1
Byłaś kiedyś zakochana?
Podobno, jeśli kogoś kochasz, musisz dać mu wolność. Nikt jednak nie
mówi, jak wtedy masz żyć dalej. Jak budzić się bez części duszy? Co
zrobić, gdy zatęsknisz za głosem, spojrzeniem i dotykiem? Jak żyć, jeśli
życie bez niego nie istnieje.
Chciałam dobrze. Mój wspaniały Aiden. Nie zasłużył na życie, które mu
oferowano, dlatego podarowałam mu nowe. Nie chcę przypominać mu o przeszłości. Powinien oddzielić ją grubą kreską, zostawić za sobą całe
zło.
Ale czy to jedyny powód mojej tchórzliwej ucieczki?
Aiden był ze mną szczery od samego początku. Nawet wtedy, gdy obawiał
się mojej reakcji. Mówił o wszystkim uczciwie, choć jest jedną z najbardziej skrytych osób, jakie znam. Nie lubi się dzielić emocjami,
kamufluje je. Dokładnie tak, jak ja to robiłam. To dlatego dla innych
był "tym Aidenem Woodem", kapitanem drużyny koszykarskiej i obiektem
westchnień płci pięknej. Dla mnie to mój Apollo, który wyciągnął mnie z tłumu. Który całował mnie na szkolnym boisku, gdy deszcz spływał po
naszych twarzach i ubraniach. To osoba, która we mnie uwierzyła i dała
mi nadzieję. Ktoś, komu zawdzięczam życie, bo dzięki niemu narodziłam
się na nowo.
Za jego szczerość odwdzięczyłam się kłamstwem. Zgrywałam cnotkę, a do
tego wściekałam się, gdy nie mówił mi prawdy, podczas gdy sama przez
cały czas go oszukiwałam. Zdezerterowałam jak tchórz, bo nie jestem w stanie spojrzeć w te piękne czekoladowe oczy. Nie zasłużyłam na jego
miłość.
W motelu skłamałam po raz kolejny. Powiedziałam wtedy, że nie mam nic do
stracenia. Och, jak bardzo się myliłam. Straciłam najwspanialszą osobę,
jaką podarował mi wszechświat. Może został mi zesłany na poczet
przyszłych wydarzeń? Miał mi pomóc przejść przez cały ten syf. Był jak
oaza pośrodku pustyni. Był moją ostoją. Był wszystkim, czego pragnęłam.
To dość zabawne, zważywszy na to, że nasza historia, przynajmniej dla
mnie, zaczęła się od negatywnego nastawienia do niego. Na wspomnienie
pierwszych słów, jakie wypowiedział w moją stronę, uśmiech sam ciśnie mi
się na usta, lecz wraz z nim do oczu napływają łzy.
Byłam twoim słabym punktem, dlatego zdecydowałeś, że odejdziesz. Ty
również jesteś moim słabym punktem. Każde uderzenie w ciebie jest
uderzeniem we mnie. Jeśli ktoś wykorzysta cię przeciwko mnie, oboje tego
nie przeżyjemy.
To jedyne, o czym myślałam. Próbowałam przekonać samą siebie, że
postępuję właściwie, że wyświadczam mu przysługę, zdejmując z niego ten
ciężar. Wizja jego szczęścia była dla mnie najcenniejsza, ale to, że
miałam go już nie zobaczyć...
Odchodzę, bo nie zniosłabym twojego rozczarowania.
Zatrzymałam się na czerwonym świetle na jednym ze skrzyżowań kilkanaście
mil od San Diego. Tak naprawdę nawet nie wiedziałam, dokąd jadę. Może po
prostu przed siebie. Korzystając z okazji, chciałam doprowadzić się do
porządku. Czułam, jak łzy zmywają resztki tuszu z rzęs i zasychają na
policzkach. Po niedbale nałożonym korektorze, który miał zakryć
zmęczenie, prawdopodobnie nie było już śladu. Otworzyłam osłonę
przeciwsłoneczną, w której zamontowano lusterko, aby upewnić się, że
moja twarz jest czysta. W tym samym momencie odkleiło się małe zdjęcie
wykonane polaroidem. Byliśmy na nim wszyscy, cała paczka w najbardziej
eleganckim wydaniu. Zdjęcie z naszego balu. Ja i Miles mieliśmy na sobie
korony królowej i króla balu. Do dzisiaj nie wiem, kto mnie nominował.
Byliśmy tacy szczęśliwi. Vera całowała Sandersa w policzek, Lewis
podnosił niską Sky, aby na pewno znalazła się w kadrze. Miles opierał
delikatnie łokieć na głowie Liv, która wpadła do nas na kilka minut, bo
swój bal miała dopiero za rok. Była ubrana tak elegancko, że nie dało
się jej odróżnić od naszych rówieśników. Shawn był widoczny tylko w połowie, bo to on robił nam fotkę. A Aiden... On patrzył na mnie, gdy
uśmiechałam się w stronę obiektywu.
Chciałabym się cofnąć do tego czasu i spojrzeć na niego jeszcze ten
jeden raz.
Nie udało mi się powstrzymać łzy, która spłynęła po policzku. Otarłam
ją, przekręcając lekko głowę, gdy moim oczom ukazał się rozświetlony
neon. Podłużny różowy znak przyciągał uwagę w pustej okolicy. W budynku
paliło się jeszcze światło, ale nikogo nie dostrzegłam. Automatycznie
chwyciłam w palce niedawno naprawiony naszyjnik, który dostałam od
Aidena. Dzień, w którym mi go podarował, był jednym z najpiękniejszych,
jakie dane mi było przeżyć. Ten moment chciałam zapamiętać na zawsze.
Stale mieć go ze sobą.
Podskoczyłam lekko na siedzeniu, gdy samochód za mną zatrąbił. Dopiero
wtedy zorientowałam się, że światło zmieniło się na zielone. Prędko
wrzuciłam bieg i ruszyłam przed siebie, ale tylko po to, by zawrócić na
najbliższym parkingu. Kilka minut później zaparkowałam pod kamienicą ze
świecącym napisem "Tatuaże". Włożyłam bluzę i zarzuciłam sobie kaptur na
głowę. Z rękami schowanymi w dużej kieszeni ruszyłam w stronę na wpół
przeszklonych drzwi. Gdy szarpnęłam za srebrną klamkę, ogarnęło mnie
rozczarowanie. Drzwi były zamknięte, ale czego się spodziewałam? Że
salony tatuażu są otwarte przez całą dobę?
Już miałam odejść, gdy do drzwi podeszła młoda dziewczyna. Jej szyja i ręce były pokryte przeróżnymi malunkami. Czarne, krótkie włosy do ramion
komponowały się ze złotobrązową karnacją, a kolczyki w uszach i nosie
dodawały oryginalności. Miała ciemnobrązowe oczy i długi, lekko
zakrzywiony nos. Była niewiele starsza ode mnie, a przynajmniej tak mi
się wydawało.
- Już zamknięte - powiedziała z dziwnym akcentem, gdy lekko uchyliła
drzwi.
Odwróciłam się w jej stronę i jeszcze raz zerknęłam na piękny szyld.
- Rozumiem, ja tylko myślałam... To znaczy chciałam zrobić mały tatuaż -
wydusiłam z siebie i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak martwo
brzmię.
Dziewczyna zeskanowała mnie od stóp aż po czubek głowy. Zatrzymała się
na zaczerwienionych oczach, opuchniętych powiekach i zasinieniach
spowodowanych zmęczeniem. Westchnęła ciężko i skrzyżowała ręce na
piersiach.
- Jak mały ten tatuaż? - zapytała, otwierając szerzej drzwi.
Patrzyłam na nią zdziwiona, gdy skinęła głową w stronę wejścia i uśmiechnęła się ciepło.
Rozejrzałam się po chodniku, który świecił pustkami, i ostatecznie
podjęłam decyzję. Wskoczyłam po dwóch schodkach i znalazłam się w salonie. W środku było pełno zdjęć, a może bardziej wzorów oprawionych w ramki. W kącie dostrzegłam dużą, lekko zniszczoną białą rzeźbę pokrytą
czarnymi wzorami. Wytatuowana bogini.
Przy jednej ze ścian stała czarna skórzana kanapa, a przy drugiej -
kozetka w tym samym kolorze. Nad sufitem rozciągały się ledowe paski,
które oświetlały pomieszczenie. Neon podobny do tego przed wejściem,
tyle że płaski, wisiał na czarnej ścianie nad kanapą.
- Co to za tatuaż? - zapytała dziewczyna.
Rozpięłam naszyjnik i go jej podałam.
- Tylko tę drugą część, czarną. Chcę, żeby był dokładnie w tym miejscu,
w którym kończy się naszyjnik - odpowiedziałam, wskazując zagłębienie
między piersiami, na górnej części mostka.
Dziewczyna wzięła mój naszyjnik, a kiedy mu się przyglądała, kącik jej
ust delikatnie drgnął.
- Mam déja vu - zaśmiała się cicho i pokręciła głową.
- Nie rozumiem... - odparłam zdziwiona.
Patrząc na mały symbol, z rozbawieniem pokręciła głową.
- Jakieś dwa miesiące temu przyszedł tutaj chłopak. Wydaje mi się, że
mógł mieć dziewiętnaście, może dwadzieścia lat. Pokazał mi czarną część
tego znaku i powiedział, że chce wytatuować drugą, dokładnie w tym samym
miejscu co ty, na mostku. Chyba mam jeszcze gdzieś ten wzór, zaczekaj
tutaj, zaraz zaczniemy - powiedziała, znikając w przejściu do innego
pomieszczenia.
Wpatrywałam się w miejsce, w którym jeszcze chwilę temu stała dziewczyna
z moim naszyjnikiem w dłoni. Po jej słowach rozchyliłam lekko usta, a moje ciało zesztywniało.
Czy to możliwe, że wylądowałam w tym samym salonie tatuażu co Aiden i do
tego z identyczną prośbą?
Byliśmy w takim samym punkcie życia. Pełni obaw i strachu, ale też
miłości, dla której chcieliśmy poświęcić całych siebie.
Chciałam, żeby jego część choć symbolicznie była ze mną.
- Znalazłam. Możesz ściągnąć bluzę i położyć się na kozetce, a ja
przygotuję kalkę - powiedziała tatuatorka.
Wróciłam na ziemię na dźwięk jej głosu. Sięgnęłam do rękawów bluzy, a potem odłożyłam kluczyki od samochodu na stolik. Gdy zostałam w samym
czarnym staniku, przyciągnęłam bluzę do ciała, bo czułam się
niekomfortowo. Miałam wrażenie, że w każdej chwili ktoś może mnie
zobaczyć przez okno wychodzące na ulicę.
- To twój pierwszy tatuaż? - zapytała, choć miałam przeczucie, że zna
odpowiedź. - Jeśli chcesz, mogę ci dać swój top, nie będzie przeszkadzał
w tatuowaniu - zaproponowała, na co przytaknęłam.
- Dzięki - powiedziałam, kiedy podała mi krótką czarną koszulkę.
- Jestem Mira - wyciągnęła rękę w moją stronę.
- Cassie - przedstawiłam się i uścisnęłam jej dłoń.
Dziewczyna po kolei tłumaczyła mi każdą czynność. Nic nie wiedziałam o tatuowaniu, więc to było dla mnie jak lekcja, dzięki której mogłam się
skupić na czymś innym niż chłopak z takim samym tatuażem. Przeniosła
wzór z kalki na oczyszczoną skórę, a następnie przygotowała sprzęt.
- Jesteś stąd? Z Kalifornii? - zapytałam, starając się nie patrzeć na
igłę, która zaraz miała wbić się w moją skórę.
- Nie, z Werony, miasta Romea i Julii.
- Jesteś Włoszką? - dodałam, na co pokiwała głową. Jej akcent był o wiele ładniejszy niż Valentiny. - W takim razie jak znalazłaś się w Stanach?
- Długa historia. Rodzice wysłali mnie na studia, ale gdy prymuska
zawaliła już pierwszy semestr na uniwersytecie w Bostonie, wściekli się.
Zagrozili, że usuną mnie z testamentu, tyle że ja miałam to totalnie w dupie. Rzuciłam studia, przeniosłam się do Kalifornii, wyremontowałam
dwa pokoje na zapleczu i otworzyłam studio tatuażu - jej głos był
pozbawiony emocji, jakby właśnie opowiadała fabułę jakiegoś filmu.
Poprawiła okrągłą lampę, która oświetlała część skóry, na której miała
pracować.
- Nigdy nie chciałaś wrócić?
- Do Werony? - uniosła kącik ust. - Nie. Tutaj jest mój dom.
Paradoksalnie to właśnie tutaj znalazłam swojego Romea. Nigdy bym go nie
zostawiła - posłała mi uśmiech, który odwzajemniłam. - To co, zaczynamy?
- złapała sprzęt w dłoń.
- Będzie bolało? - zapytałam z przerażeniem.
Nie bałam się igieł, ale nie byłam też masochistką, aby sprawiać sobie
ból dla przyjemności.
- A byłaś kiedyś zakochana? - zapytała nagle, unosząc brew.
W pierwszej chwili myślałam, że żartuje, lecz gdy jej twarz pozostawała
poważna, zrozumiałam, że pyta na serio. Pokiwałam niepewnie głową,
czując dziwne ciepło.
Nie byłam, tylko jestem zakochana.
- W takim razie wiesz, co to prawdziwy ból.
Kolejne minuty spędziłyśmy na tworzeniu wzoru. Starałam się nic nie
mówić, aby nie przeszkadzać Mirze w pracy, jednak w trakcie tatuowania z moich ust wydostało się kilka niecenzuralnych słów. Bolało jak operacja
bez znieczulenia, ale to podobno przez miejsce na ciele, które wybrałam.
Ten ból jest niczym w porównaniu z tym, który właśnie przeżywam,
zostawiając miłość swojego życia.
Po stworzeniu konturu poprosiłam o kilka minut przerwy przed
wypełnianiem. To był mój pierwszy tatuaż i jeszcze nie przyzwyczaiłam
się do kilkuset ukłuć małą igłą. Kiedyś rozmawiałam z mamą na temat
skutków tatuaży. Ona sama miała jeden, ale nie wiedziała, że o nim wiem.
Powtarzała mi, że to niepotrzebna ingerencja w ciało, a tusz przestaje
wyglądać dobrze, gdy skóra się starzeje. Przez cały czas utrzymywała, że
nigdy by tak siebie nie skrzywdziła.
Nawet nie zdążyłam jej powiedzieć, że wiem o jej tatuażu.
- Teraz twoja kolej, opowiadaj. Co robisz zapłakana w środku nocy w moim
studiu? - Mira rozsiadła się wygodnie na kanapie, gdy ja przez cały czas
leżałam na kozetce, bo miałam wrażenie, że jeśli wstanę, to runę na
podłogę.
- Wyjeżdżam i chciałam mieć... pamiątkę - odpowiedziałam wymijająco, bo
czułam, że ponowne zagłębienie się w temat będzie moim końcem. Rozkleję
się przed obcą osobą. - Nie wiem dokąd, ale wiem, że nie mogę tutaj
zostać. Tak będzie lepiej.
- Dla kogo? - zapytała. - Dla niego? - wskazała na wzór na mojej skórze.
- Musi być bardzo ważny, skoro poświęciłaś mu kawałek swojej skóry.
Ja cała jestem jego.
- Najważniejszy - odpowiedziałam, wbijając paznokcie w dłonie, aby się
nie rozpłakać.
- Jeśli zrobiłaś dla niego tatuaż, to chyba musi być ten jedyny. W końcu
wzór na ciele jest jeszcze gorszy niż obrączka - prychnęła, podając mi
szklankę z wodą.
- Co masz na myśli?
- No wiesz, obrączkę zawsze możesz ściągnąć, wyrzucić, zgubić, a tatuaż
jest na zawsze. Nawet jeśli będziesz chciała go usunąć, może zostać
blizna. Słowo "tatuaż" oznacza trwały znak. Fizyczna rana się zagoi, a ból z czasem minie, ale jeśli ten tatuaż będzie ci o kimś przypominał -
o kimś, kogo kochałaś - to twoja rana na duszy będzie ciągle otwarta.
Tatuaż już nie bolał, bolały słowa. Nie uraziło mnie to, co powiedziała
Mira. Każde wypowiedziane przez nią zdanie było smutną prawdą. Kiedy
wyjadę, ten mały tatuaż będzie mi przypominał, że także on ma na swojej
skórze kawałek mnie. Za każdym razem, gdy spojrzę na ten wzór, wspomnę
imię chłopaka, od którego uciekłam mimo jego ciepła i miłości, którą
mnie obdarzył. Gdy ktoś zapyta o znaczenie symbolu, opowiem mu historię
o słońcu i księżycu, wodzie i ogniu, które równoważą się i uzupełniają
dzięki przeciwnościom. Opowiem o gwiazdach, które oglądaliśmy, i burzy,
jaką wywołaliśmy, w każdej sekundzie rozpamiętując i rozmyślając, czy
mogłam zrobić coś inaczej. Będę go szukać w każdej napotkanej osobie, z nadzieją, że w końcu dostrzegę jego twarz.
Co ja najlepszego robię? Walczyłam o niego tak długo. Walczyłam o nas,
nawet gdy mogłam przez to zginąć. Tak samo on walczył, chronił mnie, był
ze mną. A ja uciekam jak dezerter, gdy tylko powinie mi się noga.
Tylko z nim mogłam siedzieć godzinami w ciszy, bo nie potrzebowaliśmy
słów. Nie byliśmy dobrzy w mówieniu, wystarczyło jedno spojrzenie, jeden
gest. To one wyrażały wszystko, czego nie potrafiliśmy ubrać w słowa. To
nas wypełniało. Odczytywaliśmy siebie nawzajem.
Mira dokończyła wypełnianie symbolu, gdy ja pogrążyłam się w myślach.
Nawet nie poczułam wbijającej się pod skórę igły. Po wszystkim nałożyła
mi opatrunek i coś tłumaczyła, ale jedyne, co słyszałam w głowie, to
jego głos. Był taki głośny i piękny. Taki żywy, jakby Aiden stał tuż
przy mnie i mówił wprost do ucha. Nie chciałam z tym walczyć. Słuchałam,
gdy wypowiadał tylko jedno słowo.
Wróć.
W tamtej chwili jeszcze nie rozumiałam, dlaczego serce kazało mi jechać
akurat tam. Wcześniej nie czułam celu, nie znałam destynacji. Teraz
serce działało jak kompas i zaprowadziło mnie nad jezioro. Może los
właśnie dał nam nową szansę. Podobno to tutaj wszystko się zaczęło. Gdy
dostrzegł mnie oglądającą gwiazdy. Tutaj mogliśmy zacząć jeszcze raz.
Bez tajemnic, bez udawania. Tabula rasa.
Cały świat zawirował na widok czarnego camaro. Zrozumiałam, dlaczego to
właśnie tu mnie ciągnęło. Tutaj była część mnie. Zobaczyłam go. Leżał na
pomoście. Światło księżyca idealnie oświetlało jego sylwetkę, jakby było
moim drogowskazem. To księżyc pokazał mi kierunek.
Jakaś cząstka mnie chciała się wycofać. Nie ranić go swoim widokiem, ale
wtedy świeżo zrobiony tatuaż zapiekł. Spuściłam wzrok i przyłożyłam dłoń
do bluzy, pod którą znajdował się opatrunek. Kiedy wróciłam wzrokiem do
Aidena, dostrzegłam jego dłoń. Leżała na tatuażu. Moje serce natychmiast
zaczęło się do niego wyrywać, czuło, jak jest blisko.
To było cholernie trudne.
Postawiłam pierwszy niepewny krok, nie patrząc pod nogi. Wzrok
skoncentrowałam na Aidenie. Byłam pewna, że jeśli choć na sekundę coś
mnie rozproszy i spuszczę go z oka, wycofam się. Chciałam pamiętać każdy
detal, coraz wyraźniej widziałam, jak jego klatka piersiowa unosi się i opada. Oczy miał zamknięte, ale nie spał. Poruszałam się jak najciszej,
lecz gdy weszłam na pomost, lekko zaskrzypiał. Aiden nawet nie drgnął,
zupełnie jakby nie obchodziło go to, co się zaraz stanie.
Stracił nadzieję.
Zrobiłam kilka kolejnych powolnych kroków, aż w końcu stanęłam nad
leżącym chłopakiem. Ze spuszczoną głową patrzyłam na jego twarz. Oczy
wciąż miał zamknięte, a z bliska wydawał się o wiele smutniejszy.
- Nie umiem - wydusiłam z siebie, przełykając wielką gulę w gardle.
Po policzkach ciekły łzy, a dłonie i nogi dygotały ze strachu.
Aiden powoli rozchylił powieki. Patrzył na mnie skołowanym wzrokiem,
jakby sam nie wiedział, czy to, co widzi, jest realne, czy to tylko
wytwór jego wyobraźni. Widziałam jego spierzchnięte wargi i podkrążone
oczy.
- Nie potrafię odejść - wyszeptałam łamiącym się głosem.
Wstał powoli i z lekko rozchylonymi wargami wpatrywał się we mnie jak w ducha. Nie wiedziałam, co czuje. Czy jest zły, może nawet wściekły?
Widziałam jedynie jego oczy. Były zaczerwienione i mokre od łez. Cała
twarz wyglądała jak po przejściu tornada. Poszarzała skóra uwydatniła
kości policzkowe, a kilka ciemnych kosmyków przykleiło się do czoła.
- To egoistyczne, ale nie mogłam. Musiałam jeszcze raz cię zobaczyć,
przekonać się, że jesteś bezpieczny - próbowałam odszukać w głowie
słowa, które wypełnią ciszę. Aiden podszedł krok bliżej. - Zachowałam
się jak tchórz, ale myślałam, że tak będzie lepiej. Tak naprawdę nie
wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Nie rozumiem tego. Nie chcę, żeby
teraz zadręczała cię moja przeszłość i...
- Cassie... - wychrypiał Aiden.
Uniosłam wzrok na jego twarz. Wyglądał, jakby właśnie na nowo wstąpiło w niego życie. Oczy lśniły, a łzy niczym fale powodziowe przebiły się
przez wały i rozlały się po policzkach. Skostniałymi od zimna dłońmi
objął moją twarz, po której również lały się łzy, a chwilę później
przyciągnął mnie do siebie i schował głowę w zagłębieniu szyi. Całą jego
twarz zakryły moje włosy, lecz zupełnie mu to nie przeszkadzało. Wdychał
ich zapach niczym drogie perfumy. Czułam, jak jego ramiona zaciskają się
wokół mojej talii.
- Tak bardzo się bałem - wyszeptał w moje włosy.
Przesuwałam dłońmi po jego plecach, próbując rozgrzać zmarznięte ciało.
- Już nie musisz. Diega już nie ma, jesteś wolny, słyszysz? -
powtarzałam.
- Bałem się, że więcej cię nie zobaczę - wyrzucił z siebie. - Nie
zostawiaj mnie, proszę.
W tym momencie odniosłam wrażenie, że coś we mnie pęka. Odrzuciłam całą
niepewność, gdy wtulał się we mnie jak mały chłopiec. Uniosłam wzrok ku
niebu, aby powstrzymać łzy. Ściskałam jego zmęczone ciało, lekko go
podtrzymując.
- Aiden, zrobiłam coś strasznego. Przyczyniłam się do jego śmierci,
widziałam ją. Widziałam jego krew, ale przecież zasłużył, prawda? To zły
człowiek. Chciałam tylko, żebyś zaczął od początku, żebyś narodził się
na nowo. Przypominałabym ci o tym, co było. Nie zasługuję na tę miłość -
odsunęłam się od niego, ale zatrzymał mnie i przyłożył dłonie do moich
policzków.
- Gdybym miał się narodzić sto razy, sto razy zakochałbym się w tobie na
nowo, bo jesteś tego warta. Błagam, nie odchodź.
Widok błagającego Aidena Wooda był czymś niespotykanym. Ten człowiek
jedynie żądał, wymagał i oczekiwał. Kiedyś.
Dawniej chełpiłabym się tym, że boski Aiden Wood mnie błaga. Dzisiaj
zrozumiałam, że już nigdy nie zdołam mu odmówić. Nawet nie musiał
błagać.
- Nie odejdę. Choćbym chciała... nie potrafię cię zostawić - wtuliłam się
w jego ramiona, a on oparł brodę o moją głowę. - Ale nie chcę cię więcej
okłamywać - odsunęłam się od niego i zacisnęłam pięści, walcząc ze sobą.
Musisz to zrobić. Jesteś mu to winna.
- Powiem ci teraz wszystko, na co wcześniej nie miałam odwagi. Powiem ci
coś, co może zmienić twoje zdanie o mnie, coś, czego nie chcę pamiętać.
To dzień, który wymazałam ze swojego życia.
Zrobię to tutaj, abyśmy mogli w tym samym miejscu zacząć od początku.
To będzie nasza wigilia oczyszczenia.
- Opowiem ci swoją historię.
2
Prywatny ideał
Za wszelką cenę starałam się uniknąć tej rozmowy. Zdzierała ona ze mnie
wszystkie maski, które przez lata przyklejałam do twarzy, grając kogoś
zupełnie innego niż w rzeczywistości. Cassie, którą wykreowałam, była
ideałem. Była lubiana, ładna i dobrze się uczyła. Tamta Cassie nie
rozumiała, dlaczego niektóre osoby celowo niszczą własną reputację i wystawiają się na niepochlebne opinie. Aiden Wood reprezentował
wszystko, do czego żywiła wstręt. Nie przejmował się, co inni mówią na
jego temat. Rozumiał swoją przeszłość i otwarcie żałował błędów. Zrobił
wszystko, aby się od tego odciąć i iść dalej, ale przy tym nigdy nie
zapomniał. To była część jego życia. Historia, która go ukształtowała,
niezależnie od tego, jak była trudna. Nigdy nie zapomniał. Nigdy się jej
nie wyparł. Tamta Cassie nienawidziła Aidena Wooda, bo miał wszystko to,
o czym ona tylko marzyła.
Nie sądziłam, że to będzie tak cholernie trudne, ale dla niego pragnęłam
zrobić wszystko, choćby zejść do samego piekła, bo to dzięki niemu
powstała nowa Cassie. Powoli i delikatnie ściągał maski, pod którymi
ukryłam prawdę.
Mimo to bałam się, że przez prawdę, która podobno ma mnie wyzwolić,
stracę człowieka, którego kocham. Wolałam uciec z myślą, że mnie kochał,
niż patrzeć, jak iskra w jego oczach gaśnie, a on sam zaczyna mną
gardzić. Narcystyczna część mnie kazała mi zniknąć bez ostatniego
spojrzenia prosto w oczy, bo wiedziałam, że gdy to zrobię, już nie
odejdę. Rozum kazał odejść, a serce błagalnie wołało jego imię, jakby
wiedziało, że bez niego wkrótce przestanie bić. Właśnie dlatego
siedziałam teraz na starym drewnianym pomoście z chłopakiem, którego już
za kilka minut mogłam stracić. Wpatrywałam się w księżyc odbijający się
od tafli jeziora. Nie przeszkadzał mi chłodny wiatr, który był typowy
dla tej pory roku. Kalifornijskie święta nie słynęły ze śniegu i z mrozu, mimo to ich atmosfera zawsze mi się podobała. Teraz zupełnie ich
nie czułam.
Przez kilkanaście minut siedzieliśmy w ciszy. Po raz setny powtarzałam w głowie to, co chcę powiedzieć, ale nie mogłam się przełamać. Chociaż
patrzyłam w bok, wiedziałam, że Aiden mi się przygląda. Jego dłonie
kręciły niewielkie kółka, rozgrzewając mi kolana. Komfortowa i nienachalna bliskość była wszystkim, czego potrzebowałam, delikatny
dotyk uspokajał uporczywe myśli.
- Moi rodzice długo nie mogli mieć dzieci - zaczęłam, dalej na niego nie
patrząc. - Kiedy w końcu się pojawiłam, dawali mi wszystko, ale też dużo
ode mnie wymagali. Byłam ich ideałem. To chyba taki syndrom jedynaczki.
Od dziecka chodziłam na różne zajęcia dodatkowe, ale wtedy traktowałam
to jako szansę, a może nawet zabawę. Mimo pracy rodzice zawsze mieli dla
mnie czas. Dużo rozmawialiśmy, bawiliśmy się, co weekend jeździliśmy na
plażę, a wieczorami patrzyliśmy w gwiazdy. Uważałam, że moje życie jest
idealne - prychnęłam pod nosem, zdzierając skórki przy paznokciach. - W dniu, w którym odszedł tata, wszystko się zmieniło. Nagle mój doskonały
świat runął i nie było nikogo, kto pomógłby mi go poskładać.
Przestałyśmy rozmawiać z mamą, odcięłyśmy się od rodziny. Dziadkowie z jej strony odeszli jeszcze przed moim narodzeniem, a ci ze strony taty...
Po jego pogrzebie babcia pokłóciła się z mamą. Obwiniała ją, że to przez
nią jej syn nie żyje. To dlatego nie chciałam mieć z nią kontaktu. Tak
naprawdę nie rozmawiałyśmy aż do pogrzebu mamy. Po śmierci taty została
mi już tylko mama, która całe dnie spędzała w pracy. Czasami nawet jej
nie widziałam. Ona pogrążyła się w obowiązkach, a ja... - wzięłam głęboki
wdech, próbując opanować roztrzęsione ciało.
Musisz to zrobić.
- Od śmierci taty nie przespałam w całości ani jednej nocy. Budziłam się
mokra od potu i przerażona koszmarem, który nawiedzał mnie za każdym
razem, gdy zamknęłam oczy. Zawsze zaczynało się tak samo: siedziałam pod
drzwiami jego sali i czekałam, aż ktoś po mnie przyjdzie. Mam wrażenie,
że część mnie została na tamtym pieprzonym szpitalnym korytarzu. Każdej
nocy na nowo przeżywałam jego śmierć, sama, desperacko czekając, aż ktoś
mi pomoże, wystawi dłoń i wyciągnie z tego cholernego szpitala. Utknęłam
w pętli, zupełnie jakby czas się zatrzymał - czułam, jak palce Aidena
coraz mocniej zaciskają się na moich nogach. - Wtedy przez dwa tygodnie
nie odezwałam się ani słowem. I tak nikt nie chciał ze mną rozmawiać, a nawarstwiające się myśli stworzyły labirynt, z którego nie umiałam się
wydostać. Zaczęłam mieć ataki paniki i nie wiedziałam, co się ze mną
dzieje. Ze zmęczenia nie byłam nawet w stanie przeczytać treści zadania
z podręcznika - pierwsza łza spłynęła mi po policzku.
Jeszcze nigdy się do tego nie przyznałam. Słowa, które wypadały z moich
ust, powodowały ból każdego nerwu, każdej komórki i tkanki. Dla kogoś
innego mogłoby się to wydawać banalne, ale dla mnie było niczym wejście
do ogniska. Płonęło we mnie każde wspomnienie.
Głośno westchnęłam, bo słowa z trudem przechodziły mi przez usta. Widząc
moje zdenerwowanie i strach, Aiden złapał moje dłonie i ścisnął, a ja
dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo były skostniałe.
- Wiedziałam, gdzie mama trzyma leki. Wzięłam nasenne, które brała zaraz
po odejściu taty - moje palce splotły się z jego i ściskały je, jakby
były tratwą na wzburzonym morzu. - Wysypałam wszystkie na łóżko i brałam
jedną po drugiej. Chciałam uciszyć szalejące myśli i zasnąć - nerwowym
ruchem starłam łzy płynące po policzkach, lecz na ich miejscu zaraz
pojawiły się kolejne. - Gdyby mama nie wróciła wtedy wcześniej... Znalazła
mnie w ostatniej chwili. Byłam w takim stanie, że nawet nie pamiętam jej
reakcji, ale pamiętam, jak prowokowała wymioty i wiozła mnie do
szpitala. Kiedy się obudziłam, lekarz zapytał mnie, dlaczego chciałam
się zabić... - mój głos był coraz bardziej nerwowy, a każde słowo urywało
się przez dławiący płacz. - Ja nie chciałam... Nie chciałam się zabić.
Chciałam tylko to uciszyć i pójść spać. Nie wierzyli mi. Nawet sama
sobie nie wierzyłam. Prawie umarłam, a tylko chciałam spać. Chciałam
tylko iść spać... - machałam rękami i powtarzałam w kółko jedno zdanie.
Czułam się jak tamtego dnia, gdy myśli nie dawały mi spokoju. Jak
obłąkana...
Potrzebuję pomocy...
Aiden przyciągnął mnie do siebie i objął, a jedna z jego dłoni znalazła
się na mojej głowie, głaszcząc włosy. Ból, który gromadził się w klatce
piersiowej, zacząć się zmniejszać, oddech spowalniał, a serce wracało do
właściwego rytmu. Niepewnie chwyciłam jego bluzę i zacisnęłam na niej
dłoń. Umysł wciąż obawiał się, że to ostatni raz, kiedy mam szansę go
przytulić, dlatego tak rozpaczliwie przyciągałam go do siebie.
- Mama dopilnowała, żeby ta informacja nie znalazła się w mojej
dokumentacji. Nie chciała zniszczyć mi przyszłości. Wiedziała, że mogą
ją za to pozbawić prawa do wykonywania zawodu. Była przejęta, ale też
rozczarowana. Zapytała mnie: "Co tata by sobie pomyślał?" - mówiłam
spokojniej, przytulając się do jego ramienia. - Wtedy postanowiłam, że
już nigdy jej nie rozczaruję. Zaryzykowała dla mnie swoją ukochaną
pracę. Dlatego przystałam na wybór studiów medycznych. Myślałam, że mogę
wymazać to wydarzenie ze swojego życia i dalej być idealnym dzieckiem,
którego oboje tak pragnęli - odsunęłam się powoli, po czym odgarnęłam
kosmyki włosów, które opadły mi na twarz. - Świadomość, że prawie
pozbawiłam się życia, prześladowała mnie każdego dnia, gdy udawałam
cnotkę, która gardzi narkomanami, podczas gdy sama wylądowałam na ostrym
dyżurze po przedawkowaniu leków. Byłeś wobec mnie całkowicie szczery, a ja... przez ten cały czas cię okłamywałam - spuściłam głowę, unikając jego
wzroku.
Aiden złapał jednak mój podbródek, abym na niego popatrzyła.
- Cassie... - wyszeptał zachrypniętym głosem. - Spójrz na mnie.
Przymknęłam zmęczone powieki. Byłam przerażona tym, co mogę zobaczyć w jego oczach, bo to właśnie one mówiły najwięcej. Może zaraz to wszystko
miało się skończyć. Tutaj, w miejscu, w którym się zaczęło.
- Jakiś czas temu pewna szalona dziewczyna powiedziała mi: "Historia
jest przeszłością, za którą nie mogę cię winić". - Kącik jego ust się
uniósł, gdy kciuk ocierał łzę z mojego policzka.
Przed oczami ukazała mi się chwila, w której opowiadał mi o swojej
przeszłości. Pamiętałam każde słowo, które wtedy do niego powiedziałam.
Nie okłamałeś mnie, tylko jeszcze nie powiedziałeś wszystkiego. Ja też
tego nie zrobiłam. Mówiłeś, że każdy ma swoją historię. Historia jest
przeszłością, za którą nie mogę cię winić. Jest jak te gwiazdy,
pamiętasz? Możemy na nie patrzeć i o nich rozmawiać, ale większości z nich już nie ma.
- Rozumiem, że się bałaś. Też cholernie się bałem, gdy opowiadałem ci o swojej przeszłości. Byłem przerażony, że będziesz się mnie bała, że w twoich oczach stanę się potworem. Rozumiem, że nie chciałaś rozdrapywać
ran, wiem, jakie to dla ciebie trudne, ale nie pojmuję, dlaczego mówisz
mi to właśnie teraz? Co się zmieniło? To dlatego chciałaś odejść? -
zapytał ze smutkiem.
Nie krzyczał, nie odepchnął mnie. W jego oczach nie widziałam złości,
tylko iskrę troski. Był moim prywatnym ideałem, wszystkim, o czym
marzyłam. Niezmiennie.
Dzięki niemu znikał strach, uspokajały się myśli, wysychały łzy. Był
moim lekiem. Przyszedł i wyciągnął mnie z koszmaru.
- Zdałam sobie sprawę, że nierozwiązane sprawy z przeszłości będą
niszczyły mi życie. Diego mnie uświadomił. Zmusił Verę, aby wszystko mu
powiedziała - spojrzałam na chłopaka, który właśnie przyglądał mi się
niepewnie. - Wyjaśnię ci wszystko później. Sporo się wydarzyło, gdy cię
nie było - dodałam, wzdychając ciężko. - Ale jest coś jeszcze... Tamta
sprawa tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że moje życie nie będzie
tylko moje, dopóki nie rozwiążę wszystkich problemów. To nie Diego zabił
moją mamę, nie miał z tym nic wspólnego - wydusiłam z siebie, zmęczona.
- On ci tak powiedział? I ty mu uwierzyłaś? Cassie, proszę cię, przecież
to manipulant! - uniósł się na wspomnienie o Cabrerze.
Jego nazwisko do końca życia będzie budziło u nas nieprzyjemne emocje.
- Dlaczego miałby kłamać? Tak, to prawda, był manipulantem i śmieciem,
ale nie kłamał. Mógł ze szczegółami opisać mi jej śmierć, abym cierpiała
jeszcze bardziej, ale tego nie zrobił. Po wszystkim mógł wysłać nam
wiadomość, tak jak zawsze. Chciał mnie zranić, ale do tego użył Very i ciebie. Nie miał powodu, by kłamać, Isabella i tak by go zabiła.
- Kim jest Isabella? - zapytał nagle, zmieszany, bo jego mózg pracował
na najwyższych obrotach, aby pojąć to, co mówię.
- Taaak... To też będę musiała ci wyjaśnić... - przeciągałam. - Chyba trochę
narozrabiałam, gdy cię nie było. - zupełnie nie wiedziałam, jak mu to
wszystko wyjaśnić. - W wielkim skrócie: Isabella jest nową
właścicielką Divine.
- Zamykają mnie na dwa dni, a ty w tym czasie zaprzyjaźniasz się z właścicielką klubu, do której nikt nie miał dojścia? A do tego pomagasz
w wykończeniu najgroźniejszego człowieka w Kalifornii? Chyba mam na
ciebie zły wpływ. - otworzył szerzej oczy i pokręcił głową z przerażeniem, ale i lekkim podziwem.
Westchnął ciężko, rozmasowując kark.
- Nie przypisuj sobie wszystkich zasług. Myślę, że to głównie wina
Milesa. Gdybyś wiedział, co on zrobił... A Isabella nie jest moją
przyjaciółką. W zamian za wskazanie, gdzie przebywa Diego,
zagwarantowała ci wolność. A w zasadzie to nam. Ludzie Diega dostaną
wybór: będą mogli pracować dla niej albo odejść bez konsekwencji. Według
Isabelli nie będą się mścić, bo większość już dawno chciała zmienić
stronę.
Aiden przeszywał mnie wzrokiem, lecz był spokojny.
- Dlaczego wróciłaś? - wyszeptał.
Zbliżył twarz do mojej. Mimo chłodu poczułam gorąco rozpływające się po
policzkach.
- Chyba zbyt pochopnie podjęłam decyzję. Nie mogłabym tak po prostu
odejść. Wiesz, jest szkoła, muszę zdać egzaminy i... - przerwałam,
zatrzymując się na jego świdrującym wzroku - ...i nie potrafię zrobić tego
bez ciebie - wyszeptałam. - Zrozumiałam, co czułeś. Też myślałeś, że tak
będzie lepiej.
Jego twarz z każdą sekundą odrobinę się zbliżała. Nie byłam pewna, czy
powinnam się odsunąć, czy bez zbędnego czekania wbić się w jego usta.
- Mogę zadać ci pytanie? - powiedziałam. - Czy był taki moment, w którym
pomyślałeś, że mógłbyś do tego wrócić? No wiesz, spłacić dług i nie
toczyć z nim otwartej walki - zapytałam z dziwnym spokojem.
Temat Diega już mnie tak nie przerażał. Problem, którego panicznie się
bałam, wyparował. Została jedynie nasza rozmowa. Nasze wyznania i zrozumienie.
- Nie. Nawet gdybym to zrobił, Diego chciałby więcej. Nie uwolniłbym się
od niego. Poza tym wiedziałem, że sobie ciebie nie odpuszczę. Gdy
odszedłem, i tak zawsze byłem blisko. Nawet nie zdajesz sobie sprawy,
jak byłem zazdrosny, gdy ten pajac się koło ciebie kręcił.
- Dalej się zastanawiam, jak przekonałeś kelnerkę, aby przez przypadek
potrąciła Zane'a. Wtedy, gdy oblał się czekoladą - pokręciłam głową.
- To był pomysł Shawna - uniósł ręce w obronnym geście. - Chciałem mieć
cię na oku. Przysięgam, że jeśli ten kretyn spróbowałby czegokolwiek, to
czekolada na sweterku byłaby jego najmniejszym problemem - pogroził
zabawnie palcem, po czym westchnął i wrócił do głównego tematu. -
Starałem się zapewnić ci bezpieczeństwo, abyś nie musiała już cierpieć.
Chciałem, żeby Diego za wszystko zapłacił. Nie zamierzałem więcej dla
niego pracować. Wiedziałem, że byś mi tego nie wybaczyła. Sam bym sobie
tego nie wybaczył. Powiedziałem ci kiedyś, że żałuję każdego dolara
zarobionego w ten sposób, i przysiągłem, że z tym skończyłem. Nie
zmarnuję szansy, jaką dostałem, zacznę od nowa, ale tylko z tobą. Pomogę
ci. Od teraz nie będzie między nami żadnych tajemnic. Jeśli będziesz
chciała wyjechać, wyjedziemy. Jeśli będziesz chciała zostać, zostaniemy.
Razem. Tam, gdzie ty, tam też ja, rozumiesz? - ujął moje policzki i czekał na odpowiedź, której nie byłam w stanie udzielić.
Zmysłowość jego tęczówek, intensywny zapach, ciepły dotyk, bliskość
ciała - wszystko było nieprzyzwoicie rozbudzające. Nie do opisania;
silne i obłędne.
Dłużej nie wytrzymałam. Wyciągnęłam szyję w jego stronę i pocałowałam
popękane wargi. Nie musiałam długo czekać na odwzajemnienie pocałunku.
Niemal od razu jego usta naparły na moje. Chciałam to zrobić od momentu,
gdy zobaczyłam go leżącego na pomoście. Ten pocałunek był przepełniony
ukojeniem i spokojem. Dawał nadzieję.
Chociaż to, co przed nami, miało zmienić wszystko, co znamy. Zmienić
nas.
Tam, gdzie ty, tam i ja.
3
Koszmar minionej nocy
Kiedy rozum ustępuje miejsca sercu, a uczucia przewyższają rozsądek,
zaczynasz robić wiele głupstw. Nie potrafisz obiektywnie ocenić
zagrożenia, tak naprawdę nawet go nie znasz, bo dotychczasowe, do
którego przywykłeś, zniknęło.
