagę wyznać przyjaciółce, że kogoś nienawidzi.

- Nie kogoś tylko wszystkich ludzi - natychmiast doprecyzowała Mimoza.

- A ty z tego zrobiłaś sensację i pewnie już pół miasta wie, że Awa jest niebezpieczna - mruknął Witek i machnął ręką. - W rezultacie nie spodziewałem się tego po tobie, Mimoza. Czasem pomyśl, czy aby w jakimś sformułowaniu nie ma czegoś więcej niż taka lub inna deklaracja. Może Awa ma problemy, ktoś jej dokucza, złośliwie hejtuje lub prowokuje. Kto jak kto, ale ty, Kirka, powinnaś to wiedzieć i rozumieć. - Witek był oburzony, co u niego rzadko się objawiało, przynajmniej w formie dłuższej, krytycznej wypowiedzi.

- No właśnie wiem, rozumiem i od razu negatywnie nie oceniam - smutnym głosem stwierdziła Kirka. - Być może rzeczywiście trochę przesadziłyśmy z reakcją. Faktycznie Awa to nie histeryczka lub osoba opętana jakąś ideologią, lecz bystra obserwatorka i wrażliwa dziewczyna. Od razu zorientowała się, że nie chodzi o zaprzyjaźnienie się trzech koleżanek. Widziała, jak na was patrzę, stojąc przed kawiarnią, a następnie udała, że nic takiego nie zauważyła.

- Zatem kłamczucha - skwitowała z rozczarowaniem i żalem Mimoza.

- Nie jestem pewna, czy kłamała dlatego, że lubi kłamać, czy raczej dlatego, żeby nam dać coś do zrozumienia i przy okazji nieco wykpić postawy, które czasem rzeczywiście śmieszą lub wydają się nieszczere.

- Nie cierpię hipokryzji i hipokrytów - dodał zaraz Witek. - I co, Mimoza, z tego powodu zwołasz konsylium znajomych, aby mnie resocjalizować? Mam ci przytoczyć kilka przykładów świadczących o tym, jak niebezpieczna jest hipokryzja, a stosuje się ją bardzo często w polityce, reklamie, przy nieuczciwym załatwianiu różnych spraw.

- Dobrze, dobrze, nie będziemy teraz licytować się, kogo nie lubi bardziej niż Awa. - Kirka próbowała uspokoić sytuację. Mimoza natomiast siedziała skulona na krześle i popijała drugą kawę.

- Myślicie, że ją skrzywdziłam swoją... jak by to nazwać? Paniką? - szepnęła Mimoza.

- Intencje miałaś dobre, więc nie możesz się obwiniać - bez przekonania oceniła Kirka. - Bardziej ja byłam niepotrzebna. Wcześniej czy później Awa pewnie by ci powiedziała, o co jej chodzi i dlaczego ma niechętny stosunek do ludzi. Prawdę mówiąc, każdy z nas kogoś nie lubi, nawet bardzo, lecz tego nie wyznajemy, ponieważ boimy się takich reakcji jak u Mimozy. Trudno bowiem określić, na ile są to rozpaczliwe wyznania zrozpaczonej z jakiegoś powodu osoby, a na ile pogróżki lub coś takiego. Trzeba lepiej poznać człowieka, gdy...

- Radykalizuje się, chcesz powiedzieć - Witek z ironią dokończył za Kirkę zdanie.

- Wiesz, że chyba trafnie to określiłeś, choć może ta nazwa nie pasuje do tak zwanych kryzysów psychicznych wynikających z trudnych sytuacji.

- Przestańcie gadać o psychologii! Teoretyzować można w nieskończoność i co z tego wynika? Zazwyczaj nic. Dlatego uznałam, że lepiej zrobić coś, co może pomóc Awie zrozumieć jej problemy. Kirka zawsze była mi pomocna w takich sytuacjach. Lecz może pomyliłam się co do Awy. Ona jest inna.

- Inna, więc nie znaczy, że musisz od razu poddawać ją jakiejś terapii, na przykład ideologicznej. Najpierw powinnaś po prostu zapytać, jak ona się czuje - nie bez złości powiedział Witek.

- To może ty z nią porozmawiaj, zapytaj o samopoczucie skoro tak doskonale wiesz, co jej potrzebne - równie złośliwie burknęła Mimoza.

Chyba zanosi się na kłótnię - pomyślała Kirka.

- Czy nam chodzi o Awę, czy o jakieś ideologie, które powinno się prezentować w zależności od tego, co kto uważa za słuszne? - zapytała nieco za głośno Kirka. Kilka osób siedzących przy kawiarnianych stolikach spojrzało na nią z uśmiechem lub politowaniem.

- O Awę - odpowiedzieli jednocześnie, bez namysłu Mimoza i Witek.

- Najmniej Awa ufa mnie, zatem musicie wyłączyć mnie z projektu pomagania Awie. Poradzicie sobie doskonale sami. Mnie ewentualnie możecie prosić o jakąś niezobowiązującą opinię wynikającą z doświadczenia. A tak w ogóle zastanawiam się, czy najbardziej nie jest jej potrzebna wasza życzliwość. Gdy przechodziłam trudne chwile, właśnie najbardziej potrzebna mi była życzliwość, a nie rady, nie wspominając o dodatkowych stresach wynikających...

- Wiemy, wiemy... - Mimoza miała łzy w oczach, nie wiadomo, czy z powodu uświadomienia sobie złożoności relacji międzyludzkich na świecie, czy z powodu tego, że czuła się winna niefortunnej sytuacji, na którą naraziła Kirkę, Awę i siebie.

Kirka dokończyła pić kawę, zerknęła do smartfona i otulając się gustownym, kaszmirowym szalem, oświadczyła, że też już musi wyjść.

- Nie będę wymyślać historyjek, dlaczego was opuszczam - dodała z uśmiechem, mając na myśli fantazje Awy dotyczące wykonania streszczeń lektur dla Honoraty.

2.

- To jednak nie dla mnie. Chciałeś pomóc, doceniam. - Kirka siedziała skulona w fotelu i z rezygnacją patrzyła na czubki swoich butów. Gdy wyszła z kawiarni po spotkaniu z Awą, Mimozą i Witkiem, zadzwoniła do Czarka.

- Gdybyś jednak miał dziś czas, mogę do ciebie wpaść. Myślałam, że moja nagła sprawa do załatwienia potrwa dłużej - oświadczyła posępnie.

- Pewnie - głos w telefonie wyrażał szczere zadowolenie, więc Kirka odetchnęła z ulgą, uznając, że nie narzuca się lub nie zostanie potraktowana jak niezrównoważona. Czekał na nią w swoim biurze, co jeszcze bardziej ułatwiało niezobowiązującą rozmowę dotyczącą ich współpracy.

- Dlaczego chcesz zrezygnować? To doskonały projekt i pomysł! Odnajdziesz się w tym, jestem pewien! - Mężczyzna w wieku Kirki, wyraźnie nią zainteresowany, nie wykazywał jednak nadmiernej sympatii. Wyczuwał bowiem, że wciąż jest czymś obciążona psychicznie, co jak myślał, razem z nim przezwycięży. Ale nie będzie niczego przyspieszał ze swojej strony. Niech go pozna, polubi, zaufa. W tym jednak momencie stwierdził, że ta niezwykła dziewczyna za chwilę może zniknąć z jego życia i zapewne więcej nie będzie chciała się z nim spotkać.

- Nie, nie. Przeceniłam swoje możliwości. Przynajmniej na razie - wetchnęła. - Właśnie wróciłam ze spotkania, które uświadomiło mi, że zaufanie to sprawa bardzo istotna, a obecnie jest na nie deficyt w relacjach między ludźmi.

- To udowodnij sobie i innym, że jest inaczej! - Czarek próbował, jak potrafił, zmotywować ją do realizacji swojego projektu.

Kirka spojrzała na niego jak na osobę zupełnie pozbawioną realizmu.

- Czarek, przecież wiesz, że te zachęty typu "zrób coś, o czym marzysz, a na pewno ci się uda" albo "zaufaj sercu, marzeniom, a na pewno ci się powiedzie" oraz temu podobne są tylko po to, aby motywować często do czegoś, co wiadomo, że udać się nie może. Ale zawsze można próbować, prawda? To takie optymistyczne! Oczywiście niektórym się udaje, choć czasem dziwę się dlaczego, bo nieuczciwi, bo ranią innych, osiągając swoje cele. Czy w tym odnajdujesz jakąś...

- Tylko nie mów "sprawiedliwość", bo tego nie ma. Po prostu jednym życie układa się tak, a innym inaczej. Też zastanawiałem się, czemu cham i prostak osiąga wielki sukces, a ten, któremu zabrakło tych cech, nie zawsze albo wcale. Ale, Kirka, to nie jest zasada lub prawidłowość. Tak się zdarza, ale nie możesz negatywnymi przykładami wszystkiego uogólniać.

- A ty? Ja się czujesz w miejscu, w którym jesteś? - Rozejrzała się po eleganckim gabinecie w dobrej lokalizacji i równie eleganckim budynku.

- Dużo mnie to kosztowało i nie mam na myśli pieniędzy. Ale nie skrzywdziłem, jak sądzę, nikogo. Przynajmniej robiłem, co mogłem, aby tak było - wyznał, zastanawiając się nad tym, co mówi. - Nie będę ci opowiadał swojego życiorysu, choć jeżeli kiedyś będziesz chciała, to poznasz go ze szczegółami. I wydaje mi się, że cię rozumiem i dlatego chciałem zainwestować w twój projekt.

- I nie boisz się, że poniesiesz porażkę? - zapytała przerażona Kirka.

- Pewnie, że obawiam, ale wierzę w ciebie. - Postanowił już nic więcej nie mówić, ponieważ ta rozmowa zaczęła mu przypominać tkliwe romanse lub nieszczere gadki motywacyjne, o których wspominała Kirka.

- Zaczyna być trywialnie i banalnie - spuentowała, patrząc mu w oczy. - A ja się boję, że sobie nie poradzę, że rozczaruję siebie i ciebie i do tego będę miała wobec ciebie dług wdzięczności. Wybacz, Czarek, nie będę ryzykować. Znam siebie i wiem, co obecnie mogę, a czego nie.

- A kiedy będziesz mogła? - tym razem mężczyzna swoje pytanie wyraził w sposób na pewno nie tkliwy lub sympatyczny. Jego ironia nie była udawana.

- Nie wiem... - szepnęła Kirka i miała chęć schować się pod wielki fotel, na którym siedziała.

- Powiem ci jedno. Możesz nigdy więcej nie mieć takiej okazji, jaką ci oferuję i coraz bardziej będziesz się bała i wątpiła w siebie - starał się nie być nadmiernie miły, ale i tak chyba mu nie wychodziło, ponieważ gdy patrzył na Kirkę, chciał ją nosić na rękach, a nie dyskutować na tematy, które trzeba traktować z większym dystansem niż ona.

- Ale mam garb zbudowany z traumy...

- Bardzo lubię garbate kobiety. - Czarek życzliwie się uśmiechnął, na co i Kirka zareagowała uśmiechem. W tym momencie poczuła się bardziej swobodnie. Może spróbuję? - pomyślała. Może Czarek ma rację, nigdy nie będę pewna, że sobie poradzę, taka jestem - westchnęła.

- Coś podać? Kawę? Herbatę? - zapytał, widząc, że Kirka znowu pogrąża się w swoich rozmyślaniach.

- Już wypiłam dwie kawy, zatem dziękuję. Nic mi nie trzeba. Wiesz, Czarku, jeszcze przemyślę zarówno swój projekt, jak i naszą rozmowę. W wielu kwestiach zgadzam się z tobą. Myślę jednak, że mimo wchodzenia na szczyt masz niewielkie tak zwane życiowe doświadczenie. Czysty idealizm! Owszem piękne! - mówiła z uśmiechem.

- Ale masz zastrzeżenia i wątpliwości...

- Zawsze mam wątpliwości, a ty nie? - zdziwiła się szczerze, patrząc mu oczy.

Cóż miał jej odpowiedzieć? Że zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i tym samym pewnie zachowuje jak idiota z sentymentalnych filmów o miłości, których nigdy nie lubił, a w rezultacie stał się ich głównym bohaterem. Dlatego tylko wzruszył ramionami i zasugerował, aby Kirka zrobiła, co uzna za stosowne.

- Dziękuję ci serdecznie za spotkanie i rozmowę. - Kirka wyraźnie była zadowolona z tego, co Czarek powiedział na temat decyzji, którą ona podejmie albo nie. To najmilsze, czego od ciebie się dowiedziałam! A wierz mi, że dzisiejsze spotkanie numer jeden bardzo podkopało moją wiarę... w cokolwiek.

- Pewnie - odpowiedział ponuro. - Ty po prostu tak masz.

- No więc jednak się rozumiemy! - Kirka, jakby dostała skrzydeł. Podniosła się energicznie z fotela i prawie wyfrunęła z jego gabinetu, na do widzenia jedynie zagadkowo się uśmiechając. Natomiast on czuł się jak zgłodniały żebrak łaknący każdego jej uśmiechu, gestu. Choć tych przyjaznych mu uśmiechów i gestów nie było wiele - stwierdził bez nadziei, że Kirka jeszcze się z nim skontaktuje.