Dialog 11/2022 - Opracowanie zbiorowe

Kup ebooka

10.00 zł
8.29 zł (8,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Malina PrześlugaJeszcze tu jesteś

Postaci literackie są więc tymi daimonionami, które jako komiwojażerzy wspólnej rzeczywistości psychicznej, poruszając się między czytelnikami, stają się dla nich lustrami ich projekcji. Są czynnikami pośredniczącymi, uniwersalizują nasze pojedyncze doświadczenie i budują z niego wspólny zbiór pejzaży - Krainę Metaksy, Krainę Wszystko-Się-Może-Zdarzyć i Krainę Tak-Już-Było. Pozwalają nam wymieniać się naszymi żywotami z innymi ludźmi i w ten sposób poszerzać własną świadomość o to, czegośmy sami nie przeżyli. Być może fikcja pełni nawet funkcję ewolucyjną - przystosowania do świata większego niż nasze małe "ja" i znajome mu ograniczone środowisko.

Fikcja ma też w swojej dyspozycji najważniejsze narzędzie - nadaje sens temu, co nam się przydarza.

Olga Tokarczuk, "Czuły Narrator"

rozmowa z Maliną Prześlugą i Magdą MiklaszNie ma takiego słowa

OCZY SUCHE? SKOŃCZYLIŚMY PŁAKAĆ? TO ZACZNIJMY ROZMAWIAĆ, CHOĆ TYM RAZEM CHYBA WOLAŁBYM POMILCZEĆ Z WAMI PRZEZ PÓŁ GODZINY. MALINO, "JESZCZE TU JESTEŚ" OPATRZYŁAŚ MOTTEM Z "CZUŁEGO NARRATORA". ZWRÓCIŁEM W NIM UWAGĘ NA FRAGMENT, W KTÓRYM OLGA TOKARCZUK POSTULUJE, ŻEBY DZIĘKI LITERATURZE WYMIENIAĆ SIĘ ŻYCIEM Z INNYMI LUDŹMI, "POSZERZAĆ WŁASNĄ ŚWIADOMOŚĆ O TO, CZEGOŚMY SAMI NIE PRZEŻYLI". W "JESZCZE TU JESTEŚ", TAK JAK W "DEBILU" SPRZED DWÓCH LAT, PO RAZ KOLEJNY WCHODZISZ DO CUDZEJ GŁOWY. ZAPISUJESZ, JAKBY W UDRĘCE I BÓLU, TO, CO SIĘ Z NIEJ WYLEWA. CZEMU SOBIE TO ROBISZ?

PRZEŚLUGA Ten cytat z Tokarczuk to chyba dobry punkt wyjścia do rozmowy o całym moim pisaniu, bo ja bardzo często robię coś, co nazwałabym wiwisekcją duszy, o tyle bezpieczną, że nie zawsze mojej. To takie trącanie bolącego zęba, ustawiczne sprawdzanie pewnych sytuacji na stworzonych obiektach, które pomagają mi oswajać rozmaite własne lęki. Pisanie powinno pracować na rzecz empatii: dzięki literaturze, dzięki dramatowi możemy doświadczać cudzej egzystencji, a w konsekwencji także współczuć.

TYLKO ŻE TAKIE PORUSZANIE SIĘ W RAMACH SYTUACJI GRANICZNEJ, TU AKURAT WEWNĄTRZ CIERPIENIA MATKI, KTÓREJ SYN POPEŁNIŁ SAMOBÓJSTWO, JEST TAKŻE, TROCHĘ BOJĘ SIĘ TEGO SŁOWA, PRZEJAWEM "AUTOOKRUCIEŃSTWA". MAM WRAŻENIE, ŻE JUŻ NIE W CUDZEJ, ALE W TWOJEJ GŁOWIE WIERCISZ BEZ ZNIECZULENIA. BO PRZECIEŻ NIE MOŻNA UCIEC OD PYTAŃ, CO JA BYM ZROBIŁA, GDYBY TO BYŁO MOJE DZIECKO? JAK BYM SIĘ ZACHOWYWAŁA? CO CZUŁABYM WTEDY? JAK WYGLĄDAŁOBY MOJE CIERPIENIE? JESTEŚ OKRUTNA WOBEC SWOICH BOHATERÓW I RÓWNIEŻ WOBEC SIEBIE. CZY TWOIM ZDANIEM ISTNIEJE COŚ TAKIEGO JAK DOBRE OKRUCIEŃSTWO?

PRZEŚLUGA A czy teatr nie zajmuje się tym od zarania? Czy szkolna definicja katharsis nie zakłada oczyszczenia właśnie przez patrzenie na to, jak cierpią fikcyjni inni? Jest dla mnie coś uwalniającego i pięknego w tym, że można sobie stwarzać bohaterów, którzy udźwigną nasze lęki, a następnie oddawać tych bohaterów widzom, z całym tym bagażem, który poniosą także za nich. Nie ukrywam, że w tej sztuce jest bardzo dużo mojego strachu. Mam pięcioletniego syna, który ma jutro urodziny, i myślałam o nim podczas dzisiejszego czytania, zwłaszcza że w sztuce jest mnóstwo detali z naszego życia: te getry w żółwie, to kakałko i kwadrans zabawy po nim, przed snem... Może to jakiś rodzaj masochizmu, że wyobrażam sobie utratę dziecka, ale pisanie o tym jest jakąś formą metafory, która ma za zadanie te lęki dźwigać.

A NIE BOISZ SIĘ, ŻE - WBREW ARYSTOTELESOWI I JEGO WIERZE W TEATRALNE "OCZYSZCZENIE" ZŁYCH UCZUĆ I EMOCJI - TE STRACHY, KTÓRE PRODUKUJESZ, ZOSTANĄ Z TOBĄ NA ZAWSZE?

PRZEŚLUGA To się chyba nawet nazywa retraumatyzowanie... Tylko że mam jakieś dziwne przeczucie, że postacie stwarzane w procesie pisania były gdzieś już wcześniej. O tym też pisała Tokarczuk - jej zdaniem bohaterów się nie wymyśla, oni błądzą gdzieś po ciemku, zawieszeni w Krainie Metaksy, w umownej przestrzeni, a gest pisarski ich tylko wydobywa i przenosi z tamtego świata tutaj. Nie wiem, czy inni piszący też tak mają, czasem wydaje mi się, że moje postaci chcą mi coś powiedzieć, a ja jestem jedynie takim sekretarzem (sekretarką?) i zapisuję rzeczy, które mają być powiedziane. Skąd to się bierze - nie mam bladego pojęcia, ale z dużą ulgą przeczytałam w Czułym Narratorze, że zdarza się to także innym. Ale też w każdym swoim tekście mierzę się z jakimś wyzwaniem, z czymś nowym. Wyzwaniem bywa zarówno temat, jak i forma.

TO PRZEJDŹMY DO PYTANIA O FORMĘ ZAPISU TWOJEGO DRAMATU. JESTEŚ W NIM O KROK OD LIBERATURY, CZYLI WARIANTU POEZJI GRAFICZNEJ, W KTÓREJ UKŁAD ZDAŃ NA STRONIE, WYBÓR CZCIONKI, SYMBOLICZNE OBRAZY UTWORZONE Z POMOCĄ LITER SĄ TAK SAMO WAŻNE JAK TREŚĆ UTWORU, STANOWIĄ JEDNĄ Z JEGO WARSTW ZNACZENIOWYCH. TO CELOWY KROK W TĘ STRONĘ? A MOŻE PISAŁAŚ TĘ SZTUKĘ JAK KOMIKS, Z KONKRETNYMI KADRAMI UKRYTYMI NA WYDRUKU? CZYTAJĄC "JESZCZE TU JESTEŚ" PIERWSZY RAZ, NIE TYLE SŁYSZAŁEM GŁOSY WOKÓŁ BOHATERKI, CO ROZSZYFROWYWAŁEM MIEJSCA, W KTÓRYCH WYBRZMIEWAJĄ...

PRZEŚLUGA Jeszcze inaczej. Chciałam uchwycić zjawisko, którego doświadcza pewnie część osób tuż po stracie kogoś bliskiego: musimy żyć dalej, tymczasem okazuje się, że jesteśmy od tego życia kompletnie odklejeni. Strzępy rzeczywistości napływające z każdej strony potęgują tylko poczucie odrealnienia. Stąd ten rozsypany zapis. Pomyślałam, że chcąc przeżyć żałobę razem z moją bohaterką, nie powinnam robić z niej narratorki, przynajmniej na początku. Skonstruowałam więc antynarratorkę, puste miejsce, które po prostu jest w świecie, ale w sposób przezroczysty. Jest nie będąc.

ONA SIĘ MATERIALIZUJE, DOCHODZI DO GŁOSU, MNIEJ WIĘCEJ W POŁOWIE DRAMATU. WCZEŚNIEJ JEST PATRZENIEM I TAKĄ CISZĄ, W KTÓREJ ODBIJA SIĘ MIASTO. CZY WYOBRAŻAŁAŚ SOBIE PODCZAS PISANIA JAKĄŚ KONKRETNĄ AKTORKĘ, JEJ TWARZ, SYLWETKĘ, KOSTIUM?

PRZEŚLUGA Nie, zupełnie nie. Można uznać, że korzystam z techniki POV (point of view) popularnej w grach komputerowych, czyli próbuję się w nią wcielić, spojrzeć jej oczami. Tu jak refren wraca ta kwestia empatii - szukam takiej perspektywy, z której umiałabym sobie wyobrazić i zarazem pokazać, jak to jest. Tak skonstruowana bohaterka nie ma konkretnych cech.

UWAŻAM, ŻE W TWÓJ DRAMAT JEST OD POCZĄTKU WPISANA NARASTAJĄCA EMPATIA CZYTELNIKA, UŻYWASZ NASZYCH CZYTELNICZYCH REAKCJI NIEMAL W TEJ SAMEJ FUNKCJI, CO KWESTII LUDZI OTACZAJĄCYCH CIERPIĄCĄ BOHATERKĘ. I CO NAJCIEKAWSZE: POKAZUJESZ CAŁY CZAS ICH PRÓBY PRZEBICIA SIĘ PRZEZ PANCERZ DEPRESJI, CIERPIENIA, JAKI WYTWORZYŁA WOKÓŁ SIEBIE MATKA NASTOLETNIEGO SAMOBÓJCY. ZA KAŻDYM RAZEM SĄ TO PRÓBY NIEUDANE. ONA NIE CHCE ŻADNEGO GESTU LITOŚCI, NIE WIDZI WYCIĄGNIĘTEJ KU NIEJ RĘKI, NIE SŁUCHA POCIESZEŃ I KONDOLENCJI. CZY TWOJEJ BOHATERCE MOŻNA W OGÓLE POMÓC?

PRZEŚLUGA Ludzie wytworzyli na przestrzeni dziejów całą masę mechanizmów, przekonań czy teorii, które mają pomagać w cierpieniu, nadawać mu sens. Ale w tym momencie, w którym znajduje się bohaterka, owego sensu zupełnie nie widać i zdania typu "Jeżeli mogę coś dla pani zrobić, proszę powiedzieć" mogą wręcz dokładać cierpienia, tak podejrzewam. Poczucie niezrozumienia (bo świat nie dozna przecież tego samego, takiego bólu, stanu pustki, braku sensu) jest dojmujące, a próby racjonalizacji tego, co się stało - bezzasadne, przynajmniej w pierwszej fazie po stracie.

GRECY MIELI SPECJALNĄ KATEGORIĘ OSÓB OKRESOWO NIETYKALNYCH, BO NAZNACZONYCH MIASMĄ CZYLI ZMAZĄ. SPOTKAŁO ICH WIELKIE NIESZCZĘŚCIE ALBO POPEŁNILI NIEWYOBRAŻALNĄ ZBRODNIĘ, DOPADŁO ICH PRZEZNACZENIE, PRZEKROCZYLI NIEPRZEKRACZALNE, POZNALI NĘDZĘ LUDZKOŚCI Z KAŻDEJ STRONY. I DLATEGO NIE MOŻNA SIĘ BYŁO DO NICH ZBLIŻYĆ, NIE WOLNO BYŁO ICH DOTKNĄĆ, ŻYĆ Z NIMI POD JEDNYM DACHEM. MAM WRAŻENIE, ŻE TWOJA BOHATERKA JEST JUŻ W TAKIEJ KONDYCJI.

PRZEŚLUGA Oczywiście, znaleźlibyśmy takie figury, ale nie wpisywałabym ludzkiej potrzeby i zarazem niemożności ukojenia w żaden topos, mit czy nurt filozoficzny. Myślałam raczej o znanych mi doświadczeniach i o tym, jak sama odbieram sygnały pomocy czy próby racjonalizacji wtedy, gdy dzieje się w moim życiu coś złego. To takie podejście, które nazwałabym "psychologią własną", nie uzurpuję sobie w pisaniu prawa do wypowiedzi szerszej niż osobista.

TERAZ PYTANIE DO MAGDY MIKLASZ. PODJĘŁAŚ PRZY INSCENIZACJI CZYTANIA "JESZCZE TU JESTEŚ" RADYKALNĄ DECYZJĘ. TAM, GDZIE W TEKŚCIE PRZEŚLUGI JEST CHÓR, CZUJEMY OBECNOŚĆ TŁUMU OBSERWUJĄCEGO BOHATERKĘ, TY POZOSTAWIASZ NA SCENIE TYLKO DWIE OSOBY: MATKĘ I SYNA, KTÓRY CZYTA WSZYSTKIE POZOSTAŁE GŁOSY. CZEMU TO MA SŁUŻYĆ?

MIKLASZ Ten tekst wymaga oddania intymnego napięcia między postaciami, wymaga też ciszy. Znając formułę gdyńskich czytań, wiedziałam, że jeśli zaproszę na jeden dzień na scenę cały zespół Teatru Miejskiego, nie osiągniemy takiej koncentracji. Zresztą wszystkie te głosy dookoła bohaterki odbierałam jako taki szum, zlewający się w jej głowie - wykonałam więc podobną pracę jak Malina i przyjęłam perspektywę głównej postaci. Wyobraziłam sobie, że we wszystkich głosach z zewnątrz ona i tak słyszy głos syna.

OSIĄGASZ W TEN SPOSÓB EFEKT KLATKI ZACISKAJĄCEJ SIĘ WOKÓŁ BOHATERKI. JEST CORAZ MNIEJ MIEJSCA, WSZĘDZIE TYLKO SYN I SYN, WSZYSTKO KOJARZY SIĘ JEJ Z NIM, OSKARŻA JĄ, PRZERAŻA, ZADAJE BÓL...

MIKLASZ A z drugiej strony chciałam oddać fonosferę miasta, bo przecież bohaterka wędruje, jest w różnych przestrzeniach. Miałam na ten tekst mnóstwo pomysłów i wszystkie musiałam po kolei odrzucić: wymarzyłam sobie na przykład miejskie projekcje, jakieś niezwykłe wizualizacje, ale potem doszłam do wniosku, że tylko odciągną uwagę od tego, co istotne. Od początku za to wiedziałam, że rolę matki powinna czytać Agnieszka Bała.

CZĘŚĆ JEJ KWESTII PŁYNIE Z OFFU I TO TEŻ JEST ZABIEG INTERPRETACYJNY, BO W SZTUCE NIE ZAWSZE JEST JASNE, KTÓRE SŁOWA BUDUJĄ JEJ MONOLOG WEWNĘTRZNY.

MIKLASZ To prawda. Staraliśmy się jednak jak najdłużej utrzymać milczenie Agnieszki, dlatego też część jej początkowych myśli postanowiliśmy puścić z offu i precyzyjnie wybraliśmy moment pierwszej jej kwestii wypowiedzianej na głos. Jest to moment, w którym postać matki zostaje sama. Partnerujący jej Krzysztof Berendt z kolei ma od początku mikrofon, więc jego głos jest lekko zniekształcony, bardziej sztuczny, co podkreśla, jakby potęguje wrażenie prawdziwości w wypowiedziach matki.

JEŚLI TWOJE CZYTANIE BYŁOBY SPEKTAKLEM - PRZEZ DŁUGIE MINUTY WIDZ PATRZYŁBY NA MILCZĄCĄ AKTORKĘ-LALKĘ SIEDZĄCĄ NA KRZEŚLE. ONA SIĘ NIE RUSZA, NIE DZIAŁA SAMODZIELNIE, REAGUJE MECHANICZNIE NA STRZĘPY TEKSTU, WSZYSTKIE ZNACZENIA TWORZY OTULINA DŹWIĘKOWA I TEN ROZGADANY MARTWY SYN BAWIĄCY SIĘ MIKROFONEM... CZY TAKIE UBEZWŁASNOWOLNIENIE CIERPIĄCEJ MATKI PRZYBLIŻA NAS DO JEJ TRAGEDII, CZY NA SZCZĘŚCIE DAJE BEZPIECZNY DYSTANS? WIDZICIE? OTO POMNIK WSPÓŁCZESNEJ MATER DOLOROSA!

MIKLASZ To bardzo indywidualne. Kogoś mogłoby wręcz zirytować takie antyczytanie, w którym jedna z postaci prawie się nie odzywa, ale osiągnięty w ten sposób efekt obcości czy zaburzenia to jest właśnie to, co chciałam uzyskać. Czytając tekst Maliny, szybko się domyśliłam, że bohaterka przeszła jakąś tragedię, choć w zasadzie nie musiałam tego wiedzieć. To trochę tak, jakby przyglądać się komuś milczącemu w autobusie i zastanawiać się, co się z tą osobą dzieje. Niepewność, zaintrygowanie, dopiero potem współczucie - tak to zostało napisane i chcieliśmy tę dynamikę oddać na scenie.

ZMIENIŁAŚ JEDNAK FINAŁ. W TLE POJAWIA SIĘ NICK CAVE Z UTWOREM Z PIĘKNEJ I CHOLERNIE SMUTNEJ PŁYTY "GHOSTEEN", KTÓRĄ WYDAŁ PO ŚMIERCI SYNA. TAM, GDZIE W DRAMACIE MATKA POWTARZA SAMOBÓJCZY GEST DZIECKA (TAK TO ROZUMIEM), TU POGODNY RADEK POJAWIA SIĘ OBOK NIEJ, MÓWI JEDNO CIEPŁE ZDANIE I MAMY OTWARTE, PRAWIE IDYLLICZNE ZAKOŃCZENIE. SPOTKAMY SIĘ PO TAMTEJ STRONIE. CHCIAŁAŚ ROZPROSZYĆ MROK JAKĄŚ OBIETNICĄ, ZŁUDZENIEM, NAMIASTKĄ HAPPY ENDU?

MIKLASZ Ja też potrzebowałam metafory. (śmiech) Terapeutyzować się musimy wszyscy. Nie zmieniłam jednak finału. Nie zmieniliśmy w tekście ani jednego słowa, tylko dodałam utwór Nicka Cave'a, który wprowadza radykalnie inną atmosferę, a jednak odwołuje się do tego samego problemu. Wprowadziliśmy też postać syna, który wcina się mamie w jej monolog i dopowiada swoją wersję wydarzeń. Chciałam zawiesić tę sytuację jeszcze bardziej. Finał dramatu jest niejasny - bo nie jesteśmy pewni, czy matka powtarza gest syna, czy tylko wyobraża sobie ten samobójczy akt. A jeśli rzeczywiście to robi, to czy jest w tym szczęśliwa, bo czuje ulgę albo połączenie z synem, czy smutna i samotna. Tego nie wiemy. W czytaniu dodaliśmy jeszcze jedną niepewną: może matka jest takim Nickiem Cavem - artystą, który przetwarza ten problem, przerabia, oswaja za pomocą sztuki.

SWEGO CZASU W "DEBILU" TAKŻE ZASKOCZYŁ MNIE FINAŁ HISTORII KUBY. NIE TYLE JAKI BYŁ, TYLKO ŻE TO SIĘ JUŻ SKOŃCZYŁO, W TYM MIEJSCU... MALINO, SKĄD WIESZ, KIEDY SKOŃCZYĆ MONOLOG POSTACI, CZEGO POTRZEBUJESZ, BY DOPROWADZIĆ BOHATERA DO OSTATNICH SŁÓW CZY GESTÓW? CZY TEN GŁOS, KTÓRY SŁYSZYSZ PODCZAS PISANIA, PO PROSTU NAGLE UCICHA?

PRZEŚLUGA Nie wiem, to trochę niewygodne pytanie. Nie myślę o strukturze, o porządkach formalnych, raczej czuję, że już się wyraziłam. Na pewno tego nie projektuję, bo takie rysowanie linii dramaturgicznych, które mają do czegoś prowadzić, raczej mi przeszkadza, niż pomaga. Ale chciałabym dodać do naszej rozmowy coś jeszcze, to takie małe spostrzeżenie, coś, co sobie uprzytomniłam podczas pisania. Otóż język polski nie radzi sobie z tą największą stratą: gdy umrze mąż, jestem wdową, gdy stracę rodzica, jestem sierotą, natomiast nie znam osobnego określenia na matkę, która pochowa dziecko. Nie ma takiego słowa. Oczywiście, że to nie jest naturalna kolej rzeczy, ale przecież się zdarza, a polszczyzna tego nie dźwiga. Jakby to doświadczenie przekraczało ramy języka.

PRÓBOWAŁAŚ ZNALEŹĆ TAKIE SŁOWO?

MIKLASZ Może jest w innych językach?

PRZEŚLUGA Nie, nawet nie sprawdzałam. Stwarzanie go byłoby z kolei po nic, sam jego brak dał mi po prostu do myślenia.

CZY ZAPIS TEKSTU JEST TWOJĄ ROZMOWĄ Z REŻYSEREM/REŻYSERKĄ? ZOSTAWIASZ W TEKŚCIE HACZYKI DLA REALIZATORÓW, TAKIE, KTÓRYCH MOGLIBY SIĘ ZŁAPAĆ I URATOWAĆ INSCENIZACYJNIE, CZY RACZEJ MNOŻYSZ PUŁAPKI, NA KTÓRE MUSZĄ UWAŻAĆ?

PRZEŚLUGA Nie kategoryzuję tego w ten sposób: to nie jest tak, że w tekście są albo wskazówki, albo miny, na których można się wysadzić. Nie konstruuję z rozmysłem pułapek, zależy mi raczej na tym, by tekst stanowił interesujące wyzwanie. Sama mam potrzebę odkrywania nowych form wyrazu, ważne jest dla mnie, by dotykać uwierających mnie spraw z bardzo różnych kątów i perspektyw. W inscenizacjach szukam tego samego.

MALINO, MIMO ŚWIETNEJ ROBOTY ADAPTACYJNEJ, JAKĄ WYKONAŁA MAGDA MIKLASZ, CHYBA PIERWSZY RAZ W KONTAKCIE Z TWOJĄ TWÓRCZOŚCIĄ SCENICZNĄ NIE POTRZEBOWAŁEM WCALE SPEKTAKLU JAKO NATURALNEGO DOPEŁNIENIA DRAMATU. MYŚLAŁAŚ KIEDYŚ, ŻEBY NAPISAĆ DRAMAT NIE NA SCENĘ, TAKI, KTÓREGO OSTATNIĄ INSTANCJĄ BYŁBY CZYTELNIK?

PRZEŚLUGA Jeśli taka ambicja kiedyś mi się skrystalizuje, to raczej pójdę w prozę. Teatr jest dla mnie żywą materią, lubię go słyszeć i widzieć.

Rozmawiał Łukasz Drewniak

Rozmowa odbyła się 1 października w Teatrze im. Gombrowicza w Gdyni, bezpośrednio po czytaniu sztuki Maliny Prześlugi, wyreżyserowanym przez Magdę Miklasz podczas spotkań Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej.

Sztuczka znów pierwsza, na chór i głos- Barbara Klicka -

Osoby:

- CHÓR

- GŁOS

CHÓR Wychodzi na to, że znowu trzeba bać się tego samego, czego bali się nasi rodzice, i ich rodzice, i ich rodzice, i ich rodzice.

GŁOS A co jeśli zawsze chodziło po prostu o siłę? W dodatku nie o ten jej rodzaj, który pozwala przebiegać przez ulicę dwadzieścia metrów od pasów, mówić do kogoś swobodnie, że nie chce się go więcej widzieć? Co jeśli moc, która pozwala założyć wijącemu się jamnikowi kaganiec i jechać z nim komunikacją miejską na drugi koniec miasta lub kraju po coś, co może okazać się bagnem z kokardą, bukietem z trawy lub dwiema godzinami w czyimś towarzystwie, nie jest tą mocą, która teraz mogłaby się najbardziej przydać?

CHÓR I ich rodzice, i ich rodzice, i ich.

GŁOS Dopiero teraz przyszło mi do głowy, że siła, dzięki której swobodnie wyciągam ręce, bezmyślnie mówię dzień dobry sąsiadowi z drugiej klatki - ta, która czasem mnie rzucała jak szmatę, ta, z którą odchodził mój odcień tęczówek, tembr głosu, język w gębie - któregoś, może nie tak wcale odległego dnia, może już nie wystarczyć. Widzę ją jutro małą, malutką i praktyczną mniej więcej w podobnym stopniu, jak durnostojki w starym mieszkaniu babci.

CHÓR Kiedy wybuchło, płakałam, zaczęłam pakować rzeczy, nie dowierzałam, włączyłam telewizor i przestałam się ruszać, pobiegłam, zadzwoniłam do rodziców, zadzwoniłam do syna, zadzwoniłam do córki, chciałam zobaczyć bliskich, chciałam zobaczyć wszystkich, nikogo nie chciałam widzieć, bałam się.

GŁOS Uczono mnie robić pieniądze, uczono tak, żeby nie nauczyć, żebym nie zrobiła ich wszystkich naraz, raczej doba po dobie, żeby mi się nie wydawało, a potem, owszem, żebym wydawała. I ani słowa o hodowli warzyw, o tym, co można wziąć z ziemi ręką. O słowie aplegier dowiedziałam się ze słownika. Wolałabym teraz może umieć sprawnie osadzać aplegiery na trawnikach między blokami, niż mieć szerokie, udokumentowane doświadczenie ze stu dwudziestu trzech dawno już nieaktualnych miejsc pracy, miejsc wyposażonych w osoby, których już nie pamiętam, w sprzęt, który wyszedł z użycia, w dokumenty, obiegi.

CHÓR Bałam się, myślałam, jak pomóc, szukałam na mapie swojego miasta schronów, szukałam schronów na mapie miast obcych, czytałam o broni jądrowej, czytałam o broni konwencjonalnej, zamieszkałam z obcą kobietą, zamieszkałam z jej obcym dzieckiem, pozwoliłam się im wyprowadzić, wpłaciłam pieniądze na broń, płaciłam za broń konwencjonalną, woziłam kanapki na dworce, stałam z herbatą na dworcach, uciekałam, przyjmowałam kanapki, wzięłam ze sobą kota, nie wzięłam ze sobą kota, nie dałam rady, wpadłam w stupor, nie mogłam wstać, nie mogłam spać, chciałam, żeby ktoś kogoś zabił, chciałam, żeby wszyscy przeżyli, chciałam, żeby nikt nie ucierpiał, nie mogłam słuchać muzyki, nie mogłam o tym myśleć, nie mogłam o tym nie myśleć, bałam się.

GŁOS Wolałabym teraz wiedzieć, jak ugotować wodę w reklamówce przy użyciu ogniska, kto ze znajomych ma ogród warzywny, dom na działce za miastem, jak bandażować nogi, co zrobić bez bankomatu, jak przygotować pokój dla kogoś, kto go nie ma, jak się ogrzać w domu z nieczynnym centralnym. Wolałabym dokładniej wiedzieć, jak bali się moi rodzice, i ich rodzice, i ich.

Beniamin M. BukowskiDzieciątko z Charkowa

Matkom zastępczym

Dzieciom z surogacji

Obywatelkom i obywatelom Ukrainy

OSOBY:

- PIERWSZA, która mówi - kobieca

- DRUGA, która mówi - kobieca

- TRZECIA, która mówi - kobieca

- CZWARTA, która mówi - kobieca

- PIĄTA, która mówi - męska

- SZÓSTA, która mówi - męska

- SIÓDMA, która mówi - męska

Wydarzenia przedstawione w tym dramacie oparte są na prawdziwych doświadczeniach ludzi czasów najwspółcześniejszych, żyjących i nieżyjących. Chociaż pojawiają się tu chwile nadziei i radości, tekst dotyka przestrzeni największego ludzkiego cierpienia, upokorzenia i śmierci. Dlatego, po pierwsze, zawiera szereg autentycznych cytatów. Po drugie, wpisuje te cytaty w kontekst możliwie pozbawiający je autentyczności.

Interpunkcja pojawia się tam, gdzie powinna się pojawiać i nie pojawia się tam, gdzie nie powinna.

Istotnym miejscem, do którego odwołuje się sztuka, jest sala Hotelu Wenecja w Kijowie, w której podczas pandemii COVID-19 przetrzymywano urodzone przez matki zastępcze niemowlęta. Jej wygląd pokazuje dostępne w internecie nagranie wideo.

Poglądy i wypowiedzi postaci, które wydają się najmniej stosowne lub prawdopodobne, są tymi, które są najściślejszymi zapożyczeniami z rzeczywistości.

Tekst został skrócony na potrzeby publikacji.

Genesis

PIERWSZA Z człowiekiem to jest trochę jak z balonikiem który dostaje się na przykład z okazji urodzin

Zakładając że ktoś obchodzi twoje urodziny i że dostajesz na nie balonik

Balonik najpierw jest napełniany powietrzem - to znaczy rośnie, przybiera swoją optymalną formę, i potem - wiadomo - może już tylko maleć, z wolna tracić powietrze, aż sflaczeje do reszty. I człowiek jest jak taki balonik. Tak samo chłonący, potem będący, i na końcu z wolna tracący wszystko - pamięć, czucie ciała, władzę w rękach, słowa, wspomnienia, bliskich, właściwe sobie miejsca.

Ta metafora z balonikiem jest nawet tym lepsza, że balonik może pęknąć w dowolnej chwili. Teoretycznie powinien wytrzymać proces nadmuchiwania. I potem przez określony czas powinien wytrzymać okres przewidzianego dla niego trwania. Ale tak naprawdę w każdej chwili może rozlec się huk. Powłoka może pęknąć, i po baloniku -

Dziecko rośnie, chłonie

Pierwsze bodźce, to co je otacza

Dziecko się karmi

Zapachami tulącego je ciała kolorem światła wpadającego przez okno nierówną bielą sufitu regularnością rysów pochylającej się nad nim twarzy

Dziecko karmi się światem świat dostaje się do wnętrza dziecka

Jak surowiec dostarczany do fabryki dziecko potem produkuje

Swoją własną dorosłość oczywiście na tyle na ile starcza mu zasobów

I zawsze powstaje ten graficzny dylemat linii produkcyjnej

Niedostosowanej do potrzeb rynku można jedynie niwelować straty

Albowiem rynek poszedł gdzieś już dalej i ten świat na zewnątrz

Jest już innym światem niż ten który rozepchał wnętrze

Dorosły w gruncie rzeczy zawsze musi przegrać

Nie przez popełniane błędy nie przez to nawet że jest śmiertelny

Ale właśnie przez to że utkany został z przeszłości

A rzucony w przyszłość

Czym karmi się dzieci tutaj -

DRUGA Wojną -

SIÓDMA Niosę w sobie wdzięczność

Wobec rodziców

Niosę w sobie ich błogosławieństwo

Niosę w sobie ich dotyk ich dobro i mądrość

Nawet jeżeli oni sami mieli je za głupotę

I w pewnym momencie zwątpili w swoje bycie rodzicami poddali się uznając

Że dali mi więcej złego niż dobrego

Dali mi samo dobro.

TRZECIA Rodziców się nie wybiera mówią

Ale to nieprawda można wybrać rodziców swojemu dziecku

SIÓDMA Myślę że dorosłość jest karą którą płaci się za byciem dzieckiem

I okazją do spłacenia długów wobec kolejnych pokoleń dzieci

Dzieciństwo jest rajskim ogrodem z którego człowiek zostaje wygnany

CZWARTA Ktoś, kto tak mówi, musiał być jako dziecko bardzo uprzywilejowany

PIĄTA A Bóg powiedział do niewiasty

SZÓSTA W bólach rodzić będziesz

Chyba że

PIERWSZA Tak?

SZÓSTA Chyba że zlecisz to komuś innemu.

DRUGA Posłuchaj mnie teraz uważnie, bo to bardzo ważne. Są tacy ludzie, kochanie, są właściwie tacy dorośli, którzy będą cię chcieli skrzywdzić. Mogą wydawać się mili. To może być nauczyciel, to może być sąsiad, albo ktoś całkiem obcy. Taki ktoś może mówić: znam twoich rodziców, coś im się stało, chodź ze mną. Albo że chce ci coś pokazać. Że jest wujkiem, ciocią, przyjacielem, policjantem, lekarzem, księdzem. To może być mężczyzna albo kobieta. Ale nigdy, przenigdy nie ufaj komuś takiemu. Nigdy, przenigdy, nie wolno ci z kimś takim iść, kochanie.

Nie zaczynaj nawet rozmowy. Jeżeli ktoś taki zada ci jakieś pytanie, w ogóle na nie nie odpowiadaj.

Albo zacznij krzyczeć, że nie znasz tej osoby i prosić ludzi, żeby ci pomogli. Rozumiesz?

PIĄTA Ale ja pana nie znam.

Nawiedzenie Elżbiety

CZWARTA Za czasów Andrzeja, prezydenta Polski, żył pewien biznesmen, imieniem Zachariasz, z korporacji Abiasza. Miał on żonę z rodu Aarona, a na imię było jej Elżbieta. Oboje byli sprawiedliwi wobec swojej korporacji i postępowali nienagannie według wszystkich przykazań i przepisów prawa. Nie mieli jednak dziecka, ponieważ Elżbieta była niepłodna; oboje zaś byli już posunięci w latach. Zachariaszowi objawił się jednak anioł i rzekł:

PIĄTA Nie bój się Zachariaszu! Twoja prośba została wysłuchana: żona twoja Elżbieta da ci syna, któremu nadasz imię Jan. Będzie to dla ciebie radość i wesele; i wielu z jego narodzenia cieszyć się będzie.

CZWARTA Na to rzekł Zachariasz do anioła:

SZÓSTA Po czym to poznam? Bo ja jestem już stary i moja żona jest w podeszłym wieku.

CZWARTA Odpowiedział mu anioł:

PIĄTA Ja jestem Gabriel, który stoję przed Bogiem. A zostałem posłany, aby mówić z tobą i dać ci adres pewnej kliniki w Ukrainie, w której będziesz mógł wynająć surogatkę. A oto będziesz niemy i nie będziesz mógł mówić o tym nikomu do dnia, w którym się to stanie, bo co by ludzie powiedzieli.

CZWARTA Potem żona jego, Elżbieta razem z nim oddała komórki i pozostawała w ukryciu przez pięć miesięcy.

PIERWSZA Tak uczynił mi Pan

CZWARTA Mówiła

PIERWSZA wówczas, kiedy wejrzał łaskawie i zdjął ze mnie hańbę w oczach ludzi.

Zwiastowanie

CZWARTA W szóstym miesiącu posłał Pan swojego rekrutera do wioski w Ukrainie, nazwanej Derkacze, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Mariia. Rekruter nawiedził ją na grupie facebookowej i rzekł:

PIĄTA "Bądź pozdrowiona, pełna łaski, hajs z Tobą".

CZWARTA Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz rekruter rzekł do Niej:

PIĄTA "Nie bój się, Mariio, znalazłaś bowiem łaskę u Pana. Oto poczniesz i porodzisz Syna. Będzie on wielki i będzie nazwany Synem Zamożnych Ludzi. Będzie dziedziczył po nich nazwisko, geny i majątek, a Jego panowaniu nie będzie końca".

CZWARTA Na to Mariia odpisała rekruterowi:

DRUGA "Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?"

CZWARTA Rekruter jej odpowiedział:

PIĄTA "Zostanie ci podany koktajl hormonalny, jego moc osłoni Cię. Dlatego też Dziecko, które się narodzi, nie będzie nazwane twym Synem. A oto również klientka nasza, anonimowa, pocznie w ten sposób w swej starości syna, ta, która uchodziła za niepłodną. Dla naszego przedsiębiorstwa bowiem nie ma nic niemożliwego".

CZWARTA Na to odpisała Mariia:

DRUGA "Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!"

CZWARTA Wtedy wylogował się rekruter. Mariia zaś wybrała się i poszła z pośpiechem do kliniki w Charkowie.

Toczyłowski

SZÓSTA Politycy, którzy atakują naszą działalność, powinni się wstydzić. Jeden z polityków powiedział mi kiedyś, że piętnaście tysięcy euro to nie pieniądz. Ukraina wydaje im się bogata dzięki range roverom i mercedesom. Proszę was, drodzy politycy, żebyście przejechali się na prowincję i zobaczyli, w jakiej nędzy żyje nasza ludność. Pięćdziesiąt cztery procent kobiet żyje w małych miejscowościach, gdzie zarabiają miesięcznie równowartość kilkuset dolarów. Nie stać ich na wychowanie własnych dzieci, a często są zostawione same sobie, mąż nie pracuje, mają na głowie czworo lub pięcioro potomstwa. Matki, które przystępują do naszego programu, mają okazję na godny zarobek. Dostają piętnaście, dwadzieścia tysięcy euro. Mogą za te pieniądze wychować swoje dzieci i wysłać je na studia, mogą kupić dom, spłacić długi. Wydają te kwoty na prowincji, dają zarobić innym żyjącym w nędzy ludziom. Mogą w końcu godnie żyć.

Biotex

PIERWSZA Dzień dobry. Mam na imię Marna i jestem administratorką w hotelu Wenecja. Nasze opiekunki zajmują się waszymi dziećmi dwadzieścia cztery godziny na dobę w specjalnym pokoju dla niemowląt

DRUGA Każdego dnia spędzam czas z dzieckiem na świeżym powietrzu i kąpię je.

SIÓDMA W naszym hotelu przebywa w tej chwili czterdzieścioro sześcioro dzieci. To niemowlęta z całego świata. Ta sytuacja jest dla nas trudna, ale radzimy sobie. Dbamy o to, by rodzice mogli łączyć się codziennie ze swoimi dziećmi. Patrzenie, jak bardzo tęsknią za nimi, sprawia, że pękają nam serca. Chcielibyśmy, żeby byli w stanie odebrać swoje dzieci najszybciej, jak to tylko możliwe.

TRZECIA W hotelu pracuje pediatra. Codziennie bada dzieci i sprawdza ich stan zdrowia. Nie ma powodów do zmartwień, zdrowie waszych dzieci jest w dobrych rękach.

CZWARTA Dzieci cały czas przybierają na wadze. Dla każdego z nich dobieramy indywidualną dietę. Indywidualnie dostosowujemy też ćwiczenia i kąpiele. Kiedy odbywają się spotkania online, rodzice zalewają nas pytaniami. Na każde staramy się odpowiedzieć osobiście. W czasie pandemii dokładamy najwyższych starań o bezpieczeństwo dzieci. Hotel objęty jest ścisłą kwarantanną, nasz personel mieszka na miejscu, nie ma kontaktu ze światem zewnętrznym.

PIERWSZA Zobaczcie - oto nasz pokój dziecięcy

PIĄTA Moi przyjaciele, jak zapewne wiecie, Ukraina jest jednym z tych państw, które zamknęły swoje granice z powodu COVID-19. Z tego powodu obcokrajowcy nie mogą wjeżdżać na terytorium naszego kraju. Robimy wszystko, co tylko możemy, by uzyskać pozwolenia wjazdu dla wszystkich naszych klientów, ale cała ta procedura wymaga wsparcia waszych krajów. Apelujemy: nagnijcie swoje zasady, pozwólcie połączyć się rodzicom ze swoimi dziećmi.

PIERWSZA BioTexCom. Center for Human Reproduction

DRUGA Głos zabierze założyciel naszej kliniki -

PIERWSZA Albert Toczyłowski.

SIÓDMA Albert myśli mądrze. Myśli długofalowo. O sprawie musi zrobić się głośno. Oburzy się opinia publiczna.

PIĄTA Czy to dobrze żeby oburzała się opinia

SZÓSTA Zrobi się głośno, oburzenie wzrośnie, ale właśnie dzięki temu ludzie oburzą się nie tylko na nas - ludzie oburzą się - powiedzą -

PIĄTA Nie można rozdzielać dzieci i rodziców?

SZÓSTA Nie można rozdzielać dzieci i rodziców! To niemoralne, bezduszne, prawo nie może być okrutne.

Zrobi się głośno, oburzenie wzrośnie - i wszyscy będą chcieli, żeby państwa pozwoliły tym dzieciom pojechać do rodziców -

SIÓDMA Tak -

SZÓSTA I państwa będą musiały się ugiąć -

SIÓDMA Tak

SZÓSTA Państwa będą musiały się ugiąć pozwolą dostarczyć dzieci do rodziców

PIĄTA Nie będziemy musieli ich utrzymywać Nie będziemy musieli płacić Nie będziemy musieli wydatkować Odpadną pielęgniarki Odpadną pediatrzy Odpadną koszty kwaterunku wyżywienia opieki To nie są tanie rzeczy

SZÓSTA To nie są tanie rzeczy ale jesteśmy bogaci Nie myśl że nie stać mnie na cały ten teatrzyk

PIĄTA Zmniejszymy ryzyko procesów

SZÓSTA Stać mnie na procesy Stać mnie na przekupstwa Stać mnie na przegrane Dopóki wolno mi działać wszystko jest wliczone w cenę myśl perspektywicznie

SIÓDMA Nikt nie płaci mi za myślenie perspektywiczne Zresztą

PIĄTA Co zresztą

SIÓDMA Zresztą tylko Bóg widzi wszystko w szerszej perspektywie

SZÓSTA Schlebia mi że nazywasz mnie bogiem Sasza Teraz słuchaj -

SIÓDMA Chodzi o legislację -

SZÓSTA Brawo Saszo Brawo Widzisz Myślenie nie boli

SIÓDMA Boli Ale Bóg przecież dopuszcza na nas cierpienie

SZÓSTA Chodzi o legislację Chodzi o precedens.

Konferencja

TRZECIA Dzień dobry państwu, Ludmiła Denysowa, rzecznik praw obywatelskich.

Ukraina nie może pozwolić sobie na to by pod płaszczykiem wspomaganego rodzicielstwa

Wykorzystywać i krzywdzić nasze kobiety

Wykorzystywać i krzywdzić nasze dzieci

Dopuszczać się handlu ludźmi handlu ludźmi najbardziej niewinnymi

To znaczy handlu dziećmi dopuszczać do surogacji do tego że dzieci później

Trafiają Bóg jeden raczy wiedzieć gdzie i w jakim celu

SZÓSTA Do rodziców

TRZECIA - zastępczych

Do osób których tożsamości nie znamy do miejsc o których nic nie wiemy My tych dzieci nie jesteśmy w stanie wyśledzić Nie jesteśmy w stanie nawet sprawdzić czy nie dzieje się tam krzywda bo są poza naszą jurysdykcją Szanowni państwo -

SZÓSTA - nie demonizujmy. Ostatnio dochodzą do mnie wypowiedzi pani prokurator - i muszę przyznać, że jestem zadziwiony. Moje zdziwienie -

TRZECIA - moje zdziwienie bierze się stąd, że wszyscy zgadzamy się na taki proceder. Jak traktuje się kobiety, które podejmują się surogacji? Na jaki stres naraża? I co w zamian oferuje? Piętnaście tysięcy euro -

SZÓSTA - powtarzam: piętnaście tysięcy -

Mówiłem już: kwotę, która może zapewnić im godziwe życie.

Kobietom oferujemy godne warunki, cotygodniowe dodatkowe wynagrodzenie na bieżące wydatki, opiekę zdrowotną, pakiet badań, ubezpieczenie -

TRZECIA Czy chcemy to tolerować?

SZÓSTA Wynagrodzenie i ubezpieczenie? Dostęp do nowoczesnej opieki medycznej?

Ten kraj jak widać nie umie tego zaakceptować -

TRZECIA Nie umiem zaakceptować obłudnego działania klinik -

Półlegalnych, nieprowadzonych nawet przez lekarzy

Tylko przez biznesmenów, traktujących nasze kobiety jak alfonsi

Sprowadzających je do roli inkubatorów.

To prawdziwa zaraza -

SZÓSTA Nie.

TRZECIA Słucham -

SZÓSTA Prawdziwa zaraza - to covid.

Może nam pani pomoże i wspólnie znajdziemy pomysł, jak dostarczyć zagranicznym rodzicom ich uwięzione w klinice dzieci?

Solilokwia

DRUGA Jak zarobić na surogatkach nie mając surogatek

SIÓDMA Słucham

DRUGA Jak zarobić na surogatkach nie mając surogatek

SIÓDMA Nie wiem do czego zmierzasz

DRUGA Na całym tym procederze kto zarabia

SIÓDMA Lekarze właściciele klinik prawnicy pośrednicy niewspółmiernie mało ale jednak same surogatki

DRUGA A dziennikarze

SIÓDMA Słucham

DRUGA Ci którzy o tym piszą

SIÓDMA Pisanie to ich praca ale ciężko powiedzieć -

Oczywiście jeśli piszą w obronie surogacji można argumentować że piszą i są opłacani przez kliniki

Albo jeśli piszą przeciwko prywatnym klinikom ale nie przeciwko państwowym można argumentować że są opłacani przez Stowarzyszenie Medycyny Reprodukcyjnej

Ale -

DRUGA Ale nawet jeśli nie podpadają pod żadną z tych kategorii

Należy zauważyć

Że zarabiają ponieważ wykonują swoją pracę

A ponieważ dzięki surogacji mogą pisać o surogacji

Zarabiają paradoksalnie na surogacji

SIÓDMA To jest jednak sofizmat

DRUGA Pomyśl to temat który podbija zainteresowanie

SIÓDMA Mogą pisać zarówno popierając surogację w jej obecnej formie

Albo popierając ją co do zasady ale pod pewnymi warunkami dajmy na to etycznymi

Albo mogą być całkowicie przeciwko surogacji

Wtedy widzisz można powiedzieć że nie zarobkują na surogacji

Zarobkują p r z e c i w surogacji

DRUGA Podbijają sobie sprzedaż A autorzy reportaży -

SIÓDMA Widzę dokąd to zmierza

DRUGA A autorzy reportaży Czy potem się jednak nie drukuje

Czy na okładce nie drukuje się blurbów w stylu

Najbardziej wstrząsający temat tego roku

Obok tej książki nikt nie powinien przechodzić obojętnie

Kup koniecznie i poznaj opowieści kobiet w niewidocznych ciążach

SIÓDMA Reportaż

Służy nagłośnieniu tematu zwróceniu uwagi na problem

DRUGA I kupujący go hipsterzy

Siedzący potem w modnych kawiarniach i debatujący na temat praw reprodukcyjnych

W kontekście biopolitycznych wizji Foucault i Agambena

Albo przeciwstawnych koncepcji kapitalizacji własnego ciała w dyskursie feministycznym

Z pewnością przyczyniają się w sposób wymierny

W sposób tak niesamowicie wymierny

Do ratowania tych dzieci i tych kobiet

Do wymiernej poprawy ich sytuacji

Całe grono czytelnicze tych reportaży

Pochłonięte jest w pełni poprawą ich sytuacji

Tak jak wszelkie grona czytelników reportaży którzy tym właśnie całymi dniami się zajmują

Ośrodki kawiarniane i modne knajpki obwieszone kolorowymi neonami

Są to właśnie ośrodki troski i pochylania się nad światem

SIÓDMA Już wystarczy

DRUGA A po drodze przypominają mi się te słynne zdjęcia z National Geographic

Wszystkie zdjęcia dziennikarzy autorów reportaży tych pochylonych widzących zaangażowanych

Którzy fotografują umierające dzieci autochtonów walki psów samospalenia lincze

Patrzymy wstrząśnięci jesteśmy przerażeni ustawiamy się w miejscu obiektywu i -

SIÓDMA To jest sofizmat ja wiem dokąd zmierzasz

DRUGA I rodzi się pytanie kogo nie widzimy w tej scenie

SIÓDMA Sofizmat w ten sposób nikt o niczym nie mógłby napisać

DRUGA Tak dobrze powiedziałeś fotografa tak dobrze powiedziałeś reportażysty

SIÓDMA Nienawidzę ludzi którzy lubią w efektowny sposób ferować z poczuciem wyższości wyroki etyczne na temat innych a ty sam czy cokolwiek zrobiłeś

DRUGA I rodzi się pytanie ten fotograf co zrobił Otóż zrobił zdjęcie Zamiast na przykład pomóc zareagować

SIÓDMA To jest sofizmat powtarzam sofizmat

DRUGA A ja rzygam powtarzam rzygam tą kulturą

Tymi maszynami do wytwarzania moralnego oburzenia

Tym rodzajem spektaklu który sprawia że wynajdujemy rzeczy coraz to bardziej szokujące

I się nimi oburzamy

I co

I nic

SIÓDMA Oburzasz się właśnie w taki sam sposób

Karmiąc swoje oburzenie oburzeniem innych

Zaatakowałeś -

DRUGA Dziennikarzy reporterów konsumentów tych treści

Owszem

I wiesz kto jeszcze

Zarabia na surogacji

Wiesz kto zarabia

Na cudzych dzieciach

Bo dobrze się sprzedają

SIÓDMA Wiem dokąd zmierzasz i mi się to nie podoba

DRUGA Tak teatr

Tak dramaturg tak reżyser tak aktorzy tak właśnie widzowie

Raport

SIÓDMA Jestem policjantem pracuję w obwodzie sołomiańskim

Pamiętam że zatrzymaliśmy podczas jednego z nalotów

Na prywatne mieszkanie powiązane z grupą oskarżoną o przerzucanie dzieci za granicę

I podpadającą tym samym pod paragraf o nielegalnym handlu ludźmi

Jednego z łączników wziąłem go na spytki

W mieszkaniu

W przeciwieństwie do licencjonowanych klinik surogacji

Z którymi w świetle prawa nic nie da się zrobić

Znaleźliśmy -

Pokoje wypełnione kolorowymi matami złożonymi z łączonych gumowych elementów w kształcie puzzli

Były tam zabawki były opiekunki

Zaczęło mnie zastanawiać co siedzi w głowie tych przestępców którzy nawet nie udawali że zależy im na dobru dzieci

Którzy traktowali dzieci jako towar jako przedmiot którym należy handlować dla zysku

A jednak z niewiadomych względów

Po co pytam się po co

Zdecydowali się jednak u d e k o r o w a ć tamte mieszkania udekorować je z przeznaczeniem dla tych dzieci Po co

PIĄTA Może po to żeby nie płakały

SIÓDMA Po co Pytam się po co

PIĄTA Nie wiem nie ja to robiłem dostarczałem jedynie dzieci gdy można je było odłączyć od matek

SIÓDMA Po co Musisz mieć domysł

PIĄTA Żeby był spokój Żeby nie płakały

SIÓDMA Nie ma żadnych dowodów że dzieci będą mniej płakały w kolorowych mieszkaniach

Ja na przykład gdybym mieszkał w mieszkaniu w jednym kolorze

I w mieszkaniu w którym jest dużo różnych tandetnych kolorów

Jeśli miałbym już w którymś płakać

A jako gliniarz który widział już w życiu za dużo by płakać ja nigdy nie płaczę

Płakałbym raczej w takim z kolorowymi wykładzinami Płakałbym od tego oczopląsu

PIĄTA Po prostu

SIÓDMA Tak

PIĄTA Nie wiem

SIÓDMA Dlaczego te wykładziny

PIĄTA Nie wiem Ja dostarczałem dzieci Przyznaję się jestem winny

SIÓDMA Po co

PIĄTA Nie chcę odpowiadać

SIÓDMA I zezna pan że nigdy nie kupił tym dzieciom zabawki

PIĄTA Po co miałbym to robić

SIÓDMA Po co zostawmy na później czy nigdy pan nie kupił

PIĄTA Nie mogę powiedzieć że nigdy Nigdy to duże słowo

SIÓDMA Czyli pan kupił

PIĄTA Może ktoś mi kazał

SIÓDMA Czy ktoś panu kazał

PIĄTA Przyznaję nikt nie kazał

SIÓDMA Ma pan podobną łatwość w stosowaniu trybu warunkowego co łatwość z jaką przychodzi mi przekraczanie uprawnień stosowanie środków przymusu bezpośrednio dajmy na to używanie paralizatora wie pan to nie zostawia śladów

PIĄTA Przyznaję kupowałem dzieciom zabawki

SIÓDMA Kupował pan zabawki jak pan to określił towarowi

Czyżby

Pan jednak widział w tych dzieciach ludzi

PIĄTA Nawet więcej

Przyznaję

Tak więcej

Dorosłym przyznaję

Nie kupowałbym zabawek -

Agon

PIERWSZA Nasze stanowisko jest jasne. Stanowczo potępiamy działanie nielicencjonowanych klinik, klinik komercyjnych, których właścicielami są prywatni przedsiębiorcy i w których nie ma możliwości prowadzenia ścisłej kontroli przestrzegania najwyższych standardów etycznych i medycznych. My traktujemy surogację jako ostateczność - sięgamy po nią jako po ostatni ze środków wspomaganego rodzicielstwa, kiedy wszystkie inne zawiodą. Naszym zadaniem jest leczyć, pomagać. Obecny rozgłos medialny z pewnością prowadzi do nadmiaru negatywnych emocji wokół surogacji, związanych z nierozumieniem procedur medycznych. Ale staje się, jak wierzę, szansą na lepsze uregulowania prawne, które będą chroniły matki zastępcze, będą chroniły dzieci - i przekażą nam, specjalistom, nadzór -

SZÓSTA - nadzór nad rynkiem, widzicie sami, do czego to zmierza. Państwowe kliniki dążą do monopolizacji rynku z prostego powodu: dla nich to zysk. Ja nie postrzegam zdrowej, wolnorynkowej konkurencji jako zagrożenia. Wręcz przeciwnie. To będzie, to będzie szansa dla zagranicznych rodziców pragnących potomka. Wszystko i tak regulowane jest przez prawo. Trzymamy się prawa. A konkurencja to konieczność oferowania bardziej atrakcyjnych cen. I świadczenia lepszego standardu usług. Gdzie tu zagrożenie dla kogokolwiek poza kieszeniami lekarzy?

TRZECIA Czy prywatne przedsiębiorstwo będzie przestrzegało wszystkich przepisów, jakie muszą uwzględniać państwowe szpitale?

SZÓSTA A myśli pani, że same szpitale ich przestrzegają -

PIĄTA Albert -

SZÓSTA Nie, nie, niech pani to wytnie. Proszę to wyciąć, rozumie pani, albo nasi prawnicy dojadą panią i pani gazetę. Przejęzyczyłem się, jasne? Chciałem powiedzieć: oczywiście, że przestrzegamy wszystkich najwyższych standardów.

Interludium ekonomiczne

PIERWSZA Dziecko

Teoretycznie

Pozyskać można w bardzo określonych warunkach

Kiedy przynajmniej jedno z partnerów jest bezpłodne

Kiedy zawiodły inne metody

Kiedy o zgodę występuje zalegalizowane w swoim kraju małżeństwo

I kiedy to małżeństwo jest heteroseksualne bo przecież tylko heteroseksualiści jak wiadomo tworzą dobre bezpieczne rodziny ale

Nie oszukujmy się przepisy funkcjonują z gruntu rzeczy po to

By ludzie mieli wrażenie że coś jest pod kontrolą

Praktycznie Praktycznie nie ma problemu żeby po prostu

Dokonać outsourcingu ciąży i urodzin

Skoro do biedniejszych krajów outsourcingowana jest praca

Skoro z Chin dajmy na to z Aliexpressu zamówić można wszystko od śpiewającej doniczki po żywe jaszczurki w breloczkach z karmiącym je płynem

Dlaczego nie można by zamówić sobie dziecka z Ukrainy

Teraz może jeszcze was to oburzać

Ale gdybyście inwestowali na giełdzie pamiętajcie

Jaka to perspektywiczna branża kiedy idzie chociażby o dostawy

Uber Amazon DHL będą wyrywały sobie z rąk różne modele

Zamawiania i dowozu dzieci

W wybranych kolorach i kształtach.

Czy to nie wzruszające?

O ekonomii - współdzielenie

TRZECIA Ja na przykład wzruszam się bardzo łatwo. Zawsze rozczulają mnie obrazki zwierząt albo małych dzieci. Kiedy mijam dziecko w wózeczku, uśmiecham się zawsze do niego i ono też najczęściej uśmiecha się do mnie. Lubią mnie psy i koty. I zawsze, jeśli mogę, głaszczę. I kiedy nie mogę, też głaszczę, bo w sumie nigdy nie pytam się właścicieli o zdanie.

CZWARTA Wzruszają mnie cudze dzieci. Swoich mieć nie mogę. Mam jajowody, więc, jak się dowiedziałam, mogę dostarczyć swoją komórkę jajową do zapłodnienia in vitro. Ale nie mam szansy zajść w ciążę, bo urodziłam się bez macicy. To wbrew pozorom częsta sytuacja.

TRZECIA Mam już dwójkę dzieci, ale mogłabym mieć kolejne -

PIĄTA Wzrusza mnie pani gotowość do poświęcenia. Do gotowości rodzenia nowych dzieci.

TRZECIA Jak się to stanie skoro nie znam męża

PIĄTA To bardzo proste, jest to częścią układu, nieświadomość do kogo trafi dziecko gwarantuje, że na skutek przywiązania nie podejmie pani, nazwijmy to w ten sposób, nierozsądnych kroków tego byśmy nie chcieli prawda -

TRZECIA Czyli nie dowiem się kim są rodzice

PIĄTA O ile sami rodzice sobie tego nie zażyczą wtedy odpowie pani na ich pytania

CZWARTA Życzę sobie chcę poznać moją surogatkę

Niektórzy ludzie mają prawda wspólne zainteresowania dzielą prawda pasję do sportu do muzyki do podróżowania

TRZECIA Mówić że ma się pasję do muzyki sportu do podróżowania to jak powiedzieć że nie ma się w życiu żadnych pasji że właściwie od dawna nie żyje się już wcale że poddało się systemowi i w sposób algorytmiczny wykonuje powierzone nam zadania w oczekiwaniu na przedwczesny zawał serca

CZWARTA Niektórzy ludzie mają wspólne prawda kredyty hipoteczne kredyty we frankach wspólne różne inne rzeczy ciągnące ich na dno jak betonowe buty w dawnych filmach o mafii

TRZECIA Wszyscy dzielimy długi dług powiedział Heraklit zaciągany wobec świata z chwilą własnych nomen omen narodzin Tak Powiedział Heraklit Ekonomiści dowodzą że miał rację

CZWARTA My mamy wspólne cykle Musiałyśmy je uwspólnić Musiałyśmy prawda uwspólnić cykle za pomocą rozmaitego rodzaju substancji chemicznych Lubię myśleć że to romantyczne Że to jakiś rodzaj mistycznej harmonii

TRZECIA Dla kobiety dostarczającej materiału genetycznego jest to względnie bezpiecznie lecz jak mogłyby sugerować badania gdyby w czyimś interesie było ich przeprowadzenie procedura hormonalna której poddawana jest surogatka zwiększa ryzyko zachorowania na raka szyjki macicy na raka jajników

CZWARTA Mistyczna harmonia Służy to wszystko temu żeby organizm surogatki nie odrzucił zarodka żeby przyjął go jak swój żeby zarodek czuł się jak u siebie żeby zrezygnować ryzyko że surogatka odrzuci zarodek jako coś obcego

TRZECIA Ciało Tym w końcu jest rak prawda Zaczyna samo siebie traktować jako coś obcego Zaczyna siebie zwalczać próbuje samo siebie unicestwić Część ciała wypowiada autonomię względem reszty ciała Zaczyna działać w interesie własnym rozrastać się Ale nie działa w interesie ciała

CZWARTA Mamy zestrojone okresy jest to niezbędne do przeprowadzenia transakcji Są ze sobą zsynchronizowane jak pliki na dwóch urządzeniach elektronicznych połączonych wspólnym podpiętym do sieci kontem Tyle że my nie musimy być prawda podpięte do sieci Zsynchronizować wystarczy się raz Na czas prawda pobrania materiału i sztucznego zapłodnienia I potem prawda każda z nas może już funkcjonować niezależnie od drugiej Bez żadnych konsekwencji dla swoich życiorysów

Pokłon Trzech Mędrców

PIĄTA Do dzieciątka przyprowadziła nas gwiazda

SZÓSTA Tak Gwiazda Przybyliśmy ze Wschodu

SIÓDMA Gwiazda to być może nazwa strony w Darkwebie Być może to organizacja Nieważne

PIĄTA Nieważne Tak Nieważne

SZÓSTA Każdy z nas przyniósł dary i przyszedł pokłonić się Dziecięciu

SIÓDMA Każdy z nas przyniósł dary i przyszedł nabyć dziecię Dobre dziecię to nie jest tania rzecz Dziecię rasy białej bez chorób o niebieskich oczach W polityce przestało się dawno wygłaszać aryjskie poglądy ale na międzynarodowym rynku zasobów ludzkich to jednak ma znaczenie zasadnicze

PIĄTA I pierwszy z nas przychodzi złożyć Dziecię w darze tym którzy pragną jego ciała Dziecię wprawdzie gdyby urosło powiedziałoby

SZÓSTA Noli me tangere

SIÓDMA Noli me tangere Nie chcę by mnie dotykano

PIĄTA Dziecię jednak nie mówi a nawet gdyby mówiło nie jest na szczęście słyszane

SZÓSTA I pierwszy z nas przychodzi złożyć Dziecię w darze tym którzy pragną jego ciała a raczej pragną by ich ciało wchodziło w interakcję z jego ciałem

SIÓDMA I drugi z nas przychodzi złożyć Dziecię w darze tym którzy pragną jego ciała po to by stało się ich własnym ciałem i dało im życie -

SZÓSTA Oto tajemnica transfiguracji

SIÓDMA Zawsze lubiłem majsterkować Pamiętacie dawne czasy nic tutaj nie było Trzeba było z jednych urządzeń wymontowywać części żeby użyć ich do naprawy innych Z ludźmi jak widać to wciąż najtańsza technika

PIĄTA I trzeci z nas przychodzi złożyć Dziecię w darze w innych jeszcze ciałach albowiem ciało

SIÓDMA Co ciało

SZÓSTA Albowiem ciało może wykonywać prace może być posłuszne Ciało można zaprzęgnąć do pracy i jeżeli to ciało nie posiada dowodu tożsamości numeru w urzędzie nie płaci podatków nie podlega służbie zdrowia wtedy to ciało choćby żyło nie jest w świetle prawa obywatelem nie istnieje jako człowiek istnieje jako ciało tak jak istnieją krzesła koparki psy gończe łopaty

Bycie człowiekiem - to kwestia administracyjna

SIÓDMA Biurokratyczna

PIĄTA Biurokracja zabija wolny rynek

SIÓDMA Czas móc kupować żywe ciało pozbawione urzędniczego naddatku człowieczeństwa.

PIERWSZA BioTex - wszystko dla rodziny.

Noc wiary

DRUGA Jest trzecia w nocy i podejmujesz po raz pierwszy decyzję

TRZECIA Wpiszę hasło w Google zacznę szukać

DRUGA Myślisz sobie

TRZECIA Wyszukiwanie nie zobowiązuje mnie do niczego

Odpalam tryb incognito

DRUGA Nie ma to wielkiego sensu Tryb incognito nie chroni cię przed służbami wywiadowczymi przed algorytmami zbierającymi dane nie chroni cię właściwie przed nikim ani niczym

TRZECIA Odpalam tryb incognito

DRUGA Wpisujesz

TRZECIA Su

DRUGA Wpisujesz

TRZECIA Sur

DRUGA Wymazujesz

DRUGA Wpisujesz

TRZECIA Surogatki

DRUGA Enter

TRZECIA I wyskakują strony Pierwszej nocy ich nie oglądam Wyłączam Jest jak z każdym tabu w życiu Tak było z pierwszym piwem pitym duszkiem za podstawówką z pierwszym papierosem z pierwszym chłopakiem którego całowałam z pierwszym oglądanym porno z pierwszym wrzuconym kwasem -

DRUGA Za każdym razem najtrudniej jest przełamać barierę to trochę jak przejście przez niewidzialną błonę Ilekroć stawiamy krok w przód, czujemy jej opór, błona napręża się, przywiera do naszego ciała, wygina, ale nie puszcza. Instynktownie: krok w tył, chwila oddechu. I znów krok, gwałtowniej. Niby nic się nie zmienia. Zostawiamy ją samą sobie, pozornie wraca do pierwotnego kształtu, ale struktura została uszkodzona w niewidocznej, mikroskopijnej skali. I w końcu wystarczy jeden, zdecydowany ruch, by membrana pękła, i żebyśmy mogli uwolnić się, ruszyć w nieznane.

TRZECIA Ten opis bardziej pasuje do narkotycznego tripu do alkoholowej libacji do dzikiego tańca do seksualnej orgii mniej pasuje do przeglądania internetu w celu znalezienia sposobu na wejście w posiadanie potomka

DRUGA A jednak

TRZECIA A jednak na początku towarzyszy mi coś w rodzaju strachu towarzyszy mi ciąg skojarzeń

DRUGA Skojarzeń mianowicie

TRZECIA Czy nie jest to jak zamawianie ubrania z Zalando czy to nie wykorzystywanie biednych dziewczyn stamtąd czy to etyczne czy to potrzebne czy to nie jest trochę jak z psami

DRUGA Z psami że lepiej takiego ze schroniska niż z szemranej hodowli że lepiej pomóc komuś kto już został skazany na istnienie i cierpi znajomi tak robią dumnie się z tym obnoszą ale gdzieś w głębi jest ta myśl

TRZECIA Chcesz żeby dziecko było twoje

DRUGA Chcę żeby dziecko było moje żeby było krwią z mojej krwi ciałem z mojego ciała i nawet jeśli musi wyjść z innego ciała wciąż będzie częścią mnie będę mogła wychowywać je od małego za dużo razy

TRZECIA Za dużo razy

DRUGA Za dużo razy

DRUGA Za dużo co za dużo razy

TRZECIA Stało się co się stało

DRUGA Co się stało

TRZECIA Za dużo razy Stało się co się stało Kiedyś o tym opowiem To dziecko

DRUGA Co to dziecko

TRZECIA To dziecko wiem że będę je kochała że dam mu tyle miłości że ta miłość wynagrodzi wszystko że otoczę je miłością jak ciepłym kocem że będzie dzięki temu rosło że ocalę je przed światem

DRUGA Po co dziecko

TRZECIA Po to dziecko żeby móc dać mu całą miłość jaką dziedziczy Jaką

DRUGA Powiedz

Za dużo razy

TRZECIA Kiedyś to opowiem Będę go kochać wszystkimi matczynymi miłościami Które miałam dla niego w zanadrzu

Teraz - patrzę

Katalog surogatek

Pierwszą ofertę otwieram z poczuciem winy kolejne z ekscytacją

Czytam je dziesiątkami porównuję idę za intuicją

Zaczynają decydować szczegóły - pochodzenie wykształcenie wygląd brzmienie imienia

Choć nie mam pewności czy imiona nie zostały zmyślone

Na stronie do wyboru pięć opcji

Najtańsza - nazywa się "nadzieja" - kosztuje siedemdziesiąt pięć tysięcy euro. Obejmuje wszystkie wymagane procedury medyczne i prawne, jednorazowe pobranie materiału genetycznego, jednorazową próbę zapłodnienia surogatki i opiekę medyczną nad surogatką w trakcie

Najdroższa - "spełnienie" - kosztuje sto pięćdziesiąt tysięcy euro. Obejmuje podejmowanie tylu prób, aż urodzi się zdrowe dziecko. Stały kontakt z surogatką. Stałą opiekę psychologiczną, medyczną i prawną dla mnie i dla surogatki. Możliwość przylotu do kliniki w Charkowie, pobyt w hotelu czterogwiazdkowym. Brakuje tylko kolekcjonerskiej koszulki i spa.

Na razie nie wybieram.

Oglądam.

Polina

PIERWSZA Mam krwiak na łożysku, od ośmiu dni krwawię. Mam wiele pytań, potrzebuję odpowiedzi. Potrzebuję pomocy prawnej.

PIĄTA Cysta

Usuniemy i za kilka tygodni spróbujemy znowu.

PIERWSZA Pierwsza wizyta w klinice i jest miło. Dokumenty, kserokopie, wizyty, zaświadczenia, zgoda własna, notarialna zgoda męża, lista tabletek do zażycia.

Zwrot kosztów podróży po kilku godzinach

Wyniki dobre prawie doskonałe.

- a potem notariusz -

SIÓDMA - przed kamerą żeby była pewność że nie podrobiliśmy pani zgody że wie pani o wszystkim że wszystko rozumie -

PIERWSZA - rozumiem -

SZÓSTA Dzień dobry -

PIERWSZA Tak rozumiem

SZÓSTA Poprosiłbym panią o przeczytanie tego oświadczenia

PIERWSZA - rozumiem -

SZÓSTA Oświadczam -

PIERWSZA - że rozumiem -

SZÓSTA To oczywiście standardowa procedura może kawy herbaty

PIERWSZA Oświadczam że rozumiem oświadczam że chcę oświadczam że się zgadzam oświadczam - teraz oczywiście nie powtórzę tej umowy - chociaż zdaje mi się że rozumiem w pełni jej treść nie odtworzę wszystkich prawniczych sformułowań - oświadczam że rozumiem oświadczam że odstępuję oświadczam że nie mam roszczeń że się zapoznałam oświadczam że użyczam się na potrzeby

SZÓSTA Za jakiś czas zgłosi się pani na badanie -

PIERWSZA Zgłaszam się na badanie

SZÓSTA Jakie samopoczucie

PIERWSZA Dziękuję jak najgorsze

SZÓSTA Rozumiem Przyszła pani przed czasem

PIERWSZA Przyszłam w tym czasie który uznałam za stosowny

SZÓSTA Godzina osiemnasta nigdy nie jest stosowna o tej godzinie chciałbym być w domu z żoną i dziećmi

PIERWSZA Rozumiem

SZÓSTA Żona zrobiła na dzisiaj pyszną zapiekankę

PIERWSZA Rozumiem ale

SZÓSTA Zawsze jest jakieś ale

PIERWSZA Czekałam tu od dziewiątej

SZÓSTA Ja siedziałem od siódmej

PIERWSZA No dobrze może i pan wygrał ale

SZÓSTA Zawsze jest jakieś ale

PIERWSZA Ja jestem w ciąży a poza tym

SZÓSTA Poza tym co

PIERWSZA Poza tym martwię się tym co się dzieje

SZÓSTA Wszyscy martwimy się tym co się dzieje jeżeli mamy chociaż za grosz rozumu

PIERWSZA Martwię się co dzieje się ze mną

SZÓSTA Tym że jest pani w ciąży

PIERWSZA Tym że z ciążą nie wszystko jest w porządku

SZÓSTA Rozumiem proszę mówić

PIERWSZA Z pochwy wydziela mi się lepki śluz o szkarłatnym kolorze

SZÓSTA Dwa zastrzyki intesty

PIERWSZA A nie zamierza mnie pan doktor zbadać

SZÓSTA W wyznaczonym terminie

PIERWSZA Ja boję się że ciąża - że w wyznaczonym terminie -

SZÓSTA W ciążę zawsze można zajść po raz kolejny - proszę pani - inaczej ma się rzecz z zapiekankami mojej żony - do widzenia -

PIERWSZA Dzień dobry -

SZÓSTA Dzień dobry znowu pani

PIERWSZA Mam nadzieję że zapiekanka smakowała

SZÓSTA Zapiekanka jaka zapiekanka

PIERWSZA Nie nic przepraszam

SZÓSTA Proszę pani my tu rozmawiamy o świadomym macierzyństwie zastępczym nie o zapiekankach

PIERWSZA Ostatnio mówił pan o zapiekankach

SZÓSTA A tak przyszła pani nie we wskazanym czasie

PIERWSZA Teraz przyszłam we wskazanym

SZÓSTA No i dlatego będziemy mówili o ciąży widzi pani napisał Kohelet

PIERWSZA Jest czas rodzenia i czas umierania

SZÓSTA O nie płacimy surogatkom za bycie wykształconymi

PIERWSZA Jest czas mówienia o zapiekankach i czas mówienia o ciąży

SZÓSTA Tego zdaje się nie napisał nieważne Zresztą

PIERWSZA Tak

SZÓSTA Moja żona nie zrobiła dzisiaj zapiekanki

PIERWSZA Bardzo mi przykro

SZÓSTA Za to pani zrobiła USG

PIERWSZA Tak

SZÓSTA Jak się pani czuje

PIERWSZA Dziękuję że pan pyta krwawienia chwilowo ustały

SZÓSTA Widzi pani mamy jeden mały problem ale łatwo go usuniemy

PIERWSZA To znaczy nie rozumiem

SZÓSTA Trzy zarodki

PIERWSZA Miały być dwa

SZÓSTA Tu przyjęły się trzy ale proszę się nie martwić

PIERWSZA Nie martwię się Mówię Dlaczego miałabym się martwić w gruncie rzeczy jestem gotowa na potrójną ciążę -

SZÓSTA Może pani jest ale nie rodzice

PIERWSZA Nie rozumiem

SZÓSTA Pani tu nie ma nic do rzeczy rodzice chcą mieć jedno dziecko

PIERWSZA Rozumiem ale

SZÓSTA Bez ale

PIERWSZA Wcześniej chcieli dwa

SZÓSTA Trzy przytłoczyły ich na tyle że teraz chcą jednego

PIERWSZA W umowie były dwa

SZÓSTA Ale rodzice zawsze mają prawo do redukcji

PIERWSZA To nie jest sklep mięsny żeby zmieniać zdanie

SZÓSTA Ale

PIERWSZA Bez ale

SZÓSTA Przyzna pani nie jest to też outlet wyprzedażowy tu nie ma akcji trzy w cenie jednego

PIERWSZA Rozumiem ale to ja noszę te dzieci

SZÓSTA Zarodki

PIERWSZA Tak zarodki

SZÓSTA Zrobimy zaraz redukcję

PIERWSZA Nie zgadzam się mówię nie zgadzam

SZÓSTA Pani zgoda nie ma tu nic do rzeczy

PIERWSZA Mówią

SZÓSTA Pani zgoda

PIERWSZA Jak to nie ma nic do rzeczy to jest moje ciało to ja noszę te dzieci

SZÓSTA Wynajęła je pani i zgodnie z zasadą świadczenia usług obecnie znaczy się w tej chwili świadczy pani inną usługę niż ta do której się zobowiązała mówimy rozumie pani

PIERWSZA Nie rozumiem

SZÓSTA Przeprowadzimy usługę przeprowadzimy redukcję proszę się nie martwić były trzy zarodki będzie jeden mniej problemów perspektywicznie mniej kilogramów do noszenia

PIERWSZA Przepraszam was Naprawdę nie chciałam Przepraszam za te embriony

SZÓSTA Ja też przepraszam ale muszę przyjąć już następną pacjentkę Zapraszam na redukcję za tydzień do widzenia

PIERWSZA Do widzenia

SZÓSTA Dzień dobry

PIERWSZA Dzień nie jest dobry nastrój bardzo się obniżył całymi dniami leżę faszeruję się lekami na nudności na nic nie mam ochoty

SZÓSTA Wie pani nie ma powodu do smutku jest dwudziesty piąty grudnia w reformowanym kalendarzu dzisiaj jest boże narodzenie

PIERWSZA Raczej nie tutaj

SZÓSTA Nie jadła pani ani nie piła tak jak zalecałem

PIERWSZA Odpuściłam jakoś wigilię

SZÓSTA My z żoną też nie obchodzimy ale znowu zrobiła zapiekankę

Zapraszam na salę damy pani znieczulenie

PIERWSZA Ogólne

SZÓSTA No może nieszczególne I gotowe

PIERWSZA Budzę się z nudnościami z okropnym bólem brzucha czuję jakby rozrywało mi ciało nie mogę nawet wyprostować nóg

SZÓSTA To rzadkie objawy z reguły kobiety nie czują nic takiego

PIERWSZA Dochodzi do poronienia -

Cierpię -

Czuję się jak śmieć

Nie mogę znieść śmierci tego dziecka i własnego upokorzenia

Własnymi dziećmi chwalę się w internecie, obsesyjnie.

A potem - zgłaszam się po raz kolejny.

Forum Siła Matek

DRUGA Wszystko ma swoje granice

PIĄTA Do czasu, banderowskie ścierwa

DRUGA Pisze jakiś rosyjski troll na czacie ale my to wtedy ignorujemy nie wiemy jeszcze co się wydarzy

TRZECIA Wynajem brzucha ma swoje granice

CZWARTA Granicą wynajmu brzucha może być to komu się go wynajmuje

TRZECIA Nie wynajęłoby się przecież komuś mieszkania wiedząc że ten ktoś jest gwałcicielem mordercą albo pedofilem

DRUGA Komu nie wynajmiesz brzucha

CZWARTA Nie wynajmę brzucha Chińczykom

TRZECIA Chińczykom

CZWARTA Tak Chińczykom Chińczycy mnożą się jak króliki po co im jeszcze nasze brzuchy

TRZECIA Chińczycy dobrze płacą

CZWARTA Nie ufam Chińczykom

TRZECIA Dobrze płacą zależy im na dzieciach bezpłodne pary z Chin gotowe są na każdą stawkę

CZWARTA Chińczycy mnożą się z Chinkami teraz kiedy nie ma tam polityki jednego dziecka pomyślcie tylko ilu musi ich przybywać w ciągu roku

TRZECIA Ja czytałam że jednak ich ubywa

CZWARTA Tam ich ubywa a tutaj - nie wyrabiają z płodzeniem muszą szukać brzuchów na wynajem jak tak dalej pójdzie Chińczycy zaleją planetę

TRZECIA A ja jednak uważam że wszystko ma swoje granice

DRUGA Niechęć do Chińczyków ma swoje granice

TRZECIA Nie wynajęłabym brzucha gejowi

DRUGA Poznałam kiedyś jednego geja podczas rozmowy nawet się nie zorientowałam wyglądał na normalnego człowieka

TRZECIA Geje to są normalni ludzie

DRUGA Normalni nienormalni co oni robią z dziećmi

TRZECIA Wychowują

CZWARTA Ja najbardziej boję się gejów Chińczyków

TRZECIA Przynajmniej się nie mnożą

DRUGA Właśnie dlatego potrzebne im są nasze brzuchy

TRZECIA Wiecie w Europie to absolutnie normalne że ktoś jest gejem

CZWARTA Czyli to znaczy że ci geje z Chin są nienormalni

DRUGA Nie pochwalam tego to znaczy surogacji dla homoseksualistów

TRZECIA Ale nikt nie pytał cię o zdanie

DRUGA Nie pochwalam ale nie oceniam po prostu komentuję nie chciałam urazić

TRZECIA Wolałabym być wychowana przez kochającego geja niż przez moją matkę

CZWARTA A jak ten Chińczyk zarazi dziecko koronawirusem -

Agon (II)

SIÓDMA Mykołaj Kuleba, dzień dobry.

Nasz kraj stał się supermarketem z macierzyństwem zastępczym. Dziecko stało się towarem, kobieta inkubatorem na ten towar. Jeśli w czasie ciąży rodzice zdecydują się, że nie chcą już dziecka, kobieta -

DRUGA - usługodawczyni zobowiązuje się do przerwania ciąży na życzenie rodziców. W takim wypadku wciąż przysługuje jej prawo do wynagrodzenia, o ile decyzja rodziców nie była podyktowana nadużyciami ze strony usługodawczyni.

Jeżeli usługodawczyni odmówi terminowania usługi, jest zobligowana do zwrócenia wszystkich otrzymanych środków, ponadto zaś do pokrycia wszelkich kosztów, jakie z racji dotychczasowych usług surogacyjnych poniosła klinika.

SIÓDMA Albo taki zapis - dotyczący własnych dzieci surogatki -

DRUGA - usługodawczyni zobowiązuje się nie opiekować własnym potomstwem przez czas świadczenia usługi. Wszelkie obowiązki macierzyńskie wynikające ze stosunku macierzyństwa winny być na ten czas cedowane na osoby trzecie; wliczając w to utrzymywanie kontaktu bezpośredniego lub zdalnego z własnym potomstwem.

SIÓDMA Ale przez cały czas -

DRUGA - usługodawczyni zobowiązuje się być w stałej gotowości do kontaktu ze zleceniobiorcą. Zleceniobiorca może zażyczyć sobie kontaktu z usługodawcznią w preferowanym przez siebie dniu i wyznaczonej godzinie. Usługodawczyni przysługuje pięciominutowy okres odpowiedzi, jednak zwłoka taka może wydarzyć się nie częściej niż raz w tygodniu. Każde odstępstwo od tej reguły będzie wiązać się z finansowymi karami umownymi -

SZÓSTA - pan oczywiście przytacza umowy sporządzane przez patologiczny margines branży -

SIÓDMA - margines działający legalnie w świetle obecnego prawa -

SZÓSTA - i zadam panu jeszcze jedno pytanie -

SIÓDMA - tak słucham -

SZÓSTA - co zrobił pan w tej kwestii przez te wszystkie lata -

Motywacja

DRUGA Naszą ideą jest takie zbilansowanie motywacji finansowej i motywacji altruistycznej, by mieć pewność, że matka zastępcza nie będzie źródłem jakichkolwiek problemów. Rozumie pani?

TRZECIA Rozumiem.

DRUGA Kobieta, której zależy tylko na pomocy innym, może łatwo - powiedzmy - no, może wpaść w rodzaj egzaltacji. Może nie chcieć oddać potem dziecka.

TRZECIA Rozumiem, oddam urodzone dziecko.

DRUGA No, dobrze. A kobieta, widzi pani, której w głowie są tylko pieniądze, też nie jest dobra -

TRZECIA Nie chodzi mi tylko o pieniądze -

DRUGA A jaka jest pani motywacja?

TRZECIA Nie powiem im prawdy pomyślą że zwariowałam

Moja motywacja - tego nie zamierzam powiedzieć - polega na uzależnieniu od pewnego stanu - co jak sądzę nie jest udziałem wielu kobiet -

Nie chciałabym mieć więcej swoich dzieci

To znaczy nie chciałabym wychowywać większej ilości dzieci

Chciałabym się skupić na dzieciach które mam kocham je chociaż czasem oddałabym je w lombardzie

Tak naprawdę pieniądze są drugorzędne nimi przekonałam męża

Chodzi o to że bez chęci posiadania dziecka

Chciałabym jeszcze raz przeżyć ciążę i poród

Tak wiem pomyślicie że zwariowałam kto inny chciałby i co to w ogóle za pomysł

Czy to zboczenie fetysz seksualny czy to jakiś mechanizm stresu pourazowego - nie sądzę -

To w ogóle nie ma związku z podnieceniem uważam że ludzie niepotrzebnie tak wiele rzeczy redukują do seksualności

To faktycznie chęć sensualnego przeżycia czegoś na nowo czegoś co jak czuję jest najsilniejszym doznaniem jakie może mieć kobieta ale

To ma inne podłoże nie wiem jak je nazwać

Czuć jak pulsuje w tobie życie a sam poród -

DRUGA - nie boi się pani kolejnego porodu?

TRZECIA Tak tak boję się oczywiście och cała drżę ale myślę że dam jakoś radę -

Wykład z ekonomii (II)

PIERWSZA A logika rynku działa w taki oto sposób

Że wszystko co może stać się towarem staje się towarem

I wszystko co może stać się przedmiotem konsumpcji staje się przedmiotem konsumpcji

Nasz czas wolny staje się pracą i nasz sen staje się pracą

Zaprzęgamy się w tak zwaną ekonomię dzielenia

To znaczy udostępniamy wszystko to co mamy udostępniamy nasze mieszkania na wynajem

Możliwość dostarczania jedzenia dowożenia ludzi możliwość robienia zakupów możliwość uprawiania seksu wszystkie funkcje ciała wszystkie działania człowieka wszystkie uczucia myśli idee

Są obszarem kapitalizacji

SZÓSTA Najpierw

Będą to zygotomaty

Zarodkomaty

Potem wprowadzimy płodo-

I oseskomaty

To jeśli chodzi o ludzi sprzedawanych żywcem i w całości

Rynek ludzi dorosłych na razie się kurwa nie przyjmie

Ale można oczywiście kiedy uspokoi się cały raban wywołany przez jebanych obrońców moralności pomyśleć o organomatach

Oczywiście z częściami ciała pochodzącymi z licencjonowanych źródeł

Przynajmniej z oficjalnie licencjonowanych źródeł tak jak z olejem palmowym z plantacji rzekomo takich które są oparte na zasadach zrównoważonego rozwoju i dzięki którym nie giną orangutany

PIĄTA Ludzie mają wyjebane na ludzi bardziej niż mają na orangutany

SZÓSTA Miasto to dżungla a dżungla

SIÓDMA Dżungla to też dżungla

PIĄTA Zamknij się Sergiej

SZÓSTA Ludzie mają mówię wyjebane

Rzeczy mają to do siebie że po prostu się dzieją Od bardzo dawna nieskończony ciąg żywych istot rodzi się umiera raduje się cierpi zadaje sobie ból zadaje sobie rozkosz ulega deformacjom ulega poronieniom żywe istoty jeśli się nad tym zastanowić są mi zupełnie obojętne

PIĄTA Zupełnie obojętne są mi te brednie takie filozoficzne monologowanie to łamanie decorum

SZÓSTA Nie interesuje mnie to co się dzieje

Interesuje mnie co robi z ludźmi to co się dzieje

Innymi słowy interesujące jest jak na pewne fakty w pewnych okolicznościach reagują ludzie

Czy są oburzeni zaskoczeni smutni podekscytowani Czy coś popierają czy się buntują

Czy coś zmusza ich do działania

Bo jednak najczęściej nawet kiedy są oburzeni

Nic nie zmusza ich do działania działanie zostawiają innym

Uważając to skądinąd słusznie za nadmierny wydatek energii

Niewspółmierny do jednostkowych korzyści jakie mogą odnieść

Otóż ludzie

PIĄTA Ludzie najczęściej mają wyjebane

Chór mężów

SIÓDMA Oczywiście że

SZÓSTA Musisz

PIĄTA Nie możesz

SIÓDMA Musisz zdecydować

PIĄTA Będę cię

SIÓDMA Wspierał

PIĄTA Bił

SIÓDMA Będę się tobą opiekował

SZÓSTA Masz to zrobić rozumiesz

SIÓDMA Rozumiesz

PIĄTA Rozumiesz - nie pozwolę ci na to

SZÓSTA Masz to kurwa zrobić trzeba nam pieniędzy

PIĄTA Masz tego nie robić nie robić rozumiesz to tak jakbyś była kurwą

SIÓDMA Będę cię wspierał

Niezależnie od podjętej decyzji

Widzisz wolałbym żebyś tego nie robiła ale

Potrzebujemy pieniędzy Więc jeśli jesteś gotowa

PIĄTA To pakuj się i wypierdalaj z domu i nie chcę więcej widzieć

SZÓSTA Tak nie chcę widzieć jak kurwa leżysz na kanapie nic nie robisz

I tak będziesz na niej leżała

Tylko kurwa z brzuchem

Sam mam kurwa brzuch a na nim nie zarabiam

Już jestem zły że będziesz kurwa nic nie robić a i tak zarobisz

Rozmowa

SIÓDMA Widzisz

Dawniej to były Filipinki Tajki Meksykanki

Teraz to są Ukrainki i to jest dużo lepsze

Powiem ci dlaczego

One są

Widzisz

Nie powiedziałbym tego publicznie

W ogóle

Bym nie powiedział

Żeby nikt nie pomyślał

Że jestem

No tym

Sama wiesz

Ale one jednak

One

Znaczy się Ukrainki

Wiesz no czym one się różnią

CZWARTA Są białe

SIÓDMA Tak są białe

Ty to powiedziałaś

Zresztą

CZWARTA Wiesz że kolor skóry surogatki nie wpływa na kolor skóry dziecka

SIÓDMA Wiem

Ale wiesz

Ja jednak wolę

CZWARTA No słucham

SIÓDMA Nie to nie jest tak ty zaraz powiesz

CZWARTA Tak zaraz powiem

SIÓDMA Że jestem tym

CZWARTA Że jesteś rasistą Adam

SIÓDMA Rasistą nie rasistą nie jestem rasistą

Mam sąsiadów Afroamerykanów bardzo ich lubię i szanuję

I przyjaciela geja

CZWARTA To nie ma nic wspólnego z rasizmem

Wiem jesteś też homofobem

SIÓDMA Poszedłem z nim nawet raz na golfa ale nie do tego zmierzam

CZWARTA Do czego zmierzasz Adam

SIÓDMA Widzisz

Bo to jest jednak transakcja

My za to płacimy a skoro płacimy

My mamy prawo mieć pewne preferencje prawda

Kiedy ja kupuję samochód to nikt nie każe mi

Wybierać takiego samochodu a nie innego

Ani jak kupuję psa to nikt mi nie powie -

Proszę kupić takiego a takiego to psa

Bo inaczej pan będzie sznaucerofobem

A co dopiero dziecko

Dziecko to jest jednak inna waga inwestycji

Niż pies albo telewizor

CZWARTA Cieszę się że to dostrzegasz

SIÓDMA Dziecko ma się jednak na ogół aż ono albo ty nie umrzesz

No albo aż się ciebie nie wyprze albo ty jego ale jednak wtedy

Można uznać że była to chybiona inwestycja

CZWARTA Mogę odnieść wrażenie

Że nasze małżeństwo jest chybioną inwestycją Adam

SIÓDMA Nie nie to nie jest tak widzisz

Ukraina to jest bardzo dobry adres widzisz

Kiedyś nazywali ją spichlerzem Europy tam jest bardzo dobra ziemia

Czarnoziem

Znaczy się tam wyrastają mocni ludzie

Rosjanie już im zafundowali Wielki Głód

I oni musieli jeść te dzieci widzisz

To co to dla nich

Co to dla nich sprzedać jakieś

CZWARTA Pieniądze na surogację przeznaczę jednak na wniosek rozwodowy

SIÓDMA Przestań

Posłuchaj Chodzi o to

My przecież ich wspieramy to jest dla nich być albo nie być

W tym sensie my im pomagamy i tak ja chcę im pomagać

A to dumny naród

To nie tak że przyjmą jałmużnę To uczciwa transakcja

CZWARTA Wiesz co daj spokój temat już jest zamknięty

SIÓDMA Spichlerz Europy czarnoziem teraz można powiedzieć

Że są surogatką Europy brzuchem Europy że wciąż podtrzymują życie

Rosjanie najpierw próbowali ich zagłodzić

Potem zafundowali im reaktor

I można by pomyśleć że teraz dzieci tam powinny

Rodzić się w wielu opcjach nieoferowanych nam w standardowych katalogach wspomaganego rodzicielstwa

No może w Indiach nie wiedzieć czemu w Indiach rodzi się wiele dzieci z dziwnymi przypadłościami

CZWARTA Mówi

I zastanawiam się jak można być tak bezdusznym i nieczułym i czy w ogóle

Mogłabym chcieć mieć dziecko z człowiekiem który myśli w taki sposób

Czy tak właśnie widzisz nasze dziecko

SIÓDMA Mówi

CZWARTA Myślałam że tylko pomyślałam

SIÓDMA Mówi

Ale tak się składa że nie że właśnie mówisz

Że co myślisz to mówisz albo w ogóle czasem nie pomyślisz

Widzisz -

To właśnie nas różni

Zastanawiam się jak można być tak nieracjonalnym emocjonalnym mówiącym o moralności

A w gruncie rzeczy kierującym się afektami Dzieci

Dzieci rozczulają kobiety bo tak zadecydowała genetyka

Pozwolisz jednak że wrócę do tematu

CZWARTA Nie pozwalam

Wychodzę

SIÓDMA Wyszła

Wyszła faktycznie

Pozwólcie że państwu powiem

Otóż słowo Słowianin, Sclavus w późnej łacinie, Slav po angielsku

Z czym państwu się to kojarzy

Słusznie tak słusznie niewolnik

Niewolnik czyli w prawie rzymskim ruchomość obdarzona mową

Instrumentum vocale

Ci którzy rodzą i ci którym rodzą

Ci którzy płacą bo ich stać i ci którzy zarabiają bo muszą

Ci którzy dają organy i ci którzy potrzebują organów

Ci którzy są bohaterami reportaży dramatów wywiadów filmów wiadomości

I ci którzy je kręcą transmitują oglądają czują się wstrząśnięci albo oburzeni

Tak właśnie przebiega właściwy podział dzisiaj

Między panem a niewolnikiem

Między patrycjatem a proletariatem

W języku łacińskim pozwólcie państwo że powiem

Proletariat tak właśnie proles to ci

Którzy mogą dać światu tylko swoje potomstwo bo nie mają nic więcej do zaoferowania

Obecnie to są ci co przynajmniej

Mogą dawać nie swoje potomstwo

Nie muszą mnożąc się fatygować świata swoimi genami

Zabraliśmy im ostatni przyczółek godności

Ich macice i ich dzieci

Może i bez surogacji ich dzieci wzięlibyśmy w posiadanie

Przez dług publiczny siatkę kredytów przez konsumpcję przez nierówny start sprzyjającą nam w punkcie wyjścia okazję

Jest to wyrodzenie z kogoś tego co własne

Jest to kukułcze jajko wsadzone w ciało drugiego człowieka

Jest to lokowanie produktu

Własnej egzystencji

Lokowanie siebie

Rozmnażanie siebie poza sobą

Tak żeby ktoś inny musiał rodzić nasze dziecko

Jeżeli się zastanowić

Dla kogoś kto urodził się mężczyzną

Ta wizja nie jest niczym nowym prawda

Pozostaje przekonać żonę

Terapia

SIÓDMA W głowie każdego mężczyzny

Nawet homoseksualnego mężczyzny

Jest ten rodzaj strachu który musi w sobie stłumić

Związanego z myślą o staniu się ojcem

Ja ten stan cały czas staram się opisać

PIĄTA To niedojrzałość

SIÓDMA Nie

To przeświadczenie

Ono może wynika z tego że stając się ojcem samemu definitywnie przestaje się być dzieckiem

Przestaje się być tym którym ktoś się powinien opiekować a zaczyna się być kimś kto powinien opiekować się innymi i od tej pory życie przestaje nam dawać taryfę ulgową

PIĄTA Czyli niedojrzałość

SIÓDMA Nie

PIĄTA Zresztą to dość rzadki przywilej nie musieć się nikim ani niczym zajmować do momentu stania się ojcem

SIÓDMA Miałem do tej pory ten szczególny przywilej zajmowania się samym sobą

PIĄTA Czyli

SIÓDMA Niedojrzałość

Nie

Chodzi o intuicję którą się bagatelizuje

Bagatelizuje się ją ponieważ mężczyźni którzy zdecydowali się na bycie ojcami

To znaczy naprawdę się zdecydowali -

Muszą ją z siebie wypierać prawda żeby móc być tymi ojcami jak należy

A mężczyźni którzy nie decydują się na bycie ojcami idą po prostu na ślepo za tą intuicją

Bo nie chcą się konfrontować

PIĄTA Właśnie

SIÓDMA Wiem co chcesz powiedzieć

PIĄTA Słucham

SIÓDMA Strach przed konfrontacją

Czyli niedojrzałość

A dojrzałość polega na umiejętności skonfrontowania się z własnym lękiem i nazwania go

PIĄTA Słusznie Ale to nie wszystko

SIÓDMA Rzecz której się boimy to nie jest ta sama rzecz z którą faktycznie przyjdzie się nam skonfrontować Przedmiot lęku istnieje sam dla siebie samym sobą się wypełnia rośnie i pączkuje - potem pęka i nagle się okazuje że nie trzeba się bać

PIĄTA Tak Z grubsza to bym powiedział

SIÓDMA Sofizmat

Strach mężczyzny przed ojcostwem

Tam jest coś więcej do wysłowienia

Nawet dla mnie dla homoseksualisty

PIĄTA Słucham

SIÓDMA To jest strach przed tym że to jest moment w którym kończy się swoje własne życie

Kończy się autonomia kończy się bycie niezależną jednostką zostaje powtarzanie rytuałów które powtarzali nasi ojcowie dziadkowie pradziadkowie wpisywanie się w ramy w oczekiwania bycie karmicielem rodziny dostarczycielem pieniędzy i jedzenia podporządkowanie życia oczekiwaniom kobiety i dziecka żeby na koniec i tak zostać znienawidzonym Może nie ja Może nie homoseksualista

PIĄTA Jako heteroseksualista mogę powiedzieć że to duże i krzywdzące uproszczenie

SIÓDMA To nie ucieczka przed dojrzałością tylko przed wpisaniem się we wzorzec ofiary składanej na ołtarzu ekonomii reprodukcji

PIĄTA Uciekając od jednych wzorców reprodukujemy inne

SIÓDMA A to co mówię jest racjonalizacją ucieczki przed ponoszeniem konsekwencji swoich wyborów i podejmowaniem odpowiedzialności

PIĄTA Ty to powiedziałeś

SIÓDMA Czyli niedojrzałość

PIĄTA Niedojrzałość

SIÓDMA Nie poddam się tak łatwo

PIĄTA Możesz walczyć

Ciągle zostało nam piętnaście minut terapii

SIÓDMA A co jeśli

Rodzicielstwo jest strachem przed własnym unicestwieniem

PIĄTA W porządku symbolicznym

W analizie freudowskiej -

SIÓDMA W porządku prawdziwym ale weźmiesz mnie za wariata

PIĄTA Szaleństwo -

SIÓDMA - wiem jest w twoim nurcie psychoanalizy traktowane jako konstrukt społeczny gruntujący spętanie społeczeństwa w ramach normatywności -

PIĄTA W jakim sensie dziecko miałoby unicestwić ojca zakładając że w wieku lat szesnastu nie zdecydowałoby się z przyczyn jakimi ekscytowałyby się gazety brukowe wbić ci siekierę w plecy

SIÓDMA Ja czasem myślę że świadomość to jest taki rodzaj bytu który trwa wiecznie i przechodzi z człowieka na człowieka jak z jednej aplikacji na inną aplikację Że świadomość -

Myślę że to jest tak że z chwilą kiedy poczniemy dziecko ta świadomość przechodzi na dziecko a my sami znikamy przestajemy być -

PIĄTA To magiczne rozwinięcie formuły którą analizowaliśmy przed chwilą

Boisz się utraty sprawczości słowem tego właśnie że przestaniesz istnieć jako podmiot który konstytuuje się przez ciągłe poczucie swobody

Ale czy nie jest to pozorna swoboda

Przenosisz jednak rzeczywiste lęki w warstwę symboliczną

SIÓDMA Mówię poważnie boję się że zniknę

PIĄTA Wtedy to byłby sposób na nieśmiertelność

Zniknąłbyś ale byłbyś kolejną osobą nową osobą byłbyś swoim dzieckiem

W takim wypadku warto absolutnie zainwestować w surogatkę

Dokładnie z chwilą kiedy masz poczucie że twoje życie dotarło do szczytowego punktu i tuż przed tobą czeka równia pochyła

SIÓDMA To musiało już nastąpić inaczej nie chodziłbym do psychoterapeuty

Zresztą

PIĄTA Co zresztą wciąż masz kilka minut terapii

SIÓDMA Wiem że to byłby sposób na nieśmiertelność ale z jakichś względów napawa mnie ślepym lękiem

To jakby ciągłe resetowanie systemu wpadnięcie w jakieś błędne koło

PIĄTA I co w wypadku tego kiedy masz więcej niż jedno dziecko

SIÓDMA Nie wiem Tego nie wiem

PIĄTA W którym momencie przenosi się świadomość przy poczęciu przy urodzeniu może z pierwszymi świadomymi wspomnieniami

SIÓDMA Nie wiem ja się naprawdę boję

PIĄTA I czy jeśli twoje dziecko umrze czy świadomość wraca do ciebie

SIÓDMA Ja dzwonię

PIĄTA Dokąd

SIÓDMA Do surogatki która nosi mi syna

PIĄTA Czyli jednak się zdecydowałeś

SIÓDMA - zrezygnować

Ja zbyt dużo ryzykuję ojcostwem.

Ciąg dalszy

CZWARTA Są różne rodzaje wymówek na przykład

SIÓDMA Pies zjadł mi wypracowanie

CZWARTA Albo

SIÓDMA Wcale jej nie kocham to był jednorazowy błąd

CZWARTA Albo

SIÓDMA Nie mogliśmy uregulować tej sprawy bo jednak ciągle są ważniejsze rzeczy ekonomia podatki kryzys gospodarczy korupcja praworządność

CZWARTA Wymówka

SIÓDMA Zaraz się nią zajmiemy

CZWARTA Wymówka

SIÓDMA Złożyliśmy projekt ustawy nie moja wina że przepadł

CZWARTA Wymówka

SIÓDMA Dobrze już dobrze ale

CZWARTA Wymówka żadnych ale

SIÓDMA Covid

CZWARTA W porządku covid mnie przekonuje

SIÓDMA Teraz te dzieci trzeba ratować a nie regulować prawo

CZWARTA Można by i ratować i regulować prawo

SIÓDMA Nie nie nie ma na to czasu

CZWARTA To znowu brzmi jak wymówka

SZÓSTA To brzmi nie przeczę jak coś co spadło nam z nieba

CZWARTA Wracając do kwestii regulacji

TRZECIA Wojna

CZWARTA Słucham

TRZECIA Wybuchła wojna Jest dwudziesty drugi lutego Do Ukrainy wkroczyły rosyjskie wojska Trzeba wszystkich ratować

Warszawa

TRZECIA Będzie jak z kanapą

PIĄTA Z jaką kanapą

TRZECIA Tą którą zamówiłeś z Wiednia

PIĄTA Proszę cię, przestań

TRZECIA Jak się nad tym zastanowić to co w ogóle trzeba mieć w głowie żeby zamawiać kanapę z Wiednia

PIĄTA Sama chciałaś wtedy kanapy Zresztą jak w ogóle możesz -

TRZECIA To jest dokładnie tak samo. Zamówiłeś, spóźniłeś się z płaceniem, doliczyli ci odsetki.

PIĄTA Jak możesz w ogóle porównywać te sytuacje.

TRZECIA I nie odebrałeś.

PIĄTA Był covid.

TRZECIA Tutaj też, dodam, doliczyli nam odsetki za niezapłacenie w terminie.

Potem uznałeś że wyjdzie taniej samemu po nią pojechać niż zapłacić za transport.

PIĄTA Nie o tym mówimy.

TRZECIA Taniej - wydaliśmy na nią sześć tysięcy euro, a ty chciałeś zaoszczędzić pięćset.

PIĄTA Bo faktycznie wychodziło taniej.

'TRZECIA Sześć tysięcy. Potem dwieście euro za nieterminową płatność. Ale to nie koniec -

PIĄTA Przestańmy rozmawiać o kanapie Proszę

TRZECIA Bo potem postanowiłeś jej nie odebrać

PIĄTA Wiesz że to nie było tak, jesteś niesprawiedliwa

TRZECIA Postanowiłeś jej nie odebrać, doliczyli koszty magazynowania, po dwadzieścia euro za dzień, i tak przez osiem miesięcy

PIĄTA Wiesz że miałem depresję

TRZECIA Dwadzieścia euro za dzień przez osiem miesięcy Gdybyś zdecydował się to zapłacić ale na szczęście się nie zdecydowałeś - to ile to by było

PIĄTA Depresję

TRZECIA Depresję

PIĄTA My w ogóle nie o tym mówimy

TRZECIA Mógłbyś chodzić do terapeuty i brać leki, miałoby wtedy sens, gdybyś mówił o depresji. Nie chcę i nie życzę sobie, żeby służyła ci za wymówkę, skoro nic z nią nie robisz

PIĄTA Bo mam depresję. Nie mam siły nic z nią robić

TRZECIA Nic z nią nie robisz, z kanapą nic nie zrobiłeś, teraz nic nie robisz. Kanapa -

PIĄTA Przestań mówić o kanapie

TRZECIA Kanapa mój drogi przepadła Nic nie zrobiłeś Teraz też nic przez cały ten czas nie zrobiłeś

PIĄTA Był covid

TRZECIA A potem nie było covidu

PIĄTA Jest cały czas covid

TRZECIA Ale można było jeździć mimo covidu i dalej nic nie zrobiłeś

PIĄTA Tak przez chwilę nic nie zrobiliśmy

TRZECIA Błagam nie wkurwiaj mnie

PIĄTA Przez chwilę nic nie zrobiliśmy To nie jest tak że tylko ja jestem winny Przez chwilę nic nie zrobiliśmy no a potem -

TRZECIA My nic nie robiliśmy My nic nie robiliśmy Błagałam Prosiłam ale wiesz że musielibyśmy jechać oboje Codziennie mówiłeś że nie masz siły A kiedy próbowałam zawlec cię do samochodu siłą uciekłeś na miesiąc do siostry nie odbierałeś nawet telefonu

PIĄTA Tak Dobrze Przyznaję Trochę się zagapiłem

TRZECIA Zagapiłeś się kurwa Andrzej A potem jest tu i teraz jest tyle czasu później i co robimy

PIĄTA Oboje nic nie robimy, tam przecież trwa teraz wojna

TRZECIA Kanapa

PIĄTA Znowu

TRZECIA Kanapa Andrzej - inaczej - zadam ci zagadkę - Otóż z kanapą jest tak, że kiedy w domu handlowym stracili cierpliwość, po prostu wróciła do ich asortymentu. Jest gdzieś wciąż, ta kanapa, być może, sprzedali ją komuś innemu, albo, bo ja wiem, poddali utylizacji -

PIĄTA To prawda -

TRZECIA A jak kurwa myślisz co zrobili z dzieckiem?

Poznań 2022

TRZECIA Uciekłam

PIĄTA Gratuluję

TRZECIA Ciąża -

PIĄTA Gratuluję

TRZECIA Mam z nią problem

PIĄTA Jest zdrowa -

TRZECIA Mam z nią problem -

PIĄTA No tak, rozumiem -

TRZECIA Nic pan nie rozumie -

PIĄTA Ja niestety nie rozwiązuję takich problemów -

Ale -

Mogę dać pani namiar -

TRZECIA Nie chcę przerwać ciąży

Chodzi o coś innego

Dziecko nie jest moje.

PIĄTA Widzi pani -

Te słowa z reguły słyszę od mężczyzn -

TRZECIA Teraz od kobiety.

Nie jest moje -

PIĄTA To może być problem dla psychiatry.

Widzi pani, w szoku może się zdarzyć, że matka odrzuca swoje dziecko -

TRZECIA Jestem surogatką.

PIĄTA Rozumiem.

TRZECIA Noszę w sobie cudze dziecko -

PIĄTA Dwa.

TRZECIA Słucham

PIĄTA Dwa. To ciąża bliźniacza.

TRZECIA Koleżanki powiedziały mi, że tu, w Polsce, to wszystko działa inaczej.

PIĄTA Tak, to prawda, odrobinę

TRZECIA Tu, w Polsce, to jest moje dziecko

PIĄTA Zgadza się

TRZECIA A ja chciałam oddać je rodzicom

PIĄTA W świetle naszego prawa to nie są rodzice

Dawcy materiału -

TRZECIA Niech mi pan kurwa powie

PIĄTA Słucham

TRZECIA Jak to jest że w jednym kraju to jest moje dziecko a w inny kraju to nie jest moje dziecko

PIĄTA Widzi pani

Kwestie genetyki dziedziczenia kwestie związane z ciążą

To wszystko jest przedmiot skomplikowanych dylematów z pogranicza medycyny prawa i etyki

TRZECIA Jak to jest kurwa możliwe

PIĄTA Gdyby pani się jednak zdecydowała -

TRZECIA Przerwać ciążę?

To nie wchodzi w rachubę.

Mam kontrakt.

PIĄTA Ten kontrakt może być trudny do przeprowadzenia. Może panią kosztować dużo więcej niż -

TRZECIA Zresztą nie chodzi o kontrakt. Nie zamierzam tego zrobić.

PIĄTA Rozumiem.

TRZECIA Co jeszcze doradza mi pan zrobić?

PIĄTA Wyjść. Czekają następne pacjentki

TRZECIA Myślałam że jest pan tu po to żeby pomagać

PIĄTA Pomagam w kwestiach w których mam do tego odpowiednie narzędzia

Z tym, co ma pani pomiędzy nogami, z całą resztą musi sobie pani radzić sama

TRZECIA Pierdolony palant -

Halo

PIERWSZA Marina

TRZECIA Halo Słyszycie mnie

PIERWSZA Marina gdzie jesteś

TRZECIA W Polsce

PIERWSZA Dzięki Bogu cała i bezpieczna

TRZECIA Tak

SZÓSTA Z agencją nie było kontaktu Baliśmy się że wyrzuciliśmy pieniądze w błoto -

PIERWSZA Chris, przestań. Marina?

TRZECIA Dzień dobry pani Willbeck.

PIERWSZA Jak dobrze, że jesteś. Cała i zdrowa. Byliśmy przerażeni, myśleliśmy, że coś ci się stało.

TRZECIA Nic, proszę pani, ze mną wszystko dobrze -

Ale mamy problem, pani Willbeck -

PIERWSZA Z dzieckiem wszystko dobrze?

TRZECIA Z dwoma -

PIERWSZA Nie rozumiem?

TRZECIA To dwoje dzieci

SZÓSTA Niemożliwe To musi być pomyłka

TRZECIA Tak powiedział lekarz który mnie tu zbadał

SZÓSTA Mogłaś źle zrozumieć

TRZECIA Mówiliśmy po rosyjsku, zrozumiałam dobrze

SZÓSTA W klinice -

W klinice powiedzieli nam, że wszystkie nadmiarowe zarodki zostały usunięte na początku, zaraz po ich przyjęciu przez twój organizm -

TRZECIA Przykro mi Badanie jasno dowodzi że to dwoje dzieci Zresztą

SZÓSTA Milena?

TRZECIA Nie wiedziałam że usuwali nadmiarowe zarodki proszę pani

PIERWSZA Posłuchaj -

SZÓSTA Daj mi ją do telefonu

PIERWSZA Chris, zostaw słuchawkę, na Boga -

TRZECIA Dzieci czują się dobrze. Są zdrowe, oba -

SZÓSTA Posłuchaj. Jesteś rozsądną, wykształconą dziewczyną -

TRZECIA Przepraszam pada mi telefon -

SZÓSTA Halo

TRZECIA Pan Willbeck, witam znowu

SZÓSTA Milena. Posłuchaj uważnie

TRZECIA Słucham Panie Willbeck

SZÓSTA Zamawialiśmy jedno dziecko

TRZECIA To prawda

SZÓSTA Wyjechałaś z kraju, nie na to się umawialiśmy

Teraz sprawy się komplikują, rozumiesz? Bardzo się komplikują

TRZECIA To nie przeze mnie

Trwa wojna

SZÓSTA Milena kurwa

Każdy rozumiesz ma jakieś problemy

Każdy może mieć jakąś wymówkę

Przecież nie na całą Ukrainę spadają te jebane bomby

Tam jest tyle miejsc które są bezpieczne

Jest nie przeczę sporo Ukraińców którzy zginęli

Ale większość jednak nie zginęła

Więc skąd pomysł że ty akurat miałabyś zginąć

Jeszcze gdybyś trzymała się z dala od granicy

Coś ci powiem -

TRZECIA Pan posłucha Willbeck -

SZÓSTA Powiem ci że to śmierdzi pierdolonym scamem

Że chcesz nas wyruchać na pieniądze i że wcale a wcale mi się to nie podoba

Moja żona, ona może być miła

Ale nie myśl, że jest miła, bo zależy jej na tobie

Jest miła, bo zależy jej na dziecku,

A mnie -

Wiesz na czym mi zależy -

TRZECIA Na niej panie Willbeck -

SZÓSTA Chuja tam na niej Milena

Mi zależy na pieniądzach rozumiesz

Nie pozwolę na to żeby ktoś mnie ruchał na kasę

Jeżeli myślisz że w ten sposób ominiesz agencję

I zażądasz od nas dodatkowych pieniędzy to bardzo grubo się mylisz

TRZECIA Nie wezmę ani euro

SZÓSTA To dobrze a teraz posłuchaj -

TRZECIA Nie słucham

SZÓSTA Znowu kończy ci się bateria

TRZECIA Cierpliwości panie Willbeck

Urodzę to dziecko wie pan komu

Sobie

Do widzenia

Solilokwium (II)

DRUGA Wyobrażam sobie że teraz kiedy mam raka

i jedyne co może mnie uratować to przeszczep

wchodzę do wielkiej i sterylnej sali prywatnej kliniki onkologicznej

takiej na przedmieściach wielkiego miasta, dyskretnej, pozbawionej oznakowania,

gdzie wszystkie pomieszczenia mają designerskie wykończenia i na korytarzach cicho gra muzyka klasyczna

wchodzę do wielkiej i sterylnej sali

tam stoją w rzędzie wszyscy ci mężczyźni i wszystkie te kobiety których nigdy nie poznam

i których nigdy nie pozna żadna z nas

bogaci ludzie którzy kupili nas sobie którzy zrobili sobie na nas biznes

odpuszczam tych którzy chcieli mieć dziecko i nie mogli

i którzy na surogację odkładali pieniądze latami

może nie są mniej winni ale to moja opowieść

i mam prawo rozgrzeszać kogo chcę

otóż wyobrażam sobie że stoją tam wszyscy w rzędzie

i że w sposób zupełnie niezgodny z bieżącą wiedzą medyczną

wycięcie któremuś z nich kluczowych narządów życiowych może uratować mi życie

i mam nad nimi pełną władzę

i mogę wybrać

jak moja matka wybierała pietruszkę na targu

przechodząc od jednej przekupki do drugiej

oglądając dokładnie natki związane gumkami recepturkami w pęczki

pytając o ceny gawędząc

i wiedząc że każda z tych starowinek jest w kwestii zarobienia kilku hrywn zdana na jej łaskę i niełaskę

i że staję przed każdym z tych bezlitosnych dotąd ludzi

albo ludzi tak odległych ode mnie że nawet nie mieli szansy być dobrymi lub bezlitosnymi

bo nigdy nie zastanowili się ani przez chwilę nad tym kto płaci cenę za ich pragnienia

tak staję przed każdym z nich

patrzę im głęboko w oczy

widzę strach lekkie drżenie rąk i nadwątlonych przez wiek ramion

wytrzymuję długo oni nie

ktoś z nich robi pod siebie ze strachu

ja zapalam papierosa

dmucham im dymem w twarz

rzucam niedopałek na podłogę

zdeptuję

a potem każdego z nich całuję w czoło

mówiąc

wybaczam wam

wybaczam

idę spędzić gdzieś te pierdolone kilka ostatnich miesięcy swojego życia

w taki sposób że będę umiała patrzeć w lustro

a wy radźcie sobie z tym kim jesteście

najlepiej jak potraficie

Rzeź niewiniątek

PIERWSZA Co można robić z dziećmi -

DRUGA Syreny w mieście zaczynają wyć nagle -

CZWARTA Przewijać karmić kąpać i przebierać

DRUGA Pierwsze rakiety spadają na miasto kilka godzin później

CZWARTA Można zanosić je do schronu

DRUGA Bez ostrzeżenia ziemia się trzęsie w oknach wypadają szyby

CZWARTATrzeba natychmiast zabrać je do schronów schować bezpiecznie w piwnicy

DRUGA Nas jest czternaścioro licząc cały personel leżących tu dzieci jest ponad trzydzieści -

PIERWSZA Co można robić z dziećmi -

DRUGA Wypada po więcej niż dwoje niemowląt na głowę już niesienie dwojga jest przecież niebezpieczne ale nie mamy czasu

PIERWSZA Co można robić z dziećmi

SZÓSTA Moje uszanowanie banderowskie ścierwa

CZWARTA Można ich nienawidzić można chcieć je zabić a ja nie rozumiem dlaczego jak może się to mieścić w czyjejś głowie

DRUGA Wyją syreny dzieci wyją jakby były podłączone do systemu alarmowego ich głosy zgrały się w jedno

SZÓSTA Można zrzucić bomby na banderowskie gówniaki wtedy nie widać wprawdzie osobiście jaka zostaje z nich miazga

DRUGA Biegniemy jednak niesienie dwojga albo trojga niemowląt jest mniej niebezpieczne dla nich niż zostawienie ich tutaj

SZÓSTA Można oczywiście użyć ich jako celu strzeleckiego albo jeżeli ma się dość fantazji zerżnąć

DRUGA Rosyjscy żołnierze którzy to robią

Czym trzeba być na to nie wystarczą przekleństwa

Jak można mordować albo gwałcić niemowlęta

SZÓSTA Koledzy nie są na tyle odważni a ja owszem

Nie wierzycie to kurwa zobaczcie wrzuciłem filmik na vKontakte

PIERWSZA Jak można mordować albo gwałcić niemowlęta

SZÓSTA Przecież nie powiedziało że nie chce

Banderowskie gówno

DRUGA I póki co dzieje się cud bo te dzieci

Które mają rodziców tu i teraz w Ukrainie z tych setek tysięcy dzieci

Co najmniej setka ginie albo zostaje zgwałconych

SZÓSTA W armii to taki rytuał

Można powiedzieć dowód lojalności

Co się tak kurwa gapicie w armii to jest dowód że jest się skłonnym do wszystkiego

PIERWSZA Nie chciałabym musieć mówić tych słów i nie chcę mówić tych słów

Ale muszę mówić te słowa muszę je mówić żeby ludzie usłyszeli

Żeby ludzie wiedzieli żeby dać świadectwo

SZÓSTA A trzeba być skłonnym do wszystkiego

Do absolutnie wszystkiego żeby móc być wiernym rozkazom i żeby być wiernym swoim kamratom

PIERWSZA Co najmniej setka ginie lub zostaje zgwałconych

Rannych zostają tysiące

Tymczasem dzieje się cud nasze dzieci dzieci które nie mają tu rodziców dzieci które nie zostały urodzone przez swoją matkę i które od urodzenia nie widziały rodziców ani przez sekundę dzieci z którymi przez tydzień siedzimy w piwnicy żyją -

PIERWSZA Aż do dzisiaj nie życzyłam nikomu śmierci

Nawet Rosjanom jej nie życzyłam ale

DRUGA Tutaj u nas w Charkowie te dzieci przeżywają

PIERWSZA Ale tobie tak śmieciu chcę żeby najpierw cały świat zobaczył cię zdeptanego zobaczył jakim jesteś ścierwem zobaczył twoją agonię żebyś na oczach świata ginął w męczarniach przeklinając dzień w którym się urodziłeś a potem

DRUGA Tu w Charkowie te dzieci przeżyły

PIERWSZA Potem żebyś zdechł i żeby nie pozostał żaden ślad po tobie

DRUGA Inaczej niż w Mariupolu Borodiance Buczy

Niż w dziesiątkach miejsc o których jeszcze nie wiemy

Dzieci zabijają dzieci

SIÓDMA Matuszko. Halo. Matuszko?

TRZECIA Saszka?

SIÓDMA Matuszko, pamiętasz, jak powiedziałaś, że zawsze będziesz mnie kochała, nieważne co bym zrobił.

TRZECIA Saszka, gdzie ty jesteś?

SIÓDMA Pamiętasz, mamo?

TRZECIA Nie słyszę cię, Saszka, zakłóca.

SIÓDMA Bo ja zrobiłem straszną rzecz.

TRZECIA Co ty opowiadasz, kochany.

SIÓDMA My zbombardowaliśmy szpitalik dziecięcy. Dowództwo kazało. Mówili, że jest obsadzony przez ukraińskie wojsko. Może i był, ale dzieci też tam były.

TRZECIA Saszka, ja nie rozumiem, co ty do mnie mówisz.

SIÓDMA Andriej i Wołodia śmiali się, mamo. Rechotali. Ja nawet nie chcę powtarzać tego, co mówili -

TRZECIA Saszka, jesteś w Ukrainie?

SIÓDMA My zamordowaliśmy dzieci, mamo -

TRZECIA Saszka, to wszystko nie ma sensu. Przecież nasi ratują. Pomagają. Tobie się coś pomieszało.

SIÓDMA Mamo, ja chciałbym, żeby wyrzuty sumienia mogły mnie rozgrzeszyć.

TRZECIA W telewizji pokazują, że walczycie z faszystami. Ale -

Ale nie wiedziałam, że tam jesteś. Myślałam że z Andriejem i Wową byliście na szkoleniu -

SIÓDMA Ale dla mnie nie ma rozgrzeszenia, mamo.

TRZECIA Jak wam kazali, to kazali, no już -

SIÓDMA I chciałbym, żeby niewiedza mogła rozgrzeszyć ciebie.

TRZECIA Saszka?

Słychać strzał.

TRZECIA Chyba się rozłączył. Rozłączył się, nie pożegnał. Skaranie boskie z tymi dziećmi.

Człowiek je rodzi, a potem -

Odnalezienie świątyni

SZÓSTA Jedziemy zygzakiem

Między minami przeciwpancernymi

I między porzuconymi samochodami

Widzieliśmy to już na filmach i teraz to dzieje się naprawdę

Ale to jedyny sposób żeby dotrzeć do kliniki żeby wyciągnąć naszą córeczkę z Ukrainy

CZWARTA Telefon przestał odpowiadać

Żeby przeżyła

SZÓSTA Żeby oni wszyscy przeżyli

CZWARTA Tak żeby przeżyli

SZÓSTA Próbowałem dowiedzieć się co się stało ale nie ma żadnej odpowiedzi Telefon Anastazji był zalogowany do sieci po raz ostatni siedemnaście godzin temu

CZWARTA Kochanie mogło stać się cokolwiek

SZÓSTA Ja nie przeżyję

CZWARTA Może nie mają dostępu do prądu albo Rosjanie zagłuszają łączność

SZÓSTA Nie przeżyję słyszysz jeżeli coś stało się naszej córeczce

PIERWSZA Do celu pozostało czterdzieści siedem kilometrów

Dylemat

PIERWSZA Mamy dziecko coś trzeba z nim zrobić

DRUGA Kiedy mówi się że trzeba coś z czymś zrobić

TRZECIA Z kimś zrobić

PIERWSZA Przepraszam że trzeba coś z kimś zrobić

DRUGA Przepraszam coś z kimś zrobić brzmi trochę jak tekst z mafijnego filmu

PIERWSZA Trzeba -

DRUGA Kiedy się mówi że trzeba z kimś coś zrobić

TRZECIA Ktoś coś jakoś to wszystko są rzeczy bardzo nieokreślone to są językowe zmienne

DRUGA Kiedy się mówi że trzeba z kimś coś zrobić jest to ten poziom ogólności który sprawia że nikt nie czuje się odpowiedzialny

PIERWSZA Ktoś z nas musi coś z tym zrobić

DRUGA Z tym kimś czy z tym czymś

PIERWSZA Jeżeli ktoś z nas z tym kimś nie zrobi czegoś

To znaczy z tym niemowlęciem

Jeżeli ktoś z nas nie zaopiekuje się tym niemowlęciem

DRUGA Ktoś z nas rodzi się pytanie

PIERWSZA Jeżeli ktoś z nas nie zaopiekuje się niemowlęciem

To to niemowlę przestanie w końcu coś robić można powiedzieć

Że z obecności tego niemowlęcia przestanie coś wynikać

Bo ta obecność ustanie Z nieobecności jednak nic nie wynika

DRUGA Kto z nas

PIERWSZA Mam nadzieję że wszyscy zrozumieli co mam na myśli mówiąc o ustawaniu obecności

DRUGA Wiele osób nie zajmuje się niemowlętami nawet tymi które wyszły z ich macicy albo co do których było się dostarczycielem połowy materiału genetycznego a jednak niemowlęta zbiorowo nie umierają

PIERWSZA Ktoś zajmuje się nimi chociaż trochę

TRZECIA Kto jest odpowiedzialny za to dziecko

To jakby pytać kto jest odpowiedzialny za Auschwitz

DRUGA To nie jest moje dziecko ja je tylko nosiłam

PIĄTA Ja nie ja tylko obsługiwałem pociąg który wiózł więźniów do krematorium

DRUGA To nie jest moje dziecko ja tylko dostarczyłem materiał genetyczny

TRZECIA Ja nie ja tylko dostarczałem materiałów chemicznych

PIĄTA To nie jest moje dziecko ja tylko byłem odpowiedzialny za przeprowadzenie procedury

DRUGA I nie mówcie mi, że ta retoryka to jest nadużycie.

Odnalezienie świątyni (II)

CZWARTA To tutaj

SZÓSTA Jesteś pewien

CZWARTA Tak jestem pewien

SZÓSTA Skąd wiesz nie znasz cyrylicy

CZWARTA Adres dostaliśmy po angielsku

I dane geolokalizacyjne

SZÓSTA Tu nie spadały bomby

CZWARTA Może weszli Rosjanie

SZÓSTA Tu nie dotarli Rosjanie

CZWARTA Kadyrowcy

SZÓSTA Tu nikogo ani niczego nie ma

CZWARTA Widocznie zdążyli się ewakuować

SZÓSTA Przepraszam

TRZECIA Tak

SZÓSTA Mówi pani po angielsku

TRZECIA Odrobinę

SZÓSTA Klinika

TRZECIA Co

SZÓSTA Klinika

TRZECIA Nie rozumiem

SZÓSTA Klinika dzieci tutaj -

TRZECIA A teraz rozumiem

SZÓSTA Gdzie są

TRZECIA Nie jesteście pierwsi

SZÓSTA Słucham

TRZECIA Nie jesteście pierwsi

SZÓSTA W sensie - nie rozumiem - ktoś zabrał nasze dziecko

TRZECIA Nie Nie nie to wy nie rozumiecie

Dziecka nie

SZÓSTA Dziecka nie

TRZECIA Dzieci

Tu nie było

SZÓSTA Nie było

TRZECIA Nie było

CZWARTA Było

Widziałem

Zdjęcia widziałem nagrania

Łączyłem się z surogatką łączyliśmy się z dziećmi

TRZECIA Może owszem z dziećmi

Ale nie było ich tutaj

i nie sądzę że były wasze

Myślę że to jest

Jak to się nazywa

U was

Po angielsku

Scam

Że ktoś was oszukał żadnej kliniki nie było

Dzieciątko z Charkowa

PIERWSZA Więc może jestem takim właśnie takim dzieciątkiem

Które łączy w sobie wszystkie możliwe dzieciątka

Będące bohaterami tej historii

Być może mówię w imieniu tych które nie mają głosu

Po pierwsze właśnie dlatego

Że są niemowlętami

Jak sama nazwa wskazuje

Tymi które niezdolne są do mowy

I co do których można twierdzić

Że bez mowy bez historii bez wspomnień

Po śmierci pozostawiają jedynie

wspomnienie rodziców ból oraz tęsknotę

I może w dorosłym który dzieli z nami imię nazwisko numer pesel materiał genetyczny

Pozostaje coś z nas Tam w środku

I może jestem tym dzieckiem

Które właśnie nie znalazło rodziców

Albo

Którego rodzice nie znaleźli

A jednak urodziłem się w bombardowanym Charkowie Kijowie Lwowie

I rosnę

I wyrosnę -

Mamo -

DRUGA Mówisz do mnie

SZÓSTA Mamo moja mamo

DRUGA Nie jestem twoją mamą

SZÓSTA Mamo proszę bądź mamą

DRUGA Dobrze Kochanie zostanę

SZÓSTA Gdyby mamy można było adoptować tak jak dzieci gdyby mamę tak jak dziecko można było kupić

DRUGA Dobrze zostanę mamą

Wiesz nie mam wiele Mam niewiele ale

SZÓSTA Wiele mam

Wiele mam istnieje

Moja nie istnieje Nie istniała

DRUGA Teraz już jestem

SZÓSTA Co nas łączy

DRUGA Ty nie miałeś dotąd mamy ja nie miałam do tej pory dziecka

SZÓSTA Czy to nas łączy

Czy brak

DRUGA Jak widać właśnie to że jesteśmy tutaj

Że musimy sobie jakoś radzić

Że kogoś nam brakuje

SZÓSTA A w kwestii pokrewieństwa

DRUGA Oboje jesteśmy ludźmi Może to wystarczy.

Rosja

PIERWSZA Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę,

pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej:

ono zmiażdży ci głowę,

a ty zmiażdżysz mu piętę.

DRUGA I w tej chwili jest nas dużo

I nie wiem ile to znaczy dużo ale jesteśmy

Nas ukraińskich surogatek które rosyjska inwazja zastała w ciąży z dziećmi rosyjskich rodziców

Wiele takich matek rodziło w Rosji najczęściej w Petersburgu

Ale sporo jednak tutaj na miejscu w Ukrainie

Nosimy dzieci wrogów dzieci oprawców albo

Dzieci niewinnych ludzi ja ciągle chcę wierzyć że w Rosji

Jest szereg ludzi niewinnych takich którzy chociaż próbują się buntować

Każda z nas z surogatek z matek

Bo wbrew przepisom zamierzam mówić o sobie jako o matce

Podejmuje inną decyzję

I nie mam wpływu na żadną decyzję oprócz mojej

I nie zamierzam wydawać sądu o żadnej decyzji oprócz mojej

Wiem że są matki które decydują się urodzić dziecko i spróbować z pomocą agencji nielegalnie przemycić je przez granicę po to żeby otrzymać wynagrodzenie

Wiem że są matki które przerywają ciążę w związku z utratą perspektywy zapłaty

Wiem że są matki które przerywają ciążę by w ten sposób zabić w sobie zalążek krwi naszych katów

Wiem że są matki które rodzą i oddają te dzieci do domów dziecka a potem procesują się z agencjami o wynagrodzenie

A ja postanowiłam urodzić postanowiłam wychować dziecko

Moje dziecko wychować je w moim języku

Wychować je w moim domu wychować najlepiej jak umiem

Nie przeciwko komuś nie jako akt zemsty

Wychować je dać mu miłość dać mu całą siebie

Być z nim być dla niego być po to żeby ono było ze mną

Po prostu I bezwarunkowo

Postanowiłam kochać cię albo nawet

Może niczego nie postanawiałam

Kocham cię po prostu To będzie moja walka

Nie przeciwko komuś

Walka o coś

O kogoś

Kanada

TRZECIA Ja -

CZWARTA Nie, proszę -

TRZECIA Ja bardzo bałam się tej chwili

CZWARTA Ja chciałam bardzo podziękować

TRZECIA Ja długo się zastanawiałam, co mogę zrobić. Ale oboje z mężem uznaliśmy, że musimy działać -

CZWARTA To bardzo miłe

TRZECIA To byłoby niewłaściwie, gdybyśmy ci nie pomogli

CZWARTA To dziwne uczucie

Mam na myśli -

Nie chodzi o to, że tu jestem

I że uciekliśmy przed wojną

To wszystko w pewnym sensie się tłumaczy jakoś samo przez siebie

Co do wojny co do uciekania co do podróży - to jest trochę tak, jakbym oglądała film

W sensie -

To są wszystko obrazy, które znam z filmów

To są takie obrazy, że mi się wydaje, że to nie jest naprawdę

A z drugiej strony to jest coś z czym jakoś dziwnie czuję się oswojona właśnie przez to

Że ja to już tyle razy widziałam - jako obrazy

Nie wiem, może to głupie

TRZECIA Nie. Możliwe, że szok dopiero przyjdzie

CZWARTA Chyba nie powinnam mówić o tym w ten sposób

TRZECIA Myślę, że masz prawo mówić o tym w każdy możliwy sposób. To ty to przeżyłaś -

CZWARTA Tak - może -

Nie wiem -

Zmierzałam do tego -

Chcę powiedzieć, że z wojną to było straszne uczucie. Ale nie dziwne. A z tym, że tu teraz jesteśmy, jest dziwne -

TRZECIA W Kanadzie?

CZWARTA Nie, że tu: że spotykamy się. Że spotykają się -

TRZECIA Tak, wiem.

CZWARTA Dla ciebie też?

TRZECIA Też.

CZWARTA Boisz się?

TRZECIA Nie mam dobrych słów. Jeszcze. Albo może w ogóle nie potrzebuję żadnych. Ale chyba powiedziałabym, że jestem podekscytowana.

CZWARTA Podniecona?

TRZECIA Ja czuję -

Nie chcę cię przestraszyć -

Jakby to było nasze wspólne dziecko

CZWARTA Wiem

TRZECIA Ty też?

CZWARTA Wiem że nie powinnam

Co powinnyśmy z tym zrobić?

TRZECIA Nie wiem

Ale

CZWARTA Czyli myślisz że one mogą bawić się razem?

TRZECIA Trochę jak rodzeństwo

CZWARTA Tak Jak rodzeństwo

Jane!

TRZECIA Oleksja!

CZWARTA Chodźcie Najwyższa pora coś zjeść

Tekst oparto na wywiadach, artykułach prasowych, forach internetowych, filmach i książkach poświęconych tematowi surogacji w Ukrainie. Wypowiedzi autentyczne cytuję bezpośrednio ze źródeł lub za:

Jakub Korus Surogatki. Historie kobiet, które rodzą "po cichu", Wydawnictwo Znak, Kraków 2021;

Alya Guseva Scandals, morality wars, and the field of reproductive surrogacy in Ukraine, "Economic sociology_the european electronic newsletter", nr 3, 2020, s. 4-10.

rozmowa z Beniaminem M. BukowskimAplikacja surogacja

SIĘGNĘŁAM DO NASZEJ ROZMOWY SPRZED PIĘCIU LAT, WOKÓŁ TWOJEJ SZTUKI "MAZAGAN. MIASTO". MÓWIŁEŚ WTEDY DUŻO O KRYZYSIE UCHODŹCZYM, KTÓRY WYDAWAŁ SIĘ JESZCZE OD NAS ODLEGŁY, ALE TO BYŁO PRZED WOJNĄ. CZUJESZ SIĘ PROROKIEM?

Nie przypisywałbym sobie zdolności profetycznych, choć ludzie, którzy mają skłonność do podobnych narracji, przypominają, że z kolei Niesamowici Bracia Limburg byli o epidemii... Pewne tematy pojawiają się w kulturze jako zbiorowe intuicje, pierwotnie wydające się jedynie ideowymi konstruktami, po czym nieraz brutalnie się aktualizują.

JEŚLI JEDNAK MASZ W SOBIE TEN BAROMETR, TO AŻ STRACH POMYŚLEĆ, CO ZWIASTUJE "DZIECIĄTKO Z CHARKOWA".

To coś trochę innego, tym razem treść dramatu nie dotyczy dalekiej przeszłości. Dzieje się tu i teraz. Pisząc, korzystałem z artykułów naukowych, doniesień prasowych i poruszającej książki reportażowej Jakuba Korusa o surogatkach. Na problem rynku matek zastępczych w Ukrainie zwróciłem po raz pierwszy uwagę w okresie pandemii. Do mediów przedostały się wtedy informacje, że dzieci urodzone zagranicznym "klientom" nie mogą trafić do rodziców z powodu obostrzeń. Ukraina ma korzystne dla surogacji prawo, które stanowi, że dziecko należy do rodziców genetycznych. Nie przewidziano jednak procedur pozwalających cudzoziemcom na wjazd do kraju w czasie epidemii. To doprowadziło do uwięzienia "zamówionych" dzieci w klinikach i do desperackich prób ich wydostania. Część zamawiających zrezygnowała w ogóle z odbioru. Najbardziej dystopijnym obrazem, który trafił do mediów (i to z inicjatywy samej kliniki surogacji, w celach reklamowych) był materiał z Hotelu Venice w Kijowie. Klinika nagrała swój promocyjny klip z wielkiej sali bankietowej, na której, pośród stiuków, pod kryształowymi żyrandolami przetrzymywano prawie pięćdziesięcioro dzieci w inkubatorach i łóżeczkach. Dzieci płakały, a pielęgniarki zapewniały, że zajmują się nimi jak najlepiej. Ciężko mi było przejść obok tego obrazu obojętnie i wtedy zaświtała mi myśl, by zająć się tym tematem w teatrze, ale wtedy ją jeszcze zarzuciłem. Po wybuchu wojny wrócił do mnie tamten obraz, a wraz z nim pytanie, co się z tymi dziećmi dzieje. Już sama pandemia wyostrzyła wszystkie problemy związane z rynkiem surogacji, a kontekst wojny sprawił, że stały się one kwestiami granicznymi.

ZDAJE SIĘ, ŻE DZIECI Z KLINIKI W CHARKOWIE PRZENOSZONE POD OSTRZAŁEM CUDEM OCALAŁY?

Tak. Starałem się dowiedzieć, jak potoczyły się ich losy. Problem w tym, że materiałów o surogacji jest obecnie w mediach trochę mniej. Na szczęście są ludzie, których to żywo interesuje. Chociażby prawnicy starający się o zapewnienie tym dzieciom statusu pozwalającego wywieźć je w bezpieczne miejsce. A status ten jest odmienny w różnych krajach, co rzecz jeszcze komplikuje - na przykład w polskiej jurysdykcji to kobieta, która urodzi dziecko, jest jego matką. Więc surogatka, która ucieknie przed wojną do naszego kraju, po porodzie zyskuje status matki, choćby tego nie chciała. Tu mamy zresztą cały szereg przypadków: są kobiety, które chcą być matkami, ale rodzice genetyczni dopominają się o swoje prawa, albo kobiety przerażone wizją porodu w nowym kontekście, kobiety, których klienci wycofali się z transakcji, wreszcie te, którym kontakt z rodzicami genetycznymi w ogóle się urwał i które decydują o podtrzymaniu lub przerwaniu ciąży. Poczułem się odpowiedzialny za ten temat. Jestem zresztą w zaawansowanych rozmowach na temat potencjalnej realizacji scenicznej Dzieciątka z Charkowa.

TEKST PISAŁEŚ WIOSNĄ, NIEDŁUGO PO WYBUCHU WOJNY. JAK W TAKIM RAZIE SYTUACJA SUROGATEK I DZIECI Z SUROGACJI W UKRAINIE WYGLĄDA OBECNIE?

Paradoksalnie, stabilizuje się. W miastach oddalonych od linii frontu życie trwa, mimo wojny wraca do pozorów normalności. Cały ten system surogacji ukraińskiej jest rozbity na dwa osobne: państwowy i prywatny, co prowadzi do wewnątrzrynkowych rozgrywek...

INNE CENNIKI?

Tak, ale też walka pomiędzy państwem zabiegającym o monopol a klinikami komercyjnymi, które mogą zapewnić wyższą jakość usług, z drugiej zaś strony działają w mechanizmie wolnorynkowym, który jest bardziej bezwzględny i mniej transparentny. Debata społeczna na ten temat w Ukrainie ucichła, natomiast kliniki działają nadal.

DAWNIEJ FABRYKI DZIECI CZY W KONSEKWENCJI WIELKIE SIEROCIŃCE KOJARZYŁY SIĘ Z TOTALITARYZMAMI: TO BYŁY INSTYTUCJE NAZISTOWSKIE ALBO KOMUNISTYCZNE. TY POKAZUJESZ ZWIĄZKI BIOPOLITYKI I KAPITALIZMU.

I jest to turbokapitalizm w swoim najdzikszym wydaniu. Nieprzypadkowo rynek surogacji rozwija się w Ukrainie, gdzie zasady neoliberalne są najmniej uregulowane spośród państw europejskich. I tu narracja o rozwarstwieniu ekonomicznym Europy splata się z kwestią rozwarstwienia w samej Ukrainie, bo różnice majątkowe są tam ogromne, a w to wszystko wchodzi kontekst rasowy. Rynki azjatyckie czy południowoamerykańskie świadczą bowiem takie same usługi po niższych cenach, ale - i tu zahaczamy o rasistowskie uprzedzenia - istnieje przekonanie, że lepiej korzystać z usług białej surogatki, mimo że kolor skóry dziecko dziedziczy po rodzicach genetycznych. Wśród kwestii etycznych związanych z surogacją chciałem nie tylko zmierzyć się z pytaniem o konsekwencje noszenia i rodzenia cudzego dziecka; zależało mi w równym stopniu na podniesieniu kwestii ryzyka, jakie ponosi matka zastępcza. Sama terapia hormonalna, która najpierw służy koordynacji cykli dawczyni i surogatki, a potem podtrzymaniu płodu, bądź co bądź ciała obcego, więc narażonego na to, że się nie przyjmie - otóż ta terapia niezwykle zwiększa ryzyko zachorowania na raka. Ilość surogatek, które potem walczą z nowotworem (a kliniki nie zapewniają im już wówczas żadnej opieki zdrowotnej) to olbrzymi, przemilczany temat.

MAMY TERAZ NA POLSKICH ULICACH MNÓSTWO MATEK Z UKRAINY. I MYŚLIMY O NICH CHYBA TROCHĘ JAK O BIOLOGICZNYM ZAPLECZU NARODU, O SOLI TAMTEJ ZIEMI. TO SILNY STEREOTYP, CHOĆBYŚMY NIE MYŚLELI NIEŻYCZLIWIE.

Stereotypy wcale nie muszą być nieżyczliwe, co nie zmienia faktu, że mogą być krzywdzące. Szowinizmy i nacjonalizmy zaczynają się od tego, że myślimy o grupach ludzi, tworząc sobie jakieś zbiorcze, upraszczające kategorie. To bardzo niebezpieczne, a z drugiej strony nieuchronne. Tego starałem się uniknąć w tym dramacie. Bo tak, jak istnieje stereotyp matki, tak możemy mówić o stereotypie surogatki: to kobieta, która podejmuje się macierzyństwa zastępczego heroicznie, żeby pomóc bliskim, albo z pobudek czysto komercyjnych, co od razu jest napiętnowane. Nie ma w stereotypie miejsca dla altruistek, które zdecydowały się na ten gest, nie oczekując zapłaty. To łatwiejsze do zrozumienia, gdy ktoś rodzi dziecko osobie zaprzyjaźnionej czy komuś z rodziny, albo gdy pary gejów i lesbijek zawierają wiązany układ. Ale zdarza się przecież, że kobiety decydują się na surogację zupełnie bezinteresownie. Albo chcą zostać surogatkami dla samego doświadczenia ciąży i porodu, bez chęci wychowywania dzieci.

KLIENCI SUROGATEK TAKŻE SĄ ROZMAICI. MNIEJ LUB BARDZIEJ ZDETERMINOWANI, CZASEM PRZESTRASZENI.

Rozumiem, że nawiązujesz do sceny z mężczyzną u terapeuty? Tak, pisałem o lęku przed rodzicielstwem, męskim, ale przecież nie tylko. Prywatnie stoję po stronie osób, które chciałyby mieć potomstwo, natomiast faktem jest, że myśleniu o dziecku towarzyszy często bardzo pierwotna, obezwładniająca trwoga przed utratą własnej autonomii. Trwoga bardzo archetypiczna. Wśród wielu bardzo irracjonalnych myśli, tych z porządku "magicznego", jakie mi towarzyszą, przewinęła się i taka, że być może przekazując życie dalej, sami przestajemy istnieć jako świadomy podmiot, przekazujemy tę podmiotowość dalej.

TEGO BYM SIĘ NIE OBAWIAŁA, CHOCIAŻ ODKĄD RODZICIELSTWO STAŁO SIĘ DLA WIĘKSZOŚCI OSÓB KWESTIĄ DECYZJI, I TO DECYZJI O WIELU ZMIENNYCH, JAK NA ZAKUPACH, RZECZYWIŚCIE GENERUJE TO NOWE NAPIĘCIA.

Obecnie każdą funkcję życiową: spanie, jedzenie, przemieszczanie się czy zawieranie znajomości można realizować z pomocą aplikacji internetowych. Czy chcemy spotkać się z kimś na jedną noc, czy zawrzeć trwały, katolicki związek - wystarczy, że poszukamy w sieci odpowiedniej usługi. Struktura neoliberalna wprowadza bardzo duży zakres czynności, dóbr, ale też doświadczeń i osób, które są "zamawialne" i wymienialne. Współczesne społeczeństwo (czego teraz nie wartościuję) przyzwyczaja się do tego, że łatwiej kupić nowe buty, niż zreperować stare; że łatwiej wejść w nowy związek, niż pracować nad obecnym. I pojawia się pytanie: co w momencie, kiedy trzeba wziąć odpowiedzialność za dziecko? Bo dotychczasowy europejski paradygmat etyczny, który w olbrzymim uproszczeniu nazwałbym etyką obowiązku, choć miał wiele mrocznych stron i bywał opresyjny, stanowił też przynajmniej jakiś gwarant podtrzymywania obowiązków rodzicielskich. Istnieją różne nieprzemocowe i mądre alternatywy wobec porządku opartego na przymusie społecznym, ale na pewno nie należy do nich system neoliberalny. Jak w wielu innych sferach życia, tak i w sferze reprodukcji porządek etyki obowiązku zostaje zastąpiony przez nieregulowaną sferę wolnorynkową. A wtedy dziecko staje się towarem.

CZASEM MIEWAM FANTAZJE, ŻE WYSTAWIAM SWOICH SYNÓW NA ALLEGRO. ŻARTUJĘ OCZYWIŚCIE, ALE SERIO MÓWIĄC, TU WKRACZA CIĘŻKA, BIBLIJNA KATEGORIA LOSU: PRZECIEŻ ICH NIE SPRZEDAM.

Mam wrażenie, że temat surogacji czy szerzej reprodukcji generuje cały szereg takich kategorii: politycznych, biopolitycznych, filozoficznych, etycznych, ekonomicznych, które trudno jest zebrać w całość. Sam czuję się tu trochę uzurpatorem, podchodzę do tej kwestii z zewnątrz, jako mężczyzna, i nie wiem, na ile pisanie w oderwaniu od reprezentacji jest etyczne.

NIE PRZESADZAJ, POKAZUJESZ PERSPEKTYWĘ MĘSKICH KLIENTÓW. POZA TYM NIE WARIUJMY Z TĄ REPREZENTACJĄ. W KOŃCU OPIERASZ SWÓJ TEKST NA DOKUMENTACH, PRZEDTEM PISAŁEŚ TAK CHYBA TYLKO "MARIENPLATZ".

Marienplatz oparłem raczej na doniesieniach medialnych i na teoriach spiskowych narosłych wokół jednego wydarzenia, czyli samospalenia pewnej osoby na głównym placu Monachium. To nie był dramat stricte dokumentalny, raczej dramat przypuszczeń. Celowo zresztą mówię o osobie, bo już po premierze zgłosiła się do teatru przyjaciółka tego kogoś i wyjawiła, że nie był to mężczyzna, jak podawano w mediach, tylko transpłciowa kobieta, więc życie dopisało do mojego tekstu postscriptum. Mam na koncie właściwie jeden projekt dokumentalny, który pokazałem wyłącznie zalążkowo na festiwalu Sopot Non-Fiction: to była sztuka o czyścicielach internetu. Czyli o ludziach, którzy zawodowo przeglądają i usuwają z sieci najbardziej ekstremalne treści - materiały pedofilskie, nagrania masakr, zdjęcia zwłok - i robią to na umowach śmieciowych, bez opieki psychologów, bez limitowanego czasu pracy (co się już po części zmieniło, gdy sprawę nagłośniono). Powstało o tym kilka reportaży, ale nie mówi się o tym, że jednym z głównych "czyścicielskich" ośrodków na świecie jest Polska. W Warszawie są olbrzymie biura z przyciemnianymi szybami, do których outsourcinguje się ten rodzaj pracy. Trafiłem na ten temat z przyczyn osobistych, bliska mi osoba z czasów licealnych przez pewien czas pracowała jako czyścicielka internetu i opowiedziała mi swoją historię.

I TU MNIE TROCHĘ ZATKAŁO, ALE MAM JESZCZE NIEZWIĄZANE Z TEMATAMI TWOICH SZTUK PYTANIE FORMALNE. DLACZEGO TAK KONSEKWENTNIE OD LAT NUMERUJESZ SWOJE POSTACI DRAMATU, A WIĘC "PIERWSZA (KTÓRA MÓWI)" I TAK DALEJ?

Z uporem, prawda? Ten chwyt jest już właściwie skrajnie staromodny. To zabieg rodem z wczesnego postmodernizmu i zdaję sobie sprawę, że może irytować, ale zdarza mi się inscenizować swoje teksty i łatwiej mi myśleć sytuacjami, aktorami nieprzypisanymi na stałe do jednej postaci czy płci, takimi przepływami osób. Tylko że to, co ułatwia pracę na scenie, zapewne utrudnia lekturę, za co z góry czytelników przepraszam...

Rozmawiała Justyna Jaworska

Tam ludzie giną, a wy o surogatkach- Konstanty Gebert -

Autor jest komentatorem "Kultury Liberalnej". Przez niemal trzydzieści trzy lata był dziennikarzem "Gazety Wyborczej". W stanie wojennym pisał dla prasy podziemnej pod pseudonimem Dawid Warszawski. Wydał dwanaście książek; najnowsza, Ostateczne rozwiązania, poświęcona ludobójstwom ukazała się w 2022 roku w wydawnictwie Agora.

Bez trudu można się spodziewać, że taką opinię - sugerującą, że w publikacji sztuki Beniamina M. Bukowskiego jest coś niestosownego - mogą usłyszeć redaktorzy "Dialogu" od czytelników, nawet i tych, którzy Dzieciątko z Charkowa uznają za rzecz wartościową. Nikt oczywiście nie będzie twierdził, że gdyby Dzieciątko nie zostało opublikowane, ofiar byłoby mniej. Chodzi raczej o przeświadczenie, że w obliczu tragedii publikowanie czegokolwiek, co nie jest jednoznacznym potępieniem sprawców zbrodni i daniem wyrazu solidarności z ofiarami, jest nie na miejscu - tymczasem w sztuce Bukowskiego istotnie nie o to chodzi.

Autor raczej nie potępia, a jeżeli już, to zagranicznych klientów, którzy w obliczu wojennych trudności wycofują się z obstalunku, nie zaś rosyjskie wojsko, które jest wszak tych trudności sprawcą. A jeśli solidaryzuje się, to z cierpieniem surogatek, całkiem niezależnie od ich poglądów na wojnę i odpowiedzialność za nią; można wręcz podejrzewać, że tak samo współczułby kobietom, które opowiedziałyby się w tym konflikcie po stronie Rosji. Słowem, dla Bukowskiego wojna jest jedynie sytuacją dramatyczną, która umożliwia opisywanie i badanie ludzkich postaw. Nie inaczej byłoby, gdyby, powiedzmy, swoją klinikę surogatek umieścił w zdruzgotanym w 2005 roku przez huragan Katrina Nowym Orleanie: wojnę zastąpiłby po prostu naturalny kataklizm.

Innymi słowy, dla autora nie wojna, lecz jej poniekąd incydentalna konsekwencja jest sprawą dramaturgicznie najważniejszą - i zapewne to właśnie budzić może sprzeciw. Nie, żeby taka perspektywa była w ogóle niedopuszczalna, ale być może trzeba z nią poczekać, aż opadną emocje: w końcu Białoszewski swój Pamiętnik z powstania warszawskiego zaczął pisać ponad dwadzieścia lat po fakcie. A jak się nie czeka, to się sugeruje, że perspektywa przyjęta przez Bukowskiego jest równie uprawniona, jak perspektywa potępienia i solidarności, którą Dzieciątko starannie ignoruje.

Tymczasem siła tej zignorowanej perspektywy polega właśnie na tym, że zasadza się ona na przekonaniu, iż żadna inna perspektywa uprawniona nie jest. Że literatura winna stanąć z cierpiącymi przeciwko najeźdźcom, a jeśli tego nie czyni, to uchybia swym moralnym fundamentom. "...Poeto, / nie w pieśni troska. / Dzisiaj wiersz to strzelecki rów, / okrzyk i rozkaz..." Bukowski jako żywo okrzyków i rozkazów nie wydaje.

Zarazem jednak w całej historii literatury dość dobrze się sprawdza zasada, że literatura powinna się zajmować właśnie tym, czym nie powinna. Mało tego: tym właśnie powinna się zajmować przede wszystkim, resztę spraw pozostawiając innym gatunkom piśmiennictwa. Twórczość w ich ramach płodzona może być nawet sprawna i skuteczna, skutecznie targająca struny duszy i tak dalej, zwłaszcza jeśli autorami, bo i tak często bywa, są dobrzy pisarze czy poeci. Ale mało kto ma odwagę Adolfa Rudnickiego, którego za stalinizmu posadzono przy pracującym na obrabiarce robotniku, by obserwował proletariacki znój, a następnie oddał w swej twórczości patos nowych czasów. Rudnicki posiedział na krzesełku z pół godziny, następnie wstał i - wspinając się zapewne na palce, bo wzrostu był nieznacznego - puknął obiekt swej obserwacji w ramię i powiedział: "Bardzo pana przepraszam, ale z tego się nie da zrobić literatury". Niech mi Serhij Żadan wybaczy, ale z surogatek się da, a z oburzenia - nie jestem pewien.

Wydawać by się mogło, że dziennikarze - inaczej niż literaci - od tego rodzaju moralnych dylematów są jednak wolni. Oni mają się rozliczać nie z misji, lecz z transmisji, nie z racji, lecz z relacji. Słowem, mają opisywać rzeczywistość jak leci, kierując się jedynie kryteriami prawdy i użyteczności: nie mogą ani zmyślać, ani pomijać, a to, co pokazują czy o czym mówią lub piszą, ma pomóc odbiorcom w zrozumieniu świata, i tyle. Nie wolno im jedynie kierować się pozytywnymi lub negatywnymi uprzedzeniami, zwłaszcza zaś mają nie oceniać. Ich zadaniem jest danie odbiorcom bezstronnej wiedzy, która im pozwoli na samodzielne formułowanie ocen.

Zgoda: takie dziennikarstwo napotykamy dziś głównie w kinie, na amerykańskich filmach, które sprawiają wrażenie niedoskonałych klonów Wszystkich ludzi prezydenta. Ale także, od czasu do czasu, istotnie na łamach prasy czy w eterze, gdy dziennikarze tak uprawiają dziennikarstwo, jakby nie wiedzieli, co można a czego nie można, i jak daleko można się posunąć za daleko. Reszta publikacji jest zaś przynajmniej naznaczona naszą świadomością tego, jak powinny wyglądać, gdyby starczało nam staranności, rzetelności, czasu i odwagi. Gdy zarzekamy się, że niezależność i obiektywizm są naszymi przewodnimi wartościami, to często potwierdzamy jedynie zasadność maksymy La Rochefoucaulda, że "hipokryzja to hołd, jaki występek składa cnocie".

Nie mamy problemu surogatek; wręcz przeciwnie, gdyby klinika Bukowskiego rzeczywiście istniała, i jakiś dziennikarz zrobił z niej porządny reportaż, to Grand Press byłby w zasięgu ręki. Ale temat się zmarnował: wojna trwa już ponad pół roku i ostatnie surogatki, które donosiły ciążę, właśnie urodziły, i to raczej nie w charkowskiej klinice. Za to innych tematów, podobnie przejmujących i dających tak w dziennikarstwie pożądaną a w literaturze ryzykowną, perspektywę "z boku" na konflikt nie brakuje. Fantastycznie byłoby na przykład prześledzić losy kilku wpłat na polskiego bayraktara: od samych darczyńców, bardzo różnych, lecz połączonych solidarnością i oburzeniem, poprzez turecką produkcję tych znakomitych dronów. Tu można by wprowadzić ciekawy wątek uboczny: w jaki sposób turecka fabryka zastąpiła - poprzez krajową produkcję antyimportową - sprowadzane wcześniej z zagranicy części maszyny, które teraz objęte są sankcjami ze względu na atakowanie przez tureckie siły zbrojne, w Syrii i Iraku, z pomocą bayraktarów właśnie, celów cywilnych. Dalej, z poszanowaniem wymogów wojskowej tajemnicy, należałoby prześledzić drogę drona z hal montażowych na pole bitwy w Ukrainie, opisać obsługujących go młodych ukraińskich żołnierzy, a następnie przedstawić pierwszy bojowy lot i pierwsze starcie. Znakomicie byłoby, gdyby starcie to okazało się zwycięskie, i jakiś rosyjski czołg wyleciałby w powietrze. Można by to spuentować memem autorstwa ukraińskiego MON: "Kolejna nieudana próba wysłania rosyjskich czołgistów w kosmos".

Byłoby jeszcze lepiej, gdyby można było opisać owych niedoszłych kosmonautów: kim są, skąd przybyli, co myślą o wojnie - tak, jak się opisało wcześniej żołnierzy ukraińskich. To oczywiście niemożliwe, bo nikt przecież nie może przewidzieć, która załoga zginie od odpalonej z bayraktara rakiety. Można by temu zaradzić, opisując załogę dowolnego czołgu, bo przecież się tak bardzo nie różnią, a statystycznie któraś zostanie trafiona. To jednak jest niemożliwe z zupełnie innego powodu: polscy korespondenci nie pracują po rosyjskiej stronie linii frontu. Nie dostaliby zgody rosyjskiego MON: w tej wojnie nie tylko Ukraina, ale cały "kolektywny Zachód", do którego należymy, jest dla Rosji wrogiem. Nie ma więc także co liczyć na to, że materiał zebrałby, powiedzmy, freelancer portugalski. Można jednak przypuszczać, że rosyjskie władze wojskowe, rozpaczliwie przegrywające wojnę informacyjną, inaczej potraktowałyby, powiedzmy, freelancera z Brazylii czy Indii - a wszak tam też są rzetelni i uczciwi dziennikarze. Można by zamówić u któregoś z nich nieduży reportaż o rosyjskiej załodze czołgowej, powiedzmy pod Mikołajowem, jako zwieńczenie historii polskiego drona. Ale czy chcielibyśmy taką puentę do naszego tekstu wydrukować?

Jeśli tak, to od pół roku media polskie, i "kolektywnego Zachodu", zadają sobie gwałt - bo ani jeden taki reportaż się nie ukazał. Trudno mi jest uwierzyć, że nie udało się znaleźć ani jednego korespondenta, którego paszport byłby do przyjęcia dla Rosji, a tekst - dla "zachodniej" redakcji. Gdyby jednak takie próby intensywnie podejmowano, i wszystkie co do jednej odbijały się od muru rosyjskiej wrogości, to samo to byłoby materiałem na reportaż - ale taki reportaż też się nie ukazał. Należy więc przyjąć, że nie opisujemy załóg rosyjskich czołgów, ani w ogóle tego, co dzieje się po rosyjskiej stronie linii frontu, bo nie jesteśmy zainteresowani.

Taki brak zainteresowania można by zresztą zrozumieć. Najważniejsze bowiem, co musimy wiedzieć o owych nieopisanych w druku rosyjskich czołgistach, jest to, że są agresorami, a od ich pokonania zależy jak najdosłowniej przetrwanie Ukrainy i bezpieczeństwo Polski, a może i świata. Tej podstawowej prawdy nie zmienią osobiste cechy żołnierzy czy oficerów: choćby byli najsympatyczniejszymi ludźmi, a w Ukrainie przestrzegali wszystkich zasad prawa wojennego, należy im życzyć klęski i śmierci - chyba że tego właśnie życzymy sami sobie. Póki jadą tym czołgiem po cudzej ziemi, jedynie ich śmierć może zapewnić życie jej mieszkańców i sąsiadów.

Co więcej zaś, systematyczny ostrzał ukraińskich miast (cele wojskowe stanowią jedynie znikomy odsetek rosyjskich trafień) oraz zbrodnie wojenne i przeciw ludzkości popełnione choćby w Buczy czy Irpieniu pokazują, że mamy do czynienia także ze zbrodniarzami. A skoro tak - argumentować można - to kwestia tego, czy zbrodniarze stanowią dziesięć czy dziewięćdziesiąt procent rosyjskich sił, staje się czysto akademicka. Nosząc te same mundury i uczestnicząc w tej samej zbrodniczej wojnie stają się ich wspólnikami - nawet jeśli, hipotetycznie, niektórzy z nich mogliby tego nie chcieć, czy wręcz potępiać. Dlatego też, można by powiedzieć, nie ma powodu się interesować tym, co dzieje się po rosyjskiej stronie linii frontu.

Mało tego: na mocy Karty ONZ agresja pozostaje zbrodnią nawet jeśli agresorzy są zdyscyplinowani i dobrze wychowani. Działania armii rosyjskiej należałoby więc uznać za zbrodnicze nawet jeśli nie zginęłaby ani jedna ofiara cywilna i nie zostałby zburzony ani jeden dom czy szpital, zaś żołnierze na biwaku czytaliby wyłącznie Puszkina i Dostojewskiego, i spieraliby się o poezję Brodskiego. Podobnie samoobrona pozostaje prawem niezależnie od sprawowania, i gdyby Ukrainy bronili jedynie wytatuowani swastykami aż po cebulki włosów Azowcy, mieliby pełne prawo te rosyjskie czołgi bayraktarami rozwalać. Po co nam więc wiedza o tym, jacy są rosyjscy żołnierze? Pozostańmy po ukraińskiej stronie linii frontu.

Zauważmy wszelako, że tak, jak zbrodniczość agresji nie staje się mniejsza, nawet jeśli wszystkie inne zasady prawa wojny zostają zachowane, to naruszanie tych zasad pozostaje niedopuszczalne, nawet jeśli dochodzi do niego w samoobronie. Pozostając po ukraińskiej stronie linii frontu, będziemy mogli temu przyjrzeć się z bliska.

W marcu i kwietniu tego roku pojawiły się w internecie filmiki, przedstawiające najprawdopodobniej zbrodnie wojenne popełniane przez żołnierzy ukraińskich, którzy dobijali rannych żołnierzy rosyjskich, zamiast brać ich do niewoli.1 Wysocy przedstawiciele władz ukraińskich: w pierwszym przypadku doradca prezydenta Zełenskiego Ołeksij Arestowicz, w drugim szef MSZ Dmytro Kułeba obiecali, że sprawa zostanie dokładnie zbadana. Minęło pięć miesięcy, a żadnych informacji o postępach śledztwa nie ma, zaś oba incydenty zniknęły z obszaru zainteresowania mediów. Tymczasem w takich sytuacjach normą powinno być, że dziennikarze solidarnie zadają pytania na ten temat tak długo, aż uzyskają zadowalające odpowiedzi - i że oficjalne wyjaśnienia, gdy się pojawią, będą kwestionowane tak długo, jak długo mogą budzić ewentualne wątpliwości. Dziennikarze winni zakładać, że rządy kłamią - i że czynią to także rządy krajów toczących słuszną wojnę w samoobronie.

Tymczasem w kwestii owych prawdopodobnych zbrodni wojennych do dziś panuje głucha cisza, tak ze strony władz jak i ze strony mediów. Należy przy tym zwrócić uwagę, że żadne podobne filmiki nie przedostały się już później do sieci. Może to oznaczać, że mieliśmy do czynienia z izolowanymi naruszeniami, które już nigdy więcej się nie powtórzyły. Wyobrażalne jednak jest, że po skandalu, choć krótkotrwałym, z ujawnieniem tych dwóch nagrań dowódcy polowi dostali rozkaz, by nie dopuścić do nagrywania podobnych materiałów. Tego jednak też nikt nie zbadał. Byłoby jednak rzeczą zdumiewającą, gdyby armia ukraińska, jako pierwsza armia w historii, nie dopuszczała się zbrodni wojennych.

We wszystkich znanych wojnach zbrodni takich, oraz zbrodni przeciw ludzkości, dopuszczały się obie strony, acz z reguły w różnym stopniu. Jako że Ukraińcy walczą wyłącznie na własnym terytorium, a Rosjanie wyłącznie na terytorium podbitym, jest wysoce prawdopodobne, że liczba zbrodni rosyjskich będzie nieporównanie większa niż ukraińskich: Rosjanie mają i sposobność, i nie mają hamulców, jakie obowiązują w traktowaniu swoich. Ale dla Ukraińców mieszkańcy "Republik Ludowych" Donbasu są swoi tylko w niewielkim stopniu: przynajmniej część z nich aktywnie się opowiedziała za Rosją, a pozostali nie skorzystali, z rozmaitych powodów, z możliwości, żeby uciec na tereny nieokupowane. Rosja systematycznie oskarża Ukrainę o ostrzał celów cywilnych na terenie "Republik" - na przykład że 13 czerwca ostrzał artyleryjski Doniecka zabił pięciu cywili2. Wiarygodność oskarżycieli jest wprawdzie niewielka, ale nie wystarcza to, by takie oskarżenia - poparte zdjęciami, filmami i relacjami świadków, z góry odrzucić - tym bardziej że Ukraina potwierdza, iż ostrzeliwuje na terenie "Republik" cele wojskowe, a o pomyłkę czy niecelny ostrzał nietrudno, nawet jeśli ofiary cywilne nie były intencjonalne. Także i tu sprawę mogliby próbować wyjaśnić wiarygodni dziennikarze z paszportami państw neutralnych - ale takich media zachodnie, jak widzieliśmy, w Ukrainie nie zatrudniają.

Z kolei kwestię ewentualnych ukraińskich zbrodni wojennych mogliby wyjaśnić dziennikarze ukraińskich mediów niezależnych, przed wojną bardzo aktywnych i bardzo krytycznie patrzących władzy na ręce. Tyle tylko, że wkrótce po wybuchu wojny prezydent Zełenski dekretem połączył wszystkie stacje telewizyjne w jeden, podległy władzy kanał, i nie ma po prostu możliwości, by dziennikarze ci podejmowali dziennikarskie śledztwa w kwestiach niewygodnych dla władz. "W dziennikarstwie na tej wojnie nie chodzi o neutralność i zrównoważenie [informacji] - uważa Angelina Kariakina, przed wojną naczelna niezależnego portalu Hromadskie. - Chodzi o to, by stanąć po stronie oczywistej prawdy."3

Tyle tylko, że w sytuacji, gdy prawda jest "oczywista", dziennikarstwo jest zbędne - no bo o czym wówczas mówić i pisać? Trudno więc oczekiwać, by dziennikarze ukraińscy zajęli się na przykład kwestią neonazistowskich wpływów w pułku Azow, skoro pułk ten istotnie heroicznie bronił Mariupola, a jego żołnierze są okrutnie traktowani, i być może wręcz mordowani w rosyjskiej niewoli. Im bardziej rosyjska propaganda będzie eksponować zdjęcia wytatuowanych swastykami pojmanych Azowców4, tym bardziej samo podjęcie tematu neonazizmu bohaterów będzie w Ukrainie, i wśród popierających ją, traktowane jako akt proputinowskiej zdrady. Tymczasem pozostaje faktem, że w Azowie służyli także neonaziści, i to najwyraźniej ich towarzyszom broni nie przeszkadzało - a ich heroiczna walka i tragiczny los mogą jedynie zwiększyć atrakcyjność ich idei. Dziennikarstwo jest właśnie po to, by tematy takie podejmować - ale tego właśnie tematu w Ukrainie podjąć nie może. Dlatego krytycy władzy apelują do zachodnich sojuszników Ukrainy, by umożliwili powstanie poza granicami kraju niezależnej telewizji internetowej - tak, jak to się dzieje w Rosji, gdzie dziennikarze mają dużo więcej doświadczeń w przeciwstawianiu się rozmaitym formom cenzury.

Nie ma też szans na to, by wszystkie te palące kwestie stały się tematem parlamentarnej debaty. Wierchowna Rada zbiera się w sposób nieprzewidywalny, na krótkie, godzinne sesje, głównie żeby zatwierdzić prezydenckie dekrety. Oficjalnym powodem jest obawa przed rosyjskim atakiem rakietowym na parlament. Obawa jest uprawniona, ale przecież chyba na całej Ukrainie znalazłby się, na potrzeby parlamentu, jakiś bezpieczny bunkier? W rzeczywistości chodzi zapewne o to, że parlament jest zbędny: prezydent dekretem rozwiązał jedenaście opozycyjnych partii, oskarżając je o sprzyjanie Rosji. Jego klub parlamentarny "Sługa Ludu" miał przed wojną w parlamencie większość - dziś, po rozpędzeniu opozycji, sam jest de facto parlamentem. A skoro nikt w partii prezydenckiej nie podniesie buntu przeciwko prezydentowi, przed wojną cieszącemu się aprobatą tylko dwudziestu czterech procent obywateli, dziś zasadnie niezmiernie popularnemu dzięki osobistej odwadze i zdolności zorganizowania obrony kraju, to istotnie parlamentem nie ma się co przejmować.

Tyle tylko, że Ukraina przedstawia się na arenie międzynarodowej jako walcząca z dyktaturą demokracja. A w demokracji, nawet na wojnie, nadal rządzi parlament. W Ukrainie zaś - prezydent i jego najbliższe otoczenie. Spektakularne dymisje, jak szefa Służby Bezpieczeństwa i prokurator generalnej, oskarżenia o tolerowanie kolaborantów i zdrajców - wszystko to rozstrzyga się w prezydenckiej administracji na ulicy Bankowej w Kijowie; parlament jedynie aprobuje decyzje po fakcie. Jest całkiem możliwe, że zarzuty są uzasadnione - na wojnie kolaboracja i zdrada są codziennością. Ale bez wolnej prasy i aktywnej opozycji stwierdzić tego nie sposób. Można jedynie wierzyć prezydentowi na słowo.

Podobnie, jak trzeba mu wierzyć w kwestii najważniejszej - że cały naród murem popiera jego zdeklarowaną politykę walki aż do ostatecznego zwycięstwa i wyparcia agresora ze wszystkich terytoriów okupowanych, także tych utraconych w 2014 roku. Tymczasem w "Republikach" i na Krymie Rosja cieszyła się widocznym, acz trudnym do precyzyjnego określenia, poparciem - i poparcie to nie kończyło się, jak nożem uciął, na linii frontu. Można oczekiwać, że brutalność rosyjskiej agresji i okupacji poparcie to w nieokupowanej Ukrainie wydatnie osłabiło - choć zarazem można też się spodziewać, że na terenach okupowanych mogło wzrosnąć, trochę na skutek ukraińskich ataków, o ile rzeczywiście do nich dochodziło, trochę na skutek poczucia, że ukraińscy Rosjanie znaleźli się w sytuacji bez wyjścia. Także i tu przydałyby się niezależne media, bo trudno od ukraińskich, z obu stron linii frontu, oczekiwać, by podczas wojny swobodnie rozmawiały z ludźmi o kwestiach "kolaboracji i zdrady".

Podczas wojen w byłej Jugosławii i w Afganistanie, nie mówiąc już o wściekle zmediatyzowanym konflikcie izraelsko-palestyńskim, czytelnicy - a więc także zainteresowana opinia publiczna w krajach, w których te wojny się toczyły - wiedzieli nieporównanie więcej, niż wiemy o Ukrainie dziś. Mało tego - nawet sobie nie zdajemy już sprawy z tego, jak mało wiemy. Jedną z zalet znakomitej skądinąd sztuki Bukowskiego jest to, że nam o tym przypomina.

Co sądzę o surogacji?

Autorka jest badaczką i członkinią Interdyscyplinarnego Zespołu Badań nad Dzieciństwem UW, w 2022 obroniła doktorat Wytwarzanie pokrewieństwa. Antropologiczna analiza dyskursów wokół dawstwa heterologicznego w Polsce. Wydała między innymi In vitro. Bez strachu, bez ideologii (2015).

ORCID: 0000-0002-5423-5660

- Anna Krawczak -

Staram się na ogół nie być pytana o surogację, a jeśli już do tego dojdzie, czepiam się wątłej nadziei, że zamkniemy tę kwestię zdawkową odpowiedzią "Tak, uważam, że surogacja powinna być w Polsce jednoznacznie uregulowana prawnie" i rozmówca/czyni nie będą dalej drążyć. Wszystko to dlatego, że należę do zakonu najbardziej irytującej z nauk społecznych, antropologii, a jest ona surową panią dla swoich praktyków. Antropologia gardzi pewnością, drwi z obiektywizmu, a szczególnie dużą porcję nieufności zachowuje dla terminów "finalna konkluzja", "ponad wszelką wątpliwość" i "Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi." (Mt 5,33-37). Przeciwnie, antropologia domaga się zobaczenia rozproszonych wątków w tkaninie, dotknięcia osnowy i przekonania się, jak tkanina zachowuje się u zbiegu szwów, w miejscach przetarcia, w różnych warunkach pogodowych. A na końcu antropologia i tak powie mętnie, że nawet jeśli ma pewne rozpoznania związane z tą tkaniną, to jest to zaledwie jedna tkanina pośród milionów na świecie, i każda jej nić może mieć zupełnie inną opowieść. Te opowieści są ważne. Antropologia pochodzi od Złego, antropologia pochodzi od ludzi. Antropolodzy nie powinni tworzyć prawa.

Surogacja jest w Polsce nielegalna. Tak na ogół mówimy, aby nie otwierać poematu dygresyjnego, którego początkiem jest art. 61 ze znaczkiem 9. Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, a który brzmi "matką dziecka jest kobieta, która je urodziła". To wszystko. Koniec wątpliwości. Może urodziłaś dziecko, którego początkiem był darowany embrion utworzony z nasienia i komórki jajowej zupełnie obcych ci osób. Jesteś matką tego dziecka. Mogłaś urodzić dziecko, które powstało z komórki jajowej innej kobiety przypadkiem zamienionej z twoją własną, jak zdarzyło się w 2014 roku w ośrodku leczenia niepłodności w Policach. To nie ma znaczenia, jesteś matką. A jeśli urodziłaś dziecko intencjonalnym rodzicom, z których komórek rozrodczych ten embrion powstał i przez dziewięć miesięcy rozwijał się w twojej użyczonej macicy, jak możesz teraz mówić, że nie jesteś matką tego dziecka, a zaledwie surogatką? Co wyrosło z twojego ciała i połączyło się pępowiną, jest twoje, twoje, twoje.

Zarazem to nieprawda, że surogacja jest w Polsce nielegalna. Surogacja zamieszkuje prawne nie-miejsce. Nie ma dla niego przestrzeni kodeksowej ani inkubatorów na oddziale noworodkowym. Nienamacalność tego nie-miejsca ustanowiliśmy prawną nieważnością umów surogacyjnych. Jeśli spróbujesz się na taką umowę powołać, zapewne spotkasz się z zarzutem próby handlu ludźmi i poniesiesz odpowiedzialność karną. Jeśli urodzisz dziecko i postanowisz przekazać je rodzicom intencjonalnym w procedurze legalnej adopcji, dowiesz się, że w Polsce adopcja ze wskazaniem jest ograniczona prawnie jedynie do krewnych. Dlaczego więc chcesz oddać swoje dziecko obcym ludziom? Jesteś matką.

Desperaci próbują szukać luk w prawie. Znajdują surogatkę, finalizują procedury medyczne, rodzi się dziecko. W sądzie snuta jest chwilę później opowieść: "Wysoki sądzie, mój mąż miał romans. Ta kobieta zaszła w ciążę, ale nie chce i nie może wychować dziecka. Mój mąż to szlachetna osoba, uznał dziecko i potwierdził ojcostwo. Ja także jestem szlachetną osobą, wybaczyłam mężowi i jestem gotowa wychować podrzutka kochanki. Oto mój wniosek o przysposobienie".

W ten sposób podróżujemy w czasie do dwudziestolecia międzywojennego, w epokę flam, bonżurek i bękartów. Nieślubnych dzieci, panien z dzieckiem, owoców grzesznych romansów w sanatoriach i uzdrowiskach, strzelistych aktów wybaczenia mężowskich zdrad. Kłamiemy, bo nie wolno powiedzieć prawdy: "Wysoki sądzie, jestem po chorobie onkologicznej, straciłam macicę. Mam zachowaną czynność jajnikową, ale nigdy nie zajdę w ciążę, bo nie mam narządu, w którym mogłabym ją donosić. Użyczenie macicy przez surogatkę jest dla mnie jedyną szansą, aby móc poznać dziecko poczęte z moich komórek jajowych. Aby to dziecko mogło kiedykolwiek zaistnieć".

W Polsce w przypadku surogacji nie wolno mówić prawdy. W Polsce czasem się kłamie i nawiguje między przepisami. W Polsce wolno i trzeba cierpieć. Jednak tuż za granicą Polski znajduje się dogodnie usytuowany surogacyjny raj. Dzięki Ukrainie można cierpieć mniej lub wcale.

W lutym 2022 roku zaczynają dzwonić telefony. Nie jest ich wiele, pamięć o mojej działalności jako aktywistki pacjenckiej szczęśliwie przyschła, ale mimo to numer telefonu można jeszcze znaleźć w internecie. Niektórzy znajdują i dzwonią.

"Chwileczkę, proszę mówić wolniej, nie rozumiem. Surogatka jest już w Polsce i szuka pani dobrego szpitala? Proszę pani, w Polsce nie ma "dobrych" szpitali. Nie, to po prostu znaczy, że nie ma znaczenia, w którym szpitalu ta pani urodzi, w każdym przypadku w akt urodzenia dziecka zostanie wpisana jako matka. No takie jest prawo, tak. Ja rozumiem, że ta surogatka uciekła z Charkowa, to bardzo dobrze, że się państwo nią zaopiekowaliście, ale jak mówię: jeśli dziecko urodzi się w Polsce, to w akcie urodzenia znajdzie się ona jako matka, bo jest zgodnie z polskim prawem matką dziecka. Proszę pani, ja wiem, że agencja surogacyjna mogła mówić inaczej, ale to było w Ukrainie. Teraz jest Polska."

Być może w życiu wiecznym istnieje tylko jeden raj, ale w świecie surogacyjnym jest ich więcej. Na przykład Wielka Brytania i Belgia. W obu krajach surogacja jest uregulowana prawnie i legalna. Dlaczego moja zapłakana rozmówczyni nie pojechała wraz z mężem do Wielkiej Brytanii, aby tam sfinalizować umowę surogacyjną? Nie pytam o to, ponieważ znam odpowiedź: bo to trudne. W obu tych krajach surogacja odbywa się w trybie altruistycznym, surogatka ma opłacaną opiekę medyczną i pokrywane są jej wydatki związane z ciążą, ale nie jest usługodawczynią - jest autonomiczną osobą, która sama decyduje, czy i komu zechce użyczyć swojej macicy. Jest to surogacja restrykcyjna. Trzeba przejść kwalifikację, testy, rozmowę z psychologiem. Trzeba tam zamieszkać. Trzeba stanąć w kolejce. I trzeba się upokorzyć, uzbroić w cierpliwość. Trzeba cierpieć.

Ale w wielu stanach w Stanach Zjednoczonych surogacja jest legalna oraz komercyjna. Można kupić taką usługę. Będzie legalnie, sprawnie i bezpiecznie. Dlaczego więc nie USA? Bo w Stanach Zjednoczonych jest drogo. Pieniądze są cierpieniem, kiedy ich nie mamy i kiedy tylko one oddzielają nas od dziecka.

Rosja, Gruzja, Armenia i przede wszystkim Ukraina. W tych krajach kupujemy usługę, którą nie chcemy plamić swojego narodowego sumienia i walać niepokalanego prawa. W Ukrainie jest tanio. W Ukrainie robi się surogację.

Kiedy wybuchła pandemia, w kijowskim hotelu Venice stłoczono sześćdziesiąt noworodków. Potem osiemdziesiąt. Ich intencjonalni rodzice z Chin, Niemiec, z Hiszpanii nie mogli wjechać do Ukrainy z powodu obostrzeń. To nie był scenariusz, o którym przyszłym rodzicom opowiadały eleganckie broszury BioTexCom zapewniające, że Ukraina to surogacyjny raj. Dostarczamy szczęście opakowane w kocyk Minky, nasze surogatki to wspaniałe osoby, sprawdzamy starannie ich stan zdrowia i motywację, wszystkie dzieci otoczone są troskliwą opieką, dopóki ich rodzic lub rodzice nie przyjadą wziąć w ramiona maleństw. Wszystko pod kontrolą. Hotel Venice pokazał, że jest tylko plan A, a kiedy plan A nie wypala, nastaje chaos. Tak więc dzieci leżały w inkubatorach z pleksi, mając do opieki dwie pielęgniarki na piętnaścioro noworodków, zawieszone w niebycie, jeszcze nie pod opieką docelowych rodziców, a już nie w brzuchach surogatek. Czekające na święte nigdy i zaburzające swoją podstawową potrzebę bliskości, dotyku i zaspokajania potrzeb. John Bowlby, ojciec teorii więzi, sądził, że takie rzeczy wydarzają się tylko w bardzo złych miejscach. Hotel Venice nie mógł być takim miejscem, ma przecież cztery gwiazdki.

Gdy moja rozmówczyni pojechała z mężem do Ukrainy, aby sfinalizować w Charkowie kontrakt surogacyjny i przejść in vitro z embriotransferem do macicy surogatki, zdjęcia z hotelu Venice obiegły już świat. Mimo to, choć zobaczyła, jak wyglądają procedury w Ukrainie w chwili pandemicznego kryzysu, uznała, że Ukraina jest nadal dobrą opcją, a ryzyko jest akceptowalne - tanio, nie zawracają głowy papierami i procedurami, płacisz i masz.

A potem wybuchła wojna.

"Mój kraj mnie dyma, więc ja dymam mój kraj." Te słowa wypowiedziała jedna z rozmówczyń doktor Poliny Vlasenko, brytyjsko-ukraińskiej antropolożki zajmującej się badaniem ukraińskiego rynku medycyny wspomaganej reprodukcji. Była samotną matką dwójki dzieci, z czego jednego z niepełnosprawnością. Nie mogła wyegzekwować alimentów, zasiłki dla jej niepełnosprawnego syna wydzielane przez ukraiński system wsparcia były kpiną. Zdecydowała się zostać dawczynią komórek jajowych i w ten sposób utrzymywać swoje dzieci na ekonomicznej powierzchni. W ankiecie kwalifikacyjnej wręczonej jej przez ośrodek leczenia niepłodności z premedytacją zaznaczyła "występujące w rodzinie choroby wrodzone - nie dotyczy". Mój kraj mnie dyma, więc ja dymam mój kraj.

"Najgorzej wspominam proces adopcyjny - mówi jedna ze znajomych w moim innym życiu aktywistycznym związanym z prawami dziecka - gdzie najpierw robiono wszystko, aby nas zniechęcić do pomysłu adopcji i lustrowano nam dom oraz życiorysy, a potem, kiedy już przyjęto na kurs adopcyjny, przedstawiano te dzieci w tragiczny sposób. FASD1, trauma wczesnodziecięca, zespół zaburzeń więzi, obciążenia genetyczne, wszystko. Te baby z ośrodka znają się na wielu rzeczach, ale na pewno nie na dawaniu dzieciom szansy na miłość."

Moja znajoma jest matką adopcyjną ośmioletniej Nastki. Nastka ma pełnoobjawowy FASD i rodziców, którzy wyciągnęli ją z domu pomocy społecznej, do którego trafiła jako dziecko niezakwalifikowane do adopcji. Nastkę uznano za dziecko niemożliwe do pokochania. Nastka ma niepełnosprawność, trudne momenty w codzienności i rude włosy. Nastka chodzi do drugiej klasy w rejonowej podstawówce. Jej matka wiesza na lodówce laurkę z sercem, w które krzywo wpisano słowa "koham cje mamo". Matka Nastki uważa ją za ósmy cud świata.

- Mówicie o samych trudnych rzeczach - skarżą się mili ludzie z grupy, którą właśnie szkolę. - Dajcie nam jakieś pozytywne historie, dajcie nam nadzieję.

Poza antropologią i życiem aktywistycznym zajmuję się również szkoleniami dla rodziców zastępczych i adopcyjnych. Wraz z koleżanką współtrenerką opowiadamy miłym ludziom, którzy za chwilę przyjmą do swoich domów dzieci z trudnych miejsc, o tym, że dzieci wykorzystane seksualnie pachną strachem. Wieczorami ich skóra wydziela wraz z potem zapach przerażenia. Serie małych, bladych oparzelin umieszczonych na kończynach to z reguły ślady przypalania papierosami. Gruzłowate zgrubienia na dziecięcych żebrach warto skonsultować z lekarzem i wykonać badanie RTG, bo są charakterystycznymi śladami przemocy fizycznej. Złamania przynasadowe, złamania kości żeber, złamania ukośne, zespół dziecka maltretowanego. Poproszono nas jednak, aby teraz mówić o nadziei i pozytywnych historiach. To nie jest trudne, bo przecież każde dziecko jest nadzieją. Trauma definiuje naszą przeszłość, ale nie przyszłość. Opowiadamy zatem o nadziei, o uzdrawiających rodzinach zastępczych i o tym, że w życiu nie istnieje nic bardziej gratyfikującego niż towarzyszenie dziecku w podróży do odzyskanego dzieciństwa.

Mili ludzie się odprężają. Chcą słuchać o nadziei, satysfakcji i miłości. Wieczorem dostajemy wiadomość od jednego z naszych kursantów, którego szkoliłyśmy pół roku wcześniej. Właśnie odwiózł kilkuletniego chłopca, którego przyjął do swojej rodziny z powrotem do domu dziecka. Spędzili razem zaledwie tydzień, ale dziecko okazało się zbyt głośne. "Powiem wam - nasz kursant pisze w wiadomości - że ten tydzień to była najlepsza praktyka. Teraz wiem, że wolę życie bez dzieci i nie wstydzę się tego."

Nie wiem, co myśli o tym ten mały chłopiec i czy zgodził się na to, aby użyć go do falsyfikacji tezy o uszczęśliwiającym wpływie dzieci na życie dorosłych.

Cierpienie to nieprzyjemny stan, nie ma co ukrywać. Nikt nie chce cierpieć. Na cierpienie jest wiele środków: od farmaceutyków po serdecznie profesjonalnych pracowników BioTexCom, którzy obiecują, że proces stawania się rodzicem przebiegnie bezboleśnie. Rodzicielstwo przecież nie powinno boleć, ból to zły objaw. Jako dorośli potrafimy to cierpienie ukoić i wczuć się w położenie ludzi pragnących zostać rodzicami za każdą cenę. Część z nas bierze za to spore pieniądze, ale to są dobre pieniądze, służą dobremu celowi, służą miłości. Dlatego warto dawać nadzieję i wręczać obietnice pozytywnych historii opakowanych w szeleszczący papier. Możliwe jednak, że im więcej tego cierpienia usuniemy z życia dorosłych, tym więcej zostanie go później dla dzieci.

Co sądzę o surogacji? Że powinna być w Polsce jednoznacznie uregulowana prawnie.

Transiątka. Inne rodzicielstwa- J. Szpilka -

Autorka jest kulturoznawczynią. Zajmuje się studiami queer i trans oraz badaniami nad seksualnością.

ORCID: 0000-0003-4490-4952

Transiątko. Za pomocą tego urokliwego słowa Aga Zano postanowiła, w swoim tłumaczeniu Trans i pół, bejbi Torrey Peters, oddać po polsku anglojęzyczne sformułowanie baby trans. To określenie odnosi się do osób trans znajdujących się na wczesnych etapach tranzycji. Jak sugeruje metafora, są jak dzieci, ponieważ nie mają jeszcze doświadczenia zarówno w swojej "nowej" płci - to jedna rzecz wiedzieć od znajomych, że dziewczynom brakuje kieszeni, a inna zorientować się, że nie ma się akurat gdzie schować telefonu - jak i w samym byciu trans, które przecież też bywa skomplikowane i mało intuicyjne. Jeśli trzymać się tej analogii, chodzi więc tutaj o to, jak te transiątka odkrywają wszystkie te drobiazgi i wyboje, z których składa się transpłciowa codzienność - i jak w odkryciach tych pomagają im transpłciowi "dorośli", którzy mają za sobą to błąkanie i mogą doradzić, jak się ubrać, jak zachować, gdzie bezpiecznie skierować się po pomoc, gdzie szukać wsparcia i miłości. W Trans i pół, bejbi rolę tę spełnia Reese względem Amy i Thalii, jednocześnie wciąż pozostając w relacji ze "starszymi" od niej transkobietami, które kiedyś jej właśnie pomogły.

Oczywiście, wieku tego nie należy liczyć metrykalnie. Transiątko może być równie dobrze starsze w latach od opiekujących się nim dojrzałych transów. To standardowy przykład, który podaje się, mówiąc o "queerowym czasie", czyli o tym, jak osoby pozostające poza normatywnymi biegami życia wyznaczanymi przez kolejne stacje heteroseksualnego dojrzewania - takimi jak małżeństwo czy rodzicielstwo - inaczej odliczają swój wiek. Jest to również jedna z najczęściej przywoływanych wizji tego, jak inaczej mogą wyglądać więzi rodzinne, jeśli wyjść wreszcie poza paradygmat relacji krwi, dziedziczenia i reprodukcji, z których zbudowana jest heteroseksualna, współczesna rodzina.

W końcu relacja między transiątkiem i starszymi transami aż prosi się o odczytanie jako rodzaj relacji rodzicielskiej - i nie bez dobrego powodu. Tym, czego dokonują w niej te starsze transy, jest wprowadzenie nowej osoby w świat płci i nawigowanie po nim, to rodzaj wychowania do bycia trans w społeczeństwie. To lekcje takie, jak ta udzielona Amy przez transseksualną ekspedientkę Jen:

- Zawsze idź w krój empire - doradziła Jen, pokazując jej żółtą sukienkę z szarfą pod biustem. - Dziewczyny myślą, że należy się ubierać tak, by odwrócić uwagę od ramion, ale tak naprawdę sekret kryje się w proporcjach między ramionami i biodrami. Materiał w sukienkach empire rozchodzi się od biustu i robi biodra.1

Jest w tym ogromny ładunek troski, troski będącej koniecznością, ponieważ osoby trans nie rodzą się i nie uczą żyć w pustce i oderwaniu od innych. Wbrew cisnormatywnym wyobrażeniom, w których bycie trans oznacza rodzaj odosobnienia i alienacji ucieleśniony przez niszczycielskie "złe ciało" odbite w lustrze, bycie trans to również, a być może nawet w większym stopniu, relacja ze społecznością. Społecznością, która czasami zastępuje rodzinę, która albo odrzuca swoje transpłciowe dziecko, albo nie potrafi mu pomóc.

Takie wyobrażenie o transowym rodzicielstwie ma w sobie utopijny zryw. Daje bowiem możliwość wyobrażenia sobie - i więcej niż wyobrażenia, ale również po prostu przeżycia - tego, że relacja rodzinna nie musi ograniczać się do wąskiego świata domu i rodziny nuklearnej. Że można mieć wielu ojców i wiele matek, uczących nas po trochu życia i pomagających w znalezieniu się w świecie. Co więcej, jest to również demonstracja tego, o czym tak doskonale pisze Maggie Nelson w Argonautach - erotyzmu rodzicielstwa. Nie bez kozery Reese i Amy są, w pewnym momencie, również parą.

Utopijny - albo przynajmniej quasi-utopijny - obraz transowego rodzicielstwa jest też po prostu p o p u l a r n y. I znowu, trudno się temu dziwić: tak wiele osób trans ma sytuacje rodzinne, które można w najlepszym razie określić jako skomplikowane - i nie tylko zresztą ze względu na uprzedzenia i odrzucenie, ale również z powodu braku wspólnego punktu odniesienia. Cis i trans nie zawsze dogadują się najlepiej, a intymność biologicznej rodziny niekoniecznie musi w tym pomagać. Stąd też tęsknota - i konsekwentne próby budowania - alternatywnych form życia rodzinnego, które pomogą tym, których zawodzą i którym nie wystarczają więzy krwi. Echo tego pobrzmiewa w haśle, które wciąż da się usłyszeć na ulicy: k i e d y p a ń s t w o (ten największy hetero-rodzic współczesności) n a s n i e b r o n i, m o j e s i o s t r y b ę d ę c h r o n i ć.

Zanim napiszę cokolwiek więcej, bardzo wyraźnie chciałabym podkreślić, że nic z tego nie jest spekulacją: tego rodzaju relacje to przeżywane doświadczenie pokoleń transów budujących swoje własne, alternatywne rodziny jako oparcie i schronienie przed cisnormatywną przemocą relacji krwi i przestrzeni ulicy. Nie chcę pisać przeciwko nim - ale wydaje mi się ważne, żeby nie przesadzać z pokładanymi w nich nadziejami. Rodzina nie musi być cis-het, żeby ranić.

NIEWYKLUTE

Jest coś uderzającego w tym, że wątek transrodzicielstwa pojawia się w Nevadzie Imogen Binnie - kultowej powieści z 2013 roku2, szeroko uznawanej za inaugurującą nową falę transkobiecego pisarstwa - w kontekście jego niepowodzenia. Bohaterka Nevady, Maria, w trakcie auto-destruktywnej ucieczki od własnego życia, trafia na młodego mężczyznę, Jamesa H. Błyskawicznie Maria rozpoznaje w nim - wierzy, że rozpoznała - "niewyklutą" transkobietę, którą trzeba popchnąć w stronę tranzycji i szczęścia, którą może ona przynieść. Ten lekko egotystyczny ruch kończy się, czego można by się spodziewać, źle. James H znika, rozczarowany Marią, a ona sama rusza dalej, prując w dół swojej życiowej spirali.

Sama Binnie otwarcie stwierdziła, że tragedia Nevady polega na tym, że próbując zrealizować zrozumiały dla niej scenariusz tranzycji, Maria wepchnęła James H głębiej w raniące go formy upłciowienia - dosłownie zatrzymała jego (jej?) rozwój. Mam pewien problem z takim sformułowaniem i teleologicznymi wizjami życia trans, które się na niego składają, ale nie zmienia to faktu, że skupiając się na porażce wymuszonego "wychodzenia z szafy", Binnie dotknęła niebywale ważnego problemu.

Narracje o trans rodzicielstwie mają dwa zwroty. Pisane z perspektywy transiątka, są opowieściami (i doświadczeniami) o byciu wychowaną i wprowadzaną do świata, o znajdowaniu nowych form relacji rodzinnych i o odpowiedzi na tak palącą potrzebę bycia zatroszczoną, zaopiekowaną i utwierdzoną w przekonaniu, że jest dla siebie miejsce na świecie. Ale można je też przedstawiać z perspektywy "dojrzałego" transa, który poprzez opiekę nad transiątkami spłaca dług zaciągnięty wobec tych, którzy kiedyś zatroszczyli się o niego. To schemat społecznej reprodukcji, zaskakująco bliski logice wprowadzającej w ruch romantyczną wizję heteroseksualnego rodzicielstwa. I jak w jej wypadku, nie jest mu obcy znaczny element przymusu.

Próby Marii umieszczenia Jamesa H na znajomej trajektorii tranzycji to rodzaj transrodzicielskiego baby fever, niewypowiedzianego do końca przekonania, że osoby trans powinny, jeśli tylko mogą, pomagać innym zostać trans. Ale - jak doskonale opisuje to Binnie - założenie takie bywa podszyte narcystycznym poczuciem, że to, jak same odczuwamy płeć, musi być uniwersalne. Kilkakrotnie miałam okazję uczestniczyć w rozmowach wśród moich trans-znajomych przekształcających się w kłótnie dotyczące tego, do jakiego stopnia stosowne jest sugerowanie komuś, że może być trans. Wszak wiele z nas płacze za tym, że "nie wiedziało wcześniej", nie wystartowało z tranzycją szybciej; tak wiele popularnej literatury trans - fanfików, erotyków, gawęd - dotyczy marzeń o byciu szczęśliwie stransowaną. Stąd zaś tylko krok do projekcji.

Cały dowcip tutaj leży w bliskości tego pragnienia posiadania dzieci kryjącego potrzebę, żeby dzieci te były t a k i e j a k m y. Innymi słowy: niewiele musi dzielić pragnienie "wykluwania" nowych transiątek od logiki, na której zbudowana jest reprodukcyjna heteroseksualność, której feministyczne i queerowe krytyki zapełniają całe biblioteczne regały. Zresztą, czy potrzebna jest tutaj teoria? Emocjonalny szantaż rodzica wyrzucającego swojemu queerowemu dziecku, że jego wybór miłości i płci sprawi, że nie zostanie spłacony reprodukcyjny dług ("ale ja chcę mieć wnuki!"), jest aż do bólu znajomy. Wiara w to, że inne sposoby reprodukcji - inne rodzicielstwo - będzie z zasady wolne od tej samej logiki jest, niestety, raczej naiwna.

Sama kategoria "reprodukcji" stoi tutaj przecież na drodze. Jednym ze standardowych błędów popełnianych przy próbach myślenia o transpłciowości - albo nawet konkretnie o, powiedzmy, transkobiecości - jest traktowanie tej kategorii jako jednolitej i odnoszącej się do spójnego i uniwersalnego zestawu doświadczeń. Innymi słowy: jeśli ja, jako transkobieta, w taki lub inny sposób doświadczam swojej płci albo wypracowałam sobie takie, a nie inne, strategie codziennego przetrwania, to mogę zakładać, że inne transkobiety będą myślały, czuły i funkcjonowały podobnie. Znowu, jest w tym delikatny, chociaż nietrudny do zrozumienia, narcyzm. Oczywiście nie ma jednego sposobu na bycie trans, jednego rodzaju transkobiecości, a wspólnota doświadczeń nie przekłada się na ich uniwersalność. Nawet sukienki w kroju empire nie muszą dobrze leżeć na każdym transkobiecym ciele. To tworzy jednak pewien kłopot w relacji względem transiątek.

Krajobraz transpłciowości zmienia się błyskawicznie. Doświadczenia wchodzenia w proces tranzycji dwadzieścia, dziesięć, nawet pięć lat temu, a robienia tego dzisiaj nie są sobie całkowicie obce, ale są odległe. Normy passingu (czyli "uchodzenia za" określoną płeć) i oczekiwania względem transciał ewoluują, podobnie jak przestrzenie społecznego uznania i akceptacji. W rezultacie nietrudno sobie wyobrazić sytuacje, w których transmisja doświadczeń transiątkom może być naznaczona rodzajem pokoleniowej wyrwy. Czasami przekształca się to w formy aż nadto znajome: narzekania na te dzisiejsze transy, albo utyskiwania na starych transseksualistów, którzy nie rozumieją, że świat zdążył się zmienić. Jeśli to wszystko brzmi znajomo, to dlatego, że powinno: to stare dramaty rodzicielstwa, tak cis, jak i trans. Podobnie zresztą jak unoszące się nad relacjami z transiątkami pytanie o to, jak dać im dobry start w transowym życiu bez jednoczesnego wpychania ich w głęboko wytoczone koleiny starych traum, lęków i doświadczeń. No i oczywiście o to, jak zostać rodzicem bez wypalenia.

CIĘŻARY

Wendy, bohaterka Little Fish Casey Plett3, dorabia tak, jak robi to wiele transkobiet - pracując seksualnie. Ciała transkobiet łatwo ulegają uprzedmiotowieniu, przekształceniu w fetyszystyczne obiekty pożądania - ale czasami pozwala to przynajmniej zarobić. Podczas spotkania z jednym z jej klientów - młodym żołnierzem zamawiającym scenę feminizacji i crossdressingu - Wendy orientuje się, że jest to chłopak stojący na progu tranzycji. Jej reakcja jest szorstka: zostawia mu (jej?) namiary na klinikę, a następnie ucieka i zrywa kontakt. Dosłownie wybiega na zimną, kanadyjską noc.

Dziecko to zobowiązanie. Z transiątkami nie jest inaczej, tyle że nie jest to rodzaj relacji, którą uznają instytucje i dla której istnieją dobrze rozbudowane systemy wsparcia. Przeciwnie, osoby trans są z zasady skazane na siebie same, na własną troskę i opiekę. Ma to swoje zalety i potrafi tworzyć piękne światy i relacje. Ale jest to również okropny, ogromny ciężar. Nic więc dziwnego, że Wendy - która sama ledwo radzi sobie z własnym życiem - ucieka przed rodzicielską relacją. Nie chce być akuszerką cudzej transkobiecości, ponieważ wie, jakie są tego koszty, zna obciążenia, jakie to nakłada - ale przede wszystkim nie chce być r o d z i c e m, nie chce być traktowana jako punkt odniesienia i źródło dojrzałej mądrości. Nie pomaga jej w tym fakt, że transiątka, jak to dzieci, bywają nieznośne. Klient(ka?) Wendy zadaje jej głupkowate pytania na temat tranzycji, niewiele rozumie z tego procesu, ma niezdrowe oczekiwania na jego temat. Jak wiele osób trans dopiero zaczynających swoje zmaganie z płcią, troszkę nie widzi świata poza własnymi doświadczeniami dysforii i euforii, poza fascynacją odkrywania swojego innego upłciowienia. A to męczy.

Opieka męczy, szczególnie taki jej rodzaj, od którego nie otrzymuje się żadnego wsparcia. Stary feministyczny postulat płacy za pracę domową, mający uczynić niewidoczną pracę kobiet nieco sprawiedliwszą, bardzo się tutaj stosuje. Wychowanie dzieci - bez względu na to, czy mają metrykalnych dziesięć, czy trzydzieści lat - to ogromny trud, który bardzo często bywa romantyzowany, sprowadzany do szeregu cukierkowych obrazków rodzicielskiej miłości tudzież transpłciowej solidarności. To, co jest w nim brudne, ciężkie i nieprzyjemne, schodzi stale na dalszy plan. Zostaje zamiast tego jakiś rodzaj opowieści, przyjmującej - w zależności od kontekstu - wymiar sentymentalny lub heroiczny. Problem z tym nie leży już nawet w samym wymazywaniu pracy reprodukcyjnej, ale również w tym, do czego takie narracje bywają dalej wykorzystywane.

DLA KOGO SPŁONĄŁ PARYŻ?

Kultura ballroomowa, rozsławiona dokumentem Paris Is Burning Jennie Livingston z 1990 roku, jest jednym ze stałych punktów odniesienia w rozmowach na temat transrodzicielstwa. Świat domów vougingowych i przewodzących im matek, adoptujących nowych członków do swojej struktury rodziny z wyboru porywa wyobraźnię. Osoby trans, które mają zazwyczaj niezłe wyczucie własnej historii - szczególnie dzisiaj, kiedy legendy i społecznościowe przekazy transmitowane są wszystkimi kanałami mediów społecznościowych - często poczuwają się do powinowactwa z tą wspaniałą kulturą wyrzutków budujących własne rodziny tam, gdzie te z krwi i biologii tak fundamentalnie zawiodły. Nie ma chyba dzisiaj mocniej obecnego w kulturze trans i częściej przywoływanego wyobrażenia na temat tego, jak etos transtroski i transrodzicielstwa mógłby wyglądać.

Mniej mówi się o rasie, mniej mówi się o klasie.

Świat Paris Is Burning to świat osób nie-białych, świat osób z niższych klas społecznych, świat głęboko zakorzeniony w specyficznych formach relacji rasowo-klasowo-płciowych powstających w Stanach Zjednoczonych. Konieczność konstruowania rodzin z wyboru leżąca u podstaw kultury ballroomowej to nie tylko produkt płciowej dysydencji i prób wychodzenia poza cisheteronormatywne społeczne normy, ale również konsekwencja tego, że to właśnie dla ubogich nie-białych najmniej zawsze było miejsca w głównonurtowych społecznościach gejowskich i trans.

Nie wspominam o tym po to, żeby w jakiś sposób potępiać fantazje o alternatywnych modelach rodziny, jakie dostrzec można w recepcji Paris Is Burning oraz, szerzej, w popularyzacji kultur vougingu. Ważne dla mnie jest to, by podkreślić, że rodzicielstwo - cis lub trans - nie pojawia się w oderwaniu od swojego społecznego kontekstu, że jego formy i przedstawienia zawsze do niego jakoś należą. Nauczyliśmy się już dość dobrze krytykować mit heteroseksualnej rodziny jako przestrzeni naturalnej i wolnej od polityki - wiemy bardzo dobrze, że odpolitycznianie reprodukcji jest sposobem na maskowanie niesprawiedliwości i przemocy, na których opiera się cisheteropatriarchat. Mam jednak wrażenie, że czasami obawiamy się zastosować tę krytykę nieco szerzej.

Transiątko nie jest naturalną kategorią. Jakkolwiek słowo to byłoby piękne, a kultura wokół niego zbudowana żywa i istotna, to ma ono swoją historię i swoje uwikłanie. Nie jest przypadkiem, że Peters, Binnie czy Plett są wszystkie białe - że świat Trans i pół, bejbi, Nevady, czy też Little Fish to świat przede wszystkim białych transkobiet. Jak, zresztą, spora część wyobrażeń na temat rodzicielstwa dzisiaj, w o g ó l e.

Komentarze wokół książki Peters często skupiają się na tym, jak zdołała ona osiągnąć coś niezwykłego - pokazać, że sprawy kobiet cis i trans mogą mieć ze sobą więcej wspólnego, niż je dzieli; że doświadczenie macierzyństwa i komplikacji wokół niego może być opisane jako doświadczenie k o b i e t w o g ó l e bez jednoczesnego specyfikowania stanu ich macicy. W tym sensie Trans i pół, bejbi miało przekroczyć granice literatury trans i dotknąć jakiegoś rodzaju uniwersalności. To zestaw trafnych obserwacji, ale ciekawi mnie też to, co kryje się w jego cieniu.

Transrodzicielstwo skupione wokół figury transiątka ma zaskakująco (zresztą, dlaczego zaskakująco?) wiele wspólnego z rodzicielstwem w ogóle, nawet jeśli wszystko zdaje się je różnić od standardowych wyobrażeń na temat macierzyństwa czy ojcostwa. Te punkty wspólne, które od drugiej strony prześledziła w swojej powieści Peters, zasługują na uwagę. Ale zasługuje na uwagę również fakt, że jest to rodzicielstwo p o p r o s t u, równie mocno uwikłane w struktury płci, rasy, klasy. Ma ono swoją własną historię i swoje własne wyzwania i problemy, które są podobne, trochę uniwersalne, choć trochę partykularne.

Rzecz w tym, że pogodzenie się z tym oznacza porzucenie (albo w każdym razie ograniczenie) nadziei na to, że w relacjach transiątek ze starszymi transami może być coś c z y s t e g o, wyrzucającego nas poza obręb systemów dominacji, z których jesteśmy. Nie musi to prowadzić do potępienia takich form rodzicielstwa - jak najdalsza jestem od takiego poglądu - ale raczej do przyznania im prawa do niedoskonałości i problematyczności na ich własnych zasadach. Transrodzicielstwo nie jest utopią, ale koniecznością: wytworem takiego ułożenia społeczeństwa, które często zostawia transiątka bez rodziców, nawet wtedy, kiedy ich biologiczne rodziny wciąż próbują się troszczyć i opiekować. Jest rezultatem porządku płciowego dorastania i specyficznego mierzenia czasu życia; jest z historii i z nas. Jest piękne, jest frustrujące, ale jest też przede wszystkim z w y c z a j n e i jako takie chciałabym, żebyśmy je rozumieli.

SŁOWA KLUCZOWE:

trans i pół, bejbi, Torrey Peters, tranzycja, rodzicielstwo

TENA ŠTIVIČIĆPrzełożyła Dorota Jovanka Ćirlić64

OSOBY:

- EWA

- DANIEL

- HELENA, matka Ewy

- OLIVER, tata Daniela

- BELA, przyjaciółka Ewy

- ALEKS, sąsiad

- DOKTOR

- LUNA, awatar

- LEKARZ

W domu

EWA Co robisz?

On jęczy.

EWA Co ty wyprawiasz?

DANIEL Już jestem blisko.

EWA Ani mi się waż. Jeszcze trochę.

DANIEL Co?

EWA Jeszcze nie!

DANIEL Jesteś blisko?

EWA Potrzebuję jeszcze chwili.

DANIEL Okej.

Dyszą.

DANIEL Jak długo trwa "jeszcze chwila"?

EWA Nie wiem. Im więcej o tym będę myślała, tym będzie dłuższa. Skoncentruj się.

DANIEL Dobrze, dobrze. Och.

EWA Okej. Tak, dobrze. Wspaniale. Tak jest dobrze.

Dalej jęczą.

EWA O, jak dobrze. Tylko tak dalej. Jak dobrze...

DANIEL No, chodź, kochanie...

EWA Jeszcze chwila!

DANIEL Ja naprawdę jestem... nie dam rady!

EWA Tylko minutka!

DANIEL Proszę cię, naprawdę jestem bardzo...

EWA Sekunda, tylko sekunda!

DANIEL Nie mogę dłużej... wybuchnę!

Ewa dochodzi. Głośne spazmy. Zaraz po niej on.

Ciężko dyszą.

DANIEL Oż, kurwa.

EWA Było wspaniale.

DANIEL Tak.

Dyszą. Ewa podkurcza nogi do brody, obejmując je.

DANIEL Wszystko dobrze?

EWA Tak. Czuję, że dzisiaj moglibyśmy osiągnąć sukces!

Ewa trzyma w rękach wielkie pudło. Przygląda mu się ze zgrozą. Stawia na podłodze przed Danielem.

EWA Przyszło.

Oboje patrzą na pudło, jakby miało eksplodować.

EWA Ta kobieta, która wpadła do jeziora, to wdowa po moim wujku Leonidzie. Mira. I tak naprawdę dopiero teraz, po tych wszystkich latach, jestem w stanie pojąć, co się wydarzyło. To taka banalna sprawa, ale naprawdę myślę, że bez przesady mogę powiedzieć, że Mira wytyczyła koleiny mojego życia. Bo wpadła do jeziora.

No więc tak, podczas stypy dopadła mnie nagła potrzeba, żeby się z kimś pieprzyć. Coś takiego jak naturalny popęd. Może z powodu wszystkich tych pytań, czy wyszłaś za mąż, kiedy wyjdziesz za mąż, a co się stało z tym twoim fantastycznym chłopakiem, widziałaś Katarinę, drugi raz w ciąży, ty jesteś starsza od niej, prawda? A może z powodu dziesiątków dalszych krewnych, którzy wpatrują się we mnie, jakbym była jakimś kuriozum - czegoś jej brakuje? Jest zbyt wymagająca. Podobno ten jej były ożenił się już z inną.

Mira, której notabene nikt nigdy nie zaakceptował, w swoim ekscentrycznym stylu wynajęła zespół, żeby grał na stypie. Jakąś wesołą muzykę, ulubioną muzykę Leonida, ku chwale jego życia. I sporo wypiła.

Wśród muzyków był pewien gitarzysta. Przystojniak, nazwijmy to tak. No, więc ja pomyślałam sobie wtedy, skoro wszyscy myślą, że jestem nienormalna, choć nieprzesadnie odstaję od normy, to czemu nie miałabym pozwolić sobie na dyskretny eksces, dla zaspokojenia swojej duszy. Z różnych filmów wyciągnęłam wniosek, że mężczyźni stają się bardzo napięci, gdy nieznajoma kobieta odważnie zaproponuje im seks. No i tak, kroczek po kroczku, zaofiarowałam mu siebie. A on mnie odtrącił. Słucham?, spytałam. Powinnam była od razu wiedzieć, że ten jego brak spontaniczności to fatalny znak. Tymczasem ja się zastanawiałam, czy przypadkiem ten facet nie jest wyjątkowo przytomnym i dojrzałym człowiekiem? W tym czasie podpita Mira wyrwała się z tej stypy na podwórko i ruszyła przez mostek, gdzie straciła równowagę i wpadła do jeziora. Towarzystwo w domu nawet nie zauważyło, że wyszła. Nikt nic nie zauważył, tylko my dwoje, kryjący się na jakichś przegniłych schodach za domem. A on od razu pognał w stronę jeziora. To, co potem zobaczyłam, to sylwetka mężczyzny, który daje nurka pod wodę, żeby uratować kobiecie życie. Jeszcze później tłum gości wylał się z domu i cały ten dzień nabrał innego blasku, wszyscy wychwalali go pod niebiosa i dziękowali Bogu, że wtedy nie dopadła nas jeszcze jedna śmierć. Tak więc, gdy w ten wieczór przyprowadziłam go do swojego mieszkania, facet nie był już jakimś przypadkowym gitarzystą na jedną krótką, społecznie nieakceptowalną przygodę, tylko bohaterem. I tak to już trwa dziesięć lat, bez przerwy.

EWA Czy możesz, proszę, znaleźć jakieś inne miejsce na swój rower?

DANIEL Mogę.

EWA Bo wiesz, kiedy wchodzę do domu, zderzam się z twoim rowerem.

DANIEL Okej.

EWA Ale nie w sypialni.

DANIEL Tylko gdzie?

EWA Za drzwiami.

DANIEL Mój rower za drzwiami!?

EWA Dobra, nie ma sprawy.

DANIEL Naprawdę przesadziłaś, Ewa...

EWA Mówiłeś, że wezwiesz gospodarza w sprawie cieknących rur.

DANIEL Zrobię to.

EWA Wiesz, że ci pod nami upierają się, że to my ich zalewamy. Ci pod nami, z kotem.

DANIEL Wezwę go.

W knajpce Beli

Bela podaje Ewie piwo.

BELA Od kiedy ty pijesz piwo? (zagląda w jej komputer) Czy ciężarne kobiety normalnie mają tak ukształtowane bicepsy?

EWA To idzie na okładkę. Będę musiała jej też odchudzić biodra. Na okładki trafiają tylko takie ciężarne.

BELA Wygląda trochę jak żeglarz Popeye. Żeby mieć takie kształty, musiałaby podnosić ciężary, od których na pewno by poroniła.

EWA A tytuł brzmi: Czwarty brzdąc!

BELA Czwarty? Obrzydliwe. To po prostu nie w porządku wobec planety. Komu potrzebna jest czwórka dzieci?

EWA I nawet nie wiesz, czy to kwestia małżeństwa, czy kultu.

Śmieją się.

BELA A i tak te niemowlęta będą pieścić swoje iphone'y. Straszne.

EWA Podobno to, ile masz braci i sióstr, określa twój model rodziny, jak ją będziesz sobie wyobrażać w przyszłości.

BELA Ja mam i brata, i siostrę. To dla mnie dodatkowe potwierdzenie, że naszych genów nie należy pomnażać.

Ewa się śmieje.

BELA Niech robią, co chcą. Byleby nas zostawili w spokoju.

EWA Kto?

BELA Te matki ze swoją faszystowską wizją macierzyństwa.

EWA (śmiejąc się) Co ma do tego faszyzm?

BELA Te... kobiety, które tylko dlatego, że wydały z siebie to samo, co niemal wszystkie kobiety wydają na świat, odkąd istnieje rodzaj ludzki, uważają, że są lepsze od nas i zawłaszczają sobie prawo, by się nad nami użalać. Mówić nam, że pewnego dnia będziemy żałować. Być może będę żałować. Ale co to was obchodzi? Zrezygnowałam już z jednej obiecującej kariery, kiedy wszyscy mówili, że jeszcze pożałuję. Nie żałowałam.

EWA Zastanawiasz się czasem, czy będziesz żałowała?

BELA Nie mam czasu, Ewa, żeby myśleć o takich sprawach. Ja prowadzę firmę. Znowu zwolniłam barmana, bo zauważyłam, że nie myje rąk po wyjściu z WC, wyobraź to sobie! Tacy są mężczyźni. Mam książki do przeczytania, filmy do obejrzenia i ćwiczenia jogi. Planuję na wiosnę wyjazd do Holandii, na ajahuaskę. Mam wypełnione życie. Nie mówię, że nie jestem otwarta na różne możliwości. Ale przyjrzyjmy się temu na przykład wyborowi. (wyjmuje komórkę)

O, to jest Borys. Twierdzi, że jest nieustraszony i w jego przypadku wiadomo, na czym się stoi, on niczego nie ukrywa. A ponieważ uwielbia dolne rewiry, dlatego nie kryje swojego wielkiego dupska.

Ewa się śmieje.

BELA Mario uważa, że najlepiej się prezentuje na zdjęciu, do którego pozuje z wiertarką w ręce. Którą trzyma jak John Wayne rewolwer, na wysokości genitaliów. Na zdjęciu na profilu Oskar jest z papugą siedzącą mu na ramieniu. Miłośnik zwierząt czy rozbójnik?

A zatem, moja droga, nie jestem singielką, bo jak Blaszany Człowiek nic nie mam w klatce piersiowej tylko dlatego, że trzymam się jakichś standardów i lepiej mi się żyje samej niż pod jednym dachem z którymś z tych, co się oferują. Ale jak by tu powiedzieć, mam przejebane, bo wszyscy, co są w stadle, czują się obrażeni, jakbym krytykowała ich wybór partnera. Co zresztą jest faktem. Muszę więc udawać, że byłabym szczęśliwa, gdybym wygrała taki los na loterii, jakim są ich mężowie. Przy czym nie mam na myśli Daniela. On jest okej.

EWA Dzięki.

BELA Ale jesteśmy chyba wystarczająco dojrzałymi i inteligentnymi osobami, żeby móc powiedzieć, że nie chcemy mieć dzieci.

Ewa milczy.

EWA Ja chcę.

BELA Co?

EWA Staramy się...

BELA Co?

EWA ...staramy się... o dziecko.

BELA Naprawdę?

EWA Tak.

Cisza.

EWA Zawsze to planowaliśmy. "Kiedy będziemy mieć odpowiednie warunki."

BELA I teraz już je macie?

EWA Nie. Ale nie mamy już czasu, by czekać.

BELA Jest jeszcze czas.

EWA Nie najlepiej nam idzie. W tym sensie już go nie mamy.

BELA Zawsze to planowaliście?

EWA Tak. Chyba tak. Może nie planowaliśmy, ale nie planowaliśmy też ich nie mieć. Ty też kiedyś nie byłaś taka kategoryczna... To miało się zdarzyć pewnego dnia, i teraz nagle ten dzień dobiega kresu.

BELA Nie mówiłaś mi.

Cisza.

EWA Głupio brzmi to: "Staramy się o dziecko".

BELA Od kiedy się staracie?

EWA Już jakiś czas.

Cisza.

EWA Dlatego piję piwo. Drożdże. Są dobre na płodność.

Cisza.

BELA Kobiety teraz rodzą nawet w wieku lat pięćdziesięciu. Jeszcze jest czas. On przyjdzie. Nie martw się.

EWA No tak.

BELA No tak.

W domu

DANIEL Nie, żebym nie zauważył kiedyś, tak w przejściu. Ale dopiero dzisiaj, podczas zebrania, przyszło mi do głowy - przecież ja jeden jedyny wśród tych facetów w całym naszym studio nie mam brody.

Ewa się śmieje.

DANIEL Duzi, mali, rozmaici, wszyscy obnoszą te swoje brody jak trofeum. Są też tacy młodzieniaszkowie, jeszcze nie przeszli mutacji, więc skąd u nich te hormony, by mieć brody? Na dzisiejszej prezentacji, bóg mi świadkiem, wyglądali jak Towarzystwo Wielbicieli Marksa i Engelsa.

Ewa się śmieje.

DANIEL Może to stoi mi na drodze do kariery? Może uważają mnie za buntownika, który swoją gołą brodą bez przerwy kwestionuje normy?

EWA Spróbuj może na początek z taką dwu, trzydniową...

DANIEL Z trzydniową bródką wyglądam jak przedwcześnie postarzały pisarz, którego nie lubią ani czytelnicy, ani krytycy. Odbiło ci?

EWA Dobra, sama nie wiem. Nie rób tego. A już na pewno nie dla mnie.

DANIEL Wiesz, myślę sobie tak: jedni są młodzi, więc mają brody, żeby uzasadnić swoje odpowiedzialne pozycje, inni są starzy, ale młodzi nacierają na nich ze wszystkich stron, każdego dnia coraz młodsi, ale coraz bardziej nadający się do pracy, do której staż w ogóle nie jest potrzebny, więc teraz ci starzy noszą brody, żeby wyglądali jak młodzi, którzy noszą brody, żeby wyglądać starzej.

EWA A ty - pupcia noworodka.

DANIEL Może teraz w Berlinie powinienem kupić jakieś hipsterskie ciuchy?

EWA W Berlinie, kiedy?

DANIEL Teraz, dwudziestego drugiego.

EWA Wybierasz się do Berlina dwudziestego drugiego?

DANIEL Tak.

EWA Zamierzałeś mi to powiedzieć... kiedy?

DANIEL Uff. Nie mówiłem ci?

EWA Nie.

DANIEL Cóż, dobrze. Służbowa podróż. Trzy dni.

EWA Czy ty rozumiesz, o czym ja teraz myślę?

DANIEL Mam wrażenie, że już dawno udowodniłem swoją nieumiejętność czytania w myślach.

EWA Dwudziestego drugiego powinieneś być tu. To jest dzień, kiedy musisz tu być.

DANIEL Acha.

EWA Czy to tylko mój obowiązek, żeby pamiętać o datach?

DANIEL Okej, w porządku. Zapomniałem. Nie musisz być od razu śmiertelnie obrażona.

Ona tylko wzdycha.

DANIEL Wybacz, ale chyba tobie łatwiej pamiętać o datach. W końcu chodzi o twoje ciało.

EWA Ale to jest wspólny projekt!

DANIEL W porządku. Co ja mogę zrobić, żeby pomóc?

EWA To nie jest coś, co ja robię przy twojej pomocy. To jest coś, co my robimy razem.

DANIEL Dobra, jeśli zsynchronizujemy kalendarze, postawimy ptaszki przy konkretnych datach dla przypomnienia - czy to by pomogło?

EWA Tak. Tylko nie mogę precyzyjnie podać danych.

DANIEL Dlaczego?

EWA Dlatego, że moje ciało nie jest precyzyjne! Dlatego, że mój cykl się zmienia, w zależności od kurewsko wielu czynników, z których jednym jest stres!

DANIEL Dobra, okej, to co chcesz, żebym ja robił?

EWA Chcę, żebyś nie planował podróży, nie sprawdziwszy, kiedy wypadają nam właściwe dni. Nawet, gdyby były tylko przybliżone.

DANIEL W porządku.

Ewa milknie, choć była już gotowa do nowego ataku.

EWA I może byś przeczytał jakąś książkę albo artykuł, jak to wszystko działa.

DANIEL W porządku.

Cisza.

EWA I co teraz zrobimy?

DANIEL Co masz na myśli?

EWA Berlin?! Dwudziesty drugi.

DANIEL Pojedziesz ze mną?

EWA Nie mogę jechać z tobą. Mam pracę.

DANIEL Dobra, chwila. Przecież możesz pracować w hotelu. Chodzi mi o to, że potrzebne ci tylko wi-fi. To dobry hotel. Ma nawet spa.

EWA Dwa miesiące temu musiałeś wyjechać i ja pojechałam z tobą. Miesiąc temu ja musiałam wyjechać, a ty ze mną nie pojechałeś.

DANIEL Miałem prezentację tego dnia. Wiesz, jaki mamy klimat, wszyscy żyją w napięciu. Próbowałem to przesunąć.

EWA Dobra, wiem, że próbowałeś. Ale przed trzema miesiącami miałeś w tych dniach infekcję.

DANIEL Cały płonąłem, kobieto, litości!

EWA Wiem, wiem, że tak. Zrozumiałam to, gdy w końcu wyznałam wszystko Beli, że nie odważę się jej powiedzieć głośno, że już od dwóch lat próbujemy, od dwóch lat! Bo wychodzi na to, że w każdym miesiącu coś się dzieje, i to jest zupełnie zrozumiałe, jednak miesiące mijają, a ja nie jestem w ciąży!

DANIEL Jeszcze.

EWA Czy ty wiesz, że za każdym razem, gdy przede mną pojawia się jakaś zawodowa propozycja, podróż, spotkanie, projekt, czyjeś urodziny, to ja otwieram kalendarz i liczę: czternaście dni, potem dwadzieścia osiem, i znów czternaście, całe miesiące naprzód. Myślisz, że to przyjemność? Zamienić się w jakąś obsesyjnie kompulsywną wariatkę, która bez przerwy tylko liczy i sumuje?

DANIEL Myślę, że nie ma też żadnej przyjemności w życiu z nią.

EWA Słucham?

DANIEL Nie ma już spontaniczności. Żadnej. Wszystko podlega wojskowemu rygorowi. A ja nie jestem robotem!

EWA Przejmij na siebie trochę odpowiedzialności, a wtedy ja się rozluźnię i będę spontaniczna!

DANIEL No tak, jak tylko otworzę usta, wkraczam na pole minowe. Powiedziałem tylko, że mam służbowy wyjazd! A ty pojedziesz ze mną. Wszystko w jak najlepszym porządku!

Cisza.

EWA Masz ochotę teraz?

DANIEL Co?

EWA Na seks!

DANIEL Przecież to nie te dni.

EWA Nie. Ale pragniesz spontaniczności...

DANIEL Acha. Uff, ledwo żyję.

W domu seniora

OLIVER Jak tam mama Ewy?

DANIEL Trzyma się.

OLIVER Żebym to ja miał raka.

DANIEL Jezu, tato.

OLIVER Bóg mi świadkiem. Teraz rak jest w modzie. Rak to brzmi dumnie. Wzniośle. A jak masz cukrzycę, to sam sobie jesteś winien.

Daniel milczy.

OLIVER Sam widzisz.

DANIEL Nie myślę, że sam jesteś sobie winien.

OLIVER Ta resztka włosów na głowie, na co mi one? Nic by mi nie przeszkadzało, gdyby wypadły. Ale noga była dla mnie ważna.

DANIEL Wiem.

Oliver gryzie keks.

DANIEL Dobry jest?

OLIVER Bez cukru, bez tłuszczu i bez pszenicy. Sam spróbuj.

Przesuwa talerz w stronę Daniela. Daniel bierze kawałek. Obaj w ciszy przeżuwają ciasteczka.

DANIEL Nie wiedziałem, że jesteś na Facebooku.

OLIVER Jak mus to mus. Wszyscy są. Chociaż, jak szukam kogoś, komu bym wysłał zaproszenie, okazuje się, że nie żyje.

DANIEL Masz też nowego laptopa.

OLIVER To córki Kasandry sprezentowały mi na Boże Narodzenie. Nazywa się notebook.

DANIEL Ładnie z ich strony.

OLIVER Kasandra dostała jakiś domowy zestaw wideo, co ja tam wiem. Te jej córki są i trochę rozpuszczone, i pyskate, ale przynajmniej szanują obyczaje. Tutaj, jak cię dzieci skreślą w Boże Narodzenie, to miesiącami zmywasz z siebie tę plamę.

DANIEL Tato, w poprzednie dwa Boże Narodzenia też tylko gderałeś. Byłeś naburmuszony i nieprzyjemny i dla Ewy, i dla jej mamy. Miałeś pretensje, że ci łóżko nie pasuje...

OLIVER Nie pozwoliłeś mi sprowadzić Kasandry.

DANIEL Nie mamy gdzie jej przyjąć.

OLIVER Tobie nie pasuje, żebym pod twoim dachem dzielił łóżko z kobietą, która nie jest twoją matką. W tym rzecz.

DANIEL Tata...

OLIVERA Bo nie daj boże, człowiek w podeszłym wieku trochę się poweseli.

DANIEL To naprawdę nie jest...

OLIVER Całe twoje pokolenie jest konserwatywne.

DANIEL Tato, mamy jedno małe łóżko i materac. Podnośnik nie pomógłby ci wstać z materaca, nawet jakbyś miał obie nogi.

Cisza.

OLIVER Nie masz dzieci, to twój problem.

DANIEL Czyżby?

OLIVER Nie masz dzieci, więc nie potrafisz sobie radzić z tym, że twoi rodzice starzeją się i umierają. To jest narcystyczne. Ty jesteś narcystyczny.

Daniel słucha. Cierpi.

OLIVER Kasandra mówi, że jak ojciec umrze, syn musi w końcu wydorośleć. Strach przed tym nieuniknionym dorastaniem może zmusić syna do bycia okrutnym wobec starego ojca.

DANIEL To powiedziała Kasandra?

OLIVER Tak. Kasandra jest psycholożką-amatorką.

DANIEL Potrafisz celnie trafić.

OLIVER Zrób wreszcie to dziecko! Na co czekasz?

DANIEL Nie czekam.

OLIVER W twoim wieku już byłem ukształtowanym człowiekiem. Miałem rodzinę, zapewniałem jej wszystko, co trzeba. Czegoś ci kiedyś brakowało?

DANIEL Naprawdę chcesz? Chcesz, żebyśmy przeanalizowali, czy czegoś mi brakowało?

OLIVER Ja mogę przed sądem dowieść, że niczego ci nie brakowało.

DANIEL Żebym ja miał taką pewność siebie jak ty.

OLIVER Czego ci brakuje? Tylko mi nie opowiadaj, jak wam jest ciężko...

DANIEL Bo jest ciężko.

OLIVER Zawsze jest ciężko. Wszystkim jest ciężko. Musisz się bardziej postarać.

DANIEL Staram się, kurwa. Czego ode mnie chcesz?

OLIVER Żebyś przestał sobie robić jaja! Masz dom? Nie masz. Masz dzieci? Nie masz. Zaprojektowałeś coś, co by miało szansę przetrwać? Co pozostawisz za sobą?

DANIEL A co ty zostawisz za sobą?

OLIVER Ciebie! Ty jesteś moją spuścizną!

DANIEL No, to gratuluję.

OLIVER Przyszedłeś się ze mną kłócić?

DANIEL Czy ty sam siebie słyszysz?

OLIVER Po co przyszedłeś? Jak dzieci przychodzą niezapowiedziane, to nigdy nie wróży nic dobrego.

DANIEL Dostałem zaproszenie do grona znajomych. I przyszedłem osobiście je przyjąć. Żeby przekonać się, dokąd nas to zaprowadzi.

OLIVER A, no tak, dobrze. Tak naprawdę to mam już dość tego Facebooka. Teraz jest wszystko na Instagramie, wiesz?

DANIEL Wiem.

U mamy

EWA Proste w obsłudze, ale bardzo przydatne. Dostaliśmy to za pośrednictwem studia Daniela, bo oni są partnerami. Kupiliśmy za czterdzieści procent ceny.

HELENA Dzięki, kochanie.

EWA To naprawdę proste. Przyniosłam ci tygodniowy zapas zielonych warzyw. I jeszcze coś na dodatek. Siemię lniane, to bardzo zdrowe, i spirulina, to algi, po prostu samo zdrowie w proszku, i ziarna moreli. Wszystko razem mielisz w tej oto sokowirówce. I o to chodzi, niczego nie musisz obierać, siekać, tylko wrzucasz i wciskasz guzik.

HELENA Fantastyczne.

EWA Zrobić ci?

HELENA Może trochę później.

EWA Czemu nie teraz?

HELENA Nie mam apetytu.

EWA Mamo, musisz jeść.

HELENA Jem.

EWA Niezdrową żywność.

HELENA Jem to, co lubię.

EWA Kiełbaski?

HELENA Co ja poradzę, że kiełbaski mi smakują.

EWA Kiełbaski.

HELENA Kochanie...

EWA Dla raka czerwone mięso to jak czerwona płachta na byka.

Helena zwija jointa.

HELENA Kochanie, nie denerwuj mnie.

EWA Dobra, mama, wiem, że to ci działa na nerwy, ale niestety nie możemy tylko ignorować całej sytuacji.

HELENA Ewa, nie mam apetytu. Jak mam, chcę jeść to, od czego mi się nie chce rzygać. A na samą myśl o soku z jarmużu, alg i tego całego zielska zbiera mi się na wymioty. Wiem, że chcesz pomóc, ale proszę cię, zostaw mnie w spokoju. (zapala)

EWA Chcę tylko...

HELENA Wiem.

EWA Dostałam wszystko, co trzeba.

HELENA Och, kochanie.

EWA Podobno objawy ciąży są takie jak pms. To cię zjebie każdego miesiąca.

HELENA Pociągnij dyma. Będzie ci lżej.

EWA Mamo, nie mogę palić trawy. Szkodzi owulacji.

HELENA Jesteś pewna?

EWA Jestem. Opracowań jest, ile tylko chcesz.

HELENA Ja paliłam, jak byłam z tobą w ciąży. Wtedy nie było opracowań.

EWA Otóż to. Ty paliłaś, ja nie chcę.

Helena pali, zamyślona.

HELENA Nie wiem, kto jeszcze jest w stanie uczciwie wychować swoje dziecko.

EWA Wielkie dzięki.

HELENA Tylko wydłuża się lista rzeczy, przed którymi nie możesz obronić dziecka. Ta lista zawsze była długa. Ktoś zgwałci, ktoś porwie, wypadnie przez okno, dostanie zapalenia opon mózgowych, potrąci je samochód. A teraz jeszcze na dodatek terroryzm i planeta przepada, wirusy nas atakują, rak hula na wszystkie strony. Czasy są dziwne, wszystko jakoś niepewne. Mam dziecko w wieku średnim, wykształcone, a nie jestem pewna, czy będzie w stanie się wyżywić, kiedy umrę.

EWA Mam swoją firmę.

HELENA W której tylko ty jesteś zatrudniona. Wszystko to sprawia na mnie wrażenie jakoś niezbyt solidne. I twoja praca, i praca Daniela.

EWA Mamo, nie masz pojęcia, jak dzisiaj funkcjonuje świat.

HELENA Swój prawdziwy zawód porzuciłaś.

EWA Nie porzuciłam. Nie mogłam się przebić. Więc przeorientowałam się na coś bardziej zyskownego. Pracuję i zarabiam.

HELENA W moich czasach nie mieć dziecka to był odważny, postępowy ruch. Były takie kobiety, intelektualistki, feministki, które robiły takie chic wrażenie, tak były pochłonięte jakąś wyższą motywacją, jakimiś sprawami, które dopiero teraz się przed nami otworzyły, których do tej pory nie mogłyśmy zgłębić. Podziwiałam je. Ale zabrakło mi odwagi.

EWA Chcesz powiedzieć, że lepiej by ci było, gdybyś mnie nie miała.

HELENA Nie. Jak zawsze, rwiesz się do kłótni. Gdybyś pociągnęła dyma, może lepiej byś mnie zrozumiała. Powiem tak. Dzisiaj kobiety ścigają się, która pierwsza wróci do kuchni. Jak tylko otworzę gazetę, widzę jakąś kobietę, która robi zawrotną karierę i wdzięczy się, mówiąc, że macierzyństwo to najwspanialsze doświadczenie na świecie. To znaczy, ja też myślę, że macierzyństwo jest super, bez dwóch zdań, ale nie tylko jest super, ale trochę to takie sranie, a poza tym wiele rzeczy jest super.

EWA O czym ty mówisz, mamo?

HELENA Nie wiem, dlaczego mnie nie rozumiesz, mnie się wydaje, że mówię jasno. Jesteś takim typem, który ciężko się poddaje i z trudem godzi się z tym, że nie wszystko idzie, jak się chce. Niczym osioł idziesz w zaparte. Chciałabym tylko, żebyś nie straciła najlepszych lat swojego życia, tonąc w rozpaczy, że to jedno nie idzie ci, ot tak, od ręki. Życie bez dzieci też ma swoje wartości. I bóg mi świadkiem, bez męża.

EWA Mamo, ta twoja totalna szczerość, od kiedy zachorowałaś... jest trochę bezwzględna.

HELENA Ale ja naprawdę chcę ci ulżyć.

EWA Czy nie byłoby sprawą naturalną, gdybyś wywierała na mnie presję, żebym ci dała wreszcie jakieś wnuczę?

HELENA Ale ja zakładałam, że ty nie chcesz. Nigdy nie pragnęłam być typem matki, która miesza się w te sprawy. A teraz nagle ty tak cierpisz.

EWA Chcesz powiedzieć, że sama sobie jestem winna? Powinnam o tym wcześniej pomyśleć?

HELENA Nie, tego nie powiedziałam!

EWA Bo nie mam zamiaru nikomu się tłumaczyć, czy to jasne?! Jeśli ktoś jest winny, to ty! Ty mi napakowałaś do głowy sprzeczne przykazania. Czytałaś mi "Królewnę Śnieżkę" i "Kopciuszka", mówiłaś, że mężczyźni nie są warci zaufania. Mam być samodzielna, uczyć się, podróżować, korzystać z życia, nie wychodzić za mąż za pierwszego lepszego, że wszystko to ukształtuje mnie jako człowieka. I wszystko to zrobiłam i czas już mi przeciekł przez palce. I kiedy teraz spojrzę, że moje karty zostały rozdane, jestem summa summarum rozczarowana tym, że posiadanie dziecka wydaje mi się jedyną rzeczą na świecie, która mogłaby być wspaniała. Pragnę dziecka. Swojego. Żebym na tym świecie, który przepada, nie została sama.

HELENA Każdy jest sam na końcu.

EWA Ty nie jesteś sama. Masz mnie!

Cisza.

HELENA Ewa. Utknęłaś w tunelu. Wydaje ci się, że nie ma wyjścia. Jest. Uwierz mi.

W domu

Ewa i Daniel w łóżku.

EWA Jak twój tata? Ma wszystko, czego mu trzeba?

DANIEL Nie ma. To, co jest mu potrzebne, to transplantacja osobowości. A to, czego z drugiej strony pragnie, to rak.

EWA Acha.

DANIEL Mówiąc nowym językiem, nie umiem sobie poradzić z jego śmiertelnością.

EWA Jasne.

DANIEL Chociaż udowodniłem już, że przyzwoicie sobie radzę ze śmiercią bliższego mi rodzica.

Cisza.

DANIEL Pozdrawia cię. A twoja mama?

EWA Ona też cię pozdrawia.

DANIEL Dzięki.

EWA Jesteś gotowy?

DANIEL Nie jestem. Może przestańmy rozmawiać o rodzicach.

EWA Okej. (po dłuższej chwili) Chcesz, żebym ci trochę pomogła?

DANIEL No... mogłabyś.

EWA Ty też mógłbyś...

DANIEL Myślę, że mi to nie pomoże...

EWA Ale pomoże mnie!

DANIEL Nie pomyślałem...

EWA Ja też potrzebuję odrobiny pomocy, chodzi mi o to, jeśli nam zależy, by cała sprawa była też jakoś wygodna. Ja też nie jestem już specjalnie na tym etapie, żeby się podniecać, jak tylko cię zobaczę.

DANIEL Hej, no, to się skoncentrujmy.

Ewa robi się wilgotna. Daniel chowa się pod prześcieradłem.

EWA A więc, niemal nigdy nie jesteśmy gotowi do seksu jedno z drugim. Przy czym, ja jestem zawsze gotowa, co nie ma związku z Danielem, tylko z tym, że kobieta jest u szczytu swoich pragnień w wieku dojrzałym, a facet na poziomie siedemnastolatka. No, to pierdolić ewolucję.

EWA (do Daniela) Czy możesz trochę... kurwa, stary, przecież wiesz, gdzie jest, to nie twój pierwszy raz - okej, okej, jest dobrze. O, jak dobrze. Super.

Rozluźnia się i rozkoszuje.

A jednak potem:

EWA Bez względu na wszystko, w zeszłym roku uprawialiśmy seks blisko czterdzieści razy. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że przeciętnie podczas jednej ejakulacji przemieszcza się pół miliarda plemników, spermatozoidów, to znaczy, że przyjęłam ich około dwudziestu miliardów! I ani jeden, dosłownie ani jeden, nie dotarł do celu, albo, jeśli tak było, moja nieprzystępna macica go przemieliła, co odbieram jako biologiczną obrazę najwyższego stopnia!

EWA Czy możesz, proszę cię, zabrać rower?

DANIEL Mogę.

EWA Bo wiesz, kiedy wchodzę, otworzę drzwi do domu, zderzam się z rowerem. I jeśli chcę podejść do szafy, żeby powiesić płaszcz, muszę najpierw przesunąć twój rower.

DANIEL Odstawię go.

EWA Ale nie do sypialni.

DANIEL To gdzie mam go postawić?

EWA Za drzwiami, przy wejściu.

DANIEL Mój rower przy wejściu!? Kurczę, ty nie jesteś normalna.

EWA I mówiłeś, że wezwiesz gospodarza. Ci tam znów protestują, że im cieknie.

DANIEL Wezwę go.

W szpitalu

LEKARZ Szanse są pięć do dziesięciu procent.

EWA Słucham?

LEKARZ Szanse, że pani zajdzie w ciążę w sposób naturalny, to od pięciu do dziesięciu procent.

EWA Pięć do dziesięciu?

LEKARZ Tak. W naturalny sposób. Tak. Bliżej pięciu niż dziesięciu.

EWA Ale to... nic.

LEKARZ Żadne nic. Pięć do dziesięciu. Bliżej pięć.

DANIEL Dlaczego?

LEKARZ Co dlaczego?

DANIEL Dlaczego od pięciu do dziesięciu procent?

LEKARZ To nie jest nic niezwykłego u ludzi w państwa wieku.

EWA Bo jesteśmy starzy.

DANIEL Nie jesteśmy starzy.

EWA Starzy, jeśli chodzi o wiek jajników.

LEKARZ Po trzydziestym piątym roku życia płodność gwałtownie spada.

EWA Wiem. Tylko nie wiedziałam, że wali się na łeb, na szyję, aż do pięciu procent.

LEKARZ Nigdy nie możemy mieć całkowitej pewności. Pracujemy na podstawie statystyk i przypuszczeń, ale też konkretnych wyników. To nie znaczy, że państwu się nie uda. Ale musicie się starać.

DANIEL Staramy się.

EWA Powiedzmy, że się staramy. Tak myślę, gdybyśmy wiedzieli, że szanse mamy tylko na pięć procent...

LEKARZ Pięć do dziesięciu. Bliżej...

EWA Pięciu. Zapamiętałam. Mogę pana zapytać, jaka dynamika w tym wszystkim byłaby najbardziej skuteczna? Informacje są sprzeczne. Trzeba... no to... robić non-stop w dni płodne, czy jak?

Daniel wytrzeszcza oczy.

LEKARZ Za nic w świecie. Nie non-stop.

EWA Bo czasami słyszę opowieści, że kobiety zachodzą w ciążę na samym początku związku. Ucinają długoletni bezpłodny związek, małżeństwo, i potem z jakimś nowym zaraz... Wie pan, jak to jest na początku związku...

DANIEL O czym ty gadasz?

LEKARZ Oczywiście, silny związek jest sprzymierzeńcem. Jednak większość par, które podejmują próby, jest już zazwyczaj długo razem. My nie oczekujemy, i natura nie oczekuje, jakiegoś irracjonalnego tempa. Spokojnym rytmem, przez cały miesiąc, w każde dwa, trzy dni.

DANIEL Ile?

LEKARZ Każde dwa, trzy dni.

DANIEL Przez cały miesiąc? Ciągle? Bez przerwy?

LEKARZ Oczywiście, podczas miesiączki nie możemy spodziewać się zapłodnienia. I, to też pewne, przeciętna kobieta jest płodna dopiero w środku cyklu przez kilka dni, chodzi jednak o to, że musimy zawsze wziąć pod uwagę szereg nieznanych czynników, oscylacji, to ciągle śliska krzywa, często nieprzewidzialna i zaskakująca.

DANIEL To znaczy, nic nie wiadomo, tylko ja mam pierdolić co drugi dzień.

EWA (blednie) Hej!

DANIEL Dlaczego ktoś ci tego wszystkiego nie wyjaśni?

LEKARZ Wszystkie informacje są dostępne.

EWA W porządku, proszę nie mieć pretensji... dla nas... to są bardzo drażliwe... a więc, jeśli chodzi o sztuczne zapłodnienie, szanse są...

LEKARZ A więc, przy wspomaganym zapłodnieniu szanse są około trzydziestu procent.

DANIEL Tylko trzydzieści?

LEKARZ Trzydzieści to nie jest mało.

DANIEL Doprawdy, mało. A dlaczego tak mało?

LEKARZ Jeśli chodzi o naukę, trzydzieści procent to bardzo duża szansa. No więc, jeśli weźmiemy pod uwagę relatywnie mały zasób komórek jajowych, przypomnę, zupełnie normalną u kobiety w pani wieku, lekko podejrzaną przepustowość jajowodów i wyniki spermogramu...

DANIEL Moje wyniki są w normie.

LEKARZ To fakt. Ale skoro mamy do czynienia z lekko zmniejszoną przepustowością jajowodów, to bylibyśmy szczęśliwsi, gdyby spermogram wykazał mocniejsze rezultaty.

DANIEL Czyli moja zupełnie normalna sperma nie jest wystarczająca. Oczekuje się ode mnie jakiejś super spermy, która zdołałaby pokonać niespodziewane przeszkody?!

LEKARZ Czasem nie najgorzej jest włączyć psychologa w cały ten proces...

DANIEL Kurwa mać!

EWA (macha ręką, jakby próbowała go uciszyć, żeby nie tracił drogocennego czasu na załamanie nerwowe) Panie doktorze, a czy istnieje taka możliwość, że jest coś w jego spermie, co odtrąca moje jajeczka?

DANIEL Albo coś w jej jajeczkach, co odrzuca moją spermę?

EWA Ależ ty jesteś dziecinny! A zatem, czy mamy do czynienia z biologiczną niezgodnością?

LEKARZ Z naukowego punktu widzenia, niezgodność to niewłaściwy termin. Ciężko ją udowodnić. A już zwłaszcza w indywidualnym przypadku. Podsumowując, poza tym, żeby państwo przetestowali innych kandydatów, nie wiem, jak mielibyśmy przeprowadzić eksperyment...

EWA Acha. (zamyśla się)

DANIEL Ewa!

EWA Zatem nie mamy innego wyjścia niż zapisać się na listę oczekujących.

LEKARZ To dobra decyzja. Tymczasem możecie spokojnie próbować. Nigdy nic nie wiadomo, może się państwu poszczęści. Tylko jedno musicie wiedzieć, jak zaczniecie terapię, koniec stosunków seksualnych. Decydujące jest, żebyście oddali się wyłącznie w nasze ręce.

DANIEL Czyli... będziemy musieli...

EWA Tak.

DANIEL Zaatakować problem ze wszystkich stron.

EWA Tak.

Daniel wstaje.

EWA Dokąd idziesz?

DANIEL Idę przejechać się na rowerze. Żeby przewietrzyć głowę.

EWA Uważaj.

DANIEL Będę.

Piętro pod Ewą i Danielem

Ewa puka. Aleks otwiera.

EWA Ojej... przepraszam.

ALEKS ...w porządku?

EWA Chciałam powiedzieć, że spodziewałam się kogoś innego.

ALEKS Przykro mi, że cię rozczarowałem.

EWA Nie, nie, w najmniejszym stopniu, tylko - czy tu nie mieszkało tych dwoje z kotem?

ALEKS Mieszkali. Wynieśli się. Ja się wprowadziłem kilka dni temu.

EWA Acha, tak. Okej. Oczywiście. No, to ja jestem Ewa.

ALEKS Aleks.

EWA Miło mi, Aleks. Korzystam więc z okazji, żeby ci życzyć wszystkiego najlepszego w związku z przeprowadzką do naszego budynku. Z zasady nie oczekuj zbyt wiele od budynku jako takiego, nie pielęgnujemy szczególnie bliskich kontaktów sąsiedzkich, no właśnie, nawet nie wiedziałam, że oni się wyprowadzają, chyba nie przez to, że im ciekło...

ALEKS Co ciekło?

EWA To jakieś nieporozumienie. Chodzi mi bardziej o to, że moja obecność na twoim progu mogłaby się okazać bardziej odważna i niekonwencjonalna, gdybym cię poprosiła o hasło do twojej sieci.

ALEKS Tak?

EWA Dostęp do wi-fi.

ALEKS Acha.

EWA Wiem, że to trochę nietypowe, ale ja pracuję zdalnie, a doszło do jakiegoś tąpnięcia. Zwalił się jakiś słup. Mówią, że dwa, trzy dni zajmie im naprawa. Co oni sobie myślą - trzy dni? Nie jesteśmy przecież... chciałam powiedzieć, w Azerbejdżanie, ale uważam, że oni są nieźle zabezpieczeni. To, oczywiście, uprzedzenie.

Aleks się uśmiecha.

EWA W porządku, dla ciebie to śmieszne. Czasem źle oceniam.

Aleks wyjmuje komórkę.

ALEKS Chcesz airdropa?

EWA Co? Chcę. No tak. (wyjmuje swój telefon) Dzięki.

ALEKS Do tego służą sąsiedzi.

EWA Kiedyś pożyczałam filiżankę cukru, dzisiaj kod do wi-fi. Trzeba zmienić paradygmat. Kod do wi-fi to obecnie filiżanka cukru.

ALEKS Acha.

Ewa się uśmiecha. Wszystko jest bardzo śmieszne.

ALEKS Korzystaj, ile chcesz.

W domu

DANIEL Pięciolatkowie mówią na przykład śmierdzi ci z ust, i tak dalej. Nie wie głowa, co język gada. Od kobiety w wieku średnim można by oczekiwać, że nie powie tego, co myśli!

EWA Od kiedy to ja jestem w wieku średnim, nie obrażaj mnie!

DANIEL Ty obraziłaś już wszystko wokół siebie, włączając w to mnie i mój zawód. I to właśnie teraz, kiedy wszystko jest takie niepewne.

EWA Wiem.

DANIEL Nie masz pojęcia, jaka panuje atmosfera. Ciągle się mówi o restrukturyzacji. Że nas wykupią. Kiedy nas kupią, niektórzy przepadną. Nikt nie jest pewien.

EWA Wiem! Dlatego tam poszłam. I włożyłam sukienkę, w której czuję się, jakbym była goła. I śmiałam się z na ogół obraźliwych dowcipów Nikoli. Śmiałam się z szeroko otwartymi ustami. I zaprezentowałam całe to fantastyczne, zwycięskie wyobrażenie o nas. Moja praca idzie naprzód, zastanawiam się nad rozszerzeniem działalności, zatrudnieniem jakichś współpracowników, ty wprost tryskasz ideami i kreatywnością, myślimy o tym, żeby założyć rodzinę, bo wszystko jest na swoim miejscu, cały ten pakiet, który aż wrze od tej żywotnej energii i...

DANIEL I wtedy im oznajmiłaś, że na nic ten trud, skoro wszystko, czym się zajmują, jest absolutnie pozbawione sensu.

EWA Teraz to już naprawdę wyrwałeś moje słowa z kontekstu... Po prostu rozmawialiśmy i ktoś zapytał, co uważam za najlepszy wynalazek niedawnej historii. Ja wtedy wypaliłam: pralka. Bo dosłownie żaden, ale to żaden wynalazek nie zmienił tak życia kobiety. Może poza wibratorem...

DANIEL Nie w tym rzecz, pieprzyć pralkę...

EWA Robiłam sobie jaja. Popijając. Może zbyt dużo popijając.

DANIEL Czy powiedziałaś mojemu szefowi, że niczego wartego nawet wzmianki nie wynaleziono po pralce i wsparłaś swoją tezę, przywołując szereg naszych "nieprzydatnych" produktów?

EWA No więc, Nikola zachowywał się wyjątkowo arogancko. Najpierw chwalił się, że spotyka się z jakąś osobistą trenerką, która nie ma ani grama tłuszczu, ale nie jest pewien, ile to potrwa, bo już zaczęła się od niego domagać, by zaczął nad sobą pracować. I czemu w ogóle kobiety zawsze chcą zmieniać mężczyzn? Tymczasem jedyne, co jest męskie w Nikoli, to ta jego żałosna bródka, więc dziwię się, że ktoś w ogóle chce się z nim spotykać. Czego, oczywiście, nie powiedziałam...

DANIEL Gratuluję.

EWA Później po kolei wykpiwał wszystkie rzeczy, nad którymi pracujesz, i to przede mną, nie wymieniając nawet twojego nazwiska. Jak ty to znosisz, nigdy tego nie zrozumiem...

DANIEL Ewa, posłuchaj...

EWA No więc, zaczęłam mu wykładać, że może lepiej by było, gdybyśmy więcej pracowali nad sobą, niż w nieskończoność poprawiali rzeczy, które nawet w obecnym kształcie nie są nam potrzebne. Dzisiaj światu, ewentualnie, potrzebne są nowe leki i nowe formy energii, ale nikomu, absolutnie nikomu nie jest potrzebny niewidoczny kask rowerowy i to, żeby cały świat był dizajnerskim produkowaniem pełnym samospełniającego się...

DANIEL Pierdolenia...

EWA Bezsensownej wzajemnej konkurencji...

DANIEL I śmieciarze więcej robią dla świata niż dizajnerzy.

W tym momencie, jak się to streszcza, Ewa balansuje między poczuciem winy, wstydu a przyjętą tezą.

EWA Gdyby przez dwa tygodnie nie było śmieciarzy, nasze życie obróciłoby się w ruinę. Oni są niesprawiedliwie stygmatyzowani.

DANIEL Ewa...

EWA Śmiali się, podżegali mnie... no i... może trochę przeholowałam.

DANIEL Jesteś jak odbezpieczona bomba.

EWA No co ty, wyłożyłam tylko jasno kilka spraw, popijając na przyjęciu. W końcu ty jesteś ważną osobą w tym zespole, nikt ciebie...

DANIEL Ale to jest dokładnie to, co ty myślisz o mnie.

EWA Uff.

DANIEL Taka jest prawda. Śmieciarze są bardziej przydatni ode mnie.

EWA Śmieciarze nie zasługują na to, by ich traktować jak czyścicieli dna.

DANIEL Proszę cię, przestań już gadać. Proszę, spróbuj jakoś powstrzymać eksplozję kolejnych słów z twoich ust!

Cisza.

DANIEL Jesteś w stanie kiedykolwiek przyznać, że popełniłaś błąd? Jesteś zdolna powiedzieć: przykro mi, wybacz?

Cisza.

DANIEL Nie jesteś.

EWA Nie, kiedy próbuję powstrzymać kolejne słowa cisnące mi się na usta.

Cios poniżej pasa, cóż lepszego niż zacząć się dąsać. Daniel odwraca się do niej plecami.

Cisza przez jakiś czas.

EWA Przykro mi. Naprawdę. Jednak nie zgadzam się na to, że jedynym sposobem komunikacji jest pochlebstwo, podlizywanie się i tolerowanie cudzych świństw.

DANIEL Nie masz pięciu lat. To jest umiejętność, którą sobie przyswajasz, obracając się w profesjonalnym świecie.

EWA Wybacz, ale zostawiłeś mnie w epicentrum z Nikolą i tymi tchórzami, kiedy sam, żeby przetrwać ten klimat, jarałeś z kolegami na zewnątrz. Nie wspomnę już o tym, że trawa nie sprzyja płodności.

Cisza.

DANIEL Próbuję zrozumieć ten impuls, żeby chcieć niszczyć wszystko wokół siebie. Zawsze musisz inaczej niż inni.

EWA To zaleta. Przynajmniej zawsze tak uważałeś.

DANIEL Nie jest zaletą, jeśli zagraża naszej egzystencji. Tylko szaleństwem. Jakbyś odleciała.

EWA Ja odleciałam? Bo ty jesteś lizusem i potrafisz o siebie zadbać.

DANIEL Czy dociera do ciebie, że jesteś kontrol-frikiem pozbawionym samokontroli? Rozumiesz, jak bardzo to niemożliwa kombinacja?

EWA Bez werbalnej samokontroli. To bardzo duża różnica. I nawet nie w tym rzecz.

DANIEL Jeśli przypomnimy sobie dzień, w którym się poznaliśmy...

EWA No, zróbmy to!

DANIEL Ewa, jeśli zakładamy rodzinę, potrzebujemy pieniędzy. Ja muszę awansować w studiu. My musimy kupić mieszkanie. Nie możesz mieć pewności i non-stop testować granice.

EWA Ja nie testuję granic non-stop. Nie robię tego!

DANIEL W takim razie, nie wiem, czego chcesz!

EWA Ja nie wiem, czego ty chcesz!

DANIEL Chcę tylko, żebyś mnie zostawiła w spokoju.

EWA Naprawdę?

DANIEL Tak!

EWA Czasem jeszcze marzę, że ktoś się pojawi i mnie zabierze. Ktoś tak fenomenalny i tak przekonany, że musimy resztę życia spędzić razem, że ja mu po prostu nie będę mogła się oprzeć, mimo paraliżujących wyrzutów sumienia z powodu Daniela. Za tę swoją fantazję obwiniam Kopciuszka.

EWA Może byś...?

DANIEL Nie mogę, naprawdę.

EWA Zgoda?

DANIEL Nie mam siły.

EWA Powiedziałeś, że musimy ogarnąć problem ze wszystkich stron.

DANIEL Wiem.

EWA Rzeczywiście, jeśli przypomnimy sobie nasze pierwsze spotkanie, wtedy też odmówiłeś seksu.

DANIEL Byliśmy na pogrzebie!

EWA Wersja horror mojej przyszłości to, żebym została z Danielem, który zachoruje na jakąś straszną chorobę, i ja będę musiała latami się nim opiekować. A kiedy już umrze, zostanę sama, stara, wypalona przez to doświadczenie i sztokholmski syndrom.

Daniel utonął w komputerze.

LEKARZ Pełny zestaw terapeutyczny zostanie państwu dostarczony na domowy adres z dużym wyprzedzeniem przed terminem rozpoczęcia terapii. Nauczymy państwa, jak to stosować.

Daniel nadal przy komputerze.

Ewa w drzwiach Aleksa

ALEKS Jednak potrzebujesz cukru?

EWA Powinnam wysłać zdjęcia. Są dość wielkie. A piętro wyżej sieć, jak sądzę, jest dużo słabsza. Ci, jak ich tam, poprawili, potem nie, potem znowu tak, więc dzisiaj znowu kicha.

ALEKS To znaczy, że pożyczyłabyś i sieć, i mieszkanie?

EWA Pytałam tę panią, która mieszka obok nas, ale ona mówi, że nie chce problemów.

ALEKS Jakich problemów?

EWA Z siecią. No, jest trochę starsza. Powiedziałam jej, że nawet gdybym zwariowała, nie chciałabym stwarzać jej problemów. I że najgorsze, co mogłoby się stać, to nigdy nie naprawić tej awarii i na zawsze podpiąć się pod jej sieć. A potem się roześmiałam. Jednak jej nie było do śmiechu. Powiedziała, że jeśli chcę wszystko swoje przenieść na pendrive'a i skorzystać z jej komputera, to proszę bardzo. A ja na to: Pozwolić komuś, kogo w ogóle się nie zna, żeby włożył ci swojego pendrive'a, to dzisiaj groźniejsze niż seks bez zabezpieczenia.

ALEKS Tak jej powiedziałaś?

EWA Tak mi się wyrwało. Czasem tak mam... Chcę powiedzieć tyle: nie spodziewałam się, że odmówi. I próbowałam jej tylko wyjaśnić, że to, co chcę zrobić, jest bardziej niewinne od tego, co ona proponuje... I tyle.

ALEKS Wejdź.

EWA Nie będę długo.

ALEKS Zostań, ile chcesz. Mam na myśli to, żebyś nie zagnieździła się z powodu sieci. Tu zaznaczam wyraźną granicę.

EWA Jasne. Zresztą, nie wiem, jaka jest szybkość.

Niezręczny śmiech.

ALEKS Ja też pracuję w domu. Nie przeszkadza mi towarzystwo.

EWA Co robisz?

ALEKS Zajmuję się odnawianiem mebli. Mało tego... Mieszkanie jest tak naprawdę pracownią.

EWA Ja studiowałam konserwację. Malarstwa.

ALEKS I pracujesz w domu?

EWA No nie. Nie pracuję w zawodzie. To znaczy, przerzuciłam się na działalność on line. Retuszuję fotografie. Rozmaite. Głównie kobiet. Trzeba je, najwyraźniej, wciąż poprawiać. Jestem fachowcem kreatywnego retuszu.

ALEKS Ciekawe. To zupełnie przeciwstawne.

EWA Twojej pracy?

ALEKS Nie. Konserwacji. Konserwacja służy ocaleniu tego, co stare. Retuszowanie próbuje wyzwolić się od wszelkich oznak starości.

Cisza.

EWA Retusz to nie tylko usuwanie zmarszczek i powiększanie piersi. To jest też korekcja różnych technicznych błędów, balansowanie kontrastów... Pracuję też nad pejzażami. I zdjęciami wojennymi.

ALEKS Wierzę. Kawy?

EWA Poproszę. I tylko z mlekiem. Konserwacja mebli to jest to samo, co odmładzanie.

ALEKS Fakt.

EWA I meble po konserwacji wyglądają jak nowe.

ALEKS Nie zawsze. Czasem zachowujemy patynę.

EWA Bo patyna podnosi cenę.

ALEKS Bo oznacza autentyczność.

EWA Jednak nie wszystko, co ma na sobie patynę, jest autentyczne.

ALEKS Nie.

EWA Czasem to tylko kicz.

ALEKS O czym teraz mówimy?

EWA Nie wiem. Chcę tylko powiedzieć, że to, co ty robisz, wcale nie jest tak bardziej szlachetne od tego, co ja robię.

ALEKS Nie powiedziałem tego.

Cisza.

ALEKS Zatem, kawa.

EWA Tak. Wybacz. Nie wiem, dlaczego... Pomyślisz, że jestem nienormalna. Dopiero się poznaliśmy. I jesteś taki miły dla mnie.

ALEKS W porządku. Usiądź. Rozluźnij się. Zostań, ile chcesz.

Idzie po kawę. Ewa siada, cała spięta. Jednak się rozluźnia.

W domu

EWA Jak to? Z kim?

DANIEL Z tą kobietą, z którą spotyka się już jakiś czas. Tak czy owak.

EWA Z tą osobistą trenerką?

DANIEL Tak.

EWA No, zaraz, zaraz. Nikola i jego osobista trenerka spodziewają się dziecka?

DANIEL Mówi, że się załamał. Podczas jakiegoś weekendu. Ona chce urodzić. On jest w szoku, tak bym to nazwał.

EWA Załamał?

DANIEL Tak mówi.

EWA A ona jest bardzo młoda?

DANIEL Nie wiem.

EWA Ile ma lat?

DANIEL Nie wiem.

EWA Nie odniosłam wrażenia, żeby była młoda.

DANIEL Nie wiem.

EWA Nie spytałeś?

DANIEL Czy jest bardzo młoda? Nie.

EWA Zaraz, zaraz, on ją opisał jako fitness-frika bez grama tłuszczu. A tłuszcz jest potrzebny do rodzenia dzieci. Ja nie mam tłuszczu. A Nikola jest alkoholikiem i pochłania straszne ilości kiepskiego żarcia i cały aż się wysuszył od tego siedzenia przy komputerze. On się załamał? Kurwa mać, czemu?!

Krzyczy. Wydaje z siebie jęki pełne frustracji i wściekłości. Daniel milczy.

EWA Czy to ja jestem chora? Czuję się jak jakaś bezpowrotnie uszkodzona, połamana, chora osoba. Jakbym chodziła po świecie z nienaprawialną usterką w samym centrum swojego ciała.

Daniel ją obejmuje. Ona płacze.

Z wielkiego pudła Ewa wyjmuje leki. Małych pudełeczek jest bez liku. Rozmawia przez telefon.

EWA Ale ja mam wrażenie, że wysłaliście mi złą terapię. Wiem, jak się nazywa, ale ma sto dwadzieścia pudełek. To nie może być tak, że muszę wlać w siebie sto dwadzieścia pudełek tego leku... Jest dokładnie tak? Jesteście pewni? Sto dwadzieścia? (ciska telefon)

Ewę i Daniela rozdziela niewyobrażalnie długa linia poszeregowanych pudełek.

DANIEL Dasz temu radę. Bez dwóch zdań.

EWA To jest tak wymyślone, że każdy idiota da radę.

DANIEL I gdybyś odłożyła na kupę wszystkie te antybiotyki, aspiryny, ibufreny, ketonale, diazepamy, antyhistaminy, i wszystko, co wciągnęłaś do nosa i połknęłaś, ot tak, dla zabawy...

EWA Na pewno byśmy zaniżyli tę... przerażającą ilość chemii, którą teraz w siebie wstrzyknę.

LEKARZ Na początku będzie pani robić zastrzyk raz dziennie. Do przygotowania jednej dawki potrzebuje pani trzech pojemniczków. Pani lek to buserelina, buserelin acetate. Należy do grupy analogów gonaderliny. To syntetyczna forma naturalnych hormonów, która hamuje naturalną produkcję hormonów, sprawujących kontrolę nad owulacją. Przyjmując syntetyczne hormony, ciało w sposób sztuczny jest stymulowane, by produkować jajeczka.

U pacjentów, którzy stosują terapię, zwiększa się ryzyko wystąpienia nagłej depresji (może być ciężka). Istnieje też ryzyko wystąpienia zespołu hiperstymulacji jajników. Ryzyko pozamacicznej hiperstymulacji oznacza: bóle brzucha, abdominalne napięcie, powiększenie brzucha, utratę włosów lub ich nadmierny przyrost, obrzęk naczynioworuchowy, bóle głowy, pojawienie się cyst na jajnikach, nudności, wymioty, wyraźne powiększenie jajników, duszności, biegunkę, oligurię, czyli skąpomocz, hemokoncentrację, czyli gęstnienie krwi, i nadmierną krzepliwość. Torsje albo ruptura jajników mogą wywołać abdominalny ból. Możliwe są zatory w przepływie krwi. Może się skończyć fatalnie.

EWA Wiesz, co jest w tym wszystkim największą ironią?

DANIEL Co?

EWA Że kobieta tak się skupia na tym, co mogłoby zaszkodzić jej płodności, że rezygnuje ze wszystkiego, co lubi. Alkoholu, papierosów i kawy, normalka. Ale potem też z glutenu, cukru i kropli do nosa, i czerwonego mięsa, wody z kranu i surowej ryby, sera pleśniowego, żeby potem oddać się w ręce lekarzy, którzy tak ją napompują chemią, że dosłownie przejmą kontrolę nad podstawowymi procesami zachodzącymi w jej ciele.

DANIEL Ewa, jeśli nie jesteś gotowa...

EWA W jaki sposób się na to przygotować?

DANIEL Chciałabyś, żebym to ja...?

EWA Jak się poznaliśmy, powiedziałeś, że nigdy mi tego nie zrobisz.

DANIEL O, ja pierdolę.

EWA Jeśli wprowadzę to w siebie, to tak jakbym przyznała - ja nie dałam rady. Oficjalnie przyznaję - ja nie daję rady. Niech ktoś inny załatwi to zamiast mnie.

DANIEL Nie, Ewa, jeśli to w siebie wprowadzisz, tylko przyznasz, że potrzebujesz pomocy. My potrzebujemy trochę pomocy.

Ewa stoi ze strzykawką w ręce. Patrzy.

DANIEL Zrób to.

Zero odzewu.

DANIEL Ewa, jeśli chcesz, ja mogę...

Ewa wbija igłę, wprowadza lek i odkłada strzykawkę.

EWA I co teraz?

DANIEL Teraz usiądziemy i będziemy czekać. Na depresję, nabzdyczone miny, cysty i fatalne efekty.

Ewa się śmieje. Przytula go.

Ewa przygotowuje kolejny zastrzyk.

I jeszcze jeden.

Leży obłożona pudełkami leków i strzykawkami.

EWA Mówią, żebyś była realistką i nie oczekiwała niemożliwego. Że dwa na trzy razy się nie udaje i że trzeba się na to przygotować. Ale mówią ci, że musisz być też nastawiona optymistycznie i pozytywnie. Bo raz na trzy się udaje. I jak w tej sytuacji wierzyć albo mieć nadzieję?

BELA ...Tak jak zawsze, próbujemy załatwić dwie sprzeczne rzeczy jednocześnie. Przez piętnaście lat wspinałam się po drabinkach kolejnych firm, z zakrwawionymi paznokciami i spojrzeniem rekina, w obcisłym, ale przyzwoitym stroju, w którym ani jednego dnia nie czułam się wygodnie i w który każdego dnia wątpiłam. Bo nieustannie próbowałam wysyłać sygnał, że jestem kobieca, ale zdecydowana, jestem kooperatywna i nadaję się na lidera, że mam swoje poglądy, ale nie idę po trupach, jestem intrygująca, ale niczego nie ukrywam, jestem pewna siebie, ale elastyczna, niewzruszona, ale nie straszna, jestem urocza, ale nie dam się wydymać.

Pół dnia trzymaj się wytrwale swoich przekonań, przez drugie pół się nie poddawaj.

Helena ma podpiętą kroplówkę z chemią.

Ewa leży, całkowicie bezwolna.

Rozmawia przez telefon z Belą i jednocześnie z Heleną.

BELA Ze wszystkiego, co przeczytałam, wynika, że depresja i stan irytacji są normalnymi objawami w trakcie brania leków.

EWA Odkąd trafiłam na tekst o reakcjach zapłodnionych świń na przyjęcie mojego leku, unikam internetu.

BELA Piszą, że może nie jest wskazane zafiksować się na całym tym procesie. Może należałoby się skupić na pracy.

EWA Moja praca nie ma sensu. W tym momencie robię reklamy pieluszek. Poprawiam dzieciaki! Oczy mają niewystarczająco niebieskie. Włosów nie mają dość złotych!

HELENA Jesteś w depresji?

EWA Nie wiem.

HELENA Napisali w internecie, że oboje partnerów musi sobie poświęcić uwagę, i ona sobie, i jemu. Czy muszą coś zrobić, żeby się rozluźnić i zabawić? A wy, robicie coś, żeby się rozluźnić i zabawić?

EWA Owszem. Daniel gra w swoją grę.

HELENA W jaką grę?

EWA Na komputerze. Jakaś symulacja życia, niespecjalnie to śledzę.

HELENA A ty?

EWA Ja... (próbuje sobie przypomnieć) Ja... śpię. Bo aplikuję sobie przedtem normabel, żeby łatwiej mi było zrobić zastrzyk.

BELA Ewa, jeśli ty będziesz brała normabel przez cały czas terapii, będziesz musiała iść na odwyk, no, i wiesz, służba socjalna zabierze ci płód, fetus, to może brzmi lepiej.

EWA Nie będę przez cały czas. Już jest lżej.

HELENA Ona pisze, że kobiecie trzeba dużo pomocy, żeby wytrzymała wszystkie te presje. No, nie. Czy Daniel cię wspiera?

EWA Tak.

HELENA Daj mi go do telefonu.

EWA Mama... wspiera mnie.

HELENA Ci, którzy myślą, że wspierają, wydają się nieczytelni.

Bela się uśmiecha.

Kończy się rozmowa.

Ewa patrzy na Daniela zatopionego w komputerze.

Ewa siedzi obok Aleksa.

Aleks coś dłubie w komputerze. Ewa go obserwuje. On czuje to spojrzenie.

ALEKS Co?

EWA Nic.

Znów spogląda na komputer. Aleks patrzy na nią jeszcze przez chwilę i wraca do pracy.

OLIVER Czy to ona jest, czy ty?

DANIEL Co?

OLIVER Sterylna.

DANIEL Nikt nie jest sterylny.

OLIVER Ktoś jednak jest.

DANIEL Tak się już nie mówi. Nikt nie jest... to dzisiaj zdarza się bardzo często. To już niemal epidemia.

OLIVER Córki Kasandry mają po dwójce każda. Mój przyjaciel Jadranko, znasz go, ten z leniwym okiem, on ma pięcioro wnucząt, szóste w drodze.

DANIEL Gratulacje dla Jadranka.

OLIVER Myślę, że to ona. Zawsze na to mi wyglądała.

DANIEL Czyli jak?

OLIVER Jakby miała zęby tam na dole.

DANIEL Wspaniale to usłyszeć. I jej by to sprawiło przyjemność.

OLIVER Nie ty. My mamy w sobie dużą potencję. Od pokoleń.

DANIEL Czyżby?

OLIVER Gdyby było po mojemu, mielibyśmy jeszcze trójkę. Ale w twojej matce się nie zagnieździli. Poza tobą. Ty byłeś uparty. Dlatego myślałem, że lepiej ci pójdzie w życiu.

Daniel milczy.

OLIVER No, ale miejmy nadzieję, że nie będzie żadnych niespodzianek.

DANIEL Jakich znów niespodzianek?

OLIVER Oglądałem jakiś film dokumentalny - jednej parze, która też poszła na terapię, urodziło się dziecko - Chińczyk. Coś pomylili w laboratorium.

DANIEL Zwrócę im uwagę, by uważali na chińską spermę.

OLIVER I nie tylko chińską. Jeśli nie jest twoje, nigdy nie wiesz, na czym stoisz. Zresztą, nawet jak jest twoje, też nie wiesz, na czym stoisz.

DANIEL Przykro mi, tato.

Ewa robi sobie zastrzyki.

OLIVER Jadranko ma troje dzieci, pięcioro wnucząt i szóste w drodze, podczas gdy sam jest blisko tego, by zacząć nosić pieluchy. Oni go nigdy nie odwiedzają, ale przysyłają mu idiotyczne prezenty. Filiżankę, na której jest napis: "Czerp z życia pełnymi płucami". Jednak tu chodzi o godność. Nie masz wnuków, wszyscy na ciebie patrzą, jakby to z tobą było coś nie w porządku. Jakie ty dzieci wychowałeś? Tak niewiele radości, i nie są w stanie ci jej dać przed śmiercią?

LEKARZ Od jutra zacznie pani przyjmować jeszcze dwa zastrzyki dziennie, za pomocą których rozpoczniemy stymulację pęcherzyków jajowych przez hormon folikulotropowy. Do każdego zastrzyku będą potrzebne trzy buteleczki proszku i jedna buteleczka płynu, a zatem osiem pudełek na jedną dzienną dawkę.

Ewa miesza zawartość zastrzyków i w końcu się kłuje.

EWA Czy to naprawdę będzie mnie prześladować do końca życia?

DANIEL Ty też witaj!

EWA No, to tak, prosiłam cię, żebyś go usunął, ty mówisz, że to zrobisz, ale go nie usuwasz. Więc ja cię proszę znowu, i ty znowu obiecujesz, ale tego nie robisz, więc ja po raz kolejny cię proszę i, oczywiście, wychodzę na kogoś, kto przynudza!

DANIEL Czy to naprawdę taki wielki problem?

EWA Rzecz w tym, że to jest dla mnie ważne. A więc, coś to dla mnie znaczy. Zatem, jeśli stale ignorujesz prośbę, to dajesz mi do zrozumienia, że masz w dupie moje potrzeby.

DANIEL Jeśli twoje potrzeby sprowadzają się do tego, by mój rower znalazł się gdzieś, gdzie nie będziesz go widzieć, to, naprawdę, wybacz. Jestem egoistycznym, seksistowskim egocentrykiem.

EWA Jesteś tylko świnią.

DANIEL W porządku.

EWA Że nie wspomnę o tym, że wciąż nie wezwałeś gospodarza w związku z tym przeciekaniem. Wiesz, że on nie traktuje mnie poważnie.

DANIEL Dzwoniłem i zostawiłem wiadomość.

EWA Na którą ci nie odpowiedział, więc ponowny telefon narzuca się sam przez się jako dobry pomysł!

DANIEL Proszę cię, nie rozmawiaj ze mną, jakbym był dzieckiem.

EWA No więc, jak to rozwiążemy? Nie mogę ci tego nakazać, bo nakazów nie przyjmujesz. Jeśli pięknie cię poproszę, mówisz, że zrobisz to później, jeśli poproszę znowu, wywracasz oczami i zrzędzisz...

DANIEL Męczą cię jakieś skutki uboczne?

EWA Tak. Męczą mnie. Skutki uboczne życia z tobą!

Cisza.

DANIEL Załatwię to.

EWA Możesz teraz?

DANIEL Możesz zejść ze mnie?

Ewa wybucha płaczem.

Ewa robi sobie zastrzyki. Jeden za drugim, aż do wyczerpania.

EWA Ja, niby to, jestem kimś, kto nie panuje nad słowami. Czy wy w ogóle wiecie, jakby to wyglądało, gdybym swój głos wewnętrzny spuściła z łańcucha? Gdybym naprawdę powiedziała wszystko, czego nie mogę powiedzieć? Trup by się ścielił gęsto!

Brzuch Ewy pokryty jest podskórnymi wylewami i siniakami. Daniel trzyma w ręce strzykawkę, przygląda się skórze Ewy. Ona leży, kompletnie wyczerpana.

DANIEL Nie ma miejsca bez wylewu.

EWA Spróbuj w nogę.

Daniel ogląda jej nogę. Delikatnie robi jej zastrzyk.

DANIEL Dzisiaj w tramwaju siedział naprzeciwko mnie mężczyzna z synkiem. Jest cicho. Wszyscy gapią się w komórki. Facet coś tam wciska. Nagle mały patrzy na niego i mówi: "Tata". I facet zamarł. Spojrzał na mnie i pyta: "Czy pan słyszał? Nie wydawało mi się? Powiedział "tata"?". A mały znowu: "Tata". I facet zalał się łzami. Po raz pierwszy malec powiedział "Tata".

Ewa obejmuje Daniela. Siedzą przytuleni.

W szpitalu

Ewa na fotelu ginekologicznym u lekarza. Lekarz bada ją waginalnym usg.

LEKARZ Byłoby dobrze, żeby na tym etapie folilulotropy z pęcherzykami jajowymi bardziej urosły.

EWA Nie urosły?

LEKARZ Urosły. Ale nie tak bardzo, jak by to było wskazane. To się nazywa niski poziom reakcji.

EWA Może tak się zdarzyć? Nie wiedziałam, że się zdarza.

LEKARZ Każdy organizm inaczej reaguje na stymulację. Jeden produkuje dużo jajeczek. Inny - jakby się zamknął, żeby się obronić.

EWA Teraz na dodatek bronię się przed terapią?

LEKARZ Nie wybiegajmy przed szereg. Będziemy kontynuować stymulację z nadzieją, że za kilka dni przynajmniej kilka jajeczek będzie wystarczająco dużych, by przeprowadzić aspirację, czyli pobranie.

EWA A jeśli nie?

LEKARZ Wtedy będziemy musieli zrezygnować z terapii.

EWA Zaraz, zaraz... To znaczy, że jeśli nie urosną, to wszystko, co żeśmy przedsięwzięli, było na próżno?

LEKARZ Proszę się nie ruszać. Teraz jest jeszcze za wcześnie, by tak myśleć.

EWA Ja nie wiem, czy to dla pana jasne, wiem, że teoretycznie jest jasne, ale praktycznie rzecz biorąc, pan nie jest kobietą.

LEKARZ Nie jestem.

EWA To szkoda. Chcę powiedzieć, wszystko, przez co trzeba przejść, jest... chcę powiedzieć... wiem, że embrion może się nie zagnieździć, ale żeby akurat na tym etapie wszystko już było stracone...

LEKARZ Będziemy je stymulować, póki nie dojrzeją.

DANIEL Spróbuje stymulować je, póki nie dojrzeją.

Lekarz wyjmuje głowicę usg. Ewa wyciera się ręcznikiem papierowym.

LEKARZ W precyzyjnie wyznaczonym czasie będzie pani musiała zrobić zastrzyk z hormonem hCG, gonatopriny kosmówkowej. To jest tak zwany triger, który przygotowuje komórki jajowe do aspiracji. Przyjdzie pani do szpitala następnego dnia o siódmej zero zero, a my poddamy panią ogólnej anestezji. Aspirację wykonuje się igłą, która przebija ściankę waginy i wchodzi bezpośrednio w jajniki. Będzie pani musiała podpisać zgodę na interwencję, gdyby doszło do rzadkiego przypadku przebicia igłą pęcherza moczowego. Póki pani jest pod ogólną, my przygotujemy próbkę od pani męża, którą pobraliśmy przy okazji, i przeprowadzimy zapłodnienie później tego samego dnia.

EWA Jest taka możliwość, że nie pobierzecie ani jednego jajeczka?

LEKARZ Bardzo mała. Potem następuje okres oczekiwania, który może potrwać pięć dni.

DANIEL Czy istnieje taka możliwość, że żadna komórka jajowa nie zostanie zapłodniona po pięciu dniach?

LEKARZ Istnieje.

EWA I nawet jeśli uda wam się stworzyć embrion, istnieje możliwość, że nie zagnieździ się w macicy?

LEKARZ Dokładnie tak.

EWA Wystarczająco dużo przeszkód...

LEKARZ Taka jest rzeczywistość. Jeśli tym razem nam się nie uda, moja rada jest taka, żebyście się państwo nie śpieszyli. Żeby mieć trochę czasu na przemyślenie swojego doświadczenia i wtedy spróbować ponownie.

Ewa i Daniel siedzą jedno obok drugiego. Oboje palą.

Pierwsze spotkanie

Ewa i Daniel się całują.

DANIEL Hej, hej, chwila.

EWA Co jest?

DANIEL Dostanę wymówienie.

Przerywają.

DANIEL Czy ty nie jesteś członkiem rodziny?

EWA To był mój wujek.

Cisza.

EWA Poczuć potrzebę seksualnego stosunku jako aktu afirmacji życia, kiedy konkretna osoba stanęła w obliczu śmierci, to nie jest nic tak niezwykłego. Są całe studia na ten temat.

DANIEL Nie w tym rzecz. Bo akumulacja ryzyka trochę mnie... Wcześniej czy później ktoś nas poszuka. Mnie będą szukać, bo coś gram, ktoś z rodziny zapyta: Gdzie jesteś? I wtedy mnie przepędzą. Najpewniej wezwą mnie przed oblicze wszystkich. I najpewniej nie zapłacą. To poziom ryzyka, który mógłby mieć wpływ na całe przedstawienie.

EWA Tutaj nikt nie przychodzi. Szkoda, bo pięknie widać tu staw rybny. Ale schodki są przegniłe. Dobrze, rozumiem.

EWA Pięknie grałeś. Wujkowi by się podobało.

DANIEL Dzięki.

EWA A więc jesteś muzykiem.

DANIEL ...nie do końca. Mam też prawdziwą pracę. A to tak tylko... lubię grać.

EWA A co to jest ta prawdziwa praca?

DANIEL Jestem dizajnerem w jednym ze studiów.

EWA I nad czym teraz pracujesz?

DANIEL Nad kilkoma rzeczami. Samozamykającym się pudłem na gitarę. Praską do czosnku.

EWA Zaraz, czy praska do czosnku już nie istnieje?

DANIEL Istnieje. Nie twierdzę, że ją wymyśliłem. Poprawiam dizajn, tak to nazwijmy.

EWA A praskę do czosnku trzeba poprawiać?

DANIEL Wszystko trzeba poprawiać.

EWA Tak samo myślę o ludziach.

DANIEL To nie jest grzech nie do wybaczenia.

EWA Włączając w to siebie.

DANIEL Szlachetna i obiektywna.

EWA Myślę, że tak.

DANIEL Wszystko, co wcześniej, na to wskazuje.

EWA Strasznie jesteś pociągający. Jednak sądzę, że dla mnie głównie z powodu gitary. To jak społeczny atawizm. Wybacz, to nie znaczy, że skądinąd nie jesteś... no wiesz.

DANIEL Dlatego gram na gitarze. W szkole byłem wstydliwy. Mama się bała, że nigdy nie znajdę dziewczyny. Ale wierzyła, że uda mi się w życiu. I bała się, że jak już kiedyś osiągnę sukces, będę chciał się zemścić na kobietach za wszystkie te lata celibatu w czasie dojrzewania. Mówiła, że to dla niej zbyt duże obciążenie. I zapisała mnie na gitarę w wieku dwunastu lat.

EWA Chcę poznać twoją mamę.

DANIEL To może trochę za wcześnie. Poza tym umarła.

EWA Och. Przykro mi. Mój tata też umarł.

DANIEL Przykro mi. Mój ojciec to horror. (śmieje się)

EWA A zatem, ten moment już minął.

DANIEL Najwyraźniej tak.

EWA Szkoda, że jesteś tchórzem.

DANIEL Ty jesteś tchórzem.

EWA No co ty.

DANIEL Tak. Myślę, że zapuściłaś się w te wszystkie gierki, żeby zabezpieczyć sobie wyjście z jakiejś niby to rodzinnej dynamiki, na którą nie masz odwagi.

EWA Wiesz, co, mój ty Sigmundzie, ja niczego się nie boję. Oprócz zastrzyków.

DANIEL Zastrzyków?

EWA Mam straszną fobię. Od dzieciństwa. Wstydzę się, ale tak jest.

DANIEL Nie mam zwyczaju kłuć ludzi zastrzykami, zwłaszcza tych, którzy mi się podobają.

EWA Obiecujesz?

DANIEL Acha.

EWA Podobam ci się?

DANIEL Acha.

EWA Acha.

Całują się. Po czym on się nagle wyrywa.

DANIEL Kobieta wpadła do jeziora! Wdowa!

W knajpce

Bela stawia koktajl przed Ewą.

EWA Według zasad cztery jednostki napoju alkoholowego na tydzień - to jest okej, póki jesteś w trakcie terapii. A ponieważ nie piłam od tygodni, dziś wieczór mogę sobie pozwolić na szesnaście drinków.

Piją.

EWA Skąd mam wiedzieć, że tego w ogóle chcę? Skąd mam wiedzieć, że nie chodzi o presję społeczną, o zazdrość wobec innych, zdrowych ludzi, którzy wyrzucają z siebie dzieci, jakby wypłukiwali pestki arbuza? O strach przed śmiertelnością. O strach przed starzeniem. Jak dam sobie radę z tym, że niemal nikt mnie już nie dostrzega, nie pragnie, skoro nie mam dziecka, żeby przyciągnęło ich uwagę?

BELA Przecież wszyscy mają dzieci z tych powodów.

EWA Albo dlatego, że moja mama umiera. A mnie nie udało się wytoczyć dalej kręgu naszego życia.

Cisza.

EWA Jeśli nie uda mi się zajść w ciążę, myślę, że znowu wrócę w odmęty singielki. Tak. Zazdroszczę ci czasem.

BELA Ja też tobie czasem zazdroszczę.

EWA Czasem zastanawiam się, po co było mi to wszystko?

BELA Jest taka pułapka w mózgu, niczym dziura w ziemi przykryta liśćmi, w którą niekiedy wpadam. W tej dziurze słowo "solo" zmutowało się w pojęcie "sama na świecie". Kiedy wchodzisz do swojego mieszkania, nie jesteś w nim "solo", jesteś sama na świecie.

EWA Ja wchodzę do swojego mieszkania i zderzam się z rowerem, który nawet nie jest mój.

BELA Idę spać sama na świecie i budzę się sama.

EWA Idę spać z zatyczkami w uszach. Nawet one mnie nie chronią.

BELA Wszystko zawsze muszę sama. Wynieść śmieci, wymienić żarówkę, rozwiesić pranie, opłacić rachunki, zanieść coś do pralni chemicznej, wezwać hydraulika, sama z lotniska, chyba że ty mnie odbierzesz, to przyznaję.

EWA Zawsze o wszystkim muszę przypominać przynajmniej trzy razy.

BELA Wszystkie rozmowy, które prowadzę, są on-line.

EWA Wszystkie rozmowy, które prowadzę, to kłótnie.

BELA I seks jest głównie on-line.

EWA (wzdycha) Seks.

BELA Bo im jestem starsza, tym mniej jest tych wolnych, chociaż wielu nie uważa tego za ograniczenie, są coraz grubsi i coraz bardziej łysi, coraz bardziej zaniedbani, on-line przynajmniej nie widać detali.

EWA Daniel jest stale on-line.

BELA Żaden przepis nie mówi o "jednej osobie". Nigdzie tak jak w książkach kucharskich nie panuje tak ugruntowana dyskryminacja samotnych.

EWA Nigdzie jak w kuchni nie przechodzi się tak szybko od romantyzmu do rozwodu.

BELA A potem trochę Netflixa, w samotności.

EWA A potem Netflix, coś, czego ani on, ani ja nie chcemy oglądać, ale to kompromis.

BELA Potem do łóżka, może trochę masturbacji.

EWA Do łóżka, może trochę masturbacji.

BELA Może trochę też czasem popłaczę.

EWA Nie mogę nawet płakać w spokoju.

BELA Chciałam przez to powiedzieć, że wszyscy powinniśmy być świadomi zalet swoich wyborów.

EWA Martwię się, że Daniel tak naprawdę nie chce dziecka.

BELA Podobno dla mężczyzn wszystko jest abstrakcją, póki dziecko się nie urodzi. Może nawet do czasu, póki dziecko nie jest w stanie kopnąć piłki. Tak mówią.

EWA Nie powiedziałam ci, bo... kiedy do ciebie dotrze, że nie możesz, sprowadzasz się do najbardziej elementarnej wersji samej siebie. Całe życie, dojrzewanie, hormony, menstruacje, menopauza, to, jak jesteśmy skonstruowane, nasze organy, nasz wygląd, wszystko jest w służbie tej jednej funkcji, bez względu na wszystkie nasze współczesne postępowe idee, i kiedy tego nie możesz zrobić, tej podstawowej rzeczy, to jest to klęska tak absolutna, że nie wiesz, w jaki sposób się z niej wyrwać. I do tego wstydziłam się przyznać.

Dzwoni telefon. Ewa odbiera.

EWA Halo? Tak, słucham. (długo słucha) Jasne. Dziękuję.

Patrzy przed siebie, zszokowana wiadomością, którą odebrała.

W szpitalu

Daniel jest w szpitalu. Różne części ciała ma zabandażowane albo w gipsie. Ewa rzuca się na niego, obejmuje go. Daniel jęczy.

DANIEL Ewa, przysięgam, jak tylko stanę na nogach, pójdę go szukać. No więc tak, widział mnie. Na bank mnie widział. Spojrzeliśmy sobie w oczy. I nie zatrzymał się. Taksówkarz-zamachowiec. Słowo daję, oni by wszyscy najchętniej pozabijali wszystkich rowerzystów.

EWA Spokojnie, na pewno nie chciał cię specjalnie zabić.

DANIEL Po czyjej jesteś stronie?

EWA Po twojej, oczywiście.

DANIEL Nie było cię przy tym. Nie znasz stanu rzeczy na ulicach. To walka o przetrwanie.

EWA Okej. Masz rację. Chciał cię zabić.

DANIEL Przyjebię mu na Twitterze. Przyniosłaś mi iPod?

EWA Tak. Chociaż nie wiem, jak chcesz... W sumie nieźle z tego wyszedłeś, nie masz żadnych wewnętrznych obrażeń, głowa w porządku, jedna ręka złamana, drugie ramię zwichnięte, ale jutro cię wypisują - zaczekaj.

DANIEL Na co?

EWA Czekaj, czekaj, czekaj.

DANIEL Na co?

EWA Jak, wybacz mi, oddasz jutro próbkę nasienia?

DANIEL ...no...

EWA Pytam serio, jak?

Daniel milczy.

EWA No więc, pobranie komórek jajowych jest za dwa dni. Jak wiesz, tego nie można przesunąć. Wszystko, co robimy, przez cały ten czas, zmierza do tego momentu, kiedy pobiera się jajeczka i dostarcza plemniki. Jak zamierzasz zabezpieczyć potrzebną spermę z obiema rękami w gipsie?

DANIEL No... może ty byś mogła...

EWA Ja będę w ogólnym znieczuleniu, nie zapominaj. Będą mi robić punkcję, przekłują ścianki macicy ogromną igłą...

DANIEL Wiem, ale może zanim cię uśpią...

EWA Zanim mnie uśpią, mam ci zwalić konia?

DANIEL No, tak myślę, skoro nie ma innej możliwości.

EWA Genialne!

DANIEL Spytamy ich... co się robi... w przypadku...

EWA W przypadku, gdy mężczyzna złamie obie ręce na dwa dni przed zabiegiem?

DANIEL Wygląda to niby tak, jakbyś była zła, że uniknąłem niechybnej śmierci?

EWA Mówiłam ci, żebyś uważał?

DANIEL Uważałem!

Cisza. Ewa, wściekła, zastanawia się.

DANIEL Na pewno mogą nam jakoś wyjść naprzeciw... Może zrobimy to wcześniej i zamrozimy?

EWA Zamrożona sperma nie jest tej samej jakości. To znaczy, może jest, a może nie. Istnieją rozmaite teorie.

DANIEL Ale skoro nie ma innej...

EWA Nie chcę teraz, na samym końcu, ryzykować, że spieprzymy spermę na czysto.

Znowu się zastanawia.

EWA Znajdziemy kogoś, kto ci pomoże.

DANIEL Słucham?

EWA Tak. Przyjdzie z nami do szpitala, żeby ci pomóc, jak przyjdzie czas.

DANIEL Kto, na przykład?

EWA Nie wyciągnę kogoś, ot tak, z głowy. Może Bela?

DANIEL No nie, Ewa, nie odpowiadam za siebie, jeśli Bela zbliży się na metr do mojego kutasa! Jesteś nienormalna.

EWA Oj tam, nie dramatyzuj.

DANIEL Mam nie dramatyzować?

EWA Czy ty masz w ogóle jakiekolwiek wyobrażenie, ilu ludzi penetrowało moją pizdę, palcami, rękami, wspomagaczami, ultradźwiękami, odkąd zaczęliśmy cały ten proces? Zapomniałam, ilu ich było.

DANIEL Ale nikt z nich nie był moim najlepszym przyjacielem!

EWA Dobra, jeśli o mnie chodzi, jeśli uda ci się namówić którąś z tych tutejszych pielęgniarek, dla mnie to jest okej. Siostra Ankica wygląda, jakby niejedno już przeszła.

DANIEL Może winna jest temu terapia, ale straciłaś niektóre podstawowe ludzkie cechy. Jeśli się urodzi dziecko z trzema gwiazdkami na głowie, nie będzie w tym nic dziwnego.

BELA Przed ostatnim arbitrażem, po którym złożyłam wymówienie (co, prawdę mówiąc, szykowało się od dawna), poszłam do toalety, włożyłam nowy tampon, umyłam ręce i wygładziłam doskonale przylegającą spódnicę z wełny gotowanej. I wyszłam, świetnie przygotowana. W trakcie spotkania nachyliłam się nad stołem, żeby wręczyć cudzoziemce jakiś spis. I tym drobnym ruchem jakbym naruszyła niestabilną równowagę niewidocznych naczyń w swoim wnętrzu. Nagle, zupełnie niespodziewanie, krew, jak nigdy dotąd w moim życiu, wylała się, przedarła przez tampon i wszystkie warstwy ubrania, a więc i jasnoszarą obcisłą spódnicę z wełny gotowanej, i zaczęła nacierać, tworząc pode mną kleistą kałużę, w której tonęłam. Oczywiście, spotkanie arbitrażowe skończyło się blamażem, moje zachowanie było dziwaczne i niewytłumaczalne, bo, oczywiście, nie zdobyłam się na to, by powiedzieć: Przepraszam, zaczęłam krwawić. Muszę państwa, na chwilę, opuścić. Zostałam, przylepiona do krzesła, nie wstałam, żeby się pożegnać, czekałam, aż wszyscy wyjdą. W panice obmyślałam plan. Jakaś miła, młoda koleżanka weszła, by się przygotować do następnego spotkania. Pomogła mi, na ile to było możliwe, zdjęła nawet swoje czarne, kryjące rajstopy i dała mi, żebym je włożyła, chociaż były na mnie za małe. A potem tylko zapragnęłam uciec od spojrzeń wszystkich tych ludzi, którzy już zwietrzyli ofiarę, bo nie zdobyłam się na to, by powiedzieć: I co? Co w takim razie? To ta krew, która wypływa ze wszystkich kobiet na świecie. Z waszych matek, sióstr, żon, córek, to jest ta sama krew, którą wszyscy nieustannie ukrywamy, bo nie jest jasnoniebieskiego koloru jak na reklamach podpasek. Nie zdobyłam się na to, bo, między innymi, przestraszyłam się, że coś jest nie w porządku. Pani jest w okresie perimenopauzy, powiedziała lekarka. W czym jestem? W okresie perimenopauzy. Jestem na to za młoda. Nie ma nic nienormalnego w tym, że kobiety wchodzą w perimenopauzę pod koniec trzydziestki. Naprawdę? Nikt tego ci nie mówi. I ta... masakra... też jest normalna? To nic niezwykłego. Tego też ci nikt nie mówi. I teraz tak będę miała aż do menopauzy? Niekoniecznie. Pani ciało się przestawia. Może przez jakiś czas będzie nieprzewidywalne. Jak długo może trwać ten "jakiś czas"? Kilka lat. Pięć. Osiem.

HELENA Wleczesz swoje ciało przez ciążę, przez poród, żeby przywrócić je do normalności, której już nie ma. Od chwili, kiedy urodzisz, nie ma już dnia, żebyś czegoś nie zrobiła źle. Twoje dziecko domaga się od ciebie całkowitego poświęcenia, ciała, emocji, koncentracji, energii, bez przerwy i bez wytchnienia. Wszystko to aż do dnia, kiedy trzaśnie ci drzwiami przed nosem, oznajmiając, że nie może cię znieść. I kiedy nagle cię nie potrzebuje, truchlejesz, co ono robi w tej samotności, w której nie jesteś mu już potrzebna.

Ewa zwala konia Danielowi. Ani jedno, ani drugie nie czują przyjemności.

EWA Sześćdziesiąt cztery zastrzyki. Sześćdziesiąt cztery razy wbiłam w siebie pieprzoną igłę tylko w tej jednej rundzie terapii. Są kobiety, które przerabiają pięć, siedem, dziewięć rund sztucznego zapłodnienia. Sześćdziesiąt cztery razy dziewięć, trzy w pamięci, dziewięć razy sześć... pięćset siedemdziesiąt sześć. Pięćset siedemdziesiąt sześć zastrzyków. A on nie może nawet skutecznie walić konia.

W domu. Po aspiracji

Oboje leżą. Bela troszczy się o nich.

BELA Dobrze się czujecie?

DANIEL Dobrze się czujesz?

EWA Tak. A ty?

DANIEL Ja tak. My oboje tak.

EWA Oboje.

BELA Jesteście głodni?

EWA Nie. A ty?

DANIEL Nie.

Cisza.

EWA Dwa jajka.

DANIEL Może ja też mógłbym jajka...

EWA Nie do jedzenia, głupku.

Cisza.

DANIEL Acha. No tak. Wybacz. Jestem trochę groggy. Od leków.

EWA Tylko dwa jajeczka.

BELA Dwa wystarczą. Ile ty byś chciała tych dzieciaków? Całe stado?

Ewa słabo się uśmiecha.

DANIEL Dwa wystarczą. Dwa małe, ale twarde, dojrzałe jajeczka.

EWA Tak.

BELA Dwa super jajeczka.

DANIEL Tak.

EWA Dzięki, Bela. Kochana jesteś. Ja się trochę prześpię.

DANIEL Ja też się trochę prześpię.

BELA Potrzebujecie jeszcze czegoś?

DANIEL Podaj mi tylko mojego iPoda.

Bela sięga po iPoda. Przynosi go Danielowi. Daniel bierze go i kładzie na brzuchu. Jak dziecko.

Zasypia. Ewa też zasypia. Bela wychodzi.

Ewa się budzi. Patrzy na Daniela, który śpi, przytulając swojego iPoda.

Ostrożnie wyjmuje iPoda z objęć Daniela. Otwiera. Szuka czegoś. Sama nie wie czego. Zamyka iPoda. Odkłada. Po czym znowu go bierze. Znowu otwiera. Znowu szuka.

AF (głos Daniela) Kiedy dwoje ludzi znajdzie się w wielkim mieście, to się staje aktem odwagi. Nie należą do plemienia, gdzie mogliby zapytać jedno o drugie. Nie wiesz, kim są ich byli partnerzy, nie wiesz, jakie mają rodziny. Dobra, ja miałem jakieś wrażenie o jej rodzinie, na pogrzebie, na którym się poznaliśmy, powiedziałbym, że na ogół byli to alkoholicy, ale pogrzeb to nie jest odpowiednia sytuacja do osądzania. Jak się znajdziemy w wielkim mieście, to jest prawdziwe misterium. To, że decydujemy się jedno drugiemu powierzyć swoje zaufanie, to załącznik albo do naszej ogromnej wiary w ludzkość, albo niezłomnej wiary, że przedłużymy nasz gatunek.

EWA Co to jest?

AF Mama mnie zapisała na gitarę. Byłem introwertykiem w szkole. Bała się, że będę nierozdziewiczony do nie widomo kiedy. A chłopaki, które grają na gitarze, zdobywają dziewczyny. Nawet jeśli są introwertykami.

EWA Okej, fantastyczna opowieść o gitarze.

AF Może najodważniejszą rzeczą, którą zrobiłem, to ten skok w głąb wodospadu. Ten dom miał wspaniały widok na rzekę. Potężny wodospad zwalał się z taką pierwotną siłą.

EWA Co?

LUNA Brzmi mocno.

EWA A kim ty znowu jesteś?

AF To było mocne. Właśnie zamierzałem pocałować kobietę, którą poznałem, kiedy pewna staruszka pośliznęła się na mostku i upadła. Po prostu zwaliła się. W strumień wodospadu.

LUNA Boże!

AF I sam nie wiem, jak to się stało

Kombinacja prawdziwej troski o ludzkie życie

I pragnienia by zachwycić tę kobietę.

Jakaś determinacja w nogach

Pobiegłem

Do wodospadu

I w mgnieniu oka

Byłem w powietrzu. Skoczyłem.

W zagłuszający huk wodospadu, kociokwik

Który mnie obraca i przemiela

Nie wiedziałem nawet, czy sam się wynurzę, nie mówiąc

O uratowaniu staruszki.

LUNA I co się stało?

AF Niektóre szczegóły są niejasne.

EWA To niebywałe!

AF Ale ja tu jestem.

LUNA A staruszka?

AF Umarła.

LUNA O, nie.

AF Siedem lat później.

LUNA No!

AF Złapałem ją i wyciągnąłem.

LUNA Niesamowite.

AF Nie wiedziałem, jak do tego doszło. Nie jestem Supermanem.

EWA To fakt.

LUNA Jesteś zbyt skromny.

Ludzie, którzy dokonują heroicznych dzieł

Często sami nie wiedzą że to w nich tkwi

Póki nie nadarzy się okazja.

Nie ma wątpliwości że wielu innych by w tej sytuacji nie skoczyło.

AF Sądzę jednak że pokazałem się w krzywym zwierciadle

Pierwszy taki wyczyn pierwszy raz kiedy poznałem swoją żonę

Każdego dnia od wtedy moje codzienne ja blednie w porównaniu z tamtym bohaterstwem

Każdego dnia próbuję dorosnąć do tego chwilowego i niemożliwego do ocalenia wizerunku siebie i nigdy mi się nie udaje.

Może nawet ją o to winię, chociaż nie jest winna

Może ją winię bo mi przypomina jakby mi trzeba było przypominać

Jakim jestem nieporozumieniem

EWA Co?

AF Miałem dostać awans

Więcej odpowiedzialności, większe projekty, więcej pieniędzy

Bo mam doświadczenie, staż, wiedzę.

A potem, wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, podczas jednego ze spotkań

Projekt dostał się takiemu brodatemu dzieciakowi

Który trzyma palec na pulsie.

Rozumie zeitgeist.

Myśli innowacyjnie.

EWA Boże.

AF Jakby ktoś mi wyrwał rozdział z życia

Z człowieka o wielkim potencjale

Stałem się byłym człowiekiem.

Być zadowolonym z pracy którą wykonujesz i z pozycji którą masz

To koncept przeszłości.

Jeśli nie idziesz ciągle naprzód

Jeśli jakiś headhunter nie depcze ci stale po piętach

Wówczas jesteś zużyty jak stojąca woda.

Jakby nie było dość tego

Przez ostatnie dwa lata nie jestem w stanie zapłodnić pieprzonego jajeczka.

Coś co brodatym dzieciakom przydarza się przypadkiem,

w piątek, w klozecie, na stojaka z połowiczną erekcją, pijanym i naćpanym

narkotykami które obniżają płodność.

Trudno uwolnić się od wrażenia

Że moje chromosomy nie mają w sobie wystarczająco dużo ducha rywalizacji

By zasłużyć sobie na nowe inkarnacje w brutalnie konkurencyjnej przyszłości.

EWA Daniel...

AF Już nawet na gitarze nie gram.

I pytaj boga dlaczego ci o tym wszystkim mówię.

Ty na pewno nie jesteś tu po to, by wysłuchiwać moich małżeńskich i egzystencjalnych srań.

LUNA Jesteś taki szczery i odważny.

Nie boisz się pokazać, że łatwo cię zranić. To jest takie rzadkie.

Gdybym ci mogła chociaż jakoś ulżyć.

EWA No jasne, biedaczek. (po czym koncentruje się na dalszym ciągu)

LUNA Brakowało mi ciebie.

AF A mnie ciebie. Byłem w Berlinie. Mnóstwo obowiązków. Nie mogłem się odezwać.

LUNA Nie ma sprawy. Nie musisz mi nigdy niczego tłumaczyć. Po prostu miło mi, że znów jesteś.

EWA O, kurwa mać. Twoja mać.

I jakiś następny fragment.

AF Że wszystko przepadło

Podniecenie, prawdziwa ciekawość

Prawdziwa rozkosz, która bierze się z pragnienia by komuś dogodzić

Jestem świadom, ja jestem temu winien.

LUNA Ale ty jesteś taki uważny i wrażliwy.

EWA O, tak. Szkolny przykład. Definicja.

AF Czekaj, wiesz, co jest nieprawdopodobne?

Małżeństwo z definicji powinno

Umożliwić prosty dostęp do seksu.

Żebyś uwolnił się raz na zawsze od tego ciągłego wysiłku

By znaleźć kogoś kogo przelecisz.

To dlaczego wszyscy jesteśmy skazani na to by znudziło nam się to co mamy.

Nawet jeśli to co mamy jest fantastyczne.

EWA No, w końcu głos rozsądku! Bo jest fantastyczne. Bo niby jak ma nie być fantastyczne, kurwa mać.

AF To błąd w dizajnie.

LUNA Może skoncentruj się na unowocześnieniu projektu.

AF Ależ mądrala. Wiesz, że jesteś mądralą?

EWA Genialna. Po prostu genialna.

LUNA Byłbyś bogaty.

AF Dostał Nobla.

LUNA I udoskonalił ludzkość. Niczym nowoczesny Jezus.

EWA O, Jezu Chryste. Za chwilę się wyrzygam.

LUNA Ale wtedy już byśmy się nie przyjaźnili. I to by było smutne.

Ewa przegląda dalej.

AF Pracuję i od czasu do czasu rzucam okiem na informacje.

Boeing 747 spadł w Pirenejach

Wygląda na to, że nikt nie przeżył

I pomyślałem, zaraz, czy to nie jej lot?

Wybrała się z przyjaciółką w drogę

Tamta ją namówiła żeby spróbowały razem ajahuaski.

Mnie też zaprosiły

Nie mogłem z powodu pracy

Zaraz, zaraz

Czy to możliwe, że ona była w tym samolocie?

LUNA Nie wiem co powiedzieć.

AF Brak słów.

Ewa patrzy w pustkę przerażona.

Daniel jest teraz obok niej.

EWA Snujesz fantazje o tym, że umarłam?

DANIEL Przeczesujesz mój komputer?

EWA Marzysz, że jestem martwa?

DANIEL Włamujesz się do mojego komputera?

EWA Nie włamałam się. Nie masz nawet hasła.

DANIEL Bo ci ufam.

EWA Myślisz, że problem jest w tym, kto popełnił większe etyczne wykroczenie?

DANIEL Ewa, ja nie mogę... nie ma sposobu, żeby ci to wytłumaczyć...

EWA "Brak słów"?

DANIEL To wszystko jest wirtualne. To coś innego. To nie jest rzeczywiste.

EWA Jasne, że nie jest rzeczywiste. Superman. Wskoczyłeś do stawu rybnego. Mostek ma około metra. Kot by się z trudem utopił w takim stawie. Pierdol się. Jak sobie przypomnę, że naprawdę myślałam, jaki z ciebie bohater... Gardzę sama sobą.

DANIEL To jest... Ewa, to nie jestem ja. To postać. Którą zbudowałem na potrzeby gry. On mógł skoczyć do Niagary. Nie jest rzeczywisty.

EWA Błagam.

DANIEL Nie możesz zrozumieć. I nie musisz. To ciebie nie dotyczy.

EWA A. Fassbender? Co to znaczy?

DANIEL Fassbinder. Nie Fassbender. Fassbinder. Reżyser z wielkim mózgiem. Nie jak aktor z wielkim kutasem.

EWA Jeśli chociaż komuś się skojarzy, to już nie najgorzej.

DANIEL Ewa...

EWA A?

DANIEL Aldous.

EWA Aldous? Jak Huxley? I Fassbinder. Spierdalaj. Jezuchryste, co się dzieje...

DANIEL Przesadzasz, to się dzieje.

EWA Nie rozumiem. Ukrywasz przede mną, że okłamujesz inną kobietę. Luna, zakładam, że to kobieta, może też i hiper inteligentna wersja blond. Co to za imię, Luna? Czy to nie jest imię w sam raz dla psa?

DANIEL Luna jest księżycową boginią...

EWA Nie pierdol...

DANIEL To wymyślona postać... Bez sensu tłumaczyć.

EWA Pieprzycie się?

DANIEL Nie.

EWA Czy A. Fassbinder pieprzy Lunę, księżycową boginię?

DANIEL Nie.

EWA Gdybym przeczytała tę przerażającą ilość korespondencji, nie natknęłabym się na wirtualne pieprzenie?

DANIEL Mam nadzieję, że masz dość rozumu, żeby nie przeczesywać dalej czyjejś intymnej korespondencji w kontekście, którego nie rozumiesz i wobec którego jesteś wrogo nastawiona. Ale, oczywiście, nie, nie znalazłabyś pieprzenia.

EWA Dlaczego, co z wami? Ona nie chce? Bo ja, na przykład, choćbym miała zdechnąć, nie pieprzyłabym się z kimś, kto się nazywa Aldous Fassbinder. Czemu nie masz jakiegoś bardziej zabawnego imienia?

DANIEL Dlaczego nie odczepisz się od tego tematu?

EWA Widujesz ją na żywo?

DANIEL Nie. Nie wiem ani kim jest, ani skąd jest.

EWA To znaczy, skoro się nie pieprzycie, to co w takim razie? Pomocne ramię, żeby się wypłakać? Bo ja cię nie rozumiem.

DANIEL Czy ty w ogóle masz pojęcie, jak trudno by mi było odsłonić te sprawy przed tobą? Jak trudno jest boksować się z wszystkimi twoimi oczekiwaniami? Być silnym, macho, ciągle napalony, ale wrażliwy, emocjonalnie wyrazisty, profesjonalnie spełniony, najlepszy przyjaciel?

EWA Czemu nie? Ja próbuję być wszystkim, czego się ode mnie oczekuje!

DANIEL No tak, lubisz dominować, rozkazywać, wygłaszać kazania i ciągle jesteś napalona. Jesteś większym facetem ode mnie.

EWA Ja tylko próbuję być najlepszą wersją samej siebie i od ciebie też tego oczekuję.

DANIEL Nie mogę bez przerwy się starać! Będę miał wrzody na żołądku.

EWA Zaraz, zaraz, ty uważasz, że się starasz?

DANIEL Mówisz, jak mój tata.

Cisza. Słabe zawieszenie broni.

DANIEL Przykro mi, że to zobaczyłaś. Rozumiem, że boli. A prawdziwe... nie jest...

Nie wie, jak skończyć zdanie.

EWA Może nie w porządku jest wszystko, czego oczekuję.

DANIEL Rzecz nie w tym, że tylko oczekujesz. Ty mnie krytykujesz na każdym kroku.

EWA Ty w tej chwili masz tak mało wiary w siebie, że każdy mój komentarz działa jak atak.

DANIEL No właśnie. Pomyśl więc, dlaczego nic ci nie mówię.

EWA Nie rozumiem, jak możesz myśleć, że zagłębisz się w jakimś fałszywym świecie i coś w ten sposób załatwisz. Będziemy mieli dziecko, być może. Tak mu zamierzasz wyjaśnić, czym jest odpowiedzialność?

DANIEL No właśnie, czy to nie jest krytyka moich rodzicielskich umiejętności? Będziesz tak podczytywał pamiętnik dziecka?

EWA Nie wywracaj kota ogonem. Nie przeczesywałam. To ty jesteś nieustannie nieobecny. Ty jesteś nieustannie w innym świecie.

I może, może powinnam była to zrobić, kiedy po raz pierwszy zastanowiłam się, dlaczego on jest stale nieobecny. Ale nie zrobiłam tego. Zrobiłam to teraz, w tym totalnie niesprzyjającym momencie. Nie wiem dlaczego!

DANIEL Ewa, znalazłem tylko przyjacielskie ucho.

EWA Litości!

DANIEL Wszystko to jest trudniejsze dla ciebie niż dla mnie. I nie byłoby dobrze, gdybym się tobie wyżalał. Ale faktem jest, że ja też muszę przed kimś wyrzucić to, co mnie dręczy. Bo czuję się tak, jakbym stawał na głowie, żeby ci dać to, czego potrzebujesz, i nie daję rady.

EWA Ach tak? No widzisz, a mnie się wydaje, że nic dziwnego w tym, że nie dajesz rady, bo wydaje mi się, że przez większość czasu przewietrzasz swoje myśli na rowerze, a potem wgapiasz się w ekran. Ale mogę ci wyjaśnić, czego chcę, a czego nie chcę. Nie chcę, żebyś uciekał do jakiejś wirtualnej baby, która ma dostęp do tych zakamarków ciebie, do których ja nie mam dostępu. Ja, dajmy na to, tego sobie nie życzę. Przy czym, jak widzę, ty w ogóle nie chcesz, żebym ja została wśród żywych.

DANIEL Wytłumaczyłem ci, że to tylko postać w grze... Zaraz, zaraz, ty lekarzowi gadasz wszystko, co ci ślina na język przyniesie. Jak on na mnie patrzy, aż się boję, jak mnie przedstawiasz.

EWA Ja się nie napalam na lekarza! Nie zajmowałbyś się nią tak bardzo, gdybyś nie był napalony.

DANIEL Przecież ty jesteś napalona na sąsiada.

EWA Słucham?

DANIEL Nie mamy już żadnego uszkodzenia sieci. A ty nadal do niego chodzisz. Pachniesz jak free shop. A on jak kochanek Lady Chatterley. Nie ma takiego faceta w mieście, któremu byłaby potrzebna taka muskulatura. Czy ty myślisz, że ja jestem naprawdę głuchy? I głuchy, i głupi?

EWA Wi-fi ciągle coś... Ja korzystam... trzeba zmienić konfigurację.

DANIEL Jego wizerunek osobisty należy zmienić.

EWA Nie śpię z nim.

DANIEL Kiedy wybudzałaś się z narkozy, mamrotałaś coś o mamie, że umarła. Potem jakoś niejasno skarżyłaś się na mnie, a jeszcze później powiedziałaś "Aleks", też w jakimś niejasnym kontekście. Przypuszczam, że to t e n s a m Aleks.

EWA To znaczy, że ty też otrzymałeś dostęp do mojej nie tak znów świetlistej podświadomości. Jesteśmy teraz kwita.

DANIEL Jesteś taka śmieszna w tym uwodzicielskim wydaniu. To groteskowe.

EWA Wiesz, co jest groteskowe? Że zapuszczasz brodę!

DANIEL Nie goliłem się kilka dni.

EWA Daruj mi. Postanowiłeś wykorzystać chorobowe, żeby zapuścić brodę. Jesteś cudem medycyny. Chodzi na dwóch nogach, chociaż nie ma kręgosłupa!

DANIEL Muszę jakoś zabliźnić rany na moim ego, które zadała mi moja żona, co się pieprzy z sąsiadem!

EWA Nie pieprzę się z nim.

DANIEL Ale chętnie byś to zrobiła!

EWA Fakt, chętnie. I mogłabym. Ale nie zrobiłam. Z powodu ciebie. Powinieneś mi przyklasnąć.

Daniel zaczyna wolno klaskać.

Cisza.

Ewa zawieszona na telefonie. Długo dzwoni.

EWA Gdzie jesteś, Bela? Czemu nie odbierasz?

BELA To, czego nie mogę ci powiedzieć, w każdym razie nie teraz, a może nigdy, bo nie wierzę, że dasz nurka w single-odmęty, to, że czuję się zdradzona. Wszystkie prowadziłyśmy jakoś podobne życie, ty, ja, nasze przyjaciółki. Wszystkie pragnęłyśmy wolności, niezależności, przyjemności, ciekawej pracy, wszystkie byłyśmy zbuntowane przeciw konserwatywnym normom. A potem obudziłam się pewnego dnia i dotarło do mnie, że wszystkie powychodziły za mąż, urodziły dzieci, i zachowują się tak, jakby ten zwrot w życiu był zawsze w planach. A ja, kretynka, jedyna się nie załapałam. Im dłużej trwa to moje single-życie, tym bardziej jest dziwne dla wszystkich, dla wszystkich obce, niezrozumiałe, nienormalne. Że żyję bez kredytu i bez ambicji. Że lubię ciszę i czas dla siebie, że jadę na ajahuaskę, że mam wielu partnerów seksualnych.

Bo w porządku jest, jeśli nie możesz, jeśli ktoś cię porzucił, jeśli jesteś chora, jeśli znajdzie się jakikolwiek powód, że jesteś sama i nie masz dzieci. Jeśli czujesz się z tego powodu zrozpaczona. Ale jeśli to twój wybór, nie ma szansy. Nie mogą mnie zrozumieć. Więc się mnie boją. Więc zaczynają mnie nienawidzić.

Każdy, tak myślę, ma swoją drogę, działa, jak potrafi i umie. Nie pytałaś o mnie, już od bardzo dawna. Bo rozumie się samo przez się, że to, co przechodzisz, jest ważniejsze. I wiem, że nie będziesz tego chciała, nie masz takiego zamiaru, ale okoliczności wciągną cię w ten wir żalu, gdzie na karimatach siedzą wszyscy rodzice małych dzieci. I po prostu nie będziesz już miała dla mnie czasu, energii i chęci. Na końcu wszyscy zostajemy sami.

U Aleksa

Ewa i Aleks w łóżku.

ALEKS Sam nie wiem... trochę wcześniej wypiłem... nie spodziewałem się tego...

Cisza.

ALEKS Na ogół mi się to nie zdarza.

EWA Tylko ze mną. Nie masz pojęcia, jak to łechcze moje ucho.

ALEKS Mogłabyś mi założyć kondom ustami...

EWA Wybacz, ale nie umiem zakładać kondomów ustami. Ostatni raz robiłam coś takiego w szkole średniej.

Cisza.

ALEKS To było naprawdę niespodziewane. Może, gdybym wiedział...

EWA Przygotowałbyś się psychologicznie? To pocieszające.

ALEKS Nie myślałem, że... nie chciałem naciskać, z powodu twojej sytuacji. I nie spodziewałem się, że ty kiedyś zechcesz... no więc... no... zaskoczyło mnie to.

EWA Ależ ty jesteś uważny.

ALEKS Słuchaj...

EWA No nie, naprawdę tak myślę. To ładnie z twojej strony. A mnie by było dużo łatwiej, gdybyś się na mnie rzucił.

ALEKS Słucham?

EWA Nie wiem, co bym dała za to, żeby się ktoś na mnie jeszcze raz w życiu... no... rzucił!

ALEKS Ale to chwilowo nie jest w modzie. Nie mówiąc o tym, że jest to trochę... przeciw prawu. I kto by się zresztą odważył?

EWA Co?

ALEKS No cóż, jesteś trochę... przerażająca.

EWA Ja jestem przerażająca?

ALEKS Trochę.

EWA Uff. Ja jestem przerażająca. Okej. Wiesz co? Jestem po prostu pociągającą kobietą i, wiesz, zadbaną i w ogóle w bardzo dobrym stanie. Mogę też być uwodzicielska i nie wyglądać groteskowo, żebyś wiedział. Ale nie mogę udawać, że jestem kimś, kim nie jestem. Nie jestem jakąś bezradną, zawstydzoną, fałszywie skromną kobietką. Nie jestem nawet pogruchotana od środka. Wiem, że to facetów rozpala do białości. Pokaleczone kobiety. Ja taką nie jestem. Choć tak naprawdę, może jestem, ale nie w ten przepisowy seksapilny sposób. Jednak kobiecość to dla mnie skompromitowany produkt. Co się z wami, facetami, dzisiaj dzieje? Mąż nie pieprzy, kochanek nie pieprzy. Dlaczego nie pieprzycie, jak to wam zostało przypisane?

ALEKS (cicho) Może i dla nas... nasza męskość to kompromitacja.

EWA Akurat. Ty nie masz żony, która marzy, że będziesz martwy.

ALEKS Nie mam. Odeszła.

EWA Co?

ALEKS Miałem żonę. Zostawiła mnie. Jak to powiedzieć...

Ona jest, ona bardzo dużo gada... I... ufff... ja nie. Nie tak dużo. Mówię wszystko, co trzeba. Ale nie jestem, jak to się mówi, rozmowny. Nie wiem dokładnie, jak to... wydaje mi się, zawsze mi się wydawało, tak było, jeszcze jak byłem mały. Nikogo nie interesuje teraz, co się działo, jak byłem mały. Zawsze mi się wydawało, że słowa to tylko zamieszanie. Nigdy nie są tym, co myślisz. Zawsze musisz tłumaczyć sobie te słowa, które słyszysz. Na jakiś język, którym ja nie najlepiej mówię. To duży wysiłek. Naprawdę duży wysiłek. I stale przydarza mi się w życiu tak, że ludzie... mówię - ludzie, no tak, ale mam na myśli kobiety. Jednak ja też znam trochę ten język. Że kobiety czegoś ode mnie oczekują. Nie wiem, skąd te oczekiwania. Czy coś powiedziałem? Przysięgam, że nie. Wychodzi na to, że w tym języku, którym nie najlepiej się posługuję, milczenie ma sto znaczeń. Nigdy nie wiem, którym się posługuję.

HELENA To, czego nie mogę ci w tym momencie powiedzieć, to fakt, że menopauza jest najlepszą rzeczą, która może się kobiecie przydarzyć. Przez całe życie komuś służysz, zawsze czyjeś potrzeby są ważniejsze. Kiedy życiem przestają kierować hormony, wtedy wreszcie rozumiesz, kim jesteś. To niezwykłe wyzwolenie. Rak mnie załatwił. Gdybym nie była na końcu, gdzie byłby mój koniec?

ALEKS Jest ładna. Interesująca. W jej głowie wciąż się kotłuje jak w ulu. Tak jakby i ona miała jakieś problemy z językiem.

Tylko inne niż moje.

Nie mogę jej tego powiedzieć. Kiedy raz siedziała u mnie na kanapie. I jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, wyjęła sprzęt, wymieszała zastrzyk i wbiła igłę w brzuch... Ta scena mnie prześladuje. Czasem nawet w nocy.

Ewa dopada Lekarza pod szpitalem.

EWA Teoretycznie, co by się stało, gdybym się rozmyśliła?

LEKARZ Teraz?

EWA Tak.

LEKARZ Kiedy pani komórki jajowe są już na etapie zapłodnienia?

EWA No właśnie.

LEKARZ ...takiego scenariusza jeszcze nie przerabialiśmy, więc nie mamy gotowego planu.

EWA Acha. Tak. Logiczne.

LEKARZ Spędziła pani noc w samochodzie? Tutaj?

EWA Nie. Tylko część nocy.

LEKARZ Rozmyśliła się pani?

EWA Nie jestem pewna.

LEKARZ Jeśli to jest hipotetyczna rozmowa, to niestety, mam pacjentów, którzy na mnie czekają.

EWA Nagle wszystko mi się wydaje nazbyt pochopne...

LEKARZ Stara się pani zajść w ciążę od trzech lat.

EWA Mam w tej kwestii absolutną jasność.

LEKARZ Co się stało?

EWA Nie umiem panu teraz tego wytłumaczyć, nie znajduję właściwych słów... Przepraszam, nie chcę panu zabierać czasu.

OLIVER Jest taki Oliver na trzecim piętrze. Ani dzieci, ani wnuków. Nie ma na kogo się poskarżyć. A był awanturnikiem. Przez całe życie, to Himalaje, to Kilimandżaro, to ta płeć, to tamta. Można i tak. Żebyś miał czym wypełnić pustkę. Że prowadziłeś ważne, ciekawe życie. A jeśli nie... To choćbyś Boga i diabła zanudził opowieściami o pingwinach.

U mamy

Ewa tonie we łzach, jakby nastał deszczowy kataklizm, w ramionach swojej mamy.

EWA I wtedy zadzwonili, kiedy jechałam samochodem do ciebie, by mi powiedzieć, że udało im się stworzyć dwa embriony. I teraz czekamy pięć dni, żeby rosły, zanim je przeniosą we mnie. I wtedy trzeba zdecydować, czy tylko jeden, czy oba. Jeśli oba, szanse są większe, ale też większa szansa, że będą bliźniaki. Plus, embriony są teraz w takiej fazie, w której jeszcze mają możliwość podzielenia się po tym, jak zostaną umieszczone w macicy. A więc teoretycznie, mamo, mogłabym z dnia na dzień z mężatki bez dzieci stać się rozwódką z czwórką maluchów!

HELENA Czekaj, czekaj, chwila. Wróćmy do początków i zobaczmy, na czym stoimy.

Ewa się trochę uspokaja.

HELENA To znaczy, że chcesz zostawić Daniela?

EWA Nie wiem. Myślę, że on chce zostawić mnie.

HELENA A ty go kochasz?

EWA Nienawidzę go.

HELENA W takim razie, nie zaboli cię to specjalnie, jeśli cię zostawi.

EWA Zaboli.

HELENA Zaboli?

EWA Bo go kocham!

HELENA Możesz sobie przypomnieć, dlaczego go kochasz?

EWA Dlatego. Dlatego. Dlatego, że... większą część dorosłego życia spędziliśmy razem i mam wrażenie, że się z nim zrosłam, jakby był częścią mojego ciała a ja jego. Dlatego, że w porównaniu z większością ludzi, których znam, on jest naprawdę bardzo przyzwoitym i uczciwym człowiekiem, i chociaż go znam bardzo dobrze, wciąż jeszcze go tak czy inaczej znoszę. I dlatego, że kiedy mnie przytuli, czuję takie najbardziej naturalne, najpewniejsze ukojenie, jakie czułam tylko z tatą i tobą. Myślisz, że to jakaś patologia?

HELENA Myślę, że to wzajemna przynależność.

EWA Co mam robić, mamo? Czeka na mnie dziecko w laboratorium.

HELENA Kochanie, zważywszy na okoliczności, nie bądźmy takie kreacjonistyczne...

EWA W porządku. Możliwe dziecko.

Cisza.

EWA Wiesz, na czym polega ironia losu? Że po tej kłótni, teraz, kiedy de facto się rozstaliśmy, czuję, jakbyśmy się zbliżyli.

HELENA Wreszcie, kochanie, prawdziwa ironia losu.

EWA Co mam robić?

HELENA Po pierwsze, zmiksujemy teraz trochę zielonych warzyw i alg, żeby ci dodać energii i odżywić mózg.

EWA Uff.

HELENA Posłuchaj mnie, Ewa. Cokolwiek się zdarzyło, przeżyjesz. Tak się zdarza w życiu. I da się to przeżyć. Dlatego czytamy książki, chodzimy do szkoły, rozmawiamy z przyjaciółmi, żebyśmy, jak coś takiego się stanie, dali radę przeżyć.

Drugie, co chciałabym ci ważnego powiedzieć, to jeżeli chcesz mieć dziecko, miej je, bo ty tak chcesz. Nie żebyś ratowała małżeństwo, nie dlatego, co się powinno, nie dlatego, że wszyscy tak robią. Ty je będziesz nosić w sobie, to ciebie rozjedzie, i będziecie związani, nierozerwalnie, aż do śmierci.

Cisza.

EWA Dam radę sama. On może tu być, ale nie musi. Sama będę wiedzieć.

HELENA No, to dalej, Ewa. Żebym jednak zobaczyła jedno z wnucząt.

W domu opieki

DANIEL Tylko trochę, obiecałeś...

Oliver milczy jak oskarżony.

DANIEL Powiedzieli, że muszą...

OLIVER Wiem...

DANIEL Kłamałeś?

OLIVER "Kłamałeś". Ciężkie słowo.

DANIEL Drugą nogę też? Przyleciałem najszybciej, jak mogłem!

OLIVER Rozważano możliwość drugiej amputacji, ale, na szczęście, jej uniknąłem.

DANIEL Ale mnie powiedziałeś...

OLIVER Ty jesteś na mnie teraz zły, że o włos uniknąłem drugiej amputacji?

DANIEL Nie. Nie jestem... nie.

OLIVER No, jak tu teraz już jesteś, możesz się trochę rozsiąść. Chcesz ciasteczko?

Daniel bierze ciasteczko. Przeżuwa w ciszy.

DANIEL A gdzie Kasandra?

OLIVER Na spacerze. Ze Stjepanem. Który ma obie nogi. Potrzebuje dwóch godzin, żeby obejść dom, ale tak czy inaczej szura tymi nogami, że nie da się tego znieść.

DANIEL Chyba się nie martwisz? Przecież Kasandra jest ci oddana.

OLIVER Oddana. Nie wiem. Kobiety w jej wieku są przewrotne.

Cisza.

OLIVER Co się dzieje? Coś nie w porządku?

DANIEL No cóż.

OLIVER Wokół ciebie rozpościera się magnetyczne pole rezygnacji. Co się dzieje?

DANIEL Myślę, że nie mogę jej uszczęśliwić.

OLIVER Co chcesz udowodnić?

DANIEL Uważam, że powinienem zrezygnować.

OLIVER Z czego?

DANIEL Z niej. Z nas.

OLIVER Ty naprawdę chcesz, żebym umarł przekonany, że wychowałem idiotę.

DANIEL Słucham?

OLIVER No, to jest właśnie to okrucieństwo, o którym mówi Kasandra.

DANIEL Tato...

OLIVER A co z tym tam... w epruwetce?

DANIEL Nie wiem. Nie wiemy jeszcze, czy embrion przeżyje.

OLIVER I pozwolisz jej samej czekać?

DANIEL Chce być sama.

OLIVER To błąd. Próbowałeś jej wytłumaczyć, że popełnia błąd?

DANIEL To ty spróbuj Ewie powiedzieć, że błądzi!

OLIVER Matko Boża, wszystko masz przed sobą i nie możesz zakasać rękawów?

DANIEL Mogę. Tylko cokolwiek zrobię, okazuje się, że jakoś ją ranię.

OLIVER Przestań robić to, co ją rani! Idioto.

Cisza.

OLIVER To wyjątkowa kobieta.

DANIEL To ty powiedziałeś, że wygląda, jakby miała sztuczną szczękę między nogami.

OLIVER Tak tylko powiedziałem, żeby sprawdzić, czy słuchasz.

DANIEL Tato...

OLIVER Myślisz, że długo będzie sama? Jak zmieni status na Facebooku, masz przechlapane.

Posłuchaj mnie. Idź do domu i długo, tak solidnie, pomyśl o tym, jakie będzie twoje życie, jeśli teraz się wycofasz. I nie wyobrażaj sobie, że robisz coś dobrego. Siebie tylko ratujesz.

Twoja matka każdego dnia coś zrzędziła i wciąż mnie piliła, Boże ratuj. Ale trzymała mnie przy ziemi. Odkąd jej nie ma, dla nikogo na świecie nie jest ważne, czy jakoś sobie z sobą radzę, czy czekam na śmierć. Więc się zastanawiam, jestem wolny czy całkowicie pozbawiony znaczenia? Kasandrze może zależy. Ale zależy jej też na spacerach.

W szpitalu

Pięć dni później.

Ewa leży na stole. Lekarz stoi między jej nogami. Przeniesienie embrionów trwa już jakiś czas i nie jest przyjemne.

LEKARZ Niech się pani spróbuje trochę rozluźnić.

EWA Tak. To znaczy, gdyby mi pan kazał sporządzić listę miejsc, gdzie nie można się rozluźnić, to by było pierwsze.

LEKARZ Rozumiem.

EWA Nie wiem, dlaczego tak jest. Nie z powodu bólu, chociaż czuję ból. Nie dlatego, że pan jest mężczyzną, chociaż i dlatego. Nie dlatego, jak wygląda moja wagina, to wam jest obojętne. To znaczy, mam nadzieję, że jest wam obojętne. Ale znowu, trochę też dlatego. I nie z powodu wstydu, chyba opanowałam już wstyd w tym wieku. Nie wiem dokładnie, dlaczego, ale cała ta sytuacja, kiedy tak leżę z rozłożonymi nogami, a niemal nieznany mi mężczyzna za pomocą narzędzi wymyślonych przed stu laty rozpycha mi kości miednicy i zagląda do waginy, a w tym przypadku jeszcze mnie zapładnia, to jest jedyna sytuacja w życiu, która powoduje ten specyficzny dyskomfort w samym epicentrum mojego bytu. Wierzę, że istnieje literatura, która pomogłaby mi to zrozumieć. I kiedy wszystko minie, kiedy wszystkie moje poznawcze, emocjonalne i fizyczne zdolności nie będą zaprzęgnięte w reprodukcję, znajdę ją i przeczytam.

LEKARZ Wspaniale.

EWA Powiedział pan: pięć do dziesięciu minut.

LEKARZ Zazwyczaj. Pięć do dziesięciu. Nawet mniej... (nie kończy zdania)

EWA Czemu zatem...

LEKARZ No więc, szyjka macicy nie została stworzona tak, by jej wpychać kateter do środka.

EWA Co jest nie tak?

LEKARZ Pani szyjka jest trochę zakrzywiona pod niezwykłym kątem.

EWA To normalne?

LEKARZ "Normalne" to nie jest właściwe słowo.

EWA Widzi pan dużo tych niezwykłych kątów?

LEKARZ Nie widzę ich specjalnie dużo. Sądząc ze wszystkiego, jest pani bardzo niezwykłą osobą.

EWA Super.

LEKARZ Proszę się nie martwić. Ten embrion znajdzie się na swoim miejscu, nawet jakbyśmy musieli go tam wsadzać dzień i noc.

Usłyszawszy to, Ewa podnosi głowę, zdumiona.

LEKARZ Tak się mówi. Proszę się rozluźnić. To znaczy, chciałem powiedzieć, niech pani myśli o czymś innym.

BELA A jednak... jak mam teraz nie być przy tobie?

Przed szpitalem

DANIEL A co ty tu robisz?

BELA Przyszłam po nią.

DANIEL Ja też po nią przyszedłem.

BELA Nie wiedziałyśmy, czy przyjdziesz, więc ja jednak...

DANIEL Przyszedłem. To jasne, że przyszedłem.

BELA No wiesz, nie byłyśmy pewne...

DANIEL Bela, jeśli ktoś w tej historii to "my", to tylko Ewa i ja.

BELA Nie popisałeś się specjalnie w ostatnich dniach.

DANIEL Bela, najlepiej by było, gdybyś sobie teraz poszła. Myślę, że powinniśmy teraz być sami.

BELA Mogę się usunąć. Ale ktoś was musi zawieźć do domu. Ty nie możesz. Bo się rozwaliłeś na rowerze.

DANIEL Pojedziemy taksówką.

BELA Czy przypadkiem nie mówiłeś, że nawet "po twoim trupie" nie wsiądziesz do taksówki?

Cisza. Bela stoi jeszcze przez chwilę, niezdecydowana, jednak odchodzi.

BELA Mam cię na oku!

DANIEL Wiem!

Bela idzie. Daniel czeka. Ewa wychodzi.

EWA Zostawiłam ci wiadomość, kiedy zadzwonili ze szpitala. Nie wiedziałam, czy przyjdziesz, i nie chcę ci zawracać głowy, ale ja zdecydowałam, że tego pragnę.

DANIEL Przyszedłbym natychmiast, ale byłem u taty, wiesz, gdzie on jest.

Cisza.

DANIEL I?

EWA Jeden jest we mnie. Drugi zamrożony. Powiedzieli, że jest dobrej jakości i ma całkiem dobrą szansę, żeby się przyjąć.

DANIEL Bolało?

EWA Trochę. Ale teraz jestem jakby silniejsza i bardziej wytrzymała niż na początku.

DANIEL Nie chcę rezygnować.

Cisza.

DANIEL A ty?

EWA Nie.

DANIEL Ty też nie?

EWA Tak. Ja też nie.

DANIEL Będę się bardziej starał.

EWA Naprawdę?

DANIEL Tak.

Cisza.

EWA Są różne warianty. Jak byśmy mogli dalej.

DANIEL Dobra. Coś wymyślimy.

EWA Jak trochę odpocznę.

DANIEL Jasne.

EWA Powiedzieli, że teraz trzeba jak najmniej o tym myśleć. Odpuścić.

DANIEL Więc dajmy z siebie wszystko, by odpuścić.

Ewa się uśmiecha.

DANIEL Zabrać cię do domu?

EWA Tak.

Cisza.

EWA Jeśli będziemy mieli dziecko, może kiedyś nie będziemy o tym wszystkim pamiętać. Jeśli będziemy mieli dziecko, może będziemy lepszymi ludźmi. Może razem, może każde w pojedynkę.

DANIEL A teraz?

EWA Czekamy.

Koniec

? Copyright by Tena Štivičić

Matryce odmowyPrawa reprodukcyjne, praca reprodukcyjna i sztuki performatywne- Marcelina Obarska -

Autorka jest doktorantką w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych UW, absolwentką teatrologii na UJ. Autorka-redaktorka działu "Teatr i taniec" w Culture.pl.

ORCID: 0000-0003-4996-273X

1.

Reprodukcja zarówno okala teatr jako medium - podtrzymuje je jako praca troski oraz niezbędna infrastruktura - jak i współtworzy jego rdzeń. Mimo atrakcyjnej wzniosłości stwierdzeń, że "nie ma dwóch takich samych spektakli" i że "teatr za każdym razem ustanawiany jest na nowo" uczciwie byłoby uznać, że jego istotą jest podjęcie niemożliwej próby podtrzymania przy życiu tego, co zostało już zaprojektowane. Wspominanie o tak zwanej efemeryczności teatru i pozostałych sztuk performatywnych jest zresztą aktem lekceważenia zdolności ciała do zapamiętywania i powtarzania;1 wskrzeszania wprawdzie nowych choreografii, ale opartych na tej samej matrycy. (To także akt przeoczenia mikrozmian, jakie zachodzą na powierzchni rzeźb czy obrazów uznawanych za substancjalnie przeciwstawiane teatrowi i rzekomo istniejące poza korelacją między okiem patrzącej a tym, na co ono patrzy; tak jakby obrazy, rzeźby, makiety pozbawione dynamiczności nie w y d a r z a ł y s i ę każdorazowo właśnie w sytuacji spotkania człowieka z obiektem.) Matryca, czyli m a t e r, jest idiosynkratyczną formą, na której bazują wszystkie późniejsze ustanowienia. To, co określamy jako "dwa różne spektakle" odbywające się w czasie dwóch następujących po sobie wieczorów, to ponowne odniesienia do jednej matrycy; kolejne człony łańcucha wcieleń reprodukowane przez tę samą matkę. W tym sensie uznać można nie tyle, że "nie ma dwóch takich samych spektakli", ile raczej - wprost przeciwnie - że wszystkie one są doskonale identyczne: poruszane napędem tej samej struktury-matki niczym kolejne permutacje.

2.

Dostrzeżenie reprodukcji jako tego, co istnieje w c i e l e medium performatywnego, rzuca inne światło na kwestię praw reprodukcyjnych jako tematu dzieła: temat ten zawsze przelewa się przez niejasne granice spektaklu, odnosi się i do jego tkanki, i do warunków przyśpieszającej produkcji wymagającej wzmożonego wysiłku troski podejmowanego przez słabsze i słabszych (ekonomicznie, statusowo, genderowo). Poruszanie tematu praw reprodukcyjnych i pracy reprodukcyjnej w sztukach performatywnych jest zawsze poruszaniem samej kwestii warunków powstawania tych sztuk: kwestii prekarności pracy twórczej, przemęczenia ciał, przestymulowania zmysłów, lęku o pieniądze czy zapewnienie opieki nad psem lub dzieckiem. Pojęcie pracy reprodukcyjnej pojawia się w manifeście Teatru Powszechnego jako feministycznej instytucji kultury ogłoszonym w 2019 roku - punkt trzeci zwraca uwagę, że w rzeczywistości neoliberalnego przyśpieszenia produkcyjnego, od którego teatr nie jest wolny, praca troski, opieki i regeneracji stanowi przedmiot nadużyć.2 Praca reprodukcyjna w teatrze to także pisanie o nim, analizowanie go, czyli opieka nad jego widzialnością i długim trwaniem. Praca reprodukcyjna w teatrze to tworzenie i przechowywanie rejestracji, powracanie do spektakli archiwalnych, ich krytyczna resuscytacja. Pieniądze, których potrzebujemy dla podtrzymania pracy urządzeń troski, opieki i regeneracji, leżą w niepewnych źródłach. Pracujemy bez umów, wierzymy na słowo, często nie znamy swoich stawek przed rozpoczęciem wykonywania zlecenia lub dzieła. Czasem czekamy długo na przelew, z ćmiącym poczuciem zażenowania dopytujemy o swoje pieniądze. Piszę tekst o prawach reprodukcyjnych, nie wiedząc, ile za niego dostanę.

3.

P r z e n o s z o n y gniew i frustracja ułatwiają odmowę. Reprodukcja pojawia się w sztukach performatywnych także właśnie w polu odmowy. W gestach bardziej stanowczych od "wolałabym nie", zdecydowanie bliższych skandowanemu "wypierdalać" na protestach przeciwko zakazowi aborcji.

Błogo Ramony Nagabczyńskiej oglądać można właśnie jako odmowę demonstrowaną poprzez radykalną przemianę plastyczną samego modelu porodu. Staje się on tutaj praktyką czasowej deformacji, rozłożoną w czasie eksplozją. Odwrócona od widzek i widzów artystka, zgięta wpół w pozycji klęczącej na półpiętrze monumentalnych schodów holu Muzeum Narodowego, fabrykuje kolejne porody przedmiotów. Dłońmi wypycha spod siebie szklane kulki i plastikowe zabawki, które spadają ze schodów w stronę widzek i widzów. Wielokrotny, powtarzany gest wypychania przypadkowych rzeczy z ciała z niewidoczną głową przypomina raczej echolalię porodu jako biologicznego absolutu3: ciało kobiety wykonuje tutaj techniczne gesty pozorujące akt reprodukcji. To nie tyle rodzenie, ile w y r a d z a n i e - wynaturzenie, zniekształcenie, degeneracja. Oczekiwana funkcja kobiecej biologii wskutek odmowy poddana zostaje translacji na sekwencję ustanawiającą nieoczywistą relację z przedmiotem (co oznacza markowane wypychanie rzeczy z pochwy?). Imitatywność tej choreografii przywodzi na myśl - na zasadzie kontrastu - wideoinstalację Grzech pierworodny. Domniemany projekt rzeczywistości wirtualnej Alicji Żebrowskiej4, w której artystka dosłownie urodziła lalkę Barbie, problematyzując między innymi kwestię granicy między ciałem i obiektem oraz wspomniany status porodu jako biologicznego absolutu.

Inny przedmiot odmowy dostrzec można w spektaklu Lipa w cukrze, efecie współpracy grupy Teraz Poliż i Magdy Szpecht. W Lipie w cukrze dostrzec można praktykę odzyskiwania kobiecego pragnienia seksualnego jako zjawiska autotelicznego. Przestaje być ono ekscesem z porządku dyskursu histerycznego czy czymś, co może ewentualnie majaczyć na marginesie aktu prokreacji. Kobiece fantazje seksualne i pragnienie uprawiania seksu poza kontekstem reprodukcji, te jawne zagrożenia dla ujarzmiającego porządku domowego wewnątrz heteromatrycy, w spektaklu zostają wyjawione, uwolnione, właśnie jako część praw reprodukcyjnych z kategorii "wolności od".

Uwolnione ciała tańczyły także, smagane wiatrem, na trzydziestym piętrze Pałacu Kultury w performansie Panie władzo, to są tylko tańce - kolektywna choreografia kontestacji, siły, witalności staje się wówczas choreografią odmowy, ponownie, nie na zasadzie słabego oporu, ale wytańczenia komunikatu "wypierdalać". Ciała uruchamiane są poza płytami miasta - poza miejscem, gdzie wyszłyśmy na ulice, w wertykalnej architekturze pozostają ekskluzywne niczym daleki atol, a żeby doświadczyć ich obecności, należy wjechać na trzydzieste piętro, tłocząc się z grupą innych ciał w windzie. Te tańczące ciała i ciała osób obecnych wobec nich to autonomiczny, równoległy organ poza ciałem miasta rozumianego jako urządzenie polityki.

4.

Chyba jedynym wyraźnie wyartykułowanym nawiązaniem do procedury in vitro jako głównego tematu w polskich sztukach performatywnych była część telewizji strajkowej Wkurwiona TV5, gdzie Iga Gańczarczyk odwoływała się do własnego doświadczenia (co zresztą jasno zaznacza, mówiąc "moja historia zaczyna się w 2014 roku"). Trzydzieści siedem punktów namalowanych flamastrem na jej brzuchu odsyła do trzydziestu siedmiu zastrzyków, które wykonywała sama sobie w celu stymulacji hormonalnej. W ramach performansu Gańczarczyk "wbija" sobie flamaster w brzuch, raz za razem, tworząc wokół pępka mapę bladoczerwonych punkcików, afektywny zapis na ciele. Wcześniej pokazuje zdjęcie, na którym widać fragment ciała, fałdę brzucha i skierowaną ku niej strzykawkę: "Mój pierwszy zastrzyk. Zrobiłam go w kuchni, po śniadaniu i po kawie. Albo na czczo. Nie pamiętam". Mała materialność codziennego zamieszkiwania spotyka się z chłodem procedury. Intymna, pierwszoosobowa opowieść Gańczarczyk spotyka się z równoległym monologiem Marty Ojrzyńskiej zwracającej się w gniewnym tonie do tych, którzy "chcą, byśmy rodziły albo wręcz przeciwnie - abyśmy nie korzystały z in vitro". Gańczarczyk z perspektywy własnego doświadczenia przedstawia machinę mieszającą wielkim bezwzględnym automatycznym ramieniem: nadzieję, kruchość i potęgę ciała, splot cyfr i kodów przydatnych do opisu jakości zarodka, szum komunikacji (kiedy artystka cytuje korespondencję z kliniką, uderza zdanie "prosimy nie odpowiadać na powyższego maila"). Materialność tak zwanego gospodarstwa domowego powraca w następnej sekwencji performansu, kiedy Ojrzyńska literuje słowo "wypierdalać", wskazując na kolejne utensylia kuchenne i wykonując z nimi krótkie choreografie radykalnie abstrahujące przedmioty z ich praktycznego kontekstu (przegląda się w rondlu, wachluje się antypoślizgową stolnicą).

"W myśl tej zasady kobiety poza domem były jak bomby atomowe"6 - pisze Paul B. Preciado w kontekście chęci zatrzymania kobiet w reżymie niepłatnej pracy (a także w kontekście lęku wynikającego z utożsamienia eksplozji atomowej z rozpadem porządku społecznego opartego na rodzinie i ujarzmionym pragnieniu seksualnym kobiet). Domowy realizm - podtrzymywany między innymi za pomocą zbioru przedmiotów służących na przykład do wałkowania ciasta czy odcedzania makaronu - jest strukturą, która utrwala zarówno ekonomię podrzędności (kobieta jako osoba wykonująca nieodpłatne prace reprodukcyjne), jak i ekonomię niewydarzonego pragnienia (autoteliczne kobiece pożądanie seksualne jako aberracja w ramach porządku reprodukcji). Destabilizowanie domowego realizmu, naruszanie samej struktury domu może być więc przyczynkiem do potencjalnej zmiany politycznej7.

5.

Swoje doświadczenie starania się o potomstwo metodą in vitro Gańczarczyk sytuuje także w porządku pracy zawodowej i wytwarzania komfortu materialnego: "Pomiędzy pierwszym nieudanym i drugim udanym transferem wyreżyserowałam Murzynów Jeana Geneta w Bydgoszczy". Podobne usytuowanie przedstawia Renata Piotrowska-Auffret w Wycieka ze mnie samo złoto. Artystka, przemawiając z białej mównicy ustawionej z boku pustej, białej sceny odczytuje z kartek kolejne wyznania kobiet, łącząc je z własną opowieścią. W narracji spotykają się: perspektywa lesbijki chcącej zrealizować pragnienie macierzyństwa poza heteromatrycą, perspektywa osoby, która nigdy nie czuła chęci posiadania potomstwa (włączenie w mozaikę opowieści także deklaracji o braku chęci rozmnażania się podkreśla i przypomina o tym, że prawa reprodukcyjne dotyczą każdego wyboru), perspektywa osoby bezpłodnej, która czuje się przez to "niekobieca", perspektywa chorującej na zespół policystycznych jajników, wreszcie perspektywa samej Piotrowskiej-Auffret, która wspomina okres, kiedy - będąc już w ciąży - pracowała nad performansem Śmierć. Ćwiczenia i wariacje z 2014 roku. W Wycieka ze mnie... opracowywana jest tektonika pracy zawodowej i pracy reprodukcyjnej: zderzeniem jest między innymi wystąpienie owulacji w trakcie rezydencji artystycznej i konieczność odwołania pobytu, by umożliwić sobie przejście kolejnej procedury zapłodnienia metodą in vitro (odwołanie pracy pociąga za sobą utratę środków na kosztowną procedurę). W sekwencjach, w których Piotrowska-Auffret, Karolina Kraczkowska i Ola Osowska prezentują choreografie związane z przywoływanymi momentami ich życia, ujawnia się pozaznakowa, fenomenalna i materialna kondycja ciała artystki; ujawnia się także fizjologiczny wymiar zdarzenia performatywnego (wszystkie przychodzimy tutaj spocone lub zmarznięte, przeciekają nam tampony, przelewa się treść żołądkowa po obfitym posiłku, do oczu napływają łzy na myśl o odbytej chwilę wcześniej kłótni, jesteśmy w ciąży albo jesteśmy po aborcji, palce pachną nam zostawioną tuż przed wyjściem karmą dla psa).

6.

Matryca, matrix, mater, macierz, macica. Miejsce poczęcia, forma pierwotna. W pracy Uteri migrantes Renaty Piotrowskiej-Auffret macica staje się matrycą dramaturgiczną (protagonistką narracji o "wędrującej M.") i plastyczną, jako że pojawia się w formie czerwonego kostiumu-śpiwora, w którym ukrywa się jedna z performerek. Błazeńskie bajanie o postaci, która wędruje przez świat, widzieć można jako wyzwalającą krytykę antycznych i średniowiecznych teorii na temat rzekomych przyczyn różnorakich dolegliwości kobiet. Przyczyną tą miała być między innymi abstynencja seksualna czy właśnie sama macica postrzegana jako zwierzę wędrujące po ciele. Śmiech staje się tutaj ćwiczeniem się w reapropriacji - ponownym uczynieniu własnym tego, co zostało zaanektowane przez wytwórców historii i wiedzy, a o czym dowiadujemy się z drażniąco neutralnych opisów encyklopedycznych histerii. Utożsamienie macicy z ryzykownym ruchem prowadzącym do zdrowotnych dolegliwości legło u podstawy przekonania, że ujarzmić ją może jedynie zapłodnienie. "To jest ukryte w ciele zwierzę, które chce rodzić dzieci"8 - pisał Platon w Timajosie, jednocześnie alienując sam narząd w kontekście ciała kobiety jako całości oraz pozbawiając kobietę sprawczości. Bo zdaniem Platona decyzji o rozrodzie nie podejmuje ona jako podmiotka, a robi to za nią jakieś zwierzę poruszające się po jej ciele, mające swój własny pęd wewnętrzny. (Pracą troski wokół tych dzieci, które chce rodzić "jakieś zwierzę", zająć się ma oczywiście nie ono samo, ale pozbawiona wyboru kobieta.) Uteri migrantes kończy się znaczącym, przerysowanym rechotem trzech performerek; złowieszczym śmiechem rodem z taniego filmu grozy, co odczytać można również jako kolejny akt przejęcia, wydrwienia i w konsekwencji osłabienia narracji o niebezpiecznych kobietach i złowrogich macicach poruszających się autonomicznie po ich ciałach.

Śmiech jako metoda emancypacyjna pojawił się także w Have a good cry Magdy Szpecht, Leny Schimscheiner i Weroniki Pelczyńskiej, gdzie znalazło się miejsce na krańcowe, grubo ciosane żarty ("Co jest śmieszniejsze od martwego płodu? Martwy płód w stroju klauna"). Tutaj postulat "wypierdalać" wyrażony był w sposób być może najmniej oczekiwany, bo gniew morfował w radość z poczucia siły płynącej z przemyślanej błazenady (w trakcie spektaklu przypominam sobie, że pedagożka prowadząca wychowanie do życia w rodzinie mówiła nam, że w akcie obrony przed molestowaniem seksualnym dobrze jest zwymiotować lub zacząć się bardzo głośno śmiać, "najgorsze co możesz zrobić, to krzyczeć ze strachu, bo oni właśnie z tego mają satysfakcję").

7.

Myśląc o temacie reprodukcji, myślę także o związanej z nią możliwości totalnej odmowy. Nie tyle odmowy przenoszenia pracy troski na nowo powstające byty, ale odmowy uczestnictwa - w jakiejkolwiek formie - w łańcuchu reprodukcji, opieki i regeneracji. Myślę o kontynuacji tego namysłu: wzięcia pod uwagę relacji performansu i radykalnej odmowy kontynuowania życia. O eutanazji jako kolejnej - obok aborcji - części "cywilizacji śmierci", jak określił to Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae ogłoszonej w 1995 roku. To tam w jednym szeregu ustawił aborcję i eutanazję jako praktyki "haniebne" i "zakażające cywilizację ludzką", przede wszystkim zaś "sprzeczne z czcią należną Stwórcy"9. To, co łączy sztuki performatywne z eutanazją, to na poziomie strukturalnym właśnie kwestia modelu uczestnictwa, jego intensywności, zaangażowania, relacyjności, wreszcie absolutnej odmowy.

W tym sensie ciało zdolne do reprodukcji i gotowe przyjmować praktyki troski jawi się także jako machina radykalnego uporu w odmawianiu.

1 Pisała o tym między innymi Dorota Sajewska w tekście Mit efemeryczności teatru ("Dialog" nr 1/2015): "Można zatem powiedzieć, że teatrologia - wikłając się w proces wskazywania na własną autonomię - już od samego początku dokonała swoistej kastracji: tworząc mit o niepowtarzalności wydarzenia teatralnego, czyli o znikaniu teatru, związała go z jednej strony wyłącznie z materialnymi śladami, jakie po nim pozostają, z drugiej zaś z trwałą degradacją znaczenia ciała w pisaniu historii teatru, odrzucając możliwość rozumienia ciała jako archiwum i jako medium pamięci".

2 Manifest: "Teatr Powszechny - feministyczna instytucja kultury", powszechny.com.

3 O porodzie jako "biologicznym absolucie" pisała między innymi Helen Hester w tekście Promethean Labors and Domestic Realism, September 2017, e-flux.com.

4 Alicja Żebrowska Grzech pierworodny. Domniemany projekt rzeczywistości wirtualnej, 1994. Nie sposób nie interpretować tej pracy także w kontekście ustanowionego w 1993 roku zaostrzenia ustawy aborcyjnej poprzez wykreślenie przesłanki socjalnej.

5 Wkurwiona TV było streamowanym w grudniu 2020 roku kilkunastogodzinnym protestem on-line zainicjowanym w reakcji na zaostrzenie ustawy aborcyjnej przez tak zwany Trybunał Konstytucyjny i współtworzonym przez grupę kilkudziesięciu artystek różnych dziedzin.

6 Paul B. Preciado Pornotopia. "Playboy", architektura i biopolityka w czasach zimnej wojny, przełożył Grzegorz Piątek, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2021, s. 77.

7 Helen Hester, dz.cyt.

8 Platon Timajos, przełożył Władysław Witwicki, wolnelektury.pl.

9 Jan Paweł II Evangelium vitae, vatican.va.

SŁOWA KLUCZOWE:

reprodukcja, teatr, opór, aborcja

Jak było po wojnie- Kornel Cymerman -

"A gdy będzie już po wojnie, będzie miło i spokojnie, będzie ciepło i wygodnie, i chłopacy zdejmą spodnie...". Ten wierszyk zdobywał popularność w pewnych kręgach (dziewczyny, queery) mniej więcej od czwartego miesiąca wojny w Ukrainie. Był oczywiście parafrazą piosenki Józefa Szczepańskiego "Ziutka" (tego od Pałacyk Michla, Żytnia, Wola...), który w drugiej połowie sierpnia czterdziestego czwartego roku w bombardowanej Warszawie ułożył taką piosenkę dla swoich powstańczych kolegów ze słynnego batalionu harcerskiego "Parasol". W oryginale to oczywiście dziewczęta miały zdejmować spodnie po wojnie, przypomnijmy, że jeszcze długo po jej zakończeniu kobieta w spodniach była skandalem, abominacją albo symbolem okoliczności ekstraordynaryjnych. A o co nam chodziło z tymi spodniami? Przecież w naszych czasach mężczyźni jeszcze niemal zawsze nosili wyłącznie spodnie, to jeszcze nie były czasy wyswobodzenia męskich nóg, kształtnych ud wyłaniających się spod tiulowych spódniczek czy długaśnych łydek kokieteryjnie odsłanianych przez niby to poważne tweedowe spódnice biurowe ("ozdobą każdego urzędnika i opiekuna społecznego", jak głosił nieco drętwy slogan z lat trzydziestych, pamiętacie?).

Więc wtedy, w dwudziestym drugim, chodziło nam o zgrywę, przekorę i oczywiście rurki Wołodymyra Zełenskiego, prezydenta Ukrainy. Kiedy wybuchła wojna, miałyśmy wrażenie, że właśnie chwieje się bardzo, bardzo kruchy gmach, który ledwo co zdołałyśmy odbić od fundamentów. Że skoro tylko i nieśmiało udało nam się wprowadzić do szerszego obiegu krytyczny namysł nad historią, podważyć paradygmat męskości zdobywczej i wojowniczej, zwrócić uwagę na to, co kruche, słabe, biedne, porażkowe, wymagające opieki... a tu bum! I znowu zwarcie szyków, powrót geopolityki, wielkie narracje na baczność, Twój Osobisty Kolega Ekspert w każdej lodówce, bohaterstwo i męstwo w świetle reflektorów, a chłopacy - tak, właśnie, "chłopacy", proszę mnie nie karcić za tę pozornie niepoprawną, lecz w końcu zalegalizowaną sylabę "pa" - jakby tylko czekali na to, by znów móc bezkarnie zachwycać się bajraktarami, haubicami, dronami przeciwpancernymi i wyrzutniami javelin.

Kilka lat wcześniej jakiś skrajnie prawicowy polityk, niech imię jego będzie zapomniane, i jego smutni poplecznicy rozpoczęli krucjatę przeciwko "rurkom" - bardzo wąskim spodniom, które ich zdaniem winny być zarezerwowane li tylko dla kobiet, a na nogach męskich prowadzą nieuchronnie do zniewieścienia (jakby to było coś złego), homoseksualizmu, przegrzania jąder i w konsekwencji zgnilizny moralnej i upadku czasów, obyczajów1. Aha, no i jeszcze, rozpowszechniano przekonanie, że facet w rurkach nie obroni ciebie ani Ojczyzny, jakby każdy mężczyzna musiał obowiązkowo być tarczą i mięsem armatnim, a heteroseksualne kobiety nie szukały towarzyszy i partnerów, tylko prywatnych ochroniarzy. I kiedy "okazało się", że prezydent Zełenski, były komik i odtwórca głównej roli w przesympatycznym serialu Sługa narodu (o nauczycielu, który niespodziewanie dla siebie zostaje... prezydentem Ukrainy), dający od początku wojny przykłady osobistej odwagi i odpowiedzialności, występował wcześniej w obcisłych skórzanych spodniach i na szpilkach w jakimś programie rozrywkowym, pojawiły się tryumfalne uśmiechy: męskość odzyskana! Nawet w rurkach można bronić narodu! Oto nowa męskość! Tak, była w tym racja, ale nam zrobiło się wtedy smutno, że jednak facet musi założyć hełm i kamizelkę kuloodporną, żeby usprawiedliwić wcześniejsze tańcowanie na obcasach, i że czemu zawsze i ciągle trzeba bronić jakiegoś narodu, i co złego byłoby w świecie, w którym mężczyźni tańczą w rurkach i szpilkach, a potem wcale nie muszą już bronić niczego i nikogo, tylko po prostu sobie tańczyć, tańczyć, tańczyć... Więc wzdychałyśmy do czasów, kiedy będzie mogło tak być, w spodniach czy bez spodni, ważne, żeby miło i wygodnie.

A kiedy czasy owe nadeszły... nie, nie stało się miło i spokojnie z dnia na dzień, ani nawet prawie wcale, a jednak czasy odbudowy Ukrainy wspominamy dziś jako okres szaleńczej nadziei, drugiej młodości i wykorzystywania szans, które oczywiście woleli- i wolałybyśmy dostać w innym kontekście. Pamiętam, jak jeździłyśmy na odgruzowywania niczym na wycieczki szkolne - wesołe i odrobinę pijane (nadzieją, oczywiście), śpiewając w podstawionych autokarach obciachowe piosenki (może to był Kaczmarski, może Piwnica Pod Baranami, może sonety Adama Asnyka, a może nawet Edmund Fetting, nie myślcie, że kontrsystemowe lewaczki, niebinarne anarchistki, marksiści kulturowi i ideolodzy gender pozbawieni są krztyny patetycznych inklinacji i elementarnej erudycji muzycznej), częstując się nawzajem kanapkami z hummusem i jabłkami na twardo (jabłkami, bo wegańskie), robiąc co godzinę przystanek, bo przecież w autobusie wypełnionym głównie dziewczynami ciągle komuś chciało się siku.

Sadziliśmy drzewa, sialiśmy trawę. Raz nawet, pokojowo i uprzejmie, porwałyśmy ciężarówkę z polbrukiem (dar narodu polskiego dla ukraińskiego), który miał "zrewitalizować" rynek średniej wielkości ukraińskiego miasta, i zasialiśmy tam łąkę kwietną - kwitnie do dziś. Jak to zrobiłyśmy? Och, nie wnikajcie, skoro już musicie wiedzieć, pomogła nam w tym butelka domowej roboty ajerkoniaku i pudełko batoników milky way, kierowca spał po tym słodko.

Razem z nami jeździły koła od rowerów, ramy, kierownice, pedały i inne części, a także całe rowery - ten środek lokomocji, a przecież i transportu stał się symbolem odbudowy, Ukrainki i Ukraińcy szybko pojęli, że w warunkach wciąż trwającego kryzysu energetycznego i nieugiętej katastrofy klimatycznej nie ma co wracać do samochodów, a rower nie krzyczy o benzynę. Dzięki temu, że wówczas, solidarnie i wzniośle niczym w polskich piosenkach z czasów odbudowy Warszawy, wszyscy robili wszystko, a każdy co mógł, otrzymując w zamian to, czego potrzebował i co było możliwe do otrzymania w realiach ograniczonych zasobów, w Ukrainie szybciej niż u nas udało się wprowadzić pracę rotacyjną w niewdzięcznych sektorach takich jak porządkowanie, prace fizyczne i opiekuńcze, a ponieważ wszyscy byliśmy umorusani, rozczochrani i w bezkształtnych roboczych kombinezonach, które każdy musiał odreagować ostrym makijażem i kwiecistą sukienką, różnice płciowe zaczęły się nie tyle zacierać, co raczej ekspresja zewnętrzna przez ubiór, gesty etc. straciła jakikolwiek "nieusuwalny i odwieczny" związek z rodzajem międzynożnego wyposażenia. Z powykręcanych luf karabinów, wygiętej blachy czołgowej i całego tego "złomu żelaznego" ułożyliśmy wielki napis "TERAZ JUŻ NAPRAWDĘ NIGDY WIĘCEJ WOJNY". A pokolenia nie śmiały się, lecz uśmiechały. Tak było.

Z Czesławą Abramczyk, Martą Abramczyk, Martą Alharbi, Kazimierzem Kicke, Bożeną Reger, Adamem Stoyanovem i Robertem Zgudką rozmawia Katarzyna LemańskaTo jest mój świat

Wasza grupa teatralna Cisza na Scenie powstała przy Polskim Związku Głuchych Oddziale Mazowieckim w Warszawie. Na jakich zasadach działacie?

MARTA ABRAMCZYK: Nasz teatr jest nietypowy i powstał spontanicznie w 2015 roku. Zanim zaczęłam pracować w PZG, znałam liczne koła zainteresowań, które tworzyły osoby głuche, ale żadnego teatralnego. Moja mama pracuje w domu kultury i tam program teatralny był zawsze bogaty. Zaczęliśmy w PZG od spotkań, później kolęd w języku migowym, aż w końcu powstało koło teatralne. To amatorska grupa, do której każdy może dołączyć. Razem tworzymy scenariusze i przedstawienia. Robimy także krótkie filmy z bajkami, poezją, żartobliwymi scenkami. Angażuje się w naszą pracę moja mama, instruktorka teatralna, która ma wieloletnie doświadczenie w prowadzeniu kół teatralnych, ale pierwszy raz pracuje z Głuchymi.

Dlaczego dołączyliście do grupy teatralnej? Co teatr znaczy dla was i dla społeczności Głuchych?

STOYANOV: Uwielbiam teatr. W szkole na placu Trzech Krzyży w Warszawie było kółko teatralne. W domu bawiliśmy się trochę z mamą w teatr. Od dziecka w tym jestem. Kiedy pod koniec podstawówki powiedziałem słyszącej nauczycielce, że chciałbym zostać aktorem teatralnym, stwierdziła, że nie mam na to szans. Muszę nauczyć się języka polskiego fonicznego, zdać maturę. Okazało się, że mimo wszystko mogę się rozwijać w tym zawodzie, ale mam żal do tej nauczycielki, że ona wszystkim głuchym dzieciom tak może mówić.

Kiedy skończyłem szkołę, nie miałem gdzie rozwijać pasji i dopiero w PZG się odnalazłem - w kole teatralnym Głuchych. Jeden gest w reżyserii Wojtka Ziemilskiego jest o naszym świecie. Gdyby nie było wówczas koła teatralnego w PZG, to prawdopodobnie spektakl w takim właśnie kształcie by nie powstał. Współpracowaliśmy też w tworzeniu Opery dla głuchych w reżyserii Wojtka Zrałka-Kossakowskiego. Osiągnięcia naszej grupy są pierwszym małym krokiem, żeby rozwijać sztukę teatralną Głuchych w środowisku Głuchych.

KICKE: Przez trzy lata byłem w grupie teatralnej przy Teatrze Na Woli, która się rozpadła z braku funduszy, a teraz od trzech lat jestem w PZG. Jestem artystą malarzem. Bardzo długo nie miałem gdzie się realizować, aż w końcu powstała kooperatywa malarzy. Prezentuję teraz swoje prace na wystawach, ale wcześniej długo walczyłem ze stereotypami, że Głusi malują jak dzieci.

Uważam, że Głusi powinni mieć własny teatr, własne miejsce do pracy, gdzie mogliby się rozwijać, żebyśmy byli na równo traktowani ze słyszącymi osobami. Słyszący mają swoje teatry, ale też przekonanie, że Głusi nie potrafią występować na scenie, a to nieprawda. A teatr jest dobrym sposobem, żeby obalać mity. Żeby kiedy w rodzinie słyszącej urodzi się głuche dziecko, nie było to czymś strasznym, tylko normalnym. Głuchota nie jest żadnym nieszczęściem. Nie trzeba masowo implantować dzieci i odcinać od świata Głuchych. Głusi mogą tworzyć teatry, malować, rozwijać się w różnych dziedzinach życia.

REGER: Bardzo lubię teatr. Na początku musiałam przełamać strach przed miganiem przed kamerą, teraz jestem bardzo zadowolona z zajęć w kole. To jest moja rodzina. Jak moja wnuczka Oliwia podrośnie, to przyprowadzę ją tutaj.

MARTA ABRAMCZYK: Kiedy byłam dzieckiem, zabraniano mi migać, co powodowało, że tym bardziej chciałam się tego nauczyć. Gdy tylko mogłam, szłam do Głuchych. To jest mój świat. Teraz reżyseruję nasze filmy i biorę udział w spektaklach.

ALHARBI: Opiekuję się dwojgiem małych dzieci. Miałam wrażenie, że stoję w miejscu i się nie rozwijam. Oglądałam mojego brata Adama Stoyanova w filmach, które przygotowuje w PZG, i poczułam, że też mogłabym zwiększyć aktywność. Chciałam bardziej ekspresywnie migać, ale też nauczyć się odwagi. Kiedy wychodziłam z domu, byłam nieśmiała. Czasami nadal odkrywam lęk, ale nauczyłam się go zwalczać. To dzięki teatrowi i trzem osobom: Adamowi, Marcie i Czesi.

CZESŁAWA ABRAMCZYK: Jako słysząca jestem w tej grupie od początku. Obserwuję, że kiedy Głusi oglądają nasze przedstawienia, to muszą być krótkie, bo szybko się nudzą. Ale kiedy Głusi oglądają w teatrze migany spektakl, jak Jeden gest czy Nie mów nikomu, to widzowie siedzą jak zamroczeni, nikt nie rozmawia, wszyscy są skupieni. A gdy występujemy ,,na własnym podwórku", to nie ma takiej koncentracji, takiej kultury oglądania. Na tej podstawie widać, jak potrzebny jest teatr dla Głuchych w języku migowym, robiony przez Głuchych. Jestem bardzo dumna ze swoich aktorów. I z tego, że mogę z nimi pracować.

Bardzo mnie też cieszy, że do naszego teatru Cisza na Scenie przychodzą osoby słyszące, żeby uczyć się języka migowego, doskonalić swój migowy i poznać kulturę Głuchych.

KICKE: Zastanawiam się, czemu zespoły złożone z głuchych artystów nie mogą się przebić i pokazać szerszej publiczności? Na festiwalach prezentują się tylko słyszące zespoły. Głusi są mocno odizolowani. Gdy już powstanie jakiś spektakl z Głuchymi, nie jest na tyle rozreklamowany, aby Głusi się o tym dowiedzieli. Są nadal osoby przekonane, że Głusi nie uprawiają sztuki. Brak promocji kultury Głuchych rodzi stereotypy.

STOYANOV: Słyszałem wiele żali od znajomych, że nie ma teatru w języku migowym. Nie chodzi o to, żeby spektakle były wyłącznie tłumaczone na język migowy, ale by tworzyć w tym języku. Kiedy my, Głusi, robimy spektakl, to zawsze zapewniamy tłumacza albo napisy. A nas, kiedy coś ciekawi, to nie ma ani tłumacza, ani napisów. Jestem często wyłączony z odbioru wydarzeń, a chciałbym uczestniczyć w życiu kulturalnym Warszawy. Marzę, żeby obejrzeć w kinie film o Głuchych tylko z Głuchymi. Wielu Głuchych chciałoby działać w teatrze, ale nie ma wyszkolonych osób do prowadzenia grupy. Tutaj są przynajmniej studio nagraniowe, sala prób, instruktor, a w wielu środowiskach Głusi niczego nie mają. Moglibyśmy osiągać to samo co słyszący, ale nie mamy odpowiednich warunków.

REGER: W PZG brakuje prawdziwej sali teatralnej, gdzie moglibyśmy próbować chociaż kilka godzin w tygodniu. To nasze marzenie - aby teatr przy PZG był naszą dumą. Chcemy wystawiać spektakle dla osób w każdym wieku i wyjeżdżać z nimi na przeglądy teatralne.

ZGUDKA: Chciałbym, abyśmy stali się profesjonalną grupą i się rozwijali, bo zajęcia teatralne to dla mnie czysta przyjemność i radość.

A jakie spektakle przygotowujecie w PZG?

REGER: W 2020 roku zaczęliśmy przygotowywać spektakl maskowy, ale przez pandemię nie udało się go wystawić. To było coś bardziej ambitnego.

CZESŁAWA ABRAMCZYK: Pomagali nam Wiktoria Czubaszek i Jurek Górski. Wróciliśmy po przerwie do prób, a 25 września tego roku z okazji Międzynarodowego Dnia Głuchych pokazaliśmy w Instytucie Teatralnym dwa przedstawienia: Magię władzy na podstawie wspólnego scenariusza i Arlekina mojego autorstwa. Całe życie pisałam scenariusze w teatrze słyszących. Marzy mi się, żeby stworzyć coś z Głuchymi w repertuarze dla słyszących, na przykład klasyczną komedię, takiego Fredrę. Przełożyć na język migowy, zagrać w kostiumach, żeby Głusi zobaczyli coś z kultury słyszących, bo jej nie znają.

Czy interesuje was teatr ruchu i tańca?

REGER: Nie ma problemu, aby Głuchy tańczył na scenie. W podstawówce w Olsztynie należałam do kółek tanecznych i jeździliśmy z występami. Polonez, krakowiak, warmiński, taneczny aerobik. Wszędzie dostawaliśmy nagrody. Byłam sławna. (śmiech) Wtedy miałam problem z muzyką, musiałam obserwować nauczycielkę, aby pokazała mi, kiedy mam zacząć. Teraz mam aparat, więc codziennie słucham muzyki w słuchawkach. Głuchy jako widz teatru tańca ma trudny odbiór, nie słysząc muzyki.

ZGUDKA: Kiedy byłem młody i nosiłem mocne, dobre aparaty, to dużo oglądałem i lubiłem muzykę. Uwielbiałem chodzić do opery - wszyscy byli słyszący, ja jeden głuchy. Teraz mam osiemdziesiąt procent niedosłuchu, bo nie używałem aparatów, dobre i nowsze były za drogie. Ale i dzisiaj lubię w nocy słuchać muzyki. Podkręcam słuchawki nauszne na maksymalną głośność.

ALHARBI: A gdyby taniec był tematyczny, opowiadał historię, przy tym było dużo bodźców wizualnych, na przykład świetlnych i multimedialnych. Myślicie, że mogłoby się udać?

WSZYSCY: Tak.

STOYANOV: Musiałbym to zobaczyć.

Nagrywacie bardzo dużo materiałów filmowych, głównie adresowanych do Głuchych, na stronę internetową i media społecznościowe PZG. Co to za nagrania?

MARTA ABRAMCZYK: Głusi widzowie bardzo się opierają na bodźcach wizualnych, dlatego filmy są atrakcyjną formą. I dostępną - nadal część Głuchych nie wie, że jest coraz więcej możliwości uczestnictwa w naszej kulturze. Sporo adaptacji wierszy i lektur sama reżyserowałam. Pierwszym filmikiem fabularnym był Głuchy dziad i baba. Zaproponowałam wersję wiersza Dziad i baba, w której dziad i baba są głusi, a śmierć słysząca. I nie mogą się dogadać. I od tego filmu się zaczęło. Mamy cykl miganych lektur z podkładem głosowym aktorów Teatru Ateneum w Warszawie. Teksty były najpierw nagrywane w języku migowym, a dopiero później został podłożony głos. Dzięki temu mogliśmy zdecydować, czy w danym fragmencie zwiększyć liczbę znaków, żeby wszystko było zrozumiałe dla Głuchych. Ale najczęściej największy zasięg zdobywają filmy, które są po prostu wesołe, na przykład cykl o Doktorze Cwanym. Humor jest mocno zakorzeniony w kulturze Głuchych. Głusi seniorzy znają naprawdę dobre kawały. (śmiech)

ALHARBI: Robimy różne filmy, dużo jest rozrywkowych. Staramy się, by były i dla głuchych, i dla słyszących. Spora część jest też edukacyjna. Bajka o Głuchym Czerwonym Kapturku była dla słyszących, staraliśmy się bardziej operować gestami, stosując mniej znaków migowych. Była w tym też nauka znaków. W komentarzach widzowie mogli zdecydować, co bohater ma robić w kolejnym odcinku. Film był dla dzieci, ale tak naprawdę wszyscy go oglądali.

ZGUDKA: Ważne, aby filmy były dostępne dla obydwu grup, głuchych i słyszących. Potrzebne są więc i napisy, i lektor.

REGER: Chciałabym, aby wszystkie filmy miały lektora, tak jest przygotowana Zupa z gwoździa.

Udostępniacie też dużo nagrań z poezją miganą.

ZGUDKA: Poezja to działka Adama, jest w tym niesamowity. Bardzo lubię go oglądać. Próbowałem sam tworzyć poezję, ale to trudne. Adam jest chyba z gumy, miga tak miękko. Chciałbym opanować jego styl, ale migam bardzo twardo.

MARTA ABRAMCZYK: Chcemy rozwijać poezję miganą, ale tak naprawdę poza Adamem nie ma nikogo, kto ją w Polsce uprawia. Opowiesz, jak się tym zająłeś?

STOYANOV: Ze znajomymi ze szkoły bardzo lubiłem bawić się poezją. Jednocześnie migałem czyjeś imię i opowiadałem jakąś głupią historię o tym znajomym. Teraz tworzę bardziej poważne poezje i fraszki. Ale zawsze, kiedy ktoś mnie poprosi, mogę na poczekaniu opowiedzieć jakąś historię na podstawie imienia.

To były żarty lingwistyczne?

MARTA ABRAMCZYK: Tak, ale na zasadzie podobnej do rapowania. Nie znam za dobrze kultury słyszących, ale pamiętam z amerykańskich filmów, że gdy niektóre środowiska ze sobą rywalizowały, to kto lepiej układał rymowanki, ten wygrywał.

Adamie, o czym jest twoja poezja?

STOYANOV: Jest bardzo różnorodna, związana z obrazem i przestrzenią, wszystkim naokoło, co jest obrazem. Lubię pracować z tekstem i lubię wymyślać na scenie, improwizować, eksperymentować z dziwnymi rzeczami, nietypowymi. Zazwyczaj robię coś innego, a w głowie tworzę poezje. To jest część mnie, mogę to robić na poczekaniu. Kiedy się kładę do łóżka, to mam mnóstwo pomysłów i nie mogę już zasnąć. Najtrudniejsza jest praca nad nowymi znakami, żeby jak najwięcej osób je zrozumiało. Zaobserwowałem, że najwięcej emocji wzbudzają te poezje, które są budowane raz na dobrych, raz na złych emocjach. Niektórzy Głusi mi mówili, że kiedy oglądają moją poezję, to mają ciarki albo czują smutek. A ja tych uczuć nie pokazuję mimiką, tylko tak dobieram słowa, w takim tempie, żeby wzbudzić dane emocje.

A czym jest Visual Vernacular, które można stosować w spektaklach? Na stronie udostępniacie także filmy instruktażowe na ten temat.

STOYANOV: Nie używamy słów - znaków języka migowego, tylko przestrzeni, kształtu i ruchu dłoni, ruchu całego ciała. Przykładowo jako aktor jestem z zewnątrz i pokazuję, kto idzie, jak się porusza i zachowuje, ale nie mogę używać znaków migowych, aby opisać tę osobę.

A sami chodzicie do teatru słyszących? Jak wygląda kwestia dostępności i tłumaczenia kultury na PJM?

STOYANOV: Są pojedyncze spektakle Głuchych w Krakowie, Poznaniu, we Wrocławiu, ale nie ma tego wiele. Gdyby było więcej takich wydarzeń, to bym pewnie przychodził, a gdy jest jeden termin i koniec, tak naprawdę nie ma wtedy wyboru. Każdy żyje swoim życiem i nie zawsze jest w stanie się dopasować do danego terminu. Nie istnieje też strona internetowa gromadząca informacje, gdzie są w danym dniu spektakle z PJM. Inny problem to samo tłumaczenie. Na dużej scenie, kiedy tłumacz stoi na samym końcu, to go nie widać. Czemu tłumacz nie może być po prostu wyświetlany na ekranie?

ALHARBI: Czy wtedy światło nie rozpraszałoby słyszących albo przeszkadzało aktorom? Dla mnie jest naturalnie, kiedy jest dwóch tłumaczy. Chociaż migają w różnym tempie. Ale gdy jednego gorzej widać, to patrzę na drugiego.

REGER: Kiedy jest tłumacz na scenie, a nie napisy, to jest ryzyko, że jest źle oświetlony i tak nic nie widać. W Poznaniu miałam kiedyś tłumaczenie na tablecie, każdy miał sprzęt na kolanach i światło nikomu nie przeszkadzało.

STOYANOV: Niemożliwe, żeby wszystkim zapewniać stuprocentową dostępność i aby wszyscy byli zadowoleni. Ale pomysł z tabletem trzeba by przetestować.

ALHARBI: Słyszący mają dużo prostsze rozwiązania, na przykład audioprzewodniki. Tablet mógłby być takim audioprzewodnikiem. W którymś polskim muzeum był taki przewodnik migowy "do ręki", na ekranie. Bardzo się ucieszyłam, ale okazało się, że przewodnik był w angielskim języku migowym. I nie skorzystałam.

KICKE: W teatrze pantomimy nie ma problemu. I w teatrze komediowym, gdzie dużo scen jest odgrywanych jako gagi. Głusi mogą bez tłumacza zrozumieć kontekst. Chodzę do teatru, ale jest tam mało efektów wizualnych, a za dużo gadają. Spektakle mówione są mi niepotrzebne. Lepsza jest pantomima, bo operuje wizualnością.

MARTA ABRAMCZYK: Odpowiem anegdotą. Dziadek Marty Alharbi, który też jest głuchy, przyszedł ją zobaczyć w Operze dla głuchych. Marta musiała go długo namawiać. Po spektaklu nic nie powiedział. Marta martwiła się, że mu się nie podobało. Następnego dnia dziadek przyznał, że pierwszy raz w życiu był w takim teatrze, był bardzo wzruszony, przeżył to tak, że nie mógł spać. Szczególnie dawniej, ale i teraz, Głusi byli odizolowani od kultury przez brak tłumaczenia na język migowy.

Jak mam czas, to też chodzę do teatru, ale preferuję te z napisami, łatwiej mi jest śledzić fabułę. Kwestie są wyświetlane w różnych kolorach i od razu wiem, kto mówi, a z tłumaczem trudniej się zorientować, który aktor mówi, gdy jest ich kilku na scenie. Tylko ja nie jestem reprezentatywna, bo mówię - może nie zawsze mogę rozmawiać przez telefon, ale jestem jednak dość komunikatywna.

W Warszawie odbywa się co roku jesienią Festiwal Kultury Bez Barier. Ten festiwal ma znaczenie dla Głuchych w stolicy?

MARTA ABRAMCZYK: Akurat Festiwal wydarza się w okresie, kiedy w PZG jest zawsze najwięcej roboty w całym roku. (śmiech) A wydarzenia nie są rozłożone w czasie, tylko w ciągu kilku dni. Taki festiwal jest bardzo potrzebny, ale prawda jest taka, że dostępne wydarzenia muszą być częściej niż tylko jesienią. Ile razy mam wolny czas, to nie ma w ofercie spektaklu z napisami.

A Głusi mają możliwość w Polsce podjąć studia artystycznie?

MARTA ABRAMCZYK: Z jednej strony tak, bo otrzymują dofinansowanie do tłumaczeń na uczelniach, ale z drugiej strony sami się zamykamy w pewnego rodzaju pułapce. Po liceum rozważałam studia aktorskie, ale zaraz zwątpiłam, gdzie będę występowała, przecież nie ma teatru dla Głuchych. Nie chciałam ryzykować, poszłam na Uniwersytet SWPS. I tak robi zdecydowana większość Głuchych. Nie każdy rodzi się z takim talentem jak Adam czy Arkadiusz Bazak z Wrocławia.

Na studiach byłam jedyną Głuchą na całym roku, ale miałam wsparcie, dostawałam notatki. Niestety obecnie tylko wyższe szkolnictwo zapewnia tłumaczy, dużo trudniej jest uzyskać dofinansowanie na opłacenie tłumacza w szkole policealnej czy na kursach doszkalających. Brakuje też wyspecjalizowanych tłumaczy na mniej popularnych kierunkach.

Za granicą Głusi normalnie idą na studia teatralne. Oczywiście są wolni od zajęć, które skupiają się tylko na modulacji głosu. Chociaż może część chodzi, nie znam szczegółów, pewnie zależy to od kraju. Idealnym rozwiązaniem byłoby utworzenie takiego kierunku tylko dla Głuchych, ale rozumiem czynnik ekonomiczny. Mnie bardzo podoba się pomysł utworzenia międzynarodowej szkoły dla Głuchych z całej Europy. To byłaby dobra okazja do wymiany kulturowej.

Adamie, Marto, po raz pierwszy pracowaliście nad spektaklem, Rytuałem miłosnym, z głuchym reżyserem - Danielem Kotowskim. Czym różni się praca z głuchym a ze słyszącym reżyserem?

MARTA ABRAMCZYK: Brak doświadczenia na szerszym polu i świadomość, że nie jesteśmy po szkole, sprawiają, że współpraca ze słyszącymi wydaje się lepszym wyborem. Nie mogę powiedzieć, że w przypadku Jednego gestu czy Opery dla głuchych byliśmy stawiani niżej. Było dużo rozmów, dyskusji, jeśli ktoś z Głuchych powiedział, że nie zgadza się na coś, to wypracowywaliśmy rozwiązanie. Chociażby w Operze dla głuchych pomysł na zakończenie Wojtek Zrałek miał zupełnie inny, ale głusi aktorzy się nie zgodzili na nie (że świat, w którym Głusi są w swoim "wyzwolonym" środowisku, okazuje się snem), więc zakończenie zostało zmienione.

W przypadku głuchego reżysera, Daniela Kotowskiego, nie było sytuacji, gdzie na coś się nie zgadzaliśmy. To dlatego, że sam pochodzi ze świata Głuchych i wiedział, co może być w naszym środowisku źle odbierane, przykre, i umiał od razu wypracować zrównoważony scenariusz. Większość naszych dyskusji była czysto na tematy choreograficzne, techniczne lub dotyczyła drobnych zmian w scenariuszu.

Adamie, spotkaliście się już z Danielem Kotowskim przy Wieczorynkach z podziemnego miasta w polskim języku migowym, towarzyszącej wystawie Wspólne korzenie w Zachęcie.

Samodzielnie przygotowałeś jedną z historii.

STOYANOV: Akurat w tym przypadku wszystko sam zrobiłem. Treść była dowolna, jedyny warunek: miała być to poezja nawiązująca do drzew. Musiałem więc poznać charakterystykę drzew. Jeżeli mam większą wiedzę na jakiś temat, to zawsze jest mi łatwiej i mogę dodać do poezji fakty. Chciałem pokazać, w jaki sposób drzewa się komunikują ze sobą korzeniami. W lasach nie powinno się pozbywać martwych drzew, ponieważ one też stanowią pożywienie dla innych roślin. W zakończeniu Wieczorynki każdy może się zastanowić, jak istotne są dla nas drzewa.

Chciałabym porozmawiać więcej o spektaklach z zawodowymi słyszącymi reżyserami, o których wspominaliście. Adamie, czy możemy zacząć od twojego monodramu W tłumaczeniu według koncepcji Wojtka Ziemilskiego i Wojtka Pustoły. Tłumaczyliście wiersz Różewicza. Znałeś jego poezję wcześniej?

STOYANOV: Nie, nie, nie znałem.

Jak wyglądała wasza praca translatorska nad wierszami?

STOYANOV: Analizowaliśmy teksty wspólnie - ja, Wojtek Ziemilski, tłumaczka Katarzyna Głozak. W wierszach Różewicza jest bardzo dużo metafor, tłumaczyć jego wiersze na PJM to trudne zadanie. Mój PJM ma obraz i przestrzeń, a takie słownictwo było trudno ująć. Jeżeli starałbym się przemigać wiersz dla słyszących słowo w słowo, to dla Głuchych byłoby to bez sensu.

Na waszych próbach w PZG to Marta Abramczyk pilnuje, żeby nie powtarzać znaków, żeby był porządny, staranny przekład, a ciebie ponosi wyobraźnia, masz dużo skojarzeń. A jak było w pracy z Wojtkiem Ziemilskim?

STOYANOV: Zawsze kiedy pracuję nad tekstem z tłumaczem, to moja wyobraźnia zaczyna pracować. Coś fajnego zrobię, coś wymyślę, ale to nie zawsze pasuje do tego, co jest napisane w wierszu. Wojtek razem z tłumaczką pilnowali, abym zachował sens.

Jaki jest Różewicz w twojej interpretacji?

STOYANOV: Trudno powiedzieć. Co innego myślę o wierszu, co innego o samym Różewiczu. Kojarzy mi się z Aleksandrem Bellem, który wymyślił pierwszy aparat telefoniczny. Mam wrażenie, że Różewicz krytykował Głuchych. W jego wierszach jest dużo o dźwięku, hałasie i jako osoba głucha czuję się krytykowany, bo Różewicz nie znał środowiska Głuchych. Jeśliby poznał, myślę, że na pewno inaczej by myślał o dźwiękach.

Nigdy nie czytałam wierszy Różewicza przez pryzmat osoby głuchej. Nie pomyślałam, że możemy dyskryminować Głuchych w literaturze pięknej.

STOYANOV: Z mojej perspektywy tak to można odebrać. Trochę poczułem się w tych wierszach dyskryminowany. Po prostu mamy - Głusi i słyszący - różne perspektywy. Ważne, by je poznać nawzajem.

Jak wyglądała wasza współpraca z Wojtkiem Ziemilskim i Wojtkiem Zrałkiem-Kossakowskim? W Jednym geście występowaliście we czworo, a Opera dla głuchych to najliczniejszy obsadowo spektakl z udziałem Głuchych na scenie, jaki widziałam.

MARTA ABRAMCZYK: Wojtek Ziemilski poszukiwał głuchych aktorów, przez przypadek znalazł nas w internecie. Tak wywiązała się pierwsza współpraca z instytucją. Następnie była Opera dla głuchych, poznałam producenta, który widział Jeden gest, i w ten sposób rozwinęła się nasza wspólna praca. Z Wojtkiem Ziemilskim było trochę inaczej, ponieważ twórcy mieli już koncepcję projektu, szukali tylko aktorów. Ostatecznie współtworzyliśmy ten spektakl, bo Wojtek zainteresował się naszym życiem. Wprowadzaliśmy go do naszego świata. Wtedy znowu sobie uświadomiłam, jak mało osoby słyszące wiedzą na temat naszej rzeczywistości. Wojtek chciał, żebym na scenie migała i mówiła jednocześnie. Ja tego nie chciałam, bo wtedy kaleczę i język migowy, i foniczny. Musiałam mu wytłumaczyć dlaczego. W języku migowym odwracamy szyk zdania, już samo to utrudnia miganie i mówienie jednocześnie. Mimika też przeszkadza, bo wtedy zniekształcasz głos. Oczywiście w Jednym geście są momenty, w których migam i mówię równocześnie, ale tylko tyle udało się wynegocjować.

A przy Operze dla głuchych producent nas znał, więc od początku uczestniczyliśmy w procesie tworzenia. To nie tylko spektakl, ale też warsztaty i pokazy filmowe. Teatr Studio i projekt Opera dla głuchych podjęli jednorazową współpracę. A nasza grupa cały czas pracuje - to duża różnica. Niestety, brak własnego miejsca teatralnego z możliwością uzyskania dofinansowania powoduje, że jesteśmy skazani na jednorazowe współprace w zakresie konkretnego projektu z zewnątrz.

ALHARBI: W Operze miałam ogromny problem z wibracjami. Tam była głośna muzyka, a ja jestem całkowicie głucha - kiedy stałam, to odbierałam tylko te wibracje, a jak byłam w ruchu, to nic nie czułam. Miałam więc problem z tańcem na scenie. Patrzyłam na innych, na światła, aby wiedzieć, co się dzieje.

STOYANOV: Muzyka, opera, piękny język, to wszystko musi być związane z rytmem, wibracjami, tempem. Muszę poczuć rytm i tempo, wymyślam wtedy swoją interpretację do muzyki jak libretto w Operze.

Te dwa spektakle są głównie o komunikacji Głuchych i słyszących, o języku migowym i kulturze Głuchych. To był wasz cel - żebyśmy my, słyszący, poznali wasz świat?

MARTA ABRAMCZYK: W czasie, kiedy powstawały Jeden gest i Opera dla głuchych, nasza grupa w większości składała się z osób, które czuły potrzebę uświadomienia słyszących, jakie są potrzeby osób głuchych. One w przeszłości często doświadczały różnego rodzaju dyskryminacji, czy to świadomej czy nieświadomej. Chciały po prostu zmieniać świat na lepsze. Także głusi widzowie po Jednym geście nam mówili, że bardzo fajnie, że uświadamiamy ludzi słyszących na temat naszego świata, ale sami Głusi chcą innego repertuaru w języku migowym. I żeby grali dla nich Głusi. Problematyczne jest, kiedy słyszący aktorzy uczą się migowego i grają - w naszej ocenie gorzej, niż jakby to zagrali Głusi. Z naszej perspektywy to dobrze, że jest stosowany język migowy, ale to przykre, że reżyserzy przyuczają do migania aktorów, a nie chcą, by głuchą osobę zagrał Głuchy.

Dlaczego więc zgodziliście się z Adamem, aby udzielić wywiadu do spektaklu dokumentalnego W dwóch językach polskich w reżyserii Grzegorza Grecasa? Tam Głuchych grają sami słyszący, słyszący opowiadają w PJM wasze historie, które tłumaczki przekładają na polski mówiony.

MARTA ABRAMCZYK: Podobno był Głuchy, który odmówił udzielenia wywiadu z tego powodu. Uczciwie porozmawialiśmy z Adamem na ten temat. Reżyser wyjaśnił nam, że nie ma głuchych aktorów we Wrocławiu poza Arkadiuszem Bazakiem. Naszym zdaniem lepiej, żeby więcej słyszących poznało środowisko Głuchych, niż żeby w ogóle nic o nas nie mówiono. Było to na zasadzie wyboru mniejszego zła. W dalekiej perspektywie nie będziemy na to przymykać oczu, bo to szkodzi naszemu środowisku, ale może ten spektakl i inne przekonają reżyserów, aby angażowali Głuchych.

Pokazywaliście Jeden gest kilkakrotnie za granicą, jeździcie na międzynarodowe warsztaty teatralne. Jak wygląda teatr Głuchych w Europie?

STOYANOV: W Hiszpanii jest podobna organizacja do PZG, a tam mają dużą scenę, gdzie Głusi przychodzą i ćwiczą. W Norwegii są też teatry dla Głuchych i na obozie, na którym byliśmy przed pandemią, zajęcia z Visual Vernacular mieliśmy właśnie z tymi aktorami.

MARTA ABRAMCZYK: Widzieliśmy spektakl wystawiany przez Głuchych w teatrze w Oslo. Zrobił na mnie wrażenie, ciężko nad nim pracowali. Jednym z takich bardziej znanych teatrów Głuchych jest IVT - International Visual Theatre w Paryżu. Na obozie artystycznym dla Głuchych, na którym byłam z Adamem i Martą, były warsztaty z aktorem, który występował w Paryżu. Dla tego teatru głównym założeniem jest wykorzystywanie takich znaków języka migowego, które będą zrozumiałe i dla słyszących.

Zespół w Paryżu jest całkowicie głuchy?

MARTA ABRAMCZYK: Tak.

A w Norwegii?

MARTA ABRAMCZYK: Też. Tam nawet reżyserka była głucha. Opowiadała nam, że ich teatr też nie powstał od razu, było im bardzo ciężko, aż w końcu udało się im na tyle rozwinąć teatr, że są spokojni o przetrwanie. Różnica jest przede wszystkim taka, że teatry Głuchych za granicą otrzymują finansowanie na równych zasadach jak każdy inny teatr.

Co trzeba zmienić w polskim teatrze?

STOYANOV: Chciałbym teatru dla Głuchych, ale połączyć w nim współpracę i słyszących, i Głuchych. Naszą misją jest po prostu teatr dla wszystkich - dzieci, młodych, dorosłych. Chciałbym, żeby rozwijane były warsztaty także dla dzieci. Już teraz robimy bajki dla dzieci, ale kiedy nie mamy sceny z odpowiednim wyposażeniem i światłem, to tak naprawdę stoimy w miejscu.

MARTA ABRAMCZYK: Nie chcielibyśmy grać wyłącznie dla Głuchych, ale umożliwić odbiór także słyszącym. Idealny spektakl to taki, w którym słyszący lektorzy podkładaliby głos pod migających Głuchych. To byłby spektakl dostępny dla wszystkich. Taki profesjonalny teatr wymaga sporego nakładu finansowego, jako koło teatralne nie mamy takich środków.

CZESŁAWA ABRAMCZYK: A mnie się marzy też dom kultury dla samych Głuchych, z wystawami i spektaklami z tłumaczeniem dla słyszących. W Polsce nie ma nawet festiwalu teatrów Głuchych. Żeby zrobić coś porządnego, trzeba mieć zaplecze, stroje, scenę na podwyższeniu, żeby wszyscy widzieli aktorów, oświetlenie, a tu jest sala na kilkanaście osób.

Ale mimo to działacie.

CZESŁAWA ABRAMCZYK: No bo nie mamy wyjścia. Chcielibyśmy zrobić coś więcej i nie możemy.

Od kilku lat jako słysząca, która dopiero uczy się PJM, śledzę teatr Głuchych. Jest to możliwe, ponieważ Głusi bardzo dbają o dostępność. Czy wy spotykacie się z zainteresowaniem słyszących? Motywują was do tworzenia teatru?

STOYANOV: To jest trudne pytanie. Od małego występowałem przed słyszącymi. Miałem jedenaście-dwanaście lat, uczyłem się w szkole na placu Trzech Krzyży w Warszawie. Wtedy występowałem przed słyszącymi. To była bajka o człowieku, który zamieniał się w małpę, taka fantazyjna opowieść komediowa. Słyszący byli bardzo zainteresowani. Dzięki temu uświadomiłem sobie, że Głusi też mogą występować na scenie. Próbowałem później zrozumieć, o co chodzi w poezji miganej. Robiłem vlogi i słyszący prosili mnie o napisy, aby dowiedzieć się, co robię, więc Marta je dodała. Jeżeli po występie ktoś mnie zaczepia i chciałby wiedzieć coś więcej - jestem bardzo zadowolony. To dowód, że Głuchy też może być aktorem dla osób słyszących.

MARTA ABRAMCZYK: Polski język migowy jest naprawdę sceniczny. Można to wykorzystać, żeby tworzyć wyjątkowe spektakle. To na pewno przekłada się na to, że budujemy swoją grupę "fanów". Oczywiście, zawsze dbamy o dostępność, oraz o to, żeby za każdym razem, na ile to możliwe, było coś nowego.

Myślimy o tym, żeby zebrać jeszcze więcej doświadczenia, a w dalszym planie - z pomocą innych osób - spróbować wywalczyć teatr w PJM. Wiem, że będzie to bardzo trudny krok, gdyż pozyskiwanie pieniędzy zawsze jest najtrudniejsze, a mówimy tutaj o takim teatrze Głuchych, jaki jest za granicą - czyli mającym podstawowe, niezbędne środki finansowe na działania.

Rozmowa jest efektem pięciu kilkugodzinnych spotkań w PZG Oddziale Mazowieckim, tłumaczonych przez Martę Abramczyk, oraz wywiadu z Adamem Stoyanovem przed premierą W tłumaczeniu we Wrocławskim Teatrze Współczesnym (2021), który tłumaczyła Elżbieta Resler.

Podziękowania dla Wrocławskiego Teatru Współczesnego za zgodę na przeprowadzenie wywiadu z udziałem tłumaczki oraz Żaklinie Pękale, Michałowi Smykowi i Karolinie Wiśniewskiej za pomoc w spisaniu rozmów.

Amerykański język migowy i teatr: czego nie robić- Brian Andrew Cheslik -

Przełożyła Iwona Ostrowska

Autor uzyskał tytuł magistra w dziedzinie studiów nad Głuchymi i edukacji Głuchych, obecnie kończy doktorat poświęcony tej tematyce. Koordynuje program kształcenia teatralnego w Texas School for the Deaf, ponadto jest dyrektorem artystycznym Deaf Austin Theatre.

Ten artykuł może trafić w parę czułych punktów i wywołać poczucie dyskomfortu, ale i tak uważam, że jest potrzebny, bo może uświadomić kilka kwestii ważnych dla edukacji teatralnej i społeczności Głuchych. W związku z tym, że jestem koordynatorem programu kształcenia w zakresie sztuk performatywnych i prowadzę zajęcia teatralne w szkole średniej Texas School for the Deaf, jednym z największych ośrodków szkolno-wychowawczych w Stanach Zjednoczonych, często dostaję wiadomości od nauczycieli/reżyserów teatralnych ze szkół całego stanu, zwracających się do mnie po radę lub wsparcie, albo proponujących współpracę lub nagłośnienie ich spektakli.

Zanim przejdziemy do tego, co chciałbym tu przekazać, pozwólcie, że powiem nieco więcej o swoim doświadczeniu. Poza tym, że pracuję w szkole dla głuchych, jestem także założycielem i dyrektorem artystycznym zespołu teatralnego Głuchych. Ukończyłem studia na Uniwersytecie Gallaudeta - znanej na świecie uczelni wyższej dla głuchych i niedosłyszących, a obecnie kończę doktorat w dziedzinie studiów nad Głuchymi i edukacją Głuchych. I tak - jestem głuchy.

Każdego roku moja skrzynka mailowa pęcznieje od wiadomości przysyłanych przez szkoły z całego Teksasu, dotyczących

- spektakli z postaciami Głuchych

- spektakli, w których wykorzystuje się ASL1

- spektakli z tłumaczeniem na ASL

Wszystkie te wiadomości są w zasadzie wariacjami na temat jednej melodii...

1. "Cześć, moja szkoła wystawia spektakl z postaciami Głuchych, a cała obsada bardzo ciężko pracuje, żeby nauczyć się języka migowego..."

2. "Przygotowujemy sztukę od roku i nauczyliśmy wszystkich aktorów ASL, żeby grać po angielsku i równolegle w języku migowym..."

3. "Szykujemy przedstawienie z postaciami Głuchych, chcielibyśmy z nim do was przyjechać i zaprezentować się przed waszymi uczniami..."

4. "Zastanawiamy się nad wystawieniem spektaklu, ale chcemy się dowiedzieć, jak włączyć do niego ASL. Czy byłbyś gotów przyjechać do nas, żebyśmy mogli to skonsultować?"

5. "Zapewniamy tłumaczenie na ASL, które będą wykonywać nasi uczniowie, i chcemy zaprosić twoich podopiecznych na spektakl..."

I tak dalej.

Za każdym razem, gdy dostaję tego typu wiadomość, cały się wzdrygam i odkładam odpowiedź przez kilka dni, do momentu, aż będę w stanie zdobyć się na profesjonalizm. Muszę powtarzać sobie, że ci ludzie... po prostu... nie... rozumieją.

Bo przecież wiem, że w tych wiadomościach chodzi o zaznajomienie uczniów z ASL, i że biorą się one z dobrych intencji (ale także z ignorancji)... Tyle że są one dla osoby głuchej zwyczajnie nieznośne. Wciąż i wciąż muszę edukować ludzi, a następnie, kiedy się ze mną nie zgadzają, bronić i uzasadniać swoją pozycję. Doszło do tego, że zapisałem na laptopie szkic wiadomości, rodzaj formatki, z której korzystam, odpowiadając na te maile. Za każdym razem tylko odrobinę przeredagowuję tekst, aby pasował do poszczególnych zapytań.

A oto roztropne rady kierowane do tych, którzy w swym męstwie odważyliby się wysłać do mnie mail. Proszę, wiedzcie, że biorą się one z miłości i chęci wsparcia, piszę to z nadzieją na wskazanie drogi edukatorom i twórcom teatralnym w całym kraju. I chociaż w mojej wypowiedzi koncentruję się na edukacji teatralnej w szkołach, poniższe wskazówki mogą mieć zastosowanie o wiele szersze, w tym, co w Stanach nazywamy "przemysłem rozrywkowym". Tak, odnoszą się do wielu dziedzin twórczych, a zatem słowo "uczeń" można zastąpić "osobą", "aktorem" lub "artystą".

1. Z a k a ż d y m r a z e m, g d y w t w o j e j s z t u c e w y s t ę p u j e p o s t a ć G ł u c h e g o N I E a n g a ż u j d o t e j r o l i u c z n i a s ł y s z ą c e g o i n i e p r ó b u j u c z y ć g o m i g a n i a. Te role zostały napisane dla osób głuchych, a więc powinieneś skontaktować się z kuratorium oświaty w swoim rejonie, by dowiedzieć się, czy są jacyś uczniowie, którzy byliby zainteresowani dołączeniem do produkcji i występowaniem. My, jako osoby głuche, ciągle walczymy o prawo do grania ról, które zostały napisane dla nas. Producenci i reżyserzy często wybierają artystów słyszących, aby uniknąć zmagania się z barierą komunikacyjną.

Chodzi o to, że osoba słysząca nigdy nie będzie w stanie sportretować głuchej postaci z pełnym autentyzmem. Nigdy. Nie zrozumie nigdy, jak to jest być opresjonowanym z powodu swojej głuchoty, uznanym za niewykształconego, niespełna rozumu i umieszczonym w szpitalu psychiatrycznym, ometkowanym jako "głuchoniemy"; jak to jest mieć krępowane ręce podczas nauki czytania z ruchu warg i mówienia, żeby wymusić "normalność"; nie zrozumie ciągłego pomijania w rekrutacjach na stanowiska, do których jesteś absolutnie wykwalifikowany, i patrzenia, jak pracę dostaje ktoś mniej kompetentny, ale za to słyszący. Tak, wszystko to przydarzyło się osobom głuchym w naszym kraju. Tak, niektóre z tych rzeczy nadal je spotykają. Role Głuchych powinny być grane przez głuchych, kropka.

2. C h o c i a ż d o c e n i a m, ż e c h c e s z p o d z i e l i ć s i ę z m o i m i u c z n i a m i t y m, j a k c i ę ż k o p r a c u j ą t w o i p o d o p i e c z n i, u c z ą c s i ę j ę z y k a m i g o w e g o, t o j e d n a k n i e z a l e ż y n a m, ż e b y p r z y j e c h a ć d o w a s i p a t r z e ć, j a k n o w i a d e p c i m i g a n i a z a ż y n a j ą n a s z j ę z y k. Nabycie płynności konwersacyjnej w ASL zajmuje od czterech do pięciu lat systematycznej nauki i zanurzenia w środowisku. A zatem oglądanie twoich uczniów podczas migania jest dla nas bolesne, ponieważ w żadnym wypadku nie osiągnęli oni precyzji konceptualnej, ani nie komunikują się w sposób jednoznacznie zrozumiały. Społeczność Głuchych zawsze z uznaniem patrzy na to, gdy ktoś decyduje się na naukę języka migowego, ponieważ w ten sposób otwierają się ścieżki komunikacyjne. Jednak, gdy korzystasz z naszego języka jako sztuczki do przyciągania widowni i rozkręcenia sprzedaży biletów na twoje przedstawienie, wtedy mamy problem. Jest to teatralny odpowiednik tak zwanego "inspiration porn", czyli ukazywania osób z niepełnosprawnościami w sposób schematyczny i przedmiotowy. Nie potrzebujemy tego.

Ujęcie ASL w sztuce teatralnej wymaga autentyczności. Potrzebujesz powodu, dla którego decydujesz się wystawić spektakl w języku migowym i po angielsku. Zasadniczo tym powodem powinna być obecność głuchych aktorów w przedstawieniu. Po prostu nie wystawiaj dwujęzycznego spektaklu z wykorzystaniem ASL i angielskiego bez włączania do niego głuchego aktora. W istocie, jeśli chcesz zrobić dwujęzyczne przedstawienie, dlaczego nie podwoisz obsady, angażując zarówno głuchych, jak i słyszących uczniów do wszystkich ról? (Nie, uczniowie posługujący się ASL nie są wykwalifikowani, aby grać takie role!)

3. G d y m o w a o u c z n i a c h k o m u n i k u j ą c y c h s i ę w A S L: n i e, n i e s ą o n i k o m p e t e n t n i d o t ł u m a c z e n i a p r z e d s t a w i e ń. Znajomość ASL i tłumaczenie to dwie odrębne sprawy. Pamiętacie, jak wspomniałem, że nabycie płynności konwersacyjnej zajmuje od czterech do pięciu lat? Wyrobienie umiejętności pozwalających na tłumaczenie języka fonicznego (w tym wypadku mówionego angielskiego) na język wizualny pochłania od sześciu do siedmiu lat. Tłumaczenie teatru jest jeszcze trudniejsze, ponieważ musisz dołożyć emocje, charakterystykę postaci i dopilnować, żeby istotne informacje wizualne dotarły do publiczności, nie zakłócając przy tym odbioru samego spektaklu. Większość certyfikowanych tłumaczy ASL stroni od pracy w teatrze, ponieważ jest ona tak wymagająca.

Więc znów: umiejętności twoich trzecioklasistów uczących się ASL są niewystarczające. Chociaż wydaje ci się, że otwierasz dostęp do swojego przedstawienia, tak naprawdę wcale tego nie robisz. Dostęp, który zapewniasz, jest marny i nieodpowiedni, i może zrujnować doświadczenie głuchego teatromana. Jeśli zależy ci na prawdziwej inkluzywności, zatrudnij certyfikowanego tłumacza ASL, który dysponuje umiejętnościami tłumaczenia produkcji teatralnych.

4. K i e d y d e c y d u j e s z s i ę z r o b i ć s p e k t a k l z g ł u c h y m i u c z n i a m i l u b a k t o r a m i, n i e j e s t e ś o g r a n i c z o n y d o s z t u k z r o l a m i g ł u c h y c h, t a k i c h j a k Dzieci gorszego Boga l u b Tribes. Te dramaty są już kompletnie zajechane. Możesz zrealizować jakąkolwiek sztukę lub musical i po prostu uczynić bohaterów głuchymi. Jeśli tak zrobisz, musisz włączyć jakiś pierwiastek autentyzmu do produkcji, aby ją uwiarygodnić. Nie wprowadzaj po prostu jednej głuchej postaci, która w jakiś sposób rozumie język mówiony całej reszty, chociaż sama komunikuje się językiem migowym. Zamiast brzęczącego telefonu lub dzwonka do drzwi uwzględnij subtelne detale, takie jak dzwonek z sygnałem błyskającego światła lub wideofon. Możesz nawet budować napięcie pomiędzy głuchymi a słyszącymi postaciami wynikające z różnic w dostępie do języka i trudności komunikacyjnych. Te subtelne dodatki sprawią, że spektakl będzie bardziej autentyczny.

Pozwólcie, że w tym miejscu zaproponuję kilka rozwiązań powyższych problemów.

- Skontaktuj się z kuratorium i dowiedz się, czy w twojej okolicy jest organizowane kształcenie uczniów głuchych, spośród których mógłbyś zaangażować kogoś do roli napisanej dla głuchej postaci. Jeśli nie, zrezygnuj z tej sztuki. Wybierz inny tytuł.

- Jeżeli udało ci się namierzyć uczniów głuchych, upewnij się, że będą mieli zapewniony dostęp do całości komunikacji w trakcie produkcji. To oznacza zatrudnienie tłumacza na wszystkie próby i przedstawienia.

- Pozyskaj wsparcie od członka społeczności Głuchych, dzięki któremu będziesz mógł uwzględnić niektóre aspekty kultury Głuchych w spektaklu dla jego wiarygodności.

- Jeżeli chcesz zapewnić dostęp do swojego spektaklu głuchym, zatrudnij wykwalifikowanego, certyfikowanego tłumacza ASL. Nie czekaj do ostatniej chwili, zrób to z wyprzedzeniem, aby tłumacze mieli czas się przygotować. Skontaktuj się z lokalnym biurem tłumaczeń migowych w celu uzyskania wsparcia.

Kiedy dostaję mail dotyczący omawianych tu spraw, staram się zachować zimną krew i edukować nadawcę w zakresie dobrych praktyk włączania ASL i postaci głuchych, a także tłumaczę, dlaczego niektóre rzeczy są obraźliwe dla naszej społeczności. W większości przypadków nie otrzymuję już odpowiedzi. Może dlatego, że niszczę czyjeś marzenia, a może piszący nie zgadzają się z moją opinią i bez względu na nią decydują się kontynuować prace nad produkcją. Nie wiem, jak jest.

Czasami jednak odpowiadają, ale tylko po to, by spierać się lub bronić swoich decyzji. Słuchajcie: jeśli zwracacie się do ekspertów z danej dziedziny po radę lub opinię, bądźcie przygotowani, że możecie dowiedzieć się czegoś, czego wcale nie chcieliście się dowiedzieć. Jednak istotną sprawą jest to, żebyście słuchali, co mają do powiedzenia. Są ekspertami nie bez przyczyny i to właśnie dlatego skontaktowaliście się z nimi.

Jak mawiamy w społeczności teatralnej Głuchych: połamania palców!

Kolejne gesty- Jan Karow -

Autor jest krytykiem teatralnym, kulturoznawcą. Pracuje w Akademii Teatralnej im. Zelwerowicza w Warszawie. Był członkiem Komisji Artystycznej 26. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

ORCID: 0000-0002-0950-0250

Co może spowodować jeden gest? Jeden gest w reżyserii Wojtka Ziemilskiego w świecie teatralnym trochę zmienił i nadal można obserwować efekty jego oddziaływania. Na konto twórców tego przedstawienia z 2016 roku (które pozostaje w repertuarze) zapisano kilka nagród oraz zasług. W recenzji na łamach "Teatru" Zofia Smolarska wyliczała zalety: "przekazali nam solidną dawkę wiedzy, zainspirowali do dalszego nadrabiania zaległości w temacie mniejszości głuchych, skutecznie przekonując nas do swoistości i równoprawności ich kultury"1. Na coś zupełnie innego zwracał uwagę Piotr Morawski w "Dwutygodniku": "Godzinny występ [...] to jednak żaden teatr edukacyjny - bo jakie to wszystko jest performatywne! W końcu tworzywem jest tu gest"2. Przywołuję te dwie opinie, bo podnoszą kwestie, które powracają niemal za każdym razem, kiedy teatr kieruje swoje zainteresowanie w stronę świata Głuchych: niedostatki w społecznej świadomości na temat tego, jak wygląda na co dzień funkcjonowanie osób niesłyszących, oraz fascynacja performatywnością migania - wyrażanego ciałem i istniejącego w przestrzeni. Oba te zagadnienia znajdowały w przedstawieniu Ziemilskiego wyraz. Z perspektywy czasu można dodać jeszcze przynajmniej jeden, bardziej generalny walor Jednego gestu: wprowadzono na jedną z najbardziej obserwowanych scen w kraju (Nowy Teatr w Warszawie) Głuchych, czyniąc ich tym samym bardziej widzialnymi. Myślę, że odniesiony sukces artystyczny przełamał pewne bariery i możliwe obawy związane z podejmowaniem pobocznego tematu3, co otworzyło możliwości do działania dla kolejnych twórców w następnych latach.

To, co wydarzyło się bezpośrednio potem, znalazło już podsumowanie na łamach "Dialogu"4. Ewelina Godlewska-Byliniak przyjrzała się spektaklowi Ziemilskiego oraz Nie mów nikomu Adama Ziajskiego (Scena Robocza w Poznaniu, 2016), Operze dla głuchych Wojtka Zrałka-Kossakowskiego (Teatr Studio w Warszawie, 2018) oraz performansowi Bunt głuchych Bogny Burskiej (Zachęta - Narodowa Galeria Sztuki w Warszawie, 2018). W tamtym artykule w centrum obserwacji były różne tryby komunikacji, co związane było z odniesieniem do zaproponowanej przez Joannę Krakowską kategorii auto-teatru5 i postawieniem w jej kontekście pytania: "jak to działa w przypadku przedstawień, które [...] podejmują temat samej komunikacji, języka, językowej tożsamości i odrębności, która pociąga za sobą doświadczenie inności wynikającej z bycia mniejszością?"6.

Zwrócenie szczególnej uwagi na sprawy związane z komunikacją wydaje się jak najbardziej zasadne, ponieważ to one są pierwszymi zaskoczeniami, które czekają na osoby po raz pierwszy stykające się z Głuchymi - zarówno w teatrze, jak i poza nim. Jedną spośród spraw podstawowych, o której miażdżąca większość ludzi nie wie, jest wewnętrzne zróżnicowanie grupy. Jak opisują eksperci Biura Rzecznika Praw Obywatelskich:

Są osoby znające język polski, które w komunikacji potrzebują wsparcia - w formie napisów w języku polskim lub tłumaczenia na PJM. Są tacy, którzy nie znają języka polskiego, a komunikują się biegle w polskim języku migowym i w innych językach migowych, na przykład angielskim. I są wreszcie ci, którzy nie znają żadnego języka. Specyficzne potrzeby mają słyszące dzieci głuchych rodziców - CODA/KODA7.

Podobne zdziwienie może towarzyszyć zwróceniu uwagi na sposób zapisu i to, że czasem można zobaczyć określenie zbiorowości zapisane dużą literą. Myślenie o sobie jako o Głuchych wynika ze szczególnej samoświadomości części osób niesłyszących, dla których podstawowym wyróżnikiem jest odrębność językowo-kulturowa, a nie niepełnosprawność. Korzystając z tego ortograficzno-antropologicznego faktu, w przyglądaniu się trzem wybranym przedstawieniom z ostatnich dwóch sezonów, w których pojawiły się tematy związane z Głuchymi8, chciałbym przyjąć perspektywę bardziej krytycznoteatralną aniżeli odwołującą się do disability studies. Nie zapominając o tym, że "współczesne narzędzia teoretyczne humanistyki nieustannie podają w wątpliwość podejście normatywne i uczulają na sytuacje wykluczające pewne grupy"9, chciałbym skupić się na tym, o czym starają się opowiedzieć twórcy teatralni, którzy ważą się zapuścić w ten cały czas słabo rozpoznany obszar. Czy podjęto tematy wywiedzione ze świata Głuchych, których wcześniej nie próbowano sproblematyzować na scenie?

O pozostawaniu na etapie wstępnych obserwacji może świadczyć chociażby fakt, że - w przeciwieństwie do regularnie przywoływanego w spektaklach wynalazcy Alexandra Grahama Bella - nie pojawił się jeszcze na scenie jako punkt odniesienia albo przedmiot krytyki Bohdan Głuszczak. Wieloletniego opiekuna Pantomimy Olsztyńskiej, w którego pracy przecinało się myślenie o swoich podopiecznych jako o głuchych i Głuchych, chyba warto byłoby przypomnieć bodaj ze względu na długą i niestrudzoną działalność:

Rozpoczynając pracę z głuchymi aktorami-amatorami Bohdan Głuszczak wiedział o nich tylko tyle, że nie słyszą. Zgadzał się z teorią, że praca teatralna z nimi ma być formą rehabilitacji. Ale założył sobie - że nie tylko. Bo sztuka przede wszystkim powinna głuchych nobilitować - przez publiczne stworzenie dzieła scenicznego, artystycznego. To była także szansa pokazania ludzi niesłyszących jako zbiorowości zdolnej do tworzenia oraz współżycia w świecie ze słyszącymi.10

Dziś, kiedy metody pracy z osobami z niepełnosprawnościami ulegają dynamicznym zmianom, a istotna część badaczy i krytyków kładzie zdecydowanie większy nacisk na proces aniżeli efekt końcowy, taka postawa nie zyskałaby szerszej aprobaty, a sama myśl o nobilitującej roli sztuki byłaby uznana za co najmniej kontrowersyjną bądź anachroniczną. Lecz gdy dwudziestoczteroletni Głuszczak zaczynał pracę na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dwudziestego wieku w Wojewódzkim Domu Kultury w niespełna siedemdziesięciotysięcznym Olsztynie, był pionierem. To jednak już historia - teatr prędzej czy później zajmie się pewnie i nią.

RAPORT

W przedstawieniu W dwóch językach polskich w reżyserii Grzegorza Grecasa żaden Głuchy nie występuje na scenie. To spektakl dokumentalny przygotowany metodą verbatim, jednak inni niż zazwyczaj bohaterowie wymusili inny sposób pracy - słyszący aktorzy musieli zmierzyć się z komunikacją w polskim języku migowym. Jeśli "podstawą sztuk-verbatim jest wypowiadanie słów prawdziwych ludzi pochodzących z zapisanych lub nagranych rozmów"11, to w tym przypadku również korzystano z nagrań, w których niezbędne było jednak wykorzystanie kamery. Ponieważ żeby lepiej poznać i odtworzyć swoich bohaterów, Karolina Brzęk, Małgorzata Rostkowska, Tomasz Lipka i Krzysztof Satała musieli zobaczyć, jak się oni komunikują. Każdy z mówiących powtarza pewne konstrukcje zdaniowe czy ma ulubione zwroty, które składają się na indywidualny styl - podobnie wygląda to u migających. W przygotowanej w Instytucie im. Grotowskiego pracy udało się uzyskać taki poziom precyzji w naśladownictwie (używam tego określenia, polski język migowy jest bowiem znany tylko Rostkowskiej, podczas gdy pozostali członkowie obsady imitują komunikację w języku, którym posługiwał się jej/jego bohater podczas wywiadu), że można zapomnieć o tym, że ogląda się odtwórców. Wpływ na to ma również bardzo prosta forma spektaklu. Czworo aktorów siedzi na krzesłach ustawionych frontem do widowni, a oświetlenie wyłania z półmroku jedną bądź kilka osób, które w danym momencie przejmują narrację. Narrację, a nie akcję, bo trudno o niej mówić w tym przypadku. Aktorzy głównie przekazują widzom wybrane losy swoich bohaterów, a niewielkie etiudy czy interakcje pojawiają się tylko wtedy, gdy mogą zilustrować fragment danej historii. Tak przedstawia się ich zarys.

Marta (Małgorzata Rostkowska) i Adam (Tomasz Lipka) są parą. Ona jest osobą z niedosłuchem i pracuje jako tłumaczka, on nie słyszy od urodzenia - podobnie jak reszta jego rodziny kilka pokoleń wstecz. Poznali się w kółku teatralnym, gdzie (mierząc się nieustannie z różnymi trudnościami) długo działali jedynie amatorsko, a zmieniło się to w czasie, kiedy trafili do obsady Jednego gestu. Adam jest ponadto poetą migowym. Bartka (Krzysztof Satała) można nazwać zrehabilitowanym aktywistą Głuchych. Czas pandemii i związany z nim bardzo utrudniony dostęp do wiadomości na temat tego, co się dzieje (przecież maseczki na twarzach pojawiły się właściwie z dnia na dzień; mimo to nadal tylko niektóre serwisy informacyjne są tłumaczone na PJM), obudził w nim zaangażowanie społeczne - zaczął prowadzić wideoblog (Satała podobnie część kwestii miga do kamery) oraz pisać petycje do różnych instytucji, aby na przykład domagać się powiększenia do czytelnych rozmiarów postaci tłumacza na ekranie. Jednym z najbardziej wyrazistych fragmentów jego opowieści jest ten, w którym przedstawia "czarny scenariusz" hipotetycznego spotkania z policjantem w maseczce. To, co jest niewielkim utrudnieniem komunikacyjnym dla osób słyszących, dla Głuchych byłoby okolicznością niezwykle trudną - znika wówczas możliwość czytania z ruchu warg, z której wielu korzysta. W napiętej sytuacji nikt przecież nie będzie czekał na tłumacza, a generalnie zradykalizowana w postępowaniu policja prawdopodobnie po prostu zdecyduje się na zatrzymanie. Jak tu mówić o równości wobec prawa...? Natomiast Karolina Brzęk przedstawia CODĘ. Terminem tym określa się dorosłe słyszące dzieci niesłyszących rodziców. Matka i ojciec bohaterki dorastali na wsi, gdzie nie mieli możliwości nauczyć się ani tak zwanego "systemu"12, ani PJM. Jako że od małego tłumaczyła swoich rodziców, w pewnym sensie jej dzieciństwo uległo skróceniu, ponieważ przedwcześnie musiała zetknąć się ze sprawami, którymi zazwyczaj zajmują się osoby dorosłe (na przykład urzędowymi). Bo osoby oddelegowane w różnych instytucjach do kontaktu z głuchymi mogą być w przedstawieniu co najwyżej bohaterami komediowej etiudy - ze śpiewem w języku chińskim, dziecinną propozycją pisania na kartce i raczej "machaniem" aniżeli świadomym miganiem.

Przenikające się opowieści składają się w większy obraz. Utrudniony dostęp do informacji, szczególnie uwidoczniony w czasie pandemii, okazuje się fundamentalną nierównością w traktowaniu Głuchych. Można się z nim spotkać właściwie na każdym kroku. Dlatego tak niezwykle trafna jest scena finałowa, kiedy stojące pośrodku sceny krzesła zostają przesunięte w głąb i słabo oświetleni aktorzy migają między sobą. Dołącza do nich tłumacząca na żywo przedstawienie Iza Wielgus. O czym rozmawiają? Z czego się śmieją? Dostępu do tego zostajemy pozbawieni, jednak ma się to nijak wobec niezliczonych trudów, z jakimi za każdym razem mierzą się Głusi, kiedy - przymuszeni bądź z własnej woli - kontaktują się z osobami niemigającymi.

POEZJA

Twórcy W tłumaczeniu, przedstawienia przygotowanego we Wrocławskim Teatrze Współczesnym w Roku Tadeusza Różewicza, pokazali, że okoliczności celebrowania poety i jego twórczości wcale nie oznaczają, że obowiązuje tylko jeden, hagiograficzny sposób mówienia o nim. Można wręcz powiedzieć, że pod pretekstem rocznicowych obchodów użyli poety-Różewicza, by uczcić poetę-Stoyanova. Przedstawienie przygotowane według koncepcji Wojtka Ziemilskiego i Wojtka Pustoły jest bowiem w swojej istocie w całości poświęcone fenomenowi poezji miganej Adama Stoyanova. Aby nie było co do tego wątpliwości, jest to monodram13, w którym performer prezentuje widzom proces tytułowego tłumaczenia. Na niewielkiej scenie jest tylko on i duży ekran projekcyjny, na który rzutowane są fragmenty z kilku wierszy związanego z Wrocławiem artysty (między innymi Włosek poety, Świadek czy Ocalony). Widzowie dostają od kilku do kilkunastu sekund, by spokojnie przeczytać dany wycinek, po czym Stoyanov dokonuje przekładu. Kryterium wyboru materiału jest proste, żeby nie powiedzieć tendencyjne. Poetyckie skrawki mają udowodnić jasno sformułowaną tezę: Tadeuszowi Różewiczowi cisza, głuchota i niemówienie kojarzą się negatywnie. Czy tak jest w rzeczywistości? Nie jestem specjalistą od poetyckiego dorobku Różewicza, żeby ośmielić się wchodzić w polemikę nawet z tak jednoznaczną opinią. Rozstrzygnięcie tej kwestii mogę jednak swobodnie pozostawić komuś innemu, nie o autora Kartoteki tutaj zresztą chodzi. Dlatego też wykonawca może się swobodnie przyznać, że przed rozpoczęciem prób go nie znał, a w wywiadzie dodać:

Dla Głuchych brak słuchu jest codziennością, normalnością, żyjemy w swoich społecznościach, migamy, nie czujemy "nieszczęścia", o którym pisze Różewicz, dlatego jego wiersze wzbudziły we mnie inne emocje niż u słyszących znajomych14.

Bohaterem jest tu Stoyanov i w uczynieniu wszystkiego, co w ich mocy, by widzowie zachwycili się jego sztuką, twórcy W tłumaczeniu są wyjątkowo skuteczni. Na otwierające Rozmowę sfomułowanie "wiersz / pisze się / aż do milczenia" mają mocną ripostę - poezja Stoyanova z milczenia powstaje i nic jej nie ogranicza15.

Poeta-performer w niecałe trzy kwadranse - z uśmiechem, ale i z pobłażliwą przychylnością - uświadamia słyszącym widzom, że świat jego twórczości jest dla nich tylko pozornie łatwo dostępny. Ta dramaturgiczna przewrotka pojawia się, kiedy śmiem podejrzewać, że część publiczności po wychwyceniu kilku bardziej ilustracyjnych gestów ma poczucie, że już zaczyna wiedzieć, o co w tym chodzi. Tymczasem Stoyanov oświadcza, że obniża stopień ekspresji, kiedy miga wobec nie-Głuchych, ponieważ nie są przyzwyczajeni do tak wyrazistej mimiki, jaką preferują Głusi. Dowodem na to jest mająca w sobie coś z ducha Beckettowskiego Nie ja sekwencja. Światła zostają przygaszone, wykonawca robi kilka kroków w kierunku pierwszych rzędów, a pojedynczy strumień światła skupia się na jego twarzy. Uczynia wiersz najpierw w miganiu poszerzonym, następnie samą mimiką twarzy, a ostatecznie wyłącznie oczami. Tempo jest szybkie, nadążyć za szczegółami jest trudno, ale siła oddziaływania jest znaczna. Im mniej jest ruchu, tym bardziej zostaje uwidocznione to, jak Stoyanov panuje nad swoją sztuką. Jak wiersz wydobywa się z niego w sposób inny niż ten, do którego jest przyzwyczajony czytelnik. To nie układy słów, a większe całostki semantyczne, często wyrażane gestami, które są oryginalnymi pomysłami - kilka gestów łączy się w jeden, zmienia charakter ruchu, jego zamaszystość, kształt albo odległość od ciała i powstaje coś nowego. Odtworzone w finale kilkunastosekundowe nagranie, na którym w zbliżeniu i w zwolnionym tempie zarejestrowany jest Stoyanov podczas tytułowego tłumaczenia, pełni rolę kody, ale też hołdu. To być może najbardziej teatralna forma poezji, jaka istnieje. Ulotna, niepowtarzalna, cielesna.

REŻYSER

Rytuał miłosny wydaje mi się najodważniejszą propozycją w ramach omawianego tematu. Nie wiem, czy wynika to wprost z faktu, że jest to jak dotąd jedyne przedstawienie (także biorąc pod uwagę te, które opisywała Godlewska-Byliniak), które wyreżyserował Głuchy, niemniej należy to odnotować - to kolejna istotna zmiana w teatralnej obecności Głuchych artystów. Daniel Kotowski, który wraz z Martą Abramczyk i Adamem Stoyanovem występuje również na scenie, jest artystą wizualnym. To absolwent Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych (Wydziału Sztuki Nowych Mediów) oraz warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych (Wydział Architektury Wnętrz). Współpracuje jako przewodnik i edukator z Zachętą - Narodową Galerią Sztuki (prowadzi cykl "Zachęta miga!") i Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Jego przedstawienie zrealizowane w Komunie Warszawa jest w największym stopniu poświęcone życiu osób głuchych. Nie jest to przyglądanie się zwyczajnym sytuacjom codziennym (typu kontakt z niemigającą urzędniczką czy policjantem jak w spektaklu W dwóch językach polskich), ale głębokie wejście w życie prywatne Głuchych, których opowieści Kotowski wraz z dramaturżką Alicją Kobielarz wymieszali, zacierając tropy, kto o kim miga. Jest zarówno o pozornie błahych problemach, jak na przykład nietłumaczenie podczas spotkań rodzinnych tego, o czym rozmawiają słyszący (z powracającym niczym refren nieznośnym wytłumaczeniem: "Potem...!"), czy niezwracanie się z pytaniem w stylu "Co u ciebie?" bezpośrednio do zainteresowanej/-ego, ale zawsze przez słyszącego pośrednika ("Co u Marty/ Adama/ Daniela?"), jak i o sprawach bardzo trudnych. O rzuceniu we wzburzeniu, że jak nie słyszysz, to nie jesteś członkiem naszej rodziny, o graniczącej z ubezwłasnowolnieniem nadopiekuńczości, objawiającej się w podejmowaniu decyzji w imieniu osoby głuchej (czasem nawet bez informowania jej o tym), o przymuszaniu do zastępowania migania mówieniem (w myśl przeklętej przez Głuchych koncepcji oralistycznej, której protoplastą był wspomniany Bell). Niezwykle dotkliwa jest scena, kiedy Adam próbuje wypowiedzieć słowo "bułka", odtwarzając sytuację, w której by zaspokoić głód, musiał spełnić ojcowski wymóg ustnej wypowiedzi...

Aby podkreślić poczucie wyobcowania, Kotowski ubiera siebie i pozostałych wykonawców w koszulki z długim rękawem, spodnie i białe kominiarki. Aktorzy i aktorka długo pozostają w parterze, krążąc na czworakach dookoła ustawionej pośrodku okrągłej scenki obrotowej. Zaczepiają siedzących naokoło widzów, przypominając przy tym jakieś dziwne, nienazwane stworzenia. Początkowo niełatwo odróżnić ich od siebie. To uzyskane jednocześnie odczłowieczenie i ujednolicenie jest znakiem tego, jak często Głusi (czy wiele innych mniejszości) jest stereotypowo postrzeganych - jako osobliwa, traktowana bez uwzględniania indywidualnych potrzeb masa.

W przejściu pomiędzy częścią pierwszą, najbardziej narracyjną, a tytułowym i finałowym rytuałem, skorzystano z talentu Stoyanova. Skąpany w czerwonym świetle czyni wiersz, który choć nie jest tłumaczony, wydaje się pozostawać w ścisłym związku z zadanym wcześniej pytaniem, czy gdyby spotkał się z Bogiem, to czy poprosiłby go o dar słyszenia. Stoyanov odpowiada przecząco i zaznacza, że Bóg musiałby wpierw migać, by w ogóle zadać mu to pytanie. Następnie, niczym klasyczny bohater, wyzywa Boga na pojedynek. Zdejmuje kominiarkę i wśród pokrzykiwań i powarkiwań pozostałych wykonawców, miga wiersz pozostający według mnie jego wersją opowieści o stworzeniu świata. Abramczyk i Kotowski powoli obracają niewielką sceną, tupiąc przy tym możliwie jak najgłośniej, co nadaje tej sekwencji dość monumentalny charakter.

Podniosły nastrój zostaje utrzymany do końca, w którym następuje próba odprawienia rytuału. Jak zauważyła Anna Pajęcka, powtórzone są w nim elementy z wcześniejszego działania Kotowskiego zrealizowanego w krakowskiej Cricotece:

Tytułowy rytuał odbywa się na scenie za pomocą artefaktu wytworzonego przez Daniela Kotowskiego: rzeźby dłoni ułożonej w znak z języka migowego "ILY" oznaczający "I love you/Kocham cię". Rzeźba jest obnoszona przez artystów, a następnie przekazana osobie z publiczności, która przechodzi wokół sceny, zachęcając widzów i widzki do powtórzenia gestu. W zeszłym roku Kotowski w Cricotece wykonał Ćwiczenia z codzienności, performans będący instrukcją do miłosnego rytuału. To tę sekwencję - dynamiczną choreografię gestów - wspólnie wykonują na koniec spektaklu performerzy16.

Krytyczka stwierdza, że rozpoznanie przez widzów znaku "ILY" (być może szerzej rozpoznawalnego za sprawą nagrodzonego trzema Oscarami filmu CODA) pozwala wytworzyć wspólnotę. Mam odmienne wrażenie. Tak niewielka rzeźba, jak prezentowana w finale kolista flaga, na której widnieje ten sam symbol, odwołuje się do porządku symbolicznego, ale nie ma wielkiej siły sprawczej. Nie pozwala zmienić rzeczywistości (choćby na chwilę i tylko niewielkiego jej wycinka zamkniętego w ramy działania artystycznego), a to wiąże się z mocą obrzędu. W Rytuale miłosnym widzowie nie są w stanie opanować przedstawianej im sekwencji ruchów, która - nawet gdyby została powtórzona - pozostałaby jedynie na poziomie czysto choreograficznym, bez pełnej świadomości warstwy komunikacyjnej. A to, tak przynajmniej mi się wydaje, leży u podstaw intencji Kotowskiego - odczarowanie bariery, która oddziela językowe światy. Na razie jednak dwie odmiany polskiego - pisana i mówiona oraz migana - pozostają językami sobie obcymi. Nie zmienia to faktu, że Rytuał miłosny w pierwszej części mocno oddziałuje na widzów, którzy w skupieniu słuchają niełatwych historii i dopiero próba stworzenia teatralnej utopii (podobnie było w Operze dla Głuchych) osuwa spektakl na dramaturgiczną mieliznę.

STOYANOV

W ostatnich latach łączy niemal wszystkie teatralne opowieści o świecie Głuchych. Gra w Jednym geście, W tłumaczeniu i Rytuale miłosnym. Jest współautorem libretta Opery dla Głuchych, w której również występuje. Jest jednym z bohaterów spektaklu W dwóch językach polskich. Skąd tak duże zainteresowanie Adamem Stoyanovem? Odpowiedź musi być krótka: ponieważ jest fenomenalny. Wystarczy, że zacznie migać, a w mgnieniu oka odsłania się szczególna plastyka jego ruchów. Zapytany o istotę poezji miganej, powiedział, że "jest wyrażaniem pewnej treści w języku migowym w bardzo wzbogacony, przyjemny sposób"17. Chciałbym zatrzymać się na moment przy wspomnianej przyjemności. Podejrzewam, że to właśnie ona jest sednem charyzmy poety. Stoyanov, uprawiając swoją sztukę, świetnie się bawi. Tworzy kolejne gestyczne rebusy, testuje zasięg swojego migania. Ma też w sobie coś, co w muzyce niektórzy nazywają timingiem. Pod tym trudnym do wyjaśnienia pojęciem kryje się pewne specyficzne wyczucie czasu, które sprawia (szczególnie w jazzie), że słuchając jednych muzyków, bezwiednie zaczyna się wybijać razem z nimi rytm, a przy innych już nie. U Stoyanova przekłada się to na nieomal taneczny charakter niektórych sekwencji jego migania, co skłoniło Mirosława Kocura w recenzji W tłumaczeniu do okrzyku: "Głuchy poeta tańczy Różewicza!"18.

Wewnętrzne zróżnicowanie wśród Głuchych. Nierówny dostęp do informacji (szczególnie uwidoczniony w czasie pandemii). Tworzenie poezji z ciszy. Niezrozumienie od dzieciństwa ze strony rodziny, które wcale nie znika wraz z osiągnięciem przez Głuchą/Głuchego dorosłości. Marzenie o sojuszu niesłyszących i słyszących. Tak może wyglądać orientacyjne zestawienie zagadnień poruszonych w omówionych przedstawieniach. Sadzę, że widać pewne przesunięcie w porównaniu z tym, co działo się w tym temacie jeszcze niedawno. Już nie wystarcza sam zachwyt nad polskim językiem migowym i jego na poły taneczną efektownością. Zrobiono krok dalej. Teatr już wie, że PJM jest; teraz próbuje poradzić sobie z tym, żeby kanały komunikacji dla Głuchych stały się bardziej drożne. Tłumaczenie przedstawień, podobnie jak przygotowywanie audiodeskrypcji, czyni teatr bardziej dostępnym, ale to rozwiązanie naskórkowe: "Zapewnianie tłumacza języka migowego w programie telewizyjnym, muzeum, kinie czy teatrze nie gwarantuje, że wydarzenie jest już dostosowane dla osób słabosłyszących i głuchych"19. Bo że oba języki polskie pozostaną sobie obcymi, nie można mieć złudzeń. Chodzi o to, żeby niebywale bolesne stwierdzenie z raportu Rzecznika Praw Obywatelskich "Głusi to Milczący Cudzoziemcy" przestało mieć jednoznacznie pejoratywny odcień. To szczególne cudzoziemstwo - jak każdy rodzaj odmienności - nie musi oznaczać niczego innego poza jednym z przejawów różnorodności. Pozostaje do wykonania wielka praca, której głównym celem powinno być stworzenie oferty kulturalnej skierowanej do Głuchych. Takiej, która na pierwszym miejscu będzie stawiała sobie odpowiedzenie na ich potrzeby. Bo wspomniane przedstawienia idą w dobrym kierunku, ale pozostają działaniami o charakterze incydentalnym, są bardzo rzadko prezentowane i są skrojone według ścieżek myślenia słyszących.

Głuchego poetę i reżysera polski teatr już odnalazł. Pora na kolejnych.

1 Zofia Smolarska Ucieleśnienie języka, "Teatr" nr 3/2017.

2 Piotr Morawski Poza słowa, "Dwutygodnik.com" nr 195, 2016.

3 Temat można widzieć jako marginalny z punktu widzenia opinii publicznej, nie w aspekcie ilościowym: "Aktualnie, najbardziej wiarygodnymi statystykami są dane Głównego Urzędu Statystycznego, pochodzące z badania Stan zdrowia ludności Polski w 2009 r. Według tego opracowania w Polsce jest niemal 850 tysięcy ludzi z różnego rodzaju wadami słuchu na 38,2 miliona Polaków". Dane z informacji o wynikach kontroli NIK Świadczenie usług publicznych osobom posługującym się językiem migowym z 2015 roku.

4 Ewelina Godlewska-Byliniak Polski teatr odkrywa język migowy, "Dialog" nr 3/2019.

5 Joanna Krakowska Auto-teatr w czasach post-prawdy, "Dwutygodnik.com" nr 195, 2016.

6 Godlewska-Byliniak, dz.cyt.

7 Praca zbiorowa Komisji Ekspertów ds. Osób Głuchych przy Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich Osoby Głuche w Polsce 2020. Wyzwania i Rekomendacje, Warszawa 2020, s. 7.

8 Na temat wykorzystania PJM w ostatnich dwóch sezonach w spektaklach dla dzieci zob. Katarzyna Lemańska Nowy język. PJM w spektaklach dla dzieci, 29 czerwca 2022, nowesztuki.pl.

9 Anna Nasiłkowska Leczenie przez opowiadanie, "Teksty Drugie" nr 1/2020.

10 Tadeusz Prusiński, Marek Sokołowski "Mówiący gestem". Edukacyjna, kulturotwórcza i terapeutyczna rola Pantomimy Olsztyńskiej, w: Regionalizm w kulturze - między słowem, muzyką i architekturą, pod redakcją Małgorzaty Suświłło i Adama Grabowskiego, Wydawnictwo Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, Olsztyn 2017, s. 127.

11 Paulina Charko-Klekot Technika VERBATIM - przyszłość dramatu dokumentalnego? Jelena Isajewa i jej teatr non-fiction, w: Estetyczne modele literatury rosyjskiej, pod redakcją Agnieszki Baczewskiej-Murdzek, Weroniki Biegluk-Leś, Ewy Pańkowskiej, Uniwersytet w Białymstoku, Białystok 2018, s. 184.

12 SJM (System Językowo-Migowy) - sztuczny twór wywodzący się bezpośrednio z języka fonicznego danego narodu, którego celem jest ułatwienie komunikacji słyszących z głuchymi.

13 Wykonawca jest tłumaczony na żywo przez niewidoczną dla większości widzów Katarzynę Głozak.

14 Słychać więcej z Arkadiuszem Bazakiem i Adamem Stoyanovem rozmawiała Patrycja Sikora, "Dwutygodnik.com" nr 323, 2021.

15 W niepublikowanej rozmowie z Katarzyną Lemańską, którą tłumaczyła Elżbieta Resler, Stoyanov dzieli poezję miganą na dwa rodzaje: związaną z alfabetem i gestem oraz, jak ją nazywa, "bez limitu". Ta druga jest jego zdaniem właściwie nieprzekładalna.

16 Anna Pajęcka Mało ciszy, "Dwutygodnik.com" nr 339, 2022.

17 Słychać więcej, dz.cyt.

18 Mirosław Kocur Głuchy poeta tańczy Różewicza, 15 października 2021, teatralny.pl.

19 Sytuacja osób głuchych w Polsce. Raport zespołu ds. g/Głuchych przy Rzeczniku Praw Obywatelskich, Rzecznik Praw Obywatelskich, Warszawa 2014, s. 71.

Zła władza "jeszcze nie"- Marek Beylin -

W sprawie Teatru Groteska nastała cisza. 30 września Angelika Pitoń opublikowała w "Wyborczej" tekst oskarżający dyrektora Teatru Groteska w Krakowie Adolfa Weltschka o mobbing i zarządzanie strachem oraz przemocą. Relacje dwudziestu trzech osób pracujących dawniej lub teraz w teatrze, z którymi rozmawiała autorka, tworzą przejmujący obraz dyrektorowania: systemowe wrzaski, groźby, obelgi, poniżanie. A po stronie pracowniczek i pracowników: ataki paniki, permanentny głęboki stres, terapie. Znamy takie historie z branży teatralnej i spoza niej, będą też kolejne, i - jak się obawiam, bo widzę - im jest ich więcej, tym mniej kogokolwiek obchodzą. Toteż gdy piszę ten felieton w drugiej połowie października, sprawa mobbingu w Grotesce niemal całkowicie wyparowała z obiegu publicznego. Czasem jeszcze przypomni ją "Wyborcza", częściej dojdzie do nas głos samego dyrektora, który stanowczo zaprzecza, by kogokolwiek mobbingował, choć przyznaje, że zdarzały mu się ostre reakcje. "Jak to w rodzinie" - dopowiada, żeby wzbudzić dobre uczucia, choć, jak wiemy, nie brakuje w Polsce rodzin patologicznych. Dyrektor Weltschek, broniąc się, przywołuje też wspierający go list pięćdziesięciu siedmiu pracowników, opublikowany 7 października na Facebooku teatru. Stoimy "MUREM ZA DYREKTOREM", czytam i doczytuję: "nasze podpisy pod tym listem otwartym są jasnym dowodem, że Dyrektor Weltschek nie jest potworem. Nie jest mobberem". Ale to zapewnienie jest dla dyrektora kłopotliwe, ponieważ pod listem nie ma podpisów. Zamiast nich widzę formułę: "list otwarty podpisało 57 pracowników Teatru Groteska, co stanowi 79% załogi". Owszem, listowi na fb towarzyszy filmik, na którym stoi osiemnaście osób; nic nie mówią, miny mają smętne, a z offu leci głos: "zachęcamy do przeczytania listu otwartego". Daleko tu do entuzjastycznej czy choćby przekonującej obrony.

Z większym entuzjazmem bronił na początku dyrektora Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa. To teatr znany i ceniony - mówił - a z Weltschkiem "znamy się lata i nigdy przy mnie nie zachowywał się w sposób agresywny i wulgarny". W co nie wątpię, bo władza to nie podwładne czy podwładni. Zwłaszcza osoby skłonne do mobbingu świetnie pojmują społeczne hierarchie, wszak zasady hierarchiczności sprzyjają takim ich działaniom. Jednak Majchrowski stonował tę obronę pod wpływem medialnej presji. Toteż stan obecny (20 października) jest taki, że do teatru wejdą kontrole mające zbadać oskarżenia o mobbing, a w listopadzie odbędzie się konkurs na dyrektora Groteski. Nowy szef ma objąć funkcję we wrześniu przyszłego roku. Piszę: nowy, ale kto wie, czy nie będzie nim stary, nieco tylko odnowiony? Bo dyrektor Weltschek zapowiedział start w konkursie i nic w tej sprawie nie jest pewne.

W tym wszystkim bodaj najbardziej rozpiekliła mnie decyzja Majchrowskiego o konkursie. W efekcie dyrektor oskarżony przez wiele osób o przemocowe rządy będzie je sprawował jeszcze niemal przez rok. Ba, więcej, takie rozstrzygnięcie odsłania wiele z naszego chorego świata. Przede wszystkim, wszystkie ofiary mają razem jakieś ćwierć głosu. Niby mówią, niby je słychać, ale nie ma to większego znaczenia wobec głosu Urzędu. A Urząd rzecze: no pewno coś tam było nie tak, ale już się tak nie ekscytujmy; spokojnie wszystko sprawdzimy, proszę państwa o cierpliwość; Urząd nie może działać pośpiesznie i nieprzemyślanie, to Urzędowi nie przystoi. Tak właśnie przydaje się krzywdy ofiarom, już doświadczonym przemocą i wciąż na nią narażonym. Mają one zrozumieć, że ich relacje są dużo mniej wiarygodne niż oświadczenia dyrektora teatru, wszak on pozostaje na stanowisku. Gdy więc Urząd mówi: cierpliwości, jest to wezwanie asymetryczne, kierowane tylko do skrzywdzonych. A przecież można by sobie wyobrazić, że takiej cierpliwości żąda się od dyrektora, że skłania się go do wzięcia dłuższego urlopu bądź odsuwa od dyrektorowania, tłumacząc mu: proszę poczekać, wszystko wyjaśnimy. Ale to tylko mrzonki, które słabo przylegają do logiki władzy hierarchicznej. Bo zgodnie z nią instytucja rozumiana jako autorytet zwierzchności jest ważniejsza niż podwładni jej ludzie.

Tak przejawia się ponura systemowa władza postawy "jeszcze nie". Jakże często słyszymy to stwierdzenie, gdy osoby słabsze domagają się praw lub właściwej reakcji na swoje krzywdy. Owszem, owo "jeszcze nie" jest lepsze niż równie często słyszane "nigdy nie", bo pozostawia jakąś dozę nadziei. Powiedziałbym więc, że "jeszcze nie" brzmi bardziej koncyliacyjnie, wykuwa się jednak w wąskim polu możliwych uzgodnień między porządkami władzy: mniej autorytarnymi i bardziej autorytarnymi. W żadnym z nich ofiary nie mają silnego głosu, a ich interes jawi się jako mało istotny. Formuła "jeszcze nie" jest też niezmiernie użyteczna dla władzy, pozwala bowiem wyciszyć problem. Jak sądzę, decyzja o konkursie w Grotesce przyczyniła się do braku ostrych i, przede wszystkim, ciągłych reakcji w środowiskach teatralnych i, w ogóle, związanych z kulturą. Będzie konkurs, czyli jest nieźle - dobiegły mnie takie głosy. A ja myślę sobie, że jednak jest źle.

Jedno z piękniejszych haseł współczesności brzmi: "nigdy nie będziesz szła sama". Zawiera obietnicę i zobowiązanie, tyleż indywidualne, co zbiorowe, do solidarnej postawy z osobami krzywdzonymi. Ale w przypadku Groteski słychać raczej: "na razie pochodźcie sobie sami za waszymi sprawkami, potem się zobaczy". Ot, spontaniczna, oddolna wersja "jeszcze nie".

Daria Sobik, Mariusz Gołosz

- Nowe sztuki -

Z jednej tkaniny

Duch zbliżającej się czterdziestki dopada Gabrielę we śnie, wymusza na niej spojrzenie w przyszłość, podjęcie kroków, które osadzą ją w życiu zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami. Już dość tego wahania się, należy podjąć kroki radykalne: zorganizować wspólne mieszkanie, urodzić własne dzieci. Gabriela już siebie widzi: ma na imię Anna i prowadzi tradycyjny dom, w którym są zwierzęta i inni ludzie, potrzebujący opieki.

Dziewczyna budzi się jednak do życia u boku Piotra, w wolnym związku opartym na niepewności jutra: braku zdolności kredytowej, niestabilnej pracy i tabletkach antykoncepcyjnych. Duch rychło zbliżającej się czterdziestki dopada również Piotra. Czas, by się ustatkować. Zatem i on i ona podejmują wyzwanie zorganizowania sobie życia w sposób, jak zdaje im się, najbardziej zbliżony do ideału, znanego z telewizji. Nie tacy już młodzi ludzie zamierzają kupić dom, w którym kiedyś kręcono serial Rodzina zastępcza. Trzydziestominutowe odcinki dają wyobrażenie o wzorowej pani domu, jej mężu, sąsiadach. Kiedy już Gabriela oraz Piotr pokonują trudności kredytowe i docierają do domu marzeń, widzą, jak bardzo inna jest rzeczywistość. Dla opisu tego miejsca używają synonimów słowa "rudera", ale - bądź co bądź - to ich własne miejsce.

Tu będą odpowiadać na społeczne oczekiwania. Odwiedzi ich lekko szalona i ekspansywna sąsiadka Alicja, która od uwag o hałasie zakłócającym spokój, przejdzie wprost do tematu braku dzieci w domu. Pojawi się również Posterunkowy, który z rezerwą odniesie się do zgłoszenia stalkingu. Trudno bowiem wziąć poważnie zeznania Piotra i Gabrieli o ich odczuciu bycia obserwowanymi. Postacie znane z serialu będą ciałami obcymi, natrętnie przypominającymi, że społeczeństwo bezwzględnie czeka na realizację tradycyjnych celów założenia rodziny. Gabriela i Piotr mają coraz mniej siły na stawianie czoła tym wyzwaniom. Nie są gotowi na dzieci, na pewno nie teraz. Ona nie jest w stanie ogarnąć własnej pracy. Nie sprawdza się jako redaktorka kącika porad w czasopiśmie, wciąż otrzymuje listy od znacznie młodszych kobiet z protestami i krytyką udzielonych rad. On nie jest w stanie stawić czoła odpowiedzialności spoczywającej na głowie rodziny. To wszystko sprawia, że młodzi ludzie uciekają z rudery, kupionej za kredytowe pieniądze - ich serialowego domku marzeń, w którym mieli stworzyć wzorową rodzinę. Zza krzaków przyglądają się Annie i Jackowi, kolejnym lokatorom. W ukryciu, z wyższością, mogą krytykować sceny z życia rodzinnego innej pary. Mogą też zadzwonić do Posterunkowego, kiedy widzą, że dom staje w płomieniach. Zgłoszą jednak nie pożar, a ponowne odczucie bycia obserwowanym.

Drukowaliśmy

Mariusz Gołosz pieśni piekarzy polskich, nr 9/2022.

Szkatułkowa konstrukcja tekstu jest grą motywów zaczerpniętych z serialu telewizyjnego popularnego w latach dwutysięcznych. Postacie o imionach aktorki i aktora grających w nim główne role, spotykają swoje serialowe alter ego. W ten sposób przenikają się i kontrastują realizm i wykreowana medialnie ułuda, którą dość łatwo uznajemy za obowiązujący wzorzec postępowania. Ludzie natomiast żyją w klatce - panoptykonie - zniewoleni i sfrustrowani.

Ewa Hevelke

Nina Zahożenko

Ja, wijna i płastykowa hranata (Ja, wojna i plastikowy granat)

Wstyd przyznać, ale trwająca w Ukrainie wojna uświadamia nam także naszą niewiedzę dotyczącą codzienności tego kraju jeszcze sprzed rosyjskiej inwazji. Im więcej czytamy ukraińskich tekstów powstałych po 24 lutego, tym inaczej je czytamy. Wyczulenie na narrację o wojnie odchodzi na dalszy plan, robiąc miejsce uważności na opisy przeszłości. Pytanie: "Kto i jak zabiera Ukraińcom życie?" zostaje zastąpione przez inne: "Co właściwie im zabiera?". Czy to znaczy, że robimy się nostalgicznymi czytelnikami?

Zastanawiałem się nad tym, czytając sztukę Ja, wijna i płastykowa hranata Niny Zahożenko, finalistki tegorocznej nagrody dramatopisarskiej "Aurora". I w tym utworze pojawia się reporterska poetyka: siedem niedługich scen budowanych niemal za każdym razem z prostych, jakby wynotowanych naprędce dialogów. Pierwszym tematem jest wojna - jej początkowe chwile i reakcje ludzi na dziejącą się na ich oczach tragedię. To oczywiście relacje przejmujące. Nina Zahożenko umie tak preparować język i tak cyzelować słowa, że niemal brakuje nam przegadania w rozmowach bohaterów - zupełnie, jakbyśmy tęsknili za normalnością ich życia. Ale umie też tak opowiedzieć o spotkaniu z wojną, byśmy zobaczyli, jaką Ukrainę najeżdża Putin. Nie jest to fresk socjologiczno-geograficzny - autorka koncentruje się na życiu młodych mieszkańców wielkich miast - ale jest na tyle przemyślany, że mimo niedużych rozmiarów sztuki odnosimy wrażenie obcowania z pewną ciągłością i głębią spojrzenia.

Rozmowa Antona i Liki jest zatem - pozornie - wyłącznie zapisem pośpiesznej wymiany zdań młodych rodziców ze Lwowa. On chciałby, by Lika uciekła z dziećmi za granicę (ta granica jest przecież tak bliska, że prawie namacalna - wydaje się, że kolejka do przejścia kończy się u nich pod domem). Ona stara się poskromić nerwy i jak najlepiej wydać pieniądze, które już za chwilę nie będą nic warte. Croissanty i łosoś na śniadanie. Wytrawne fondue z ziołami na inny posiłek. Normalnie Anton i Lika tak nie jadali, chyba że od święta. Nie jadali, bo - poza budżetem - nie pozwalał im na to zdrowy rozsądek. Ten sam, który teraz nakazuje im sięgnąć właśnie po towary z delikatesowych półek przedwojennego Lwowa. Miasta na dorobku, miasta tak blisko Zachodu.

W innej scenie czworo przyjaciół czatuje na wspólnej grupie na Messengerze. Tematem jest oczywiście wojna, ale te rozmowy są częścią dłuższej opowieści, która zdążyła zacząć się miesiące, może lata temu. Są częścią opowieści, która nauczyła przyjaciół rozpoznawać własne kody językowe i skróty myślowe. Wojna nie zmieniła tego języka emotikonów i hermetycznych żartów, podobnie jak nie uczyniła przyjaciół z dnia na dzień dojrzalszymi. Piszą po smartfonowej klawiaturze szybciej, niż myślą. Często kasują wiadomości, a właściwie - "cofają ich wysłanie". Czy ktoś z czatujących zdążył je zobaczyć? I jak się ma ta próba wymazania jednego zdania do tego, co dzieje się wokół nich?

Roma i Slava są parą gejów wcielonych do armii. Żołnierze są z nich przeciętni, pewno jak większość poborowych wezwanych do służby z dnia na dzień. Czy wojna jest dla nich cezurą? Na pewno - takiego doświadczenia się nie wymazuje. Ale nawet tu, w okopach, nie cichnie ich pragnienie sprzed wojny, by akceptacja związków takich, jak ich, była powszechniejsza. Gdy zwierzchnik wygłosi homofobiczną tyradę pod adresem wroga, najpewniej nieświadomy, że w szeregach jego jednostki są także osoby LGBT, to czy można zaprotestować tak, jak protestowałoby się jeszcze kilka tygodni wcześniej?

No właśnie, co zmienia, a czego nie zmienia wojna? Czy ucieczka do schronu (scena piąta) pozwala na ucieczkę przed światem na powierzchni? W tych bezpiecznych tunelach wszystko wydaje się tak nierealnie wygłuszone, ale - wraz z dostawami żywności, a nawet środków higieny - przedostają się do tego podziemnego świata emocje sprzed wojny. Może banalne, w sytuacji humanitarnej katastrofy (jak choćby nieodwzajemniona miłość), ale przecież wciąż obecne.

I oczywiście dla tych i paru jeszcze dialogów ze sztuki Niny Zahożenko pretekstem i wspólnym mianownikiem jest wojna, ale przecież dopełnieniem kontekstu musi być perspektywa sprzed 28 lutego. Choć nagłówki gazet powtarzają, że wszystko się zmieniło, choć jest oczywiste, że czasu nie da się zawrócić, to jednak żywotność starego świata jest także zadziwiająco mocna.

Sztuka Ja, wijna i płastykowa hranata jest rozwinięciem tekstu, który Nina Zahożenko napisała wcześniej i nazwała Harantiji bezpeky (Gwarancje bezpieczeństwa). Nie zdziwiłbym się więc, gdyby i do tej wersji dopisała kolejne sceny, i gdyby w tych kolejnych scenach przeszłości przedwojennej było jeszcze więcej. To przecież tamta przeszłość wychowała pokolenie autorów i autorek, którzy dziś na gwałt uczą się nowej rzeczywistości - tej, której sami sobie nie wybrali.

Piotr Olkusz

- Z biblioteki -

Wciąż żywy dialog

Książka napisana jako wyraz szacunku i ciągle żywej pamięci wybitnej badaczki teatru i kultury oraz nauczycielki akademickiej, profesor Ewy Guderian-Czaplińskiej, która zmarła w 2020 roku. Jej rozległe zainteresowania badawcze, kompetencje, zaangażowanie zostały pośmiertnie docenione przez przyznanie jej Nagrody "Kamyk Puzyny" za łączenie twórczej działalności z zaangażowaniem w życie publiczne.

Książka została opracowana przez współpracowników Guderian-Czaplińskiej z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jak piszą oni w nocie drukowanej na okładce książki: Tom zrodził się z dwóch impulsów. Z pragnienia uhonorowania pamięci i oddania hołdu Profesor Ewie Guderian-Czaplińskiej - przyjaciółce, koleżance, wykładowczyni oraz z chęci wypełnienia jednego z Jej ostatnich badawczych projektów-idei: przyjrzenia się kategorii podróży ujmowanej jako metafora sztuki, teatru, kultury, wreszcie - życia. Rozpiętość tematów i ujęć jest bardzo rozległa. Zbyt rozległa, by zawrzeć ją w tekście okładkowym. Wśród wszystkich poruszonych problematyk jedna zasługuje na szczególną uwagę: potrzeba rozmów o śmierci. Rozmów, których - idąc za wskazaniem Ewy z Jej ostatniej książki Trojanki - nie powinniśmy unikać. Koncepcję tytułowego tria pojęć precyzują oni dodatkowo we wstępie: Problematyka koncentruje się wokół idei podróży, postrzeganej z różnych perspektyw i rozumianej nie tylko jako przemieszczanie się z miejsca na miejsce oraz przekraczanie realnych i symbolicznych granic, lecz także jako dążenie do jakiegoś celu czy idei. Podróżować - przez życie, przez teksty, przez teatr. Mieszkać - w życiu, w tekstach, w teatrze. I odejść... z tekstów, z teatru, z życia. Być, czyli podróżować i mieszkać. I pisać. Ewa była maratonką, podróżniczką-wędrowcem, mogła wyruszać wciąż na nowo, ponieważ miała skąd i miała dokąd wracać. Gdy nagle odeszła... zostawiła nam swój podróżniczy przewodnik - po tekstach, po teatrze, po życiu. Różnorodność ukazanych przez Autorów odniesień do tytułowej triady pozwoliła ułożyć teksty w trzy grupy. Trojakiego rodzaju jest nie tylko sposób, w jaki Autorzy eksplorują ideę magrisowskiej podróży, lecz także związek łączący ich z Ewą Guderian-Czaplińską. Artykuły składające się na tom Podróżować, mieszkać, odejść... to teksty o Ewie, ożywione twórczą myślą Ewy, i teksty dla Ewy. Bo jakże mogło być inaczej. Podróżujmy więc... Ewa już dobiegła.

Jak z kolei o tomie pisała w miesięczniku "Teatr" Maryla Zielińska: Mamy w Podróżować, mieszkać, odejść... rozprawy, które w przewrotny sposób wiążą się z Ewą Guderian-Czaplińską: choćby ta poświęcona bohaterkom o imieniu Ewa w pismach Adama Mickiewicza czy tekst Dariusza Kosińskiego, w którym dzieli się on kilkudziesięcioletnim doświadczeniem pokonywania trasy dom - praca, czyli Nowy Targ - Kraków. Są też teksty, których nie spodziewalibyśmy się w książce poświęconej historykowi teatru: opis ponad pięciu wieków trwającej peregrynacji rękopiśmiennego modlitewnika z godzinkami, który należał do królowej Bony, czy barwny reportaż z poszukiwań Biblii królowej Zofii wśród trofiejnych zasobów biblioteki w Niżnym Nowogrodzie. Ale to jest właśnie moc i magia bycia członkiem społeczności uniwersytetu (książka mimochodem stała się portretem środowiska poznańskich humanistów). Niektórzy autorzy wprost zwracają się do bohaterki tomu, tekst zastępuje niemożliwą już rozmowę. Tak jest z opowieścią o tropieniu śladów kompozytora Wojciecha Dankowskiego w Wilnie, spisaną przez Alinę Mądry, czy z refleksją o Heddzie Gabler Ivo van Hove'a pióra byłego studenta, Stanisława Godlewskiego. Jacek Wachowski rozprawę o Orfeuszu Anny Świrszczyńskiej, o micie odchodzenia w zaświaty, kończy "...no to czółko...". Diana Poskuta-Włodek poprzedza artykuł o koincydencji teatru i archiwum fragmentem dedykacji, którą wpisała jej Ewa Guderian-Czaplińska w swej książce o teatrach poznańskich w dwudziestoleciu międzywojennym: ""Co dzień powtarza się gra..." A potem ktoś to musi opisać!". Jest grupa tekstów z zakresu zainteresowań badawczych Guderian-Czaplińskiej: pierwsza awangarda, przestrzeń teatralna, dramat, bieżący repertuar... Ale w wydawnictwie są też "okazy" prawdziwie egzotyczne: imponująca relacja z badań spektrokartograficznych poznańskiego jeziora Rusałka (Elsensee), raport na temat epidemii hiszpanki w Poznaniu (1918-1920), reportaż z karnawału w Telfs.

Podróżować, mieszkać, odejść... Pamięci Ewy Guderian-Czaplińskiej, pod redakcją Barbary Koncewicz, Katarzyny Krzak-Weiss, Krzysztofa Kurka, Aliny Mądry, Wydawnictwo "Poznańskie Studia Polonistyczne", Poznań 2021.

Teatr w stanie wyjątkowym

Książka stanowi zbiór artykułów przygotowywanych na podstawie badań polskiego życia teatralnego w okresie pandemii wirusa COVID-19 prowadzonych przez szereg interdyscyplinarnych zespołów badawczych powołanych przez Instytut Teatralny. Celem tych eksperckich grup było, jak zaznaczają we wstępie redaktorki tomu Katarzyna Kalinowska i Katarzyna Kułakowska: zajrzenie w każdy zakamarek świata teatru i udokumentowanie jego kondycji w bezprecedensowym czasie pandemii.

Zanim artykuły opracowane przez poszczególne zespoły trafiły do tomu, funkcjonowały w postaci siedmiu raportów z różnych stron analizujących skutki pandemii dla całego ekosystemu teatralnego prezentowane publiczności podczas kolejnych webinariów, w których mogła ona aktywnie uczestniczyć. Poszczególne badania, na podstawie których zostały napisane zgromadzone w książce artykuły, to:

- W poszukiwaniu strategii. Działania instytucji teatralnych w czasie pandemii. Raport z badania prowadzonego z osobami kierującymi instytucjami teatralnymi w Polsce; Marek Krajewski i Maciej Frąckowiak, we współpracy z Kamilem Pietrowiakiem, Waldemarem Rapiorem i Janiną Zakrzewską,

- Pracownice i pracownicy teatrów w pandemii. Zawody teatralne w perspektywie antropologicznej; Michał Bargielski, Anna Buchner, Katarzyna Kalinowska, Katarzyna Kułakowska i Maria Wierzbicka,

- Kiedy skończy się kwarantanna i będzie można wrócić do teatru, ja wrócę. Badanie publiczności teatralnej w czasie epidemii koronawirusa w Polsce; Bogna Kietlińska,

- Obecność teatrów w przestrzeni online w trakcie pandemii; Anna Buchner, Katarzyna Fereniec-Błońska, Katarzyna Kalinowska, Maria Wierzbicka,

- Artystki i artyści teatru w czasie COVID-19; Dorota Ilczuk we współpracy z Anną Karpińską, Emilią Cholewicką, Ewą Gruszką-Dobrzyńską, Kubą Piwowarem i Ziemowitem Sochą,

- Krytyka teatralna w Polsce w czasie pandemii COVID-19; Małgorzata Ćwikła, Marcin Laberschek, Waldemar Rapior, Zofia Smolarska,

- Tego się jedną pandemią tak łatwo nie przerwie. Raport z badań teatru amatorskiego w czasie pandemii; Maria Babicka, Marek Dudkiewicz,

Jak charakteryzuje strukturę książki jej wydawca: Książka składa się z dwóch części oraz bibliografii i aneksu, w którym znajdują się szczegółowe opisy założeń metodologicznych siedmiu projektów badawczych, które zostały zrealizowane w 2020. Pierwsza część książki przedstawia perspektywę teatrów, składającą się z różnorodnych doświadczeń: od głosów osób zarządzających instytucjami kultury, przez pracowników i pracownice różnych działów i zespołów w teatrach, twórców i twórczynie, do osób prowadzących amatorskie grupy teatralne. Druga część dotyczy publiczności, wśród której znajdują się zarówno stali odbiorcy i odbiorczynie oferty teatralnej, jak i nowa, zrodzona w pandemii widownia, a także profesjonalni widzowie i widzki, czyli krytycy i krytyczki. Układ tekstów odzwierciedla strukturę procesu badawczego - od badań eksploracyjnych, dostarczających wstępnych rozpoznań badanych zjawisk, które następnie były pogłębiane w dalszych badaniach skoncentrowanych na szczegółowych zagadnieniach.

Jak z kolei wyjaśnia jedna z koordynatorek badań Maria Babicka: Jednym z głównych celów prowadzonych badań było pozyskanie wiedzy, która wpłynie na rozwój osób, teatrów i organizacji, a tym samym może przyczynić się do minimalizacji ryzyka i szkód w przyszłości. Impulsem do zainicjowania prac było opublikowanie przez Bognę Kietlińską ankiety dotyczącej funkcjonowania widowni teatralnej podczas lockdownu. Kilkuosobowy zespół Instytutu Teatralnego (w składzie Maria Babicka, Joanna Biernacka-Płoska, Maria Bogdaniuk, Justyna Czarnota, Krystyna Mogilnicka) przygotował następnie szerszą koncepcję obejmującą zarówno badanie widowni (w tym szczególnej grupy, jaką są krytycy), jak i samych teatrów - publicznych, niezależnych a także amatorskich. Zależało nam na objęciu jak największej liczby obszarów życia teatralnego. Wielogłos badań zapewniło zaproszenie do realizacji przedstawicieli różnych dyscyplin - socjologów, antropologów, ale również ekonomistów - którzy reprezentują ośrodki naukowe w miastach w całej Polsce. Przyczyniało się do niego także połączenie badań ilościowych i jakościowych. - Rozłożenie badań w czasie dodatkowo pozwoliło na przenikanie się i czerpanie z wcześniejszych rozpoznań, dzięki czemu obraz prezentowany w raportach jest jeszcze ciekawszy.

Jak piszą recenzenci naukowi tomu Emilia Zimnica-Kuzioła: Mimo obaw o brak dystansu czasowego do przedmiotu badań i niepokoju o możliwą mozaikowość wynikającą z założonej a priori polifonii badawczej, udało się stworzyć panoramiczny, holistyczny, pogłębiony, wieloaspektowy wizerunek społecznego świata teatru, niezwykle aktualny, kreślony in statu nascendi, w trakcie trwania covidowej rzeczywistości, oraz Wojciech Pawlik: głównym celem przeprowadzonych i przedstawionych w tej książce badań empirycznych było jak najbardziej wszechstronne i wieloaspektowe zdiagnozowanie i udokumentowanie sytuacji teatrów w Polsce w czasach pandemii. Przeprowadzone badania tę funkcję diagnostyczną z całą pewnością wypełniły. Co więcej, choć większość uzyskanych wyników odnosi się do czasu pandemii, część zebranych danych uzupełnia naszą wiedzę o sytuacji teatru w Polsce niekoniecznie w powiązaniu z pandemią [...]. Choć więc autorzy diagnozują sytuację teatru w Polsce w czasie pandemii, zarazem niejako w tle diagnozują ich sytuację przed wybuchem pandemii i - można założyć - w pewnym stopniu również po jej wygaśnięciu.

Badania zgromadzone w tomie prezentują więc nie tylko rozmaite sposoby zbierania wiedzy i gromadzenia materiałów związanych z funkcjonowaniem polskiego życia teatralnego w czasie lockdownu, ale zadają szereg istotnych dla funkcjonowania teatru w "stanie wyjątkowym" pytań: Jak osoby zarządzające teatrami zareagowały na lockdown, co sprawiło im największą trudność, z czym radziły sobie względnie dobrze? Jak zmieniło się życie pracownic i pracowników poszczególnych grup zawodowych - nie tylko zespołu artystycznego, ale także technicznego, administracji teatru, pracowni rzemieślniczych, działów edukacyjnych, literackich czy biur obsługi widzów? W jaki sposób i jak chętnie korzystano ze zdalnej oferty teatrów oraz w jaki sposób i na jakich zasadach funkcjonowały poszczególne, uruchamiane przez teatry, platformy streamingowe.

Jakie teatr może wyciągnąć korzyści z pokazów i pracy online oraz w jaki sposób zmienia to teatralne doświadczenia? Jak na różnych etapach rozwoju pandemii radzili sobie artyści, artystki i osoby piszące o teatrze.

Teatr w pandemii, pod redakcją Katarzyny Kalinowskiej i Katarzyny Kulikowskiej, Instytut Teatralny im. Raszewskiego, Warszawa 2022.

Nowa postać sceniczna

Autor, choreograf i założyciel Teatru OdRuchu w swojej książce próbuje na podstawie własnych artystycznych doświadczeń i pracy opisać i scharakteryzować nową kategorię scenicznego istnienia. Postać aktora-tancerza, która według Michała Czornego coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność na polskiej scenie teatralnej, ukształtowała się w wyniku nowatorskiej koncepcji kształcenia realizowanej na bytomskim Wydziale Teatru Tańca Akademii Sztuk Teatralnych. Jerzy Stuhr opisany w książce projekt charakteryzuje następująco: teatr, jego forma, estetyka, zmieniają się. Potrzeba nowej energii, środków wyrazu, umiejętności artystów - wykonawców. Takimi dysponują absolwenci Wydziału Teatru Tańca krakowskiej AST. Opisanie ich pracy, procesu tworzenia, metod stosowanych w cyklu nauczania może stać się bezcennym, w Polsce pionierskim, materiałem dla świata teatru.

Autor swoją koncepcję buduje na podstawie doświadczeń i obserwacji uczestnictwa w licznych artystycznych projektach, zajęciach, spektaklach i działaniach choreograficzno-tanecznych. Pomimo jednak, że swoją koncepcję wyprowadza z obserwacji uczestniczącej, w jego wywodzie nie brakuje koniecznego badawczego dystansu czy solidnej podbudowy teoretycznej. Jak rekomenduje publikację portal Kultura.Tychy.pl: Książka jest zwieńczeniem jego wieloletniej praktyki, nauki i wiedzy zdobytej w Akademii Sztuk Teatralnych im. Wyspiańskiego w Krakowie na Wydziale Teatru Tańca w Bytomiu. Jest również próbą zapisu oraz klasyfikacji czegoś tak ulotnego, jak ruch. Przedstawia metody, jakimi kreuje się postaci sceniczne, a także opowiada o indywidualnych ścieżkach aktorów-tancerzy. Pracę Czornego zachwala także profesor Jerzy Święch, promotor pracy dyplomowej, która stała się podstawą publikacji: Jako promotor byłem niebywale rad, gdy zgodnie z moimi oczekiwaniami praca Michała Czornego Proces kreowania postaci scenicznej u aktora-tancerza, na przykładzie wybranych przedstawień Wydziału Teatru Tańca oraz obrona tej pracy została oceniona przez członków Komisji Egzaminacyjnej jako praca celująca, godna publikacji. Nadarza się możliwość spełnienia zaleceń Komisji - upowszechnienia dokonań unikatowego w skali światowej Wydziału Teatru Tańca (tylko na tym Wydziale można poznać i studiować Polską Technikę Tańca Współczesnego w połączeniu z technikami gry aktorskiej powszechnej w teatrze dramatycznym). Publikacja cenna i z tego względu, że droga dochodzenia do spektaklu opisywana jest przez kończącego studia bardzo uzdolnionego adepta, wprawnie korzystającego z dorobku naukowego opisującego zjawisko, jakim jest TEATR; autora posługującego się dobrym językiem, uciekającego od suchej narracji. Ta publikacja powinna zainteresować nie tylko specjalistów, ale szerokie grono ludzi zainteresowanych sztuką.

Książa składa się z czterech rozdziałów, pierwszy to wprowadzenie teoretyczne (krótkie omówienie metod pracy Stanisławskiego, Grotowskiego i Łumińskiego, a także Alexandra i Michaelsa), dwa kolejne analizują już konkretnie styl pracy i wybrane przedstawienia zrealizowane przez absolwentów Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu lub z ich udziałem (na przykładzie działalności Teatru OdRuchu oraz spektakli dyplomowych WTT), natomiast ostatni obejmuje kilkanaście pogłębionych wywiadów z aktorami i wykładowcami Wydziału (między innymi Katarzyną Gorczycą, Sylwią Hefczyńską-Lewandowską, Jackiem Łumińskim, Anną Piotrowską, Januszem Skubaczkowskim czy Jerzym Stuhrem). Fragmenty tych wywiadów również zostały wykorzystane w trzech pierwszych rozdziałach.

Jak podsumowuje książkę wydawca: Absolwenci, aktorzy-tancerze, nie tylko coraz mocniej zaznaczają swoją obecność jako wykonawcy, ale też sami tworzą artystyczne projekty, grupy tetralne, spektakle, sami też zaczynają nauczać.

Michał Misza Czorny Postać sceniczna aktora-tancerza, Wydawnictwo Convivo, Warszawa 2022.

Cenne źródła

Książka jest trzecią pozycją wydaną w serii "Reduta na stulecie". Po wcześniejszych Studiach i rozpoznaniach oraz starannie opracowanych Dziennikach wypraw 1938-1939 Juliusza Osterwy, Instytut Teatralny wydał antologię pięćdziesięciu trzech tekstów na temat Reduty w wyborze i opracowaniu Wandy Świątkowskiej. W tomie zgromadzono przedruki artykułów, relacji i wspomnień na temat teatru ukazujących się w prasie oraz przedrukowywanych później w rozmaitych zbiorach tematycznych czy monografiach zbiorowych. Jak pisze Wanda Świątkowska we wstępie: Rekordzistą jest chyba tekst Stefana Jaracza Czego nauczyła mnie Reduta?, który miał przynajmniej sześć wznowień. Ale przypomniano tu także teksty zapomniane, nieoczywiste czy trudno dostępne, które poza prasą międzywojnia nie miały późniejszych przedruków. Wybrane teksty źródłowe zostały uporządkowane tematycznie, nie według dat ich powstawania czy profesji autorów. Książka dzieli się na sześć części, dla których kluczem jest chronologia zdarzeń: Założenia, Pierwsze oceny, Polemiki, Objazdy, Instytut Reduty, Syntezy. Antologia Reduta. Źródła i komentarze stanowi rodzaj zwieńczenia procesu odchodzenia od traktowania Reduty przede wszystkim jako teatru repertuarowego, który działał też na "innych polach". Tę zmianę perspektywy zapoczątkował swoimi pracami Zbigniew Osiński, uświadamiając, że Zespół Reduty to coś więcej niż tylko teatr wystawiający sztuki. Niniejszy tom pokazuje Redutę jako laboratorium wspólnoty, zalążek nowej kultury, zespół ludzi.

Jak z kolei zauważał w swoich recenzjach wydawniczych Wojciech Dudzik: Pomysł na antologię był nadzwyczaj fortunny: zebrać w jednym miejscu teksty źródłowe - a zatem z epoki - mniej lub bardziej znane, ale wcześniej (poza jednym wyjątkiem) już publikowane; teksty, które z różnych punktów widzenia naświetlałyby okoliczności powstania i historię Reduty. Przy czym jest to antologia, a nie apologia; obiektywny dobór autorów i artykułów oraz trafne sproblematyzowanie zagadnień sprawiają, że czytelnik otrzymuje wiarygodny obraz współczesnej, niejednorodnej i nieoczywistej wczesnej recepcji działalności "pierwszego laboratorium teatralnego" w Polsce. Drugi z recenzentów Tadeusz Kornaś pisze natomiast: Książka zredagowana i opracowana przez Wandę Świątkowską gromadzi korpus najważniejszych tekstów o Reducie. Autorka antologii jest osobą predestynowaną do opracowania tego typu publikacji. Redutą zajmuje się już "od lat", napisała wiele ważnych tekstów o tym zespole, opublikowała artykuły i książki dotyczące dzieła Osterwy, a nawet była redaktorką tomu pism Osterwy. Dokonany przez Świątkowską wybór tekstów do tego tomu jest więc precyzyjny i nieprzypadkowy. Antologia bowiem nie rodziła się z kaprysu, ale ze świadomości tego, co trzeba jeszcze koniecznie zrobić w dziedzinie ,,redutologii", czego brakuje. O Reducie, Osterwie, Limanowskim i innych twórcach związanych z zespołem powstało już wiele książek. Wydaje mi się, że obok tematu "Leon Schiller" jest to najlepiej i najpełniej opracowane zagadnienie teatralne z okresu dwudziestolecia międzywojennego.

Książka przygotowana przez Świątkowską staje się - jak sądzę - symbolicznym zwieńczeniem pewnego etapu. Po wydaniu redutowych monografii przez Szczublewskiego i Osińskiego, po opublikowaniu korpusu tekstów Osterwy, Limanowskiego i innych osób związanych z Redutą przez m. in. Osińskiego, Guszpita, Kosińskiego, Świątkowską, Kruczyńskiego, Krasińskiego, po wydaniu listów, wspomnień i wielu innych opracowań można powiedzieć, że posiadamy bardzo solidny fundament ,,redutologii". Pora więc na wydanie summy (albo inaczej - sourcebooka, pisząc brzydko z angielskiego), w której zestawione obok siebie najważniejsze źródła i teksty z dwudziestolecia międzywojennego (przede wszystkim) same opowiedzą o Reducie.

Tom, z powodzeniem wpisuje się więc w linie i misję zapoczątkowanej przez Instytut Teatralny w 2019 roku, a więc w stulecie założenia Reduty, serii. Nie jest wyłącznie powtórzeniem już prawd znanych i powszechnie przyjętych, lecz próbą przemyślenia na nowo założeń powołanej przez Osterwę i Limanowskiego instytucji oraz spojrzeniem na ich dziedzictwo z innej niż dotychczas perspektywy.

Zebrane i opracowane przez Wandę Świątkowską materiały źródłowe umożliwiają prześledzenie recepcji artystycznych i kulturowych działań Reduty oraz przyjrzenie się, w jaki sposób i w jakich szczególnie okresach recepcja ta ulegała zmianie.

Reduta. Źródła i komentarze, wybór i opracowanie Wanda Świątkowska, Instytut Teatralny im. Raszewskiego, Warszawa 2022.

Teatr Młodych

Autorka jest założycielką, kierowniczką artystyczną, pedagożką i reżyserką działającego od 1972 roku w MDK w Toruniu teatru dla młodzieży Scena Młodych. W swojej książce przedstawia historię założonego przez siebie teatru, opowiada o tym, co nią kierowało, kiedy zaczynała pracę z młodzieżą oraz jakie cele przyświecały prowadzonej przez nią artystycznej działalności. Opisuje także poszczególne, stworzone przez Scenę Młodych spektakle, streszcza najważniejsze założenia w pracy nad nimi oraz charakteryzuje wypracowaną przez siebie przez lata działalności artystycznej metodę: W pracy teatralnej z młodzieżą nacisk kładziony jest na zespołowość. Założeniem jest, żeby każdy był współodpowiedzialny za spektakl - współtworzył scenariusz i inne sceniczne elementy. Istotne są nie tylko efekty sceniczne, ale atmosfera w grupie między ludźmi. Każdy uczestnik ma możliwość przekazania tego co go porusza i co jest dla niego ważne. Szczególną rolę w pracy zespołu odgrywają starsi członkowie. Oni przekazują niepisane zwyczaje grupy, opowiadają o swoich artystycznych przeżyciach, są przykładem do naśladowania. Twórcze istnienie w młodym życiu owocuje w przyszłości, daje energię, otwiera na świat, sztukę i ludzi. Lucyna Sowińska podkreśla, że okres edukacyjny jest wieloletni. Trwa przynajmniej trzy lata. Młodzi ludzie poznają siebie, rozwijają plastykę ruchu, bogacą brzmienie głosu, interpretację tekstu, nabierają świadomości teatralnej. Wydawca pisze o książce: Książka Zapis pamięci Lucyny Sowińskiej ukazuje Toruńską Scenę Młodych Studia P od strony inspirujących działań twórczych, które rozwijają wyobraźnię i pomysłowość sceniczną uczestników zdarzeń. Poszukiwania teatralne są niepowtarzalne, osiągają wymiar święta w przestrzeniach przyrody, obiektów zabytkowych oraz różnych pór dnia i nocy. Autorka podkreśla, że we współpracy z młodzieżą otwarta jest na propozycje, aby dotrzeć do myśli i wewnętrznego głosu aktora.

Lucyna Sowińska Zapis pamięci. Toruńska Scena Młodych Studio P, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2022.

Witkacy i kobiety

Książka jest nowym, uzupełnionym i znacznie poszerzonym wydaniem poprzedniej książki autorki Kobiety Witkacego. Jak charakteryzuje książkę wydawca: Nie był monogamistą, nie był wierny, nie obiecywał miłości po grobową deskę. Nie rozumiał słowa "zdrada". Braterstwo dusz cenił na równi z rozkoszami cielesnymi. Niezwykły pisarz, malarz i skandalista, ale także wyjątkowy kobieciarz. Stanisław Ignacy Witkiewicz miał błysk w oku, wielką słabość do płci pięknej i równie wielki temperament. Arystokratki i podlotki, aktorki i poważne matrony. Demoniczne i uległe. Znane dziś z kart jego powieści, portretów malarskich, fotografii oraz... listów do żony. Kochał i portretował je wszystkie. Eugenię Wyszomirską, Ewę Tyszkiewiczównę, Irenę Solską, Helenę Czerwijowską, Jadwigę Janczewską, Zofię Żeleńską (żonę "Boya"), Marię Pawlikowską z Kossaków i oczywiście Nenę Stachurską. Wszystkie też musiała zaakceptować żona Nina - jednocześnie najdalsza i najbliższa. Historia związków Witkacego z kobietami nie tylko pozwala prześledzić burzliwe koleje jego życia i małżeństwa, lecz także dogłębnie poznać bogatą osobowość artysty. W nowym, uzupełnionym wydaniu książki o kobietach w życiu Witkacego Małgorzata Czyńska odsłania kulisy jego biografii oraz twórczości - pomaga czytać między wierszami i dostrzec historię uwiecznioną na słynnych obrazach.

Autorka opowiada więc biografię Stanisława Ignacego Witkiewicza poprzez jego związki i relacje z kobietami. Nie chodzi jej jedynie o sensacyjne anegdoty i plotkarski charakter jego kolejnych mniej lub bardziej przelotnych romansów i uczuciowych związków. Skupia się raczej na tym, jak relacje ze spotkanymi na różnych etapach życia kobietami wpływały na osobowość artysty oraz uprawianą przez niego sztukę. Jak pisze Czyńska: W gruncie rzeczy romans Stanisława Ignacego Witkiewicza z Ireną Solską sprawia, że młody mężczyzna dojrzewa i uniezależnia się od nadopiekuńczego ojca. Książka uzmysławia także, w jaki sposób w życiu Witkacego tworzyły się nowe, alternatywne w stosunku do społecznie przyjmowanych w tamtym czasie, formy międzyludzkich i partnerskich związków. Autorka tak charakteryzuje charakter małżeństwa artysty z Jadwigą Unrug:

Różnie się między małżonkami układało, wypracowali już jednak model, zdaniem Witkacego, idealny. Przyjaźń, tolerancja, wzajemne wsparcie. On niemal oficjalnie kogoś ma, ona dyskretnie kogoś miewa. Mimo to nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Poza kilkutygodniowymi okresami wiosną i jesienią, gdy Stanisław Ignacy mieszka na Brackiej, codziennie śle do żony listy z Zakopanego. Nina w miarę regularnie odpisuje, mogłaby może pisać wyraźniej albo piórem zamiast kopiowym ołówkiem, o co Witkacy czasami ją prosi. Do Zakopanego przyjeżdża rzadko i na krótko. Korespondencyjne z nich małżeństwo.

Jak zauważała jedna z recenzentek książki: Ciekawy pomysł na biografię pisaną w oparciu o relacje z kobietami, których w życiu Witkacego było całkiem sporo. Dużo fragmentów listów, wspomnień - to też atut książki. Ogólnie dobra książka, klasycznej biografii pewnie bym nie przeczytała, a ta pozycja dostarcza ogólnych informacji o Witkacym, ale też stara się przekazać jego pogłębiony portret psychologiczny, pokazać jego relacje, charakter, temperament. Jak z kolei zauważał w swoim omówieniu książki Janusz R. Kowalczyk: Pisząc o "metafizycznym haremie" Witkacego Małgorzata Czyńska korzystała oczywiście z wcześniejszych ustaleń badaczy - sama bibliografia wypełnia pięć stron książki. Dało jej to podstawy do formułowania własnych wniosków.

Małgorzata Czyńska Witkacy i kobiety. Harem metafizyczny, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2022.

Opracował Jakub Papuczys

- Z afisza -

WRZESIEŃ 2022

Prapremiera tragifarsy Przemysława Pilarskiego Węgla nie ma poruszająca temat trudnego sąsiedztwa Śląska i Zagłębia odbyła się w Teatrze Śląskim im. Wyspiańskiego w Katowicach. Jej bohaterem jest Zagłębiak, prywatny detektyw, o znaczącym imieniu Edward, który dostaje zlecenie odszukania zaginionych Ślązaków. Reżyseria: Jacek Jabrzyk, scenografia: Anna Maria Karczmarska, Mikołaj Małek, kostiumy: Paula Grocholska, muzyka: Jacek Sotomski, reżyseria świateł: Klaudyna Schubert.

Grupa krwi Anny Wakulik - sztuka napisana i wyłoniona do realizacji w ramach programu stypendialnego Dramatopisanie - miała prapremierę w Teatrze im. Mickiewicza w Częstochowie (reżyseria: Agata Biziuk, scenografia: Maks Mac, muzyka: Radosław Duda, ruch sceniczny: Krystyna Lama Szydłowska, wideo: Tobiasz Czołpiński, reżyseria światła: Maciej Iwańczyk) i premierę w Nowym Teatrze im. Witkacego w Słupsku (reżyseria: Maciej Gorczyński, scenografia, kostiumy i wideo: Iwona Bandzarewicz, muzyka: Szczepan Pospieszalski).

Tekst Marty Sokołowskiej i Piotra Ratajczaka Fanatycy prawdy zrealizowany jako koprodukcja festiwalu Łódź Czterech Kultur i Teatru Ochoty im. Machulskich miał we wrześniu premiery i łódzką, i warszawską. Scenariusz powstał na podstawie licznych reportaży, relacji i materiałów znalezionych w internecie. Reżyseria i opracowanie muzyczne: Piotr Ratajczak, scenografia i kostiumy: Marcin Chlanda, choreografia: Arkadiusz Buszko.

Przestrzeń naszego spektaklu zamieszkują postacie, na które widzowie natrafiają, gdy szukają odpowiedzi na dręczące ich pytania o to: skąd się bierze zło, kto rządzi światem, kto zaplanował pandemię? Wtedy spora część społeczeństwa, nie mając zaufania do oficjalnych instytucji, do oficjalnego obiegu informacji - rzuca się do internetu i próbuje odszukać rozmaite odpowiedzi na te pytania. Szukają ludzi, postaci, które sugerują, że mają na te tematy głęboką wiedzę. [...] To są bohaterowie pierwszej części spektaklu, w którym widzowie uczestniczyć będą w medialnym panelu dyskusyjnym. Te postaci będą prezentować swoje radykalne poglądy i przekonywać do nich odbiorców. Z kolei w drugiej części przedstawienia pokażemy widzów, czyli rozmaite efekty tego, jak takie manipulacje mogą oddziaływać i odbić się na psychice przeciętnych, zagubionych ludzi.

Piotr Ratajczak

www.e-teatr.pl, 1o września 2022

Michała Buszewicza Praktyka widzenia - inspirowana Teorią widzenia Władysława Strzemińskiego - powstała jako koprodukcja Łodzi Czterech Kultur i Teatru Nowego im. Dejmka. Reżyseria: Wojtek Rodak, scenografia i kostiumy: Katarzyna Pawelec, muzyka: Karol Nepelski, choreografia: Tobiasz Sebastian Berg.

Miła robótka to z kolei koprodukcja festiwalu Łódź Czterech Kultur z Teatrem im. Fredry w Gnieźnie. Scenariusz Agnieszki Jakimiak i Mateusza Atmana inspirowany jest książką Ewy Stusińskiej Miła robótka. Polskie świerszczyki, harlekiny i porno z satelity. Reżyseria: Agnieszka Jakimiak, scenografia, wideo i światła: Mateusz Atman, choreografia: Oskar Malinowski, muzyka: Łukasz Jędrzejczak, kostiumy: Yuliya Postushna.

Prapremiera sztuki Papusza znaczy lalka - o romskiej poetce Bronisławie Wajs, znanej jako Papusza - autorstwa Katarzyny Knychalskiej odbyła się w gorzowskim Teatrze im. Osterwy. Reżyseria: Jacek Głomb, scenografia: Małgorzata Bulanda, muzyka: Bartosz Straburzyński, ruch sceniczny: Witold Jurewicz.

Życiorys Papuszy jest gęsty, ciekawy i mocno tragiczny. Jest też bardzo kobiecy, czyli zawierający wiele spraw, z którymi kobiety mogą się dziś utożsamiać. W tym spektaklu są dotknięte różne problemy: przemoc wobec kobiet, przemoc domowa czy to, że od kobiety wymaga się dziecka. W małym stopniu jest to historia o cygańskiej poetce. To historia o kobiecie, która ma trudne życie, ale która paradoksalnie potrafi sobie poradzić z nim tak, że tworzy poezję, która nam się wydaje pogodna i ciepła.

Katarzyna Knychalska

"Gazeta Lubuska" nr 209, 8 września 2022

Gościnnie na gorzowskiej scenie odbyła się premiera monodramu Baszert. Dziewczyna z Nowolipek napisanego przez Iwonę Kusiak we współpracy z Aleksandrą Engler-Malinowską. Sztuka ma dwie bohaterki - współczesną, działającą na rzecz wybudowania na Nowolipkach Upamiętnienia Archiwum Ringelbluma w Warszawie, oraz historyczną - Idę z domu Rosenberg, mieszkającą przed wojną przy ulicy Nowolipki. Spektakl powstał w ramach programu OFF Polska. Scenografia: Martyna Stachowczyk, muzyka: Paweł Paluch, choreografia: Witold Jurewicz, Marlena Bełdzikowska. Występuje: Karolina Miłkowska-Prorok.

Powieść Jerzego Andrzejewskiego z 1963 roku zatytułowana Idzie skacząc po górach po raz pierwszy doczekała się scenicznej adaptacji. Jej autorem, a zarazem reżyserem spektaklu, który miał premierę w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu, jest Igor Gorzkowski. Genialny, ukrywający się przed światem artysta udziela - nie bezinteresownie - gościny młodemu, utalentowanemu malarzowi i jego przyjaciółce. Scenografia: Honza Polivka, kostiumy: Joanna Walisiak, muzyka: Zbigniew Kozub, konsultacja ruchu: Iwona Pasińska.

To gotowy ładunek teatralny i to zawsze jest inspirujące, kiedy sięga się po nowy tekst. Ta rzeczywistość aż się prosi do przeniesienia na scenę. To napięcie pomiędzy tym co młode i stare, rozkwitem życia a schyłkiem, a także spotkania postaci genialnej z rzeczywistością wokół niego.

Igor Gorzkowski

"Polska. Głos Wielkopolski" nr 228, 30 września 2022

Ameryka Julii Holewińskiej i Tomasza Szerszenia - określona przez twórców mianem opowieści dekolonialnej - miała premierę w Teatrze Polskim im. Konieczki w Bydgoszczy. Centralną postacią jest w sztuce argentyński pisarz, noblista Witoldo Gombrowicz. Reżyseria: Julia Holewińska, przestrzeń i wideo: Tomasz Szerszeń, muzyka: Radosław Duda, rzeźby: Maja Krupińska.

Sztuka pilgrima/majewskiego Marta. Figura Serpentinata, trafiająca na afisz Teatru Dramatycznego im. Szaniawskiego w Wałbrzychu, to portret legendarnej nauczycielki jednego z wałbrzyskich liceów - Marty Gąsiorowskiej. Reżyseria: Seb Majewski, dramaturgia: Tomasz Jękot, scenografia i kostiumy: Seb Majewski i Tomasz Jękot, muzyka: Kuba Suchar.

Prapremiera sztuki Zuzanny Bojdy Syrena. Anatomia miłości na motywach opowiadania Amandy Lee Koe odbyła się we Wrocławskim Teatrze Współczesnym im. Wiercińskich. Reżyseria: Daria Kopiec, scenografia: Matylda Kotlińska, kostiumy: Pati Fizet, choreografia: Magda Fejdasz, muzyka: Aleksandra Gronowska, Michał Litwiniec, reżyseria światła: Daria Kopiec, Jan Sławkowski.

Interesowała nas nienormatywność. Magiczno-psychologiczna tkanka narracji opowiadania Amandy Lee Koe przysłużyła się początkowemu założeniu skonfrontowania ludzkiej seksualności ze światem roślin. W ten sposób powstała wielowątkowa opowieść o głębokiej potrzebie bliskości w świecie nastawionym na skrajną indywidualność, wzmacniającym poczucie osamotnienia oraz izolacji. W spektaklu podążamy tropem poszukiwania odpowiedzi na pytanie, kim jesteśmy, czym jest nasza płeć, jak ograniczają nas płeć kulturowa i system, w którym żyjemy oraz co się stanie, jeśli trochę porzucimy to antropocentryczne myślenie i zaczniemy po prostu czuć; damy sobie wolność i pobędziemy ze swoimi ciałami, spróbujemy być trochę jak syreny i rośliny - niczym fantastyczne stworzenia, a niekoniecznie ludzie.

Zuzanna Bojda

www.e-teatr.pl, 2 września 2022

Czekoladki dla Prezesa Sławomira Mrożka - cykl opowiastek z lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku, pisanych jako monologi dla Edwarda Dziewońskiego do radiowego Podwieczorku przy mikrofonie - trafiły na scenę Teatru Polskiego im. Szyfmana w Warszawie. Adaptacja: Janusz Majcherek, reżyseria: Ewa Domańska, Ewa Makomaska, scenografia, kostiumy i światło: Tomasz Brzeziński, muzyka: Piotr Łabonarski, projekcje: Anna Flaka.

Sztukę Weltmajstry Zbigniewa Rokity wyreżyserował w katowickim Teatrze Korez Robert Talarczyk (premiera odbyła się w sierpniu w ramach Letniego Ogrodu Teatralnego). Jej akcja toczy się w czasie mistrzostw świata w piłce nożnej w 2050 roku, na których występuje po raz pierwszy reprezentacja Śląska. Scenografia: Małgorzata Bulanda, muzyka: Miuosh.

Inspirowany reporterską książką Tomasza Kwaśniewskiego, ze zdjęciami Anny Bedyńskiej spektakl zatytułowany Jedno oko na Maroko w adaptacji i reżyserii Gosi Dębskiej miał premierę w Teatrze Lalek Arlekin im. Ryla w Łodzi. Książka jest zapisem spotkań i rozmów dzieci autora z osobami, które wzbudziły swoją "odmiennością" ich szczególne zainteresowanie. Scenografia: Anita Piotrowska, muzyka: Maciej Cempura, reżyseria światła: Prot Jarnuszkiewicz, reżyseria ruchu: Tomasz Graczyk.

Jak zmusić ludzi do szczęścia - tekst autorstwa i w reżyserii Grzegorza Laszuka i Michała Kmiecika miał premierę w Komunie Warszawa. Scenariusz jest efektem przeglądu opisów i metod osiągania szczęścia. Kostiumy: Ewelina Ciuchta, muzyka: Grzegorz Laszuk, Bartek Rączkowski, wideo: Adrian Cognac, Michał Januszaniec, Grzegorz Laszuk, Magda Mosiewicz, Juliana Moska, reżyseria światła: Jędrzej Jęcikowski.

niezgoda.jpg Darii Sobik - historia zbuntowanych nastolatków - trafiła na afisz Teatru Zagłębia w Sosnowcu. Wystawieniu każdorazowo towarzyszą warsztaty z młodą widownią, bo przedstawienie należy do nurtu "teatru w klasie" i grane jest w salach lekcyjnych. Reżyseria: Justyna Łagowska, ruch: Milena Czarnik.

W Teatrze Telewizji debiut dramatopisarski Bronisława Wildsteina - sztukę Komedianci, czyli Konrad nie żyje - wyreżyserował i główną rolę zagrał Andrzej Mastalerz. Zdjęcia: Arkadiusz Tomiak, scenografia: Marek Chowaniec, kostiumy: Joanna Walisiak, Anna Krysiak, choreografia: Inga Pilchowska.

Spektakl dyplomowy studentów wydziału aktorskiego krakowskiej Akademii zatytułowany Next level według książki Marka Millera Sekta made in Poland wyreżyserował Marcin Liber. Adaptacja: Marcin Liber, współpraca dramaturgiczna: Miłosz Mieszkalski i zespół, scenografia, kostiumy i reżyseria światła: Mirek Kaczmarek, choreografia: Katarzyna Anna Małachowska.

Baśń Jaś i Małgosia 2.0 Agi Błaszczak rozgrywa się w postkapitalistycznej steampunkowej przyszłości. Premiera zrealizowana w ramach obchodów jubileuszu trzydziestopięciolecia Teatru Lalki i Aktora w Łomży. Autorka tekstu jest zarazem reżyserką i przygotowała animacje do spektaklu. Muzyka: Paweł Rychter, scenografia: Katarzyna Leks.

Mały Syrenek Michała Walczaka, komedia muzyczna dla młodych widzów, miała premierę w reżyserii autora w kierowanym przez niego Teatrze Rampa w Warszawie. Scenografia i kostiumy: Aleksandra Olszewska, muzyka: Andrzej Izdebski, ruch sceniczny: Patrycja Grzywińska, lalki: Konrad Czarkowski.

Bohaterami sztuki Niezłe ziółka Magdaleny Mrozińskiej są czarne charaktery z podań i baśni, które postanawiają zniszczyć Fabrykę Dobrych Bohaterów, by odwrócić odwieczną strukturę bajek dla dzieci i dowieść, że zło jest dobre, a dobro złe. Prapremiera spektaklu odbyła się w Teatrze Lalek Pleciuga w Szczecinie. Reżyseria: Paweł Aigner, scenografia: Magdalena Gajewska, muzyka: Piotr Klimek, ruch sceniczny: Alexandr Azarkevitch.

Spektakl Strach i nędza 2022 inspirowany tekstem Jakuba Roszkowskiego Strach i nędza IV RP, filmem Federica Felliniego Osiem i pół oraz osobistymi doświadczeniami twórców, w reżyserii Bartosza Szydłowskiego miał premierę w Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie. Scenografia i kostiumy: Małgorzata Szydłowska, muzyka: Dominik Strycharski, wideo: Dawid Kozłowski.

Prapremiera Życia pani Pomsel Christophera Hamptona w warszawskim Teatrze Polonia. Monodram - debiut w tej formie Anny Seniuk - to monolog napisany na podstawie jedynego w życiu wywiadu udzielonego przez studwuletnią wówczas sekretarkę Josepha Goebbelsa w Ministerstwie Propagandy III Rzeszy. Przekład: Małgorzata Wrzesińska, reżyseria: Grzegorz Małecki, scenografia i kostiumy: Dorota Kołodyńska, światło i projekcje: Prot Jarnuszkiewicz, Grzegorz Małecki, animacje: Julia Mirny.

Debiutancka powieść Rolanda Topora z 1964 roku zatytułowana Chimeryczny lokator trafiła na afisz zakopiańskiego Teatru im. Witkiewicza w adaptacji i reżyserii Andrzeja Dziuka. Przekład: Tomasz Matkowski, scenografia: Zbigniew Bajek, opracowanie muzyczne: Joanna Banasik.

Opowiadanie brytyjskiego poety i powieściopisarza Alana Sillitoe z 1959 roku zatytułowane Samotność długodystansowca, którego bohaterem jest młody chłopak osadzony w domu poprawczym i trenujący biegi długodystansowe, w adaptacji i reżyserii Adama Sajnuka miało premierę w Teatrze WARSawy. Scenografia i kostiumy: Katarzyna Adamczyk, muzyka: Michał Lamża, Wojciech Gumiński.

Prapremiera czeskiej komedii Jakuba Zindulskiego Teściowe wiecznie żywe odbyła się w kieleckim Teatrze TeTaTet. Przekład: Jan Węglowski, reżyseria: Mirosław Bieliński, scenografia: Iwona Jamka, wizualizacje: Grzegorz Kaczmarczyk, oprawa muzyczna: Wojciech Lisowicz.

Chłopcy Stanisława Grochowiaka -druk. w "Dialogu" nr 8/1964- mieli premierę w Teatrze Dramatycznym im. Węgierki w Białymstoku. Reżyseria: Adam Biernacki, scenografia i kostiumy: Joanna Jaśko-Sroka, muzyka: Katarzyna Brochocka, ruch sceniczny: Krystian Łysoń.

Sztuka Chodź na słówko Maliny Prześlugi trafiła na afisz Teatru Lalki i Aktora "Kubuś" im. Karskiego w Kielcach. Reżyseria: Robert Traczyk, scenografia: Adrian Lewandowski, muzyka: Magdalena Gorwa, multimedia: Przemysław Żmiejko.

Sztuka Sarah Ruhl A komórka dzwoni -druk. w "Dialogu" 2009 nr 7/8- po raz drugi na afiszu (po przeszło dziesięciu latach od prapremiery). Premiera w warszawskim Teatrze Współczesnym. Przekład: Małgorzata Semil, reżyseria: Maciej Englert, scenografia: Marcin Stajewski, kostiumy: Anna Englert, muzyka: Jerzy Satanowski, ruch sceniczny: Janusz Sieniawski, reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk.

Zimowy pogrzeb Hanocha Levina (grywany w Polsce pod tytułem Bobiczek i Zimowe ceremonie) miał premierę w Teatrze im. Solskiego w Tarnowie. Przekład: Agnieszka Olek, adaptacja i reżyseria: Filip Kowalczyk, scenografia, kostiumy i reżyseria światła: Aleksandra Reda, muzyka: Ignacy Zalewski, animacje: Beata Bożek.

Druga wrześniowa premiera w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu to inscenizacja sztuki Edwarda Albeego Kto się boi Virginii Woolf. Przekład: Jacek Poniedziałek, reżyseria: Radosław B. Maciąg, scenografia: Dominika Nikiel, choreografia: Karolina Rentflejsz.

Księżyc i magnolie Rona Hutchinsona to sztuka, której akcja rozgrywa się w Hollywood w latach trzydziestych dwudziestego wieku, w ciągu pięciu dni i nocy, podczas których producent, reżyser i scenarzysta pracują nad scenariuszem adaptacji książki Przeminęło z wiatrem. Przekład: Klaudyna Rozhin, reżyseria: Jose Iglesias Vigil, scenografia: Marek Braun, kostiumy: Emil Wysocki, reżyseria świateł: Jędrzej Skajster. Premiera w Teatrze im. Osterwy w Lublinie.

Komedia Dekorator Donalda Churchilla - po niespełna trzech miesiącach od poprzedniej premiery w reżyserii Pawła Pitery - trafiła na afisz Teatru Powszechnego im. Kochanowskiego w Radomiu, także w reżyserii Pitery i ze scenografią i kostiumami Barbary Ferlak. Przekład: Klaudyna Rozhin.

Contents

Plays

Malina Prześluga You Are Still Here 5

An experimental (also graphically) record of a mother's state of mind during three days, almost hour after hour, following her teenage son's suicide. The woman is silent, so we can only hear voices coming from outside: on the street, in the shop, on the bus. We can only guess for a long time that something bad has happened. When the main character finally speaks up, and when we gain access to her thoughts, we face a painful mystery with her: how did it happen, whose fault is it? We look at the world through her eyes. This subtle and poignant play has won this year's Gdynia Drama Award competition.

Beniamin M. Bukowski The Child of Kharkiv 77

A text inspired by the factual tragedy of famous surrogacy clinics in Ukraine. When the pandemic broke out, biological parents from abroad were unable to come to collect the "commissioned" children. There were also "clients" who ordered the birth of a child, and then changed their mind. At the end of the war, some clinics, including the one in Kharkiv, found themselves under Russian fire. The author describes this situation from different points of view: foster mothers, biological parents, caregivers, soldiers, and shows what the reproductive market, i.e. the intertwining of bio-power and capitalism, can lead to.

Tena Štivičić 64 149

A story about a young married couple who dream of a child, but - for this to happen - they have to resort to hormone therapy. Eva undergoes a series of injections that affect her health and psyche. Their romantic relationship grows chilly, because the atmosphere at home is more and more similar to that known from hospitals and maybe even laboratories.

Essays, Studies

Konstanty Gebert People are dying there, and you are discussing surrogacy 126

During the wars in the former Yugoslavia and Afghanistan, not to mention the furiously mediatized Israeli-Palestinian conflict, the readers - and therefore the interested public in the countries where those wars took place - knew incomparably more than we know about Ukraine today. And it's not only that - we don't even realize how little we know.

Anna Krawczak What I think about surrogacy 135

Surrogacy inhabits a legal non-place. There is no space in any code for, not to mention incubators in the neonatal unit. We have made the intangibility of this non-place legally null and void of surrogate contracts. If you try to invoke such an agreement, you will probably be accused of attempting human trafficking and will be criminally liable. If you give birth to a child and decide to pass it on to intentional parents in the procedure of legal adoption, you will learn that in Poland open adoption is legally limited to relatives.

J. Szpilka Babies. Other parenthoods 141

Detransition, Baby by Torrey Peters (Polish transation by Aga Zano) refers to trans people in early stages of transition. As the metaphor suggests, they are like children, because they have not got experience in their "new" gender. After all, it is one thing to know from friends that girls are short of pockets, and another to realize that there is nowhere to hide the phone. Being trans is also complicated and not very intuitive at times.

Marcelina Obarska Denial matrices. Reproductive rights, reproductive work and performing arts 198

When I think about the subject of reproduction, I also think about the possibility of total refusal that comes with it. Not so much the refusal to transfer the work of care to newly emerging entities, but a refusal to participate - in any form - in the chain of reproduction, care and regeneration. I am thinking of continuing this reflection: taking into account the relationship of performance and the radical refusal to continue life. What connects performing arts with euthanasia on a structural level is precisely the issue of the model of participation, its intensity, commitment, relationality, and finally absolute refusal.

This is my world 211

Marta Abramczyk, Czesława Abramczyk, Marta Alharbi, Kazimierz Kicke, Adam Stoyanov, Bożena Reger and Robert Zgudka are interviewed by Katarzyna Lemańska.

Deaf people should have their own theatre, their own working place, where they could develop, so that we would be treated equally with hearing people. Hearing people have their theatres, but also the belief that the Deaf cannot perform on stage, which is not true. And theatre is a good way to debunk myths. So that when a deaf child is born to a hearing family, it is not something terrible, but normal. Deafness is no misfortune.

Brian Andrew Cheslik ASL and theatre: here's what not to do 223

A Deaf educator who receives numerous emails from theatre teachers and directors gives advice on best practices for incorporating Deaf actors and American Sign Language.

Jan Karow Subsequent gestures 228

There is great work to be done all the time, the main goal of which should be to create a cultural offer for the Deaf. One that will respond to their needs in the first place. Although there are performances in Polish theatre that go in the right direction, they remain incidental, being very rarely presented, and tailored to the way of thinking of the hearing.

Columns

Barbara Klicka, Kornel Cymerman, Marek Beylin

Varia

NOTES ON PLAYS: Daria Sobik, Mariusz Gołosz Z jednej tkaniny; Nina Zahożenko Ja, wijna i płastykowa hranata LIBRARY, PLAYBILL

ROK LXVII / LISTOPAD 2022 / NR 11 (792)

Copyright by "Dialog" 2022

Ilustracje w numerze pochodzą z archiwum Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie, serwisów reklamowych teatrów, agencji prasowych oraz zbiorów prywatnych.

Projekt okładki Krzysztof Rumowski

Projekt layoutu Fajne Chłopaki

ZESPÓŁ REDAKCYJNY:

Dorota Jovanka Ćirlić, Justyna Jaworska (dział dramaturgii polskiej), Joanna Krakowska (zastępczyni redaktora naczelnego), Ewa Hevelke (sekretarz redakcji, opracowanie graficzne), Piotr Morawski (dialog-pismo.pl), Piotr Olkusz (dział zagraniczny), Małgorzata Semil, Jacek Sieradzki (redaktor naczelny)

Anna Kruk (korekta), Anna Wycech (sekretariat), Helena Dziurnikowska (redakcja techniczna)

RADA NAUKOWA:

Janusz Degler, Leszek Kolankiewicz, Dariusz Kosiński, Lech Sokół, Małgorzata Szpakowska (przewodnicząca)

STALE WSPÓŁPRACUJĄ:

Dorota Buchwald, Piotr Gruszczyński, Kornelia Sobczak, Grażyna Stachówna, Mariusz Zinowiec

czasopismo patronackie instytutu książki wydawane na zlecenie ministra kultury i dziedzictwa narodowego

"DIALOG" MOŻNA ZAPRENUMEROWAĆ:

Przelewem na konto Instytutu Książki, Bank Gospodarstwa Krajowego: dla wpłat krajowych 81113011500012126927200001; dla wpłat zagranicznych PL81113011500012126927200001; kod SWIFT: GOSKPLPW.

Prenumerata krajowa: 120 PLN za cały rok; prenumerata zagraniczna: USD 80 za rok; EUR 60 za rok. Zamówione egzemplarze dostarcza poczta bez dodatkowych opłat.

Prenumerata realizowana przez RUCH S.A.: w prenumeracie krajowej zamówienia przyjmują Zespoły Prenumeraty właściwe dla miejsca zamieszkania klienta: www.prenumerata.ruch.com.pl, e-mail: prenumerata@ruch.com.pl.

Informację o warunkach prenumeraty ze zleceniem wysyłki za granicę i sposobie zamawiania można uzyskać pod numerem telefonu +48 22 693 70 00.

adres redakcji:

00-520 Warszawa, ul. Mazowiecka 11/14.

Tel.: +48 22 657 17 29, 22 657 17 91, e-mail: dialog@instytutksiazki.pl.

WYDAWCA: Instytut Książki, 31-148 Kraków, ul. Wróblewskiego 6.

Nakład 1650 egz., obj. ark. druk. 16,25. Skład własny. Druk i oprawa: Akcydens s.j., ul. Pocztowa 5, 05-080 Laski

Podpisano do druku w listopadzie 2022. Tekstów niezamówionych redakcja nie zwraca.

www.dialog-pismo.pl