Myślałam, że źródłem wszystkich moich problemów był Ghost. Jednak w chwili, gdy jego serce przestało bić, zdałam sobie sprawę, że przez cały
ten czas żyłam w błędzie. Utknęłam w martwym punkcie, bez żadnej
poszlaki, bez dowodów i wskazówek.
- Jesteś zamyślona - stwierdził nagle Aiden. - Co jeszcze chodzi ci po
głowie?
- Nie wiem, co dalej - wyznałam, unosząc głowę ku czarnemu niebu. -
Wszystko się skomplikowało. Dalej nie wiem, kto i dlaczego zabił mamę.
Przecież nie miała wrogów, była szanowaną lekarką. Niczego nie
ukradziono, a ktoś wyraźnie czegoś szukał... - mówiłam, ponownie się
nakręcając.
Nie potrafiłam połączyć wydarzeń w sensowną całość. Nawet Diego nie
pasował mi do tej układanki. Nie założyliśmy odmiennej wersji, bo nie
było innych podejrzanych. Utknęliśmy w martwym punkcie. Nie miałam
pojęcia, od czego zacząć. Czy zabił ją ktoś obcy? A może wśród nas jest
morderca udający przyjaciela?
Coraz mocniej pocierałam dłonie w nerwowym geście. Aiden złapał je i ścisnął na tyle mocno, że przestałam nimi poruszać. Spojrzałam na niego
zamglonym wzrokiem. Oczy piekły mnie od wcześniejszych łez i zimnego
wiatru.
- Wszystkiego się dowiemy. Obiecałem, że ci pomogę, i dotrzymam słowa.
- Jak? Nie mamy żadnego punktu zaczepienia. Nawet policja nie ustaliła
nic konkretnego.
- Bo policja działa legalnie, a do tego nie potrafi rozmawiać z ludźmi,
którzy dużo widzą i słyszą. Wszystkim się zajmiemy, ale najpierw
odpoczniesz. Daj sobie czas.
Wpatrywałam się w jego łagodny, promienny uśmiech, gdy nagle do naszych
uszu dotarły czyjeś głosy.
- O dzięki ci, babciu! Tutaj jesteście! - krzyknął Miles, który biegł w naszą stronę.
Za nim podążali Olivia i Shawn, a z kolejnego samochodu wysiadła reszta
paczki.
Zdziwieni, przyglądaliśmy się znajomym biegnącym w naszą stronę.
Zeszliśmy z pomostu, bo stara konstrukcja na pewno nie utrzymałaby nas
wszystkich, a nie miałam ochoty na kąpiel.
- Skąd wiedzieliście, że tutaj jesteśmy? - Aiden zadał pytanie, na które
obydwoje chcieliśmy poznać odpowiedź.
Dyszący Miles próbował coś z siebie wydusić, lecz po przebiegnięciu stu
metrów opierał się jedynie o kolana, próbując nabrać powietrza.
Jakim cudem ten człowiek wytrzymuje na naszych treningach?
- Przeszukaliśmy wszystko, co mogliśmy. To Shawn wpadł na pomysł, że
któreś z was może być tutaj - mówiła Liv, ciągnąc brata za ramię i pomagając mu przyjąć pionową pozycję.
- I jesteście oboje - dodał po chwili Shawn, a na jego twarzy pojawiła
się niewyobrażalna ulga, jakby właśnie ktoś zdjął mu stukilogramową
sztangę z piersi.
Nagle zmienił wyraz twarzy pod ciężkim spojrzeniem Aidena. Cała reszta
przyglądała się temu, bojąc się zareagować.
Nie no, tego nie przewidziałam. Jeszcze tego brakowało, żeby tych dwóch
zaczęło się teraz kłócić.
- Dałeś jej odejść - wypalił nagle Aiden. Jego głos był cichy, lecz
stanowczy. Poruszające się na szyi jabłko Adama i uwidaczniające się
żyły zwiastowały kataklizm. Szykowałam się do interwencji. Wymieniliśmy
z Lewisem szybkie spojrzenie, bo wiedziałam, że sama nie zdołam
powstrzymać Aidena, który wolno zbliżał się do przyjaciela. - Gdyby nie
ty... - podchodził coraz bliżej, ze wzrokiem wbitym w Shawna, który stał
bez ruchu. Nawet nie próbował się cofnąć przed piorunującym wzrokiem
kumpla. Nagle Aiden zatrzymał się kilka centymetrów od blondyna i uniósł
głowę, napinając przy tym każdy mięsień. - Gdyby nie ty, już dawno bym
ją stracił - powiedział spokojnie, po czym przyciągnął Shawna do siebie
i przytulił.
Wszyscy odetchnęliśmy z ulgą, a Bauer odwzajemnił uścisk. Myślałam, że
runę na ziemię, bo kolana ugięły mi się pod wpływem stresu, a później
drugi raz, gdy usłyszałam słowa wypowiedziane przez mojego chłopaka.
Aiden był szczęściarzem, że miał takiego przyjaciela. Mógł liczyć na
niego w każdej sytuacji. Nawzajem wyciągali się z kłopotów, chociaż to
Aiden był tym, którego bardziej trzeba było pilnować. Gdy dowiedziałam
się o ich małym przekręcie i o tym, że Shawn zdradził mu naszą
tajemnicę, byłam zła, ale później uświadomiłam sobie, że to właśnie
dzięki niemu mogłam poznać prawdziwą twarz Aidena Wooda. Zawsze myślał o innych. Może nawet wiedział więcej niż my sami. Zobaczył w nas
podobieństwo, którego sami nie dostrzegaliśmy. Mimo wszystko trzymał się
na dystans, abyśmy sami mogli odkrywać kolejne karty, poznawać się,
otwierać przed sobą. Był jak nasz anioł stróż.
- To wzruszające... Rozpalmy ognisko! - krzyknął nagle Nate, a wszyscy na
niego spojrzeli.
Załamana Vera schowała twarz w dłoniach.
- Powiedz mi, po kim masz takie zajebiste wyczucie czasu? - zapytała
ironicznie Liv.
- Mama mówi, że po tacie - odparł z uśmiechem Nate.
- Błagam, nie bierz tego, co bierzesz, albo przynajmniej bierz pół -
Parker objął go ramieniem i odwrócił w stronę polany.
Cichy chichot rozniósł się wśród całej ekipy. Kochałam ich docinki,
ironię i dystans do siebie. Te elementy były częścią codzienności, do
której chciałam wrócić. Ból i tęsknota nie minęły, ale cały świat
funkcjonował tak jak wcześniej. Chciałam nauczyć się nowej normalności.
Przynajmniej na chwilę pragnęłam zapomnieć o wszystkim, co nas spotkało.
Jak dzieciaki cieszące się życiem siedzieliśmy w kole, a na środku
płonęło ognisko. Chłopaki przynieśli drewno z pobliskiego lasku, a dziewczyny podjechały na stację po kilka przekąsek. Dzięki płomieniom
nie czułam już zimna, a ciało zaczęło się rozluźniać. Nie przeszkadzał
mi nawet dym lecący prosto na mnie.
Po chwili przyszedł czas na wyjaśnienia. Powiedziałam im, co Diego
przekazał mi tuż przed śmiercią. Opowiedziałam o umowie z Isabellą. Vera
powtórzyła Aidenowi historię z Ghostem i ponownie przeprosiła
wszystkich, że działała przeciwko nam, a Miles opowiedział ze
szczegółami, jak wybawił ochroniarza z jego kanciapy.
Lewis podał mi butelkę z piwem, którą już miałam chwycić, ale coś sobie
przypomniałam.
- Dzięki, nie powinnam - schowałam dłonie w materiał bluzy.
- Jeśli martwisz się o samochód, to możemy go zabrać - powiedziała Sky.
- Żadna z nas nie pije, więc damy radę - dodała, spoglądając na
dziewczyny, które przytaknęły.
- Nie, nie o to chodzi - zaczęłam, czując na sobie kolejne spojrzenia.
Wiedziałam, że jeśli po prostu odmówię, nie będą naciskać. Nigdy tego
nie robili, zważywszy na moją słabą głowę i ostatnie... przygody, lecz
prawdziwy powód był inny i niewart kłamstw czy tajemnic. Prędzej czy
później by się dowiedzieli, a nie chciałam, by pomyśleli, że jestem w ciąży czy coś. - Zrobiłam tatuaż - wypaliłam.
Gałki oczne Milesa omal nie wypadły z jego czaszki, a butelka z piwem,
którą trzymał w dłoni, wysunęła się i upadła na piasek.
- Ty? Tatuaż? - Vera spojrzała na mnie spod przymrużonych powiek. - Taki
prawdziwy? Igłą? Boże, chyba mi słabo - dramatyzowała, ściskając grzbiet
nosa.
- Chcesz mi powiedzieć, że zrobiłaś swój pierwszy tatuaż? Beze mnie?!
Czuję się oszukany i rozczarowany, młoda damo. Ile ty masz lat?
Fiu-bździu w głowie i tyle! W dupach się poprzewracało! - wykrzykiwał
Miles z poważną miną, wyrzucając ręce w powietrze. - I jeszcze piwo
przez ciebie wylałem! - odwrócił głowę, oburzony.
- Mój mądry inaczej brat próbował przez to powiedzieć, że nas
zaskoczyłaś, ale cieszymy się, że w końcu się odważyłaś - Liv położyła
dłoń na ramieniu brata, lecz ten szybko ją strącił i nadal siedział
naburmuszony. - Pokazuj to arcydzieło! - zawołała piskliwie i nachyliła
się w moją stronę.
Wciąż obrażony Miles zerkał jednym okiem, próbując dostrzec wzór na moim
ciele.
- Nie mogę, nie tutaj. Musiałabym się rozebrać - przyłożyłam dłoń do
mostka, nie ściągając bluzy z powodu zimna.
- Ja nie mam nic przeciwko - wypalił Lewis z dziwnym uśmiechem, na co
siedząca koło niego dziewczyna zamachnęła się i uderzyła go z łokcia w żebra, wyręczając tym samym podenerwowanego Aidena.
Stłumiony jęk Parkera i ironiczny chichot Sky wywołały lekki uśmiech na
mojej twarzy.
- Wytatuowałaś sobie cycki?! - wrzasnął nagle Miles, odwracając się w naszym kierunku.
Z obrażonego dziecka przekształcił się w surowego rodzica.
- Czy wytatuowanie cycków boli? - wtrącił Nate, unosząc niepewnie dłoń
jak uczeń w szkole.
Po jego słowach Lewis się zaśmiał, przez co ponownie dostał z łokcia od
Sky.
- Rozmawialiśmy o tym, kochanie. Zamiast "cycki" możesz użyć słowa
"piersi" albo "biust" - poprawiła go Vera, lecz szybko przerwały jej
ponowne okrzyki Harrisa.
- Boże, kto cię tak zdemoralizował? Ktoś cię zmusił? To jakiś gang?!
Albo sekta! Na pewno sekta!
- Nie wytatuowałam sobie cycków! - podniosłam głos i wstałam ze starej
ławeczki.
- Ej, no nie... A ona może mówić "cycki" - zaznaczył Nate, wskazując
palcem na mnie.
Mało brakowało, a przypaliłby sobie bluzę, tak nisko się pochylił.
Westchnęłam ciężko, aby uspokoić myśli. Nie sądziłam, że wiadomość o moim niewielkim tatuażu wywoła takie zamieszanie.
- Tatuaż jest na mostku i jest bardzo mały. I nie, nie wstąpiłam do
sekty - dodałam, bo Miles już unosił palec wskazujący i zamierzał mi
przerwać.
Gdy wszystkie głosy ucichły, usiadłam na swoim miejscu, dalej jednak
czułam na sobie czyjś wzrok. Aiden patrzył na mnie nie ze zdziwieniem,
tylko z uwielbieniem i miłością.
On wiedział. Zawsze wiedział, co siedziało mi w głowie.
Mały tatuaż na mostku, w tym samym miejscu, w którym on miał swój. Na
dodatek zrobiony w tym samym salonie, choć przez przypadek. Wiedział, że
fragment mojej skóry należy do niego. Prawda była taka, że cała
należałam do niego. Ciepło rozlało się po moim ciele, gdy chwycił moją
dłoń, ścisnął i przełożył na swoje udo.
Jak to jest, że tak zamknięty człowiek otworzył się właśnie przede mną?
Każdy jego gest, ruch źrenic, każda mała zmarszczka na policzku -
wszystko było jak najpiękniejszy dar.
Patrzył na mnie tylko przez chwilę, kilka sekund. Nikt inny tego nie
zauważył. Wiedziałam, że każdy jego ruch jest przeznaczony dla mnie. Po
chwili jakby nigdy nic wrócił do rozmowy z innymi, wciąż trzymając moją
dłoń.
- Jak dzieci... Zostawić was samych na dwa dni... - westchnął. - To, że
jestem od was rok starszy, nie znaczy, że będę za was odpowiadał.
- Hej, ode mnie dwa. Nie dodawaj kobiecie lat - Olivia odgarnęła swoje
blond włosy.
- Komu? - Miles zaśmiał się zwycięsko, ale szybko tego pożałował, bo
siedząca koło niego Sky jego również walnęła łokciem.
Jak tak dalej pójdzie, po dzisiejszej nocy pewnie nie pozbędzie się
siniaków do sylwestra.
- Jeśli on kiedyś zniknie w niewyjaśnionych okolicznościach, błagam,
przynieście mi kosmetyczkę do więzienia - dodała Liv, patrząc na brata.
- Właśnie, stary, dlaczego cię podejrzewali? - Lewis skierował pytanie
do Aidena.
- Podobno znaleźli wiadomości w telefonie i jakieś dowody w miejscu, w którym miałeś się spotkać z Maddie - rzucił Shawn.
Aiden puścił moją dłoń, a ja natychmiast poczułam chłód. Z każdą sekundą
jego uśmiech malał. Nie pokazywał tego, ale w środku był rozbity. Nigdy
nie lubiłam Maddie, ufałam Aidenowi i wiedziałam, że nic go już z nią
nie łączyło, lecz wieść o jej śmierci była dla niego ciosem. Znali się,
przyjaźnili. Nawet jeśli minęło sporo czasu, kiedyś była mu bliska.
Pewnie obwiniał się też za jej śmierć.
- Tego wieczoru, kiedy przyjechaliśmy z Divine, dostałem wiadomość -
Aiden zrobił pauzę i spojrzał na mnie kątem oka. To wtedy chciałam się
pozbyć bólu. - Była dość dziwna, ale wtedy o tym nie myślałem. Ktoś
napisał, że może mi pomóc się pozbyć Ghosta. Pojechałem pod wskazany
adres i spotkałem Maddie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki