Dialog 5/2023 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

10.00 zł
8.29 zł (8,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Życie porządnie opisane- Małgorzata Szpakowska -

"Uratować coś z czasu, w którym się już nigdy nie będzie" (s.237). To ostatnie zdanie książki Annie Ernaux.1 Bardzo proustowskie i zarazem mylące; ta ni to powieść, ni to autobiografia opowiada o życiu spełnionym, którego nie trzeba odzyskiwać. Jej autorka (narratorka) niczego nie żałuje i z niczego się nie tłumaczy; przy pozorach otwartości jej powściągliwość aż rani. O sobie pisze z dystansem; zamiast "ja" najchętniej używa konstrukcji "się" - "rosło się spokojnie", "zarażało się świerzbem" (s.23), albo uogólnionego "my": "Religia katolicka niepostrzeżenie znikła z naszego życia" (s.148). A o katastrofie w Czarnobylu - "nas to nie obeszło" (s.155). W ukrywaną autobiografię niekiedy wślizguje się polityczna historia Francji dwudziestego wieku. Z biegiem lat jest jej nawet coraz więcej.

Opowieść ma kilka osi, niezależnie od porządku narzucanego przez życiorys autorki. Pierwszą z nich - najbardziej autobiograficzną - wyznaczają fotografie. Fotografiami Annie Ernaux mierzy uciekający czas. Pierwsza przedstawia ją jako niemowlę, następna - jako czterolatkę. Któraś z rzędu - jako siedemnastolatkę, która zaczyna dostrzegać świat zewnętrzny: żelazną kurtynę, czołgi radzieckie w Budapeszcie, skrwawioną Algierię. Potem lata studenckie: utrwalona na zdjęciu z przypadkowymi koleżankami. Następna z synkiem, zapewne zrobiona przez męża, podobnie jak film, na którym widać już dwójkę dzieci. A potem inny film nakręcony w liceum, gdzie Annie Ernaux była nauczycielką. Z kolejnego zdjęcia z 1992 roku autorka jest wyraźnie zadowolona: rozwiodła się z mężem, dorastający synowie wyjechali, sama może decydować o sobie. Siedem lat później widzimy ją z dorosłymi synami nad morzem; "Ma miły i zdystansowany uśmiech osoby dorosłej, przyzwyczajonej do tego, że się ją fotografuje samą z młodymi" (s.195). Wreszcie ostatnie zdjęcie: "starsza kobieta o rudoblond włosach, w czarnym sweterku z dekoltem, półleży na wielkim, różnokolorowym fotelu i obiema rękami obejmuje małą dziewczynkę" (s.227) - wnuczkę oczywiście.

Uzupełnieniem tej fotograficznej chronologii są spisane doświadczenia ciała, zwłaszcza w młodości. To trudny temat: grozi albo ekshibicjonizmem, albo krępującym zażenowaniem. Ale Annie Ernaux niczego się nie boi ani nie wstydzi. Pierwszą komunię wspomina jako krok wstępny "do wszystkich ważnych rzeczy, które miały nastąpić później: miesiączki, ukończenia szkoły podstawowej, dostania się do gimnazjum" (s.41). Oczekiwanie na pierwszą menstruację pojawia się jeszcze kilkakrotnie; potem już nie na pierwszą: "czas zatrzymywał się z powodu zbyt długo czystych majtek" (s.75). Z kolei zaś zakrwawione majtki towarzyszą niezbyt udanej inicjacji w seks; narratorka ukrywa je potem między książkami. W tamtym czasie seks jest ciągle obiektem podejrzeń i zakazów: "zanim uzyskało się przyzwolenie na seks małżeński, lata masturbacji ciągnęły się w nieskończoność" (s.45). Prymitywna antykoncepcja nie pozwalała zapomnieć o stale zagrażającej ciąży. Ostatecznie więc, konkluduje autorka, "Jedynym pożytkiem z lektur Simone de Beauvoir było utwierdzenie się w przekonaniu, że posiadanie macicy to nieszczęście" (s.77).

W późniejszych latach kwestia kobiecych przypadłości schodzi jednak na dalszy plan, jeśli nie liczyć westchnienia matki piastującej nowonarodzone niemowlę: "Nie mam już żadnych myśli" (s.93) Z upływem czasu ciało kobiety przestaje być kłopotem, a nawet "kontynuuje drogę do wniebowstąpienia" (s.147) przez jogging, aerobik, wodę Évian i różne rodzaje jogurtu. Cezurę wyznacza wynalezienie ustnej antykoncepcji; kobiety "wraz z pigułką stały się paniami życia" (s.168). Moda straciła wiek (dżinsy dla każdego), menopauza jest mniej dramatyczna niż w pokoleniu matek. Uwolniony został zdrowy egoizm; autorka już jest rozwiedziona, już jej synowie są dorośli - może sobie pozwolić na krótsze i dłuższe romanse, a nawet na stałego kochanka. Emerytura, rak piersi, śmierć czarno-białej kotki - odnotowuje, ale z poczuciem "że te zdarzenia w niczym nie zmieniły jej sposobu myślenia, upodobań i zainteresowań" (s.230).

A oto jeszcze inny wymiar autobiografii: oś awansu klasowego. Punkt wyjścia leży nisko; to nie tylko bieda tuż powojenna (Annie Ernaux urodziła się w 1940 roku), ale i jej wcześniejsze ślady: "spuścizna biedy i wyrzeczeń na długo poprzedzających wojnę i jej ograniczenia" (s.25). Utrwalone chłopskie dziedzictwo: jeść głośno, chwytać rzeczy mocno, trzaskać drzwiami, siadać ciężko opadając na krzesło, "mówić głośno, tonem w każdych okolicznościach gderliwym" (s.27). I oczywiście: "W żadnych ustach nie było kompletu zębów" (s.39). W późniejszych czasach opór wobec nowoczesności: rodzina autorki krytykuje pralkę za to, że niszczy bieliznę, telewizję za to, że psuje wzrok. Szkoła, owszem, była egalitarna, lecz dziewczyna musiała zdawać sobie sprawę z przepaści oddzielającej ją od części koleżanek z klasy: "Tę przepaść widać w rozrywkach, sposobie spędzania czasu poza szkołą, ogólnym stylu życia" (s.49). Po prostu: była biedniejsza; u niej w domu nie było lodówki ani łazienki, ani kapitału kulturowego. I nigdy nie była w Paryżu.

A może się po prostu nie przejmowała? Może swój awans - szkołę, studia, posadę nauczycielki (a we Francji jest to zawód cieszący się prestiżem) - mierzyła rosnącym dystansem wobec własnej rodziny. Wobec biedy, topornych obyczajów, niższości intelektualnej. I właśnie w powiększaniu tego dystansu znajdowała satysfakcję. Interesujące jest zestawienie jej książki z Powrotem do Reims Didiera Éribona. Ukazały się niemal jednocześnie: Lata w roku 2008, Powrót do Reims rok później. Eribon opowiadał w gruncie rzeczy tę samą historię: chłopak z nizin przechodzi wszystkie szczeble kariery zawodowej, aby na koniec przekonać się, że nawet największym wysiłkiem, nawet z tytułem profesorskim, nie dorówna mandarynom po grandes écoles. Jak wyrwał się z prowincji, tak do niej wraca; nigdy nie zdoła nadrobić braków wynikających z niedostatecznego kapitału kulturowego. I Didier Éribon, i Annie Ernaux piszą o tym samym, o awansie w obu przypadkach niewątpliwym; ale jedno z nich w tym, co osiągnęło, widzi klęskę, gdy drugie cieszy się sukcesem. Może to kwestia temperamentu, a może po prostu wiary w siebie. A w końcu ten Nobel też nie całkiem wziął się z przypadku.

Jeszcze jedna oś: polityka. Do kilkuletniej dziewczynki rzeczywistość polityczna dociera, co oczywiste, głównie przez rozmowy dorosłych, rozmowy o dziwnej wojnie, drôle de guerre. Rozmowy przyziemne: "Nigdy nie mieli dość opowiadania o zimie czterdziestego drugiego, lodowatej, głód i brukiew, racjonowanie żywności i kartki na tytoń, bombardowania" (s.18). Masło z czarnego rynku, chleb kukurydziany i koks, który nie dawał dość ciepła. We wspomnieniach o codziennych niedogodnościach brakowało już miejsca na samą wojnę; nie mówili o tym, co wiedzieli, ale czego nie widzieli - ani o Holokauście, ani o piecach krematoryjnych. A przecież tej pamięci nie dawało się wymazać. Tak czy inaczej wojna stanowiła cezurę - ale całkiem inną niż w Polsce. W Polsce "przedwojenne" przez całe lata znaczyło "lepsze"; natomiast dla Annie Ernaux było świadectwem przedwojennej biedy. W domu nie ma nic nowego, skarży się autorka, wszystko kupione jeszcze przed wojną; "wszystkiego używało się aż do całkowitego wykończenia" (s.34).

Z biegiem lat to się oczywiście zmienia. Autorka odnotowuje kolejne wybory prezydenckie, bez skrępowania ocenia kandydatów i zwycięzców. Odnotowuje przyjemność głosowania na kogokolwiek, byle nie na de Gaulle'a; datę wyboru Mitterranda (1981) uważa za jedną z przełomowych; jego następcę, czyli Chiraca, charakteryzuje krótko "nadpobudliwy pomyleniec" (s.183). Konstatuje: "Lepiej było żyć pod rządami lewicy, niczego się nie spodziewając, niż bezustannie się denerwować pod przywództwem prawicy" (s.161). Jej dzieciństwo miało w tle wojnę algierską; dorosłość - zamachy terrorystów i zmiany za żelazną kurtyną. Francja życzliwie śledziła wówczas przemiany w ZSRR zapominając o gułagu i czołgach w Pradze, pojawiła się nawet nadzieja na rodzaj "fuzji komunizmu z demokracją" (s.163). Podobnie ekscytowano się Chinami, zanim czołgi wjechały na Tian'anmen. A poza tym ci ze wschodniej Europy nie zdali egzaminu: my zazdrościliśmy im, że przeżywają wielkie chwile, a oni, wypuszczeni na Zachód, skoncentrowali się na zakupach. "Nie okazali się godni czystej i abstrakcyjnej wolności, którą dla nich wymyśliliśmy" (s.165).

Wydarzenia polityczne można usuwać na dalszy plan. W książce Annie Ernaux jest właściwie tylko jeden wyjątek: maj tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego ósmego roku. Jest trochę starsza od studentów-rewolucjonistów i chyba bardziej obiektywna, ale i ją porywa bunt młodzieży - wyrównanie rachunków - jak pisze - za cenzurę, represje, tłumienie manifestacji i luksusowe limuzyny oficjeli. W Maju świat stanął na głowie, "uniwersytety, fabryki, teatry otwierały się naraz szeroko i robiono w nich wszystko z wyjątkiem tego, do czego zostały przeznaczone" (s.98). Nic z tego, co uważano za normalne, nie było już oczywiste, "Zalecano wszystko to, czego wcześniej zakazywano" (s.104). Feministki upominały się o swoje, to na tej fali trzysta czterdzieści trzy kobiety przyznały się potem do nielegalnej aborcji. Do głosu doszli maoiści i trockiści, przedtem niezauważani. Troszczono się o tożsamość, chociaż "nikt dokładnie nie wiedział, na czym miała polegać" (s.147). Troszczono się o wyzwolenie, choć nie było jasne, "jak można by się zabrać do tego wyzwalania - ani w sumie po co" (s.106). Ale jednocześnie "1968 był pierwszym rokiem istnienia świata" (s.103).

A potem wszystko wygasło.

Jest jeszcze jedna oś, być może uwewnętrzniony pogłos antymieszczańskich haseł Maja, być może nietajona lewicowość autorki. Tę oś tworzy powtarzający się jak refren wątek znużenia nadmiarem. Nadmierna produkcja, nadmierna konsumpcja. Handel. Świat utowarowiony. Do lat pięćdziesiątych jest to proste pożądanie rzeczy, jakoś zrozumiałe po latach niedoboru. "Wszyscy uważali za pewnik, że lepiej im się żyje dzięki rzeczom" (s.63), pisze Annie Ernaux i wylicza: kuchenka gazowa zamiast węglowej, citroën 4CV zamieniony na renault dauphine, a żelazko żeliwne na elektryczne. To trochę jak u Georges'a Pereca w Rzeczach: opowiadać o ludziach przez ich meble. Ale potem rzeczy same narzucają się z wszystkich stron. "Coraz szybsze pojawianie się rzeczy odsuwało przeszłość w cień. Ludzie nie zastanawiali się nad ich użytecznością, po prostu chcieli je mieć [...] Mnogość rzeczy maskowała deficyt myśli i zużywanie się wierzeń" (s.84-85). Mieszkając pod Paryżem nie sposób "uwolnić się od spektaklu obfitości towarów" (s.122), to jest składów i magazynów, które sprawiają, że pragnienie kupowania narasta skokowo. I dalej: "Centra handlowe rozbudowywały się i mnożyły" (s.178), kupowanie "sprawiało, że życie stało się coraz bardziej ekscytujące" (s.179). "Rytm handlu coraz bardziej przyspieszał i narzucał swe zabójcze tempo" (s.192) - to już u progu nowego tysiąclecia. "Miejsca, w których oferowano towary, stawały się coraz większe, piękniejsze [...] Handlowa wyobraźnia nie znała granic" (s.212). "Czas handlowy coraz bardziej naruszał porządek kalendarza" (s.223), Boże Narodzenie zaczynało się we Wszystkich Świętych jako wielkie święto handlu, "Wkraczało się w najgorszy okres pożądania rzeczy i odrazy do nich, w apogeum konsumenckiego szału" (s.222).

Obok wątków, które próbowałam tu rozplątać, jest oczywiście temat główny: jak ocalić przeszłość. Dość ryzykowny zamysł w ojczyźnie Prousta. Pokonać pamięć, przemijanie, śmierć, z którą przepadają wszystkie myśli i doświadczenia, "jak miliony obrazów przewijających się w głowach dziadków zmarłych pół wieku temu oraz nieżyjących rodziców" (s.11). Z jednej strony media utrwalają właściwie wszystko, następne pokolenia "poznają nasze gesty, meble i bieliznę, sposób, w jaki jemy, mówimy i uprawiamy seks" (s.218); z drugiej strony w osłupienie wprawia "szybkie znikanie najbliższej przeszłości" (s.225). Znika nawet nasza pamięć, zagrożona długim życiem z setką chorób, zanim zdąży - to jej własne słowa - "opisać przeżyty wymiar Historii" (s.233). To przesłanie niewątpliwie jest ważne dla samej Annie Ernaux, jednak przez zbyt wielu i zbyt wiele razy było już formułowane. Wystarczy, że zgodnie z własnym zamiarem chce ona "uchwycić swój pobyt na ziemi w określonej epoce" (s.232). A w rezultacie, niezależnie od zamiaru, napisała jej się subiektywna historia Francji.

Czy tylko Francji? Francuskie rozmowy o wojnie, których autorka nasłuchała się w dzieciństwie, z konieczności różniły się od polskich, ale ich uporczywość już nie. Jest przy tym znamienne, że Annie Ernaux właściwie pomija temat okupacji niemieckiej. Z perspektywy wsi czy miasteczka w Normandii wojna oznacza biedę, głód i inne deprywacje - i jedną wzmiankę o Holokauście, który się dokonywał gdzieś bardzo daleko. W Polsce takie rozmowy też oczywiście prowadzono w tonacji bądź heroicznej, bądź minorowej; ale też sytuacja polityczna była inna. Zbieżności ujawniają się w drobiazgach. Witaj smutku autorka Lat czytała po kryjomu w 1954 roku; w Polsce tłumaczenie książki Françoise Sagan ukazało się dwa lata później i wtedy z kolei ja to czytałam, ale jawnie: u nas książka wprawdzie też spotkała się z potępieniem, ale nie obyczajowym, tylko politycznym (tak to w każdym razie pamiętam). Annie Ernaux wycinała fotografie Bardotki i wklejała je do specjalnego zeszytu; ja wprawdzie niczego nie wklejałam, ale mam przed oczami numer "Dokoła Świata" z fotografią Brigitte Bardot na okładce. Po obu stronach żelaznej kurtyny pensjonarki zakochiwały się w Montandzie i opłakiwały Gérarda Philipe'a. Autorka Lat przyznaje w pewnym momencie, że marzyła, by stać się podobną do Mariny Vlady - a ja pamiętam długą kolejkę przed kinem Palladium, w którym grano Przed potopem z jej chyba najważniejszą rolą.

Lista późniejszych lektur Annie Ernaux też brzmi znajomo: Bourdieu, Foucault, Barthes, Lacan, Chomsky, Baudrillard, Wilhelm Reich, Ivan Illich, Germaine Greer, Kate Millett. W Polsce w czasie moich studiów chyba wszyscy oni byli obecni przynajmniej na wydziałach humanistycznych, choć niekoniecznie w przekładach. Nie twierdzę, że na uniwersytetach panowała pełna wolność, bo nie panowała; zaskoczyło mnie jednak, że w świecie opisanym w Latach tak łatwo poczułam się zadomowiona. Ale to najpewniej kwestia wieku.

A co z tym Noblem? Decyzje Komitetu Noblowskiego bywały zaskakujące, wzbudzały czasem zdziwienie, czasem oburzenie. Zwykle jednak w takich przypadkach chodziło o radykalizm nagrodzonych, o łamanie konwencji, o coś nowego, nawet gdyby to coś nie miało dalszego ciągu. Nagroda dla Dario Fo, reżysera anarchisty i komunisty, uznana została za skandal przede wszystkim przez przeciwników politycznych. Nagroda dla Elfriede Jelinek oprotestowana została przez mizoginów różnej proweniencji, autorkę zaś obwołano gorszycielką i skandalistką. Nagroda dla Annie Ernaux takich emocji raczej nie wywoła. Co więcej, nawet przy najbardziej życzliwej lekturze, trudno w jej książce doszukać się formalnych innowacji; pod tym względem jest jak najbardziej konwencjonalna. Jeszcze jedno życie porządnie opisane. Naprawdę porządnie.

Lata są opowieścią bardzo francuską - w tym sensie, że wiele tam się mówi o osobach i wydarzeniach, które dla rodzimego czytelnika są oczywiste. Ale dla obcokrajowców nie muszą. Wydawca i tłumacze zdecydowali się na zabieg niekonwencjonalny: powieść została opatrzona przypisami. Takimi prawdziwymi, czasem na pół strony. Tłumacze cierpliwie objaśniają szczegóły wojny algierskiej, kolejne serie zamachów bombowych, nazwiska mniej znanych polityków i aferzystów, okoliczności śmierci Michela Foucaulta i zamordowania brytyjskiej rowerzystki Janet Marshall. Rekonstruują zapomniane piosenki i kolejne zamachy na de Gaulle'a.

Można się nawet dowiedzieć, na jaki wiersz Éluarda powoływał się Pompidou w związku z samobójstwem Gabrielle Russier (a o co chodziło - także jest w przypisie).

Tomasz ManMała Piętnastka

OSOBY:

- HARCERKA

- DRUŻYNOWA

- OPIEKUNKA

- MECHANIK

1. Wyjazd

HARCERKA

jest lipiec czterdziestego ósmego roku

nabieram powietrza w płuca

wskakuję do basenu w łodzi

otwieram oczy

widzę niebieską wodę

wypuszczam powietrze

wynurzam się

lubię to uczucie

w wodzie czuję się wolna

jutro będę pływać w morzu

DRUŻYNOWA

czy pojechać na obóz harcerski

nad morze

czy w góry

pytam mamy

mała piętnastka

to twoja drużyna

jedzie nad morze

trzeba postąpić tak

jak każe obowiązek

mówi mama

dobrze mamo

idę do swojego pokoju

zaciskam zęby

żeby nie płakać

OPIEKUNKA

zgodzę się być opiekunką na obozie

jak będę mogła wziąć

moje dwie siostrzenice bliźniaczki

może pani je wziąć

ale na swoją odpowiedzialność

odpowiada komendantka

dla dzieci wszystko zrobię

chcę im pokazać morze

DRUŻYNOWA

pokażę mamie

moja drużyna będzie najlepsza

na obozie

modlę się do mojego zielonego różańca

OPIEKUNKA

rozkładam mapę polski

gardna wielka

to nie jest nad morzem

tylko nad jeziorem gardno

obliczam

jedenaście kilometrów jest

na piechotę nad morze

zmęczą się dzieciątka

siedem kilometrów przez jezioro

do rowów

bliżej jest przez jezioro do morza

zrobię im wycieczkę przez jezioro do morza

HARCERKA

kradnę mamie szminkę

tusz do rzęs

lakier do paznokci

papierosy i karty tacie

gdzie moja finka

a jest

kawałek kory

tato przynosi mi tenisówki

załatwił spod lady

pachną gumą

są za duże o trzy numery

martwi się

zrobię z nich płetwy tato

śmiejemy się

mama przynosi watę

jakbyś dostała okres

DRUŻYNOWA

idę do mamy

mama czyta książkę

tata gazetę

dlaczego nie śpisz

coś wymyśliłam

na obozie zrobię spektakl

wanda co nie chciała niemca

zagram wandę

jak w weselu

wyspiańskiego we lwowie

pamiętasz

znakomicie wywiązałaś się z zadania

teraz też wypełnij dobrze swoje zadanie

mówi tato

wyśpij się

rano idź do kościoła

przed wyjazdem

mówi mama

włączam latarkę pod kołdrą

uczę się na pamięć roli wandy

OPIEKUNKA

jestem u siostry

stoję w przedpokoju

wychodzą bliźniaczki w mundurkach zuchów

jakie słodkie maleństwa

mają dwie czapeczki w kropki jak biedronki

nie chcą zakładać plecaków

bo mundurek im się pogniecie

nie musicie

ja za was wezmę

uważaj na nie

mówi siostra

kocham je ponad życie

odpowiadam

DRUŻYNOWA

mama mnie budzi

dzwoni budzik a ty śpisz

biegnij raz dwa do kościoła

musisz przyjąć komunię

tu masz kanapki z pasztetem

i termos

nie rozbij go

bądź odpowiedzialna

za swoją drużynę

masz tu budzik

nastawiaj sobie codziennie

przed snem

wiesz że śpisz jak zabita

HARCERKA

nie budzę mamy i taty

śpią przytuleni

zostawiam im kartkę

wyjechałam na obóz

przyślę wam list

z bursztynami

kocham was

wyciągam kanapki z lodówki

jedną jem

jest z sałatą i serem

resztę kanapek wrzucam do plecaka

termosu nie chce mi się brać

pożyczę od przyjaciółki

na drzwiach rysuję kredą serce

zamykam cicho drzwi

przechodzę obok collegium anatomicum

tata tu pracuje

chcesz zobaczyć trupy

kiedyś mnie zapytał

jasne

pokazał mi trupy jak pływają w formalinie

śmiesznie wyglądały jakby udawały

że nie żyją

OPIEKUNKA

pytam kierowcę

gdzie jest najbezpieczniejsze

miejsce w autobusie

za mną

odpowiada

siadam z dziewczynkami

za kierowcą

DRUŻYNOWA

przyjmuję komunię w kościele

siedem razy bije dzwon

jest już siódma

zaraz odjedzie mi autobus

boże zatrzymaj autobus

wybiegam z kościoła

potrącam panią z jabłkami

patrz jak biegniesz dziewczyno

krzyczy

pomagam jej zebrać jabłka

HARCERKA

do autobusu wchodzą koleżanki

wcześniej się umówiły

która z którą siedzi

plotkary

będą całą drogę trajkotać

puste miejsce obok mnie w autobusie

czekam na moją przyjaciółkę

ona na szczęście nie gada

bez przerwy

OPIEKUNKA

rodzice żegnają się z dziewczynami

matki płaczą

ojcowie przytulają płaczące matki

ja nie mam się z kim żegnać

ale mam moje kochane bliźniaczki

biedroneczki

będę mamą na czas obozu

zrobię wszystko żeby mnie pokochały

liczę wszystkie harcerki w autobusie

ze mną trzydzieści siedem

brakuje jednej

nie ma drużynowej

możemy bez niej ruszać

kierowca włącza silnik

trzeba przychodzić na czas

HARCERKA

widzę jak biegnie moja przyjaciółka

macha rękami

zatrzymaj kierowco tego grata

krzyczę

drużynowa biegnie

DRUŻYNOWA

wbiegam do autobusu

opiekunka patrzy na mnie

z byka

przepraszam byłam w kościele

modliłam się za nas

matka boska będzie

nami się opiekować

mówię

OPIEKUNKA

żeby mi to było ostatni raz

DRUŻYNOWA

dobrze

HARCERKA

nie przejmuj się to głupia flądra

utopimy ją w morzu

i zjedzą ją foki

lubię się śmiać z własnych żartów

DRUŻYNOWA

muszę się pomodlić

HARCERKA

to takie nudne

zagrajmy w brydża

DRUŻYNOWA

mijamy kościół

robię znak krzyża

HARCERKA

przed każdym kościołem

kapliczką będziesz się żegnać

rękę ci trzeba włożyć w gips

DRUŻYNOWA

nie żartuj

krzyż musi być jasny

aby prowadził

HARCERKA

zostaw to kierowcy

chyba jest trzeźwy co

DRUŻYNOWA

muszę ci coś powiedzieć

chciałam jechać w góry

ale mama mi kazała jechać

z wami nad morze

HARCERKA

nie płacz

bo utoniesz od łez

DRUŻYNOWA

wiem że niedługo umrę

idzie o to aby z radością

oddać bogu co mi dał

HARCERKA

głupia jesteś

lepiej zróbmy jakiś spektakl

dla ludzi ze wsi

żeby się coś działo

może przyjdą jacyś fajni chłopcy

DRUŻYNOWA

mam już pomysł

na wandę co nie chciała niemca

HARCERKA

a nie masz czegoś weselszego

no dobra

ja będę niemcem

a ty wandą

DRUŻYNOWA

tak myślałam

tu jest książka

naucz się tego

podkreśliłam ołówkiem

HARCERKA

a ty pewnie już wandę

znasz na pamięć

OPIEKUNKA

bliźniaczki zasnęły mi na kolanach

jakie one są piękne

łzy mi same lecą

ze wzruszenia

poprawiam im włoski

zasłaniam szybę

żeby słońce im nie przegrzało główek

dobrze mieć dzieci

2. Mechanik

MECHANIK

jestem mechanikiem

pracuję w zakładach południowych

w stalowej woli

wybucha wojna

pracuję w zakładach zbrojeniowych

niemcy za sabotaż wyrzucają mnie

wywożą do niemiec na roboty przymusowe

w pociągu zabijam niemieckiego żandarma

uciekam z transportu

przyłączam się do partyzantki

po wkroczeniu armii czerwonej

nie składam broni

jestem skarbnikiem oddziału

ube zaczyna deptać mi po piętach

nachodzą moją rodzinę

przeszukują mój dom

siedzę w skrytce pod podłogą

postanawiam się ujawnić

zgłaszam się do oficera ube

stawia warunek

mam wydać oddział

oddać pieniądze zrabowane

podczas napadów

na komunistyczne banki

ludzie darzą mnie zaufaniem

muszę wszystkich zdradzić

nie zdradzam

wyjeżdżam na pomorze

chcę sobie na nowo ułożyć życie

w pociągu poznaję moją przyszłą żonę

ze swoją matką wracała na wołyń

skąd dzięki pomocy niemieckiego oficera uciekły

ojciec mojej żony został rozstrzelany

przez gestapo i ukraińską policję

przeciwko ludności polskiej

we trójkę jedziemy na ziemie odzyskane

w gardnie wielkiej

z żoną i teściową prowadzę sklep z jadłodajnią

zajmuję się dorywczymi pracami jako mechanik

jak trzeba było coś naprawić to mnie wzywali

na pomorzu używam przybranego nazwiska

3. Przyjazd

HARCERKA

siedem godzin jazdy nad morze

wertepy

pchanie autobusu

po benzynę

pijany rowerzysta na drodze

dziewczyny plotkary wymiotowały

sarenka potrącona

DRUŻYNOWA

widzę napis

gardna wielka

HARCERKA

jestem spocona

widzę z autobusu

jezioro

ale chce mi się pływać

OPIEKUNKA

muszę znaleźć kogoś

kto nas przewiezie

przez jezioro nad morze

ciociu to jest morze

pytają bliźniaczki

to jest jezioro

za jeziorem jest morze

popłyniemy na łódce przez jezioro

nad morze

obiecuję

patrzę na bliźniaczki

podskakują z radości

ale ty jesteś kochana ciociu

DRUŻYNOWA

autobus zatrzymuje się

dwie minuty przed czternastą

przed biało-czerwonym szlabanem

idziemy z opiekunką do wartowniczek

OPIEKUNKA

poczekajcie tu dziewczynki

nie chcą mnie puścić

są kochane

za minutkę wracam

my chcemy z tobą spać

i tak będzie

DRUŻYNOWA

melduję wartowniczkom

przyjechała mała piętnastka

harcerki prowadzą nas

do komendantki obozu

salutuję

komendantka pokazuje nam

gdzie są namioty małej piętnastki

OPIEKUNKA

ja jestem opiekunką

przyjechałam z małymi dziewczynkami

muszę mieć osobny namiot

komendantka mówi

że to obóz harcerski a nie hotel

ale ja nie jestem harcerką

tylko opiekunką

a moje dwie dziewczynki

są za małe

żeby spać beze mnie

DRUŻYNOWA

pytam komendantkę

czy możemy zagrać wieczorem

na ognisku przywitalnym spektakl

wanda co nie chciała niemca

komendatka pyta

czy nie jestem zmęczona

obiecałam mamie

odpowiadam

zaprosimy ludzi ze wsi

na spektakl

tak bym chciała

żeby mama była na spektaklu

widziała jak gram

pochwaliła mnie

HARCERKA

wychodzimy z autobusu

kierowca otwiera dwie klapy

wypakowujemy plecaki

szybciej

do północy

muszę wrócić do zajezdni

do łodzi

popędza nas kierowca

nie lubię jak ktoś mnie popędza

ile komarów tutaj

już mnie jakiś użądlił

OPIEKUNKA

wracam do bliźniaczek

stęskniłyście się za mną

mam coś dla was

wyciągam lizaki

DRUŻYNOWA

jesteśmy jedną z drużyn

na tym obozie

musimy się trzymać razem

idziemy pokażę wam obóz

w szkole są toalety i łazienki

tu kuchnia

tam namiot sanitarny

nasze namioty

prezent od wojska

są na południowym skrzydle obozu

baczność

drużyna w szeregu

twoje nogi wystają za linię

HARCERKA

mam za duże tenisówki

dziewczyny śmieją się ze mnie

głupie plotkary

w wodzie i tak będę najszybsza

mówię

DRUŻYNOWA

zanieście plecaki do namiotów

w każdym namiocie są

cztery łóżka

namioty widzę są słabo naciągnięte

chodźcie naciągamy linki

wbijamy śledzie

namioty mają stać jak domy

nie chcę żadnej zmarszczki

na ścianie namiotu

HARCERKA

nie będę nic robić

mam wakacje

zresztą śmiały się ze mnie

frajerki niech naciągają

idę do toalety

brzuch mnie boli

kłamię

wyciągam z plecaka taty papierosy

zapalniczkę

OPIEKUNKA

dosuwam łóżka w namiocie

robię jedno duże łóżko

chcę żeby bliźniaczki

się do mnie

mogły przytulić

jak będą zasypiały

oglądam się za siebie

gdzie one są

były tu przed chwilą

pot mi wystąpił na czole

biegam po obozie jak oszalała

komendantka mówi

poszły do harcerek

uczą się naciągać namiot

chcą być harcerkami

dopadam bliźniaczek

nie odchodźcie bez pytania

jesteście pod moją opieką

trochę nakrzyczałam na nie

muszę panować nad sobą

HARCERKA

palę sobie papierosa w toalecie

papieros dobry na komary

wiem że się przysięga

harcerz nie pali i nie pije alkoholu

ale ja lubię robić

co mi sprawia przyjemność

OPIEKUNKA

mówię bliźniaczkom

że idę załatwić wycieczkę nad morze

ale to jest nasza tajemnica

nikomu ani mru mru

widzę że idzie harcerka

zostaniesz chwilę z bliźniaczkami

muszę coś załatwić

czuć od ciebie papierosa

HARCERKA

poczęstować panią

OPIEKUNKA

harcerz nie może

HARCERKA

jak komendantka nie widzi

OPIEKUNKA

oddaj mi papierosy

raz dwa

HARCERKA

flądra złodziejka

OPIEKUNKA

masz szczęście nie powiem

komendantce

wywaliłaby cię z obozu

idę do kuchni

miej oko na dziewczynki

HARCERKA

bliźniaczki płaczą

za ciocią flądrą

jakby miały za kim

dziewczynki chcecie

zrobię wam makijaż

umaluję usta szminką

i oczy tuszem

zadziałało od razu wiedziałam

że zadziała

DRUŻYNOWA

drużyna idziemy do lasu

po drzewo na ognisko

HARCERKA

ja zostaję z dziewczynkami

opiekunka mówiła

żebym się nimi zajęła

DRUŻYNOWA

pomalowałaś je szminką

HARCERKA

musiałam je czymś zająć

bo płakały

podoba wam się malowanie

bliźniaczki

taaaaak

widzisz

DRUŻYNOWA

zawsze się wyłamujesz

HARCERKA

taka jestem

nic na to nie poradzisz

dlatego mnie lubisz

bo nie jestem jak inne

DRUŻYNOWA

jak wrócę

robimy próbę do spektaklu

wanda co nie chciała niemca

HARCERKA

a może niemiec nie chciał wandy

to był żart

uśmiechnij się drużynowo

mam pomysł dziewczynki

zrobimy totem

nie wiecie co to totem

to znak firmowy waszego namiotu

jakie zwierzę lubicie

krokodyla

dobrze robimy krokodyla

z szyszek

OPIEKUNKA

idę do kuchni obozowej

pytam kucharki

kto może nam zrobić wycieczkę

przez jezioro nad morze

kucharka odsyła mnie

do zarządcy jeziora

tłumaczy mi drogę do jego domu

wychodzę z obozu

zapalam papierosa

dobrze

że harcerka mi dała

widzę w wyobraźni plażę

jak się bawię z bliźniaczkami

robimy zamek z piasku

piasek błyszczy jak złoto

na niebie słońce

pływamy na materacu

na kocu im czytam bajki

gramy w papier kamień nożyce

jestem przed domem zarządcy jeziora

pukam

otwiera mi

przedstawiam się

jestem opiekunką z obozu

pytam

czy przewiezie nas nad morze

on nie pracuje w niedzielę

może mechanik

on zawsze chce sobie coś zarobić

zarządca wysyła mnie do mechanika

to mąż kucharki z obozu

4. Wizyta u mechanika

MECHANIK

jest wieczór

wreszcie spokój

teściowa na szczęście usypia synka

żona dorabia w kuchni

w obozie harcerskim

zamknąłem sklep i jadłodajnię

obliczam jaki dzisiaj mam utarg

muszę mieć więcej pieniędzy

żeby uciec za granicę

ube mi drepcze po piętach

musiałem uciekać

na ziemie odzyskane

żeby mnie nie wsadzili

ciągle muszę uciekać

zabiłem niemca w pociągu

jak chcieli mnie na przymusowe roboty

wywieźć do niemiec

jak przyszli ruscy

musiałem chować się po lasach

w tym kraju nie da się żyć

walczyli z niemcami

a poddali się ruskim

pachołki stalina

na każdym kroku donosiciele

za grosze człowieka wydadzą

muszę mieć pieniądze

dla przewodnika przez zieloną granicę

potem sprowadzę rodzinę

ktoś puka

nie rób gwałtownych ruchów

mówię sobie

pistolet mam schowany

w sienniku

może sobie pójdzie

znowu pukanie

podchodzę do okna

widzę kobietę

chyba nie z ube