- LENA LAGUSZONKOWA -PRZEŁOŻYŁA AGNIESZKA SOWIŃSKAMój sztandar zasikał kotek
Często choruję.
I mama wiezie mnie do szeptuna.
Do Obłrychozu.
Szeptun leje wosk: w kręgu żaba z ogromnymi z przerażenia oczami.
Strach.
Nie bierze pieniędzy.
Pieniądze bierze Cyganka na dworcu autobusowym.
Mama wierzy w UFO, chupacabrę i Trójkąt Bermudzki.
Dlatego wierzy.
Chroń to dziecko.
CYGANKA Ja tak nie mówiłam.
Do domu ruszyliśmy na piechotę. Rozchorowałam się jeszcze bardziej.
Zamiast do szeptuna, wiozą mnie do szpitala. Leżę na korytarzu.
Wiem, że jestem wybrana. Na moje urodziny przychodzą zaklinacze - mamy koledzy z pracy.
Słuchają programu Aleksandra Niewzorowa o leningradzkim ludojadzie.
MŁODSZA KOPISTKA Taaak, oni to mają kulturę!
I coś o Ermitażu.
Tata leżał w Leningradzie w szpitalu.
Próbują rozkręcić rozmowę o koniu i Katarzynie Wielkiej. Dyskusja jest żarliwa.
Koń i szalona caryca sieją w mojej małej postsowieckiej duszy zamęt.
Po szkole spędzam czas u dziadka w ogrodzie.
Za płotem suszą się majtki.
Czerwona koronka. Różowa beza.
Widać, że przyjechała synowa sąsiadki z Neapolu.
Jest prostytutką.
A inżynierowie wciągają w majtki gumkę agrafką.
Gumka wbija się w ciało.
Na ciele zostają ślady.
Będę prostytutką.
BRAT To ta, co się rucha.
Nie brzmi to przyjemnie.
Więc się nie zgadzam.
Mój dziadek przegania mnie mokrą szmatą.
DZIADEK Wstydu mi narobisz!
Mój dziadek śpiewa w chórze.
DZIADEK (śpiewa) Jak to na wojence ładnie.
I
Dlatego, że jest Kozakiem dońskim.
I kłóci się z babką Ludą, nie dlatego, że ona jest Turczynką, tylko dlatego, że to suka.
Bo sypie na drogę żużel i woda leje się dziadkowi na podwórko.
To żużel węglowy.
Babka Luda to siostra dziadka.
Babka Luda kłóci się z babką Lubą.
A wcześniej się przyjaźniły.
Chciały oglądać film bollywoodzki, a musiały patrzeć, jak wieszają policjantów.
Bo kino kosztuje, a policjantów pokazywano bezpłatnie.
Żeby oglądać bezpłatnie bollywoodzki film, babka Luba zakochuje się w operatorze z kina. Wasiliju.
Ale choruje na grypę i Wasilija przejmuje babka Luda.
Wasilij goni babkę Ludę z siekierą.
Wszyscy mówią:
Ale miłość!
Ale żadna z tych żądnych filmu bollywoodzkiego bachantek nie dostaje ostatniego pocałunku seksownego Wasilija.
Na Nowy Rok mój brat, syn ciotki, pisze na karteczce życzenie.
Całować się. Dopisuje: z języczkiem.
Podpala. I wrzuca do szampana. Dla dzieci. Pije.
Wasilij umiera.
Trumna. Babki. Dużo babek. Rozmawiają, kogo oznaczyć chusteczką, kto będzie niósł trumnę. A kto się obejdzie.
Cukierki raczki - czekoladowych nie było.
DWANAŚCIE STARUSZEK ŻAŁOBNIC Całuj!
JA Z języczkiem?
DZIADEK (śpiewa) Jak w upalne dni - chłód cienia to marzenia.
Próbuję wychwycić coś istotnego. Przeszkadza mi wiek. I sytuacja geopolityczna.
Na garażach klub polityczny i Jugosławia.
JA Maluchy, decydujmy: czetnicy czy ustasze?
Dochodzimy do wniosku, że czetnicy.
Bo mają brody. A to plus sto do imidżu.
ANIA DEMIECHINA Zaraz w telewizji będzie Sknerus McKwacz.
Trzeba przedyskutować, czy Sknerus McKwacz to nie kacza twarz kapitalizmu.
Ale przychodzi Anton i rzuca we mnie kamieniem.
Bez powodu.
Nic mu nie zrobiłam.
Biegnę do ojca.
Mój tata jest weteranem.
Mama trzepie go gofrowanym ręcznikiem.
MAMA A dlaczego nie wojny afgańskiej?
Weteranom z Afganistanu już podłączyli telefony.
To śmieszne, ale mój tata walczył w Wietnamie.
Jeszcze śmieszniej by było, gdyby to była wojna Jom Kipur. Bo mój ojczulek to Żyd.
Nie ma dokumentów - możesz sprawdzić.
Ma po prostu czerwoną książeczkę wojskową. Uczestnika działań bojowych. W kolejkach krzyczą: Kupił!
Więc ojczulek nie stoi w kolejkach.
Mama stoi.
Ale płytkę w głowie ma prawdziwą.
TATA Co zrobiłaś, że on cię uderzył? Idź i radź sobie sama.
Rzucam kamieniem w głowę Antona, gdy ten poprawia łańcuch roweru.
Bądź ze mnie dumny, tato, nasz naród żydowski nie będzie już więcej ofiarą!
Rower jest we krwi. Rower Ukraina - uważam to za dość symboliczne. Anton cały we krwi. Ja we krwi. Wszyscy we krwi.
Ciągną mnie za rękę do mamy Antona.
Moja mama, jak Poncjusz Piłat, umywa ręce.
Weźcie ją i sami ukrzyżujcie, jeśli jest winna.
Jeśli mnie ukrzyżują na górce piasku za garażami, będę się uśmiechać zakrwawioną buzią.
DZIADEK (śpiewa) Non, je ne regrette riеn.
Pewnie jestem urodzonym mordercą. Jestem w tych dwóch procentach, które cieszy wojna.
Podoba mi się przecież film "Czas apokalipsy".
Anton został zabity w piętnastym. Czekał na autobus. Przyleciał odłamek. Autobus nie przyjechał.
Przychodzi dziś do mamy sąsiadka Gala i się skarży.
GALA Ośmioro dzieci, a pieniędzy brak!
I pokazuje mamie figę.
Nie dostaje zasiłku.
Dochodzę do właściwego wniosku: broń rażenia jest droższa od broni rozmnożenia.
Będę snajperem. Białe rajstopy. Nie. Nie z moimi udami.
Legia Cudzoziemska.
O, to będzie dobre.
Żeby był pokój.
TATA Tam dziewczyn nie biorą.
MAMA Musisz stać się kobietą.
I żadnych szczegółów.
Jestem coraz bliżej realizacji swojej misji.
Po wypadku z Antonem wiozą mnie do psychiatry.
Cieszę się.
Bo jadę do miasta.
PSYCHIATRA Wszystkiemu winna jest telewizja.
W zemście wieszam mu na stole gila.
PSYCHIATRA Urynoterapia pomaga zharmonizować psychikę.
Próbuję nadać gilowi kształt swastyki.
Telewizor akurat się psuje.
Brat przychodzi i podłącza go do gniazdka. Wszystko w porządku! Szamil Basajew jest na miejscu!
Podstawowe zaufanie do świata - nie jest.
Jak "stać się kobietą", tłumaczy mi Julka. Wnuczka babki Luby, która przyjeżdża na wakacje. Co, gdzie i jakie skutki.
JULKA (radośnie) Jeszcze się go ssie!
Dziwów nie trzeba daleko szukać.
I jeszcze.
JULKA Miałam czterdziestu facetów!
Myślę, że robi mnie w chuja.
W domu nie ma nic do żarcia. Z jednej strony to dobrze. Dieta. Będę jak ta aktorka, Ingeborga Dapk?nait?.
Z drugiej - chce mi się jeść.
BABCIA Przeżarliście się.
Wcześniej to nornice się jadło i w kosmos latało.
Zbieramy z Julką cukierki na cmentarzu.
JULKA Z Czarnobyla przylazły do nas dwugłowe sumy. Zabiłam jednego pałką.
Szok był zbyt duży. Gdzieś mam sumy.
Co określa byt?
Odpowiedź jest bardzo prosta.
Nieważne - czy jesteś carycą czy włoską prostytutką.
Najważniejsze, żeby cię ruchali.
Tak, to ohydne. Rozłączałam psy - to było też niebezpieczne. Ale to natura. Po tym, jak kotka w szopce zeżarła kociaki, jak Saturn, doszłam do wniosku, że natura nie jest zbyt dobra.
Ale na jakiej podstawie chcesz żyć i żeby cię jeszcze nie ruchano?
Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Twój kij i Twoja łaska są tym, co mnie pociesza.
Boś ty rozświetlił moją drogę.
Czas biegnie. Trzeba pomyśleć o przyszłości.
Są dwie przeszkody - moje uszy i miasteczko.
Z uszami nie zrobisz nic do osiemnastki.
Z miasteczkiem w ogóle nic nie zrobisz.
Miasteczko to wafle.
Gęsi lecą w tę stronę. I w tamtą. Pod sklepem leży Kubis.
I tyle.
Kubis to taki alkoholik.
I - teoretycznie - rozumiem batalion "Tornado", który nasrał w szpitalu dziecięcym w styczniu dwa tysiące piętnastego roku, po tym, jak zobaczył miasteczko.
Ślady obecności batalionu "Tornado" w przychodni, w której leczyliśmy swoje małe mleczne ząbki
DZIADZIO PANAS (w telewizji) A teraz drogie dzieci, pocałujcie mnie wszystkie w dupę.
Byłam w Wenecji, Rzymie, Florencji, Mediolanie, Warszawie, Moskwie, Taszkiencie i Szarm-el-Szejku. I wszędzie, gdzie jestem, czuję, że jestem z miasteczka.
Że wszyscy wiedzą, że moja szkoła nie miała numeru.
I nawet na obozie coś podejrzewają.
PIONIERZY Numer!
A potem patrzą na moje kapcie. Z bai.
Mama od babki z zakładu pogrzebowego wyciągnęła, żebym miała na wuef.
I wszystko o mnie wiedzą.
Siedzę na konferencji teatralnej i chowam nogi pod stołem.
Bo myślę, że gdy tylko na mnie spojrzą, od razu będą wszystko wiedzieć.
Że u nas w jedynym sklepie sprzedaje się i chleb, i łopaty, i szampon, i trutkę na myszy, i truchło Churchilla, a także kalendarz księżycowy ogrodnika i rolnika.
Cokolwiek by się ze mną działo, winię za to miasteczko.
I za pieniądze, i bezpłatnie - mówią mi: tak nie wolno.
Ale co ja mogę ze sobą zrobić?
To konstrukcja nośna.
Na obozie Woroszyłowiec przezywają mnie "królowa Margot".
Zamieram.
Okazuje się, że to dlatego, że jestem - straszna.
Wzdycham.
Przestraszyłam się, że się dowiedzieli, że śpię z bratem. Na podłodze.
Ciocia wzięła mnie nad morze, a mama dała mi dziesięć hrywien.
Na łóżku - sparaliżowana babcia.
A brat kładzie mi rękę na brzuchu, potem wkłada ją do majtek.
BRAT Pora już na ciebie!
BABCIA (krzyczy) Alime! Alime!
Alime! Alime!
- my rżymy. Brat zsuwa się ze mnie.
Nam się zdaje, że krzyczy: maliny, maliny.
Rano ciocia mówi, że Alime to córka babki.
W czterdziestym czwartym przyjechały samochody, córki nie ma.
Wróciły w dziewięćdziesiątych.
Na Krymie wszystko jest drogie.
Kupiliśmy dom w Heniczesku.
Córki nie odnaleziono.
Alime - to będzie ciotka brata.
Dziesięć hrywien przywożę do domu.
Mamy krótką chwilę miłości absolutnej. Krótką, jak każda miłość.
Brat przynosi swoją konsolę.
Gramy w "Kontrę", "Zielone berety", "Czołgi".
Gdy gramy w "Chipa i Dale'a", jego Chip podchodzi do mojego Dale'a od tyłu i wykonuje ruchy. Że niby rucha.
Pewnie tak właśnie wygląda miłość.
Pozwalają mi nocować u ciotki.
Grzejemy wodę w garnkach i razem się kąpiemy.
Ale na nic więcej się nie odważa.
Misją brata jest przyuczyć mnie do niesprawiedliwości.
On - na rowerze. Ja - nie będę miała dzieci.
On je lody. Ja - nie będę miała dzieci.
On kąpie się w wyrobisku. Ja - nie będę miała dzieci.
Wyrobisko - to taki zbiornik wodny po budowie.
Brat może wychodzić, kiedy chce. Ja - do dziewiątej.
Wszystko, co robię, prowadzi albo do śmierci, albo do bezpłodności.
Rodzina cioci jest potrzebna, bym nauczyła się poniżenia.
Budzimy się o siódmej. Idziemy do nich - jeszcze nie wstali. Siedzimy i czekamy, aż się umyją i wypiją herbatę. Bo oni mają samochód.
MAMA Córuś nie będzie piła herbaty, nie ma ochoty!
I trąca mnie nogą, bym się nie napraszała.
Dzięki bratu, wiem: gdy on pokazuje fiuta - to on zwycięża.
Gdy ja pokazuję cipkę - to on zwycięża.
Brat zatyka mi usta dziecięcymi majtkami i kładzie na dywan z różą.
Mama wchodzi, gdy on zsuwa mi spódniczkę.
MAMA Nawiasem mówiąc, dywan ciocia Ola przywiozła z Chmielnickiego.
I zamyka drzwi.
Dzieci się bawią.
Najważniejsze - to nie po dziewiątej na dworze. Co ona zrobi, nawet jeśli tak? Ciocia ma samochód. Warzywnik. Wożą mamę na cmentarz. Nawet bakłażany mają.
Brat pokazuje mi porno.
Nie robi to na mnie wrażenia. Nie wypadają im nawet oczy.
Ale w szkole pokazują nam "Bosonogiego Gena" - anime o Hiroszimie.
To, to tak.
Dzieci na sali siwieją i rzygają.
Nie wiem, dlaczego nam to pokazali. Pewnie w ramach poparcia Memorandum budapeszteńskiego i nuklearnego rozbrojenia Ukrainy.
Ale ja mam supermoc: gdy oglądam jakikolwiek hardkor, zachowuję spokój.
Tylko moje oczy powiększają swój rozmiar.
MAMA Córcia, wyłaź spod łóżka. Chodź na pulpety!
A ja się boję, że przylecą Amerykanie.
Zdemontowana rakieta SS i sadzący ziemniaki ludzie, żałujący, że warunki Memorandum budapeszteńskiego nie były przestrzegane, gdy oni dostaną w dupę w dwa tysiące czternastym roku.
Mama zmusza nas do pomocy przy pieczeni baby. Ubijamy białka i smarujemy formy piórem umoczonym w oleju.
BRAT A co, Żydzi jedzą baby?
Przecież zabili Jezusa.
JA No, to nasza wewnętrzna żydowska sprawa.
Tak umiera miłość.
Gdy miał piętnaście lat, interesowała go już wnuczka Nadieżdy Stiepanowny, lekarki dziecięcej - studentka filologii obcej.
Ta Nadieżda Stiepanowna odradziła mojej mamie aborcję, więc - żyję.
Stara suka.
Ale brat nie byłby takim złym pomysłem.
Jest blondynem.
To by rozwodniło moją rasę.
Ale są też plusy - do świata wielkiej jebanki mogę wstąpić może nie jako pre-intermediate, ale na pewno mocny elementary.
Na pewno nie beginner.
Trzeba się przestawić.
Ale zrobić to z kimś nie z rodziny wydaje mi się bluźnierstwem.
Ale reszta mojej rodziny wygląda chujowo.
W szkole odnoszę sukcesy. Stoję ze sztandarem w słońcu.
To słońce chwały.
Nie każdemu powierza się sztandar.
DYREKTOR Powinniście umrzeć za Ojczyznę, jak Aleksandr Matrosow!
Ale nie uściśla, za jaką konkretnie ojczyznę.
Dyrektor pije z Kubisem i wiemy, że gdy leży w rowie - nie będzie geografii.
Zza jaskrawoczerwonej zasłony wygląda popiersie Lenina.
LENIN O chujach pewnie myślisz?
JA Nie pora to, dziadku, na myślenie o chujach.
Myślę, że muszę zdążyć stać się kobietą, zanim umrę, jak Aleksandr Matrosow.
LENIN Gdybyś była pionierką, to wtedy tak. Pionierów to wszystkich ruchają.
Lubieżny Iljicz trafił w czuły punkt.
Pokazuję mu figę i mdleję.
Przegrzałam się.
W szpitalu - chwila chwały.
Trujemy się koktajlami z tlenu i pokazują mnie w telewizji.
Na kanale 1+1.
Idę korytarzem. W koszuli nocnej. Z pojemnikiem na mocz.
Tańczę, jak Myl?ne Farmer.
Zdaję sobie sprawę, że aby mnie wyruchano - muszę stać się sławna.
Mam szansę.
Ale
Umiera dziadek.
To on nauczył mnie wierszyka "Żuk antysemita". Dla żartu.
A ja, jak byłam mała, mówiłam go każdemu, kto był gotów słuchać. Wszyscy się śmiali.
Ja bardzo dobrze recytuję.
Aby zrobić dziadkowi przyjemność - opowiadam o zbrodniach stalinizmu.
Dziadkowi skacze ciśnienie.
Kto dziecku nakładł do głowy tyle tego liberalizmu?
Tamten mól - to Szmul
Ta sikorka - Dorka
Z naprzeciwka - mrówka Rywka
Z tyłu Icek - gąsienicek
A tu jelonek - Aronek.
I dziadek umiera.
Ale
Dziadek - martwą ręką
Chwyta za moją - rękę.
DZIADEK Ty to nawet pionierem nigdy nie będziesz!
I teraz z tym żyj.
Płaczę.
Wręcz się zanoszę płaczem.
Wszyscy myślą, że to z powodu dziadka.
W zasadzie to tak.
Wstyd mi, że mam takiego dziadka.
Przecież niektórzy mają normalnego.
A mój - próbował sobie nos oderwać po pijaku. Uważa się za atamana, bo artysta Gołubowicz mu rękę podał.
Pocieszam się: w końcu jest dońskim Kozakiem i antysemityzm jest częścią jego kultury narodowej.
Ale szlocham coraz bardziej. Babcia daje mi dziesięć hrywien.
BABCIA Dobry to był dziadek. Chronił mnie i kończył w szmatkę.
Szlocham jeszcze głośniej.
Dają pięć.
To działa!
W szkole nudy na pudy.
Dziewczyny zaczynają po cichu z kimś tam się ruchać. Ale skrycie - nie wiem z kim.
Nie zdradzają źródeł jebanki.
Zakochuję się.
Jedna rzecz mnie tylko zbija z tropu.
To Niemiec. Odrobinę tłustawy Niemiec.
I przyjaciel mojego brata.
Ale o to mniejsza.
Jest miły. Jego ojciec ma moskwicza z przyczepką. Jest kapitanem drużyny Wesołych i Bystrych.
Los mi sprzyja.
Wysyłają mnie, by mu pogratulować jakiejś wygranej w zawodach Wesołych i Bystrych i złożyć życzenia z okazji Dnia Armii Sowieckiej.
Zakocha się we mnie i od razu wyrucha na worku z ziemniakami.
Po drodze się zastanawiam: ochujali już całkiem? Niemcowi składać życzenia z okazji Dnia Armii Sowieckiej? To raz. Który w tej armii w ogóle nie był? To dwa. Jaki ta armia ma w ogóle związek z Ukrainą?
Skarpety dawali, no tak.
Jestem zbita z tropu. Wsuwam do ręki prezent. Uciekam.
Do zakochania nie dochodzi. Ani do defloracji w następstwie.
Umrę jako dziewica i napiszą o tym na moim grobie.
Przyjadą filmowcy i moja mama na tle dywanu będzie płakać i się usprawiedliwiać.
MAMA Na same piątki się uczyła!
SLOBODAN MILOŠEVIĆ Zrobiła mnie z żołędzi i stałem potem w kąciku przyrodniczym.
DYREKTOR Przyniosła konfitury na słodki poczęstunek, buchnąłem je razem z wódką. Campari.
To nic. Będziecie sobie w brodę pluć, gdy stanę się sławna.
Zespół kaukaski Lyubo! - to moja szansa.
BAJAN BAJANYCZ Lyubo!
MY Lyubo!
I śpiewamy.
Minusy: włosy związane nad karkiem.
Będzie lepiej widać mój nos.
I uszy.
A te jak sterczały, tak sterczą.
Plusy: festiwal w stanicy Wioszenskaja.
Na ojczystej ziemi pisarza Szołochowa.
Mam plan - stanica Wioszenskaja - przekroczenie granicy wpław - cześć, Erdoganie, wtedy był jeszcze merem Stambułu - obóz dla uchodźców w Konstantynopolu - białej akacji kwiat emigracji - i tu plan trochę siada - i już jestem na czerwonym dywanie w Cannes.
Tam problemy pozbawienia integralności można najłatwiej rozwiązać.
Ale.
Na nowo wzmaga się walka ze światowym syjonizmem.
W czwartej klasie przez nasze ręce przechodziły kartki - jak to Hitler zdziwił się, że w ZSRR same dziewice.
I podręcznik - jak określić narodowość.
Rżeliśmy ze śmiechu.
Co ładniejszych podpisywano - Litwin.
Kondraszowa - Rosjanin, wiadomo. Samiec alfa.
I mnie.
To też wiadomo.
Ale do gnębienia nie doszło.
Dzieciom to w ogóle - po chuj, za co się gnębi.
Dziś - za to, że ktoś jest najgrubszy, choć obiektywnie gruby może nie być, jutro - że ciota przeciekła na sukienkę - pojutrze - że rodzice nie chcieli rozpadu ZSRR.
Porżeliśmy i zapomnieliśmy.
Ale mama Ani Fiłatowej nie zapomniała.
Zadzwoniła do dyrektora.
MAMA ANI FIŁATOWEJ A pana nie niepokoi fakt, że ta dziewczynka, solistka, nie wygląda na Słowiankę? Mnie to właściwie nie przeszkadza, ale... proszę, oto moja Ania.
Dyrektora to nie niepokoiło, ale bał się gniewu tworzącego się społeczeństwa obywatelskiego.
Jeśli chcesz być Żydem, musisz wszystko robić sto razy lepiej. Wtedy, być może, pozwolą ci zaśpiewać w trzecim rzędzie.
Ja śpiewam w trzecim rzędzie.
Plan runął.
ERDOGAN W takim razie będę dostarczał Ukrainie Bayraktary.
A Ania Fiłatowa wyszła za mąż. Mieszka w Kijowie. Robi hybrydę w Kadeckim Gaju.
Muszę koniecznie się do niej zapisać na pedicure.
Z Fiłatową szukamy jej zaginionego kota.
Po drodze zachodzimy po podręczniki - wydali nam dla trzech osób.
Jeszcze dla Leny Babuchinej.
Babuchinowie przyjechali z miejsca konfliktu i kiepsko im się żyje. Głównie dlatego, że ich ojczulek pracuje jako alkoholik.
Ale to problem systemowy.
Wydają im w szkole talony na obiady i zbierają dla nich ubrania.
Długo krzyczymy pod płotem: Lena!!!
Potem Fiłatowa wchodzi do środka i po chwili wybiega z białą, jak piździec, twarzą.
W rękach ma skórę kota.
ANIA FIŁATOWA To Drysik! Oni go zjedli!
Biegniemy tak, jakby od tego, czy się odwrócimy albo zatrzymamy, zależało, czy martwe koty nigdy nie trafią na tęczę.
Babuchina nie przychodzi do nas po podręcznik. Z ulic znikają koty.
Do dziesiątej klasy ona nie idzie i zostaje tirówką.
Gdy twoje marzenia się spełniają.
I innych.
Pewnie nie należy wszystkich Żydów mierzyć miarą Żydów galutu i miasteczka, ale spisek światowy też mnie rozczarował.
Przede wszystkim dzięki mojej ciotce Chajce.
Wcześniej nosiła rozmiar pięćdziesiąt sześć.
Idzie z łazienki do pokoju w majtkach. Majtki jej spadają.
Teraz ma rozmiar czterdzieści cztery.
W pokoju siedzimy: ja, mama, tata, jej mąż Tolik i synowie Wietal i Garik.
CIOTKA CHAJKA Zobaczcie, do czego mnie doprowadziliście!
Z pokoju wychodzi w sukience z lureksu. Rumiana. Perły. Lśnią kieliszki. Lśnią zęby.
CIOTKA CHAJKA A chłopaka już masz?
Chcę odgryźć jej rękę.
CIOTKA CHAJKA Musisz wybrać właściwego chłopca.
To aluzja do jej synów. Na sto procent. Przepraszam, ciociu Chaju, ale ja z nimi nie będę sypiać.
Obaj mają wyroki. Za zbieranie aluminium i metali kolorowych.
Przy stole toczy się bój o mieszkanie dziadka.
Dziadek był śpiewakiem operowym w Charkowie. Prowadził życie bohemy i napłodził bękartów.
CIOTKA CHAJKA Ja przez całe życie oglądałam babkę Sonię!
Babka Sonia to główna żona dziadka.
MAMA Babka Sonia przez całe życie leżała w wariatkowie!
Babka Sonia podchodzi do stołu i po raz setny opowiada, jak wydostała się z dołu i szła przez całą Ukrainę w czterdziestym pierwszym. A dziadek operowy ją uratował. I przez całe życie wybaczała mu wszystkich bękartów.
Zamykają ją w pokoju.
CIOTKA CHAJKA Po co waszej córze mieszkanie? Będzie u męża mieszkać.
Lepiej zaciągnę się do ryskiego OMONu, zamiast mieszkać u męża.
Jedzą, piją i potrząsają głowami, jak mapety.
Ale mieszkanie dostaje mama.
Ot, cali Żydzi.
Babka Luba nazywa mnie lesbijką.
Bo z jej wnuczką Julą spacerujemy za rękę.
Może i tak.
I tak szanse na ruchanie w miasteczku zbliżają się do zera.
Samochody na nas trąbią i zapraszają na parking. Wyglądają jak kryminaliści.
Ale Jula też mi się nie podoba.
Ale - może dać szansę lesbijstwu? Mężczyźni też przecież nie wszyscy nam się podobają.
A i tak się z nimi ruchamy.
Tapirujemy grzywki. Malujemy rzęsy tuszem Ruby Rose.
Pod tablicą "Są poszukiwani przez milicję" Julka pyta.
JULKA Który ci się najbardziej podoba?
Wracamy i rysujemy lalki i ubranka, które potem wycinamy.
Lesbofobia babki pojawiła się, gdy nie chciałyśmy podwiązywać pomidorów.
Po dyskotece odprowadza mnie Szajew. Na swój sposób nawet jest przystojny.
Ma reputację przechodzącego z rąk do rąk czerwonego sztandaru.
Spotykała się z nim Nastia Płotnikowa, a potem Ałła Diekań.
To, rzecz jasna, nie dodaje mu uroku.
Ale -
Pocieszam się -
znaczy, że jest sprawdzony.
Defilujemy wokół mojego domu.
SZAJEW Wyskoczył mi czyrak na krzyżu. Chcesz zobaczyć?
Zaczynam się zastanawiać, czy nie jestem lesbijką.
Ratuje mnie Griszajewa - sąsiadka, alkoholiczka.
Którą, gdy jest pijana, wygania syn.
Griszajewa wybiega z klatki - a ja uciekam.
Moja koleżanka z klasy, Ania Diemiochina, z pomocą tego syna rozwiązuje problemy natury seksualnej w szkolnej toalecie.
Ania jest prymuską.
Griszajewa - patrz wyżej.
Diemiochinę wzywają do dyrektora. To sukces. Ania jest zadowolona.
Griszajewa nie będzie pić. Ożenią się. Dwa tysiące czternasty. Awatar ze wstążką świętego Jerzego. Na bój, na bój! Kaługa. Po coście przyjechali, banderowcy?
I
W końcu
Przyszedł jedenasty września dwa tysiące pierwszego roku
Jana Bissidży, córka dzielnicowego, wchodzi do klasy i mówi:
JANA BISSIDŻY Mamy zboczeńca w miasteczku!
To moja szansa!
Chodzę po miejscach, w których słyszano o zboczeńcu.
I nic.
Pewnie dlatego, że uda mi się stykają.
To się nazywa: nogi syrenki.
Czytałam w "Cool Girl".
Musi być gdzieś między nimi przerwa.
Choćby między nogami.
Moja mama już pół roku leży w szpitalu.
Tata czuje się winny i kupuje wszystko, co chcę.
Wcześniej ubrania kupowała mi mama. W dziwny sposób na nią pasowały jak ulał, a na mnie były za duże.
I moja mama - inżynier w tajnym biurze konstrukcyjnym - jeździła do pracy w bluzie z syrenką.
A teraz mam zieloną bluzkę w siateczkę z DiCaprio, pomarańczowe sandałki na platformie czternaście centymetrów, czerwony plecak D&G, lateksową spódniczkę i wadę wzroku - minus pięć.
Okularów nie noszę z zasady.
I jeszcze jedno pytanie:
Zboczeńcu, WTF?
Ale na przystanku są robotnicy. Koledzy taty. Ze szczegółami omawiają moje cycki, nogi, dupę też. Tata stoi razem z nimi.
W domu idę do łazienki. Widziałam, że tak robią w filmach, gdy bohaterce jest bardzo źle i chce z siebie zmyć to wszystko.
Ale nie ma wody.
Jeśli będę grzać wodę w garnkach, a potem biegać z czerpakiem, to już nie będzie takiego efektu.
Wypisują mamę. Syrenka wisi na niej jak na wieszaku. Trzeba mnie gdzieś umieścić na lato.
Nie ma kto mnie pilnować.
A sama się nie upilnuję.
Na obozie Woroszyłowiec epidemia syfilisu. Wszystkich zaraził kucharz.
Mama sobie przypomina, że jestem Żydem.
MAMA Pojedziesz na obóz dla dzieci Szoraszim. Choć karmić cię będą.
Jedziemy do miasta, do urzędu, gdzie jest zameldowany dziadek operowy.
W urzędzie są dwie kolejki. Zameldowanie i usługi komunalne.
MAMA A skąd wziąć zaświadczenie, że ktoś jest Żyd?
Nieswojo się czuję. Branie zaświadczeń jest poniżające. Chcę krzyknąć "Heil Hitler".
Obóz Woroszyłowiec dostaje ostatnią szansę.
Po kucharzu przetarto wszystko chlorem i zawieziono dzieci na trzeci turnus.
Mam romans z małym milicjancikiem - uczy się w liceum milicyjnym.
Romans z milicjantem - nawet małym - to romans z władzą. To się może komuś nie spodobać.
Ktoś pisze mi na plecaku "kurwa".
Ale jestem na tyle pozbawioną zasad suką, że ni chuja mnie to obeszło.
MAŁY MILICJANT (śpiewa) My Heart Will Go On.
Kwiaty i ptaki, księżyc i dupa. Zaprasza mnie na Don't speak, a co najważniejsze - wszyscy widzą.
Żuję gumy, jem batoniki, czipsy. Zasady mówią adios, gdy to ja częstuję.
Boże, jaka ze mnie dziwka.
W dniu odwiedzin rodziców przyjeżdża do mnie tata.
Mi przywozi czereśnie, a mnie wiezie do mamy.
Do szpitala przy Fabryce imienia Rewolucji Październikowej.
Szpital jest stary, przedrewolucyjny. Okna opadają ku ziemi. Widzę w ciemności salę mamy i innych kobiet. Pytają po kolei. Nie dziwi mnie to. Mama leży tu od roku. Wszystko o mnie wiedzą.
To onkologia.
KOBIETY BEZ MACIC Ty coś w ogóle jesz?
A ja - nie jem.
KOBIETY BEZ MACIC Dziecko, tak nie można! Nie będziesz miała dzieci.
Mam ciało jak bogini.
Żyzne.
Czyli - tłuste.
Ja nie jem, a na obozie nikt mnie nie pilnuje.
W domu tym bardziej.
Kobiety się kłócą: lekarz zabronił im mówić w domu, że wycięto im macice.
Jedna kobieta się z tym nie zgadza.
KOBIETA Z RAKIEM Nie będziemy się z mężem okłamywać.
No tak, rzucił ją.
Po obozie mieszkam sama. Tata jest w delegacji. Mógłby mieć kochankę. Ale komu w Ługańsku potrzebny jest Żyd? A do tego pracuje - ale to, kurczę, śmieszne - w gazownictwie. A przecież wszyscy mają węgiel.
Wypisują mamę.
Jest zła i krzyczy.
Na głowie ma meszek.
Mam ochotę narysować jej długopisem kwiatek.
To ostatnie miesiące mojego życia w miasteczku.
I trzeba zrobić konstruktywne podsumowanie.
Tak, nie złożyło się.
Tak, siedemnaście lat - nie trzynaście.
Babie lato. Jesień średniowiecza. Ostatni wagon.
Obiektywnie - nie jestem jakoś mega brzydka. Tylko się śmieję jak Woody Woodpecker.
Po pewnym czasie chudnę, opada ze mnie młodzieńcze opuchnięcie i przestają na mnie zwracać uwagę nawet nieśmiali pedofile.
Zwyczajna dziewczyna.
Ale - jeśli oświecony człowiek poweźmie myśl, by szukać cech żydostwa, to we mnie ma je jak na dłoni.
Nikomu nie pokazuję swoich rodzinnych fotografii.
I zazdroszczę tym, którzy udostępniają zdjęcia: ja i moja mamusia na operze Wagnera "Wałhalla".
Po pierwsze - Wagner kojarzy mi się tylko z najemnikami z Grupy Wagnera.
A w ogóle - moja mama rozciągnięty t-shirt z logiem Opozycyjnej Platformy - Za Życie wkłada w rajtuzy.
A rajtuzy w kalosze.
Kaloszami depcze robale.
Które wcześniej truła skorupkami jajek.
Woreczki po tych skorupkach przywozi z powrotem.
Pierze. Suszy.
I rozwiesza w łazience.
A twarz ma taką, jakby powąchała gówno.
Mama nie chce lecieć do Hurgady.
Boi się:
Że będzie wyglądać jak kucyk pony.
Kucyki wyprowadzono, by nosiły węgiel z kopalni, zamiast biegać z miotełką do kurzu na głowie.
W dzień wolny ja też leżę w szpitalu.
Mama przyniosła mi zupę w słoiku i jem ją na korytarzu, jak na obrazie Makowskiego "Z wizytą".
Mam obandażowaną głowę. Przypominam Szarikowa.
Mama łapie się za serce.
JA Nie będę studiować w tym twoim śmierdzącym Ługańsku! Pojadę do normalnego miasta.
Umiem walczyć o swoje.
Położyłam się na podłodze i odmówiłam przyjmowania pokarmu, żeby zrobiono mi operację uszu.
Postawy obywatelskiej mógłby mi pozazdrościć przewodniczący Medżlisu Tatarów Krymskich.
Wcześniej w ten sposób wyjęczałam sobie Barbi, Kena i całe to ich kurewskie potomstwo.
Mówię, że się podpalę.
Widziałam coś takiego wcześniej.
GÓRNIK Dziewczynko, daj zapałki! Wiem, że palisz!
Podpala się.
Ale
Mi się nie udaje.
Chwała, miłość, jak u babki Ludy - to wszystko przemija.
A pieniądze są wieczne.
W nich jest siła.
A ja chcę być prokuratorem.
Księżniczką służby państwowej.
Tata się odsuwa na bok.
Mama wiezie mnie do Doniecka.
Trzeba komuś dać w łapę.
Ale mama do dawania ma tylko pomidory.
A rodzice Ani Fiłatowej sprzedali garaż.
Żeby Ania zdała na międzynarodowe.
W Ługańsku.
Achachacha.
Żeby dać w łapę komukolwiek, mama wręcza pomidory portierce akademika, w którym mieszkamy.
Portierka bierze je z obrzydzeniem.
Pozamiejscowymi gardzi.
Leżę na łóżku. - Zdałam egzaminy - po prostu nie ma mnie na liście.
Przez otwarte drzwi widzę, jak z pomidora kapie na podłogę.
Wstyd mi.
Odwracam się do ściany.
Coś tam zdawałam w lutym i dostałam złoty medal w nagrodę.
To wystarczyło, by zdać na pedagogikę.
Pedagogika to taki dół, jak w Sparcie.
Pierwszego września dowiaduję się, jak się nazywa moja specjalność.
Historia i pedagogika społeczna.
Pedagog społeczny to ten, co opowiada dzieciom o regułach ruchu drogowego i uczy zakładać kondomy.
O kondomach to wiem, że to tacy ludzie.
Pochuj.
MAMA To bardzo dobra specjalność dla dziewczyny. Pół dnia w pracy i możesz iść do domu. I światło tanie, żeby zeszyty sprawdzać.
Pochuj.
W sumie to nieważne, kim zostanę.
Byleby tylko
Nie inżynierem.
Inżynierowie jeżdżą w dusznych pociągach podmiejskich, gdzie żule śpiewają "Nieważne jaki bój toczymy ze światem / Nieważne ile zbrój wkładamy przy tym i masek / Jakimi tu czyni nas każda z ról i przypiętych łatek / Będziemy zawsze dziećmi naszych ojców i matek" i "Wrócę do ciebie, mamo", gdzie pierożki są po dwie i pół kopiejki, batoniki guliwer i plastikowe nakrętki, i plastry do stóp, i wstają o piątej rano.
Żeby spakować ojcu wałówkę.
Wałówka to takie jedzenie w menażce.
Mama boi się pieniędzy.
MAMA Byleby tylko nie pracować z pieniędzmi.
Ale ja - co się potem okazuje - akurat liczyć pieniądze umiem najlepiej.
Kiepsko piszę, ale w Kijowie zapraszają mnie do jednego wojskowego. On pisze posty, ale książka to coś zupełnie innego.
Moje zadanie to ją przepisać.
Zredagować.
Na okładce nie będzie mojego nazwiska.
Ale - wojskowy wyjmuje koniak. Opowiada, jak zajechali do Płotiny. Pod Płotiną miał kochankę Cygankę. Miejscowe kobiety mają taki startup: rodzić dzieci proukraińskim wojskowym. No i generalnie: wojenka to wesoła rzecz.
Zabieram się do roboty.
On wierzy, że sam by napisał.
Oddaję tekst. Tracę kontakt. Książka wychodzi. Niczego w niej nie ma. Ani kochanek. Ani Cyganki. Spokój jak u pana Boga za piecem. I te wszystkie oficjalne komunikaty.
On siedzi trzeźwy: tak trzeba. Rozumiesz?
Zdrada. Zwycięstwo. I tym podobne.
W domu tańczę w majtkach w kolorze sałaty i piję szampana odessa.
Zjadam rękopis.
Zawsze piszę ręcznie. Z jakiegoś powodu. To podwójnie niesmaczne.
Tu pojawia się Bułhakow i mówi, że rękopisy są niestrawne.
Mama znajduje mnie rano na podłodze.
MAMA Dlaczego za mąż wciąż nie wychodzisz? Przecież się starzejesz.
Tata daje mi na koniec szkoły kolczyki, na które zarobił, gdy jeździł do Czarnobyla na zarobek.
Gdy zaczęła się wojna, oddałam te kolczyki do lombardu.
Ponieważ z miasteczka przyjechał brat i domagał się spłacenia długu mamy.
Szłam z lombardu i myślałam o tacie.
W szpitalu, gdzie leżał, najpierw stacjonowali Czeczeni, a potem Kozacy.
Nie wiadomo, kto strzela.
Może to kierownik literacki MChATu. Choć kierownik literacki MChATu stacjonował w Doniecku.
Gdzie jest portierka z pomidorami.