SiksaO czynach niszczących opowieść
OSOBY:
- MAGDA, KIEP/KIEPIK, Magda Dubrowska
- ALEX, PET/PECIK, Alex Freiheit
Scena 1
MAGDA Jaki ten świat jest mały.
ALEX Tak. I bardzo, bardzo zły. Mam wrażenie, że jednak dawno cię tu nie było.
MAGDA Jak będę chciała, żebyś mi liczyła czas, to cię o tym poinformuję.
Odbyłam emocjonalny detoks, za pomocą którego wyzbyłam się zupełnie emocji wstrętu. W ten właśnie sposób zatraciłam umiejętność formułowania sądów moralnych, więc tobie ich nie sformułuję. Dzięki temu nawet popełniona z takim okrucieństwem zbrodnia, jakiej dokonałaś na babci, nie budzi mojej odrazy, a jedynie refleksję intelektualną.
ALEX No i jaka jest twoja refleksja intelektualna dotycząca zabicia przeze mnie mojej babci?
MAGDA Musiałabym się zastanowić.
ALEX Musiałabyś ją wymyślić, bo jej nie posiadasz. Chciałabyś ją posiadać, bo to by ci ułatwiło rozumienie takich czynów w ogóle, ale jedyne, co teraz czujesz, to niechęć do mnie spowodowaną tym, że spaliłam moją babcię żywcem.
MAGDA Powtarzasz to tak często, jakbyś chciała się do tego w jakiś magiczny sposób przyzwyczaić, bo nie możesz z tym żyć - to po pierwsze.
Po drugie uno, dos, tres, cokolwiek: to tak naprawdę ty chciałabyś, bym uważała ciebie za taką złą, za jaką sama się uważasz. To by ciebie tylko utwierdziło w tym przekonaniu, od którego jesteś uzależniona. Tymczasem w ogóle tak o tobie nie myślę i nie wiem, czy nie zaczynasz mi być obojętna.
ALEX To idź sobie.
MAGDA Tego też byś chciała.
A nie przyszło ci do głowy, że ktoś może mieć na ciebie i twoje historyjki po prostu wywalone?
Czym różnisz się od ludzi, którzy przedstawiają przypadkowo spotkanej osobie, która akurat zjawi się w miasteczku, swoją historię, bo tak bardzo chcą być wysłuchani? Niczym. Może cele wasze są różne, bo ty uważasz, że twoja opowieść może coś zmienić, a osoba, która przedstawia swoje koleje losu w saloonie, wie, że po prostu robi to dla zabicia czasu, czyli dla siebie. No i może po to, by zdobyć szklaneczkę whisky.
ALEX Nie piję, tak jest łatwiej w tym zawodzie. Nagle przestała mi się podobać nasza rozmowa. Wiesz czemu?
MAGDA Wiem.
ALEX Na pewno?
MAGDA Miarkuję, że nie usłyszałaś tego, co chciałaś usłyszeć.
ALEX Pewnie masz rację, ale jest jeszcze ważniejszy powód.
Kiedyś pracowałam dla jednego mężczyzny, który sprzedawał konie - nazwiska są nieistotne, to już ustaliłyśmy. Byłam tam jedyną kowbojką. Byłam w tym beznadziejna. Nie potrafiłam obchodzić się z młodymi końmi. Może dlatego, że były one dla mnie synonimami wolności, czyli czegoś, do czego zawsze marzyłam dążyć, a przez co jak sądzę obie tutaj wpadłyśmy w tę sytuację. Gdy przyjeżdżał kupiec, mój szef zawsze pokazywał mu te najbardziej ułożone konie, a ja uznałam, że mam tę pracę jeszcze tylko dlatego, że po prostu spełniałam funkcję zwykłej stajennej i dobrze odnajdywałam się w pielęgnacji koni. Jak się okazało po czasie - powód był zupełnie inny.
Pewnego dnia jeden z pracowników zrobił coś strasznego - założył zwierzęciu na plecy worek ziemniaków, związał je i bił. W ten sposób - jak twierdził - koń przyzwyczai się do ciężaru, który ma na sobie - czyli do przyszłego jeźdźca. Koń nie mógł się ruszać.
Wywlekłam więc gościa na środek padoku i poniosło mnie. Związałam go i zaczęłam rzucać w niego kamieniami. Po chwili mój mózg pracował już na zupełnie innych obrotach i zaczęłam mu wkładać do ust duży kamień, podduszać, by na koniec przejść do mojego ulubionego: wypalania dziur w całym ciele.
Po tygodniu, a było to dokładnie dwudziestego trzeciego lipca (w dniu zabicia mojej babci, stąd pamiętam tę datę), wydarzyła się taka sama sytuacja, tylko z innym pracownikiem. Powtarzało się to wręcz cyklicznie - w każdy poniedziałek w południe, co trochę zaczęło wzbudzać moje podejrzenia. Wyglądało tak samo - bicie konia, ja to zauważam i zaczynam podpalać za to poszczególnych pracowników. Na niektórych udało mi się trafić po dwa, trzy razy, bo szybciej się goili, innych już nigdy nie widziałam - odeszli pewnie do legendy.
Okazało się, że w domu naszego szefa zawsze zbierała się duża grupa mężczyzn, by popatrzeć na to, co wyczyniam. Oglądali to ukradkiem, przez małą dziurę w suterenie, bo to tym popierdoleńcom prawdopodobnie dodawało czegoś niebezpiecznego w tej całej sytuacji, że mogłam ich zauważyć na przykład. Podobno zawsze obstawiali, czy wyjmę wreszcie rewolwer, czy znowu ucieknę się raczej do ręcznych wyczynów i wymysłów mojej paskudnej wyobraźni, niepohamowanej w obliczu... No właśnie w takim, jak to ci opisałam, obliczu.
Dowiedziałam się o tym wszystkim od jednego z kupców, który nie był najgorszym mężczyzną, jakiego poznałam, i tyle tylko mogę o nim powiedzieć. Oczywiście dokonałam adekwatnej zemsty, o której nie chcę, by była ta opowieść, więc o niej nie opowiem.
Wyszłam z tego dość poobijana i bez pracy, bez transportu, bez żadnych środków.
Znowu musiałam zaczynać od nowa, co jakby w naszym zawodzie jest do przełknięcia, jak sama dobrze wiesz: pojawiamy się i dogasamy, by po chwili znowu i na nowo.
Ci biedni mężczyźni, bo wówczas czasy były inne - mówię o tamtych czasach, wiesz - nie widzieli nigdy tak okrutnej kobiety, a uwierz mi, że byłam okrutna - nic mnie tak nie odpalało, jak brak szacunku do koni. Dla nich to było coś nowego, chcieli oglądać to przedstawienie, w którym zastanawiasz się, czy kobieta wyciągnie rewolwer, czy zabije, jak zabije, na ile jeszcze sobie pozwoli.
A reżyserem tego wszystkiego był mój szef, który doskonale wyczuł idące zmiany, więc wiedział, jak cenne są moje czyny i dlatego aranżował tę sytuację z końmi.
Byłam dla niego wiecznie żądną zemsty kobietą na jego usługach - sprzedawał dzięki mnie nowy porządek: kino, tylko zupełnie naprawdę. A on sam? On sam obserwował tylko moją twarz. Nie interesowały go moje czyny. Zajmowało go tylko moje oblicze. Powiedział mi to, gdy eliminowałam go z mojego życia. To dlatego wypaliłam sobie, na zakończenie tej opowieści, ten znak na twarzy.
Chodzi o to, że wypaliłam tutaj z tym okrucieństwem związanym z moją babcią nagle i zupełnie tak jak tamten szef - chciałam pokazać tobie zbrodnie i sprawdzić, ile wytrzymasz. Zrobiłam to też w momencie, w którym nasze spotkanie zaczynało być cudownie zwyczajne.
Zrobiłam to więc tak, jakby aranżował to jakiś tego typu mężczyzna, któremu nagle zwykła rozmowa między kobietami to za mało, one nie powinny rozmawiać, ale dobywać pistoletów.
MAGDA Ale tu nie ma żadnego aranżera tej sytuacji, ani tym bardziej osób, które płacą za oglądanie tego. To jesteś tylko ty i tylko ja. I obie po prostu chciałyśmy sobie dokopać. Same tak zdecydowałyśmy. Ja porównałam ciebie do najzwyklejszych ludzi, bo wiedziałam, że osobę tak przekonaną o swojej wyjątkowości to wkurzy, a ty po prostu chciałaś mnie wybić z tego zwykłego nastroju, który być może jest nieadekwatny do sprawy, w której obie tu ugrzęzłyśmy.
ALEX Zwykły nastrój jest chyba jednak lepszy od tego, co mamy teraz. Mogłabyś jeszcze raz spróbować go zaaranżować?
MAGDA Mogę, ale ta opowieść prowadziła gdzie indziej.
ALEX A skąd wiesz, gdzie prowadziła?
MAGDA Wiem, że chciałaś dalej się ze mną mimo wszystko jeszcze konfliktować.
ALEX A wiesz dlaczego?
MAGDA Wiem. Dlaczego?
ALEX Bo na zewnątrz - o, tam - nie możemy się konfliktować, a przynajmniej nie możemy pokazać, że jesteśmy skonfliktowane.
MAGDA Ty po prostu lubisz konfliktowanie - to chcesz powiedzieć?
ALEX Najgorsze jest to, że wiem, do czego ono może zaprowadzić, i nie tylko ja je lubię.
MAGDA Wiesz, że od tego, jak rozwiążemy tę sytuację, dużo zależy?
ALEX Wiem.
MAGDA I wiesz, że nikt nie będzie patrzył jak zwykle na niuanse naszego tu spotkania, tylko na jego zakończenie i efekt?
ALEX Wiem.
MAGDA Wiem, że wiesz, a wiesz, jak się tu znalazłyśmy?
ALEX Ale naprawdę chcesz rozmawiać o dzieciństwie i związkach - niewypałach? Czy w ogóle o wszystkich niewypałach?
MAGDA O niedopałkach bym wolała.
ALEX Opowiedzmy!
MAGDA Długa opowieść, przecież wiesz.
ALEX Brakuje mi właśnie takich opowieści.
MAGDA Rozumiem, lubisz mity.
ALEX Chcesz jakąś muzykę do tego?
MAGDA A co to, już bez muzyki nie da się mitu opowiedzieć?
ALEX Takie czasy.
Scena 2
MAGDA Żyły sobie dwa niedopałki. Żyły zgodnie z filozofią, że na złe wieści nigdy nie jest za późno. Pojawiały się więc zawsze, gdy było już za późno.
Kiedy ktoś umierał i już nic nie dało się zrobić - były.
Były, gdy ktoś prosił na trasie o szluga - nikt już nie daje całego. Oferuje się tylko niedopałki.
Widziały wiele sytuacji krańcowych, wiele pochopnie podjętych decyzji, o wiele bitew za późno, o wiele słów za dużo.
ALEX Aż tu nagle...! Niedopałki nie pojawiły się za późno. Tylko ten jeden raz - pojawiły się za wcześnie.
Akurat w tej konkretnej sprawie chodziło o planowanie kupna domu przez pewne starsze małżeństwo, w którym to przybytku liczyło na spokojną starość. Niedopałki miały wgląd w całą sytuację przed. W rozmowy małżeństwa, w informacje, jakimi się wymieniali, w umowy, finanse. Słowem, to one wiedziały, że cała ta akcja jest skazana na niepowodzenie. A to dlatego, że...
MAGDA ...że dom był oddalony od najbliższego miasteczka o jakieś trzydzieści mil. Niby nie tak daleko, a jednak! Trochę trzeba było przebyć konno, a przecież dla starszych osób to nie lada wyczyn. No, może nie dla męża, którego odmładzało posiadanie w miasteczku kochanki. Chciał kupić ten dom dla zadowolenia swojej małżonki, dla jej świętego uspokojenia, a żonę czekały długie, samotne wieczory i dni na jakimś wypiździejewie, z czym sobie nie poradzi i któregoś dnia oddali się niczym stary pies w długą wędrówkę pieszą w kierunku stada koni, by przy nich umrzeć.
Niedopałki to wszystko wydedukowały.
ALEX Co mogły zrobić?! Zabrane na ostatnie przedzakupowe oględziny domu - mogły go podpalić żywcem!
Co jeśli nie z powodów technicznych, to symbolicznych, uchowałoby małżeństwo przed tym całym "za późno", które miało nadejść.
Małżonka wierzyła wszak w siedem lat nieszczęścia po zbiciu lustra, w mieszanie komuś łyżką w fasoli jako mieszanie komuś w życiu, nigdy nie kupowała nikomu kowbojek, bo to znaczyłoby, że ten ktoś od niej odejdzie - i tak dalej.
Samozapłon domu uznałaby za nadejście jeszcze większej katastrofy. Niedopałki wiedziały, że mogą doprowadzić nawet do rozwalenia tego związku małżeńskiego, co ostatecznie, jak sądziły, byłoby dla obojga korzystniejsze. Ale niedopałki, swym ogólnoświatowym i jak świat starym zwyczajem, jak zwykle się dość bezpiecznie dopaliły tylko, nie stanowiąc żadnego porządku świata zagrożenia.
MAGDA I dalej! Dalej!
Spotkały się, by to wszystko omówić oczywiście i przeanalizować - jak to niedopałki. I co z tej analizy wynikło, zapytasz...
ALEX Tak zapytam!
MAGDA Bardzo dużo! Doszły do tego, w jaki sposób mogłyby być gdzieś: nie - za późno, nie - po ptakach, nie - na minutę przed nieodwracalnym.
ALEX Jak, jak?!
MAGDA A czy gdybyś to wiedziała, to chciałabyś być też w takich sytuacjach?
ALEX Oczywiście! Co to za pytanie?!
MAGDA To czemu jesteśmy tu obie, gdy już jest za późno na wszystko, tylko nie na złe wieści, bo na te nigdy nie jest za późno?
ALEX No bo ja nie mogłam być wcześniej!
MAGDA A widzisz... niedopałki wcale by się z tobą nie zgodziły.
Scena 3
NIEDOPAŁEK ALEX To katastrofa! Istna katastrofa!
NIEDOPAŁEK MAGDA Nie dość, że w tej sytuacji musiałybyśmy zmienić swoją nazwę z niedopałki, bo już byśmy nie były "nie", tylko raczej "tak", że dokonało się coś, a nie, że nie dokonało! To musiałybyśmy zmienić nazwę na przedpałki!
NIEDOPAŁEK ALEX Przedpałki?
NIEDOPAŁEK MAGDA Przecież nie za-pałki!
NIEDOPAŁEK ALEX No nie! Ale może już lepiej wy-pałki lub przedwypałki?
NIEDOPAŁEK MAGDA Pojebałki, chujałki! Te nazwy to problem!
NIEDOPAŁEK ALEX Zgadzam się! A więc mamy pierwszy argument za niebyciem "przed", "zanim" coś...
NIEDOPAŁEK MAGDA Tak, a drugi taki za tym, to przede wszystkim zbyt duża odpowiedzialność.
NIEDOPAŁEK ALEX Łatwiej jest być, gdy decyzje zapadły, gdy sąd ogłosił, gdy prawo się spisało, gdy rewolwer zabił, gdy po prostu...
NIEDOPAŁEK MAGDA ...No, po prostu gdy już zaraz po wszystkim, a później tylko zgliszcza i ciemność, i mrok, i brak światła dziennego.
NIEDOPAŁEK ALEX Tak jest lepiej niż być przed. Być przed to ciągłe nadzieje się tlące.
NIEDOPAŁEK MAGDA Niekończące!
NIEDOPAŁEK ALEX To ciągłe pielęgnowanie ognia.
NIEDOPAŁEK MAGDA By nie zgasł do końca!
NIEDOPAŁEK ALEX A zresztą moje pytanie, kurwa, następujące? Skąd będąc "przed", będziemy wiedzieć, z jakiego kodeksu działać, jak być może na to dane działanie "przed" żadnego kodeksu, kurde, nie będzie?
NIEDOPAŁEK MAGDA Racja. Myślę tak: lepiej być zawsze tam, gdzie się wali!
NIEDOPAŁEK ALEX I pali!
NIEDOPAŁEK MAGDA Bo wtedy obraz jest jaśniejszy i rozwiązania już niekonieczne! W każdym razie nie nasza w tym głowa... Czacha dymi.
NIEDOPAŁEK ALEX A więc ustalamy, co następuje, pisemnie...
NIEDOPAŁEK MAGDA Na złe wieści nigdy nie jest za późno.
NIEDOPAŁEK ALEX Oto nasza niedopałcza dywizja!
NIEDOPAŁEK MAGDA A po wtóre: lepiej nasze charaktery odnajdują się w sytuacjach: za późno, już nie do zniesienia, koniec końców, witaj mroku, hola oscuridad, gran final - niżeli przeciwnie, co już zostało wyjaśnione, a czego wyjaśniać nie trzeba, bo na samą myśl o tych założycielskich fundamentach mnie na suchoty się zbiera. A więc: podpisano?
NIEDOPAŁEK ALEX Podpisano!
NIEDOPAŁKI: Nie-do-pał-ki. Ament.
Scena 4
PET (ALEX) Ej... po co sobie opowiedziałyśmy tę historię?
KIEP (MAGDA) Nie wiem, ale fajnie było.
PET Trochę... i jakby znajomo. Mówiłaś mi, jak masz na imię?
KIEP Nie, bo uznałyśmy, że przecież się znamy i nazwiska nie są potrzebne.
Ale jestem... Kiep, Kiepik wolę.
PET A ja jestem... Pet, Pecik wolę.
KIEP No tak... to by wszystko wyjaśniało. Jesteś niedopałkiem i ja jestem niedopałkiem i właśnie sobie opowiedziałyśmy (już sama nie wiem jak) nasz mit założycielski ustanowiony przez trzy pierwsze niedopałki.
PET Jeśli rzeczywiście masz rację... i jestem tym całym... niedopałkiem... To dlaczego wcześniej sobie tego nie uświadomiłam, że należę do niedopałków?
KIEP Przemyśl to. Czy nie jest tak, że zawsze zjawiasz się, gdy już jest na wszystko za późno?
PET Nie do końca, chociaż możeee... Nie, to niemożliwe!
Wiedziałabym o tym wcześniej, kłamiesz! Nie jestem żadnym niedopałkiem, ty nim jesteś, i utknęłam tu z najgorszą z możliwych opcji! Nie wciągniesz mnie, niedopałku, w te swoje niecne, schyłkowe teorie, zaraz zrobię z tobą to, co zrobiłam w tej opowieści, którą ci snułam, zanim jeszcze okazało się, kim jesteś! W życiu bym się przed niedopałkiem nie uzewnętrzniła tak! Niedopałki są najgorsze! Zawsze pojawiają się, jak już jest koniec, przed końcem, na chwilę przed ciemnością i później wszystko na nowo po nich trzeba odbudowywać!
KIEP A nie przyszło ci do głowy, że po prostu jesteśmy obie niedopałkami i w dodatku utkwiłyśmy w końcu?
PET Co w końcu?
KIEP W końcu, zakończeniu, w końcu - po prostu!
PET Pojedynek!
KIEP Myślisz, że pojedynek to zakończy, niedopałku?
PET Jeszcze raz mnie tak nazwiesz!
KIEP Dlaczego tak nie chcesz pogodzić się z tym, kim jesteś?
PET Bo ja walczę, ja płonę!
KIEP Ale nie jest tak, że pojawiasz się, jak już wszystko płonie, bo w takich sytuacjach jest ci się najłatwiej odnaleźć?
PET Jest tak.
KIEP Widzisz? Lepiej jest, jak rozmawiamy szczerze.
PET No to... rzeczywiście jest tak, że często, by uspokoić myśli, jak nie mogę zasnąć i mam taką gonitwę myśli, to myślę o samobójstwie. Myśl o tym, że mogę to w każdej chwili zrobić, mnie uspokaja. A nie zrobiłam tego jeszcze tylko dlatego, że do tej pory kierowały mną nienawiść i chęć zemsty. I jakoś to było. Ale skoro to koniec i w dodatku my w tym końcu utknęłyśmy na nie wiadomo ile, to może teraz to zrobię!
KIEP A nie lepiej zostać w sferze wyobrażeń? Możemy to poudawać, tylko potrzebuję więcej szczegółów.
PET Ale ja nigdy nie planowałam tego, jak dokładnie chcę umrzeć, wolałabym, by to wydarzyło się przez przypadek, by mnie stado rączych koni rozdeptało i staranowało. Wypuszczone na wolność ze stajni, w której pracowałam. Zasłużyłam na to. To przeze mnie przecież one były związywane i bite, bo moja reakcja na ich cierpienie wywoływała taki cyrk.
KIEP Czyli rzucasz się w stado pędzących koni - do zrobienia.
PET I jeszcze, to dość wstydliwe, ale powiem: zostawiam małą karteczkę i na niej napis "You are fake".
KIEP To już było, wymyśl coś swojego, niedopałku.
PET No wiem, że już było, ale to takie nawiązanie!
KIEP Eee, słabe. Mało oryginalne. Nikt nie zapamięta nawet twojego imienia po takiej akcji. A właśnie, jak ci na imię było?
PET Wrrr, Pecik! Przecież wiesz. No dobra - to może: "Na złe wieści nigdy nie jest za późno".
KIEP O, i teraz gadasz! Gadasz jak na Peta przystało! Wiwat Pet! Demonstracje już się szykują! Drukarnie już drukują! Jest dobrze, jest schyłkowo, zupełnie jak u nas... ech, kiedy to się skończy?
PET Jak się zabiję, przypominam - Kiepie!
KIEP Ej, nie tak ostro, powiedziałam, że wolę Kiepik - puchaty taki, jak pleśń na puszce po fasoli.
PET No dobra, kiepleśniulku! A więc mamy stado koni, list jest. I jeszcze jedno - mowa pogrzebowa i piosenka na pogrzeb! To też sobie zawsze wyobrażam i to ze szczególną uwagą chciałabym tu odtworzyć.
KIEP Dobra, mogę coś powiedzieć, ale co? Walczył i płonął, aż zgasł? Nie wiem, czy jestem w tym dobra. Nie masz jakiegoś gotowca?
PET Tak się składa, że mam! I już ci podaję, o proszę. I ty to czytasz, ale piosenkę sama musisz zaśpiewać - zaskocz mnie! Pomyśl o mnie i po prostu po mowie zacznij śpiewać. Mamy wszystko ustalone?
KIEP Masz to jak w banku!
PET Obrabowałabym jakiś z tobą, gdyby nie było już za późno.
Stado rączych koni tratuje Pecik.
Scena 5
KIEPIK
Pecik, nasza przyjaciółka - nie ma jej już z nami, ale będzie wiecznie.
Znalazłam ją na jej ostatnim z pól bitwy - zginęła tak, jak chciała - z rąk koni... z kopyt raczej. (wszyscy obecni na ceremonii pogrzebu się śmieją).
Uważała w swej mądrości, że zasługuje w tej całej walce nie na śmierć z rąk wroga - tego udało jej się uniknąć, ale na śmierć wymierzoną przez to najpiękniejsze stworzenie, jakie kiedykolwiek pojawiło się na tej ziemi...
Pecik zostawiła nam karteczkę, którą zaraz odczytam, ale prosiła mnie bym więcej tańczyła, by było więcej tańca niż słów, więcej czynów niż opowieści. To takie nie w jej stylu, ale dobra. Czytam więc:
Nigdy nie rozumieliśmy koni. Uważaliśmy, że trzeba je płoszyć. Sprawialiśmy, że przez nas drżały. Wyrządziliśmy im zbyt wiele. Ginęły na polach bitw i od wojennych ran. Co by nam opowiedziały konie, gdybyśmy tylko je rozumieli? Czy bylibyśmy w stanie znieść ciężar ich historii? Nie, nie bylibyśmy. Więc one milczą w ludzkim języku.
Koni nie można składać na żadnych ołtarzach, pecików tym bardziej. Może babcię. Spaloną przez wnuczkę babcię można złożyć na ołtarzu. Spalonej babci można usypać dorodny grób z liści i przemawiać o niej w najczulszych słowach. Wszyscy wtedy będą się dziwić: jak można było spalić babcię? Jak można było urwać jej wątek? Nikt nie uwierzy, że babcia była zła. Po prostu to jej, a nie koni, wszystkim będzie żal.
Czy to był czyn, który zniszczył jej opowieść? Zdaje się, że o innych nikt już nie chciał słuchać z taką uwagą.
Pobudka wstać, koniom wody dać.
Pecik, niech ci ta preria lekką będzie, bo tu rozrzucimy twe prochy.
Jest wiele niedokończonych spraw
Wiele niedopieszczonych słów
Kilka niepodważalnych prawd
Trochę nieważnych już
Ty mnie wspomnij słowem złym
Ty na grób mój wylej dżin
Ty mi rób, mi rób, mi rób, mi rób, mi rób
Ty to przyjmij jako złe
Ty to wyjmij kiedy chcesz
Ty to gnij mi, gnij mi, gnij mi, gnij mi, gnij
Podpaliłam co się dało
Wypaliłam co zostało
Popielnicę zadymiłam sercem swym
Podpaliłam jeszcze mało
Wypaliłam i wyrwałam
Dziura w wozie - płonie ogień
Skwierczy siano - to za mało
To podpalaj
Konie kopią całe w dymie
Dym wywabił je niechybnie
Tyś to zgasił byle czem
Ja to płonę
Ty to gasisz
Ja podpalam
Ty tylko tracisz
Tracisz miła na mój ogień wdzięk
Nie dopalę więcej się
Scena 6
PECIK Dios mio, ale styl!
KIEPIK O co ci chodzi? Przeczytałam, co mi dałaś.
PECIK Ale ta piosenka? Przecież to twoje.
KIEPIK Nie, to nie moje.
PECIK A czyje?
KIEP Nie musisz wszystkiego wiedzieć.
PET Kiepiesku... no powiedz!
KIEP Nigdy tak do mnie nie mów!
PET Dlaczego?
KIEP Nie modyfikuje się przesadnie imion, to przesada.
PET Przesada - skąd ja znam to słowo?
KIEP Oszalałaś?
PET Nie, mam wyraźne skojarzenie z tym słowem i to się dzieje teraz!
KIEP Co się dzieje?
PET Moje skojarzenie.
KIEP Czy jest przesadne?
PET Tak, bardzo, ale tylko gdy uważasz, że istnieje coś takiego jak przesada. W przeciwnym razie nie jest wcale, jest pluszowe.
KIEP Co widzisz?
PET Widzę dwa konie brodzące w błocie.
KIEP Uda im się?
PET Za wcześnie, by to określić.
KIEP Natychmiast mów mi, co się dzieje!
PET Jeden z nich tonie.
KIEP Co z końmi?
PET Nadal w błocie, pluskają się.
KIEP Skojarz więcej, potrzebujemy tego.
PECIK Staram się, ale ciągle tonie pod ciężarem worka z ziemniakami.
KIEPIK Uda nam się coś z tym zrobić?
PECIK Musimy coś z tym zrobić, konie pluskające się w błocie robią się coraz bardziej złe.
KIEPIK Uda nam się tam teraz dotrzeć?
PECIK Tak, zaraz ciebie tam zabiorę.
KIEPIK Za ile?
PECIK Zdążymy.
KIEPIK Dopalasz się.
PECIK Niemożliwe, dziewczynka nie może tym razem utonąć, to wszystko to już jakaś przesada.
KIEPIK Albo plusz, czyli nic.
PECIK Co ty mówisz?! Plusz to nie jest przesada! Plusz to nie jest nic! Ta dziewczynka... ona utonęła.
KIEPIK I po pluszaku.
PECIK Jak możesz być tak okrutna i tak przesadnie spokojna?
KIEPIK Nieważne. Nareszcie jesteś tu ze mną.
PECIK Nareszcie jestem tu z tobą.
KIEPIK Dawno cię nie było, tym razem za długo.
PECIK Ile? Albo nie, nie mów, boję się wiedzieć.
KIEPIK Tym razem było trudniej cię przekonać do wyjścia.
PECIK Wiem.
KIEPIK Boję się, że następnym razem mi się nie uda.
PECIK Wiem, ja też. Byłam straszna?
KIEPIK Jak zawsze.
PECIK Byłam ładna?
KIEPIK Byłaś młoda.
PECIK Czyli ładna.
KIEPIK Teraz jesteś ładna.
PECIK Wtedy nie byłam?
KIEPIK Wtedy cię nie znałam.
PECIK A chciałabyś mnie wtedy znać?
KIEPIK Wtedy miał znać ciebie ktoś inny, nie ja.
PECIK Masz rację, nie mówmy o tym.
KIEPIK Nie mówmy o tym.
PECIK A jest coś, o czym chciałabyś porozmawiać?
KIEPIK Za dużo już dzisiaj rozmawiałyśmy.
PECIK Wiem, ale to nie byłam ja, przecież wiesz.
KIEPIK Podopalamy się?
PECIK Zawsze!
Scena 7
PECIK Ale dawno się nie dopalałyśmy razem.
KIEPIK Dzisiaj nie byłyśmy nawet blisko.
PECIK No, ciężko powiedzieć, że zielony to kolor ognia, ale ja ciągle wierzę, że uda nam się razem zobaczyć: pomarańczowy, żółty, złoty.
KIEPIK Mówiłam o nas. Coraz trudniej jest nam rozpalić to wszystko, nawet gdy się tylko bawimy, nie udaje nam się wskrzesić ognia. Ciągle jesteśmy... za.
PECIK Jesteśmy niedopałkami.
KIEPIK To zabawne, jak łatwo ci to teraz przychodzi, by to powiedzieć.
PECIK Wiem, przepraszam. Nie powinnam.
KIEPIK Masz rację, jestem niedopałkiem.
PECIK Jesteś najwspanialszym niedopałkiem, jakiego znam, jakiego mam, jakiego trzymam w ręce, jakiego zjem czym prędzej, arghhh...
KIEPIK Nowa piosenka do naszego repertuaru powstaje?
ALEX Chcieliby! Dziesięć piosenek punkowych.
MAGDA I hiphopowych!
KIEP Ona utonęła - konie nie zostały uratowane.
PET Wiem. Ale gdybym była wcześniej, zanim postanowiła to zrobić...
KIEP Nie widziałaś nawet powodu, dla którego to zrobiła.
PET Wiesz, że jest tylko jeden powód, i dobrze o tym wiesz, nie ma innego powodu.
KIEP Myślę inaczej.
PET Od kiedy?
KIEP Od kiedy uświadomiłam sobie, że w końcu ciebie stracę.
PET Kiepiesku.
KIEP Lubię, jak tworzysz te swoje grafomańskie słówka i układasz mi je na główkę.
PET Odpocznij, a ja popilnuję koni.
KIEP Zapomniałam je nakarmić.
PET Nie szkodzi.
KIEP Dobranoc.
Scena 8
Piosenka dla koni
Konie szeryfki i bandytki
Jeden ze StoryTelling Town
Drugi z Promise Land Lake
Tak nam przedstawiły się
Jeden opowiada, drugi obiecuje
Jeden tu kopie, drugi harcuje
Jeden srokacz, drugi siwek
Kłócą się o to, który jest prawdziwy
Czy ten od szeryfki czy od bandytki
Czy ten co opowiada czy obiecuje
Czy ten co kocha czy ten co rujnuje
Nigdy nie dowiemy się
Koni historia w naszych rękach
Koni historia to męka, męka
Takie piękne, takie rącze
Kończę to nim konie obudzą się
Bo mnie wtedy zjedzą
Bo mnie wtedy ugryzą
Bo mnie wtedy kopną
Bo mnie wtedy zrzucą
Bo mnie poniosą
Bo mnie stratują
Bo konie są bardzo bardzo na mnie złe...
Pojedynkować z nimi nie chcę się!
PET Pecik, Kiepik - gdzie jesteście? Niedopałki! Ej, to nie jest śmieszne, natychmiast chodźcie do mnie.
KIEP Co się stało?
PET Nie ma ich. Niedopałki, nasze konie zginęły, nie ma ich nigdzie.
KIEP Kiepiiik, Peciiik? A śpiewałaś im?
PET Zabrał nam je, na pewno. Nie bez powodu widziałam je pluskające się w błocie, muszę po nie wrócić!
KIEP Nie ma mowy! Nie jesteś jeszcze nawet odrobinę odpalona.
PET Potrzebuję jakichś tropów, szukajmy czegokolwiek.
Zaczynają węszyć.
PET Wiem, gdzie są i kto je nam zabrał. To on nam je zabrał. Musimy tam wrócić razem, będę silniejsza. Podpalę go i wbiję w ziemię na zawsze z workiem z ziemniakami.
KIEP Nie dam już rady.
PET Nie chcę takiego zakończenia, w którym ty nie dajesz rady.
KIEP Poszłabym z tobą. Myślisz, że nie tęsknię? Myślisz, że nie chciałabym zobaczyć znowu tego ognistego światła? Myślisz, że odnajduję się dobrze w ciemności? W sztucznym świetle? W sytuacji, z której nie ma wyjścia? W której ledwo co się jeszcze żarzę? Ale żarzę się jeszcze. Wolniej niż zawsze i nie wiem, kiedy to się skończy, ale to jest teraz moje życie. Myślałam, że jesteśmy w tym razem.
PET Cudownie się żarzysz.
KIEP Nie żartuj sobie ze mnie, wiem, że wolałaś, gdy byłam: ogień, błysk i światło.
PET Nie żartuj sobie ze mnie, bo zacznę zaraz mówić do ciebie wierszem.
KIEP Nie wierzę, że udało ci się kiedykolwiek zachwycić mnie tym twoim tekstem.
PET A udało, udało i pamiętam też czasy, gdy cię to wzruszało.
KIEP Czasu masz dla mnie na wiersze za mało.
PET A by się ich chciało?
KIEP Oj, chciało się, chciało.
PET Pięknie się dziś dopalasz.
KIEP Martwię się o nasze konie.
PET Może wrócą.
KIEP Chodźmy po nie.
PET Nie chciałaś tego przecież, nie miałaś już siły. Coś wymyślimy, jakoś je tu zwabimy.
KIEP Naszła mnie ochota na rymy, a te kojarzą mi się z naszymi podróżami w ogień.
PET To będzie zaszczyt, Kiepiki przodem.
KIEP Zabawa w rymy stop! Mam więcej żaru niż ty. Dłużej odpoczywałam. Wprowadzę cię.
Bierze Pet na plecy.
PET Boję się trochę.
KIEP Ja też, obudzę cię rano, śpij.
Scena 9
KIEP Widzę je. Są tam związane, tak jak opowiadałaś. Widzę też worki z ziemniakami.
PET Dorwiemy ich.
KIEP I powiesimy wysoko.
PET Za wszystkim tęsknię, ale nie do czasów, w których trzeba było zarysować społecznie swoją postać tak, żeby ludzie zrozumieli twoją zemstę.
KIEP Żeby zrozumieli twoją nienawiść do mężczyzn.
PET Żeby zrozumieli twoją nienawiść w ogóle.
KIEP Dawno tu nie byłam.
PET Schyl się!
KIEP Przedsięwzięcia skazane na porażkę dzielą żywoty po wsze czasy na wtedy i teraz.
PET Uwielbiam tę bajkę, opowiesz?
KIEP Jak mi pomożesz. Trochę zapomniałam już od ostatniego razu.
PET Przedsięwzięcia skazane na porażkę dzielą żywoty po wsze czasy na wtedy i teraz.
KIEP La Alta Setardota de la Muerte...
PET Arcykapłanka śmierci...
KIEP Żyła prawem wilczycy.
PET Była wilczycą.
KIEP Wilczycą w ciąży. Wilczycą, która polowała tam, gdzie nie powinna. Wilczycą, na którą polowali młodzi chłopcy, żeby zaimponować swoim ojcom.
PET Wilczycą silniejszą od wielu umysłów ludzkich, bo działającą instynktem.
KIEP Tym, co my dawno utraciłyśmy, więc nie powinno nas tu być.
PET Wiedziałaś, co chcę zrobić.
KIEP Bardziej potrzebujesz tych koni czy opowieści o tym, jak je odzyskasz?
PET Myślę, że musimy to sobie wyjaśnić inaczej.
KIEP Miarkuję, że chcesz to zrobić tak jak zawsze.
PET Tak jak lubimy.
KIEP Dobra.
PET Kto zaczyna?
KIEP Zobaczy się.
PET Do zobaczenia więc.
Scena 10
PECIK Miarkuję, że tak jak i ja - jesteś tu nie bez powodu.
KIEPIK Dobrze miarkujesz.
PECIK I wcale nie jesteś istotą spóźnioną.
KIEPIK Istoty spóźnione nie znajdują u mnie należytego szacunku.
PECIK Nie można im ufać.
KIEPIK Przez cały żywot widywałam osobników przychodzących o różnych porach tam, gdzie trzeba było przyjść o tej jednej. I zawsze posiadali jakieś mętne wytłumaczenie. Ale wytłumaczenie jest jedno: nie można polegać na ich słowie. To jest jedyny powód i innego nie będzie.
PECIK Skąd masz te słowa?
KIEPIK Skądinąd.
PECIK Heh.
KIEPIK Nie myślałam, że tym razem zamiast pojedynku będę się potyczkować słownie.
PECIK Chyba patyczkować.
KIEPIK Zwał jak zwał.
PECIK Umrzesz na zawał teraz
PECIK Nie przyszłam tu porównywać się z trupami. Jak ci na imię?
KIEPIK Nazwiska są nieistotne, już dawno to ustalono.
PECIK Kto to ustalił?
KIEPIK Pewnie jakieś dwie kowbojki, które nie chciały rozmawiać o swojej przeszłości.
PECIK Nie chcę już myśleć o przeszłości, bo stąd tylko krok do rozpamiętywania.
KIEPIK Wyglądasz mi na żyjątko, które płonie, kiedy rozpamiętuje.
PECIK Dobrze się dogadujemy jak na stworzenia, które zaraz stoczą walkę.
KIEPIK Z wieloma stworzeniami dobrze mi się gada. Ostatecznie liczą się tylko ich czyny. Opowieść w obecnych czasach jest zbyteczna.
PECIK Miarkuję, że z tą opowieścią to mnie teraz obrażasz.
KIEPIK Dobra tam! Obie chcemy uciec z tego padoku - to nie jest problem.
PECIK Miarkuję, że problem tkwi w tym, jak chcemy się wymknąć złodziejowi.
KIEPIK Chcę stąd uciec, niekoniecznie wykorzystując ogień.
PECIK A ja zupełnie odwrotnie... Rozumiesz więc, że nasze opowieści się różnią i w związku z tym...
KIEPIK Bzdura. Wszyscy jesteśmy jedno i niesiemy tę samą opowieść. Dlaczego twoja opowieść ma być ważniejsza dla świata niż moja?Z perspektywy świata, opowieść o twojej pogoni za wolnością i mojej pogoni za wolnością, choć według nas to dwie różne opowieści - jedna o miłości, druga o sprawiedliwości - dla świata te opowieści są ważne tak samo. Nie będzie jednej z nich palił, a drugiej gasił.
PECIK Skąd się biorą takie opowieści jak ta powyżej?
KIEPIK Skądinąd.
PECIK Serio pytam. Skąd to się bierze.
KIEPIK Z niekończącej się potrzeby opowiadania.
PECIK Odczuwam taką potrzebę.
KIEPIK Bardziej potrzebujesz ucieczki czy opowieści o tym, jak uciekasz?
PECIK Skąd się biorą takie pytania jak te wyżej?
KIEPIK Z niekończącej się potrzeby rozumienia.
Wiesz, że od tego, jak rozwiążemy tę sytuację, dużo zależy?
PECIK Wiem.
KIEPIK Wiesz, że nikt nie będzie patrzył jak zwykle na niuanse naszego tu spotkania, tylko na jego zakończenie i efekt?
PECIK Wiem.
KIEPIK Wiem, że wiesz, a wiesz, jak się tu znalazłyśmy?
PECIK A naprawdę chcesz opowiadać kolejną historię?
KIEPIK Bajkę bym wolała.
PECIK Chcesz jakąś muzykę do tego?
KIEPIK Chcę. Inaczej wszak już się nie da, obie o tym wiemy. Chcę po prostu bajkę.
PECIK O dwóch koniach pluskających w błocie?
KIEPIK I o zemście nie mieszczącej się w głowie.
PECIK O czynach płonących jak ogień?
KIEPIK O czynach niszczących opowieść.
PECIK O czynach niszczących opowieść, o tym mi opowiedz.
KIEPIK O czym miała być ta opowieść?
PECIK O czynach płonących jak ogień.
KIEPIK Co poszło nie tak?
PECIK Nie wiem, ich zapytaj. Nie miałam już siły. Zaczęłam od końca.
KIEPIK Zawsze zaczynasz od końca.
PECIK Tak mówią. Gdy już jest za późno.
KIEPIK Nie uciekniemy stąd.
PECIK Wiem.
KIEPIK A wiesz dlaczego?
PECIK Miarkuję, że nie jesteśmy w stanie się dogadać co do sposobu tej ucieczki.
KIEPIK Nie szkodzi.
PECIK Nie szkodzi.
rozmowa z Alex FreiheitPrzyczajenie
FOT. ARCHIWUM ARTYSTKI.
Alex Freiheit jest urodzoną w latach dziewięćdziesiątych piosenkarką, performerką, autorką tekstów. Od 2014 roku tworzy wraz z Piotrem Buratyńskim (Burim) duet SIKSA, z którym grają koncerty w Polsce i za granicą. Wspólnie stworzyli sezony koncertowe Punk ist tot, Stabat Mater Dolorosa, Zemsta na wroga, Poskromienie złośnicy, Szmery w sercu oraz Cudowne i pożyteczne. Sezony te nagrywają na nośniki dopiero po zakończeniu performowania ich na żywo. Opierają się w swojej twórczości głównie na brzmieniu basu i głosu oraz na dużych ilościach tekstu. Laureaci nagrody kulturalnej Gniezna "Królik" (2017), w tym roku zdobyli "Paszport Polityki". Alex Freiheit to też mieszkanka Gniezna i współtwórczyni Latarni na Wenei - plenerowego domu kultury. O Gnieźnie nagrała Palemosty nielegal na bitach od Nihila z zespołu FURIA. Zagrała w przedstawieniach Jakuba Skrzywanka: Kordianie w Teatrze Polskimw Poznaniu (2018) i Kasparze Hauserze w Teatrze Współczesnym w Szczecinie (2019). Po premierze O czynach niszczących opowieść (w czerwcu w Komunie Warszawa, w ramach kuratorowanego przez Markusa Öhrna programu "Hello Darkness My Old Friend") zdecydowała się porzucić teatr na dekady, ale jeszcze się nie żegna.
Od "Czynów niszczących opowieść" bije siła, ale taka spokojna. Porównywałam to z waszymi starszymi rzeczami, z "Zemstą na wroga" czy z "Poskromieniem złośnicy", i widzę tu inne tempo, więcej luzu, chociaż bunt jest nadal.
