PROLOG
Albo ją znajdziesz, albo sam znikniesz - zagroził, posyłając spojrzenie pełne wiarygodnej obietnicy.
W pomieszczeniu urządzonym w męskim stylu i ociekającym próżnością przebywało dwóch mężczyzn. Jeden siedział za biurkiem, drugi drżał pośrodku, skrzywiony ze strachu.
- Oczywiście, ale... - zaczął ten drugi.
- "Ale"? - ponaglał Diabeł z cholernie niespokojną powagą.
- Szefie, robimy, co możemy, ale... ale - jąkał się łysy parobek. - Nie trafiliśmy na żaden ślad. Zapadła się pod ziemię, a już na pewno wyjechała z Los Angeles.
- Nie obchodzi mnie, gdzie jej nie ma, macie ją znaleźć! Nie potraficie sobie poradzić z jedną kruchą dziewczyną, taka jest prawda. Spierdalaj, nim bardziej popsujesz mi humor.
Diabeł machnął dłonią w kierunku drzwi, a potem przykleił ją do zimnej szklanki, którą uniósł i przytknął do ust. Chlapnął bez elegancji, a kostki lodu uderzyły o jego wargi. Odstawił puste szkło i swym przeraźliwie diabolicznym wzrokiem uchwycił fotografię stojącą na biurku tuż przed nim. Uśmiechała się do niego pełna życia i blasku młoda dziewczyna w długich lśniących włosach. Choć to tylko zdjęcie, emanowało niebywałą magią, tak szalenie niewspółmierną do mroku Diabła, który złapał je w swoje duże - opalone piekielnym żarem - dłonie. Przyłożył kciuk do jej anielskiej twarzy i zaczął pocierać z satysfakcją, jakby zgniótł właśnie namolną muchę, z którą walczył od kwadransa. Na koniec wyrzucił niedbale fotografię w dal, ta doleciała pod same drzwi jego gabinetu, a swe spotkanie z podłogą obwieściła brzękiem tłuczonego szkła. Diabeł nacisnął palcem przycisk w stacjonarnym aparacie telefonicznym, który także miał w zasięgu ręki, a kiedy kobieta odezwała się cienkim wystraszonym głosem, chrypnął:
- Melissa, zapraszam do mnie.
- Eli-ssa. - Zadrżał jej głos. - Tak, oczywiście, już idę, panie Buerro.
Diabeł przytknął plecy do fotela, a ręce ulokował na podłokietnikach. Głowę także wygodnie oparł i zaczął się kręcić wraz z siedziskiem, to w lewo, to w prawo, ale z wyczekanym mroźnym spojrzeniem utkwionym w drzwiach. Kiedy usłyszał stłumiony, acz wartki stukot obcasów, który nagle ucichł tuż przy jego gabinecie, uśmiechnął się i z jego twarzą zadziało się coś, czego sam Bóg nie umiałby wyjaśnić. Diabeł miał swoje drugie oblicze, w którym zakochała się dziewczyna ze zdjęcia. Lodowaty wzrok mężczyzny topniał i spływał po policzkach, zalewając je bladym różem. Usta tryskały ognistym blaskiem, który podrygiwał razem z dolną wargą, ukrywającą się za rządkiem drobnych śnieżnobiałych zębów, kontrastujących z karnacją. Ciemny zarost lśnił w sztucznym świetle gabinetu, prosząc się o kobiecy dotyk. W Diabła właśnie wstąpiła nieopisana czystość, pragnąca zbezczeszczenia.
Trzy dynamicznie następujące po sobie uderzenia kostkami zaciśniętej kobiecej pięści w drzwi wzmogły apetyt mężczyzny. Milczał, choć jego pragnienie wrzeszczało. Elissa, zwana Melissą, nacisnęła nieśmiało na klamkę, jakby wiedziała, że Diabeł nigdy nie zapraszał do środka. Skierowała do niego swą naiwnie uroczą buzię, skrywając ciało za drzwiami.
- Tak, panie Buerro? - zapytała, licząc, że będzie mogła mu pomóc z tamtego miejsca.
- Wejdź, zamknij drzwi i podejdź.
Diabeł nie był wylewny w stosunku do kobiet, traktował je powierzchownie. Nie był wylewny w stosunku do wszystkich kobiet tego świata, prócz jednej. Dziewczyny ze zdjęcia. Tę kochał swą popapraną diabelską miłością.
- W czym mogę panu pomóc? - Znowu odważyła się odezwać, podchodząc bliżej biurka.
- Na kolana - rzucił chłodno, nie przestając kołysać się ze swym fotelem.
Elissa skinęła odruchowo i od razu rozpięła guzik w swej szarej marynarce, którą zdjęła.
Patrzyła na Diabła z wielkim trudem, jej wzrok osuwał się na biurko, ale ona znowu go podnosiła.
Kucnęła wreszcie, strzeliło jej w obu kolanach, marynarkę położyła obok. Dłonie przykleiła do posadzki.
- Chodź tu - rozkazał, zatrzymując fotel na wprost biurka.
Dziewczyna zerknęła przed siebie i spostrzegła jego rozstawione nogi w czarnych spodniach i lśniących butach z cieniutkimi sznurówkami. Jedna stopa unosiła się i opadała w określonym rytmie. Jakby Diabeł nucił coś pod nosem i podrygiwał zatracony w swej muzyce. Elissa w ciasnej ołówkowej spódnicy, nieskazitelnie białej bluzce, cienkich rajstopach i wysokich szpilkach bez słowa protestu wślizgnęła się pod biurko, gdzie skamieniała. Diabeł wyczekał, aż wreszcie odważy się na niego spojrzeć.
- Jestem, panie Buerro.
- I co zamierzasz teraz zrobić? - spytał z bezczelną arogancją, uważnie się w nią wpatrując.
Elissa odgarnęła swoje krótkie blond włosy i zawstydzona rzekła:
- A czego pan sobie dzisiaj życzy?
- Chciałbym... - zaczął się zastanawiać, pocierając brodę - włożyć fiuta do twoich ust, na tyle głęboko, byś się nim zadławiła i ze łzami w oczach błagała o zerżnięcie cię w dupę.
- Oczywiście, panie Buerro - odparła i przysunęła się.
Elissa Woodgrain pochodziła z bardzo ubogiej wielodzietnej rodziny, którą utrzymywała wraz ze swoją matką. Jako najstarsza z rodzeństwa oddawała pensję na jedzenie i rachunki, dlatego cholernie nie chciała stracić tej pracy.
Kuliła się między jego udami, na których oparła trzęsące się dłonie. Diabeł ani drgnął. Dziewczyna wyciągnęła ręce w jego kierunku, aż dotarła do zamka. Odpięła guzik, potem wolno rozpięła rozporek, który zdawał się nie mieć końca. Wówczas Diabeł uniósł się w fotelu, wspierając na podłokietnikach, więc Elissa zsunęła z niego spodnie. Miał pod spodem ciemnozielone bokserki w drobny szary print. Penis mężczyzny napierał na bieliznę, jakby chciał ją rozerwać na strzępy.
- Melisso, pospiesz się - ponaglił sfrustrowany. - Nie mamy całego dnia.
I wtedy złapał dziewczynę za włosy i sam przybliżył jej twarz do swojego nadymanego członka. Młoda kobieta niezamierzenie otarła o niego policzkiem. Kiedy mężczyzna odpuścił i jego ręka wróciła na fotel, Elissa złapała oburącz za gumkę bokserek i wypuściła na wierzch jurnego drąga, który zakołysał w górze. Chwyciła go w dłoń, a potem zanurzyła w ustach.
- Skarbie, zrób to z oddaniem, bardzo potrzebuję dziś pocieszenia.