Z Aleksandrą Bożek, Dorotą Glac, Martą Jalowską, Natalią Lange, Agnieszką Różyńską i Kamilą Worobiej rozmawia Katarzyna NiedurnyWstyd czasem pomaga
SPOTYKAMY SIĘ W DWÓCH EKIPACH. PIERWSZA NIEDAWNO ZAANGAŻOWANA BYŁA W TWORZENIE SPEKTAKLU OPOWIEŚCI NIEMORALNE W REŻYSERII JAKUBA SKRZYWANKA, DRUGA TO CZŁONKINIE TEATRU TERAZ POLIŻ, Z KTÓRYCH CZĘŚĆ GRAŁA W SPEKTAKLU OPOWIADAJĄCYM O KOBIECYCH FANTAZJACH SEKSUALNYCH LIPA W CUKRZE W REŻYSERII MAGDY SZPECHT. CZY FAKT, ŻE SPEKTAKLE, W KTÓRYCH BRAŁYŚCIE UDZIAŁ, OPOWIADAŁY O SEKSIE COŚ WAM ROBIŁ?
WOROBIEJ: Mamy w Teraz Poliż taki system pracy, że same wybieramy tematy, które realizujemy scenicznie. Dorota, ponad rok przed powstaniem spektaklu, wniosła temat kobiecej seksualności. Jak widać nasz proces dojrzewania do niego był długi. Miałyśmy czas pomyśleć, porozmawiać, przeprowadzić wśród kobiet ankiety o ich fantazjach, start był łagodny. Dodatkowo, dlatego, że same produkujemy i organizujemy swoją pracę, miałyśmy komfort bezpiecznego dobrania sobie realizatorek. Ułatwiło to proces otwarcia się i wspólnego obdzierania z tego, co zostało nam włożone do głowy. Chodziło nam o myślenie o kobiecej seksualności poza światem męskich fantazji. Dużym wyzwaniem było dla nas też to, jak mówić o fantazjach seksualnych bez poczucia winy.
GLAC: Miałyśmy też na pokładzie seksuolożkę, co pozwoliło mi wiele się nauczyć. To był bardzo ciekawy proces, ale pomimo wielu przemyśleń i rozmów nie czułam się całkiem gotowa do tej pracy. Miałam wrażenie, że zaglądamy komuś w majtki. Długo też czaiłam się zanim wypełniłam swoją ankietę, a dzielenie się osobistym doświadczeniem było dla mnie trudne.
A JAK TO WYGLĄDAŁO W PRZYPADKU OPOWIEŚCI NIEMORALNYCH?
LANGE: W całym tym procesie najbardziej istotna była dla mnie specyfika pracy. Przebieg prób był inny niż znane mi dotychczas procesy teatralne. Czułam się zaopiekowana, słuchana. Czułam, że mam dużo do powiedzenia i jestem sprawcza. A paradoksalnie ta wielka wolność urodziła się przy pełnym scenariuszu, który dostałam do ręki już na pierwszej próbie. Zazwyczaj, przy budowaniu spektakli teatralnych w ostatnim czasie, to na aktora spada dodatkowo odpowiedzialność za tekst, przynajmniej swojej postaci.
Aleksandra Bożek - aktorka, obecnie w zespole Teatru Powszechnego w Warszawie, absolwentka Akademii Teatralnej im. Zelwerowicza. Wcześniej występowała między innymi w warszawskich teatrach Ateneum, Dramatycznym i Współczesnym.
BOŻEK: Zupełnie inna jest specyfika pracy dziewczyn i nasza. My przychodzimy do pracy, dostajemy scenariusz, przychodzi reżyser i wykonujemy zadanie. Jara mnie to jak słyszę, że zrobiłyście spektakl o kobiecych fantazjach, bo my raczej zajmowałyśmy się tematem traumatyczno-męskich przeżyć na temat seksu... Chociaż ja już tyle razy grałam w spektaklach o seksie, nagości i tyle razy rozbierałam się na scenie, że kiedy dostałam temat, to po prostu pomyślałam, że pasuje on do Powszechnego. Chwilę wcześniej grałam w Diabłach, które też opowiadały o kobiecej seksualności.
Dorota Glac - aktorka, współzałożycielka i członkini Grupy Artystycznej Teraz Poliż.
AGNIESZKA, A JAK TY SIĘ ZNALAZŁAŚ W TYM SPEKTAKLU?
RÓŻYŃSKA: Przyjęłam zaproszenie od Kuby, którego, co zabawne w kontekście tej rozmowy, poznałam w czasie pracy z Teraz Poliż nad Familią - podcastowym serialem o rodzinie LGBT. Byłam tam producentką. Pracowała tam również Weronika Murek, która zrobiła potem dramaturgię w Opowieściach niemoralnych. Przyjęłam zaproszenie od Kuby, ponieważ zaprzyjaźniliśmy się wcześniej i zaczęłam mu ufać. Ale miałam też pewne obawy. Początkowo Kuba miał przy tej pracy zupełnie innego dramaturga i obawiałam się dwóch kolesi robiących spektakl o seksualności kobiet i przemocy seksualnej wobec nich. Łamałam się, bo z jednej strony zapraszał mnie ktoś, komu ufam, a z drugiej heteroseksualny mężczyzna, który czasem potrafi nie widzieć swojego kapitału i przewagi, młody i bardzo widzialny. Pytałam więc: Kuba, po co ty to robisz? Dlaczego chcesz mówić o kobiecej seksualności? Po co to jest teatrowi? Po co to jest tobie? Po co to jest Powszechnemu, który mieli te tematy od lat? Od tego zaczęła się nasza rozmowa. Bardzo krytycznie podchodzę do osób, które nie mają doświadczenia bycia w mniejszości, a reprezentują tematy z nią związane. Są sojusznikami, a przy okazji zarabiają na tym duże pieniądze.
Przyjęłam to po bardzo wielu rozmowach z obecną tu Martą Jalowską, z którą się przyjaźnię, nad tym, czy w ogóle powinnam to brać... Z czasem okazało się, że dramaturgiem zostanie Weronika Murek, co było dla mnie ważnym argumentem. Proces pracy z nią nad scenariuszem był dla mnie niezwykły. Moje wątpliwości dotyczyły również tego, że robię to pierwszy raz. I to od razu w bardzo widzialnym polu. Bałam się oceny.
OLA, NATALIA PYTANIE DLA WAS. CO ZMIENIŁA OBECNOŚĆ AGNIESZKI NA PRÓBACH?
LANGE: Początkowo słyszałam zarzuty, że to może być proces cenzorski, który będzie nam odbierać wolność twórczą. A poczułam coś przeciwnego. Obecność Agnieszki i drugiej koordynatorki - Żeni Aleksandrowej - sprawiła, że miałam w sobie duże poczucie bezpieczeństwa i odważyłam się na więcej. Czułam, że zaczyna się między nami otwarty i szczery dialog. Często rozmawialiśmy w pracy o wstydzie, a mam wrażenie, że to w pracy aktora, ze względu na "ekshibicjonistyczną" specyfikę tego zawodu, nie jest taki oczywisty temat. I myślę, że to dało mi to dużą siłę do pracy. Poczułam, że nie jestem w swoich wstydach sama. Mogę się nimi dzielić, jest to akceptowane i zrozumiane przez wszystkich. Miało to szczególne znaczenie przy kręceniu materiałów wideo, które są wykorzystywane w spektaklu. Nie wyszłam z tego procesu z żadną traumą ani niesmakiem. Bo często też nie chodzi o żadne ogromne urazy, ale właśnie taki absmak wobec pracy i siebie. Czasem obiecuję sobie, że się na coś nie zgodzę, że tym razem wyznaczę granicę, będę asertywna, a potem znowu jestem tą aktorką, która wylatuje na scenę i się rozbiera, "bo taki jest ten zawód, nie?". Uczę się wciąż, jak zawalczyć o bezpieczną przestrzeń dla siebie, a to jest nieustanny proces.
Marta Jalowska - aktorka, współzałożycielka i członkini Grupy Artystycznej Teraz Poliż.
BOŻEK: Cieszę się, że moje młodsze koleżanki wchodzą do teatru i mają do czynienia z procesem, który teraz się rozpoczął w teatrach... Chociaż też na początku miałam wątpliwości. Pierwsze, co sobie pomyślałam, to to, że dziewczyny przyszły, bo instytucja zaczęła się bać; że ten ruch nie będzie chronił aktora, tylko instytucję, żeby nie można było pozwać, żeby nie było problemów. I oczywiście w pewnym stopniu tak jest. Myślę, że dyrekcji ulżyło i odpadł im ten ciężar, że gołe tyłki latają po scenie, a oni będą musieli gadać o tym z aktorami, co wiadomo zawsze dla dyrekcji jest problemem. Nie miałam w tym spektaklu takich scen, jak Natalia, ale czułam ze strony dziewczyn akceptację, i że to, na co się umawiamy, jest przestrzegane. Sceną, w której szczególnie się to przydało, był zbiorowy film, w którym wszyscy występują na golasa. Oczywiście my się znamy w zespole, szanujemy, nikt nikomu nie zrobił nic złego, ale w takich scenach zawsze się mogą wydarzyć różne niechciane rzeczy, a dziewczyny odegrały swoją rolę. Higiena pracy została zachowana.
LANGE: Mam wrażenie, że przy realizowaniu tej sceny nie było osoby, która by się nie krępowała, ale nikt tego uczucia nie dusił w środku. Stworzyła się przestrzeń, gdzie wszyscy mogliśmy otwarcie powiedzieć, że nam trudno. Przy innych produkcjach w tym teatrze dotyczących seksualności, w których brałam udział, nie było na to miejsca. Bo też nikt nie zapytał.
W TERAZ POLIŻ TO WY ZAPRASZACIE DO PRACY OSOBY REŻYSERUJĄCE. CZEMU AKURAT ZDECYDOWAŁYŚCIE SIĘ NA MAGDĘ SZPECHT?
Natalia Lange - aktorka, obecnie w zespole Teatru Powszechnego w Warszawie, ukończyła Wydział Aktorski PWST we Wrocławiu.
JALOWSKA: Pomimo że nie robiłam Lipy w cukrze, to ja zaproponowałam Magdę. Pracując w ten sposób od czternastu lat, mamy duże doświadczenie w dobieraniu współpracowniczek/ów. Od początku pracowałyśmy z kobietami, przez lata konstruowały się zasady, które definiują i ustawiają naszą pracę... Szukamy osób, które są otwarte na zachowanie tego systemu. Na przykład mamy taką zasadę, że wspólnie rozmawiamy o rolach, bo chcemy je dzielić uczciwie i po równo.
GLAC: To, że mamy wpływ na obsadę, jest dość trudne dla reżyserów i reżyserek, na tym tle zawsze są jakieś tarcia.
JALOWSKA: To, że pracujemy w kolektywie, pomaga nam bardzo w poruszaniu na scenie tak zwanych trudnych tematów. Pierwszym naszym spektaklem dotyczącym seksualności była opowiadająca o seksworkingu (tylko że nie znałyśmy wtedy jeszcze takiego słowa) Sukienka z dziurką. Reżyserowała to Ula Kijak. W tym spektaklu po raz pierwszy się rozbierałyśmy i dużo rozmawiałyśmy o tym, czy to jest konieczne, o zapewnianiu sobie w tej sytuacji komfortu. Ale miałyśmy ten przywilej, że się przyjaźnimy i dlatego mogłyśmy bardzo szczerze mówić o swoich lękach.
WOROBIEJ: Dodam też, że jeśli chodzi o Magdę Szpecht, to ważnym argumentem były dla nas jej wcześniejsze spektakle. Szczególnie Delfin, który mnie kochał wywarł na mnie ogromne wrażenie i chciałam, żebyśmy w naszym spektaklu pracowały w podobnej wrażliwości, poza przyjętymi kliszami.
JAK SOBIE RADZICIE ZE SWOIM SKRĘPOWANIEM I WSTYDEM, KTÓRY POJAWIA SIĘ W PRACY W ZWIĄZKU Z TEMATEM NAGOŚCI I SEKSUALNOŚCI?
GLAC: Mam w Lipie... taką scenę, kiedy całuję się z Jaśminą Polak. Krępowało mnie to i jedyną możliwością walki z tym uczuciem była szczerość i rozmawianie o tej sytuacji. Czaiłam się do tego pocałunku, a nie czaiłam się do rozmowy o tym, że mnie to kosztuje.
BOŻEK: Mam bardzo duże doświadczenie związane z nagością na scenie i nigdy nie miałam problemów ze swoim ciałem. No może teraz trochę, bo czas pandemii dodał mi kilka kilogramów, czego się wstydzę. Pamiętam swoją pierwszą nagość na scenie. Weszłam wtedy na zastępstwo w rolę, gdzie dziewczyna się rozbierała i od razu podejmując się tego wyzwania, wiedziałam, że jest taki wymóg. Było to duże przeżycie, ale jako dziewczynka tańczyłam w teatrze tańca, co pozwoliło mi wyrobić relację ze swoim ciałem. Kiedy mam w spektaklach całować się z kobietami czy mężczyznami, to podchodzę do tego profesjonalnie. Myślę też, że miałam dużo szczęścia w mojej pracy, bo nigdy nie brałam udziału w przemocowym procesie pracy. Może raz z kobietą-reżyserką, ale byłam już na tyle dorosła i doświadczona, że potrafiłam sobie z tym poradzić. Dla mnie taką receptą na wstyd jest szczera rozmowa o swoich uczuciach i najgorsze w teatrze są momenty, kiedy ten mechanizm nie działa i nie można czegoś powiedzieć, albo nie ma komunikacji zwrotnej, więc zostajesz sama z czymś, co powiedziałaś. W szkole niestety nie ma takiego przedmiotu, jak rozmawiać szczerze o wstydzie.
LANGE: Wstyd to dla mnie kwestia psychiczna, nie cielesna. U mnie wstyd wiąże się z brakiem zaufania, czy to do partnera, czy do realizatorów. Niestety miałam kilka bardzo przemocowych sytuacji w mojej krótkiej karierze, również jako studentka. Niestety dotknęło mnie molestowanie seksualne w pracy i mam po prostu ograniczone zaufanie. Instynktownie zaczynam się bardzo wstydzić w sytuacji, w której nie czuję się bezpiecznie. To wstyd mi podpowiada, że coś tu nie gra. To może być relacja z reżyserem, który na przykład nie ma pomysłu albo mnie nadużywa i czuję, że już nie chcę mu zaufać, albo coś się wydarza w relacji z aktorem, albo jest po prostu niesprzyjająca atmosfera. Długo to wszystko w sobie dusiłam i zmuszałam się do pewnych rzeczy. Patrzę wstecz i zastanawiam się, czemu się tak samobiczowałam? Myślę, że czasem za bardzo wierzyłam w istotność projektu, a czasem dlatego, że wychowana w takiej kulturze, nie zostałam nauczona zaufania do siebie i nawet nie wierzyłam w to, że jestem podmiotową jednostką i mogę powiedzieć nie. Bardzo pomógł mi w tym proces prób do Opowieści..., po którym jestem w stanie bardziej o siebie zadbać. Mały sukces: ostatnio zrezygnowałam z prób do projektu, w którym pojawiły się nadużycia psychiczne i jestem z siebie bardzo dumna.
RÓŻYŃSKA: Myślę, że pytanie o wstyd jest niesamowicie istotne i dotyczy obszaru bardzo intensywnej i mocnej niewidzialności. Osoby, które decydowały się na studiowanie i wykonywanie zawodu aktora i aktorki, nie decydowały się na przemoc. A tymczasem jest to pakiet, który dostaje się tu gratis, ale o którym nikt nam na początku nie opowiada. Dopiero jak jesteśmy w tym środowisku, zauważamy, że musimy wypracowywać mechanizmy ochronne, dbać o swoje granice. Niezbędną do przetrwania wiedzę zdobywamy od dobrych osób, które uczą: uważaj na tego reżysera, przy tej reżyserce lepiej nie mów tego. Bardzo dużo nauki jest przekazywanej drogą ustną i w kuluarach. Dla mnie praca konsultantki scen intymnych jest wyciąganiem tych kuluarów w przestrzeń widzialności, gdzie nie udajemy, że ich nie ma, tylko głośno je nazywamy. Mówimy: praca w filmie, teatrze, serialach, modelingu dla kobiet zawsze wiązała się z tym, że możemy zostać uprzedmiotowione, że coś zostanie nam odebrane, że ktoś będzie oczekiwał od nas zapłaty symbolicznej, albo nawet realnej za to, że dostaniemy rolę. A koszty tego są indywidualizowane, czyli nie są one kosztami pracy, nie są związane z zawodem, tylko są kosztami emocjonalnymi, psychicznymi, z którymi zostaje dana aktorka, modelka, reżyserka. Dla mnie bycie konsultantką intymności to mówienie: masz prawo do opieki, masz prawo nazywać rzeczy po imieniu i masz prawo dostawać w tym procesie wsparcie od zespołu, z którym pracujesz.
Agnieszka Różyńska - koordynatorka intymności, aktywistka, działaczka feministyczna.
JALOWSKA: Generalnie niewielu rzeczy się wstydzę. Pewnie dlatego, że założyłyśmy feministyczny kolektyw i robiłyśmy to na własnych zasadach, a moje osobiste wzrastanie zawdzięczam środowiskom feministycznym i queerowym, gdzie nagość jest raczej wyzwalająca. Bardzo rzadko jestem w relacjach reżysersko-aktorskich, które nie są dla mnie dobre, ale pamiętam sytuację, kiedy czułam się niekomfortowo. Grałam w filmie i miałam zagrać erotyczną scenę z inną dziewczyną, w której miałyśmy się dotykać. Pomogłoby, gdybyśmy mogły wcześniej same zrobić sobie próbę, a dopiero potem zagrać przy kamerze, ale wstydziłam się o to poprosić. Dziś pewnie zareagowałabym inaczej.
BOŻEK: A próbowałaś zadać sobie pytanie, czego się wstydzisz?
JALOWSKA: Wstydziłam się tego, że nigdy nie robiłam tego wcześniej. To było dla mnie trudne, że to jest pierwszy raz.
WOROBIEJ: Dla mnie wstyd związany z ciałem zaczął się razem z chorobą serca. Moje ciało zmieniło się od wewnątrz, przez pierwsze lata po braniu tabletek byłam też bardzo spuchnięta. Zaczęła mi wtedy przeszkadzać moja słabość. Podkręciła to przykra historia, która mnie spotkała w pracy, kiedy powiedziałam o tym, że choruję i nie zawszę mogę pozwolić sobie na intensywne próby. A osoba reżyserująca odpowiedziała, że okej, ale będę miała mniejszą rolę. To było dla mnie trudne. Czasem mówię, że żeby pracować w teatrze, to trzeba być kurewsko zdrowym człowiekiem. A w czasie prób do Lipy w cukrze też się czasem wstydziłam. Miałam taką scenę z Jaśminą, gdzie dużo się dotykałyśmy. Kiedy ją ćwiczyłyśmy, czułam, że w tym spektaklu to jest o krok za daleko, nie potrzebujemy jej. Potem przekonałyśmy do tego Magdę. Była przestrzeń, żeby o tym porozmawiać, chociaż musiałam dać też sobie czas, żeby się odezwać. Przez dłuższy czas nie umiałam nazwać swoich uczuć. Czasem nie jest łatwo od razu coś złapać i nazwać, kiedy nie ma osoby, która opiekuje się tym procesem tak jak Aga. W Lipie... też w jednej scenie jestem toples i zasadniczo dobrze się w tym czuję, chociaż pamiętam, jak Magda mówiła, kiedy decydowałyśmy, kto zagra w tej scenie, "no dobra, ale musisz się rozebrać". Wtedy nie miałam z tym problemu, ale dlatego, że jesteśmy kolektywem feministycznym, nieraz mamy pod górkę z prawicową prasą. Po tym spektaklu pojawiły się w niej moje zdjęcia toples z niemiłym komentarzem i gdybym nie miała zakorzenionej akceptacji dla siebie, na pewno byłoby mi z tym o wiele trudniej.
Kamila Worobiej - aktorka, współzałożycielka i członkini Grupy Artystycznej Teraz Poliż.
BOŻEK: Każda z nas doświadcza tego, że intuicja i ciało wiedzą pierwsze i należy ich słuchać, nawet jeśli nie wiemy początkowo, jak to nazwać i co z tym zrobić. Dyskomfort w ciele to pierwszy sygnał do tego, że coś jest nie tak i należałoby się zatrzymać i zastanowić, na przykład dlaczego nie idzie nam jakaś scena. A reżyser często uważa, że to nasz celowy bojkot i nie bierze pod uwagę naszych uczuć. Moim zdaniem reżyserzy i reżyserki są coraz mniej czujni na potrzeby aktora.
GLAC: A jednocześnie, żeby czytać ciało, trzeba mieć z nim kontakt. Tymczasem umysł skutecznie może cię od niego oddzielić. Na to wszystko potrzeba czasu. W dzieciństwie też miałam epizod z molestowaniem i to trochę odcięło mnie od ciała, z którym musiałam zbudować relację od nowa. Czasem dalej trudno jest mi powiedzieć, że jest mi niewygodnie. Nie tylko w strefie seksualności. Miałam taką scenę w filmie, w której musiałam walnąć ręką w szybę. Wstydziłam się powiedzieć, że się boję, że ta szyba wyleci. Bo to jest takie głupie i ja, kobieta, nie rozumiem konstrukcji. Musiałam zawalczyć ze swoim głosem w głowie, który mnie obśmiewał, ale pomyślałam, że chcę zrobić dobrze tę scenę i lepiej zagram, jeśli będę się czuła bezpiecznie. Zaczęłam o tym mówić i w pięć minut zszedł ze mnie cały ciężar. Zadbałam o siebie i to jest mega przyjemne uczucie
Katarzyna Niedurny - teatrolożka, recenzentka, dziennikarka, publikuje między innymi w "Dwutygodniku" i w "Didaskaliach".
LANGE: Zadałaś, Kasiu, pytanie, jak sobie radzimy ze wstydem, a prawda jest taka, że czasem sobie po prostu nie radzimy i naprawdę nie ma w tym nic złego. Z tego wstydu trzeba korzystać, o ile oczywiście nie zamienia się on we wstyd chorobowy - wstyd chroniczny. Ciało magazynuje wszystko i wie wcześniej niż nasza świadomość. Jeśli się wstydzimy, to warto powiedzieć stop i nie tylko innym, ale również i przede wszystkim sobie. Być może dzisiaj jest we mnie takie uczucie, bo mam okres i bolą mnie piersi i nie chcę, żeby ktoś mnie dotykał podczas sceny. Może się nie wyspałam, być może nie zjadłam śniadania... Panuje błędne przekonanie, że aktorce/aktorowi nie wypada się wstydzić, że my wszystko musimy - wyjść na scenę, zatańczyć, zaśpiewać, wyrecytować, rozebrać się. Ale oprócz tego, że jestem aktorką, najpierw jestem człowiekiem. Jestem też osobą, która definiuje się jako kobieta. Mam za sobą przeróżne doświadczenia i to naturalne, że się wstydzę. Chcę, żeby reżyser, dyrektor, współpracownik i ktokolwiek inny akceptowali to i potrafili z tym pracować. Miałam taką sytuację z Andrzejem Kłakiem przy Opowieściach niemoralnych, w której oboje mieliśmy się rozebrać i nakręcić materiały wideo do spektaklu. Stanęliśmy przed sobą bardzo skrępowani, bo nie dość, że to scena intymna, to jeszcze nigdy ze sobą nie pracowaliśmy. Więc mówię: wstydzę się, a Andrzej odpowiada: ja też się strasznie wstydzę. Pogadaliśmy o tym zanim się rozebraliśmy, omówiliśmy, czego się boimy, gdzie są nasze granice i dopiero potem przeszliśmy do pracy. Byłam naprawdę wdzięczna i szczęśliwa, że to się wydarza. A to przecież powinien być standard.
JALOWSKA: Pamiętam, jak Marysia Stokłosa opowiedziała nam taką anegdotę, że jak pracowała w szkole za granicą, to nikt nie mówił, że ktokolwiek musi się rozebrać, ale mówili, że mogą, więc wszyscy najpóźniej do trzeciego roku robili swoje solo nago. Przesunięcie akcentu z muszę na mogę daje całkiem nową perspektywę.
CHCIAŁAM ZŁAPAĆ COŚ, CO POWIEDZIAŁYŚCIE, A CO WYDAWAŁO MI SIĘ BARDZO CIEKAWE, ŻE WSTYD CZASEM JEST POTRZEBNY. CZY MOŻEMY POSTARAĆ SIĘ TO ZŁAPAĆ JESZCZE MOCNIEJ? KIEDY WSTYD WAM POMAGA W PRACY?
LANGE: Wstyd daje nam sygnał, że coś jest nie tak, że nie mam zaufania. W pracy teatralnej aktorka/aktor są bardzo kruchymi istotami, które pracują na swojej wrażliwości, więc dobrze by było obdarzać swoich współpracowników wielkim zaufaniem i jeśli tego brakuje, to się pojawia wstyd. Ale czasem można go wykorzystać i przekuć w coś lepszego.
GLAC: Są różne rodzaje wstydu. Jeden wynika z twoich ograniczeń, że ty się wstydzisz, że nie umiesz, drugi, że ktoś wywołuje u ciebie wstyd, zawstydza, że nie umiesz, albo robisz coś dziwnie i to jest przemocowe. Własny wstyd jest często zdrowy, ale ten drugi już jest destrukcyjny, toksyczny.
BOŻEK: W pracy wstydem posługuję się dosyć intuicyjnie. Nie mówię tylko o nagości i scenach intymnych, ale jeśli wstydzę się na scenie, to znaczy, że coś jest nie tak i to bardzo... Wierzę w swoje intuicje, lubię czasem mój wstyd, bo zapala we mnie czerwoną lampkę. Może być fajna scena, fajna atmosfera, fajni koledzy, a ja naglę czuję, że coś tu nie styka. Ta czerwona lampka daje mi możliwość zrobienia dwóch kroków do tyłu i obejrzenia tego, w czym uczestniczę z innej perspektywy.
WOROBIEJ: Dla mnie wstyd jest okazją do spotkania się ze sobą, bo komunikuje mi, że mam coś do przepracowania, albo często jest to znak, że coś tu nie klika i trzeba zaufać intuicji. Czasem ta praca potrafi obnażyć coś, co bardzo głęboko chowam w mojej głowie. To często są rzeczy, które nie są moim indywidualnym wstydem, tylko takim, który mam tożsamościowo, bo jestem Polką, bo jestem kobietą i nagle okazuje się, że to, czego ja się wstydzę, zostało mi narzucone i jest jakimś szerszym tematem, którym można na przykład zająć się w kolejnym spektaklu.
RÓŻYŃSKA: Dla mnie praca z intymnością jest procesem budowania miejsca w teatrze na ten wstyd. Jest też dawaniem bardzo dużej uważności i pokazywaniem, jak ważna jest tu możliwość bezpiecznego przeżywania emocji. Czytam teraz bardzo dużo o indywidualnych kosztach pracy ponoszonych przez aktorów, o tym jak bardzo proces teatralny nie opiekuje się osobami, które są budowniczymi tego świata. Jak dużo jest przestrzeni, w której ty musisz sobie sama radzić terapeutycznie i płacisz za to ze swojego małego teatralnego wynagrodzenia. Kiedy zostajesz sama z sytuacjami, które były o molestowaniu, manipulacji, przemocy i przekraczaniu twoich granic. Już wtedy nie ma zespołu ani instytucji, wtedy masz tylko siebie i musisz zaopiekować się sobą, żeby być gotową na kolejny trudny proces. Nie ma przestrzeni na to, żeby powiedzieć: "hej, jestem wykończona tym, że przez ostatnie cztery produkcje byłam gwałcona na scenie, byłam matką, która nienawidziła swojego dziecka, chorą psychicznie osobą. Te role zostawiają też coś we mnie, mimo tego, że jestem ekspertką".
WSTYD JEST PIERWSZYM SŁOWEM, KTÓRE POJAWIA SIĘ W TEJ ROZMOWIE, ALE NIEŚMIAŁO TEŻ POJAWIAJĄ SIĘ WOLNOŚĆ, WYZWOLENIE... CZY DOSTAJECIE TO TEŻ W PRACY Z SEKSUALNOŚCIĄ NA SCENIE?
JALOWSKA: Nie zawsze rozbieranie się na scenie jest konfrontacją ze wstydem. Dla mnie to jest bardzo wyzwalające, żeby móc używać seksualności. Kiedy się rozbieram, to często nie jest mój wstyd, tylko kogoś, kto to ogląda. Próbuję odpowiedzieć sobie wtedy na pytanie, co to znaczy, że ta osoba czuje wstyd, jak go użyje dla siebie. Dla mnie rozbieranie się wiąże się ze zrzucaniem z siebie wielu obciążeń społecznych. Myślę, że ta wolność pojawia się wtedy, kiedy robisz coś i to jest dla ciebie okej, a nie jeśli w ten sposób urzeczywistniasz wolność, jaką ma reżyser w decydowaniu o twoim ciele w procesie teatralnym.
BOŻEK: Trudno mi się odnieść do tego, czy mogę osiągnąć na scenie przyjemność z rozbierania się. Raczej mam przyjemność z dobrze zagranego spektaklu i dobrze wykonanej pracy, mimo że w teatrze aktorek się nie chwali. Nasza dyrekcja też ma z tym bardzo duży problem...
RÓŻYŃSKA: To, co mówisz, nie jest związane z tą jedną dyrekcją, ale z tym, jak skonstruowany jest system teatralny, w którym uważa się, że jeśli kogoś motywujesz negatywnie, to ta osoba lepiej pracuje. My wiemy, że tak nie jest, ale my też nie mamy stanowisk władzy. Pytanie brzmi, jak zmieniać i lobbować dyrekcje w sposób systemowy, żeby to nie była indywidualna zmiana takiego Łysaka czy Sztarbowskiego czy innych dyrektorów, a stworzyć nowe standardy, do których będziemy musieli się odnosić. Tymczasem to wszystko stoi. Zostałam zatrudniona do spektaklu za pensję-żart i dodatkowo odwaliłam kawał dobrej roboty - udzielając wielu wywiadów, występując w mediach, rzecznikując, ale to nie sprawia, że dzwonią do mnie dyrektorzy i mówią: hej, chcemy tej roli w teatrze, chcemy cię zatrudnić na etat. Pomimo tej szerokiej debaty w teatrze o bezpieczeństwie, nie ma szerokiego odzewu. Rozmawiałam z Pawłem Łysakiem i powiedziałam, że jeśli chcą prawdziwej zmiany, to muszą zatrudnić konsultantkę intymności na stałe do teatru. Odpowiedział mi milczeniem. Mam wrażenie, że zmianę, o której mówimy, bardziej performujemy, niż opowiadamy o czymś, co się faktycznie dokonało. Nie widzę tego, że the time is now. Za to niedawno brałam udział w debacie zorganizowanej przez Agatę Adamiecką i usłyszałam, że dalej istnieją wykładowcy, którzy przychodzą na zajęcia i mówią: "dzisiaj będziemy się całować, zaczynajcie" i siedzą przy biurku, patrząc na gromadę całujących się dziewiętnasto- czy dwudziestojednolatków. Jestem bardzo wdzięczna Agacie, która poruszyła ten temat przy całej publiczności ludzi z pierwszego i drugiego roku studiów. To był jeden z ważniejszych głosów, który słyszałam w ostatnich latach, bo powiedziała o tym nie w kuluarach, ale publicznie.
BOŻEK: Pracowałam w szkole i rozmawiałam ze studentami... Z własnego doświadczenia również wiem, że to są bardzo trudne cztery lata. Dlatego chciałam tam pracować, ale zostałam wyrzucona. Chcę wrócić na uczelnię. A najgorsze jest to, że tam ciągle to, o czym teraz rozmawiamy, jest całkiem poza potrzebą i świadomością.
LANGE: Na koniec mam taki postulat: wywalić wreszcie wszystkich przemocowych dziadersów i przemocowe dziadersówy, którzy krzywdzą innych. Trzeba zacząć pracować profesjonalnie, a nie jechać na jakiejś dzikiej furii, bo teatr nie może być dziko-furiackim miejscem, jeśli pracuje się w nim tak blisko, na naszych wrażliwościach. Sorry, ale nie. Ban na wchodzenie do teatru dla przemocowców.
RÓŻYŃSKA: To ja dodam do tego jeszcze jedno życzenie, żeby coraz więcej kobiet decydowało się na robienie spektakli o pozytywnej seksualności, kiedyś tego trochę było... Głównie w Stanach, ale jak oglądam teraz zdjęcia sprzed lat z pierwszych festiwali Malta, jeszcze za Raczaka i widzę pochód sześciuset nagich ludzi przez centrum miasta, to mi żal tego, co przez te lata straciliśmy. Jak się teraz wszyscy ubierają pod szyję i mówią, że seksualność i nagość są złe. Tymczasem istnieje dobra seksualność i dobra nagość, które opierają się na świadomej, dobrowolnej zgodzie, prywatnym entuzjazmie, a nie na przymusie. Potrzebne są nam takie pozytywne wzorce. Róbmy więc to, co robi i mówi środowisko queerowe: uważacie, że jesteśmy pederastami you are welcome, ale mamy super seks. Niezależnie od tego, czy go akceptujecie, czy nie.
Dialogi o gwałcieBARTOSZ ŻURAWIECKI
OSOBY:
- MĘŻCZYZNA
- KOBIETA
- TENTRZECI
- SĄSIAD
- MĄŻ
- BISKUP
- POLICJANT
- PROKURATORKA
- MATKA
- OJCIEC
- DRAGQUEEN
- UCHODŹCA
Scena 1
MĘŻCZYZNA Bardzo przepraszam. Naprawdę bardzo przepraszam, że zaczepiam, ale jesteśmy przecież sąsiadami, pomyślałem więc, że powinienem się przedstawić.
KOBIETA Ach, tak! Minęliśmy się kilka razy na schodach, a wczoraj chyba stałam za panem w kolejce.
MĘŻCZYZNA Nie, to nie byłem ja. Wczoraj nie robiłem tutaj zakupów.
KOBIETA Och, jakże mi przykro! Może mi pan podać ten serek? O ten, bez laktozy.
MĘŻCZYZNA Tak, bardzo proszę. Za to jakiś tydzień temu na pewno spotkaliśmy się w warzywniaku, ale to w sumie nieistotne. W sumie to chciałem się po prostu przedstawić.
KOBIETA To wspaniale, że mogę poznać sąsiada. Ale dlaczego właściwie chce mi się pan przedstawić?
MĘŻCZYZNA Bo chciałbym panią porwać, uwięzić i zgwałcić.
KOBIETA Bardzo interesujące. Przejdzie się pan ze mną do następnej alejki? Muszę zajrzeć do soków.
MĘŻCZYZNA Tak, oczywiście. Co pani tylko każe.
KOBIETA Jestem zaszczycona, że akurat mnie pan obrał za przedmiot swoich fantazji, jednak nadal nie rozumiem celu tej prezentacji. Nie jest w pana interesie uprzedzać mnie o ewentualnym gwałcie.
MĘŻCZYZNA Oczywiście, z logicznego punktu widzenia ma pani całkowitą rację. Ale pragnienia wymykają się logice, prawda?
KOBIETA Pomidorowy czy pomarańczowy? Na który z nich mam większą ochotę? A może wziąć oba, jak pan myśli?
MĘŻCZYZNA Ja bym panią poił pomarańczowym. I to ze świeżo wyciśniętych owoców.
KOBIETA Gdyby mój mąż mógł pana usłyszeć! Nie, jabłkowy, lepiej pasuje do drinków. Właśnie, nie boi się pan, że powiem mężowi o pana planach?
MĘŻCZYZNA Byłbym tchórzem, gdybym się go uląkł. To takie niemęskie bać się tych, którzy mogą stanąć na drodze twego pożądania.
KOBIETA No tak, podziwiam pana odwagę. I to... jak się to nazywa...? męstwo. Ale właściwie w czym mogłabym panu pomóc?
MĘŻCZYZNA Ośmieliłem się do pani podejść z nadzieją, z nieśmiałą nadzieją, że może pani też pragnie być przeze mnie porwana, uwięziona i zgwałcona.
KOBIETA Tak patrzę, ale chyba mam już wszystko. Za to pana koszyk taki pusty. Ach, nie, jeszcze proszek do prania. Przykro mi, nie mam najmniejszej ochoty być przez pana porwana, uwięziona i zgwałcona. Ale proszę kontynuować.
MĘŻCZYZNA To, co pani mówi, jest dla mnie ciosem w samo serce.
KOBIETA Aby na pewno w serce? Nie chciałabym sobie pochlebiać, ale wydaje mi się, że moją odmową idę panu na rękę. Przecież zgoda ofiary na gwałt odbiera gwałcicielowi całą frajdę.
MĘŻCZYZNA Proszę wybaczyć, ale pani w ogóle mnie nie rozumie. Pani nie rozumie, że ja jestem gwałcicielem romantycznym, a jednocześnie postępowym. Nigdy nie skrzywdziłbym kobiety bez jej wyraźnej zgody.
KOBIETA Wie pan, to bardzo szlachetne z pana strony, ale ja już naprawdę muszę iść do kasy.
MĘŻCZYZNA Niech pani jeszcze chwilkę zaczeka, błagam. Proszę nie pozbawiać mnie całkiem nadziei. Bo może pani chciałaby mnie porwać, uwięzić i zgwałcić?
KOBIETA Niechże pan się nie łudzi! Nie mieści się pan w najszerzej pojmowanym zakresie moich fantazji. Widzi pan tego mężczyznę, który grzebie w mrożonkach? Jego chętnie bym porwała, uwięziła i zgwałciła.
MĘŻCZYZNA Ja mógłbym... Mógłbym poświęcić swoje pragnienie, byle tylko pani była szczęśliwa. Mógłbym stanąć z boku i patrzeć, jak pani znęca się nad tamtym panem. To by i mnie uczyniło szczęśliwym.
Podchodzą do Tegotrzeciego.
KOBIETA Przepraszamy pana, że zakłócamy wybór mrożonek, ale mamy taką pilną sprawę. Otóż dyskutujemy z tym oto panem o swoich pożądaniach i tak się składa, że w czasie tej dyskusji spojrzałam na pana i pomyślałam, że chciałabym pana porwać, uwięzić i zgwałcić. Ale nie jestem pewna, czy pan chciałby w tym uczestniczyć.
TENTRZECI Całkowicie mnie państwo zaskoczyli. Prawdę powiedziawszy, chwilowo potrzebowałbym odrobiny ciepła, ręce mam całe zmarznięte.
KOBIETA I ciepło możemy uwzględnić w naszej grze. Prawda, nieszczęśliwy kochanku?
MĘŻCZYZNA Dla pani to jest gra. Dla mnie to jest życie.
KOBIETA Pan idzie w melodramat, a mnie się śpieszy.
TENTRZECI Nie wiem zupełnie, co powiedzieć. Prawdę mówiąc, wciąż nie określiłem swoich pragnień, właściwie boję się o nich myśleć, jeszcze młody jestem.
KOBIETA Właśnie widzę, że pan taki niezdecydowany. Nawet w tych mrożonkach grzebie pan już z dziesięć minut.
MĘŻCZYZNA Pani jest obcesowa. Pani nie rozumie, jaka to delikatna materia.
KOBIETA Mrożonki? Skądże, to bardzo twarda materia. Chyba że się je rozmrozi i usmaży na ogniu namiętności. Niechże pan odłoży te pierogi. Porywamy pana, żeby go zgwałcić.
MĘŻCZYZNA Pani nie może tak bezpośrednio, pani rujnuje całą finezję gwałtu.
TENTRZECI Bardzo chętnie. I tak nie mam co robić. Myślałem, że wrócę do domu, zjem pizzę i obejrzę jakiś serial. Ale to może być lepsze niż serial. To może być serial mojego życia.
KOBIETA Idziemy więc. Tylko zapłacę za zakupy. A panowie pomogą mi je nieść.
Scena 2
Tentrzeci siedzi nagi i związany na krześle. Kobieta poprawia sukienkę. Mężczyzna stoi i patrzy.
KOBIETA Mąż w pracy, dziecko w szkole. Idealna sytuacja, więc mógłby pan bardziej się postarać.
Tentrzeci chce coś powiedzieć, ale w usta ma wepchniętą ścierkę do naczyń. Mężczyzna podchodzi do niego i wyciąga knebel.
TENTRZECI Przepraszam, nie chcę kwestionować pani metod działania, ale pani to potraktowała jako zwykły romans pozamałżeński. Obawiam się, że taki wariant mi nie leży.
KOBIETA Chyba nie stoi, drogi panie.
TENTRZECI Jakkolwiek na to patrzeć, szanowna pani, myślę, że potrzebuję innego scenariusza. Zapewne tego, który obiecała mi pani w sklepie.
KOBIETA No tak, nie mam wprawy w gwałceniu. W naszym kraju nikt tego kobiet nie uczy.
MĘŻCZYZNA Dlaczego rozmawiacie, jakby mnie tu nie było?
KOBIETA Bo pana tutaj nie ma. Pan ma patrzeć i cierpieć.
MĘŻCZYZNA To nie jest w porządku. To nie jest w porządku!
KOBIETA Czy mógłby pan nie przeszkadzać? Jeżeli się panu nie podoba, może pan wyjść.
MĘŻCZYZNA O, nie! Nie przepędzi mnie pani ze swojego domu. I ze swojego serca. To znaczy, ja pani z mojego serca.
KOBIETA Pan znowu o tym sercu. Naprawdę, nie obchodzi mnie pana serce. (do Tegotrzeciego) Obchodzą mnie w tej chwili zupełnie inne organy, które, jak widzę, strasznie fałszują.
TENTRZECI Przepraszam, jeśli mógłbym coś zasugerować. Gdyby tak pan (do Mężczyzny) mógłby mi troszkę pomóc, gdy pani będzie mnie zmuszać do seksu... Albo może ja bym mógł pana, gdy pani...
MĘŻCZYZNA Niech pan sobie to wybije z głowy! Jestem ortodoksyjnie heteronormatywny. Nie dam się zeszmacić.
TENTRZECI Muszą państwo wiedzieć, że ja z kolei w tych sprawach jestem niepewny i zblokowany. Podejrzewam, że to dlatego, iż w dzieciństwie byłem...
KOBIETA Błagam! Niech pan nam teraz nie opowiada swojego życia!
TENTRZECI Kiedy to istotne dla wyjaśnienia i, być może, rozwiązania pewnych kwestii. Otóż mój wujek...
KOBIETA Zamknij się! (wymierza Temutrzeciemu policzek)
Rozlega się dzwonek do drzwi.
Scena 3
W drzwiach staje Sąsiad.
SĄSIAD Przepraszam, ja naprawdę serdecznie państwa przepraszam, ale mieszkam naprzeciwko. I muszę przyznać, że lubię, ot, taka zwyczajna ludzka słabość, czasami podglądać to, co dzieje się u moich drogich sąsiadów, zwłaszcza że okna tak blisko jedno drugiego, że aż nie można nie spojrzeć, choćby się nawet nie chciało. Właśnie robiłem sobie obiad, bo w sumie bezrobotny jestem i często się trochę nudzę, więc spoglądam raz po raz, a nuż coś gdzieś zwróci moją uwagę, bez złych intencji, naprawdę, trzeba przecież interesować się życiem bliźnich, dzisiaj wszyscy pozamykani i odgrodzeni, człowiek człowiekowi ręki nie poda ni dobrego słowa nie powie, no więc robię ten obiad i patrzę niechcący, odruchowo właściwie, bo robienie obiadu nie jest przecież takie pasjonujące, więc patrzę i widzę, co się u państwa dzieje i tak nie mogę wzroku oderwać, aż buraczki mi się przypaliły, i patrzę, i cały się pocę, i przestać nie mogę, i sumienie mnie gryzie, i w gardle mi zaschło, i tchu mi brak, ale patrzę i wiem, że chcę patrzeć. No i buraczki wyłączyłem i przybiegłem, bo to przecież tak nie można, więc chciałbym przeprosić. O matko, kwiaty przynieść powinienem, ale już czasu nie starczyło. Niech państwo zasłaniają okna, na Boga!
KOBIETA Wybaczymy panu, tylko musi pan pomóc temu panu.
TENTRZECI Ja bym jednak wolał tamtego pana. (pokazuje na Mężczyznę)
SĄSIAD Tak, jest we mnie ta niepohamowana ciekawość i to ona może rujnuje mi życie. Nie umiem się zbliżyć, ale nie umiem się też oddalić. Schować, ukryć się za firanką, patrzeć, tak, to potrafię. Bezkarnie, bezczelnie. Sam wymierzam sobie karę za ten mój grzech, za dewiację moją. Ale wolałbym, żeby to inni mnie karali tak, jak na to zasługuję. Czy ukaże mnie pani, proszę? Albo pan? Lub pan?
TENTRZECI No, ja nie mogę, przykro mi. Jak pan widzi, mam związane ręce.
MĘŻCZYZNA Ja chciałem tylko zgwałcić tę panią, a nie zajmować się sfrustrowanymi dziadami.
KOBIETA Czy przyniósł pan ze sobą narzędzie do wymierzania kary?
SĄSIAD O Boże, nie! Zapomniałem w tym pośpiechu. Ja pobiegnę zaraz i przyniosę. Za to musi być jakaś kara dodatkowa.
KOBIETA Pan zostanie, za chwilę nie będzie już nastroju.
MĘŻCZYZNA A teraz jest?
KOBIETA Poszukam czegoś w szafie. A nuż i mnie się to spodoba.
TENTRZECI Czy ja mogę do toalety?
KOBIETA Nie. Proszę wszystko załatwić na miejscu.
TENTRZECI Tego nie miałem w... pragnieniach.
KOBIETA To już nie jest pragnienie. To jest konieczność.
MĘŻCZYZNA Pani upokarza mężczyzn. Pani jest katem.
KOBIETA Katką, jak już. Katką w gorącym betonowym M-3.
TENTRZECI Kacicą. Poprawnie kacicą. Była taka powieść, kiedyś studiowałem literaturę.
MĘŻCZYZNA Proszę natychmiast rozwiązać tego pana. Jeśli nie, to użyję przemocy i sam to zrobię.
TENTRZECI Spokojnie. Jeszcze chwilkę wytrzymam. Niewykluczone, że sprawia mi to pewną przyjemność.
SĄSIAD Nie mogę na to wszystko patrzeć, nie mogę. A przecież muszę.
KOBIETA I co? Pan pana rozwiąże i mnie zwiąże?
MĘŻCZYZNA W pani mieszkaniu byłoby to dla mnie niezręczne. Mam swoje wymagania lokalowe.
KOBIETA Wymagania lokalowe! No proszę! Macho z klasy średniej. Zboczeniec z korporacji. Może powinnam panu fakturę za miłość wystawić?
MĘŻCZYZNA Nie jest w stanie mnie pani obrazić. I tak pani pożądam.
TENTRZECI Kochani, nie kłóćmy się, bo to tylko pogarsza sytuację. Zgłaszam pewien postulat. Rozbierzmy się wszyscy, żeby od czegoś zacząć. Poza tym to niesprawiedliwe, że tylko ja tutaj marznę. Rozbierzmy się, a nuż coś wreszcie zaiskrzy.
KOBIETA Służę. (zaczyna zrzucać ubranie)
SĄSIAD A czy ja mogę tylko popatrzeć, Boże zmiłuj się nade mną?
KOBIETA Nic pan nie może. Rozbieraj się pan, do kurwy nędzy.
Zestresowany Sąsiad zaczyna rozpinać guziki koszuli.
MĘŻCZYZNA Ja nie zamierzam się rozebrać. Ta sytuacja nie wymknie mi się spod kontroli.
KOBIETA Ściągaj ten swój pieprzony garniturek, bo wezwę policję i powiem, co chciałeś ze mną zrobić. Mam na to świadków.
MĘŻCZYZNA Policja nie da wiary twoim słowom. W gwałcie słowa nic nie znaczą. Ale dobrze, mamy przecież demokrację, nie będę się wywyższał tekstylnie. Nasze ciała znaczą tyle samo, tyle samo mają praw i obowiązków. Voila!
Rozbierają się niezręcznie, w milczeniu. Stają nadzy, Mężczyzna i Sąsiad próbują dyskretnie zasłonić genitalia. Słychać odgłos przekręcania kluczy i otwierania drzwi.
Do pokoju wchodzi Mąż.
MĄŻ Kochanie, odebrałem po drodze małą.
Scena 4
Mężczyzna, Kobieta, Sąsiad ubierają się w pośpiechu. Tentrzeci także chciałby to uczynić, ale jest wciąż związany, podskakuje więc tylko razem z krzesłem.
MĄŻ Ta sytuacja, nie powiem, nieco dla mnie zaskakująca, skłania mnie do rozmaitych refleksji, którymi chciałbym się z wami podzielić, a może i które musiałbym z wami przedyskutować. Nie będę ukrywał, że i mnie nie są obce rozmaite fantazje seksualne. Owszem, wyobrażałem sobie nieraz, że nasze mieszkanie jest miejscem orgii. Rzecz jasna, dyskretnej, kameralnej i odbywającej się pod nieobecność naszej małoletniej córki, którą można by było na ten czas oddać na przykład pod opiekę moich rodziców. Lub twoich, droga żono, z którą czasami miałem ochotę porozmawiać o tej kwestii i przedstawić swoje w tym względzie propozycje, jednak nigdy nie miałem ani odwagi, ani mocnego przekonania, że jest to nam potrzebne i niezbędne. Stanowimy bowiem - ja i ty, kobieta, którą kocham i szanuję - małżeństwo sakramentalne, zawarte w kościele przed Bogiem, księdzem i ludźmi, związane przysięgą wierności i uczciwości małżeńskiej... Uczciwości... To może jednak uczciwe byłoby, gdybym z tobą porozmawiał o moim pragnieniu orgii?
KOBIETA Gdzie jest mała?
MĄŻ Uciekła z płaczem do pokoju. Ale widzę, że podgląda przez szparę w drzwiach.
KOBIETA Niech podgląda. Ja w jej wieku też podglądałam.
TENTRZECI Przepraszam, przepraszam... Czy ja mogę prosić o rozwiązanie?
KOBIETA Nie sądzę, by rozwiązanie pana rozwiązało cokolwiek. Związany, jeszcze do czegoś może pan się przydać.
TENTRZECI Nie wydaje mi się, aby w zaistniałej sytuacji kontynuowanie tej zabawy było pożądane.
MĄŻ Dla pana jest to może zabawa, ale dla mnie wyłania się tutaj wielki problem etyczny.
SĄSIAD Tak, ja od początku to mówiłem, tylko nie mogłem znaleźć odpowiedniego słowa. Właśnie - to jest wielki problem etyczny.
MĘŻCZYZNA Chciałbym prosić pana o wybaczenie. Muszę wyznać, jak mężczyzna mężczyźnie, że to wszystko moja wina. To ja bowiem śmiałem wyznać pana żonie uczucia, jakie do niej żywię.
KOBIETA Uczucia!
MĄŻ Pan ma romans z moją żoną? Romans zbiorowy?
MĘŻCZYZNA Nie, Boże broń! To wszystko zatrzymało się na poziomie idei. Moje uczucia, to znaczy, moje idee uczuć, które przedstawiłem pana żonie... Ale ona, jak to kobieta, wzięła wszystko dosłownie.
MĄŻ To, co tu zobaczyłem, nie wygląda na idee.
KOBIETA Więc to ja jestem wszystkiemu winna, tak? Pan chce mnie gwałcić swoim dyskursem, ale to ja jako ofiara odpowiadam za to, że za dobrze wszystko zrozumiałam!
SĄSIAD Czy to znaczy, że podglądałem dyskurs? Czyli że nie było w tym nic grzesznego?
KOBIETA Grzeszy się myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Można więc zgrzeszyć i dyskursem.
TENTRZECI A propos. Myślę, że państwo trochę mnie zaniedbaliście...
MĄŻ Nie radzę sobie z tym ciężarem. Nie potrafię zrzucić go z ramion, przejść nad nim do porządku dziennego.
SĄSIAD To może jak sobie pójdziemy, będzie panu łatwiej. Pan zrzuci, a ja wrócę do dyskretnego podglądania zza firanki.
MĄŻ Nie. Państwo sobie pójdą, a ja się dalej będę gryzł. Będę musiał patrzeć w twarz mojej żonie, znosić pełne lęku i ciekawości spojrzenia swojej córki. To niesprawiedliwe. Ten problem musimy rozwiązać wspólnie. A dokładniej, rozwiązać go muszą ci, którzy zawsze rozwiązywali za mnie wszystkie moje problemy. Moje autorytety moralne. Nasze autorytety moralne. Wszyscy, tak jak tu stoimy i... siedzimy - ubrani czy nadzy - musimy udać się do mojego, do naszego, kochana żono, spowiednika. Państwo są mi to winni. Państwo to są winni samym sobie.
TENTRZECI Czy to oznacza, że wreszcie zostanę uwolniony?
Scena 5
Biskup stoi przy oknie i patrzy przez lorgnon. Mężczyzna, Kobieta, Tentrzeci, Sąsiad i Mąż czekają pokornie i w milczeniu.
BISKUP Mój Boże, jak pięknie! Jaka gracja! A jaka zwinność! I co za finezja ruchów! I te nogi! Te nogi! To najpiękniejsze nogi, jakie widziałem od czasu ostatniej wizyty w seminarium. A ha ha ha! Do boju! Nie czekaj! Bierz go z lewej! Ruchy! Ruchy! Skok! Atak! Pęd! Impet! Galop! Wio!
Odwraca się do gości.
ROK LXVII / MAJ 2022 / NR 5 (786)
Copyright by "Dialog" 2022
Ilustracje w numerze pochodzą z archiwum Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie, serwisów reklamowych teatrów, agencji prasowych oraz zbiorów prywatnych.
Projekt okładki Krzysztof Rumowski
Projekt layoutu Fajne Chłopaki
ZESPÓŁ REDAKCYJNY:
Dorota Jovanka Ćirlić, Justyna Jaworska (dział dramaturgii polskiej), Joanna Krakowska (zastępczyni redaktora naczelnego), Ewa Hevelke (sekretarz redakcji, opracowanie graficzne), Piotr Morawski (dialog-pismo.pl), Piotr Olkusz (dział zagraniczny), Małgorzata Semil, Jacek Sieradzki (redaktor naczelny)
Anna Kruk (korekta), Anna Wycech (sekretariat), Helena Dziurnikowska (redakcja techniczna)
RADA NAUKOWA:
Janusz Degler, Leszek Kolankiewicz, Dariusz Kosiński, Lech Sokół, Małgorzata Szpakowska (przewodnicząca)
STALE WSPÓŁPRACUJĄ:
Dorota Buchwald, Piotr Gruszczyński, Grażyna Stachówna, Mariusz Zinowiec
CZASOPISMO PATRONACKIE INSTYTUTU KSIĄŻKI WYDAWANE NA ZLECENIE MINISTRA KULTURY I DZIEDZICTWA NARODOWEGO
"DIALOG" MOŻNA ZAPRENUMEROWAĆ:
Przelewem na konto Instytutu Książki, Bank Gospodarstwa Krajowego: dla wpłat krajowych 81113011500012126927200001; dla wpłat zagranicznych PL81113011500012126927200001; kod SWIFT: GOSKPLPW.
Prenumerata krajowa: 120 PLN za cały rok; prenumerata zagraniczna: USD 80 za rok; EUR 60 za rok. Zamówione egzemplarze dostarcza poczta bez dodatkowych opłat.
Prenumerata realizowana przez RUCH S.A.: w prenumeracie krajowej zamówienia przyjmują Zespoły Prenumeraty właściwe dla miejsca zamieszkania klienta: www.prenumerata.ruch.com.pl, e-mail: prenumerata@ruch.com.pl.
Informację o warunkach prenumeraty ze zleceniem wysyłki za granicę i sposobie zamawiania można uzyskać pod numerem telefonu +48 22 693 70 00.
ADRES REDAKCJI:
00-430 Warszawa, ul. Śniegockiej 10 m. 11.
Tel.: +48 22 253 22 24, +48 22 409 68 13, e-mail: dialog@instytutksiazki.pl.
WYDAWCA: Instytut Książki, 31-148 Kraków, ul. Wróblewskiego 6.
Nakład 1100 egz., obj. ark. druk. 15,75. Skład własny. Druk i oprawa: Akcydens, ul. Pocztowa 5, 05-080 Laski. Podpisano do druku w marcu 2022. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca.
www.dialog-pismo.pl