Dlaczego joga - Natalia Knopek

Kup ebooka

31.50 zł
25.83 zł (25,63 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

A

adho mu­kha sva­na­sa­na

po­zy­cja psa z gło­wą w dół

adho mu­kha vrk­sa­sa­na

po­zy­cja sta­nia na rę­kach

an­ja­ney­asa­na

po­zy­cja wscho­dzą­ce­go księ­ży­ca

ar­dha can­dra­sa­na

po­zy­cja pół­księ­ży­ca

ar­dha mat­sy­en­dra­sa­na

pół­po­zy­cja skrę­tu mę­dr­ca Mat­sy­en­dra

ar­dha ut­ta­na­sa­na

po­zy­cja in­ten­syw­ne­go roz­cią­ga­nia w pół­skło­nie

asta­va­kra­sa­na

po­zy­cja ośmiu ką­tów

B

bad­dha ko­na­sa­na

po­zy­cja schwy­ta­ne­go kąta

ba­ka­sa­na

po­zy­cja żu­ra­wia

ba­la­sa­na

po­zy­cja dziec­ka

bhu­jan­ga­sa­na

po­zy­cja ko­bry

C

ca­tu­ran­ga dan­da­sa­na

po­zy­cja kija pod­par­te­go w czte­rech miej­scach

cha­tu­sh­pa­da­sa­na

po­zy­cja ław­ki na czte­rech no­gach; pół­mo­stek

D

dan­da­sa­na

po­zy­cja sia­du pro­ste­go

dha­nu­ra­sa­na

po­zy­cja łuku

E

eka pada pa­va­na­muk­ta­sa­na

po­zy­cja uwal­nia­nia wia­tru

eka pada ra­ja­ka­po­ta­sa­na I

po­zy­cja jed­no­noż­ne­go kró­la go­łę­bi I

eka pada urdhva dha­nu­ra­sa­na

po­zy­cja wznie­sio­ne­go łuku z nogą w gó­rze; mo­stek z nogą w gó­rze

G

ga­ru­da­sa­na

po­zy­cja orła

go­mu­kha­sa­na

po­zy­cja kro­wie­go py­ska

H

ha­la­sa­na

po­zy­cja płu­ga

ha­nu­ma­na­sa­na

po­zy­cja kró­la małp

J

janu sir­sa­sa­na

po­zy­cja gło­wy do ko­la­na

K

kur­ma­sa­na

po­zy­cja żół­wia

M

ma­ka­ra­sa­na

po­zy­cja kro­ko­dy­la

ma­la­sa­na

po­zy­cja gir­lan­dy

ma­ri­chy­asa­na III

po­zy­cja skrę­tu Ma­ri­czi

ma­ri­chy­asa­na I

po­zy­cja mę­dr­ca I

mat­sy­asa­na

po­zy­cja ryby

N

na­ta­ra­ja­sa­na

po­zy­cja kró­la tań­ca

P

pa­da­ha­sta­sa­na

po­zy­cja skło­nu do przo­du z dłoń­mi pod sto­pa­mi

pa­dan­gu­stha­sa­na

po­zy­cja skło­nu do przo­du z chwy­tem za duże pal­ce

pad­ma­sa­na

po­zy­cja lo­to­su

pa­ri­pur­na na­va­sa­na

po­zy­cja stat­ku

pa­ri­vrt­ta janu sir­sa­sa­na

po­zy­cja gło­wy ob­ró­co­nej do ko­la­na

pa­ri­vrt­ta par­śva­ko­na­sa­na

po­zy­cja od­wró­co­ne­go kąta

pa­ri­vrt­ta tri­ko­na­sa­na

po­zy­cja od­wró­co­ne­go trój­ką­ta

pa­ri­vrt­ta upa­vi­stha ko­na­sa­na

po­zy­cja ob­ró­co­ne­go kąta w sia­dzie

par­sva ba­ka­sa­na

wa­riant bocz­ny po­zy­cji żu­ra­wia

par­śvot­ta­na­sa­na

po­zy­cja in­ten­syw­ne­go roz­cią­ga­nia bocz­ne­go

pas­chi­mot­ta­na­sa­na

po­zy­cja roz­cią­ga­nia w sia­dzie

pra­sa­ri­ta pa­dot­ta­na­sa­na

po­zy­cja skło­nu do przo­du z sze­ro­ko roz­sta­wio­ny­mi no­ga­mi

S

sa­la­bha­sa­na

po­zy­cja świersz­cza

sa­lam­ba sa­rvan­ga­sa­na

po­zy­cja świe­cy

sa­lam­ba sir­sa­sa­na

po­zy­cja sta­nia na gło­wie z pod­par­ciem

sid­dha­sa­na

wy­god­na po­zy­cja do me­dy­ta­cji

sup­ta bad­dha ko­na­sa­na

po­zy­cja le­żą­ce­go schwy­ta­ne­go kąta

sup­ta divi pada pa­va­na­muk­ta­sa­na

po­zy­cja ko­ły­ski

sup­ta pa­dan­gu­stha­sa­na

po­zy­cja roz­cią­ga­nia nóg w le­że­niu

sup­ta pa­dan­gu­stha­sa­na I

sup­ta pa­dan­gu­stha­sa­na II

sup­ta pa­dan­gu­stha­sa­na III

sup­ta pa­dan­gu­stha­sa­na IV

su­rya na­ma­skar

po­wi­ta­nie słoń­ca

sva­sti­ka­sa­na

po­zy­cja sia­du skrzyż­ne­go

T

ta­da­sa­na

po­zy­cja góry

ti­ti­bha­sa­na

po­zy­cja świe­tli­ka

trian­ga mu­kha­ika­pa­da pas­chi­mot­ta­na­sa­na

po­zy­cja roz­cią­ga­nia trzech koń­czyn

U

ubhaya pa­dan­gu­stha­sa­na

po­zy­cja oby­dwu du­żych pa­lu­chów

upa­vi­stha ko­na­sa­na II

po­zy­cja kąta na sie­dzą­co w skło­nie

urdhva dha­nu­ra­sa­na

po­zy­cja wznie­sio­ne­go łuku; mo­stek

urdhva ha­sta­sa­na w ta­da­sa­nie

po­zy­cja góry z unie­sio­ny­mi rę­ka­mi

urdhva mu­kha sva­na­sa­na

po­zy­cja psa z gło­wą w górę

urdhva pra­sa­ri­ta pa­da­sa­na

po­zy­cja z unie­sio­ny­mi sto­pa­mi

ustra­sa­na

po­zy­cja wiel­błą­da

utka­ta­sa­na

po­zy­cja krze­sła

ut­ta­na­sa­na

po­zy­cja in­ten­syw­ne­go roz­cią­ga­nia w głę­bo­kim skło­nie do przo­du

ut­thi­ta ha­sta pa­dan­gu­stha­sa­na

po­zy­cja z pa­lu­chem pod­nie­sio­nym do góry

ut­thi­ta ha­sta pa­da­sa­na

po­zy­cja roz­gwiaz­dy

ut­thi­ta par­śva­ko­na­sa­na

po­zy­cja roz­po­star­te­go kąta

ut­thi­ta tri­ko­na­sa­na

po­zy­cja roz­cią­gnię­te­go trój­ką­ta

V

vaj­ra­sa­na

po­zy­cja sia­du na pię­tach

va­si­stha­sa­na

po­zy­cja bocz­nej de­ski

vi­ra­bha­dra­sa­na I

po­zy­cja wo­jow­ni­ka I

vi­ra­bha­dra­sa­na II

po­zy­cja wo­jow­ni­ka II

vi­ra­bha­dra­sa­na III

po­zy­cja wo­jow­ni­ka III

vrk­sa­sa­na

po­zy­cja drze­wa

DROGA JOGINKO, DROGI JOGINIE!

Ta książ­ka jest dla cie­bie. Mam na­dzie­ję, że znaj­dziesz w niej od­po­wied­nie wska­zów­ki i in­spi­ra­cje, któ­re po­pro­wa­dzą cię da­lej two­ją jo­gicz­ną ścież­ką.

Może po­win­nam na­pi­sać tu coś wiel­kie­go i wznio­słe­go o tym, że joga jest dla mnie źró­dłem spo­ko­ju, szczę­ścia, zdro­wia i wie­lu po­zy­tyw­nych zmian w ży­ciu. Ow­szem, jest, i śmia­ło mo­gła­bym o tym mó­wić, jed­nak wolę, żeby w jo­dze każ­dy sam zna­lazł coś dla sie­bie i nie su­ge­ro­wał się zda­niem moim czy in­nych. Dla­te­go przy­to­czę tyl­ko krót­ką hi­sto­rię, któ­ra aku­rat mi się przy­po­mnia­ła, co ozna­cza, że za­pew­ne mia­ła się tu­taj zna­leźć.

Pa­mię­tam, jak kie­dyś przy obie­dzie zna­jo­mi za­py­ta­li: "A co to wła­ści­wie jest ta joga? I po co to?". Wte­dy mój mąż udzie­lił naj­pięk­niej­szej w świe­cie od­po­wie­dzi: "Joga ma ta­kie dzia­ła­nie, że jak się po­kłó­ci­my, Na­ta­lia ucie­ka na matę, a kie­dy z niej scho­dzi, to prze­pra­sza".

Mój mąż nie jest en­tu­zja­stą jogi. Zda­rzy­ło mu się kil­ka razy uczest­ni­czyć w za­ję­ciach. Twier­dził, że mu się po­do­ba i wszyst­ko faj­nie, ale... ja­koś ni­g­dy nie uda­ło mu się zwią­zać z jogą na dłu­żej. Dla­te­go ogrom­nym za­sko­cze­niem był dla mnie fakt, że po prze­czy­ta­niu tej książ­ki, jesz­cze w wer­sji ro­bo­czej, stwier­dził: "Wiesz, chy­ba za­pi­szę się na re­gu­lar­ne za­ję­cia".

Mam na­dzie­ję, że w two­im przy­pad­ku rów­nież tak bę­dzie. Chcia­ła­bym, aby ta książ­ka roz­pa­li­ła w to­bie iskier­kę cie­ka­wo­ści i chę­ci po­dą­ża­nia bar­dziej świa­do­mą ścież­ką.

Za­rów­no w mo­jej po­przed­niej książ­ce Miej umiar, jak i w tej za­chę­cam cię do kon­tak­tu ze mną. Je­śli pod­czas czy­ta­nia na­su­ną ci się ja­kieś py­ta­nia albo po pro­stu ze­chcesz po­dzie­lić się wra­że­nia­mi, opi­sać swo­ją ścież­kę, wy­ra­zić ja­kieś wąt­pli­wo­ści, pisz śmia­ło na sim­pli­fe.pl@gma­il.com.

Mo­żesz mnie rów­nież zna­leźć na:

blo­gu sim­pli­fe.pl ka­na­le YouTu­be - sim­pli­fe pl - gdzie udo­stęp­niam fil­my in­struk­ta­żo­we do wspól­nej prak­ty­ki In­sta­gra­mie @sim­pli­fe.pl Fa­ce­bo­oku @sim­pli­fepl

Za­pra­szam rów­nież do bez­po­śred­nie­go kon­tak­tu pod­czas or­ga­ni­zo­wa­nych prze­ze mnie wy­jaz­dów czy róż­ne­go ro­dza­ju warsz­ta­tów.

CO ZNAJDZIESZ W TEJ KSIĄŻCE

Joga zna­na jest od kil­ku ty­się­cy lat, jed­nak na­wet, a może zwłasz­cza, obec­nie, przy ogrom­nej ilo­ści do­stęp­nych źró­deł, trud­no jest nam w tym wszyst­kim się po­ru­szać.

Tak na­praw­dę samo pla­no­wa­nie za­war­to­ści tej książ­ki za­ję­ło mi mnó­stwo cza­su. Joga jest taką dzie­dzi­ną, o któ­rej moż­na bez­u­stan­nie pi­sać, mó­wić, czy­tać i któ­rej moż­na do­świad­czać la­ta­mi.

Jak więc ze­brać to wszyst­ko w książ­ce? Nie da się, choć­by nie wiem, jak bar­dzo się tego pra­gnę­ło.

Dla­te­go bar­dzo su­biek­tyw­nie wy­bra­łam za­kres za­gad­nień i te­ma­tów, któ­re moim zda­niem za­in­te­re­su­ją współ­cze­sne­go czło­wie­ka chcą­ce­go za­cząć swo­ją przy­go­dę z jogą. Albo może już za­czął, ale w ja­kiś spo­sób za­mie­rza po­głę­bić wła­sną wie­dzę i szu­ka dla sie­bie kom­pen­dium.

JĘZYK KSIĄŻKI

W tek­ście znaj­dziesz za­rów­no tra­dy­cyj­ne na­zwy ele­men­tów i po­zy­cji, jak i ich pol­skie tłu­ma­cze­nia. Wy­szłam z za­ło­że­nia, że jed­ne nie mogą funk­cjo­no­wać bez tych dru­gich. Gdy­by nie pol­skie na­zwy, ktoś mógł­by od­nieść wra­że­nie, że pi­szę ja­kimś nie­zro­zu­mia­łym slan­giem. Oso­by po­szu­ku­ją­ce i po­cząt­ku­ją­ce mo­gły­by się znie­chę­cić pod­czas czy­ta­nia cią­gu zu­peł­nie nie­zro­zu­mia­łych wy­ra­zów.

Nie chcia­łam jed­nak po­mi­jać ory­gi­nal­nych san­skryc­kich nazw po­zy­cji. Nio­są one ze sobą pier­wot­ne zna­cze­nie i hi­sto­rię. W co­dzien­nym ży­ciu rów­nież czę­sto za­cho­wu­je­my ory­gi­nal­ne na­zwy. Za oknem mamy smog, a nie dym­głę (ang. smo­ke - dym i fog - mgła), wy­sy­ła­my e-ma­ile, a nie li­sty elek­tro­nicz­ne, ko­rzy­sta­my ze smart­fo­nów (smart­pho­ne), a nie spryt­nych te­le­fo­nów. Na­zwy po­zy­cji po­roz­bi­ja­ne są na czło­ny, z któ­rych każ­dy jest tłu­ma­czo­ny od­dziel­nie (na przy­kład jed­na z po­zy­cji na­zy­wa się eka­pa­da urdhva dha­nu­ra­sa­na, czy­li po­zy­cja wznie­sio­ne­go łuku z nogą w gó­rze, co roz­bi­ja się na: eka - ?je­de­n?, pada - ?no­ga?, urdhva - ?do gó­ry?, a dha­nur - ?łu­k?).

ILUSTRACJE ZAMIAST ZDJĘĆ

Być może bę­dziesz za­sta­na­wiać się, dla­cze­go w książ­ce za­miast zdjęć po­szcze­gól­nych po­zy­cji zo­sta­ły wy­ko­rzy­sta­ne ilu­stra­cje. Nie było to przy­pad­ko­we dzia­ła­nie. Asa­ny są jak for­my, w któ­re mo­że­my pró­bo­wać wpi­sy­wać na­sze cia­ło. To one na­da­ją ogól­ny rytm na­szym ru­chom na ma­cie. Jed­nak nie­ko­niecz­nie po­win­ny być one bez­re­flek­syj­nie na­śla­do­wa­ne. Zwłasz­cza te­raz, kie­dy na cia­łach wie­lu z nas swo­je pięt­no wy­ci­snął sie­dzą­cy tryb ży­cia, po­trze­bu­je­my więk­sze­go zwró­ce­nia uwa­gi na cia­ło, zro­zu­mie­nia go i trak­to­wa­nia z mi­ło­ścią. Poza tym zdję­cia kon­kret­nej oso­by za­wsze nio­są ja­kieś sko­ja­rze­nia. Lu­bi­my ją albo wca­le nie. Za­czy­na­my się z nią po­rów­ny­wać i szu­kać wy­mó­wek. Po­stać ry­so­wa­na jest bar­dziej trans­pa­rent­na, bo się z nią nie utoż­sa­mia­my. Sta­je się dla nas je­dy­nie in­spi­ra­cją i dro­go­wska­zem.

Na pew­no za­uwa­żysz, że na ilu­stra­cjach po­ka­zu­ją­cych po­szcze­gól­ne po­zy­cje, zna­la­zły się czer­wo­ne strzał­ki. Po­trak­tuj je jako do­dat­ko­we wska­zów­ki - po­ka­zu­ją one kie­ru­nek pra­cy w asa­nie lub miej­sce, na któ­re trze­ba zwró­cić szcze­gól­ną uwa­gę (np. rów­ne usta­wie­nie kol­ców bio­dro­wych). Jed­nak nie trak­tuj ich jako wzo­ru, do któ­re­go trze­ba dą­żyć za wszel­ką cenę. Każ­de cia­ło jest inne i tym, co chce­my wy­pra­co­wać so­bie za po­mo­cą jogi, jest ak­cep­to­wa­nie go wła­śnie ta­kim, ja­kie jest.

Joga daje moż­li­wość roz­wo­ju i dą­że­nia do do­sko­na­ło­ści każ­de­mu, bez wzglę­du na fi­zycz­ne czy psy­chicz­ne pre­dys­po­zy­cje. Dla­te­go tak waż­ne jest, żeby po pro­stu dać so­bie szan­sę i spo­kój. I czas, bo to on naj­wy­raź­niej ry­su­je zmia­ny w na­szym cie­le.

JOGA NA WSCHODZIE I ZACHODZIE

Ścież­ki, któ­re pro­wa­dzą nas do jogi, są bar­dzo spe­cy­ficz­ne i zu­peł­nie in­dy­wi­du­al­ne. Do­kład­nie tak samo jest z po­wo­dem, dla któ­re­go po­dą­ża­my wy­bra­ną przez sie­bie ścież­ką. W wie­lu przy­pad­kach, rów­nież w moim, pierw­szym ze­tknię­ciem się z jogą były wła­śnie asa­ny, czy­li po­zy­cje, któ­re wy­ko­nu­je­my na ma­cie. W tam­tym cza­sie już samo prak­ty­ko­wa­nie po­zy­cji na ma­cie było tym, cze­go po­trze­bo­wa­łam i co da­wa­ło mi po­czu­cie ra­do­ści i lek­ko­ści. Oka­za­ło się też le­kiem na ból i wie­le smut­ków, na­wet tych skry­wa­nych głę­bo­ko w so­bie.

Joga czę­sto sta­je się an­ti­do­tum na róż­ne­go ro­dza­ju fi­zycz­ne bóle czy na­pię­cie psy­chicz­ne, któ­re­go nie je­ste­śmy w sta­nie roz­ła­do­wać w ża­den spo­sób. Co­raz częś­ciej prak­ty­ko­wa­nie jogi bywa po­le­ca­na przez le­ka­rzy, fi­zjo­te­ra­peu­tów czy psy­cho­lo­gów. Za każ­dym ra­zem ogrom­nie mnie to cie­szy. Po co fa­sze­ro­wać się środ­ka­mi che­micz­ny­mi i le­kar­stwa­mi albo de­cy­do­wać się na ope­ra­cję, sko­ro moż­na so­bie po­móc ina­czej? I to cał­kiem na­tu­ral­nie.

Joga jako fi­lo­zo­fia ma swo­je lata. Pro­to­jo­ga ist­nia­ła już kil­ka ty­się­cy lat temu. Mówi się, że Za­chód od­krył jogę do­pie­ro w la­tach sie­dem­dzie­sią­tych XX wie­ku, głów­nie za spra­wą ru­chu hi­pi­sow­skie­go. Mło­de po­ko­le­nie za­czę­ło wte­dy kry­ty­ko­wać kon­sump­cyj­ny styl ży­cia ro­dzi­ców i szu­kać dla sie­bie no­wej dro­gi. Do jej po­pu­la­ry­za­cji przy­czy­ni­li się zna­ni ar­ty­ści tam­tych lat, mię­dzy in­ny­mi ze­spół The Be­atles.

Za­chód sku­pił się głów­nie na po­zy­cjach. Asa­ny po­zwa­la­ją na ogrom­ną pra­cę na po­zio­mie cia­ła, któ­rej skut­ki są wi­docz­ne pra­wie na­tych­miast: ła­twiej­sze wsta­wa­nie rano, spo­koj­niej­szy sen, lep­sze tra­wie­nie, ra­dze­nie so­bie ze stre­sem, umie­jęt­ność zre­lak­so­wa­nia się czy po­zby­cie się bólu w ple­cach. Sku­pia­nie się na ich pra­wi­dło­wym wy­ko­na­niu ma swo­je uza­sad­nie­nie nie tyl­ko w po­sta­ci ko­rzy­ści, ja­kie z nie­go pły­ną, ale po­par­te jest rów­nież sta­ro­żyt­nym prze­ka­zem. Pod­kre­śla się w nim, że pra­na­ja­ma, czy­li tech­ni­ka opa­no­wa­nia od­de­chu, bez oswo­je­nia się z po­zy­cja­mi jogi nie może być w peł­ni po­zna­na.

Na­ukę jogi na Za­cho­dzie czę­sto koń­czy się wła­śnie na tym eta­pie. Adept nie sta­wia na­wet jed­ne­go kro­ku poza matę, przez co joga bar­dzo krzyw­dzą­co jest po­strze­ga­na jako sport, gim­na­sty­ka lub ko­lej­na od­mia­na fit­nes­su.

Bar­dzo za­le­ża­ło mi na tym, żeby w książ­ce po­ru­szyć rów­nież inne aspek­ty zwią­za­ne z prak­ty­ką jogi, te wy­kra­cza­ją­ce poza matę i "gim­na­sty­kę". Obec­nie co­raz czę­ściej za­uwa­żam, że w jo­dze szu­ka­my nie tyl­ko spo­so­bów na uśmie­rze­nie bólu ple­ców, ale rów­nież bodź­ca do we­wnętrz­nych prze­mian.

Spo­tka­łam się kie­dyś z prze­pięk­nym opi­sem guru jako oso­by, któ­rej, bę­dąc w le­sie, mo­że­my spy­tać o to, gdzie zna­leźć naj­wię­cej ja­gód. On wska­że nam kie­ru­nek, jed­nak to my wy­bie­rze­my dro­gę, któ­rą chce­my dojść do celu.

Niech i ta książ­ka bę­dzie dla po­szu­ku­ją­cych ta­kim ma­łym ze­sta­wem dro­go­wska­zów. Ale pa­mię­taj, że to ty de­cy­du­jesz, ty wy­bie­rasz kie­ru­nek i ty ru­szasz w dro­gę.

JOGA WSPÓŁCZEŚNIE

Ży­je­my w bar­dzo in­ten­syw­nym cza­sie. Czę­sto mo­że­my od­nieść wra­że­nie, że wszyst­ko dzie­je się w za­wrot­nym tem­pie. Go­ni­my za modą, lu­bi­my no­win­ki tech­no­lo­gicz­ne, cią­gle po­trze­bu­je­my no­wych bodź­ców i sty­mu­la­cji. Mo­gło­by się wy­da­wać, że sys­tem jogi, któ­ry zo­stał wy­na­le­zio­ny ty­sią­ce lat temu, ma nie­wie­le wspól­ne­go z na­szą rze­czy­wi­sto­ścią. Oka­zu­je się jed­nak, że jest zu­peł­nie od­wrot­nie. Na­uka jogi jest wciąż ak­tu­al­na, uzna­wa­na za po­nad­cza­so­wą, po­nie­waż we­wnętrz­nie czło­wiek wca­le się nie zmie­nił. Na­dal ma ta­kie same pra­gnie­nia, lęki czy uczu­cia.

Współ­cze­śnie joga ko­ja­rzo­na jest z ćwi­cze­nia­mi na ma­cie. Nie ma ni­cze­go złe­go w prak­ty­ko­wa­niu jej wła­śnie w ta­kiej po­sta­ci, bez ana­li­zo­wa­nia i wdra­ża­nia po­zo­sta­łych stop­ni. Wie­le osób sku­pia się tyl­ko na jej fi­zycz­nej stro­nie. W koń­cu mało kto ma czas na to, by po­świę­cać dłu­gie go­dzi­ny in­ten­syw­nym prak­ty­kom ener­ge­tycz­nym albo stu­dio­wa­niu sta­rych pism jo­gicz­nych.

Dla­te­go wła­śnie więk­szość osób de­cy­du­je się na prak­ty­ko­wa­nie jogi opar­tej na po­zy­cjach, pod­cho­dzi do niej z naj­więk­szym en­tu­zja­zmem, po­nie­waż jest na­ma­cal­na, od­czu­wal­na i przy­no­si wi­docz­ne zmia­ny w krót­kim cza­sie. Poza tym "ćwi­cze­nie" i ak­tyw­ność fi­zycz­na są dla nas dość na­tu­ral­ne, wpi­sa­ne w kul­tu­rę, a me­dy­ta­cja już nie­ko­niecz­nie.

Nic nie stoi na prze­szko­dzie, żeby po­zo­stać przy trak­to­wa­niu prak­ty­ki jako na­rzę­dzia proz­dro­wot­ne­go czy spraw­no­ścio­we­go. Waż­ne, aby ją przede wszyst­kim lu­bić i do­ko­ny­wać ta­kich mo­dy­fi­ka­cji, żeby jak naj­le­piej do­pa­so­wać ją do sie­bie. Być może póź­niej przyj­dzie mo­ment, gdy za­in­te­re­su­je­my się pra­na­ja­mą albo me­dy­ta­cją. Bądź­my otwar­ci.

CO PRZYCIĄGA LUDZI NA MATĘ

Prak­ty­ku­ję re­gu­lar­nie. Sta­ram się to ro­bić moż­li­wie jak naj­bar­dziej uważ­nie. Ob­ser­wu­ję to, co dzie­je się w moim cie­le, i jak to wpły­wa na wszyst­ko, co się wy­da­rza do­oko­ła. Za­uwa­żam, że do­świad­czam zmian. Nie cho­dzi tu tyl­ko o zmia­ny na po­zio­mie cia­ła. Te oczy­wi­ście też są, bo siła i ela­stycz­ność nie bio­rą się zni­kąd. My­ślę bar­dziej o zmia­nach do­ko­nu­ją­cych się póź­niej i o tym, jak do­świad­cze­nia z maty prze­ni­ka­ją do ży­cia co­dzien­ne­go.

Czę­sto za­sta­na­wiam się nad tym, co przy­cią­ga na matę in­nych. Co spra­wia, że chcą za­cząć i że kon­ty­nu­ują tę przy­go­dę.

Po­wo­dy są naj­róż­niej­sze. Słu­cham i czy­tam o nich w e-ma­ilach od uczest­ni­ków warsz­ta­tów czy w wia­do­mo­ściach od czy­tel­ni­ków blo­ga. Cza­sem cho­dzi o stres, in­nym ra­zem o pro­ble­my z krę­go­słu­pem, chęć zrzu­ce­nia paru ki­lo­gra­mów, wy­rzeź­bie­nia syl­wet­ki czy po pro­stu to kwe­stia mody. Poza tym wie­le osób za­uwa­ża po­zy­tyw­ne re­zul­ta­ty już po pierw­szych za­ję­ciach - po­czu­cie lek­ko­ści, lep­szy na­strój czy ła­twość kon­cen­tra­cji. Tą ra­do­ścią i od­kry­ciem dzie­lą się póź­niej z in­ny­mi, za­chę­ca­jąc ich do prak­ty­ki, bar­dzo czę­sto z po­wo­dze­niem.

Jed­nak co­raz czę­ściej oprócz tych ty­po­wo cie­le­snych po­trzeb po­ja­wia­ją się du­cho­we. Jako spo­łe­czeń­stwo je­ste­śmy sto­sun­ko­wo bo­ga­ci, co po­wo­li za­czy­na do nas do­cie­rać. Zda­je­my so­bie spra­wę, że mamy na­tych­mia­sto­wy do­stęp pra­wie do wszyst­kie­go. Cza­sy wy­sta­wa­nia w ko­lej­ce, żeby zdo­być pro­duk­ty pierw­szej po­trze­by, daw­no już mi­nę­ły. Mimo to po­cząt­ko­wa faza prze­mian była okre­sem za­chły­śnię­cia się. Chcie­li­śmy mieć dużo, szyb­ko i na za­pas. Na pierw­szym miej­scu zna­la­zły się po­trze­by ma­te­rial­ne, dłu­go tłu­mio­ne, a do­pie­ro po­tem cała resz­ta. Po­trze­by du­cho­we były na sa­mym koń­cu.

Naj­gor­sze jest to, że to "po­tem" nie na­stę­pu­je, bo... nie­ustan­nie jest do zro­bie­nia coś in­ne­go. Za­wsze znaj­dzie się coś, cze­go nie mamy, a prze­cież mo­gli­by­śmy mieć. Wol­ny ry­nek ma to do sie­bie, że sam się kształ­tu­je. Dla­te­go spryt­nie stwa­rza nam po­trze­by, o któ­rych na­wet sami by­śmy nie po­my­śle­li. Te­le­wi­zor musi być co roku więk­szy, sa­mo­chód szyb­szy, a wy­ciecz­ki jesz­cze dal­sze. Prze­cież Eu­ro­pa jest zu­peł­nie pas­sé.

Ostat­nio jed­nak to my­śle­nie się zmie­nia. Za­ka­za­ny owoc prze­sta­je sma­ko­wać, gdy sta­je się ogól­no­do­stęp­ny. Pro­mo­cje, wy­prze­da­że, ob­niż­ki, kre­dy­ty, ta­nie loty - to wszyst­ko spra­wia, że speł­nie­nie na­szych za­chcia­nek jest prak­tycz­nie na wy­cią­gnię­cie ręki.

A wte­dy oka­zu­je się, że tak na­praw­dę nie tego chcie­li­śmy, że to nie są rze­czy, któ­ry­mi za­ła­ta­my dziu­ry w ser­cu. Jim Car­rey po­wie­dział kie­dyś, że chciał­by, aby każ­dy czło­wiek miał szan­sę stać się sław­nym i bo­ga­tym oraz żeby mógł ku­pić wszyst­ko, o czym ma­rzy, bo tyl­ko w ten spo­sób zro­zu­mie, że nie taki jest cel ży­cia i nie to daje ra­dość. Za­czy­na­my to ro­zu­mieć i jed­no­cze­śnie szu­kać da­lej, drą­żyć. Sko­ro nie to jest sen­sem, to prze­cież musi być coś jesz­cze.

Co­raz wię­cej osób za­czy­na od­czu­wać sa­mot­ność, wy­ob­co­wa­nie czy nie­zro­zu­mie­nie. Do tego do­cho­dzi pro­blem w bu­do­wa­niu trwa­łych re­la­cji, za­ufa­nia i otwie­ra­niu się na dru­gie­go czło­wie­ka. Ob­ra­sta­my sko­ru­pą, w któ­rej czu­je­my się po pro­stu bez­piecz­nie. To wła­śnie stąd bio­rą się wy­pa­le­nie za­wo­do­we, de­pre­sja, bez­sen­ność i sta­ny lę­ko­we. Stres to­wa­rzy­szą­cy nam przez więk­szą część ży­cia zbie­ra ogrom­ne żni­wo.

Od kil­ku lat ob­ser­wu­ję wzmo­żo­ne za­in­te­re­so­wa­nie jogą. Za­miast ku­pić ko­lej­ny me­bel czy ubra­nie, któ­re za­wi­śnie smut­no w sza­fie, wo­li­my za­in­we­sto­wać w kar­net na za­ję­cia jogi albo w wy­jazd da­le­ko za mia­sto po­łą­czo­ny z prak­ty­ką, od­by­wa­ją­cy się na ta­kim koń­cu świa­ta, że trud­no na­wet o do­stęp do in­ter­ne­tu. W dzi­siej­szym świe­cie to pa­ra­dok­sal­nie wła­śnie by­cie of­fli­ne za­czę­ło być luk­su­sem, za któ­ry chce­my pła­cić.

Joga to nie jest sie­dze­nie w po­zy­cji lo­to­su i li­cze­nie od­de­chów. To nie jest za­kła­da­nie nogi za gło­wę i po­szu­ki­wa­nie swo­jej praw­dzi­wej na­tu­ry przy dźwię­ku pę­ka­ją­cych ścię­gien. Ćwi­cze­nie asan jest tyl­ko jed­nym z wie­lu ele­men­tów, waż­nym, ale nie nad­rzęd­nym. Klu­czo­wa sta­je się tu­taj pra­ca na po­zio­mie świa­do­mo­ści. Prak­ty­ku­jąc, wy­co­fu­je­my zmy­sły do środ­ka. Od­ry­wa­my wzrok od świa­ta ze­wnętrz­ne­go, od tego, co mamy albo chcie­li­by­śmy mieć. Roz­wi­ja­nie tej we­wnętrz­nej uważ­no­ści uczy nas sku­pia­nia się na tym, co istot­ne. Na tym, co wca­le nie ma związ­ku z ma­te­rią.

Cia­ło jest bez­po­śred­nio po­łą­czo­ne ze świa­do­mo­ścią. Dla­te­go to, co wy­glą­da jak zwy­kła gim­na­sty­ka, tak na­praw­dę jest cięż­ką pra­cą we­wnętrz­ną. Po­zna­jąc cia­ło i ob­ser­wu­jąc je, do­wia­du­je­my się o na­szych ogra­ni­cze­niach i na­pię­ciach. Do­pie­ro jed­nak po­ko­nu­jąc te blo­ka­dy albo su­mien­nie nad nimi pra­cu­jąc, za­czy­na­my zmie­niać sie­bie. I to sie­bie przez duże S.

Prak­ty­ka jogi nie koń­czy się na ma­cie. Ona się na niej do­pie­ro za­czy­na. Tę wy­pra­co­wa­ną pod­czas ćwi­czeń świa­do­mość i cier­pli­wość prze­no­si­my na spra­wy co­dzien­ne. Za­czy­na­my two­rzyć swo­je "tu i te­raz" z ta­kim sku­pie­niem i od­da­niem, z ja­kim wy­ko­nu­je­my ko­lej­ne asa­ny pod­czas za­jęć.

JOGA, JAKĄ ZNAMY Z MEDIÓW

Je­śli znasz jogę z In­sta­gra­ma, in­ter­ne­tu i okła­dek ma­ga­zy­nów, mo­żesz mieć wra­że­nie, że cała prak­ty­ka spro­wa­dza się do sta­nia na rę­kach i za­kła­da­nia nogi za gło­wę oraz że jest to sport tyl­ko dla bar­dzo szczu­płych i ide­al­nie wy­gim­na­sty­ko­wa­nych dziew­czyn w ob­ci­słych leg­gin­sach (albo bi­ki­ni - w za­leż­no­ści od tego, na jaką sze­ro­kość geo­gra­ficz­ną prze­nie­sie­my się z tym ob­ser­wo­wa­niem). I ja pew­nie też bym tak te­raz my­śla­ła, gdy­bym nie po­szła na swo­je pierw­sze za­ję­cia.

Dla­te­go wła­śnie je­stem nie­zwy­kle wdzięcz­na lo­so­wi za to, że z jogą ze­tknę­łam się, za­nim to było mod­ne i jesz­cze przed na­sta­niem tej znie­kształ­ca­ją­cej ery in­ter­ne­tu.

Nie chcę po­wie­dzieć, że me­dia spo­łecz­no­ścio­we są złe. Nie ma rze­czy ani zja­wisk, któ­re z za­ło­że­nia są złe. Wszyst­ko jest za­wsze kwe­stią wy­bra­ne­go fil­tra i spo­so­bu, w jaki bę­dzie­my się nim po­słu­gi­wać.

Po­pu­la­ry­za­cja jogi w tych ka­na­łach może za­szko­dzić tym, któ­rzy nie mogą się ze­brać na od­wa­gę i spró­bo­wać. Za­wsze bę­dzie im się wy­da­wa­ło, że joga jest za trud­na, i zmie­nią ten po­gląd praw­do­po­dob­nie do­pie­ro wte­dy, gdy sami się z nią skon­fron­tu­ją. Jed­no­cze­śnie jed­nak ten ma­so­wy prze­kaz przy­czy­nia się do po­pu­la­ry­za­cji jogi, uświa­do­mie­nia lu­dziom, że coś ta­kie­go w ogó­le ist­nie­je.

Na Za­cho­dzie, a tak­że w Pol­sce, prak­ty­ko­wa­nie jogi czę­sto spro­wa­dza się do ćwi­czeń fi­zycz­nych, co dla jed­nych może być za­chę­tą, bo joga przy­po­mi­na wte­dy ae­ro­bik czy stret­chin­go­we uzu­peł­nie­nie ćwi­czeń na si­łow­ni, a dla dru­gich - sku­tecz­nym stra­sza­kiem. Po­ja­wia się myśl: sko­ro nie je­stem ak­tyw­na fi­zycz­nie, nie cho­dzę na rę­kach po miesz­ka­niu i nie dra­pię się pal­cem u nogi za uchem, to nie po­ra­dzę so­bie z jogą.

I w jed­nym, i w dru­gim przy­pad­ku jest to duża po­mył­ka. Spro­wa­dza­nie prak­ty­ki jogi do wy­gi­ba­sów na ma­cie jest wy­jąt­ko­wo krzyw­dzą­ce. Na Za­cho­dzie mało się o tym mówi, jed­nak asa­ny, czy­li po­zy­cje jogi, to trze­ci z ośmiu fi­la­rów jogi, o któ­rych wię­cej prze­czy­tasz na ko­lej­nych stro­nach. Z ca­łej tej pa­le­ty dzi­siej­szy świat wy­brał so­bie aku­rat ten trze­ci, naj­bar­dziej cie­le­sny. Po­cząt­ko­wo było od­wrot­nie - w pier­wot­nym jo­gicz­nym świe­cie asa­nom nie po­świę­ca­no zbyt wie­le miej­sca i uwa­gi. Dla­te­go nie­za­leż­nie od tego, co gło­szą me­dia, w jo­dze nie cho­dzi o gim­na­sty­kę, akro­ba­cje i by­cie ide­al­nym w tym, co się robi na ma­cie. W prak­ty­ce na ma­cie za­wsze pra­cu­je się zgod­nie ze swo­imi moż­li­wo­ścia­mi, któ­re każ­de­go dnia i w każ­dej mi­nu­cie są zu­peł­nie inne. Robi się tyle, ile się czu­je, że się chce i może, tyle, na ile po­zwa­la nam cia­ło. Nie­ste­ty z mo­ich ob­ser­wa­cji jako na­uczy­cie­la wy­ni­ka, że z roku na rok i z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie cia­ło po­zwa­la nam na co­raz mniej. Dzie­ciń­stwo spę­dzo­ne przed kom­pu­te­rem, a nie na po­dwór­ku, przy­po­mi­na o so­bie na każ­dym kro­ku.

Dla­te­go nie dys­kre­dy­tu­ję asan i fi­zycz­no­ści w jo­dze. Czerp­my ko­rzy­ści z ich zba­wien­ne­go dzia­ła­nia na na­sze cia­ło, ale nie uwa­żaj­my ich za nie­osią­gal­ny cel ani na­wet za cel, któ­ry chce­my osią­gnąć w okre­ślo­nym cza­sie.

Joga to nie cyrk i akro­ba­cje, choć i ta­kie rze­czy się zda­rza­ją. Czy­ta­łam kie­dyś, że w XIX i XX wie­ku jo­gi­ni byli spro­wa­dza­ni do cyr­ków. Ich wła­ści­cie­le byli tak za­fa­scy­no­wa­ni tą wschod­nią tech­ni­ką, któ­ra daje jed­no­cze­śnie siłę i ela­stycz­ność, że spro­wa­dza­li mi­strzów do sie­bie, żeby akro­ba­ci mo­gli ćwi­czyć swo­je umie­jęt­no­ści pod ich okiem. Pod ich du­żym wpły­wem po­zo­sta­je cho­ciaż­by Ci­rque du So­le­il.

Cia­ło jest pięk­ne i zdol­ne do cu­dow­nych rze­czy. Może sta­no­wić in­spi­ra­cję dla sztu­ki i wspa­nia­le pre­zen­to­wać się na zdję­ciach. Jed­nak umie­jęt­nie od­dzie­laj­my te in­spi­ra­cje i bal­sam dla oczu od praw­dzi­wej isto­ty jogi. W cza­sach kul­tu cia­ła, nad­mier­nej sek­su­ali­za­cji, mody na pół­na­gie i nie­na­tu­ral­nie wy­gię­te gwiaz­dy In­sta­gra­ma war­to pa­mię­tać, że joga to nie tyl­ko fi­zycz­ność. To tak­że, a wła­ści­wie przede wszyst­kim, to, co dzie­je się w na­szej gło­wie i na­szym ser­cu.

Pod­czas prak­ty­ko­wa­nia jogi zmie­nia­my sie­bie, bu­du­je­my swo­ją dys­cy­pli­nę, uczy­my się re­lak­so­wać, słu­chać cia­ła i po­dą­żać za od­de­chem. Jed­nak ta prak­ty­ka nie po­le­ga na zmu­sza­niu się do dzi­wacz­nych wy­gi­ba­sów, akro­ba­cji czy pra­cy po­nad siły.

Prak­ty­ka jogi nie ma nic wspól­ne­go z osią­ga­niem per­fek­cji w wy­ko­ny­wa­niu po­zy­cji. Wy­ko­nu­je się je dla sie­bie, żeby le­piej zro­zu­mieć swo­je wnę­trze i me­cha­ni­zmy nim rzą­dzą­ce, ob­ser­wo­wać je i umieć nimi po­kie­ro­wać. Jest na­szą dro­gą do ak­cep­ta­cji i po­skro­mie­nia na­sze­go ego.