Tak, na pewno. Myślę, że wybraliśmy z Burim western jako gatunek trochę dlatego, żeby mieć więcej czasu, a ja potrzebowałam czasu także metaforycznie, na zastanowienie się, co w ogóle we mnie teraz jest. O czynach niszczących opowieść są pokłosiem tego, co zrobiłam dotychczas: takim podsumowaniem. Zemsta na wroga wyszła na płycie dopiero w ubiegłym roku, a skończyliśmy ją grać na żywo w okolicy 2018 roku. Potem zrobiliśmy Poskromienie złośnicy i Szmery w sercu. Wydanie tej płyty wiązało się dla mnie z poczuciem, że będę musiała powrócić do tematu przemocy i gwałtu i trochę się tego bałam, bo miałam wrażenie, że to już za mną. Nie żałuję tego, co zrobiłam, ale nie wiem, czy bym się na coś takiego zdecydowała jeszcze raz i mówię to szczerze. Mówienie o przemocy i gwałcie jako o swojej własnej historii wiąże się z tym, że potem jesteś bardzo mocno z tą historią utożsamiana i to mnie trochę wypaliło, stąd zresztą właśnie o wypaleniu opowiadają Czyny... Przestraszyłam się, że już zawsze będę musiała o tym krzyczeć, być osobą z tamtego okresu mojego życia, a ja bardzo lubię się zmieniać. Wiem, że to jest trudne dla odbiorców, którzy kupują płytę zespołu (nie jesteśmy jako Siksa typowym zespołem, ale lubimy tak o sobie myśleć) i potem spodziewają się, że na koncercie usłyszą znany materiał, mają jakieś oczekiwania, a my zapraszamy ich na spektakl, który zapowiadamy jako western. I to nawet jest western, ale raczej w sensie tempa właśnie, użytego języka, spotkania mojego z Magdą Dubrowską, a nie w takim znaczeniu, do jakiego nas przyzwyczaiła popkultura. Nadal mam tam swoje małe rozprawy z patriarchatem, ale jest rzeczywiście spokojniej - sama byłam ciekawa, co zostało we mnie bez "czynów płonących jak ogień", bez tej zemsty, bez katharsis, które wytwarzaliśmy na scenie jako Siksa.
"Czyny płonące jak ogień" to byłby łatwiejszy tytuł, za to ten jest mniej oczywisty.
W pewnym momencie spektaklu Magda pyta mnie, o czym miała być ta opowieść, a ja jej odpowiadam, że o czynach płonących jak ogień. I pomyśleliśmy, że to może nawet powinno być takie, ale nie tym razem. Nie czułam już tej energii. Zresztą spotykałam się z Magdą pierwszy raz na scenie, w ogóle pierwszy raz w życiu na dłużej, i nie chciałam na własną odpowiedzialność pisać tak mocnego, płonącego tekstu dla kogoś drugiego. Wartością naszego spotkania było to, że nie wydarzyło się nic złego podczas tego procesu - nic, co by musiało mnie i Magdę złamać, ztriggerować. Pisałam tekst z myślą o tym, jak nie skrzywdzić drugiej istoty słowami, dlatego jest taki delikatny.
Ale napięcie między wami jest, aż iskrzy! I to przy pierwszym podejściu.
Z Magdą znałyśmy się tylko ze swojej twórczości i na "cześć, cześć", a ja czułam, że bardzo chciałabym się z nią spotkać na dłużej, dlatego jej zaproponowałam ten projekt. Sporo się o sobie dowiedziałyśmy przy okazji. Mam wrażenie, że spotkałyśmy się w podobnych momentach życia, aczkolwiek jesteśmy zupełnie inne. Magdy głównym instrumentem jest jej niesamowity głos i taka skromna, szlachetna obecność porównywalna do skały, która po prostu jest i podtrzymuje spektakl...
A ty się ciskasz!
Tak, moja postać Pecik jest taką trzpiotką, za to ciągnie ją do wielkich rzeczy. Różnimy się i dałyśmy sobie luz - niczego nie musimy na scenie udowadniać. Ani sobie, ani publiczności.
Dałaś Magdzie margines na improwizację, czy napisałaś jej tekst?
Napisałam, bo mieliśmy niewiele czasu, a bałam się wchodzić w taką improwizowaną od początku sytuację nie tylko z powodów technicznych, ale też psychicznych: gdybyśmy we dwie miały opowiadać mocno "od siebie" i dopiero przekładać nasze własne historie na sytuacje sceniczne, byłoby to trudne dla nas obu. Magda miała jednak możliwość zmiany wszystkiego, właśnie dlatego wysłałam jej tekst wcześniej. I weszła w to, poczuła się w tym na tyle dobrze, że tylko trochę podmieniła niektóre kwestie, żeby brzmiały dla niej naturalnie. No i jest autorką aranżacji muzycznej do swojej piosenki.
Z tą naturalnością to ciekawe, bo wasze kwestie brzmią często sztucznie, są stylizowane na cedzone przez zęby dialogi rewolwerowców. Taki pojedynek bez kul.
Tak, zdecydowanie. Lubię ten język, bo wydaje mi się bajkowy, jak westerny w ogóle. Ale też dopiero, kiedy bohaterki rezygnują z męskiego języka, wchodzą w sytuacje bliskości: okazują się przyjaciółkami, może byłymi kochankami, nie chciałam tego dopowiadać do końca. Sama zresztą często nie wiem, jakie są moje uczucia wobec osoby, z którą się głęboko przyjaźnię: czy jestem w niej zakochana, czy jej pragnę, czy po prostu lubię z nią być. To właśnie fajne, że nie muszę sobie tego dookreślać. I bohaterki też tego nie robią, a potem wracają do swoich słownych pojedynków, bo to taka zabawa, bo przyjemnie jest odgrywać te role.
Na balu karnawałowym w podstawówce miałam strój kowbojki. Inne dziewczynki były księżniczkami, a ja się czułam silna we frędzlach i w kapeluszu, nawet bez spluwy.
Coś w tym jest, dużo osób przesłało mi po spektaklu swoje zdjęcia z dzieciństwa w kowbojskich strojach. To było dla mnie właśnie ciekawe: co się stanie, kiedy przebierzemy się za kowbojki, ale nie będziemy musiały nikogo zabijać. Dla nas to i tak naturalne, że jesteśmy silne, nie trzeba tego udowadniać.
SIKSA O CZYNACH NISZCZĄCYCH OPOWIEŚĆ KOMUNA WARSZAWA, 2021.FOT. KRÓLAS @XMOROCCOX.
Tam, gdzie w westernie po wymianie zdań facet by strzelił, wy strzelacie do siebie emocjami: co ty czujesz, co ja czuję, w jakiej jesteśmy sytuacji...
W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że dla mnie istotniejsze są teraz pojedynki z bliską, partnerującą mi w danym momencie życia osobą, niż wojowanie z wielkimi siłami systemu i tak dalej. W takiej małej relacji można zawalczyć o siebie. Oczywiście walkę z systemem też warto prowadzić (co wiele osób robi na bardzo różne sposoby), ale jest to wykańczające, wypalające na dłuższą metę. A sam pomysł pojedynku przyszedł mi do głowy, gdy oglądałam Dobrego, złego i brzydkiego - tam jest taka wspaniała scena w kole, kiedy rewolwerowcy długo patrzą na siebie i nie strzelają, zresztą już nawet nie pamiętam, który strzelił pierwszy. Dla mnie ważny jest ten moment pomiędzy czy przed, moment budowania napięcia. I pomyślałam, że można by tę scenę przedłużyć w nieskończoność, zrobić z tego teatr.
Kiedyś prowadzono obserwacje widzów po seansach filmowych. Faceci wychodzili z westernów kołyszącym się krokiem, na lekko ugiętych nogach, jakby ich ciała nauczyły się roli. Pomyślałam, że dziewczyny mogłyby po waszym spektaklu wyjść wzmocnione i wyluzowane jednocześnie.
To by było świetne.
Ale coś ciekawego zauważył też Staszek Godlewski w recenzji z waszego przedstawienia na naszej stronie internetowej. Napisał, że to wypalenie czy niedopalenie, o którym mówią Kiepik i Pecik, dobrze oddaje nastroje społeczne po protestach: czas dogasającej rewolucji.
Coś w tym jest, chociaż dla mnie to nie jest wyłącznie nastrój po ostatnich protestach - to także moje autorskie wypalenie po poprzednich projektach, po kilku latach ognia. I zadaję sobie w tym tekście pytanie, czy to jest takie wypalenie, że już nie wstanę, że już nie opuszczą mnie myśli o samobójstwie, czy to po prostu przejściowy moment. I sama sobie tłumaczę, że czasami można się czuć jak niedopałek, że to jest w porządku. Ten stan tlenia się, powolnego dogasania potrafię wyrazić tylko za pomocą metafory, do tego mi służy sztuka. Oczywiście ogólna sytuacja w kraju nie pomaga nikomu w utrzymaniu zdrowia. Fajnie, że Staszek to zauważył, bo to znaczy, że w tym tekście może się odnaleźć wiele zaangażowanych osób, które miały nadzieję, że zmiany nadejdą. I nie mam na myśli tylko ludzi, którzy wychodzili na ulice, ale też artystów, aktywistów czy po prostu tych, którzy się buntowali, a teraz są nieco wypaleni, przegrzani.
Samotność jest też głębsza po intensywnym doświadczeniu bycia razem. Ale jest w twoim tekście i w waszym spektaklu taka sprężysta energia, nazwałabym ją energią przyczajenia: jeszcze jesteśmy w grze, coś się tli, to jeszcze nie koniec.
Super, że tak to nazwałaś, bo to rzeczywiście jest przyczajenie, totalnie. Pod sam koniec spektaklu mamy performatywną scenę, która nie weszła do tekstu: z kowbojek zamieniamy się w konie. Z offu leci opowieść o koniach - jedna z nas pyta, dlaczego te zwierzęta są takie niespokojne, druga opowiada o ich fizjonomii, o ich reakcjach. I ten zwierzęcy finał jest właśnie o przyczajeniu, o dzikości i sile.
W innym swoim tekście, "Cudowne i pożyteczne", też sięgnęłaś po zwierzęta. Był Koń, ale też Mysz i... Mole? To jest o świecie sztuki, o aktywizmie...
Tak, o wielu sprawach, a te zwierzęce maski to dla mnie strategia trochę queerowa - takie jakby rozszerzenie, które można sobie dodać do ciała, żeby w umowny sposób coś więcej pokazać. A trochę znowu konwencja bajki.
Lecisz tu po bandzie, tak jak wcześniej nie bałaś się nawiązywać do Mickiewicza w "Zemście na wroga" czy do Shakespeare'a w "Poskromieniu złośnicy".
Wiem, że takie chwyty są bezczelne i trochę żenujące, ktoś mógłby powiedzieć: co za wieś śpiewa i tańczy. (śmiech) Dzięki Siksie jako skonstruowanej postaci mogę sobie pozwalać na takie rzeczy, których sama bym się może trochę wstydziła - mogę na przykład rozmawiać z Shakespearem, choć kto inny by pewnie powiedział, że jeśli już, to go zróbmy, zamiast go cytować na wyrywki i mu dopisywać różne sensy. Siksa nie boi się porażki.
Ale to o dziwo wychodzi, w tym nie ma fałszu!
Miło, że to mówisz. To może się wydawać pokręcone, ale wcielam się w postaci właśnie po to, żeby czasami płonąć, a innym razem się przyczajać dla dobra sprawy, ale także dla szczerości przekazu, na którym mi bardzo zależy.
Rozmawiała Justyna Jaworska
- Sylwia Chutnik -Ile potrzeba zapałek odpalonych kobiecym gestem, żeby podpalić auto?
Autorka jest kulturoznawczynią, pisarką, publicystką, działaczką społeczną i promotorką czytelnictwa. Wokalistka punkowego zespołu Zimny Maj. Ostatnio wydała Miasto zgruzowstałe. Codzienność Warszawy w latach 1954-1955 (2020). Prowadzi podcast Radio Sylwia i Elgiebete TV.
Tytuł jest cytatem z utworu Czkawka z tomu Siksy Natalia ist sex. Alex ist Freiheit1. Zespół Siksa łamie zasady społeczne, robi to świadomie, za nic nie przeprasza i jeszcze się z tego śmieje. Dlatego trudno ich uchwycić, zdefiniować, postawić tezę i cieszyć się z jej obronienia. Wszystko, co związane jest z kontrkulturą, stanowi co prawda wdzięczny temat analizy i dosztukowywania przypisów, ale skazane jest na mniej lub bardziej spektakularną porażkę. Jednym z zagrożeń jest nieprzystosowanie języka (czytaj: nowomowy akademickiej) do przekroczeń, wyłomów, "wszelkiego rodzaju oporów, pęknięć i niedopasowań"2. Kiedy wydaje się nam, że oto uchwyciłyśmy sedno, nabijając je na szpilkę niczym egzotycznego motyla, to ten zaczyna machać skrzydłami i uciekać (czasem ze szpilką w sercu). Nie położę żadnej osoby pod obiektywem mikroskopu i nie będę przekonywać, co miała na myśli, ani szukać na siłę ukrytych znaczeń. Ustalmy więc na początku: piszę z pozycji stojącej pod sceną dziewczyny, która ma na sobie tiszert z logo zespołu i coś w życiu przeczytała. Takiej, która zanurzając się w rozległe teorie, wykorzystuje je do głębszego zrozumienia zjawiska, jakim jest twórczość duetu wokalno-basowego Siksa; której ciąg skojarzeń poszerza znaczenia tego, co widzi i słyszy, ale nie zamyka możliwości dalszych poszukiwań. Przypisy i punk rock - ciężka sprawa. Ale spróbujmy.
Najpierw kontekst językowy.
Wiele określeń z języka jidysz weszło na stałe do polskiego słownika, zmieniając nieco swój wydźwięk. Machlojka, melina, ciuchy, chojrak. No i siksa - dziewczyna fest. Niegrzeczna smarkula. Pierwotne znaczenie było jednak pejoratywne, charakteryzowało niereligijną, młodą Żydówkę, której styl bycia odstawał od tradycyjnego. A w takich sytuacjach kobieta dostaje po prostu etykietkę puszczalskiej. W miejskim slangu siksę rozumie się jako wyzywająco ubraną młodą dziewczynę udającą kobietę i zwracającą na siebie uwagę.3
Definicje kobiecości4 od razu wyprowadzają nas na manowce w tych rozważaniach, ponieważ każda z prób uchwycenia idei prowokuje kolejne, często przeciwstawne określenia i pojęcia. Zadziwiająco mocno trzyma się jednak kategoria udawania i oszustwa. Pojawia się ona na przykład w kontekście dragu czy wobec osób transgenderowych. Często jako krytyka, rzadziej jako autorefleksja. "Bycie jak", wchodzenie w rolę, performowanie to stałe elementy kultury queerowej, gdzie genderowe wizytówki tracą znaczenie. Tym samym traci je również kategoria prawdziwości. Czy oglądając bale (ball culture)5 z poszczególnymi kategoriami, czyli zawody między domami (houses, w których osoby LGBTQ+ tworzą rodziny z wyboru), patrzymy na ludzi przebierających się, odgrywających czy będących w danym momencie tym, kogo odgrywają? Gdzie kończy się nakładanie ról czy ich podważanie, a zaczyna nowa tożsamość? W końcu "płeć to bardzo kiepski wynalazek"6, jak pisał Jacek Kochanowski. Męskość, według niego, polega na wypieraniu tego, co "kobiece". Kobiecość zaś "jest kategorią sytuującą włączoną w nią jednostkę na pozycji podległości, czyniącą z niej istotę gorszego gatunku, zasługującą - tylko z racji przyczepionej jej etykiety - na protekcjonalne traktowanie, pogardę, przemoc, dyskryminację w wielu obszarach"7.
Czasem testem na prawdziwą kobietę może być nieoczekiwane ocenienie tego, jak się zachowujemy. Jak w tekście Siksy Czkawka: "Mojej koleżance kiedyś chłopak jak ona miała czkawkę / No to on jej powiedział, że "czkawka jest niekobieca" / Rozumiecie? / Czkawka jest niekobieca / Cytat roku kurwa! / Czkawka jest niekobieca!"8. Wyśrubowane i czasem trudne do odgadnięcia zasady społeczne, które wyznaczają płciowe role, są właściwie niemożliwe do spełnienia.
SIKSA: ALEX FREIHEIT I PIOTR BURATYŃSKI FOT. KASPIJSKI GRRAJM KOSTJ.
Wydaje się więc, że siksa "udająca kobietę" jest w wielu przypadkach esencją kobiecości, a raczej tego, jak w wyniku socjalizacji, kultury i nadużyć ją ulepiono. I już nie wiadomo, kto kogo naśladuje oraz gdzie kończy się fantazmat płci, a zaczyna się niepodległa tożsamość. Udawanie staje się receptą na życie. Jak do takiej konstatacji ma się twórczość duetu z Gniezna tworzonego przez Alex Freiheit i Piotra Buratyńskiego?
Girls to the front
Gdyby rozrysować muzyczno-artystyczne drzewo genealogiczne Siksy, to opierałoby się na queercorze, riot grrrl, nastolatkowych fascynacjach Britney Spears i hip-hopie w stylu Pei albo przeciwnie - Nicky Minaj, do tego wściekłej Diamandy Galas czy Lidii Lunch. Nie chodzi tu tylko o rozpiętość inspiracji, ale pewnego rodzaju kontrkulturowy koktajl składający się z popkultury i protestu. Subwersja to pierwsza lekcja, którą odrabia się po to, aby znaleźć właściwą formę. To często wykorzystanie tego, co już było: punkowych riffów, wrzasku, ale i "srającego brokatem różowego psa" czy scenicznych, często wręcz teatralnych strojów. W wywiadzie z 2017 Alex Freiheit opowiedziała o swoim wizerunku na scenie Paulinie Domagalskiej:
Mam świadomość tego, jak wyglądam, i to wykorzystuję. Moje stroje są na granicy: trochę sexy, trochę śmietnik. Kiedyś jedna dziewczyna napisała, że gdybym była gruba i brzydka, to nikt by mnie nie słuchał, a jakiś mężczyzna jej odpisał: "Nie, przez to, o czym śpiewa, jest kompletnie aseksualna". Dokładnie tego chcę. Buduję wizerunek, który jest lolitkowaty, ale coś w nim nie gra. Ma być ci głupio, jeśli pomyślisz o Siksie: "Ej, fajna dupa".9
SIKSA POSKROMIENIE ZŁOŚNICY, BIENNALE WARSZAWA, 2019,FOT. MONIKA STOLARSKA.
Recycling idei prowadzi do własnego stylu. Do tego: ekspresja na koncertach, która nawiązuje stylistyką do performansu (od namysłu nad kobiecym ciałem u Ewy Partum do feministycznych slamów poetyckich w stylu Denice Frohman czy Elizabeth Acevedo) oraz przekraczanie dualistycznego podziału na biernego widza i zabawiającą publiczność artystkę.10 Wszystko to tworzy wybuchową mieszankę, którą porównać można do wczesnych występów punkrockowych twórców i twórczyń.11
Najwięcej jednak cech wspólnych znaleźć tu można ze sceną riot grrrl, powstałą na początku lat dziewięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych za sprawą działalności punkowo-feministycznych zespołów jak Bikini Kill, Tribe 8 czy Team Dresch nawiązujących do androginicznej Patti Smith, erotycznej Debbie Harry z zespołu Blondie albo beztroskiej Poly Styrene z X-Ray Spex. Nadrzędne hasło tej sceny brzmiało "dziewczyny, do przodu!" (girls to the front), ponieważ tym samym chciano zachęcić te, które zwykle bały się maczystowskiego pogo, założenia własnego zespółu, stanięcia na scenie i tworzenia muzyki. Kim Gordon, basistka zespołu Sonic Youth, wyjaśniała niepewność i wstyd w ten sposób:
Nasza kultura nie pozwala kobietom na swobodę, jakiej pragną, ponieważ budzi to strach. Takie artystki albo są odrzucane, albo uznawane za wariatki. Wokalistki, które śpiewają za mocno, za ostro, zwykle nie działają długo. Są jak strzały w locie, iskry, komety: Janis Joplin, Billie Holiday. Poza tym kobieta, która przesuwa granice, ukazuje również te mniej pożądane aspekty samej siebie. Ostatecznie, kobiety mają podtrzymywać świat, a nie unicestwiać go.12
Kiedy więc Alex wrzeszczy na scenie do mikrofonu: "Kto umie lepiej niż Wy poskromić złośnicę / niech zawiadomi całą okolicę"13, to łamie konwencje, które nawet w alternatywnej scenie muzycznej i kontrkulturowym ruchu trzymają się świetnie14. Wszelką krytykę zbywa wzruszeniem ramion i stwierdzeniem: "Sorry, teraz tak wygląda punk rock"15. A gorzkie słowa na jej temat spływają głównie ze strony męskich słuchaczy, którzy w ramach zasady mansplaining, czyli objaśniania świata, pouczają zespół, co i jak ma grać. Potrafią skrytykować zarówno nie dość mocny ich zdaniem przekaz lub, wręcz przeciwnie, zbyt ostre teksty. Alex część z tych komentarzy pojawiających się w mediach społecznościowych16 wykorzystuje w swoich kolejnych wpisach lub wplata je między piosenkami w czasie koncertów. Lepi z nich kolejny przekaz, pełen treści opartych w najlepszym wypadku na fałszywie pojętej trosce, w najgorszym na seksizmie i mizoginii.
Jest tu również miejsce na zabawę, błazenadę. Zgodnie z zasadą, którą praktykuje inna grupa polityczno-muzyczna czerpiąca inspirację z riot grrrls, czyli Pussy Riot z Rosji: "należy działać "w duchu zabaw i psot"", a występy "powinny być tak przystępne jak działania Guerrilla Girls i tak prześmiewcze jak występy Bikini Kill"17.
Najlepiej oczywiście, aby twórczynie nie musiały wiecznie skupiać się na swojej płciowości, ale korzystać z przestrzeni publicznej na równych prawach. Andrea Juno, autorka dwóch zbiorów rozmów z rockowymi artystkami, jest podobnego zdania: "Patrzę z ciekawością w przyszłość, w której kwestie genderowe przestaną być dominującą kwestią, zostaną usunięte z terytorium władzy, a następnie będziemy mogły zająć się bardziej istotnymi kwestiami dotyczącymi naszego przetrwania i zabawy na planecie"18.
Tymczasem zabawa przeplatana jest nieustannie działalnością społeczną, tłumaczeniem, walką o zainteresowanie i poważne traktowanie. Tak, jakby nie można było na chwilę zająć się czymś innym. A przecież od nadmiaru zaangażowania może zrobić się niedobrze: "boję się, że reagując na wszystko stracę siebie / zwariuję"19. Powstaje więc pytanie, jaką rolę na scenie pełni Siksa, bo, jak sama śpiewa: "Nie przychodzę Was nękać / Nie przychodzę Was lękać / Nie przychodzę was urażać / Właściwie po co ja tutaj przyszłam?"20. Czy dla samego przedstawienia tego, co siedzi głęboko w nas, jak w przypadku jednej z anonimowych osób wypowiadających się w feministycznym zinie powielanym w Waszyngtonie na początku lat dziewięćdziesiątych: "Jestem tak wściekła, że nie wiem, co pisać, po prostu wiem, że chcę coś napisać, że chcę coś powiedzieć, że chcę coś wykrzyczeć, coś potężnego i mocnego, żeby poradzić sobie z bezradnością, którą teraz odczuwam"21?
Przekaz jest różnorodny, w zależności od kolejnej odsłony artystycznej zespołu. Zawsze jednak w głównej osi narracji stawia doświadczenia osób wykluczonych, które wobec systemu nie mają szans ze względu na brak uprzywilejowanej pozycji. Walczą o siebie, prezentują się takimi, jakimi są. Nie proszą o "tolerancję", raczej są pogodzone z tym, w jaki sposób jest skonstruowany świat. Jak w piosence Proste hasło, która powstała na początku sierpnia 2020 roku, po aresztowaniu Margot z kolektywu Stop Bzdurom i po kolejnych homofobicznych wypowiedziach polskich polityków. Przemoc wpisana jest w kontekst grup większościowych, a jedynie walka (również fizyczna) może być odpowiedzią. Melorecytacja, melo-wywrzaskiwanie w rytm przesterowanego basu: muzycznie Siksa również nie idzie na żadne kompromisy.
SIKSA I PIOTR MACHA ZEMSTA NA WROGA, PRODUKCJA ANTENA KRZYKU, 2020. KADRY Z FILMU.
Jestem gruba, taplam się w błocie
Nie można pominąć cielesności, nawet gdyby chciało się skupić tylko na afirmatywnych elementach feministycznego oporu. Wyśrubowane normy dotyczące wymiarów ciała, kultura fit, instagramowe filtry, wreszcie zaburzenia odżywiania i zajmowanie się kwestią wagi znanych osób w tym samym ciągu, co wojna w Syrii i katastrofa klimatyczna mącą obraz i deprecjonują doświadczenie pojedynczych osób. Pozostaje więc ciągłe odnoszenie się do kanonów urody, wadzenie z nimi, kpienie, złoszczenie. Wreszcie bunt. Pisarka Roxane Gay wyraziła to jasno: "Kiedy ludzie próbują mnie zawstydzać, że jestem gruba, czuję wściekłość. Zapieram się. Chcę się stać jeszcze grubsza, na złość zawstydzającym, nawet jeśli jedyną osobą, której zrobiłabym tym na złość, byłabym ja sama"22. A zatem świadome wyłamanie się z kanonu jest nie tylko przechwyceniem obelgi ("gruba", "tłusta"23), ale i uczynieniem z niej oręża w walce ze stereotypowym postrzeganiem kobiecości.
W tekstach Siksy temat ten jest mocno reprezentowany, zwłaszcza w pierwszym sezonie działalności. Nawet jeden z rozdziałów zbioru wierszy Natalia ist sex. Alex ist Freiheit24 nosi tytuł "ciało" i dotyczy odbierania kobiety przez pryzmat tylko tego, jak wygląda. Ale i w innych tekstach pojawia się motyw kontrolowania kobiecej cielesności i jej ograniczeniom.
Autorka opowiada o tym, jaki rodzaj ciała jest lepiej widziany przez kulturę dominującą i jaki jest tego efekt: "Chude dziewczyny / zostają modelkami / bywają modelki / Grube / sława trwa / nie dla nich / nie w Vogue"25 (s. 55). Te, które odstają od standardów nie mogą liczyć na uznanie. Pozostaje im działalność niewidoczna: "A była jedna taka blogerka / no, trochę gruba była ale zza komputera nie widać, nie?" (s. 52). W tekstach Siksa wskazuje również na łączenie wagi ciała ze szczęściem i sukcesem: "Bo ja nie umiem uprawiać seksu / i dlatego chodzę taka brzydka / Gruba / Niewyspana" (s. 16), "Zastrzel mnie / Za grubą dupę / I tłusty brzuch / I krzywy ryj / Dym na Ukrainie / A ja tyję" (s. 50). Są tu również wyznania, które odbierają broń tym, którzy jako pierwsi chcieliby krytykować. Bo skoro sama bohaterka stwierdza, że "ja nie mam żeber / Bo jestem gruba" (s. 31), to trudno ją zawstydzić i poniżyć. Podobną taktykę przyjęły niektóre aktywistki ruchu body positive, czym skutecznie wytrącają argumenty dotyczące ich wyglądu26. Skoro ciało to również i upływ czasu oraz to, w jaki sposób zmienia się ciało i jakie są w związku z tym oczekiwania wobec kobiety: "Gdybym młodsza była / Nie przytyłabym / Nie przytyła / Zmarszczek bym nie miała / W dupę świat dymała" (s. 51). Wydaje się, że potencjał rewolucyjny kończy się wraz z przemijaniem, kiedy kobieta staje się dla społeczeństwa przezroczysta i nieistotna27. Jeśli już, niezależnie od wieku, zaczyna mówić o swojej cielesności, to nie powinna wspominać o seksualności, zwłaszcza kiedy wiosną zawsze widzimy Polskę:
Bo gdy jesteś wychowywany we wstydzie i stresie
A później przeżywasz jakąś jebaną falę przemocy
To ciężko jest później w sobie odnaleźć te czarodziejskie moce
I łatwiej jest ci pisać o Polsce
Niż użyć słowa: cipka, dupka, miałam orgazm.28
Indywidualne doświadczenie w kontekście narracji patriotycznej, na dodatek podlanej sosem przemocy i nadużyć, staje się nieistotne, wręcz profanujące. Nawet jeśli Siksa krzyczy, że "Nie ma czegoś takiego jak bohater narodowy / Sam se idź na barykady", to nadal musi przekonywać, że to, co śpiewa, ma odpowiednią wagę i ciężar. Jak wtedy, kiedy w piosence odpowiada krytykowi muzycznemu deprecjonującemu przemoc seksualną:
Recenzent: "mówienie o gwałcie jest jak herbatka u cioci na imieninach"
Jeżeli dla ciebie to jest wszystko takie łatwe i takie proste
To zapraszam Cię ty chuju na imieninową herbatkę
Z moim gwałcicielem
Mogę Ci to wszystko jeszcze raz
Zaśpiewać, zatańczyć, wyperformować
Zapraszam Cię ty chuju
Na imieninową herbatkę
Z moim gwałcicielem.29
Kiedy przekroczenie staje się naczelną zasadą działania, wzrasta ryzyko (obietnicy?) profanowania, obrażania i znieważania. Oczywiście dzieje się to przy zadowoleniu artystów i krzykach oburzonych. W Polsce nadal obowiązuje na przykład artykuł 196, dotyczący obrazy uczuć religijnych, który jest stosowany chętnie przeciwko artystom i artystkom. Cenzura urażonych wzmocniła się po zmianie politycznej w parlamencie w 2015 roku. Zinstytucjonalizowana homofobia czy neofaszyści zasiadający w sejmie oraz organizacje w rodzaju Ordo Iuris dostarczają, niestety, kolejnych tematów.
Mimo wszystko dzięki temu twórczemu fermentowi coś zaczyna się zmieniać. Zarówno na dość skostniałej scenie punkrockowej, jak i w feministycznym dyskursie, który dopiero przy okazji Strajku Kobiet w październiku 2020 roku dał sobie prawo do używania "brzydkich słów" i niezaprzątania głowy tym, jak zostaną one odebrane. Krnąbrna Siksa nie musi być swoją agencją piarową, nie dba o nasze uczucia. Ona nimi wstrząsa, ale zawsze w jakimś celu, nigdy dla samego chwytu retorycznego.
1 Korporacja Ha!art, Kraków 2018, s.18.
2 Tak definicję queer stworzoną przez Eve Kosofsky Sedgwick sparafrazowała Maggie Nelson w: Argonauci, przełożyła Kaja Gucio, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020, s. 41.
3 Za Słownik Miejski, miejski.pl.
4 Na przykład: Judith Butler, Simone de Beauvoir, Élisabeth Badinter.
5 O historii bali, vougingu, kategoriach konkursowych i dość skomplikowanej hierarchii pokazów, a przede wszystkim o ich znaczeniu dla osób LGBTQ+ (zwłaszcza młodych Afro czy latynoskich Amerykanów), opowiadają dokumenty Paris is burning Jennie Livingston z 1990 roku, How do I look Wolfganga Buscha z 2006 czy Kiki Sary Jordenö z 2016 roku.
6 Jacek Kochanowski Sen o nieokreśloności, w: Eve&Adele. Artysta = dzieło sztuki, Wydawnictwo Mocak, Kraków 2012, s. 75.
7 Tamże, s. 77.
8 Siksa Natalia ist sex. Alex ist Freiheit..., s.18; kolejny cytat s. 35.
9 Sorry, teraz tak wygląda punk, z Siksą rozmawiała Patrycja Domagalska, "Gazeta Wyborcza - Wysokie Obcasy" z 12 sierpnia 2017.
10 O strategiach artystek punkrockowych pisze M.I. Franklin Music: Women Rewriting Punk Performance Politics, w: The Oxford Handbook of Politics and Performance, pod redakcją Shirin Rai, Milii Gluhovic, Silvii Jestrovic i Michaela Sawarda, Oxford University Press, New York 2021.
11 Na przykład tych opisanych w książce Legsa McNeil i Gillian McCain Please kill me. Punkowa historia punka, przełożył Andrzej Wojtasik, Czarne, Wołowiec 2018.
12 Kim Gordon Dziewczyna z zespołu, przełożył Andrzej Wojtasik, Czarne, Wołowiec 2016, s. 141.
13 Ze spektaklu-koncertu Poskromienie złośnicy z roku 2019.
14 O stereotypach i pozycji kobiet w punk rocku pisze Lauraine Leblanc w Pretty in Punk. Girls' gender resistance in a boys'subculture, Rutgers University Press, New Brunswick, New Jersey, London 1999.
15 Cytat-tytuł rozmowy w "Wysokich Obcasach", op.cit.
16 Profile Siksy na Instagramie, Facebooku, Bandcampie, YouTubie.
17 Masha Gessen Słowa skruszą mury. Pussy Riot, przełożyła Julia Szajkowska, Prószyński i s-ka, Warszawa 2014, oba cytaty ze strony 76.
18 Andrea Juno Angry Women in Rock, vol.1, ReSearch, New York 1996, s. 5.
19 Poskromienie złośnicy, op.cit.
20 Z płyty Zemsta na wroga.
21 Sara Marcus Do przodu, dziewczyny! Prawdziwe dzieje rewolucji Riot Grrrl, przełożył Andrzej Wojtasik, Czarne, Wołowiec - w przygotowaniu.
22 Roxane Gay Głód. Pamiętnik (mojego) ciała, przełożyła Anna Dzierzgowska, Wydawnictwo Cyranka, Warszawa 2021, s. 197.
23 Fat shaming, fat fobia - zawstydzanie ze względu na wagę i wygląd ciała, stygmatyzowane podejście do otyłości czy ciała nienormartywnego. W kontrze do tej dyskryminacji powstał ruch body positive (ciałopozytywność), który zwraca uwagę na emancypacyjną rolę akceptacji swojej cielesności w kontekście kultury dominującej. Ruch zainicjowany został w 1996 roku przez pisarkę Connie Sobczak i psychoterapeutkę Elizabeth Scott, ale jego korzenie odnaleźć można choćby w zachodnich grupach queer, gdzie samoakceptacja psychoseksualnej tożsamości wiązała się zarazem z przyjęciem własnego ciała takim, jakie jest. W Polsce, oprócz wspomnianej wcześniej Roxane Gay, ukazały się na ten temat książki kierowane również do dzieci i młodzieży: Clémentine Beauvais Pasztety do boju!, przełożyła Bożena Sęk, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2017, czy Barbara Pietruszczak Twoje ciałopozytywne dojrzewanie, Moonka, Warszawa 2021.
24 Siksa Natalia ist sex. Alex ist Freiheit..., op.cit.
25 Wszystkie cytaty pochodzą z tego wydania, w nawiasach numer strony.
26 Taką postawę prezentuje na przykład Marilyn Wann, autorka książki Fat! So?: Because you don't have to apologize for your size, Ten Speed Press, Berkeley, 1998, natomiast historię ruchu fat rights opisuje Charlotte Cooper w książkach Fat and Proud. The Politics of Size, Women's Press 1998 i Fat activism. A radical social movement, Hammer On Press, Bristol 2016.
27 Por: Edyta Zierkiewicz, Alina Łysak Starsze kobiety w kulturze i społeczeństwie, Wydawnictwo MarMar, Wrocław 2005; Mona Chollet Czarownica. Niezwyciężona siła kobiet, przełożył Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2019, zwłaszcza rozdział Upojenie u szczytu. Skończyć z obrazem "starej baby" (s. 143-197).
28 Ze spektaklu-koncertu Poskromienie złośnicy z roku 2019, kolejny cytat tamże.
29 Z płyty Zemsta na wroga, czwartego sezonu "życia Siksy". Całość znalazła się również w filmie zrealizowanym w 2020 roku.
Idą pisząc po murach- Justyna Jaworska -
Trochę gorzko to brzmi teraz, gdy zamalowano błyskawice po bramach, ale to był naprawdę rok kobiet. Można by się spodziewać, że w puli nowych polskich sztuk, które znalazły się w tegorocznym półfinale Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej, przeważą te o pandemii, policzmy jednak: do półfinałowej czterdziestki przeszły raptem dwa teksty "covidowe" (choć na wielu innych odbił się w różnym stopniu nastrój izolacji czy zagrożenia), tymczasem przynajmniej co czwarty dotyczył kobiecego buntu. O takim wyborze mogły zadecydować preferencje komisji, spójrzmy zatem na inne konkursy: wrocławskie Strefy Kontaktu wygrała w lutym Malina Prześluga tekstem Kobieta i życie, który był rymowanym, miejscami stylizowanym na rap oskarżeniem rzuconym w twarz patriarchatu, a stypendystka pierwszej edycji ministerialnego programu Dramatopisanie, Antonina Grzegorzewska, poświęciła swoją La Pasionarię rewolucjonistce z czasów wojny hiszpańskiej. W licznych sztukach, które przychodzą do naszej redakcji bezpośrednio od autorów (częściej autorek) lub trafiają na sceny, wciąż słychać echa Strajku Kobiet. Ich bohaterki idą, krzyczą albo przynajmniej mają dosyć - a dramat pod wpływem ulicy zmienia poetykę.
Czarne jaskółki
Ogólnopolski Strajk Kobiet jako ruch społeczny zawiązał się już we wrześniu 2016 roku, ale dramaty z godłem błyskawicy, by tak je nazwać umownie, powstawały na fali ubiegłorocznych manifestacji, a więc ostatniej, "czarnej" jesieni i zimy - o ile powstawały na gorąco, bo nie zawsze były datowane. Najpierw jednak przyjrzyjmy się trzem trochę wcześniejszym utworom, które czytane dziś jawią się niemal proroczo, są niczym jaskółki rewolucji.
Drukowane w tym numerze Szwarzcharakterki Martyny Wawrzyniak miały premierę w lutym 2020 roku w Teatrze im. Żeromskiego w Kielcach. Tekst pisany był w pośpiechu bezpośrednio na scenę - Remigiusz Brzyk zamierzał wystawić adaptację prozy Flannery O'Connor, ale teatr nie uzyskał praw, więc poproszono dramaturżkę, by dostarczyła na zamówienie "ten gniew młodych dziewczyn w teatrze":
niech to będzie takie wiesz, o kobietach, wszystko co z kobietami związane, chcemy o twojej kobiecości o twoich kobietach o naszych kobietach najlepiej niech wszyscy będą tam kobietami i niech mówią o wszystkich kobietach świata do wszystkich kobiet świata a ty ty ty jesteś kobieta eureka to wiesz to najlepiej, co tu się wtrącać
Martyna Wawrzyniak wywiązała się z tego zadania z naddatkiem: powstał tekst o kobiecej irytacji, choć nie całkiem taki, o jaki być może zamawiającym chodziło. Bardzo niewiele tu o prawach reprodukcyjnych, więcej o trywialnych sytuacjach z życia, które dziewczyny czy kobiety doprowadzają do białej gorączki na pozór bez powodu (to może być irytacja na kuriera, który przynosi ciężką paczkę bez uprzedzenia i pod nieobecność adresatki, albo na chłopaka na jedną noc, którego imienia się nie pamięta, albo na agresywnego kota, na staruszkę w windzie, na koleżankę zbierającą plastikowe opakowania, nawet na siebie samą i własne tchórzostwo, na cokolwiek). Nic ostatecznego właściwie się nie wydarza, ot, jakiś mikrowybuch, do którego czasem nawet nie dochodzi, bo przecież trzeba być miłą, ale każda taka scenka kończy się niepokojącym rozpoznaniem: "mimo to wiesz już, że coś się dzieje". Frustracja narasta i napędza fantazje o rewolcie. Gdzieś w tle powraca wspomnienie prababci, która "prawdopodobnie" zabiła przemocowego pradziadka - i trudno jej się dziwić. W finale przeplatające się monologi czterech Szwarzcharakterek kumulują w litanii do świętej Rity, patronki kobiet i spraw beznadziejnych.
JOLANTA JANICZAK I TAK NIKT MI NIE UWIERZY, TEATR IM. FREDRY, GNIEZNO, 2020, REŻ. WIKTOR RUBIN. FOT. DAWID STUBE.
Na pewnym poziomie to tekst o prawie do gniewu i o kulturze, która kobiety tego prawa pozbawia. Niesprecyzowane, wieloogniskowe zdenerwowanie monologujących (kulturowy PMS, powiedziałby ktoś złośliwy) przechodzi w afirmację wkurwu (choć to słowo jeszcze nie pada) i w dumę z tych, którym wystarczyło odwagi, by pójść za emocjami. Rozproszone symptomy stopniowo zdradzają bowiem swoje wspólne źródło: czarne bohaterki mogą sprawiać wrażenie "histeryczek, wariatek, rycza?cych czterdziestek", ale ich furia znajduje uzasadnienie. A nawet gdyby go nie znalazła - jest wyzwalająca.
I byłoby to aż nazbyt ostentacyjne (jest w tym tekście jakieś przewrotne "proszę bardzo"), gdyby Martyna Wawrzyniak nie pokazała także, jak bunt dogasa, jak się rozchodzi po kościach, jak zostaje rozpraszany, pacyfikowany, formatowany do oczekiwań. A nawet sprzedawany, czego do pewnego stopnia dowodem samo kieleckie zamówienie. Autorka proroczo kreśli trajektorię rewolucji, narastanie i opadanie fali, choć w zasadzie bada uważnie samą anatomię afektu.
Inaczej proroczy okazał się tekst Jolanty Janiczak I tak mi nikt nie uwierzy, który w czerwcu zeszłego roku miał premierę w Teatrze Fredry w Gnieźnie. Drukowaliśmy go rok temu1, dlatego przypomnę już tylko pokrótce: zbudowany został wokół historii Barbary Zdunk, ostatniej w Europie kobiecej ofiary stosu, w 1811 roku spalonej w Reszlu po kilkuletnim procesie o czary. W więzieniu robiono z nią straszne rzeczy, ale przemocy doświadczyła wcześniej: wyrzucona z domu jako dziewięciolatka, jako dwunastolatka zgwałcona przez stryja, przechodziła z rąk do rąk, wreszcie zakochała się w młodszym pasterzu, który także ją wykorzystał. Poszła za nim do miasta i przeklęła go publicznie, co stało się koronnym dowodem w sprawie o podpalenie, gdy nazajutrz w Reszlu wybuchł pożar. Jak na ironię, tamtejszy miejski ośrodek kultury jeszcze niedawno inscenizował dorocznie jej proces i egzekucję jako lokalną atrakcję.
Jolanta Janiczak skoncentrowała się na problemie wiarygodności ofiary - jej bohaterka zeznaje przed sędzią i ojcem w jednej osobie, ale jej zeznania są subiektywne, dowody zostają zacierane albo wcale ich nie ma, krzywda niepiśmiennej pasterki, przez nią samą werbalizowana w drastycznych poetyckich monologach, nie przebija się przez mur prawa. "Stworzyłam postać skrajną, zbudowaną z różnych traum dziewczynę, która nie umie mieć granic [...], nie ma narzędzi do zrozumienia siebie. Przez to jest osobą, z którą można zrobić wszystko", mówiła autorka w rozmowie z Ewą Hevelke.2 Przedstawienie w reżyserii Wiktora Rubina jeszcze tę dysproporcję racji i pozycji podbija, bo gwałcicieli (strażników, żołnierzy, nawet krewnych) grają w nim pracownicy techniczni, którzy nie wygłaszają własnych kwestii, trwają jednak na scenie, co jakiś czas podejmując markowane akcje seksualne na ciele Zdunk3. Sojuszniczkami oskarżonej stają się za to jej trzy córki - współnarratorki, współofiary, współczujące opiekunki, a w domyśle późniejsze mścicielki: naznaczone niespójnością dziedziczki klątwy, jak pisze o nich Magdalena Rewerenda.4 "Po mocnych narracjach o macierzyństwie, nadszedł może czas na wzmocnienie i rozwinięcie idei córectwa czy, jak pisze Marcinów, córowizny bliskości?", zastanawia się Monika Kwaśniewska, zestawiając spektakl z głośną powieścią Bezmatek5.
Bezpośrednim kontekstem dla I tak nikt mi nie uwierzy była akcja #MeToo i nagminny w sprawach o molestowanie problem bagatelizowania kobiecych zeznań, ale tytuł sztuki mógłby równie dobrze trafić na kartony jesiennych manifestantek: i tak nikt mi nie uwierzy, a więc tracę głos i tracę prawo wyboru, tracę wolność samostanowienia, miotam się na próżno. Mogę się zemścić tylko słowami, ale one zostaną zwrócone przeciwko mnie. Temperatura tego tekstu jest wysoka: "Trzęsienia ziemi ci życzę i huraganu. I żebyś przeżył swoje życie po cichu, upokorzony wiekiem bez zasług. Żebyś się nie miał do kogo uśmiechnąć. Żebyś stracił słuch i palce. Żebyś dziś zasnął w płomieniach", przeklina bohaterka swojego kochanka, który ją zlekceważył. "Obyś wdepnął w LEGO" - to najłagodniejszy slogan z błyskawicą z kategorii zaklinań.
MARTA GÓRNICKA TU MÓWI CHÓR: TYLKO 6 DO 8 GODZIN, TYLKO 6 DO8 GODZIN..., INSTYTUT TEATRALNY, WARSZAWA, 2010. FOT. YOUTUBE.COM.
MALINA PRZEŚLUGA JUŻ PŁONĘ A JESZCZE, CHÓR CZAROWNIC, POZNAŃ, 2017. FOT. YOUTUBE.COM.
Wreszcie trzeci przykład profetyzmu. Miesiąc przed wybuchem jesiennych protestów, we wrześniu zeszłego roku, wyszedł album Siksy Zemsta na wroga, któremu towarzyszył awangardowy film duetu, nakręcony wraz z artystą Piotrem Machą6. Trudno powiedzieć, do jakiego stopnia ta płyta podziałała jak zapalnik (tłumy wyprowadził na ulice w październiku projekt zaostrzenia ustawy aborcyjnej, a sama Zemsta na wroga nie opowiadała o aborcji, tylko o przemocy seksualnej i o patriarchalnym wychowaniu, poza tym materiał miał w momencie nagrania już ponad trzy lata, powstał jako jeden z pierwszych programów koncertowych zespołu), jednak niewątpliwie podgrzała atmosferę Strajku i posłużyła za jedną ze ścieżek czy podkładów rewolucji. Nagrodzeni Paszportem "Polityki" w niezbyt może fortunnej kategorii "muzyka popularna", Alex Freiheit i Piotr Buratyński zostali nominowani "za muzyczne działania, które prowokowały, drażniły, ale wyprzedziły swój czas. Za punkowy krzyk, który stał się artystycznym paliwem dla ulicznych wydarzeń i manifestacji, ale nie przestał być oryginalnym, własnym głosem"7. Sama Alex Freiheit opowiadała w wywiadach (w tym w rozmowie drukowanej w tym numerze) o swoim gniewie, który zdążył się już wypalić, którego nie można performować bez końca, bo wziął się z osobistej traumy. I rzeczywiście, podstawowym tematem tego koncertu-wyznania jest gwałt, zarówno ten jednorazowy, o którym nastolatka nie ma jak powiedzieć rodzicom (tu w narracji Zemsty... następuje wymowna elipsa, "usterka"), jak i ten notoryczny, zadawany w kilkuletniej relacji przez byłego chłopaka. O przemocy seksualnej w związkach w ogóle mało się rozmawia w kulturze, która - co utwór Siksy pokazuje dobitnie - uczy przyszłe ofiary uległości już poprzez sposób traktowania córek w tradycyjnych polskich rodzinach. Zemsta w gniewnym osobistym monologu naruszyła to tabu koncesjonowanego gwałtu, nawołując do oporu i dziewczyńskiego nieposłuszeństwa, do wendety i wyzwolenia, a ostatnie mocne słowa "jebać jego ego" zyskały w dobie protestów nowy rezonans.
Gdy Alex groziła swojemu gwałcicielowi "wjazdem na chatę", dodawała: "a jak nie zrobię tego ja, to zrobi to inna SIKSA, jest nas coraz więcej / a zresztą po co się pierdolić / WIECIE CO Z NIM ZROBIĆ". W tym momencie wyznanie przechodziło w wezwanie, którego adresatek rzeczywiście przybywało. A potem to już poszło... a raczej poszły.
Polifonie
Manifestantki mówią chórem, ewentualnie po kolei - bodaj najbardziej uderzająca cecha formalna sztuk okołostrajkowych to zastosowanie szerszego, nawet totalnego planu i bohaterki zbiorowej. Taka jest kontrdramatyczna8 struktura Szwarzcharakterek, rozpisująca na cztery głosy doświadczenia wielu kobiet - tekst mógłby zostać z powodzeniem zagrany przez większą albo mniejszą ilość aktorek. Ale polifonię pamiętamy choćby z przedstawień Chóru Kobiet Marty Górnickiej, którego poetykę podchwycił wyraźnie poznański Chór Czarownic, założony przez Ewę Łowżył jesienią 2016 roku. Podczas ostatnich protestów internet obiegał hymn poznanianek Twoja władza do słów Maliny Prześlugi. "Milion nas tu dzisiaj stoi, żadna z nas się już nie boi", skandowały wprost do widza Erynie w halkach, do wtóru miarowo uderzanych smyczkami stalowych beczek.9 Sam hymn został przez Prześlugę wcielony do wspomnianej sztuki Kobieta i życie, do finałowej sceny manifestacji, napisanej jako partytura dla dowolnej liczby kobiet i mężczyzn. Cały tekst sztuki, mimo że utrzymany w pierwszoosobowej poetyce piosenki-wyznania, oscylującej od dziecięcej rymowanki przez rap do protestsongu, w intencji autorki może mieć dowolnie rozbudowaną obsadę. Opowiada o dziewczęcym dojrzewaniu, o kłopotach z ciałem, nieudanej inicjacji i opresywnych pierwszych doświadczeniach (do tego miejsca przypomina Zemstę na wroga Siksy), ale też o rozczarowaniu małżeństwem, o niedoszłej aborcji i niechcianym macierzyństwie, zwieńczonym jednak wizją matki i córki trzymających się za rękę podczas ulicznych protestów. Ostatni, zdecydowanie polifoniczny fragment to żarliwa apologia siostrzeństwa:
Jestem twoją siostrą
Mam w sobie ogień
Jestem twoją siostrą
Trochę mi słabo
Jestem twoją siostrą
Chcę być słyszana
Jestem twoją siostrą
Nic o mnie nie wiesz
Jestem twoją siostrą
Nie będziesz szła sama.
Trochę inne ujęcie polifoniczności, ale i siostrzeństwa zaproponował Karol Maliszewski w drukowanych w tym numerze Idących, numerując po prostu kobiece osoby dramatu i uniwersalizując w ten sposób ich doświadczenie. Bohaterki Idących, czyli bezimienne "One", choć widziane w bardzo różnych momentach życiowych, stają się w swoim słusznym gniewie umowną Każdą, z kolei nazwane zgodnie z funkcją postaci męskie (Kierownik, Profesor, Ksiądz i tak dalej) to maski patriarchatu. Trzeba jednak przyznać, że autor cieniuje ich rysunek i nie tworzy plakatowego wroga o wielu twarzach, pokazuje raczej mężczyzn tracących władzę, w różnym stopniu tego świadomych i zasadniczo zdezorientowanych. Pod względem struktury sztuka Maliszewskiego, choć silniej gatunkowa i bardziej tradycyjnie udramatyzowana, przypomina nieco tekst Martyny Wawrzyniak: oderwane od siebie epizody konfrontacji kobiet z mężczyznami kończą się gwałtownie zakwestionowaniem układu sił i wyjściem kolejnej "Onej" z hukiem (z pracy, gabinetu czy konfesjonału - tak czy owak z sytuacji); wreszcie w scenie zbiorowej zbuntowane i "wylogowane z systemu" bohaterki idą razem, każda wściekła na co innego, a przecież w gruncie rzeczy na to samo. Idą wysadzić w powietrze dominującą nad pejzażem i ewidentnie falliczną wieżę telewizyjną, wznoszoną mimo lokalnych protestów w Kotlinie Kłodzkiej - niestety ta budowla, symbol pychy mężczyzn u władzy, to bynajmniej nie wymysł autora10. Jest w tym marszu ekoterrorystek patos, ale i sporo komizmu, jakby Maliszewski nieustannie zmieniał ogniskową, grał zaangażowaniem i dystansem. Najmniej przytomna z rewolucjonistek, poetka, niechcący wywołuje prawdziwy pożar (jak w farsie, od niedogaszonego skręta), co pozwala w samym finale nieco ironicznie zatryumfować siostrzeńskiej pomocy. "Idące" na przemian kłócą się i wspierają, ale idą dalej, już gdzieś poza sceną, poza horyzontem tego utworu.
Bohaterki zbiorowe widzimy też w grających z folklorem, ale nowocześnie rozbitych na głosy Szkubaczkach Zuzanny Bojdy11: oto śląskie kobiety zgodnie z obyczajem odprawiają tytułowe szkubaczki, czyli spotykają się przy darciu pierza na wyprawę dla najmłodszej z nich, wydawanej za mąż. Jak na ironię, na swoje babskie sesje muszą wynajmować od mężczyzn salę w Domu Rolnika, bo nie mają własnego lokum. Tekst ujęty w ludowe formy narracyjne, jak snucie opowieści przy pracy, rytualne powtórzenia, przyśpiewki czy sentencje ujawnia stopniowo coraz bardziej wywrotowe treści: widać, że młoda wcale nie chce ślubu, wreszcie i starsze przestają ją do niego nakłaniać, przyznając się same do małżeńskich frustracji i rozczarowań, a w końcu do strachu przed mężami. Tak oto tradycja staje się zarzewiem buntu. Otrucie jednego z mężów ziołowym naparem (tu przydaje się wiedza ludowa) przesuwa opowieść w stronę czarnej komedii, ale inaczej niż w klasyce gatunku jest to otrucie zbiorowe i finał należy do wszystkich bohaterek, które kryją zbrodnię solidarnie, nabierają siły i przekory, a ze wspólnego poetyckiego epilogu możemy wnosić, że się uwolniły.
MAGDALENA DRAB CZAROWNICE, TEATR UKŁAD FORMALNY, WROCŁAW, 2021,REŻ. KAROLINA KOWALCZYK. FOT. RAFAŁ OGRODOWCZYK.
MARIA PAWLIKOWSKA-JASNORZEWSKA MRÓWKI, TEATR IM. SŁOWACKIEGO, KRAKÓW, 1936, REŻ. WACŁAW RADULSKI. FOT. NAC.
Kontrdramatyczna płynność rządzi też Czarownicami Magdaleny Drab.12 Poznajemy tu trzy bohaterki w zakładzie piękności (kosmetyczkę i jej dwie klientki), które dzieli sytuacja osobista i pozycja klasowa, ale które w miarę zwierzeń i narzekań stają się sobie bliskie i w swoich doświadczeniach samotnej zapracowanej matki, zwolnionej z pracy położnej i obsesyjnie dbającej o siebie singielki znajdują wspólny mianownik. Wszystkie chciałyby przekroczyć swoją kondycję, wyjść z pułapki kobiecego losu i odzyskać sprawczość. Biorą się więc do magicznych rytuałów... I wtedy zmienia się tonacja tekstu: rodzajowe, miejscami komediowe dialogi przechodzą w rozbity na kwestie chór, jako czarownice bohaterki zdają się mówić na zmianę tym samym głosem. Odgrywają jeszcze między sobą scenę wyobrażonego procesu, ale potem już wygłaszają kwestie "na płasko", raczej do widza niż do siebie nawzajem. Są we trzy po tej samej stronie - i w wieloznacznym finale trochę płoną na stosie, a trochę tryumfują.
Niby wiadomo, że taki postdramatyczny zabieg dzielenia tekstu pomiędzy chór postaci nie jest w teatrze niczym nowym. A jednak awans bohaterki zbiorowej, której imię brzmi ulica, widać w dramaturgii Strajku Kobiet bardzo wyraźnie. Widać też rozmach i metaforę, pęd do uogólnienia. Realistyczna czy nawet dokumentalna formuła teatru ujawnia tu swoje wyczerpanie, a w każdym razie gorzej się sprawdza: mniej powstaje kameralnych opowieści o konkretnych przypadkach "z życia", na przykład o rzeczywistych starciach z delegalizacją aborcji. Nie pamiętam jakoś spośród wyróżnionych w Gdyni czy nadesłanych ostatnio tekstów żadnego dramatu o perypetiach dziewczyny z katolickiego domu, która po wpadce musi zdobyć pieniądze czy dyskretnie wyjechać i nie ma kogo poprosić o pomoc, albo w innym wariancie - o kobiecie, której odmawiają badań prenatalnych, więc rodzi upośledzone dziecko. Innymi słowy, nikt nie napisał nowego Cjankali (dramat Friedricha Wolfa z 1930 przypominała niedawno na naszych łamach Anna Kuligowska-Korzeniewska, a Agata Chałupnik analizowała wątek aborcji w sztukach polskich autorek dwudziestolecia)13. Być może dziś taka historia raziłaby tanim realizmem, może byłaby zbyt dosłowna, kiczowa, niepodatna na uniwersalizację? Trudno powiedzieć, dość że dramat protestu wybiera raczej ścianę głosów, chóralne albo podzielone na partie pieśni gniewu. Te pieśni mają porywać, ale już niekoniecznie wzruszać.
Nawet te sztuki, które mówią o jednostkowym doświadczeniu gwałtu czy niechcianego macierzyństwa, nie robią tego w konwencji melodramatycznej, unikają sentymentalizmu czy resentymentu, przekuwają poczucie krzywdy w otwarte afekty gniewu i solidarności. Jak gdyby bohaterki, które "miłe już były", nie musiały wcale budzić empatii - dla rewolucjonistek empatia to za mało, samo współczucie nie prowadzi do zmian.
Tekst z nieco innego rejestru, w osobistej perspektywie traktujący o konsekwencjach zaostrzenia ustawy, zaproponowała może tylko Karolina Fortuna. Jej Oczy motyla, które wydrukujemy w następnym numerze, to historia z porodówki. Bohaterka sztuki trafia tam ze skurczami podczas epidemii COVID-19 i zderza się z iście kafkowskimi mechanizmami kolejnych procedur, po czym pod wpływem morfiny odpływa w oniryczną podróż w głąb siebie, w której echa manifestacji za oknami szpitala mieszają się z bajkowym światem poezji Konopnickiej. Jej córka umiera tuż po porodzie, ale przedtem wygłasza (być może tylko w wyobraźni oszołomionej matki) zupełnie dojrzały monolog odchodzącej Persefony. Za lirycznymi obrazami odrealnienia czai się polityka: puenta dramatu, czyli ta spodziewana, jak się okazuje, śmierć dziecka odsłania delikatnie grozę narodzin i natychmiastowych pożegnań, nową rzeczywistość po delegalizacji aborcji.
Karolina Fortuna sięga zatem po absurd i metaforę tam, gdzie dawniej pojawiłby się pewnie społeczny dramat dokumentalny. Co ciekawe, ona także stosuje zabieg wielogłosowości, choć inaczej - do półprzytomnej bohaterki przemawia na przykład Prysznic, Piłka albo Słoneczko z wiersza Na jagody. Infantylne, ironiczne chwyty pogłębiają tylko wyobcowanie kobiety, która w tym akurat przypadku nigdzie nie idzie, z niczym nie walczy. Przeciwnie, pozostaje bierną zakładniczką sytuacji. Krzyczy do niej za to świat i to jest dopiero kakofonia.
Czarownice
To nie są zatem teksty o aborcji, a przynajmniej nie wprost. Najczęstszy wspólny motyw, którym posługuje się dramat Strajku Kobiet, to - jak widać już na podstawie tych krótkich streszczeń - postać wiedźmy. Potrzebna, z jednej strony, jako pojemna figura ofiary. Magda Mosiewicz w komentarzu do sztuki Janiczak pisała o polowaniach na czarownice w kontekście okupacyjnych antysemickich nagonek, ale i współczesnych prześladowań osób LGBTQ+, działaczek #MeToo czy Femenu, odsłaniając mechanizm zinstytucjonalizowanej lub oddolnej przemocy wobec kobiet, uchodźców, innych, słabszych. "Może nie pali się już czarownic w świetle prawa, ale wykorzystać bezradność - czemu nie?"14, pytała retorycznie. Z drugiej strony mamy afirmację wiedźmy w jej pozytywnie rozumianej roli "wiedzącej", a współcześnie aktywistki, rewolucjonistki, ekolożki: "tej, która jest czynna, dba o przyrodę, potrafi walczyć z patriarchatem, jest nowym symbolem kobiecości"15. Redaktorki ostatniego numeru "Czasu Kultury", poświęconego w większej części postaci czarownicy, pisały o niej tak: "Niegdyś demonizowana, przedstawiana jako zagrożenie, dziś staje się alternatywą dla patriarchalnego ładu - figurą kobiety pełnej mocy, mądrości i piękna [...]. Niewykluczone, że figura czarownicy w końcu zastąpi zawłaszczoną przez imaginarium narodowe i odciętą od żywotnych źródeł kobiecości figurę Matki Polki"16.
W wymienionych tekstach Jolanty Janiczak, Martyny Wawrzyniak, Zuzanny Bojdy, Magdy Drab, Karola Maliszewskiego, także Siksy znajdziemy czarownice jeśli nie na pierwszym, to na drugim planie: rzadko samotne, częściej w grupach albo z potencjałem do zwoływania się w grupy, do swoistego "zawirusowywania" społeczności. Choć bodaj pierwsza, rok wcześniej, sięgnęła po taką figurę Agata Dyczko w Dysonii17, awangardowym słuchowisku na podstawie biografii Sydonii von Borg, szlachcianki spod Szczecina ściętej za czary w 1620 roku. Tekst zaczyna się dobitną dedykacją: "Pamięci ciał naznaczonych traumą, ciał głodzonych, ciał rozczłonkowanych, ciał zniewolonych. Historia niejedna", a w didaskaliach czytamy, że to utwór "na co najmniej cztery kobiece gardła. Podział tekstów gdzie niedookreślony tam dowolny. Sydonia powinna być odgrywana przez kilka osób symultanicznie. Tak jakby wszyscy są Sydonią i nikt nią nie jest. Jest tylko opowiadanie o niej." Następuje zatem (znów polifoniczna, ze wstawkami w dziwnym języku) opowieść o kobiecie silnej, pięknej i wykształconej, zbyt dumnej by wyjść za mąż, procesującej się latami o odebrany jej majątek i ostatecznie skazanej na klasztor, a potem wydanej na tortury. Tekst jest poetycki, miejscami drastyczny, rzeczywiście skonstruowany niczym rwana partytura i wpisuje opór bohaterki w całe kontinuum oporu, w późniejsze potyczki kolejnych "czarownic" z systemem. Słowa finału brzmią proroczo: "Mamo, babciu, prababciu. Chciałam opowiedzieć wasze historie, ale odkryłam, że nigdy ich nie skończę, bo one jak wściekłe pszczoły krążą nad głową. Rewolucja wisi nad nami jak burzowa chmura na letnim niebie. Jest strasznie parno, a ja nie mogę się doczekać deszczu".
Są też jednak wśród opowieści o czarownicach teksty mniej ekstatyczne, traktujące po prostu o porażce. Sztuka bliższa może dramatowi obyczajowemu ze społecznym ostrzem to Wiedźmy Iwony Kusiak18, historia kobiecej pary, która buduje dom na skraju wsi i pragnie osiąść tam w spokoju, niestety trafia na miejsce podobno przeklęte, gdzie przed laty spalono żywcem zielarkę. I rzeczywiście, klątwa działa: budowa się przeciąga, kobiety zaczynają się kłócić, spotykają je też kolejne szykany ze strony sąsiadów i bliskich. Staje się jasne, że to bohaterki są tytułowymi wiedźmami dla wiejskiej społeczności - jako obce i jako lesbijki. Celowo nieco upraszczam fabułę: istotne, że ich związek nie wytrzymuje próby ognia (i to dosłownie, dom idzie z dymem), a one same wybierają kompromis "normy", bo ostracyzmu nie potrafią udźwignąć. To akurat przykład pesymistyczny: przypomnienie, jak trudno afirmować kobiecą niezależność na polskiej prowincji.
Równie trzeźwy dystans, lecz jeszcze więcej sarkazmu znajdziemy w Królowej nocy Tomasza Jakuba Motyki19. Oto para młodych ludzi poznaje się na manifestacji i prosto z ulicy ląduje prawie w łóżku: prawie, bo on okazuje się katolikiem, ona aktywistką Strajku Kobiet. Gdy różnice światopoglądowe wychodzą na jaw, pryska erotyzm, a dziewczyna proponuje chłopakowi, by raczej się pomodlił: "Winy odkupisz, żeś się z taką jak ja chciał przeruchać. Grzech ciężki, że cię wiedźma chciała do piekła zaprowadzić. Na grilla! Na ruszt z nią!". Autor przedstawia sytuację stereotypowo - katolik jest rycerski i subtelny, aktywistka wulgarna - ale warto to odnotować jako spojrzenie z zewnątrz, podszyte lękiem i symptomatyczne. Dziewczyna okazuje się potem spragnioną ciepła wychowanką domu dziecka, a katolik pomaga jej odkryć rodzinne tajemnice i otacza ją opieką, tak jakby całe to "bycie wiedźmą" stanowiło rodzaj deficytu, reakcję obronną, którą przezwyciężyć może cierpliwa miłość...
ALICJA BIAŁA, MURAL UPAMIĘTNIAJĄCY STULECIE UZYSKANIA PRZEZ KOBIETY PRAW WYBORCZYCH W POLSCE, SŁUPSK. FOT. JUSTYNA JAWORSKA.
Trzeba jednak przyznać, że perspektywa konserwatywna nie zdominowała utworów konkursowych, zdecydowanie więcej znajdziemy pośród nich "pieśni gniewu". W kostiumie historycznym, antycznym (jak Achilles. 2021 Tomasza Kaczorowskiego, ostra i dobitna transkrypcja haseł oraz napięć Strajku Kobiet na monologi postaci z "Iliady"20) lub częściej współczesnych, przełamanych dystansem ale i tak namiętnych, z partiami solowymi lub na chór.
Nowa energia przełożyła się na nową dykcję. Chociaż rausz rewolucyjny minął, w dramacie polskim padły słowa bardzo mocne i do eufemizmów być może nie ma już powrotu. Test ulicy dowiódł, że w teatrze lepiej sprawdzają się chyba postdramatyczne manifesty niż małe scenki rodzajowe: kiedy to, co prywatne, tak mocno stało się polityczne, kameralistyka zdaje się brzmieć fałszywie. Czy jednak hasła "idących" przeniesione na scenę przekroczą swój kontekst i przetrwają jako coś więcej niż dokument czasów? I drugie pytanie, istotniejsze: co teraz?
Tomasz Kaczorowski kończy Achillesa. 2021 nieoczekiwanie cytując monolog Kasandry z manifestu Aleksandry Zielińskiej. Stwierdza, że przyzwoitość wymagała, by przynajmniej w finale zmienić autora na autorkę. I ta Kasandra Zielińskiej powiada tak:
Naprawdę wcale mi nie daje satysfakcji, że oto wchodzę cała na biało i mówię
a nie mówiłam (...)
mogę sobie powtarzać a nie mówiłam a wy nie słuchaliście moich przepowiedni ale to nie zmienia faktu że o patrzcie żaba gotuje się we wrzątku
a teraz
a teraz siedzimy w płonącej kawiarni pijąc herbatę z przyklejonym krzywym uśmiechem i powtarzamy sobie it's fine
it's fine
Dymy opadły, błyskawice zamalowano, już chyba po herbacie, trzeba (czy naprawdę trzeba?) połknąć tę żabę. Być może przyszedł czas depresji, wypalenia, przyczajenia21, a dla dramatu czas przestawienia zwrotnicy, kto wie, może i zaciągnięcia hamulca. Tylko co teraz zrobić z rozpędzonym chórem niewiast? Posadzić je z robótkami przy samowarze?
1 Druk w "Dialogu" nr 10/2020.
2 Ustalmy fakty, z Jolantą Janiczak rozmawiała Ewa Hevelke, tamże, s. 50.
3 Przemysław Czapliński zwrócił uwagę na dwuznaczność takiego chwytu: "Zamysł był świetny, bo pozwalał włączyć do gry ludzi, którzy zazwyczaj pozostają niewidoczni - są poza sceną [...]", niestety jednak "krytyka męskiej przemocy odbywa się tu kosztem klas niższych". Por. Narracje i przemoc, "Dialog" nr 12/2020, s. 136.
4 Magdalena Rewerenda Ciało, narracja, opór. Czarownice Jolanty Janiczak i Wiktora Rubina, "Czas Kultury" nr 2/2021, s. 34.
5 Monika Kwaśniewska Kultura gwałtu a córowizna bliskości, dialog-pismo.pl, 13 lipca 2020.
6 https://youtu.be/HrdBlPVL_lA
7 https://kultura.poznan.pl/mim/kultura/news/aktualnosci,c,20/duet-siksa-nagrodzony-paszportem-polityki,158590.html.
8 Tak mówi o niej sama autorka w drukowanej obok rozmowie z Piotrem Morawskim.
9 https://www.youtube.com/watch?v=UCYH3O_e9DI.
10 O czym mówi w wywiadzie do tego numeru.
11 Półfinał GND w 2021 roku.
12 Półfinał GND w 2021 roku.
13 Por. Anna Kuligowska-Korzeniewska "Cjankali". O legalizację poronień, Agata Chałupnik Mrówki i anioły, "Dialog" nr 3/2021.
14 Magda Mosiewicz Czarownice i cykliści, "Dialog" nr 10/2020, s. 56. W tym samym numerze Katarzyna Niedurny pisała o stosach w perspektywie historycznej.
15 Katarzyna Niedurny Kobiety, tamże, s. 66.
16 Emilia Kolinko, Katarzyna Nadana-Sokołowska, Monika Rudaś-Grodzka Czarownice są wśród nas, "Czas Kultury" nr 2/2021, s. 1.
17 Półfinał GND w 2020 roku, link do fragmentu słuchowiska: https://www.youtube.com/watch?v=mFPqT-cAG4w.
18 Półfinał GND w 2021 roku.
19 Półfinał GND w 2021 roku.
20 Jedna z pięciu równorzędnych nagród w 32 Konkursie na Sztukę Tratralną dla Dzieci i Młodzieży.
21 Jak mówi Alex Freiheit w rozmowie zamieszczonejw tym numerze.
ORCID 0000-0003-4319-1583
Słowa kluczowe:
Strajk Kobiet, dramat, bunt, rewolucja, chór, polifonia
ROK LXVI / WRZESIEŃ 2021 / NR 9 (778)
Copyright by "Dialog" 2021
Ilustracje w numerze pochodzą z archiwum Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie, serwisów reklamowych teatrów, agencji prasowych oraz zbiorów prywatnych.
Projekt okładki Krzysztof Rumowski
Projekt layoutu Fajne Chłopaki
ZESPÓŁ REDAKCYJNY:
Dorota Jovanka Ćirlić, Justyna Jaworska (dział dramaturgii polskiej), Joanna Krakowska (zastępczyni redaktora naczelnego), Ewa Hevelke (sekretarz redakcji, opracowanie graficzne), Piotr Morawski (dialog-pismo.pl), Piotr Olkusz (dział zagraniczny), Małgorzata Semil, Jacek Sieradzki (redaktor naczelny)
Anna Kruk (korekta), Anna Wycech (sekretariat), Helena Dziurnikowska (redakcja techniczna)
RADA NAUKOWA:
Janusz Degler, Leszek Kolankiewicz, Dariusz Kosiński, Lech Sokół, Małgorzata Szpakowska (przewodnicząca)
STALE WSPÓŁPRACUJĄ:
Dorota Buchwald, Piotr Gruszczyński, Grażyna Stachówna, Mariusz Zinowiec
CZASOPISMO PATRONACKIE INSTYTUTU KSIĄŻKI WYDAWANE NA ZLECENIE MINISTRA KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO
"DIALOG" MOŻNA ZAPRENUMEROWAĆ:
Przelewem na konto Instytutu Książki, Bank Gospodarstwa Krajowego: dla wpłat krajowych 81113011500012126927200001; dla wpłat zagranicznych PL81113011500012126927200001; kod SWIFT: GOSKPLPW.
Prenumerata krajowa: 120 PLN za cały rok; prenumerata zagraniczna: USD 80 za rok; EUR 60 za rok. Zamówione egzemplarze dostarcza poczta bez dodatkowych opłat.
Prenumerata realizowana przez RUCH S.A.: w prenumeracie krajowej zamówienia przyjmują Zespoły Prenumeraty właściwe dla miejsca zamieszkania klienta: www.prenumerata.ruch.com.pl, e-mail: prenumerata@ruch.com.pl.
Informację o warunkach prenumeraty ze zleceniem wysyłki za granicę i sposobie zamawiania można uzyskać pod numerem telefonu +48 22 693 70 00.
ADRES REDAKCJI:
00-430 Warszawa, ul. Śniegockiej 10 m. 11.
Tel.: +48 22 253 22 24, +48 22 409 68 13, e-mail: dialog@instytutksiazki.pl.
WYDAWCA: Instytut Książki, 31-148 Kraków, ul. Wróblewskiego 6.
Nakład 1650 egz., obj. ark. druk. 14,5. Skład własny. Druk i oprawa: Petit s. k., Lublin. Podpisano do druku we wrześniu 2021. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca.
www.dialog-pismo.pl