Rozdział 4 | Cienie
Po przyjeździe do Berlina Dietrich wrócił do szkoły. Sytuacja znacznie się pogorszyła. Tata wyjaśnił mu, że to wszystko za sprawą dużej liczby ofiar na frontach wschodnim i zachodnim. Wydawało się, że każdy zna kogoś, kogo krewny lub przyjaciel został zabity lub ciężko ranny.
Do tego kończyły się zapasy żywności. Nawet artykuły zastępcze stały się trudne do zdobycia. Brytyjska marynarka wojenna zablokowała niemieckie porty na Morzu Bałtyckim, wstrzymując import żywności i towarów pierwszej potrzeby. Nie miał też kto uprawiać ziemi i zbierać plonów, bo zbyt wielu młodych mężczyzn walczyło na froncie. Jedzenie, które było dostępne, przekazywano żołnierzom. Dietrich próbował zorganizować tak dużo pożywienia, jak tylko mógł, ale były dni, kiedy było to niemożliwe - za żadną cenę, nawet na czarnym rynku. Był wdzięczny za ogród, kozę i kurę w domu. Może nie było tego dużo, ale zapewniało rodzinie coś do jedzenia.
Nadeszła zima i sytuacja się pogorszyła. W kraju skończyły się zapasy ziemniaków, więc zastąpiono je rzepą. Dietrich, jak większość Niemców, nie potrafił tej zmiany zaakceptować. Rzepą karmiono konie, krowy i świnie, a teraz mieli ją jeść ludzie. Było to oburzające, ale dokuczliwy głód zwyciężał nad wściekłością. Ostatecznie również i chłopiec wyczekiwał gotowanej rzepy.
Głód w Niemczech był coraz większy. Dietrich, chodząc po mieście, wszędzie widział otwarte jadłodajnie, gdzie głodni mogli coś zjeść. Chłopak patrzył, jak wychudzeni, brudni ludzie w zimnie ustawiają się w kolejce, oczekując na chochlę zupy, która jego zdaniem była bardziej wodą niż czymkolwiek innym. Podsłuchał, jak niektórzy narzekali, że rolnicy zatrzymywali wyhodowane jedzenie tylko dla siebie.
Głód i słabnące morale wśród Niemców sprawiły, że Dietrich stanął w obliczu kolejnego skutku ubocznego wojny - samobójstwa. Po drodze do i ze szkoły przechodził przez most i prawie każdego ranka, patrząc w dół, widział grupę ludzi na brzegu rzeki. Wkrótce dowiedział się, że próbowali oni wyłowić ciało kogoś, kto skoczył, aby się zabić. Nieważne, jak wiele razy był świadkiem takiej sceny - za każdym razem dostawał gęsiej skórki.
Pomimo trudności, z jakimi borykali się Niemcy, u Bonhoefferów panowała radość, kiedy nadszedł rok 1917. Dietrich dalej chodził do szkoły i ćwiczył grę na pianinie. Zaczął nawet eksperymentować z pisaniem własnych kompozycji. Rodzinne wieczory muzyczne pozostały jednymi z jego ulubionych momentów. Ważnym wydarzeniem były także urodziny jego i Sabine - 4 lutego, kiedy skończyli jedenaście lat. W ramach prezentu Dietrich dostał do wypicia jajko, które kucharka ubiła z cukrem. Delektował się każdą kroplą kremowego płynu.
W 1917 roku także dwójka jego najstarszych braci, Karl-Friedrich i Walter, skończyła osiemnaście lat, wystarczająco, by wstąpić do wojska. Karl-Friedrich, który był jedenaście miesięcy starszy od Waltera, został wezwany jako pierwszy. Zdecydował się dołączyć do 5. Pułku Gwardii w Spandau i przeszedł odpowiedni trening. Ponieważ planował studiować fizykę na uniwersytecie, przed wyjazdem na front zachodni spakował do plecaka odpowiednie podręcznik. Dietrich widział, że rodzice posmutnieli po wyjeździe najstarszego syna. Walter nie mógł doczekać się, kiedy sam będzie mógł wstąpić do wojska. Przygotowywał się do walki, chodząc na długie spacery po górach z ciężkim plecakiem.
W tym czasie do Berlina dotarły wiadomości z frontu wschodniego. Karl po przeczytaniu gazety wyjaśnił Dietrichowi, że Rosja zmaga się z problemami na tle politycznym. W dniu 17 marca dotarły do nich wiadomości, że z powodu tego zamętu abdykował car Rosji Mikołaj II. Dietrich i jego tata mieli nadzieję, że zwiastuje to coś dobrego dla Niemiec w kontekście wojny z Rosją.
Nie minął nawet miesiąc, kiedy 6 kwietnia dotarła do nich smutna nowina. Stany Zjednoczone wypowiedziały Niemcom wojnę, wysyłając żołnierzy na pomoc swoim sojusznikom w walce na froncie zachodnim. Walter wyjaśniał, że co prawda była to zła wiadomość, ale Stany Zjednoczone nie posiadały dużej armii, a wyszkolenie żołnierzy, by walczyli we Francji i Belgii, mogło zająć im kilka miesięcy. Był pewien, że do czasu, aż pojawią się w Europie, wojna skończy się już zwycięstwem Niemiec. Miał jednak nadzieję, że będzie trwała na tyle długo, że sam będzie mógł dołączyć do walki.
Rodzina Bonhoefferów ponownie wyjechała do domku wakacyjnego w Friedrichsbrunn. Do pociągu zabrali ze sobą nawet kozę, aby wiosną mieć codziennie świeże mleko. Dietrich znów cieszył się ciszą i spokojem gór Harz. Mimo że Berlin i wojna wydawały się odległe, nie zapominał o zdobywaniu żywności. W górach rosło pełno grzybów. Zazwyczaj spędzał swoje wakacyjne dni razem z Sabine, zbierając tak dużo grzybów, jak to było możliwe, by kucharka je ususzyła i zabrała do Berlina końcem lata. Rodzeństwo zbierało także poziomki, z których robiono gęsty dżem, a potem pakowano do słoików i także zabierano do Berlina.
Jak zwykle dla Dietricha, który był już w pociągu powrotnym do Berlina, lato minęło zbyt szybko. Wrócił do szkoły i wyróżniał się w każdym przedmiocie poza pisaniem, które nauczyciele oceniali jako brzydkie i wymagające poprawy.
W listopadzie dotarły do Niemiec dobre wiadomości. W Rosji wybuchła rewolucja, w której bolszewiccy komuniści, pod przywództwem Włodzimierza Lenina, przejęli władzę i zażądali zawieszenia broni (porozumienie o wstrzymaniu walk) z Niemcami. Wywołało to wielkie podekscytowanie. Państwo niemieckie pokonało Rosję i mogło teraz zwrócić całą swoją uwagę na front zachodni, niszcząc Francję, Wielką Brytanię oraz ich sprzymierzeńców.
W domu Bonhoefferów też dało się wyczuć podekscytowanie. Wojna nadal trwała, gdy Walter - 10 grudnia - skończył osiemnaście lat i dostał szansę na walkę za swój kraj. Tak jak jego starszy brat, postanowił dołączyć do 5. Pułku Gwardii w Spandau i wyjechał na szkolenie.
Dnia 4 lutego 1918 roku, gdy Dietrich świętował swoje dwunaste urodziny, jego brat nadal przebywał na szkoleniu. Chłopiec rozmyślał o tym, jak zmieniła się sytuacja od ostatnich urodzin. Wtedy wszystko malowało się dość ponuro, a morale Niemiec było niskie. Teraz, po podpisaniu porozumienia o zawieszeniu broni z Rosją, w powietrzu czuć było wszechobecny optymizm. Pół miliona niemieckich żołnierzy, którzy walczyli z Rosją, zostało przeniesionych na front zachodni, by tam wesprzeć swoje wojsko. Wszyscy oczekiwali, że z takim wsparciem generał Ludendorff, niemiecki szef sztabu, przeprowadzi potężny atak na aliantów i wygra wojnę. Zwycięstwo wydawało się być na wyciągnięcie ręki. Przynajmniej taką nadzieję miał Dietrich, ponieważ był zmęczony wojną i jej wpływem na codzienne życie.
Generał Ludendorff przeprowadził 21 marca 1918 roku atak. W pierwszych dniach Niemcy odnosili takie sukcesy, że 24 marca cesarz Wilhelm II zarządził państwowe święto. Dietrich, jak większość Niemców, doszedł do wniosku, że wojna się już skończyła. Jego tata nie był jednak tego taki pewien. Ile razy zdarzyło się, że zwycięstwo było już w garści, a potem trzeba było zmierzyć się z rozczarowywaniem? Dietrich przyznał ojcu rację, czego nie można było powiedzieć o Walterze, który przyjechał do domu, by spędzić czas z rodziną po skończeniu szkolenia wojskowego i przed wyjazdem na front zachodni. On widział sprawy inaczej. Przewaga leżała po stronie Niemiec, szczególnie po wysłaniu wsparcia na zachód. Ta dodatkowa liczba żołnierzy była wystarczająca do odparcia Amerykanów, którzy przybyli do Francji, by walczyć.
Był kwiecień - dwa tygodnie przed wyjazdem Waltera na front zachodni, cała rodzina Bonhoefferów zaplanowała imprezę pożegnalną. Z tej okazji Dietrich skomponował wykonanie popularnego utworu Teraz przynajmniej powiemy: Niech ci Bóg błogosławi w twojej podróży.
Na imprezę przybyło wiele osób z rodziny, by pożegnać się z Walterem. Przywieźli ze sobą prezenty, wiersze i piosenki. Dietrich zaśpiewał, wykonując nową aranżację utworu na pianinie. Rodzina poszła spać długo po północy. Rano wszyscy wstali wcześnie, by odprowadzić Waltera na pociąg. Dietrich czuł się trochę zazdrosny, gdy podawał mu dłoń na pożegnanie. Miał nadzieję, że jego brat wróci jako bohater. Dostrzegł też spływające po policzkach łzy mamy, gdy na zatłoczonej stacji kolejowej przytulała syna na pożegnanie.
Chwilę później z lokomotywy wydostał się czarny dym i było słychać dźwięk gwizdka. Walter wskoczył do środka i zajął miejsce przy oknie. Pociąg powoli ruszył. Rozpędzał się, oddalając od stacji kolejowej, a matka biegła wzdłuż peronu, krzycząc:
- Żegnaj, Walterze! Pamiętaj, dzieli nas od siebie tylko przestrzeń.
Dwa tygodnie później, gdy Dietrich przygotowywał się do wyjścia do szkoły, zadzwonił dzwonek od drzwi. Ciekaw, kto mógł przyjść o tak wczesnej porze, pobiegł szybko na dół, ale zdążył tylko zobaczyć listonosza przekazującego wiadomość ojcu. Ten otworzył kopertę, wyciągnął list i gdy zaczął czytać jego twarz zbladła. Wszedł do swojego gabinetu, zamykając za sobą ciężkie, drewniane drzwi. Po chwili wyszedł z pokoju i mozolnie wspiął się po schodach na piętro. Z reguły tata szybko wbiegał po schodach, ale dzisiaj z mozołem wlókł ciało na górę. Kostki w dłoniach zbielały mu od kurczowego trzymania się barierki. Dietrich zaczął się trząść, widząc, w jakim stanie tata wchodził po schodach. Wiedział, że stało się coś strasznego.
Minęło dużo czasu, zanim ojciec pojawił się w sypialni, gdzie czekała na niego reszta rodziny. Kiedy stanął w drzwiach, wyraz jego twarz był niezmienny.
- To telegram dotyczący waszego brata Waltera - powiedział do syna i innych dzieci, wstrzymując oddech. - Zginął zraniony odłamkiem pocisku.
Dietrich stał nieruchomo, próbując zrozumieć słowa ojca. Śmierć od wybuchu bomby? Jak to możliwe? Dwa tygodnie temu Walter wskakiwał do pociągu uśmiechnięty i machając do nich, śmiało spoglądał w przyszłość. Teraz skończyło się to dla niego na zawsze. Mimo że Dietrich wiedział, że setki tysięcy żołnierzy ginęło w walce, nie wierzył, jak jego starszy brat mógł być jednym z nich.
To, co sprawiło, że dla rodziny ból był jeszcze bardziej nie do zniesienia, to list od Waltera, który dostarczono trzy godziny po informacji o śmierci. Pisał w nim:
Moi drodzy,
dzisiaj miałem drugą operację i muszę przyznać, że była mniej przyjemna od pierwszej, ponieważ odłamki znajdowały się głębiej. Po wszystkim dostałem dwa zastrzyki z kamfory z odstępem między nimi. Mam nadzieję, że to już załatwi cały problem. Stosuję moją technikę myślenia o innych rzeczach, by nie myśleć o bólu. Jest wiele ciekawszych rzeczy na świecie niż moje rany. Góra Kemmel, jej możliwe konsekwencje i dzisiejsze zajęcie miasta Ypres dają nam powód do nadziei. Nie myślę jednak o moim biednym pułku, tak wielu tam ucierpiało w ostatnich dniach. Jak mają się sprawy z innymi podchorążymi? Myślę o was, tęskniąc, moi kochani, każdą długą minutę we dnie i nocy.
Piszę do Was z tak daleka, Wasz Walter
Ten list był czymś, czego mama Dietricha nie mogła znieść. Paula płakała tak długo, aż spuchły jej oczy, a następnego dnia nie zeszła na śniadanie. Jakby śmierć jej syna nie była wystarczającą tragedią, Paula dowiedziała się, że jej siedemnastoletni syn Klaus został wezwany do odbycia służby.
Dietrich widział, że był to ciężar nie do udźwignięcia dla jego matki, która zaczęła spędzać większą część dnia w sypialni. Często słyszał, jak płacze. W zasadzie to dzieci prawie nie widziały swojej mamy, bo nie wychodziła z pokoju. Jednego wieczoru przy stole tata cicho oznajmił dzieciom:
- Wasza mama potrzebuje przerwy. Będzie mieszkać przez pewien czas u państwa Schönesów. Wkrótce będziecie mogli ją odwiedzić.
Chłopiec rozejrzał się wokół stołu. Jego rodzeństwo czuło się tak zakłopotane jak on. Jego matka będzie mieszkała u sąsiadów, a on nie będzie mógł się z nią widzieć. Wbrew zakłopotaniu ufał, że jego ojciec wie, co jest najlepsze dla ich mamy.
Dzieci Bonhoeffera żyły dalej bez swojej mamy. Po kilku tygodniach mogły odwiedzać ją na krótką chwilę. Czasami, kiedy Dietrich przychodził do niej, potrafiła patrzeć ślepo w ścianę, czasami wysilała się, aby z nim porozmawiać. Wiedział dobrze, że nie ma mowy o wspomnieniu przy niej lub przy tacie imienia Waltera. Kiedy ktoś spoza rodziny wspominał ojcu o Walterze, Karl cicho wstawał i wychodził z pokoju.
Na szczęście Klaus nie został wysłany do walki w sam środek pola bitwy w najcięższym okresie na froncie zachodnim. Zamiast tego skierowano go jako ordynansa do Niemieckiej Kwatery Głównej w Spa w Belgii.
Śmierć Waltera i nieobecność jego dwóch najstarszych braci, służących w armii, pozostawiły w życiu Dietricha pustkę. Nie miał nikogo, z kim mógłby podyskutować o wojnie i swoich odczuciach oprócz Sabine i Susanne.
Zbliżało się lato - Paula Bonhoeffer nie potrafiła znieść myśli, że rodzina mogłaby pojechać do wakacyjnego domku w Friedrichsbrunn bez Waltera. Zamiast tego Dietrich, Sabine i Susanne zostali wysłani z Marią i Käthe Horn na wakacje do Boltenhagen. Rodzeństwo wypoczywało nad brzegiem Bałtyku i próbowało zapomnieć o wszystkich wydarzeniach, jakie przytrafiły się rodzinie w ciągu ostatnich paru tygodni. Dietrich spędzał czas na plaży, siedząc na wiklinowym krześle, czytając i tworząc wraz z siostrami wymyślne zamki z piasku.
Pewnego dnia obserwował dwa wojskowe hydroplany, które wykonywały manewry nad plażą. To był piękny widok - samoloty wykonywały pętle, obracając się w powietrzu. Następnie, ku jego przerażeniu, jeden zanurkował w stronę lądu i rozbił się, puszczając wysoki słup dymu w powietrze. Chłopak wiedział, że siła uderzenia i rozbicie były tak wielkie, że pilot zginął. Zdawał sobie również sprawę, że sterujący hydroplanem nie był tylko pilotem, lecz także czyimś synem, tak jak Walter. Miał wrażenie, że dokądkolwiek by nie pojechał, natrafi na śmierć.
Po wakacjach, wróciwszy do Berlina, Dietrich dowiedział się, że jego mama już nie mieszka u państwa Schönesów, lecz wróciła do domu Bonhoefferów. Widział jednak, że nie jest taka, jaka była przed śmiercią Waltera. Cienie zdawały się zasłaniać jej uśmiech. Nie potrafiła zajmować się domem jak poprzednio i ciągle obawiała się o Karla-Friedricha i Klausa.
Dietrich żył w strachu, że kolejny z jego braci zostanie zabity. Nie chciał wiedzieć, co stałoby się z jego mamą, gdyby to się wydarzyło. Pomimo doniesień gazet o sukcesach Niemiec na froncie zachodnim, masowa ofensywa wojskowa, którą rozpoczęto z obietnicą wygrania wojny dla Niemiec, została wstrzymana. Chłopiec zaczął myśleć, że jego kraj nie jest zdolny, by zwyciężyć w wojnie.
Wojna trwała i berlińczycy zostali poproszeni o większe poświęcenie. Kończyły się zapasy węgla, przez co Bonhoefferowie pozakręcali ogrzewanie w większej części domu, zostawiając tylko dwa pomieszczenia - kuchnię, gdzie jedli i rozmawiali, oraz duży pokój, gdzie czytali i uczyli się.
Sytuacja w Niemczech gwałtownie się zmieniła w październiku 1918 roku. Niemiecki oficer marynarki wojennej w porcie Kilonia nad Morzem Bałtyckim zdecydował się na atak i zniszczenie blokady niemieckich portów, która powodowała problemy w normalnym funkcjonowaniu państwa. Brytyjczycy dysponowali ogromnymi siłami blokującymi Niemcy od strony morza, kiedy więc nakazano niemieckiej marynarce wojennej wypłynąć i zaatakować Brytyjczyków, marynarze się zbuntowali. Dla nich atak na brytyjską marynarkę był samobójstwem i wiedzieli, że nie chcą realizować nierozsądnego planu. Zamiast wypłynąć w morze, zabili towarzyszy oficerów i przejęli statki. W obawie przed żołnierzami, którzy mogliby dołączyć do rebeliantów, cesarz zdecydował nie wysyłać armii w celu ich rozbrojenia.
Wiadomość o buncie rozeszła się po całych Niemczech. Dietrich zastanawiał się, co to mogło oznaczać dla kraju. Ojciec zapewnił chłopca, że jest jeszcze stanowczo za wcześnie, by coś stwierdzać. Trzeba było poczekać na rozwój wydarzeń, lecz nie długo. Rebelia rozpętała falę tłumionej wściekłości w całych Niemczech. Cesarz miał rację w sprawie wojska, ponieważ żołnierze zaczęli buntować się przeciwko swoim przełożonym. Mieli dosyć nieustającej walki, która zwiększała tylko liczbę rannych i martwych. Nie chodziło tylko o marynarzy i żołnierzy, którzy mieli dosyć cierpienia i zniszczenia, jakie przyniosła ze sobą wojna. Demonstracje odbyły się prawie w całym kraju - strajkowali pracownicy. Berlin stał się wylęgarnią takich protestów i nie było to dziwne dla Dietricha, gdy patrzył na grupy protestujących, którzy maszerowali ulicą i skandowali. Czasami gniew tych ludzi przerażał chłopca.
Do listopada w wielu niemieckich miastach władzę przejęły rady składające się z robotników i żołnierzy. Ojciec martwił się całą sytuacją, która przypominała to, co stało się w Rosji rok przed przejęciem rządów przez komunistów. Politycy w Niemczech również się tego bali.
Dietrich próbował nadążyć za wydarzeniami, ale zupełnie nie potrafił zrozumieć, co się dzieje. Wyglądało na to, że wiele różnych grup ubiegało się o kontrolę nad państwem.
Wczesnym rankiem 10 listopada 1918 roku Dietrich i Sabine usłyszeli płaczącą w swoim pokoju Marię Horn. Pukając, weszli do chłodnego pomieszczenia. Maria leżała na łóżku z kawałkiem gazety w ręku. Spojrzała na Dietricha oraz Sabine i powiedziała w rozpaczy:
- To koniec! Cesarz abdykował. Przegraliśmy wojnę. Jesteśmy skończeni.
Chłopiec nie wiedział, co powiedzieć, aby pocieszyć Marię, więc wyszedł w ciszy z pokoju, a za nim podążyła Sabine.
- Dietrich, przegraliśmy? - zapytała niepewnie Sabine. - Czy to możliwe?
- Musimy zapytać tatę - odpowiedział jej brat.
Dzieci znalazły ojca przy stole w jadalni, czytającego najnowszy numer gazety "Vossische Zeitung".
- To prawda, że cesarz abdykował? - zapytał Dietrich.
Karl Bonhoeffer przytaknął.
- Tak, tak, abdykował wczoraj. Piszą już w gazecie, że wylatuje do Holandii.
- Co to oznacza, tato? - zapytał chłopiec.
- Chciałbym dać ci odpowiedź. Friedrich Ebert i partia socjaldemokratyczna ogłosili, że Niemcy są teraz republiką, a władzę sprawują obywatele, nie cesarz. Reichstag będzie rządził nową republiką. Nie jestem pewien, co to oznacza dla Niemiec. Spartakusowcy, czyli komuniści, są przeciwko nowej republice. Obawiam się, że sytuacja w kraju prędzej się pogorszy niż polepszy.
- A wojna, tatku?
- Ach, wojna jest przegrana - westchnął Karl.
Następnego dnia, 11 listopada 1918 roku, Niemcy ogłosiły zawieszenie broni. To był koniec wojny - Niemcy przegrali.
Z jednej strony oznaczało to ulgę dla kraju, z drugiej zaczął się trudny czas oswajania z nową sytuacją, dla Dietricha także. W dwa miesiące Niemcy - z państwa walczącego stały się państwem pokonanym, które spod władzy cesarza - Wilhelma II - trafiło pod władzę sprawowaną przez polityków. Kolejnym problemem była niewiarygodna liczba ofiar wojennych. Wojna trwająca cztery długie lata kosztowała Niemcy życie dwóch milionów odważnych, bystrych i młodych mężczyzn, wśród nich Waltera Bonhoeffera. Kolejne cztery miliony zostały ranne, bez nóg i rąk, oślepione lub cierpiące na nerwicę frontową. Straty były tak wielkie, że Dietrich z trudem je pojmował.
Chłopiec miał osiem lat, kiedy zaczęła się wojna. Teraz miał dwanaście. Niewiele pozostało mu wspomnień spokojnych Niemiec sprzed wybuchu wojny. Stary, wytworny kraj, jaki zamieszkiwali jego rodzice i dziadkowie, został zniszczony na zawsze. Dotychczas przyszłość Niemiec kreśliła się klarownie, teraz nic nie było pewne. Jak będzie wyglądało to państwo, kiedy Dietrich dorośnie? Nikt, nawet jego ojciec, nie mógł tego wiedzieć.