3
1979
W dniu swoich osiemnastych urodzin Diana zdetonowała bombę. Podczas podwieczorku oznajmiła, że razem z przyjaciółkami zamierza wyprowadzić się z internatu do Londynu.
- Nie ma mowy! - warknął Johnnie Spencer.
Odłożył serwetkę na talerzyk deserowy, dając jasno do zrozumienia, że uważa zarówno dyskusję, jak i konsumpcję ciasta za zakończone. Diana podejrzewała, że zareagował tak ostro, ponieważ dwa razy z rzędu oblała egzaminy końcowe ze wszystkich pięciu przedmiotów i ojciec obawiał się, że bez jego nadzoru córka wyląduje na ulicy. Potem jednak spostrzegła, że pośpiesznie opuścił żaluzję tylko po to, żeby ukryć wzbierające w jego oczach łzy. Czyżby przeraziła go perspektywa, że straci również Dianę? Odkąd Jane i Sarah zamieszkały w Londynie, prawie ich nie widywał.
W końcu, zgrzytając zębami, musiał jednak wyrazić zgodę. Może dotarło do niego, że Diana nie czuje się już dobrze w Althorp, odkąd Raine zaprowadziła w rezydencji swoje porządki. A może to właśnie Raine przekonała go, żeby wreszcie wypuścił Dianę w świat.
Razem z przyjaciółkami - Carolyn, Virginią i Anne - Diana zamieszkała w dzielnicy South Kensington we wspaniałym apartamencie będącym własnością jej matki. Windy w kompleksie mieszkalnym były wyłożone mahoniem, mieszkańcy mieli też do dyspozycji należący do wspólnoty mieszkaniowej ogród. Dziewczyny wspólnymi siłami urządziły apartament w prostym, rustykalnym stylu i pomalowały ściany na pastelowe kolory. Diana znalazła pracę jako przedszkolanka, żeby mieć własne pieniądze. Ależ to była frajda wygłupiać się z maluchami! Dzieci nigdy nie udawały kogoś, kim nie były, i mówiły szczerze to, co myślały. Wieczorami, kiedy Diana wracała jako pierwsza, nastawiała muzykę. Czasem ona i jej przyjaciółki wspólnie przyrządzały posiłki, żeby odświeżyć wiedzę z nudnych kursów gotowania. Rodzice dopilnowali, żeby Diana na nie uczęszczała, bo przecież szanująca się dziewczyna musi wiedzieć, jak się przyrządza rostbef oraz Yorkshire pudding[2]! Te kursy były dla Diany koszmarem. Nie znosiła pozostałych dziewcząt z ich aksamitnymi opaskami na włosy i fałszywymi uśmieszkami. Poza tym za każdym razem grożono jej wyrzuceniem z zajęć, bo ciągle wsadzała palce do garnków z sosem.
Diana i jej przyjaciółki żywiły się prawie wyłącznie czekoladą i płatkami kukurydzianymi. Nieraz dzwoniły dla zabawy do ludzi z książki telefonicznej, którzy mieli dziwaczne nazwiska. Najchętniej jednak wylegiwały się na sofie, oglądały komedie romantyczne takie jak Grease albo Gorączka sobotniej nocy i wzdychały do Johna Travolty. Tymczasem nadeszła jesień, a w końcu spadły pierwsze płatki śniegu. Przyjaciółki od czasu do czasu wychodziły na randki i wszystkie po kolei zakochiwały się oraz przeżywały dramaty typowe dla pierwszych miłości. Diana też miała swoich wielbicieli, a z jednym nawet umówiła się kilka razy, ale zawsze dawała do zrozumienia, że tak naprawdę nie jest nim zainteresowana.
Także ona oddała komuś swe serce. Pokochała Londyn. Diana uwielbiała znikać w tłumie przechodniów, w ulicznym zgiełku, w który od czasu do czasu wdzierały się dźwięki robót budowlanych, muzyki oraz warkot silników piętrowych autobusów wożących turystów do Big Bena albo do pałacu Buckingham. Kochała bożonarodzeniowe wystawy w butikach z najnowszą modą. I ślizganie się po wilgotnym bruku w butach na płaskiej podeszwie. Z targu dolatywał smakowity zapach smażonej ryby z frytkami, z perfumerii rozchodziła się przyjemna woń, a kawałek dalej unosiły się kuszące aromaty z herbaciarni, zachęcające, by skosztować kruchych bułeczek - scones - z marmoladą i gęstą śmietaną. Diana uwielbiała nawet zatłoczone metro oraz koncert klaksonów dobiegający ze wszystkich stron, ilekroć zdarzyło jej się utknąć czerwonym sportowym autkiem swojej matki w londyńskim korku.
Czas szybko mijał, śnieg stopniał, w ogrodzie zakwitły pierwsze kwiaty, a Diana mogła znowu zabierać maluchy z przedszkola na dwór. Jeszcze nigdy nie czuła się równie wolna i beztroska.
Przyzwyczaiła się do wczesnego chodzenia spać. Przebierała się w piżamę, mościła wygodnie w łóżku i przed snem kartkowała czasopisma.
Pewnego piątkowego wieczoru do drzwi jej pokoju zastukała Carolyn.
- Zamierzamy pójść na drinka. Otwarto nowy bar. Idziesz z nami?
- Następnym razem.
Carolyn oparła się o futrynę i rozłożyła ręce.
- Co jest? - zapytała Diana, widząc, że przyjaciółka nie odrywa od niej wzroku.
- Masz tylu adoratorów, ale wszystkich zbywasz. Po prostu nie rozumiem, dlaczego tak się zachowujesz... Nie wiem też...
Diana opuściła czasopismo.
- Co robię?
- Czasami mam wrażenie, jakbyś... czekała na kogoś.
Diana parsknęła śmiechem.
- Czekała? Bo wieczorami wolę czytać?
Carolyn zmarszczyła czoło. Już miała się odwrócić, ale coś ją powstrzymało. Zapytała:
- Czy to z powodu księcia?
- Co masz na myśli?
- Nadal rozmyślasz o Karolu?
- Nie!
- Kartkujesz każde pismo, jakie wpadnie ci w ręce, bo szukasz wzmianek o nim.
Diana lubiła oglądać jego zdjęcia i odkrywać nowe szczegóły, jak na przykład to, że jego policzki - tak samo jak jej własne - często barwił lekki rumieniec, albo to, że zawsze miał idealnie równy przedziałek. Najchętniej oglądała wywiady z nim w telewizji, bo uwielbiała słuchać jego głębokiego, ciepłego głosu. Z namysłem dobierał słowa, a kiedy chciał położyć na coś szczególny nacisk, często splatał dłonie albo gestykulował prawym palcem wskazującym.
Mimo wszystko odpowiedziała przyjaciółce:
- To nieprawda. Nie mam pojęcia, co się teraz dzieje w jego życiu.
- Czyżby? - Carolyn usiadła w nogach łóżka Diany. - Nie spotyka się teraz przypadkiem z tą całą Sabriną Guinness?
- Ach, już od jakiegoś czasu nie. Na pewno doprowadzała jego rodziców do białej gorączki, bo towarzyszyła Rolling Stonesom w trasach koncertowych i miała romans z Mickiem Jaggerem. Poza tym spotykała się też z Jackiem Nicholsonem oraz Rodem Stewartem.
- No tak, fakt. Chodziło mi o Annę Wallace...
- Rozstali się.
Nienazwany wprost flirt Karola z Sarah, siostrą Diany, też dobiegł końca po tym, jak Sarah udzieliła dwóm reporterom wywiadu, w którym oznajmiła, że nie jest zakochana w następcy tronu.
Carolyn uniosła brwi.
- Ta płyta, która teraz gra... To nie są czasem Three Degrees?
- Tak, no i?
- Przecież to zespół, który grał na imprezie z okazji trzydziestych urodzin Karola. Sama opowiadałaś. Serio, wszystkie dowody świadczą przeciwko tobie.
Diana nie mogła uwierzyć we własne szczęście, kiedy otrzymała zaproszenie na trzydzieste urodziny Karola. Od ich spotkania w rezydencji Althorp House minął już rok. Sarah oczywiście nie była zachwycona.
- Czemu cię zaprasza?
Diana wzruszyła ramionami.
- Nie wiem. Ale naprawdę bardzo chciałabym pójść.
- Ja tam nie mam nic przeciwko - odparła lekceważąco Sarah.
Jeśli pominąć smakowite przekąski oraz zespół Three Degrees, dzięki któremu Diana mogła się wytańczyć przy rockowej muzyce na żywo, przyjęcie okazało się dla niej wielkim rozczarowaniem. Karola przez cały czas otaczały ślicznotki, których twarze mogłyby się znaleźć na plakatach reklamujących biżuterię z pereł albo perfumy. Poza standardowym "Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin" nie zamieniła z księciem ani słowa i ostatecznie wróciła do siebie bezgranicznie rozczarowana. Dlaczego po prostu do niego nie podeszła i nie zaproponowała, żeby z nią zatańczył? Dwa następne dni przeleżała w łóżku, bo nie miała na nic ochoty. Nie chciała już nigdy czuć tego szarpiącego bólu w piersiach, poczucia, że zawiodła samą siebie.
- Idziesz, Carolyn?! - zawołała Virginia. - Chłopaki czekają na dole.
- Myślę, że powinnaś iść - stwierdziła Diana z szerokim uśmiechem.
- Ostatni raz ci odpuszczam. Przy następnej okazji już się nie wywiniesz. Obiecasz mi, że dasz szansę Jamesowi Gilbeyowi? Jest tobą absolutnie oczarowany.
- Obiecuję - odparła Diana.
- W porządku. Bo naprawdę nie rozumiem, jak możesz tak odmawiać sobie świata.
Diana sama zrozumiała to dopiero wtedy, kiedy ponownie zobaczyła go w pewien weekend w roku 1980. Swojego księcia. Jeden z jego londyńskich przyjaciół, Philip de Pass, zaprosił Dianę na weekend do rezydencji swoich rodziców w New Grove. Na mecz polo.
- Książę też tam będzie - rzucił mimochodem.
Diana kurczowo trzymała się pomalowanego na biało ogrodzenia otaczającego boisko. W swoich żółtych ogrodniczkach i luźnym kardiganie nie pasowała do dam ubranych w modne sukienki koktajlowe i ekstrawaganckie kapelusze. Podczas gdy konie galopowały po rozległej połaci trawy, w pobliskim pawilonie wznoszono toasty szampanem. A kiedy gracze w skupieniu toczyli rozgrywkę, publika śmiała się i plotkowała nad przekąskami. Diana chciała czuć, jak jej twarz ogrzewają promienie słońca, wdychać zapach skoszonej trawy i zrytej końskimi kopytami ziemi. Chciała słyszeć okrzyki jeźdźców i rżenie koni, a nie brzęk kieliszków od szampana. Żaden mecz polo nigdy nie wydawał jej się równie fascynujący. Śledząc wzrokiem Karola, nie miała jednak pojęcia, kto wygrywa! Wpatrywała się w jego naprężone ciało. Silne, pewne ruchy. To, jak lewą ręką trzymał wodze, a prawą uniósł mallet, zamachnął się i - wiwaty! Gol! Diana aż podskoczyła z ekscytacji, podobnie jak jej serce.
Gdy tylko Karol opuścił boisko, opadli go dziennikarze. Z czarującą uprzejmością odpowiadał na wszystkie pytania. Zdawało się, że pochlebia mu bycie w centrum uwagi.
Diana westchnęła i opuściła podwinięte rękawy kardigana. Było tak samo, jak na przyjęciu z okazji jego trzydziestych urodzin. Spędziła z Carolyn długie godziny przed lustrem, zastanawiając się, co powinna włożyć, a ostatecznie książę i tak prawie nie zwrócił na nią uwagi.
Teraz dostała drugą szansę. W czasie wieńczącego weekend przyjęcia przy grillu Karol niepostrzeżenie wycofał się z tłumu i przysiadł na jednej z leżących w pobliżu bel siana. Prawdopodobnie chciał w spokoju zaczerpnąć świeżego powietrza, ale było więcej niż pewne, że nie miną dwie minuty, zanim ktoś znowu go zaczepi. To była dla niej szansa. Diana nie zamierzała pozwolić, by okazja znów wymknęła jej się z rąk.
Co będzie, jeśli się okaże, że książę jej nie pamięta?
Ale zaraz stanęła przed nim.
- Wasza wysokość - powiedziała i dygnęła. Jej serce łomotało jak szalone, tak że prawie nie słyszała własnego głosu. - Wyglądał pan tak samotnie, że pomyślałam, że dotrzymam panu towarzystwa.
- Liczyłem, że z kimś się tu spotkam - odrzekł. Sprawiał wrażenie wyczerpanego. - Niestety ta nadzieja okazała się płonna.
Omiótł ją wzrokiem od stóp do głów. Otworzył usta, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze, ale zrezygnował.
- Diana - przedstawiła się z pewnością siebie. - Jestem młodszą siostrą Sarah Spencer. Poznaliśmy się jakieś trzy lata temu, kiedy odwiedził pan naszą rezydencję w Althorp. Zaprosił mnie pan też na swoje urodziny.
- Wiem - odparł. - Po prostu... Bardzo się pani zmieniła.
Przyjaciółki mówiły Dianie już kilka razy, że odkąd zamieszkała w Londynie, rozkwitła. Ilekroć spoglądała w lustro, nie rozumiała, co dziewczyny mają na myśli. Widziała tylko, że w jej błękitnych oczach brakuje radosnego błysku. Wstydziła się też, że zawsze ma lekko zarumienione policzki.
- Odkąd ostatnio się widzieliśmy, minęło dużo czasu - podjęła temat. - Wiele się wydarzyło. Mieszkam teraz w Londynie, a obie moje siostry wyszły za mąż. Jane została żoną Roberta Fellowesa, to...
- ...prywatny sekretarz mojej matki - dokończył książę. - Miły człowiek.
- A wuj pańskiego ojca, lord Mountbatten, nie żyje - dodała Diana po krótkiej chwili milczenia. - Proszę przyjąć moje kondolencje.
Lord Mountbatten stracił życie w zamachu, którego dokonali irlandzcy terroryści z IRA. Łódź rybacka wuja właśnie wypływała z portu, kiedy zdalnie zdetonowano podłożoną na pokładzie bombę. Oprócz Mountbattena zginęli też jego czternastoletni wnuk Nicholas Knatchbull, chrześniak Karola, oraz Paul Maxwell - piętnastolatek pomagający przy obsłudze łodzi.
Odkąd Diana pamiętała, Wielka Brytania zmagała się z konfliktem pomiędzy irlandzkimi katolikami a protestantami. Katolicy bronili prawa do zjednoczenia swojej niepodległej republiki Irlandii ze zdominowaną przez protestantów Irlandią Północną, której sześć hrabstw wcielono do Zjednoczonego Królestwa, kiedy brytyjski rząd podzielił wyspę w roku 1922.
Karol starał się nie okazywać bólu, lecz Diana widziała cierpienie w jego oczach.
- Dziękuję - powiedział.
Może lepiej byłoby zmienić temat. Diana nie chciała sprawiać mu przykrości, ale było jej go tak bardzo żal. Aż za dobrze pamiętała, jak osamotniona się czuła, kiedy zmarła jej najukochańsza babcia Cynthia, hrabina Spencer. Tylu ludzi ściskało wówczas dłoń Diany i składało kondolencje, ale nikt jej nie wziął w ramiona i nie przytulił.
Dlatego podjęła:
- Sarah opowiadała, że lord Mountbatten był panu niezmiernie bliski.
Książę potaknął.
- Tak. Był dla mnie jak ojciec.
Diana odważyła się usiąść obok księcia.
Karol zawahał się, a potem zaczął opowiadać.
- Byłem akurat na wyjeździe wędkarskim w Islandii, pośrodku pustkowia, kiedy dostałem wiadomość.
- To musiał być dla pana straszny cios. Wyglądał pan tak smutno w kościele podczas mszy pogrzebowej. Ogromnie mnie to poruszyło.
Spojrzał na nią i coś w jego wzroku kazało Dianie kontynuować.
- Serce mi krwawiło, kiedy patrzyłam na pana.
- Bardzo się starałem, żeby nie okazywać światu mojego cierpienia z powodu tej straty. Gdybym się rozpłakał, ojciec potraktowałby to jak kolejny dowód mojego słabego charakteru. Z wujem Dickiem mogłem otwarcie rozmawiać o wszystkim, bez obawy, że mnie surowo oceni albo wydrwi.
Na moment zapadło milczenie. Diana położyła dłoń na jego zaciśniętej pięści. Karol spojrzał na jej rękę, a potem w jej oczy.
- Musi pan być okropnie samotny. Często myślę o panu. - Diana poczuła, że palą ją policzki. - To znaczy... Wszyscy myślimy.
Kiedy książę się uśmiechnął, zdawało się, że opadł z niego ciężar. To był zupełnie inny uśmiech niż te, którymi obdarzał dziennikarzy. Ujął wisiorek z literą D, który nosiła na łańcuszku, i przyjrzał mu się w zamyśleniu. Przyjaciółki podarowały go Dianie na urodziny.
- Diano... - zaczął, zwracając ku niej twarz, niemal jakby zamierzał ją pocałować.
Jej całe ciało było jednym wielkim bijącym sercem.
- Sir.
- Wybiera się pani z powrotem do Londynu? Chętnie odwiozę panią moim autem.
Diana zaczerwieniła się jeszcze bardziej.
- To bardzo miłe z pana strony. Jest pan prawdziwym dżentelmenem.
- Księciem - poprawił ją.
- Księciem - powtórzyła i uśmiechnęła się przepraszająco, po czym wstała. - Może następnym razem.
Chociaż ogromnie ucieszyłaby ją przejażdżka szybkim sportowym autem Karola, książę nie powinien myśleć, że jest łatwa. Diana nie zamierzała się zadowalać jedną nocą w książęcych komnatach. Chciała czegoś więcej. Pragnęła, by książę Walii oddał jej serce.
- A będzie następny raz? - zapytał książę i również wstał.
- Jeśli pan zechce.
- Gdzie będę mógł panią znaleźć?
- Jest pan przyszłym królem - odrzekła Diana. Dygnęła głęboko, spoglądając przy tym z szacunkiem na księcia.
Karol rozchylił usta, a jego oczy nagle wydały się ciemniejsze. Zdawało się, że podoba mu się jej pokora.
- Jestem pewna, że znajdzie pan sposób - rzuciła. Na pożegnanie obdarzyła go jeszcze kokieteryjnym spojrzeniem przez ramię.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki