PILGRIM / MAJEWSKIPole 150 m2REPORTAŻ TEATRALNY
OSOBY:
- RAFAŁ KOSOWSKI
- ANNA SOLAREK
- MICHAŁ KOSELA
- PIOTR MOKRZYCKI
- FILIP PERKOWSKI
- IRENA WÓJCIK
- JOANNA ŁAGANOWSKA
- KAROLINA BRUCHNICKA
- ANGELIKA CEGIELSKA
- IRENA SIERAKOWSKA
- RYSZARD WĘGRZYN
- WOJCIECH ŚWIEŚCIAK
- MATEUSZ FLIS
- CZESŁAW SKWAREK
- DARIUSZ SKOWROŃSKI
- DOROTA FURMANIUK
- JOANNA MAJEWSKA
- PIOTR TOKARZ
RAFAŁ KOSOWSKI
w moim pokoju
w domu aktora
obudziłem się
dość późno
jak na mnie
bo po dziesiątej
miałem dzień wolny
i nie wiem dlaczego
jeszcze zrobiłem sobie kawę
a ja kawę piję bardzo rzadko
i śniadanie obfite
prawdziwe
kontynentalne
i nawet telefonu nie ruszałem
żeby puścić muzykę
ze spotify'a
a ja generalnie
ciszy nie lubię
ale wtedy
jakoś dobrze mi robiła
ta cisza
a w telefonie było już
tych sto esemesów
nieodebranych połączeń
i nagrań na pocztę
policzyłem to potem
dokładnie sto dwadzieścia dwa
a ja
jakby nigdy nic
poszedłem się myć
i wtedy zdziwiłem się tylko
że w naszej wspólnej łazience
na magencie
stało dużo kosmetyków
żeli szamponów past do zębów
jakby cały zespół przyjechał
a przecież byłem tylko ja z weroniką
i karolina mazur
i z obsady "cenci"
darek skowroński wojtek świeściak i piotrek mokrzycki
i studenci z wrocławia
mikołaj krzeszowiec i antek rychłowski
czyli mało
a kosmetyków dużo
ale nie myślałem o tym długo
szybko się też umyłem
bo chciałem już wyjść
i przejść się do netto
na nowym świecie
i wtedy patrzę przez okno
i widzę
parking zastawiony
żadnego wolnego miejsca
pełno samochodów
co jest? - myślę sobie
a pan staszek portier
krzyczy do mnie
p a n i e r a f a l e!
n i e c h p a n n a s c e n ę l e c i
w s z y s c y j u ż t a m s i e d z ą
j a k t o s i e d z ą?
c a ł ą n o c j u ż s i e d z ą
j a k i e ś z e b r a n i e j e s t?
pytam ale biegnę już po schodach
p a n i e s t a s z k u!
a pan staszek
kreci tylko głową
i ręką scenę mi pokazuje
o tak
to już wiedziałem
że dzieje się coś historycznego
ANNA SOLAREK
zegar wskazywał osiemnastą
bo zawsze o tej godzinie
zaczynamy próby
więc była osiemnasta
miałam zrobioną herbatę
i już zamykałam drzwi
naszej pakamery
i chciałam iść na dużą scenę
kiedy usłyszałam krzyki
tam od strony portierni
ale to nie krzyczał żaden portier
bo ich głosy znam
jak się pracuje tak długo w teatrze
to się wszystkie głosy zna
więc to nie krzyczał portier
a wtedy na dyżurze był pan janek
więc to nie krzyczał pan janek
tylko ktoś obcy
najpierw to był taki hałas jeden
a potem dopiero
zaczęły dochodzić do mnie
pojedyncze słowa: k r a j u w w a ł b r z y c h u o d z a r a z
i poczułam strach
i jakoś tak naturalnie
pobiegłam na scenę dla bezpieczeństwa
do aktorów
którzy tam czekali na próbę
bo robiliśmy "cenci"
a tam już byli ci ludzie
i jeden czytał ten komunikat:
z g o d n i e z p a ń s t w o w y m r o z p o r z ą d z e n i e m
o s k u t e c z n e j w a l c e z z a r a z ą
z a r z ą d z a s i ę
z a m k n i ę c i e s c e n y t e a t r u w w a ł b r z y c h u
i p o d d a n i e j e j r e k u l t y w a c j i
o b s i a n i e s t u p i ę ć d z i e s i ę c i u m e t r ó w k w a d r a t o w y c h
i już orali naszą scenę
na dwa centymetry w głąb
sypali ziemię
i siali
wszyscy w tych ochronnych kombinezonach
ogrodniczych
siali
i wtedy angelika cegielska
krzyknęła:
n i e r u s z y m y s i ę s t ą d
c h c e m y z o b a c z y ć
c o n a m z a s i a l i ś c i e
i wszyscy złapaliśmy się za ręce
a dorota furmaniuk zaczęła śpiewać
że nie rzucim ziemi
skąd nasz ród
żałuję tylko
że nie zrobiłam żadnego zdjęcia
MICHAŁ KOSELA
najpierw usłyszałem
śpiewy jakieś
myślałem że to z próby "cenci"
bo koledzy opowiadali
że tam nawet scenę mszy mają
ale to była rota
a rota zawsze niedobrze zwiastuje
ale nie mogło być źle
bo przecież prąd był
sprawdziłem
i telefony działały
bo właśnie do mnie dzwonił
piotrek mokrzycki
i krzyczał:
s c e n ę n a m z a b r a l i z a m k n ę l i
c z y m ś z a s i a l i
c z y m ś n o w y m
a m y n i e r u s z y m y s i ę s t ą d
p r z y j e ż d ż a j
z o b a c z y m y c o z t e g o u r o ś n i e
n i e d a m y s i ę u s u n ą ć
p r z y j e ż d ż a j
z b i e r a j z e s p ó ł!
i znów te śpiewy
h a l o p i o t r e k - krzyczałem - p i o t r e k o c z y m t y m ó w i s z?
ale piotrek nie odezwał się już
tylko słyszałem:
t a k n a m d o p o m ó ż b ó g
t a k n a m d o p o m ó ż b ó g
jezu - od razu pomyślałem - znów będzie afera
że uczucia religijne obrażamy
że lewacki teatr
za publiczne pieniądze
że trzeba będzie pisma pisać apele
i ludzie do teatru nie przyjdą
i trzeba będzie tłumaczyć
jakieś pogadanki robić
całą tę edukację
o jezu
tak mi się w głowie mieszało
ale na grupie napisałem:
p r z y j e ż d ż a j c i e d o t e a t r u
b o c o ś d z i e j e s i ę n a s c e n i e
od razu odpowiedział mi perkoz
to znaczy perkowski filip:
w i e m
j a d ę
i to mnie zaniepokoiło
że chyba chodzi o coś ważniejszego
skoro filip już jedzie
z warszawy
a ma przecież próby
do "tamary" w studio??
więc zacząłem biec
jak w tym filmie "biegnij lola, biegnij"
i wpadłem na scenę
i zobaczyłem
nigdy tego nie zapomnę
było cicho
scena była pusta
cała wysypana ziemią
a w niej zrobione były grządki
i widać było nasiona
a wkoło stali koledzy
odświętni jacyś zupełnie inni
tacy jaśni
i wtedy
na pewno wtedy
pomyślałem
że właśnie coś się skończyło
na zawsze
i w odruchu
a nie jestem egzaltowany
objąłem mocno jednego z tych studentów z wrocławia
bo poczułem solidarność i jedność
a ten młody aktor
nazywa się krzeszowiec
PIOTR MOKRZYCKI
ostatni przybiegł
rafał kosowski
czyli kosa
i od tego momentu
jesteśmy wszyscy razem
a ja wciąż czuję to samo
jakbyśmy grali w jednym spektaklu
wspólnie
takie jest napięcie między nami
uważność
i skupienie
żadnego egoizmu
żadnego grania na siebie
żadnego szmirzenia
nigdy wcześniej nie czułem takiej jedności
kreacji zbiorowej
czy może nawet
aktu całkowitego
tak
bo to jest akt całkowity
ten o którym uczyli mnie na studiach
jak były zajęcia z grotowskiego
ale wtedy nic nie rozumiałem
to było jakieś abstrakcyjne i nawiedzone
takie psiejskie-czarodziejskie
teraz mogę zmienić zdanie
i nie czuję wstydu
tylko żałuję
że z widzami źle
bo są zakazy i strach
bo chciałbym żeby widzieli
w czym gramy
ale może to już taka reguła
że te najważniejsze spektakle w historii
widzi tylko widownia
w liczbie pi
w takim razie chciałbym
żeby oglądali mnie
moja żona syn
mama i siostra
mniej więcej pi
ale mój kosmos
FILIP PERKOWSKI
moja pierwsza myśl
to szereg myśli
korytarz na trzecim piętrze domu aktora
rok dwa tysiące dwunasty
noce po próbach "o dobru" strzępki i demirskiego
poranki kiedy demir pisał kolejne sceny i przeklinał
że ptaki strasznie się drą
i nie może spokojnie pisać
a wieczorem też nie mógł
bo redagował:
p i e r w s z y r a z o d s t a n u w o j e n n e g o
j a k o ś r o d o w i s k o
p r ó b u j e m y m ó w i ć w s p ó l n y m g ł o s e m
n i e m ó w i m y z p e r s p e k t y w y j e d n e g o z t e a t r a l n y c h o b o z ó w
b o s p r a w a j e s t p o w a ż n i e j s z a
s p r a w ą j e s t p o l s k i m o d e l t e a t r u a r t y s t y c z n e g o
i podpisy
kilka osób już nie żyje
niektóre zmieniły adresy
inne otrzymały posady
niektóre przyjaźnie się rozpadły
związki sformalizowały się
światopoglądy wyostrzyły
kawiarnie pozamykały
idee wypłowiały
a wiara?
we mnie została
dlatego od razu zwolniłem się z próby
i przyjechałem do wałbrzycha
jestem na scenie od dwunastego marca
i bez przerwy porównuję:
ptaki tak samo krzyczą
nie pijemy
palą nieliczni
ale zawsze opalają jednego
nazwisk palaczy nie będę ujawniał
bo historia jest nieprzewidywalna
jeszcze to w przyszłości wyciągnie
i pozbawi któregoś z nich miejsca w honorowej alei na cmentarzu
albo patronatu nad ulicą
o innych używkach nie wiem
nie piszemy żadnego apelu
podpisów też nie składamy
wszystko dokumentujemy
bo nie ufamy naszym pamięciom
ciągle myśląc o sobie mówię my
bo będąc tutaj czuję się częścią my
i nawet jeżeli to ostatni raz
to chcę się w tej atmosferze rozsiąść
przeczytałem
że ludzkie życie zmienia się po siedmiu latach
zmiany w teatrze dzieją się co osiem lat
dwa tysiące dwudziesty teatr w izolacji
dwa tysiące dwunasty teatr nie jest produktem, widz nie jest klientem
tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty teatr solidarności
tysiąc dziewięćset sześćdziesiąty czwarty teatr w wałbrzychu
a za osiem lat
dwa tysiące dwudziesty ósmy teatr zero albo full teatr
niepotrzebne skreślić
IRENA WÓJCIK
już nad ranem
pierwszego dnia
to była godzina szósta
najpóźniej szósta trzydzieści
dostałam esemesa z gazety wyborczej:
z a o r a l i w a m s c e n ę?
z o s t a l i ś c i e w t e a t r z e?
i r e n a
j a k t o s k o m e n t u j e s z?
więc jeżeli chodzi o mój komentarz osobisty
to odpowiadam
że moja decyzja wynika z trzech powodów
po pierwsze:
nie zgadzam się na prymitywne używanie siły
i nie ma we mnie zgody
żeby ktoś obcy wchodził do mojego domu
bez słowa
i przestawiał mi meble
a tak zachowali się ci panowie
którzy przyszli na scenę zaorali ją i czymś obsiali
i może nawet nasiona mieli ekologiczne i profetyczne
ale zrobili to arogancko i autorytarnie
i dlatego mówię: nie
po drugie:
jestem zła że ktoś może myśleć
że można nas wymazać jak błąd ortograficzny
w wyrazie gówno
chińską gumką
po trzecie:
nawet jeżeli na naszej scenie
zakwitnie zaraz rzepak
na żółto
to chcę żeby ludzie pamiętali
że po tym rzepaku
chodzili wybitni artyści
którzy zawsze mówili
w imieniu mniejszości
aktorki i aktorzy:
kazimierz migdar
nelly sozańska
tadeusz sokołowski
adam wolańczyk
andrzej kłak
agnieszka kwietniewska
waldi dyła
i pozostali
tak odpisałam wtedy
i tak myślę teraz
JOANNA ŁAGANOWSKA
trochę się bałam
ale nie okazywałam tego
teraz też mi o tym
trudno mówić
ale niech zostanie świadectwo
więc strach
i telefon do mamy
z tej naszej zaoranej sceny:
m a m o c o r o b i ć?
a mama:
w a l c z y ć
i powtarza: w a l c z y ć
więc ja też: w a l c z y ć
a mama jeszcze
o wojnie
że aktorzy nie grali w teatrach gadzinowych
że bojkotowali telewizję w stanie wojennym
a potem legitymizowali opozycję demokratyczną
że holoubek szczepkowski łapicki
stali koło wałęsy
na tych plakatach do sejmu w osiemdziesiątym dziewiątym roku
autorytety
a ja już biegłam do garderoby
i proszę grażynkę tomczak:
o t w i e r a j m i g a r d e r o b y g r a ż y n a
to był moment
i zniosłam na scenę
tłuczek do mięsa
dymiarkę
i "czarodziejską górę" w reżyserii chyry
d z i ę k u j ę m a m o
t a k b ę d ę s i ę t r z y m a ć
wszystko umieściłam w tarczy herbowej
nad sceną
i w herbarzu
herb: walka
teatr w wałbrzychu
na razie
służy nam dobrze
KAROLINA BRUCHNICKA
wiedziałam że potrzebujemy jakiegoś wsparcia
dodatkowego błogosławieństwa
żeby być silniejsi
fizycznie i moralnie
żeby wytrwać
bo byliśmy na scenie już trzeci tydzień
i czekaliśmy
co z tych nasion białych
wyrośnie
i powiedziałam do koleżanek i kolegów
że pójdę do kościoła
tego czerwonego koło rynku
i opowiem wszystkim co robimy
ale tak na żywo opowiem
nie on lajn
większości się ten pomysł spodobał
więc demokratycznie dostałam zgodę
w myślach przypomniałam sobie jakiś wiersz
ze szkoły jeszcze
norwida
bema pamięci żałobny rapsod
i pobiegłam do kościoła
właśnie msza miała się rozpocząć
i ludzie mówią:
niech opowiada
ksiądz podaje mi mikrofon
a ministrant szepnął mi tylko
żebym jak zacznę mówić
ukłoniła się do tabernakulum
stoję i zaczynam:
c z e m u, c i e n i u, o d j e ż d ż a s z, r ę c e z ł a m a w s z y n a p a n c e r z
p r z y p o c h o d n i a c h...
i zapomniałam o tym ukłonie
więc przerwałam
i nerwowo szukam za sobą
tego czerwonego światełka
jest
kłaniam się
i dalej
a w kościele cicho
żadnego kaszlenia
głos mocny
słowa doniosłe:
a ż s i ę m u r y j e r y c h a p o r o z w a l a j ą j a k k ł o d y
s e r c a z e m d l o n e o c u c ą, p l e ś ń z o c z u z g a r n ą n a r o d y
d a l e j... d a l e j...
coś mnie trzyma dumnie
jakaś nieznana mi emocja
i patrzę na ludzi i na księdza
a on podchodzi do mnie
i mówi:
ł a d n i e, ł a d n i e p a n i d e k l a m o w a ł a
a l e k o ś c i ó ł t o j e d n a k n i e m i e j s c e n a w a s z e p r z e d s t a w i e n i a
w o l ę ż e b y p a n i p r a c o w a ł a
t a m w t y m t e a t r z e d r a m a t y c z n y m
n a p l a c u l e n i n a
to była niedziela palmowa
ANGELIKA CEGIELSKA
jak patrzę na naszą scenę
na tę uprawę
na ten smutek
na koleżanki
na kolegów
na cały nasz zespół
tak zgromadzony
uroczysty bardzo odświętny
kosela powiedział: jasny
to cały czas myślę
co ja tutaj mogę powiedzieć
karolina bruchnicka
przypomniała sobie norwida ze szkoły
a ja już nie bardzo pamiętam
a z dziećmi przerabiam teraz
brzechwę
a k t o t y j e s t e ś p o l a k m a ł y
brzmi niestosownie
do moich poglądów
a z repertuaru
też za bardzo nie mogę znaleźć adekwatnych słów
wszystkie wydają mi się
albo za małe albo za duże
i tak mi się te myśli kłębią
i mówię do darka skowrońskiego:
d a r e k l u b i ę c i ę
d a r e k z r ó b m y c o ś
z r ó b m y c o ś p u b l i c y s t y c z n e g o i n i e d o s ł o w n e g o
m ą d r e g o r a d o s n e g o
a l e b e z k a b a r e t u
b e z t e g o t e l e w i z y j n e g o c e l e b r y c t w a
b e z k a b o t y ń s t w a
i b e z c h a ł t u r y
z r ó b m y c o ś u t o p i j n e g o
b o t o c h y b a o s t a t n i m o m e n t
darek cały czas uśmiecha się do mojej propozycji
a ja już zaczynam odliczać
sto dziewięćdziesiąt dziewięć dziewięćdziesiąt osiem...
premiera w grudniu
IRENA SIERAKOWSKA
jeżeli coś mnie zainspirowało
to cisza
obsiana scena
i cisza
i dlatego zapytałam:
a w i e c i e i l e c i s z a k o s z t u j e n a c n n?
k o c h a n i
d r o g o b a r d z o d r o g o
n i e s t a ć n a s n a n i ą
i d l a t e g o m u s i m y z a r a b i a ć
p r o p o n u j ę
r ó b m y k w i a t y
o b s a d ź m y n i m i n a s z ą s c e n ę
ż e b y n i e b y ł a t a k a n a g a
a r e s z t ę s p r z e d a w a j m y
n a f b i n s t a t i k t o k u o n l a j n
i z a r a b i a j m y n a s w o j e p e n s j e
r ó b m y t e k w i a t y
e k o l o g i c z n i e z p a p i e r u o r i g a m i
lubię swoją scenę z nenufarami
w "teraz każdy z was jest rzeczpospolitą"
(demonstruje wykonanie kwiatu origami)
robimy kwiaty
i rozdajemy
i sprzedajemy
i zarabiamy
dla siebie
i dla kultury narodowej
RYSZARD WĘGRZYN
jeżeli o mnie chodzi
to lubię kwiaty
coś więcej?
o tym co tutaj robię?
mam sześćdziesiąt siedem lat
i nie mam żadnej wątpliwości
jestem tutaj bo czuję się solidarny
koleżeński
przyjacielski
zespołowy
zgodny
zbiorowy
kolektywny
lojalny
jednomyślny
tolerancyjny
otwarty
odważny
bezkompromisowy
tęczowy
wyzwolony
poszukujący
wątpiący
nowoczesny
wielowątkowy
rewolucyjny
demokratyczny
kontrowersyjny
dynamiczny
rozsądny
odklejony
przystojny
fluorescencyjny
utalentowany
inteligentny
konkretny
wysportowany
giętki
seksi
rozwojowy
holistyczny
różnorodny
świadomy
dojrzały
naturalny
szarmancki
hojny
wierny
braterski
WOJCIECH ŚWIEŚCIAK
j a k i e j e s t p a n a n a j s i l n i e j s z e d o ś w i a d c z e n i e t e a t r a l n e
p a n i e w o j t k u?
na to pytanie odpowiadałem:
d e b i u t w w a ł b r z y c h u w " b a b i e- d z i w o"
a teraz będę mówił:
k w i a t y k t ó r e d a j e m y n a s z y m w i d z o m
p a p i e r o w e o r i g a m i
ustawiamy się wokół naszego pola
z zachowaniem reżimu
i obdarowujemy się
pierwszy raz - przedwczoraj
wyszło spontanicznie
dziewczyny z warsztatów teatralnych
janka agnieszka ela magda i ewka
postanowiły nas wesprzeć
i ściągnęły pół miasta
irena sierakowska błyskawicznie ustaliła
że w podziękowaniu za wsparcie
dajemy żółte żonkile
i wtedy perkoz mówi
że kurczę przyszli też ultraprawicowcy
którzy przerwali czytanie "golgota picnic" w dwa tysiące czternastym roku
ale bez pani poseł
nerwowo się zrobiło
dobrze że irena z zimną krwią to spuentowała:
r o b i m y s w o j e
i super
w dystansie rozdajemy kwiaty
żółte żonkile
a mnie ta atmosfera ośmieliła
więc zacząłem od siebie:
t y m i k w i a t a m i p r o p o n u j e m y w a m w s p ó l n o t ę
z e w s z y s t k i m i k t ó r z y w i z o l a c j i
m i e s i ą c t e m u
w s p o m i n a l i ż y d o w s k i c h p o w s t a ń c ó w z w a r s z a w s k i e g o g e t t a
zrobiło się głucho
aż sam się przestraszyłem
ale to były sekundy
bo potem rozległy się brawa
jakich nigdy nie słyszałem
z sensem i na temat
i w tym momencie
nasi ultraprawicowcy
robią owację
to było mocne
ale jednorazowe
bo kiedy wręczaliśmy papierowe tulipany
to bezpiecznie już ich nie było
nawet na zdjęciach ze smartfonów
szkoda
a kwiaty były czerwone
z okazji dnia pamięci o ofiarach aids
trzydzieści pięć milionów
algebra zawsze mnie otrzeźwia
MATEUSZ FLIS
jeszcze przed tym wszystkim pięknym
co teraz się dzieje
szedłem do teatru
a mieszkam na ulicy limanowskiego
co podkreślam
że nie wszyscy aktorzy w wałbrzychu
mieszkają w domu aktora
szedłem
i na murze fabryki kristof walbenburg
zobaczyłem niewielki odblaskowy napis
a k t o r z y d z i ę k u j e m y w a m z a n i e o b e c n o ś ć
zrobiło mi się duszno
jakoś niepewnie
zagrałem spektakl
i nie wiedziałem czy byłem obecny
i jak?
teraz mam trochę czasu
żeby przeczytać swoją listę obecności
na scenie - obecny
w zawodzie - obecny
w polityce - obecny
w społeczeństwie - obecny
w demokracji - obecny
w wyborach - obecny
w kościele - obecny
w aborcji - obecny
w równouprawnieniu - obecny
w legalizacji - obecny
w adopcji - obecny
w uchodźcach - obecny
w europie - obecny
w rosji - nieobecny
w prekariacie - obecny
w bezrobociu - nieobecny
w recesji - nieobecny
w grach strategicznych - obecny
w show biznesie - nieobecny
w szczepionkach - obecny
w spiskach - obecny
w filozofii edyty górniak - nieobecny
w klimacie - obecny
i jeszcze - obecny obecny nieobecny spóźniony
widzowie dziękuję wam za motywację
CZESŁAW SKWAREK
jedenastego kwietnia
piotrek mokrzycki przesłał mi link
do artykułu o tym jak aktorzy lubią dowcipy
ł o m n i c k i s t a w a ł p r z y l e w y m p i s u a r z e, c z y l i j a k a k t o r z y o p o w i a d a j ą d o w c i p y
artykuł jest bardzo nieśmieszny
i żenujący
i ja na jakiejś niemocy
też opowiem dowcip:
w k a t a s t r o f i e r o s y j s k i e g o s a m o l o t u n a u r a l u
z g i n ą ł w y b i t n y m o s k i e w s k i j a s n o w i d z
sklejamy: katastrofa - jasnowidz
efekt: żenada
wszystko się zgadza
pozdrawiam empatycznych ekspertów
DARIUSZ SKOWROŃSKI
mój boże
koledzy wszystko już opowiedzieli
słowa zdania
ja nie umiem
dlatego proponuję ciszę
a w niej monolog wewnętrzny:
jest gorący dzień
śródziemnomorski
wakacyjny
urlopowy
i jest góra
wyniosła
ośnieżona
rześka
i turysta
szczęśliwy pracownik
prężnego zakładu
rentownego
i kamień
i jest ścieżka fit
wepchnij kamień
na szczyt góry
pracują wszystkie mięśnie
siłownia gratis
ale na wysokości
pięciu tysięcy stu trzydziestu siedmiu metrów nad poziomem morza
kamień spada
mężczyzna schodzi
i toczy kamień
pod górę
jeszcze raz
kamień spada
i jeszcze raz
pod górę
analogia jest prosta
syzyf
a skoro syzyf
to absurd
a skoro absurd
to sens
biomet najkorzystniejszy
a n g e l i k o
t o m ó j p o m y s ł n a n a s z s p e k t a k l
premiera w grudniu
DOROTA FURMANIUK
po dwóch miesiącach
czuję ulgę
może to paradoksalnie brzmi
ale tak - czuję ulgę
nasza scena jest zaorana
już dwa miesiące
zasiana
już od dwóch miesięcy
i od dwóch miesięcy
nic na niej nie urosło
moja ulga bierze się z tego
że już nerwowo nie czekam
nie mam wątpliwości
nie zadaję pytań
co wyrośnie?
jak nowe to będzie i świeże?
jak to zmieni naszą scenę?
jak to zmieni teatr?
powiem wprost
nic nie wyrośnie
nic się nie zmieni
odbudujemy to co było
czyli jakkolwiek patrzeć
zrobimy krok do tyłu
ale można ten krok wykonać topornie
raz i dwa raz i dwa
albo tropikalnie
cza cza raz dwa trzy
z wałbrzycha bliżej jest do hawany
i jeszcze jedno chcę powiedzieć:
d w u n a s t e g o m a r c a d w a t y s i ą c e d w u d z i e s t e g o r o k u
s k o ń c z y ł a s i ę w p o l s c e
w o l n o ś ć
pozdrawiam joannę szczepkowską
JOANNA MAJEWSKA
w imieniu wszystkich
całego naszego zespołu
dla nich
wobec nich
z nimi
czekamy
pilnujemy
uważamy
od dwóch miesięcy
i przez kolejne
dwa
cztery
dziewięć
plus minus nieskończoność:
karolina bruchnicka
angelika cegielska
dorota furmaniuk
joanna łaganowska
joanna majewska
irena sierakowska
anna solarek
irena wójcik
mateusz flis
michał kosela
rafał kosowski
piotr mokrzycki
filip perkowski
dariusz skowroński
czesław skwarek
wojciech świeściak
piotr tokarz
ryszard węgrzyn
PIOTR TOKARZ
w zeszłym roku
byłem w porto alegre
i na rue aval widziałem lalkarza
grał kukiełką w kartonowym pudełku
a przedstawienie było o człowieku
który wycina drzewa w puszczy amazońskiej
żeby zbudować tam operę
policja mu to pudełko zniszczyła
zdeptała
na śmierć
KONIEC
TA wiosna 2020
ROZMOWA Z SEBASTIANEM MAJEWSKIMPole o powierzchni Polski
FOT. ARCHIWUM AUTORA.
Sebastian (Seb) Majewski (ur. 1971) sygnuje swoje dramaty pseudonimem Pilgrim/Majewski, a pod własnym nazwiskiem jest reżyserem, dramaturgiem, aktorem, scenografem. Był wykładowcą na Wydziale Teatru Tańca AST w Bytomiu, obecnie związany jest z Katedrą Tańca Akademii Muzycznej w Katowicach. Założyciel niezależnej wrocławskiej [:]sceny witkacego.wro. Dyrektor artystyczny Narodowego Starego Teatru w Krakowie, Teatru im. Jaracza w Łodzi oraz (w latach 2018-2012 i ponownie od 2018) Teatru Dramatycznego im. Szaniawskiego w Wałbrzychu. Laureat wielu nagród, dwukrotnie (2010, 2011) nominowany do Paszportów Polityki, zasiadał w Radzie Muzeum Sztuki w Łodzi (2015-2019) oraz był stypendystą Instytutu Goethego (2019). Jego teksty oryginalne i adaptacje wystawiane były także za granicą: w Tbilisi, Dublinie, Wilnie i Santa Monica. Sylwetkę Sebastiana Majewskiego oraz jego artystycznego sobowtóra, Andreasa Pilgrima, prezentowaliśmy szerzej w poprzednich numerach, przy okazji sztuk: Świadectwa wzlotu, upadku, wzlotu, wzlotu, upadku i tak dalej Antka Kochanka ("Dialog" nr 1/2009), Zmiany w rozkładzie jazdy (10/2009), W kwestii zwycięstwa (6/2014), Holoubek syn Picassa (12/2015). Drukowany przez nas tekst Pole 150 m2 został zrealizowany jako spektakl w internecie i można go obejrzeć na stronie Teatru im. Szaniawskiego w Wałbrzychu.
ZDZWANIAMY SIĘ NA SKYPIE, WIDZĘ PANA W GABINECIE DYREKTORSKIM W TEATRZE W WAŁBRZYCHU!
Tak, jestem na stanowisku, choć nie mam tu teraz za dużo do roboty. (śmiech)
A ROZMAWIAMY NIEDŁUGO PO DRUGIEJ TURZE WYBORÓW. KIEDY PONOWNIE CZYTAŁAM TERAZ "POLE 150 M2", UDERZYŁO MNIE, ŻE TO TEKST BARDZO POLITYCZNY. NO I ZAORANO NAS, ŻE LUŹNO ZACYTUJĘ...
Ja muszę powiedzieć, że tu w Wałbrzychu czujemy się może bezpieczniej, bo to jednak czterysta kilometrów od Warszawy i te emocje polityczne dochodzą z opóźnieniem, ale z drugiej strony czujemy się osamotnieni i w tym sensie zaorani. Jesteśmy sobie tutaj i nawet nikt nas nie informuje, ile zakażeń jest w naszym mieście. Nie istnieją już wałbrzyskie media. Teraz to jest szczególnie odczuwalne, a media społecznościowe, z których nie wszyscy zresztą korzystają, nie załatwią sprawy. Nasz teatr jest wyludniony, bo znaczna część zespołu mieszka gdzie indziej.
MATEUSZ FLIS JEST NA MIEJSCU, WSPOMINA O TYM W SWOIM MONOLOGU.
Tak, w Wałbrzychu mieszkają Dorota Furmaniuk z Mateuszem Flisem, Angelika Cegielska, Irena Wójcik i Ryszard Węgrzyn. Reszta dojeżdża i tymczasowo zamieszkuje w domu aktora. Oczywiście łączymy się ze sobą na różne sposoby, ale to nie jest ten rodzaj kontaktu, do którego przywykliśmy, więc tęsknimy. A scena leży odłogiem, jedna i druga.
OSTATNIO DOSTAJEMY DUŻO SZTUK O PANDEMII, NIC DZIWNEGO, ZAMKNIĘCI W DOMACH AUTORZY WZIĘLI SIĘ DO DZIEŁA (CZY RACZEJ DO DZIEŁ). ALE TEN TEKST WYDAŁ NAM SIĘ WYJĄTKOWY, BO ŁĄCZY CZUŁOŚĆ, IRONIĘ I PATOS, JEST TEŻ SKROJONY POD KONKRETNYCH AKTORÓW. CHCIAŁ PAN OBDAROWAĆ CAŁY ZESPÓŁ?
Na powstanie tego tekstu rzeczywiście wpłynęła moja osobista tęsknota za zespołem, z którym nie zdążyłem się pożegnać. Skończyliśmy granie ósmego marca, a dwunastego mieliśmy jeszcze próby do Cenci, z myślą, że piętnastego wrócimy do pracy. I tak zostaliśmy z rozgrzebanym spektaklem, który miał za dwa tygodnie mieć premierę. Sezon artystyczny kończymy imprezą na patio, stawiamy symboliczną kropkę, a tu została pustka: jesteśmy zespołem, wzajemnie się inspirujemy i żyjemy wokół siebie. A zostaliśmy nagle sami. Dlatego ruszył projekt Pani Moru, by ta rozpędzona energia się nie zatraciła. Ale brakowało czegoś spinającego te nasze nienazwane emocje. Tu na pomoc przyszedł nam Dzień Teatru Publicznego. Zgłosiliśmy w nim wcześniej swój udział i w czasie pandemii przyszła odpowiedź z Instytutu Teatralnego, że to dalej aktualne. Wtedy wpadłem w popłoch - co pokazać? Od początku ustaliliśmy z dyrektor Danutą Marosz, że nie będziemy pokazywać naszych spektakli on-line, bo są one nagrywane dla celów archiwizacyjnych i po prostu nie nadają się do publicznej prezentacji. Więc każdemu z aktorów napisałem monolog o takiej fantastycznej sytuacji, że się nie rozjechaliśmy, tylko jesteśmy wciąż na zaoranej scenie. Starałem się pisać "pod każdego", nie robiłem z aktorami żadnych analiz, tylko poprosiłem, żeby się ustawili jak do swoich zdjęć sezonowych i nagrali te części. Tomek Jękot to zmontował i na Dzień Teatru Publicznego puściliśmy to w sieci.
Pole 150 m2 na scenie i części widowni Teatru Dramatycznegoim. Szaniawskiego w Wałbrzychu. Fot. Archiwum Autora.
I UDAŁO SIĘ!
Chyba tak, ale ja nigdy tego nie zakładam. Raz się udaje, innym razem nie, w tym przypadku nawet nie myślałem w tych kategoriach. Chciałem, żeby każdy dostał coś swojego. Sam jednak byłem zdziwiony, że to zarezonowało i udało się chyba coś istotnego powiedzieć. Mieliśmy też niespodzianki - na przykład nasza inspicjentka Ania Solarek okazała się świetną aktorką.
I GRA, JAK KAŻDY, POD WŁASNYM NAZWISKIEM. CZY TO SĄ AUTOBIOGRAFICZNE MONOLOGI?
To jest jakoś o nich, ale nie do końca - zawsze w teatrze fascynowało mnie to migotanie między prawdą a zmyśleniem.
TEKST JEST JESZCZE PEŁEN LĘKU I NIEPEWNOŚCI, TYMCZASEM TEATR JUŻ SIĘ ODMRAŻA I WIDZĘ W ZAPOWIEDZIACH, ŻE KALENDARZ JEST WYPEŁNIONY. CO SIĘ SZYKUJE?
Jesteśmy w próbach. Projekt Pani Moru, złożony z różnych zapisów pandemicznych, naszych wypowiedzi, refleksji naszych przyjaciół i krytyków oraz innych autentycznych materiałów, stanie się spektaklem, rodzajem baśni dokumentalnej. To będzie opowieść o Królu, o Prezydencie Internetu, słowem o postaciach fantastycznych, ale nie do końca. Na czwartego września planujemy premierę i zarazem otwarcie sezonu, oczywiście z zachowaniem wszelkich reżymów.
ALE WIDZĘ TEŻ PROJEKT "WIEMY, JAK TO ZROBIĆ": SZESNAŚCIE MONODRAMÓW. DLA KAŻDEGO W ZESPOLE PISZE PAN ROZBUDOWANĄ SOLÓWKĘ?
Nie ja. Jestem tu raczej organizatorem. Poprosiłem realizatorów, których rozmaite projekty nie doszły z powodu pandemii do skutku, by przerobili je na monodramy - w ten sposób daję pracę im i aktorom. Chodziło o przygotowanie spektakli, które w obecnej sytuacji byłyby po pierwsze ekonomiczne, po drugie ciekawe artystycznie, po trzecie bezpieczne. Monodram wszystkie te warunki spełnia, poza tym chciałem udowodnić, że nie musi być formą nieatrakcyjną. Mam na cały sezon ustawione cztery bloki premierowe, w których zaprezentujemy po cztery monodramy. W pierwszym rzucie, pod koniec października, pokażemy Cyrano de Bergerac Katarzyny Raduszyńskiej z Michałem Koselą w roli Cyrana, którego miał pierwotnie zagrać w pełnym przedstawieniu. Podobnie - Małgorzata Maciejewska, która miała robić Iwanowa, przygotowuje go z Piotrem Mokrzyckim. Beniamin Bukowski z Mateuszem Flisem przygotują spektakl o teoriach spiskowych. Wyobrażam sobie, że jeśli widzowie nie będą chcieli do nas przyjść, to Mateusz ze swoją "dobrą nowiną spiskową" przyjdzie do widzów. Choćby do salki katechetycznej - by opowiedzieć, że ziemia jest płaska... Wojtek Ziemilski z Wojtkiem Świeściakiem opowiedzą z kolei o figurze pacjenta zero. I to będzie jedyny monodram oglądany na ekranie, chociaż grany na żywo, bo przecież z pacjentem zero nie może być kontaktu.
A POTEM?
Różne tematy. Angelika Cegielska o seksualności Polaków, Dorota Furmaniuk jako pani Bovary, Filip Perkowski w spektaklu Janka Czaplińskiego i Anety Groszyńskiej o konstytucjach, Rafał Kosowski w spektaklu muzycznym na podstawie Schaeffera, trochę też po to, by odczarować postrzeganie tego autora i kompozytora... Dorota Kowalkowska z Joasią Łaganowską robią monodram o Whitney Houston. Obie są jej fankami. Nasze monodramy to też pomysł na teatr przenośny, który w razie potrzeby przyjdzie do widza.
NAJPIERW MYŚLAŁAM, ŻE AKTORZY MAJĄ DALEJ WYSTĘPOWAĆ JAKO ONI SAMI. W "POLU 150 M2" TEN PAKT AUTOBIOGRAFICZNY MIAŁ SENS, ALE OSTATNIO GRANIE SAMYCH SIEBIE PRZECHODZI W TEATRZE W MANIERĘ I NIE ZAWSZE WYCHODZI CIEKAWIE...
Zgadzam się z panią, to bywa dla widza po prostu nudne. Na przykład Mateusz Flis (Mateuszu, przepraszam, że ciebie tutaj przywołuję) jest bardzo ciekawą osobą, ale jest jeszcze ciekawszy, gdy buduje postać niejako piętro wyżej, kiedy swojej osobowości użycza w jakiejś sprawie. Zależy mi na tym, by te spektakle poruszały ważniejsze tematy niż osobiste historie. Katarzyna Szyngiera na przykład chce zrobić przewodnik prawicy dla lewicy, by pomóc zrozumieć drugą stronę. To trudne, ale jeśli takiego wysiłku nie wykonamy, nie dojdzie do niczego więcej oprócz tego, że będziemy tylko powtarzać, jacy jesteśmy podzieleni. Mnie bardzo interesuje to, by zespół dostawał zadania aktorskie, a nie zadania instalacyjne. Oni potrafią się zainstalować, robią to od dwóch dekad, a teraz chcieliby zagrać, odkleić się, stworzyć, wykreować. I mam nadzieję, że ten nadchodzący sezon im to umożliwi. I że poczują się odpowiedzialni za swoje spektakle.
TAKI TEKST JAK "POLE 150 M2" UŚWIADAMIA, JAKIE TO DELIKATNE ZADANIE - PROWADZENIE ZESPOŁU. TRZEBA AKTORÓW LUBIĆ, DOCENIAĆ, TRZEBA IM DAWAĆ ROBOTĘ. GRAĆ NA WIELU INSTRUMENTACH...
Zgadzam się z panią absolutnie, że to praca na żywym materiale. Miałem doświadczenia z różnymi zespołami - raz były lepsze, raz katastrofalne - ale wydaje mi się, że sprawdza się dobra współpraca między dyrektorami. Gdyby Danuta Marosz nie była koncyliacyjna, a przy tym konkretna, gdybym nie miał w niej oparcia, to pewnie byłby kłopot. Ważne też, że chociaż zespół się teraz rozjechał, to my jesteśmy na miejscu, w teatrze, a nie na przykład w Maroku. I wreszcie, to straszny banał, ale istotna jest szczerość. Skończył się już feudalny model teatru. Oczywiście powstaje pytanie, czy zaczął się model demokratyczny, czy jest w pełni możliwy - tego nie wiem. Wiem jednak, że szczerość wymaga, by mieć również odwagę przyznać się do błędu, powiedzieć w razie czego: przepraszam, spierdoliłem. I wziąć na siebie rozczarowanie zespołu i gniew.
TYLKO ŻE ZESPÓŁ WAŁBRZYSKI JEST WYJĄTKOWO ZGRANY, TO SIĘ CZUJE.
Tęsknię do takiej wspólnoty w całym środowisku teatralnym. Za bardzo zaczęliśmy ze sobą rywalizować (mówię też w swoim imieniu), za bardzo uwierzyliśmy w rankingi, punktacje, które doprowadziły do tego, że nie zauważamy tego, co się dzieje gdzie indziej. Zrozumiałem, że brakuje mi środowiskowego porozumienia i czekam na kogoś, kto by taki tekst napisał dla nas wszystkich: reżyserów i dyrektorów, aktorów i technicznych, praktyków i teoretyków, dla tych, którym teatr jest bliski. Brakuje mi wspólnego pola.
POLA O POWIERZCHNI POLSKI?
Które by nie było polem bitwy. Tak jest zresztą ze wszystkim: jesteśmy zapatrzeni we własne podwórka, zdezorientowani, wystraszeni, zmęczeni. Każda prawda występuje w nieskończonej ilości wersji, z pandemicznymi "prawdami" na czele. Ludzie już nie wiedzą, czego się złapać.
TEATRU NIECH SIĘ ŁAPIĄ, TEATRU!
My zapraszamy, można nas się łapać od września.
Rozmawiała Justyna Jaworska
PILGRIM/MAJEWSKI POLE 150M2, TEATR IM. SZANIAWSKIEGO, WAŁBRZYCH, 2020,REŻ. SEB MAJEWSKI. FOT. YOUTUBE.PL.
FelietonNawozy sztuczne
Nie ma teatru- TADEUSZ NYCZEK -
Kiedy to piszę w sierpniu 2020, już piąty miesiąc nie ma teatru. Niby o tej porze zazwyczaj go nie było, urlopy i tak dalej. Po wakacjach wszystko wracało do normy, aktorzy na sceny, publiczność na widownie. Tymczasem nic nie wraca, czas trwa nieruchomo, fotele stoją puste, aktorzy po domach. Poniektóre teatry, zwłaszcza te mniej odporne na biedę i długi, próbują coś robić, tylko że co to za robota. Widzów ma być połowa (o ile ta połowa przyjdzie), wszyscy w maseczkach. Maseczka ukrywa emocje i mimikę twarzy; trudno wyczuć, co dany widz czuje i myśli. Jak tu grać dla grupy zamaskowanych kosmitów?
A co z bezpieczeństwem na scenie? Śmialiśmy się w gronie starych cyników, że trzeba będzie odkurzyć starożytnych Greków, bo grali w maskach i nie więcej niż we trójkę naraz; społeczny dystans dałoby się bez trudu zachować. Odpadałoby co prawda obściskiwanie się, pocałunki i mordobicie, ale za to gdy przychodziło kogoś zamordować, zgodnie z regułami starogreckiej tragedii akcja przenosiła się za kulisy i ryzyko bezpośredniego kontaktu spadałoby do zera.
Entuzjaści elektroniki wieszczą epokę teatru online, choć nawet najgłupszy teatroman wie, że to przecież tylko lizanie kotleta przez szybę. Żaden aktor ani reżyser się z tego nie utrzyma, bo to jednak nie Teatr Telewizji, gdzie się płaci za robotę. Niestety Teatr Telewizji to już pieśń przeszłości, ślepa kiszka obecnej i przyszłej TV. Dziś już tylko starcy wściekli i szaleni go oglądają, wspominając z gorzką łzą słynne poniedziałkowe wieczory z premierami i czwartki z "Kobrą". Zabiły go seriale i nie ma dlań ratunku. Kiedyś bardzo wierzyłem w ten teatr, teraz sam go nie oglądam. Prędzej czy później zniknie na amen i nie sądzę, że ktoś będzie po nim długo płakał.
A co by było, gdyby i teatr jako taki znikł zupełnie?
Wyobraźmy sobie: mijają miesiące, potem lata. Pandemia nie odpuszcza, bo niby dlaczego. Zwyczajowo wielkie pandemie trwały od kilku do kilkunastu lat i jakoś to było, bo musiało. Że medycyna coraz lepiej daje radę? Niby daje, ale wirus też nie taki głupi, zna ludzkie sztuczki. I oto nastaje listopad obecnego 2020 roku, a teatr nic, bo pandemia trwa. Przychodzi luty 2021. Pandemia nie odpuszcza, teatry stoją. Szpitale pozatykane, namioty ratunkowe postawione jesienią trzeba zlikwidować, za zimno. Zamykają się pierwsze teatry. Budżet państwa i budżety miejskie pustoszeją, kto ma głowę pamiętać o jakichś teatrach. Na wiosnę rolnicy zajeżdżają Warszawę i grożą nagłą śmiercią rządowi, któremu Unia Europejska zablokowała pieniądze za niepraworządność. W sukurs rolnikom przychodzą górnicy, przywożą tiry pełne węgla i wysypują pod gmachem Rady Ministrów. Rząd jak zwykle udaje, że nad wszystkim panuje, ale cały w strachu i tylko lata na Nowogrodzką.
Jesień 2021. Połowa lekarzy w łóżkach. Zwykli zarażeni nie mogą się nigdzie dodzwonić, sanepid sparaliżowany, zrobienie testu graniczy z cudem. Widok umierających na ulicy coraz mniej dziwi. Wiceminister zdrowia (sam minister zarażony, stan ciężki) ogłasza przez radio i telewizję, żeby nie mylić Covidu z grypą, ale wobec kłopotów z testami pomyłki są na porządku dziennym. Chorych na raka odsyła się na przyszły rok, jak się ewentualnie zwolnią oddziały szpitalne oddelegowane na razie do wirusa. Zapalenie oskrzeli czy angina wywołują śmiech na sali. Podobno zdarzają się już napady na apteki i prywatne gabinety lekarskie.
Następnego lata wirus trochę ustępuje. Rząd ostrzega przed wyjazdami na wakacje, zresztą nie ma dokąd jechać, większość granic zamknięta. Wybrzeże bałtyckie zostaje uznane za strefę specjalnego zagrożenia.
Z początkiem jesieni 2022 rząd po cichu wymienia większość ministrów, w tym ministra zdrowia, spraw wewnętrznych i obrony, ale na nikim nie robi to już wrażenia. Jedna trzecia teatrów pada i więcej nie wraca do życia. Zespoły zostają rozwiązane, nie wiadomo co z budynkami. Nikogo to specjalnie nie przejmuje. Może artystów, ale kto by tam się martwił o jakichś artystów. W ogóle kogo obchodzi kultura, kiedy nie ma pieniędzy na nauczycieli, szkoły pozamykane, dzieci siedzą w domach przed komputerami i głupieją doszczętnie, w efekcie czego potencjalny narybek potencjalnych teatralnych widowni kurczy się coraz bardziej.
Po kolejnym roku zamkniętych jest już osiemdziesiąt procent teatrów. Aktorzy na zasiłkach, część porzuciła zawód, pracują na śmieciówkach, sprzątają biura, rozwożą pizze na telefon. Technicy mają łatwiej. Zawsze w teatrze zarabiali grosze, teraz rozebrał ich między siebie wolny rynek. Niektóre budynki teatralne zdecydowano się wyburzyć, na ich miejscu powstały parkingi i supermarkety. Te bardziej wartościowe architektonicznie przerobiono na kolejne muzea walki i męczeństwa narodu.
Publiczność powoli przyzwyczaiła się do braku teatru. Internet zastąpił zresztą już niemal wszystko, rozrywkę i szkołę, sport i podróże. Przeciętna płaca jest warta połowę tego, co dawniej, komu by w głowie było wydawanie pieniędzy na spektakle komediantów.
Okazało się, że bez teatru można żyć i nikomu specjalnie to nie przeszkadza. W gazetach pojawiły się artykuły dowodzące, że pewne formy życia społecznego nie są bynajmniej niezbędne. Kiedyś przecież nie było kina ani telewizji, nie mówiąc o komórkach i komputerach. Teatr uchodził wprawdzie - obok tańca i muzyki - za jedną z najstarszych aktywności człowieka, ale i on z czasem mógł przecież wyczerpać swoje możliwości. Poza tym są kraje, nawet całe kontynenty, gdzie ta forma rozrywki z dawien dawna ma znaczenie śladowe albo zgoła żadne. To tylko my tu w Europie przywiązywaliśmy do teatru specjalną wagę. Lokowaliśmy w nim tracone nadzieje, gwałcone sumienia, pustkę po prawdzie i wolności. Szukaliśmy głębszych uczuć, intensywniejszych przeżyć. Ale i to, jak się okazało, było do zastąpienia albo do zapomnienia.
Po ośmiu latach pandemia zaczęła słabnąć. Świat zmienił się nie do poznania. Chiny przejęły rolę hegemona ekonomicznego, dystansując pogrążoną w politycznym i gospodarczym upadku Amerykę. Odejście w niesławie rządu PiSu niczego nie zmieniło, Polska od dawna była w prawdziwej ruinie. O teatrze nikt już nie pamiętał. Zresztą w Europie też o nim zapomniano, choć podobno w Anglii uchowały się dwa, w Londynie i Manchesterze. Ostatni polski bastion teatralny, krakowski Słowacki, ze względu na architekturę kojarzącą się z wesołymi czasami monarchii austrowęgierskiej, przerobiono na Muzeum Lupanaru, gdzie można się zapoznać z licznymi odmianami burdelizmu światowego od wieku szesnastego po dwudziesty pierwszy. Dla bardziej zainteresowanych przeznaczono kilka lóż na drugim piętrze, gdzie za odpowiednią opłatą można osobiście zaznać obcowania z wybranym z dowolnej epoki stylem pożycia. Przybytek ten z dochodów własnych utrzymuje zarówno Filharmonię Krakowską, jak i kilkanaście oddziałów Muzeum Narodowego.
Powiecie, doczytawszy do tego miejsca, że to wszystko całkowicie niemożliwe? Zapewne. Ale spróbujcie sobie wyobrazić taką rzeczywistość. Chociażby tylko jakiś jej fragment. Przecież tyle rzeczy wydawało się dotąd nienaruszalnie trwałych.
SAMUEL BECKETT KOŃCÓWKA, TEATR POLSKI, WARSZAWA, 2011,REŻ. ANTONI LIBERA. FOT. MARTA ANKIERSZTEJN.
Pudło, czyli co nas nie zabije- JOANNA KRAKOWSKA -
Kiedyś na więzienie mówiło się pudło. Posadzili kogoś w pudle czy do pudła? Zapudłowali. Siedzieliśmy w pudle. Wypuścili nas z pudła. Większość z nas przeżyła, przynajmniej jak dotąd. Skoro mogliśmy nie przeżyć, a przeżyliśmy, to znaczy, że pudło, czyli niecelne trafienie. Byliśmy na celowniku, ale spudłowano. Pudło w pudle.
Tak, mowa o kwarantannie, która była rodzajem więzienia, i o chorobie, z której udało się (na razie) wywinąć. Ale chodzi nie tylko o to, co nas nie zabije, ale o to, co mogłoby nas wzmocnić.
DEKAMERON
Kiedy napływające z Włoch wiadomości zamieniły abstrakcyjną plagę w realną epidemię, a mniej więcej od 9 marca Florencja wraz z całym krajem znalazła się w kordonie sanitarnym, tymczasową drogę ewakuacji wskazywał jedynie Dekameron. Perspektywę rychłej śmierci, choroby, a zwłaszcza izolacji mogły bowiem zmienić, a przynajmniej uwznioślić i osłodzić, starodawne opowieści:
Powiem więc, że w roku od narodzenia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, tysiąc trzysta czterdziestym ósmym, w sławnym mieście Florencji, klejnot miast włoskich stanowiącym, wybuchła zaraza morowa, sprowadzona wpływem ciał niebieskich albo też słusznie przez Boga zesłana dla ukarania grzechów naszych. Mór zaczął się na kilka lat przedtem na Wschodzie i spowodował tam wielkie spustoszenia. Powoli, z miejsca na miejsce się przenosząc, zaraza do krajów zachodnich dotarła. Zapobieżenia ludzkie na nic się wobec niej zdały. Nie pomogło oczyszczanie miast przez ludzi do tego najętych, zakaz wprowadzania chorych do grodu, różne przestrzeżenia, co czynić należy, aby zdrowie zachować, ani też pokorne modlitwy, procesje i wszelkie pobożne dzieła.1
Choć było wiadomo, że to wszystko już jest albo prędzej czy później stanie się także naszym udziałem, Powszechne Czytanie Dekamerona jakoś się nie przyjęło, czego ogromnie żałuję. Można było sobie bowiem bez trudu wyobrazić taką fejsbukową orgię: historie z Boccaccia na przemian z zupełnie nowymi opowieściami teraźniejszych pań i młodzieńców, zwalczających dyktaturę wirusa erotycznymi fantazjami. Okazało się jednak niestety, że czas, który nadchodził, nie miał natury epickiej i nie poddawał się rozbudowanym narracjom, lecz korzystał z innych, raczej skrótowych, wizualnych i performerskich sposobów wyrazu. A jeśli już po gatunki epickie sięgano, to nie po to, by czas wydłużać, podtrzymywać trwanie i grać na zwłokę, lecz wprost przeciwnie - zaznaczać jego upływ, zliczać i odhaczać kolejne dni, podkreślając tym samym dotkliwość stanu wyjątkowego.
CZAS EMMY
To jest Emma. Od dzisiaj codziennie przed północą będę czytał jedną stronę z Emmy
- ogłosił Marcin Wicha na Facebooku 17 marca wieczorem, po czym przeczytał pierwszą stronę powieści Jane Austen w przekładzie Jadwigi Dmochowskiej. Wytrzymał trochę ponad miesiąc, docierając do strony trzydziestej piątej, pod koniec urozmaicając lekturę drobnymi wstawkami na temat tłumaczki, która okazała się osobą niezmiernie interesującą, a szerzej zapoznaną. Każdy kolejny odcinek kończył pozdrowieniem:
Dbajcie o siebie, uważajcie na siebie, a jak wszystko dobrze pójdzie, to jutro o tej porze przeczytam drugą, trzecią, szesnastą, dwudziestą piątą... stronę...
I tak do 4 maja, kiedy to pożegnał się ze słuchającymi, nie tłumacząc zbytnio, dlaczego przerywa tę pandemiczną lekturę na długo przed końcem pandemii. Można zresztą przypuszczać, że kiedy zaczynał swój rozłożony na strony, nie waham się tego powiedzieć, performans, niewiele osób dopuszczało do siebie myśl, że z początkiem maja perspektywa końca izolacji będzie wydawać się bardziej odległa niż miesiąc wcześniej. Administracyjne decyzje o zawieszeniu życia publicznego - szkół czy teatrów - obejmowały przecież początkowo okresy parotygodniowe, a nie wielomiesięczne. Długo trwało, zanim wiele z nas przyjęło do wiadomości, że planowane nawet na maj czy czerwiec wydarzenia kulturalne, podróże, konferencje, zajęcia po prostu się nie odbędą. Widać to choćby na naszym redakcyjnym blogu, gdzie 11 marca Piotr Morawski napisał:
Teatry przestają grać. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zdecydowało, że od czwartku zamknięte będą filharmonie, teatry, muzea i galerie. Od wczoraj nie pokazują już przedstawień teatry na Śląsku i w Poznaniu. D o k o ń c a m a r c a, d o p o ł o w y k w i e t n i a - p r z e z k i l k a t y g o d n i nikogo nie będzie na widowniach teatrów; nikt też nie wyjdzie na sceny.
Widzki i widzowie sobie poradzą. Takich, co bez teatru żyć nie mogą, aż tak wiele nie ma. Najgorzej mają twórcy.
Pal sześć ambicje reżyserów, których spektakle nie zostaną zagrane. Ale co z aktorkami i aktorami, którzy zarabiają za każde wyjście na scenę? Co z tymi, które/którzy grają gościnnie, bez etatów, a więc w zasadzie cały dochód pochodzi z tego, co się zagra? A jak się nie gra przez miesiąc? Jak się przez miesiąc nie zarabia, choć domowy budżet był przecież zaplanowany? Co wreszcie z innymi pracownikami teatrów i innych instytucji kultury, którzy pracują na śmieciówkach, a teraz przez dyrekcje zostaną wysłani do domów? Co z tymi, którzy, uprawiając freelancerkę, swoją pracę wiążą z działalnością teatrów i innych instytucji kultury?2
MEM MARCINA WICHY. RYS. HENRY MATTHEW BROCK. FOT. FACEBOOK.COM.
Minął marzec, kwiecień, maj, czerwiec. Dość powiedzieć, że kolejny wpis na Dialogowym blogu pojawił się dopiero 28 lipca.
Życie tymczasem przeniosło się niemal całkiem do sieci, choć trudno powiedzieć, by refleksje i rozpoznania, którymi się powszechnie dzielono przez te miesiące, porywały oryginalnością i głębią. Osobliwe poczucie upływu czasu, minimalizm form i ubóstwo myśli to zatem, jak mi się zdaje, najbardziej charakterystyczne efekty pandemiczne w odniesieniu do życia wewnętrznego i jego ekspresji, tak jak pozwalały je obserwować u siebie i innych narzędzia internetu. Oprócz, rzecz jasna, bardzo konkretnych spraw bytowych i zawodowych, o których pisaliśmy w przededniu lockdownu, oraz kwestii dotyczących życia politycznego, którego najdokładniejszym i najtrafniejszym wyrazem są pochodzące z tego okresu memy3. Lęki i niepokoje na tym tle były i są zapewne bardziej dokuczliwe i trwalsze niż te związane z wirusem, ale też pandemia wiele z nich ujawniła, sprowadzając na poziom doświadczeń elementarnych, które w innych okolicznościach łatwo się wypiera. Nic zatem dziwnego, że mem z napisem "Nie wrócimy do normalności, bo to normalność była naszym problemem" został szczególnie doceniony, a Josh Plough, pisząc w tym numerze tekst o memach pandemicznych, użył go nawet jako tytułu swojego tekstu.
CO WY WIECIE O SAMOOGRANICZENIU?
Okoliczności pandemii skłaniały do postawienia rozmaitych pytań tak zwanych zasadniczych: o to, z czego można w życiu zrezygnować, a z czego raczej nie; o warunki pracy i zabezpieczenia socjalne; o relacje z rodziną, partnerami i dziećmi, z którymi nagle trzeba przebywać non-stop; o sens uprawiania własnego zawodu; o potrzebę i jakość kontaktu z innymi ludźmi; o konieczność pracy w pracy i możliwość pracy w domu; o namacalne odczuwanie różnicy między żywym i wirtualnym; o zasadność ograniczania dostępu do cyfrowych zasobów kultury, na przykład Biblioteki Narodowej; o odpowiedzialność społeczną, solidarność zachowań w obliczu zagrożenia chorobą i o tę słynną troskę o innych, która miała być dewizą pandemii, a okazała się sloganem czy wręcz produktem do sprzedawania w teatrze.4
Nie wszyscy bowiem - na uczelniach, w szkołach, w instytucjach pracy - potrafili zrozumieć, że pierwszym i zasadniczym skutkiem lockdownu jest dotkliwe zróżnicowanie naszych sytuacji życiowych i warunków funkcjonowania. Zróżnicowanie, które na co dzień niwelowane jest aktywnością, mobilnością, wszelkimi możliwościami, jakie stwarza świat i jakie sami potrafimy sobie stworzyć, a które wraz z izolacją zostały drastycznie ograniczone. Sytuacji zamknięcia we własnym obszernym, pełnym książek mieszkaniu, bez konieczności dzielenia się komputerem z latoroślami w trybie zdalnego nauczania i z gwarancją, że określonego dnia miesiąca na konto wpłynie regularna pensja, nie da się porównać z sytuacją zamknięcia wraz z wielopokoleniową rodziną, w której obawa o seniorów, umęczenie juniorami i stłoczenie na niewielkiej przestrzeni idzie w parze z utratą dochodów z umów i kontraktów, a limity internetu ograniczają jeśli nie kontakty, to rozrywki. Nie wspominając już o niezliczonych wariantach innych katuszy.
Nie powinno się pisać o teatrze w dobie pandemii, nie biorąc tego wszystkiego pod uwagę.
I to zapewne miał na myśli Piotr Morawski, kiedy jeszcze w marcu w kontekście masowego udostępniania przez teatry nagrań spektakli w internecie, zauważał, że chodzi w tym przede wszystkim o produktywność, konkurencyjność i widzialność, a nie o "troskę o innych"5, szczególnie dziś politycznie istotną. Świadomość polityczności troski przyświecała też najwyraźniej Kornelii Sobczak, gdy pisała tuż przed ogłoszeniem w Polsce stanu zagrożenia epidemicznego:
Nie wmawiajmy sobie, że kwarantanna jest czasem na "self-care", na opiekowanie się sobą. Powinna być czasem na opiekowanie się sobą nawzajem i to też jest lekcja, jaką możemy odrobić za sprawą tego kryzysu.6
Weronika Szczawińska już 27 marca w swoim orędziu na Międzynarodowy Dzień Teatru przełożyła te rozpoznania, intuicje i odruchy na konkrety:
Nie chcę dziś mówić o teatrze jako sztuce.Teatr w Polsce jest wciąż artystycznie wspaniały i wciąż różnorodny, i chyba teraz nie mam nic więcej do powiedzenia na ten temat.
[...]
Lubimy powtarzać, że teatr jest sztuką wspólnotową.
Nie martwię się więc o przyszłość teatru jako sztuki - ale o tworzących go ludzi.Mamy tylko jeden obowiązek - solidarności. Ze wszystkimi pracownikami i pracownicami wszystkich struktur teatralnych w Polsce. Wszystkimi, bez względu na to, czy pracują na etacie, umowie o dzieło, zleceniu, czy w firmie zewnętrznej. W zespołach artystycznych, administracyjnych, technicznych. A także z ludźmi poza zespołami, którzy piszą, edukują, kuratorują, animują.
I chyba każdy i każda z nas powinna sobie odpowiedzieć na to pytanie: co dla mnie w tym momencie ta solidarność oznacza? Co mogę zrobić, co jest w realnym zasięgu - moim, mojej wspólnoty twórczej, współtworzonej lub zarządzanej przeze mnie instytucji?
Dochowajmy zobowiązań.
I zróbmy więcej. To nie czas na minimum przyzwoitości, tylko na maksimum troski.
Dbajmy o kontynuację poczynionych już planów - jeśli od tego zależeć ma dobrostan ludzi.
Pomyślmy o materialnym zabezpieczeniu osób, które są od nas zawodowo zależne.Wywierajmy presję w sprawie ubezpieczeń zdrowotnych wolnych strzelców.
Zwracajmy uwagę na osoby w szczególnie trudnej sytuacji - freelancerów, debiutantów, ludzi tworzących teatry poza głównym nurtem.
Budujmy sieci współpracy.
Przyjmijmy do wiadomości, że teraz, bardziej niż kiedykolwiek, musimy się dzielić: scenami, pieniędzmi, uwagą widowni.
Tak, jesteśmy potrzebni, tak, jesteśmy twórczy, naprawdę nie musimy tego nieustannie udowadniać gorączkową nadprodukcją. Zaopiekujmy się sobą.
Z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru życzę nam wiele radości z solidarnych gestów.7
Na pierwszy rzut oka widać, że to wezwanie nie odnosi się tylko do teatru w czasie pandemii, że pandemia stworzyła po prostu spektakularne warunki, by wyartykułować dobitnie filozofię, wedle której Weronika Szczawińska i osoby o podobnych przekonaniach, postrzegają kierunek pożądanych czy wręcz koniecznych zmian w myśleniu o teatrze instytucjonalnym, teatrze jako środowisku pracy, teatrze jako sztuce i teatrze jako wspólnocie. Pod wszystkimi tymi niewinnie brzmiącymi, pozornie poczciwymi, naiwnymi i łagodnymi apelami o solidarność i wzajemną troskę kryje się bowiem ni mniej, ni więcej tylko radykalny projekt systemowej zmiany produkcji teatralnej - obliczony nie na kumulację środków w pysznych projektach, lecz na sprawiedliwsze ich dzielenie w imię lepszego wykorzystania wielości artystycznych talentów; stawiający na kolektywną pracę i kolektywną dystrybucję satysfakcji; uwzględniający różnorodność artystyczną i organizacyjną; gwarantujący bezpieczeństwo socjalne.
Pytanie, czy udało się w czasie epidemicznego zamknięcia działać choćby w części w zgodzie z duchem, jeśli nie literą, tego orędzia i podobnych mu nawoływań, pozostaje otwarte. Czy płacono twórcom i twórczyniom za emisję nagrań spektakli w sieci? Czy w nowych inicjatywach artystycznych, projektach i warsztatach prowadzonych zdalnie brano pod uwagę zwłaszcza osoby bezetatowe? Czy ogłaszając zamknięty konkurs dramaturgiczny, nie przyszło komuś do głowy, że to nie czas na sute stypendia dla dwóch osób, tylko na realne wsparcie autorek i autorów, którzy zostali bez środków do życia?
Z pewnością uruchomiono rozmaite działania, cykle i zadania artystyczne, które pozwoliły teatrom na wypłacanie nieco większych wynagrodzeń etatowym pracownikom.8 Ale sytuację tych bezetatowych obnażył po części Projekt Kwarantanna Teatru Studio i Komuny Warszawa, kuratorowany przez Tomasza Platę i realizowany w dziesięciu internetowych odsłonach od 30 marca do 17 kwietnia. Uzmysłowił przede wszystkim, że w kryzysie równie ważna jak etat jest konstelacja artystyczno-towarzyska i że ideę solidarności jakoś trudno praktykować inaczej, niż pomagając bliskiemu koledze.
WERONIKA SZCZAWIŃSKA, MACIEJ PESTA, PIOTR WAWER PROJEKT KWARANTANNA: PRZYDAŁOBY SIĘ, TEATR STUDIO, KOMUNA WARSZAWA, 2020. FOT. FACEBOOK.COM.
TEATR MINIMALNY ANNY NASIŁOWSKIEJ, 2020. FOT. ARCHIWUM TEATRU.
TEATR MINIMALNY ANNY NASIŁOWSKIEJ, 2020. FOT. ARCHIWUM TEATRU.
O tym właśnie zrobiła swój odcinek Projektu Kwarantanna Weronika Szczawińska wraz z Piotrem Wawrem jr i Maciejem Pestą. Szczawińska telefonuje do Pesty: "Cześć, Maćku. Tak się zastanawiam, czy przydałoby ci się teraz zarobić tysiąc dwieście złotych?". Tyle bowiem wynosi honorarium za realizację odcinka. "No, bardzo by mi się przydało" - odpowiada aktor. Jego oczy i usta jeszcze kilkakrotnie wypowiadające te słowa widać na wyświetlaczach telefonów Weroniki Szczawińskiej i siedzącego obok niej Piotra Wawra jr, który podczas całego performansu obserwuje rosnącą w doniczce pod specjalną lampką roślinkę, chucha na nią delikatnie i podlewa wodą ze strzykawki. Pandemiczna buddyjska troska i pandemiczna stoicka solidarność.
Dotkliwość izolacji i tkliwość troski pozostawałyby w takiej właśnie homeostazie, pozwalając w dalszym ciągu na wymyślanie i projektowanie lepszego świata po pandemii, gdyby nie grupa artystów - performerów z niepełnosprawnościami, którzy w nadzwyczajność kwarantanny wprowadzili istotne zakłócenie. Katarzyna Helena Żeglicka, Patrycja Nosowicz, Tati Tatiana i Filip Pawlak w reakcji na Projekt Kwarantanna postanowili "wprosić się na imprezę - wjechać, wejść, przypełzać, przykuśtykać" i zapytać "co wy wiecie o samoograniczeniu, skoro nawet miesiąc jeszcze nie siedzicie w domu?".
Oto trzy performerki wykonują domowe akrobacje na ławie z wózkiem inwalidzkim, siedząc przy stole w pokoju czy ćwicząc wspinaczkę na stół kuchenny, a z offu dobiega tekst:
Drodzy Artyści, my w domu siedzimy zawodowo, my, tytanki samoograniczenia, specjaliści do spraw problemów, bezrobotne wyczynowo, fachowcy od bolączek, heroski social distancing, niewidzialni uczestnicy reality show, akrobatki nieporadności. Przykro nam, ale w wielu konkurencjach wygrywamy z wami. W samoograniczeniu szkolimy się od lat i nie oddamy łatwo palmy pierwszeństwa. Zdałyśmy celująco egzaminy w wyższej szkole kwarantanny społecznej, a stypendiami artystycznymi wspiera nas od lat ZUS. Możemy was nauczyć, jak siedzieć w domu, to nasza profesja, więc spróbujemy. My, dumni podopieczni Anny Dymnej i łzawych koncertów na krakowskim Rynku, więźniarki czwartego piętra bez windy, uprzywilejowani w kolejkach sklepowych, ambitne posiadaczki zniżki 78 procent na kolei, tańczący sambę na wózkach, malujący pocztówki ustami, bezpłatni użytkownicy basenów miejskich, stały dochód rehabilitantów i lekarzy, temat teatralnych projektów społecznych, próbujące wyjść poza autotematyczne piekło partycypacji. Chciałyśmy wejść na stół i pokazać wam zabawę w dom, ale dla nas to trochę za wysoko, dołączymy później. Pamiętajcie jednak, że jesteśmy z wami. Trzymamy kciuki, może ktoś z was będzie miał na tyle szczęścia, że dołączy do nas, niezwykłych ciał, nieszablonowych umysłów, wybuchowej mieszanki genów, ostatniej fali prawdziwej awangardy. Przyjdźcie, pokażemy wam, co robimy, zapraszamy niezmiennie, nie tylko w kwarantannie, każdego dnia, świątek i piątek, i bez projektu, i bez litości. W cztery ściany naszych domów, gdzie puste mury naszymi widzami.9
KATARZYNA HELENA ŻEGLICKA, PATRYCJA NOSOWICZ, TATI TATIANA, FILIP PAWLAK POZA #KWARANTANNA. FOT. FACEBOOK.COM.
Ta bezlitosna kpina z Projektu Kwarantanna paradoksalnie działa oczyszczająco, bo przywraca miarę rzeczy i może nas ustrzec przed dalszym dramatyzowaniem tego, co całkiem niedramatyczne, a zarazem nadaje najzupełniej konkretny wymiar każdemu sloganowi na temat troski - tej realnej i tej metaforycznej. Pola do działania także poza kręgiem Komuny Warszawa i Teatru Studio nie brakuje, zwłaszcza że prawdziwi zawodowcy pokazali nam, jak niewiele, siedząc na własnej kwarantannie, wiemy o cudzej.
TEATR MINIMALNY
W ramach Projektu Kwarantanna Wojtek Ziemilski wraz z synkiem Andrzejem zrealizowali odcinek Gry i zabawy higieniczne10, który można w istocie potraktować jako mikrotraktat o teatrze, mikrotraktat na miarę sytuacji zamknięcia w mieszkaniu z pełnym energii przedszkolakiem i zapasami papieru toaletowego, który nie wiedzieć czemu stał się symbolem paniki zakupowej na samym początku pandemii. Ziemilski podjął tu - tylko pozornie skazaną na niepowodzenie (bo w kadrze albo "żywe srebro", albo zapora z rolek papieru) - próbę odpowiedzi na pytanie "co się zmieniło w tym, jak odczuwamy świat?", zwłaszcza z perspektywy teatru, czyli dziedziny, gdzie "obecność jest najważniejsza".
Właśnie kwestia obecności i cielesności jest dla Ziemilskiego zasadnicza, kiedy mówi:
Jesteśmy w dziwny sposób sami. Jedynie z tymi, z którymi jesteśmy zamknięci. Innych oglądamy. Oglądanie nie jest odczuwaniem. Teatr jest taką sztuką wizualną, która polega na byciu razem. Odczuwamy swoją obecność i mamy świadomość, że coś się wydarza i że wydarza się tu naprawdę, choćby było tylko konwencją, zabawą, która później zniknie.
I nagle zostaliśmy sami, z tą obecnością ludzi, którzy są koło nas. I to jest obecność bardzo mocna, nieznośnie mocna, cały czas obijająca się o nas aż do szaleństwa. Jak w łodzi podwodnej czy w statku kosmicznym. Z obecnością innych ludzi tylko na słowo honoru.
[...]
Nie wyobrażam sobie świata, w którym nie ma możliwości, żeby poczuć inne ciała.
Pandemia i izolacja być może okazały się zbawienne dla teatru, przywracając świadomość namacalnej nomen omen wyjątkowości tego medium. Teatr bez obecności innych nie istnieje, a obecność innych bez teatru staje się nie do zniesienia - zdaje się mówić Ziemilski. Głód cielesności mediowanej teatralną (a niechby i towarzyską) konwencją oraz przesyt niczym niezapośredniczoną obecnością najbliższych - to doświadczenia pozwalające zweryfikować szereg hipotez. Na ich snucie do niedawna pozwalały nowe technologie, ekspansja mediów wizualnych i eksperymenty z wirtualną rzeczywistością, dzięki którym nie bez powodzenia eksplorowano możliwość performansów nie-ludzkich, bez-ludzkich i przeznaczonych do samotniczego odbioru. Tymczasem, jak pisze na sąsiednich stronach w artykule Powrót ciała? Piotr Morawski: podczas pandemii "okazało się, że stare poczciwe teatrologiczne teorie mówiące o przepływie energii społecznej czy nażywości, traktowane już nieco z przymrużeniem oka [...] mogą znów być użyteczne nie tyle nawet jako byty teoretyczne, lecz ucieleśnione teorie".
Można zatem bez wielkiej przesady powiedzieć, że pandemia - we wszelkich ograniczeniach, jakie nam narzuciła, i próbach ich przezwyciężenia projektami internetowymi, "kulturą w sieci", projekcjami nagranych wcześniej spektakli, zoomowymi seminariami i rozmowami o sprawach podstawowych - zafundowała nam praktyczny kurs antropologii widowisk, przegląd ich najnowszej historii, podróż do źródeł teatru, warsztaty z performatyki, projektowanie kontrpartycypacyjne, nową odsłonę krytyki instytucjonalnej oraz multidyscyplinarne ćwiczenia z teorii.
ANDRZEJ ZIEMILSKI, WOJTEK ZIEMILSKI PROJEKT KWARANTANNA: GRY I ZABAWY HIGIENICZNE, TEATR STUDIO, KOMUNA WARSZAWA, 2020. FOT. FACEBOOK.COM.
Na ślady pierwotnych praktyk teatralnych w posthumanistycznym wydaniu i z wykorzystaniem nowych mediów natrafiłam na fejsbukowym profilu Anny Nasiłowskiej. To cykl fotografii zamieszczanych codziennie od 25 marca do 30 kwietnia i oznaczonych hasztagiem #teatrminimalny. Fotografie te mają swoją bohaterkę czy bohatera, ale nie jest to człowiek, lecz protezy, jego lub jej drewniane ręce, a może ręce niczyje, nie para, lecz troje rąk, obiekty znalezione (faktycznie znalezione obok kosza na śmieci przy stacji metra Centrum), obiekty porzucone, obiekty sztuczne, obiekty ożywione, obiekty animowane, obiekty zajęte czynnościami dnia codziennego. Z całą daremnością, absurdalnością i teatralnością swego rzekomego wysiłku. Cykl układa się w opowieść pandemiczną o ograniczeniach, nudzie, rytuałach i oswajaniu niepokoju ironią, żartem, fantazją. "Rolę sceny pełniły sztuka płótna lnianego i kuchenna stolnica, położona na balkonie - pisze Anna Nasiłowska. - Rekwizyty to wyłącznie przedmioty domowe, jak tasak, nóż, worek, biżuteria, monety, walizka, klocki a także sadzonki roślin, pomidorów i cukinii, które w kwietniu zaczęłam hodować na balkonie, aby w maju przenieść je na działkę."11
Cykl obserwowało wiele osób, pod postami pojawiały się komentarze, widzowie reagowali. Teatr Minimalny działał na wyobraźnię, kreował rzeczywistość, opowiadał historie, angażował, odwoływał się do wspólnoty bardzo aktualnego doświadczenia i nader pierwotnej potrzeby intymnego performansu.
TEATR PUDŁO
Pudło zaś w swoim najbardziej materialnym, tekturowym sensie pozyskała dla teatru Joanna Szczepkowska - pudło sceny, która nie tylko nie okazała się więzieniem, ale była w dodatku strzałem w dziesiątkę. Teatr Pudło z całym swoim kontekstem i okolicznościami kolejnych premier, technicznymi trudnościami, doraźnym reagowaniem, literackimi ambicjami i najlepszą tradycją aktorskiego popisu to przedsięwzięcie, które doskonale wpasowało się w czas pandemii. Joannie Szczepkowskiej udało się niestabilność, tymczasowość, brak technologicznej sprawności i fejsbukowe amatorstwo uczynić swoim atutem, wykorzystać walory komiczne tej nieporadności, a zarazem zdeklasować profesjonalizmem i starannością teatralną wszelkie inne teatry w sieci.
Aktorka, która w ostatnich latach występowała przede wszystkim w stworzonym i prowadzonym przez siebie Teatrze na Dole, prowadząc z jego wiernymi widzami nieustające rozmowy zarówno po spektaklach, jak i na Facebooku, nigdy nie uchylała się od performatywnych wyzwań, jak choćby udział w ubiegłorocznym projekcie Biennale Warszawa i Czarnych Szmat Wolna Polska?, a zarazem nie raz angażowała się czy wręcz animowała publiczne dyskusje na niepokojące tematy, co ściągało na nią gromy rozmaitych środowisk. Gdybym nie bała się Joanny Szczepkowskiej, napisałabym, że ma wybitny talent do queerowania rzeczywistości, przekręcania jej w dowolną stronę, wkurzania wszystkich, operowania żenadą, przeginania powagi i rafinowania komizmu, obracania słabości w siłę, a porażki w podziw. To są strategie queerowe, których używa czasem świadomie, a czasem niekoniecznie, ale jako dyżurna "homofobka" (w cudzysłowie, bo jestem pewna, że nią nie jest, choć niektórymi swoimi wypowiedziami oburza niepomiernie osoby niehetero) rozgrywa ten swój wizerunek jak najlepszy drag. Pozostaje przy tym aktorką ze starej szkoły rzemieślniczej, ceniącej sobie techniczne umiejętności i warsztatową sprawność. Łączy zatem bardzo wszechstronne umiejętności i dyspozycje z nieprzewidywalnym temperamentem i uporem oraz politycznym samozaparciem, co zapewne nie ułatwia pracy zespołowej, ale za to przynosi zaskakujące efekty w realizacji autorskich pomysłów, takich jak Teatr Pudło.
2 kwietnia Joanna Szczepkowska wyemitowała na swoim fejsbukowym profilu krótkie nagranie, na którym walczy z wielkim kartonowym pudłem, próbując zasłonić nim przestrzeń pokoju i stworzyć prowizoryczną pudełkową scenę, na której zmieści się wyłącznie jedna aktorka:
Nagrywa się? Nagrywa się. Przepraszam, że jestem taka trochę sautée. W Teatrze na Dole też bywam nieumalowana, widzowie są już przyzwyczajeni. I przepraszam za jakość obrazu, ale to jest kamera internetowa... teraz mówię do Was? Tak. Nie próżnowałam, naprawdę, bardzo długo zastanawiałam się, w jaki sposób mogę w domu zrobić Teatr na Dole. I w ogóle, jak można zrobić Teatr na Dole, jak się nie ma dołu. Więc można go zrobić po prostu na podłodze. I co może stanowić dekorację, bo nie chcę jakoś pokazywać mieszkania, bo mieszkanie jest nieteatralne, mieszkanie to jest mieszkanie. I dzisiaj wpadłam na pomysł, że jest takie pudło po czymś i ono może być taką dekoracją czy tłem. Siedzę w tym pudle teraz i można tu robić różne wersje: otwarte, zamknięte... W każdym razie szukałam i znalazłam. Wszystko to ulepszę technicznie, ale uważam, że tu już jest zalążek...12
JOANNA SZCZEPKOWSKA KRÓTKA HISTORIA KINA, TEATR PUDŁO, 2020.FOT. FACEBOOK.COM.
Pierwsze przedstawienie Teatr Pudło dał już następnego dnia. Nie była to wprawdzie premiera z prawdziwego zdarzenia, a jedynie Bajka pochodząca z recitalu Joanny Szczepkowskiej Dwie piosenki, ale od tej chwili do teraz Teatr Pudło nie ustaje z pokazywaniem rzeczy starych i nowych, monodramów i minidramów, wierszy, piosenek i prozy. Aktorka jest jedna, a postaci mnóstwo, ról satyrycznych, lirycznych, dramatycznych w miniaturowych spektaklach trwających od kilku do kilkunastu minut jest nieskończenie wiele. Jest Krótka historia kina z postaciami wielkich gwiazd ekranu, Brak słów w formie programu publicystycznego z udziałem posłanek obozu rządowego i opozycji oraz profesorki prawa konstytucyjnego, nocne miniaturki w konwencji kina niemego, wieloodcinkowy serial Wydawnictwo, odsłaniający niebywałe kulisy współpracy redaktorek z autorkami. Szczepkowska pokazuje swoje warsztatowe mistrzostwo bez żadnych podpórek, a nawet wprost przeciwnie - wystawia je raz po raz na ciężką próbę niewprawnym montażem, amatorskimi efektami wizualnymi, literówkami w napisach, technicznymi wpadkami. To na swój sposób cudowne połączenie: aktorka z prawdziwego zdarzenia w pandemicznych okolicznościach teatralnych, który tworzą: kawałek kartonu, kamerka w telefonie i prosty program do montażu.
Integralną częścią Teatru Pudło jest cały rytuał przygotowań i zapowiedzi. Premiery mają odbywać się w środy, ale rzadko tak się dzieje, zwykle zamiast przedstawień pojawią się komunikaty: "Z tym punkt 21.30 przesadziłam - 22.00"; "Teatr Pudło - męka twórcza może potrwać do ok. 23.00 niestety. Przepraszam", a potem kolejny: "Kochani, nie wiem jak Wy, ale ja idę spać, bo od świtu montuję i poległam. Budzik nastawiony na 7 rano. Do jutra"; wreszcie: "Widzowie Teatru Pudło potrzebuję chwilę oddechu na zmierzenie się techniki i wyobraźni, bo to są przeciwne wektory". W tych zapowiedziach i usprawiedliwieniach najpełniej wyraża się istota Teatru Pudło - teatru domowego czasu lockdownu, w którym czas płynie inaczej, sieć jest środowiskiem życia, a nasze kompetencje cyfrowe doskonalą się stopniowo. Ale kryje się w tym także obietnica, że prędzej czy później teatr się wydarzy.
BACKST/AGE DEKAMERON /NOWY DEKAMERON
A po Dekamerona ktoś jednak sięgnął i to nie raz. Najpierw Dział Edukacji Teatru Studio w Warszawie zaprosił grupę seniorów i seniorek na warsztaty z fantazjowania. Inspiracją były dla nich opowieści Boccaccia. Podczas warsztatowych spotkań prowadzonych wirtualnie od początku kwietnia powstało kilkanaście wideoteatralnych zapisów fantazji, które można obejrzeć na stronie projektu.13
Tymczasem w maju Teatr im. Modrzejewskiej z Legnicy zaprosił na premierę Nowego Dekamerona w realizacji zespołowej. Przedstawienie wyemitowano jedynie kilka razy. Dziś pozostał po nim porządny program teatralny i zapis konferencji prasowej.
1 Boccaccio Dekameron, przełożył Edward Boyé, wolnelektury.pl.
2 Piotr Morawski Praca w czasach zarazy, www.dialog-pismo.pl, 11 marca 2020.
3 Zob. www.memypandemiczne.pl.
4 Zob. Piotr Morawski Zanim troska stała się produktem, "Dwutygodnik.com", nr 279, kwiecień 2020.
5 Piotr Morawski Musimy zwolnić, "Dwutygodnik.com", nr 278, marzec 2020.
6 Kornelia Sobczak Lekcja wirusa?, www.dialog-pismo.pl, 12 marca 2020.
7 Orędzie Weroniki Szczawińskiej na Międzynarodowy Dzień Teatru, e-teatr.pl, 27 marca 2020.
8 Teatr polega na bliskości, z Maciejem Nowakiem rozmawiał Piotr Morawski, "Didaskalia" nr 157-158, 2020.
9 Poza #kwarantanna, https://www.facebook.com/filip.pawlak.33/videos/2807973012583608/
10 https://www.facebook.com/studio.teatr/videos/10159210929530348/
11 Teatr Minimalny Anna Nasiłowska, Facebook.com.
12 https://www.facebook.com/joanna.szczepkowska.14/videos/2875304942506325/
13 Backst/age Dekameron, opieka kuratorska: Justyna Lipko-Konieczna, reżyseria wideo: Hanna Maciąg, prowadzenie warsztatów: Justyna Lipko-Konieczna, Gabriela Stankiewicz, https://teatrstudio.pl/pl/spektakl/backstage-dekameron-projekt.
Powrót ciała?- PIOTR MORAWSKI -
"Twoje ciało zaczyna być trochę jak taki chwast, który tak wyrasta, rozrasta się między szczelinami - nieprzycięty i niewyrwany"1 - mówi Ramona Nagabczyńska w nagraniu Choreografia makrozbliżeń zrealizowanym dla festiwalu Ciało/Umysł. Kamera na dużym zbliżeniu przesuwa się po skórze artystki, a ona sama opowiada o zakamarkach własnego ciała zaniedbanych w czasie lockdownu. O niepielęgnowanej skórze, wyrastających na ciele w najmniej spodziewanych miejscach włosach, "niezrobionych cyckach i dupie". W czasie społecznego dystansowania się i izolacji przestaliśmy dbać o ciało - wideokonferencje, pokazujące głównie twarze i to w słabej rozdzielczości, sprawiają, że tych niedostatków nie widać, można więc sobie odpuścić, skoro wystarczy jaki taki makijaż i względnie dobrze ułożona fryzura. Ciało pandemiczne, jakie pokazuje Nagabczyńska - jest zaniedbane, wymaga troski. Jednak performerka i choreografka wcale nie namawia, by czym prędzej zrobić peeling twarzy, pójść do kosmetyczki czy wydepilować niepotrzebne włosy - na koniec jest taniec. Taniec dla siebie. Od makrozbliżeń pokazujących pory i przebarwienia cery przechodzimy do afirmatywnego tańca, przynoszącego wytchnienie zmęczonym i zaniedbanym ciałom.
1.
Ludzi na ulicach ubyło. Stali jedynie, zachowując przepisowy dystans w kolejkach przed sklepami. Czasem przemykali chodnikami, załatwiając niezbędne sprawy, na co zezwalało stosowne rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów. Ludzkie ciała zniknęły, a jednocześnie cielesność stała się intensywniej odczuwalna, a nawet dojmująca. Ciała wyrzucone z placów, skwerów i galerii handlowych musiały się gdzieś wynieść. Gnieździły się więc w mieszkaniach, chodzenie, spacerowanie, podbieganie czy jeżdżenie zastępując niespokojnym wierceniem się i snuciem między kuchnią a pokojem. Zamiast miejskiej choreografii synchronizujących się w ruchu ciał, pozostała choreografia mieszkania, ruch w klaustrofobicznej przestrzeni, nawet jeśli metraż wcześniej nie wydawał się wcale taki mały. Mieszkaniowy ruch odbywał się w samotności albo w towarzystwie współmieszkańców - rodziny, ale też czasem po prostu współlokatorów - którzy wchodzili sobie na głowę, odbywając jednocześnie w tym samym mieszkaniu aktywności zwykle realizowane poza domem: home office i zdalne nauczanie szybko zaczęły być przekleństwem. Obecność szybko zmieniała się w nadobecność, nazbyt intensywnie odczuwaną i z racji tej intensywności osiągając rejestry zniecierpliwienia i irytacji. Samotność w izolacji też była bardziej intensywna. Nie każdy - jak Marcin Król - miał w tych marcowych i kwietniowych tygodniach do dyspozycji "spory dom na wsi, 10 hektarów, las, psy"2.
Ludzie ze swoimi ciałami zniknęli z ulic i to dopiero pozwoliło poczuć bardziej ciało. Przede wszystkim własne: unieruchomione lub w ruchu bardzo ograniczone, ociężałe, usztywnione. Nic dziwnego, że popularność szybko zaczęły zyskiwać tutoriale pilatesu i streczingu na Youtubie. Wystarczyło kilka dni bez ruchu - nie bez sportu, nie bez joggingu - bez codziennego ruchu, który nie był przecież wysiłkiem, by poczuć zmiany w motoryce ciała. Kiedy Paweł Sakowicz opowiada Annie Sańczuk, że wtedy właśnie zaczyna intensywnie spacerować - z Solca na Mokotów do Nowego Teatru i jeszcze dalej - choreografia przestaje być domeną działalności artystycznej, a staje się praktyką codzienności, w codzienności jednak wcześniej niezauważana, bo - jak cielesność - jakoś oczywista. Izolacja i urzędowy zakaz poruszania się po miastach bez wyraźnej potrzeby tę oczywistość podważyły.
2.
"Wydaje się, że za pomocą cyfryzacji ciało z krwi i kości, cielesność i śmiertelność zostaną uwolnione od ciężaru i bezwładu. Że w wyniku tej transfiguracji będziemy mogli wreszcie znaleźć się po drugiej stronie lustra, chronieni przed rozkładem, przywróceni syntetycznemu wszechświatowi przepływu"3 - pisał Achille Mbembe, od razu zaznaczając, że to złudzenie. Przede wszystkim złudzenie technologicznie rozwiniętej północy, która już nawet prawie uwierzyła we własną nieśmiertelność; która uwierzyła, że cyfrowy obraz jest doskonałym symulakrum rzeczywistości, a nawet że poza cyfrowym światem nie ma już nic. Cyfryzacja zaś - pisał Mbembe - "stanowi bunkier, w którym odizolowani od siebie mężczyźni i kobiety mają się schronić".
Globalna epidemia przynajmniej w jakimś stopniu z tego złudzenia wyzwoliła. Okazało się, nie dość, że ciało z krwi i kości istnieje, a cyfryzacyjny bunkier nie jest w stanie dać żadnej ochrony, to jeszcze wirus nie ma względu na ugruntowane podziały na bogatą północ i biedne południe. Choć to też jest przecież fikcją, bo wprawdzie na zachorowanie narażeni są też biali i bogaci (co być może nawet doprowadziło do ogólnoświatowego lockdownu), lecz warunki epidemiczne i tak zawsze ich uprzywilejowują.
RAMONA NAGABCZYŃSKA 21 LEKCJI TAŃCA NA XXI WIEK, LEKCJA 9:CHOREOGRAFIA MAKROZBLIŻEŃ, E-SCENA C / U, 2020. FOT. FACEBOOK.COM.
WIDOK PLACU ZAMKOWEGO W WARSZAWIE, NIEDZIELA, 22 MARCA 2020.FOT. WOJCIECH DIDUSZKO.
Okazało się, że cielesność wcale nie została wyparta przez cyfrowy obraz. Co więcej, to właśnie ciało i jego wydzieliny zaczęły być zagrożeniem. Nie było to już wydepilowane, gładkie ciało znane z ucyfrowionych obrazów, lecz ciało, które oddycha i które pluje roznosząc wirusa, ciało które może mieć podwyższoną temperaturę. Chronić przed nim ma noszona na ustach i nosie maska i rękawiczki, dezynfekcja klamek i uchwytów oraz dwumetrowy odstęp.
Celem władzy - nie tylko w Polsce - stało się kontrolowanie ciał: ich temperatury, sposobów przemieszczania się. Jeszcze w początkach epidemii swoje interwencje - krótkie wpisy w "Il manifesto" - zaczął ogłaszać Giorgio Agamben, zrazu podając w wątpliwość realne zagrożenie związane z rozprzestrzenianiem się wirusa, niebezpieczeństwo zaś upatrując raczej w przyzwoleniu na wprowadzenie przez władzę daleko idących ograniczeń i środków kontroli. Włoski filozof oznajmiał wręcz, "że po tym, jak terroryzm wyczerpał się jako uzasadnienie dla wyjątkowych procedur, wynalezienie epidemii stanowi idealny pretekst do poszerzenia tych procedur ponad wszelkie ograniczenia"4. Odpowiadał mu w błyskawicznie napisanej książce o pandemii Slavoj Žižek, stwierdzając, że jedyne, czego się obawia, to to, że kontrola wprowadzona przez państwa będzie nie dość dokładna.5
Kontrola z cyfrowego świata algorytmów, gdzie sprawowana była najskuteczniej, bo za zgodą samych użytkowniczek i użytkowników chętnie podających wyszukiwarkom dane, wróciła do masowej kontroli ciał - mierząc temperaturę, nakazując noszenie maseczek, poruszanie się w określony sposób i w określonych miejscach, ograniczając przemieszczanie się na większych odległościach czy uniemożliwiając przekraczanie granic państwa.
Praktyki kontroli i nadzoru stosowane przez władze miały w gruncie rzeczy na celu wyeliminowanie cielesności z przestrzeni publicznej. Stworzenie wirtualnej społeczności, która jest sterylna: nie oddycha, nie wydziela. Władza - pisała Marta Ziółek - "wytwarza utopię nietykalnej wspólnoty, innego kontaktu ciał"6. Z perspektywy władzy właśnie bezcielesność jest stanem idealnym, łatwiejszym w utrzymaniu kontroli. Jednak - pisze choreografka - "doświadczenie COVID-19 mobilizuje nas do tego, by wyjść poza przemocowe sposoby budowania nietykalności i izolacji, by wrócić ponownie do naszej cielesności". I wypierana cielesność tym silniej powraca - jako rebeliancka i antysystemowa, uruchamiająca takie kategorie jak bliskość i troska.
3.
Wywołane lockdownem doświadczenie cielesności wynika z ograniczeń. W Projekt kwarantanna Teatru Studio i Komuny Warszawa wpisane było samoograniczenie twórców i twórczyń - lockdown i zamknięcie we własnym mieszkaniu dają asumpt do mówienia o swoim doświadczeniu, również siłą rzeczy doświadczeniu cielesności - uwięzionej w czterech ścianach, unieruchomionej. Na to jednak przychodzą Patrycja Nosowicz, Filip Pawlak, Tati Tatiana i Katarzyna Żeglicka z pytaniem: "Co wy wiecie o samoograniczeniu? Jeszcze nawet miesiąc nie siedzicie w domu. My w domu siedzimy zawodowo"7. Osoby z niepełnosprawnościami uprawiający działalność artystyczną są w dziedzinie ograniczeń ekspertami - uwięzione w mieszkaniach bez windy, pozbawione możliwości swobodnego przemieszczania się znają doskonale stan, który reszta odkryła dopiero niedawno. Są też ekspertami w dziedzinie cielesności, która w przypadku osób z niepełnosprawnościami nigdy nie jest przezroczysta, nawet jeśli niepełnosprawność pozostaje niewidoczna.
Od opisu doświadczenia niepełnosprawności swój esej Niepełnosprawność jako forma maskarady zaczyna Tobin Siebers. Pisze, jak z objawami zespołu post-polio próbuje dostać się do samolotu, obsługa lotniska zaś usiłuje go nakłonić, by użył wózka - widocznego znaku niepełnosprawności. Siebers po tego typu doświadczeniach bardziej performuje swoją niepełnosprawność, zauważa, że ma tendencję do wyolbrzymiania tego, że kuleje, jednak najbardziej przejmujące jest w tym biograficznym wstępie, gdy stwierdza, jak niepewnie czuje się na chwiejących się nogach w tłumie - dlatego woli wejść na pokład przed innymi pasażerami klasy ekonomicznej.8 Ciało i własna cielesność jest punktem wyjścia dla refleksji teoretycznej w wielu pracach z dziedziny studiów nad niepełnosprawnością i dla badaczek i badaczy zajmujących się takimi badaniami jest to perspektywa oczywista. Dla reszty staje się taka dopiero w sytuacjach narzuconych z zewnątrz ograniczeń - jak lockdown, który to doświadczenie umasowił.
4.
I właśnie tego miał dotyczyć ten szkic: zastanawiam się bowiem, czy to umasowienie doświadczania cielesności w sytuacji usunięcia ciał ludzkich z przestrzeni publicznej może wpłynąć na kształtowanie się refleksji na temat cielesności. Nagle bowiem okazało się, że stare poczciwe teatrologiczne teorie mówiące o przepływie energii społecznej czy nażywości, traktowane już nieco z przymrużeniem oka, jako coś może wstydliwego, coś należącego do repertuaru ezoterycznych konceptów, o których myśli się z pewnym zażenowaniem, mogą znów być użyteczne nie tyle nawet jako byty teoretyczne, lecz jako ucieleśnione teorie.
Okazało się, że cyfrowy dźwięk i obraz, które z dobrym skutkiem pozwalają na uczestnictwo w wideokonferencjach, nie transmitują z równą skutecznością właśnie owej energii. Prowadząc zajęcia ze studentkami i studentami na zoomie bardzo mocno odczuwałem, ile więcej energii w nie wkładam, niż kiedy prowadzę je na żywo. Jak bardzo energia się nie przenosi, jak pomimo żywych nawet dyskusji trudno jest przekazać emocje, utrzymać napięcie i skupić uwagę. Nawet gdy wszyscy mieliśmy włączone kamery, a też nie zawsze było to możliwe. To samo dotyczy masowo udostępnianych rejestracji przedstawień przez teatry, które - oglądane kiedyś na żywo - teraz snuły się nie do zniesienia. Dawały rzecz jasna radę seriale stworzone na cyfrowe media, choć tu też ciało stawiało opór - ile można w zamknięciu wpatrywać się w tablet, nie mogąc w dodatku znaleźć wygodnej pozycji?
Przekazujące obraz i dźwięk media cyfrowe, choć dobrze sprawdziły się jako narzędzia komunikacji i zdalnej pracy (niektóre rozwiązania niestety pewnie pozostaną codziennością, bo nagle wielu pracodawców zdało sobie sprawę, że home office pozwala redukować koszty zatrudnienia), na dłuższą metę nie załatwiają jednak - wbrew nadziejom z cyfrowego bunkra - funkcjonowania w świecie. Chwilowe zatrzymanie ujawniło potrzebę cielesności i potrzebę samych ciał, które dopominają się o swoje. Również jako źródło teorii - nie ma społecznej choreografii bez ciał i cielesności, bez ruchu, który wywołują. Znów trzeba docenić teorie teatru, które wychodzą właśnie od ciała.
A co za tym idzie - studia nad teatrem i zjawiskami performatywnymi, zdystansowane popularnością przez dynamicznie rozwijające się badania nad kulturą wizualną, mają szansę wyjść z niszy i dostarczyć efektywnych narzędzi analizy i języka opisu rzeczywistości. Nie tylko w teatrologicznej bańce.
1 21 lekcji tańca na XXI wiek | Lekcja 9 | Ramona Nagabczyńska, https://www.facebook.com/cialoumysl/videos/613437706262134/.
2 Marcin Król Koronawirus. Czy pandemia zakończy świat, jaki znaliśmy do tej pory, "Polska Times", wydanie online z 22 marca 2020, https://polskatimes.pl.
3 Achille Mbembe Powszechne prawo do oddychania, przełożyła Olga Byrska, MSN Home Office, https://ello.co/msnhomeoffice.
4 Zob. Giorgio Agamben Stan wyjątkowy wywołany nieuzasadnioną sytuacją kryzysową, przełożył Łukasz Moll, "Praktyka Teoretyczna", wydanie online, https://www.praktykateoretyczna.pl.
5 Zob. Slavoj Žižek Pandemic! COVID-19 Shakes the World, OR Books, New York - London 2020.
6 Marta Ziółek Nie ma czasu do stracenia, jest tylko czas do zabicia. Mały taniec w czarnej dziurze, "Szum" nr 29, 2020, s. 116.
7 Katarzyna Helena Żeglicka / Patrycja Nosowicz / Tati Tatiana / Filip Pawlak Poza #kwarantanną, https://www.facebook.com/filip.pawlak.33/videos.
8 Zob. Tobin Siebers Niepełnosprawność jako forma maskarady, przełożyła Katarzyna Ojrzyńska, w: Odzyskiwanie obecności. Niepełnosprawność w teatrze i performansie, pod redakcją Eweliny Godlewskiej-Byliniak i Justyny Lipko-Koniecznej, Fundacja Teatr 21, Warszawa 2017.
Subiektywne wypisy z #hot16challenge216 wersów, 463 246 243 odsłon- MAGDA MOSIEWICZ -
Autorka jest reżyserką filmów dokumentalnych Ciągle wierzę (2014) o Ewie Hołuszko i Ustalenia, które zostały ustalone (2016) o teatrze Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego, realizatorką wideo do spektakli, współrealizatorką przedstawień teatralnych między innymi Kantor Downtown, Made in USA i autorką sztuk Dreamland oraz Koniec przemocy (z Bogną Burską).
Zacznę jak większość wykonawców szesnastek: "Przepraszam, nie jestem raperem, ale sprawa..." . Nie jestem od pisania o rapie, ale skoro Daniel Olbrychski mógł stanąć (z szablą!) do raperskiego challenge'u, to chyba mogę o challenge'u napisać. Nie jestem z tego podwórka i na pewno pomylę jakieś słowa ze skodyfikowanego słownika. Hip-hopu słucham amatorsko, wykręcony język i rytm szanuję, nie szanuję tradycyjnych macho tematów - nawet jeżeli to ironia, to wolałabym nie. W hot16 tematy, jak i cała reszta, wylały się poza kanon i popłynęły - na dobre i na złe.
Nie wiadomo od czego zacząć, bo ciekawsze od początku są końcówki, cienkie krańce internetu, do których dotarło "wyzwanie". Skoro utwory z hasztagiem #hot16challenge2 odtworzono w polskim internecie czterysta sześćdziesiąt milionów razy1, to znaczy, że miliony ludzi wybierało na miliony sposobów, jak to ugryźć, od czego zacząć, gdzie porzucić. Nikt więc nie opowie tego adekwatnie.
Skoro w jednej akcji rapują (lub pararapują) żeńskie zakony, banki, profesor Bralczyk, Boniek, lewicowa radna Warszawy Agata Diduszko-Zyglewska, prawicowy ultras Krzysztof Bosak, krytyk Witek Mrozek z samplami z ministra Glińskiego, to być może jest w tym jakaś logika, ale ja dysponuję jedynie logiką randomowego nocnego klikania.
Żeby nie rozniecać złudzeń co do siły oddolnych inicjatyw, zaznaczmy od razu, że zaczęło się od gwiazd, które mają po dwadzieścia milionów odsłon na Youtubie. Jak się pchnie z takim impetem, to potem się toczy i toczy. 28 kwietnia 2020 Karol "Solar" Poziemski, wydawca SBM Label, ogłasza hiphopowy łańcuszek z nietypowym dla środowiska celem: zbiórką funduszy na służbę zdrowia - "ponieważ tym razem musimy uratować świat".
Zasady, jak same szesnastki, są minimalistyczne: pierwszy wykonawca, Solar, nominuje pięciu następnych. Nominowani mają siedemdziesiąt dwie godziny na opublikowanie dowolnych szesnastu wersów do dowolnego bitu i nominowanie po pięciu następnych wykonawców. W opisie każdego klipu na Youtubie jest link do zbiórki w serwisie siepomaga.pl, z numerem konta, na który i wykonawcy, i odbiorcy mogą wpłacać pieniądze. Cel: milion złotych (osiągnięty w tydzień).
Wiele wersów było na temat samej zbiórki, jak rap śpiewaczek operowych Les Femmes:
opera też wspiera
nosa nie zadziera [...]
masz kasy jak lodu
więc tę ścianę chłodu
zainwestuj nieco w dobro wspólne
by życie ogólne
dało ci owoce wtórne
Ale zrzutka była - mam wrażenie - w tle, na pierwszym planie była energia, zszywanie zerwanych łączy, chóry śpiewające razem na zoomie. Żeby docenić ten niesterowalny, miejscami kuriozalny zryw, przypomnijmy sobie powszechny stupor przed ekranami, dezorientację, lęki, paraliż mózgu, niemrawe produkcje dużych instytucji. Trzeba przyznać chłopackiej kulturze, że ma swoje mocne strony i jak trzeba zrobić dobrą minę do złej gry, to robi. Koncerty odwołane, życia nie ma, dochodów nie ma, to co? To zróbmy akcję i oddajmy trochę kasy na szpitale. Kozactwo wyciąga się za włosy z marazmu.
pozamykani w domach
debile wciąż przy sterach [...]
ta wersja hot szesnaście
to jak wspólna scena bracie
niech nie będzie tu podziałów
tak jak kiedyś w rapie
idziemy ramię w ramię
brat z bratem
robimy robotę którą winno robić państwo
a te kurwy powywieszać
i tak robić wszystkim zdrajcom [...]
my trzymamy fason
umiemy się zjednoczyć
tego się trzymajmy
będą mogli nam naskoczyć
Żółf
Kiedy hiphopowy mainstream trzyma fason, z boku płynie szara, nieosłonięta groza, szczególnie ze strony kobiet. Masłowska, Siksa, Nosowska, Zamilska, szesnaście linijek Agnieszki Graff:
gdy się ta afera z pandemią zaczęła
pisze do mnie kumpel sprzed lat wielu
mam na zbyciu płyn żrący do rąk źródło tajne niedrogo
przyjacielu
po co mi to
a on na to przecież jest zaraza jak zarazę żydom przypucują
na blond się machniesz będzie jak znalazł
daje się dwieście na litr roztworu chyba
do tego pięćset mililitrów gliceryna
biorę powiadam a w głowie myśl jedna
wojna się zaczyna [...]
koniec ludzkich wspólnot kapitalizmu ostatnie tchnienie
ja nie wierzę tym co mówią że to ludzkości będzie wybawienie
czas płynie jak woda w wiśle
niby wzbiera ale zaraz wyschnie
HOT16CHALLENGE2, SZPAKU. FOT. YOUTUBE.PL.
HOT16CHALLENGE2, KRYSTYNA CZUBÓWNA. FOT. YOUTUBE.PL.
I tak to wzbiera. Każda piątka wykonawców nominuje po piątce, i znowu po piątce, czasem mniej, czasem więcej. Niektórzy nominują się sami, obwieszczając prawie bez wyjątku: "ja bez żadnego trybu".
Solar nominuje wykonawców ze swojej wytwórni, w tym Matę. Mata nominuje Borixona, Borixon korzystając z formuły "wykonawca z zagranicy", nominuje Tatę Maty, czyli profesora Marcina Matczaka. Matczak nominuje Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara i tak, na samym początku, zaczyna się fala prawników i autorytetów.
Nie wiem, czy środowisko, które pozuje na gangsterkę i buntowników, poczuło zażenowanie czy satysfakcję. Czy to, jak stanąć na jednej scenie z policją? Policja - mimo że nominowana - chyba się wstrzymała (choć może kiedyś jakiś algorytm wyrzuci na powierzchnię ich nagranie). Ale już na przykład Straż Miejska w Bydgoszczy, żonglując pałą, rapowała "takie czasy ziomku". Nagle po tej samej stronie znalazł się Popek charczący "dilerzy tracą pracę" i wojsko, strażacy oraz sami lekarze, wszyscy pod tym samym hasztagiem. Front przebiegał przede wszystkim po linii my - pozamykani w domach i szpitalach i oni - rząd.
rząd się błaźni
i miota
wciąż robiąc propagandę
uważaj mały
i popatrz
mamy w maskach całą bandę
To raper Sokół, miły miś przy nobliwym aktorze, Janie Nowickim, melorecytującym:
ktoś z nas znika
a on sobie w twarz nam sika
bez ryzyka [...]
jak by tu skończyć, czy ja wiem
spierdalaj
spierdalaj
W wersji dziewczyńskiej, z przyklejonym uśmiechem blondynki:
świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia
więc jaram jointy i uśmiecham się do zdjęcia
miały być wakajki all inclusive teneryfa
mamy tu na miejscu miks białoruś ukraina
cyrki w kuluarach przeciąganie liny gowina
co dobre to my co złe to niczyja wina
Guova
chyba mamy tu magika
gdy on pstryknie wszystko znika
nie ma trójki i kazika
a zapasy się kurczą
więc jedzmy warzywa
nie kiełbasę wyborczą
Marcelina
W wersji oldschoolowej:
człowiek pisowieckiej grupy
myśli półkulami dupy
Stanisław Tym
Chyba naprawdę tymi właśnie półkulami wymyślili, że fajnie będzie, jak i prezydent RP "podejmie wyzwanie" i wyrapuje o ostrym cieniu mgły - przyznając przy okazji, że szpitale potrzebują dopłaty ze zrzutki. Zjawisko opisała połowa memosfery i Dorota Masłowska w "Dwutygodniku", więc szkoda tu miejsca. Rodowici raperzy poczuli chyba gwałtowną potrzebę zamknięcia swojego podwórka, a najlepiej całego internetu:
nikomu tu nie zamykamy jap
choć czasem chuj mnie strzela
jak się biorą tu chamy za rap
zwrotki z wiejskiej
to wiejskie zwrotki
co się nie odwidzi
to cię wzmocni
polsko dorośnij
kto powoduje problem
ten burzy mosty
sie pomaga
a nie robi szopki
Afromental
Tede, bez pisania szesnastki, nagrał tylko komentarz: "Ktoś powinien nominować Joannnę Szczepkowską, żeby mogła powiedzieć: proszę państwa, dziś oficjalnie skończył się w Polsce hip-hop".
Raperzy samozwańczy uznali, że nie ma co się rozczulać, trzeba załatwiać swoje sprawy.
Burmistrzyni Cieszyna we wspólnym kawałku z burmistrzem Ustronia:
nie widzimy granic wokół
nie ma drzazgi w oku
nie widzimy cienia mgły
tutaj z dala od warszawy ogarniamy swoje sprawy
ewangelik z katolikiem mogą robić politykę
Koleje Mazowieckie:
dezynfekcja to rzecz święta
ramię w ramię nie siadamy
i na dystans się trzymamy
Ochotnicza Straż Pożarna z Ujazdu:
to nie ostry cień mgły
to trawa się pali
i w remizie zbiórka
z rozrywki powtórka [...]
a ty polko i polaku przemyśl swoje czyny
nie wypalaj traw [...] kończymy
Lekarze Marcin Czekała i Mikołaj Kolasiński:
ostry mgły cień zamknij u nas w szpitalnym bunkrze
uwolnij ziomek budżet
wysyłaj kwoty grubsze
posyp nam tu złotym pudrem
polej nam tu lukrem
potem popatrz pełen uczciwości w swoje oczy w lustrze
Koleje Mazowieckie nominują Szybką Kolej Miejską z Trójmiasta, Ikea Gdańsk nominuje Ikeę Poznań, chór politechniki nominuje chór akademii rolniczej, a Teatr Śląski Galerię Śląską (galerię handlową, w której mają małą scenę, nie galerię sztuki). Masłowska pisze, że "to radosny, zbiorowy gwałt na gatunku". No nie wiem, mnie to autentycznie cieszy. Cieszą mnie nagrania gminnych domów kultury, burmistrzyni Hrubieszowa, kierowców autobusów MPK i robota z Centrum Nauki Kopernik ("i choć roboty są na wirusa odporne, wspieram ludzkich przyjaciół w ich z koroną wojnie"). Cieszy mnie, że ludzie się nie boją. Zawsze łatwiej czegoś nie zrobić, niż zrobić, a oni jednak robią. Cieszy mnie performans i wygłup, grupowe choreografie i filmiki z kuchni, na ogół luz, a czasem talent. Cieszą mnie branżowe więzy międzymiastowe, ujawniane w nominacjach - między ogrodami zoologicznymi, pisarzami, szkolnymi chórami, ośrodkami odwykowymi. Cieszą mnie dzieciaki z Monaru, że nie pozują, że w hiphopowym sztafażu potrafią wysłać z ośrodka taki przekaz:
jeden sześć nagrane na odwyku
nawijam bez narkotyku [...]
muszę wspomnieć tu o mamie
mamo kocham cię
HOT16CHALLENGE2, ZESPÓŁ PIEŚNI I TAŃCA "MAZOWSZE". FOT. YOUTUBE.PL.
HOT16CHALLENGE2, DAWID PODSIADŁO. FOT. YOUTUBE.PL.
Ale oczywiście nie da się poprowadzić tu ładnej linearnej narracji, challenge ma strukturę perzu, przyłączyły się typy, których nie mam zamiaru wymieniać i opisywać. Przyłączyły się też głosy krytyczne, które cieszą:
hot16 challenge
i tak niewiele wyzwań dla raperek
mikro wycinek wśród tysięcy nominacji
trochę mi przykro kiedy patrzę na ten krąg wzajemnej adoracji
i mnie to drażni i mnie to strasznie męczy
tak jak to że jesteśmy zamknięci już od dwóch miesięcy [...]
tak jak to że wszyscy mówią pielęgniarki i lekarze
a są też przecież lekarki i pielęgniarze
Magda Dubrowska
Jak się tak klika po nocach, to oprócz małych radości można sobie wyklikać dziury w brzuchu. Oczywiście sama sobie zgotowałam tę ścieżkę depresyjną, nie klikając na pozytywny pop, tylko na Zamilską:
mam rozwaloną siłę dziś woli
psychosomatycznie wszystko mnie boli
na ulicy pozostał tylko kurz
w tiwi gessler, w głowie fake news [...]
toniesz w tunelu, w myśli burdelu
koledzy mają złotówkę w portfelu [...]
mordy zdradzieckie, krzyże, kościoły
nie ma już miejsca na okrągłe stoły
nocą wyroki wydane, podpisane
dwa miliardy na gówna filmowanie
karma to dziwka, stoi na rogu
każde zło dopadnie na progu
chociaż próbujesz zobaczyć mnie na dnie
nie wygrasz ze mną, nie dogonisz mnie
Mogłabym tak klikać i klikać, i pisać, i pisać, o szesnastkach teatrów, korporacji, dziesięcioletnich piłkarek, Rafała Wosia o dochodzie gwarantowanym, kilkorga innych o podatkach, o feminizmie, o paradoksie narcyzmu performerów ("nie jesteś bogiem, uświadom to sobie" - Maja Ostaszewska). Mogłabym jeszcze przepisać w całości Xaverego Żuławskiego i Manię Strzelecką albo zgrabnie zakończyć Fokusem, który rapował najpierw "do przodu", a potem wers po wersie to samo do tyłu - co dokładnie oddaje huśtawkę, która nami huśtała. Mogłabym zakończyć Mają Ostaszewską:
czułość
prawda
troska
Bo wszystko to prawda.
Ale zakończę Siksą, rzygającą fragmentami hitów challengu (w obrazie rzyg, w dźwięku kakofonia zmiksowanych szesnastek). Bo mnie też zmroził ten jeden wers z inauguracyjnych szesnastu Solara "jebem elgiebete tęczę" - taki luzacki humor, hehe. Znowu.
przymknijmy oko i bez spiny zróbmy hot16challenge nie wdawajmy się w szczegóły żadnej sprawy kij z żartami od solara o lgbt przecież wybrnął z tego z żarcikiem [...] dla dobra sprawy dla lekarzy nie zwracajmy na to uwagi [...] taki jest świat czemu innego nie ma świata nie ma innego dla nas świata [...] tu na dole łączymy się zawsze a nie tylko w czasach pandemii tu na dole dobrze wiemy że nic się nie zmieni [...] nikt nie czekał na moją szesnastkę bo jestem tylko zwykłym leszczem wolę polec w tym nagraniu niż stać się głosem na tej ścieżce ostatecznie jestem jestem tylko kolejnym głosem na tej ścieżce
Siksa
Nie wrócimy do normalności, bo to normalność była naszym problemem- JOSH PLOUGH -PRZEŁOŻYŁA MARIA NOWICKA
Autor jest angielskim pisarzem, redaktorem i kuratorem. Zajmuje się budowaniem sieci badawczych i krytycznych wokół konkretnych tematów. Żywiąc głębokie przekonanie, że sama krytyka nie wystarczy, chce w ramach łączenia różnych dziedzin tworzyć i proponować realne alternatywy. Obecnie mieszka w Warszawie, gdzie otwiera księgarnię z książkami o sztuce i dizajnie, Ziemniakii. Oszczędza na teleskop.
Dlaczego zbieramy memy? Jaki jest sens archiwizowania milionów fragmentarycznych sytuacji i co właściwie miałoby wynikać z tego, że się je zestawi i zanalizuje? Memy zakorzeniły się na dobre i na złe w powszechnej świadomości w wyniku i na gruncie wojen, teorii spiskowych i ekspansji prawicy1, ale także poczucia humoru, wrażliwości, wspólnoty i odruchów wsparcia. Co więcej, jako kulturowe artefakty memy w większości odzwierciedlają stan mentalny społeczeństwa. Działając niczym barometr poziomu serotoniny w populacji, mogą - jeśli się je zgromadzi i zmapuje - powiedzieć żądnym takiej wiedzy, co i jak czują ludzie.
Ci, którzy nie doceniają kultury internetowej, nie mogą za bardzo ani uchwycić teraźniejszości, ani wyobrazić sobie przyszłości. Z reguły do poruszania się w określonym terenie potrzebne są współrzędne, ci zaś, którzy ignorują lub lekceważą sieć, nie dysponują adekwatnym przewodnikiem po rzeczywistości. To, co w sieci, i to co poza siecią, jest bowiem nierozróżnialne. Teraz więc bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy "magii memów"2.
Ale jak rzucać memowe zaklęcia, jeśli kulturą zarządzają autorytarne i jadowite platformy medialne, które w najlepszym wydaniu dają wsparcie swoim społecznościom, a w najgorszym zamieniają te społeczności w cyfrowy tłum żądny linczu z konsekwencjami fizycznymi. Memy, tak jak je rozumie generacja cyfrowa, funkcjonują na takiej samej zasadzie wobec pandemii, jak wobec populizmu czy utopii. Operują kodami ściśle związanymi z tożsamością czy identyfikacją grupową, jak na przykład Czarny Twitter, Trans Youtube, Polski Facebook. Wszystkie te kultury i społeczności używają memów jako formy autoekspresji i krytyki kulturowej. Jeden z niedawnych przykładów to mem z Karen. Chociaż leżał sobie od jakiegoś czasu w uśpieniu w postach na czatach i w różnych grupach fejsbukowych, to na początku protestów Black Lives Matter stał się wiralem. Zdaniem Afro-Latinx = Black @aliciasanchez, użytkowniczki Twittera:
"Karen" to termin stworzony *szczególnie przez Czarne Kobiety* do opisu interpersonalnej i systemowej przemocy białych kobiet wobec nas i naszych społeczności: wzywanie policji, kiedy chcemy zamówić kawę; grożenie nam zwolnieniem z pracy; traktowanie nas z wyższością, kiedy wykonujemy swoją pracę (w której teraz jesteśmy "niezbędni").3
Jeśli jednak prześledzić ten wątek, można się przekonać, że geneza "Karen" jest dyskusyjna, że rozmaite grupy w sieci i inne subkultury przyznają się do jej autorstwa. Choć więc nie wiemy, kto tak naprawdę stworzył tę kategorię, można się nią dzielić i się do niej odnosić ze względu na meritum i okoliczności. Stała się wiralowym znakiem strukturalnego rasizmu w Stanach Zjednoczonych, a stopniowo także i na świecie. W swoim rozwinięciu mówi o poważnych problemach społecznych, którym na ogół towarzyszy przemoc, choć Karen przedstawiana jest niemal zawsze humorystycznie: jako prześmiewcza fotografia białej kobiety z jakimś nałożonym tekstem. Jest jednak, jak zresztą zawsze, druga strona medalu: tam, gdzie jedni widzą strukturalny rasizm o twarzy Karen, inni dostrzegają seksizm i pogardę.4 Takie lokowanie się poza kulturą oficjalną lub wręcz popadanie z nią w konflikt, w połączeniu z treściami, które bywają nieprzyzwoite albo NWP (Niebezpieczne W Pracy), czyli takie, które nie powinny być oglądane w miejscu pracy (w szkole, w kościele czy w innym miejscu, gdzie lokuje się władza instytucjonalna), sprawia, że memy mogą być z powodzeniem przedmiotem zainteresowania folklorystów. Ci są bowiem, zdaniem antropologa Henry'ego Jenkinsa, wyjątkowo predestynowani do radzenia sobie z ambiwalentnymi przestrzeniami internetu.5 Uznając memy za folklor, możemy dostrzec ich subwersywną moc tworzenia społeczności, które liczą się w tysiącach, a może nawet w milionach, wokół tematów NWP. Choć być może powinniśmy zaktualizować NWP jako NDN (Niebezpieczne Dla Normalności).
MEM Z KAREN ZROBIONY Z WYKORZYSTANIEM AMERYKAŃSKIEJ LALECZKI JAKO SYMBOLU POSTACI UPRZYWILEJOWANEJ BIAŁEJ KOBIETY, KTÓRA WYKORZYSTUJE POLICJĘ, KIEDY CZUJE SIĘ ZAGROŻONA PRZEZ OSOBY NIEBIAŁE. FOT. ADAM TWÓRCA.
PRAWDZIWA KAREN. PATRICIA MCCLOSKE, SAINT LOUIS, MISSOURI, USA,28 CZERWCA 2020. FOT. POLSKA AGENCJA FOTOGRAFÓW / FORUM.
A co to wszystko ma wspólnego z kolekcją polskich memów pandemicznych? Myślę, że dobrze eksponuje plastyczność kultury memicznej. Na ogół memy można odczytywać na wiele sposobów. Ta właściwość pozwala nam (mnie) zająć się memami, a polskimi memami pandemicznymi w szczególności. Specyfika sytuacji ulega zatarciu, kiedy staje się memem, a jednocześnie przyjmuje formę, która staje się natychmiast rozpoznawalna dla ludzi połączonych jakąś sprawą czy identyfikacją. W ten sposób różne grupy mogą przyjąć zarówno globalne, jak i lokalne narracje krytyczne jako swoje własne i potraktować je humorem oraz kombinacją tekstu, obrazka i mediów społecznościowych.
MEMY PANDEMICZNE
Studenci Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej w Warszawie zebrali memy, które krążyły podczas pandemii i w okresie wyborów prezydenckich w Polsce. Wiele z tych, które można obejrzeć na stronie www.memypandemiczne.pl, ma charakter uniwersalny. Odwołują się do poczucia alienacji i potrzeby przynależności, do cynizmu i ironii. Wiele jednak odnosi się do polskiej specyfiki. Powstawały w reakcji na szczególne okoliczności kulturowe, w jakich znalazła się współczesna Polska: od społeczeństwa niemalże równo po połowie podzielonego na konserwatystów i liberałów, po warszawskich kierowców autobusów jeżdżących na amfetaminowym haju.
FOT. SEKCJA GIMNASTYCZNA / MEMYPANDEMICZNE.PL.
Dziwić więc może, że to cudzoziemiec został poproszony o skomentowanie tych memów i ich roli w obecnej sytuacji. Ktoś, kto nie mieszka tu nawet rok. Ale właśnie z powodu tego, o czym napisałem wcześniej, wydaje mi się, że mogę się zagłębić w tę bazę danych, że mogę zająć się tą formą folkloru. Bo jak powiedział Jenkins:
Przede wszystkim i najbardziej wprost to, co dzieje się w internecie - cały lokalny język potoczny, cała ekspresja twórcza, wszystkie remiksy, cały slang, każdy wewnętrzny żart, hasztag i idiom - to folklor. To jest dokładnie ten rodzaj tradycyjnego przekazu (a ściślej mówiąc, przekazu, który niesie ze sobą tradycyjne elementy kultury, to jest przekazuje tradycję), którym folkloryści zajmują się już od stu lat z górą.
Byłoby więc lekkomyślnością sądzić, że to tylko kombinacja słów i obrazków tworzy te artefakty, zamiast skoncentrować się w równym stopniu, co na nich samych, na podglebiu i kulturze, z jakiej wyrastają memy.6 Memy pandemiczne mówiące po polsku do polskich odbiorców odzwierciedlają globalne doświadczenia z koronawirusem: są uniwersalne, zupełnie jak "Karen" (bo chociaż rasizmu doświadcza społeczność BAME - Black, Asian and Minority Ethnic - Czarna, Azjatycka i Mniejszości Etnicznych - to świadomość istnienia strukturalnego rasizmu jest powszechna, tylko nieliczni temu zaprzeczają).
Jak zatem prezentować takie zbiory kultury internetowej? Jak je analizować? A może po prostu pozwolić im na kwadrans sławy zanim nieuchronnie przepadną na zawsze? Disinnovation, grupa pracująca na przecięciu nauki, sztuki współczesnej i piractwa cyfrowego, koncentruje się nie na szerokiej archiwizacji memów, ale na ich mapowaniu. Ich projekt - The Online Culture Wars Map (Mapa sieciowa wojen kulturowych)7 - to przykład infografiki, która zawiera setki memów politycznych oraz symbole i portrety wpływowych postaci politycznych. Jednym z produktów ubocznych prowadzonych w sieci wojen kulturowych - na Twitterze, Facebooku, Instagramie, Redditcie, Gabie czy 4chanie - jest nad-upolitycznienie pozornie nieciekawych tematów, przedmiotów, praktyk i elementów kultury. Mapa tych zjawisk została zaprojektowana tak, by rozpocząć dyskusję, z zamiarem wizualizacji i kontekstualizacji toczących się wojen kulturowych z odniesieniem do niektórych najważniejszych kwestii, postaci czy czynników wpływu. To podejście, jak wyjaśniają twórcy, umożliwia prezentację ideologicznych i politycznych tarć w internecie, włączoną w wizualny system utworzony na schemacie Politycznego Kompasu.
Disinnovation sytuuje i mapuje mem wraz z jego polityczną afiliacją, traktując jego przekaz jako element wojny kulturowej lat 2015-2016. Pora chyba się od tego odbić? Dyskusja się odbyła, teraz pora na działanie. Intensywne mapowanie, archiwizowanie i analizowanie od strony sztuki nie powstrzyma wyścigu zbrojeń kultury memicznej. Powinniśmy więc pomyśleć, czego możemy się nauczyć z baz danych takich jak Memy Pandemiczne i zastanowić się, czy można by zmierzyć się z kulturą memiczną bez kategoryzowania i tagowania memów? Może należy tylko na moment chwytać te motyle, by im się przyjrzeć, po czym pozwolić im odlecieć? To takie nader łagodne podejście amatora entuzjasty w kontraście do fanatycznych zbieraczy i ich pragnienia posiadania.
NDN I PRZYSZŁOŚĆ
Humor w memowaniu, jak widać na przykładzie archiwum pandemicznego, to jego spoiwo, coś, do czego można się odwołać tworząc naszą przyszłość NDN - niebezpieczną dla normalności. Na wielki potencjał humoru zwrócił uwagę A.M. Gittlitz, omawiając postać argentyńskiego trockisty i ufologa, Juana Posadasa:
Najbardziej wykpiwane pomysły Posadasa są przyjmowane z radością przez awangardowych memiarzy jako życiodajne zakłócenia smutnej skądinąd historii socjalistycznych zmagań i teraźniejszej beznadziejnej banalności... Posadastyczne memy prezentują coś, co [Simon] Critchley nazwał "prawdziwym humorem" - co konfrontuje się bezpośrednio z napięciem wynikającym ze status quo: "świetny dowcip pozwala nam doświadczyć efektu obcości, zobaczyć to, co zwyczajne, przedstawione jako nadzwyczajne, z czego się śmiejemy z piskiem zachwytu.8
"Prawdziwy humor" pomoże nam powrócić do wojen kulturowych. Uświadamia nam, że ludzie mogą się zjednoczyć wokół narracji, która nie będzie ani prawicowym ekstremizmem, ani wiarą w teorie spiskowe. Zamiast miliona zatomizowanych memów z kotkami "I Can Haz Cheezburger?", mamy miliony ludzi, którzy znajdują pociechę w dzieleniu się i przekazywaniu twórczych komentarzy na temat wspólnej rzeczywistości. Jak można by to rozwinąć i stworzyć nowe historie, zamiast torować sobie drogę memami coraz bliżej przepaści?
Baza danych, taka jak ta stworzona przez Joannę Krakowską ze studentkami i studentami Akademii Teatralnej, to początek. Ta platforma mówi nam, może bardziej niż same memy, że potrzeba nam zespołów producentów teatralnych, etnografów, folklorystów, artystów, projektantów i pisarzy - po prostu ludzi, którzy tworzyliby wzorce solidarności zdolnej do przeciwstawienia się cynizmowi i ohydnemu ubóstwu nadziei, będących udziałem współczesnych społeczeństw. Jakie będą memy przyszłości? Czyje historie wciąż nie są opowiadane w udostępnianych przez nas memach? Mamy już na stronie www.memypandemiczne.pl taki przykład "kultury", jaką opisuje Douglas Rushkoff. To nie memy zrodzone w cuchnących otchłaniach 4chana i pojawiające się w manifestach incelowych terrorystów ze skrajnej prawicy. Powstały w wyniku totalizującego doświadczenia, które jest udziałem globalnym, a zostało spowodowane przez niszczycielski wirus.
Chociaż memy pandemiczne nie są NDN ze swojej natury, to mogą posłużyć jako przykład tego, jak humor i wspólne doświadczenie tworzą społeczność zdolną do współtworzenia jednoczącej opowieści i cyfrowych zgromadzeń. Jeśli uda nam się umknąć drapieżnym mediom społecznościowym, to czy memy NDN są w stanie utworzyć portal, który zjedna nas dla sprawy? Przypomina mi się cytat z filmu Pole marzeń (1989): "Jeśli zrobisz z tego mema, nadejdą".
Jeszcze się okaże, jaka będzie kolejna narracyjna zupa, jak to określił teoretyk mediów, Geert Lovink. Ale musimy być gotowi, żeby z humorem gotować ją z dala od cynizmu i ironii, a w imię solidarności wspólnego śmiechu. I nic dziwnego, że zrobili to już studenci szkoły teatralnej. Memy to scenariusze do czytania i grania. Powinniśmy się więc upewnić, że mamy właściwych aktorów i aktorki, a scena jest dobrze przygotowana na moment, kiedy internet zdecyduje, co z nami dalej.