Dialog 6/2020 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

8.00 zł
6.64 zł (8,00 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

JAŚ KAPELAGlobalne ocieplenie serc

OSOBY:

- LEO, Leonardo DiCaprio, aktor i aktywista, mówi po polsku z silnym akcentem i czasem używa słów angielskich zamiast polskich

- ANDRZEJ, nauczyciel języka polskiego

- BOŻENA, nauczycielka biologii

- PORYWACZ I

- PORYWACZ II

- PORYWACZ III / OCHRONIARZE / EKIPA FILMOWA

Streszczenie:

Wszystko zaczyna się od wystąpienia Leonarda DiCaprio na szczycie klimatycznym w Seattle. Niecały tydzień wcześniej razem z czterystoma tysiącami innych osób maszerował ulicami Nowego Jorku, domagając się od rządu bardziej stanowczej polityki klimatycznej.

Wystąpienie DiCaprio oglądają Andrzej i Bożena, nauczyciele w liceum imienia Bolesława Prusa w bliżej nieokreślonym mieście Polski. Ale nie całkiem ich przekonuje. Tym większe jest ich zdziwienie, gdy niedługo potem Leonardo DiCaprio we własnej osobie zjawia się w ich domu, aby zaproponować im niezwykłe wyzwanie. Andrzej i Bożena zostali wybrani spośród wszystkich mieszkańców Ziemi jako osoby całkowicie przeciętne. Od takich właśnie osób zależy, czy uda się zatrzymać zmiany klimatyczne i ocalić przyszłość naszej planety. Leonardo ma dla nich zadanie. Muszą zrobić coś, żeby przekonać ludzi, że globalne ocieplenie to kluczowy temat dla wszystkich mieszkańców Ziemi. Od tego, czy uda się im je wykonać, czy uda się przekonać przeciętnych ludzi do działania na rzecz dobra planety, zależy wszystko. To mogłoby spotkać każdego z nas.

Scena 1

Wystąpienie Leonarda DiCaprio na szczycie klimatycznym1.

LEKTOR Powitajmy nowego Posłańca Pokoju Organizacji Narodów Zjednoczonych, pana Leonarda DiCaprio.

LEO Dziękuję, Panie Sekretarzu Generalny. Wasze Ekscelencje, Panie i Panowie, znamienici goście, jestem zaszczycony, że mogę tu dziś być.

Stoję przed wami nie jako ekspert, ale jako zatroskany obywatel.

Jeden z czterystu tysięcy ludzi, którzy maszerowali w niedzielę ulicami Nowego Jorku i miliarda innych osób na całym świecie, które chcą rozwiązać nasz kryzys klimatyczny.

Jako aktor zarabiam na życie udając. Udaję fikcyjne postacie rozwiązujące fikcyjne problemy. Dotychczas ludzkość tak właśnie traktowała zmiany klimatu - jako fikcję, która dzieje się na jakiejś innej planecie, jakby udając, że zmiany klimatu nie dzieją się naprawdę i w jakiś sposób same znikną.

Jednak myślę, że wiemy, że to nieprawda.

Każdego tygodnia widzimy nowe wydarzenia, niezaprzeczalne dowody, że zmiana klimatyczna jest tu i teraz.

Widzimy coraz większe powodzie, ocieplające się i coraz bardziej kwaśne oceany.

Widzimy smugi metanu wydobywające się z dna oceanu. Widzimy nasilające się ekstremalne zjawiska pogodowe i topniejące w bezprecedensowym tempie pokrywy lodowe Antarktyki i Grenlandii Zachodniej, na długo przed tym, czego spodziewali się naukowcy.

To nie retoryka, to nie histeria, to fakty.

Wiedzą to naukowcy, wie to przemysł i rządy.

Nawet amerykańskie wojsko dobrze o tym wie.

Admirał Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych, Samuel Locklear, powiedział ostatnio, że zmiany klimatyczne są największym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa.

Drodzy przyjaciele:

Musicie na tym zgromadzeniu zmierzyć się z największym i najtrudniejszym wyzwaniem, przed jakim stanęła ludzkość.

Możecie tworzyć historię lub zostać przez nią surowo osądzeni.

Żeby było jasne: nie chodzi o to, żeby mówić ludziom, że powinni zmienić żarówki.

Albo kupić samochód hybrydowy.

Ta katastrofa wykracza ponad to, co mogą zrobić pojedynczy obywatele.

Wszystko zależy od przemysłu i rządów. I tego, czy zdecydują się na szeroko zakrojone działania.

Nadszedł czas, że musimy działać.

Musimy nałożyć opłaty na emisję dwutlenku węgla, wyeliminować rządowe subsydia dla koncernów węglowych, naftowych i gazowych.

Musimy skończyć z wolną amerykanką, jaką uprawia przemysł, zanieczyszczający naszą planetę w imię wolnego rynku.

Nie zasłużyli na nasze podatki, zasłużyli, by patrzeć im na ręce.

Ekonomia umrze, jeśli nasz ekosystem przestanie istnieć.

Dobra wiadomość jest taka, że odnawialne źródła energii są nie tylko osiągalne, ale również dobre dla gospodarki.

Ta debata nie dotyczy tylko ekologów, ale wszystkich ludzi.

Czysta woda, powietrze i klimat, w którym da się żyć, to niezaprzeczalne ludzkie prawa. Rozwiązywanie tego problemu to nie kwestia polityki.

To kwestia naszego przetrwania.

Nadszedł czas. I to jest najpilniejsza wiadomość.

Szanowni delegaci, przywódcy świata,

Ja zarabiam na życie udając, ale wy nie.

W tę sobotę w Nowym Jorku usłyszeliśmy głos ludzi, tego ruchu nic nie powstrzyma.

Teraz nadszedł czas na wasze posunięcie.

Czas, by podjąć wyzwanie w imieniu naszego dalszego istnienia na tej planecie, właśnie nadszedł.

Błagam, byście zmierzyli się z nim odwagą.

I szczerością.

Dziękuję bardzo.

Scena 2

Andrzej i Bożena siedzą w swoim mieszkaniu. Wkracza Leonardo DiCaprio. Za nim wchodzi dwóch osiłków, którzy zaczynają przeszukiwać mieszkanie. Kręcą się po nim aż do końca sceny, od czasu do czasu pochrząkując i przesuwając przedmioty.

LEO Siemka. Cześć. Dzieńdoberek. Przepraszam, ale polski nie jest moim naturalnym językiem. Czy coś źle się witam?

ANDRZEJ Moi uczniowie mówią "strzała".

BOŻENA Mówią też "skisłem". Nie powoływałabym się na ich autorytet.

ANDRZEJ Nie powołuję się. Po prostu mówię, że język jest płynny i kształtują go jego użytkownicy. No i chciałem pomóc panu.

BOŻENA Chciałem to, chciałem tamto. Zawsze masz coś na swoje wytłumaczenie. Gdybym ja do ciebie powiedziała "strzała", tobyś się ze mnie śmiał przez miesiąc.

ANDRZEJ Ja się nigdy z ciebie nie śmieję.

BOŻENA Ciągle.

LEO Excuse-moi, czy w czymś przeszkodziłem?

BOŻENA Nie, skąd. Tak sobie tylko dyskutujemy.

ANDRZEJ Bożena, daj spokój. Pan tu z pewnością po coś przyszedł, daj mu powiedzieć.

BOŻENA Dokładnie. Proszę mi najpierw powiedzieć, co pan robi w naszym domu?

LEO To nie jest wasz home... dom. To dom nas wszystkich. Planeta Ziemia.

ANDRZEJ (wstaje) Technicznie ma pan rację, ale tak się akurat składa, że znajduje się pan w jej czterdziestopięciometrowym wykroju, który lubimy nazywać mieszkaniem i za którą to przestrzeń płacimy solidną ratę kredytu, przy której wpłacaniu do banku płakałbym za każdym razem rzewnymi łzami, gdybym nie miał ustawionego automatycznego zlecenia przelewu. Dążę do tego, że codzienną krwawicą płacę za to, by na tych paru metrach podłogi, na których żyję, nie zjawiał się nikt nieproszony. Żaden Cygan, esbek ani inny uchodźca. Tymczasem pan ewidentnie mi zaburza czasoprzestrzeń swoim tu nagłym się zjawieniem. (wskazuje na ochroniarzy) Nie mówiąc już o tych facetach w czerni, którzy nie wiem czemu zaczęli przecierać kurze na naszych regałach. Jeśli mogę tak dookreślić pytanie Bożenki.

BOŻENA Czy jest pan uchodźcą? Wygląda pan trochę na uchodźcę.

LEO Oczywiście. Spodziewałem się tego. Doprawdy. Drobnomieszczańskie przyzwyczajenie do własności prywatnej jest takie żałosne w czasach, gdy połowa planety znajduje się w rękach kilkudziesięciu najbogatszych very important people. To mieszkanie zresztą też nie należy do was. Tylko do banku. Który może was w każdym momencie stąd eksmitować, jeśli tylko na chwilę przestaniecie być dobrymi obywatelami. Ale jak tam sobie chcecie. Nazywam się Leonardo DiCaprio. Dokądkolwiek pójdę, ludzie rozpoznają mnie. Wołają moje imię, pozdrawiają. Ale są ludzie, których życie nie znaczy nic dla większości z nas, mieszkańców pierwszego świata. Tak. Wydaje się wam, że jesteście biedakami, ale jesteście mieszkańcami pierwszego świata. Czujecie się tacy biedni (i słusznie), ale znajdujecie się w dziesięciu procentach najbogatszych ludzi na świecie. Myślicie czasem o tych, którzy mają gorzej? Oni głodują i umierają, abyście mogli jeździć autem na weekendowe wypady w góry oraz mieli tam zawsze naładowanego smartfona. Przyszedłem do państwa w ich imieniu, ale w naszej wspólnej sprawie.

BOŻENA Serio nikt panu nie powiedział, że bez brody wygląda pan lepiej?

LEO Och, już bez przesady. Mów mi Leo. W końcu w najbliższych dniach przyjdzie nam spędzić trochę czasu together.

ANDRZEJ Ale jak to?

BOŻENA My... nie jesteśmy gotowi. My mamy nieposprzątane... nie mamy pokoju dla gości.

LEO Of course. Zostałem o tym poinformowany, dlatego zabrałem ze sobą odkurzacz, karimatę i śpiwór. Będę spał na podłodze w kuchni. Jak chcecie, moi koledzy (wskazuje na osiłków) mogą nawet wynieść śmieci. Może nie wyglądają, ale ten po lewej jest doktorem fizyki, a drugi ma dyplom z gospodarki odpadami i segregacji śmierci... znaczy śmieci.

BOŻENA Ależ panie Leonardzie. Jestem pewna, że znajdą się w tym mieście hotele, które z przyjemnością pana ugoszczą.

LEO Leo, nie pan. Mów mi Leo.

BOŻENA Leo. Mamy wiele świetnych hoteli. Wybudowali na Euro dwa tysiące dwanaście. Więcej powstało chyba tylko burdeli.

LEO Bożena, thank you, ale chyba nie zdajesz sobie sprawy, za jaką ilość emisji ce o dwa jest odpowiedzialna branża turystyczna. Każde wynajęcie pokoju odbija się na stanie naszej planety. Nie zamierzam przykładać do tego ręki. Podłoga będzie doskonała.

ANDRZEJ A tych dwóch też będzie tam z tobą spać?

LEO Nie. Oczywiście, że nie. Poczekają przed drzwiami. Poza tym wciąż nie powiedziałem wam o najważniejszym.

BOŻENA Też odnoszę takie wrażenie...

LEO Zatem będę się streszczał. Zostaliście wybrani spośród milionów. Po szczegółowej analizie big data wykonanej przez naszych best ekspertów wskazano was jako osoby completely typowe, wzorzec z Sevres przeciętności. Nie jesteście ani mądrzy, ani głupi, bogaci ani biedni, chudzi ani grubi. Wszystko w normie. Parfaitement. Do tego żyjecie w tym przeciętnym kraju, którego historia nie była ani specjalnie ciekawa, ani szczególnie tragiczna. Choć Żydom mogliście jednak darować. Ale co zrobić? Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Taka sobie historia takiego sobie kraju gdzieś pośrodku wszystkiego. Ani tu umierać, ani żyć za bardzo nie warto. Ale można. Sunąć jak zombie przez kolejne dni, ciesząc się, że już minęły.

ANDRZEJ Przesadzasz. Nie jest tak źle.

BOŻENA To prawda. Nie mamy powodów narzekać.

LEO No właśnie! To mnie najbardziej wkurwia. Ta postawa beztroskiej negacji. Jakbyśmy wcale nie znajdowali się na skraju katastrofy. Jakbyśmy nie mknęli odrzutowcem prosto do hell. Katastrofa klimatyczna jest faktem, który na zawsze wpłynie na przyszłość życia na ziemi. Od nas zależy, jak szerokie kręgi zatoczy. Jeszcze możemy uniknąć najgorszego. A wy nie macie powodów narzekać? Korporacje zabijają was i czynią bezpłodnymi, trują wasze dzieci, uzależniają od swoich produktów. Miliony ludzi na ziemi będzie musiało opuścić swoje domy na skutek wojen o zasoby, susz i podnoszenia się poziomu wody. Niedługo część z nich zapuka do waszych drzwi z pytaniem, co uczyniliście naszej planecie. Ale nie. Nie narzekajcie. Keep calm and carry on. Uważajcie, że nie jest wcale tak źle. Po co się martwić. Jakoś to będzie.

BOŻENA Leo, proszę cię, usiądź. Porozmawiajmy spokojnie. Wszyscy tutaj jesteśmy dorosłymi i racjonalnymi ludźmi. Nie ma potrzeby się tak unosić.

LEO Racja. Przepraszam. Bardzo was przepraszam. Czasami po prostu nie mam już siły... Nie mam już siły ciągle tego tłumaczyć. Coraz mniej mnie zaczyna dziwić, ale nic nie przestaje mnie smucić.

ANDRZEJ O ile dobrze zrozumiałem, zostaliśmy wybrani do jakiegoś programu. Czy przysługuje nam za to jakieś honorarium?

LEO Nie wystarczy wam perspektywa uratowania planety?

ANDRZEJ Planeta planetą, ale to my będziemy się wygłupiać na oczach telewidzów całego świata.

LEO What? Kto mówił o telewidzach?

ANDRZEJ Już ja znam te wasze programy. Rolnik szuka żony... Twoja twarz brzmi znajomo... Co dalej? Nauczuciel polskiego ratuje świat?

LEO Nie jestem tutaj zawodowo. Przychodzę w imieniu swoim i podobnych mi ludzi, którym leży na sercu future. Powoli kończą nam się już pomysły, co robić, żeby powstrzymać katastrofę. Z każdym rokiem wiemy coraz więcej i z każdym rokiem jest coraz gorzej. Nie potrafimy zatrzymać machiny konsumpcji i zniszczenia. (płacze)

BOŻENA Mnie też to smuci, ale nie bardzo wiem, jak moglibyśmy tutaj pomóc.

LEO Wasz udział jest kluczowy!

ANDRZEJ Chujowy.

LEO (do Andrzeja) Very funny. (do obojga) Jeśli udałoby się przekonać do walki o ratowanie planety ludzi tak completly przeciętnych i standardowych jak wy, toby oznaczało, że można do tego przekonać każdego. Planeta Ziemia zostałaby uratowana.

BOŻENA Lubiłam myśleć o sobie, że jestem wyjątkowa.

LEO Jesteś! Nikt inny nie jest tak przeciętny!

ANDRZEJ Okej. Przekonałeś nas. Co teraz?

LEO Musimy razem opracować plan, jak przekonać ludzi, aby włączyli się w aktywne zmniejszanie konsumpcji, dekarbonizację i nauczyli się żyć z ujemnym wzrostem gospodarczym.

ANDRZEJ Trochę dużo.

LEO Mniej już nie będzie.

ANDRZEJ A nie można by tego jakoś podzielić? Na kilka osób? Ja na przykład ograniczę konsumpcję, a Bożena wejdzie bardziej w dekarbonizację. I tak jeździ do pracy rowerem. Bożena?

BOŻENA Dekarbo co?

LEO Eliminację węgla z energetyki.

BOŻENA Górnicy się na pewno ucieszą.

ANDRZEJ I z tej radości będą palić opony pod sejmem i śpiewać rubaszne piosenki.

BOŻENA Ja się zawsze zastanawiam, jak oni znajdują czas, żeby tu przyjeżdżać protestować. Czy oni nie muszą chodzić do jakiejś pracy?

LEO Nie mogą! Przecież strajkują!

BOŻENA Oni sobie strajkują i pracować nie ma kto.

ANDRZEJ Ani jak dojechać do pracy.

LEO (do Andrzeja) Serio, stary, jeździsz Wiejską do pracy? Naprawdę?

ANDRZEJ Masz mnie.

LEO Byłoby trudniej, gdybyś nie myślał kalkami zasłyszanymi w programie radiowym dla ekonomicznie aspirujących.

BOŻENA Gadamy i gadamy, a może Leo chciałby się czegoś napić. Herbata? Na kawę już chyba za późno. Mamy też jakieś piwko chyba. Jeśli Andrzej wszystkiego nie wychlał.

ANDRZEJ Nie wychlałem.

BOŻENA To może piwka?

LEO Nie, dziękuję. Wystarczy woda z kranu.

BOŻENA (wychodzi do kuchni, lecz po chwili wraca) Wody z kranu? Nie mamy wody z kranu. Jest tylko mineralna. Może być?

LEO Oczywiście, że macie wodę z kranu. Chyba macie tutaj bieżącą wodę? Czy chodzicie po nią do studni?

ANDRZEJ Oczywiście, że mamy wodę w kranie. Nie jesteśmy dzikusami.

BOŻENA Ale ta woda nie nadaje się do picia.

LEO Przecież myjecie nią warzywa, które potem jecie. Pijecie ją w herbacie.

BOŻENA Ale po przegotowaniu. Mogę ci przegotować i potem odstawić do wystudzenia, ale to trochę potrwa.

LEO Dziękuję. Nie trzeba. Napiję się wody prosto z kranu. Bez gotowania. Ze zwykłego kranu, który macie w kuchni. Nie musisz nawet dawać mi szklanki. Szkoda wody, żeby ją potem myć. Nalej mi do bidonu. (podaje Bożenie bidon, który ma zawsze przy sobie)

BOŻENA Dobrze. Ale od razu mówię, że nie gwarantuję jej jakości. Nie jesteśmy w Hollywood i tutaj z kranu nie leci dom perignion.

ANDRZEJ Dom perignion to nie woda.

BOŻENA Wiem.

LEO Me too.

ANDRZEJ Super. Sami koneserzy.

Bożena wychodzi do kuchni po raz drugi, za nią Leo. Andrzej włącza radio, z radia leci piosenka Tomka Saciłowskiego "W lipcu będzie maj".

Scena 3

LEO To co byście zrobili, gdybyście mieli przekonać ludzi, że globalne ocieplenie to serious problem?

BOŻENA No, nie wiem. Może byśmy zbudowali taką dużą bańkę i zamknęlibyśmy w niej kogoś, tak, żeby pierdział do środka. I odcięlibyśmy wentylację. I dawali mu dużo fasoli. I patrzyli, kiedy się udusi własnymi pierdami. No i do tego takie hasło: "Nie chcesz, żebyśmy zadusili się własnymi pierdami, walcz codziennie z cieplarnianymi gazami".

ANDRZEJ Czekaj, czekaj. Nie tak szybko. Na razie jeszcze nie zgodziliśmy się, że w ogóle bierzemy udział w tym cyrku.

LEO To nie cyrk, tutaj się ważą losy życia na ziemi.

ANDRZEJ Dobra, dobra. Życie przetrwało gorsze rzeczy. Masz jakieś dokumenty, potwierdzenie, że to oficjalna wizyta? Spodziewasz się, że potraktujemy to poważnie tylko dlatego, że nazywasz się Leonardo DiCaprio...

BOŻENA Obawiam się, że nawet tego nie możemy być pewni. Niby wyglądasz podobnie, ale ostatecznie znamy cię tylko z telewizji, a wszyscy wiemy, jak to jest z telewizją.

ANDRZEJ Telewizja kłamie.

LEO Nie jestem aktorem telewizyjnym, tylko filmowym. Zresztą nie przyszedłem do was jako aktor, tylko jako człowiek głęboko zaniepokojony stanem świata.

ANDRZEJ Wiesz, co ci powiem o ludziach zatroskanych światem?2 Wszędzie ich pełno! Cały dzień nic nie robią, tylko się zamartwiają - martwi ich wszystko. Martwią się o powietrze, martwią się o wodę, martwią się o glebę. Martwią się o GMO, pestycydy, dodatki do żywności i substancje rakotwórcze. Martwią się o rtęć w szczepionkach, martwią się o gluten. Martwią się o ginące gatunki zwierząt.

Powiem ci coś o zagrożonych gatunkach. Ratowanie zagrożonych gatunków jest tylko kolejną arogancką próbą człowieka, by kontrolować naturę!

BOŻENA Andrzej!

ANDRZEJ To arogancka interwencja, to nam właśnie przysporzyło kłopotów. Czy nikt tego nie rozumie?

Leo i Bożena nie rozumieją.

ANDRZEJ Wtrącanie się w naturę! Ponad dziewięćdziesiąt procent, znacznie ponad dziewięćdziesiąt procent wszystkich gatunków, które kiedykolwiek żyły na tej planecie, wyginęło! Nie zabiliśmy ich wszystkich. Po prostu zniknęły. Taka jest natura. Obecnie znikają w tempie dwudziestu pięciu gatunków dziennie.

LEO Dwustu...

ANDRZEJ Nie przerywaj mi! Dwieście gatunków ginie dziennie. Co za różnica. Podkreślę, że giną niezależnie od naszego zachowania.

LEO Możesz sobie podkreślać, ale to nie sprawi, że będziesz miał rację.

ANDRZEJ Bez względu na to, jak będziemy się zachowywać na tej planecie, dwieście gatunków żyjących dzisiaj nie zobaczy jutra. Dajmy im odejść z godnością! Zostawmy naturę w spokoju! Czy nie zrobiliśmy już wystarczająco dużo? Każdy będzie coś teraz ratować. "Ratujmy drzewa, ratujmy pszczoły, ratujmy wieloryby i ślimaki!" I największa arogancja ze wszystkich - "Ratujmy planetę"! Co?! Mamy ratować planetę? Nie wiemy nawet jak zadbać o siebie samych! Nie nauczyliśmy się jeszcze jak dbać o siebie nawzajem, ale będziemy ratować planetę?

Planeta ma się dobrze. To ludzie mają przejebane. W porównaniu do ludzkości planeta ma się świetnie. Istnieje od czterech i pół miliarda lat. A my od ilu? Stu tysięcy, może dwustu? Rewolucja przemysłowa dokonała się dwieście lat temu. Dwieście lat kontra cztery i pół miliarda. I mamy jeszcze czelność myśleć, że jesteśmy w jakiś sposób zagrożeniem? Ta piękna zielono-niebieska kula, która krąży sobie spokojnie wokół Słońca, przechodziła o wiele gorsze rzeczy. Trzęsienia Ziemi, wulkany, wędrówki płyt tektonicznych, wędrówki kontynentów, rozbłyski słoneczne, plamy na Słońcu, burze magnetyczne, odwrócenie biegunów magnetycznych. Setki tysięcy lat bombardowania kometami, asteroidami, meteorami, globalne powodzie i pożary, fale pływowe, erozje, promieniowanie kosmiczne, okresowe epoki lodowcowe, a nam się wydaje, że jakieś plastikowe torebki i aluminiowe puszki coś zmienią? Planeta będzie istnieć jeszcze przez długi, długi czas, kiedy nas już zabraknie. I sama się uzdrowi i sama się oczyści, bo taka jest jej natura. To samokorygujący się system. Powietrze i woda ozdrowieją, ziemia się odnowi. Nawet jeśli to prawda, że plastik się nie rozłoży, to co? Cóż, planeta włączy go do nowego wzoru: Ziemia plus plastik. Ziemia nie podziela naszych uprzedzeń do plastiku. Plastik powstał z Ziemi i Ziemia prawdopodobnie widzi plastik jako kolejne swoje dziecko. Ziemia chciała mieć plastik. Nie wiedziała, jak go stworzyć, więc wykorzystała nas. I teraz sobie robi z niego wyspy, na których być może powstanie jakaś inna, lepsza i mądrzejsza forma życia. Plastik już jest, nasze zadanie jest wykonane i możemy się wycofać.

LEO Powiedz to ludziom w Indiach, którzy spędzają całe swoje życie na segregowaniu waszych śmieci. Cześć, czołem. Posegregujcie jeszcze te śmieci do końca i możecie zdychać.

ANDRZEJ Przecież ja im nie każę tego robić. Jestem pewien, że planeta obroni się metodami dużego organizmu, jak rój pszczół lub kolonia mrówek.

BOŻENA A co ty byś zrobił, gdybyś był planetą próbującą obronić się przed tym nieznośnym, kłopotliwym gatunkiem?

ANDRZEJ Wirusy są sprytne. Mutują i tworzą nowe odmiany, zawsze gdy zostanie wynaleziona na nie szczepionka. Dobrze pewnie sprawdziłby się wirus układu odpornościowego rozprzestrzeniany drogą płciową, sprawiający, że ludzie będą nieco bardziej niechętni do angażowania się w akt reprodukcji.

BOŻENA Dotarło do mnie właśnie, dlaczego będąc z tak niepoprawnym romantykiem, jeszcze nie mam dzieci.

ANDRZEJ Chyba mogę marzyć? Prawda? Dlatego nie martwię się o małe rzeczy, drzewa, pszczoły, wieloryby, ślimaki. Uważam, że jesteśmy częścią większego sensu, którego nigdy nie pojmiemy.

LEO Czy ktoś ci już mówił, że jesteś dupkiem?

ANDRZEJ Wiele razy, a co? Mieszkam w Polsce. Tutaj zawsze się jest trochę dupkiem.

LEO Nothing. Wygłosiłeś właśnie najbardziej żałosną próbę samousprawiedliwienia się, jaką kiedykolwiek słyszałem. Arogancja, ignorancja, egoizm, hipokryzja, obłuda i zwykłe wygodnictwo doprawione sosem przekonania o własnej słuszności. Very funny. To przez takich zadowolonych z siebie samców ta planeta zmierza prosto do piekła. Nic nie możemy zrobić, nic nie możemy zrobić, płaczą. Jakbyście nie doprowadzali świata do ruiny robiąc to, co robicie. Wystarczyłoby przestać niszczyć planetę. Ale tego nie możecie zrobić, bo musielibyście zmienić styl życia. Chuj z planetą, ważne, żebyśmy mogli podduszać się spalinami, pływając motorówkami. To, że gatunki wymierają, nie znaczy, że musimy się koniecznie przyczyniać do ich śmierci. Fakt, że ktoś umrze, nie daje nam prawa, żeby go zabić. Być może już niedługo podzielimy los dinozaurów. I to na własne życzenie. Ale oczywiście wiesz lepiej. Nie warto przejmować się losem robaków. Tylko co, jeśli istnienie tych robaków jest kluczowe dla naszego ekosystemu? Wymorduj pszczoły, a być może już nigdy nie zobaczysz kwiatów.

BOŻENA No, nie kłóćcie się już. Nie tak znowu często gościmy w domu taką gwiazdę, żeby tracić czas na bezproduktywne swary. Opowiedz lepiej, Leo, co tam słychać w wielkim świecie. Chińczycy trzymają się mocno?

LEO Coraz mocniej. Już kolejny rok są liderem w produkcji paneli słonecznych. Tylko w tym roku planują zamknąć około tysiąca elektrowni węglowych. Zresztą nic dziwnego. W Chinach położone są najbardziej zanieczyszczone miasta na ziemi. Miasta, których mieszkańcy nigdy nie widują sun. Żyją w krainie wiecznego smogu. Wszystko, co znają, wygląda zupełnie jak Mordor. (udaje ślepego, mówi jak Jerzy Stuhr w "Seksmisji") Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę. A nie. To tylko smog. Trudno, żeby byli ślepi na problem, skoro go mają tuż przed oczami.

BOŻENA Jesteś bardzo poinformowanym młodym człowiekiem. Pewnie dużo podróżujesz i czytasz, gdy nie musisz występować w filmach?

LEO Staram się. Thank you, to bardzo miłe z twojej strony, że to zauważyłaś.

ANDRZEJ Żeby nasi uczniowie tyle czytali. Czy po rozwiązaniu problemu globalnego ocieplenia nie moglibyśmy się zająć pracą na rzecz zwiększenia czytelnictwa wśród polskiej młodzieży?

LEO Nie wiem. Musiałbym zapytać przełożonych.

ANDRZEJ Żartuję. Nic nie jest w stanie podnieść czytelnictwa wśród młodzieży. Trzeba by chyba zlikwidować internet.

LEO Da się zrobić.

ANDRZEJ Serio?

LEO Pracujemy nad tym. Powrót do epoki kamienia łupanego to niewątpliwie jeden z nielicznych realnych i perspektywicznych sposobów na obniżenie emisji.

ANDRZEJ Serio?

LEO Nieeee. Wkręcam cię. Strasznie jesteś naiwny. Myślisz, że byłbym tutaj, gdyby wystarczyło wyłączyć internet i załatwić sprawę? Naprawdę myślisz, że przyjechałbym do tego błotnistego kraju, gdybyśmy mieli lepsze pomysły?

ANDRZEJ Masz rację. Nie da się ukryć, że musicie być zdesperowani, skoro wylądowaliście w Polsce.

BOŻENA Leo. Nie wydaje ci się, że lepsze dla klimatu byłoby, gdybyś był milszy dla Andrzeja, który nic ci złego nie zrobił?

LEO Wszyscy robimy coś złego. Nikt nie jest niewinny. Żyjąc i konsumując w obecnych czasach, wspieramy zło i cierpienie. Codziennie.

ANDRZEJ A kiedyś może było inaczej?

BOŻENA Andrzej nie jest bardziej winny niż wszyscy inni mieszkańcy globu, więc proszę cię, żebyś stonował emocje i powiedział dokładnie, o co ci właściwie chodzi.

LEO Right. Zostałem wysłany przez grupę zaniepokojonych very important people.

ANDRZEJ Chyba nie bardzo cię lubią w tej grupie, skoro cię wysłali do Polski.

BOŻENA Andrzej!

LEO Polska to piękny kraj! Grupa ta od lat organizuje robocze spotkania i konferencje, na których zastanawiamy się, co zrobić, żeby gatunek ludzki nie sprowadził na siebie zagłady.

ANDRZEJ I pewnie macie te spotkania w pięciogwiazdkowych hotelach i latacie na nie odrzutowcami...

LEO Nie. Spotykamy się w przestrzeni internetu.

ANDRZEJ Nigdy ich nie widziałeś na żywo?

LEO Niektórych widziałem.

BOŻENA I ufasz im?

LEO Bardziej niż własnej matce.

BOŻENA Ciągle nie masz dziewczyny, co?

LEO A co?

BOŻENA A nic. Zastanawiałam się, jak bardzo ufasz swojej matce.

LEO Bardzo. Zatem podczas pracy w tej grupie - coraz bardziej zdesperowanej, powinniście mieć świadomość - doszliśmy do wniosku, że kluczowe dla skutecznego uratowania planety jest przekonanie zwykłych ludzi, żeby zmienili nastawienie.

ANDRZEJ Ale jakie my mamy nastawienie?

LEO Like you said. Egoistyczne i krótkowzroczne. (przedrzeźnia Andrzeja) "Czy nie zrobiliśmy już wystarczająco dużo?" "Lepiej nic nie robić." Ale to nieprawda. Można jeszcze wiele zrobić. Los świata jest w naszych rękach.

ANDRZEJ Może w twoich.

LEO Teraz w waszych również też.

BOŻENA Na nic się jeszcze nie zgodziliśmy.

LEO You will. Przecież to dla was jedyna szansa, żeby osiągnąć jakiś sukces, zdobyć rozpoznawalność w mediach, a może nawet uratować planetę. Dlaczego mielibyście się nie zgodzić? Chcecie dalej wieść swoje nudne życie sfrustrowanych belfrów?

BOŻENA Przepraszam, ale ja lubię swoją pracę.

LEO Tak, jasne. I nie rzuciłabyś jej, gdybyś miała perspektywę wygodnego życia z dywidend od honorarium za uratowanie planety?

ANDRZEJ W końcu. Dochodzimy do konkretów. To ile nam zapłacicie?

LEO Jeśli wam się uda? Tyle, że nigdy już nie będziecie musieli o nic się martwić.

ANDRZEJ Brzmi jak propozycja nie do odrzucenia.

LEO Z inną bym nie przychodził.

BOŻENA Czy to w ogóle moralne?

ANDRZEJ Ale co?

BOŻENA Płacić nam za coś, co ludzie powinni robić sami z siebie?

ANDRZEJ Jeśli ktoś chce zapłacić za ratowanie planety, to ja nie wiem, dlaczego miałbym tych pieniędzy nie przyjąć.

BOŻENA A nie zrobiłbyś tego za darmo? Tylko po to, żeby się znaleźć w podręcznikach historii?

ANDRZEJ Nie wiem. Musiałbym się zastanowić. Czy wtedy uczniowie nie będą się z nas śmiali? Jak z Jana Pawła II.

BOŻENA Andrzej! Przepraszam cię, Leo, normalnie on nie jest aż taki cyniczny.

ANDRZEJ Normalnie jestem normalnie cyniczny, ale to nie jest normalna sytuacja.

BOŻENA Powiedz jeszcze, co mielibyśmy robić.

LEO Nikt właściwie tego nie wie. Wiem tyle, że zostaliście wybrani spośród wszystkich mieszkańców globu. Ale co macie robić? Nobody told me. Chyba po prostu nikt tego nie wie. Będziecie musieli wymyślić. All right?

ANDRZEJ Jednak chciałbym to dostać na piśmie.

LEO Oczywiście. Dajcie mi pięć minut.

BOŻENA To może ty spiszesz umowę w kuchni, a my tymczasem zamienimy z Andrzejem kilka słów na osobności?

LEO Jasne. Przemyślcie to na spokojnie. Pięć minut wam wystarczy?

BOŻENA Zobaczymy. Zawołamy cię. Czuj się jak u siebie w domu.

Leo wychodzi do kuchni i ćwiczy jogę. Umowę spisuje, stojąc na głowie.

BOŻENA No i co ty o tym myślisz?

ANDRZEJ Wygląda jak prawdziwy Leonardo DiCaprio.

BOŻENA Ale przecież nigdy nie poznaliśmy prawdziwego Leonarda. Może to po prostu świetny sobowtór?

ANDRZEJ Nawet jeśli, to co mamy do stracenia.

BOŻENA Serio wierzysz w ten poroniony pomysł? Przecież nie uda nam się wymyślić sposobu, jak powstrzymać zmiany klimatu, i tylko się namęczymy bez sensu.

ANDRZEJ Skąd wiesz? Skoro wybrali właśnie nas, to widocznie mieli ku temu jakieś ważne powody. Może rzeczywiście jest w nas jakiś potencjał. Potencjał, żeby zrobić coś większego. Zawsze czułem, że jest mi pisany los bohatera. Nie pozwolę, żeby taka okazja przeszła mi koło nosa.

BOŻENA Ale przecież ty nawet nie wierzysz w to, że trzeba ratować planetę...

ANDRZEJ Planeta sobie poradzi bez nas. Ale to, czy gatunek ludzki przetrwa, jednak trochę zależy od nas. Choć w sumie nie jestem pewien, czy zasługujemy na to, żeby przetrwać.

BOŻENA Ale będziesz aktywnie o to walczył, jeśli dobrze ci zapłacą?

ANDRZEJ A czemu nie?

BOŻENA To trochę nielogiczne.

ANDRZEJ Życie jest nielogiczne. Trochę nienawidzę ludzkości, a trochę jestem jej częścią. Aż tak bardzo sobie śmierci nie życzę. A ty co myślisz?

BOŻENA Nie wiem. To wszystko wygląda bardzo podejrzanie. Ale z drugiej strony już za samo pokazanie się na mieście z Leonardem DiCaprio byłabym gotowa zrobić bardzo wiele. Mogę nawet spróbować uratować planetę. Skoro tak mu zależy. (woła Leo)

LEO (wraca, daje parze umowy) Tutaj musicie wpisać swoje dane, a tutaj podpis. I tutaj. I jeszcze tutaj.

ANDRZEJ Czy świata nie uratowałoby, gdyby było mniej biurokracji?

LEO Czasami też tak myślę, ale z drugiej strony. Kto wam uwierzy, że był u was Leonardo DiCaprio? Lepiej chyba mieć to na piśmie.

ANDRZEJ Jasne, jasne. Tak tylko mówię. Wiesz, że w Polsce jest ponad czterysta tysięcy urzędników?

LEO Chyba wciąż za mało, skoro ten kraj wygląda jak wygląda.

ANDRZEJ Urzędnicy go nie doprowadzą do porządku.

LEO A kto? Przedsiębiorcy? Politycy? Putin?

ANDRZEJ To nie jest śmieszne.

LEO Ok. It's getting late. Kładłbym się spać. Potrzebujecie czegoś z kuchni? Jakby co, to się nie krępujcie i właźcie. Postaram się rozłożyć tak, żeby nie przeszkadzać.

BOŻENA To ja pójdę po to piwo.

Bożena z Leonardem idą do kuchni, gdzie Leo rozkłada śpiwór i karimatę. Bożena wyciąga piwo z lodówki i wraca do Andrzeja. Piją piwo w milczeniu. W radiu leci piosenka "Nie pytaj o Polskę" Obywatela G.C. Bożena i Andrzej zaczynają tańczyć. Powoli gaśnie światło.

Scena 4

Leo, Bożena i Andrzej siedzą na naradzie w pustej szkolnej klasie, gdzie Bożena zaciągnęła aktora, twierdząc, że tam jest najlepsza przestrzeń do myślenia.

BOŻENA Widzieliście, jak się wszyscy gapili?

ANDRZEJ Fejm dojebany.

LEO Można się przyzwyczaić. Z czasem przestajesz nawet reagować na własne imię. Bo myślisz, że to pewnie znowu jacyś fani i nie ma co się odwracać.

BOŻENA I nie odwracasz się?

LEO Staram się nie.

BOŻENA A gdybyś na przykład zgubił portfel?

LEO Zadzwoniłbym do asystenta, żeby przywiózł mi nowy.

BOŻENA A gdybyś zgubił telefon?

LEO Na pewno pozwoliliby mi zadzwonić z najbliższej knajpy.

BOŻENA A gdyby ktoś umierał i potrzebował ratunku?

LEO To krzyczałby "umieram, pomocy", a nie "Leonardo, kocham cię".

ANDRZEJ Brzmi logicznie, ale może zabierzmy się do pracy?

LEO Słusznie. No więc, co byście zrobili, żeby przekonać ludzi, że jeśli nie zaczniemy działać now i na wielką skalę, to nie powstrzymamy katastrofy klimatycznej!

ANDRZEJ Może jakaś kampania społeczna?

LEO Tak. Kampania społeczna. Też tego próbowałem. Dlaczego by nie spróbować kampanii społecznej? Właśnie. Dlaczego? Bo nie działa! Ale zawsze można spróbować. Czemu nie. Spróbujmy. Warto próbować. I jak by wyglądała ta wasza kampania?

BOŻENA Może taki film. Ujęcie na morze, zbliżenie na krę. Na krze siedzi biały niedźwiedź. Zbliżenie i widzimy, że płacze. Płacze, bo roztopił się jego lodowy domek. Widz od razu utożsamia się ze smutnym misiem.

LEO Świetnie. Doskonale. Czy ktoś ci już mówił, że powinnaś pracować w reklamie? Leo Burnett wziąłby za taki pomysł co najmniej dwa miliony.

ANDRZEJ Nie mamy nawet kamery...

LEO Nic się nie bój. Moja organizacja zadba o wszystko.

Na scenę wjeżdża kilku statystów ze sprzętem filmowym. A gdy wychodzą, widzimy pośrodku kry lodowej smutnego niedźwiedzia. Śpiewającego piosenkę: "Ice Cave" Lebanon Hanover. Kra się topi i niedźwiedź tonie.

LEO Wzruszyłem się. Myślicie, że to przekona wszystkich ludzi na świecie, żeby przestali konsumować tyle energii i w ogóle zmienili swoje nastawienie do prawie everything?

BOŻENA Nie.

ANDRZEJ Nie sądzę.

LEO I co teraz?

ANDRZEJ Nie wiem.

BOŻENA Ani ja. Ale muszę powiedzieć, że naprawdę się wzruszyłam. To chyba coś znaczy?

LEO Tak: że musicie wymyślić coś lepszego. To nie muszą być od razu działania na skalę globalną. Może raczej należałoby zacząć od własnego podwórka?

ANDRZEJ Akurat podwórko nam ostatnio ogarnęli w ramach Wielkiego Sprzątania Świata. Choć trochę trudno było przekonać dzieciaki, że powinny posprzątać nasze podwórko, zanim ruszą sprzątać las. Ale my, nauczyciele, mamy pewne metody wychowawcze.

LEO Z tym podwórkiem to była raczej taka metafora. Chodziło mi o to, że może warto pomyśleć o zmianie siebie i swojego otoczenia, zanim zabierzemy się do przekonywania całego świata, że powinien się zmienić.

BOŻENA Dokładnie tak myślę. Dlatego zawsze wyjmuję ładowarkę z kontaktu, gdy nie ładuję telefonu, oraz zakupiłam listwę z przedłużaczem, która pozwala wyłączyć wszystkie sprzęty elektroniczne, tak by nie znajdowały się w trybie czuwania. Tryb czuwania - jak wiadomo - również powoduje zużycie prądu. I to całkiem duże w skali roku.

LEO Bardzo dobrze. O to właśnie chodzi. Teraz jeszcze trzeba by tym działaniom nadać szerszą skalę. Przekonać innych ludzi, żeby robili tak samo.

ANDRZEJ Ale dlaczego mieliby to robić? Więcej stracisz energii przy tym całym włączaniu i wyłączaniu, wkładaniu i wyjmowaniu, niż oszczędzisz prądu.

LEO Ale ludzka energia jest odnawialna, a paliwa kopalne nie.

ANDRZEJ Może twoja.

LEO Co?

ANDRZEJ Jak ja na coś poświęcę energię, to potem już jej nie mam.

BOŻENA Dlatego powinno się ją oszczędzać.

ANDRZEJ Dlatego powinno się pracować mało i w godnych warunkach. Ale tak po prostu nie ma. Na litość boską. Jestem nauczycielem języka polskiego. Wiem coś o tym.

LEO Dzieci nie chcą się uczyć polskiego?

ANDRZEJ A po co im to? Wymierający język jakiegoś dzikiego kraju...

LEO Wy, Polacy, zawsze się nie docenialiście. A Małysz? Kopernik? Curie-Skłodowska? Krzysztof Kolumb?

ANDRZEJ Żadne z nich nie mówiło właściwie po polsku. Kolumb po włosku, hiszpańsku i po portugalsku, Kopernik po niemiecku, Skłodowska po francusku. Małysz po góralsku. Może dlatego wymyśliliśmy esperanto. Żeby w końcu wszyscy mówili po naszemu.

LEO W esperanto też nikt nie mówi. What a pity. Byłoby łatwiej, gdybyśmy mieli wspólny language, w którym słowa znaczą to, co powinny znaczyć.

BOŻENA Bardzo to ciekawe, co mówicie, ale chyba mieliśmy coś do wymyślenia.

ANDRZEJ Ciągle myślę, że kampania reklamowa to dobry sposób. Skoro ludzi na całym świecie udało się przekonać, że picie barwionej na czarno gazowanej wody z cukrem jest takie super, to znaczy, że można ich przekonać do wszystkiego.

LEO Historycznie rzecz biorąc może i masz rację, ale zważ, że wraz z rozwojem neoliberalnego kapitalizmu nastąpił taki nadmiar bodźców, że większość informacji, które do nas docierają, zwyczajnie ignorujemy.

BOŻENA Leo, ale ty jesteś mądry. Nigdy bym nie pomyślała.

LEO Thank you, darling.

ANDRZEJ Oj, już mu się tak nie podlizuj. Może i jest znanym aktorem, ale przypominam, że to on do nas się zwrócił o pomoc.

BOŻENA Bo jesteśmy perfekcyjnie przeciętni!

ANDRZEJ To też jakieś osiągnięcie!

BOŻENA Może przy twoich ambicjach!

LEO Przestańcie krzyczeć, jakbyście występowali w jakimś teatrze. Mamy sprawę do przegadania.

ANDRZEJ Właśnie potrzebowaliśmy kogoś, kto by nas strofował. Dzięki, Leo.

LEO Nie bądźcie tacy przewrażliwieni. Przypominam, że ratujemy świat przed zagładą.

BOŻENA To jeszcze nie powód, żeby być niemiłym.

LEO Masz rację. Ale czy możemy wrócić do tematu?

ANDRZEJ Może zrobimy taką wielką bombę i spuścimy ją na prawie wszystkich. Na wszystkich pewnie i tak się nie da. Ludzie są jak szczury. Przetrwają wszystko. Więc w sumie można zrzucić bombę na wszystkich. Bo i tak pewnie jacyś gdzieś przetrwają.

BOŻENA Przypominam, że obecny arsenał nuklearny wystarczy, żeby wysadzić ziemię trzy razy, więc za bardzo nie wiem, gdzie mieliby przetrwać.

ANDRZEJ Gdzieś na pewno im się uda. Już ja ich znam. Piwniczaki i karaczany przetrwają zawsze w jakiejś norze.

LEO Stop it, nie będziemy zrzucać żadnej bomby.

ANDRZEJ Ale czemu nie? To oczywiste, że przy ciągle wzrastającej populacji nie da się zmniejszyć emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Ludzie, którzy się rodzą i bogacą, chcą konsumować więcej, a nie mniej niż ich rodzice. I kto miałby im tego zabronić?

BOŻENA Ale bomba?

ANDRZEJ Nawet nie poczują.

LEO Przestańcie!

ANDRZEJ Sam przestań. Mamy wymyślić, jak uratować ludzkość, czy nie? Chyba nie chcesz, żeby nas krępowała poprawność polityczna?

LEO Planujecie masową zagładę ludzkości. To nie jest niepoprawne, to po prostu zbrodnicze.

ANDRZEJ No i?

LEO Tak nie można. Jesteśmy tu po to, żeby uratować ludzkość, a nie ją zgładzić.

ANDRZEJ A może przetrwanie ludzkości wymaga ofiar? Nie ma zwycięstwa bez ofiar!

LEO W postaci hekatomby ludności cywilnej? Wiem, że wy, Polacy, zawsze byliście w tym dobrzy, ale nie jestem pewien, czy to są dobre wzorce albo godne naśladowania.

ANDRZEJ Teraz będziesz nas jeszcze obrażał?

BOŻENA Akurat taka jest prawda.

ANDRZEJ Dzięki tym ofiarom odzyskaliśmy niepodległość!

LEO Raczej dzięki zmianie sytuacji geopolitycznej.

ANDRZEJ Ciągle nie rozumiem, co masz przeciwko masowej zagładzie ludności.

LEO Musi istnieć jakiś lepszy sposób.

ANDRZEJ Tak. Masowa sterylizacja. Ludzie nie umierają, po prostu przestają się rodzić.

BOŻENA I kto będzie się opiekował tymi wszystkimi starcami?

LEO To rzeczywisty problem.

ANDRZEJ Nie byłoby dla nich lepiej, gdyby po prostu umarli?

Przez megafon słychać głos: Państwo Waśniewscy proszeni są do dyrektora.

BOŻENA Przepraszamy cię bardzo. Nigdzie nie wychodź. Zaraz będziemy z powrotem.

Waśniewscy wychodzą.

Scena 5

Andrzej i Bożena wracają.

LEO Wszystko w porządku?

ANDRZEJ Dyrektor chciał wiedzieć, czy to naprawdę ty.

LEO I co mu powiedzieliście?

BOŻENA Prawdę.

LEO Jaką?

ANDRZEJ Że jesteś tylko sobowtórem Leonarda DiCaprio, który gra w naszym spektaklu teatralnym o katastrofie klimatycznej, który przygotowujemy na szkolną akademię.

LEO Seriously? Mam nadzieję, że to jednak nie jest prawda.

ANDRZEJ Martwisz się, że nie jesteś prawdziwym Leonardem DiCaprio?

LEO Raczej boję się, że szkolny spektakl teatralny może nie uratować świata.

ANDRZEJ No, ale skoro już tu jesteś, to co ci szkodzi wystąpić w małym spektaklu?

BOŻENA A "Dziady"?

LEO Co za dziady?

BOŻENA Dramat Adama Mickiewicza. Po jego wystawieniu w sześćdziesiątym ósmym roku w Polsce nastąpiły masowe protesty społeczne.

ANDRZEJ Ten spektakl był tylko katalizatorem poczucia opresji, jakie podskórnie przeżywało całe społeczeństwo.

LEO Może teraz społeczeństwo też coś podskórnie przeżywa i trzeba dać mu przestrzeń, żeby mogło pozwolić się temu wydostać.

ANDRZEJ Znam trochę to społeczeństwo i jakoś tego nie widzę.

LEO A milion dolarów widziałeś?

ANDRZEJ Co?

LEO Czy widziałeś kiedyś na oczy milion dolarów?

ANDRZEJ Nie.

LEO Ale wierzysz, że istnieje.

ANDRZEJ No jasne.

LEO To dlaczego nie wierzysz, że w społeczeństwie tkwi podskórna potrzeba buntu? Dlaczego potrafisz sobie wyobrazić milion dolarów, ale rewolucja już przekracza granice twojej wyobraźni?

ANDRZEJ Serio pytasz?

LEO Tak!

ANDRZEJ No wiesz, Stalin, Lenin, Pol-Pot, Che Guevara. Parę osób już tej rewolucji próbowało i sam wiesz, jakie to przyniosło skutki.

LEO A milion dolarów nigdy nikogo nie skrzywdził? Jakby uczciwie policzyć, to więcej ludzi zostało zabitych dla pieniędzy niż w imię ideałów równości i sprawiedliwości. Jednak pieniądze ciągle mają lepszy piar.

ANDRZEJ Pieniądze nie są niczemu winne, to tylko symbol.

LEO Owszem, ale to jeszcze nie powód, żeby w nie wierzyć.

ANDRZEJ Ale kto mówi, żeby w nie wierzyć? Po prostu warto je mieć. I lepiej, jak jest ich więcej.

LEO Planetę też warto mieć. I lepiej, jak jest w dobrym stanie. Czy wiesz, że stężenie dwutlenku węgla w atmosferze przekroczyło w tym roku czterysta piętnaście pepeem. Naukowcy uważają, że bezpieczny poziom to trzysta pięćdziesiąt pepeem. Przed erą industrializacji to było dwieście osiemdziesiąt pepeem. Przez trzy stulecia wpuściliśmy do atmosfery więcej dwutlenku węgla, niż Ziemia widziała w ciągu ostatnich trzech milionów lat. Poziom oceanów był wtedy wyższy o trzydzieści metrów...

BOŻENA I jak mielibyśmy zmniejszyć stężenie dwutlenku węgla w atmosferze, skoro on już tam jest?

LEO Miałem nadzieję, że wy mi powiecie.

BOŻENA Sztuczna fotosynteza? Czytałam kiedyś, że naukowcy z Lublina opracowali metodę uzyskiwania metanolu z wody i dwutlenku węgla przy udziale katalizatorów i promieniowania ultrafioletowego.

LEO I pewnie, żeby ten dwutlenek węgla napromieniować, trzeba zużyć więcej energii, niż można w efekcie uzyskać.

ANDRZEJ Czemu jesteś takim pesymistą? Nie wierzysz w innowacje naszych polskich naukowców?

LEO Ich narodowość nie ma tu nic do rzeczy. Naukowcy pracują nad sztuczną fotosyntezą od lat siedemdziesiątych i jakoś nikomu nie udało się na razie opracować efektywnej ekonomicznie metody przerabiania dwutlenku węgla na paliwo.

ANDRZEJ Co nie znaczy, że jeszcze im się nie uda.

BOŻENA Czytałam o tym parę lat temu, więc chyba na razie się nie udało.

ANDRZEJ Zawsze można zadzwonić i spytać.

LEO Raczej by się pochwalili, gdyby im się udało. Przecież to byłaby rewolucja w energetyce, wymarzona technologia jutra. Bill Gates wylizałby im stopy, żeby móc położyć na niej łapy. Richard Branson już by lądował w Lublinie swoim prywatnym odrzutowcem. Wylądował?

ANDRZEJ Kto?

LEO Sir Richard Branson, brytyjski przedsiębiorca, miliarder, założyciel Virgin Group, obejmującej ponad czterysta firm.

ANDRZEJ Nie słyszałem.

LEO To pewnie nie wylądował jeszcze w Lublinie. Co oznacza, że ta wasza innowacyjna technologia jest gówno warta.

BOŻENA Skoro już jesteśmy w temacie gówna, to czy pozyskiwanie metanu z odchodów nie jest obiecujące? Wzrasta spożycie mięsa, więc mamy coraz więcej trzody, z której można by zrobić chodzące biogazownie.

LEO Stado bydła może produkować dwieście pięćdziesiąt do trzystu litrów czystego metanu dziennie. Co jest wystarczające, aby zapewnić odpowiednią ilość energii na przykład w lodówce przez dwadzieścia cztery godziny. Ale pewnie lodówka nie jest jedynym sprzętem, jakiego byś chciała przez te dwadzieścia cztery godziny używać.

ANDRZEJ Oraz nie masz stada bydła.

LEO I raczej prędko nie dojdziemy do sytuacji, żeby każdy człowiek posiadał stado bydła, które będzie zasilać jego lodówkę.

BOŻENA Ale może to nie jest takie bez sensu? W Argentynie, jednym z największych eksporterów wołowiny, bydło odpowiada za około trzydzieści procent całkowitej emisji gazów cieplarnianych. Gdyby wszystkim tym krowom zainstalować w tyłkach mini biogazownie, to przynajmniej zmniejszyłby się poziom emisji.

LEO Niespecjalnie. Metan z krowich pierdów to tylko część gazów cieplarnianych, jakie są emitowane do atmosfery przy okazji produkcji mięsa. Przecież to w większości hodowla przemysłowa. W Argentynie wycina się lasy, żeby je zamieniać w pastwiska. Lasy, które w naturalny sposób absorbują dwutlenek węgla, są wycinane, żebyście mogli sobie zjeść kotleta!

ANDRZEJ Chyba ty. Nas nie stać na argentyńską wołowinę.

LEO Od lat nie jem mięsa.

BOŻENA W filmach jesz.

LEO I zabijam ludzi. Ale to tylko filmy.

BOŻENA Jednak przyczyniasz się w ten sposób do kreowania mody na jedzenie mięsa. Ludzie widzą, że Leonardo DiCaprio je kotleta. Więc jedzenie kotletów musi być fajne.

LEO No, ale jak to sobie inaczej wyobrażasz? Że akceptuję tylko te scenariusze, w których mój bohater jest weganinem? Czy może powinienem dzwonić do autorów? Cześć, słuchaj, tutaj DiCaprio. Bardzo fajny scenariusz, ale czy nie mógłbyś go tak przerobić, żeby mój bohater był chociaż wegetarianinem?

BOŻENA A dlaczego nie? Skoro chcesz zmienić świat, może warto zacząć od siebie.

LEO Ale przecież nie jem mięsa.

ANDRZEJ Ale ludzie myślą, że jesz. Więc na jedno wychodzi.

BOŻENA Skoro zjadanie zwierząt przyczynia się do wzrostu emisji gazów cieplarnianych, to rezygnacja z jedzenia mięsa oraz propagowanie potraw wegańskich w hollywoodzkich filmach mogłyby mieć pozytywny skutek dla planety.

ANDRZEJ No to wymyślone. Możemy już dostać naszą nagrodę?

LEO No, nie wiem, czy przejście ludzkości na weganizm rozwiąże problem globalnego ocieplenia.

BOŻENA Ale jest krokiem w dobrym kierunku.

LEO Ale musicie nie tylko wymyślić, jaki krok należy zrobić, ale też go zrobić.

ANDRZEJ Nie ma problemu. Od dziś zostaję weganinem. Nawet od wczoraj. Bo wczoraj też nie jadłem szyneczki.

BOŻENA Przecież wczoraj się z nich śmiałeś.

ANDRZEJ Wczoraj nie wiedziałem, że szyneczka emituje tyle ce o dwa.

LEO Jest tu jakiś telefon? Skonsultuję to z przełożonymi.

BOŻENA Nie masz komórki?

LEO A, rzeczywiście. (wyciąga telefon i wychodzi zadzwonić. Po chwili wraca)

ANDRZEJ I co? Wygraliśmy? Wprowadzamy obowiązkowy weganizm?

LEO Nie do końca. Co prawda hodowla zwierząt jest odpowiedzialna za osiemnaście procent światowych emisji gazów cieplarnianych, czyli więcej, niż powoduje na przykład transport, więc weganizm to dobry pomysł, ale - tak jak podejrzewałem - musielibyście do niego przekonać jakieś większe grono, żebyśmy mogli wam zrobić przelew.

ANDRZEJ Większe grono? Chińczyków?

LEO Albo Hindusów. Tak pewnie byłoby najlepiej. Ale możecie zacząć od swoich rodaków.

ANDRZEJ To już wolę Chińczyków weganizmu uczyć.

BOŻENA A może breatarianizm? Koleżanka opowiadała mi o ludziach, którzy nic nie jedzą i odżywiają się wyłącznie energią słoneczną.

ANDRZEJ To rzeczywiście rozwiązałoby problem. Ludzie, którzy nie jedzą, umierają. Nie ma ludzi, nie ma problemu.

BOŻENA Koleżanka mówiła, że ludzie umierają, bo jedzą martwe rośliny i zwierzęta. Gdyby przestali jeść, to przestaliby umierać.

ANDRZEJ Obawiam się, że jest wręcz przeciwnie. Zresztą, gdyby ludzie przestali umierać, to dopiero mielibyśmy przejebane.

LEO Jeśli chcecie zrezygnować, to oczywiście droga wolna. Na pewno znajdą się chętni na wasze miejsce. Nie jesteście aż tak perfekcyjnie przeciętni, żeby nie było innych podobnie przeciętnych, którzy mogliby was zastąpić.

BOŻENA Dzięki, Leo. To bardzo miłe, co mówisz.

LEO Nie czas na miłość, gdy przyszłość świata wisi na włosku.

BOŻENA Na miłość zawsze jest czas, bez względu na okoliczność. Po co ratować ludzi, jeżeli są niemili?

LEO Masz rację. Sorry.

BOŻENA To już nie pierwszy raz, gdy nas przepraszasz. Wolałabym, żebyś po prostu zachowywał się tak, żebyś nie musiał przepraszać.

LEO Też bym wolał, ale uwierz, że jest mi ciężko. Gdy zgodziłem się zostać posłańcem pokoju, chyba nie do końca sobie zdawałem sprawę, że przyjdzie mi głosić nowinę, której nikt nie będzie chciał słuchać.

BOŻENA Wybaczamy. Ale teraz idź przemyśleć swoje zachowanie, a my pomyślimy, co zrobić z tym mięsem, żeby go ludzie już więcej nie jedli.

Scena 6

Na środku sali gimnastycznej widzimy rekonstrukcję chlewni z kojcami na podłożu rusztowym. Klatka jest na tyle mała, żeby świnie nie mogły się ruszać. Bożena i Andrzej przebrani za świnie siedzą w środku. Klatka jest ubrudzona odchodami i moczem, widać też plamy krwi. Wchodzi Leonardo.

BOŻENA Chrum, chrum.

ANDRZEJ Chrumk, chrumk.

LEO Całkiem was już pojebało?

BOŻENA Chrum, chrum. Jestem świnią i nie umiem mówić po ludzku.

ANDRZEJ Chrumk, chrumk. Ja też jestem świnią i nie mogę mówić po ludzku. A bardzo chciałbym powiedzieć, że warunki, w jakich jestem hodowany, wołają o pomstę do nieba.

BOŻENA Chrum, chrum. Albo do Komisji Europejskiej.

ANDRZEJ Chrumk, chrumk. Dzwoniłem do Komisji Europejskiej. Powiedzieli, że nie odbierają od świń! Czy ludzi, którzy na to pozwalają, można w ogóle jeszcze nazywać ludźmi?

BOŻENA Barbarzyńcy, nie ludzie. Chrum, chrum.

LEO Barbarzyńcy też byli ludźmi.

ANDRZEJ Holokaust to przy tym małe piwko, chrumk, chrumk.

BOŻENA Aby zmaksymalizować zysk, hodowcy ignorują nasze podstawowe potrzeby. Nigdy nie widujemy światła słonecznego, nie wychodzimy na powietrze, nie mówiąc o ściółce leśnej, w której tak lubili ryć nasi przodkowie, a którą znamy tylko z legend krążących po chlewni.

ANDRZEJ Ale nie wszyscy w nie wierzą. Niektóre świnie twierdzą, że to tylko propaganda hodowców, którzy chcą w nas zasiać nadzieję. Że tak naprawdę ściółka leśna, z której moglibyśmy wygrzebywać korzonki, nigdy nie istniała. Że nie ma świata poza chlewem, a naszym przeznaczeniem jest pójść na rzeź.

BOŻENA To akurat prawda, chrum chrum. Rzeźnia to nasze przeznaczenie.

ANDRZEJ Prawda, chrumk, chrumk. Traktują nas, jakbyśmy byli mięsem armatnim.

BOŻENA Andrzej, ale my jesteśmy mięsem armatnim.

ANDRZEJ Nie jestem Andrzej, jestem świnią. Nie mam imienia ani nazwiska, tylko numer ewidencyjny. Moje zwłoki zostaną przemielone na kotlety, parówki i mączkę kostną.

BOŻENA Prawda o naszym losie jest ukrywana przed oczami opinii publicznej, bo wrażliwsza część tej opinii mogłaby nie znieść prawdy i przestać lubić parówki.

ANDRZEJ Jesteśmy tuczone wysokobiałkową paszą, naszprycowaną hormonami wzrostu oraz antybiotykami, przez co robimy się takie grube, że ledwie potrafimy ustać w miejscu. W kojcach mamy tak mało przestrzeni, że cierpimy na liczne zwyrodnienia stawów, a czasem wręcz nasze kości pękają, gdy nie potrafią już utrzymać tłustego cielska w powietrzu.

BOŻENA Sramy i sikamy pod siebie. Stoimy we własnych odchodach, a mocznik wżera nam się w skórę.

ANDRZEJ Choć z natury jesteśmy bardzo czystymi zwierzętami. Ale nie mamy miejsca, żeby się umyć.

BOŻENA Jesteśmy też bardzo inteligentne, więc te urągające honorowi i godności człowieka warunki są tym bardziej bolesne dla nas, świń.

LEO Gdybyście były takie smart, tobyście się nie pozwoliły zamknąć w takich klatkach.

ANDRZEJ To samo mówiłeś więźniom obozów koncentracyjnych? Chrumk, chrumk.

BOŻENA Pozbawione kontaktu z naturą i odizolowane od przyjaciół ze stada, dziczejemy, stajemy się otępiałe, agresywne i znudzone. Nawet nie chce nam się chrumkać.

ANDRZEJ Nie chce się. Chrumk, chrumk.

BOŻENA Nasze krótkie życie naznaczone jest pogardą, wyzyskiem i cierpieniem.

ANDRZEJ Nikt nie szanuje nas jako indywidualne istoty świńskie.

BOŻENA Jesteśmy tylko cyfrą w kartotece.

ANDRZEJ Obiadem na stole.

BOŻENA Lecz zanim się na nim znajdziemy, jesteśmy rażone prądem, co ma nas uśmiercić.

ANDRZEJ Ale nie zawsze się to udaje.

BOŻENA Bywa, że prąd ogłusza nas tylko na chwilę, ale nasi oprawcy się tym nie przejmują i jesteśmy żywcem obdzierane ze skóry.

ANDRZEJ Chrum, chrum.

LEO Biedne świnki. Ale mnie nie musicie o tym przekonywać. Ja to wszystko dobrze wiem.

BOŻENA Chcieliśmy ci tylko pokazać nasz spektakl dla dzieci.

LEO Jesteście pewni, że pokazywanie dzieciom takich rzeczy to taki świński... ekhm, świetny pomysł?

ANDRZEJ W telewizji widzą znacznie gorsze rzeczy.

BOŻENA I w internecie. Ostatnio jeden uczeń pokazał mi na komputerze, jak piękna ośmioletnia dziewczynka wykonuje egzekucję na dwóch dorosłych mężczyznach. Normalnie strzela im z pistoletu w tył głowy. A potem mówi, że to w imię Boga. To nie był żaden film, tylko reklama zachęcająca do rekrutowania się do wojska. Powiedziałam mu, żeby się nie przejmował. Że widać, że to zmontowane. Ale to nie było zmontowane. Naprawdę ich zabiła.

LEO Może byście ją przekonali, że powinna walczyć z katastrofą klimatyczną, a nie z niewiernymi?

BOŻENA Żartujesz?

LEO Nie do końca. Potrzeba nam zdeterminowanych aktywistów.

BOŻENA Chyba nie ośmioletnich.

LEO Ale już trzynastolatka z warkoczykami byłaby...

ANDRZEJ (wstaje z kolan i wychodzi z klatki) Mam już dość tej cholernej klatki i tego świńskiego stroju. Poza tym strasznie tu śmierdzi łajnem.

BOŻENA A co mają powiedzieć świnie, które w ten sposób przeżywają całe swoje życie? Weź, wytrzymaj jeszcze pół godziny, dopóki nie przyjdą dzieci...

ANDRZEJ Dzieci, dzieci. Już ja znam te dzieci. Do niczego nie da się ich przekonać. Za bardzo lubią kanapki z szynką, żeby przejmować się losem świnek. Tylko się ucieszą, że robimy z siebie pośmiewisko.

BOŻENA Przecież jeszcze godzinę temu mówiłeś, że to dobry pomysł.

ANDRZEJ Godzinę temu nie siedziałem w świńskim stroju w wąskiej klatce, ubabrany odchodami i moczem. Do tego strasznie się pocę. Czy ktoś mógłby tu otworzyć okno?

LEO Czy ktoś coś mówił? Chyba słyszałem jakieś "chrum chrum".

ANDRZEJ Nie udawaj teraz, że nie rozumiesz, co do ciebie mówię.

LEO Tak, nie wydawało mi się. Jakaś świnka coś chrumka. (podchodzi do Andrzeja) Co tam chrumkasz, świnko? Chciałoby się wyjść na spacer?

ANDRZEJ Chrumk, chrumk.

LEO Nie dla świni spacery, wracaj do klatki. No już! Bo zrobimy ci ubój rytualny i będziesz się koszernie wykrwawiać na oczach swoich bliskich.

Andrzej posłusznie wraca do klatki.

LEO Ze świniami trzeba ostro. Dasz im palec, to odgryzą ci rękę.

ANDRZEJ To ile jeszcze do tego apelu?

BOŻENA Nie wiem. Jestem świnią. Świnie nie noszą zegarka.

Scena 7

Znowu jesteśmy w mieszkaniu Andrzeja i Bożeny, ale panuje w nim całkowita ciemność.

BOŻENA Dlaczego jest tutaj tak ciemno?

ANDRZEJ Oszczędzamy energię. Ludzie już dawno zapomnieli, jak to jest żyć bez łatwo dostępnej energii. Wystarczy, że silniejszy wiatr zerwie przewody elektryczne, i jesteśmy całkowicie bezradni. Czy wiesz, że wystarczyłyby dwa dni bez prądu w Europie, a ludzie zaczęliby umierać na ulicach? Poza tym chcę sprawdzić, jak to jest żyć bez wywierania negatywnego wpływu na środowisko. Będziemy siedzieć po ciemku, dopóki nie zainstalujemy sobie paneli słonecznych.

LEO Wyprodukowanie paneli to również koszt dla środowiska. Niektóre używane w nich części są produkowane z rzadkich metali szlachetnych.

ANDRZEJ Szybko to nie nastąpi, bo z naszych pensji musielibyśmy na panele słoneczne odkładać przez lata.

BOŻENA Na szczęście są liczne możliwości zdobycia dofinansowania.

LEO Czyli jednak nie wyrzucili was ze szkoły?

BOŻENA Mało brakowało. Kilkoro rodziców było oburzonych.

ANDRZEJ Ale ostatecznie udało się ich przekonać, że performans mający na celu ukazanie dzieciom okrucieństwa chowu przemysłowego mieści się w programie naszej szkoły, która stara się nie tylko uczyć, ale również wychowywać do wartości. Dzwoniła też do nas lokalna telewizja. Bardzo ich zainteresował nasz mały performans. Chcieliby, żebyśmy o nim opowiedzieli w studiu.

BOŻENA Tylko mają jeden warunek. Musimy być przebrani za świnie. Czy możemy już włączyć światło?

ANDRZEJ Niestety nie. Ale jeśli potrzebujesz światła, to gdzieś powinny być świeczki. Choć proponowałbym ci raczej skorzystanie z opracowanej przeze mnie metody oświetlania pomieszczenia za pomocą pracy ludzkich mięśni.

BOŻENA Co takiego?

ANDRZEJ Zainstalowałem nasz stary rower na poręcznej konstrukcji, dzięki czemu można pedałować w miejscu, a zasilana przez dynamo lampka pozwala oświetlić kawałek pokoju. Można nawet czytać książkę. O ile się szybko pedałuje.

BOŻENA A mogę poświecić sobie komórką?

ANDRZEJ Możesz. Ale na wszelki wypadek zacementowałem wszystkie kontakty. Więc nie będziesz mogła jej więcej naładować. Na twoim miejscu używałbym oszczędnie baterii.

BOŻENA Zwariowałeś. Nie uważasz, że powinniśmy to wcześniej przedyskutować?

LEO Dość długo już dyskutujemy. A jakoś ciągle nic nie wymyśliliście. Popieram postulat Andrzeja, że czas przejść od słów do czynów.

BOŻENA Przebraliśmy się za świnie. Dla ciebie to nic? Może gdybyś sam posiedział parę godzin w ciasnej, śmierdzącej klatce, tobyś docenił nasze zaangażowanie.

LEO Doceniam. Ale myślę, że potrzebujemy bardziej radykalnych rozwiązań.

BOŻENA No pięknie. A długo tak mamy siedzieć po ciemku?

ANDRZEJ Nie wiem. Do odwołania katastrofy.

BOŻENA I co będziemy w tej ciemności robić?

ANDRZEJ Nie wiem. Możesz wsiąść na rower i poczytać książkę. Wypożyczyłem z biblioteki parę książek na temat ekologii.

BOŻENA Wiesz co? Sam sobie je czytaj. Idę odwiedzić sąsiadkę. Jeśli będę siedzieć w świetle, którego ona i tak by używała, to chyba nie przyczyniam się do nasilenia zmian klimatu.

LEO Niby nie, ale dobrze by było, gdybyś spędzony u niej czas poświęciła na wytłumaczenie jej skali problemu. Może wcale nie musicie siedzieć przy włączonym świetle?

BOŻENA Pozwól, że sama zdecyduję, o czym będę rozmawiać. Poza tym naprawdę nie jestem przekonana, że indywidualne wybory konsumenckie mogą zmienić obecny stan rzeczy. Potrzebujemy raczej zmiany systemowej. A teraz wybaczcie mi, panowie, ale mam chwilowo dość tej groteski. Idę się rozerwać. (wychodzi)

Andrzej wsiada na rower i zaczyna czytać oświetloną lampką książkę. Z ciemności wyłaniają się ochroniarze pilnujący Leonarda.

Scena 8

Leonardo siedzi przywiązany do krzesła. Dookoła niego krąży kilku zamaskowanych i uzbrojonych napastników. Wyglądają na islamskich terrorystów.

PORYWACZ I Słodki Leonardo DiCaprio... Gdy byłem mały, zawsze marzyłem, żeby cię spotkać. Kiedyś nawet wysłałem do ciebie kartkę. Nigdy nie odpisałeś.

LEO To niemożliwe. Mój sekretariat odpisywał na wszystkie listy. Wiedzieliśmy, jakie to ważne dla dzieci.

PORYWACZ II A więc to nie ty odpisywałeś osobiście? Allah akbar, niech ci prorok łeb urżnie. (nie czekając na proroka, uderza Leonarda gumową pałką)

PORYWACZ I Też do niego pisałeś?

PORYWACZ II I zawsze myślałem, że na zdjęciu, które dostałem, był jego własnoręczny podpis. (uderza Leonarda)

LEO Ale był, był! Tylko to nie ja pakowałem i adresowałem koperty, ale podpis był mój. Pojęcia nie macie, ile to mi czasu zajmowało! Żadna gwiazda już nie odpisuje sama.

PORYWACZ I To dlaczego ja nie dostałem odpowiedzi?

LEO Może źle zaadresowałeś kopertę?

PORYWACZ I Będzie mnie teraz jeszcze pouczał, pies niewierny. (uderza Leonarda)

LEO (krzyczy) Stop, please! Czego ode mnie chcecie?

PORYWACZ III Jeszcze się nie zorientowałeś, że zdjęć z autografem?

LEO (krzyczy) Serio?

Porywacze wybuchają śmiechem.

PORYWACZ III Wymień kraje, w których w ostatnich latach nie było wzrostu emisji gazów cieplarnianych, a wręcz zanotowały one niewielki spadek.

LEO Syria, Irak... I don't know!

PORYWACZ III Zgadłeś. W związku z tym mamy dla ciebie pewną propozycję.

LEO Zostawicie swoją ropę w ziemi?

PORYWACZ III Nie do końca, ale trochę cierpliwości. Jestem pewien, że nie będziesz żałował, że nas wysłuchasz. Allahu akbar!

Leci utwór "Allahu Trapbar". Porywacze zaczynają tańczyć.

Scena 9

Bożena przychodzi do domu lekko podchmielona.

BOŻENA O, znowu mamy światło. Czyżbyś wymyślił, jak produkować energię w sposób nieszkodzący środowisku?

ANDRZEJ Nie do końca muszę coś w tym temacie wymyślać. Ludzkość od wieków zna takie sposoby. Choćby elektrownie wodne. Przecież młyny wodne to nic innego, jak ekologiczne generatory darmowej energii.

BOŻENA Boże, mam nadzieję, że nie zrobiłeś nam w domu elektrowni wodnej i przez łazienkę nie przepływa właśnie rzeka?

ANDRZEJ Nie. Na razie zdecydowałem się na wykorzystanie energii konwencjonalnej. Przemyślałem, co powiedziałaś, i rzeczywiście nie ma sensu koncentrować się na indywidualnych wyborach konsumenckich. Zresztą nasza misja jest na tyle ważna, że możemy sobie pozwolić na wyemitowanie odrobiny ce o dwa do atmosfery. Ostatecznie jeśli nam się powiedzie, zwróci się to środowisku z nawiązką.

BOŻENA Wszyscy tak myślą. To, co robimy, zawsze jest takie ważne, że możemy sobie pozwolić na odrobinę zanieczyszczania środowiska. I dlatego nigdy nie powstrzymamy zmian klimatycznych. Bo myślimy o sobie za dobrze. A co właściwie tutaj robisz?

ANDRZEJ Konstruuję sztuczny wulkan.

BOŻENA Całkiem cię już powaliło.

ANDRZEJ Nie. Dużo ostatnio czytałem, zgłębiałem temat. Amerykańscy uczeni geoinżynierowie uważają, że to jedyna droga.

BOŻENA Sztuczne wulkany? No to chyba naprawdę mamy przejebane.

ANDRZEJ Proszę cię, nie przeklinaj, tu są dzieci.

BOŻENA Jakie dzieci? Ciebie już naprawdę całkiem powaliło. Nie ma tu żadnych dzieci. Nie jesteśmy w szkole.

ANDRZEJ Nie ma? Wydawało mi się, że słyszałem ich śmiech.

BOŻENA Może to nie był śmiech, tylko niemy płacz. Może to nie były dzieci, tylko ginące gatunki.

ANDRZEJ Kogo obchodzą ginące gatunki?

BOŻENA A kogo ty obchodzisz? Co w życiu osiągnąłeś?

ANDRZEJ Musisz się mnie czepiać akurat teraz? Gdy w końcu odnalazłem sposób, jak uratować planetę i powstrzymać sztuczne ocieplenie?

BOŻENA Powiedziałeś przed chwilą, że to nie ty wymyśliłeś, tylko jacyś amerykańscy geoinżynierowie.

ANDRZEJ To prawda. Ale dopiero ja mam odwagę wcielić ich pomysł w życie. Wiesz, jak to jest w Ameryce. Pełno ludzi ma mnóstwo świetnych pomysłów, ale żeby coś opatentować, to trzeba mieć już portfel pełen pieniędzy i wysoko postawionych znajomych. Tymczasem w Polsce mogę sobie zbudować taki sztuczny wulkan na podwórku i nikt nawet nie będzie pytał, o co chodzi. Ale wszyscy mi będą dziękować, gdy już uratuję świat.

BOŻENA I jak ma działać ten twój świetny pomysł?

ANDRZEJ Normalnie. Ponieważ nie umiemy powstrzymać emisji gazów cieplarnianych, trzeba znaleźć jakiś sposób, żeby zmniejszyć ilość światła, która dociera do Ziemi, a co za tym idzie - ocieplenie. Dzięki mojemu sztucznemu wulkanowi będziemy do atmosfery emitować cząstki siarki, które będą odbijać światło słoneczne. No i już. Mniej światła dostaje się na Ziemię. Planeta jest uratowana.

BOŻENA Mówiłeś o tym Leonardowi?

ANDRZEJ Jeszcze nie. Gdzieś sobie poszedł.

BOŻENA To dobrze, że nie mówiłeś, bo...

Wulkan wybucha, mieszkanie wypełnia się siarką. Bożena i Andrzej uciekają.

BOŻENA ...o mało nas nie zabiłeś. Naprawdę uważasz, że rozwiązaniem problemu zaśmiecania atmosfery dwutlenkiem węgla jest dowalenie do niej jeszcze siarki? Serio serio? Biologia może nigdy nie była twoją mocną stroną. Ale tutaj nie potrzeba nawet znać się na biologii. Wystarczy odrobina zdrowego rozsądku. Którego resztki najwyraźniej ci wyparowały na skutek przegrzania mózgu. Najwyraźniej nastąpiło u ciebie globalne ocieplenie mózgu. Aż tak bardzo ci zależy na zwycięstwie, że chcesz nas wszystkich zabić? Nie wiem, co za książki czytałeś, ale gdybyś je czytał dokładniej, tobyś wiedział, że zmiana klimatu to nie tylko problem wzrastającej temperatury, ale również choćby zakwaszenia oceanów. Więcej dwutlenku węgla w atmosferze spowodowało już wzrost kwasowości oceanów o trzydzieści procent. Wielka Rafa Koralowa umiera! I wszystkie piękne stworzenia na niej żyjące umierają razem z nią. Nie uratujesz jej sztucznym wulkanem.

ANDRZEJ Ty to potrafisz człowieka do wszystkiego zniechęcić. Prawdziwa Matka Polka.

BOŻENA Jeszcze mi za to podziękujesz. Po prostu chronię cię przed twoim samczym debilizmem. Prawie zrównałeś nasze mieszkanie z ziemią. Chcesz Ziemi zrobić to samo? Gdyby władza nad światem była w rękach kobiet, nigdy by nie doszło do takiego zniszczenia planety. Ale wy, faceci, oczywiście musicie wszystko sobie podporządkować. Matka Ziemia to dla was zwykła kurwa, którą należy wydymać. A jak nie chce się ruchać, to przynajmniej spuścimy się jej do atmosfery. Brawo wy!

ANDRZEJ Mogłabyś już przestać na mnie krzyczeć i obwiniać mnie o wszystkie błędy rasy męskiej?

BOŻENA Nie, nie mogłabym. Rozpierdalasz nasz dom, a ja mam być spokojna? Dość już mam tego cyrku. Chcę z powrotem do mojego nudnego życia i mojego cynicznego Andrzejka!

Przychodzi Leonardo. Wygląda na pobitego i podchmielonego.

LEO (beka) O, przepraszam. W czymś przeszkadzam?

ANDRZEJ Nie.

BOŻENA Tak!

LEO Zatem? Nie wiedziałem, że mam w waszym mieście tyle fanek. Myślałem, że mnie rozerwą na strzępy.

ANDRZEJ Ale tylko cię upiły? Mam nadzieję, że to nie była żadna z moich uczennic i nie zrobiłeś jej dziecka?

LEO (beka) Nigdy. Nigdy nie rucham się z fankami. I zawsze używam prezerwatywy.

ANDRZEJ Mam nadzieję, że miałeś swoje, bo tutaj niejedna dziewczyna posunęłaby się znacznie dalej niż do przebicia szpilką kondoma, żeby mieć dziecko z taką gwiazdą.

LEO Jak już mówiłem, nie rucham się z dziećmi. To znaczy z fankami. A już na pewno nie z fankami, które chciałyby mieć dzieci.

BOŻENA To po co ci prezerwatywy?

LEO Przezorny zawsze ubezpieczony. Never say never...

ANDRZEJ Nie przejmuj się. Potrzebujemy w Polsce dobrych genów.

LEO Chyba się pójdę położyć. To był męczący dzień.

BOŻENA To świetnie, ale nie masz dokąd iść, bo nasze mieszkanie jest wypełnione siarką.

LEO No trudno, całe szczęście, że jest ciepło. Powieszę sobie hamak w parku.

BOŻENA A my co?

ANDRZEJ Chyba musimy pójść spać do teściów. A jutro się pomyśli.

Scena 10

LEO (przeciąga się) Kolejny piękny wiosenny day. Jak dobrze żyć na tej beautiful planecie!

ANDRZEJ Tylko trochę szkoda, że zmierza ona prosto do piekła.

LEO Tak, coś się zdaje, o tym pisali w jakiejś bestsellerowej książce. Nowy Testament to się chyba nazywa. Czytałeś?

ANDRZEJ Nie, ale kojarzę, o co chodzi. Myślisz, że katastrofa klimatyczna to piekło, na które jesteśmy skazani za nasze grzechy wobec planety?

LEO Zdarza mi się.

BOŻENA Jednego możemy być pewni: droga do piekła z pewnością nie jest prosta, lecz raczej kręta i wyboista. Jeszcze wiele może się na niej wydarzyć.

LEO Skoro już jesteśmy w temacie podróży, to zapomniałem wam wczoraj powiedzieć, ale mam dla was super suprise. Możecie się zacząć pakować. Jedziemy na wycieczkę!

ANDRZEJ Dokąd? Czy transport nie przyczynia się znacząco do wzrostu emisji? Czy nie byłoby lepiej zostać w domu?

LEO Nic się nie martw. Do portu dojedziemy pociągiem, a tam już czeka na nas katamaran zasilany na baterie słoneczne.

BOŻENA Ale dokąd jedziemy?

LEO Naszym celem jest Arktyka. Będziemy oglądać topniejące lodowce! A może po drodze uda się nawet zahaczyć o pierwszą sztuczną wyspę w całości złożoną z wyrzuconych do morza śmieci.

ANDRZEJ Ktoś na niej mieszka?

LEO Jeszcze nie, o ile mi wiadomo. Za to na pewno ginie na niej mnóstwo ryb i ptaków, którym się wydaje, że ten plastik to pokarm. Jeśli znacie kogoś, kto się potrafi odżywiać plastikiem, to być może jest to dom stworzony specjalnie dla niego.

ANDRZEJ Zawsze chciałem mieć prywatną wyspę.

LEO Jeśli tylko nauczysz się odżywiać plastikiem, jest cała twoja!

Scena 11

Nasi bohaterowie płyną jachtem przez arktyczne morze, racząc się drinkami. W tle leci film pokazujący rozpadające się lodowce.

ANDRZEJ Gdy mówiłeś, że czeka na nas katamaran, wyobrażałem sobie bardziej jakąś żaglówkę, a tu widzę, że mamy do dyspozycji prawdziwy jacht.

BOŻENA I obficie wypełniony barek.

LEO Wieczory na pełnym morzu bywają długie, trzeba umieć sobie je jakoś umilić.

BOŻENA Za jaką ilość emisji gazów cieplarnianych odpowiada branża alkoholowa?

LEO Powstrzymałem się od tego, żeby sprawdzać. Trzeba mieć jakieś przyjemności.

ANDRZEJ Ale powiedz mi, Leonardzie, teraz, gdy płyniemy sami przez morze, chyba możesz mi powiedzieć. Ty tak naprawdę wierzysz w to całe globalne ocieplenie? Spójrz, jak tu jest dookoła pięknie. Naprawdę myślisz, że człowiek może to wszystko zniszczyć?

LEO Podpuszczasz mnie, co?

ANDRZEJ Trochę, a trochę też chciałbym po prostu wiedzieć. Przecież nie możemy być aż tacy źli.

LEO Jesteśmy nawet gorsi. Celowo ukrywamy przed sobą fakty, żeby poczuć się lepiej. Tak już działa ludzki mózg. Z milionów postrzeganych informacji starannie selekcjonuje te, z którymi da się żyć w miarę bezpiecznie i wygodnie. Gdybyśmy naprawdę chcieli spróbować spojrzeć prawdzie w oczy, zobaczylibyśmy w nich rzeczywistość tak okrutną, że zmiotłaby każdego z nas w sekundę. Znając tę prawdę, nie da się żyć. Bożenko, czy dolałabyś mi jeszcze odrobinę tej wyśmienitej wódeczki?

BOŻENA Ale ty poznałeś tę prawdę?

LEO Skłamałbym mówiąc, że tak. Nikt nie jest w stanie jej do końca poznać. Ale czasami mam wrażenie, że się do niej niebezpiecznie zbliżam. W takich momentach nogi zaczynają mi mięknąć w kolanach, w głowie zaczyna się kręcić, ręce próbują przytrzymać się czegoś stałego, ale tylko bezładnie wirują w powietrzu.

ANDRZEJ Też tak miewam. To znak, że jesteś pijany i czas dzwonić po taksówkę.

LEO Nie, nie. Lubię pić i wiem, jak to wygląda. To coś innego. O wiele gorszego. Serio. To jak zajrzeć do głowy Boga i ujrzeć, że marzy on o analnym gwałceniu małych dzieci przez konie.

BOŻENA Nie wiem, co ty bierzesz, ale najwyższy czas przestać.

LEO Nic nie biorę, tylko czasem piję. O, moja szklanka znowu jest pusta. Gdzie ta butelka?

BOŻENA Tutaj. Ale może nie pij już tyle?

LEO Pytałeś, czy wierzę w globalne ocieplenie. To nie kwestia wiary. Dziewięćdziesiąt siedem procent klimatologów zgadza się, że globalne ocieplenie jest skutkiem działalności człowieka. Są wśród nich naukowcy z całego świata. Od Grenlandii po Republikę Południowej Afryki. Myślisz, że się dogadali na jakiejś tajnej konferencji i zawiązali spisek, który ma na celu spowolnienie rozwoju gospodarczego? Dlaczego mieliby to robić? Żeby zdobyć granty na badania? Przecież badać mogą anything. Pewnie nawet woleliby badać coś innego, niż zjawisko pokazujące nam, jak chujowym gatunkiem jest człowiek i do czego potrafi doprowadzić planetę, jeśli tylko dać mu odrobinę power. Naprawdę, to nic przyjemnego. A jeszcze mniej przyjemnie się robi, gdy musisz o tym powiedzieć ludziom. Na przykład politykom, którzy działając na rzecz liberalizacji rynków, tylko powiększyli skalę katastrofy. I dalej to robią! Oczywiście nie chcą przyjąć do wiadomości, że ich polityka jest błędna. Jacy by z nich zresztą byli politycy, gdyby przyznawali się do błędów? Cała logika świata, w którym żyjemy, jest napędzana przez rozwój gospodarczy. Nie zrezygnujemy z tego w imię ochrony roślinek. A zanim do nich dotrze, że nie tylko roślinki mają przejebane, ale zwierzęta również, w tym także zwierzę człowiek, będzie już za późno. Już jest za późno.

ANDRZEJ Upiłeś się.

LEO I co z tego? Czy z faktu, że jestem pijany, wynika, że nie mówię prawdy? Jeśli w którymś miejscu się mylę, to śmiało, popraw mnie. Chętnie się dowiem.

BOŻENA Nie wiem, czy się mylisz. Ale z pewnością wydajesz się przygnębiony. Jeśli mogę ci coś poradzić, to radziłabym ci się skonsultować z lekarzem lub terapeutą.

LEO Wszyscy mi to mówią. Ale to nie ze mną jest coś nie tak, to ten świat.

ANDRZEJ Mimo wszystko ten świat jest piękny.

LEO Tak. Bardzo piękne są te lodowce. Dlatego chciałem, żebyście zobaczyli, jak topnieją. Wasze wnuki mogą już nie mieć tej przyjemności. Zmiany klimatyczne przyśpieszają. Pod lodami Arktyki znajdują się potężne złoża metanu. To gaz cieplarniany o wiele bardziej szkodliwy od dwutlenku węgla. Gdy roztopi się za dużo lodu, dostanie się on do atmosfery. Bóg jeden wie, jaki będzie miało to skutek dla planety, ale pewne jest jedno. Będzie to skutek katastrofalny. Nic już nie da się zrobić.

BOŻENA To dlaczego do nas przyjechałeś i wkręciłeś nas, że musimy coś z tym zrobić?

LEO Chyba po prostu to lubię. To ciągle pewna przyjemność występować w imieniu słusznej sprawy, nawet jeśli wiemy, że jest ona z góry przegrana. Przynajmniej na koniec będę mógł powiedzieć wszystkim: A nie mówiłem?

Scena 12

W tle słychać Celine Dion śpiewającą "My heart will go on". A może to śpiewa topniejący lodowiec? Leo dolewa sobie jeszcze wódki, a potem wyskakuje z łodzi na dryfującą po oceanie krę. Przytula się do niej.

ANDRZEJ I co teraz? Czy nie powinniśmy wyruszyć mu na ratunek?

BOŻENA A wiesz, jak to zrobić? Mam wrażenie, że specjalnie nas tutaj zabrał, żebyśmy byli świadkami jego śmierci w objęciach topniejącego lodowca.

ANDRZEJ (wyciąga kamerę) To przynajmniej to uwiecznijmy. Niech jego śmierć nie pójdzie na marne.

BOŻENA (wyciąga telefon i zaczyna kręcić Leonarda komórką) Masz rację. Tyle przynajmniej możemy zrobić.

ANDRZEJ A potem co? Co będziemy robić?

BOŻENA To samo, co wcześniej, Andrew. Ratować ludzkość przed samozagładą.

ANDRZEJ Myślisz, że się uda?

BOŻENA Obawiam się, że nie, nie wiem. Ale myślę, że nie mamy innego wyjścia.

Scena 13

Bożena i Andrzej oglądają na ekranie małego telewizorka apel islamskich terrorystów. Żeby telewizorek mógł grać, Andrzej bardzo szybko jedzie na rowerze, uzyskując w ten sposób energię, ale sygnał i tak się rwie. Wygłaszający apel człowiek ma głos niepokojąco podobny do aktora grającego DiCaprio.

Moi drodzy bracia i siostry! Towarzysze broni!

Pozdrawiam was i zapewniam, że drzwi dżihadu pozostają otwarte dla wszystkich, którym leży na sercu dobro planety!

Droga do uzdrowienia jest kręta i niebezpieczna, ale nie będziemy się bali nią kroczyć.

Czasy, gdy można było pozostać zimnym albo letnim, bezpowrotnie minęły. Dziś musisz być gorący albo ujrzysz ziemię pokrytą ogniem.

Życie w zgodzie z naturą od zawsze było ważnym nurtem islamu. Allah jest łaskawy, ale dba o bioróżnorodność i klimat sprzyjający temu, aby życie kwitło, a nie umierało. A my jesteśmy jego ramieniem zbrojnym. Jeśli ktoś ręką albo językiem zatruwa powietrze i ziemię, musi się liczyć, że dżihad mu tę rękę albo język spali...

Gaśnie telewizor i światło. Z głośników słychać strzępki wiadomości radiowych. "Kluczowe punkty infrasktruktury zostały zniszczone... Prądu w Europie wystarczy prawdopodobnie jeszcze na pięć dni... Przerwany gazociąg Nord Stream... Zniszczone największe porty eksportujące ropę. Arabia Saudyjska płonie. Stany Zjednoczone ogłaszają stan wyjątkowy. Od dwudziestu czterech godzin nie ma żadnych informacji z Japonii... Liczne powstania zbrojne w Chinach, Pakistanie i Bangladeszu... Papież nawołuje do zachowania spokoju... Nieznani sprawcy..."

KONIEC

Jak zostałem prorokiem

ROZMOWA Z JASIEM KAPELĄ

FOT. ADRIAN TYNC / CC BY-SA 4.0.

Jaś Kapela (ur. 1984), absolwent polonistyki na UJ, jest poetą, pisarzem, publicystą, członkiem redakcji "Krytyki Politycznej". Zdobył popularność jako slamer (poetycki performer, wykonawca wierszy) i wydał trzy zbiory poezji: Reklamę (2005), Życie na gorąco (2007) i Modlitwy dla opornych (2017). Opublikował też trzy powieści: Stosunek seksualny nie istnieje (2008), Janusz Hrystus (2010) i Dobry troll (2015), zbiór felietonów Jak odebrałem dzieci Terlikowskiemu (2011), reportaż Polskie mięso (2018), a ostatnio książkę Warszawa wciąga. Tu byłem. Tu ćpałem. Tu piłem. Przewodnik po warszawskich klubach (2019).

Kojarzę cię głównie jako slamera i poetę, pisałeś też powieści, felietony i książki reportażowe, ale dramatów chyba nie?

Ja nawet teatru za bardzo nie lubię, choć są oczywiście rzeczy, które mi się podobają. Tak naprawdę napisałem tę sztukę pięć lat temu dla mojej ówczesnej dziewczyny, Martyny Łyko, która jest reżyserką teatralną. Niestety nie udało się Globalnego ocieplenia serc wystawić, nie wiem, dlaczego - może nie jest to jakieś wybitne dzieło, ale wydaje mi się zabawne i na czasie. Interesowało się tym tekstem kilku reżyserów, Jacek Poniedziałek czy Marcin Liber, ale póki co nic z tego nie wyszło, co trochę zniechęciło mnie do kolejnych prób dramatycznych. Aczkolwiek jestem otwarty na wszelkie formy.

Bohaterowie twoich powieści też nie odnoszą sukcesów, porażka to wręcz temat twoich pierwszych książek, wielu wierszy też... Za to teraz, kiedy dostajemy dużo smutnych dramatów o wirusie, ty jako jeden z nielicznych wykazałeś plusy obecnej sytuacji w swoich felietonach w "Krytyce Politycznej". Czyli wychodzisz na naczelnego optymistę w tym kraju! No i spójrz - powietrze mamy czystsze.

Ha. Ha. (wisielczy śmiech) Mój stosunek do katastrofy klimatycznej zanadto się nie zmienił w ciągu pięciu lat od napisania tej sztuki i nie sądzę, by cokolwiek poza inną katastrofą, jaką obserwujemy teraz, mogło zatrzymać gospodarkę. Obawiam się, że to polepszenie jest chwilowe. Jednocześnie znam raporty, że jeśli mamy zatrzymać wzrost temperatury na poziomie półtora procent, to musimy ograniczyć konsumpcję o dziewięćdziesiąt procent. Zakaz latania, obowiązkowy weganizm - przynajmniej to należałoby wprowadzić w ciągu najbliższych dziesięciu lat. Raczej tego nie zrobimy i świat niestety skazany jest na kolejne kataklizmy i dramaty. Temperatura będzie rosnąć, poziom wody będzie wzrastać, lodowce stopnieją, rafa koralowa umrze, więc mój optymizm jest ograniczony. Co jeszcze nie znaczy, że nie można nic zrobić. Każda walka jest ważna, nawet jeśli nie będzie wygrana - ale co to znaczy wygrana w tym przypadku? To są życia poszczególnych osób. Wartościowy jest każdy metr odzyskany dla lasu, każda zamknięta ubojnia, każda osoba przechodząca na weganizm.

Ekologia to chyba jedyny temat, na który mówisz serio. A kiedyś kebsy na mieście czy MacDonald były stałym motywem twoich wierszy. Kiedy przeżyłeś nawrócenie?

Żyjemy w kulturze, w której jedzenie zwierząt jest przezroczyste. Trzeba się nad tym procederem zastanowić, żeby zrozumieć, na czym tak naprawdę polega. Ja to zrobiłem dosyć późno, czyli po studiach dopiero, moje pierwsze książki rzeczywiście powstały w epoce, kiedy jadłem mięso. (śmiech) To jest chyba naturalna droga dla każdej refleksyjnej osoby, choć niektórzy zabijają w sobie tę empatię. Nie wiem, po co.

Kiedy pisałeś "Polskie mięso", zatrudniłeś się w ubojni. Opowiedz o tym trochę.

Tak, pracowałem w ubojni i w kurniku. Postanowiłem napisać książkę o tym, jak wygląda ubój i rolnictwo przemysłowe w Polsce, bo wydało mi się to ważne, a takiej książki wcześniej nie było. Wielu ludziom wciąż się wydaje, że to wygląda jak w bajkach dla dzieci: krówki chodzą sobie po łące, świnki biegają wesoło po podwórku i jedzą gospodarzowi z ręki. Tymczasem to jest koszmar fabryk śmierci. Tysiące świń w klatkach, kurniki na milion kur to w dzisiejszych czasach nic wyjątkowego. Musimy z tego zrezygnować natychmiast, jeśli mamy mieć nadzieję, że ludzka cywilizacja przetrwa. Tu akurat jestem sceptyczny, bo wcale nie chcę, by przetrwała w tej formie, w jakiej istnieje obecnie. Jeśli mamy przetrwać, musi powstać jakiś inny system niż kapitalizm, który pożera wszystko, co znajdzie na swojej drodze... Wracając do mojej pracy w ubojni. Początkowo nie miałem zamiaru się tam zatrudniać, ośmielił mnie Obóz dla Puszczy i blokady harwesterów, w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa. Te akcje przekonały mnie, że jestem w stanie robić takie rzeczy i chociaż trochę się bałem, to przetrwałem. Było to traumatyczne doświadczenie. Zwierzęta chcą żyć, a w warunkach przemysłowych umierają co sekundę.

Tylko patrzyłeś, czy brałeś w tym udział?

Byłem w pracy, więc nie za bardzo mogłem się obijać, boby mnie stamtąd wywalili. Musiałem się przyczyniać do tego koszmaru, ale on i tak się odbywa, niezależnie ode mnie.

Rozumiem. Tylko wykonywałeś rozkazy.

Ileś kur pomogłem zabić, to fakt. Nawet dziesiątki tysięcy. Ale nie wytrzymałem długo, przerosło mnie tempo pracy i ilość tych zwierząt.

Kiedy pisałeś "Globalne ocieplenie serc", nie miałeś jeszcze tego doświadczenia, ale byłeś już zaangażowany w ruch ekologiczny. I obejrzałeś wystąpienie Leonarda DiCaprio...

Tak, niedługo wcześniej był wielki marsz klimatyczny w Nowym Jorku, a Leonardo DiCaprio został mianowany Posłańcem Pokoju Organizacji Narodów Zjednoczonych. To był krótki moment optymizmu, zanim wybory wygrał Trump. Potem brałem udział w międzynarodowym projekcie poświęconym zmianom klimatu, i to też był dla mnie impuls, by zainteresować się tematem, który w dwa tysiące piętnastym nie był jeszcze mocno obecny w Polsce (teraz więcej się o tym mówi, bo kolejny rok mamy suszę). Paradoksalne, że w ramach tego projektu wysłano nas do Australii, byśmy zobaczyli te ginące rafy koralowe i lasy deszczowe, które też nie mają się zbyt dobrze, więc lecieliśmy na koniec świata samolotami. Tak to się odbywa.

Napisałeś zabawną sztukę, ale mam wrażenie, że bezradność bohaterów, Andrzeja i Bożeny, którzy mają przekonać ludzi do ratowania świata, jest twoją bezradnością. Więc serio - co możemy zrobić?

Sytuacja jest w tym momencie tak dramatyczna, że chyba jedyne, co możemy robić, to budować wspólnoty niezgody i stawiać opór obywatelski, własnymi ciałami blokując działania i maszyny, które nam szykują zagładę. Nie jesteśmy przecież, by dać przykład, przeciw górnikom, tylko przeciw systemowi, w którym zostali zatrudnieni i o którym politycy kłamią, że jest nam niezbędny. Potrzebujemy sieci wzajemnego wsparcia, nie możemy być z tym sami, bo problemem ludzkości jest oddzielanie się z jednej strony od natury, a z drugiej od innych ludzi. Trzeba budować nową cywilizację, bo ta skazana jest na zagładę, być może razem z nami.

Jak cię czytam, to mam wrażenie, że napisałeś tej cywilizacji kilkaset nekrologów.

Możliwe, robię to regularnie, średnio raz w tygodniu. Nie bardzo ktokolwiek się tym przejmuje.

I jesteś w tym ironiczny, ale właśnie dlatego to, co po odcedzeniu ironii zostaje, jest cholernie ważne.

Nie jestem nihilistą, niekiedy całkiem lubię życie. Moich przyjaciół, czy raczej przyjaciółki. Przyrodę. (śmiech) Generalnie nawet lubię ludzi, choć może nie zawsze to wynika z moich tekstów. I jestem za tym, by czerpać z życia radość, miłość i takie tam różne, z których oczywiście można się też śmiać, ale co innego nam pozostaje...?

Mówisz jak stary poeta!

Uprawiam medytację codziennie, jogę dwa razy w tygodniu i staram się widzieć pozytywy w katastrofie.

Obyś jednak nie był prorokiem...

Już nim zostałem. Kiedy promowałem swoją książkę Polskie mięso, Szymon Hołownia na tym samym spotkaniu opowiadał o swoich Boskich zwierzętach i nazwał mnie prorokiem, bo głoszę prawdę, której ludzie nie chcą słuchać. Dostałem więc namaszczenie od przyszłego, mam nadzieję, prezydenta Polski. Mógłbym zostać w Pałacu Prezydenckim sekretarzem do spraw nierozwiązywalnych i dramatycznych...

Albo ministrem ochrony środowiska.

Nie ma już ministerstwa ochrony środowiska, jest ministerstwo środowiska. Już go nie chronimy, tylko nim zarządzamy, żeby je użytkować.

Sztukę kończysz wizją ekologicznego dżihadu. Może trzeba walczyć radykalnie?

Akurat islam spośród znanych mi religii ma jedno z bardziej proekologicznych podejść, może jeszcze buddyzm.

I szintoizm! Najprostsze japońskie świątynie szinto to są drzwi do lasu: wchodzisz przez taką bramkę, za nią masz drzewa i kamienie, w które wcieliły się duchy przodków, i już. Do obsługi tego nie trzeba wielu kapłanów.

To by mi mogło odpowiadać. Też nie przepadam za kapłanami i wolałbym słuchać drzew i kamieni, zamiast większości z nich. A wracając do islamu, to zupełnie mnie nie zdziwi, jeśli jacyś terroryści wyciągną ekologię na sztandary. Tylko że ja nie wierzę w fanatyzm. Nie pokonamy konglomeratu rządowo-wojskowo-farmaceutyczno-korporacyjno-endżiosowego jego własną bronią. To oni mają wojsko i rakiety, my co najwyżej gałęzie i saletrę. Można się ukrywać w górach wiele lat, wiadomo, ale takiej wojny nie wygramy. Nie wiem, czy to w ogóle powinna być wojna. Może rewolucja duchowa? Na świecie jest coraz więcej ludzi, którym zależy na losie planety, tylko czy będzie ich wystarczająco dużo, żeby coś zmienić? Nie sądzę, żebyśmy zdążyli, ale i tak chcę być po ich stronie.

Rozmawiała Justyna Jaworska

Skompostować neoliberalizm

ROZMOWA Z WERONIKĄ PARFIANOWICZ, KORNELIĄ SOBCZAK I IDĄ ŚLĘZAK

FOT. ARCHIWUM AUTORKI.

Weronika Parfianowicz pracuje w Zakładzie Historii Kultury i Pracowni Studiów Miejskich w Instytucie Kultury Polskiej UW, wydała książkę Europa Środkowa w tekstach i działaniach. Polskie i czeskie dyskusje (nominowaną do nagrody im. Jerzego Giedroycia). Interesuje się historią nowoczesnej kultury czeskiej a także przestrzenią i obyczajowością miast Europy Środkowej. Jest współautorką cyklu spotkań "Przed końcem. Klimat" w Instytucie Kultury Polskiej UW.

FOT. ARCHIWUM AUTORKI.

Kornelia Sobczak - absolwentka Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. W Zakładzie Historii Kultury Instytutu Kultury Polskiej przygotowuje pracę doktorską na temat recepcji Kamieni na szaniec Aleksandra Kamińskiego. Jest współautorką cyklu spotkań "Przed końcem. Klimat", które odbywają się w Instytucie Kultury Polskiej UW.

FOT. ARCHIWUM AUTORKI.

Ida Ślęzak - studentka MISH na Uniwersytecie Warszawskim. Realizuje Diamentowy Grant Perspektywy nieantropocentryczne we współczesnym teatrze.

Planowaliśmy tę rozmowę jeszcze przed pandemią. I chyba wtedy wyglądałaby ona nieco inaczej. Co się u was zmieniło w myśleniu o katastrofie klimatycznej?

SOBCZAK: Przystępuję do tej rozmowy z pewnym zniechęceniem, frustracją i brakiem wiary. Ale być może przed pandemią to uczucie byłoby jeszcze silniejsze. Epidemia pokazuje, że rzeczy, o których mówiło się, że są nie do pomyślenia, po prostu się robi. Na przykład nie lata się samolotami. Kiedy próbowaliśmy wdrożyć rozwiązania prośrodowiskowe na uniwersytecie, słyszeliśmy, że nie można zabrać wszystkim miejsc parkingowych czy wprowadzić wegetariańskich posiłków w stołówce uniwersyteckiej, bo takie zmiany trzeba wprowadzać pomału, żeby nie zniechęcać ludzi, że "najważniejsza jest edukacja". I nagle okazuje się, że można w ogóle zamknąć cały uniwersytet i wszystko wyłączyć, jeśli jest taka potrzeba. W skali makro widać, że emisje spadają, bo się nie lata i się nie produkuje. Wyraźnie widać, że istnieją możliwości wprowadzania ograniczeń w produkcji, która napędza katastrofę. Tylko to też wzmaga frustrację, bo okazuje się, że mamy narzędzia, żeby coś zrobić, ale jak minie zagrożenie epidemiczne, to z nich zrezygnujemy. A przecież katastrofa klimatyczna grozi nam poważniejszymi konsekwencjami niż epidemia. Wielka szansa na restrukturyzację sposobu życia w zaawansowanym kapitalizmie może zostać zaprzepaszczona. I to jest wielkie pytanie: co będzie z przemysłem lotniczym, który teraz jest zamrożony? Czy będzie się go odmrażać i stymulować popyt na tanie latanie? Czy będzie się go restrukturyzować, zmieniać, wdrażać programy zielonej transformacji? W Polsce reakcja na kryzys gospodarczy wywołany pandemią jest szalenie konserwatywna, przywiązana do starych i niesprawdzających się dogmatów ekonomicznych. A można by inaczej, można przecież rozważać takie rozwiązania jak czasowo wprowadzony dochód podstawowy czy jakiś rodzaj transferów finansowych, które chroniłyby pracowników i społeczeństwo, a z drugiej strony pozwalałyby zatrzymać tę machinę produkcji.

PARFIANOWICZ: Dynamika moich reakcji na to, co się dzieje, jest podobna. Najpierw frustracja, potem nadzieja, że otworzy się przestrzeń na to, żeby rozwiązania wprowadzane w interesie zdrowia i bezpieczeństwa ludzi uwzględniały też kwestie klimatu. Ale po tym momencie nadziei, kiedy wydawało się, że zaczniemy pytać o to, jakich sposobów organizacji naszej pracy czy jakich sektorów przemysłu potrzebujemy, a bez czego możemy się obyć, widać, jak możliwość przemyślenia tych tematów zostaje zaprzepaszczona. A co więcej widać coraz wyraźniej, jak poważny kryzys społeczny czeka nas, kiedy już uda się opanować kryzys zdrowotny. Znaczy to również tyle, że nasza energia będzie musiała być włożona nie tylko w działania mające na celu niwelowanie skutków kryzysu klimatyczno-ekologicznego, lecz również w niwelowanie potwornych skutków społecznych, które będą efektem rozwiązań wdrażanych przez polskie władze.

ŚLĘZAK: Akceptujemy radykalne rozwiązania, bo mamy świadomość, że są tylko doraźne, za chwilę przestaną obowiązywać, a my sobie odbijemy i znów będziemy mogli produkować i konsumować. Obecną sytuację można utrzymać tylko jako tymczasową, przerzucając koszty kryzysu przede wszystkim na pracowników opieki, wykorzystując ich najbardziej, jak się da, wcale nie poprawiając ich sytuacji.

Z tego, co mówicie, od razu widać, że temat katastrofy ekologicznej to nie jest tylko problem związany z dewastacją środowiska naturalnego - chodzi o przekształcenie całej rzeczywistości, w której funkcjonujemy. Nie tylko o to, by przestać latać samolotami, lecz o rekonfigurację systemu produkcji i zatrudnienia, czyli o zmianę istniejącego porządku społecznego. Gdzie są punkty styku tych różnych problemów, czyli inaczej rzecz ujmując: jak dynamika katastrofy ekologicznej wpływa na zmiany społeczne i na odwrót?

SOBCZAK: Latanie samolotami bardzo dobrze to pokazuje. Z jednej strony jest branża lotnicza, która dewastuje środowisko - to są naprawdę ogromne emisje. Ale rozwój tej branży wynika z pewnego kulturowego modelu funkcjonowania - spędzania wolnego czasu, wakacji. Z modelu turystyki, który jest kulturowo konstruowany. W lataniu nie chodzi tylko o transport towarów, chociaż także o to - mamy różne zachcianki na gadżety z AliExpress i samoloty z Chin nam je przywiozą. Ale to jedno. Bardziej istotne jest jednak to, że mamy głęboko uwewnętrznione przekonanie, że powinniśmy i możemy latać - na Wyspy Kanaryjskie albo do Tajlandii i że jest to nieomal prawem człowieka. Należy więc sobie zadać pytanie, dlaczego chcemy latać do takich miejsc? Co nam to daje i jakie potrzeby zaspokaja tak rozumiana turystyka? Jakie wyobrażenia na temat siebie jako turysty konstruujemy? Możemy powiedzieć, że to po prostu rozpasana konsumpcja i że Anglicy latają do Krakowa, bo bardziej się to opłaca niż wieczór w pubie, ale chodzi o coś ważniejszego. Po co nam mobilność dalekiego zasięgu? I czy potrafimy sobie wyobrazić życie bez tego? Może więc konieczny jest powrót do lokalności w każdym możliwym wymiarze - także turystycznym. To rodzi pytania o sens naszych aktywności. Możemy powiedzieć, że chcemy podróżować do odległych miejsc, żeby się rozwijać. Ale wtedy trzeba zadać kolejne pytanie: dlaczego taki rozwój osobowości uważamy za potrzebny? Sprzężenia między modelem kultury zachodniej a gospodarką są w kontekście klimatu bardzo ważne. Gospodarka produkcji i konsumpcji oraz kultura konsumpcji i produkcji wzajemnie się napędzają, prowadząc do katastrofy. Oczywista jest odpowiedzialność dużych korporacji, które napędzają popyt i dewastują środowisko i będą robić co w ich mocy, żeby nie zaprzestać. Ważny jest jednak także model kultury, w którym bardzo mocno tkwimy i który im to ułatwia.

FOT. PXHERE.COM / CCO DOMENA PUBLICZNA.

PARFIANOWICZ: Odpowiedzią może być idea postwzrostu, która dobrze pokazuje wzajemną dynamikę procesów społecznych i klimatycznych, ich punkty styku, które często są dla nas nieoczywiste, ale obecne w sposobie organizacji pracy, w budowaniu relacji społecznych czy sposobach spędzania wolnego czasu. Postwzrost pyta o to, czym jest w ogóle rozwój, który organizuje naszą wyobraźnię? Teoretycy i popularyzatorzy postwzrostu podkreślają konieczność krytycznej refleksji nad wyborami i kategoriami, które uznajemy za oczywiste i których w ogóle nie podważamy. Pokazują, jak bardzo są ze sobą powiązane kwestie sprawiedliwości społecznej ze sprawiedliwością ekologiczną i klimatyczną. Myśl postwzrostu problematyzuje kwestie organizacji gospodarki, ale też hierarchie wartości, którymi kierujemy się w życiu prywatnym, podaje w wątpliwość zarówno fetysz wzrostu gospodarczego, jak i kult "rozwoju osobistego". Każe zastanawiać się, co jest miarą naszego dobrostanu. Pokazuje, jak kruche są podstawy, na jakich istniejący system jest ufundowany. Nasza gospodarka działa głównie przez eksploatację zasobów naturalnych, pochłania mnóstwo energii i materiałów, które są nieodnawialne i które trafiają z powrotem na naszą planetę w postaci różnego rodzaju odpadów. Z nimi też nie bardzo wiadomo, co zrobić. System, w którym funkcjonujemy, jest na dłuższą metę nie do utrzymania, to nie jest miejsce, w którym będziemy mogli żyć, jeśli będziemy trwać w modelu "business as usual". Postwzrost pokazuje, jak moglibyśmy zmienić nasze funkcjonowanie jako społeczeństwa, jeśli zwrócilibyśmy się w stronę innych wartości. Moglibyśmy wrócić do lokalnych form działania czy lokalnych form współpracy. Jest to projekt, który wymaga dużo pracy i dużo zaangażowania w tworzenie takich struktur, samorządnych, kooperujących ze sobą, wspólnot organizacji, które na nowo wymyślają i tworzą ten świat - jak będziemy mieszkać, skąd będziemy brać jedzenie, jak będziemy pracować a jak się uczyć - bo postwzrost kładzie duży nacisk na wytwarzanie i dzielenie się wiedzą, na jej horyzontalne zorganizowanie, wskazuje, że są różne źródła wiedzy i być może model jej zdobywania i wytwarzania, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni w społeczeństwach zachodnich, nie jest wcale jedyny i może trzeba to wyobrażenie na temat tego, czym jest wiedza, zdekolonizować. Postwzrost to - jak mówią jego teoretycy - projekt dekolonizowania wyobraźni, która ogarnięta jest fetyszem wzrostu i rozwoju.

ŚLĘZAK: Myślę, że można tu dodać problem indywidualnej odpowiedzialności, który znajduje się w centrum pytania o relacje między katastrofą klimatyczną a zmianami społecznymi. Na ile nasze indywidualne decyzje i działania dają możliwość realnego przebudowywania globalnej gospodarki. Jedną rzeczą jest kwestia latania na wakacje, inną - przymus wyjeżdżania na konferencję w środowisku akademickim albo krążenie prac artystycznych i kuratorów w świecie sztuki. Przestawianie się na lokalność musi prowadzić do stworzenia silnego ruchu, jeśli chcemy, by efekt naszych działań był czymś więcej niż indywidualnym wykluczeniem się z obiegu. Ważne jest więc, jak się zmierzyć z problemem indywidualnej odpowiedzialności i jak rozsądnie odpowiadać na pytanie: ile od nas zależy? By nie popadać w beznadzieję całkowitego braku przyszłości, ale też żeby nie kłaść nadmiernego nacisku na indywidualne działania, gdy chodzi o segregację śmieci czy latanie samolotami, wobec braku możliwości wprowadzenia zmian strukturalnych.

Tu otwiera się pole na dyskusję o odpowiedzialności instytucji - które na przykład wymuszają mobilność. I być może cała gospodarka po kryzysie wróci na dawne tory, ale może to, co jest do zrobienia, to wymuszenie na uniwersytetach, galeriach sztuki czy teatrach ograniczenia mobilności i produktywności?

SOBCZAK: To wymaga od instytucji przemyślenia tego, co jest im potrzebne. Nie jest to - trzeba od razu zaznaczyć - wcale proste, bo instytucje też nie są samotnymi wyspami, działają w istniejącym systemie. Na przykład uniwersytet działa nie tylko według wytycznych ministerialnych, jego funkcjonowanie jest pochodną wizji różnych instytucji europejskich, wizji nauki, która się coraz bardziej komercjalizuje, ale też jest coraz bardziej wyspecjalizowana. Dlatego powinniśmy zadawać sobie pytania o to, jak powinna wyglądać współpraca międzynarodowa na uniwersytecie i czy nie jest ona jakimś fetyszem, za którym nie idzie żadna wartość społeczna. Jeżeli zniechęca się akademików do wychodzenia ze swoją refleksją na zewnątrz, a dąży się do tego, żeby ich zamknąć w hermetycznym obiegu sprofesjonalizowanych czasopism międzynarodowych, których nie czytają nawet ci, co w nich publikują, to jest to sposób na pacyfikację nauki i krytycznej refleksji. Można więc zapytać: co mogą zrobić uniwersytety w systemie, który jest tak diabolicznie zaprojektowany? Trzeba też pytać o to, co się kryje pod hasłami, które mamy wpisane w statuty albo programy ministerialne, takimi jak właśnie współpraca międzynarodowa, otwartość i partycypacja czy różnorodność. Trzeba te pięknie brzmiące hasła poddawać refleksji i pytać: po co nam to jest i jak to ma działać? Z instytucjami jest też tak jak z indywidualnościami, tylko na wyższym poziomie: możemy podjąć radykalne działania, które będą nas skazywać na wykluczenie, na mniejsze dotacje, na to, że będziemy mniej konkurencyjni, mniej dochodowi, a z kolei jak będziemy mniej konkurencyjni i dochodowi, to nie będziemy w stanie dużo zapłacić ludziom za dobre rzeczy, które robią. Instytucje, podobnie jak ludzie, są zakładnikami systemu.

PARFIANOWICZ: W czasie pandemii uświadomiłam sobie, że uniwersytety są w uprzywilejowanej sytuacji. Mówię to też z lękiem, że za chwilę przyjdzie kolejna nowelizacja rządowej tarczy antykryzysowej, która dosięgnie uczelnie publiczne - bo dlaczego miałaby nie dosięgnąć, skoro dosięgła już w zasadzie wszystkie sektory naszego życia? Jak długo jednak funkcjonowanie tych instytucji jest stabilne - mimo wszystkich ograniczeń, o jakich mówiła Kornelia - mają one możliwość prowadzenia badań i krytycznej refleksji, popularyzowania krytycznego namysłu nad rzeczywistością. Problem, o którym mówiła Kornelia, polega też na naszym zbiorowym konformizmie - bardzo szybko zinternalizowaliśmy rozmaite wymagania, czasami zanim zostały one sformułowane i wcielone w życie. Zaczynamy konkurencję między wydziałami, między kolegami i koleżankami z innych instytutów, z innych uniwersytetów, z innych krajów. Myślę, że także z tej perspektywy myśl postwzrostu jest ciekawa, a przy tym niełatwa do szybkiego zaaplikowania, bo zmusza nas do przemyślenia, na ile potrzebne jest to, co robimy. To może być bolesna refleksja, bo okazuje się, że świat się nie zawali, jeśli nie napiszemy iluś artykułów. Podobnie jest w wielu instytucjach kultury - świat się nie zatrzyma, jeśli nie odbędzie się ileś premier, nie będzie iluś wystaw. To może być smutne, ale jednocześnie uwalniające. Lubimy naszej pracy przypisywać wagę, ale może jej znaczenie leży gdzie indziej, niż myśleliśmy do tej pory? Można także spojrzeć na instytucje, jako na istniejący potencjał, mający osadzenie, dofinansowanie z różnych źródeł, często też to, co robimy, mówimy czy piszemy, nie jest tak ściśle weryfikowane, więc może nasza energia powinna iść w to, by wykorzystywać możliwości, jakie dają nam instytucje, i rozsadzać ten system.

ŚLĘZAK: Rozmawiałam ostatnio na temat ekologii z przedstawicielami różnych instytucji kultury w Polsce. W rozmowach pytałam też o paradoks produkcji: najbardziej ekologicznym sposobem funkcjonowania instytucji jest nieprodukowanie, a całkowite zawieszenie produkcji jest najbardziej korzystne dla środowiska. Samo istnienie instytucji jest już nieekologiczne i trzeba się zastanowić, na ile się uzasadnia. Widziałam przy tym duże poczucie sensowności pracy, jaką wykonują, że praca instytucji kultury jest na tyle pożyteczna społecznie, że społeczne zyski co do zasady przewyższają straty związane ze środowiskowymi kosztami produkowania wydarzeń kulturalnych. Sporo było głosów mówiących o koherencji - skoro wytwarzamy wydarzenia o tematyce ekologicznej, to sami musimy być ekologiczni, żeby to, jak siebie przedstawiamy i jak o sobie myślimy, było spójne, co wydało mi się odpowiedzialnym myśleniem o instytucji. Bardzo wiele proekologicznych działań w polskich instytucjach się dopiero zaczyna dziać i zostały one zatrzymane przez epidemię.

Najbardziej chyba zainteresował mnie przykład Centrum Kultury ZAMEK z Poznania, w którym działa komisja ekologiczna "Zamek dla klimatu", jej powołanie - uchwałą dyrekcji - zostało poprzedzone audytem ekologicznym przeprowadzonym przez osobę z zewnątrz. Zakorzenienie instytucjonalne komisji jest bardzo silne, ma ona też bardzo konkretnie wyznaczone zadania. Przykład Zamku jest również bardzo ciekawy, bo wynajmuje on przestrzeń kilkudziesięciu innym podmiotom. W kompetencjach komisji jest opracowanie wytycznych, które będą przedstawione wszystkim najemcom, więc potencjalny zakres odziaływania jest bardzo duży. Sama instytucja także jest duża, więc ma szansę wpływać na środowisko. W początkach marca została podjęta decyzja o wyłączaniu oświetlenia budynku na noc - co poniedziałek - żeby oszczędzić prąd, ale też, żeby przyzwyczajać mieszkańców do widoku ciemnych gmachów nocą: Zamek to ogromny budynek w centrum miasta, więc zmiana jest zauważalna. Od początku epidemii wygaszają się codziennie. Z innych rzeczy - parking, który jest przed Zamkiem, będzie przebudowany na zielony skwer ze zbiornikami na deszczówkę i małą retencją. Uniemożliwi podjazd pod budynek samochodami i odda przestrzeń mieszkańcom, ale znów, możliwe jest to dlatego, że Zamek może dysponować tym terenem - widać więc znów, że to przykład instytucji o szczególnie dużych możliwościach.

Osoby z działającej w Zamku komisji mają bardzo ciekawy sposób myślenia o tym, jak można wpływać na politykę miejską - skupiają się na tym, by działania wypracowywane przez nie mogły być aplikowane w innych instytucjach kultury w mieście poprzez nawiązywanie współpracy i sojuszy. Ze względu na pozycję symboliczną, a także wielkość instytucji, Zamek może wytwarzać realną presję na władze miasta. Instytucja kultury jest w tym wypadku laboratorium, które wypracowane praktyki proponuje innym, a jednocześnie jest świadome swojej siły i próbuje ją odpowiednio wykorzystywać.

Wraca tu wymiar lokalny. Poznań jest chyba przykładem dobrze działającego i dbającego o ekologię miasta. I to też pokazuje znaczenie samorządów, często prowadzących - właśnie w sprawach ekologicznych - inną politykę niż władze centralne, które są raczej antyekologiczne. Czy samorządy - miejskie i gminne - nie są obszarem największej skuteczności i siły oddziaływania ekologicznych praktyk instytucji?

ŚLĘZAK: Bez wątpienia, bo też na tym poziomie abstrakcyjne idee materializują się w bardzo konkretnych rozwiązaniach.

PARFIANOWICZ: Jeśli jest jakaś nadzieja, żeby opanować ten kryzys, to ja ją widzę w lokalności. Sposoby przeciwdziałania kryzysowi klimatycznemu będą się realizować na poziomie regionalnym, miejskim, w odniesieniu rzecz jasna do dyskusji toczonych globalnie, bo chodzi też o transfery wiedzy, która powstaje w międzynarodowym środowisku i w oparciu o badania, które prowadzone są w różnych miejscach na świecie. Wdrażanie tych rozwiązań będzie się jednak odbywało na poziomie lokalnym i będzie uzależnione od decyzji społeczności na poziomie miast, regionów, województw. W lokalnej samorządności widzę nadzieję. Tak działają panele obywatelskie - ich koncepcja wynika z przekonania, że jeżeli ludzie dowiedzą się, jak wygląda stan środowiska naturalnego, jakie są prognozy na najbliższe lata i dostaną kilka możliwych scenariuszy, to mają kompetencje - niezależnie od swojego wykształcenia i tego, czym się zajmują w życiu - by podjąć racjonalne decyzje dotyczące funkcjonowania swojego otoczenia. To jest też miejsce na refleksję, na ile różne sposoby życia są rzeczywiście naszym wyborem, a na ile przyjmujemy je z rozpędu, jako coś przezroczystego, coś, nad czym się nie zastanawiamy, co czasem jest nam wręcz wmuszane, bo nie widzimy innych możliwości funkcjonowania. I jak słyszę, że bardzo trudno będzie ludziom zrezygnować z latania do Tajlandii, to wcale nie jestem tego taka pewna - myślę, że to jest też bardzo protekcjonalne podejście, w którym postrzega się ludzi jako zagubione i bezrefleksyjne jednostki. Nie mówiąc już o tym, że najbardziej szkodliwe dla środowiska zwyczaje, na przykład częste loty międzykontynentalne, to raczej domena dobrze zarabiającej klasy średniej. Myślę, że ludzie troszczą się o środowisko w dużo większym stopniu, niż wynikałoby to z opowieści powstających w elitarnych kręgach. Trzeba tylko mieć narzędzia samorządności i możliwość wpływania na to, jakie polityki prowadzi miasto, jeżeli chodzi - dajmy na to - o retencję wody czy zagospodarowanie przestrzeni publicznych, by sprzyjały bioróżnorodności, albo troskę o jakość powietrza. Poza tym różne sposoby - mówiąc brzydko - zarządzania kryzysem są dużo skuteczniejsze na poziomie regionów. Różnią się one przecież środowiskowo czy geograficznie, więc rozwiązania muszą być dostosowane do określonych miejsc i klimatu. Paradoksalnie instytucje kultury, które często skłonni jesteśmy separować od tych, które mają reagować na kryzys środowiskowy, mają tu bardzo dużo do zrobienia. Mają też często bliski kontakt z lokalnymi społecznościami, są w nich zakorzenione, więc widzę tu wielką przestrzeń do działania dla instytucji, w których pracują ludzie i które mają własną infrastrukturę.

SOBCZAK: Zastanawiam się tylko, co będzie z budżetami tych instytucji po pandemii. A także z budżetami samorządów i tym, gdzie będą szukały oszczędności. Już teraz widać, że ograniczenia będą dotykały najbardziej bezbronnych instytucji, jak młodzieżowe domy kultury czy instytucje edukacyjne. Boję się, że ten rodzaj wcale niebłahej sprawczości, którą lokujemy w instytucjach samorządowych, może się skończyć ze względu na brak pieniędzy. Działanie neoliberalnego systemu jest bardzo widoczne na poziomie lokalnym. Dlaczego na przykład samorządy myślą w pierwszym rzędzie o tym, żeby szukać cięć w sferze socjalnej czy w sferze kultury, a nie wpadną na tak radykalny pomysł, żeby wprowadzić opłatę za wjazd do centrów miast albo opodatkować wielkie nieruchomości czy komercyjne budynki: mają szereg narzędzi, którymi mogłyby zmusić bogatych do solidarności, a nie zaczynać od cięć budżetowych. A pytanie, co jako obywatele i obywatelki możemy zrobić na poziomie lokalnym, jest też pytaniem o stan naszej wiedzy w miastach i gminach, a nie zawsze jest on zadowalający.

PARFIANOWICZ: Widzimy, co robi Warszawa, bardzo bogate miasto, stolica państwa, której władze pytają burmistrzów dzielnic, czy nie dałoby się oszczędzić na zajęciach dodatkowych, na świetlicach i na wsparciu pedagogicznym i psychologicznym w szkołach. To jest skandal, a mówimy o szkołach publicznych, do których mają wrócić dzieci po pandemii. Wrócą do szkoły ogołoconej ze wszystkich wychowawczych działań. Pytanie, czy środków finansowych nie można szukać w innych miejscach, jest jak najbardziej zasadne.

Może więc należy inaczej myśleć o działalności kulturalnej, by efektywniej wykorzystać te pomniejszone budżety? Może robić mniej kosztownych spektakli i wystaw, a więcej małych działań, które będą wytwarzały i popularyzowały wiedzę?

SOBCZAK: Te dziedziny sztuki, które są najbardziej samoświadome i krytyczne - czyli teatr i sztuki wizualne - przez swoją specyfikę medialną mają bardzo ograniczone możliwości docierania do widzów i to jest pytanie o to, w jaki sposób można to ograniczenie przekroczyć: spektakle i wystawy są ściśle związane z lokalnością. Jak więc wykorzystać potencjał tych instytucji i jak sprawić, by nie zasklepiały się one we własnej autorefleksji i krytyczności? Jak sprawić, by instytucje, które są świadome, że najbardziej ekologiczną formą produkcji jest nieprodukcja, mogły wytwarzać rzeczy wartościowe edukacyjnie? Zastanawiam się, bo się bardzo boję, że w miejsce zaniechanych artykułów czy spektakli wejdą kursy rozwoju osobistego czy...

PARFIANOWICZ: ...artykuły o tym, jak kreatywnie przetrwać pandemię.

SOBCZAK: Myślę, że niektóre instytucje w obliczu zredukowanych dotacji mogą szybciej podporządkować się neoliberalnej ideologii i łatwo zastąpić działania, których - w imię walki z nadprodukcją - zaniechamy.

ŚLĘZAK: Podobne rzeczy słyszałam od Bartka Frąckowiaka, dyrektora Biennale Warszawa. Zastanawiał się, czy nadprodukcja w sztuce nie jest potrzebna, dlatego, że wytwarza dyskurs. I czy gdyby nie znikła, to to puste miejsce nie zostałoby zajęte przez inne, szkodliwe czy niebezpieczne grupy, które nie mają takich oporów. Takie przekonanie wydaje mi się powszechne wśród pracowników kultury.

Tylko czy nie macie poczucia, że to nie zawsze idzie ze sobą w parze - wytwarzanie dyskursu o ekologii i jej praktykowanie?

ŚLĘZAK: Jeśli zostaną zmniejszone budżety na produkcję, to można pomyśleć, w jaki sposób wprowadzać zmiany, praktykując ekologię za pomocą działań czysto strukturalnych. Przez sam fakt bycia instytucjami - wykorzystując budynki, kontakty ze społecznościami. W ten sposób też można wytwarzać alternatywne dyskursy.

PARFIANOWICZ: To są miejsca, w których pracują ludzie, ich praca nie jest szkodliwa dla innych, a może nawet przynosić korzyści społeczne o mniejszym lub większym zasięgu. Wartością jest już to, że są budynki, do których można nieodpłatnie wejść, pobyć tam, ogrzać się...

SOBCZAK: ...zrobić siku...

PARFIANOWICZ: ...albo napić się herbaty. I to już jest ważne. Nie docenia się tego, że są to miejsca pracy, ale też tego, że jest to materialna infrastruktura. I nawet o uniwersytecie, który chce być taką prestiżową instytucją wytwarzającą wiedzę i dyskursy, należy myśleć jako o miejscu, do którego można po prostu wejść się ogrzać, a może też przy okazji trafić na coś ciekawego. Tak się myśli o bibliotekach na Zachodzie, w których czasem buduje się prysznice dla bezdomnych - misja społeczna takich instytucji jest bowiem znacznie szersza niż tylko udostępnianie treści kultury. I można to wszystko robić, zmniejszając ślad węglowy, jak robi to chociażby Uniwersytet Masaryka w Brnie, który kupuje energię od dostawcy pozyskującego ją ze źródeł odnawialnych. Przy tak dużych instytucjach jak uniwersytety ma już znaczenie, w jaki sposób pozyskują one energię.

ŚLĘZAK: Dość popularne jest tworzenie przez instytucje ogrodów społecznych. To jest bardzo fajny ruch. Jest on związany właśnie z myśleniem o obiekcie istniejącym w określonym kontekście, jako części złożonej infrastruktury. Opiera się na prostym akcie wyjścia poza budynek, który tworzy różnego rodzaju bariery symboliczne. Infrastruktura, którą dysponują instytucje, to często nie tylko budynek, do którego się wchodzi, by oglądać sztukę, ale też teren wokół. Jeśli jest tam beton, to może warto postawić tam donice z roślinami. To też fajny i nieprzemocowy sposób na to, żeby uczynić zadaniem samo wytwarzanie przestrzeni. Oczywistym przykładem jest Ogród Powszechny czy Zielony Jazdów przy warszawskim CSW Zamek Ujazdowski. Poznańska Scena Robocza przez całą wiosnę i wakacje robi zajęcia z dziećmi, zasiedlając plac przed siedzibą, który nie jest jednak własnością Sceny, więc może być tylko czasowo zmieniany - daje to jednak możliwość kreatywnej interwencji. Teatr Zagłębia w Sosnowcu ma ogródek. Rozmawiałam z Iwoną Woźniak, dyrektorką teatru, która mówiła o planach udostępniania rabat dla uczniów, hodowaniu warzyw. To są praktyki, które redefiniują to, co można robić w instytucji, co można robić w teatrze nawet w niewielkiej miejscowości.

Więc może zróbmy taką giełdę dobrych praktyk, z jakimi się spotkałyście.

PARFIANOWICZ: Na każdym szczeblu działania instytucji - czy będzie to teatr, czy uniwersytet - jest wiele możliwości wdrażania proekologicznych rozwiązań. Począwszy od retencji wody, po panele słoneczne na dachach. Gaszenie światła, wyłączanie komputerów czy regulowanie ogrzewania - wydaje się, że to są drobiazgi, ale w dużych instytucjach, dysponujących wieloma budynkami, może to w znacznym stopniu zapobiec marnotrawstwu energii. Rozwiązaniem, które można zaaplikować w takich instytucjach jak uniwersytety - ale też w takich ośrodkach kultury jak Zamek, gdzie jest dużo współpracujących podmiotów - jest odpowiednio skomponowane menu bufetów i stołówek i podpisywanie umów z takimi dostawcami, którzy zapewniają wegetariańskie i wegańskie posiłki - w idealnym świecie wyłącznie takie; wyeliminowanie mięsa z instytucji kultury - poza wartościami etycznymi - przyczyniłoby się do znacznego ograniczenia emisji CO2. Podobnie jak wykorzystywanie lokalnie produkowanej żywności - w przyszłości kluczowe będzie to, jak pozyskujemy jedzenie. Duże instytucje mogą więc nawiązywać relacje z okolicznymi rolnikami, budować sieci dostaw i tworzyć pozytywne wzorce. Innym działaniem - o czym mówiła już Ida - jest odzyskiwanie miejsc parkingowych i zamienianie ich w tereny czynne biologicznie czy wprowadzanie bioróżnorodności wszędzie, gdzie się da. Są całe kilkusetstronicowe poradniki dla uniwersytetów, które pokazują, jak można zmieniać przestrzeń - od sali wykładowej po cały kampus - żeby przygotować je na kryzys klimatyczny, więc ta wiedza jest, wiele zależy od zdecydowania we wprowadzaniu tych zmian.

OGRÓD POWSZECHNY / TEATR POWSZECHNY, WARSZAWA, 2019.

ŚLĘZAK: Eliminacja mięsa tak, również tworzenie wytycznych dla najemców: przestrzenie większych instytucji są przecież często wynajmowane komercyjnie. To z kolei pozwala na wprowadzanie pewnych standardów do środowisk biznesowych, bo instytucje kultury to zazwyczaj miejsca prestiżowe, więc niech firmy robią tam bankiety - ale bez mięsa. Ale zobaczcie też, jak wiele instytucji kultury ma już ule. Można wysiewać łąki kwietne na terenach, którymi instytucje dysponują, nie pakować grabionych liści do worów, tylko zostawiać je dla jeży, zbierać deszczówkę - w Warszawie można na to dostać dofinansowanie. Można wprowadzić elektroniczny obieg dokumentów, żeby nie zużywać papieru... W warszawskim Nowym Teatrze trwają prace nad uekologicznieniem garderób - wprowadza się płatki kosmetyczne wielorazowego użytku czy kosmetyki w szklanych opakowaniach.

PARFIANOWICZ: Wraca też kultura kompostu i to jest naprawdę wspaniałe.

DEMONSTRACJA EXTINCTION REBELLION, OXFORD CIRCUS, LONDYN, 2019. FOT. VLADIMIR MOROZOV/AKXMEDIA.

Tylko czy takie zaangażowanie instytucji może zmienić sytuację ekologiczną i zapobiec katastrofie, jeśli swoją politykę utrzymają wielkie koncerny? Jak zyskać sprawczość w sprawie katastrofy klimatycznej?

PARFIANOWICZ: Szczerze? Bez rewolucji będzie trudno. Potrzebny jest strajk generalny i trzeba o tym zacząć głośno mówić. Trzeba zmienić cały system, a nie zmienimy, go segregując śmieci czy nawet kompostując. Trzeba skompostować neoliberalizm, choć nie wiem, czy taki kompost będzie się do czegokolwiek nadawał. Ważne jest, by w końcu zacząć o tym rozmawiać, żeby tę zmianę wprowadzić bezprzemocowo. Ale też nie ukrywam, że myślę właśnie o strajku generalnym jako o narzędziu, które ma pewną tradycję.

SOBCZAK: Dobre praktyki instytucjonalne, które są i będą podejmowane, sprawią, że korporacje też będą się greenwashować i bardzo dobrze, zawsze jest to jakiś zysk. Trzeba się zastanowić nad tym, w co wkładać energię: czy w działania lokalne, gdzie ma się większą sprawczość i można zwiększyć ilość dobra, czy angażować się w szeroko zakrojoną propagandę. I, co się z tym wiąże, do kogo powinna być skierowana taka propaganda czy działania edukacyjne? Czy mają to być uciśnieni przez kapitalizm, czy może raczej postulaty dotyczące sprawiedliwości - ekologicznej i społecznej - powinniśmy kierować do rządzących, bo to oni mają sprawczość we wdrażaniu rozwiązań proekologicznych? Problemem jest widoczność tych postulatów, bo główne kanały medialne: narodowo-nacjonalistyczny i opozycyjno-neoliberalny są - każdy na swój sposób - bałamutne w kwestiach środowiskowych. Jeszcze inną sprawą są nasze wyobrażenia na temat sprawczości. Dla mnie ogromnie ważnym przeżyciem były Czarne Protesty, które pozwoliły zatrzymać tę okropną ustawę. Tak naprawdę nie udało się wywalczyć żadnej pozytywnej zmiany, ale udało się uniknąć pogorszenia sytuacji. Zastanawiam się jednak, czy to doświadczenie nie projektuje naszego myślenia o tym, co jest sprawczym działaniem. Ja - przyznaję - mam taką tęsknotę: wielki masowy strajk klimatyczno-społeczny, kiedy wszyscy wyjdą na ulice i wszystko się zatrzyma. Ale może tak się to nie odbywa, a zmiany idą innymi kanałami? Monika Sadkowska, aktywistka klimatyczna, zwróciła kiedyś uwagę, że myślenie w kategoriach masowego protestu, który zmieni wszystko, może być złudne. Może właśnie skuteczniejsze jest nieposłuszeństwo obywatelskie, blokowanie kopalni, albo może - okropne słowo - lobbowanie? Wydeptywanie korytarzy w Komisji Europejskiej i proszenie, by nie odławiać wszystkich dorszy, a jedynie dziewięćdziesiąt procent? Domaganie się, wymuszanie, agitowanie za sprawiedliwą transformacją wśród polityków? Nie wiem, co mamy robić.

Pytam o sprawczość, bo niedawno na fanpejdżu "Przed końcem" umieściłyście post z informacją, że takie stężenie CO2, jakie mamy obecnie, było na świecie, gdy na Antarktydzie żyły rośliny - czasu jest więc coraz mniej.

SOBCZAK: Widowiskowe działania Extinction Rebellion, happeningi klimatyczne są super, ale może tak naprawdę nikt tego nie zauważa? A właściwie, kto powinien to zauważyć? Obywatelki i obywatele czy prezydent Duda albo premier Morawiecki? Zastanawiam się, dlaczego nawet do bardzo złych i cynicznych polityków, albo, hmm, niemądrych, nie przemawia pragmatyzm? Przecież na martwej planecie nie będzie kogo dekomunizować! Nie będzie gdzie stawiać pomników żołnierzom wyklętym! To, że nie wiadomo do kogo należy adresować nasze działania, jest jakoś obezwładniające. Boję się, że w pewnym momencie może dojść do radykalnych gestów, jak samospalenie, albo że ktoś wysadzi się na Wall Street, a jeszcze bardziej się boję, że to i tak nic nie zmieni.

PARFIANOWICZ: Jedna z koncepcji utopii mówi, że chodzi nie tyle o to, żeby zbudować świat idealny, ale taki świat, w którym będzie choć trochę mniej zła. Wydaje mi się, że takim utopijnym działaniem, w którym chodziło o to, żeby zatrzymać to, co najgorsze, był właśnie Czarny Protest. Wierzę, że przez zatrzymywanie najgorszego wykuwa się to, co jest lepsze. Mnie się naprawdę wydaje, że strajk jest właściwą drogą, że musimy się w to zaangażować wszyscy - jako ludzie. Nie mamy kapitału, nie mamy pieniędzy, nie mamy władzy. Kapitalizm zaś, poza tym, że dysponuje środkami finansowymi, ma też środki militarne, którymi zdolny jest pacyfikować ludzi. Słyszymy o setkach ofiar wśród działaczy i działaczek na rzecz sprawiedliwości środowiskowej w krajach globalnego południa, ale takie przypadki zdarzają się też blisko nas. W Rumunii dochodzi już do zabójstw osób chroniących na przykład lasy przed nielegalną wycinką. Korporacje będą się broniły do końca. Jedyne, czym dysponujemy, to nasze ciała; i jest ich duża liczba, bo ludzi, którzy nie chcą niszczyć tego świata, jest po prostu więcej. Tylko wychodząc na ulice, stając się widoczni, możemy się tej machinie przeciwstawić. A wezwania do strajku generalnego pojawiają się coraz częściej zarówno w działających globalnie środowiskach ekologicznych, jak i w środowiskach ludzi pracy, wśród związków zawodowych. Myślę, że jest tu duży potencjał do tworzenia sojuszy i solidarnego współdziałania.

MECH ROSNĄCY NA ZIEMI GRAHAMA NA PÓŁWYSPIE ANTARKTYCZNYM, 2011. FOT. CARLOSZELAYETA / CC BY-SA 4.0.

ŚLĘZAK: Mnie bardzo interesuje, co zmieniają protesty, którym nic nie udaje się osiągnąć. Chciałabym wierzyć, że one też są ważne - Czarny Protest był dla setek tysięcy kobiet okazją, by wyjść na ulice, zobaczyć się nawzajem, zobaczyć, jak to wszystko działa, jak zachowują się ich ciała. Dla mnie to był realny kapitał, który na uniwersytecie pozwolił później zorganizować protest przeciw Ustawie 2.0, pozwolił uwierzyć w to, że możliwe jest stworzenie wspólnoty - to są bardzo istotne doświadczenia. Konwencjonalna skuteczność, którą mierzymy zmianą realnego stanu, nie jest jedyna, jaka się liczy. Trzeba odzyskiwać te nieefektywne doświadczenia. Bardzo wiele rzeczy dzieje się w konkretnych biografiach, to są momenty, które otwierają oczy, sprawiają, że postawy ludzi radykalizują się. Myślę, że energii, o której mówi Kornelia, jest bardzo dużo: to są miliardy ludzi i chodzi o to, żeby tę energię mobilizować - również przez tworzenie przestrzeni czy przebudowywanie instytucji. Może nie trzeba przeciwstawiać zmian rewolucyjnych i ewolucyjnych - to można robić jednocześnie. Ewolucyjna zmiana, która wytwarza coraz więcej energii, mobilizuje osoby, nieczujące się gotowe na radykalne działania. Można przecież też wysiewać łąkę kwietną. Budowanie pomostu między tymi dwiema strategiami jest - jak mi się wydaje - dobrym pomysłem. I to cały czas próbowałyśmy robić w tej rozmowie, wychodząc od lokalności, bo wizja z poziomu makro, w którym nic nie możemy zrobić, jest absolutnie przerażająca.

SOBCZAK: Mam tylko obawę, że Czarne Protesty sformatowały nasze wyobrażenia o skuteczności działania: że kiedy dzieje się źle - ludzie wychodzą na ulice. I dobrze, niech wychodzą, ale czy na pewno to jest właściwy sposób rozstrzygania "sporów" w demokracji? To jest trochę przewrotne i niebezpieczne, że obywatelki stają się zakładniczkami możliwości wyjścia na ulicę... Poza tym może Czarne Protesty dały złudne poczucie sprawczości? W innych sytuacjach to wychodzenie skończyło się klęską - czy mówimy o Trybunale Konstytucyjnym, czy o Ustawie 2.0 - protest wobec niej był cennym doświadczeniem, ale dla garstki ludzi. Myślę tylko o tym, żeby ta wizja masowego protestu nas nie sparaliżowała. Chociaż ja na ulicę zawsze chętnie wyjdę.

PARFIANOWICZ: Musimy też zacząć sobie wyobrażać, co ma być potem. Budowanie tych pomostów może też służyć budowaniu alternatywnych struktur czy wzmacniać alternatywne formy organizacji - żebyśmy rozbudowywali relacje międzyludzkie w sposób bardziej kooperatywny czy w innych formułach niż te, które dominują w systemie kapitalistycznym. Już teraz możemy sobie zacząć wyobrażać, jak mogłoby to wyglądać. Przecież ten system nie upadnie w ciągu jednego dnia w wyniku gigantycznego protestu, który obejmie wszystkie kraje świata. Trzeba zacząć rozmawiać, jak może wyglądać świat, w którym nie będzie kapitalizmu. I takiemu namysłowi mogą służyć proekologiczne działania instytucji kultury.

Rozmawiał Piotr Morawski