Joga to nie ćwi­cze­nie asan, nie per­fek­cja czy wy­ści­gi. Mo­żesz wy­ko­ny­wać sza­le­nie trud­ne asa­ny i cze­kać na apro­ba­tę i po­klask, ale we­wnątrz czuć pust­kę. Mo­żesz też po­peł­niać mnó­stwo błę­dów w tych naj­prost­szych po­zy­cjach, jed­nak two­ja po­sta­wa bę­dzie spo­koj­na, sku­pio­na na wnę­trzu, zgod­na i spój­na. Taka bez za­zdro­ści, bez po­czu­cia ko­niecz­no­ści i dzia­ła­nia na po­kaz.

CZYM JOGA RÓŻNI SIĘ OD AKTYWNOŚCI FIZYCZNEJ

Nie­któ­rzy uwa­ża­ją jogę za nową modę i ko­lej­ną od­mia­nę fit­nes­su. Jak już wspo­mnia­łam, joga jest zna­na od za­ra­nia dzie­jów, a do ćwi­czeń fi­zycz­nych też trud­no ją za­li­czyć.

Za­sad­ni­cza róż­ni­ca po­le­ga na sku­pie­niu uwa­gi. W spo­rcie i we wszel­kie­go ro­dza­ju ak­tyw­no­ściach na­sza uwa­ga sku­pio­na jest na ze­wnątrz: na prze­ciw­ni­ku, cza­sie, po­przecz­ce, wy­trzy­ma­ło­ści, ry­wa­li­za­cji czy bi­ciu re­kor­du. Na­wet w gim­na­sty­ce, któ­ra czę­sto bywa po­rów­ny­wa­na do jogi, ćwi­czą­cy sku­pia się na pre­cy­zji ru­chu, a nie re­ak­cjach swo­je­go cia­ła, sta­nie or­ga­nów we­wnętrz­nych i du­cha.

Na­to­miast prak­ty­ku­jąc jogę, sta­ra­my się jak naj­bar­dziej wy­łą­czyć i od­izo­lo­wać od oto­cze­nia. Wszyst­kie na­sze zmy­sły sku­pia­ją się na wnę­trzu. Nie ma tu­taj mowy o współ­za­wod­nic­twie, nie moż­na na­wet mó­wić o ści­ga­niu się ze sobą sa­mym czy bi­ciu re­kor­dów. Nie cho­dzi o ze­wnętrz­ny efekt, ale o to, co się dzie­je w środ­ku.

Bel­lur Kri­sh­na­ma­char Sun­da­ra­ra­ja Iy­en­gar w Świe­tle jogi pi­sał:

"

Bez moc­nych fun­da­men­tów dom nie może sta­nąć. Bez prak­ty­ko­wa­nia za­sad yamy i niy­amy, kła­dą­cych pod­wa­li­ny pod kształ­to­wa­nie cha­rak­te­ru, nie może być mowy o zin­te­gro­wa­nej oso­bo­wo­ści. Prak­ty­ko­wa­nie asan bez opa­no­wa­nia yamy i niy­amy jest czy­stą akro­ba­ty­ką1.

1 B.K.S. Iy­en­gar, Świa­tło jogi: yoga di­pi­ka, tłum. S. Bu­bicz, Vi­rya, War­sza­wa 1997.

Jamy i ni­ja­my to dwa pierw­sze z ośmiu fi­la­rów jogi. Do­pie­ro trze­cim z nich są asa­ny. Wszyst­ko jest do­kład­niej omó­wio­ne w dal­szej czę­ści książ­ki.

CO TO JEST JOGA

Sło­wo "yoga" jest po­chod­ną san­skryc­kie­go yuj (wym. judź), któ­re zna­czy ?łą­czyć, przy­wią­zy­wać, sku­piać uwa­gę na czym­ś?. Jest rów­nież tłu­ma­czo­ne jako ?łą­cze­nie, jed­no­cze­nie? lub ?sca­la­nie?. Jo­gin to czło­wiek idą­cy ścież­ką jogi. Na po­zio­mie prak­tycz­nym joga po­le­ga na har­mo­ni­zo­wa­niu i rów­no­wa­że­niu cia­ła, umy­słu i emo­cji, co mo­że­my osią­gnąć za po­mo­cą prak­ty­ki asan, pra­na­ja­my i me­dy­ta­cji.

Pięk­ną de­fi­ni­cję jogi po­dał Bel­lur Kri­sh­na­ma­char Sun­da­ra­ra­ja Iy­en­gar we wstę­pie do Świa­tła Jo­ga­sutr Pa­tań­dża­le­go:

"

Joga jest sztu­ką, na­uką i fi­lo­zo­fią. Do­ty­czy każ­de­go po­zio­mu ludz­kie­go ży­cia - fi­zycz­ne­go, psy­chicz­ne­go i du­cho­we­go. Jest prak­tycz­nym środ­kiem do nada­nia wła­sne­mu ży­ciu sen­su, peł­ni i szla­chet­no­ści. Joga jest jak miód, jed­na­ko­wo słod­ki w każ­dym ka­wał­ku mio­do­we­go pla­stra. (...) Joga jest przy­ja­cie­lem tego, kto pod­cho­dzi do niej szcze­rze i z peł­nym od­da­niem. Prak­ty­ku­ją­cych wy­zwa­la ona ze szpo­nów bólu i cier­pie­nia oraz umoż­li­wia im peł­nię ży­cia w ra­do­ści. Prak­ty­ka jogi po­ma­ga le­ni­we­mu cia­łu stać się ak­tyw­nym oraz spraw­nym. Prze­mie­nia umysł, czy­niąc go zrów­no­wa­żo­nym. Joga po­ma­ga zhar­mo­ni­zo­wać cia­ło i umysł z tym, co naj­waż­niej­sze - du­szą - tak aby wszyst­kie trzy sto­pi­ły się w jed­ność2.

2 B.K.S. Iy­en­gar, Świa­tło Jo­ga­sutr Pa­tań­dża­le­go, tłum. K. Ko­cot, Ga­lak­ty­ka, Łódź 2011.

Joga sama w so­bie nie jest ce­lem, a prak­ty­ką i pro­ce­sem po­le­ga­ją­cym na po­szu­ki­wa­niu i utrzy­my­wa­niu ży­cio­wej rów­no­wa­gi, a tak­że kon­tro­lo­wa­niem sta­nów świa­do­mo­ści. Uczy łą­cze­nia w ca­łość wszyst­kich aspek­tów cza­su, czy­li prze­szło­ści, przy­szło­ści i te­raź­niej­szo­ści. Zgod­nie z sys­te­mem jo­gicz­nym nasz umysł jest cią­gle roz­pra­sza­ny przez ne­ga­tyw­ne do­świad­cze­nia ży­cio­we, emo­cje, igno­ran­cję czy ego, co unie­moż­li­wia nam zo­ba­cze­nie i do­świad­cze­nie tej jed­no­ści.

Pa­tań­dża­li pięk­nie de­fi­niu­je jogę już w dru­giej su­trze. Pi­sze, że "joga jest za­prze­sta­niem po­ru­szeń świa­do­mo­ści", co ozna­cza, że isto­ty jogi moż­na do­świad­czyć tyl­ko dzię­ki wy­ci­sze­niu umy­słu.

RÓŻNE DROGI, WSPÓLNY CEL, CZYLI O ŚCIEŻKACH JOGI

Wie­dza o jo­dze od po­cząt­ku była prze­ka­zy­wa­na w for­mie ust­nej, dla­te­go ist­nie­je wie­le jej róż­nych szkół i ście­żek. Wszyst­kie, choć róż­nią się od sie­bie, mają ten sam cel, ale każ­da z nich cha­rak­te­ry­zu­je się spe­cy­ficz­ną prak­ty­ką.

Kla­sycz­ny sys­tem, wy­wo­dzą­cy się od Pa­tań­dża­le­go, wy­od­ręb­nia pięć ro­dza­jów jogi, od­po­wia­da­ją­cych od­mien­nym tem­pe­ra­men­tom:

raja joga - uwa­ża­na za naj­waż­niej­szą, w wol­nym tłu­ma­cze­niu to joga kró­lew­ska; sta­ra się po­łą­czyć po­zo­sta­łe czte­ry w ca­łość bhak­ti joga - tłu­ma­czo­na jako joga od­da­nia i mi­ło­ści gna­na joga - joga mą­dro­ści i wie­dzy kar­ma joga - joga ak­tyw­no­ści i dzia­ła­nia ha­tha joga - joga prak­tyk fi­zycz­nych, czy­li to, na czym głów­nie sku­pia­my się na Za­cho­dzie.

Dzię­ki swo­jej róż­no­rod­no­ści joga każ­de­mu daje moż­li­wość roz­wo­ju i zna­le­zie­nia ścież­ki, w któ­rej bę­dzie się naj­le­piej speł­niać.

Ha­tha joga, czy­li ta naj­bliż­sza nam wer­sja, rów­nież dzie­li się na kil­ka róż­nych ro­dza­jów. Część z nich, je­śli nie więk­szość, jest po­wszech­nie zna­na, przy­naj­mniej ze sły­sze­nia. Po­ni­żej znaj­dziesz krót­ki opis tego, cze­go mo­żesz się spo­dzie­wać na po­szcze­gól­nych za­ję­ciach.

JOGA IYENGARA

Joga Iy­en­ga­ra jest chy­ba naj­bar­dziej zna­ną na Za­cho­dzie od­mia­ną jogi. Jej twór­cą był nie­ży­ją­cy już B.K.S. Iy­en­gar, wy­jąt­ko­wo po­pu­lar­ny na­uczy­ciel jogi.

Joga Iy­en­ga­ra cha­rak­te­ry­zu­je się nie­sa­mo­wi­tą pre­cy­zją, je­śli cho­dzi o wy­ko­ny­wa­nie po­zy­cji. Pod­czas prak­ty­ki ko­rzy­sta się z roz­ma­itych po­mo­cy, ta­kich jak pa­ski, koce czy kloc­ki, któ­re uła­twia­ją pra­wi­dło­we wy­ko­na­nie po­zy­cji na­wet po­cząt­ku­ją­cym. Dzię­ki temu ta od­mia­na jogi sta­je się do­stęp­na rów­nież dla osób z róż­ny­mi scho­rze­nia­mi.

ASHTANGA JOGA

Ash­tan­ga joga była na­ucza­na przez Sri K. Pat­ta­bhi Jo­isa. Jest rów­nież sto­sun­ko­wo po­pu­lar­na. To ro­dzaj prak­ty­ki dy­na­micz­nej, w któ­rej po­zy­cje uło­żo­ne są w sta­łe se­kwen­cje, dzię­ki cze­mu za­wsze wy­ko­nu­je się je w tej sa­mej ko­lej­no­ści. W asa­nach czę­sto za­trzy­mu­je­my się na pięć od­de­chów. Bar­dzo waż­ne jest tu­taj zsyn­chro­ni­zo­wa­nie ru­chu i prze­cho­dze­nia do ko­lej­nych po­zy­cji z od­de­chem.

W tej od­mia­nie po­zy­cje są dość za­awan­so­wa­ne, dla­te­go je­śli na­tkniesz się na za­ję­cia na­zwa­ne "Ash­tan­ga joga - pierw­sza se­ria" i po­my­ślisz, że sko­ro pierw­sza, to dla zu­peł­nie po­cząt­ku­ją­cych, więc na pew­no bę­dziesz się nu­dzić, to miej świa­do­mość, że wca­le tak nie jest. Aby za­cząć, przy­da się zna­jo­mość przy­naj­mniej pod­staw jogi albo zna­le­zie­nie gru­py, w któ­rej na­uczy­ciel pro­wa­dzi po­cząt­ku­ją­cych.

VINYASA JOGA

Vi­ny­asa to joga dy­na­micz­na po­dob­na do ash­tan­gi, jed­nak nie tak ry­go­ry­stycz­na. Po­zy­cje nie są tu­taj uło­żo­ne w sta­łe se­kwen­cje, mogą być mo­dy­fi­ko­wa­ne w za­leż­no­ści od po­trzeb. Pod­sta­wą jest tu­taj łą­cze­nie płyn­ne­go ru­chu z od­de­chem. W asa­nach zo­sta­je się krót­ko, a czę­sto na­wet przez cały czas jest się w ru­chu. Ten ro­dzaj jogi wska­za­ny jest dla wszyst­kich, któ­rzy nie mają ja­kichś po­waż­nych scho­rzeń. Ta od­mia­na jogi wzmac­nia i uela­stycz­nia całe cia­ło, wspa­nia­le re­lak­su­je i po­zwa­la od­po­cząć umy­sło­wi.

KUNDALINI JOGA

Naj­bar­dziej udu­cho­wio­na od­mia­na ha­tha jogi. Mi­strzem tej me­to­dy jest Yogi Bha­jan. Kun­da­li­ni, od któ­rej po­cho­dzi jej na­zwa, jest ener­gią spo­czy­wa­ją­cą u pod­sta­wy krę­go­słu­pa, sym­bo­licz­nie przed­sta­wia­ną pod po­sta­cią węża. W mo­men­cie, gdy kun­da­li­ni się obu­dzi, prze­cho­dzi w górę przez wszyst­kie cza­kry, czy­li cen­tra ener­ge­tycz­ne w cie­le, oczysz­cza je, a gdy do­cie­ra do cza­kry ko­ro­ny, po­zwa­la prak­ty­ku­ją­ce­mu do­świad­czyć sa­ma­dhi, czy­li sta­nu, w któ­rym cia­ło, od­dech i myśl sta­ją się jed­nym.

Na za­ję­ciach prak­ty­ku­je się nie tyl­ko asa­ny, ale rów­nież spe­cjal­ne tech­ni­ki od­de­cho­we, zam­ki ener­ge­tycz­ne, wpro­wa­dza się man­try, mu­dry i me­dy­ta­cje.

SIVANANDA JOGA

Jej twór­cą jest Swa­mi Si­va­nan­da, za­ło­ży­ciel Si­va­nan­da Yoga Ve­dan­ta Cen­tres. Od dzie­ciń­stwa prze­ja­wiał po­trze­bę nie­sie­nia po­mo­cy in­nym i w du­żej mie­rze na tym opie­ra się jego ścież­ka. Joga we­dług Si­va­nan­dy to joga kla­sycz­na, któ­ra w tym przy­pad­ku nie zo­sta­ła pod­da­na za­chod­nim wpły­wom. Kon­ty­nu­uje sta­ry prze­kaz, zgod­nie z któ­rym joga to nie tyl­ko pra­ca z cia­łem, ale rów­nież pra­ca ze sobą na róż­nych po­zio­mach.

Ten ro­dzaj jogi wy­róż­nia pięć czło­nów, któ­re w su­mie skła­da­ją się na prak­ty­kę. Są to po­zy­cje jogi, od­dy­cha­nie, re­lak­sa­cja, die­ta oraz me­dy­ta­cja. Na Za­cho­dzie ta me­to­da cie­szy się zde­cy­do­wa­nie mniej­szą po­pu­lar­no­ścią, praw­do­po­dob­nie ze wzglę­du na wier­ność kla­sycz­ne­mu prze­ka­zo­wi i na­cisk na ścież­kę du­cho­wą. Nie sku­pia się ona na kul­cie cia­ła, a bar­dziej na wy­ci­sza­niu umy­słu i emo­cji.

INNE RODZAJE JOGI

Poza tymi wy­mie­nio­ny­mi mo­że­my wy­róż­nić inne ścież­ki jogi, choć nie są tak po­pu­lar­ne i czę­sto nie­spre­cy­zo­wa­ne. Wie­le z nich zaj­mu­je się je­dy­nie wy­cin­kiem ca­łe­go ob­ra­zu, po­ja­wia się tu cho­ciaż­by joga hor­mo­nal­na, joga twa­rzy, joga dla ko­biet w cią­ży czy joga śmie­chu. Bar­dzo wi­do­wi­sko­we są rów­nież zy­sku­ją­ce obec­nie po­pu­lar­ność acro joga (wy­ko­ny­wa­na w pa­rach) i aerial joga (asa­ny wy­ko­ny­wa­ne są na ha­ma­kach pod­wie­szo­nych pod su­fi­tem).

DLA KOGO JEST JOGA

Za­rów­no te­raz, jako na­uczy­ciel, jak i w cza­sach, gdy sta­wia­łam swo­je pierw­sze kro­ki na ma­cie, czę­sto spo­ty­ka­łam się ze zdzi­wie­niem albo na­wet z prze­ra­że­niem tych, któ­rym opo­wia­da­łam o jo­dze. Wie­le osób, któ­re nie mia­ły oka­zji jej do­świad­czyć, twier­dzi, że nie może prak­ty­ko­wać, bo nie usie­dzi dłu­go w jed­nym miej­scu, nie za­ło­ży nogi za gło­wę, nie sta­nie na rę­kach czy... nie za­mie­rza prze­stać jeść mię­sa.

Joga wciąż wy­da­je się czymś mi­stycz­nym, jed­nak je­śli swój pierw­szy raz na ma­cie masz do­pie­ro przed sobą, to ab­so­lut­nie nie masz się cze­go oba­wiać. Nikt nie bę­dzie od cie­bie wy­ma­gał wsta­wa­nia o świ­cie, prze­sia­dy­wa­nia go­dzi­na­mi w po­zy­cji lo­to­su i mru­cze­nia nie­zro­zu­mia­łych for­mu­łek. Nikt też nie każe ci za­mie­niać kur­cza­ka na tofu! Joga jest po­szu­ki­wa­niem i dą­że­niem do rów­no­wa­gi i po­zna­nia sie­bie.

Każ­dy z nas ma zu­peł­nie inne ocze­ki­wa­nia w sto­sun­ku do jogi. Róż­ne są rów­nież po­wo­dy, dla któ­rych za­czy­na­my prak­ty­ko­wać. Jed­ni prak­ty­ku­ją, żeby się wy­ci­szyć, po­zbyć się stre­su i uspo­ko­ić umysł. Inni chcą mieć ład­niej­sze i jędr­niej­sze cia­ło. Jesz­cze inni sta­wia­ją na bu­do­wa­nie we­wnętrz­nej siły czy ela­stycz­ność.

Nie­waż­ne, ja­kie masz ocze­ki­wa­nia zwią­za­ne z jogą, w każ­dym wy­pad­ku war­to pa­mię­tać, że do prak­ty­ko­wa­nia jogi nie trze­ba być gib­kim, nie trze­ba mieć do­sko­na­łej kon­dy­cji ani żad­nych szcze­gól­nych pre­dys­po­zy­cji. Wy­star­czy mieć chęć lub po­trze­bę.

Jak pi­sał De­si­ka­char:

"

[prak­ty­ko­wać może każ­dy], kto chce prak­ty­ko­wać jogę. Wszy­scy po­tra­fi­my od­dy­chać, a więc wszy­scy mo­że­my zaj­mo­wać się jogą. Nikt jed­nak nie jest w sta­nie prak­ty­ko­wać wszyst­kich od­mian jogi. Na­le­ży do­brać od­po­wied­nie dzia­ła­nia dla kon­kret­nej oso­by. Uczeń po­wi­nien spo­tkać się z na­uczy­cie­lem i uło­żyć pro­gram, któ­ry bę­dzie ak­cep­to­wal­ny i od­po­wied­ni dla da­ne­go adep­ta3.

3 T.K.V. De­si­ka­char, W ser­cu jogi, tłum. K. Krzy­ża­now­ski, He­lion, Gli­wi­ce 2013.

Praw­dzi­wa joga nie ma nic wspól­ne­go z kształ­tem i bu­do­wą two­je­go cia­ła, ale ze sty­lem two­je­go ży­cia. Joga nie słu­ży do tego, żeby ro­bić z niej wi­do­wi­sko czy akro­ba­tycz­ny po­kaz, ale żeby żyć nią na co dzień. I co naj­waż­niej­sze - joga nie dba o two­ją prze­szłość. In­te­re­su­je ją czło­wiek, któ­rym się sta­jesz.

Gdy­bym su­ge­ro­wa­ła się ob­ra­zem jogi bu­do­wa­nym dziś w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych, to bio­rąc pod uwa­gę moją wcze­śniej­szą ak­tyw­ność fi­zycz­ną, pew­nie nie po­szła­bym na za­ję­cia. By­łam fa­tal­na na lek­cjach WF. Pi­szę to zu­peł­nie se­rio, nie tyl­ko po to, żeby ko­goś pod­bu­do­wać czy za­chę­cić do za­po­zna­nia się z jogą. Nie od­po­wia­da­ła mi ab­so­lut­nie żad­na for­ma ak­tyw­no­ści poza pły­wa­niem w je­zio­rze la­tem. Nie mia­łam do­brej kon­dy­cji ani gib­ko­ści. Bra­ko­wa­ło mi siły. Otwar­cie cięż­szych drzwi czy przy­nie­sie­nie do domu pię­cio­li­tro­wej bu­tel­ki z wodą były dla mnie nie lada wy­zwa­niem. Jed­nak to wszyst­ko nie prze­szko­dzi­ło mi, żeby za­cząć się zaj­mo­wać jogą.

Tak na­praw­dę ty rów­nież nie do­wiesz się, czy joga jest dla cie­bie, je­śli naj­zwy­czaj­niej w świe­cie nie spró­bu­jesz. Nie po­zwól jed­nak na to, żeby jed­no ta­kie spró­bo­wa­nie i ewen­tu­al­ne roz­cza­ro­wa­nie spo­wo­do­wa­ło, że na sta­łe po­że­gnasz się z jogą.

Prak­ty­ka jogi sama w so­bie jest jed­nym, ca­ło­ścio­wym sys­te­mem, jed­nak ist­nie­je wie­le jej od­mian. W związ­ku z tym każ­dy (albo pra­wie każ­dy) może zna­leźć tech­ni­kę od­po­wied­nią dla sie­bie. Wie­le razy mia­łam oka­zję roz­ma­wiać z oso­ba­mi, któ­re były kie­dyś na za­ję­ciach i bar­dzo się roz­cza­ro­wa­ły, bo albo za wol­no, albo za szyb­ko. Albo za trud­no, albo za ła­two. Dla jed­ne­go za mało me­dy­ta­cji, dla dru­gie­go za mało ru­chu. Nie­ste­ty nie da­wa­ły so­bie dru­giej szan­sy i nie pró­bo­wa­ły szu­kać in­nej ścież­ki.

To wła­śnie naj­więk­szy błąd, jaki mo­że­my po­peł­nić. Za­miast re­zy­gno­wać, war­to po­szu­kać no­wej tech­ni­ki albo po pro­stu zmie­nić na­uczy­cie­la. Nie ma w tym nic złe­go i na pew­no nikt nie po­czu­je się do­tknię­ty. Lu­dzie są róż­ni, dla­te­go też sam fakt, że ktoś po­le­ca nam tego czy in­ne­go na­uczy­cie­la, wca­le nie ozna­cza, że mu­si­my się z nim po­lu­bić. Tak samo jest z tech­ni­ka­mi i ze ścież­ka­mi. Nie­któ­re po­le­ga­ją na po­wol­nym wy­ko­ny­wa­niu ru­chów w du­żym sku­pie­niu (yin yoga), inne są bar­dziej dy­na­micz­ne, kła­dą na­cisk na płyn­ne prze­cho­dze­nie mię­dzy po­zy­cja­mi (ash­tan­ga). Każ­dy może wy­brać kie­ru­nek, któ­ry naj­bar­dziej mu od­po­wia­da, i na­uczy­cie­la, któ­ry go za­in­spi­ru­je.

Pra­ca nad sobą jest trud­na, głów­nie dla­te­go, że zwy­kle prze­ma­wia przez nas le­ni­stwo. Jed­nak na­gro­da jest war­ta swo­jej ceny - zdro­wie, szczę­ście i za­do­wo­le­nie z ży­cia. W ten spo­sób sta­je­my się nie tyl­ko ra­do­ścią dla sie­bie, ale rów­nież źró­dłem har­mo­nii i zro­zu­mie­nia dla na­sze­go oto­cze­nia. Zgod­nie z prze­ka­zem jogi ta­jem­ni­ca szczę­ścia po­le­ga na pa­no­wa­niu nad cia­łem, my­śla­mi i emo­cja­mi.

UWAŻNOŚĆ SKIEROWANA NA CIAŁO

Każ­dy po­wi­nien zna­leźć swo­ją dro­gę w jo­dze. To nie na­sze cia­ło ma się przy­sto­so­wać do jogi, to prak­ty­ka musi być skro­jo­na na mia­rę kon­kret­nej oso­by.

Idąc za De­si­ka­cha­rem:

"

In­te­li­gent­ne po­dej­ście do prak­ty­ki jogi ozna­cza, iż przed jej roz­po­czę­ciem mamy świa­do­mość roz­ma­itych aspek­tów asan, któ­re pra­gnie­my wy­ko­ny­wać; wie­my tak­że, jak się przy­go­to­wać do ich wy­ko­ny­wa­nia, by zre­du­ko­wać lub usu­nąć ja­kie­kol­wiek nie­po­żą­da­ne efek­ty. W od­nie­sie­niu do wspo­mnia­ne­go wcze­śniej przy­kła­du sta­nia na gło­wie py­ta­nia brzmią: "Czy moja szy­ja jest na to przy­go­to­wa­na?", "Czy w tej po­zy­cji mój od­dech do­brze funk­cjo­nu­je?", "Czy moje ple­cy są wy­star­cza­ją­co sil­ne, by dźwi­gać cały cię­żar mo­ich nóg?". In­te­li­gent­ne po­dej­ście do prak­ty­ki ozna­cza zna­jo­mość wszyst­kich skut­ków po­dej­mo­wa­ne­go dzia­ła­nia, nie­za­leż­nie od tego, czy ma to być asa­na, czy pra­na­ja­ma; istot­ne jest rów­nież wy­ko­na­nie ko­niecz­nych przy­go­to­wań i ko­rekt. Je­że­li chce­my się­gnąć nie­ba, nie wy­star­czy pod­sko­czyć. In­te­li­gent­ne po­dej­ście ozna­cza, iż zmie­rza­my do celu krok po kro­ku. Je­śli chce­my udać się za gra­ni­cę, naj­pierw na­le­ży po­sta­rać się o pasz­port. Ko­lej­nym kro­kiem bę­dzie uzy­ska­nie wiz kra­jów, któ­re za­mie­rza­my od­wie­dzić - i tak da­lej. Sama świa­do­mość, iż chce­my gdzieś się wy­brać, nie spra­wia jesz­cze, że po­dróż jest czymś moż­li­wym do zre­ali­zo­wa­nia. Wszel­kie­go ro­dza­ju ucze­nie się funk­cjo­nu­je wła­śnie na ba­zie ta­kie­go sche­ma­tu4.

4 Tam­że.

Pod­czas wszyst­kich warsz­ta­tów za­wsze po­wta­rzam, że two­imi je­dy­ny­mi na­uczy­cie­la­mi są two­je cia­ło i uważ­ność.

W prak­ty­ce jogi po­szu­ku­je­my przede wszyst­kim roz­luź­nie­nia, uwol­nie­nia i swo­bod­ne­go wglą­du w swo­je wnę­trze. Tym­cza­sem uło­że­nie cia­ła w ja­kiejś asa­nie na siłę nie ma nic wspól­ne­go z roz­luź­nie­niem.

Pra­cu­jąc z cia­łem, pra­cuj z cia­łem, a nie ze swo­imi am­bi­cja­mi. Sta­wy mają okre­ślo­ne za­kre­sy ru­chu, któ­re mo­że­my zwięk­szać stop­nio­wo, ale na pew­no nie na siłę i szyb­ko. Tak samo jak siła i świa­do­mość cia­ła bu­do­wa­ne są wraz z upły­wem cza­su i re­gu­lar­no­ścią prak­ty­ki. Jed­ną z po­zy­cji, któ­re na Za­cho­dzie sta­ły się zna­kiem roz­po­znaw­czym jogi, na pew­no jest lo­tos. Wy­cho­dzi­my z za­ło­że­nia, że każ­dy jo­gin musi zro­bić tę asa­nę. Tym­cza­sem nie musi, a na­wet nie po­wi­nien, bo w wie­lu przy­pad­kach na­sze bio­dra wca­le nie są na to go­to­we na­wet po la­tach ćwi­czeń. Jed­nak czę­sto dzia­ła­my na siłę i ro­ta­cja, któ­ra po­win­na po­ja­wić się w bio­drze, dzie­je się w ko­la­nie. A za to wraz z upły­wem cza­su pła­ci się wy­so­ką cenę.

Prak­ty­ka jogi jest bar­dzo pre­cy­zyj­nym sys­te­mem na­uko­wym. W du­żym uprosz­cze­niu moż­na stwier­dzić, że opi­su­je wszyst­ko na za­sa­dzie ak­cji i re­ak­cji. Jed­nak w żad­nym wy­pad­ku nie opie­ra się na pre­cy­zyj­nym wcho­dze­niu w po­zy­cje. W na­szym cie­le za­pi­sa­nych jest wie­le prawd o nas sa­mych. Na­sze prze­ko­na­nia i po­sta­wa ży­cio­wa od­bi­ja­ją się w nim jak w lu­strze. Za­miast za­głu­szać sy­gna­ły pły­ną­ce z cia­ła i na siłę ukła­dać je w ści­śle okre­ślo­ne po­zy­cje, wy­słu­chaj go.

Joga od za­wsze opar­ta była na uważ­no­ści i słu­cha­niu sie­bie, a nie na do­gma­tach i su­chych in­struk­cjach. Sto­jąc na ma­cie (tak jak w ży­ciu co­dzien­nym), po pro­stu ob­ser­wuj i ucz się sie­bie. Tyl­ko ty wiesz, cze­go ci po­trze­ba i w jaki spo­sób naj­le­piej osią­gniesz wy­mier­ne re­zul­ta­ty.

BRAK WYMÓWEK

Cza­sem spo­ty­kam się ze stwier­dze­niem, że joga to mi­ni­mal­na ak­tyw­ność fi­zycz­na.

Samo stwier­dze­nie, że joga to ak­tyw­ność fi­zycz­na, jest zbyt uprosz­czo­ne, ale jest w nim spo­ro praw­dy. Do prak­ty­ki nie po­trze­bu­jesz ni­cze­go poza matą i swo­im cia­łem, no i oczy­wi­ście wy­god­nym ubra­niem, choć i bez nie­go moż­na się obyć. Nie­któ­rzy prak­ty­ku­ją nago. Może na­wet war­to to ro­bić, prak­ty­ku­jąc w do­mo­wym za­ci­szu?

Ten brak in­we­sty­cji i ko­niecz­no­ści przy­go­to­wy­wa­nia się już na star­cie wy­trą­ca nam z ręki cały wa­chlarz wy­mó­wek. Nie mo­że­my po­wie­dzieć, że nie mamy ja­kie­goś spe­cja­li­stycz­ne­go sprzę­tu, że nas nie stać (zwłasz­cza te­raz, w cza­sach, gdy na YouTu­be do­stęp­na jest nie­skoń­czo­na ilość fil­mów z in­struk­ta­żem) albo że mu­si­my się do tego przy­go­to­wać. Wy­star­czy po pro­stu za­cząć w tym miej­scu, w któ­rym je­ste­śmy.

Część fil­mów, któ­re zna­la­zły się na moim ka­na­le, na­gry­wa­łam... w kuch­ni. Moje miesz­ka­nie było po pro­stu za małe, żeby zro­bić to gdzie in­dziej. Ale nie ukry­wam, że wcze­śniej ła­pa­łam się na od­kła­da­niu swo­ich po­my­słów na póź­niej i szu­ka­niu wy­mó­wek. Twier­dzi­łam, że nie mogę na­gry­wać, bo nie mam jak i gdzie. Aż pew­ne­go dnia uświa­do­mi­łam so­bie, że to zu­peł­nie prze­czy jo­gicz­nej fi­lo­zo­fii. Za­czy­naj z tym, co masz, ko­rzy­staj z tego, z cze­go mo­żesz. Dla­te­go sko­rzy­sta­łam z kuch­ni i ka­me­ry w te­le­fo­nie.

Gdy sta­je­my na ma­cie, bar­dzo czę­sto wy­obra­ża­my so­bie po­zy­cje i to, jak chcie­li­by­śmy w nich wy­glą­dać. Mamy ten­den­cje do po­rów­ny­wa­nia się z in­ny­mi. War­to za­sta­no­wić się nad tym, że asa­ny są prak­ty­ką, da­rem. Nie mo­że­my ich mieć, ko­lek­cjo­no­wać, po­żą­dać czy za­zdro­ścić in­nym.

W jo­dze ogrom­nie waż­ne jest, aby po­zo­sta­wać w zgo­dzie ze sobą i słu­chać tego, co ma nam do po­wie­dze­nia nasz or­ga­nizm. Joga daje wol­ność, a wol­ność to po­dą­ża­nie swo­ją ścież­ką oczysz­czo­ną z prze­ro­śnię­tych am­bi­cji. Dla­te­go ni­g­dy w ża­den spo­sób nie sta­raj się na siłę prze­kra­czać swo­ich gra­nic. Ela­stycz­ność i siła przy­cho­dzą z cza­sem i na pew­no nie ro­dzą się z po­ryw­czo­ści i za­chłan­no­ści.

Ciesz się tym, co jest, każ­dą prak­ty­ką, każ­dą pró­bą i każ­dą po­zy­cją. Po pro­stu za­cznij, a resz­ta prę­dzej czy póź­niej przyj­dzie sama.

NAJWIĘKSZE MITY NA TEMAT JOGI

Sko­ro po­ru­szy­li­śmy już kwe­stię znie­kształ­co­ne­go ob­ra­zu jogi w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych, war­to przyj­rzeć się rów­nież in­nym po­wszech­nym ste­reo­ty­pom. Za każ­dym ra­zem, gdy na moim blo­gu po­ja­wia­ją się za­pi­sy na nowe warsz­ta­ty jogi, do­sta­ję mnó­stwo py­tań. O ile warsz­ta­ty są róż­ne i od­by­wa­ją się w róż­nych mia­stach, o tyle py­ta­nia i oba­wy są zwy­kle ta­kie same. Mi­tów na te­mat jogi jest bar­dzo dużo. Mimo że sys­tem jo­gicz­ny ma kil­ka ty­się­cy lat, to na­dal wie­le jego ele­men­tów owia­nych jest le­gen­dą. Dla­te­go po­sta­no­wi­łam ze­brać wszyst­kie mity na te­mat jogi i... za­sta­no­wić się, ile jest w nich praw­dy.

Trze­ba być roz­cią­gnię­tym, żeby prak­ty­ko­wać jogę

To chy­ba naj­po­pu­lar­niej­sza oba­wa. Prak­tycz­nie nie ma dnia, żeby ktoś mi nie po­wie­dział: "Wiesz, przy­szła­bym na za­ję­cia, ale je­stem za mało roz­cią­gnię­ta".

Za­cznij­my od tego, że zwi­ja­nie się w prec­la nie jest isto­tą ani ce­lem jogi, a już na pew­no nie do­ty­czy osób, któ­re są po­cząt­ku­ją­ce albo za­sta­na­wia­ją się nad wstą­pie­niem na jo­gicz­ną ścież­kę.

Poza tym, je­że­li już chcesz się cze­piać kwe­stii roz­cią­ga­nia, to ow­szem, joga może ci w tym po­móc. Jed­nak żeby tak się sta­ło, mu­sisz dać so­bie szan­sę i po pro­stu za­cząć.

Ani roz­cią­gnię­cie, ani siła, ani kon­dy­cja nie są po­trzeb­ne do tego, aby zro­bić pierw­szy krok.

Żeby prak­ty­ko­wać, trze­ba umieć stać na gło­wie

To jed­na z sy­tu­acji, któ­ra moc­no za­pa­dła mi w pa­mięć. By­łam wte­dy po­cząt­ku­ją­cym na­uczy­cie­lem i pro­wa­dzi­łam jed­ne ze swo­ich pierw­szych za­jęć. Przed nimi jed­na z uczest­ni­czek po­de­szła do mnie i po­wie­dzia­ła: "Prze­pra­szam, ale ja nie umiem stać na gło­wie. Czy mogę zo­stać?".

Wte­dy my­śla­łam, że robi so­bie żar­ty. Prze­cież nikt nie bę­dzie jej ka­zał sta­wać na gło­wie! Póź­niej po pro­stu się do tego przy­zwy­cza­iłam. Ta­kie py­ta­nia przed pierw­szy­mi za­ję­cia­mi są po­wszech­ne. Dla­te­go od razu od­po­wia­dam: nie mu­sisz tego ro­bić. Nikt nie bę­dzie cię do tego na­ma­wiał ani na pierw­szych za­ję­ciach, ani na ko­lej­nych. Poza tym to ty de­cy­du­jesz, na co masz ocho­tę, i nie mu­sisz wy­ko­ny­wać cze­goś, co ci w ja­kiś spo­sób nie pa­su­je.

Trze­ba być wy­spor­to­wa­nym, żeby prak­ty­ko­wać

Ten mit na te­mat jogi moż­na wrzu­cić do tego sa­me­go wor­ka co ten o by­ciu roz­cią­gnię­tym.

Ow­szem, joga po­ma­ga w bu­do­wa­niu siły, rów­no­wa­gi oraz ogól­nej kon­dy­cji, jed­nak żad­na z tych rze­czy nie jest wy­ma­ga­na do tego, aby za­cząć. To wszyst­ko sta­je się jak­by pro­duk­tem ubocz­nym prak­ty­ki, a nie jej wy­mo­giem.

Joga pa­su­je do każ­de­go cia­ła. Nie­waż­ne, jak bar­dzo je­ste­śmy za­sie­dzia­li lub ak­tyw­ni, mło­dzi, sta­rzy, gru­bi, chu­dzi, sil­ni czy sła­bi. To joga do­sto­so­wu­je się do cie­bie, a nie ty do jogi.

Po­zy­cje jogi są dla mnie za trud­ne

W su­mie to samo co po­wy­żej, ale bywa for­mu­ło­wa­ne wła­śnie w ten spo­sób.

Za­chod­ni spo­sób poj­mo­wa­nia i pro­pa­go­wa­nia jogi spra­wia, że więk­szość osób, sły­sząc sło­wo "joga", my­śli o asa­nach. I to ta­kich na­praw­dę skom­pli­ko­wa­nych, bo wła­śnie ta­kie wi­dzi­my na okład­kach, In­sta­gra­mie i róż­nych zdję­ciach.

Sło­wo "joga" zna­czy tyle co ?jed­no­ść?; jed­ność cia­ła, umy­słu, od­de­chu, tego, co we­wnątrz, i tego, co na ze­wnątrz. Dla­te­go same po­zy­cje i to, czy wej­dziesz w nie po­praw­nie (albo nie wej­dziesz w nie wca­le), to tak na­praw­dę mało waż­na spra­wa. Istot­ne jest to, co dzie­je się w środ­ku.

Joga jest dla mnie za ła­twa i zbyt nud­na

Je­że­li spoj­rzy­my na jogę pod ką­tem czy­sto fi­zycz­nym, to cóż, może się wy­da­wać, że to zbyt sta­tycz­na for­ma ak­tyw­no­ści, żeby mo­gła przy­nieść ja­kie­kol­wiek ko­rzy­ści. Wie­le razy sły­sza­łam, że joga to sport dla eme­ry­tów.

Po­mi­ja­jąc już fakt, że joga nie jest spor­tem, wie­le osób, któ­re jed­nak zde­cy­do­wa­ły się przyjść na za­ję­cia, stwier­dza­ło, że od­kry­li wie­le mię­śni, o ist­nie­niu któ­rych nie mie­li po­ję­cia! Do tej gru­py moż­na do­łą­czyć rów­nież mo­je­go męża, po­cząt­ko­wo obo­jęt­ne­go na wszyst­ko, co zwią­za­ne z jogą, a obec­nie mi­ło­śni­ka sta­nia na gło­wie.

Te­raz pa­nu­je trend: No pain, no gain, czy­li wy­cho­dzi­my z za­ło­że­nia, że aby co­kol­wiek osią­gnąć, trze­ba się przy tym zmę­czyć i spo­cić. Dla­te­go wie­le osób już na wstę­pie skre­śla tak sub­tel­ne dzia­ła­nie jak joga. Zu­peł­nie nie­słusz­nie.

Joga uczy nas by­cia w te­raź­niej­szo­ści i two­rze­nia bez­po­śred­nich po­łą­czeń mię­dzy cia­łem a umy­słem. Uczy chłod­ne­go oce­nia­nia sy­tu­acji, nie­mar­twie­nia się na za­pas i wy­łą­cza­nia ca­łe­go świa­ta, gdy tyl­ko zaj­dzie taka po­trze­ba.

Wierz lub nie, ale to wca­le nie jest ła­twe i wy­ma­ga wie­lu lat prak­ty­ki. Jed­nak nie jest też trud­ne czy nie­moż­li­we do zro­bie­nia. Po pro­stu wy­ma­ga ćwi­cze­nia i ro­bie­nia tyle, na ile na­sze cia­ło i umysł nam na to po­zwa­la­ją. Ani mniej, ani wię­cej.

Joga jest dla mnie za trud­na

Oczy­wi­ście znaj­dą się rów­nież oso­by, któ­re stwier­dzą, że nie chcą mieć z jogą nic wspól­ne­go, bo na pew­no jest za trud­na. Jed­no­cze­śnie nie zda­ją so­bie spra­wy, jak wie­le tra­cą.

Gdy pa­trzysz z boku, joga może się wy­da­wać skom­pli­ko­wa­na. Wie­le po­zy­cji spra­wia wra­że­nie zu­peł­nie nie­osią­gal­nych. Jed­nak po­wtó­rzę - to joga jest dla cie­bie, nie ty dla jogi. Po to ist­nie­je tyle róż­nych jej od­mian, żeby każ­dy mógł zna­leźć wer­sję dla sie­bie.

Joga to prak­ty­ka, któ­rą mo­żesz roz­po­cząć w każ­dej chwi­li, nie­za­leż­nie od tego, w ja­kim sta­nie znaj­du­je się two­je cia­ło.

Joga to nowa moda i sport dla znu­dzo­nych fit­nes­sem

Joga jest obec­nie bar­dzo mod­na. To praw­da. Nie­mniej jed­nak to wca­le nie zna­czy, że zo­sta­ła do­pie­ro wy­my­ślo­na, jak cho­ciaż­by zum­ba.

Joga to nie ko­lej­ny fit­nes­so­wy trend. Sys­tem jo­gicz­ny zo­stał stwo­rzo­ny kil­ka ty­się­cy lat temu, jed­nak obec­nie za­in­te­re­so­wa­nie nim znacz­nie wzro­sło rów­nież w Pol­sce. Pew­nie dla­te­go, że za­rów­no oso­bi­ste do­świad­cze­nia, jak i ba­da­nia na­uko­we po­ka­zu­ją, że... joga po pro­stu dzia­ła!

Joga to re­li­gia

O to stwier­dze­nie za­ha­cza­ją zwy­kle wszyst­kie spo­ry na te­mat jogi.

Sły­sza­łam kie­dyś ta­kie wspa­nia­łe zda­nie: "Joga jest zwią­za­na z hin­du­izmem w ta­kim sa­mym stop­niu jak gra­wi­ta­cja z chrze­ści­jań­stwem. To, że Isa­ac New­ton był chrze­ści­ja­ni­nem, nie spra­wia, że gra­wi­ta­cja jest tyl­ko dla chrze­ści­jan".

Joga to sys­tem, któ­ry może być prak­ty­ko­wa­ny przez każ­de­go. Hin­du­si to miesz­kań­cy In­dii, co wca­le nie czy­ni ich wy­znaw­ca­mi hin­du­izmu. Tak samo jak by­cie Po­la­kiem nie spra­wia, że je­steś chrze­ści­ja­ni­nem.

Joga to sys­tem nie­odwo­łu­ją­cy się do re­li­gii, o czym war­to pa­mię­tać.

Joga jest tyl­ko dla ko­biet

To oczy­wi­ście sły­chać od mę­skiej czę­ści spo­łe­czeń­stwa. Poza tym wy­star­czy spoj­rzeć na ja­ką­kol­wiek salę do jogi. Zwy­kle oko­ło 95 pro­cent uczest­ni­ków za­jęć sta­no­wią ko­bie­ty. A bar­dzo czę­sto gru­pa skła­da się z sa­mych ko­biet.

Tym­cza­sem za po­wsta­nie jogi od­po­wia­da­ją męż­czyź­ni. Tra­dy­cyj­nie joga była prak­ty­ko­wa­na wła­śnie przez nich. Do­pie­ro wte­dy, gdy za­czę­ła do­cie­rać na Za­chód, wzro­sło za­in­te­re­so­wa­nie nią wśród ko­bie­cej czę­ści spo­łe­czeń­stwa.

Prak­ty­ka jogi ma ta­kie same za­le­ty dla jed­nej i dru­giej płci, dla­te­go szko­da by było z niej re­zy­gno­wać tyl­ko dla­te­go, że jest się męż­czy­zną.

PIERWSZY RAZ - JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ

Licz­ba za­py­tań jak się przy­go­to­wać do prak­ty­ki, co jest po­trzeb­ne i od cze­go za­cząć, jest ogrom­na. Dla­te­go w książ­ce rów­nież po­sta­ram się od­po­wie­dzieć na te py­ta­nia.

CO JEST POTRZEBNE DO PRAKTYKI JOGI

Cza­sem mówi się o tym, że jogę ko­cha­ją mi­ni­ma­li­ści. Za­pew­ne dla­te­go, że do jej prak­ty­ko­wa­nia nie po­trze­ba żad­nych spe­cjal­nych przy­rzą­dów ani udziw­nień. Wy­star­czą tyl­ko two­je cia­ło i mata. A na­wet i tę ostat­nią moż­na od cza­su do cza­su po­mi­nąć. Żad­nych bu­tów, skar­pe­tek czy spe­cjal­nych ubrań. Je­dy­nym ob­cią­że­niem, z któ­rym pra­cu­jesz, nie jest dro­gi sprzęt, a two­je cia­ło.

Współ­cze­sny kon­sump­cjo­nizm pró­bu­je skie­ro­wać na­szą uwa­gę w stro­nę jo­gicz­nych udo­god­nień, któ­re mo­gli­by­śmy mieć, pró­bu­jąc wmó­wić nam, że w ten spo­sób na­sza prak­ty­ka bę­dzie jesz­cze lep­sza. Nie bę­dzie. I im prę­dzej się z tym po­go­dzisz, tym le­piej dla cie­bie. Do jogi po­trze­bu­jesz je­dy­nie sie­bie z otwar­tym umy­słem, a wca­le nie­ko­niecz­nie z wy­gim­na­sty­ko­wa­nym i sil­nym cia­łem. Nie li­czą się two­ja bu­do­wa, spo­sób od­ży­wia­nia, wiek, prze­by­te cho­ro­by czy sprzę­ty, któ­re masz. Prak­ty­ko­wać może każ­dy.

Mata

Wy­bór od­po­wied­niej maty jest... jed­no­cze­śnie waż­ny i nie­waż­ny.

Z jed­nej stro­ny sta­je się ona na­szym fun­da­men­tem, ta­kim, na któ­rym bę­dzie­my opie­rać więk­szość po­zy­cji. Poza tym bar­dzo praw­do­po­dob­ne, że bę­dzie­my jej uży­wać co­dzien­nie, dla­te­go aż się pro­si, żeby wy­brać coś, co bę­dzie nas za­do­wa­lać w stu pro­cen­tach i jed­no­cze­śnie bę­dzie do­brej ja­ko­ści i trwa­łe.

Z dru­giej stro­ny ob­ser­wu­ję ostat­nio aż za dużą dba­łość o ten wła­śnie ele­ment. Szu­ka­my mat, któ­re będą pra­co­wa­ły za nas. Winą za to, że się śli­zga­my, rów­nież ob­cią­ża­my nie­wła­ści­wie do­bra­ną matę. Nie do koń­ca słusz­nie.

Pier­wot­nie, w In­diach, joga prak­ty­ko­wa­na była na skó­rach zwie­rzę­cych, ma­tach wy­ko­na­nych z tra­wy lub dy­wa­ni­kach. My mamy do­stęp do róż­nych tech­nicz­nych i tech­no­lo­gicz­nych in­no­wa­cji, przez co ogrom wy­bo­ru może nas tro­chę przy­tła­czać.

Maty róż­nią się gru­bo­ścią (od 1 do 6 mi­li­me­trów). Te cień­sze są oczy­wi­ście lżej­sze i bar­dziej mo­bil­ne. Ła­twiej jest rów­nież wy­ko­ny­wać na nich po­zy­cje sto­ją­ce i ba­lan­se. Grub­sze zaś są ide­al­ne dla osób o wraż­li­wych ko­la­nach, le­piej spraw­dza­ją się przy po­zy­cjach le­żą­cych, jed­nak nie są tak wy­god­ne, je­śli cho­dzi o za­bie­ra­nie ich za każ­dym ra­zem ze sobą na za­ję­cia.

Róż­ne są rów­nież ma­te­ria­ły, z któ­rych wy­ko­nu­je się maty. Mogą być wy­ko­na­ne z PVC (nie­bio­de­gra­do­wal­ne; ta­kie maty mają słab­szą przy­czep­ność, ale są naj­tań­sze i naj­czę­ściej spo­ty­ka­ne), z kau­czu­ku (bio­de­gra­do­wal­ne, duża przy­czep­ność) czy z mie­szan­ki two­rzyw. Obec­nie na ryn­ku do­stęp­ne są rów­nież maty po­kry­te mi­kro­fi­brą sprzy­ja­ją­ce oso­bom, któ­rym moc­no pocą się ręce. Po­ja­wia się rów­nież co­raz wię­cej opcji wy­jąt­ko­wo eko­lo­gicz­nych, ta­kich jak cho­ciaż­by po­łą­cze­nie na­tu­ral­ne­go kau­czu­ku i kor­ka.

Świet­nie, je­śli masz moż­li­wość pój­ścia do szko­ły jogi i po pro­stu spró­bo­wa­nia, do­tknię­cia róż­nych ro­dza­jów mat i stwier­dze­nia, któ­ra z nich bę­dzie dla cie­bie naj­lep­sza. Pa­mię­taj, aby wziąć pod uwa­gę to, czy po­trze­bu­jesz maty do prak­ty­ki do­mo­wej, czy ra­czej chcesz no­sić ją ze sobą. Mogą się one bo­wiem bar­dzo róż­nić wagą - od kil­ku­set gra­mów do na­wet kil­ku ki­lo­gra­mów. To kwe­stia gru­bo­ści i wy­bra­ne­go ma­te­ria­łu.

Je­śli je­steś wy­jąt­ko­wo wy­so­ką oso­bą, po­myśl o wy­bo­rze spe­cjal­nej dłuż­szej maty.

I jesz­cze jed­no - ka­ri­ma­ta to NIE jest mata do jogi.

Kloc­ki do jogi

Kloc­ki do jogi przy­da­ją się pod­czas prak­ty­ki, gdy nie je­ste­śmy w sta­nie po­ło­żyć dło­ni na pod­ło­dze lub utrzy­mać rów­no­wa­gi. Są one na­szym sta­bi­li­za­to­rem i prze­dłu­że­niem ręki.

Od­ra­dzam te pian­ko­we. Są lek­kie i ta­nie, ale na tym koń­czą się ich za­le­ty. Do­brym wy­bo­rem są drew­nia­ne, bo się nie de­for­mu­ją, są trwa­łe i bio­de­gra­do­wal­ne, ale jed­no­cze­śnie cięż­kie. Na ryn­ku do­stęp­ne są rów­nież kost­ki z kor­ka, któ­re są trwa­łe, eko­lo­gicz­ne i jed­no­cze­śnie lżej­sze od tych drew­nia­nych.

Praw­da jest taka, że je­śli nie chcesz in­we­sto­wać w nic oprócz maty, to mo­żesz zre­zy­gno­wać z ko­stek, a za­miast nich uży­wać po pro­stu ksią­żek uło­żo­nych w sto­sik.

Pa­sek do jogi

Pa­sek jest po­moc­ny w po­zy­cjach, w któ­rych nie je­ste­śmy w sta­nie zła­pać się za sto­py. Moż­na wy­brać naj­zwy­klej­szy pa­sek do jogi, je­den z tych, któ­re czę­sto do­da­wa­ne są do maty.

Z rów­nie do­brym skut­kiem mo­żesz użyć zwy­kłe­go mięk­kie­go pa­ska (naj­le­piej od sta­re­go płasz­cza czy szla­fro­ka) lub grub­szej wstąż­ki.

Po­dusz­ka do me­dy­ta­cji, wa­łek, koc

To rze­czy, któ­re z pew­no­ścią ci się przy­da­dzą, ale nie są nie­za­stą­pio­ne. Po­dusz­ka do me­dy­ta­cji po­ma­ga wy­sie­dzieć nie­ru­cho­mo z pro­sty­mi ple­ca­mi i nie­za­pa­da­ją­cym się od­cin­kiem lę­dź­wio­wym krę­go­słu­pa. Wa­łek mo­że­my pod­kła­dać pod ko­la­na lub gło­wę. Koc czę­sto słu­ży do ase­ku­ra­cji - pod­kła­da­my go na przy­kład pod ko­la­na w po­zy­cjach, w któ­rych prze­no­si­my na nie duży cię­żar, zwłasz­cza tych asy­me­trycz­nych.

JAK SIĘ UBRAĆ

Zwy­czaj­nie. Joga to nie re­wia mody. Wia­do­mo, że wy­god­nie, jak do każ­dej for­my ru­chu, ale to chy­ba oczy­wi­ste. Nie są­dzę, żeby ktoś pla­no­wał po­ja­wić się na ma­cie w dżin­sach. Wy­bie­ra­jąc leg­gin­sy, upew­nij się, że nie prze­świ­tu­ją. Albo po pro­stu wy­bierz luź­niej­sze spodnie, naj­le­piej uszy­te z na­tu­ral­ne­go ma­te­ria­łu (len, ba­weł­na). Dru­ga spra­wa to nie­co ob­ci­sła ko­szul­ka. Te wor­ko­wa­te przy po­zy­cjach od­wró­co­nych czy cho­ciaż­by psie z gło­wą w dół (któ­re­go w nie­któ­rych tech­ni­kach jest na­praw­dę dużo), będą nam spa­da­ły na twarz.

JOGA BOSO

Do prak­ty­ko­wa­nia wca­le nie po­trze­bu­jesz an­ty­po­śli­zgo­wych skar­pe­tek. Wie­le osób na­rze­ka na to, że dło­nie i sto­py pocą im się tak bar­dzo, że nie są w sta­nie wy­ko­nać nie­któ­rych po­zy­cji. To jed­nak wca­le nie po­wód, żeby pa­ko­wać je w wy­myśl­ne kap­cie czy skar­pet­ki. Czas, któ­ry spę­dza­my na ma­cie, bywa je­dy­nym w cią­gu ca­łe­go dnia, kie­dy mamy oka­zję cho­dzić boso. Wy­ko­rzy­staj­my to, bo sto­py bar­dzo tego po­trze­bu­ją, szcze­gól­nie po ca­łym dniu spę­dzo­nym w bu­tach, zwłasz­cza tych na ob­ca­sie i z wą­skim no­skiem.

Co naj­waż­niej­sze - joga w skar­pet­kach jest jak je­dze­nie cu­kier­ka w pa­pier­ku.

Sto­py to nasz fun­da­ment. I wła­śnie tę część cia­ła sta­ra­my się umac­niać w wie­lu po­zy­cjach jogi. Prze­no­szą cię­żar cia­ła wprost do zie­mi. Jed­nak poza da­wa­niem sta­bi­li­za­cji czę­sto słu­żą nam w ru­chu. Sto­py skła­da­ją się z kil­ku­dzie­się­ciu ko­ści, sta­wów, ścię­gien i mię­śni. Ruch tych ele­men­tów po­zwa­la na od­po­wied­nie na­oli­wie­nie sta­wów i wzmac­nia­nie mię­śni. Jed­nak w więk­szo­ści mo­de­lów bu­tów nie ma po pro­stu na to miej­sca. Poza tym buty wy­po­sa­żo­ne są w twar­dą po­de­szwę i czę­sto wy­so­ki ob­cas.

To wszyst­ko spra­wia, że sto­py się de­for­mu­ją, zmniej­sza­ją się ich za­kres ru­chu i ela­stycz­ność. Do­ty­czy to nie tyl­ko sa­mych stóp, ale rów­nież ko­stek. Co naj­gor­sze - cały ten pro­blem i póź­niej­sze bóle prze­no­szą się z cza­sem co­raz wy­żej - do ko­lan, mied­ni­cy, a na­wet krę­go­słu­pa.

W jo­dze czę­sto po­rów­nu­je się sto­py do ko­rze­ni drze­wa. Je­śli są one zdro­we, to dają sta­bil­ność i ener­gię ca­łej resz­cie. Brak świa­do­mo­ści co do moż­li­wo­ści i ko­niecz­no­ści ru­chu stóp to pro­blem, któ­ry mo­że­my bar­dzo czę­sto za­ob­ser­wo­wać. Pod­czas warsz­ta­tów po­le­cam uczest­ni­kom, żeby po­ło­ży­li się na ple­cach, wy­cią­gnę­li nogi w górę i za­czę­li ru­szać pal­ca­mi u stóp tak, jak­by chcie­li nimi za­grać na pia­ni­nie - każ­dym od­dziel­nie. Brzmi jak dzie­cin­nie pro­ste za­da­nie, jed­nak w prak­ty­ce oka­zu­je się, że wca­le tak nie jest. Wie­le osób ma ogrom­ny pro­blem na­wet z sa­mym roz­cza­pie­rze­niem pal­ców, a co do­pie­ro z po­ru­sza­niem każ­dym od­dziel­nie.

Czę­sto nie zda­je­my so­bie spra­wy z tego, że wie­le pro­ble­mów po­ja­wia­ją­cych się pod­czas wcho­dze­nia w po­zy­cje wca­le nie wy­ni­ka z nie­do­sta­tecz­ne­go roz­cią­gnię­cia ły­dek i pod­udzi, ale wła­śnie ze sła­bej ela­stycz­no­ści ko­stek i stóp. Tak może być cho­ciaż­by w psie z gło­wą w dół - to, że pię­ty nie mogą do­tknąć maty, nie­ko­niecz­nie zwią­za­ne jest z nie­wy­star­cza­ją­cym roz­cią­gnię­ciem tyłu cia­ła. Dla­te­go nie daj się zła­pać na te wszyst­kie tek­sty o śli­zga­niu się na ma­cie i je­dy­nym roz­wią­za­niu w po­sta­ci an­ty­po­śli­zgo­wych skar­pe­tek. Wy­ko­rzy­stuj czas swo­jej prak­ty­ki wła­śnie na by­cie boso. Za­dbaj o kon­takt ze swo­imi sto­pa­mi i ich zdro­wie.

GIMNASTYKA STÓP

O swo­je sto­py mo­żesz za­dbać nie tyl­ko na ma­cie, ale rów­nież poza nią. I uwierz mi, na­praw­dę war­to to ro­bić. Brak pro­ble­mów z po­ru­sza­niem się na sta­rość jest na wagę zło­ta.

Sta­raj się jak naj­czę­ściej cho­dzić boso. Zdej­muj buty, kie­dy tyl­ko się da - pod­czas sie­dze­nia przy biur­ku, w po­dró­ży czy pod­czas oglą­da­nia te­le­wi­zji. Ak­ty­wi­zuj mię­śnie stóp. Mo­żesz to ro­bić, na­wet sie­dząc i pra­cu­jąc - sta­raj się bosą sto­pą pod­no­sić z zie­mi chust­kę, dłu­go­pis lub na­kręt­kę. Kup pi­łecz­kę te­ni­so­wą albo gu­mo­wą pił­kę dla psów z wy­pust­ka­mi i uży­waj jej jako ma­sa­że­ra.

Zwra­caj rów­nież uwa­gę na swo­je buty. Sta­raj się wy­bie­rać ta­kie, w któ­rych sto­pa ma dużo miej­sca. W wie­lu fir­mach pa­nu­je spe­cja­li­stycz­ny dress code i na przy­kład wy­ma­ga­ne są buty na ob­ca­sie. Nie za­wsze da się tego unik­nąć, ale może war­to no­sić niż­szy ob­cas?

SPACERY NA BOSAKA

Sta­raj się moż­li­wie czę­sto cho­dzić boso, ale nie tyl­ko po domu. Gdy tyl­ko po­go­da i tem­pe­ra­tu­ra na to po­zwa­la­ją, spa­ce­ruj bez bu­tów po le­sie czy po traw­ni­ku przed do­mem. Na po­cząt­ku bę­dzie to pew­nie nie­przy­jem­ne - na­sze sto­py nie są przy­zwy­cza­jo­ne do tylu bodź­ców, dla­te­go wszyst­ko bę­dzie nas uci­skać, ła­sko­tać i iry­to­wać. Za­cznij od ma­łe­go dy­stan­su. Taki spa­cer to naj­lep­szy ma­saż stóp, jaki tyl­ko moż­na so­bie wy­ma­rzyć!

CO ZROBIĆ, ŻEBY NIE ŚLIZGAĆ SIĘ NA MACIE

Wie­le osób na­rze­ka na to, że śli­zga się na ma­cie, co wy­ni­ka z po­ce­nia się dło­ni i stóp. Ten pro­blem zni­ka wraz z prak­ty­ką, dla­te­go ab­so­lut­nie nie ma się czym przej­mo­wać.

Jed­no­cze­śnie waż­ne jest, żeby uświa­do­mić so­bie fakt, że to, iż śli­zgasz się na ma­cie, nie jest tyl­ko winą maty. Nie jest rów­nież kwe­stią nad­mier­nej po­tli­wo­ści stóp i dło­ni. Głów­nym po­wo­dem jest naj­czę­ściej na­sza tech­ni­ka.

Zgod­nie z po­wie­dze­niem: Nie od razu Rzym zbu­do­wa­no, nie ocze­kuj, że wcho­dząc na matę po raz pierw­szy, od razu wy­ko­nasz wszyst­kie po­zy­cje po­praw­nie. Gdy­by tak się sta­ło, joga nie by­ła­by prak­ty­ką. Każ­da po­zy­cja wy­ma­ga cza­su, aby się z nią oswo­ić i zro­zu­mieć jej me­cha­nizm. Ko­lej­ne czyn­ni­ki to siła i ela­stycz­ność na­sze­go cia­ła - w mia­rę roz­wo­ju pro­blem śli­zga­nia się na ma­cie zni­ka.

Wiem jed­nak, że na po­cząt­ku ta kwe­stia spę­dza sen z po­wiek wie­lu adep­tom jogi. Nie ma warsz­ta­tów, na któ­rych ktoś nie pod­szedł­by do mnie, aby za­py­tać, jaką matę wy­brać albo co zro­bić, żeby prze­stać się śli­zgać.

PIES Z GŁOWĄ W DÓŁ, KTÓREMU ROZJEŻDŻAJĄ SIĘ RĘCE

Naj­wię­cej pro­ble­mów za­wsze po­ja­wia się w po­zy­cji psa z gło­wą w dół, czy­li adho mu­kha sva­na­sa­na. Wie­le osób na­rze­ka na ucie­ka­ją­ce do przo­du ręce. Zwy­kle przy­czy­ny szu­ka­my w zbyt śli­skiej ma­cie. To praw­da: bar­dzo ta­nie maty po­tra­fią być utra­pie­niem. Jed­nak czę­sto pro­blem leży w nie­pra­wi­dło­wej tech­ni­ce wy­ko­ny­wa­nia tej po­zy­cji.

Waż­ne jest, aby cię­żar cia­ła roz­kła­dać rów­no­mier­nie na sto­pach i dło­niach. War­to na­wet pójść o krok da­lej i sta­rać się prze­rzu­cać jak naj­wię­cej cię­ża­ru na sto­py, jed­no­cze­śnie jak naj­moc­niej wy­py­cha­jąc po­ślad­ki do góry, tak jak­by­śmy chcie­li za­rzu­cić je so­bie na ple­cy. Naj­częst­szym błę­dem jest wła­śnie prze­no­sze­nie cię­ża­ru na dło­nie (być może tro­chę in­spi­ro­wa­ne de­ską czy pomp­ką zna­ną z lek­cji WF), któ­re au­to­ma­tycz­nie za­czy­na­ją ucie­kać nam do przo­du.

Je­śli cho­dzi o dło­nie, czę­sto do­ci­ska­my do maty je­dy­nie ich część. Sta­raj się roz­kła­dać sze­ro­ko pal­ce i do­ci­skać do maty całą ich po­wierzch­nię.

Bar­dzo ma­łym błę­dem, jed­nak wpły­wa­ją­cym na sta­bil­ność, jest rów­nież uło­że­nie ło­pa­tek. Sta­raj się od­su­wać ra­mio­na da­le­ko od uszu i ścią­gać dół ło­pat­ki w stro­nę po­ślad­ków. Dzię­ki temu "za­głę­bią się" one w ple­cach i znacz­nie wpły­ną na spo­sób, w jaki cię­żar cia­ła jest prze­no­szo­ny na matę.

Gdy za­pa­nu­je­my nad tymi ele­men­ta­mi, pro­blem śli­zga­nia się po­wi­nien znik­nąć. To oczy­wi­ście tyl­ko kil­ka po­rad i tro­chę su­chej teo­rii, bo ich zna­jo­mość to nie wszyst­ko. Trze­ba jesz­cze umieć za­sto­so­wać je pod­czas wcho­dze­nia w po­zy­cję, a do tego po­trzeb­na jest je­dy­nie prak­ty­ka. Pa­mię­taj, że tre­ning czy­ni mi­strza. Naj­czę­ściej cy­to­wa­ne sło­wa Pat­tha­bi Jo­isa to:

"

Joga to 99 pro­cent prak­ty­ki i 1 pro­cent teo­rii.

CZY JOGA TO TYLKO ASANY

Spo­sób prak­ty­ko­wa­nia asan, któ­ry zna­my współ­cze­śnie, czy­li to, co na Za­cho­dzie na­zy­wa­my jogą, nie był ele­men­tem prak­ty­ki pier­wot­nych jo­gi­nów. Wte­dy ter­mi­nem "asa­na" okre­śla­ło się wy­god­ną po­zy­cję do sie­dze­nia pod­czas me­dy­ta­cji i prak­tyk od­de­cho­wych. Nie­któ­re po­zy­cje były prak­ty­ko­wa­ne, jed­nak nie sta­no­wi­ły na­wet po czę­ści tak za­awan­so­wa­ne­go sys­te­mu jak te­raz, a ich zna­cze­nie było nie­wiel­kie. Asa­ny, je­śli w ogó­le się po­ja­wia­ły, były je­dy­nie po­moc­ni­czym ele­men­tem ca­łej prak­ty­ki.

Wie­le zmie­ni­ło się do­pie­ro w XX wie­ku, czy­li wte­dy, gdy joga za­czę­ła do­cie­rać na Za­chód.

Dla­cze­go o tym wspo­mi­nam? Wca­le nie po to, żeby zde­pre­cjo­no­wać fi­zycz­ne po­dej­ście do jogi. Na­uczy­ciel i spo­sób na­ucza­nia czę­sto są od­po­wie­dzią na po­trze­by uczniów, więc sko­ro wła­śnie ta ga­łąź na Za­cho­dzie roz­wi­ja się naj­pręż­niej, wi­docz­nie taka jest po­trze­ba.

Pa­mię­taj, żeby po pro­stu nie bać się jogi. To, że nie wy­obra­żasz so­bie sie­bie dra­pią­ce­go się nogą za uchem, a już tym bar­dziej w ża­den spo­sób nie ko­ja­rzy ci się to z re­lak­sem, wca­le nie zna­czy, że joga nie jest dla cie­bie.

Asa­ny w jo­dze nie mają na celu roz­bu­do­wy­wa­nia mię­śni. Istot­niej­sze jest za­pew­nie­nie od­po­wied­niej ru­chli­wo­ści ca­łe­go ukła­du. Duży na­cisk kła­dzie się na wła­ści­we funk­cjo­no­wa­nie i uło­że­nie krę­go­słu­pa (na wagę zło­ta przy na­szym sie­dzą­cym try­bie ży­cia) oraz sty­mu­lo­wa­nie pra­cy na­rzą­dów we­wnętrz­nych. Me­dy­cy­na stwier­dza, że wie­le cho­rób uzna­wa­nych za cy­wi­li­za­cyj­ne ma swo­je pod­ło­że w wa­dli­wym uło­że­niu krę­go­słu­pa i dys­funk­cji na­rzą­dów we­wnętrz­nych.

Sys­tem jogi nie zo­stał stwo­rzo­ny po to, że­by­śmy mo­gli się upo­rać z nad­wa­gą czy zro­bić szpa­gat. Ja­sne, to może przyjść z cza­sem, w za­leż­no­ści od tego, któ­rą ścież­kę wy­bie­rze­my, nie jest to jed­nak cel tej prak­ty­ki. Isto­tą jogi nie jest ćwi­cze­nie w klu­bach fit­ness czy na sa­lach gim­na­stycz­nych, ale po­dróż w głąb sie­bie.

Po raz ko­lej­ny pod­kre­ślam, że nie de­pre­cjo­nu­ję tej fi­zycz­nej ścież­ki. Wiem z do­świad­cze­nia, że dla wie­lu osób jest to pierw­szy kon­takt z jogą, ten naj­ła­twiej do­stęp­ny i naj­po­pu­lar­niej­szy. To, w któ­rą stro­nę (i czy w ogó­le) po­sta­wi­my ko­lej­ny krok, za­le­ży tyl­ko od nas.

OŚMIOCZŁONOWA ŚCIEŻKA JOGI

Joga to nie tyl­ko czas, któ­ry spę­dzasz na ma­cie. To prak­ty­ka, któ­ra ma od­bi­cie we wszyst­kim, co ro­bi­my. W ośmio­stop­nio­wej me­to­dzie pierw­szy­mi szcze­bla­mi nie są wca­le asa­ny, ale jamy i ni­ja­my. Nie­ste­ty obec­nie czę­sto po­mi­ja­ne, po­nie­waż by­wa­ją błęd­nie ko­ja­rzo­ne z de­ka­lo­giem albo ze zbio­rem na­ka­zów i za­ka­zów. Tym­cza­sem one same w so­bie są prak­ty­ką i dro­gą. Ni­cze­go nie za­ka­zu­ją, a je­dy­nie wska­zu­ją kie­ru­nek i dają wol­ną rękę w jego od­kry­wa­niu. To wła­śnie na po­cząt­ku dro­gi, mówi się o czy­sto­ści (śau­ća), za­do­wo­le­niu (san­to­sza) i umia­rze (ta­pas).

Zna­jo­mość kla­sycz­nej jogi opie­ra się na Jo­ga­su­trach, czy­li stwo­rzo­nym w II lub III wie­ku n.e. tek­ście Pa­tań­dża­le­go, któ­ry zin­ter­pre­to­wał i usys­te­ma­ty­zo­wał my­śli po­przed­ni­ków. Wcze­śniej joga trzy­ma­na była w se­kre­cie, nie po­wsta­wa­ły na jej te­mat żad­ne pi­sma z oba­wy, by wie­dza ta nie do­sta­ła się w nie­po­wo­ła­ne ręce. Cała tra­dy­cja prze­ka­zy­wa­na była z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie, z guru na ucznia.

Jo­ga­su­try skła­da­ją się ze 195 afo­ry­zmów, zwa­nych wła­śnie su­tra­mi, któ­re uzna­je się za kom­pi­la­cję prze­ka­zy­wa­nych wcze­śniej ust­nych za­le­ceń. Zo­sta­ły one ze­bra­ne przez Pa­tań­dża­le­go i przed­sta­wio­ne w for­mie zwię­złe­go tek­stu po­dzie­lo­ne­go na czte­ry roz­dzia­ły.

Dru­gi roz­dział za­wie­ra opis ośmiu czło­nów jogi. War­to pod­kre­ślić, że zwa­ne są one czę­ścia­mi lub czło­na­mi, a nie stop­nia­mi, co pod­kre­śla ich po­wią­za­ną, ale nie hie­rar­chicz­ną na­tu­rę. Wy­stę­pu­je tu taka sama re­la­cja jak w ludz­kim cie­le - wszyst­kie po­szcze­gól­ne czę­ści ro­sną mniej wię­cej w rów­nym stop­niu i z po­dob­ną pręd­ko­ścią, a poza tym każ­da z nich jest tak samo waż­na. Pierw­sze pięć z nich to prak­ty­ki ze­wnętrz­ne, zwa­ne ba­hir-anga. Po­zo­sta­łe trzy to prak­ty­ki we­wnętrz­ne - an­tar-anga.

Ce­lem wszyst­kich tych ga­łę­zi prak­ty­ko­wa­nych jed­no­cze­śnie jest roz­po­zna­nie i zro­zu­mie­nie na­szej praw­dzi­wej na­tu­ry, a tak­że na­tu­ry ota­cza­ją­ce­go nas świa­ta, ukry­tej głę­bo­ko pod stwo­rzo­ny­mi przez nas kon­cep­cja­mi i wy­obra­że­nia­mi.

W prze­sła­niu Pa­tań­dża­le­go wy­brzmie­wa myśl, że wy­bie­ra­nie nie­zgod­nych z na­szy­mi po­glą­da­mi po­staw ży­cio­wych od­bie­ra nam we­wnętrz­ny spo­kój. O pięk­no na­sze­go wnę­trza po­win­ni­śmy dbać tak samo, je­śli nie bar­dziej, jak o wła­sny wy­gląd czy es­te­ty­kę wnę­trza, w któ­rym miesz­ka­my. W prze­ciw­nym wy­pad­ku pod ze­wnętrz­nym bla­skiem i po­rząd­kiem ukry­ją się smu­tek i ubó­stwo.

Wszy­scy mamy ja­kieś opi­nie i umy­sły, któ­re mo­że­my tre­no­wać i do­sko­na­lić, co na po­cząt­ko­wym eta­pie po­le­ga na przy­swa­ja­niu wła­ści­wych po­staw. Dzię­ki nim osią­ga­my rów­no­wa­gę psy­chicz­ną i fi­zycz­ną oraz chro­ni­my sie­bie przed nie­po­żą­da­ny­mi re­ak­cja­mi i emo­cja­mi.

Za­głę­bia­jąc się w prak­ty­kę, stop­nio­wo po­zby­wa­my się in­te­lek­tu­al­nych uprze­dzeń i zy­sku­je­my pew­ność co do prze­wod­nic­twa, mą­dro­ści i świa­do­mie po­dej­mo­wa­nych wy­bo­rów. Mia­rą szczę­ścia jest wte­dy nie­wzru­szo­ny spo­kój we­wnętrz­ny oraz zdol­ność do od­czu­wa­nia wdzięcz­no­ści nie­za­leż­nie od wa­run­ków. We­dług fi­lo­zo­fii jogi przy­czy­ną na­sze­go nie­za­do­wo­le­nia jest utoż­sa­mia­nie się z na­szy­mi emo­cja­mi i my­śla­mi oraz utra­ta kon­tak­tu ze swo­im wnę­trzem.

Aby roz­po­cząć swo­ją jo­gicz­ną dro­gę, po­trze­bu­je­my go­to­wo­ści i po­ko­ry. I oczy­wi­ście chę­ci do dzia­ła­nia. Każ­da książ­ka, każ­dy na­uczy­ciel, każ­da in­spi­ra­cja to je­dy­nie na­miast­ka pra­cy, jaką po­win­ni­śmy wło­żyć w prak­ty­kę. Po­prze­sta­wa­nie je­dy­nie na pod­glą­da­niu bez oso­bi­ste­go do­świad­cza­nia moż­na po­rów­nać do oglą­da­nia zdjęć w in­ter­ne­cie za­miast wy­ru­sze­nia w po­dróż.

Prak­ty­ka jogi, nie tyl­ko asan, ale też wszyst­kich jej czło­nów, stop­nio­wo przy­bli­ża nas do osią­gnię­cia fi­zycz­ne­go i psy­chicz­ne­go zdro­wia. War­to pa­mię­tać, że te stop­nie nie mają na celu ogra­ni­cza­nia, nie od­gry­wa­ją rów­nież roli ko­dek­su czy przy­ka­zań. Ich za­da­niem jest po­moc w sa­mo­do­sko­na­le­niu i po­szu­ki­wa­niu psy­chicz­ne­go kom­for­tu.

Co waż­ne - prak­ty­ki prze­ka­za­ne przez Pa­tań­dża­le­go mają cha­rak­ter uni­wer­sal­ny. Jest wie­lu lu­dzi, któ­rzy ni­g­dy na­wet nie sły­sze­li o jo­dze, a po­niż­sze za­sa­dy oka­żą się dla nich oczy­wi­ste. Poza tym te same lub bar­dzo po­dob­ne kon­cep­cje mo­że­my zna­leźć w wie­lu sys­te­mach re­li­gij­nych i fi­lo­zo­ficz­nych.

Po­ni­żej osiem czło­nów jogi wraz z krót­kim wy­ja­śnie­niem.

1. JAMA - DYSCYPLINA SPOŁECZNA, DROGOWSKAZY MORALNE

Jama to pierw­szy z ośmiu czło­nów, pod­sta­wo­wa ety­kie­ta mo­ral­na do­ty­czą­ca na­szych kon­tak­tów ze świa­tem i dys­cy­pli­ny spo­łecz­nej. Do­ty­czy ona cech cha­rak­te­ru, któ­re war­to w so­bie pie­lę­gno­wać. Ich do­sko­na­le­nie przy­no­si nam za­do­wo­le­nie i pod­no­si ja­kość ży­cia. Samo sło­wo "yama" w tłu­ma­cze­niu może ozna­czać ?u­miar­ko­wa­nie, opa­no­wa­nie? lub ?o­gra­ni­cze­nia?. W moim od­czu­ciu war­to jed­nak sku­pić się na pie­lę­gno­wa­niu war­to­ści, któ­re chce­my w so­bie roz­wi­jać, a nie na dzia­ła­niach, z któ­ry­mi chce­my wal­czyć.

Ahin­sa

"

Ten, kto utwier­dza się w nie­krzyw­dze­niu mową, my­ślą i uczyn­kiem, po­rzu­ca swą agre­syw­ną na­tu­rę, a inni w jego obec­no­ści prze­sta­ją czuć wro­gość5.

5 B.K.S. Iy­en­gar, Świa­tło Jo­ga­sutr Pa­tań­dża­le­go, tłum. K. Ko­cot, Ga­lak­ty­ka, Łódź 2011.

Ahin­sa to pierw­sza skła­do­wa jamy. Naj­pro­ściej moż­na po­wie­dzieć, że to je­den z jej pod­punk­tów. Samo to sło­wo ozna­cza tyle co ?nie­krzyw­dze­nie?. Ro­zu­mia­na jest jako kul­ty­wo­wa­nie spo­ko­ju. Uj­mu­jąc to w naj­więk­szym uprosz­cze­niu: nie moż­na osią­gnąć roz­wo­ju du­cho­we­go i we­wnętrz­ne­go spo­ko­ju kosz­tem krzyw­dze­nia in­nych czy sie­bie. To prze­ko­na­nie o tym, że po­kój na świe­cie ro­dzi się z po­szu­ki­wa­nia spo­ko­ju we­wnętrz­ne­go każ­de­go czło­wie­ka. Ma­hat­ma Gan­dhi, zna­ny in­dyj­ski po­li­tyk i jed­no­cze­śnie jo­gin, zwykł po­wta­rzać, że nie ma dro­gi do po­ko­ju, bo to po­kój jest dro­gą.

Sys­tem jo­gicz­ny uzna­je czy­nie­nie krzyw­dy za je­den z czyn­ni­ków na­ru­sza­ją­cych na­szą we­wnętrz­ną rów­no­wa­gę. Gdy ktoś ko­goś krzyw­dzi, au­to­ma­tycz­nie wcho­dzi w kon­flikt ze sobą, robi coś, z czym sam się nie zga­dza i co uzna­je za zły uczy­nek. Nikt nie chce być krzyw­dzo­ny, dla­te­go w głę­bi du­szy wie, że sam rów­nież nie po­wi­nien krzyw­dzić.

Prak­ty­ko­wa­nie ahin­sy jest bez­po­śred­nio po­wią­za­ne z przy­glą­da­niem się swo­im my­ślom. Je­śli nie za­cho­wu­je­my kon­tro­li i uważ­no­ści, w na­szej gło­wie po­ja­wia­ją się my­śli, któ­re od­bie­ra­ją spo­kój. Na­le­żą do nich cho­ciaż­by za­zdrość, lęk, złość i prze­ko­na­nie o nie­do­stat­ku. Jed­nak to nie ozna­cza, że po­win­ni­śmy tłu­mić w so­bie żal, agre­sję czy złość, po­nie­waż skut­ko­wa­ło­by to jesz­cze więk­szym na­pię­ciem. Le­piej jest przy­glą­dać się obiek­tyw­nie sy­tu­acji z po­zy­cji świad­ka i za­sta­no­wić się, czy taka po­sta­wa i re­ak­cja są naj­lep­sze.

Nie mamy wpły­wu na przy­tra­fia­ją­ce się nam sy­tu­acje, ale mo­że­my kon­tro­lo­wać spo­sób, w jaki na nie re­agu­je­my. Ahin­sa to rów­nież ob­da­ro­wy­wa­nie spo­ko­jem i zro­zu­mie­niem oso­by, któ­ra jest wo­bec nas wro­go na­sta­wio­na czy za­cho­wu­je się nie­mi­ło.

Sa­tja

"

Gdy S?dha­ka6 moc­no utwier­dzi się w po­stę­po­wa­niu zgod­nym z praw­dą, jego sło­wa sta­ją się tak po­tęż­ne, że co­kol­wiek by po­wie­dział, urze­czy­wist­nia się7.

6 S?dha­ka - prak­ty­ku­ją­cy.

7 B.K.S. Iy­en­gar, Świa­tło Jo­ga­sutr Pa­tań­dża­le­go, tłum. K. Ko­cot, Ga­lak­ty­ka, Łódź 2011..

To dru­ga skła­do­wa, któ­ra jest tłu­ma­czo­na jako ?praw­do­mów­no­ść? i ?ucz­ci­wo­ść?. Jej ce­lem jest umi­ło­wa­nie i po­szu­ki­wa­nie praw­dy.

Każ­dy czło­wiek ceni praw­dę, dla­te­go kła­miąc, po­pa­da w kon­flikt ze sobą. Czę­sto jed­nak w po­go­ni za na­szy­mi ma­łost­ko­wy­mi spra­wa­mi ucie­ka­my się do fał­szo­wa­nia rze­czy­wi­sto­ści. Wie­le osób trak­tu­je kłam­stwo jako in­stru­ment po­moc­ny w osią­gnię­ciu wy­zna­czo­ne­go so­bie celu. Za­wsze sta­ra­my się uspra­wie­dli­wiać na­sze za­cho­wa­nia przed sobą, jed­nak w głę­bi du­szy ro­dzą się na­pię­cie i nie­po­kój.

Iy­en­gar zwra­ca rów­nież uwa­gę na fakt, że więk­szość z nas wy­cho­dzi z za­ło­że­nia, iż mówi praw­dę, ale ta praw­da nie za­wsze jest zgod­na z każ­dą na­szą ko­mór­ką. I tak je­śli po­wie­my: Od ju­tra za­cznę wcze­śnie wsta­wać, a jest to zda­nie, któ­re wy­pły­wa je­dy­nie z na­sze­go umy­słu, a nie z głę­bi ser­ca i praw­dzi­wej po­trze­by, bar­dzo praw­do­po­dob­ne jest, że nam się to nie uda.

Do­pie­ro wte­dy, gdy praw­da wy­pły­wa bez­po­śred­nio z na­sze­go wnę­trza, za­czy­na­my two­rzyć rze­czy­wi­stość, ja­kiej pra­gnie­my. Sa­tja to rów­nież uczci­wość we­wnętrz­na i spój­ność tego, co na ze­wnątrz, z tym, co w środ­ku. To po­szu­ki­wa­nie zro­zu­mie­nia po­nad tym, co zwią­za­ne jest z na­szy­mi uczu­cia­mi czy emo­cja­mi.

Aste­ja

"

Gdy po­wstrzy­my­wa­nie się od kra­dzie­ży zo­sta­nie moc­no ugrun­to­wa­ne, po­ja­wią się dro­go­cen­ne klej­no­ty8.

8 Tam­że.

Inne do­stęp­ne tłu­ma­cze­nie to:

"

Kie­dy [je­ste­śmy] moc­no za­ko­twi­cze­ni w szczo­dro­ści, wszel­ka po­myśl­ność przy­cho­dzi9.

9 J. Lee, Joga praw­dzi­wa, tłum. M.M. Cze­kań­ski, Sam­sa­ra, Bia­ły­stok 2017.

Jej pod­sta­wo­wy­mi ce­la­mi są wy­strze­ga­nie się kra­dzie­ży, nie­przyw­łasz­cza­nie i wol­ność od po­żą­da­nia. Na głęb­szym po­zio­mie do­ty­czy prze­ko­na­nia o ogól­nej ob­fi­to­ści i wza­jem­nym po­łą­cze­niu wszyst­kich istot. Po­ma­ga zro­zu­mieć nie­roz­łącz­ność pro­ce­su bra­nia i da­wa­nia.

Aste­ja w do­słow­nym tłu­ma­cze­niu zna­czy ?nie­kra­dze­nie?, jed­nak do­brze, gdy jest roz­pa­try­wa­na rów­nież pod ką­tem bar­dziej sub­tel­nych dzia­łań. Mo­że­my mar­no­wać (kraść) czyjś czas czy przy­pi­sy­wać so­bie (kraść) cu­dze za­słu­gi.

Od­no­si się to rów­nież do na­szych pra­gnień. Po­żą­da­nie tego, co mają inni, i za­zdrość nie są wska­za­ne na dro­dze jogi.

Brah­ma­ćar­ja

"

Gdy S?dha­ka jest moc­no utwier­dzo­ny we wstrze­mięź­li­wo­ści, to pły­ną ku nie­mu po­zna­nie, siła, mę­stwo i ener­gia10.

10 B.K.S. Iy­en­gar, Świa­tło Jo­ga­sutr Pa­tań­dża­le­go, tłum. K. Ko­cot, Ga­lak­ty­ka, Łódź 2011.

Brah­ma­ćar­ja to sa­mo­kon­tro­la i umiar. Czę­sto bywa błęd­nie ro­zu­mia­na jako wstrze­mięź­li­wość sek­su­al­na. Cho­dzi tu jed­nak nie o wy­zby­wa­nie się po­pę­du, a o kon­tro­lę i od­po­wied­nie jego ukie­run­ko­wa­nie. Co waż­ne, w ża­den spo­sób nie za­kła­da nie­od­czu­wa­nia ra­do­ści ze zbli­że­nia, wręcz prze­ciw­nie - wzma­ga ją.

Ener­gia sek­su­al­na to naj­bar­dziej pod­sta­wo­wy prze­jaw siły ży­cio­wej. Ci, któ­rzy pró­bu­ją ją stłam­sić, w rze­czy­wi­sto­ści uwła­cza­ją wła­sne­mu po­cho­dze­niu. Jo­gin może, ale wca­le nie musi prak­ty­ko­wać wstrze­mięź­li­wo­ści. Bar­dziej cho­dzi tu o za­cho­wa­nie zdro­wej rów­no­wa­gi i świa­do­mość, że wszyst­ko w nad­mia­rze jest szko­dli­we.

Apa­ri­gra­ha

"

Gdy jest się wol­nym od po­żą­da­nia rze­czy ma­te­rial­nych, ob­ja­wia się po­zna­nie prze­szłych i przy­szłych ży­wo­tów11.

11 Tam­że.

Tłu­ma­czo­ne bywa jako wy­zby­cie się za­chłan­no­ści. Za­chę­ca do wdzięcz­no­ści za to, co już mamy. Tu rów­nież prze­ja­wia się prze­ko­na­nie o we­wnętrz­nej i ze­wnętrz­nej ob­fi­to­ści. Wszyst­ko to uwal­nia nas od po­czu­cia nie­do­stat­ku.

Ro­zu­mieć je moż­na jako nie­gro­ma­dze­nie tego, co nie jest nam ko­niecz­nie po­trzeb­ne, i przede wszyst­kim nie­przy­wią­zy­wa­nie się do ni­cze­go. Ży­cie jo­gi­na z za­ło­że­nia jest pro­ste, opie­ra się rów­nież na cią­głym uprasz­cza­niu tego, co na ze­wnątrz, i na we­wnętrz­nym wzro­ście.

Ele­ment szcze­gól­nie waż­ny w dzi­siej­szym świe­cie, w któ­rym wszyst­ko jest na wy­cią­gnię­cie ręki, co za­chę­ca do nad­mier­ne­go gro­ma­dze­nia, a w kon­se­kwen­cji do wy­rzu­ca­nia.

2. NIJAMA - SAMODYSCYPLINA

Ni­ja­ma, dru­gi człon, do­ty­czy na­szej re­la­cji ze sobą. Cho­dzi tu przede wszyst­kim o emo­cje, na­sze po­strze­ga­nie za­ist­nia­łych sy­tu­acji i spo­so­by re­ago­wa­nia na nie.

Śau­ća - czy­stość

Śau­ća ozna­cza za­cho­wy­wa­nie czy­sto­ści i od­no­si się do kil­ku aspek­tów, za­rów­no fi­zycz­no­ści, jak i umy­sło­wo­ści czy du­cho­wo­ści. Tę pierw­szą mo­że­my spro­wa­dzić do uważ­ne­go dba­nia o sie­bie, hi­gie­nę oso­bi­stą i ubra­nia, a tak­że od­po­wied­nie­go od­ży­wia­nia i dba­ło­ści o za­cho­wa­nie spraw­no­ści fi­zycz­nej. Jest to rów­nież utrzy­my­wa­nie swo­je­go oto­cze­nia w czy­sto­ści i har­mo­nii. To ce­lo­wa asce­za opar­ta na umia­rze i świa­do­mym wy­bo­rze.

Po­zo­sta­łe skła­do­we to oczysz­cza­nie umy­słu z nie­po­trzeb­nych my­śli po­wo­du­ją­cych na­pię­cie, kon­tro­lo­wa­nie tego, co do nas do­cie­ra, i nie­za­śmie­ca­nie swo­je­go wnę­trza, a tak­że roz­waż­ne wy­po­wie­dzi, któ­re nie będą mia­ły na celu krzyw­dze­nia ni­ko­go.

San­to­sza - za­do­wo­le­nie

San­to­sza jest prak­ty­ką za­do­wo­le­nia z tego, co mamy, ak­cep­ta­cji, nie­wy­ma­ga­nia wię­cej i przyj­mo­wa­nia ży­cia ta­kim, ja­kie jest. To dy­stans i bez­wa­run­ko­wa ra­dość.

Oczy­wi­ście nie wy­klu­cza twór­czej ra­do­ści i chę­ci po­zna­nia. Sta­no­wią one siłę na­pę­do­wą czło­wie­ka.

Jo­gin wie­rzy w to, że na­wet w naj­gor­szych chwi­lach do­sta­je od ży­cia to, co jest mu nie­zbęd­ne.

Ta­pas - dys­cy­pli­na, pa­no­wa­nie nad sobą i za­pał

Ta­pas jest prak­ty­ką umia­ru oraz dys­cy­pli­ny, kształ­to­wa­nia cha­rak­te­ru nie przez ogra­ni­cze­nia, ale po­przez świa­do­me wy­bie­ra­nie mniej. Ta­pas mo­że­my ro­zu­mieć rów­nież jako we­wnętrz­ną mo­ty­wa­cję. Taką, któ­ra sta­wia nasz cel wy­żej od wszyst­kich po­kus i za­chcia­nek. Są to rów­nież za­pał i ener­gia po­trzeb­ne do po­dą­ża­nia wy­bra­ną przez sie­bie ścież­ką.

Swa­dh­ja­ja - sa­mo­po­zna­nie i stu­dio­wa­nie

Od­no­si się za­rów­no do stu­dio­wa­nia li­te­ra­tu­ry i ba­da­nia sta­rych ksiąg, jak i po­zna­wa­nia sie­bie i swo­je­go wnę­trza. I tu waż­ne jest, aby pa­mię­tać, że po­sia­da­nie i zdo­by­wa­nie wie­dzy wca­le nie jest toż­sa­me z po­zna­niem sie­bie. Wie­dza o so­bie nie po­cho­dzi z ze­wnątrz. Mu­si­my ją od­kryć sami po­przez ob­ser­wa­cję i do­świad­cza­nie.

W fi­zycz­nym zna­cze­niu swa­dh­ja­ja ozna­cza rów­nież po­zna­wa­nie swo­je­go cia­ła, tak aby prak­ty­ka przy­no­si­ła same ko­rzy­ści, a tak­że usu­wa­ła ból i cho­ro­by. Dba­nie o sie­bie może się wy­da­wać ego­istycz­ne, jed­nak pa­trząc na to z szer­szej per­spek­ty­wy - je­dy­nie wte­dy, gdy czu­je­my się do­brze sami ze sobą, mo­że­my być po­mo­cą i in­spi­ra­cją dla in­nych. Mo­że­my da­wać tyl­ko wte­dy, gdy czu­je­my, że mamy się czym dzie­lić.

Iśwa­ra-pra­ni­dha­na - głos wła­sne­go su­mie­nia, pod­da­nie się sile wyż­szej

Iśwa­ra-pra­ni­dha­na to pro­ces we­wnętrz­ny pro­wa­dzą­cy do oczysz­cze­nia świa­do­mo­ści. Jego efek­tem są spo­kój i we­wnętrz­na rów­no­wa­ga. De­fi­niu­je się ją dwo­ja­ko, z jed­nej stro­ny jako pod­da­nie się lo­so­wi i wia­rę, że za wszyst­kim stoi wyż­sza in­te­li­gen­cja, że jest ktoś, kto nad nami czu­wa, a z dru­giej - po­słu­szeń­stwo gło­so­wi swo­je­go su­mie­nia.

3. ASANY - POZYCJE JOGI

Asa­ny, czy­li po­zy­cje jogi, słu­żą do osią­gnię­cia rów­no­wa­gi fi­zycz­nej i psy­chicz­nej. De­fi­nio­wa­ne są jako uło­że­nie cia­ła, w któ­rym je­ste­śmy w sta­nie się zna­leźć przy mi­ni­mal­nym wy­sił­ku i w któ­rym je­ste­śmy w sta­nie wy­trwać bez więk­sze­go pro­ble­mu. Umiesz­czo­ne zo­sta­ły jako trze­cie w ko­lej­no­ści, co ozna­cza, że wcze­śniej na­le­ży opa­no­wać gwał­tow­ne emo­cje dzię­ki prak­ty­ce jamy i ni­ja­my, co wca­le nie ozna­cza, że prak­ty­ki asan nie moż­na za­cząć wcze­śniej.

Asa­na to tak na­praw­dę bu­do­wa­nie pra­wi­dło­wej po­sta­wy cia­ła - nie­wy­mu­szo­nej, kom­for­to­wej i zdro­wej.

4. PRANAJAMA - KONTROLA ODDECHU

Sło­wo "pra­na­ja­ma" skła­da się z dwóch słów. Pierw­szym z nich jest pra­na, któ­ra zgod­nie z fi­lo­zo­fią jogi jest siłą wi­tal­ną obec­ną we wszyst­kim, co nas ota­cza, nie tyl­ko w or­ga­ni­zmach ży­wych, ale rów­nież w ma­te­rii - po­wie­trzu, wszech­świe­cie itd. Dru­gim sło­wem jest ay­ama ozna­cza­ją­ca ?wy­dłu­ża­nie i roz­sze­rza­nie?. W wol­nym tłu­ma­cze­niu pra­nay­ama to prak­ty­ka kon­tro­li prze­pły­wu siły wi­tal­nej.

Wy­dłu­ża­nie od­de­chu ma na celu nie tyl­ko po­pra­wę na­sze­go zdro­wia, o czym wię­cej prze­czy­tasz w dal­szej czę­ści książ­ki, ale przede wszyst­kim na­ukę kon­tro­lo­wa­nia umy­słu. Ak­tyw­ność na­sze­go cia­ła i umy­słu jest ści­śle zwią­za­na z dłu­go­ścią wde­chu i wy­de­chu. Im są dłuż­sze, tym umysł sta­je się spo­koj­niej­szy, a cia­ło bar­dziej zre­lak­so­wa­ne. I od­wrot­nie - szyb­ki od­dech to nie­po­kój my­śli i ku­mu­la­cja uczuć. Poza tym wie­lu uczo­nych łą­czy rów­nież po­wol­ny od­dech z dłu­go­wiecz­no­ścią nie­któ­rych zwie­rząt, na przy­kład żół­wi czy sło­ni.

Przy prak­ty­ce pra­na­ja­my cho­dzi jed­nak o coś wię­cej niż tyl­ko kon­tro­lę dłu­go­ści na­szych od­de­chów. Dzię­ki niej ener­gia roz­pro­wa­dza­na jest po ca­łym cie­le i umy­śle czło­wie­ka. Uspo­ka­ja we­wnętrz­nie i po­zwa­la wejść głę­biej w prak­ty­kę.

Za­awan­so­wa­ne prak­ty­ki pra­na­ja­my po­win­ny być wy­ko­ny­wa­ne do­pie­ro po od­po­wied­nim opa­no­wa­niu asan. Te prost­sze, opi­sa­ne w tej książ­ce, moż­na wy­ko­rzy­sty­wać w każ­dej chwi­li. Po­le­ca­ne są rów­nież w róż­ne­go ro­dza­ju te­ra­piach oraz jako tech­ni­ka re­lak­sa­cyj­na.

5. PRATJAHARA - PANOWANIE NAD ZMYSŁAMI

Pa­no­wa­nie nad zmy­sła­mi czy na­wet uwal­nia­nie się od nich jest ko­lej­nym kro­kiem na jo­gicz­nej ścież­ce. Pierw­sze czte­ry stop­nie (jama, ni­ja­ma, asa­na i pra­na­ja­ma) do­ty­czą w du­żej mie­rze na­szej fi­zycz­no­ści i prak­ty­ki ze­wnętrz­nej, ostat­nie trzy (dha­ra­na, dhja­na i sa­ma­dhi) to prak­ty­ka we­wnętrz­na. Pra­tja­ha­ra czę­sto uzna­wa­na jest za po­most mię­dzy nimi.

Do pra­tja­ha­ry mo­że­my za­li­czyć wszyst­kie tech­ni­ki, któ­re po­zwa­la­ją na­kie­ro­wać zmy­sły na na­sze wnę­trze, i ob­ser­wa­cję, czy­li po­zna­nie i zro­zu­mie­nie sie­bie. Jej isto­tą jest pra­ca z po­ja­wia­ją­cy­mi się my­śla­mi i wra­że­nia­mi. Pod­czas me­dy­ta­cji czy re­lak­su do­cie­ra­ją do nas róż­ne bodź­ce, po­ja­wia­ją się wspo­mnie­nia czy emo­cje. W ta­kich chwi­lach czę­sto wy­bie­ra­my je­den ze sche­ma­tów dzia­ła­nia - albo sta­ra­my się je wy­pie­rać i nie do­pusz­czać do sie­bie, albo za­czy­na­my je ana­li­zo­wać, ety­kie­to­wać, oce­niać, co tyl­ko sty­mu­lu­je umysł do dal­szej pra­cy.

Wła­ści­we po­dej­ście po­le­ga na po­zwo­le­niu my­ślom na swo­bod­ny prze­pływ. To, co się po­ja­wia, prze­cho­dzi da­lej, bez na­szej oce­ny, an­ga­żo­wa­nia się czy wal­ki. Ob­ser­wu­je­my my­śli bez ja­kie­go­kol­wiek oce­nia­nia czy kon­tro­li. To tro­chę jak pa­trze­nie na prze­su­wa­ją­ce się po nie­bie chmu­ry: nie pró­bu­je­my ich za­trzy­mać, nie ana­li­zu­je­my spo­so­bu, w jaki pły­ną, i nie pró­bu­je­my im w tym po­ma­gać. Po­dob­nie z my­śla­mi w me­dy­ta­cji czy głę­bo­kim re­lak­sie - pły­ną, po­ja­wia­ją się, od­pły­wa­ją, a my je tyl­ko ob­ser­wu­je­my.

Do­pie­ro wte­dy mo­że­my wejść w stan, w któ­rym umysł może się w peł­ni zre­lak­so­wać, a jed­no­cze­śnie po­zo­stać uważ­ny. Tę prak­ty­kę z cza­sem sta­ra­my się prze­no­sić na na­sze wszyst­kie ży­cio­we ak­tyw­no­ści i wy­da­rze­nia.

6. DHARANA - KONCENTRACJA

Dha­ra­na to umie­jęt­ność kon­cen­tra­cji na jed­nym okre­ślo­nym punk­cie i okre­ślo­nym za­da­niu. Może to być za­rów­no punkt ze­wnętrz­ny (pło­mień świe­cy), jak i we­wnętrz­ny. Kon­cen­tra­cja po­le­ga na utrzy­my­wa­niu umy­słu w bez­ru­chu, w tej jed­nej my­śli i tym jed­nym punk­cie. Oczy­wi­ście nie przy­cho­dzi to sa­mo­ist­nie i wy­ma­ga dłu­giej prak­ty­ki oraz po­wta­rzal­ne­go wy­sił­ku.

7. DHJANA - MEDYTACJA

Sło­wo "dhja­na" po­cho­dzi od dhi, któ­re ozna­cza in­te­lekt. Dhja­na uwa­ża­na jest za wyż­szy sto­pień uważ­no­ści. To umie­jęt­ność do­świad­cza­nia świa­ta z za­cho­wa­niem sku­pio­nej świa­do­mo­ści.

Róż­ni­ca mię­dzy kon­cen­tra­cją a me­dy­ta­cją jest bar­dzo sub­tel­na. Czę­sto po­rów­nu­je się ją do róż­ni­cy mię­dzy stru­mie­nia­mi ole­ju i wody - wy­le­wa­ne z na­czy­nia na zie­mię oba po­pły­ną w tym sa­mym kie­run­ku, jed­nak woda spad­nie w po­sta­ci stru­mie­nia roz­pra­sza­ją­cych się kro­pli (dha­ra­na), olej zaś stwo­rzy stru­gę (dhja­na).

8. SAMADHI - OWOC PRAKTYKI, PRZEBUDZENIE

Przez nie­któ­rych na­zy­wa­ny praw­dzi­wą jogą. Sa­ma­dhi to po­łą­cze­nie dwóch słów: sam - ?cał­ko­wi­cie, ra­zem, wspól­nie? i adha - ?u­trzy­my­wa­ć?. Jest kul­mi­na­cją dłu­gie­go i trud­ne­go pro­ce­su sa­mo­dy­scy­pli­ny du­cho­wej.

W tym sta­nie umysł i wszyst­kie zmy­sły skie­ro­wa­ne są do wnę­trza, w stro­nę du­szy. Za­ni­ka­ją sa­mo­świa­do­mość, ego, po­trze­by oce­nia­nia i by­cia do­ce­nio­nym. To po­czu­cie peł­nej jed­no­ści ze świa­tem, za­nik sa­mo­świa­do­mo­ści i do­stęp do nie­skoń­czo­nej wie­dzy.

To stan, któ­re­go nie da się opi­sać sło­wa­mi. Nie da się go rów­nież zro­zu­mieć, je­śli wcze­śniej się go nie do­świad­czy­ło.

KIEDY JEST NAJLEPSZY CZAS NA PRAKTYKĘ

Naj­le­piej jest prak­ty­ko­wać wcze­snym ran­kiem lub póź­nym po­po­łu­dniem. Rano asa­ny do­da­dzą nam ener­gii, od­świe­żą i przy­go­tu­ją do nad­cho­dzą­ce­go dnia. Wie­czo­rem usu­ną zmę­cze­nie i stres, po­mo­gą się od­prę­żyć i za­pew­nią zdro­wy i spo­koj­ny sen. Asa­ny war­to do­bie­rać do pory dnia. Rano cia­ło jest bar­dziej sztyw­ne, ale ma wię­cej siły. Po po­łu­dniu je­ste­śmy bar­dziej ela­stycz­ni, ale mamy znacz­nie mniej siły. Do­brym na­wy­kiem jest rów­nież prak­ty­ko­wa­nie za­wsze o tej sa­mej po­rze, bo to sku­tecz­nie bu­du­je na­wyk wy­ci­sza­nia.

Z przy­czyn czy­sto or­ga­ni­za­cyj­nych naj­le­piej jest za­re­zer­wo­wać so­bie czas na prak­ty­kę rano. Póź­niej czę­sto o niej za­po­mi­na­my albo nie mamy już na nią ocho­ty ani ener­gii.

Prak­ty­ka jogi wy­ma­ga su­mien­no­ści, or­ga­ni­za­cji i re­gu­lar­no­ści. Lep­sza jest co­dzien­na krót­ka prak­ty­ka od jed­nej dłu­giej raz w ty­go­dniu. Jed­nak tu­taj rów­nież nie moż­na prze­sa­dzić. Nie oba­wiaj się ro­bie­nia so­bie jed­no- czy dwu­dnio­wych przerw.

PRAKTYKA A POSIŁKI

Z za­sa­dy prak­ty­ku­je się przed po­sił­kiem lub kil­ka go­dzin po je­dze­niu. Z peł­nym brzu­chem jest na­praw­dę trud­niej. Jed­nak za­wsze po­le­cam do­kład­ne przy­słu­chi­wa­nie się po­trze­bom or­ga­ni­zmu.

Po­ran­na prak­ty­ka po­win­na się od­być na czczo, jesz­cze przed śnia­da­niem, jed­nak nie­któ­rzy nie wy­obra­ża­ją so­bie przy­stą­pie­nia do ćwi­czeń bez choć­by nie­wiel­kie­go po­sił­ku. Je­śli czu­jesz, że mu­sisz coś prze­gryźć, naj­le­piej zjedz ba­na­na, jabł­ko albo ka­wa­łek gorz­kiej cze­ko­la­dy.

Ja za­wsze za­czy­nam dzień od cie­płej wody z im­bi­rem, cy­try­ną i mio­dem. Ten na­pój do­da­je mi ener­gii, któ­rej po­trze­bu­ję do przej­ścia po­ran­nej se­kwen­cji.

Przy prak­ty­ce wie­czor­nej od ostat­nie­go po­sił­ku po­win­ny upły­nąć przy­naj­mniej dwie go­dzi­ny. Za­le­ca się prze­rwę na­wet czte­rech, pię­ciu go­dzin. Wszyst­ko jest jed­nak kwe­stią in­dy­wi­du­al­ną i za­le­ży od pra­cy na­sze­go ukła­du tra­wien­ne­go, tego, co i ile jemy.

DLACZEGO WARTO PRAKTYKOWAĆ RANO

Oprócz przy­czyn czy­sto or­ga­ni­za­cyj­nych jest wie­le in­nych czyn­ni­ków prze­ma­wia­ją­cych za po­ran­ną prak­ty­ką. Rano, jesz­cze przed pierw­szym po­sił­kiem, cia­ło jest wy­po­czę­te, dzię­ki cze­mu wszyst­kie skło­ny, skrę­ty i po­zy­cje od­wró­co­ne są dla nas ła­twiej­sze.

Umysł też jest jesz­cze czy­sty, nie­za­śmie­co­ny co­dzien­ny­mi spra­wa­mi i mno­go­ścią za­dań do wy­ko­na­nia. To wła­śnie wte­dy przy­cho­dzą nam do gło­wy naj­lep­sze po­my­sły, ta­kie po­cho­dzą­ce z na­sze­go wnę­trza, zu­peł­nie nowe i in­spi­ru­ją­ce. Czę­sto rów­nież pod­czas po­ran­nej prak­ty­ki do­sta­je­my od­po­wie­dzi na py­ta­nia, któ­re za­da­wa­li­śmy so­bie po­przed­nie­go wie­czo­ru i na któ­re ni­jak nie mo­gli­śmy zna­leźć roz­wią­za­nia.

Poza tym joga jest wspa­nia­łym źró­dłem po­zy­tyw­nej ener­gii i do­bre­go na­sta­wie­nia. Na­wet kil­ka mi­nut spę­dzo­nych na ma­cie po­tra­fi nadać ca­łe­mu na­sze­mu dnio­wi od­po­wied­ni ton. Dzię­ki po­ran­nej jo­dze w cią­gu dnia dzia­ła­my szyb­ciej, spraw­niej, nasz umysł jest ja­śniej­szy i po­dej­mu­je­my wła­ściw­sze de­cy­zje.

Wi­sien­ką na tor­cie są rów­nież kwe­stie es­te­tycz­ne. Ła­god­ne prze­cho­dze­nie nocy w dzień, po­wol­ny wschód słoń­ca i ta wszech­ogar­nia­ją­ca ci­sza spra­wia­ją, że joga sta­je się jesz­cze pięk­niej­sza.

CO Z JOGĄ WIECZORNĄ

Ogrom za­let po­ran­nej prak­ty­ki wca­le nie ozna­cza, że ta wie­czor­na jest gor­sza lub mniej waż­na. Wręcz prze­ciw­nie.

Se­kwen­cje jogi, któ­re kon­cen­tru­ją się na głę­bo­kim od­dy­cha­niu i po­wol­nym ru­chu, po­mo­gą w za­śnię­ciu. Prak­ty­ka przed za­śnię­ciem może stać się wspa­nia­łą czę­ścią two­je­go roz­kła­du dnia. Jest to rów­nież do­sko­na­ła oka­zja na po­by­cie ze sobą i do­mknię­cie ak­tyw­no­ści.

Za­miast przed snem kar­mić się wia­do­mo­ścia­mi ze świa­ta, prze­glą­dać zdję­cia na In­sta­gra­mie czy emo­cjo­no­wać się tym, co na­pi­sa­li w ja­kimś por­ta­lu, spró­buj po­świę­cić ten czas na by­cie w ci­szy, sa­mot­ność, me­dy­ta­cję i wsłu­chi­wa­nie się w sie­bie. Daj so­bie rów­nież czas na ob­ser­wa­cję, jak taka zmia­na wpły­wa na cie­bie i two­je zdro­wie.

WEWNĘTRZNY SPOKÓJ

Dłu­go­trwa­ła prak­ty­ka to przede wszyst­kim spo­kój we­wnętrz­ny, więk­sza zdol­ność kon­cen­tra­cji i umie­jęt­ność sku­tecz­ne­go od­prę­ża­nia się. Zmia­ny w cie­le to tyl­ko sku­tek ubocz­ny. Dzię­ki jo­dze za­czy­na­my ro­zu­mieć, że to nie lu­dzie i wy­da­rze­nia mają wpływ na na­sze sa­mo­po­czu­cie, ale to na­sze prze­ko­na­nia, oba­wy i nie­pew­no­ści wy­wo­łu­ją w nas smu­tek lub ner­wo­wość. Nie mamy wpły­wu na wszyst­ko to, co nas spo­ty­ka, ale mo­że­my mieć wpływ na to, jak na to re­agu­je­my. Ner­wo­wość i agre­sja są za­wsze prze­ja­wem stra­chu, bo JA za­wsze boi się o sie­bie, na­wet je­śli prze­no­si to uczu­cie na ko­goś in­ne­go, wy­da­rze­nie lub przed­miot.

Zro­zu­mie­nie tego, że nie­po­kój wy­cho­dzi z nas i to my sami go so­bie two­rzy­my, kie­ru­je nas w stro­nę głęb­sze­go zro­zu­mie­nia.

Obec­nie co­raz wię­cej osób przy­chy­la się do opi­nii, że dłu­go­trwa­łe (czę­sto na­wet cią­głe) na­pię­cie psy­chicz­ne przy­czy­nia się do wie­lu cho­rób uzna­wa­nych za cy­wi­li­za­cyj­ne oraz ob­ni­ża od­por­ność or­ga­ni­zmu. Ist­nie­ją na­wet ba­da­nia po­twier­dza­ją­ce, że lu­dzie cięż­ko cho­rzy są w sta­nie wy­zdro­wieć, re­lak­su­jąc się i ak­cep­tu­jąc swój stan.

Dla­te­go w jo­dze tak waż­na jest pra­ca nie tyl­ko z cia­łem, ale przede wszyst­kim z umy­słem. Spo­sób my­śle­nia, re­ago­wa­nia i emo­cje moż­na kon­tro­lo­wać i ćwi­czyć. Nasz sto­su­nek do dzia­ła­ją­cych na nas bodź­ców ma wpływ na rów­no­wa­gę we­wnętrz­ną lub jej za­chwia­nie. W naj­prost­szy spo­sób moż­na to bez­po­śred­nio za­uwa­żyć, ob­ser­wu­jąc swo­je cia­ło. Każ­da re­ak­cja - czy to śmiech, czy płacz - wpły­wa na rytm na­sze­go od­de­chu i układ krwio­no­śny.

Na dro­dze do spo­ko­ju we­wnętrz­ne­go, tak samo jak w przy­pad­ku każ­dej cho­ro­by, waż­ne jest po­zna­nie isto­ty pro­ble­mu i zna­le­zie­nie praw­dzi­wych przy­czyn na­pię­cia. W prze­ciw­nym wy­pad­ku bę­dzie to pra­ca je­dy­nie ze skut­ka­mi, a nie z przy­czy­na­mi nie­po­ko­ju.

Prak­ty­ku­jąc jogę, uczy­my się przej­mo­wać kon­tro­lę nie tyl­ko nad cia­łem, ale rów­nież nad bie­giem my­śli i si­ła­mi du­cho­wy­mi.

Joga po­zwa­la oczy­ścić nie tyl­ko to, co dzie­je się w nas i w na­szym umy­śle, ale rów­nież prze­strzeń wo­kół nas. Sta­jąc na ma­cie i sku­pia­jąc się na ru­chu oraz od­de­chu, od­su­wa­my od sie­bie wszyst­kie ne­ga­tyw­ne my­śli i zmar­twie­nia. Umysł jed­no­czy się z tym, co dzie­je się tu i te­raz. Dal­szą, ale rów­nie waż­ną czę­ścią prak­ty­ki jest ucze­nie się prze­no­sze­nia tej uważ­no­ści na wszyst­kie co­dzien­ne czyn­no­ści, tak­że te naj­bar­dziej pro­za­icz­ne, ta­kie jak zmy­wa­nie na­czyń czy ro­bie­nie za­ku­pów.

Dłu­go­trwa­ła prak­ty­ka uczy nas in­nej wraż­li­wo­ści, wy­czu­la na ha­łas, ba­ła­gan i za­męt, po­zwa­la się po­zbyć nie­po­trzeb­nych ge­stów, przed­mio­tów i za­kłó­ceń. Od­kry­wa­my pro­sto­tę i siłę pły­ną­cą z kon­cen­tra­cji. Uczy­my się tego, że im prost­sza i su­row­sza wy­da­je się po­sta­wa, tym jest pięk­niej­sza. Śnieg jest pięk­ny dla­te­go, że ma tyl­ko je­den ko­lor. Spo­koj­ne mo­rze czy oce­an roz­cią­ga­ją­cy się aż po kres na­sze­go wi­dze­nia sta­no­wią nie­koń­czą­cą się płasz­czy­znę, pięk­ną w swo­jej jed­no­rod­no­ści. Jed­no i dru­gie ocza­ro­wu­je nas przede wszyst­kim swo­ją pro­sto­tą.

JOGA ZMIENIA PODEJŚCIE DO PROBLEMÓW

Joga to roz­plą­ty­wa­nie. Re­gu­lar­na prak­ty­ka uczy roz­wią­zy­wa­nia zbęd­nych wę­złów oraz zo­bo­wią­zań i sta­wia­nia śmia­łych kro­ków. Z bie­giem cza­su za­czy­na­my ro­zu­mieć, że naj­czę­ściej naj­lep­szym roz­wią­za­niem w da­nej sy­tu­acji jest po pro­stu od­pu­ścić. Pa­ra­dok­sal­nie wte­dy naj­czę­ściej pro­ble­my roz­wią­zu­ją się same.

Od­pusz­cza­nie do­ty­czy nie tyl­ko pro­ble­mów, ale rów­nież sku­pia­nia się na opi­nii in­nych, tak samo jak wy­zby­wa­nia się nie­po­trzeb­ne­go na­wy­ku oce­nia­nia. Spójrz­my praw­dzie w oczy - co cię ob­cho­dzi, ja­kie zda­nie na twój te­mat ma oso­ba sto­ją­ca za tobą w ko­lej­ce na po­czcie? Albo co ci da skry­ty­ko­wa­nie czy­je­goś za­cho­wa­nia czy opi­nii? Na­wet je­śli zro­bisz to tyl­ko w my­ślach, je­dy­ną krzyw­dę wy­rzą­dzisz so­bie.

To, co nas spo­ty­ka, wca­le nie musi wpły­wać na na­sze sa­mo­po­czu­cie. Więk­szość za­le­ży nie od zda­rzeń, ale od spo­so­bu, w jaki na nie re­agu­je­my. Ży­cie wca­le nie jest ta­kie po­waż­ne, jak nam się wy­da­je.

Cza­sem trze­ba odejść kil­ka kro­ków, zmie­nić per­spek­ty­wę i zo­ba­czyć całą spra­wę w in­nym świe­tle. Gdy pa­trzy się na coś z bli­ska, moż­na do­strzec je­dy­nie drze­wo, do­pie­ro gdy odej­dzie się kil­ka kro­ków, zo­ba­czy się cały las.

JOGA ZACHĘCA DO ODKRYWANIA

Nie ma zmia­ny bez chę­ci po­zna­wa­nia, bez cie­ka­wo­ści i po­dą­ża­nia za gło­sem ser­ca.

Joga za­chę­ca do stu­dio­wa­nia i ucze­nia się swo­je­go cia­ła. Za­czy­nasz ro­zu­mieć, jak dzia­ła i dla­cze­go re­agu­je aku­rat w ten spo­sób. Za­sta­na­wiasz się, skąd się bio­rą zgro­ma­dzo­ne w nim na­pię­cia i co mo­żesz zro­bić, żeby je uwol­nić. Pra­cu­jesz nad tym nie tyl­ko pod­czas prak­ty­ki, ale rów­nież w co­dzien­nym ży­ciu, ogra­ni­cza­jąc cho­ciaż­by licz­bę stre­su­ją­cych sy­tu­acji albo po­szu­ku­jąc moż­li­wo­ści du­żej zmia­ny, je­śli samo ogra­ni­cza­nie na nie­wie­le się zda.

Joga to nie ko­lej­na tech­ni­ka ma­ją­ca na celu wy­rzeź­bie­nie ide­al­nej syl­wet­ki. To po­tęż­ne na­rzę­dzie, któ­re, je­śli jest wła­ści­wie wy­ko­rzy­sty­wa­ne, po­zwa­la wpro­wa­dzić wie­le po­zy­tyw­nych zmian w ży­ciu.

Ka­lo­ry­fer na brzu­chu przy­cho­dzi... i od­cho­dzi. To, co wy­kreu­jesz w umy­śle i wy­rzeź­bisz od­de­chem, zo­sta­nie z tobą na dłu­żej. A praw­do­po­dob­nie na­wet na za­wsze.

JOGA I KONTROLA WAGI

Py­ta­nie, któ­re no­to­rycz­nie się po­ja­wia: "Czy joga po­ma­ga schud­nąć?". Tak, po­ma­ga, jed­nak nie w spo­sób, do ja­kie­go przy­zwy­cza­iły nas współ­cze­sne tren­dy. Tu nie cho­dzi o prze­li­cza­nie ka­lo­rii spa­la­nych przy po­szcze­gól­nych asa­nach (bo z ta­ki­mi py­ta­nia­mi też już się spo­tka­łam). Je­śli więc za­sta­na­wiasz się, któ­re asa­ny na­le­ży wy­ko­nać, żeby spa­lić pącz­ka czy ke­bab, to ra­czej nie po­mo­gę w tej kwe­stii.

Joga to nie tyl­ko kształ­to­wa­nie syl­wet­ki, ale przede wszyst­kim dba­łość o ogól­ną hi­gie­nę or­ga­ni­zmu. Wią­że się to bez­po­śred­nio z pil­no­wa­niem tego, co jemy, a tak­że z od­po­czyn­kiem i ak­tyw­no­ścią, żeby osią­gnąć we­wnętrz­ną rów­no­wa­gę. Sama naj­pierw za­in­te­re­so­wa­łam się jogą, a do­pie­ro póź­niej spon­ta­nicz­nie zmie­ni­łam die­tę.

Prak­ty­ko­wa­nie jogi to pro­ces uzdra­wia­nia sie­bie od we­wnątrz i wspo­ma­ga­nie or­ga­ni­zmu tak, aby pra­co­wał jak naj­wy­daj­niej. Pod­świa­do­mie za­czy­nasz wy­bie­rać zdro­we i od­żyw­cze pro­duk­ty za­miast tych prze­two­rzo­nych. Ja też nie za­wsze od­ży­wia­łam się zdro­wo. Kie­dyś by­łam fan­ką chip­sów, piz­zy i coli. I co waż­ne, te­raz wca­le nie jest tak, że uni­kam ich jak ognia albo że mam bzi­ka na punk­cie zdro­we­go od­ży­wia­nia. Po pro­stu nie mam na nie ocho­ty. A je­śli mam, to bar­dzo spo­ra­dycz­nie i wca­le so­bie ich wte­dy nie od­ma­wiam. Zda­rza się to na tyle rzad­ko, że ni­ko­mu nie za­szko­dzi, a uwa­żam, że za­wsze le­piej jest zjeść to, na co mamy ocho­tę, niż cały czas o tym my­śleć.

Poza tym znam mnó­stwo lu­dzi, któ­rzy od­ma­wia­ją so­bie ma­łych za­chcia­nek, z cze­go oczy­wi­ście są dum­ni, a póź­niej or­ga­nizm i psy­chi­ka nie wy­trzy­mu­ją i wte­dy wcią­ga­ją wszyst­ko, co na­po­tka­ją na swo­jej dro­dze - lody, ciast­ka, chip­sy, ta­blicz­kę cze­ko­la­dy i sło­ik nu­tel­li, oczy­wi­ście po­pi­ja­jąc colą. A po­tem rano znów bu­dzą się z po­sta­no­wie­niem po­pra­wy, po­my­słem na jesz­cze bar­dziej re­stryk­cyj­ną die­tę, ogól­ną nie­na­wi­ścią i wstrę­tem do sie­bie.

Joga ma jesz­cze tę wspa­nia­łą za­le­tę, że ko­rzyst­nie wpły­wa na pra­cę ukła­du po­kar­mo­we­go. Dzię­ki temu szyb­ciej spa­la­my i ła­twiej się wy­próż­nia­my.

Wie­le osób pod wpły­wem prak­ty­ki za­czy­na rów­nież zmie­niać swo­je na­wy­ki ży­wie­nio­we. Ogra­ni­cza spo­ży­cie nie­któ­rych pro­duk­tów, uważ­niej czy­ta ety­kiet­ki i skła­dy, a tak­że dba o re­gu­lar­ność po­sił­ków. Część prze­cho­dzi na we­ga­nizm lub we­ge­ta­ria­nizm.

Waż­ne jed­nak, żeby pa­mię­tać, że taka zmia­na die­ty nie jest ja­kimś od­gór­nym wy­mo­giem. Nie mu­sisz wy­bie­rać: albo joga, albo mię­so. Pa­mię­taj, aby przede wszyst­kim słu­chać sy­gna­łów, któ­re wy­sy­ła ci cia­ło. Trak­tuj je z sza­cun­kiem i otwar­to­ścią. Zwy­kle to wła­śnie wte­dy za­czy­na­my wy­bie­rać żyw­ność, któ­ra fak­tycz­nie nam słu­ży i przy­czy­nia się do utrzy­ma­nia od­po­wied­niej dla nas wagi, a przede wszyst­kim za­pew­nia nam do­bre sa­mo­po­czu­cie i peł­nię ener­gii.

Uza­leż­nie­nia i za­chcian­ki

Kło­pot z utrzy­ma­niem od­po­wied­niej wagi czę­sto ma pod­ło­że emo­cjo­nal­ne. Je­śli masz pro­blem z je­dze­niem na tle ner­wo­wym, joga może być dla cie­bie ogrom­ną po­mo­cą. Pra­ca z od­de­chem i sku­pia­nie się na ni­we­lo­wa­niu na­pię­cia po­tra­fi prze­nieść na­szą uwa­gę na coś zu­peł­nie in­ne­go niż za­war­tość lo­dów­ki.

Na moim ka­na­le na YouTu­be znaj­dziesz spe­cjal­ną se­kwen­cję jogi na pod­ja­da­nie (na­zy­wa się "Joga na pod­ja­da­nie"). Uczy ona świa­do­mo­ści cia­ła i wsłu­chi­wa­nia się w jego po­trze­by. Naj­le­piej po­wta­rzaj ją rano i wie­czo­rem lub też w chwi­lach, gdy czu­jesz duże na­pię­cie i masz wra­że­nie, że naj­lep­szym spo­so­bem, aby so­bie ulżyć, bę­dzie zje­dze­nie cze­goś.

.

.

.

...(fragment)...

Całość dostępna w wersji pełnej.