Prokurator Adam Górnik nigdy nie wpisałby sobie do CV, że był jednym z najmłodszych zabójców w Polsce. Oczywiście jeśli chodzi o moment popełnienia przestępstwa, a nie jego obecny wiek. Liczył sobie zaledwie piętnaście lat, kiedy zabił Filipa "Korsarza" Korsarskiego. Miał wtedy o dwa lata więcej niż Dawid J., który w 2007 roku został skazany za zgwałcenie i pozbawienie życia trzynastoletniej koleżanki. Były jednak między nimi dwie ważne różnice. Po pierwsze, Górnika nigdy nie złapano. Po drugie, i to było istotniejsze, Górnik zrobił coś dobrego. Korsarz zasłużył na śmierć.
Prokurator nie odczuwał wielkich wyrzutów sumienia z powodu swojego czynu. Opierając się na doświadczeniu, uważał poczucie winy za mocno przereklamowane. Ludzie lubią sobie wyobrażać, że ono zjada człowieka. Że zabójstwo staje się przekleństwem, które zatruwa całe życie, chorobą, gangreną. Smutna prawda natomiast jest taka, że człowiek na początku się boi i z tego strachu żałuje. Wydaje mu się, że pęka, znika, gnije. Ale potem nie dzieje się nic, więc się uspokaja. Wspomnienia bledną. Nie budzą go już w nocy dźwięki masakrowanej młotkiem czaszki i mlaśnięcia miażdżonego mózgu. Serce zaczyna bić normalnie.
Można kogoś zabić i o tym zapomnieć. Tak jak się zapomina o włączonym żelazku, niezamkniętych drzwiach, nieodebranej paczce na poczcie. O niezapłaconym rachunku.
A potem tyle się wydarza. Nowa szkoła, studia, dziewczyny, alkohol, aplikacja. Człowiek się żeni. Wkrótce stoi w salce na oddziale położniczym i ostrożnie trzyma w ramionach trzy kilogramy swojego dziecka, jeszcze pachnącego wodami płodowymi, brudnego, pomarszczonego i czerwonego. Obrzydliwego i pięknego równocześnie. I być może sobie przypomina. Być może wtedy myśli: kiedyś odebrałem życie, a teraz je dałem. Rachunki się wyrównały.
Ale tylko "może".
A teraz ten złośliwy chichot losu - Korsarza wreszcie odnaleziono, a Górnik będzie prawdopodobnie prowadzić śledztwo w sprawie jego śmierci.
Prokurator jechał przez uśpione Gliwice w stronę dawnego poligonu w Wójtowej Wsi. Słuchał Oberschlesien i układał plan działania. Sytuacja wydawała mu się dość klarowna. Oczywiście ciało dostaną patolodzy i antropolodzy sądowi i je zbadają. Ekspertyzy zajmą im kilka tygodni, w zależności od tego, ile mają teraz pracy. Określą przybliżony czas śmierci i jej przyczynę, a do tego płeć oraz wiek ofiary. Górnik wprowadzi te dane do bazy osób zaginionych i dość szybko "odkryje", że odnaleziono Filipa Korsarskiego. Powiadomią o wszystkim rodzinę, a matka będzie mogła wyprawić synowi porządny pogrzeb. W sumie tyle jej się należy. A co potem? To sprawa sprzed dwudziestu lat. Przesłuchają świadków. Nauczycieli, kolegów i koleżanki z klasy. Nawet ktoś, komu faktycznie zależałoby na tym, żeby odkryć prawdę, nic by nie znalazł. Po kilku miesiącach Górnik podejmie decyzję o umorzeniu śledztwa z powodu niewykrycia sprawcy i akta wylądują na półce, na którą nikt więcej nie zajrzy. Jedyne ryzyko, że rzecz zwęszy prasa. Górnik nie obawiał się, że jakiś wścibski dziennikarz coś odkryje. Zaszkodzić mogła mu raczej presja ze strony mediów. Przełożeni będą naciskali na wyniki i mogą być bardzo niezadowoleni, gdy przyjdzie z pustymi rękoma. Kiepsko to będzie wyglądało w jego życiorysie.
Bywa i tak.
Minął ogródki działkowe i strzelnicę wojskową. Jechał ostrożnie i powoli, bo droga była stara, wąska i pełna dziur. Po lewej martwo leżały pola uprawne. Przed sobą widział światła z pobliskiej autostrady A4 biegnącej na tyłach lasu. Aż wreszcie zobaczył policjanta z latarką, który kazał mu zjechać na bok. Górnik wykonał polecenie. Wysiadł z wozu.
- A, pan prokurator! - Funkcjonariusz rozpoznał go. Dzięki sprawie Alicji Adam stał się dość popularny.
- Dokąd mam iść? - zapytał, chociaż doskonale pamiętał. No, ale grać trzeba było do końca.
- Proszę skręcić w tamtą ścieżkę. - Funkcjonariusz pokazał mu drogę gruntową, która prowadziła w głąb lasu. - Potem przejść jakieś sto pięćdziesiąt metrów i odbić w lewo. Zobaczy pan światła, które chłopaki tam rozłożyły.
- Dzięki.
Dopił red bulla, którego trzymał w lodówce na takie niespodziewane okazje, a pustą puszkę wrzucił na miejsce obok kierowcy. Wyciągnął z bagażnika płaszcz. Założył go i zapiął się po szyję. Pomimo tego, że zima była lekka, w nocy panował mróz. Latarkę zostawił w bagażniku. Uznał, że nie będzie mu potrzebna. Potem ruszył we wskazanym kierunku.
Zastanawiał się, czy coś poczuje, pokonując tę trasę. Po raz ostatni szedł nią z Korsarzem. Poprowadził go do ich bazy. To był zwykły szałas. Kiedy dotarli na miejsce, Górnik uderzył Korsarza młotkiem w głowę. Wcześniej wykopał saperką grób, tuż obok miejsca pochówku Ciamci. Przykrył dół plandeką i przysypał ziemią, żeby nie było go widać. Tam właśnie wrzucił ciało Korsarza. Zakopał je. Zamaskował miejsce i jak najszybciej uciekł. Nigdy tam nie wrócił.
Aż do teraz.
Był nawet podekscytowany. Ale spodziewał się czegoś więcej. Czegoś bardziej melodramatycznego. Bicia serca, przesuwających się przed oczyma obrazów z przeszłości, może lekkich zawrotów głowy, upiornych skowytów z głębi lasu. Było w przykry sposób zwyczajnie. Jakby szedł do jakiegokolwiek innego trupa.
Faktycznie po przejściu wskazanego dystansu dostrzegł światła policyjnych lamp i usłyszał szum sprowadzonego generatora. Wszedł w las, licząc się z tym, że pobrudzi buty, spodnie, a może nawet płaszcz. Przedzierał się przez gęstwinę, ramieniem chroniąc twarz przed gałęziami, które mogłyby go uderzyć. Stopy miażdżyły świeżo zamarzniętą ziemię.
- Stój! Kto idzie?! - wrzasnął ktoś w jego kierunku.
Oślepiło go kilka latarek.
- Prokuratura!
Światła powędrowały niżej, rozjaśniając mu dalszą drogę.
- Przepraszamy, panie prokuratorze.
- Nie ma problemu!
Przedstawienie czas zacząć, pomyślał. Stanowczym krokiem podszedł do jednej z lamp. Po ich starej bazie nie było oczywiście ani śladu. Kopiec ziemi znaczył miejsce, w którym odnaleziono ciało.
- Czołem pracy! - rzucił.
Odpowiedziały mu pomruki. Dwóch techników kryminalnych badało rozkopany grób. Trzech funkcjonariuszy zabezpieczało teren, rozwieszając policyjne taśmy, chociaż oprócz nich w tej głuszy nie było nikogo. Wszystkim kierował komisarz Stefan Niemojski, który właśnie zbliżał się do prokuratora. To był dobry policjant. Nawet bardzo. I dość próżny. Plotka głosiła, że kiedyś zgłosił się do jednego z tych Polsatowskich czy TVN-owskich seriali o policjantach, ale przełożeni uniemożliwili mu udział. Na pewno jednak uczestniczył we wszystkich konkursach na najbardziej przystojnego, przyjaznego czy wysportowanego funkcjonariusza i pracowicie zbierał kolejne trofea. W każdym razie Niemojskiego cechowało parcie i na szkło, i na karierę.
- Cześć, Adam.
- Cześć, Stefan. Co znaleźliście?
- Dzieciaka - powiedział głucho policjant.
- Okej.
- Wygląda na to, że dziewczynka leży tutaj od trzech, czterech dni.
Górnik poruszył bezgłośnie ustami. Uderzył się pięścią w pierś i dopiero wtedy uznał, że może mówić.
- Dziewczynka?
- Dziewczynka - potwierdził Niemojski. - Dziesięć do dwunastu lat, jeśli interesuje cię moje zdanie.
- Znaleźliście dziewczynkę?!
- Przecież mówię... - Niemojski nachylił się nad Adamem. - Wszystko okej?
- Czy w grobie było coś jeszcze?
- Co takiego?
- Nie wiem. Inne dziecko?
- Dlaczego miałoby tam być inne dziecko?
Górnik prawie podskoczył, kiedy w jego kieszeni zadzwonił telefon. Chwycił się go jak tonący brzytwy. Wyciągnął aparat i pomachał świecącym ekranem przed oczyma Niemojskiego.
- Muszę odebrać - powiedział.
Odszedł, zanim policjant zdążył zaprotestować. Dziewczynka, dziesięć-dwanaście lat, sprzed kilku dni. Nie chłopiec, lat szesnaście lub siedemnaście, sprzed dwudziestu lat. Nie miał pojęcia, co się tutaj dzieje. Może to było inne miejsce, ale był pewien, że nie. Że to właśnie tutaj zbudowali swoją bazę, że to właśnie tutaj zabił i pochował Korsarza. Takich rzeczy się nie zapomina, do cholery! Górnik musiał ochłonąć, opracować nowy plan. Zastanowić się.
Służbowy telefon wciąż dzwonił. Odebrał, żeby Niemojski nie zaczął czegoś podejrzewać.
- Prokurator Adam Górnik.
Odpowiedziało mu milczenie. Słyszał tylko oddech po drugiej stronie.
- Prokurator Adam Górnik - powtórzył.
- Podoba ci się? - W słuchawce rozległ się męski, szeleszczący głos. Dziwny. Nienaturalnie niski.
- Co takiego?
- Pytam, czy ci się podoba...
- Kto mówi?
- A jak myślisz?
Prokurator oparł się o drzewo. To nie było możliwe. To nie mogła być prawda. Głos po drugiej stronie zachichotał.
- Wróciłem, Adaś. Zabiłeś mnie, ale ja wróciłem!