Diego Simeone - Carlos Aznar

Reflow text when sidebars are open.
WSTĘP
Urodził się 28 kwietnia 1970 roku. W pierwszej lidze argentyńskiej piłki nożnej zadebiutował jako siedemnastolatek 13 września 1987 roku. Począwszy od tego momentu życie podporządkował zawodowej piłce nożnej, przez prawie dwie dekady występując w roli czołowego sportowca, a następnie przyjmując funkcję trenera. I na tym polu zbierał tytuły i uznanie, tak jak przedtem jako zawodnik. Futbol stał się esencją życia Diego Pablo Simeone (Buenos Aires) od chwili, gdy za rękę z ojcem wszedł między rzędy stadionu Racing de Avellaneda, aż do dziś, kiedy codziennie pojawia się na treningach Atlético Madryt w Cerro del Espino de Majadahonda. Bogactwo doświadczeń i przeżyć czterdziestoletniego Simeone czyni z niego dojrzałego mężczyznę, lecz ciągle żądnego rozwoju, poświęcającego czas i umiejętności jako trener.
Simeone od dziecka wyróżniał się w grupie rówieśników. Jego ojciec Carlos Alberto wspomina, że młody Diego Pablo tracił wiele w porównaniu z równolatkami z powodu pasji do piłki nożnej. Jego zabawką była piłka. Obecnie wielu chłopców czas na naukę poświęca na marzenia o byciu piłkarzami; marzenia te nierzadko podzielają ich rodzice. Ale w tamtych czasach sławy futbolu nie były tak eksponowane, nie było tylu kolekcji naklejek, tylu koszulek, tylu butów, tyle telewizji, takich technik rynkowych wokół piłki jak te, które obecnie bombardują umysły dzieci. Mimo wszystko Diego wzrastał przez piłkę nożną i dla niej. Po przejściu przez wiele zespołów ze swojej dzielnicy trafił do kategorii juniorów Velez, drużyny, w której w wieku 17 lat zadebiutował w lidze argentyńskiej. Mając 20 lat, wykonał skok do Europy, wyjątkowy zarówno dzięki debiutowi w piłce zawodowej, jak i podróży na Stary Kontynent, co w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku nie było powszechne. Dzisiaj jest na porządku dziennym tzw. transfer młodych talentów futbolu argentyńskiego do klubów europejskich. Należy do nich m.in. Sergio Aguero, który trafił do Atlético Madryt w wieku 17 lat. Simeone wyprzedzał również swoje czasy poświęceniem dla piłki nożnej, dbał o siebie, zawsze był w najlepszej formie. I tak postępuje nadal - nie przytył ani kilograma od czasu, gdy porzucił pole gry, i dba o swój wizerunek, który mobilizuje jego uczniów.
Simeone próbował wielu aromatów czystej esencji futbolu. Poznał futbol argentyński, włoski i hiszpański jako zawodnik; obecnie bada je od strony technicznej. Zawsze ze spakowaną walizką, utajoną duszą trenera i przekonaniem, że lepiej samemu odejść, zanim inni zechcą się z nim pożegnać. Cholo gromadził ekipy, trenerów, kolegów, kilometry... i przeżycia, z których zachowuje to co najciekawsze, to co teraz stosuje z powodzeniem na ławce Atlético Madryt. Zabiegane życie, w którym główną rolę grała jego rodzina, od czasu porad jego rodziców Carlosa Alberto i Nildy, aż po związek z Caroliną - małżeństwo i narodziny trzech synów: Giovanniego, Gianluki i Giuliano. Jego ojciec, jak "wyznał" Cholo, jest osobą, która miała na niego największy wpływ poza światem futbolu, po matce odziedziczył m.in. pasję do horoskopów, do których przywiązuje tak wielką wagę, że interesuje się znakami zodiaku swoich graczy, aby ułożyć swoje relacje z nimi. On sam, oczywiście, jest Bykiem, znakiem "skomplikowanym", tak jak piłkarze Iker Casillas, Diego Forlan i David Beckham (z którym miał jedno, dwa spięcia) czy aktorzy, tacy jak George Clooney i Al Pacino (do którego zwrócił się jako trener, aby zmotywować drużynę Estudiantes). Być może stąd hołduje pewnym przesądom charakterystycznym dla wielu zawodowców futbolu. Nie lubi, aby robić mu zdjęcia na murawie, jako gracz miał zwyczaj wiązania butów, bandażowania się w pewien sposób, wskakiwania na boisko w odpowiedni sposób...
