W kolorach- MAŁGORZATA SZPAKOWSKA -
Mord masowy - oczywiście. Zbrodnia wojenna - na pewno. I zapewne też ludobójstwo, mimo sporów prawników. Wina w każdym razie nie budzi wątpliwości. A jednocześnie nad grobami rozkopanymi wiosną 1943 roku od początku zawisła klątwa. Niemcy liczyli, że ujawniając radziecką zbrodnię osłabią sojusz Zachodu ze Stalinem, a w rezultacie tylko ostatecznej marginalizacji uległ rząd londyński, który wbrew woli aliantów upominał się - bo inaczej nie mógł - o pomordowanych oficerów. Potem pół wieku trwało wymuszone milczenie - cenzuralne tabu, tajemnica, którą znali niemal wszyscy, ale z której dochowania rządzący uczynili rację stanu. I wreszcie, kiedy już wszystko ujawniono, omówiono i przemielono, kiedy wybudowano grobowce i ustawiono pomniki - ten nieszczęsny samolot do Smoleńska.
Patos faktów jest tak uderzający, że opiera się artystycznemu opracowaniu. Jednocześnie trudno orzec, w jakim stopniu sprawa grobów katyńskich - czy szerzej, sprawa polskich oficerów osadzonych przez przywódców ZSRR w obozach śmierci - jest dziś rzeczywiście wszystkim znana. Mam raczej wrażenie, że samo słowo "Katyń" rozmyło się, straciło znaczenie, rozciągnięte na całość zbrodni popełnionych na Polakach na wschodzie. Przykładem tak zwana "ukraińska lista katyńska" - skądinąd geograficzny absurd - spis obywateli polskich pomordowanych na kresach wschodnich, w którym wśród cywilów zdarzają się wprawdzie nazwiska oficerów, ale który nie odnosi się ani do konkretnego obozu jenieckiego, ani nawet do wspólnego miejsca pochówku. Jest także analogiczna "katyńska lista białoruska"; w obu słowo "Katyń" jawnie występuje jako metafora. Podobnie jak w setkach wierszy, także tych o guzikach od mundurów, od Herberta po Kaczmarskiego. I jak w prozie, od Odojewskiego poczynając. Przerażające zdjęcia rozkopanych grobów telewizja pokazała tyle razy, że umknęły z nich zarówno groza, jak rzeczywisty sens historyczny. Został wydźwięk ogólnotyrtejski i ewentualnie straszak na Ruskich.
Może to było nieuniknione. Temat polskich oficerów uwięzionych i rozstrzelanych na nieludzkiej ziemi jest - paradoksalnie - pozbawiony dramatyzmu. Mógł się o tym przekonać Andrzej Wajda, kiedy spróbował w filmie trzymać się faktów. Jego Katyń ma momenty wstrząsające - ale tylko momenty; całość natomiast w najlepszym razie nie wykracza poza informację. Albo poza schemat. A to Maja Komorowska, która straciła męża i syna - rzec można symetrycznie - jednego w Sachsenhausen, drugiego w Katyniu. A to Danuta Stenka, dumna wdowa po zamordowanym generale, która opiera się niemieckiemu kuszeniu. A to przedstawicielki młodszego pokolenia - Magdalena Cielecka jako Antygona, która po wojnie walczy o zgodny z prawdą napis na symbolicznym grobie brata, i Agnieszka Glińska jako powojenna konformistka. Celowo piszę o aktorkach, nie o postaciach, bo postacie są blade, nie do zapamiętania. I celowo wymieniam tylko role kobiece, bo w tym filmie tylko z kobietami coś się dzieje. A mężczyźni w obozie w Kozielsku po prostu czekają na śmierć i choć może oni tego nie wiedzą, my wiemy o tym od początku. W konwencji, jaką obrał Wajda, nic więcej nie da się o nich powiedzieć, trudno do losu przyszłych męczenników dopisywać jakieś fabuły, jakąś akcję. Role są określone z góry, także to, że wśród szlachetnych znajdzie się zdrajca, który dzięki przeniesieniu do Griazowca ocali życie. Film jest historycznie rzetelny, ma oczywiste walory informacyjne (chociaż rękę z różańcem wystającą z masowego grobu Wajda mógł sobie darować). Niemniej jest martwy. Ale to wina przedmiotu, nie reżysera.
Dramat Julii Holewińskiej idzie innym tropem. Na pewno nie próbuje o niczym informować i pozbawiony jest intencji edukacyjnych. Mam jednak wrażenie, że autorka bardzo dobrze przygotowała się do swego zadania i jeśli odbiega od prawdy materialnej, jeśli przeplata realia Kozielska i Starobielska, to czyni to z pełną świadomością. Świadczy o tym przede wszystkim wybór bohatera - nieoczywisty, ahistoryczny, a zarazem niezwykle trafny. Bohatera, który nie tylko do wyeksploatowanego tematu wnosi wartość własnej twórczości, ale w dodatku - przez tę twórczość - buduje strukturę całej sztuki.
Józef Czapski internowany był w Starobielsku, nie w Kozielsku, i to akurat jest fakt powszechnie znany. W obozie, po wywózce współtowarzyszy, przebywał do maja 1940 roku; po układzie Sikorski/Majski z kolejnego obozu, w Griazowcu, został uwolniony w sierpniu 1941. Stał się jednym z ważnych świadków historii jako autor niewielkich Wspomnień starobielskich i książki Na nieludzkiej ziemi, w której opisał swoje doświadczenia z czasu, kiedy jako przedstawiciel Biura Opieki po całym Związku Radzieckim szukał polskich oficerów do formującej się armii Andersa. W 1952 roku zeznawał też przed komisją Maddena powołaną przez Kongres Stanów Zjednoczonych w sprawie zbrodni katyńskiej.
KATYŃ, REŻ. ANDRZEJ WAJDA, 2007. KADR Z FILMU.
Był jednak również - i przede wszystkim - malarzem cieszącym się dziś coraz większym uznaniem. Zalicza się go do najwybitniejszych polskich kolorystów. Przenosząc Czapskiego do Kozielska autorka osiągnęła cel podwójny. Demonstracyjnie pokazała, że Katyń. Teoria barw nie jest sztuką ani dokumentalną, ani biograficzną. Jest natomiast - upraszczając - historią artysty, którego wrażliwość zderza się z nieludzką rzeczywistością. Zarazem Czapski-malarz pomógł autorce nadać strukturę całej opowieści. Poszczególne sekwencje sztuki podporządkowane zostały chronologii, ale przede wszystkim poświęcone kolejnym barwom. Czasem jest to związek dość odległy, ale czasem niemal dosłownie autorka powtarza słowa rzeczywistego Czapskiego. A zarazem jest to wykład jego poglądów na sam rdzeń własnej sztuki. Jak w sekwencji zatytułowanej Niebieski, którą otwiera monolog malarza będący nieprzetworzonym fragmentem ze Wspomnień starobielskich. "...wielkie, nowo zbudowane ogrodzenie z potężnych spiczastych pali świeciło rudozłotym światłem, budka drewniana nieoświetlona promieniami słońca miała kolor szafiru, a poza ogrodzeniem z daleka widać było wielkie drzewa o jasnoniebieskich, jaśniejszych niż niebo pniach..."1 Siedem miesięcy pobytu bohatera w Kozielsku to kolejne zmieniające się kolory: biel towarzyszy przybyciu do obozu, szarość oznacza nudę, czerwień - kobiecość, a zieleń - Boże Narodzenie. Estetyzm nakłada się tu na ponure tło, broni przed prymitywnymi warunkami, pozwala abstrahować od przesłuchań i zagrożenia. Jest ucieczką przed niewolą, niepewnym losem i nieuchronnym zanurzeniem w tłumie.
Tłum, ciasnota, brak prywatności, nieusuwalna obecność współtowarzyszy - ten motyw pojawia się niemal zawsze i we wszystkich wspomnieniach obozowych. Pierwszy obraz, jaki się nasuwa: zatłoczony barak albo - jak w tym przypadku - monastyr zaadaptowany na potrzeby jeńców. Cztery tysiące mężczyzn na niewielkiej przestrzeni. Czapskiemu - arystokracie i artyście - ten tłum musiał szczególnie doskwierać. Nie ukrywał tego zresztą: "to życie nieustannie w tłoku ludzkim, gdy człowiek ani chwili nie był sam i gdzie charaktery najsłabsze czy najbrutalniejsze rzucały się przede wszystkim w oczy, było niełatwym doświadczeniem moralnym. Brak samotności ciążył nam bardziej niż brud, głód i wszy"2. Obóz z założenia jest masowy i przepełniony; to dodatkowy powód braku dramatyzmu. W tłumie kurczy się horyzont i giną osobowości; zostaje nagi byt, niekoniecznie interesujący.
A w sztuce Holewińskiej tłumu nie ma. Interakcje zachodzą właściwie tylko między Czapskim i dwiema postaciami alegorycznymi, o których za chwilę; natomiast tłem dla tych interakcji jest swego rodzaju chór. Bardzo skromny zresztą, bo dwuosobowy: tworzą go Jeden z Tysięcy i Drugi z Tysięcy. To oni opisują drogę w głąb Rosji, realia obozowe, pierwsze listy z Polski, polowanie na pluskwy, to oni wspominają czas sprzed wojny, czerwone wino i czerwone róże. Ich dialogi na ogół mają rytm poetycki, a czasem układają się w rodzaj poematu. Tak w Zielonym, gdzie wraz z pozostałymi postaciami recytują, co zrobią po wojnie. Tylko fragment.
JÓZEF CZAPSKI Będę więcej spał. Ależ ja się wyśpię! Po wojnie.
JEDEN Z TYSIĘCY Wyleczę zęby. Bo mnie siódemka rwie. Po wojnie.
DRUGI Z TYSIĘCY Pojadę do Ameryki i będę szastał zielonymi. Po wojnie.
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Pogodzę się z ojcem. Po wojnie.
JÓZEF CZAPSKI Będę wreszcie żył, jak chcę, i kochał, kogo chcę. Po wojnie.
JEDEN Z TYSIĘCY Przygarnę psa. Po wojnie.
DRUGI Z TYSIĘCY Zapuszczę wąsy. Po wojnie.
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Będę skakać ze spadochronem. Po wojnie.
JÓZEF CZAPSKI Wrócę do Paryża. Po wojnie.
JEDEN Z TYSIĘCY Na Giewont wejdę. Po wojnie.
DRUGI Z TYSIĘCY Oddam sto złotych szwagrowi. Po wojnie.
Chór komentuje przebieg wojny ("Trzeba było oddać Niemcom Gdańsk i autostradę"; "Marszałek nie dorósł do swego zadania") i polityczne wieści ze świata ("W Paryżu utworzył się rząd polski"). Wypytuje o warunki życia w Rosji ("Jak organizuje się kołchozy?"; "Jaki jest w kołchozach system płac?") i w rytm listy filmów propagandowych z nieśmiertelnym Człowiekiem z karabinem na czele wylicza choroby trapiące jeńców: "Serce"; "Zapalenie płuc"; "Skręt kiszek", "Nieżyt żołądka", "Tyfus". Wymienia plotki, omawia codzienne doświadczenia: pogodę, polowanie na wszy, co było na śniadanie. To również tło dla osobności Czapskiego; między nim a reprezentacją tysięcy właściwie nie ma kontaktu. Oni o tym, że ryba była przesolona, a on o bieli: ołowianej, cynkowej, tytanowej; oni o listach od rodzin, a on że kolory tańczą na tle szarości; oni o żółtaczce, a on że w oczach nie mamy receptorów żółci i że to tylko mieszanka zielonego i czerwonego światła. Odległość jest tak wielka, że nawet nie może dojść do konfliktu.
Czapski nie jest jedynym obcym w obozie. Tłumowi jeńców zgromadzonych w Kozielsku patronuje w sztuce Julii Holewińskiej postać alegoryczna, Matka Boska Kazańska. Łączy w sobie trzy byty: prawdziwą Matkę Boską, lotniczkę Janinę Lewandowską, jedyną kobietę-oficera, której zwłoki znaleziono w Katyniu, i wreszcie kobiecość jako taką. Autorka żongluje tymi trzema tożsamościami, płynnie przechodzi z jednej w drugą, czasem sprawia, że nakładają się na siebie. Można jednak dość łatwo je rozdzielić.
MATKA BOSKA KAZAŃSKA. FOT. DOMENA PUBLICZNA.
Najpierw sacrum. Wśród polskich oficerów, w większości katolików, pojawienie się Matki Boskiej, pocieszycielki strapionych i wspomożenia wiernych, nie powinno dziwić. Pobyt w więzieniu często sprzyja rozbudzeniu uczuć religijnych, sam Czapski zresztą odnotowuje we Wspomnieniach starobielskich zbiorowe modlitwy. Zastanawia tylko - i nie umiem na to pytanie odpowiedzieć - dlaczego Matka Boska Kazańska? Dlaczego akurat święta ikona rosyjska? Czy dlatego, że patronowała wygnaniu Polaków z Kremla? Czy dlatego, że Jan Paweł II ofiarował ją (lub jej kopię; dzieje obrazu były burzliwe) patriarsze Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej? Dlaczego nie Matka Boska Częstochowska albo chociaż Ostrobramska? Rosyjska ikona, jak mi się wydaje, w ogóle nie mieści się w popularnym polskim imaginarium, tym bardziej nie mieściła się w imaginarium przedwojennych oficerów. W Katyniu stwarza efekt obcości, którego cel nie jest jasny. A w każdym razie na fascynację Rosją i kulturą rosyjską tam nie było raczej miejsca.
Teraz Janina Lewandowska. Jako ta jedyna z tysięcy, niezależnie od tragicznego losu, który dzieliła z kolegami, siłą rzeczy zwraca uwagę. Była na pewno osobą nietuzinkową, zarówno przez karierę lotniczą, jak przez stopień oficerski (była podporucznikiem rezerwy). U Holewińskiej jest sui generis partnerką czy analogonem Czapskiego, jest indywidualnością jak on. On ma swoje kolory, ona - wspomnienie pilotażu i rekordowych skoków ze spadochronem. On rozważa barwy Masaccia, ona z tęsknotą patrzy w niebo. Interakcja jest jednak niemożliwa; w obozie nie ma miejsca dla kobiet. Potencjalny dwugłos przerywa Wielka Kłamczucha Katyńska. "Koniec widzenia [...] ty w Kozielsku, on w Starobielsku! Nie macie prawa się znać! Kobiet nie przyjmujemy!"
Lewandowskiej autorka Katynia powierza jednak jeszcze inną rolę. W tym wcieleniu Matka Boska Kazańska upomina się o pozostałe kobiety, o rzekomo zapomniane ofiary zbrodni katyńskiej. Czyni się rzeczniczką pomordowanych, o których "jakoś się milczy". I to jest zgrzyt, her-storia pisana na siłę. Holewińska wylicza kilkadziesiąt nazwisk z tak zwanej "ukraińskiej listy katyńskiej", o której wspomniałam na początku. Te kobiety zginęły istotnie, nikt temu nie zaprzecza, i zginęły w wyniku podobnych zbrodniczych rozkazów. Ale, po pierwsze, nie znalazły się w niewoli jako wojsko, a po drugie - były tylko garstką wśród tysięcy kobiet zabitych i nigdzie nieskatalogowanych. To, że nie ma o nich mowy w związku z obozami oficerskimi, nie wynika z tego, że - jak mówi Lewandowska, z domu Dowbor-Muśnicka - "nie pasują do pięknej historii", podczas gdy "córka generała nadaje się do przemówień i pomników". Wynika tylko z tego, że tych kobiet najzwyczajniej tam nie było.
Trzecia tożsamość Matki Boskiej Kazańskiej jest najbardziej oczywista i zarazem najbardziej wątpliwa. Oczywista - bo dla czterech tysięcy mężczyzn, w większości młodych - tęsknota, wyobrażenie, pożądanie kobiecości musiało być naturalne. Przez dialogi Jednego i Drugiego z Tysięcy przewijają się imiona kobiet i dziewczyn pozostawionych w Polsce. "Tęsknię za żoną. Za jej dłońmi, czerwonymi ustami" - mówi Jeden. "Wydawało mi się, że słyszę głos żony" - mówi Drugi. Pozbawionym obecności kobiet Matka Boska Kazańska przedstawia się chwilami jako Kybele, patronka orgiastycznych obrzędów. Albo jako czarna wdowa, Czarna Madonna.
Tylko że ta esencjalna kobiecość swoją esencjalność w sztuce zawdzięcza powiązaniu z czynnikiem możliwie najbardziej esencjalnie kobiecym - menstruacją. Jakby autorka na moment zapomniała, że pisze o Katyniu, nie o Krzywickiej. I nie to, żeby nie miała racji. "Kobieca krew nie nadaje się do przelewania. Kobieca krew jest nieczysta. Kobieca krew jest z pewnością niewygodna na wojnie. Ale kolor ma ten sam co męska, ta ojczyźniana" - mówi Matka Boska Kazańska. "Czy menstruacyjną krew można przelać za ojczyznę?" - pyta. I jeszcze: "Na wojnie dla kobiet najgorsza jest krew spływająca po nogach". Wszystko prawda. We wspomnieniach obozowych często czyta się o upokorzeniu, jakie kobiety w obozach przeżywały w związku z brakiem podpasek, z niedostępnością jakichkolwiek materiałów higienicznych. Zgodzę się nawet, że jest to temat niedoceniony i dopiero od niedawna odkrywany czy odzyskiwany. Pozwolę sobie jednak wątpić, czy w obozie jenieckim choć przez chwilę męskim tęsknotom towarzyszyła refleksja akurat na temat miesiączkowania. A nawet dla rzeczywistej Lewandowskiej w Kozielsku pewno nie był to najważniejszy problem.
EKSPONAT W MUZEUM POWSTAŃCÓW WIELKOPOLSKICH W LUSOWIE, FOT. DOMENA PUBLICZNA.
JÓZEF CZAPSKI, 1943. FOT. MATSON PHOTO SERVICE, BIBLIOTEKA KONGRESU.
Za to druga postać alegoryczna jest znacznie bardziej przekonująca. Obóz to oczywiście jeńcy, ale też strażnicy, NKWD, cały aparat ucisku. W sztuce Holewińskiej ów aparat, a jednocześnie istotę systemu radzieckiego, uosabia syntetyczna Wielka Kłamczucha Katyńska. Jest zarazem nadzorcą więziennym, oficerem śledczym, chichotliwym połączeniem Porfirego Pietrowicza z wyposażoną w odrobinę władzy pyskatą babą, jak te, które w czasach radzieckich pilnowały stacji metra. Wysławia Stalina i luksusowe warunki w obozie, który nazywa ośrodkiem wypoczynkowym. Drwi z homoseksualizmu Czapskiego, a jeńcom wywożonym na śmierć każe ogolić się przed podróżą. W przyszłości będzie zaciętą nosicielką kłamstwa katyńskiego; teraz rządzi obozem, straszna i śmieszna, niekiedy też przerażająco serdeczna. A czasem przez samą autorkę odrealniana - gdy recytuje fragment Lokomotywy z komentarzem: "Teraz powiem wiersz, którego nie mogę znać, ale skoro jestem Wielką Kłamczuchą Katyńską, to mi wolno".
Wielka Kłamczucha jest w sztuce Holewińskiej, wiernej tu Czapskiemu, ucieleśnieniem Nadchodzącego Chama z proroctwa Mereżkowskiego. Tak właśnie malarz widział enkawudzistę, który przesłuchiwał go na okoliczność pobytu w Paryżu. I z którym nie udało mu się znaleźć wspólnego języka - śledczy nie był w stanie zrozumieć, że za granicę można było wyjechać w jakimkolwiek innym celu niż szpiegowski. Co pan robił w Paryżu? Jakie dyspozycje dał panu minister spraw zagranicznych? Jakie zadania wywiadowcze przed panem postawił? "Czy pan myśli, że my nie rozumiemy, że pan właśnie jako malarz mógł narysować plan Paryża i ten plan przysłać ministrowi do Warszawy?"3 Ta scena niemal dosłownie powtórzona została w Katyniu. Z puentą, której już we Wspomnieniach starobielskich nie ma. "Co robiłeś w Paryżu?" - pyta Wielka Kłamczucha. "Studiowałem kolory." "Wszystkie wyblakną w mrokach historii" - brzmi odpowiedź w duchu materializmu historycznego.
Pogłosów ideologicznej politgramoty jest w sztuce oczywiście więcej. W mowie ku czci Stalina Kłamczucha z udawanym oburzeniem występuje w imieniu załogi obozu, która wprost nie rozumie, jak więźniowie mogli żyć "w warunkach kapitalizmu i jarzma pańskiego, z bezrobociem, wyzyskiem i prostytucją". I podkreśla, że obecnie jeńcy "z zachwytem podziwiają życie mas pracujących w naszym kraju". Czasem odwracanie znaczeń w nowomowie wypada wyraźniej ("kuracjusze aktywnie występują na wiecach, wypowiadają się za przyłączeniem do ZSRR, za ustanowieniem władzy radzieckiej w Zachodniej Ukrainie i Zachodniej Białorusi, i w Polsce"), czasem bardziej stereotypowo ("jeńcy wojenni z uczuciem goryczy i oburzeniem opowiadają o swoim poprzednim ciężkim życiu pod jarzmem pana obszarnika"). Wiadomo jednak, że ten bełkot decyduje o życiu i śmierci.
A jednocześnie postaci Wielkiej Kłamczuchy dramat Julii Holewińskiej zawdzięcza coś, co można by nazwać równowagą emocjonalną. Aparat ucisku sprowadzony do rozmiarów groteski stanowi tu przeciwwagę dla elegijnego estetyzmu, jaki siłą rzeczy towarzyszy postaci Czapskiego i jaki wyczytać można z jego własnych wspomnień. To zresztą może największy walor tej sztuki: gra tonacją wysoką i niską. Proporcje są dobrze dobrane. Dialogi jeńców, bohaterów tragicznych, to w większości pusta gadanina przerywana komendami musztry: "Padnij!" "Powstań!" A z kolei Kłamczucha, ucieleśnienie radzieckiego terroru, podśpiewuje warszawską zakazaną piosenkę "Siekiera, motyka, bimber, szklanka" i recytuje Lokomotywę. Sztuka o męczeństwie jest całkiem niesentymentalna, właściwie wolna od patosu. I może przez to bardziej poruszająca niż kir żałobny i świece.
JULIA HOLEWIŃSKAKatyń. Teoria barw
OSOBY:
- JÓZEF CZAPSKI
- WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA
- JEDEN Z TYSIĘCY
- DRUGI Z TYSIĘCY
- MATKA BOSKA KAZAŃSKA
1. Istota piękna
JÓZEF CZAPSKI Nowe widzenie natury. Operowanie kolorami czystymi. Gama barwna o niezmiernej światłości i natężeniu. Najważniejszym tematem jest pejzaż, światło, pogoda. Lasy buchają zielenią. Słońce spala się do czerwoności i gaśnie. Chmury tańczą w świetlnej wibracji. Oddanie prawdy tego wrażenia jest najwyższą realizacją sztuki. To przeżycie jest wyzwoleniem. Plama barwna jest podstawowym elementem konstrukcji. Konstrukcji obrazu i świata. Kiedy kolor jest u szczytu bogactwa, wtedy forma osiąga pełnię. Wtedy doświadczamy piękna. Czy było pięknie?
JEDEN Z TYSIĘCY Pięknie.
DRUGI Z TYSIĘCY Boże, jak pięknie.
JEDEN Z TYSIĘCY Przepiękny poranek, w ogóle cudna pogoda.
DRUGI Z TYSIĘCY Śliczny dzień.
JEDEN Z TYSIĘCY Dzień cudownie jesienny.
DRUGI Z TYSIĘCY Na świecie pięknie.
JEDEN Z TYSIĘCY Cudne słońce - słonecznie, ciepło.
DRUGI Z TYSIĘCY Gorąco.
JEDEN Z TYSIĘCY Słodki dzień - pod znakiem cukru.
DRUGI Z TYSIĘCY Pyszne słońce.
JEDEN Z TYSIĘCY Upalnie.
DRUGI Z TYSIĘCY Piękny - po prostu letni dzień.
JEDEN Z TYSIĘCY Grzeje bajecznie. Gorąco!
DRUGI Z TYSIĘCY Pogoda cudna. Prałem bieliznę, myłem nogi.
JEDEN Z TYSIĘCY Cudne słońce.
DRUGI Z TYSIĘCY Wspaniałe słońce - opalamy się.
JEDEN Z TYSIĘCY Praży.
DRUGI Z TYSIĘCY Opalam się.
JEDEN Z TYSIĘCY Opaliliśmy mordy.
DRUGI Z TYSIĘCY Cudny - słoneczny dzień.
JEDEN Z TYSIĘCY Kolejny dzień słoneczny.
DRUGI Z TYSIĘCY Po prostu zupełnie ciepło.
JEDEN Z TYSIĘCY Dzień ciepły, ale zamglony.
DRUGI Z TYSIĘCY Ciepły dzień - słońca mało.
JEDEN Z TYSIĘCY Rano mgła, później dzień ciepły. Dość ładnie.
DRUGI Z TYSIĘCY Nareszcie słońce po czterech dniach.
JEDEN Z TYSIĘCY Pochmurno - ciepło.
DRUGI Z TYSIĘCY Wspaniała, księżycowa noc.
JEDEN Z TYSIĘCY Dzień pochmurny.
DRUGI Z TYSIĘCY Pochmurno.
JEDEN Z TYSIĘCY Coraz mniej światła.
DRUGI Z TYSIĘCY Szarówka.
JEDEN Z TYSIĘCY Pogoda taka sobie. Czasem tylko słońce.
DRUGI Z TYSIĘCY Słońce przyświeca.
JEDEN Z TYSIĘCY Ładny dzień, dość silny wiatr.
DRUGI Z TYSIĘCY Pierwsze mrozy.
JEDEN Z TYSIĘCY Piękny, mroźny słoneczny dzień.
DRUGI Z TYSIĘCY Bardzo mroźno, słońce.
JEDEN Z TYSIĘCY Mróz - ale ładnie.
DRUGI Z TYSIĘCY Mróz zelżał.
JEDEN Z TYSIĘCY Słabszy mróz.
DRUGI Z TYSIĘCY Bardzo silny mróz i wiatr.
JEDEN Z TYSIĘCY Mróz trzyma.
DRUGI Z TYSIĘCY Mróz rekordowy.
JEDEN Z TYSIĘCY Mróz popuścił.
DRUGI Z TYSIĘCY Mróz zelżał bardzo.
JEDEN Z TYSIĘCY Malutki mróz.
DRUGI Z TYSIĘCY Słaby mrozik.
JEDEN Z TYSIĘCY Mrozu prawie nie ma.
DRUGI Z TYSIĘCY Niezły mrozik - cudne słońce.
JEDEN Z TYSIĘCY Jeszcze mróz - golę się, bo święto.
DRUGI Z TYSIĘCY Mróz słabnie.
JEDEN Z TYSIĘCY Pierwszy śnieg.
DRUGI Z TYSIĘCY Wieczorem spada śnieg słaby.
JEDEN Z TYSIĘCY Śnieg sypie - ciepło.
DRUGI Z TYSIĘCY Deszcz ze śniegiem.
JEDEN Z TYSIĘCY Dość zimno, śnieżna zamieć.
DRUGI Z TYSIĘCY Dziś jest już na dworze biało.
JEDEN Z TYSIĘCY Śniegi giną coraz bardziej.
DRUGI Z TYSIĘCY Raz już wiosna - to znów nawrót zimy.
JEDEN Z TYSIĘCY Rano chłodno.
DRUGI Z TYSIĘCY Wciąż deszcz. Dziwna zima.
JEDEN Z TYSIĘCY Wiosennie, odwilżowo.
DRUGI Z TYSIĘCY Odwilż.
JEDEN Z TYSIĘCY Zimno, błoto, deszczyk, beznadziejnie.
DRUGI Z TYSIĘCY Dach przecieka, pełno błota - same rozkosze. Pojęcia nie mam, jak sobie dają radę kucharze pod gołym niebem.
JÓZEF CZAPSKI Lampa stajenna nie tylko, że daje bardzo mało światła, ale do tego kopci strasznie i wskutek tego siedzimy w ciemnościach. Najgorsze, cholera, że nie ma światła.
JEDEN Z TYSIĘCY Deszcz, brzydko.
DRUGI Z TYSIĘCY Brzydko, zimno - beznadziejnie.
JEDEN Z TYSIĘCY Brzydko.
JÓZEF CZAPSKI Skandaliczny kicz. Cézanne mówił - celem artysty jest pracować bez myśli o innych i być silnym. Jak być silnym?
2. Paleta barw
JEDEN Z TYSIĘCY Clou wycieczki: szukanie rosiczek... Wszyscy szukamy rosiczek. Niech panowie zamkną oczy. Szukamy rosiczek. O! Jest jedna! Teraz uczniowie, ściągnąwszy przezornie buty, brną odważnie w błoto.
JÓZEF CZAPSKI Brniemy odważnie w błoto.
JEDEN Z TYSIĘCY Skaczą! Hop do góry! Wyżej! Skaczą z kępy torfowej na kępę i zajmują wkrótce całe bagienko... Potem przedstawiają dziwny obraz: wszyscy pochyleni... jak w tajemniczym jakimś obrzędzie. Ściskają się.
JÓZEF CZAPSKI Ściskamy się.
JEDEN Z TYSIĘCY Z roślin łąkowych widzimy tu pełno storczyków i mieczyków dachówkowatych. Turzyc na łąkach rośnie mnóstwo. Z traw przeważa śmiałek darniowy... Który z panów jest śmiałek?
DRUGI Z TYSIĘCY Ja!
JEDEN Z TYSIĘCY Ja!
JÓZEF CZAPSKI Ja nie.
JEDEN Z TYSIĘCY Tłumaczyłem to swoim uczniom w gimnazjum w dwudziestym czwartym. Niech panowie popatrzą na te chwasty. Ich ziarna przedostały się z Kanady do Europy i rosną bujnie na polach.
JÓZEF CZAPSKI Na polach, na których się kryjemy przed samolotami.
DRUGI Z TYSIĘCY Uwaga! Padnij!
JÓZEF CZAPSKI Powstań!
DRUGI Z TYSIĘCY Padnij!
JÓZEF CZAPSKI Powstań!
JEDEN Z TYSIĘCY Mógłbym zawsze tak patrzeć na te trawy. Jakże szczęśliwy jestem patrząc na nie. Zawsze chciałem zobaczyć stepy.
JÓZEF CZAPSKI Poruczniku, jedziemy na wschód!
JEDEN Z TYSIĘCY Łąki tam mają piękne.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Włazić i zamknąć ryje. Adin, dwa, tri, szest'diesiat wosiem. Iszczo adin. Teraz powiem wiersz, którego nie mogę znać, ale skoro jestem Wielką Kłamczuchą Katyńską, to mi wolno. Stoi na stacji lokomotywa, ciężka ogromna i pot z niej spływa: tłusta oliwa. Uch - jak gorąco! Puff - jak gorąco! Uff - jak gorąco.
DRUGI Z TYSIĘCY Kompasy wyciągnięto i wszyscy śledzą kierunek jazdy. Zachód - dobra wróżba, wschód - zła. Gdy pociąg zwraca się na wschód, miny wydłużają się i dobry nastrój traci się, gdy na zachód - znów dobre.
JEDEN Z TYSIĘCY Wieże kościołów w tutejszej części RP mają krzyże na półksiężycu. Znaczy zwycięstwo nad Turkiem.
DRUGI Z TYSIĘCY Na koń! Bolszewika goń, goń, goń!
JEDEN Z TYSIĘCY Końmi do Niemirowa - kupno baniek za wódkę - wspaniały nocleg!
DRUGI Z TYSIĘCY Widziałem wczoraj cztery cielska zabitych koni, roztrzaskane wozy i auta. Nie było spania w tym dniu i tej nocy.
JEDEN Z TYSIĘCY Masy uciekającego wojska, tabory, a przeważnie Z?ydy.
DRUGI Z TYSIĘCY Dokąd nas wiozą?
JEDEN Z TYSIĘCY Co się pytasz, jak Żyd o drogę?
DRUGI Z TYSIĘCY Stoimy.
JEDEN Z TYSIĘCY Czekamy.
DRUGI Z TYSIĘCY Cały nasz obóz robi wrażenie wielkiej klatki, w której trzyma się lwy mające chęć wyrwać się.
JEDEN Z TYSIĘCY Dobry obiad zjedliśmy w Tarnopolu i pierwszy raz od ośmiu dni piłem piwo. Ogólnie piwa i chleba brak. Kupiłem znów koszulę i ręcznik i dałem brudną bieliznę wyprać. Walizka i plecak z ubraniem i resztą bielizny i bucikami zaginęły.
DRUGI Z TYSIĘCY Przespałem się na otomanie w czystej pościeli.
JEDEN Z TYSIĘCY Kupiłem dziś w mieście wieczne pióro za dwa złote dziewięćdziesiąt groszy.
DRUGI Z TYSIĘCY Dotychczas maska okazała się niepotrzebna. Gazów się wcale nie używa.
JEDEN Z TYSIĘCY I znowu miasta, miasteczka. Wycieczka trwa. Ładne zabudowania szkoły policyjnej.
JÓZEF CZAPSKI Kolory mieszają się. Czarna wesz, krew czerwona, niebo szare, oczy kolegi, z którym przykrywamy się jednym kocem, by było cieplej - zielone. Widzę kontury. Powstaje w mojej głowie szkic. Do obrazu daleko. Do domu daleko. Kolory zamazują się, wchodzą na siebie, walczą o przestrzeń na płótnie. Jeden podkrada drugiemu skrawki płótna. Ułamki barw pokrywają pod moimi oczami paletę, którą pozostawiłem w pracowni. Nad jakim obrazem pracowałem, zanim zaczęła się wojna? Jakiego koloru nie zdjąłem z pędzla? Zielony zaschnie, cholera, i trza będzie nowy pędzel kupić.
DRUGI Z TYSIĘCY Po drodze domy bielone od ulicy. Przy domach brak stodół. Na wozach kosze.
JEDEN Z TYSIĘCY Próba kupna scyzoryków i żyletek. Handel pod parkanem.
DRUGI Z TYSIĘCY Skolko?
JEDEN Z TYSIĘCY Drogo, cholera!
DRUGI Z TYSIĘCY Boli, cholera. Nie wytrzymam.
JEDEN Z TYSIĘCY Przepraszam, panowie, przepraszam.
DRUGI Z TYSIĘCY Parcie osiąga punkt szczytowy. Jurek strzela wieczorem przez okno. Brązowa maź tryska w świat.
JEDEN Z TYSIĘCY Od smrodu jeszcze nikt nie umarł.
DRUGI Z TYSIĘCY Otwierać drzwi!
JEDEN Z TYSIĘCY Nie mamy czym oddychać!
DRUGI Z TYSIĘCY Chamy, widocznie się w chlewie urodzili!
JEDEN Z TYSIĘCY Czerwona Moskwa pokryta białym całunem śniegu.
DRUGI Z TYSIĘCY Seweryn rymuje karykatury. Zdejmuję czuprynę. Otrzymujemy olej słonecznikowy. Przypominam sobie żółte kwiaty na polach.
JEDEN Z TYSIĘCY Bajorem miasta idziemy dalej, już rozróżniamy kontury.
DRUGI Z TYSIĘCY Wspaniały zielony las, tak grubych sosen i innych drzew to jak żyję nie widziałem.
JEDEN Z TYSIĘCY Niech pan popatrzy na porosty!
DRUGI Z TYSIĘCY Kiedyś musiało być tu przepięknie.
JEDEN Z TYSIĘCY A dokąd? A dokąd? A dokąd?
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Na wprost!
DRUGI Z TYSIĘCY Po torze, po torze, po torze przez most!
JÓZEF CZAPSKI Na miejsce docieramy w początkach października. Wszędzie już śnieg po kolana. Otoczono nas psami policyjnymi i prowadzono przez rozmokły śnieg po ubogich ulicach. Twarze. Patrzą na nas. Uważnie. Z podejrzliwością. Ze współczuciem. Z błaganiem o kawałek chleba. Z nadzieją. Patrzymy sobie przez ułamki sekund w oczy. Potem każde z nas je zamyka. I dalej. Pamiętam zniszczoną twarz jednej z wpatrujących się w nas kobiet. Miała siwe włosy. Smutny, wykrzywiony grymas twarzy. Patrzyła przez stare okulary. Próbuję ją narysować. Jaki kolor ma jej skóra? A oczy? Jaki kolor mają smutne oczy? Jaki kolor ma smutek? Czy byliśmy smutni? Stłoczeni. Razem. Za bardzo nawet razem. Byłem rozpieszczony, zepsuty przed wojną. Większą część dnia spędzałem sam na malowaniu, szkicowaniu i czytaniu. Wieczory zaś spędzałem z najbliższymi znajomymi. Każdy z nas mógł wyjść, kiedy chciał. Mógł się spóźnić albo po prostu nie przyjść. Tutaj żyliśmy w tłoku. Brak samotności ciążył nam bardziej niż głód i wszy. Próbuję patrzeć, ale ten zasłania mi łokciem, inny złym słowem lub najzwyczajniej potrzebą ułożenia ciała do snu.
3. Biały
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Witamy, witamy. Przed państwem - Dom Otdycha imieni Gorkawa. W naszym kurorcie oferujemy szeroką gamę kąpieli i masaży. Klimat u nas bardzo korzystny. Liczne źródła siarkowe wspaniale wpływają na nerki. A nerki ważna rzecz. Oczyszczają organizm ze szkodliwych produktów przemiany materii. My w naszym Domu Otdycha imieni Gorkawa zajmujemy się właśnie oczyszczaniem. Oczyszczamy czaszki, czakry chciałam powiedzieć. Oczyszczamy specjalną dietą. Dla najbardziej wymagających pacjentów stosujemy nawet specjalne głodówki. Oczywiście wszystko pod kontrolą wyspecjalizowanych pracowników naszej placówki. Dbając o komfort naszych kuracjuszy, zapewniliśmy im najlepsze warunki. Pokoje wypoczynkowe usytuowaliśmy w dawnych budynkach poklasztornych Pustelni Optyńskiej. Popularna legenda podaje, że twórcą monastyru był zbójnik Opta, który nawrócił się, wstąpił do monastyru i przyjął imię Makary. Piękne imię, nieprawdaż? Podążając za tradycją, staramy się nawracać naszych gości, towarzyszymy im w duchowej, ideologicznej, egzystencjalnej i materialnej przemianie. Oczywiście wszystko przy zachowaniu najwyższych standardów. To miejsce o bogatej historii, przywoływane w literaturze przez najznamienitszych pisarzy rosyjskich, jak choćby przez Fiodora Dostojewskiego w "Braciach Karamazow". W naszej Pustelni gościły takie sławy jak Lew Tołstoj czy Włodimir Sołowiow. Czy wszyscy pamiętamy, kim był Włodimir Sołowiow? Dla przypomnienia powiem, bo może komuś wyleciało z głowy, choć nasz Dom Otdycha imieni Gorkawa dedykowany jest osobom wykształconym, inteligentnym, z pozycją - to nie miejsce dla byle kogo. W filozofię naszego ośrodka wpisana jest elitarność. Otóż Włodimir Sołowiow był myślicielem rosyjskim, nazywany był filozofem wiecznej kobiecości. Tak sobie tu czasem żartujemy, że to taki nasz patron, taka Wenus a rebours. Ale dość tych żartów. Miasteczko Kozielsk, gdzie mieści się nasz Dom Otdycha imieni Gorkawa, położone jest około dwustu pięćdziesięciu kilometrów od Smoleńska. To dawna posiadłość rodów Ogińskich i Puzynów. Ogińscy - łza się w oku od razu kręci, nieprawdaż? Wszyscy pamiętamy poloneza a-moll numer trzynasty "Pożegnanie Ojczyzny" Michała Kleofasa Ogińskiego. Kleofas też piękne imię. Książę Ogiński, komponując poloneza po upadku powstania kościuszkowskiego, udawał się na emigrację do Francji. Francja, Francja, elegancja - a u nas też elegancko. Pokoje białe, ściany białe, wszyscy kuracjusze też biali. A jacy przystojni, niech ich cholera. Oczu człowiek od nich oderwać nie może. Sami na nich popatrzcie. No, riebiata, kto starą babę pocałuje, sto dni odpustu dostępuje. Malczyki, no, powiedzcie coś. U nas nie Polska, chłop ważniejszy od baby.
JEDEN Z TYSIĘCY Biały chleb!! Dobre papu.
DRUGI Z TYSIĘCY Biało na świecie. Znów biały chleb!
JÓZEF CZAPSKI Z kolorów prostych pierwszy jest biały. Filozofowie nie włączają jednak bieli i czerni w poczet kolorów. Biały jest bowiem przyczyną kolorów, a czarny ich brakiem. Ale przecież żaden malarz nie wyobraża sobie życia bez białego i czarnego. Bez początku i końca. Białego używamy dla światła, bez którego żaden kolor nie może być widziany.
JEDEN Z TYSIĘCY Czarny chleb.
DRUGI Z TYSIĘCY Biały chleb.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA I już się kłócą. Ech, Polaczki. Im głębiej w Polskę, tym więcej rozbojów. Nasz Dom Otdycha imieni Gorkawa posiada też dwie filie. Okolica równie piękna. Oba obiekty mieszczą się w dawnych zabudowaniach klasztornych, są więc doskonałym miejscem do medytacji, wewnętrznego rozwoju, wszelkich praktyk duchowych. Dla chętnych organizujemy niezliczone atrakcje: przebieżki, odosobnienia, pogawędki, treningi motywacyjne, seanse spirytystyczne, pokazy filmów. Naszym kuracjuszom zapewniamy dostęp do natury - jedna z filii Domu Otdycha imieni Gorkawa mieści się w Pustelni Niłowo-Stołobieńskiej. Pustelnia - czyż to nie piękna, chwytliwa nazwa? - położona jest na wysepce Stołobnyj i częściowo na półwyspie Swietlica na jeziorze Seliger. Bliskość wody działa kojąco na naszych pacjentów. Wyobraźcie sobie państwo biel monastyru w zestawieniu z zamarzniętym jeziorem. W Ostaszkowie serwujemy naszym kuracjuszom wyjątkowo zbilansowane posiłki. Kuracjusze zaświadczą. No, zaświadczać mi tu.
JEDEN Z TYSIĘCY Rano ryba, dość dobra.
DRUGI Z TYSIĘCY Była ta przeklęta słona ryba.
JEDEN Z TYSIĘCY Rano rybki, śledziki.
DRUGI Z TYSIĘCY Były jakieś rybki maleńkie, kwaśne, gorzkie, słone.
JEDEN Z TYSIĘCY Żarcie nadal do dupy. Śledzie, ryba.
DRUGI Z TYSIĘCY Mamy już śledziki.
JEDEN Z TYSIĘCY Kanapki ze śledziem.
DRUGI Z TYSIĘCY Marynat rybny.
JEDEN Z TYSIĘCY Zupa na rybie - świństwo.
DRUGI Z TYSIĘCY Ryba gotowana, smażona, śledź, śledzik.
JEDEN Z TYSIĘCY Rybeczki.
DRUGI Z TYSIĘCY Rybki, bułki, cukierki i czekoladki.
JEDEN Z TYSIĘCY Ryba smażona.
DRUGI Z TYSIĘCY Morskij post.
JÓZEF CZAPSKI Białe kłamstwa. Pogrzeb malarstwa. Pogrzeb Polski. Ceremonie żałobne. Szukaj! No, sabaka! Zamknęli nas tu jak psy. Szukaj, szukaj!
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Panieneczka widzi żuka! Czego pan tu u mnie szuka? Niech pan tutaj się nie błąka. Niech pan zmiata i nie lata!
JÓZEF CZAPSKI Pisać, trzeba pisać. Malewicz pisał: "Przedarłem się przez błękitny klosz ograniczeń kolorów i wyszedłem w biel. Unicestwiłem obręcz horyzontu, rozdarłem go, zrobiłem z niego torbę, włożyłem do niego kolory i zasupłałem. Płyń dalej! Biel, bezdenna otchłań, nieskończoność przed nami. Białe na białym". Biel ołowiana jest trująca. Biel chińska powstaje z białego dymu. Tlenek cynku to czysta, zimna biel. Najbielszą z bieli jest jednak biel tytanowa. Ich historia, nasza historia jest jak biel tytanowa. Trudno ukryć tylu ludzi. Trudno opisać biel. Trudno zobaczyć tu biel. Równie trudno jak opisać czy zobaczyć Boga.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Bóg? My w Domu Otdycha imieni Gorkawa, a także w naszych filiach w Ostaszkowie i Starobielsku nie mówimy o Bogu. Jesteśmy, jak już wspomniałam, elitarni. Choć w grupach, to jednak stawiamy na indywiduum. Pojedynczo teraz wchodzić. Bystrieje!
JEDEN Z TYSIĘCY Dzisiaj byliśmy fotografowani en face i z profilu.
DRUGI Z TYSIĘCY Fotografowano nas dzisiaj!!
JEDEN Z TYSIĘCY Ktoś zrobił przerzut przez biodro, to chleb spadł i uderzył mnie w głowę.
DRUGI Z TYSIĘCY Masz jeszcze głowę.
JEDEN Z TYSIĘCY My jeszcze w całości.
DRUGI Z TYSIĘCY Ostatnie spojrzenie - krzyż znaczony w powietrzu.
JÓZEF CZAPSKI Dzisiaj zabili nam okna i zamalowali na biało.
4. Niebieski
JÓZEF CZAPSKI Praca malarska rozwinęła we mnie w ostatnich latach przed wojną bardzo żywy i właściwie stały stosunek do natury. Niezależnie od malowniczości, najprościej reagowałem na światło, na drzewa, na chmury czy mury. Ale od września przez szereg tygodni miałem wrażenie zupełnego zerwania kontaktu z naturą, odcięcia od natury. Najpiękniejszy zachód słońca, najdziwniejszy widok, wszystko było mi całkowicie obce. Dlatego tak bardzo utkwił mi w pamięci pierwszy przeżyty na nowo pejzaż. Był już koniec listopada, o wschodzie słońca za czerwonymi murami naszego budynku nagle "wybuchnęło" bengalskie niebo pełne różowych, błyskających, jakby elektrycznych chmur, przetykanych smugami ostrego lazuru. Na tym tle wielkie, nowo zbudowane ogrodzenie z potężnych spiczastych pali świeciło rudozłotym światłem, budka drewniana, nieoświetlona promieniami słońca, miała kolor szafiru, a poza ogrodzeniem z daleka widać było wielkie drzewa o jasnoniebieskich, jaśniejszych niż niebo pniach, okryte, nanizane tysiącami czarnych kawek i wron. Potem, z tygodnia na tydzień, pomału wracało przeżywanie kształtów i barw. Był to znak powolnego powrotu do życia, nawet do radości życia, wbrew wszystkiemu.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Familia?
JÓZEF CZAPSKI Czapski. Józef Czapski.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Gdzie pracowaliście przed wojną?
JÓZEF CZAPSKI Byłem malarzem.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Malarzem był. Niedobrze. I coście, Czapski, malowali?
JÓZEF CZAPSKI Ludzi, pejzaże.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Ludzi malowaliście, Czapski? A gdzie tych ludzi malowaliście?
JÓZEF CZAPSKI Ostatnich osiem lat spędziłem w Paryżu.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Światowiec, job twoju mać. W Paryżu nie zrobisz z owsa ryżu. Prawdę mów. Co robiłeś w Paryżu?
JÓZEF CZAPSKI Malowałem.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Józef Maria Franciszek Czapski. Hrabia Hutten-Czapski. Herbu Leliwa. Szukał zaginionych ułanów. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Polaczki odznaczyli go krzyżem Virtuti Militari. Najgorsza swołocz znaczy. Twierdzi, że był malarzem. Ja twierdzę, że był agentem. Twierdzę, że pochodzenie ma nie za dobre jak na obecny dobry czas i dobre miejsce. Twierdzę, że trochę jest za delikatny na to miejsce. Twierdzę, że dobrze mu wśród tylu mężczyzn. Prawda? Twierdzę, że dziwny jakiś. Listy pisze tylko do sióstr. Kto w nocy grzeje?
JÓZEF CZAPSKI Słucham?
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Do trzydziestki grzeje żona, po trzydziestce wódka, a potem nawet piec nie ogrzeje. Mów prawdę. Jakie wskazówki dał wam minister spraw zagranicznych, kiedy wyjeżdżaliście do Paryża?
JÓZEF CZAPSKI Śmiem twierdzić, że minister w ogóle nie wiedział, że wyjeżdżam do Paryża. Na co mu taka informacja?
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA A więc co nakazał wam zastępca ministra?
JÓZEF CZAPSKI Sądzę, że on też nic nie wiedział o moim wyjeździe.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Czapski, czy wy myślicie, że my nie rozumiemy, że właśnie jako malarz mogliście narysować plan Paryża i ten plan przesłać ministrowi do Warszawy?
JÓZEF CZAPSKI Plan Paryża można kupić na każdym rogu za kilka centymów. Paryż rozlewa się jak puszka farby po wszystkich kioskach. Nawet Madame Bovary obsesyjnie studiowała plany Paryża. Madame Bovary, czytała pani może?
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Szpieg. Jak nic szpieg. Będziemy bić?
JEDEN Z TYSIĘCY Padnij!
DRUGI Z TYSIĘCY Powstań!
JEDEN Z TYSIĘCY Padnij!
DRUGI Z TYSIĘCY Powstań!
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Boli?
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Patrz! W górę! Patrz! Nie odrywaj wzroku! Niebo takie błękitne dziś. Raz, dwa, trzy! A teraz skacz! Czujesz, jak lecisz? Rób fikołki w błękicie. Wiesz, że byłam pierwszą kobietą, która skakała w Polsce ze spadochronem? Patrz w górę!
JEDEN Z TYSIĘCY Padnij!
DRUGI Z TYSIĘCY Powstań!
JEDEN Z TYSIĘCY Padnij!
DRUGI Z TYSIĘCY Powstań!
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Co robiłeś w Paryżu?
JÓZEF CZAPSKI Studiowałem kolory.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Wszystkie wyblakną w mrokach historii.
JÓZEF CZAPSKI Najbardziej tęsknię za niebieskim. Nil Błękitny, Lazurowe Wybrzeże. Można podróżować bez mapy. Pod powiekami.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Błękitna krew.
JÓZEF CZAPSKI Jest czerwona.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Armia Czerwona! Istnieje tylko Armia Czerwona!
JEDEN Z TYSIĘCY Na koń!
DRUGI Z TYSIĘCY Bolszewika goń, goń, goń!
JEDEN Z TYSIĘCY Padnij!
DRUGI Z TYSIĘCY Powstań!
JEDEN Z TYSIĘCY Padnij!
DRUGI Z TYSIĘCY Powstań!
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Patrz w górę!
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Czemu akurat niebieski?
JÓZEF CZAPSKI Cézanne mówił: "Błękit daje innym kolorom wibracje. Odczarowuje biały". Zamiast nieba widzę siniaki. Zamiast morza - szczyny w latrynach. Zamiast błękitnych szat Matki Boskiej...
MATKA BOSKA KAZAŃSKA W górę, mówiłam, patrz!
JÓZEF CZAPSKI Niebieski to tutaj kolor pleśni. Buty zaczynają nam pleśnieć, a od nich skóra między palcami. Palce sino-niebieskie od mrozu. Oczy majorów. Oczy pułkowników. Błękitne oficerskie oczy.
MATKA BOSKA KAZAŃSKA A ja mam jakie oczy, malarzu?
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Koniec widzenia. Natychmiast otwórz oczy!
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Jaki kolor mają moje oczy?
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Koniec widzenia, powiedziałam. To nie miejsce dla kobiet. Kobiet nie przyjmujemy. Paszła w kibini matieri! Zresztą ty w Kozielsku, on w Starobielsku! Nie macie prawa się znać! Kobiet nie przyjmujemy!
5. Czerwony
JEDEN Z TYSIĘCY Kobiety w obozie!
DRUGI Z TYSIĘCY Palą liście dębowe, klonowe i różne zielska.
JEDEN Z TYSIĘCY Kochana Halinko, kąpałaś się, gdy odchodziłem.
DRUGI Z TYSIĘCY Czy kąpałaś się na tułaczkę?
JEDEN Z TYSIĘCY Maryś kochana, co robisz?
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Bandażuję nogi.
DRUGI Z TYSIĘCY Co?
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Jem cebulę sama - szkoda, że Mieczysław tego nie widzi!
JEDEN Z TYSIĘCY Co pani tu robi?
DRUGI Z TYSIĘCY Wydawało mi się, że słyszę głos żony.
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Bandażuję nogi, jem cebulę, marznę.
JEDEN Z TYSIĘCY Jakim cudem?
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Nie wierzę w cuda.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA W naszym sanatorium nie ma miejsca dla bab! Tfu! Tu nie ma bab! To miejsce wyłącznie dla mężczyzn. Co ty tu robisz? Nie znoszę konkurencji!
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Ukazuję się.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Nie pierdoli, prawdę mówi.
JEDEN Z TYSIĘCY Tęsknię za żoną. Za jej dłońmi, czerwonymi ustami.
DRUGI Z TYSIĘCY Czerwone usta mojej żony. Najczerwieńsze z czerwonych.
JEDEN Z TYSIĘCY Czy mogę się do pana przytulić? Będzie cieplej.
DRUGI Z TYSIĘCY Czy mogę się do pana przytulić? Będzie cieplej.
JÓZEF CZAPSKI Proszę się do mnie przytulić. Będzie cieplej.
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Zimno jak cholera, ale to nie mróz jest najgorszy. Krew!
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA O nie, tylko nie krew! Krew przyjdzie, być może, ale od Niemca!
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Spływa po nogach. Nie mam jej czym wytrzeć. Na wojnie dla kobiet najgorsza jest krew spływająca po nogach. Jak jest zimno, a tu mróz dochodzi do minus czterdziestu czasem, to zamarza. Czerwone kryształki krwi na udach przypominają lody malinowe. Czy się wstydzę? Koledzy zorganizowali mi coś na kształt osobnej izby. Mam więc odrobinę prywatności. Ale plam na spodniach nie da się ukryć czasem. Piorę, ale wszystko tu schnie marnie. Tak bardzo nie lubię zapachu stęchlizny. Czerwone maki na Monte Cassino. Czerwone majtki w obozie w Kozielsku. Zamiast rosy piły ludzką krew. Niektórym kolegom leci krew z nosa. Z przemęczenia. Z niedożywienia. Z choroby. Menstruacja na wojnie jest chorobą. Kroję szmatki z podartej koszuli. Piorę je. Suszę na pryczy i modlę się, żeby ktoś mi te czerwone plamy zabrał.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Jeśli chodzi o kolor czerwony, mamy tu piękne sztandary. Wykonane z najlepszych tkanin. Szyte na zamówienie u najlepszych radzieckich krawców. Panienka sobie życzy kupon szkarłatnej tkaniny?
JEDEN Z TYSIĘCY Padnij!
DRUGI Z TYSIĘCY Powstań!
JÓZEF CZAPSKI Miłość? Czy ma kolor czerwony? Raczej to kolor sukienek, kolor spotykany na ulicach. Kolor sklepowych witryn i teatralnych kurtyn. To kolor foteli w kinie i czerwonego wina. Czerwony parzy. Proszę się przytulić.
JEDEN Z TYSIĘCY Cieplej trochę, tylko niewygodnie, cholera.
DRUGI Z TYSIĘCY Kochałem. Jak ja kochałem przed wojną! Na zabój!
JÓZEF CZAPSKI Czy kochałem? Nie wiem. Matka umarła, jak miałem siedem lat. Wierzyła w Boga. Dla niej to by było niedopuszczalne. Taka miłość. Jest cieplej razem.
JEDEN Z TYSIĘCY Moja miała takie czerwone te usta. Najczerwieńsze! Przytuliłbym się.
DRUGI Z TYSIĘCY Takie miłości, czerwone jak żar, były tylko przed wojną.
WIELKA KŁAMCZUCHA KATYŃSKA Przybyli ułani pod okienko, przybyli ułani pod okienko. Stukają, pukają - wpuść panienko! A tyś czemu, Czapski, nie pukał? Ciota jesteście, Czapski? Pedał w Katyniu. Boże broń, bolszewika goń, goń, goń? Jak sobie wielka Polska z taką biografią poradzi, no jak? Wiesz, co ci powiem? Ja bardzo nie lubię Polski i zrobię jej na złość. Nie zabiję cię tu. Będzie sobie musiała Polska z tobą poradzić. Znosić tę hańbę. Wielki artysta, wielki Polak! Pedał w Katyniu! Ocalimy cię, może. Będzie afera - gonimy frajera!
JEDEN Z TYSIĘCY Padnij!
DRUGI Z TYSIĘCY Powstań!
JEDEN Z TYSIĘCY Padnij!
DRUGI Z TYSIĘCY Powstań!
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Czerwona krew. O czerwonym mówiło się w naszym domu od dziecka. Ale to była inna krew. Nie kobieca. To była czerwień patriotyczna. Przelewana za ojczyznę. Z miłości do ojczyzny. Czy menstruacyjną krew można przelać za ojczyznę? Czy kobieca krew przelana za ojczyznę jest tak samo ważna jak męska krew przelana za ojczyznę? Mój ojciec - generał Dowbór-Muśnicki...
JEDEN Z TYSIĘCY Padnij!
DRUGI Z TYSIĘCY Powstań!
JEDEN Z TYSIĘCY Padnij!
DRUGI Z TYSIĘCY Powstań!
MATKA BOSKA KAZAŃSKA Mój ojciec - generał Dowbór-Muśnicki z pewnością uważałby, że kobieca krew nadaje się wyłącznie do dawania życia, a nie do życia kończenia. Kobieca krew nie nadaje się do przelewania. Kobieca krew jest nieczysta. Kobieca krew jest z pewnością niewygodna na wojnie. Ale kolor ma ten sam jak męska, ta ojczyźniana.