Detektywi z podstawówki. Tajemnica trenera Bombki - Alicja Sinicka

Kup ebooka

39.90 zł
31.92 zł (15,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

- Naj­pierw łań­cu­chy, a do­piero póź­niej bombki - po­wie­działa Ka­sia, trzy­ma­jąc w rę­kach duży kar­ton ze zło­tymi ozdo­bami cho­in­ko­wymi.

- Mó­wię ci, że na od­wrót, naj­pierw bombki, łań­cu­chy idą na sam ko­niec - prze­ko­ny­wa­łem.

Kłó­ci­li­śmy się już do­brą mi­nutę, sto­jąc pod wielką cho­inką, która ozda­biała hol na­szej szkoły. Co prawda na ra­zie była owi­nięta je­dy­nie ko­lo­ro­wymi świa­teł­kami, ale i tak pre­zen­to­wała się już bar­dzo do­brze.

Na­sza nowa wy­cho­waw­czyni, pani Wrona, po­pro­siła nas, że­by­śmy ozdo­bili drzewko. Od prze­szło trzech mie­sięcy cho­dzi­li­śmy już do czwar­tej klasy, a tra­dy­cja gło­siła, że to czwarte klasy de­ko­rują szkolną cho­inkę. Wy­ty­po­wano dwie osoby z czwar­tej A, czyli nas, i dwie z czwar­tej B, czyli Jacka i Ada­sia. Adaś miał krót­kie, ja­sne włosy, które stały mu sztywno nad czo­łem. Kie­dyś za­py­ta­łem go, czy mo­de­luje je ja­koś pa­stą albo że­lem, ale od­po­wie­dział, że nie. Po­noć jego tato ma ta­kie same.

- Ka­rol ma ra­cję, naj­pierw bombki, a do­piero póź­niej łań­cu­chy - wtrą­cił Ja­cek, pa­trząc na Ka­się tak, jakby ją za coś prze­pra­szał.

- Niech wam bę­dzie - od­po­wie­działa w końcu ko­le­żanka i na znak pro­te­stu po­ło­żyła kar­ton z ozdo­bami cho­in­ko­wymi na zie­mię.

Na­szym sło­wom to­wa­rzy­szył de­li­katny po­głos, bo było już po dzwonku i zo­sta­li­śmy w holu sami. Pani Wrona po­wie­działa, że mamy całą drugą lek­cję na to, żeby ubrać cho­inkę. Za­równo w na­szej kla­sie, jak i w czwar­tej B była wtedy go­dzina wy­cho­waw­cza.

- Jak wam idzie? - roz­legł się z od­dali za­chryp­nięty, ko­biecy głos.

Po chwili do­łą­czyła do nas woźna Dru­cik, nio­sąc pod pa­chą me­ta­lową dra­binę, która nie była zbyt duża, miała może ze dwa me­try, pod­czas gdy cho­inka mie­rzyła ja­kieś trzy.

- To który wcho­dzi na górę i na­kłada szpic? - za­py­tała, roz­sta­wia­jąc dra­binę tuż przy cho­ince.

- Ja chcę wejść! - pierw­sza zgło­siła się Ka­sia.

- O, nie za­uwa­ży­łam cię - zdzi­wiła się woźna.

Fak­tycz­nie, Ka­sia za­raz po tym, gdy odło­żyła pu­dełko, zro­biła krok do tyłu i sta­nęła za buj­nymi ga­łę­ziami cho­inki. Trudno było ją doj­rzeć.

Co prawda cho­inka była sztuczna, ale mu­sia­łem się jej do­brze przyj­rzeć, żeby to za­uwa­żyć. Dy­rek­tor Bę­be­nek za­mó­wił ją po­noć parę lat temu w bar­dzo do­brej fir­mie, która szczy­ciła się tym, że pro­du­kuje cho­inki "jak żywe". Nie wiem, ile kosz­to­wała, ale kiedy woźna za­py­tała o to dzi­siaj rano dy­rek­tora, wes­tchnął tylko ciężko i mach­nął ręką, jakby ta kwota nie chciała mu przejść przez gar­dło.

Cho­inka miała mięk­kie igiełki, które co prawda były zie­lone, ale jak spoj­rzało się na nie pod świa­tło, to wy­da­wały się nie­bie­skie. Ga­łę­zie drzewka ła­two się wy­gi­nały, co po­ma­gało nam le­piej roz­ło­żyć świa­tełka.

- Ty je­steś tro­chę za ni­ska, nie się­gniesz. - Woźna po­dra­pała się po si­wych wło­sach, mie­rząc wzro­kiem Ka­się. - Może ty, Ka­rol?

- Jak trzeba, to wejdę - od­po­wie­dzia­łem.

Dra­bina wy­glą­dała na so­lidną, po roz­sta­wie­niu przy­po­mi­nała kształ­tem li­terę A. Woźna po­wie­działa, że­bym naj­pierw wdra­pał się po schod­kach, po­tem dała mi do ręki złoty szpic, który miał chro­po­watą bro­ka­tową po­wierzch­nię. We­pchną­łem go na czu­bek cho­inki, a po­tem stra­ci­łem rów­no­wagę i pra­wie po­le­cia­łem na cho­inkę. Pra­wie, bo woźna w ostat­niej chwili zła­pała mnie za pa­sek od spodni.

- Ka­rol! Ka­rol! - krzy­czała.

Udało mi się za­cho­wać rów­no­wagę, ale cho­inka nie­stety za bar­dzo się prze­chy­liła i upa­dła na zie­mię. Jak się oka­zało, je­den z drąż­ków sto­jaka nie był wsu­nięty do końca, a pod wpły­wem mo­jego na­ci­sku cał­kiem się wy­su­nął.

Cho­inka le­żała te­raz na ziemi. Długi szpic zła­mał się na pół, bo ude­rzył o umy­walkę z wodą, która stała nie­opo­dal.

Ka­sia pa­trzyła na prze­wró­cone drzewko z dłońmi przy­ło­żo­nymi do po­licz­ków, a Ja­cek z Ada­siem śmiali się pod no­sem.

- Ach, do­brze, że jesz­cze nie­ubrana - po­wie­działa woźna - wtedy mie­li­by­śmy do­piero dużo sprzą­ta­nia.

- A mamy za­pa­sowy szpic? - za­py­tała Ka­sia.

- Nie­stety, trzeba bę­dzie ku­pić nowy. A ten po­noć ozda­biał szkolne cho­inki od lat - stwier­dziła woźna, pod­pie­ra­jąc się dłońmi w pa­sie i pa­trząc na stłu­czoną ozdobę.

- W tym szpicu jest ja­kaś kartka! - po­wie­dział na­gle Adaś i pod­biegł do czubka cho­inki.

- Jaka kartka? - zdzi­wił się Ja­cek.

- Jest zwi­nięta, nie­duża - od­parł Adaś, pró­bu­jąc wy­cią­gnąć ją ze szpica.

- Po­cze­kaj, bo się ska­le­czysz! - Woźna po­de­szła do niego. - Daj mi to, pro­szę. - Wy­cią­gnęła dłoń.

Chło­pak prze­ka­zał jej górną część szpica, z któ­rej w isto­cie wy­sta­wał nie­wielki ru­lon pa­pieru.

Woźna roz­wi­nęła kartkę i pa­trzyła na nią chwilę. Chyba było tam coś na­pi­sane.

- Ja ro­zu­miem list w bu­telce, ale list w szpicu? - mruk­nęła pod no­sem,

- Co tam jest na­pi­sane? - za­py­tała Ka­sia, pa­trząc z za­cie­ka­wie­niem na woźną.

- To ja­kiś żart, ab­so­lut­nie go nie ro­zu­miem. - Woźna po­dra­pała się po gło­wie.

- Pro­szę nam po­wie­dzieć, co tam jest na­pi­sane - na­ci­skała Ka­sia.

Bar­dzo ją to za­in­te­re­so­wało. Skła­mał­bym, gdy­bym po­wie­dział, że sam nie by­łem cie­kaw. List po­zo­sta­wiony w szpicu. To brzmiało in­try­gu­jąco. Ja­cek z Ada­siem też prze­stali się już śmiać i wy­cze­ku­jąco pa­trzyli na woźną.

Woźna na­brała po­wie­trza, a po­tem po­wie­działa:

- Ktoś na­pi­sał: "W tym roku cho­inki nie bę­dzie".

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki