Diabelski młyn - Kristina Ohlsson

Kup ebooka

28.00 zł
21.84 zł (17,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZ­DZIAŁ 1

"Tu się nie da miesz­kać" - po­my­ślała He­idi.

Stała w progu swo­jego po­koju i przy­glą­dała się znisz­cze­niom, któ­rych do­ko­nał sto­larz. Tata na­zy­wał to re­mon­tem, ale zda­niem He­idi była to jedna wielka ka­ta­strofa.

Przy jej no­gach stała wa­lizka, a na ra­mio­nach miała ple­cak. He­idi, tata i jego dziew­czyna Jen­ni­fer wła­śnie wró­cili z Go­tlan­dii. Spę­dzili tam dwa ty­go­dnie, miesz­kali w wy­na­ję­tym domu let­ni­sko­wym. Mama nie za­dzwo­niła ani razu.

- Pew­nie jest po pro­stu bar­dzo za­jęta - po­wie­działa wtedy Jen­ni­fer.

A po­tem po­gła­skała He­idi po ple­cach.

"Po pro­stu bar­dzo za­jęta".

Tak bar­dzo, że już w ogóle nie miała czasu dla He­idi. Mama prze­pro­wa­dziła się do Nie­miec za­raz po Bo­żym Na­ro­dze­niu. Od tam­tej pory wi­działa się z He­idi tylko raz. W ho­telu. Po­dróż do sa­mego Ho­ve­näset była dla niej za długa, więc He­idi mu­siała wy­brać się au­to­bu­sem do od­da­lo­nego o dwie go­dziny Göte­borga, gdzie mama za­trzy­mała się na week­end.

W domu było te­raz duszno. Na ze­wnątrz pa­no­wał upał, choć niebo było za­kryte chmu­rami. Nad Ho­ve­näset nad­cią­gała bu­rza.

Tata wbiegł na górę po scho­dach.

- Gdzie je­steś, He­idi?

Nie od­po­wie­działa.

- Ojej - jęk­nął tata na wi­dok po­koju. - O, kur­czę. No nie­źle. Ups.

Za­czął wy­rzu­cać z sie­bie słowa, jak zwy­kle, gdy się zde­ner­wo­wał.

Ob­jął He­idi ra­mie­niem i ją przy­tu­lił. Nie od­wza­jem­niła uści­sku. Oczy za­szły jej łzami, po­czuła gulę w gar­dle. Za otwar­tym oknem drzewa sze­le­ściły na wie­trze. W od­dali wi­dać było mo­rze, na po­wierzchni wody pod­no­siły się wzbu­rzone fale.

- Rany, prze­pra­szam cię, słońce - po­wie­dział tata. - Na­prawdę my­śla­łem, że sto­la­rzowi uda się z tym uwi­nąć. Ale prze­cież wi­dzia­łaś, jak ład­nie jest te­raz na dole? U cie­bie na gó­rze na pewno też bę­dzie su­per.

"Na dole".

Tam, gdzie mieli spać tata i Jen­ni­fer.

I "na gó­rze".

Gdzie miesz­kała He­idi.

W osob­nej czę­ści domu. Żeby miała święty spo­kój, jak po­jawi się dzi­dziuś. Tak jej to przed­sta­wili. Że jako dwu­na­sto­latka po­trze­buje wła­snej prze­strzeni. Ale He­idi miała ra­czej wra­że­nie, że dzięki temu tata i Jen­ni­fer będą mo­gli za­po­mnieć o jej ist­nie­niu.

Tata znów ją ob­jął.

- Ja­koś to bę­dzie? Co nie?

He­idi nie wie­działa, co od­po­wie­dzieć. Przed wy­jaz­dem po­pro­sili sto­la­rza o po­więk­sze­nie jej po­koju. Wy­bu­rzył więc jedną z dłuż­szych ścian, żeby po­sta­wić nową ka­wa­łek da­lej. Pro­blem po­le­gał jed­nak na tym, że no­wej ściany nie było. Za­stali tylko rząd de­sek się­ga­ją­cych od pod­łogi do su­fitu. Roz­miesz­czone były w tak sze­ro­kich od­stę­pach, że He­idi z ła­two­ścią mo­gła mię­dzy nimi sta­nąć.

- Sto­larz wróci za cztery ty­go­dnie - wy­ja­śnił tata. - Tak so­bie my­ślę, że w tym cza­sie mo­żemy za­wie­sić na de­skach plan­dekę. Bę­dzie pra­wie jak ściana.

He­idi za­drżała.

- Cztery ty­go­dnie? Będę całe lato miesz­kać bez ściany?

Kiedy tata zo­ba­czył minę He­idi, od razu do­dał:

- No ale... Masz prze­cież trzy po­zo­stałe. I oczy­wi­ście za­nim roz­wie­szę plan­dekę, tro­chę tu po­sprzą­tamy. I wnie­siemy z po­wro­tem wszyst­kie me­ble. Co ty na to?

Za­pa­dła ci­sza. Z ze­wnątrz do­bie­gło głu­che dud­nie­nie. Nad­cho­dziła bu­rza. W tej sa­mej chwili wiel­kie kro­ple desz­czu za­częły bęb­nić o szybę.

He­idi spoj­rzała na tatę. Cza­sami wy­da­wał się taki nie­roz­gar­nięty. Kto chciałby mieć w po­koju pla­sti­kową ścianę? Nikt. Ab­so­lut­nie nikt.

- Prze­cież ci tłu­ma­czy­łem - cią­gnął tata. - Sto­larz nie wróci, do­póki mu wię­cej nie za­pła­cimy. Wszystko oka­zało się jed­nak droż­sze, niż za­kła­da­li­śmy. A ja nie mogę nic po­ra­dzić na to, że stra­ci­łem pracę.

He­idi za­ci­snęła pię­ści w kie­sze­niach. Zda­wała so­bie sprawę, że nie po­winna mieć pre­ten­sji. To, że tata je­sie­nią ze­szłego roku stał się bez­ro­botny, nie było prze­cież jego winą. A Jen­ni­fer nie miała wpływu na to, że wy­słano ją na zwol­nie­nie le­kar­skie. Te­raz tata do­stał już nową pracę, więc He­idi miała na­dzieję, że to wy­star­czy.

Tata stał przez chwilę w mil­cze­niu i cze­kał, aż jego córka się ode­zwie. Wciąż mil­czała, więc spró­bo­wał zmie­nić te­mat.

- Wi­dzia­łaś, że na kem­pingu sta­nie dia­bel­ski młyn?

He­idi po­pa­trzyła na niego z nie­do­wie­rza­niem.

- No co ty!

Tata się oży­wił, bo znów ze sobą roz­ma­wiali.

- Se­rio! - za­pew­nił. - Pi­sali o tym dziś w "Bo­hu­slän­nin­gen". Ma stać po­mię­dzy tymi wszyst­kimi kam­pe­rami. Wiesz, to ta­kie wiel­kie koło z gon­do­lami do sie­dze­nia, które kręci się jak ka­ru­zela.

- Tato, wy­obraź so­bie, że wiem, czym jest dia­bel­ski młyn.

Po­czo­chrał ją po krót­kich wło­sach.

- Mo­gli­by­śmy się kie­dyś prze­je­chać - za­pro­po­no­wał.

Wtedy Jen­ni­fer za­wo­łała z dołu:

- Fredde! Mo­żesz tu przyjść? Po­mo­żesz mi pod­nieść kar­ton?

He­idi prze­wró­ciła oczami.

Jen­ni­fer nie­ustan­nie trzeba było te­raz z czymś po­ma­gać. Jej brzuch rósł z każ­dym ty­go­dniem, w za­sa­dzie cią­gle stę­kała i sa­pała.

Tata po­gła­skał He­idi po po­liczku.

- Może wpad­niesz na chwilę do babci? - za­pro­po­no­wał. - Pew­nie się ucie­szy.

Bab­cia miesz­kała sama w domu po­ło­żo­nym rzut ka­mie­niem od domu He­idi. Była stara i szwan­ko­wała jej pa­mięć. W do­datku miała bar­dzo kiep­ski wzrok. To ko­lejna straszna rzecz, jaka zda­rzyła się w ostat­nim roku. Że bab­cia na­gle się tak zmie­niła.

- Może póź­niej - od­po­wie­działa. - To zna­czy, je­śli nie będę wtedy z Alvą i Har­rym.

Alva i Harry byli jej naj­lep­szymi przy­ja­ciółmi. Pod­czas po­bytu na Go­tlan­dii co­dzien­nie za nimi tę­sk­niła.

- Ja­sne. A te­raz mu­szę już iść do Jen­ni­fer.

He­idi nie od­po­wie­działa. Po chwili usły­szała, jak tata zbiega po scho­dach, a jesz­cze póź­niej jak śmieje się ra­zem z Jen­ni­fer.

We­szła do swo­jego po­koju. Przed wy­jaz­dem na Go­tlan­dię cała jego za­war­tość zo­stała wy­nie­siona. Spo­dzie­wała się, że wszystko bę­dzie go­towe, jak tylko wrócą do domu.

Wyj­rzała przez okno i zo­ba­czyła, że tata idzie do sa­mo­chodu. Wciąż jesz­cze nie prze­nie­śli wszyst­kich wa­li­zek. Pa­dało, więc tata się spie­szył.

He­idi zro­biła krok w tył. Skoro miała te­raz spać w tym okrop­nym po­koju, po­winna tu po­sprzą­tać.

Ale na­gle coś przy­kuło jej uwagę.

Coś dziw­nego.

W ką­cie le­żała ja­kaś drew­niana skrzynka.

He­idi przy­kuc­nęła przy niej. Wiel­ko­ścią przy­po­mi­nała kar­ton po bu­tach, tylko taki bar­dziej spłasz­czony.

Na wieku ktoś zo­sta­wił kartkę.

Zna­la­złem to pod pod­łogą.

Ro­ger

Ro­ger to ten sto­larz. Ale o co mu cho­dziło z tym "pod pod­łogą"?

Spoj­rzała na kon­struk­cję, która miała się za­mie­nić w ścianę. Na dole była spo­rej wiel­ko­ści dziura. Sto­larz usu­nął dwie dłu­gie de­ski pod­ło­gowe, pod któ­rymi naj­wy­raź­niej le­żała skrzynka.

He­idi ob­ra­cała ją na wszyst­kie strony. Skrzynkę po­kry­wał brud i kurz, ale dało się za­uwa­żyć, że była po­ma­lo­wana błysz­czącą czarną farbą.

De­li­kat­nie nią po­trzą­snęła. W środku coś było, wy­raź­nie to sły­szała. Coś śli­zgało się tam i z po­wro­tem.

Pod­nio­sła wieko.

Jedno szarp­nię­cie i skrzynka się otwo­rzyła.

He­idi zaj­rzała do środka.

Dzie­cięcy bu­cik.

Tylko on znaj­do­wał się w środku drew­nia­nej skrzynki. Wy­jęła go. Bu­cik był stary, w ca­ło­ści zro­biony ze skóry, która od brudu ze­sztyw­niała i na­brała prze­bar­wień. Po bo­kach wi­doczne były czarne plamy i pęk­nię­cia. Po­de­szwa była twarda, a cienka sznu­rówka zwi­sała luźno z cho­lewki.

Do kogo na­le­żał? I dla­czego się zna­lazł w drew­nia­nej skrzynce pod pod­łogą w po­koju He­idi?

Bu­rza za­dud­niła te­raz jesz­cze bli­żej.

He­idi zer­k­nęła w stronę okna. Niebo nad mo­rzem za­snuły jesz­cze gęst­sze ciemne chmury.

A po­tem usły­szała krzyk Jen­ni­fer.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki