Dialog 6/2022 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

10.00 zł
8.29 zł (8,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Zakazane dzieciOPOWIEŚĆ KORCZAKOWSKA ARTUR PAŁYGA

OSOBY:

- KORCZAK

- ANTOŚ

- ZOSIA

- CZŁOWIEK Z PAŁĄ

- LUDZIE Z PAŁAMI

- CZŁOWIEK Z KARABINEM

- LUDZIE Z KARABINAMI

- TATA CHŁOPCA O WSTYDLIWYM PRZEZWISKU

- PANI

- DZIENNIKARKA

- DZIEWCZYNKA NIE TAKA JAK TRZEBA

- CHŁOPIEC NIESŁYSZANY

- CHŁOPIEC, CO SIĘ RZĄDZI

- NAJGRZECZNIEJSZA DZIEWCZYNKA W KLASIE

- STRAŻNIK

- STRAŻNICZKA

- BAGIENNE RUSAŁKI I DZIADY LEŚNE

- KIKIMORA

- LEPIETUCHA

- ŚWIATEŁKA

- STARSI CHŁOPCY I STARSZE DZIEWCZYNY

- GŁOSY ZZA OKIEN

1. Osiemnasty rozdział

KORCZAK

Na próżno Kajtuś stara się zatrzymać.

Na próżno żąda i rozkazuje.

Nie mają siły jego rozkazy i chęci, a z bladych warg wybiegają martwe wyrazy.

proszę

dziękuję

przepraszam

dzień dobry

proszę

do widzenia

dziękuję

chcę

pragnę

potrzebuję

żądam

rozkazuję

błagam

niech się stanie

niech się nie stanie

niech przetrwa

niech się skończy

chcę

pragnę

rozkazuję

błagam

żądam

proszę

kocham

nienawidzę

muszę

potrzebuję

tęsknię

pragnę

żądam

prawem ludzkim

sercem

jest mi zimno

pragnę

Aż do sprzeciwu znikła odwaga i ochota. Niemocen walczyć.

Wicher go niesie.

Jest jak kropla wody morskiej, jak piórko rzucone potęgą żywiołu.

Łyka powietrze, ostre w bolesnym oddechu.

- Niech co chce, będzie.

nie chcę

nie pragnę

nie rozkazuję

nie błagam

nie żądam

nie proszę

nie kocham

nie nienawidzę

nie muszę

nie potrzebuję

nie tęsknię

nie pragnę

nie żądam

prawem nieludzkim

nie sercem

nie jest mi zimno

nie pragnę

Zaduch piwnicy, wilgoci i stęchlizny.

- Jestem uwięziony.

Krąży po celi i zwilża język o mokre ściany ciemnicy.

Ma oczy, nie widzi, ma uszy, nie słyszy.

Nagle zaroiły się ściany tysiącami ruchliwych iskierek...

.......................................................................................

.......................................................................................

.......................................................................................

.......................................................................................

.......................................................................................

.......................................................................................

.......................................................................................

nic

nic

nic

nic

nic

nic

nic

Kiedy przeczytałem...

Kiedy przeczytałem osiemnasty rozdział.

Zanim zacząłem pisać, rozmawiałem z chłopcami i dziewczynkami.

Czytałem im. Rozmawiałem. Poprawiałem. Rozmawiałem. Zmieniałem. Rozmawiałem. Przerabiałem. Rozmawiałem.

Chciałem, żeby było ciekawe.

Nie chciałem, żeby było straszne.

Nie chciałem, żeby było trudne.

Chciałem ciekawe.

Kiedy przeczytałem...

Kiedy przeczytałem osiemnasty rozdział, chłopiec powiedział:

- To straszne!

I przysunął się bliżej, i wziął mnie za rękę.

to straszne

to straszne

to straszne

to straszne

straszne straszne straszne

straszne straszne straszne

martwe wyrazy z bladych warg wybiegają

sznestra

szantres

rtasszen

zensarts

snszrtea

Potem śnił mu się Kajtuś.

Chłopiec bał się w nocy.

Nie mogąc zmienić, wykreśliłem to wszystko, co mu się śniło.

STARSI CHŁOPCY I STARSZE DZIEWCZYNY

Ale on teraz nie słyszy.

Bo śpi.

My jesteśmy ciekawi.

Chcemy wiedzieć.

My lubimy straszne.

Potwory lubimy.

Trupy z ziemi wychodzące.

Morderców.

Wampiry.

Bestie z piekła.

Opętanych.

Krwiożerczych psychopatów.

Rąbanie ciał ludzkich, masakry, siekaniny, rozbryzgane szczątki.

Węże dusiciele.

Tornada, cyklony.

Ludzkie powłoki zastygłe w gorącej, wulkanicznej lawie.

Szatański śmiech w ciemnościach, od którego cierpnie skóra na karku.

Wyłupywanie gałek, tortury, bebechy.

Niewinne dzieci ginące w męczarniach.

Pożerane dziewice.

Ścięte, krwawiące głowy bohaterów.

Płacz i nieszczęście ludzkie, od biedy zwierzęce.

Kataklizmy totalne.

Kiedy wszyscy giną zmiażdżeni przez obcych.

Kiedy są na mękach wiecznych, wymyślnie torturowani.

Albo są obdzierani ze skóry i potem żyją bez skóry, i się ich polewa czymś, co strasznie piecze.

Ja najbardziej lubię, jak potem idę ulicą i się dalej boję.

Uwielbiam koszmary!

Co jest najgorsze, najstraszniejsze?

Chcemy wiedzieć!

Żądamy!

Prosimy!

Rozkazujemy!

Błagamy!

Potrzebujemy!

Pragniemy!

Co mu się śni? Temu chłopcu?

Co się śni chłopcu?!

Co się śni chłopcu?!

Co się śni chłopcu?!

Co się śni chłopcu?!

KORCZAK W odpowiedzi śmiech złośliwy i odległy grzmot.

2. Ognisko w zaklętym lesie

ANTOŚ Obudź się!

ZOSIA Zimno.

ANTOŚ Jak za bardzo zaśniesz, to się nie obudzisz.

ZOSIA Jest mi bardzo, bardzo, bardzo, bardzo zimno. I boję się. Dziwne te drzewa w nocy. Straszne. I jeść mi się chce. I pić.

ANTOŚ Nie możemy rozpalić ogniska, bo nie mamy czym. Możemy sobie wyobrazić ognisko.

ZOSIA Jest tak zimno, że nie umiem sobie wyobrazić ogniska. Zamarzło mi wyobrażanie.

ANTOŚ Jak wyjdzie słońce, nie będzie tak zimno.

ZOSIA Jak było słońce, też było mi zimno. Jest mi zimno w środku. Tu jest zimne słońce. Tu jest w ogóle zimno. W środku zimno. To jest zimny świat. To jest świat zimny w środku. I straszny.

ANTOŚ Spróbujmy sobie przypomnieć ognisko. Jak wygląda ognisko?

ZOSIA Jest jasne. Jest pomarańczowe.

ANTOŚ Czerwone.

ZOSIA Pomarańczowo-błękitne.

ANTOŚ Nic nie pamiętasz. Nawet koloru ogniska. Jest czerwone, i czerwone, i czerwone. Jak krew.

ZOSIA Pomarańczowo-błękitno-złote jest ognisko. I ma srebrno-złoto-brylantowe iskry. Jak boże oczy.

ANTOŚ Akurat widziałaś boże oczy i wiesz, jakie są.

ZOSIA Widziałam. Wiem.

ANTOŚ Chyba we śnie.

ZOSIA Jak wychodziliśmy w drogę, widziałam. Jak w las wchodziliśmy, widziałam. Jak sami zostaliśmy, też widziałam, na samym początku.

ANTOŚ W głowie twojej.

ZOSIA Nie. Tutaj obok. Popatrzyły tylko i zniknęły.

ANTOŚ A skąd wiesz, że boże, a nie, że nieboże.

ZOSIA Nie wiem. Nie strasz mnie. Tak pomyślałam, że boże. Bo się nie bałam, jak patrzyły. Jakby były nieboże, tobym się bała przecież.

ANTOŚ Wróćmy do ogniska.

ZOSIA Przy ognisku siedzą rodzice, wujkowie, ciotki, bracia, siostry, kuzyni. Gdzie oni są wszyscy?

ANTOŚ Zawrócili ich. Schowaliśmy się. Odłączyliśmy się.

ZOSIA Zostawili nas. Przyprowadzili tu i zostawili.

ANTOŚ Głupia. Nie zostawili. Schowaliśmy się. Odłączyliśmy się, żeby było łatwiej.

ZOSIA Mnie nie łatwiej.

ANTOŚ Co mama powiedziała? Bez nas przejdziecie - powiedziała. Powiedziała tak, czy nie powiedziała?

ZOSIA Ja nie słyszałam. Mnie tylko całowała na słono.

ANTOŚ Jak na słono?

ZOSIA Miała słone usta. Jak morze.

ANTOŚ Ja słyszałem. Bez nas przejdziecie - powiedziała. Schowaliśmy się, jak ich zawracali.

ZOSIA Nie przeszliśmy. Nie da się przejść.

ANTOŚ Da się. Trzeba próbować.

ZOSIA Zimno. I straszno.

ANTOŚ Przejdziemy ten las i tam będą światła, i będą ludzie w świetle, którzy siedzą w świetle, gotują jedzenie, oglądają telewizor w świetle, jedzą w świetle, mają toalety i papier toaletowy we wzorki, i kaloryfery, i kominki, przed którymi siadają w fotelu.

ZOSIA I mają czyste buzie.

ANTOŚ I czyste ręce.

ZOSIA I bardzo czyste ubrania.

ANTOŚ I pachną wodą i mydłem, bo się kąpią codziennie w bardzo ciepłej wodzie.

ZOSIA I się wycierają miękkimi ręcznikami.

ANTOŚ I mają piżamy.

ZOSIA I mają ciepło. Mają ciepłe ręce.

ANTOŚ Mają szafy pełne ciepłych ubrań.

ZOSIA Mają ciepłe łóżka.

ANTOŚ Mają kołdry, którymi sobie przykrywają uszy. I miękkie poduszki.

ZOSIA Mają nawet prześcieradła, żeby się nie pobrudzić od łóżka.

ANTOŚ Wstają nie, że zimno, ale że do pracy, do szkoły.

ZOSIA Trochę marudzą, trochę narzekają, kiedy piją najpierw gorącą herbatę i jedzą bułeczki, a potem gorącą kawę i ciasteczko.

ANTOŚ Potem mają kolegów, koleżanki, rozmawiają sobie i robią pożyteczne rzeczy.

ZOSIA Potem wracają na obiad do ciepłego domu.

ANTOŚ Czytają sobie książki, gazety, oglądają.

ZOSIA Dosyć! Proszę, dosyć!

ANTOŚ Dlaczego?

ZOSIA Ja nie chcę! Od tego mi zimniej.

ANTOŚ A mnie właśnie cieplej.

ZOSIA Ty kłamiesz. Od tego nie robi się cieplej.

ANTOŚ To od czego? Od czego się robi cieplej?

ZOSIA Ci, co zostali tam.

ANTOŚ Tam, skąd idziemy?

ZOSIA Wszystko, czego się boję tam.

ANTOŚ Mnie tam dobrze było.

ZOSIA Wszystko, czego nigdy nikomu nie powiem. Tam.

ANTOŚ Ja sobie radziłem. Tam.

ZOSIA A jak powiem, to nakłamię, bo i tak nie pojmą. Tu.

ANTOŚ Wszystko znałem. Tam. Wszystko wiedziałem. Tam. Dałbym radę. Tam.

ZOSIA To czemu nie wracasz? Czemu tu?

ANTOŚ Bo nie wracam.

ZOSIA No powiedz! No powiedz, czemu nie wracasz! No nakłam!

ANTOŚ Bo mi się nie chce.

ZOSIA Kłamiesz jak opętany!

ANTOŚ Chciałaś.

ZOSIA Nie wiem, czy chciałam. Prawie nic już nie wiem.

ANTOŚ A co wiesz?

ZOSIA Że tam nas nie chcą.

ANTOŚ A tu? Czemu nas wzięli tu?

Czemu nas tu zabrali rodzice?

Czemu powiedzieli: "Idźcie! Może wy przejdziecie!?".

Czemu nie powiedzieli: "Wracamy!"?

Co to za rodzice, którzy tak robią swoim dzieciom?

ZOSIA Tacy rodzice muszą być albo bardzo źli, i bardzo głupi, i bardzo okrutni, albo muszą wiedzieć, muszą bardzo dobrze wiedzieć, że tam... Że co tam? Muszą wiedzieć, że co?

ANTOŚ Są źli. Źli i głupi, i okrutni.

ZOSIA Jak sobie pomyślę o tym tam, skąd nas zabrali rodzice, to tu jest mi cieplej.

ANTOŚ Ty jesteś taka grzeczna! Taka milutka! Taka kochana! I taka beznadziejnie głupia!

ZOSIA To idź sobie! To mnie zostaw! To sobie wracaj tam!

ANTOŚ A zobaczysz! A pójdę! A ciebie znajdą i wezmą, bo małą, grzeczną dziewczynkę zawsze sobie ktoś znajdzie i weźmie!

ZOSIA A ty tam, jeśli nawet uda ci się wrócić, jeśli cię przepuszczą z powrotem, wiesz, kim tam będziesz? Dobrze wiesz, kim tam będziesz, czym tam będziesz, wiesz!

ANTOŚ Nienawidzę cię!

ZOSIA Ja ciebie nienawidzę bardziej!

KORCZAK Teraz wam cieplej?

ANTOŚ A pan kto?

A pan chce czego?

A pan chce nas wygonić, czy przeprowadzić, czy przyniósł pan koce i jedzenie?

Pan robi, co ma zrobić i nas zostawi!

Ale niech pan nas nie poucza! Nie kpi! Nie użala się!

Pan robi, co ma zrobić i wynocha!

KORCZAK Nie przyszedłem was wygonić. To nie jest mój las. Las jest swój własny.

Ani was przeprowadzić nie przyszedłem, bo nie wiem, dokąd i którędy.

Przyniosłem to, co mam przy sobie i czym się mogę podzielić, jeżeli ktoś chce, bo ludzie się dzielą, jeżeli coś mają, czego ktoś inny nie ma.

A za to wy się możecie podzielić czymś ze mną.

ZOSIA Ja mogę się podzielić zimnem.

KORCZAK Mam koc i sweter.

ANTOŚ Mnie nie zimno. Ja łaski pańskiej nie chcę.

KORCZAK Jeżeli komuś zimno, a ktoś coś ma, żeby temu komuś było mniej zimno, to się musi dzielić. Takie są zwykłe prawa ludzkie. Nie dziwne i bez łaski.

Weźcie koc i sweter! Ja mam płaszcz.

Mam też zapałki. Jak nazbieramy drewna, możemy rozpalić ognisko i zrobić sobie herbaty w garnuszku. Mam garnuszek, trochę herbaty i wodę.

Wasza działka to nazbierać gałązek i ułożyć w stos.

ZOSIA Ja chcę. Ja nazbieram.

ANTOŚ Niech pan nie ściemnia!

Pan ma dokąd wracać.

Pan nie musi tu być.

Pan nas przyszedł okraść.

Z tego jednego, co jeszcze mamy, pan nas przyszedł okraść.

Z honoru, z godności.

Pan będzie sobie pochlebiał, że pan jest dobrym człowiekiem, bo pan się zaopiekował.

Pan sobie lepiej psa weźmie ze schroniska.

KORCZAK Sam się trochę boję, że mnie ktoś napadnie.

Ciemno w tym lesie.

Straszno.

ANTOŚ To co pan tu robi?

KORCZAK Uciekam.

ANTOŚ Ja nigdy nie uciekam. Przed niczym.

Jak wypychają, wywożą, z broni celują, to się odsunę, proszę bardzo, głupi nie jestem. Ale to nie jest ucieczka.

ZOSIA Przed psem uciekałeś wczoraj.

ANTOŚ Wcale nie uciekałem.

Po prostu nie chciałem tam być, gdzie był pies.

Po co miałem tam być?

Nie chcą mnie, to nie.

Psem szczują, ich psie prawo, a mnie nic do tego.

ZOSIA Bardzo szybko nie chciałeś tam być.

Bardzo prędziutko.

Nie mogłam nadążyć.

ANTOŚ Przecież na smyczy był.

Po co miałem uciekać?

Przecież tylko straszyli.

ZOSIA To czemu biegłeś?

ANTOŚ Bo mnie wściekłość brała, że tak psa zepsuli.

ZOSIA Akurat wściekłość.

KORCZAK A ja rozumiem. Dobrze mówisz. Ja też nie chcę tam być, gdzie szczują. Dlatego tu jestem.

ZOSIA Nie chce pan być, gdzie światło, gdzie ciepło, gdzie miękkie łóżko, i deser, i podwieczorek, i kolacja, i bajka na dobranoc, i kołderka w kwiatki?

Chce pan, gdzie zimno, ciemno, straszno?

KORCZAK Mnie tam bardziej straszno.

ANTOŚ A to czemu?

KORCZAK Bo się straszne rozlało i ludzi wydrąża, wysysa.

Puste powłoki po ludziach zostają.

Niby dalej chodzą, niby się śmieją, niby żyją, śpią niby, niby się budzą, niby chodzą do pracy, do szkoły, mają niby przyjaciół, niby się lubią, czasem się niby kochają, niby prowadzą rozmowy różne, mają niby plany, niby odpoczywają w niby wolnym czasie, niby opowiadają różne niby mądrości.

Niby kupują rzeczy niby nowe.

Niby się zachwycają: "O, jakie fajne kupiłem! O, jak mam dobrze! Sam sobie zazdroszczę! O, jaki widok mam! O, jakiego psa, jakiego kota, jakie dziecko, ciastko, książkę, film fajny, różne atrakcje!".

Niby się przejmują wszystkim, a wszystkim. "O, jakie straszne! O, jak się przejmuję! A ty się przejmujesz? Tak, ja się przejmuję!"

Niby się oburzają. "To skandal, że uważasz, że to nie jest skandal! To niedopuszczalne uważać, że to dopuszczalne!"

I się niby smucą.

Robią wtedy usta tak i takie oczy.

I, jak się wprawisz, to możesz uwierzyć, możesz całkiem zapomnieć, że to jest na niby.

Ciała ludzkie, co jedzą, oddychają, robią, siedzą, patrzą, ale w środku pusto.

Wyssane. Wydrążone.

ZOSIA A kto wydrążył?

KORCZAK Nie wiem. Ale się boję.

I nie chcę.

I jak usłyszałem, że po lesie ludzie chodzą, to chciałem do ludzi.

ANTOŚ Jak to tylko ciała, co nic nie robią, tylko zwykłe rzeczy, to po co się bać?

KORCZAK Ja nie ich się boję.

Ja się boję, że mnie też wydrąży.

ANTOŚ Może pan już podpalić gałązki.

Ale nie wiem, nie wiem, jak pan w tym w garnuszku wodę ugotuje.

KORCZAK Pracowałem nad tym.

Kiedy widziałem, jak dookoła mnie wysysa, wydrąża, myślałem, kombinowałem, jak to zrobić, żeby w garnuszku ugotować wodę na herbatę na ognisku w lesie.

Może czajnik byłby lepszy, myślałem.

Bo czajnik, taki stary dobry czajnik ma rączkę, przez którą można przeciągnąć kijaszek i trzymać nad ogniskiem.

No, ale wtedy albo musiałbym nosić i czajnik, i garnuszek, albo pić herbatę z czajnika. Bez sensu.

Wymyśliłem i rozrysowałem trzy tysiące sposobów utrzymania garnuszka nad ogniem, ale żaden nie zadowalał mnie w pełni.

A to niewygodne, a to śmieszne, a to nieporęczne, a to za dużo dźwigania.

I w końcu postanowiłem uciec się do czarów.

Nigdy wcześniej nie czarowałem, nie wiedziałem, jak.

Okazało się, że samo czarowanie nie jest takie trudne.

Zacząłem od szmerów, trzasków.

Żądam, rozkazuję! Niech coś stuknie w domu, niech zaszura!

Niech drzwi trzasną!

Niech długopis spadnie!

Problem w tym, że to strasznie kusi, żeby czarować więcej, i więcej, i więcej, i potem się nic nie chce robić, bo po co, jak można czarować.

A jak się nic nie chce, to tak jakby się żyć przestawało. Jakby się znikało w środku, więc się trzeba ogromnie pilnować i czarami nie szastać. Im większy czar, tym bardziej się znika.

ZOSIA Są takie czary, od których można zniknąć całkiem?

KORCZAK Ale tak całkiem całkiem?

ZOSIA Całkiem do końca zniknąć.

KORCZAK Ze wszystkim, co masz w środku, ze wszystkimi słowami, myślami, uczuciami, ze wszystkim, co niesiesz w sobie, bo to na przykład kochasz, z tym całym wielkim kosmosem, który się w tobie mieści, zniknąć? Żeby to wszystko w czar się obróciło?

Tak, są i takie czary, te najpotężniejsze, największe, najdziwniejsze, czasem przez wieki trwające.

ANTOŚ Bujdy! Baju, baju!

KORCZAK I proszę! Wisi garnuszek!

ZOSIA Nie ma więcej wody?

KORCZAK Nie mam jej za dużo. Lepiej będzie smakować.

ANTOŚ A wody to pan nie może wyczarować, co?

KORCZAK Słyszałem o czarodziejach, którzy całymi dniami i nocami nic innego nie robią, tylko zaklinają, bo chcą wyczarować wodę.

Mnóstwo ludzi na świecie bardzo dużo by dało, żeby poznać takie zaklęcie na wodę.

Nic innego by nie robili dniami i nocami, tylko zaklinali.

Garnuszek zaczarować, żeby wisiał nad ogniskiem, prosta czarodziejska sztuczka, ale woda to już coś więcej niż czary.

ZOSIA A ogień można zrobić, a wody nie. Czemu?

Dlaczego nie wynaleźli ludzie zapałek na wodę? Żeby, jak się potrze zapałki, to woda leciała?

Tyle rzeczy wynaleźli, a zapałek do robienia wody nie umieją i nie umieją.

ANTOŚ Chyba się gotuje.

KORCZAK To teraz zrobimy czar cudowny i niewiarygodny, że się zwykła woda w pachnącą herbatę przemieni.

ZOSIA Już mi cieplej.

CZŁOWIEK Z PAŁĄ Odsunąć się od ognia!

LUDZIE Z PAŁAMI Ognia!

CZŁOWIEK Z KARABINEM Odsunąć się od nas!

LUDZIE Z KARABINAMI Raz! Raz! Raz!

CZŁOWIEK Z PAŁĄ Mam pałę i nie zawaham się pałować tak, że rodzona matka was nie pozna.

LUDZIE Z PAŁAMI Przekraczacie granicę naszej cierpliwości!

CZŁOWIEK Z KARABINEM Mam karabin i najpierw strzelam, a potem się nie zawaham.

LUDZIE Z KARABINAMI W imieniu państwa!

KORCZAK My tylko chcieliśmy wypić herbatę i się ogrzać.

CZŁOWIEK Z PAŁĄ Jaką herbatę?

Wylewa całą herbatę z garnuszka.

CZŁOWIEK Z KARABINEM Przy czym się ogrzać?

Zadeptuje ognisko.

ZOSIA Dlaczego to robicie?

CZŁOWIEK Z PAŁĄ Oczyszczamy las ze szkodników.

LUDZIE Z PAŁAMI Sprzątamy śmieci!

CZŁOWIEK Z KARABINEM Taka służba.

LUDZIE Z KARABINAMI W imieniu państwa!

KORCZAK Jest bardzo zimno. Dzieci chciały się rozgrzać herbatą.

CZŁOWIEK Z PAŁĄ To są małe szkodniki, które wyrosną na duże szkodniki.

CZŁOWIEK Z KARABINEM A nasza przyroda jest cenna. Zresztą w lesie nie wolno palić ognisk, nie wiecie?

ANTOŚ To dajcie nam wyjść z lasu.

CZŁOWIEK Z PAŁĄ Nie!

CZŁOWIEK Z KARABINEM Starczy, że tu się rozplenia. Niech się nie rozplenia bardziej.

ANTOŚ To co mamy zrobić?

CZŁOWIEK Z PAŁĄ Macie się zastosować do "wynocha stąd!".

CZŁOWIEK Z KARABINEM Raz, trzy, osiem! Odbezpieczam broń na szkodniki.

CZŁOWIEK Z PAŁĄ Zmęczyłem się tym bronieniem lasu. Bym się napił.

CZŁOWIEK Z KARABINEM Weź! Mam całą butlę!

CZŁOWIEK Z PAŁĄ Oj, jaka dobra woda! Jaka ulga!

CZŁOWIEK Z KARABINEM Woda też jest po naszej stronie! Widzicie?

Wylewa resztę wody na dogasające ognisko.

KORCZAK Chyba trzeba nam już iść.

ANTOŚ Zbieram w siebie, zagarniam i magazynuję każdy wasz gest, każde słowo, każdy grymas twarzy. Mam w sobie specjalny skład na takie rzeczy. To skład amunicji.

3. Januszowe szkiełka

KORCZAK Poczekaj, coś ci pokażę.

ANTOŚ Nie chcę.

KORCZAK Może ci się przydać do twojego składu.

ANTOŚ Nie potrzebuję nic od pana. Pan jest panem. Pan jest od panów. Pan jest od nich.

ZOSIA A ja chcę. Też chcę budować swój skład.

KORCZAK Widzicie ich? Stoją tam. W ciemności.

ZOSIA Wyglądają jakby zastygli w kamienie.

ANTOŚ Bo to są kamienie.

KORCZAK A to są okulary.

ANTOŚ Co myśmy okularów nie widzieli?

ZOSIA Moja mama miała okulary. Tylko zgubiła je w lesie.

ANTOŚ Dużo się zgubiło w tym lesie.

ZOSIA Będą chodzić, i szukać, i chodzić, i szukać okularów, torebek...

ANTOŚ ...błyskotek...

ZOSIA ...koralików...

ANTOŚ ...sztucznych zębów...

ZOSIA ...zabawek...

ANTOŚ ...pieniędzy...

ZOSIA ...słoników na szczęście...

ANTOŚ ...krzyżyków i półksiężycyków...

ZOSIA ...niebieskich kamyczków, które chronią od złego...

ANTOŚ ...amuletów...

ZOSIA ...ubłoconych, zziębniętych misiów-przytulanek...

ANTOŚ ...zdjęć, które komuś wypadły z portfela...

ZOSIA ...rysunków, które robiły dzieci, żeby nie myśleć o lesie...

ANTOŚ ...i różnych rzeczy, które się bierze z sobą w taką podróż na zawsze.

ZOSIA Niewidzialnych też.

KORCZAK To są właśnie takie okulary, przez które się widzi niewidzialne.

ANTOŚ Na podczerwień?

KORCZAK Takie jak na podczerwień, ale inne. To są Januszowe szkiełka.

ANTOŚ Nie interesują mnie.

ZOSIA A mnie tak!

KORCZAK Załóż, Zosiu!

ZOSIA Zosiu?

KORCZAK Spojrzałem przez okulary i wiem, że Zosia. Antoś i Zosia. Popatrz!

ZOSIA A ty nie jesteś żaden pan, widzę.

KORCZAK Nie jestem pan. Jestem Janusz. Albo Henryk.

ZOSIA Albo Jeleń. Widzę.

KORCZAK I co jeszcze widzisz?

ZOSIA Jak trzymasz za rękę twojego najlepszego przyjaciela.

KORCZAK To Stach.

ZOSIA On jest taki ładny, taki śliczny, taki delikatny.

KORCZAK Mówią na niego Anielcia.

ZOSIA I trzymasz go za tę rękę i trzymasz, i głaszczesz.

KORCZAK Bo go kocham.

ZOSIA I on ciebie kocha, i rozmawiacie o tym, że chłopiec może chłopca kochać, jak dziewczynę, a dziewczyna dziewczynę, jak chłopca.

KORCZAK I Stach mówi, że zostanie księdzem.

ZOSIA I ty też chcesz być księdzem, jak Stach.

KORCZAK I chcemy głosić kazania dla prostytutek.

ZOSIA I jak wracasz do domu i mama płacze.

KORCZAK I mówi, że tata zwariował. Ja mówię tak, tata zwariowany. A ona płacze, że naprawdę, że go zamknęli w domu obłąkanych.

ZOSIA I że będziesz teraz już zawsze synem obłąkanego - płacze. I tu się zamazuje.

KORCZAK To jednak tylko okulary, a nie teleskop.

ANTOŚ Pokaż!

ZOSIA Nie wyrywaj! Połamiesz!

ANTOŚ Dwaj chłopcy. Ten z pałą ma przezwisko, którego się wstydzi.

Leży na krześle, właściwie klęczy z twarzą w dół.

Ma zsunięte spodnie i majtki.

Jego tata stoi z pasem i przymierza się do uderzenia.

Przymierza się.

Przymierza.

TATA CHŁOPCA O WSTYDLIWYM PRZEZWISKU

To dla twojego dobra robię.

Żebyś zapamiętał.

To cię zrobi twardszym.

Słyszałem, jak cię przezywają w szkole. Wstyd!

Milcz!

Nie odzywaj się! O nic cię nie pytam!

Ja nie mówię, żebyś się nie bił, ale jeśli to dochodzi do nauczycielki, a potem do mnie, to coś jest nie tak, to coś źle zrobiłeś.

Mój ojciec gonił mnie z siekierą i krzyczał, że mi ręce poucina.

Nie masz pojęcia, jaki byłem przerażony.

W przedpokoju wisiała pała.

To jest królowa świata - mówił. - To jest sprawiedliwość.

Tą pałą bił go jego ojciec i nie żałował sobie.

I wszyscy wyrośliśmy na porządnych ludzi.

I ty też będziesz porządnym człowiekiem.

Leż! Nie ruszaj się! Czekaj, aż zacznę bić!

ANTOŚ Nie uderza.

Stoi z uniesionym pasem skórzanym nad wpółobnażonym synem swoim.

I to trwa.

I trwa.

I trwa.

Straszliwa nieskończoność.

TATA CHŁOPCA O WSTYDLIWYM PRZEZWISKU Wstyd. To przezwisko, którym cię nazwali, wstyd. Odechciało mi się ciebie bić.

ANTOŚ Zapina pas i wychodzi z pokoju, a chłopiec o wstydliwym przezwisku leży tam dalej półobnażony i nie może się ruszyć. Ma jakby paraliż.

ZOSIA Pokaż! Pokaż! A ten z karabinem?

ANTOŚ Ten z karabinem ma zwykłe imię, które uniezwyklił.

Zamiast Mariusz chce, żeby mówili do niego: Marines.

Bardzo, bardzo się stara, żeby mieć szacunek, szacunek, szacunek.

Żeby go szanowali, szanowali, szanowali.

Ma głęboki, głęboki, głęboki głód szacunku.

Głęboki jak studnia na pustyni, gdzie przez lata kopali i szukali wody, ale nie znaleźli, i jest pusta.

I on kubeczek po kubeczku wlewa tam wodę, którą znajdzie, żeby ją napełnić.

Odmawia sobie, pije ledwo ledwo, żeby jak najwięcej wlać do studni.

ZOSIA Pokaż! Chcę zobaczyć!

Pani go wzywa do tablicy.

I on nie umie.

Uczył się nawet, próbował, ale nie pamięta. Nic nie pamięta.

Bo się, tak strasznie skupia na tym wlewaniu wody do studni, że na niczym innym nie potrafi.

ANTOŚ Oddaj! Widzę! Stoi przed klasą i nic nie mówi, i słucha.

PANI Życie i twórczość Janusza Korczaka. No, słucham.

Słucham, co masz do powiedzenia na ten temat.

Bo to, co napisałeś, to jest jakaś hucpa!

Po lekcjach pójdziesz do biblioteki szkolnej, poprosisz o słownik i przeczytasz sobie, co to znaczy hucpa.

To, co reprezentujesz sobą jako człowiek, to jest żałosne nieporozumienie.

Znajdziesz w słowniku frazeologicznym, co to znaczy "reprezentować coś sobą", bo wiem, jak bardzo jest ci obce to pojęcie.

I co tak stoisz i milczysz?

Dokąd? Pozwoliłam ci usiąść? Nie pozwoliłam ci usiąść.

Jako wieloletnia nauczycielka z wyższym wykształceniem pedagogicznym, która wychowała dla tego państwa... przepraszam, starała się wychować tysiące obywateli, muszę ci powiedzieć, że jesteś zwykły osioł.

Bałwan, idiota, kretyn, imbecyl i pajac.

Nic z ciebie nie będzie.

Nic nie masz w tym pustym łbie.

Gdyby w niego uderzyć, toby zadźwięczał, jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.

Pani bibliotekarka ci powie, gdzie szukać tego sławnego cytatu.

Taki z ciebie marines, jak z koziej dupy trąba.

Masz mentalność robola.

Nadajesz się tylko do kopania dołów, jeżeli nie złamiesz łopaty.

A jeszcze twój charakter pisma! No, gdybyś jeszcze miał zostać lekarzem, ale to absolutnie poza zasięgiem twoich możliwości.

Na jutro przepiszesz cały ten zeszyt od nowa.

A teraz siadaj na miejsce i siedź!

ANTOŚ I on siada, i ostrzem długopisu rżnie w ławce swastyki i jest gotowy.

Jest gotowy na wojnę, na zniszczenie świata.

Nawet jeśli sam miałby zginąć, jest gotowy, to nawet go kręci, ale wcześniej chce, musi zobaczyć, jak giną w mękach inni.

ZOSIA Pokaż! Ja nie wierzę, że aż takie rzeczy widać!

ANTOŚ Zostaw! Nie wyrywaj! Jeszcze nie skończyłem!

ZOSIA Ja już nie chcę słuchać!

ANTOŚ I patrz, co zrobiłaś!

ZOSIA Już po okularach.

ANTOŚ Zniszczyłaś!

ZOSIA Ty zniszczyłeś!

KORCZAK Po prostu przyszedł ich czas.

ANTOŚ I bardzo dobrze! Ja sobie nie życzę, żeby ktoś na mnie patrzył przez te okulary.

ZOSIA Chyba że ktoś, kogo lubię. Bo inaczej nie.

KORCZAK To były bardzo dziwne okulary.

ZOSIA Przez które się widzi to, czego nie widać.

KORCZAK Nie tylko dlatego. Kiedy się przez nie patrzyło na kogoś, to tak naprawdę jakby patrzyło się do środka siebie.

ANTOŚ Czyli to nieprawda z tymi swastykami? Z tym ojcem i pasem? Z tą nauczycielką? To tylko wyobraźnia?

KORCZAK Nie wiem. Naprawdę nie wiem.

ZOSIA A wyobraźnia to nieprawda?

KORCZAK No właśnie. Może nie. Może wyobraźnia to nie jest nieprawda.

ANTOŚ A może to nieprawda, że wyobraźnia to nie jest nieprawda.

ZOSIA A to nie nieprawda, że nieprawda, że nieprawda?

KORCZAK No właśnie nie wiem.

ANTOŚ To co teraz?

ZOSIA Nie wiem.

KORCZAK Nie wiem.

ANTOŚ Dorosły jesteś i nie wiesz?

KORCZAK Ty naprawdę myślisz, że dorośli wiedzą?

Że dzieci nie wiedzą, a dorośli wiedzą?

ANTOŚ To po co być dorosłym?

KORCZAK A po co być dzieckiem?

ZOSIA Ja wiem. Wiem, czego chcę. Chcę iść gdzieś, gdzie będzie ciepło.

KORCZAK To może w stronę, gdzie będzie wstawać słońce. Tam może szybciej będzie cieplej.

A może w drugą? Bo tam dłużej cieplej?

ZOSIA A w którą to stronę? W tę albo w tamtą?

ANTOŚ W ogóle nie widać, żeby słońce miało wstawać gdziekolwiek.

KORCZAK Powinno być tam, gdzie się przejaśnia.

ANTOŚ Nigdzie się nie przejaśnia.

KORCZAK Noce miewamy tu długie.

ZOSIA Tam szliśmy i tam nas nie chcą.

Tam też szliśmy i też nas nie chcą.

I tam też nie chcą. I tam też.

Chyba tam jeszcze nie szliśmy.

4. Sprawa publiczna

DZIENNIKARKA Światła, proszę!

Czy to prawda, że zakłada pan leśny dom dziecka?

Czy pan je wychowuje? Czy pan je uczy? Czy pan się nimi opiekuje?

Gdzie są ich rodzice? Czy ich rodzice są odpowiedzialni? Kim będą te dzieci? Czy są dowodem na naszą bezduszność oraz okrucieństwo świata polityki?

KORCZAK Dzięki za litość! Nie potrzeba!

DZIENNIKARKA A czego potrzeba?

KORCZAK Miejsca. Trochę miejsca. Mamy bardzo dużo miejsca. Bardzo, bardzo dużo. Mamy dużo ciepła i dużo jedzenia.

DZIENNIKARKA Może po prostu chcą mieć lepiej.

KORCZAK Wiadomo, każdy chce mieć lepiej. Nie ma w tym nic złego.

DZIENNIKARKA Ja nie mogę sobie pojechać gdzie chcę, kiedy chcę.

KORCZAK Owszem, może pani. Tylko że mogłoby to być zbyt niewygodne. Proszę porozmawiać z nimi.

DZIENNIKARKA Jak wam się uda, dajcie znać, zrobimy reportaż. Do zobaczenia być może!

5. Sny zza lasu

ZOSIA Zimno mi, coraz zimniej.

ANTOŚ Im dłużej nie ma słońca, tym zimniej.

ZOSIA Tam światełka widać. To światełka ludzkie czy leśne?

ANTOŚ Ludzie śpią jeszcze. Tam za lasem śpią. Kiedy wstanie słońce, obudzą się i pójdą do pracy, do szkoły.

ZOSIA Ja widzę ich! Widzę, jak śpią. Dzieci widzę! Same dzieci!

KORCZAK Sen nie sen, sen niedośniony, niedosen taki spadł na nich, że dzieci odsłania, każdy z nich siebie jako dziecko poznaje.

ZOSIA Dziewczynka!

DZIEWCZYNKA NIE TAKA JAK TRZEBA W niedośnie jest wciąż tą dziewczynką, która boi się wejść do szkoły. I to strach paraliżujący.

ZOSIA W zwierzątko się zmienia.

KORCZAK W zwierzątko zaszczute.

ZOSIA I znowu w dziewczynkę?

ANTOŚ Czego się boi?

DZIEWCZYNKA NIE TAKA JAK TRZEBA Że jest nie taka. Nie taka, jak trzeba, jak należy. Ręce ma nie takie, nogi ma nie takie, twarz nie taką, słowa nie takie, jakie być powinny.

ANTOŚ Co z tego?

DZIEWCZYNKA NIE TAKA JAK TRZEBA Wyśmieją, słowem złym zranią, źle patrzeć będą, że do wzoru niedopasowana.

Do domu boi się wrócić, bo zawstydzą, krzyczeć będą.

W szkole nie byłaś? Czemu w szkole nie byłaś? Oceny pokaż!

Bo najważniejsze to być w szkole oraz mieć oceny. A ona nie wie, dlaczego, nie wie, co się dzieje. I jest przerażona. Jestem nienormalna, jestem nienormalna.

KORCZAK Zjada ją strach.

ZOSIA Co je strach?

KORCZAK Duszę. Dziś jest panią z duszą w dzieciństwie wyżartą. Ze strzępem duszy żyje.

ANTOŚ A ten chłopiec? Siedzi w krzakach.

CHŁOPIEC NIESŁYSZANY Nie chce stamtąd wyjść.

Bardzo chciałby komuś opowiedzieć, co mu po głowie chodzi, wyrzucić z siebie myśli, które się kłębią, narastają, jak gęstniejące chmury, ale nie ma komu.

Później, później. No co tam chcesz? No o co ci chodzi? Nic nie rozumiem. Idź zrobić zadanie, zamiast zawracać mi głowę. Zrobić zadanie - najważniejsza rzecz w życiu twoim.

ANTOŚ A czemu w krzakach?

CHŁOPIEC NIESŁYSZANY Z krzakami rozmawia. Do roślin mówi.

ANTOŚ Słuchają?

CHŁOPIEC NIESŁYSZANY Słuchają i mówią: Bądź z nami, zostań z nami. W ziemię wrośnij, puść pędy. Rośliną się stań. I on bardzo chce. I prosi Ziemię, Boga, wszystkie siły tajemne, żeby w ziemi zostać, krzakiem się stać. Duszę w ziemię wsącza. Przychodzi. Pytają: Co robiłeś, gdzie byłeś? A on już bez duszy prawie. Jak automat odpowiada, co trzeba, robi, co chcą. I tak mu zostało.

ZOSIA A tamten chłopiec? Czemu płacze?

KORCZAK O! Jak się wstydzi, że płacze! Jaki jest zły! Jaki wściekły!

CHŁOPIEC, CO SIĘ RZĄDZI Całe swoje życie słyszy:

Masz się słuchać! Nie ma dyskusji! Nie wolno! Trzeba! Nie pytaj, rób, co każę!

Czego się nauczył? Że trzeba posłuch zdobywać. Że ten ma najlepiej, który rozkazy wydaje.

Boją się go, ze strachu słuchają, płaczą przez niego. A tu on sam płacze we śnie, i nie wie, dlaczego. Jakby coś w nim uwięzionego było, głęboko, głęboko, co tylko przez sen niedosen na jaw się wydobywa w łez słonej postaci.

ANTOŚ A tamta dziewczynka? Śmieje się głośno! Ale nieładnie jakoś. Dziwnie.

NAJGRZECZNIEJSZA DZIEWCZYNKA W KLASIE Jest grzeczna. Bardzo grzeczna. Uczy się, bo tak trzeba. Chodzi na kółka zainteresowań, bo dobrze chodzić na kółka. Jak się jej każe coś zrobić, to robi więcej, niż każą, bo wtedy pochwalą. Uśmiecha się, kiedy trzeba, jest smutna, kiedy trzeba. Nie mówi niepytana i umie grzecznie siedzieć w kąciku i czekać. I nigdy nie robi rzeczy, których nie wypada grzecznej dziewczynce.

ANTOŚ To z czego się śmieje?

NAJGRZECZNIEJSZA DZIEWCZYNKA W KLASIE W niedośnie odwiedza siebie samą w białym pokoju bez okien, w którym jest bardzo czysto, a ona siedzi grzecznie na krzesełku z rączkami ładnie i schludnie przywiązanymi do poręczy krzesła, z nóżkami różowym łańcuchem skutymi, i śmieje się, nie wie, z czego.

ZOSIA Jak ich tu dużo! Mnóstwo, mnóstwo dzieci!

ANTOŚ Oni chyba woleliby się już zbudzić.

ZOSIA Ty też nie śpij! Bo się nie dobudzisz!

6. Niedosen Korczakowy

KORCZAK

Świątynia. To jest świątynia. Kiedy zamykam oczy w świątyni, widzę swoje myśli, które płyną gdzieś, a ja na nie patrzę.

Myśli uwolnione ode mnie, płynące jak dym.

Tak jakby się otwierały małe drzwiczki, a z nich dym wypływa.

Gdzieś jest żar, skoro dym.

Ognisko, czy pożar?

Myśli Korczaka przepływają przed nim.

To żadna sztuka z nimi umrzeć, jeśli się z nimi żyło.

Żadna sztuka iść spać z dziećmi, z którymi się przeżyło dobry dzień.

Robienie z tego bohaterstwa jest głupie i uwłaczające.

Nie chodzi o czułość. Ani o bohaterstwo też nie chodzi.

Byłem na dalekiej wojnie, w Japonii, w Chinach. Z całej wojny pamiętam tylko czteroletnią Iou-Ja, która uczyła mnie chińskiego. Byłem za mało uważny. Zajmowałem się niepotrzebnymi rzeczami, zamiast się skupić na tym, że Iou-Ja uczy mnie swojego języka.

Pieniądze, pieniądze.

Dobry doktor, dobry doktor, a ja musiałem mieć pieniądze. Potrzebowałem pieniędzy.

Ludzie mają pieniądze. Ludzie, którzy mają domy, cokolwiek by o tym myśleli, przeważnie mają więcej pieniędzy niż potrzeba, a niektórzy dużo, dużo więcej.

Niech pan poczeka! Dokąd pan idzie! Pan wraca do domu. Pan z dalekiej pracy, z podróży, z wyjazdu. Prezenty pan niesie dla dzieci. Pan kocha swoje dzieci. Pan chce wychować swoje dzieci na porządnych ludzi?

Pan wie, że nie to, co się mówi, ale to, co się robi, że to tylko działa? I to, czego się nie robi.

Kropla po kropli sączy się w serca dzieci pańskich.

A co ja mam zrobić? Czego pan chce ode mnie?

Nie wiem.

Czemu pan lezie za mną? Antoś, już idę! Już! Poczekaj!

Pana synek też się Antoś nazywa?

Ja też mam, proszę pana, życie, też mam kłopoty, i to jakie. Też swojego życia nie ogarniam. Wszystko ledwo, ledwo, potrząśniesz i się rozpadnie. Ja muszę się chronić. Ja nie chcę jeszcze obcych problemów żadnych. Wystarczą mi swoje. Ja się swoimi dziećmi chcę zająć. Swoimi. Swoim życiem.

Gdzie się kończy swoje życie, a zaczyna cudze?

ROK LXVII / CZERWIEC 2022 / NR 6 (787)

Copyright by "Dialog" 2022

Ilustracje w numerze pochodzą z archiwum Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie, serwisów reklamowych teatrów, agencji prasowych oraz zbiorów prywatnych.

Projekt okładki Krzysztof Rumowski

Projekt layoutu Fajne Chłopaki

ZESPÓŁ REDAKCYJNY:

Dorota Jovanka Ćirlić, Justyna Jaworska (dział dramaturgii polskiej), Joanna Krakowska (zastępczyni redaktora naczelnego), Ewa Hevelke (sekretarz redakcji, opracowanie graficzne), Piotr Morawski (dialog-pismo.pl), Piotr Olkusz (dział zagraniczny), Małgorzata Semil, Jacek Sieradzki (redaktor naczelny)

Anna Kruk (korekta), Anna Wycech (sekretariat), Helena Dziurnikowska (redakcja techniczna)

RADA NAUKOWA:

Janusz Degler, Leszek Kolankiewicz, Dariusz Kosiński, Lech Sokół, Małgorzata Szpakowska (przewodnicząca)

STALE WSPÓŁPRACUJĄ:

Dorota Buchwald, Piotr Gruszczyński, Grażyna Stachówna, Mariusz Zinowiec

czasopismo patronackie instytutu książki wydawane na zlecenie ministra kultury i dziedzictwa narodowego

"DIALOG" MOŻNA ZAPRENUMEROWAĆ:

Przelewem na konto Instytutu Książki, Bank Gospodarstwa Krajowego: dla wpłat krajowych 81113011500012126927200001; dla wpłat zagranicznych PL81113011500012126927200001; kod SWIFT: GOSKPLPW.

Prenumerata krajowa: 120 PLN za cały rok; prenumerata zagraniczna: USD 80 za rok; EUR 60 za rok. Zamówione egzemplarze dostarcza poczta bez dodatkowych opłat.

Prenumerata realizowana przez RUCH S.A.: w prenumeracie krajowej zamówienia przyjmują Zespoły Prenumeraty właściwe dla miejsca zamieszkania klienta: www.prenumerata.ruch.com.pl, e-mail: prenumerata@ruch.com.pl.

Informację o warunkach prenumeraty ze zleceniem wysyłki za granicę i sposobie zamawiania można uzyskać pod numerem telefonu +48 22 693 70 00.

ADRES REDAKCJI:

00-430 Warszawa, ul. Śniegockiej 10 m. 11.

Tel.: +48 22 253 22 24, +48 22 409 68 13, e-mail: dialog@instytutksiazki.pl.

WYDAWCA: Instytut Książki, 31-148 Kraków, ul. Wróblewskiego 6.

Nakład 1650 egz., obj. ark. druk. 15,5. Skład własny. Druk i oprawa: Akcydens, ul. Pocztowa 5, 05-080 Laski. Podpisano do druku w czerwcu 2022. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca.

www.dialog-pismo.pl