Jedna z jego kabał jako trenera wiąże się z ubraniami, jakie zwykle nosi. Na przykład, kiedy kierował Estudiantes w La Plata, zawsze wkładał ten sam garnitur na 19 meczów turnieju otwarcia 2006, z którego jego ekipa wyszła z tytułem mistrza. Po "wypełnieniu misji" strój został sprzedany na aukcji charytatywnej. Simeone, związany ze swoją rodziną od pierwszych meczów, oddał swojej matce pierwszą pensję zawodnika w Velez, ale ojciec zwrócił mu pieniądze. "Jak długo żyję, w tym domu to ja daję na życie", oznajmił Carlos Alberto.
Jego rodzice, a także siostry, Carla i Natalia, byli najważniejsi w jego życiu. Natalia jest związana zawodowo z obecnym trenerem. Po wielu latach z różnymi agentami Diego Pablo postanowił właśnie jej powierzyć swoje interesy (procesować się z klubami, które go chciały, chcą i miały). "Jestem szczęściarą, ponieważ mógł nie mnie wybrać do wspólnej pracy, a jednak postawił na mnie", komentuje dumna, poważna i twarda negocjatorka w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Oczywiście po ślubie do grona najważniejszych dla niech osób dołączyli jego żona i trzej synowie.
Z Caroliną Baldini, modelką argentyńską, z którą związek przeżywał wzloty i upadki, ma trzech synów, wszyscy poszli w ślady ojca w królowej sportu. Najstarszy z trójki Giovanni, urodzony w Madrycie, kiedy Cholo zdobywał puchary z Atlético, jest w rezerwie pierwszego zespołu River Plate, grał w kategorii juniorów albiceleste; podczas gdy jego dwaj mali bracia również grają w kategoriach juniorów. Giuliano, beniaminek rodziny, jest najbardziej nieustępliwy co do pracy swojego ojca, wymagając od niego - z całą naturalnością i niewinnością swoich dziesięciu lat - aby Atlético i jego gracze się doskonalili. Gianluca walczy w ósmej dywizji River, ale na jego koncie na Twitterze jako tło figuruje zdjęcie stadionu Vicente Calderon z podpisem pełnym uczucia: "Sławę zdobywa się w walce". Pod tym stwierdzeniem równie dobrze mógł podpisać się jego ojciec. To motto przyświecało spotkaniu pomiędzy zespołami rojiblanco (Los Rojiblancos, czyli czerwono-biali)i Sewilli, które skończyło się 4:0 dla Atlético.
Czysta esencja futbolu z kodeksem piłkarza ukształtowanego na dawną modłę i działającego w świecie, który radykalnie się zmienił od czasu jego pierwszych kroków jako zawodowy piłkarz. "Trzeba grać mecze z nożem w zębach", jedna z jego maksym, która przekłada się na oddanie i napięcie, jakich wymaga od swoich podopiecznych w każdym meczu. "Wolę grać dobrze, niż grać ładnie; posiadanie piłki mnie nie interesuje", Simeone przedkłada praktyczność nad widowiskowość, wie bowiem, że nie wszystkie zespoły wybierają styl ładnej gry w całym meczu, stawiając raczej na dostosowanie środków, wywieranie presji, stosowanie kontrataku i bycie zespołem efektywnym. Esencja, która znalazła swój najpełniejszy aromat w Atlético Madryt. Była już wielka miłość w dwóch etapach piłkarskich, zwłaszcza w intensywnym pierwszym, z historycznym dubletem, a teraz związek pogłębił się po jego przybyciu na ławkę rojiblancos, z nowymi tytułami i większą identyfikacją z kibicami, którzy są wdzięczni za jego pracę i utożsamianie się z kolorami zespołu. "Nigdy nie byłbym trenerem Realu Madryt". "Jedna koszulka Atlético jest warta dwóch innych, nie zamienię jej na żadną inną". "To moja rodzina". To niektóre wypowiedzi ukazujące wyjątkowy związek z klubem tego piłkarza, obecnie trenera. Simeone zapisuje złote stronice w bogatej historii Atlético, gdzie już uhonorowano go znanym w całym świecie piłkarskim hymnem: "Ole, Ole, Ole, Cholo Simeone".
Diego Pablo Simeone, trener Atletico Madryt. Mecz o Puchar Hiszpanii pomiędzy Sant Andreu i Atletico Madryt, wynik 0:4, w dniu 7 grudnia 2013 roku w Barcelonie, Hiszpania
"Błogosławieństwo", tak określają Enrique Cerezo i Miguel Angel Gil, a także inni działacze na stadionie Vicente Calderon, pojawienie się Diego Pablo Simeone na ławce Atlético Madryt pod koniec 2011 roku. Ponowne spotkanie w innej roli, o którym już od pewnego czasu mówiono wśród czerwono-białych, umocniło uczucie, jakie narodziło się między Argentyńczykiem a ekipą znad Manzanares w połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Cholo dawał wówczas z siebie wszystko na murawie i dołożył cegiełkę, aby poprowadzić kibiców Atlético na spotkanie z bogiem Neptunem, kamiennym i dumnym gospodarzem uroczystości colchoneros.
Awansował w czerwcu 1994 roku, kiedy Atlético Madryt zatwierdziło transfer środkowego pomocnika, podpisując umowę, na którą przybyli Jesus Gil, niezapomniany prezydent klubu madryckiego, i Luis Cuervas, jego odpowiednik z klubu z Sewilli. Diego Pablo nie był jedynym transferem z zespołu południowoamerykańskiego, kierowanego przez Francisco "Pacho" Maturanę. Przyjechał do stolicy razem z Kolumbijczykiem "Tren" Valencia - zawodnikiem, który pogubił się na drogach rojiblancas, a jego pierwszym zmartwieniem tuż po wylądowaniu w Madrycie był zakup stołu bilardowego, oraz z Rosjaninem Igorem Dobrowolskim i Delfim Gelim, bystrym skrzydłowym katalońskim, który odegrał ważną rolę w szybkich sukcesach Atlético - to on podał piłkę, którą przyjął na głowę Milinko Pantić i ustrzelił Copa del Rey - Puchar Króla, który spoczywa w gablocie na stadionie Calderon. Operacja kosztowała Jesusa Gila 465 milionów peset, czyli zaledwie trzy miliony euro. Kwota była znacząca, ale ta inwestycja okazała się ze wszech miar dochodowa, biorąc pod uwagę to wszystko, co wydarzyło się zaledwie dwa lata po transferze środkowego zawodnika argentyńskiego.
"Błogosławieństwo", ponieważ tamtego odległego lata Atlético stało się, dzięki temu sportowcowi z genem zwycięstwa, zalążkiem kolekcjonera tytułów zarówno na murawie, jak i na ławce trenera. Zawodnik o niesamowitych cechach fizycznych i niezwykłym charakterze, niemający czego zazdrościć tym znakomitym piłkarzom, których w piłkarskich kącikach plotkarskich obwinia się o bycie artystami. Temperament, który ujawnił jako trener i nasycił nim zespoły mu przekazane do trenowania, pozostawiając jasne przesłanie: walka ciągła i bezwzględna o piłkę oraz silna przyprawa, która wzbogaca podstawy taktyczne, jakie Cholo gotuje dla swoich zespołów. Ten gen zwycięstwa znalazł odpowiednią siedzibę w klubie znad brzegu rzeki Manzanares. Po trzech latach adaptacji do piłki europejskiej we włoskim klubie Piza przyleciał do Hiszpanii do klubu Sewilla, zespołu - pomostu do stolicy hiszpańskiej. Tam, na południu Hiszpanii, spotkał się z dwiema postaciami fundamentalnymi w historii futbolu argentyńskiego: Diego Armando Maradoną, z którym dzielił szatnię w ostatnich latach jako najlepszy zawodnik wszech czasów... za pozwoleniem Lionela Messi, oraz Carlosem Bilardo, jednym z głównych trenerów w bogatej historii piłki nożnej. Ale dopiero w barwach rojiblanco zaczął zdobywać najwięcej trofeów do swojej i tak już zapełnionej gabloty, dodając tytuły klubowe do zdobytych w reprezentacji Argentyny. Broniąc swojego kraju, młodziutki Cholo został mistrzem w Pucharze Ameryki, dwa razy w Pucharze Konfederacji i w Pucharze Franchiego, zanim dotarł na stadion Vicente Calderon. Włożył czerwono-białą koszulkę i wkrótce sięgnął nieba. Po trudnym roku zespół prowadzony przez Radomira Antica stał się historycznym dubletem: Liga i Puchar w jednym niezapomnianym sezonie zakończonym w czerwcu 1996 roku. Kontrowersyjne kryterium serbskiego trenera zmusiło go do kupienia biletu do Calcio rok później. Broniąc koszulki najpierw Interu Mediolan, potem Lazio, Diego Pablo dołączył do swojej kolekcji kolejnych pięć trofeów, trzy za "grę w domu" - Liga, Puchar i Super Puchar Włoch z Lazio - i dwa międzynarodowe, Puchar UEFA z Interem i Super Puchar Europy z Lazio. Po zakończeniu tego etapu w futbolu włoskim powrócił do Atlético w epoce jego mniejszej świetności, na której kładł się cieniem spadek do Segunda Division (hiszp. druga dywizja - hiszpańska liga o charakterze profesjonalnym) na koniec stulecia, kiedy historyczny zespół z Madrytu usiłował odzyskać swój rytm, najpierw w rozgrywkach krajowych, aby później znowu odzyskać pozycję na kontynencie. Nie było trofeów, ale za to doświadczenia i nauka na przyszłość - Simeone, odznaczony weteran, przy kilku okazjach udawał już trenera, kiedy Gregorio Manzano, wtedy trener Atlético, zostawiał go na ławce rezerwowych. Diego znów zaczął pakować walizki, aby zakończyć karierę w klubie swojego dzieciństwa, do którego nie mógł należeć u jego początków i wobec którego miał niespłacony dług, aby zawiesić wreszcie na kołku swoje korki pełne odwagi, wysiłków, kompromisów, porażek, triumfów i tytułów, wielu tytułów.
W tym okresie, bogatym i różnorodnym, jeśli chodzi o zespoły i tytuły, Diego Pablo Simeone miał szczęście pracować z wieloma kolegami i trenerami. Nietrudno znaleźć świadectwa wielu z nich, w których mówią już o ukrytych zdolnościach trenerskich, o zawodniku, który odgrywał większą rolę, niż ten, który tylko wychodzi, biega, przykłada nogę do piłki, o zawodniku, u którego dostrzegano sposób bycia trenera na polu gry i poza nim. Jak gdyby 14 lat zawodowstwa na boisku było ciężkim, zabawnym i uwieńczonym sukcesem kursem nauki w "Academia de Buenos Aires", w Club de Racing Avellaneda. Jak gdyby Cholo urodził się trenerem, a lata, kiedy był zawodnikiem, należały jedynie do obowiązkowych praktyk w celu uzyskania legitymacji. Trener, który musiał być zawodnikiem, a nie zawodnik, który postanowił być trenerem.
Simeone nie potrafił żyć bez królowej sportu ani królowa sportu nie mogła zostawić na bocznym torze jednego z tych graczy, którzy szanują zawód, nie szczędzą wysiłków i dają siebie samych na polu gry. Racing w Avellaneda pod Buenos Aires miał wtedy delikatną sytuację i Diego prawie bez etapów pośrednich zamienił korki na notes, przechodząc w jednej chwili od trenowania do bycia trenerem. Właśnie tam w 2006 roku. Przyspieszona metamorfoza podobna do tej, jaką przeszedł wiele lat wcześniej inny z bohaterów w historii Atlético, Luis Aragonés. Kilka lat we własnym kraju tworzył swój nowy wizerunek, aby następnie przejść do włoskiego futbolu, jak to już raz zrobił, kiedy nabierał śmiałości na polu gry, wrócić przelotnie do Racingu i przybić do portu Atlético, gdzie oczekiwano go z otwartymi ramionami. Siedem lat pracy jako trener, co dało mu czas, by dodać nowe tytuły do osobistej kolekcji: otwarcie i zamknięcie w jego ojczyźnie, Estudiantes i River, Liga Europejska i Super Puchar Europy z Atlético. Podobnie jak w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, jego pojawienie się w klubie w Madrycie powitano z ogromną radością. Przyjechał, aby zmienić na warcie Gregorio Manzano w połowie sezonu, prawie wprowadził przygnębiony zespół do Ligi Mistrzów i poprowadził go do zdobycia dwóch kolejnych tytułów europejskich. Ale idylla dopiero się rozpoczęła. Kontynuując wyjątkową pracę w następnym sezonie (2012-2013), Atlético postanowiło zrobić krok naprzód i przedłużyło kontrakt aż do czerwca 2017 toku. Był to niewiarygodny dowód zaufania ze strony klubu, który nigdy wcześniej nie chciał wiązać się z trenerem na tak długo. "Atlético to moja rodzina", wyznał w dniu parafowania przedłużenia kontraktu. Trener z powołania, zawodowy piłkarz również z powołania, człowiek, który chce zdobywać nowe tytuły, aby nie tylko przyozdobiły jego przepełnione gabloty, ale także zacieśniły więzy z kibicami, którzy widzieli w nim gwiazdę na ławce trenerskiej. To nie zdarzyło się już od wielu lat.
Trener Atletico Madryt Diego Pablo Simeone uczestniczy w konferencji prasowej na stadionie Georgios Karaiskakis, Ateny, 2014 roku