Życie porządnie opisane- Małgorzata Szpakowska -
"Uratować coś z czasu, w którym się już nigdy nie będzie" (s.237). To ostatnie zdanie książki Annie Ernaux.1 Bardzo proustowskie i zarazem mylące; ta ni to powieść, ni to autobiografia opowiada o życiu spełnionym, którego nie trzeba odzyskiwać. Jej autorka (narratorka) niczego nie żałuje i z niczego się nie tłumaczy; przy pozorach otwartości jej powściągliwość aż rani. O sobie pisze z dystansem; zamiast "ja" najchętniej używa konstrukcji "się" - "rosło się spokojnie", "zarażało się świerzbem" (s.23), albo uogólnionego "my": "Religia katolicka niepostrzeżenie znikła z naszego życia" (s.148). A o katastrofie w Czarnobylu - "nas to nie obeszło" (s.155). W ukrywaną autobiografię niekiedy wślizguje się polityczna historia Francji dwudziestego wieku. Z biegiem lat jest jej nawet coraz więcej.
Opowieść ma kilka osi, niezależnie od porządku narzucanego przez życiorys autorki. Pierwszą z nich - najbardziej autobiograficzną - wyznaczają fotografie. Fotografiami Annie Ernaux mierzy uciekający czas. Pierwsza przedstawia ją jako niemowlę, następna - jako czterolatkę. Któraś z rzędu - jako siedemnastolatkę, która zaczyna dostrzegać świat zewnętrzny: żelazną kurtynę, czołgi radzieckie w Budapeszcie, skrwawioną Algierię. Potem lata studenckie: utrwalona na zdjęciu z przypadkowymi koleżankami. Następna z synkiem, zapewne zrobiona przez męża, podobnie jak film, na którym widać już dwójkę dzieci. A potem inny film nakręcony w liceum, gdzie Annie Ernaux była nauczycielką. Z kolejnego zdjęcia z 1992 roku autorka jest wyraźnie zadowolona: rozwiodła się z mężem, dorastający synowie wyjechali, sama może decydować o sobie. Siedem lat później widzimy ją z dorosłymi synami nad morzem; "Ma miły i zdystansowany uśmiech osoby dorosłej, przyzwyczajonej do tego, że się ją fotografuje samą z młodymi" (s.195). Wreszcie ostatnie zdjęcie: "starsza kobieta o rudoblond włosach, w czarnym sweterku z dekoltem, półleży na wielkim, różnokolorowym fotelu i obiema rękami obejmuje małą dziewczynkę" (s.227) - wnuczkę oczywiście.
Uzupełnieniem tej fotograficznej chronologii są spisane doświadczenia ciała, zwłaszcza w młodości. To trudny temat: grozi albo ekshibicjonizmem, albo krępującym zażenowaniem. Ale Annie Ernaux niczego się nie boi ani nie wstydzi. Pierwszą komunię wspomina jako krok wstępny "do wszystkich ważnych rzeczy, które miały nastąpić później: miesiączki, ukończenia szkoły podstawowej, dostania się do gimnazjum" (s.41). Oczekiwanie na pierwszą menstruację pojawia się jeszcze kilkakrotnie; potem już nie na pierwszą: "czas zatrzymywał się z powodu zbyt długo czystych majtek" (s.75). Z kolei zaś zakrwawione majtki towarzyszą niezbyt udanej inicjacji w seks; narratorka ukrywa je potem między książkami. W tamtym czasie seks jest ciągle obiektem podejrzeń i zakazów: "zanim uzyskało się przyzwolenie na seks małżeński, lata masturbacji ciągnęły się w nieskończoność" (s.45). Prymitywna antykoncepcja nie pozwalała zapomnieć o stale zagrażającej ciąży. Ostatecznie więc, konkluduje autorka, "Jedynym pożytkiem z lektur Simone de Beauvoir było utwierdzenie się w przekonaniu, że posiadanie macicy to nieszczęście" (s.77).
W późniejszych latach kwestia kobiecych przypadłości schodzi jednak na dalszy plan, jeśli nie liczyć westchnienia matki piastującej nowonarodzone niemowlę: "Nie mam już żadnych myśli" (s.93) Z upływem czasu ciało kobiety przestaje być kłopotem, a nawet "kontynuuje drogę do wniebowstąpienia" (s.147) przez jogging, aerobik, wodę Évian i różne rodzaje jogurtu. Cezurę wyznacza wynalezienie ustnej antykoncepcji; kobiety "wraz z pigułką stały się paniami życia" (s.168). Moda straciła wiek (dżinsy dla każdego), menopauza jest mniej dramatyczna niż w pokoleniu matek. Uwolniony został zdrowy egoizm; autorka już jest rozwiedziona, już jej synowie są dorośli - może sobie pozwolić na krótsze i dłuższe romanse, a nawet na stałego kochanka. Emerytura, rak piersi, śmierć czarno-białej kotki - odnotowuje, ale z poczuciem "że te zdarzenia w niczym nie zmieniły jej sposobu myślenia, upodobań i zainteresowań" (s.230).
A oto jeszcze inny wymiar autobiografii: oś awansu klasowego. Punkt wyjścia leży nisko; to nie tylko bieda tuż powojenna (Annie Ernaux urodziła się w 1940 roku), ale i jej wcześniejsze ślady: "spuścizna biedy i wyrzeczeń na długo poprzedzających wojnę i jej ograniczenia" (s.25). Utrwalone chłopskie dziedzictwo: jeść głośno, chwytać rzeczy mocno, trzaskać drzwiami, siadać ciężko opadając na krzesło, "mówić głośno, tonem w każdych okolicznościach gderliwym" (s.27). I oczywiście: "W żadnych ustach nie było kompletu zębów" (s.39). W późniejszych czasach opór wobec nowoczesności: rodzina autorki krytykuje pralkę za to, że niszczy bieliznę, telewizję za to, że psuje wzrok. Szkoła, owszem, była egalitarna, lecz dziewczyna musiała zdawać sobie sprawę z przepaści oddzielającej ją od części koleżanek z klasy: "Tę przepaść widać w rozrywkach, sposobie spędzania czasu poza szkołą, ogólnym stylu życia" (s.49). Po prostu: była biedniejsza; u niej w domu nie było lodówki ani łazienki, ani kapitału kulturowego. I nigdy nie była w Paryżu.
A może się po prostu nie przejmowała? Może swój awans - szkołę, studia, posadę nauczycielki (a we Francji jest to zawód cieszący się prestiżem) - mierzyła rosnącym dystansem wobec własnej rodziny. Wobec biedy, topornych obyczajów, niższości intelektualnej. I właśnie w powiększaniu tego dystansu znajdowała satysfakcję. Interesujące jest zestawienie jej książki z Powrotem do Reims Didiera Éribona. Ukazały się niemal jednocześnie: Lata w roku 2008, Powrót do Reims rok później. Eribon opowiadał w gruncie rzeczy tę samą historię: chłopak z nizin przechodzi wszystkie szczeble kariery zawodowej, aby na koniec przekonać się, że nawet największym wysiłkiem, nawet z tytułem profesorskim, nie dorówna mandarynom po grandes écoles. Jak wyrwał się z prowincji, tak do niej wraca; nigdy nie zdoła nadrobić braków wynikających z niedostatecznego kapitału kulturowego. I Didier Éribon, i Annie Ernaux piszą o tym samym, o awansie w obu przypadkach niewątpliwym; ale jedno z nich w tym, co osiągnęło, widzi klęskę, gdy drugie cieszy się sukcesem. Może to kwestia temperamentu, a może po prostu wiary w siebie. A w końcu ten Nobel też nie całkiem wziął się z przypadku.
Jeszcze jedna oś: polityka. Do kilkuletniej dziewczynki rzeczywistość polityczna dociera, co oczywiste, głównie przez rozmowy dorosłych, rozmowy o dziwnej wojnie, drôle de guerre. Rozmowy przyziemne: "Nigdy nie mieli dość opowiadania o zimie czterdziestego drugiego, lodowatej, głód i brukiew, racjonowanie żywności i kartki na tytoń, bombardowania" (s.18). Masło z czarnego rynku, chleb kukurydziany i koks, który nie dawał dość ciepła. We wspomnieniach o codziennych niedogodnościach brakowało już miejsca na samą wojnę; nie mówili o tym, co wiedzieli, ale czego nie widzieli - ani o Holokauście, ani o piecach krematoryjnych. A przecież tej pamięci nie dawało się wymazać. Tak czy inaczej wojna stanowiła cezurę - ale całkiem inną niż w Polsce. W Polsce "przedwojenne" przez całe lata znaczyło "lepsze"; natomiast dla Annie Ernaux było świadectwem przedwojennej biedy. W domu nie ma nic nowego, skarży się autorka, wszystko kupione jeszcze przed wojną; "wszystkiego używało się aż do całkowitego wykończenia" (s.34).
Z biegiem lat to się oczywiście zmienia. Autorka odnotowuje kolejne wybory prezydenckie, bez skrępowania ocenia kandydatów i zwycięzców. Odnotowuje przyjemność głosowania na kogokolwiek, byle nie na de Gaulle'a; datę wyboru Mitterranda (1981) uważa za jedną z przełomowych; jego następcę, czyli Chiraca, charakteryzuje krótko "nadpobudliwy pomyleniec" (s.183). Konstatuje: "Lepiej było żyć pod rządami lewicy, niczego się nie spodziewając, niż bezustannie się denerwować pod przywództwem prawicy" (s.161). Jej dzieciństwo miało w tle wojnę algierską; dorosłość - zamachy terrorystów i zmiany za żelazną kurtyną. Francja życzliwie śledziła wówczas przemiany w ZSRR zapominając o gułagu i czołgach w Pradze, pojawiła się nawet nadzieja na rodzaj "fuzji komunizmu z demokracją" (s.163). Podobnie ekscytowano się Chinami, zanim czołgi wjechały na Tian'anmen. A poza tym ci ze wschodniej Europy nie zdali egzaminu: my zazdrościliśmy im, że przeżywają wielkie chwile, a oni, wypuszczeni na Zachód, skoncentrowali się na zakupach. "Nie okazali się godni czystej i abstrakcyjnej wolności, którą dla nich wymyśliliśmy" (s.165).
Wydarzenia polityczne można usuwać na dalszy plan. W książce Annie Ernaux jest właściwie tylko jeden wyjątek: maj tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego ósmego roku. Jest trochę starsza od studentów-rewolucjonistów i chyba bardziej obiektywna, ale i ją porywa bunt młodzieży - wyrównanie rachunków - jak pisze - za cenzurę, represje, tłumienie manifestacji i luksusowe limuzyny oficjeli. W Maju świat stanął na głowie, "uniwersytety, fabryki, teatry otwierały się naraz szeroko i robiono w nich wszystko z wyjątkiem tego, do czego zostały przeznaczone" (s.98). Nic z tego, co uważano za normalne, nie było już oczywiste, "Zalecano wszystko to, czego wcześniej zakazywano" (s.104). Feministki upominały się o swoje, to na tej fali trzysta czterdzieści trzy kobiety przyznały się potem do nielegalnej aborcji. Do głosu doszli maoiści i trockiści, przedtem niezauważani. Troszczono się o tożsamość, chociaż "nikt dokładnie nie wiedział, na czym miała polegać" (s.147). Troszczono się o wyzwolenie, choć nie było jasne, "jak można by się zabrać do tego wyzwalania - ani w sumie po co" (s.106). Ale jednocześnie "1968 był pierwszym rokiem istnienia świata" (s.103).
A potem wszystko wygasło.
Jest jeszcze jedna oś, być może uwewnętrzniony pogłos antymieszczańskich haseł Maja, być może nietajona lewicowość autorki. Tę oś tworzy powtarzający się jak refren wątek znużenia nadmiarem. Nadmierna produkcja, nadmierna konsumpcja. Handel. Świat utowarowiony. Do lat pięćdziesiątych jest to proste pożądanie rzeczy, jakoś zrozumiałe po latach niedoboru. "Wszyscy uważali za pewnik, że lepiej im się żyje dzięki rzeczom" (s.63), pisze Annie Ernaux i wylicza: kuchenka gazowa zamiast węglowej, citroën 4CV zamieniony na renault dauphine, a żelazko żeliwne na elektryczne. To trochę jak u Georges'a Pereca w Rzeczach: opowiadać o ludziach przez ich meble. Ale potem rzeczy same narzucają się z wszystkich stron. "Coraz szybsze pojawianie się rzeczy odsuwało przeszłość w cień. Ludzie nie zastanawiali się nad ich użytecznością, po prostu chcieli je mieć [...] Mnogość rzeczy maskowała deficyt myśli i zużywanie się wierzeń" (s.84-85). Mieszkając pod Paryżem nie sposób "uwolnić się od spektaklu obfitości towarów" (s.122), to jest składów i magazynów, które sprawiają, że pragnienie kupowania narasta skokowo. I dalej: "Centra handlowe rozbudowywały się i mnożyły" (s.178), kupowanie "sprawiało, że życie stało się coraz bardziej ekscytujące" (s.179). "Rytm handlu coraz bardziej przyspieszał i narzucał swe zabójcze tempo" (s.192) - to już u progu nowego tysiąclecia. "Miejsca, w których oferowano towary, stawały się coraz większe, piękniejsze [...] Handlowa wyobraźnia nie znała granic" (s.212). "Czas handlowy coraz bardziej naruszał porządek kalendarza" (s.223), Boże Narodzenie zaczynało się we Wszystkich Świętych jako wielkie święto handlu, "Wkraczało się w najgorszy okres pożądania rzeczy i odrazy do nich, w apogeum konsumenckiego szału" (s.222).
Obok wątków, które próbowałam tu rozplątać, jest oczywiście temat główny: jak ocalić przeszłość. Dość ryzykowny zamysł w ojczyźnie Prousta. Pokonać pamięć, przemijanie, śmierć, z którą przepadają wszystkie myśli i doświadczenia, "jak miliony obrazów przewijających się w głowach dziadków zmarłych pół wieku temu oraz nieżyjących rodziców" (s.11). Z jednej strony media utrwalają właściwie wszystko, następne pokolenia "poznają nasze gesty, meble i bieliznę, sposób, w jaki jemy, mówimy i uprawiamy seks" (s.218); z drugiej strony w osłupienie wprawia "szybkie znikanie najbliższej przeszłości" (s.225). Znika nawet nasza pamięć, zagrożona długim życiem z setką chorób, zanim zdąży - to jej własne słowa - "opisać przeżyty wymiar Historii" (s.233). To przesłanie niewątpliwie jest ważne dla samej Annie Ernaux, jednak przez zbyt wielu i zbyt wiele razy było już formułowane. Wystarczy, że zgodnie z własnym zamiarem chce ona "uchwycić swój pobyt na ziemi w określonej epoce" (s.232). A w rezultacie, niezależnie od zamiaru, napisała jej się subiektywna historia Francji.
Czy tylko Francji? Francuskie rozmowy o wojnie, których autorka nasłuchała się w dzieciństwie, z konieczności różniły się od polskich, ale ich uporczywość już nie. Jest przy tym znamienne, że Annie Ernaux właściwie pomija temat okupacji niemieckiej. Z perspektywy wsi czy miasteczka w Normandii wojna oznacza biedę, głód i inne deprywacje - i jedną wzmiankę o Holokauście, który się dokonywał gdzieś bardzo daleko. W Polsce takie rozmowy też oczywiście prowadzono w tonacji bądź heroicznej, bądź minorowej; ale też sytuacja polityczna była inna. Zbieżności ujawniają się w drobiazgach. Witaj smutku autorka Lat czytała po kryjomu w 1954 roku; w Polsce tłumaczenie książki Françoise Sagan ukazało się dwa lata później i wtedy z kolei ja to czytałam, ale jawnie: u nas książka wprawdzie też spotkała się z potępieniem, ale nie obyczajowym, tylko politycznym (tak to w każdym razie pamiętam). Annie Ernaux wycinała fotografie Bardotki i wklejała je do specjalnego zeszytu; ja wprawdzie niczego nie wklejałam, ale mam przed oczami numer "Dokoła Świata" z fotografią Brigitte Bardot na okładce. Po obu stronach żelaznej kurtyny pensjonarki zakochiwały się w Montandzie i opłakiwały Gérarda Philipe'a. Autorka Lat przyznaje w pewnym momencie, że marzyła, by stać się podobną do Mariny Vlady - a ja pamiętam długą kolejkę przed kinem Palladium, w którym grano Przed potopem z jej chyba najważniejszą rolą.
Lista późniejszych lektur Annie Ernaux też brzmi znajomo: Bourdieu, Foucault, Barthes, Lacan, Chomsky, Baudrillard, Wilhelm Reich, Ivan Illich, Germaine Greer, Kate Millett. W Polsce w czasie moich studiów chyba wszyscy oni byli obecni przynajmniej na wydziałach humanistycznych, choć niekoniecznie w przekładach. Nie twierdzę, że na uniwersytetach panowała pełna wolność, bo nie panowała; zaskoczyło mnie jednak, że w świecie opisanym w Latach tak łatwo poczułam się zadomowiona. Ale to najpewniej kwestia wieku.
A co z tym Noblem? Decyzje Komitetu Noblowskiego bywały zaskakujące, wzbudzały czasem zdziwienie, czasem oburzenie. Zwykle jednak w takich przypadkach chodziło o radykalizm nagrodzonych, o łamanie konwencji, o coś nowego, nawet gdyby to coś nie miało dalszego ciągu. Nagroda dla Dario Fo, reżysera anarchisty i komunisty, uznana została za skandal przede wszystkim przez przeciwników politycznych. Nagroda dla Elfriede Jelinek oprotestowana została przez mizoginów różnej proweniencji, autorkę zaś obwołano gorszycielką i skandalistką. Nagroda dla Annie Ernaux takich emocji raczej nie wywoła. Co więcej, nawet przy najbardziej życzliwej lekturze, trudno w jej książce doszukać się formalnych innowacji; pod tym względem jest jak najbardziej konwencjonalna. Jeszcze jedno życie porządnie opisane. Naprawdę porządnie.
Lata są opowieścią bardzo francuską - w tym sensie, że wiele tam się mówi o osobach i wydarzeniach, które dla rodzimego czytelnika są oczywiste. Ale dla obcokrajowców nie muszą. Wydawca i tłumacze zdecydowali się na zabieg niekonwencjonalny: powieść została opatrzona przypisami. Takimi prawdziwymi, czasem na pół strony. Tłumacze cierpliwie objaśniają szczegóły wojny algierskiej, kolejne serie zamachów bombowych, nazwiska mniej znanych polityków i aferzystów, okoliczności śmierci Michela Foucaulta i zamordowania brytyjskiej rowerzystki Janet Marshall. Rekonstruują zapomniane piosenki i kolejne zamachy na de Gaulle'a.
Można się nawet dowiedzieć, na jaki wiersz Éluarda powoływał się Pompidou w związku z samobójstwem Gabrielle Russier (a o co chodziło - także jest w przypisie).
Tomasz ManMała Piętnastka
OSOBY:
- HARCERKA
- DRUŻYNOWA
- OPIEKUNKA
- MECHANIK
1. Wyjazd
HARCERKA
jest lipiec czterdziestego ósmego roku
nabieram powietrza w płuca
wskakuję do basenu w łodzi
otwieram oczy
widzę niebieską wodę
wypuszczam powietrze
wynurzam się
lubię to uczucie
w wodzie czuję się wolna
jutro będę pływać w morzu
DRUŻYNOWA
czy pojechać na obóz harcerski
nad morze
czy w góry
pytam mamy
mała piętnastka
to twoja drużyna
jedzie nad morze
trzeba postąpić tak
jak każe obowiązek
mówi mama
dobrze mamo
idę do swojego pokoju
zaciskam zęby
żeby nie płakać
OPIEKUNKA
zgodzę się być opiekunką na obozie
jak będę mogła wziąć
moje dwie siostrzenice bliźniaczki
może pani je wziąć
ale na swoją odpowiedzialność
odpowiada komendantka
dla dzieci wszystko zrobię
chcę im pokazać morze
DRUŻYNOWA
pokażę mamie
moja drużyna będzie najlepsza
na obozie
modlę się do mojego zielonego różańca
OPIEKUNKA
rozkładam mapę polski
gardna wielka
to nie jest nad morzem
tylko nad jeziorem gardno
obliczam
jedenaście kilometrów jest
na piechotę nad morze
zmęczą się dzieciątka
siedem kilometrów przez jezioro
do rowów
bliżej jest przez jezioro do morza
zrobię im wycieczkę przez jezioro do morza
HARCERKA
kradnę mamie szminkę
tusz do rzęs
lakier do paznokci
papierosy i karty tacie
gdzie moja finka
a jest
kawałek kory
tato przynosi mi tenisówki
załatwił spod lady
pachną gumą
są za duże o trzy numery
martwi się
zrobię z nich płetwy tato
śmiejemy się
mama przynosi watę
jakbyś dostała okres
DRUŻYNOWA
idę do mamy
mama czyta książkę
tata gazetę
dlaczego nie śpisz
coś wymyśliłam
na obozie zrobię spektakl
wanda co nie chciała niemca
zagram wandę
jak w weselu
wyspiańskiego we lwowie
pamiętasz
znakomicie wywiązałaś się z zadania
teraz też wypełnij dobrze swoje zadanie
mówi tato
wyśpij się
rano idź do kościoła
przed wyjazdem
mówi mama
włączam latarkę pod kołdrą
uczę się na pamięć roli wandy
OPIEKUNKA
jestem u siostry
stoję w przedpokoju
wychodzą bliźniaczki w mundurkach zuchów
jakie słodkie maleństwa
mają dwie czapeczki w kropki jak biedronki
nie chcą zakładać plecaków
bo mundurek im się pogniecie
nie musicie
ja za was wezmę
uważaj na nie
mówi siostra
kocham je ponad życie
odpowiadam
DRUŻYNOWA
mama mnie budzi
dzwoni budzik a ty śpisz
biegnij raz dwa do kościoła
musisz przyjąć komunię
tu masz kanapki z pasztetem
i termos
nie rozbij go
bądź odpowiedzialna
za swoją drużynę
masz tu budzik
nastawiaj sobie codziennie
przed snem
wiesz że śpisz jak zabita
HARCERKA
nie budzę mamy i taty
śpią przytuleni
zostawiam im kartkę
wyjechałam na obóz
przyślę wam list
z bursztynami
kocham was
wyciągam kanapki z lodówki
jedną jem
jest z sałatą i serem
resztę kanapek wrzucam do plecaka
termosu nie chce mi się brać
pożyczę od przyjaciółki
na drzwiach rysuję kredą serce
zamykam cicho drzwi
przechodzę obok collegium anatomicum
tata tu pracuje
chcesz zobaczyć trupy
kiedyś mnie zapytał
jasne
pokazał mi trupy jak pływają w formalinie
śmiesznie wyglądały jakby udawały
że nie żyją
OPIEKUNKA
pytam kierowcę
gdzie jest najbezpieczniejsze
miejsce w autobusie
za mną
odpowiada
siadam z dziewczynkami
za kierowcą
DRUŻYNOWA
przyjmuję komunię w kościele
siedem razy bije dzwon
jest już siódma
zaraz odjedzie mi autobus
boże zatrzymaj autobus
wybiegam z kościoła
potrącam panią z jabłkami
patrz jak biegniesz dziewczyno
krzyczy
pomagam jej zebrać jabłka
HARCERKA
do autobusu wchodzą koleżanki
wcześniej się umówiły
która z którą siedzi
plotkary
będą całą drogę trajkotać
puste miejsce obok mnie w autobusie
czekam na moją przyjaciółkę
ona na szczęście nie gada
bez przerwy
OPIEKUNKA
rodzice żegnają się z dziewczynami
matki płaczą
ojcowie przytulają płaczące matki
ja nie mam się z kim żegnać
ale mam moje kochane bliźniaczki
biedroneczki
będę mamą na czas obozu
zrobię wszystko żeby mnie pokochały
liczę wszystkie harcerki w autobusie
ze mną trzydzieści siedem
brakuje jednej
nie ma drużynowej
możemy bez niej ruszać
kierowca włącza silnik
trzeba przychodzić na czas
HARCERKA
widzę jak biegnie moja przyjaciółka
macha rękami
zatrzymaj kierowco tego grata
krzyczę
drużynowa biegnie
DRUŻYNOWA
wbiegam do autobusu
opiekunka patrzy na mnie
z byka
przepraszam byłam w kościele
modliłam się za nas
matka boska będzie
nami się opiekować
mówię
OPIEKUNKA
żeby mi to było ostatni raz
DRUŻYNOWA
dobrze
HARCERKA
nie przejmuj się to głupia flądra
utopimy ją w morzu
i zjedzą ją foki
lubię się śmiać z własnych żartów
DRUŻYNOWA
muszę się pomodlić
HARCERKA
to takie nudne
zagrajmy w brydża
DRUŻYNOWA
mijamy kościół
robię znak krzyża
HARCERKA
przed każdym kościołem
kapliczką będziesz się żegnać
rękę ci trzeba włożyć w gips
DRUŻYNOWA
nie żartuj
krzyż musi być jasny
aby prowadził
HARCERKA
zostaw to kierowcy
chyba jest trzeźwy co
DRUŻYNOWA
muszę ci coś powiedzieć
chciałam jechać w góry
ale mama mi kazała jechać
z wami nad morze
HARCERKA
nie płacz
bo utoniesz od łez
DRUŻYNOWA
wiem że niedługo umrę
idzie o to aby z radością
oddać bogu co mi dał
HARCERKA
głupia jesteś
lepiej zróbmy jakiś spektakl
dla ludzi ze wsi
żeby się coś działo
może przyjdą jacyś fajni chłopcy
DRUŻYNOWA
mam już pomysł
na wandę co nie chciała niemca
HARCERKA
a nie masz czegoś weselszego
no dobra
ja będę niemcem
a ty wandą
DRUŻYNOWA
tak myślałam
tu jest książka
naucz się tego
podkreśliłam ołówkiem
HARCERKA
a ty pewnie już wandę
znasz na pamięć
OPIEKUNKA
bliźniaczki zasnęły mi na kolanach
jakie one są piękne
łzy mi same lecą
ze wzruszenia
poprawiam im włoski
zasłaniam szybę
żeby słońce im nie przegrzało główek
dobrze mieć dzieci
2. Mechanik
MECHANIK
jestem mechanikiem
pracuję w zakładach południowych
w stalowej woli
wybucha wojna
pracuję w zakładach zbrojeniowych
niemcy za sabotaż wyrzucają mnie
wywożą do niemiec na roboty przymusowe
w pociągu zabijam niemieckiego żandarma
uciekam z transportu
przyłączam się do partyzantki
po wkroczeniu armii czerwonej
nie składam broni
jestem skarbnikiem oddziału
ube zaczyna deptać mi po piętach
nachodzą moją rodzinę
przeszukują mój dom
siedzę w skrytce pod podłogą
postanawiam się ujawnić
zgłaszam się do oficera ube
stawia warunek
mam wydać oddział
oddać pieniądze zrabowane
podczas napadów
na komunistyczne banki
ludzie darzą mnie zaufaniem
muszę wszystkich zdradzić
nie zdradzam
wyjeżdżam na pomorze
chcę sobie na nowo ułożyć życie
w pociągu poznaję moją przyszłą żonę
ze swoją matką wracała na wołyń
skąd dzięki pomocy niemieckiego oficera uciekły
ojciec mojej żony został rozstrzelany
przez gestapo i ukraińską policję
przeciwko ludności polskiej
we trójkę jedziemy na ziemie odzyskane
w gardnie wielkiej
z żoną i teściową prowadzę sklep z jadłodajnią
zajmuję się dorywczymi pracami jako mechanik
jak trzeba było coś naprawić to mnie wzywali
na pomorzu używam przybranego nazwiska
3. Przyjazd
HARCERKA
siedem godzin jazdy nad morze
wertepy
pchanie autobusu
po benzynę
pijany rowerzysta na drodze
dziewczyny plotkary wymiotowały
sarenka potrącona
DRUŻYNOWA
widzę napis
gardna wielka
HARCERKA
jestem spocona
widzę z autobusu
jezioro
ale chce mi się pływać
OPIEKUNKA
muszę znaleźć kogoś
kto nas przewiezie
przez jezioro nad morze
ciociu to jest morze
pytają bliźniaczki
to jest jezioro
za jeziorem jest morze
popłyniemy na łódce przez jezioro
nad morze
obiecuję
patrzę na bliźniaczki
podskakują z radości
ale ty jesteś kochana ciociu
DRUŻYNOWA
autobus zatrzymuje się
dwie minuty przed czternastą
przed biało-czerwonym szlabanem
idziemy z opiekunką do wartowniczek
OPIEKUNKA
poczekajcie tu dziewczynki
nie chcą mnie puścić
są kochane
za minutkę wracam
my chcemy z tobą spać
i tak będzie
DRUŻYNOWA
melduję wartowniczkom
przyjechała mała piętnastka
harcerki prowadzą nas
do komendantki obozu
salutuję
komendantka pokazuje nam
gdzie są namioty małej piętnastki
OPIEKUNKA
ja jestem opiekunką
przyjechałam z małymi dziewczynkami
muszę mieć osobny namiot
komendantka mówi
że to obóz harcerski a nie hotel
ale ja nie jestem harcerką
tylko opiekunką
a moje dwie dziewczynki
są za małe
żeby spać beze mnie
DRUŻYNOWA
pytam komendantkę
czy możemy zagrać wieczorem
na ognisku przywitalnym spektakl
wanda co nie chciała niemca
komendatka pyta
czy nie jestem zmęczona
obiecałam mamie
odpowiadam
zaprosimy ludzi ze wsi
na spektakl
tak bym chciała
żeby mama była na spektaklu
widziała jak gram
pochwaliła mnie
HARCERKA
wychodzimy z autobusu
kierowca otwiera dwie klapy
wypakowujemy plecaki
szybciej
do północy
muszę wrócić do zajezdni
do łodzi
popędza nas kierowca
nie lubię jak ktoś mnie popędza
ile komarów tutaj
już mnie jakiś użądlił
OPIEKUNKA
wracam do bliźniaczek
stęskniłyście się za mną
mam coś dla was
wyciągam lizaki
DRUŻYNOWA
jesteśmy jedną z drużyn
na tym obozie
musimy się trzymać razem
idziemy pokażę wam obóz
w szkole są toalety i łazienki
tu kuchnia
tam namiot sanitarny
nasze namioty
prezent od wojska
są na południowym skrzydle obozu
baczność
drużyna w szeregu
twoje nogi wystają za linię
HARCERKA
mam za duże tenisówki
dziewczyny śmieją się ze mnie
głupie plotkary
w wodzie i tak będę najszybsza
mówię
DRUŻYNOWA
zanieście plecaki do namiotów
w każdym namiocie są
cztery łóżka
namioty widzę są słabo naciągnięte
chodźcie naciągamy linki
wbijamy śledzie
namioty mają stać jak domy
nie chcę żadnej zmarszczki
na ścianie namiotu
HARCERKA
nie będę nic robić
mam wakacje
zresztą śmiały się ze mnie
frajerki niech naciągają
idę do toalety
brzuch mnie boli
kłamię
wyciągam z plecaka taty papierosy
zapalniczkę
OPIEKUNKA
dosuwam łóżka w namiocie
robię jedno duże łóżko
chcę żeby bliźniaczki
się do mnie
mogły przytulić
jak będą zasypiały
oglądam się za siebie
gdzie one są
były tu przed chwilą
pot mi wystąpił na czole
biegam po obozie jak oszalała
komendantka mówi
poszły do harcerek
uczą się naciągać namiot
chcą być harcerkami
dopadam bliźniaczek
nie odchodźcie bez pytania
jesteście pod moją opieką
trochę nakrzyczałam na nie
muszę panować nad sobą
HARCERKA
palę sobie papierosa w toalecie
papieros dobry na komary
wiem że się przysięga
harcerz nie pali i nie pije alkoholu
ale ja lubię robić
co mi sprawia przyjemność
OPIEKUNKA
mówię bliźniaczkom
że idę załatwić wycieczkę nad morze
ale to jest nasza tajemnica
nikomu ani mru mru
widzę że idzie harcerka
zostaniesz chwilę z bliźniaczkami
muszę coś załatwić
czuć od ciebie papierosa
HARCERKA
poczęstować panią
OPIEKUNKA
harcerz nie może
HARCERKA
jak komendantka nie widzi
OPIEKUNKA
oddaj mi papierosy
raz dwa
HARCERKA
flądra złodziejka
OPIEKUNKA
masz szczęście nie powiem
komendantce
wywaliłaby cię z obozu
idę do kuchni
miej oko na dziewczynki
HARCERKA
bliźniaczki płaczą
za ciocią flądrą
jakby miały za kim
dziewczynki chcecie
zrobię wam makijaż
umaluję usta szminką
i oczy tuszem
zadziałało od razu wiedziałam
że zadziała
DRUŻYNOWA
drużyna idziemy do lasu
po drzewo na ognisko
HARCERKA
ja zostaję z dziewczynkami
opiekunka mówiła
żebym się nimi zajęła
DRUŻYNOWA
pomalowałaś je szminką
HARCERKA
musiałam je czymś zająć
bo płakały
podoba wam się malowanie
bliźniaczki
taaaaak
widzisz
DRUŻYNOWA
zawsze się wyłamujesz
HARCERKA
taka jestem
nic na to nie poradzisz
dlatego mnie lubisz
bo nie jestem jak inne
DRUŻYNOWA
jak wrócę
robimy próbę do spektaklu
wanda co nie chciała niemca
HARCERKA
a może niemiec nie chciał wandy
to był żart
uśmiechnij się drużynowo
mam pomysł dziewczynki
zrobimy totem
nie wiecie co to totem
to znak firmowy waszego namiotu
jakie zwierzę lubicie
krokodyla
dobrze robimy krokodyla
z szyszek
OPIEKUNKA
idę do kuchni obozowej
pytam kucharki
kto może nam zrobić wycieczkę
przez jezioro nad morze
kucharka odsyła mnie
do zarządcy jeziora
tłumaczy mi drogę do jego domu
wychodzę z obozu
zapalam papierosa
dobrze
że harcerka mi dała
widzę w wyobraźni plażę
jak się bawię z bliźniaczkami
robimy zamek z piasku
piasek błyszczy jak złoto
na niebie słońce
pływamy na materacu
na kocu im czytam bajki
gramy w papier kamień nożyce
jestem przed domem zarządcy jeziora
pukam
otwiera mi
przedstawiam się
jestem opiekunką z obozu
pytam
czy przewiezie nas nad morze
on nie pracuje w niedzielę
może mechanik
on zawsze chce sobie coś zarobić
zarządca wysyła mnie do mechanika
to mąż kucharki z obozu
4. Wizyta u mechanika
MECHANIK
jest wieczór
wreszcie spokój
teściowa na szczęście usypia synka
żona dorabia w kuchni
w obozie harcerskim
zamknąłem sklep i jadłodajnię
obliczam jaki dzisiaj mam utarg
muszę mieć więcej pieniędzy
żeby uciec za granicę
ube mi drepcze po piętach
musiałem uciekać
na ziemie odzyskane
żeby mnie nie wsadzili
ciągle muszę uciekać
zabiłem niemca w pociągu
jak chcieli mnie na przymusowe roboty
wywieźć do niemiec
jak przyszli ruscy
musiałem chować się po lasach
w tym kraju nie da się żyć
walczyli z niemcami
a poddali się ruskim
pachołki stalina
na każdym kroku donosiciele
za grosze człowieka wydadzą
muszę mieć pieniądze
dla przewodnika przez zieloną granicę
potem sprowadzę rodzinę
ktoś puka
nie rób gwałtownych ruchów
mówię sobie
pistolet mam schowany
w sienniku
może sobie pójdzie
znowu pukanie
podchodzę do okna
widzę kobietę
chyba nie z ube