Dialog 5/2021 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

8.00 zł
6.64 zł (6,80 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Kryzys spotyka kryzysPSYCHIATRIA DZIECIĘCA I COVID-19

- PRZEMYSŁAW WASZAK -

Autor jest doktorem nauk medycznych. Związany z Wojewódzkim Szpitalem Psychiatrycznym im. Bilikiewicza w Gdańsku, adiunkt na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Interesuje się epidemiologią psychiatryczną, psychiatrią dziecięco-młodzieżową oraz zdrowiem psychicznym w internecie.

Dzieciństwo to stan beztroski, ale i stan bezbronności - dlatego wymagający szczególnej troski i ochrony. Od tego, gdzie się urodziliśmy i jak jesteśmy wychowywani zależy większość naszego powodzenia w całym dorosłym życiu. Przypomnijmy sobie oklepaną piramidę Maslowa. Na samym dole, prócz potrzeb natury fizjologicznej jest potrzeba bezpieczeństwa. Ten najważniejszy zasób, rozumiany szerzej, to także zaufanie - tak do innych ludzi, jak i do siebie samego. Nie ma drugiej tak długofalowej i doniosłej inwestycji w naszym życiu. Jeśli nie uda się tego osiągnąć w dzieciństwie, stan zagrożenia rozciąga się na całe życie. Wczesne negatywne doświadczenia w domach, szkołach lub w internecie zwiększają ryzyko chorób psychicznych na późniejszych etapach życia. Dziś wiemy także, że na zdrowiu psychicznym się nie kończy, bo na przykład zaburzenia depresyjne niezależnie wiążą się także z istotnym ryzykiem rozwoju chorób typowo "cielesnych" na przykład cukrzycy i/lub nadciśnienia tętniczego.1 Po prostu nie da się dbać o swoje ciało, jeśli nikt nas nie nauczył zatroszczyć się i pokochać samego siebie.

Na całym świecie od dziesięciu do dwudziestu procent dzieci i młodzieży cierpi na schorzenia psychiczne, ale większość z nich nie szuka pomocy ani nie otrzymuje odpowiedniej opieki. Połowa wszystkich schorzeń psychicznych zaczyna się w wieku czternastu lat. Samobójstwo to trzecia najczęstsza przyczyna zgonów wśród piętnasto-dziewiętnastolatków.2 O tych danych Światowej Organizacji Zdrowia słyszeliśmy już wiele razy.

Wiemy też, że psychiatrów dziecięco-młodzieżowych jest dramatycznie mało. Jednak epatowanie tymi brakami to jakby twierdzenie, że cały problem zaczyna się i kończy w gabinetach lekarzy i terapeutów. Takie ujęcie byłoby kolejnym zamiataniem problemu pod dywan. To nie chodzi o to, że rozwiązaniem wszystkich problemów będzie szybkie zwiększenie puli psychiatrów i psychologów dziecięcych. To cały system musi się przeobrazić, wyczulić na potrzeby dorastających, przyszłych obywateli.3 Szpital psychiatryczny jest ostatnim ogniwem, do którego trafiać powinien małoletni pacjent. To odpowiednie miejsce dla osób cierpiących na poważne choroby psychiczne w stanie zaostrzenia, stwarzające bezpośrednie ryzyko samobójcze lub przemocy wynikającej z pobudek chorobowych (na przykład halucynacji).

Jak na razie głównie poruszamy się od jednego wzmożenia do drugiego przy okazji medialnych dramatów związanych z samobójstwem dziecka lub przemocą i zaniedbaniem w rodzinach. Do odczarowania jest stereotyp, że takie rzeczy się zdarzają, bo są to po prostu rodziny "patusów", którzy sami są tej sytuacji winni. Faktem jest, że to często rodziny żyjące w taki sposób, z powodu przekazywanych z pokolenia na pokolenie traum, biedy i braku zaufania do organów publicznych. Tym bardziej więc potrzebują pomocy.4 Nie można zwlekać z potrzebnymi interwencjami socjalnymi i/lub psychologicznymi do momentu, kiedy stawką będzie już życie i zdrowie dziecka.

To przede wszystkim otoczenie szkolne i socjalne powinno stanowić pierwszą bramkę kontrolną zdrowia psychicznego nieletnich. W wielu obszarach wsparcie środowiskowe działa dobrze, w innych koordynacja tych działań pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Projekt pilotażowy Centrów Zdrowia Psychicznego, który ma być wyjściem ku tym potrzebom, został spowolniony przez pandemię COVID-19, a jego ewentualne wdrożenie w całej Polsce zostało ponownie odroczone.5

Koronawirusowy lockdown zresztą zostanie jako pokoleniowe doświadczenie w grupie obecnej młodzieży. Istnieje jako centralny motyw każdej historii problemów psychicznych nowo zgłaszających się do mnie pacjentów. Zdarzenie pogłębiające lęki, izolujące od rówieśników, nasilające depresję. Jedna trzecia nastolatków oceniła swój stan psychiczny jako pogorszony w okresie marzec-czerwiec 2020.6 Dramatyczne ucięcie kontaktów społecznych "na żywo" i przeniesienie całej edukacji do internetu wywraca świat dzieci do góry nogami. Tu jednak nie kończy się problem. Zamknięcie z przemocowymi lub nadużywającymi substancji psychoaktywnych domownikami naraziło dzieci na dodatkowe krzywdzenie, jednocześnie ograniczając zakres możliwości szukania pomocy na zewnątrz.

Z perspektywy najmłodszych trudno postrzegać zamknięcie jako coś tylko tymczasowego, przecież z perspektywy dziecka pół roku/rok to nieskończoność. Oczywiście wprowadzanie obostrzeń epidemiologicznych jest słuszne z perspektywy zakaźnej, lecz jednocześnie krótkowzroczne jest nieuwzględnianie konsekwencji psychicznych przedłużających się lockdownów. Dlatego nieporozumieniem w tej sytuacji jest każde widmo niestabilności środków budżetowych w psychiatrii dziecięcej. Ale prócz finansów, potrzeba kompleksowego planu łączącego instytucje pomocowe, niepomijającego ich jakości. Bez tego w nadchodzących miesiącach/latach kryzys tej dziedziny może jeszcze się pogłębić. Kryzys COVID-19 odcisnął swoje piętno na zdrowiu psychicznym najmłodszych, ale pokazał także, że możliwe jest skoordynowane działanie instytucji publicznych i medycznych w zwalczaniu chorób - w tym wypadku zakaźnych. Czas zacząć podobnie myśleć i działać na polu zdrowia psychicznego najmłodszych.

KUBA ZUBRZYCKISrebro

Tekst ten dedykuję wszystkim tym,

którzy nie poddają się w swojej walce o jutro.

Strukturalne wykluczenie, jakiego doczekała się opieka psychiatryczna w Polsce, odpowiada wykluczeniu samych pacjentów cierpiących na zaburzenia psychiczne.

dr n. med. Przemysław Waszak

OSOBY:

- WIKIPEDIA

- ŁAPA

- SERENA

- ANIMATOR

Zajęcia numer dziesięć

Ćwiczenia przed urodzeniem. Dwóch uczestników siedzi naprzeciwko siebie. Jeden z nich trzyma w ręku czystą kartkę papieru, na której "zapisana" jest historia życia osoby, mającej się właśnie urodzić. Skreślenie. Wszelkie informacje, które padną podczas rozmowy, pochodzą z życia osoby, która trzyma kartkę. Ten, kto ma dopiero przyjść na świat, może zapytać o wszystko. Z Wiktorią może być problem. Będzie robiła uniki, jeśli w ogóle weźmie udział. Skreślenie. Łapa. Co zrobi? Skreślenie. Jeśli nie będzie kłamał. Serena - nie wiem?

SERENA Miałam się zgłosić.

ŁAPA Proszę usiąść.

Po chwili.

ŁAPA Urodzisz się.

SERENA Jak to, urodzę się?

ŁAPA Normalnie. Po prostu. Przyszła twoja kolej. Urodzisz się.

SERENA Mogę o coś zapytać? Nie wiem. Dowiedzieć się czegoś?

ŁAPA Czego się chcesz dowiedzieć?

SERENA Czy mi się będzie opłacało w ogóle to życie, w którym mam się urodzić?

ŁAPA Myślę, że... tak... bo chyba każde życie się opłaca.

SERENA To opowiedz mi coś o tym moim życiu.

ŁAPA A co chcesz wiedzieć konkretnie?

SERENA Na przykład, kim się urodzę?

ŁAPA Człowiekiem.

SERENA To nie tak źle.

Po chwili.

SERENA Mężczyzną czy kobietą?

ŁAPA Mężczyzną.

SERENA Będę miała długiego?

ANIMATOR Stop. Bez seksualnych podtekstów. Nie bawimy się tak. Potraktuj to serio, Serena.

SERENA Traktuję. Weszłam w rolę.

ANIMATOR Wykorzystujesz rolę, żeby pajacować przed grupą. Jeżeli nie chcesz uczestniczyć w zajęciach, to droga wolna. Wiesz o tym.

SERENA Jezu. Przepraszam.

ANIMATOR Proszę. Róbmy teatr.

SERENA Od początku?

ANIMATOR Nie. Kim się urodzę.

SERENA Kim się urodzę?

ŁAPA Mężczyzną.

SERENA Będę miała... fajne życie?

ŁAPA Tak.

SERENA A co w nim będzie fajnego?

ŁAPA Przydarzy ci się kilka dobrych rzeczy.

SERENA Będę miała kochającą rodzinę?

ŁAPA Nie.

SERENA Czy będę miał fajną dziewczynę?

ŁAPA Nie.

SERENA Jak mam mówić o sobie? To znaczy... jestem kobietą czy mężczyzną?

ANIMATOR A kim się czujesz w tej chwili?

SERENA No na razie to jakimś... duchem bez ciała. Nie? Bo wychodzi na to, że dopiero mam się urodzić. Dopiero będę Łapą, tak? Jak już się urodzę? Dobrze mówię?

ANIMATOR Mów tak, jak czujesz.

SERENA Czy będę miał przyjaciół?

ŁAPA Nie.

SERENA A czy urodzę się w jakimś fajnym miejscu?

ŁAPA Urodzisz się... matka... urodzi cię... obok domu.

SERENA Jak to: obok domu?

ANIMATOR Stop. Stop. Łapa. Zatrzymaj się.

ŁAPA Nie. Mnie to nie robi. Naprawdę.

ANIMATOR Ale ja nie chcę, żebyśmy tego dotykali.

WIKIPEDIA A dlaczego nie? W końcu zaczęło się dziać coś ciekawego.

ANIMATOR Powiedziałem: nie. Zatrzymajmy się tutaj.

WIKIPEDIA Dlaczego?

ANIMATOR Bo tak będzie lepiej.

WIKIPEDIA Dla kogo?

ANIMATOR Dla nas, a na pewno dla Łapy.

WIKIPEDIA To niech pan, kurwa, nie pierdoli, że interesuje nas prawda, wychodzi na to, że nas wcale ta, kurwa, prawda nie interesuje... skoro mamy sobie wybierać, czego można dotknąć, a czego nie.

ANIMATOR Piętnaście pompek.

WIKIPEDIA To nie w porządku.

ANIMATOR Trzy przekleństwa. Za każde pięć pompek. Razem piętnaście. Mówiłem wam już. Na moich zajęciach nie ma przeklinania. Jeśli to komuś nie odpowiada, to droga wolna.

Wikipedia zaczyna robić pompki. Chwila ciszy, podczas której słychać tylko odgłosy wysiłku fizycznego.

ANIMATOR Posłuchajcie. Ja nie jestem waszym terapeutą i nie chcę, żebyście przy mnie rozgrzebywali jakieś swoje... traumy. To, czym się zajmujemy na tych zajęciach, to... zabawa.

Wikipedia wstaje z podłogi.

WIKIPEDIA To po co niby mamy się angażować w te zajęcia, jak wychodzi na to, że to ma być tylko zabawa?

ŁAPA Mogę coś powiedzieć?

WIKIPEDIA Bo jeśli to ma być tak, że my mamy na tych zajęciach nie przekraczać żadnych granic, to po co one w ogóle są?

ANIMATOR Ja przypominam, że te zajęcia nie są częścią waszej terapii.

WIKIPEDIA To skoro nie są, to kiego chuja mamy mówić o sobie?

ANIMATOR Pięć pompek.

WIKIPEDIA Nie. Zrobiłam dziesięć więcej, tak że mam jeszcze pięć w banku.

Serena uśmiecha się. Po chwili.

ŁAPA Gdybym nie chciał mówić o mojej matce, tobym nie mówił. Ja naprawdę mam to już gdzieś... tam ze sobą załatwione.

ANIMATOR Rozumiem, Łapa. Tylko ja myślę, że to nie jest miejsce do rozgrzebywania takich rzeczy.

ŁAPA Dlaczego?

ANIMATOR Bo... ja nie jestem terapeutą ani psychologiem, rozumiesz? Nie wiem, czy ja będę w stanie ci pomóc. Nie jestem lekarzem, tylko animatorem zajęć kulturalnych.

ŁAPA Ale ja nie proszę, żeby pan był moim lekarzem. Po prostu, róbmy teatr.

Po chwili.

ŁAPA Ja lubię te ćwiczenia. Dobrze się po nich czuję.

Po chwili.

ŁAPA Naprawdę, wszystko jest dobrze. Róbmy teatr.

Po chwili.

SERENA Róbmy teatr.

ANIMATOR Dobrze. Róbmy teatr, ale ostrożnie.

Po chwili.

SERENA To powiedz mi coś więcej o tym moim życiu. Jakie ono będzie, jak już się urodzę?

ŁAPA Większość życia spędzisz w ośrodkach.

SERENA To znaczy?

ŁAPA Nie wiem, tam, gdzie będziesz żył, są różne ośrodki.

SERENA A po co są te ośrodki?

ŁAPA Jak ludzie mają problemy, to trafiają do ośrodków.

SERENA I ja trafię do jednego z nich, tak?

ŁAPA Tak. Najpierw trafisz do domu dziecka, a później będziesz przez jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym. Ale to będzie dobre życie.

SERENA Dobre życie?

ŁAPA Tak. Będą takie chwile w twoim życiu, kiedy będziesz szczęśliwy.

SERENA A po czym poznam, że jestem szczęśliwy?

ŁAPA Będziesz wiedział.

SERENA Ale jak to będę czuł? To znaczy, co będę wtedy czuł?

ŁAPA No... coś tak w środku... i od razu będziesz wiedział, że jesteś szczęśliwy.

Po dłuższej chwili milczenia.

ŁAPA Przy domu twojej matki będzie latryna. Taki przydomowy, drewniany... To tam się urodzisz.

SERENA W sensie... wyląduję w... tych... nieczystościach? Tak?

ŁAPA Tak. Strażacy cię wyciągną stamtąd dopiero następnego dnia. To, że przeżyjesz, będzie cudem. Tak ci ktoś kiedyś powie, że to, że przeżyłeś, to był cud.

WIKIPEDIA Ty grasz, Łapa, czy mówisz poważnie?

SERENA Przepraszam, ale zaraz się zrzygam i nie mówię tego jako postać, tylko jako ja, Serena.

ANIMATOR Jak się teraz czujesz, Łapa?

Łapa odpowiada automatycznie.

ŁAPA Dobrze się czuję. Róbmy teatr.

WIKIPEDIA Z drugiej strony, jeśli życie nie ma w stosunku do ciebie żadnych oczekiwań, to nie jesteś w stanie go zawieść. To jest ta pozytywna strona tego, że matka urodziła cię w szambie.

ANIMATOR Czy możesz przestać?

WIKIPEDIA Ale trochę tak jest.

Długa cisza.

ANIMATOR Jesteś z nami, Łapa?

ŁAPA Hm?

ANIMATOR Zapytałem, czy jesteś?

ŁAPA Tak. Ja... po prostu myślę...

WIKIPEDIA Myślisz?

ŁAPA Myślę...?

ANIMATOR Spokojnie. Nie śpiesz się.

ŁAPA Myślę, że to jest bardzo nie w porządku.

Po dłuższej chwili.

WIKIPEDIA Nie w porządku to chyba mało powiedziane, jak cię matka wysrała do szamba.

ANIMATOR Przestań!!!

ŁAPA Bo ile razy o tym myślę i o ośrodkach, i o domu dziecka, to się zastanawiam tylko nad tym, dlaczego to akurat mnie...

Po chwili.

WIKIPEDIA Źle trafiłeś, Łapa. Każdy z nas w jakimś sensie źle trafił, ale ty miałeś wyjątkowego pecha.

Po chwili.

ANIMATOR Nie wiem, co ci powiedzieć. Masz rację, to nie w porządku. Ale pytanie brzmi: co możemy z tym zrobić? I ważniejsze nawet, co ty chcesz z tym zrobić?

Po chwili.

ŁAPA Czasami zastanawiam się, gdzie ona teraz jest. Bo... ja chciałbym myśleć o niej źle. Tak wiecie... naprawdę źle, ale nie potrafię. Nawet jak mi się śni ta moja matka, to w tych snach ona nie jest wcale taka... wiecie... zła. W moich snach uśmiecha się albo razem gdzieś sobie idziemy. Po prostu, idziemy przed siebie i tyle. Bez celu. I to, co ja chciałbym zrobić... to chyba tak właśnie pójść przed siebie. Wiecie? Po prostu.

Zajęcia numer trzynaście

Za pomocą rzutnika pokazujemy zdjęcia. Skreślenie. "Człowiek w sytuacji". Podpatrzone. Trzech żołnierzy bijących cywila. Skreślenie. Przygląda się temu inny żołnierz. Zadanie: kim jest ten, który biernie się przygląda? Z jakiego jest domu? Ile ma lat i jak ma na imię? Czy zostawił w domu dziewczynę? A może ciężarną żonę? Czy chciał iść na wojnę, czy może spełniał ambicje ojca? Skreślenie. Następne zdjęcie - bezdomny na ulicach wielkiego miasta. Co stracił? Kogo kochał? Czy był kochany? Zadanie dla Wiktorii? Skreślenie. Znaleźć coś dla Łapy. Coś bezpiecznego.

Animator włącza rzutnik i rzuca na ścianę zdjęcie kobiety idącej samotnie w ciemnym tunelu.

ANIMATOR Kobieta. Ciemny tunel. Opowiedzcie, proszę, jej historię. To, co nas interesuje, to, kim ona jest, co robi w tym tunelu, jak się czuje.

Po chwili.

ANIMATOR No... dalej. Opowiedzcie coś o niej.

ŁAPA Na nią patrzy mężczyzna.

ANIMATOR Dobrze, niech będzie. Patrzy na nią mężczyzna, którego nie ma na zdjęciu. Znajduje się w przestrzeni poza kadrem. Dlaczego na nią patrzy?

ŁAPA To jej mąż. On ją śledzi.

ANIMATOR Dlaczego ją śledzi?

ŁAPA Bo coś zrobiła.

ANIMATOR Dziewczyny?

Wiktoria i Serena nie reagują.

ŁAPA Lubi, kiedy ona się boi.

ANIMATOR A dlaczego to lubi? To nie jest fajne uczucie, sprawiać, że ktoś się boi. Ty lubisz się bać?

Po chwili.

ŁAPA Ona coś o nim wie.

ANIMATOR Dalej. Dziewczyny.

Cisza.

WIKIPEDIA Ona jest wkurwiona, bo musi spać na korytarzu na jakimś pierdolonym materacu, podczas gdy inni śpią w salach na normalnych łóżkach i ona idzie teraz tym ciemnym korytarzem do dyrektora szpitala przypierdolić mu w ten jego zakuty ryj, bo to jest niesprawiedliwe.

Cisza.

ANIMATOR Dlaczego... jeśli nie chcesz uczestniczyć w tych zajęciach, to nie musisz.

WIKIPEDIA A czy ja mówię, że nie chcę? Mówię, co widzę na zdjęciu.

ANIMATOR To jeśli mówisz o zdjęciu, to poproszę o piętnaście pompek.

WIKIPEDIA Dziesięć. Miałam pięć pompek w banku z ostatnich zajęć.

ANIMATOR A może pompki w banku kasują się po zajęciach?

WIKIPEDIA A kto tak niby powiedział? (robi pompki)

ANIMATOR Dobrze. Wróćmy. Kim jest mężczyzna, który na nią patrzy?

ŁAPA To jej mąż.

ANIMATOR Serena?

SERENA Mi się nie chce dzisiaj.

Wikipedia kończy robić pompki.

WIKIPEDIA Ale mi się za to chce.

ANIMATOR Bez przeklinania.

WIKIPEDIA Dobrze. Bez przeklinania. Ona bardzo potrzebowała pomocy i liczyła, że w końcu ktoś jej pomoże i to w miejscu, które od tego właśnie jest. Niestety, okazało się, że tak naprawdę to wszyscy mają ją głęboko w dupie, ale ponieważ jest po próbie samobójczej, to chcąc nie chcąc musieli ją przyjąć na obserwację, bo jakby jej nie przyjęli i ta kobieta na przykład... powiesiłaby się na drzewie po drugiej stronie ulicy, to lekarz, który jej nie przyjął, miałby przejebane. Przepraszam, pompki zrobię, jak skończę. Więc przyjęli ją, ale wtedy okazało się, że nie ma miejsc. Taki, kurwa, słodki paradoks. Więc kazali jej się położyć na materacu na korytarzu, razem z sześcioma innymi osobami. I kiedy minął tak jeden dzień, drugi, trzeci, to się dziewczynka wkurwiła zdrowo, bo... słuchajcie, to będzie dobre. Każdej nocy słyszy, jak jeden z chłopców z sali, przy której leży jej materac, wali sobie konia, tak że aż całe łóżko skrzypi. I ten dźwięk wwierca się jej w ściany czaszki i kiedy ona w końcu krzyczy na cały pawilon, żeby Łapa przestał walić konia, to pielęgniarka, jeśli w ogóle się zjawia, opierdala nie jego, tylko ją. I teraz ta dziewczyna idzie tym ciemnym korytarzem do dyrektora szpitala, żeby mu to wykrzyczeć prosto w twarz, a umówmy się, problem z Łapą na koedukacyjnym oddziale młodzieżowym to tylko wierzchołek góry problemów, z jakimi ona się musi zmierzyć. To jest historia kobiety z tego zdjęcia.

Po dłuższej chwili.

SERENA Powinnaś się cieszyć, że cię w ogóle przyjęli na dostawkę na korytarzu.

WIKIPEDIA Jakoś nie wyglądam, jakbym się cieszyła.

SERENA To może powinnaś, bo mogli cię skierować do innego miasta na przykład. I w dupie by mieli, czy byś się powiesiła czy nie.

ANIMATOR Ja was bardzo proszę.

WIKIPEDIA A może to ty się położysz na korytarzu, co?

SERENA Ja już tam leżałam, zanim ciebie przyjęli.

WIKIPEDIA No to znaczy, że szybko się przyzwyczajasz.

Po chwili.

ANIMATOR Pompki.

WIKIPEDIA Co to za chory system z tymi pompkami?

ANIMATOR To są moje zajęcia i moje zasady. Dwadzieścia pompek za twoją historię kobiety ze zdjęcia.

WIKIPEDIA I to pan, kurwa, robił? Liczył, ile razy przeklęłam, zamiast się zastanowić nad tym, co mówię?

ANIMATOR Teraz to jest dwadzieścia pięć.

WIKIPEDIA (wstając) Muszę do łazienki.

ANIMATOR Żebyś mogła pójść do łazienki, ja muszę zawołać pielęgniarkę.

WIKIPEDIA To niech pan woła.

ANIMATOR Myślę, że w takim razie możemy skończyć na tym zajęcia.

Zajęcia numer czternaście

Bajka o Kopciuszku? Skreślenie. Macocha nie jest zła. Przeciwnie, troszczy się o Kopciuszka. Wie o tym, że Książe chce wykorzystać dziewczynę i zostawić. Macocha wie, jak to się skończy. Macocha - Wiktoria. Skreślenie. To jej zadanie. Jej zadanie nadrzędne - oszczędź cierpienia Kopciuszkowi. Skreślenie. Dobre.

ANIMATOR Jak się dzisiaj czujecie?

ŁAPA Dobrze.

ANIMATOR A ty, Serena?

SERENA Może być.

ANIMATOR Bez przekonania.

Serena wzrusza ramionami. Cisza.

ANIMATOR A co z Wiktorią?

ŁAPA Ona nie przyjdzie.

ANIMATOR Rozumiem. Co chcecie dzisiaj robić?

SERENA Mi się nic nie chce.

ŁAPA Może pan coś poopowiadać w sumie. Bez znaczenia.

ANIMATOR Bez znaczenia.

Zajęcia numer piętnaście

Ćwiczenia. Skreślenie. Coś dla Łapy. Skreślenie. Wiktoria, ciągle jeszcze nie wiem. Skreślenie. Zajęcia odwołane na wniosek szpitala. Bez podania przyczyny.

Zajęcia numer szesnaście

Uwalnianie napięć w ciele. Trochę Lowena. Skreślenie. Lekko przygarbione plecy Wiktorii. Skąd to napięcie? Skreślenie. Relacje z rodzicami? Skreślenie. Uwolnić napięcie. Skreślenie. Uwalnianie energiii. Skreślenie. Zajęcia odwołane na wniosek szpitala. Skreślenie. W mediach informacja, że na jednym z oddziałów szpitala na Srebrzysku zgwałcono dziewczynę. Pacjentkę. Skreślenie... Przez jednego z pacjentów. Lekarze złożyli masowe wymówienia z pracy. Nie chcą tam pracować.

Zajęcia numer siedemnaście

Skreślenie. Mogę się z nimi pożegnać. Skreślenie. Bez planu. Improwizacja. Skreślenie. Żeby się pożegnać i nadać nazwę tej grupie, która po zajęciach przestanie istnieć. Skreślenie. Może: "Plac Wolności"? Skreślenie. Nie wiem.

ANIMATOR Jak się czujecie?

Po chwili.

ŁAPA Dobrze.

SERENA W porządku.

ANIMATOR A jak się czujecie na oddziale?

ŁAPA Ja dobrze.

WIKIPEDIA Pyta pan o ten gwałt?

ANIMATOR Pytam, bo nie widziałem was od trzech tygodni.

SERENA Ja się czuję w sumie dobrze.

WIKIPEDIA A ja się nie czuję dobrze. Bo tak jak ta dziewczyna dostaję teraz lorazepam na noc, i zaczynam się naprawdę... i w dodatku mam nerwicę, o czym nie ma czasu słuchać mój cudowny lekarz ani pani psycholog, bo ich, kurwa, nie ma na oddziale, jak mi są potrzebni. Tak się czuję.

ANIMATOR Ona też spała na korytarzu?

WIKIPEDIA Tak, ale w innym pawilonie. Z dorosłymi.

ANIMATOR Dlaczego położyli ją z dorosłymi.

WIKIPEDIA (wybucha) Bo, kurwa, nie ma miejsca!!! Mówiłam to już ze sto razy.

Po chwili.

WIKIPEDIA Ja teraz naprawdę boję się brać leki na noc. Przecież tu jest jeden lekarz na czterysta osób.

Po chwili.

SERENA Dobra, weź już przestań.

WIKIPEDIA Co przestań?

SERENA No, zamknij się.

WIKIPEDIA Spierdalaj.

SERENA Sama spierdalaj.

WIKIPEDIA Jeszcze chwila i rozkwaszę ci mordę o ścianę.

ANIMATOR Stop!!! Co wy robicie? Co wy robicie, do cholery?

Po chwili.

ANIMATOR Wy inaczej nie potraficie ze sobą rozmawiać?

SERENA To nie ja zaczęłam.

ANIMATOR Nie chodzi o to, kto zaczął. Możecie przynajmniej spróbować nie wyrzygiwać na siebie tej agresji?

WIKIPEDIA To może pan posiedzi tutaj trochę dłużej niż te zajęcia, to wtedy sobie pogadamy o wyrzygiwaniu agresji.

Chwila ciszy.

ANIMATOR To bez znaczenia, czy jestem tutaj długo czy krótko. Chodzi o to, jacy my jesteśmy dla siebie. Rozumiesz?

Po chwili.

ANIMATOR Skąd w tobie tyle złości?

WIKIPEDIA To nie złość. Ja nie wierzę ani w zło, ani w dobro.

ANIMATOR Nie wierzysz w zło?

WIKIPEDIA Nie. Uważam, że dobro i zło to pojęcia bardzo względne. To zależy od okoliczności. Dlatego też nie wierzę w istnienie jakiejś jednej, trwałej postawy, którą moglibyśmy nazwać złem. To jest względne.

ANIMATOR To, co spotkało tę dziewczynę, też nie jest ani dobre, ani złe, tylko względne?

WIKIPEDIA A dlaczego ludzi interesuje akurat to, co spotkało tę dziewczynę?

ANIMATOR Bo to właśnie jest złe.

WIKIPEDIA A dlaczego akurat zgwałcona dziewczyna, a nie Łapa, którego matka wysrała do szamba? A dlaczego nie chłopak, który wylał na siebie gar z wrzątkiem, byleby uciec od popierdolonych rodziców? A dlaczego nie dziewczyna, która po zwolnieniu ze Srebrzyska przedawkowała środki uspokajające, bo bała się wrócić tam, skąd przyszła? Dlaczego nie oni, a akurat ona? Bo gwałt na naćpanej dziewczynie ze Srebrzyska po prostu dobrze brzmi. Historia Łapy nie brzmi już tak dobrze.

ANIMATOR Nie wracajmy do historii Łapy.

WIKIPEDIA Słyszałeś, Łapa? Zamknęliśmy już twój temat. Możesz spierdalać, nikogo to nie obchodzi.

ANIMATOR Manipulujesz słowami.

WIKIPEDIA Skończmy już te głupie zajęcia.

Po chwili.

ANIMATOR Nie. Nie będziemy ich jeszcze kończyć. Zrobimy dokładnie to, co zaplanowałem dla nas na te zajęcia.

WIKIPEDIA Nie zamierzam już nic więcej robić na tych zajęciach.

ANIMATOR Chcę, żebyś krzyknęła.

WIKIPEDIA Nie, dzięki.

ANIMATOR Krzyknij tak, jakbyś przeklinała.

WIKIPEDIA Po co?

ANIMATOR Bo chcę wykopać z ciebie tę złość.

WIKIPEDIA Chyba raczej pan nie chce, żebym przeklinała.

ANIMATOR Nie chcę, żebyś przeklinała, tylko krzyczała, tak jakby wylatywał z ciebie szeroki potok wulgaryzmów i złości.

WIKIPEDIA Nie chce mi się.

ANIMATOR No, dawaj. Krzycz. Wyrzuć to. Wykrzycz, jak bardzo nienawidzisz tego miejsca. Wykrzycz, jak nienawidzisz tych ludzi. Jak nienawidzisz i jesteś wściekła i zła...

WIKIPEDIA Aaa.

ANIMATOR Głośniej.

WIKIPEDIA Aaaa.

ANIMATOR Serena.

SERENA Aaaaa.

ANIMATOR Teraz ty, chłopaku.

ŁAPA Aaaa.

ANIMATOR Aaaa.

ŁAPA Aaa.

SERENA Aaaa.

Długa cisza.

ANIMATOR Siądźcie naprzeciwko siebie.

WIKIPEDIA Po co?

ANIMATOR Po to, że... po prostu siądźcie.

Dziewczyny siadają naprzeciwko siebie.

ANIMATOR Popatrzcie sobie w oczy. Nic nie mówcie, tylko patrzcie sobie w oczy. To jest wasze zadanie.

Dziewczyny patrzą sobie w oczy.

ANIMATOR A teraz powiedz, proszę, Wiktorii, jaka ona jest w twoich oczach.

WIKIPEDIA Wiki.

ANIMATOR Wice, jak już. To się chyba odmienia. Jednak taka wszechwiedząca wcale nie jesteś.

Po chwili.

ANIMATOR Dobrze. Jeszcze raz. Powiedz, proszę Wice, jaka ona jest w twoich oczach.

SERENA Ale mam już zacząć robić pompki?

ANIMATOR Nie. Nie możesz używać wulgaryzmów. To jest podstawowa zasada tych zajęć. To po pierwsze. Po drugie, na razie możesz mówić tylko komplementy i muszą one być szczere. Na przykład: Jesteś odważna. Takie rzeczy, które myślisz o niej naprawdę. Bez negatywnych emocji. Tylko to, co dobre.

SERENA To będzie trudne.

ANIMATOR Daj sobie tyle czasu, ile potrzebujesz i zaczynaj. Pamiętajcie, prawda w życiu, prawda w teatrze. Róbmy teatr.

Po dłuższej chwili.

SERENA Jesteś bardzo mądra. Powiedziałam to.

ANIMATOR Cicho. Teraz ty, Wiki. Chcę, żebyś odpowiedziała jej: to ty sprawiasz, że czuję się mądra.

Po chwili.

WIKIPEDIA Ale to nieprawda. Jestem mądra, bo urodziłam się z ponadprzeciętną inteligencją.

ANIMATOR To ty sprawiasz, że czuję się mądra.

Po chwili.

WIKIPEDIA To ty sprawiasz, że czuję się mądra. Proszę.

ANIMATOR Nic nie dopowiadaj. Tylko to, co kazałem ci powiedzieć. Patrz przez cały czas w oczy Sereny i uważaj na to, co mówi, odpowiadaj w ten sam sposób. Zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi. Róbmy teatr.

Po chwili.

SERENA Jesteś zaradna.

WIKIPEDIA To ty sprawiasz, że czuję... że jestem zaradna.

Po chwili.

SERENA Jesteś wygadana.

WIKIPEDIA To ty sprawiasz, że czuję się wygadana. Bo tak jest! Przecież ja cały czas muszę...

ANIMATOR Cicho.

WIKIPEDIA O kurwa, dobre... przepraszam. Pompki zrobię później.

SERENA Jesteś mądra.

WIKIPEDIA To ty sprawiasz, że czuję się mądra.

ANIMATOR Czujecie, że coś się zmienia?

SERENA Nooo.

ANIMATOR Teraz mów jej wszystko to, co myślisz, ale cały czas patrz w oczy.

SERENA Jesteś złym człowiekiem.

WIKIPEDIA To ty sprawiasz, że czuję się złym człowiekiem.

Po chwili.

SERENA Jesteś waleczna.

WIKIPEDIA To ty sprawiasz, że czuję się waleczna.

SERENA Jesteś kimś...

WIKIPEDIA To ty sprawiasz, że czuję się kimś. (uśmiecha się)

SERENA Jesteś moim wrogiem.

WIKIPEDIA To ty sprawiasz, że czuję się twoim wrogiem.

SERENA Jesteś do dupy.

WIKIPEDIA To ty sprawiasz, że czuję się do dupy.

Po chwili.

SERENA Jesteś silnym człowiekiem.

WIKIPEDIA To ty sprawiasz, że czuję się silnym człowiekiem.

Dłuższa cisza.

ANIMATOR Zatrzymajmy się tutaj. Emocje, które się w was pojawiły podczas tego ćwiczenia, postarajcie się zapamiętać. Dobrze? Nie musicie nazywać tego, co się wydarzyło. Po prostu, zapamiętajcie ten stan. Dziękuję wam bardzo.

Po chwili.

ANIMATOR Wszystko w porządku, dziewczyny?

SERENA Tak.

ANIMATOR Wiktoria?

WIKIPEDIA Tak. Po prostu poczułam się przez chwilę tak, jakbym nie była na Srebrzysku. Jakbym była gdzieś indziej.

Animator uśmiecha się.

ANIMATOR Po to robimy teatr.

SERENA Zazdroszczę pana córce, że ma takiego ojca.

ANIMATOR Przepraszam cię, Serena, ale niewiele o mnie wiesz.

SERENA Nie, naprawdę. Słucham pana i naprawdę zazdroszczę jej, że ma ojca... takiego jak pan. Nie wiem, jak to powiedzieć.

Po chwili.

ANIMATOR Chcesz opowiedzieć o swoim ojcu?

SERENA Nie.

Po chwili.

ANIMATOR A rozmawiasz o nim z lekarzami? Z psychologiem?

SERENA Nie.

ANIMATOR Dlaczego?

SERENA Bo... wie pan, jak wygląda dyżur na oddziale? Jest jeden lekarz na czterystu pacjentów. I wie pan, z kim on rozmawia? Z tymi, którzy sprawiają problemy. Którzy leją pielęgniarki na przykład. A skoro ja nie jestem agresywna i nie sprawiam problemów, to nikt mi nie poświęca czasu. Taka zasada. Jak w życiu.

Po chwili.

ANIMATOR Chcesz teraz porozmawiać?

Cisza.

ANIMATOR Masz jakieś swoje ulubione miejsce? W sensie, takie tylko twoje. Ulubiony park? Plac? Skwer?

SERENA Chyba takie ulubione... to mój pokój.

ANIMATOR Oprowadź mnie po tym pokoju.

SERENA To znaczy?

ANIMATOR To znaczy, otwórz drzwi i zaproś mnie do środka. Chcę, żebyś oprowadziła mnie po swoim pokoju. Pokaż mi swoje biurko, łóżko, szafę i regał z książkami. Pokaż mi swoje ulubione rzeczy. Plakaty.

SERENA No, to tutaj jest...

ANIMATOR Nie. Najpierw otwórz drzwi i zaproś mnie do środka. Czy jak wejdę, to nie uderzę w nic?

Serena otwiera drzwi.

SERENA Nie. Proszę. To mój pokój.

ANIMATOR Jaki kolor mają te ściany?

SERENA To tapeta. Różowa.

ANIMATOR Dlaczego różowa?

SERENA Kiedyś lubiłam różowy.

ANIMATOR A teraz?

Dłuższa cisza.

SERENA Teraz już nie.

Po chwili.

SERENA Głupia ta gra. Najgłupsza z tych, które pan wymyślił.

Odchodzi. Dopiero teraz Animator dostrzega, że Łapa kiwa się na krześle do przodu, do tyłu.

ANIMATOR Łapa? Wszystko w porządku?

Po chwili.

ŁAPA A jak się skończą zajęcia, to my zostaniemy, a pan pojedzie do swojego domu?

ANIMATOR Tak. Skąd to pytanie, Łapa?

ŁAPA Do rodziny, tak? Do żony i córki?

ANIMATOR Dlaczego o to pytasz? Wyczuwam bardzo duże napięcie, Łapa, i na pewno nie pomaga mi to, że się kiwasz do przodu i do tyłu.

ŁAPA I jak skończymy te zajęcia, to pan do tej córki pojedzie, której tak panu Serena zazdrości?

ANIMATOR Nie podoba mi się twój ton, Łapa. Bardzo.

ŁAPA Przepraszam. Tylko zapytałem.

ANIMATOR Przestań się kiwać, bo bardzo źle to na mnie działa.

Łapa przestaje się kiwać.

ANIMATOR Dziękuję. Odpowiadając na twoje pytanie, to tak. Taki mam zamiar.

Łapa pokazuje telefon Animatora.

ŁAPA Tylko pan już od pół roku z żoną nie mieszka, a poza tym to ona trzy miesiące temu napisała wiadomość, żeby pan spierdalał i trzymał się jak najdalej od niej i od waszej córki.

Po chwili.

WIKIPEDIA No ładnie.

ANIMATOR Jakim prawem przeglądałeś mój telefon?

Po chwili.

ANIMATOR Kto ci pozwolił grzebać w moim telefonie?

ŁAPA Nikt mi nie pozwolił i nikt nie zabronił. Bo to nikogo nie obchodzi, co robię.

ANIMATOR Oddaj mój telefon.

Łapa oddaje.

ŁAPA Mówi pan, że nie możemy przeklinać, a z tego, co pisze żona, wynika, że ją pan uderzył, i to dlatego ona wyrzuciła pana z domu...

ANIMATOR Zamknij się.

ŁAPA Mi zawsze wszyscy mówią, żebym się zamknął, ale tak naprawdę...

Dłuższa cisza.

ŁAPA Nie. Właśnie, że nie. Od momentu, kiedy pan przyszedł i zaczął mówić, że najważniejsza jest prawda. I w teatrze, i w życiu. A gdzie jest ta pana prawda, jak pan rodziny już nie ma?

ANIMATOR Nie powinieneś był grzebać w moim telefonie.

ŁAPA A we mnie to kto panu pozwolił grzebać, pytał się pan kogoś, czy może we mnie grzebać?

ANIMATOR Tak. Was pytałem i ostrzegałem tak jak ciebie, kiedy coś wydawało mi się zbyt niebezpieczne.

WIKIPEDIA Nas? Jak my ledwo co wstajemy z łóżka, bo takie mamy spierdolone życia. I nas pan pytał o pozwolenie?

Po chwili.

SERENA Czyli nie ma pan ani żony, ani córki?

ANIMATOR Są. Tyle że rozeszliśmy się jakiś czas temu.

ŁAPA Konkretnie, to wyjebała pana z domu.

ANIMATOR Tak.

SERENA Dlaczego pan ją uderzył?

ANIMATOR Bo byłem pijany.

ŁAPA Napisała: jebany alkoholiku, nie zbliżaj się do nas. Dwudziestego trzeciego lutego tego roku.

Po chwili. Wikipedia uśmiecha się. Animator patrzy na swój telefon. Jest zaskoczony, że Łapa zapamiętał datę.

WIKIPEDIA Uzależniony pan od kultury. Prawda nas wyzwoli.

SERENA Po co panu te zajęcia z nami?

ANIMATOR Ja już mam dość. Skończmy na tym.

WIKIPEDIA Mój mózg eksplodował. Ładnie pojechał nasz gapcio mały. Brawo, Łapa. Kto by pomyślał.

Animator siada i zapala papierosa.

WIKIPEDIA Myślę, że chyba mogę się poczęstować.

Sięga po papierosa. Podchodzi Serena i wyciąga papierosa z paczki.

SERENA Chcesz, Łapa?

ŁAPA Ja nie palę.

SERENA Akurat teraz nie ma to żadnego znaczenia. Zapal sobie.

ŁAPA Nie umiem.

Bierze papierosa i zapala. Nie zaciąga się. Cała czwórka pali.

ŁAPA Ja nie chciałem zepsuć zajęć i dalej chcę w nich uczestniczyć. Ale... prawda w życiu, prawda w teatrze. Róbmy teatr.

Po chwili.

ANIMATOR Nie będziemy już robić teatru.

SERENA A dlaczego?

ŁAPA Nie przyjedzie pan do nas więcej?

ANIMATOR Nie.

WIKIPEDIA Super.

Cisza. Palą.

ŁAPA Przez ten telefon? Ja nie chciałem...

WIKIPEDIA Dobra, skończ, nie musimy mieć żadnych zajęć. Niczego nie musimy mieć. Niech spierdala robić teatr gdzie indziej. Prawda w życiu, prawda w teatrze.

Po dłuższej chwili.

ANIMATOR Lekarze, którzy tutaj pracują, złożyli wypowiedzenia z pracy.

WIKIPEDIA Niemożliwe.

SERENA I co?

ANIMATOR Mają dość.

WIKIPEDIA Oni mają dość?

ANIMATOR Ten gwałt chyba uświadomił wszystkim, jak bardzo poważna jest ta sytuacja. W każdym razie lekarze zrezygnowali i nie bardzo wiadomo, co teraz zrobi ministerstwo. Możliwe, że zlikwidują szpital.

SERENA Jak zlikwidują szpital?

Wikipedia się śmieje.

WIKIPEDIA No nieźle. Srebrzysko bez lekarzy.

SERENA To co będzie z nami?

WIKIPEDIA Dostaniemy wypisy pewnie.

SERENA Ale jak to: wypisy?

WIKIPEDIA Normalnie. Wypis i kopa w dupę. To nie przekleństwo. Możesz się już ustawić w kolejce do poradni. Na wizytę za pół roku.

SERENA Ale... wszyscy lekarze odejdą?

WIKIPEDIA No, a ilu ich jest? Tych wszystkich?

ANIMATOR Dziwisz się, że chcą odejść?

WIKIPEDIA Ciekawe, czy to, co się dzieje z nami, też samo odejdzie?

SERENA Może i dobrze. Szybciej się to skończy.

WIKIPEDIA Ciekawe, dla kogo się skończy.

SERENA Mnie tutaj nie powinno w ogóle być. Od tego zacznijmy. To moja matka mnie tu zamknęła. Wbrew mojej woli. Ze mną wszystko jest w porządku.

ANIMATOR To dlaczego tu jesteś?

SERENA Bo nagrałam film i matka go znalazła.

ANIMATOR Jaki film?

SERENA Mogę telefon? Przecież nic z nim nie zrobię. Pokażę wam to.

Animator podaje telefon. Po chwili Serena puszcza film.

SERENA Cześć. Mam na imię Serena. Mam czternaście lat i jestem dziewicą. Postanowiłam sprzedać moje dziewictwo, ponieważ nie wydaje mi się, abym spotkała chłopca, który doceni mnie należycie. A ponieważ chcę coś mieć od tego życia, dlatego postanowiłam wystawić moje dziewictwo na sprzedaż. Licytacja zakończy się z dniem moich piętnastych urodzin. Bo inaczej mój napalony rozdziewiczacz mógłby trafić do więzienia, a tego byśmy przecież nie chcieli. Cena początkowa licytacji wynosi pięćdziesiąt tysięcy euro i mam nadzieję, że szybko znajdą się panowie, których zaciekawi moja propozycja. Zapraszam tylko panów z klasą, którzy będą potrafili zająć się mną w odpowiedni sposób. Całuski.

Koniec nagrania.

WIKIPEDIA No nieźle. Ładne słowo - rozdziewiczacz.

ŁAPA Ja też jeszcze nigdy z nikim nie... tego.

WIKIPEDIA To jak masz pięćdziesiąt tysięcy euro, to może kurwa-dziewica ci da na piękne oczy.

SERENA Jakie śmieszne. A jaki ty masz pomysł na swoją przyszłość?

WIKIPEDIA Ja nie mam przyszłości.

SERENA A ja mam.

WIKIPEDIA To już teraz radzę ci zrobić zapas leków uspokajających, bo ci psycha bardzo szybko siądzie z taką ładną buzią.

SERENA Przynajmniej nie będę miała tak pociętych rąk.

WIKIPEDIA No, tylko pizdę.

ANIMATOR Przestań, do kurwy jebanej nędzy, przeklinać!

Po chwili.

WIKIPEDIA Ale jak powiem na nią "kurwa", to będę musiała robić pompki czy nie?

ANIMATOR Możesz sobie zniszczyć tym życie, Serena.

SERENA Nic pan o mnie nie wie.

ANIMATOR Ale wiem, co się może stać, jak stracisz szacunek do samej siebie.

SERENA No bez jaj i kto tu mówi o szacunku. To jest moje życie i moje ciało i sama będę o nim decydowała. Bo niby kto ma o nim decydować? Moja matka, która wsadziła mnie do szpitala?

ANIMATOR Ty masz teraz czternaście lat. Jesteś jeszcze dzieckiem.

SERENA Ale moja przyszłość zaczyna się właśnie dzisiaj.

WIKIPEDIA Na razie siedzisz w schronisku na Srebrzysku.

SERENA Bo mnie matka zamknęła!!!

Po chwili.

ANIMATOR Jeśli sprzedasz swoje ciało, to możesz już nie mieć przed sobą żadnej przyszłości. Rodziny. Nic. Pustkę. Jedną, wielką pustkę.

SERENA Ty też nie masz rodziny.

Po chwili.

SERENA Myślę, że cena na aukcji dojdzie do stu tysięcy euro. A ile ty miesięcznie zarabiasz, organizując warsztaty kulturalne w zakładzie dla psychicznie chorych?

Cisza.

WIKIPEDIA Jak to było? Prawda w życiu, prawda w teatrze.

ANIMATOR Dostaję dwa tysiące sześćset miesięcznie.

SERENA Dwa sześćset złotych. Świetnie.

Po chwili.

WIKIPEDIA Przy kursie cztery czterdzieści siedem, kurwa, dziewica zarobi czterysta czterdzieści siedem tysięcy złotych. Jeśli stosunek będzie trwał piętnaście minut, a pewnie nie, bo ten stary zbok spuści się po chwili... ale nawet jeśliby się tak stało, że pierdoliłby ją przez piętnaście minut, to, kurwa, dziewica zarobi dwadzieścia dziewięć osiemset złotych w minutę, czyli czterysta dziewięćdziesiąt sześć, koma sześćdziesiąt sześć groszy w ciągu jednej sekundy. A z kolei na zarobienie dwóch tysięcy sześciuset złotych będzie potrzebowała pięć, koma dwadzieścia trzy sekundy, czyli jakichś... trzech pchnięć.

SERENA Niezła jesteś.

WIKIPEDIA Wiem.

Po chwili.

SERENA A ty ile musisz pracować na dwa tysiące sześćset złotych? Cały miesiąc, nie?

ANIMATOR Tylko co zostanie po tych twoich czterystu czterdziestu siedmiu tysiącach?

SERENA Jakieś wspomnienia. A po twojej rodzinie, co zostało? (śmieje się)

WIKIPEDIA Może być też tak, że ten gość, co cię kupi po tym, jak sam się z tobą zabawi, pogoni cię komuś dalej cały czas jako dziewicę. I wtedy dopiero będziesz miała swoje Grand Prix Polski, a może i Europy.

SERENA Co ty chrzanisz? To jest kasa za jeden stosunek i nara.

WIKIPEDIA I myślisz, że on zapłaci sto tysięcy euro i powie ci po piętnastu minutach "nara"?

SERENA Przecież mnie nie porwie.

WIKIPEDIA Nie, nie porwie, bo będziesz jego własnością. Wygrzmoci cię tak, że będziesz ciągnęła za sobą jelita. A później powie ci, że teraz mu odpracujesz te sto tysięcy. Kiedy będziesz już taką regularną kurwą z określonym limitem dziennym, będziesz dostawała pięćset euro za klienta. Przy czym połowę będziesz musiała oddać opiekunowi, więc zostanie ci dwieście pięćdziesiąt. I żeby opiekun był zadowolony, to będziesz musiała obsłużyć dziesięciu dziennie. Czyli zarobisz dwa tysiące pięćset euro. Wystarczy tylko, że przepracujesz tak czterdzieści dni i będziesz wolna. Ale... będziesz musiała gdzieś spać i z czterdziestu dni zrobi się osiemdziesiąt. Będziesz musiała coś jeść. Sto sześćdziesiąt dni. Będziesz musiała jakoś wyglądać. Dwieście osiemdziesiąt dni. I wreszcie raz na jakiś czas będziesz musiała się porządnie napierdolić i dużo częściej naćpać, żeby dalej to robić. Im częściej, tym koniec drogi będzie się stawał bardziej odległy. Bardzo możliwe, że będziesz wtedy pocięta dużo bardziej niż ja teraz, tylko nie będzie tego widać, bo potniesz się od wewnątrz tak, że nikt inny poza tobą nie będzie w stanie tego zobaczyć.

Po dłuższej chwili.

SERENA Zazdrościsz mi. Bo ty nie masz żadnej przyszłości. Żadnej.

WIKIPEDIA Nikt z nas nie ma przyszłości. Ani ja, ani ty, ani Łapa. Nikt. Wiesz, że kiedyś wsadzali kobietom do pochwy kawałek bawolego jelita z krwią, żeby robiły za dziewice? Jako piętnastolatka z taką ładną buźką będziesz mogła robić za dziewicę nawet przez trzy lata. Zarobisz dużo, dużo więcej aniżeli sto tysięcy euro.

SERENA Wymyśliłaś te bzdury na poczekaniu.

WIKIPEDIA Ty naprawdę wierzysz w to, że ktoś zapłaci ci za twoje dziewictwo i puści cię wolno?

Po chwili.

ANIMATOR Wiktoria ma rację.

WIKIPEDIA Wiki.

ANIMATOR Wikipedia.

SERENA To nawet pasuje. Wikipedia.

Po chwili. Wikipedia podnosi pustą paczkę papierosów.

WIKIPEDIA Nie mamy fajek.

Cisza.

WIKIPEDIA Wiecie, co by się teraz przydało? Alprazolam. Albo kwetiapina.

ANIMATOR Co to takiego?

WIKIPEDIA Przestajesz myśleć.

ANIMATOR Ale chyba nie o to chodzi, żebyśmy przestali myśleć.

WIKIPEDIA Na pewno? Najniebezpieczniejszy narkotyk na świecie jest dostępny na wyciągnięcie ręki w każdym sklepie, bywa, że dwadzieścia cztery godziny na dobę, i w jakim niby celu? Chyba właśnie po to.

SERENA Ja myślę, że przydałoby mi się teraz coś takiego, co by mnie zwaliło z nóg.

WIKIPEDIA Diazepam.

SERENA Cokolwiek.

Po dłuższej chwili.

ANIMATOR Ja bym jointa zapalił.

WIKIPEDIA To już lepiej klonazepan. Można mieszać. Najlepiej z chloroprotyksenem, ale dobrze by było mieć alkohol.

ANIMATOR Skąd wiesz tyle o lekach?

WIKIPEDIA Z życia. Jestem Wikipedia. Wiem wszystko.

SERENA To powiedz, co ze Srebrzyskiem, jak taka mądra jesteś.

WIKIPEDIA W jakim sensie?

SERENA No, co z oddziałem, jak go zamkną?

Po chwili.

WIKIPEDIA Wiecie, co zrobili z chorymi psychicznie z tego szpitala w czasie wojny?

Po chwili.

WIKIPEDIA Pewnego dnia zebrali ich wszystkich i zabili. Po prostu. W taki sposób rozwiązali problem Srebrzyska. Nas nie zabiją, bo to by było niehumanitarne. Nas stąd po prostu wypuszczą.

Po chwili.

WIKIPEDIA Wy nie czujecie czasami... nie wiem... jakby w tych ścianach coś było? Jakiś... jakby te wszystkie historie siedziały w tych murach? Jakby wszystko się powtarzało. W kółko i w kółko. Nie czujecie tego?

Cisza.

WIKIPEDIA Tego strachu, który wsiąkł w te ściany? Nie?

ŁAPA Ja się boję piwnicy.

WIKIPEDIA Pewnie dlatego, że cię matka wysrała do szamba i zostawiła, żebyś się utopił w ciemnym dole.

Po chwili.

ANIMATOR A ty czego się boisz?

WIKIPEDIA Ja?

ANIMATOR Ty.

Po chwili.

WIKIPEDIA Ja się boję, że leki, które przyjmuję, pomagają mi tylko chwilowo utrzymać się na powierzchni i są jak dziurawe koło ratunkowe, kiedy wiesz, że żadna pomoc nigdy nie nadejdzie. Boję się, że któregoś dnia z papierosem w ręku, kiwając się po zewnętrznej stronie parapetu pomyślę sobie o tym, jak przeleciało mi to życie w oczekiwaniu na coś, co nigdy nie miało prawa się wydarzyć. I patrząc tak na siebie, dojdę do wniosku, że dokładnie tym samym obciążyłam moje dzieci, a one przekażą to w przyszłości dalej swoim dzieciom i tak bez końca, bo jedynym miejscem. w którym mogłam pokonać to coś, co noszę w sobie, jest miejsce, w którym jestem właśnie teraz.

Po chwili.

ANIMATOR I co chcesz z tym zrobić?

Po chwili.

WIKIPEDIA Czujesz się na siłach, Łapa, żeby wrócić do domu dziecka?

Łapa kiwa przecząco głową.

ANIMATOR Przecież nie zwolnią was ze szpitala i nie wypuszczą na ulicę.

WIKIPEDIA Skoro nie ma lekarzy, to kto jest za to odpowiedzialny, panie Animatorze? Kogo to obchodzi?

Po chwili.

WIKIPEDIA Może ten gwałt uświadomił wszystkim, że problem jest tak duży, bo nie ma chętnego, który poczuwałby się do odpowiedzialności, żeby coś z tym zrobić.

ANIMATOR Proponuję, żebyśmy już odpuścili.

WIKIPEDIA Odpuścili?

ANIMATOR Tak. Odpuścili. Żebyśmy to zostawili.

WIKIPEDIA A może zrobimy jakieś inne ćwiczenie, co? Może takie, które pomoże Łapie? Może coś dla Sereny? Może dla Patrycji? Tak ma na imię ta zgwałcona dziewczyna. Może z nią zrobimy jakieś ćwiczenie, które pomoże jej to przepracować?

Po chwili. Wikipedia wyjmuje schowane pod gumką w spodniach tabletki.

ANIMATOR Co to jest?

Wikipedia patrzy w kierunku Animatora. Po chwili.

WIKIPEDIA Nazwałam to Srebro. Od Srebrzyska. To połączenie diazepamu, oksazepamu, lorazepamu z chloroprotyksenem. Wszystko, co najmocniejsze i co było w zasięgu moich możliwości.

SERENA O cię w dupę.

WIKIPEDIA Po czymś takim polska psychiatria stanie się problemem niecierpiącym zwłoki, ważniejszym niż wybory prezydenckie.

Po chwili.

WIKIPEDIA Ładnie mi się powiedziało. Niecierpiące zwłoki. Choć nie jestem przekonana, czy o nas będzie można powiedzieć, niecierpiące zwłoki.

ANIMATOR Nie, nie, nie. Chwila. Zatrzymaj się. To, co chcesz zrobić, jest złe.

ŁAPA Ja chcę.

Wikipedia podaje mu tabletkę.

ANIMATOR Nie. Przestańcie w tej chwili. Idę po pielęgniarkę.

WIKIPEDIA Zanim dojdziesz do końca pawilonu, moje Srebro zacznie działać i będzie po zawodach. To, co możemy dla was zrobić, jeśli nie zdecydujecie się zostać ze mną i z Łapą, to zaczekać, aż ty wrócisz z powrotem na oddział, a ty wyjdziesz z budynku. Tak na wypadek, żebyście nie odpowiadali za nieudzielenie pomocy.

ANIMATOR Będziesz odpowiedzialna za jego śmierć, jeśli weźmie tę tabletkę. Wiesz o tym?

WIKIPEDIA A jeśli jej nie weźmie, to co? Nie czarujmy się. Dziecko wysrane przez matkę do szamba podczas porodu. Dlaczego niby Łapa obsesyjnie wali konia kilka razy w ciągu nocy? Nie domyśliłeś się? Nie? Że go jebali w domu dziecka? Naprawdę nie?

ANIMATOR A kto ci dał prawo decydować o jego życiu?

WIKIPEDIA Wiesz, kiedy Łapa zacznie kogokolwiek interesować? Kiedy wyjdzie stąd i zgwałci twoją córkę. Wtedy wszyscy zaczną zadawać sobie pytania o ten spierdolony system.

Po chwili.

SERENA Ja też chcę.

ANIMATOR Dlaczego?

SERENA Bo dwa lata temu zostałam zgwałcona przez mojego ojca. I chcę, żeby skurwysyn jebany do końca swoich dni wiedział o tym, że to przez niego. Myślałam, że ten film mi pomoże...

ANIMATOR Nie musisz tego robić. Możesz pójść do prokuratury. Złożyć zeznania...

SERENA Wiesz, kim jest mój ojciec?

ANIMATOR Nie.

Wyciąga rękę w kierunku Wikipedii.

SERENA Jak to nazwałaś? Srebro?

WIKIPEDIA Tak. Srebro. Niech nas pan zostawi, panie Animator, i niech pan naprawi swoje życie. I taka dobra rada od dziewczyny ze zdiagnozowaną chorobą afektywną dwubiegunową - proszę pójść do żony i przeprosić ją na kolanach.

Po chwili.

ANIMATOR Nie wolno wam tego robić.

WIKIPEDIA Wszystko nam wolno. Jesteśmy wolni. Naprawdę, bardzo proszę bez tego melodramatycznego gówna. Możemy to zrobić w każdym innym momencie, ale szczerze mówiąc, myślę, że ta chwila jest najlepsza z całego naszego popierdolonego życia. Do widzenia, panie Animator. Niech pan naprawia swoje życie.

SERENA I proszę zacząć opiekować się córeczką, żeby mogła na pana kiedyś liczyć.

ŁAPA Ja nie mam chyba panu nic do powiedzenia. To znaczy, te ćwiczenia były fajne, ja się naprawdę bardzo dobrze czułem po nich i za każdym razem czekałem na pana przyjście. No i myślę, że te zajęcia są... w porządku.

WIKIPEDIA Są. Tylko wychodzi na to, że nikt ich nie przeżył. (zaczyna się śmiać) Przepraszam.

ANIMATOR Ja nie mogę stąd wyjść...

WIKIPEDIA Do widzenia, albo zrobi się bardzo niemiło i zniszczy nam pan ostatnią chwilę życia. Może pierwszą tak naprawdę piękną. Proszę pomyśleć nie o sobie, tylko o nas.

Animator wychodzi.

WIKIPEDIA Zdrowie.

Wszyscy połykają Srebro.

ŁAPA Co teraz będzie?

WIKIPEDIA Powinno nam się zrobić ciepło. Za chwilę nasze serca zaczną zwalniać. Zaczniemy czuć...

SERENA Ty naprawdę nigdy nie spałeś z dziewczyną?

ŁAPA Nie.

SERENA Ale wolisz dziewczyny czy...

ŁAPA Tak, dziewczyny.

SERENA A całowałeś się już kiedyś?

ŁAPA Nie.

SERENA Nigdy?

ŁAPA Nigdy.

Serena przybliża się do Łapy i zaczyna się z nim namiętnie całować.

SERENA Podoba ci się?

ŁAPA Pamiętasz, jak mówiłem, że będą takie chwile, kiedy będę szczęśliwy? Jak mówiłem o swoim życiu, jakie ono będzie? To właśnie teraz jestem szczęśliwy.

Serena całuje go.

WIKIPEDIA Na koniec, albo początek, jak kto woli, chciałabym powiedzieć coś o sobie. Nie byłam molestowana, gwałcona ani bita, wychowałam się w domu, gdzie nigdy niczego nie brakowało. Tak się przynajmniej wydawało do czasu, kiedy skończyłam dziewięć lat, a wtedy moja matka popełniła samobójstwo. W tym domu, w którym nigdy niczego nie brakowało, nagle zabrakło mojej matki. Wróciłam z dworu do domu i zobaczyłam moją mamę wiszącą na pasku od spodni. Ponieważ mój ojciec nie mógł udawać przede mną, że matka zginęła w wypadku samochodowym albo na przejściu dla pieszych, postanowił... najpierw pochować ją, a później wszystkie rzeczy, które przypominałyby o jej istnieniu. Jednego dnia wszystko zniknęło, tak jak ona. Mam siedemnaście lat i nie pamiętam mojej matki. Zamiast tego mam ją w przygarbionych plecach i szurającej po asfalcie lewej stopie. Mam ją w szeroko otwartych ustach, kiedy ziewam, i gęsiej skórce, kiedy mój chłopak całuje mnie w kark. Mam ją też w myślach samobójczych, od których nie mogę się uwolnić. Srebro na razie nie zadziała, bo składa się tylko i wyłącznie z relanium, które codziennie skrupulatnie ukrywałam przed pielęgniarką. Relanium jedyne, co zrobi, to ukołysze nas do snu. Ale dziękuję wam za ten wieczór. Taki wieczór oczyszczenia. Może kiedyś naprawdę zbiorę wszystkie te składniki i przygotuję Srebro. Kto wie. Dobranoc.

Serena i Łapa przestają się całować. Wikipedia wychodzi z sali.

Koniec

Zrealizowano ze środków miasta Gdańska w ramach Stypendium Kulturalnego.

Instytucje zamknięte

rozmowa z

Kubą Zubrzyckim

FOT. ARCHIWUM AUTORA.

Kuba Zubrzycki (ur. 1981) jest absolwentem wydziału reżyserii Szkoły Filmowej w Łodzi, scenarzystą, reżyserem filmowym i teatralnym. Reżyserował w łódzkim Teatrze Powszechnym, prowadził zajęcia kulturalne dla młodzieży w ośrodku leczenia uzależnień "Monar-Matarnia". Jego sztuka Ósmy. Trzeci dostała się do półfinału Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej. Na koniec maja przygotowuje w Teatrze Dramatycznym im. Szaniawskiego w Wałbrzychu wystawienie swojego tekstu King's size. Mieszka w Gdańsku.

Najpierw o tym, skąd w ogóle "Srebro". Pracował pan z młodzieżą, ale nie w szpitalu psychiatrycznym na Srebrzysku?

Nie, cała ta historia zaczęła się w gdańskim ośrodku Monaru. Zgłosiłem się tam z propozycją zajęć filmowych, takiego dekaefu. Umówiłem się na spotkania co tydzień - najpierw mieliśmy oglądać wybrany film, potem o nim dyskutować. Na początku uczulano mnie na specyfikę tego miejsca, nie do końca byłem świadomy, jak niski jest próg wieku - spodziewałem się osób raczej dorosłych, a przeważali nastolatkowie. Osoby siedemnasto- czy nawet piętnastoletnie, uzależnione od środków psychoaktywnych, z potężnymi problemami w tle. Mówię o tym dlatego, że dużą część grupy stanowiły dzieciaki, które miały też za sobą historię szpitala na Srebrzysku. Nasze spotkania trwały dziewięć miesięcy. Po jakichś dwóch czy trzech miesiącach skończyła mi się lista filmów, ale nie chcieliśmy przerywać pracy, więc zaproponowałem im zajęcia teatralne. Pokazywałem im proste techniki, czytaliśmy fragmenty tekstów, na przykład Demirskiego, i wychodziły z tego nieprawdopodobne sceny. Mimo rozmaitych deficytów okazali się zdumiewająco precyzyjni, potrafili łatwo rozkodować, dlaczego jakaś postać zachowuje się w ten, a nie inny sposób albo o czym coś jest. Mieli dar obserwacji świata, choć ten świat się po nich przejechał.

Miał pan jakieś przygotowanie terapeutyczne?

Problem w tym, że nie miałem i to było dla mnie duże obciążenie, zwłaszcza na początku. Oni opowiadali mi swoje historie, z którymi niewiele mogłem zrobić i zastanawiałem się, czy mam w ogóle prawo tego słuchać, czy to udźwignę, czy to, że słucham, w ogóle coś im daje. Na szczęście dość szybko udało mi się trochę uzbroić i zrozumiałem, że oni potrzebują przede wszystkim uwagi. A najpiękniejsze było to, że w miarę, jak oni opowiadali mi o swoich doświadczeniach wyniesionych z domu czy szpitala, ja również zacząłem otwierać się przed nimi. Ta szczera wymiana to była jedna ze wspanialszych rzeczy, jakie mnie spotkały. Nie myślałem o tym, że prowadzę terapię, po prostu chciałem z nimi pogadać o filmie, literaturze czy teatrze. A po dziewięciu miesiącach zrobiliśmy przedstawienie na zjazd Monarów - i było to przedstawienie o miłości!

Według pana tekstu?

Na podstawie ich improwizacji, w które bardzo się zaangażowali. Pamiętam na przykład chłopaka, któremu trudno się było komunikatywnie wypowiedzieć, ponieważ środki psychoaktywne spowodowały w nim daleko posuniętą patologię mowy, i ten chłopak nauczył się do spektaklu na pamięć tekstu, wyszedł na scenę i pokonał własne ograniczenia! I to było wielkie. Mnie to doświadczenie również wiele nauczyło w kwestii pokonywania własnych ograniczeń.

Czyli to pan jest Animatorem?

Nie do końca. Autobiograficznych szczegółów jest tu niewiele, skupiałem się raczej na samej sytuacji człowieka, który próbuje pracować z młodzieżą w trudnych warunkach.

LEKCJA PŁYWANIA, REŻ. JAKUB ZUBRZYCKI, 2015. KADR Z FILMU.

Kazał im pan robić pompki, kiedy przeklinali?

Tego u mnie nie było. (śmiech) Na zajęciach staraliśmy się nie kląć, taka była umowa i oni się jej trzymali, karne pompki - w dość zresztą zabawnej sytuacji - podpatrzyłem w innej grupie, właśnie na zjeździe Monarów. Ale niektóre kwestie obecne w sztuce padły naprawdę, na przykład jedna z dziewczyn wyznała mi, że zazdrości mojej córce. Ja jej na to odpowiedziałem, że niewiele o mnie wie, że nie jestem wcale takim dobrym, miłym człowiekiem i że znalazłem się w tym miejscu nie bez powodu. Autentyczne są też problemy, którymi obdzieliłem inne postaci. Rzeczywiście spotkałem na tych warsztatach kogoś porzuconego w dzieciństwie, kogoś wykorzystanego seksualnie przez najbliższą sobie osobę, wreszcie kogoś, kto nie mógł dojść do siebie po samobójczej śmierci rodzica. Te wszystkie historie układały mi się powoli w temat dziedziczenia traum i o tym postanowiłem napisać, mając cały czas przed oczami tych młodych ludzi, którzy z całych sił walczą o każdy dzień.

Moi studenci w zoomowych okienkach też chyba walczą o każdy dzień, bo milkną i gasną w oczach. Często potracili prace dorywcze, musieli wrócić do rodziców i nawet jeśli to nie są domy patologiczne, to fajnie nie jest. Mniej więcej połowa zmaga się z depresją.

A będzie, obawiam się, jeszcze gorzej, kiedy obudzimy się po pandemii i zorientujemy, w jak katastrofalnej jesteśmy kondycji psychicznej jako społeczeństwo.

Wróćmy do pana zajęć w Monarze. Czy one wciąż trwają?

Nie. W samym ośrodku jest dość duża rotacja wśród młodzieży. Cały czas ktoś przychodzi, ktoś ucieka, ktoś kończy przedwcześnie terapię. Przywiązałem się do nich, ale doszedłem do wniosku, że i ta praca musi mieć swój kres. Dlatego po pokazie naszego przedstawienia uznałem, że to koniec. Poszedłem za to do dyrektora szpitala na Srebrzysku i zaproponowałem mu te same zajęcia, w tej właśnie formule. Dyrektor długo mnie słuchał, wreszcie zapytał, czy mam świadomość, jacy pacjenci przebywają u niego na oddziale. Odpowiedziałem, że z częścią z nich już pracowałem w Monarze, dlatego wiem, czego się spodziewać. Nasze ustalenia trwały dłuższy czas, po czym wybuchła głośna sprawa gwałtu w szpitalu, która powstrzymała dalsze rozmowy. Lekarze po tej aferze złożyli wymówienia, przy okazji wyszło też na jaw, jaki jest stan polskiej psychiatrii: okazało się, że normą są przeciążone załogi, niedobory kadrowe i finansowe, przyjmowanie pacjentów ponad stan, na tak zwane dostawki, albo lokowanie małoletnich na oddziałach dla dorosłych. Zdałem sobie wtedy sprawę, że to jest potężny systemowy problem, i tym bardziej chciałem o tym napisać. W momencie, gdy dyrektor wyraził zgodę na moje warsztaty, nadeszła pandemia...

Pokazywał pan swoją sztukę psychiatrom ze Srebrzyska?

Tak, niektórzy czytali i odnaleźli się, choć mieli problem z wulgaryzmami i z jednostronnym, ich zdaniem, oskarżeniem systemu. To jest zresztą prawda, że pacjenci mówią o lekarzach straszne rzeczy. Z drugiej jednak strony - i to zrozumiałem dzięki lekarzom - młodzi pensjonariusze często podstawiają sobie pod psychiatrę lub psychologa figurę rodzica, a więc osobę znienawidzoną. Pierwsze, co robią, to przypuszczają na nią frontalny atak, tak działa przeniesienie. Lekarze są zatem nieprawdopodobnie obciążeni. O sytuacji polskiej psychiatrii mówi się głośno od niedawna, pandemia jeszcze bardziej ją pogrążyła.

Nie ucieka pan od trudnych tematów. Pański poprzedni tekst "Ósmy. Trzeci" opowiadał o stręczeniu osób nieletnich do prostytucji i o głośnym w Trójmieście samobójstwie wykorzystanej nastolatki.

Tak, to był rzeczywiście trudny temat, który i we mnie coś niedobrego otworzył. Potrzebowałem dwóch i pół roku, żeby się z tym uporać. Spotykałem się z wieloma osobami związanymi bezpośrednio z tą historią i zdałem sobie sprawę z bezmiaru zła, które ta afera odsłoniła tylko częściowo. Przerażające było to, że te rzeczy działy się naprawdę i nie były wytworem czyjejś wyobraźni. Udało się doprowadzić do czytania tego tekstu w ramach Festiwalu Sopot Non Fiction w zeszłym roku, i to z udziałem aktorów ze wszystkich czterech trójmiejskich teatrów: Miniatury, Wybrzeża, Gombrowicza i Muzycznego. To był taki nasz wspólny głos, manifest. Przyjechały Irena Dawid-Olczyk i Joanna Garnier z "La Strady", wywiązała się bardzo ciekawa dyskusja na temat wykorzystywania seksualnego nieletnich, jej nagranie sporo osób zobaczyło w sieci. Bardzo dobrze się stało, że do tego doszło, i to właśnie w Sopocie.

Swoją drogą, czy sprawcy zostali już ukarani?

Jeszcze nie. Są teraz postawieni w stan oskarżenia, nie zapadł jeszcze prawomocny wyrok. Czternastoletnia Anaid zabiła się w Dzień Kobiet dwa tysiące piętnastego roku, a więc minęło już ponad sześć lat, a sprawa nie ma jeszcze swojego zakończenia. A tak naprawdę rozpoczęła się od tego, że mama Anaid wystosowała w mediach społecznościowych apel, by ujawniły się ofiary, które mogły zostać wykorzystane tak jak jej córka. I faktycznie zaczęły się do niej zgłaszać inne skrzywdzone dziewczyny, w konsekwencji jej działanie doprowadziło do zatrzymania sprawców i rozpracowania całego procederu, ale najpierw ofiary musiały pokonać strach i o tym jest przede wszystkim moja sztuka.

Podobne kwestie wracają w "Srebrze", zwłaszcza w wątku Sereny...

Proszę pamiętać, że edukacja seksualna w szkole w zasadzie nie funkcjonuje i większość nastolatków nie ma nawet świadomości, jak łatwo może paść ofiarą nadużycia. To wielki temat.

Dotarłam do pańskich etiud filmowych. Zarówno "Terminal" jak i "Nauka pływania" dzieją się w szpitalu, więc chyba pociągają pana instytucje zamknięte?

Terminal, nakręcony jeszcze w szkole, powstał na podstawie sztuki (zmarłego w styczniu na covid) Larsa Noréna. Zaintrygowało mnie tam spotkanie dwóch par, które dzielą trzydzieści trzy lata: młodsza kobieta ma urodzić chłopca, starsza identyfikuje zmarłego syna. To ten sam syn i ci sami rodzice, spotykają się za sprawą dziwnego załamania czasu. Nauka pływania, mój dyplom, też dzieje się wśród pacjentów, tym razem na progu śmierci. W instytucjach zamkniętych może faktycznie coś jest, bo zapewniają warunki laboratoryjne, a zarazem łatwiej na ich przykładzie pokazać działanie systemu. Przy okazji wychodzą w nich na jaw nasze psychologiczne mroczne zawiłości.

Teraz podobno jest pan w próbach. Co to będzie?

W Teatrze Szaniawskiego w Wałbrzychu przygotowujemy przedstawienie inspirowane filmem Machulskiego Kingsajz. Oto po trzydziestu trzech latach (znowu!) spotyka się trzech krasnali, którzy opuścili wtedy Szuflandię. Każdy z nich poszedł inną drogą, a teraz mają okazję porozmawiać i rozliczyć się z tego życia po rewolucji.

Już to lubię! A premiera ma być na scenie?

Tak, teraz w maju, o ile będzie można, więc proszę trzymać kciuki. Przyda nam się.

I to by było zgrabne zakończenie. Mam jednak jeszcze jedno pytanie - głośno jest ostatnio o przemocy w szkołach artystycznych, a jakie pan ma wspomnienia z łódzkiej filmówki?

Z moich wspomnień moglibyśmy zrobić osobny wywiad. Pamiętam piękne, twórcze chwile, ale doświadczyłem też bardzo nieprzyjemnych i złych. Zastanawiam się, ile z tego zła przekazałem dalej. Najważniejsze jest to, że zaczynają funkcjonować nowe reguły. Zdrowe. Myślę, że powinniśmy im zaufać i dać czas tym, którzy mają narzędzia, aby mogli wprowadzić te zmiany.

Rozmawiała Justyna Jaworska

Srebro, Srebrniki, Srebrzysko

- PAWEŁ BANASZCZYK, ADAM KIJORA, ALEKSANDRA KOSSOWSKA, AGATA KRÓL, KAROLINA PAWŁOŚ, NATALIA SIEDLECKA, EMILIA STEFANIAK, EMILIA WÓJCIK -

Autorki i autorzy studiują na piątym roku studiów magisterskich Wiedzy o Teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej. Ich wspólny tekst powstał w ramach Warsztatu redaktorskiego prowadzonego przez Joannę Krakowską.

Srebra nie noszę.

No, może poza pierścionkiem, który dostałam od mamy. Noszę go na środkowym palcu, bo tylko na ten pasował w dniu, w którym go włożyłam. Od trzech lat go nie zdejmowałam. Mimo że większość mojej biżuterii jest złota, to Srebro Kuby Zubrzyckiego noszę ze sobą i nie potrafię się go pozbyć. Nic dawno mnie tak nie dotknęło.

1.

My akurat wysyłaliśmy się do Suchowoli.

Budynek zbudowany na zgliszczach dworku, przykucnięty w dziewiętnastowiecznym parku Czetwertyńskich w stylu angielskim, otoczony murem, drutem i legendą. Taki symboliczny "bilet do Suchowoli" dostawał od kolegów i koleżanek ktoś krzyczący na korytarzu, kopiący w piszczel, jedzący kredę, rzucający plecakiem, pijący colę nosem, malujący paznokcie, wąchający "halówki" i każdy inny apostoł szkolnej nieobyczajności.

Suchowola była tym miejscem, tą wsią, w której znajdował się szpital psychiatryczny. O szpitalu i okalającym go parku co nieco "się wiedziało". Krwiopijczy pensjonariusz uciekł, schował się w starodrzewiu i straszy, pielęgniarz spuszcza krew pacjentom, pielęgniarki wyjadają leki albo zabierają je pacjentom i handlują "na lewo". Zgodzicie się ze mną, że ta "wiedza" o szpitalu pochodzi raczej z antologii dreszczowców niż ze szpitalnej kroniki wypadków. Może słyszałaś lub słyszałeś w twoich okolicach podobne opowieści ze szpitalnej krypty?

Jeśli w ogóle istnieje jakaś kronika, to osoby spoza nie mają do niej dostępu i być może właśnie dlatego diablo je pociąga i pobudza wyobraźnię. Pracownicy szpitala zapytani o pikantne szczegóły, wydają się dziwnie małomówni (coś ukrywają?), nikt, kto tam był, nie przyzna się do tego, a nawet jeśli, to czy w ogóle takiej osobie można ufać? Ludzie zostają z pustką w miejscu faktów na temat szpitala, pustką, którą zapełnia tradycja ustna, relacje kogoś, kto zna kogoś - legendy z ziarnem prawdy.

Wgląd do takich wypadków mają jednak odpowiednie organy. W przypadku Suchowoli był to Naczelny Sąd Administracyjny, który idąc za głosem Rzecznika Praw Pacjenta i za wyrokiem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 2017 roku, ukarał szpital za to, że "personel placówki kazał pacjentom płacić za pranie, strzyżenie, ładowanie telefonów oraz za prąd potrzebny do przygotowania herbaty. Rzecznik zwrócił również uwagę na brak indywidualnych programów terapeutycznych, niewłaściwie prowadzoną dokumentację medyczną, brak spacerów oraz niestosowanie parawanów podczas udzielanych świadczeń zdrowotnych"1.

Jak zwykle rzeczywistość wyszła blado na tle wyobrażeń na jej temat, wampiryczność personelu jest szara, ekonomiczna. W nieromantycznych czasach zamiast krwi wysysa się pieniądze. "Żałuję, że w życiu nie jest tak, jak w powieści, gdzie ma się okrutnych ojców, ma się karły i olbrzymy do zwalczania i zaczarowane królewny do uwolnienia - pisał Kierkegaard. - Cóż znaczą wszyscy tacy wrogowie w porównaniu z bladymi, bezkrwistymi, wątłymi nocnymi widziadłami, z którymi ja walczę?"2

2.

Srebro podziałało i na mnie. Sięgam po telefon, by wyguglować zakład psychiatryczny w Srebrzysku. Wszystko wskazuje na to, że miejsce, o którym pisze autor, w rzeczywistości znajduje się w Srebrnikach. Miejsce akcji jest zatem ściśle określone - to Wojewódzki Szpital Psychiatryczny w gdańskich Srebrnikach znany wśród mieszkańców Pomorza jako Srebrzysko, co więcej bohaterowie rozmawiają na temat konkretnych wydarzeń, które rzeczywiście miały miejsce i były kilkakrotnie odnotowywane w lokalnej prasie.

Wchodzę na stronę zakładu, czyli Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego im. Tadeusza Bilikiewicza w Gdańsku. Chcę sprawdzić, w jakiej mierze dramat jest oparty na faktach. W aktualnościach znajduję informacje o funkcjonowaniu oddziału dziecięco-młodzieżowego: "w związku z utrzymującym się kilkudniowym przekroczeniem bezpiecznego limitu liczby hospitalizowanych pacjentów małoletnich na oddziale dziecięco-młodzieżowym podjęto decyzję o wstrzymaniu przyjęć do czasu ustabilizowania sytuacji pod względem ilościowym".

Klikam "czytaj więcej" i wpadam w wirtualną nicość "404 nie znaleziono żadnej strony". Cóż, wydaje się, że to miejsce rządzi się swoimi prawami.

Szukam dalej. Czy warunki opisane w Srebrze mają swe odzwierciedlenie w faktach? Czytam o pozostawianiu wózka z lekami bez nadzoru, obecności narzędzi ostrych na oddziale, niedbaniu o czystość, nieszanowaniu prywatności pacjentów. Wydawałoby się, że będąc w szpitalu psychiatrycznym, przyjęci na oddział będą pod stałą opieką psychiatryczną. Nic bardziej mylnego. Spotkanie z lekarzem to niemalże usługa luksusowa. Do tego okazuje się, że gwałt na piętnastoletniej pacjentce to nie wytwór wyobraźni Zubrzyckiego, a sytuacja, która faktycznie miała miejsce.

Im więcej czytam, tym większy rośnie we mnie niepokój. Mam wrażenie, jakby przewrót w podejściu do psychologii jeszcze w polskim zaścianku się nie dokonał. Jakby wciąż panowało u nas wczesno-nowoczesne podejście do psychicznie chorych, jakbyśmy wciąż byli na etapie wiary, że lobotomia to metoda skuteczna w leczeniu chorób psychicznych. Jako społeczeństwo wciąż jesteśmy pozbawiani prawa do życia w równowadze psychicznej. Brak dostępu do specjalistów i brak odpowiedniej edukacji sprawia, że kolejne pokolenia nie rozumieją i nie potrafią sobie poradzić ze swoimi emocjami. A zderzeni z instytucją, która ma leczyć, obarczeni chorobą psychiczną ludzie są pozostawieni sami sobie.

Ale jak wymknąć się procesowi alienowania osób z problemami psychicznymi, skoro jest on strukturalnie zakorzeniony w naszej cywilizacji, jak opisał to ponad pół wieku temu Michel Foucault?

W 1961 roku napisał Historię szaleństwa w dobie klasycyzmu, czyli filozoficzno-historyczny esej, w którym podjął temat obłędu - od stanu godnego pogardy, który często postrzegany był jako kara, po ten, który uważano za przejaw swego rodzaju geniuszu. Foucault postulował również zmianę poglądów na temat zaburzeń i chorób psychicznych oraz metod ich leczenia. Medycyna przeszła długą drogę od trepanacji czaszek i elektrowstrząsów do leczenia farmakologicznego, wspartego różnymi rodzajami terapii i pracą wykwalifikowanych specjalistów. W rozważaniach Foucaulta doszukać możemy się też diagnozy całego społeczeństwa, według której każdy z nas odbiega od wzorca normalności, a co za tym idzie, jest w jakimś stopniu szaleńcem. Można rozumieć to na wiele sposobów - w końcu dla każdego z nas szaleństwo może być czymś innym - ale mimo to trudno odmówić autorowi trafności tego spostrzeżenia.

Czy w związku z tym bohaterowie Srebra, dramatu napisanego przez Zubrzyckiego, są szaleńcami bardziej niż ci, którzy nigdy nie przebywali w szpitalu psychiatrycznym? Szpital psychiatryczny to temat żywy w popkulturze od lat, najczęściej przedstawiany jako horror, w którym spotykamy niezrównoważonych morderców albo ofiary systemu. Ale szpital psychiatryczny u Zubrzyckiego jest inny, pewnie dlatego, że bliższy rzeczywistości. Autor, który prowadzi zajęcia z arteterapii w szpitalu psychiatrycznym w Srebrnikach, pokazuje realia polskich szpitali i problemy, z jakimi się borykają, ale przede wszystkim przedstawia nam bohaterów, którzy wcale nie wydają się tak bardzo od nas różni.

3.

Rok 2020 pod względem podejścia człowieka do choroby był wyjątkowy. Izolacja, kwarantanna, walka z pandemią, maseczki, rękawiczki - każdy człowiek jest dla nas zagrożeniem, każde kichnięcie budzi strach, każde podanie dłoni jest aktem niesubordynacji. Stajemy się ekspertami od chorób zakaźnych, wirusologami z habilitacją, czytamy, słuchamy wiadomości, prowadzimy dyskusje, żyjemy online, osobno. Drugi człowiek stał się niebezpieczeństwem dla naszego zdrowia, a nawet życia.

Ale w tym samym roku 2020 podejście do chorób psychicznych się nie zmieniło. Jest niewiele lepiej niż dekadę temu, zaledwie trochę lepiej niż dwadzieścia lat temu, i choć na pewno lepiej niż w zeszłym stuleciu, to postęp wciąż jest nieznaczny, biorąc pod uwagę dostęp do informacji i łatwość zdobywania fachowej wiedzy. Choroba psychiczna, choć niezaraźliwa, budzi może jeszcze większy strach, bo nie dotyka jawnie naszego, z założenia nieidealnego ciała, nie jest też racjonalnie przyczynowo-skutkowa - spadłeś ze schodów, to masz złamaną nogę, a jak prowadzisz na pozór idealne życie, to dlaczego masz depresję? Problem jest również z leczeniem. Boli cię głowa, bierzesz tabletkę i przechodzi, a jak masz depresję i nie możesz wstać z łóżka, to powinieneś iść pobiegać? Bagatelizowanie chorób psychicznych wiąże się z silnym społecznym tabu, które z kolei jest wynikiem długiej tradycji. "Domy wariatów", jak zwykło się mówić o szpitalach psychiatrycznych, pokazywane są w kulturze jako zbiorowiska osób niepotrafiących przystosować się do życia w społeczeństwie. Zaślinieni, mówiący coś pod nosem, agresywni wobec siebie i innych bohaterowie książek, filmów i seriali są abiektalni i obcy, ale o ile możemy ich spotykać w horrorach, to nie chcielibyśmy się z nimi konfrontować w rzeczywistości.

PRZEBUDZENIA, REŻ. PENNY MARSCHALL, 1990. KADR Z FILMU.

CAŁKIEM ZABAWNA HISTORIA, REŻ. RYAN FLECK, ANNA BODEN, 2010. KADR Z FILMU.

PAJĄK, REŻ. DAVID CRONENBERG, 2002. KADR Z FILMU.

OBŁĘD, REŻ. JOHN MAYBURY, 2005. KADR Z FILMU.

Zderza nas z nimi Kuba Zubrzycki. Bohaterowie sztuki Srebro to młodzi ludzie zamknięci w szpitalu psychiatrycznym. Boi się ich rodzina, nie dba o nich rząd, nawet lekarze ich opuszczają po tragicznym incydencie na jednym z oddziałów. Rozmawia z nimi jedynie animator kultury, który sam boryka się z problemami. Czytając Srebro, trudno traktować je jako czystą fikcję, równie dobrze może być to dramatyczny reportaż z wizyty w szpitalu w Józefowie pod Warszawą. Nikt nie wie, co z tą chorą młodzieżą zrobić, a jedynym wyjściem staje się srebrna substancja, która ma wyleczyć społeczeństwo z problemu nieprzystających do niego jednostek, a zarazem z wyrzutów sumienia "zdrowych" dorosłych.

A może wyleczy ich teatr?

4.

"Prawda w życiu, prawda w teatrze", powtarzają jak mantrę bohaterowie, czekając aż za tym zdaniem pojawi się coś, co będą chcieli prawdą nazwać. Wokół nich jest szaro, zimno, srebrno... Prawda jest taka, że wartość życia zmienia się w zależności od koniunktury, a jedyne czego można być naprawdę pewnym to śmierć. Umierajcie więc. Najlepiej młodo, w cierpieniu i bez dostępu do opieki medycznej. Najlepiej po cichu, niezauważenie, tak samo jak się chorowało. Serena w pewnym momencie mówi: ,,Jeśli nie jestem agresywna i nie sprawiam problemów, to nikt nie poświęca mi czasu". Uderzyło mnie to banalne stwierdzenie.

Bohaterowie dramatu Zubrzyckiego, mówiąc kolokwialnie, nie postradali zmysłów - nie oszaleli. Potrzebowali po prostu pomocy w przejściu przez swoje kryzysy czy załamania, nie dali rady zrobić tego sami. Nie poznajemy ich historii w pełni, nie wiemy do końca, jakie mieli doświadczenia, jakie diagnozy im postawiono i jakie są rokowania i szanse związane z ich powrotem do zdrowia. Łatwo pokusić się o stwierdzenie, że znaleźli się tam przez konkretne braki - brak akceptacji ze strony społeczeństwa, brak akceptacji swojego ciała lub wydarzeń ze swojego dzieciństwa, brak miłości, brak przyjaźni, brak rodziny, brak zrozumienia, brak kogoś, kto da wsparcie, brak sensu życia, brak możliwości wypełnienia pustki. Ale czy oznacza to, że wszyscy ci, którzy nie mają za sobą doświadczenia hospitalizacji, nie odczuwają takich braków?

Odpowiedź wydaje się prosta. Powszechność odczuwania tych braków może sugerować, że to właśnie brak jest "normalnością", ponieważ jego rozmaite formy wpisane są w egzystencję człowieka. Trudne sytuacje wpisane są w życie, tak samo jak zaburzenia czy choroby natury psychicznej. Intensywność ich przeżywania bywa różna i jest to kwestia osobnicza. Od niej też zależy, czy zdołamy te demony pokonać sami, czy do ich pokonania będziemy potrzebowali czyjejś pomocy. Obracając się w kręgu osób, które mają depresję, myśli samobójcze i podobną rodzinną sytuację, zauważyłam jednak, że tacy ludzie wzajemnie się przyciągają, zupełnie jak Wikipedia, Serena i Łapa.

Poznajemy ich jako trójkę młodych ludzi, biorących udział w zajęciach teatralnych, które są elementem ich szpitalnej terapii. Każde z nich ma swoje osobliwe zachowania, ale nie są one szczególnie szokujące. Z czasem dowiadujemy się też, że szpital, do którego trafili, nie jest bezpieczny - doszło w nim do przestępstwa, a lekarze i pracownicy zaczynają się z niego masowo zwalniać. Pacjenci nie mogą liczyć na pełnowymiarową opiekę.

Warsztaty teatralne prowadzi młody mężczyzna, który zwracając się do swoich podopiecznych, często wyraża swoje uczucia i emocje, by zmienić zachowanie drugiej osoby. Mówi na przykład:. ,,Przestań się kiwać, bo bardzo źle to na mnie działa". Na pierwszy rzut oka nie widać, że ma jakieś prywatne zmartwienia, więc raczej nie podejrzewa się go o problemy natury psychicznej. Kiedy jednak jeden z pacjentów odkrywa prawdę i na głos odczytuje esemesy świadczące o nadużyciach i krzywdach, które prowadzący zajęcia wyrządza swojej rodzinie, można poczuć się zaskoczonym, ale na pewno nie zszokowanym. W końcu wszyscy doświadczamy w mniejszym lub większym stopniu zła, a ludzie mogą stać przecież po każdej z jego stron.

Róbmy teatr - mówi animator. Badań i prac naukowych o wpływie sztuki na choroby psychiczne jest wiele i będzie coraz więcej, powstają osobne kierunki studiów i mnoży się grupa specjalistów gotowych leczyć teatrem chorych ludzi. Trzy lata temu w ramach projektu dofinansowanego w Konkursie im. Jana Dormana, organizowanego przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego, jeździłam po Polsce i pokazywałam spektakl w ośrodkach "dla trudnej młodzieży". Odbiór był bardzo różny, niektórzy nie byli zainteresowani naszym działaniem, inni nam dziękowali, że odwiedziliśmy ich tam, gdzie nikt nie przyjeżdża. Kiedyś pewna dziewczyna podeszła do mnie po spektaklu ze łzami w oczach i powiedziała, że bardzo utożsamia się z postacią graną przeze mnie. Odnalazła mnie na portalu społecznościowym i zaczęła zwierzać się ze swoich problemów, pisać o swojej depresji. Zasugerowałam, żeby zgłosiła się do specjalisty, nic innego nie mogłam zrobić. Z perspektywy czasu zadaję sobie pytanie - co animator kultury może zrobić oprócz zwrócenia uwagi na taką osobę ignorowaną przez resztę społeczeństwa? Jeszcze trzy lata temu myślałam, że moja praca jest istotna, że może coś zmienić - dzisiaj, szczególnie po lekturze dramatu Srebro, mam duże wątpliwości.

5.

Srebro zaspokaja pragnienie wiedzy o tym, co się dzieje za szpitalnym murem. Robi to sprytnie, dialektycznie. Dialektyczna jest jednoczesna fikcyjność i dokumentalność tego dramatu. Oba te zjawiska występują w nim na co najmniej dwóch poziomach - akcji i postaci. Akcja, czyli wydarzenia na zajęciach grupowych umykają w próbie jednoznacznego sklasyfikowania ich jako rzeczywistych lub fikcyjnych. Wydarzenia przedstawione są w realistyczny sposób, możemy założyć, że faktycznie miały miejsce w niedalekiej przeszłości, jednak poza samym tekstem i jego uprawdopodobnieniem, co nie określa explicite jego statusu (fikcja czy dokument), nie mamy na to dowodów. "Fikcyjność" tę należy zatem wziąć w cudzysłów, ponieważ stan realności wydarzeń akcji dramatu znajduje się w swoistej superpozycji - są zarówno wydarzeniami z życia szpitala i pacjentów, jak fikcją literacką, są tym i tym, dopóki nie zweryfikujemy tego u źródła.

ODDZIAŁ, REŻ. JOHN CARPENTER, 2010. KADR Z FILMU.

WERONIKA POSTANAWIA UMRZEĆ, REŻ. EMILY YOUNG, 2009. KADR Z FILMU.

LOT NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM, REŻ. MILOŠ FORMAN, 1975. KADR Z FILMU.

PRZERWANA LEKCJA MUZYKI, REŻ. JAMES MANGOLD, 1999. KADR Z FILMU.

Podobna sytuacja dotyczy osób dramatu - bohaterowie i bohaterki mogą zarówno mieć swój pierwowzór w pacjentach szpitala i mogą być dokumentalnym portretem tych osób, jak i mogą być zupełną fikcją. Zubrzycki mógł je poznać i zmyślić jednocześnie. Tu sytuacja się komplikuje, ponieważ postaci w dramacie mówią faktami o Srebrzysku. "Prawda w teatrze", kilkakrotnie pojawiająca się w wypowiedziach bohaterów, ma swoje miejsce w ich języku, w ich wypowiedziach na temat konkretnego szpitala.

Zawieszenie bohaterów i akcji w tej sytuacji istnienia-nieistnienia daje to, że treść Srebra można "franczyzować" - przywołane wydarzenia z historii konkretnego szpitala odnoszą nas bezpośrednio do niego, jednak łatwo mogą być zastąpione podobnymi wydarzeniami z innych placówek. Postaci dramatu, nawet jeśli reprezentują konkretne osoby, to stanowią także dające się uogólnić typy pacjentów, być może występujące nie tylko w Srebrzysku. Rozmowa pensjonariuszy i animatora jest tu ramą do przedstawienia konkretnego problemu - czytając Srebro, czytamy poniekąd o każdym z takich miejsc, i każde z nich może się odnaleźć na horyzoncie rozpiętym przez Zubrzyckiego, gdzieś pomiędzy fikcyjnością a rzeczywistością wydarzeń dramatu.

6.

Na samym wstępie autor cytuje słowa gdańskiego psychiatry twierdzącego, że "strukturalne wykluczenie, jakiego doczekała się opieka psychiatryczna w Polsce, odpowiada wykluczeniu samych pacjentów cierpiących na zaburzenia psychiczne". Tak więc już na początku lektury czytelnik otrzymuje jasną informację, o co tak właściwie chodzi. Autor spełnia obietnicę zawartą w motcie i rzeczywiście z wielu płaszczyzn dramatu refleksja nad stanem medycyny psychiatrycznej stała się szczególnie istotną częścią tekstu.

Zwraca to uwagę czytelnika na ogólny stan służby zdrowia w naszym kraju, kierując ją w stronę opieki psychiatrycznej. Jest to swego rodzaju komunikat, że w polskich szpitalach psychiatrycznych nie dzieje się dobrze, nie ma wystarczającej ilości miejsca, przestrzeni do swobodnego leczenia, nie ma środków finansowych na zatrudnienie większej liczby osób. Dochodzi więc do sytuacji, w jakiej miejsce, do którego chory udaje się po pomoc, staje się przyczyną dodatkowych traum albo symbolem nieudolności systemu służby zdrowia, z którym po wyjściu raczej nie chce się mieć już nic wspólnego.

7.

Szpitale psychiatryczne obrosły wyjątkową legendą - w powszechnej świadomości funkcjonują nie tyle jako szpitale, ile wręcz jako więzienia czy nawet miejsca kaźni. Niewątpliwie ogromny wpływ na taki stan ma zarówno historia (przede wszystkim niesławna Akcja T4 oraz radzieckie psychuszki), jak i kultura w najróżniejszych jej rejestrach - wszak przerażający obraz szpitala psychiatrycznego pojawia się zarówno w wątpliwej jakości horrorze Pora mroku w reżyserii Grzegorza Kuczeriszki, jak i w pozytywnie przyjętej Kuracji Wojciecha Smarzowskiego zrealizowanej dla Teatru Telewizji, czy też w Oczyszczonych Krzysztofa Warlikowskiego. Istotny więc jest fakt, że Zubrzycki nie opowiada o wymyślonym, oderwanym od prawdziwego świata miejscu z horroru czy dramatu Sarah Kane, a o zwykłym, realnie istniejącym szpitalu, zmagającym się z konkretnymi, niewydumanymi problemami.

W porównaniu do Jacka Głębskiego, autora literackiego pierwowzoru Kuracji (nie wspominając już o Sarah Kane), Zubrzycki jest zdecydowanie delikatniejszy i używa jaśniejszych barw - pacjenci tworzą tutaj w pewien sposób zżytą grupę oraz poddawani są arteterapii, a nie jedynie końskim dawkom leków psychotropowych jak u Smarzowskiego. Rzecz jasna, Smarzowski skupiał się raczej na problemie, czym tak właściwie jest choroba psychiczna, i na statusie człowieka chorego i zdrowego aniżeli na problemach instytucji, ale niewątpliwie, zarysowany przez niego obraz również miał swój udział w tworzeniu stereotypu obecnego w polskiej świadomości. Celnym rozpoznaniem Zubrzyckiego zdaje się fakt, że w 2020 roku mniejszy problem stanowią już brutalni i wulgarni, a w najlepszym wypadku oschli i cyniczni pracownicy, a większe rodzą się obecnie już na poziomie strukturalnym - miejsc jest coraz mniej, sytuacja staje się z miesiąca na miesiąc dramatyczniejsza (pomijając już nawet kwestie związane z pandemią COVID-19), a dzieci i młodzież coraz częściej potrzebują pomocy terapeutów i psychiatrów.

W tym kontekście Srebro staje się wyjątkowo cenne - pokazuje realia szpitala psychiatrycznego, jednak pozbawia je elementów wziętych z horrorów, thrillerów czy filmów wojennych. Taki obraz sprawia, że jest to historia, która, jak jestem skłonny wierzyć, jest bliższa codzienności polskich szpitali psychiatrycznych i jej realnych problemów, która jednocześnie obyła się bez schlebiania miłośnikom opowieści z dreszczykiem. Zamiast nich otrzymujemy historie może mniej efektowne, ale uderzające swoją, niestety, zwyczajnością.

PTASIEK, REŻ. ALAN PARKER, 1984. KADR Z FILMU.

K-PAX, REŻ. IAIN SOFTLEY, 2001. KADR Z FILMU.

8.

Dramat Zubrzyckiego jest ważny i odważny. Pokazuje bowiem postacie, z którymi nie chcielibyśmy się utożsamiać, osoby, które przepełnione są nieszczęściem i które nie dostaną pomocy na ostatniej stronie sztuki. Ale na koniec pozostajemy jednak z nadzieją - bitwa o życie została wygrana, a wojna o zdrowie toczy się dalej.

9.

Happy Stay Alive Day dla bohaterów nie wiem czy fikcyjnych.

I dla mnie. Moje życie jest warte tyle, ile dzieci ze Srebrzyska.

Bo ja nie noszę w kieszeni srebra, ale alprazolam.

Happy Stay Alive Day.

Polska podziemna

- PRZEMYSŁAW CZAPLIŃSKI -

Autor jest literaturoznawcą i krytykiem literackim, profesorem w Zakładzie Antropologii Literatury Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.

ORCID: 0000-0002-4805-6471

Niedawno, niedawno temu była sobie wieś pod Gnieznem. Mieszkali w niej ludzie niebiedni, ale też i niebogaci - tacy, którym starcza na jedzenie, ale brakuje na zmianę życia. Znają się po sąsiedzku, ale niekoniecznie lubią. W czasie powodzi pomagają sobie, na co dzień żyją osobno. Starsi marzą, żeby dożyć spokojnego końca, młodsi - żeby wyjechać.

Pewnego dnia przybywa do nich wysłanniczka księcia Kapitał Zagraniczny1. I ogłasza czterem rodzinom, że głęboko pod ich ziemią spoczywa skarb. Strzeże go smok, który zwie się Drogie Odwierty. Smoka może pokonać tylko książę. Jeśli mieszkańcy zgodzą się, by firma księcia skarb wydobyła, będą otrzymywać przez dziesięć lat zapłatę. Jedni są za, nieliczni przeciw. W końcu godzą się. Książę wysłał swoje wojska, pokonał smoka i wydobył skarb. Nikomu to jednak nie pomogło. I zniszczyło ziemię.

AKTORZY NIE TYLKO LUDZCY

Tak w największym skrócie przedstawić można fabułę sztuki Gaz! wystawionej przez gnieźnieński Teatr Fredry.2 Baśniowy schemat powyżej zaproponowany nie służy prześmianiu. Przeciwnie: eksponuje baśniową prostotę wydarzeń i nawiązuje do konwencji wykorzystanej przez Justynę Bilik i Daniela Sołtysińskiego, autorów tekstu, którzy oparli swoją opowieść na pomyśle "Co by było, gdyby...". Pomysł został potraktowany z pełną powagą i osadzony w konkretnych realiach. Autorzy mianowicie w ramach historii możliwej rozwinęli opowieść o tym, co by było, gdyby we współczesnej wsi pod Gnieznem odkryto złoża gazu łupkowego i gdyby zainteresowała się tym zagraniczna korporacja, która wciągnęłaby mieszkańców w kapitalistyczne operacje umowy zbiorowej.

Wyjściowy tekst był zarysem. Potem, zgodnie z koncepcją reżysera Marcina Wierzchowskiego, nastąpiły improwizacje zbiorowe. Aktorzy nie tyle więc dostosowywali się do istniejących ról, ile stopniowo stwarzali swoje postaci. Rezultaty tych improwizacji przetranskrybowały Kalina Jankowiak i Angelika Bosacka, a wzbogacony tekst był poddawany kolejnym wspólnym modyfikacjom. Ostateczne dzieło jest więc efektem pracy pod każdym względem kolektywnej. W dodatku takiej pracy, która aktywizuje uczestników i zachęca do poszerzania środków wyrazu. W spektaklu grają nie tylko tekst i aktorzy; jest także makieta wsi, są zbiorowe układy taneczne i wyolbrzymione rekwizyty. Miarą wartości spektaklu jest zintegrowanie wszystkich tych elementów w spójną całość. To coś w rodzaju znaku rozpoznawczego "Fredry", który staje się jednym z najciekawszych teatrów polskich przełomu dekad. Być może tendencja do tworzenia "teatru bogatego" (nie w sensie ekonomicznym, lecz semiotycznym i medialnym) jest wspólna dla teatru dwudziestego pierwszego wieku w Polsce i Europie. Ale spektakle w Gnieźnie są bogate i spójne. Zespołowe i zespolone.

Gaz! ujmowany jako dzieło kolektywne pozwala potraktować wszystkich aktorów jako członków jednego zbiorowego ciała. Nie będę zatem wymieniał nazwisk aktorów3, bo to nie był spektakl gwiazd z towarzyszeniem zespołu, lecz spektakl zespołu, który stworzył wspaniałą konstelację. Zwrócenie uwagi na "zbiorowe ciało ludzkie" jest jednak sensowne również z innego powodu; ludzki kolektyw gra w spektaklu nie tylko pod dyktando wewnętrznych napięć, lecz także pod kierunkiem trzech dodatkowych aktorów - ruchu scenicznego, muzyki i scenografii. Są to trzy układy scalające, które silniej od pojedynczych postaci ludzkich rządzą całością.

CIAŁA W RUCHU

Sztuka ma regularne dwa akty, ale oglądana od strony ruchu ciał dzieli się wyraźnie na trzy części. W pierwszej do mieszkańców dociera wysłanniczka korporacji Redemption Resources Unlimited (nazwa jest przednia, bo "redemption", czyli odkupienie, łączy sensy religijne z ekonomicznymi). Jej propozycja sprawia, że członkowie czterech rodzin muszą ze sobą się spotkać i porozmawiać. Kiedy przystępują do rozmów, wyłażą na wierzch dawne urazy, zatargi, różnice statusowe. Jedni gadają mądrze, inni agresywnie. Domyślamy się, że wszelkie argumenty przeciwko umowie z korporacją upadną pod naporem ekonomii. Nie dlatego, że mieszkańcy są chciwi, lecz dlatego, że mają realne potrzeby: w jednej z rodzin rodzic jest chory na raka, więc córka potrzebuje pieniędzy na leczenie; w innej rodzinie ktoś chce wyjechać do miasta, w jeszcze innej pragnie założyć wymarzoną firmę. Nie chodzi więc o fanaberie, o wskoczenie do klasy rentierów, lecz o poprawę życia bądź osiągnięcie samodzielności.

Jednak choreografia rozmowy świadczy o tym, że mieszkańcy wsi nie spotykali się na wspólnych naradach zbyt często. A może - prawie nigdy. Balet ciał siedzących i stojących jest pod tym względem symptomatyczny. Większość zasiada w kręgu, ale ktoś sadowi się na uboczu, a ktoś inny uparcie stoi za swoim krzesłem. I kolektyw nie potrafi domknąć kręgu. Ciała siedzące nie umieją dostroić swoich ruchów do ciał dysydenckich ani też nie potrafią ciał osobnych wciągnąć do środka. A przy tym nawet ciała siedzące pozostają na poły osobne, bo rękoma lub korpusem demonstrują wyższość bądź znudzenie. Wszystkie ciała pozostają więc w stałej gotowości do zerwania kontaktu. Wspólne siedzenie jest sztuczne, doraźne, chwilowe. Wszyscy spotkali się po to, by jak najszybciej się rozejść.

W alergicznym traktowaniu cudzego ciała przejawia się prawda dotycząca granic wyobraźni społecznej: nikt tu właściwie nie myśli o całej wsi czy tym bardziej o większym obszarze. Przedmiotem rozmowy i myślenia pozostają wyłącznie cztery działki i ten jeden magiczny punkt, w który wbije się wiertło mające zejść pięć kilometrów pod ziemię. A skoro horyzont jest wąski, tedy nie ma pytań o wartości przekraczające doraźną kwestię transakcji handlowej. Większość mówi: "Weźmy pieniądze, bo są nam potrzebne i nam się należą". Jest tylko dwóch oponentów: przedstawiciel starszego pokolenia boi się, że odwierty zniszczą cmentarz (na którym leży jego żona), a ekolog-anarchista próbuje uświadomić, że nieznane są skutki długofalowe i że należy przeprowadzić staranniejsze badania. Poza nimi dwoma nikt nie zwraca uwagi na to, że działki należące do czterech rodzin należą do większego obszaru. Większego i wspólnego. Jeśli zachowanie ciała zbiorowego podczas rozmów świadczyło o braku społecznych praktyk dialogowych, to zachowanie rozumu kolektywnego świadczy o izolacyjnym postrzeganiu własnej ziemi. "Moje" znaczy "odrębne", "niepołączone", "niemające związku" z resztą obszaru. Mieszkańcy czterech działek wyobrażają sobie ziemię jako podzielną własność, a nie jako własność, która nigdy nie przestaje być wspólnością.

JUSTYNA BILIK, DANIEL SOŁTYSIŃSKI GAZ!, TEATR IM. FREDRY, GNIEZNO, 2021, REŻ. MARCIN WIERZCHOWSKI. FOT. DAWID STUBE.

Ciało zbiorowe przez całą pierwszą część poskładane z ciał osobnych jednoczy się we wspólnym tańcu, gdy umowa zostaje podpisana. Drama ekonomiczna zamienia się w musical. Wodzirejem jest kapitał.

Choreograf Jakub Lewandowski w kapitalnym tańcu zakomponował wspólny układ dla wszystkich. Ten jeden jedyny raz wszystkie ciała tańczą rytmicznie, zgodnie wykonując identyczne (i trochę idiotyczne) ruchy. W chocholim korowodzie wszyscy kroczą dookoła sceny, nareszcie tworząc wspólny krąg. Ale ta upragniona synchronia została narzucona z zewnątrz: ani rytm, ani ruch nie wyniknęły z ciał. Podkreśla to prosta muzyka - diametralnie różna od kompozycji z wcześniejszych partii. Anna Stela i Kamil Tuszyński skomponowali coś więcej niż ilustrację do wydarzeń. W pierwszej części ich muzyka jest sugestywna i mroczna, a w scenie musicalowej - toporna jak z festynu. Złowieszcza śmieszność tej sceny wynika z niespójności między dotychczasową osobnością mieszkańców, niezgodnością ich ciał, niemuzykalnością ich ruchów, a wspólnym tańcem pod dyktando kapitału.

Musical ujawnia przy tym powszechne pragnienie, żeby coś wreszcie się udało i żeby wszyscy mogli być razem. Zbyt wiele tu dynamiki, zbyt wiele uwolnionej energii, by nie zobaczyć w tym festynie radości ze spełnionego marzenia. Zarazem właśnie nadmierna rytmiczność, sprawność i synchronia odsłaniają jeszcze jedną dziurę: ta zbiorowość od dawna ze sobą nie tańczyła, nie maszerowała we wspólnym korowodzie, nie cieszyła się ze wspólnej obecności ciał w jednym miejscu. Mieszkańcy przedstawieni w spektaklu okazują się więc reprezentacją Polski nie tylko ze względu na sposób postrzegania natury, lecz także z racji zgubionych tradycji bycia razem. Ludzie, których widzimy na scenie, nie potrafią się połączyć, ponieważ każdy z nich swoje położenie względem społeczeństwa postrzega na zasadzie alternatywy: jeśli chcę być samodzielny, muszę pozostać osobny, jeśli chcę należeć do społeczeństwa, muszę stać się identyczny. W ramach takiej alternatywy nieosiągalna jest rzecz najważniejsza dla każdej społeczności, czyli współżycie w warunkach zróżnicowania. Kłótnie z pierwszej części to zbiorowa osobność. Musical to pozorna identyczność. Albo, albo. Pośrodku - ziemia niczyja.

POLSKA NATURA WYOBRAŻONA

Po wyjściu z teatru próbowałem jak zwykle monologować z Ewą. Spektakl był bardzo "jej" - teatralnie bogaty, dynamiczny, świetnie zespolony, brawurowo zagrany. Od czego by zaczęła swoje opowiadanie? Od czego ja mam zacząć swoje, żeby usłyszeć jej głos?

I wtedy przypomniało mi się rodzinne granie w "Monopol". Było to dawno, dawno temu. Nasze dzieci były jeszcze stosunkowo małe, a mimo to weszły w grę błyskawicznie. Reguły są proste: hotel kup - gości złup; kup kamienicę - wykoś ulicę. Wygrywa ten, kto doprowadzi innych do niewypłacalności. Dość szybko okazało się, że gra ze wszystkich wyciąga silne emocje. W powietrzu iskrzy, na twarzach rumieńce, a w duszy mieszanka zazdrości, żądzy i mściwej satysfakcji.

JUSTYNA BILIK, DANIEL SOŁTYSIŃSKI GAZ!, TEATR IM. FREDRY, GNIEZNO, 2021, REŻ. MARCIN WIERZCHOWSKI. FOT. DAWID STUBE.

JUSTYNA BILIK, DANIEL SOŁTYSIŃSKI GAZ!, TEATR IM. FREDRY, GNIEZNO, 2021, REŻ. MARCIN WIERZCHOWSKI. FOT. DAWID STUBE.

JUSTYNA BILIK, DANIEL SOŁTYSIŃSKI GAZ!, TEATR IM. FREDRY, GNIEZNO, 2021, REŻ. MARCIN WIERZCHOWSKI. FOT. DAWID STUBE.

Zaniepokojona tym Ewa zaczęła szperać w rozmaitych źródłach i dowiedziała się rzeczy zaskakującej. Grę wymyśliła amerykańska feministka Elizabeth Magie. W 1904 stworzyła "planszówkę", którą zatytułowała "Landlord's Game". Układ kolisty (wówczas nowatorski) i ulice oraz ziemia na sprzedaż były takie same jak dziś. Rewolucyjny pomysł autorki polegał na wprowadzeniu dwóch zestawów reguł. Pierwszy nosił nazwę "Prosperity": podczas rozgrywki każdy zakup nieruchomości wiązał się z koniecznością przekazania jakiejś kwoty wszystkim uczestnikom. W tej odmianie kupowanie ziemi było więc opodatkowane. Nie można było się wzbogacić, nie wzbogacając innych! Gra kończyła się wtedy, gdy gracz, który zaczynał z najmniejszym majątkiem, podwajał stan posiadania. W zestawie drugim, już nam znanym i noszącym nazwę "Monopoly", obowiązywała zasada odwrotna: gra kończy się, gdy jeden gracz doprowadzi wszystkich pozostałych do stanu niewypłacalności. W tej odmianie być bogatym to rujnować innych. Monopol produkuje dłużników.4 Wydaje mi się znaczące, że do Polski potransformacyjnej gra dotarła w wersji przepołowionej i monopolistycznej. Nikt nie uczył się grać w uspołecznienie kapitału. Wszyscy przechodzili kurs ostrej gry w akumulację. Chyba już nigdy później rodzinnie nie zagraliśmy w "Monopol"...

W Gazie! mieszkańcy wsi są z drugiego zestawu. Myślą o bogactwie własnym jako zdobyczy w wyścigu. Nie dostrzegają więc, że w ofercie korporacyjnej marzenie miesza się z fałszem, a życzenie służy magicznemu zaklinaniu kapitalizmu. Wszystko to wybrzmiewa w pieśni kończącej pierwszą część sztuki. Emisariuszka korporacji śpiewa:

Od Raciborza do Murmańska

przez wieki własność była pańska.

Posiadał człowiek mózg, dwie ręce,

wszy w płaszczu i inteligencję.

Skutkiem działania grup oporu

nastąpił koniec monopolu.

Po to by własność była własna,

a wolny rynek był nam łaskaw.

Historia uproszczona to miraż, ale opór przeciw dawnemu monopolowi wzmacnia monopol nowy. A nowy jest groźniejszy. Nie oferuje własności na własność. Przeciwnie: wciąga ludzi w kapitalizm czasowego dostępu. Bohaterowie sztuki nie dostaną niczego na własność: ktoś wydrenuje ziemię pod ich domami, w zamian dając dziesięcioletnią zapłatę. Cała sztuka negocjacji prowadzonych przez korporację polega na tym, by ewentualne pytanie o ciąg dalszy zostało stłumione postawą "Teraz albo nigdy".

Bohaterowie kupują tę pozorną alternatywę. Nie tylko dlatego, że potrzebują pieniędzy, lecz również dlatego, że na nowy kapitalizm patrzą przez stare okulary. Ich świadomość jest przywiązana do tradycyjnego postrzegania własności - przez pryzmat ziemi. Pojmują ziemię jako rzecz, którą można posiadać, a we własności widzą narzędzie akumulacji. Ich oponenci odwołują się do dwóch różnych tradycji: stary ojciec broni ziemi ze względu na przeszłość, a młody ekolog ze względu na przyszłość; starszy uważa, że żywi mieszkańcy są strażnikami grobów, młodszy - że dzisiejsi mieszkańcy są odpowiedzialni za jutrzejszy stan planety.

Z tej perspektywy oglądany gnieźnieński spektakl sygnalizuje zmiany polskiej natury wyobrażonej. W naszej kulturze - bardzo umownie: od Kochanowskiego, przez Mickiewicza i Sienkiewicza, aż do filmów Kazimierza Kutza - natura była wyobrażana ze względu na trzy cechy: służebność, odnawialność, sektorowość. Jeśli w jakimś dziele pojawiał się obraz niesprawiedliwości, to raczej dotyczyła ona stosunków między ludźmi, czyli klasycznego wyzysku, nie zaś relacji między ludźmi i środowiskiem. Strefa przejścia zaczęła się wyłaniać w ostatniej dekadzie. Miedzianka (2011) Filipa Springera, Drach (2014) Szczepana Twardocha czy zbiorowe dzieło Polski węgiel (2015) zdają się właśnie odkopywać, ujawniać, wydobywać na powierzchnię głęboko ukryte treści i reguły polskiej natury wyobrażonej.

Wyobraźnia ta idealizuje naturę, a zarazem (a może: właśnie dlatego) pragmatyzuje stosunek do niej. Pejzaże idylliczne - łąki, lasy, morze, góry - zasłaniają obszar bezwzględnej eksploatacji. Bezwzględnej i bezmyślnej. Polskiej naturze wyobrażonej obce jest myślenie historyczne, bo natura jest traktowana jako samoodnawialna. Jest też natura uznawana za użyteczną, a więc za źródło, które w taki lub inny sposób powinno przynosić zyski. Po to natura została stworzona, by nam, Polakom, służyć. I wreszcie jest ona postrzegana jako rozłączna: sektor rolniczy nie łączy się z leśnym, rzeki istnieją osobno względem pól, wydobycie węgla nie wiąże się z atmosferą. Wyobraźnia ta wpada w panikę, gdy nadchodzi katastrofa. Skoro w polskiej naturze wyobrażonej nie ma myślenia historycznego, wobec tego sprawstwo w przypadku katastrofy zostaje przypisane konkretnej sile, konkretnym, najczęściej obcym, podmiotom, konkretnemu, najczęściej wyjątkowemu, wydarzeniu. Polska wyobraźnia natury nie szuka przyczyn dewastacji w naszej codzienności (pokarmy, używanie energii, środki transportu, odzież, chemia gospodarcza), lecz w działaniu zewnętrznych sił.

Gaz!, podobnie jak Drach czy Miedzianka stawiają dobre pytania. I udzielają chyba celowo złych odpowiedzi, szukając "obcych". Postaci z Miedzianki odwołują się do fatum, narrator powieści Twardocha przemawia w imieniu destrukcyjności tkwiącej w samej naturze, a spektakl gnieźnieński eksponuje niszczycielską siłę kapitału. Wyjaśnienia te swoją powtarzalnością i ubóstwem sprawiają wrażenie neurozy broniącej dostępu do prawdy. We wszystkich tych dziełach pojawiają się co prawda ludzie reprezentujący inne myślenie - nieco bardziej krytyczne, otwarte na wątpienia i pytania. Symptomatyczne wydaje mi się jednak nie tylko to, że społeczność marginalizuje takich ludzi, lecz i to, że sami autorzy przedstawiają ich jako ekstremistów - groźnych wariatów gotowych atakować ludzi w obronie planety.

Właśnie te dwie cechy, neurotyczność polskiej wyobraźni naturalnej oraz obcość ekologii, sytuują wspomniane dzieła w strefie pośredniej - między samoobronnym "Nie nasza wina"5 i przesadnym "Wszyscy jesteśmy winni"6. W strefie pośredniej słabnie poczucie niewinności, ale nie wzrasta poczucie sprawczości.

JUSTYNA BILIK, DANIEL SOŁTYSIŃSKI GAZ!, TEATR IM. FREDRY, GNIEZNO, 2021, REŻ. MARCIN WIERZCHOWSKI. FOT. DAWID STUBE.

TRZY PIĘTRA W DÓŁ

Gaz! to w początkowych partiach socjodrama, która przechodzi w musical ekonomiczny, a potem - w tragedię ekologiczną. Ciało zbiorowe na początku było poskładane z osobnych elementów i niezgrane; w musicalu pojawia się ciało rytmicznie ujednolicone. W części ostatniej widzimy na scenie zgodny kolektyw. Tyle że stworzony przez nieszczęście.

Firma przystąpiła do wydobycia gazu - wiercenia doprowadziły do zanieczyszczenia wód gruntowych i do zatrucia ziemi. Mieszkańcy znaleźli się więc na obszarze skażonym: konfetti, które frunęło z nieba w scenie musicalowej, teraz okazuje się deszczem sadzy, pokrywającej całą powierzchnię jałowym pyłem. Postaci chodzą w kombinezonach jak po wybuchu bomby jądrowej. Ale czas katastrofy układa dobrą choreografię ciał: ludzie są ze sobą, pomagają sobie, pozostają w bliskim kontakcie cielesnym. Nie brakuje gestów opieki, troski, pomocy. Jednakże postaci powtarzają swoje słowa z pierwszej części, więc przestrogi, odpowiednie do sytuacji, są spóźnione o całą katastrofę. Integralność ciała kolektywnego okazuje się jednością wymuszoną przez sytuację, a nie osiągniętą dzięki doświadczeniom, pracy i rozmowom. Choć więc razem, kolektyw w istocie nadal nie wie, czy nie jest osobno.

Nad wszystkim góruje kompozycja ułożona z krzeseł i zawieszona nad sceną. Rzeźba ta, trochę katedra, trochę wieża do odwiertów, dobrze obrazuje dzisiejsze rozmycie znaczeniowe architektonicznych wytworów człowieka. Mieszkańcy wioski nie mogliby pod wieżą ani się modlić, ani zaczerpnąć wody, ani uzyskać pracy. Miejsce centralne jest miejscem promieniejącej alienacji. W gruncie rzeczy jednak scenografia w żadnym momencie spektaklu nie symbolizowała przestrzeni wspólnej, kształtowanej z myślą o dobrym współzamieszkiwaniu. Na początku spektaklu patrzymy na makietę wioski objaśnianą przez jedną z bohaterek, która mówi, że we śnie widziała nadejście katastrofy. Rekwizyt budzi czułość i obcość. Bo makieta z jednej strony pozwala zobaczyć całą wioskę - z rzeczką, domami i polami - z drugiej zaś uświadamia, że tylko model wiąże poszczególne elementy w całość. W pomniejszonym modelu nie ma życia. Makieta jest więc jak płyta nagrobkowa wsi. Wieża z krzeseł symbolizuje zmartwychwstanie, ale szybko okazuje się, że jest to raczej zła niż dobra nowina. Wszystko jest więc albo za małe, albo za duże do zamieszkania.

A mimo to wszyscy tam trwają. Właśnie ten motyw uznać można za kluczową zagadkę teatralnej opowieści: dlaczego pomiędzy pierwszą wypłatą i nadejściem katastrofy nikt z wioski nie wyjechał? Zostali nawet ci, którzy naciskali na podpisanie umowy właśnie ze względu na "ja już tu dłużej nie wytrzymam". Wydaje się, że mieszkańców wioski, reprezentującej całą Polskę, trzyma na miejscu podziemie.

Na pierwszym piętrze Polski podziemnej tkwi przywiązanie do miejsca i niewiara w to, że może ono dać dobre życie. Znoszenie się tych emocjonalnych sił wynika z poczucia klęski poniesionej na powierzchni i z braku źródeł potrzebnych do wprowadzenia zmian: starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni bardzo pragną lepszego życia i zarazem nie potrafią wyobrazić sobie owego lepszego życia w miejscu macierzystym. Bogactwo może zmienić status jednostki, wspólna może być tylko mizeria. Pierwszą Polskę podziemną tworzy zatem ambiwalentny stosunek do "małej ojczyzny".

Na drugim piętrze podziemia mieści się problem "większej ojczyzny". Głęboko pod powierzchnią życia codziennego skrywa się sekret braku wyobrażenia wspólnej większej całości. Dlatego mieszkańcy wsi traktują ziemię jako własność, a akumulację bogactwa jako prawo. To pomaga nie myśleć o rzeczach i wartościach wspólnych. Na dodatek "większa Polska" pracuje wytrwale nad tym, by "mniejsza" czuła się osobna, osamotniona, pozostawiona sama sobie. W spektaklu, który rozgrywa się trzydzieści lat po transformacji, mieszkańcy sprawiają wrażenie pozbawionych trwałego wsparcia, stałego połączenia z państwem i resztą społeczeństwa. Nie ma tu instytucji czy urzędów, które pośredniczyłyby między wielkim kapitałem a mieszkańcami. W podziemiach wyobraźni polskiej tkwi zatem podejrzenie, że Polska nie istnieje. Albo - co na jedno wychodzi - że Polska jako państwo jest słabsza od problemów, przed którymi stają jej mieszkańcy.

JUSTYNA BILIK, DANIEL SOŁTYSIŃSKI GAZ!, TEATR IM. FREDRY, GNIEZNO, 2021, REŻ. MARCIN WIERZCHOWSKI. FOT. DAWID STUBE.

Dwa omówione piętra pokazały, że mieszkańcy wsi mają ambiwalentny stosunek do swojej małej ojczyzny i wątpią w istnienie całości spajającej odrębne małe ojczyzny. Trzeci poziom podziemia sumujący poprzednie. Tkwi na tym piętrze obawa mieszkańców, że z własną ziemią łączą ich jedynie groby, a z sąsiadami - katastrofa. Dopiero w nieszczęściu solidarni, tylko w pamięci wytrwali - oto, co odwierty wydobyły z najniższego piętra podziemi.

Kapitał zniszczył wieś. Ale mieszkańcy wpuścili kapitał w obejścia, ponieważ sądzili, że dzięki temu zdołają skonfrontować się z zawartością podziemi i obrócić konfrontację na korzyść życia. Katastrofa w sztuce oznacza, że podziemia okazały się silniejsze.

SŁOWA KLUCZOWE:

monopol, Teatr im Fredry w Gnieźnie, ekologia, kryzys

1 Określeniem tym nawiązuję do pamiętnego skrótu "DyDo" (Dyskurs Dominujący) utworzonego przez Kingę Dunin - zob. tejże Normalka, "Kurier Czytelniczy" nr 65/2000.

2 Justyna Bilik, Daniel Sołtysiński Gaz!, Teatr Fredry w Gnieźnie. Premiera: 13 marca 2021. Reżyseria Marcin Wierzchowski. Teksty piosenek: Justyna Bilik. Scenografia i kostiumy: Kasia Minkowska. Muzyka: Anna Stela, Kamil Tuszyński. Choreografia: Jakub Lewandowski. Reżyseria światła: Marek Kozakiewicz. Transkrypcje improwizacji aktorskich: Kalina Jankowiak, Angelika Bosacka.

3 Funkcjonalnie zrobił to Marek S. Bochniarz, który w recenzji szczegółowo przedstawił role i aktorów - zob. Grażyna od brudnej wody, https://kultura.poznan.pl, 18 marca 2021.

4 Więcej na temat Elizabeth Magie (córki Jamesa Magie, autora książki Postęp i nędza z roku 1879) - zob. Kate Raworth Gracie w "Monopoly"? Robicie to źle, "Krytyka Polityczna" z 19 marca 2021, https://krytykapolityczna.pl.

5 Nawiązuję tu do raportu Nie nasza wina, nie nasz problem. Katastrofa klimatyczna w oczach Polek i Polaków podczas pandemii sporządzonego przez Zofię Bieńkowską, Piotra Drygasa i Przemysława Sadurę (Krytyka Polityczna 2021). Z raportu wynika, że starsze pokolenie odczuwa większe zagrożenie katastrofą klimatyczną, ale nie popiera radykalnych działań naprawczych, podczas gdy młodsze pokolenie uznaje katastrofę za mniej realne zagrożenie, ale akceptuje mocne posunięcia systemowe. Raport dowodzi zatem, że między "nie nasza wina" i "róbmy coś" nie zachodzi bezpośredni związek.

6 Zob. recenzja Wojciecha Giczkowskiego Wszyscy jesteśmy winni. https://teatralna-warszawa.blogspot.com, 15 marca 2021.