Obudziłem się nad ranem. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. Była 03:15. Pora, której nie lubiłem. Wiedziałem jak będzie; zasnę za godzinę i obudzę się zmęczony. Spojrzałem na Sarę. Mimo, że już od lat byliśmy razem, nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście. Sara była moją przystanią, portem, odzyskanym szczęściem. Poprawiłem kołdrę i okryłem jej nagie ramiona, żeby nie zmarzła. "Szkoda, że śpi..." - pomyślałem. Usiadłem na łóżku i zacząłem wpatrywać się w niebieskie, fosforyzujące światło, które podświetlało akwarium. Ryby płynęły spokojnie, leniwie, ich widok działał uspokajająco. Mogłem na chwilę zapomnieć o zleceniach na szukanie zaginionych, złodziei, morderców, odciąć się od całego diabelstwa i na chwilę być w raju, tuż obok śpiącej Sary, popatrzeć na sztucznie stworzony świat w akwarium, w którym nic złego się nie działo. Sięgnąłem po e-papierosa, zaciągnąłem się mocno. Olejek borówkowo-miętowy miał nieziemską, odświeżającą nutę. Uwielbiałem ten zapach i smak, ba, byłem od niego uzależniony. Kłęby dymu wypełniły sypialnię. Wiedziałem jednak, że Sara nie lubi zbyt dużo dymu, dlatego podszedłem i otworzyłem okno. Zimne, nocne powietrze wpadło do środka, rozbudzając mnie jeszcze bardziej. Cała ulica Świętojańska, mimo że tonęła w światłach i neonach, pogrążona była we śnie. Zamknąłem okno i zziębnięty z przyjemnością wróciłem do ciepłego łóżka. Przytuliłem się do śpiącej Sary. Sen przyszedł od razu, nawet nie wiem kiedy. Małżeństwo z Sarą było dla mnie jak oaza na pustyni życia, dawało siły do zetknięcia z zimnym, często zbrodniczym światem. Sara jest moją namiętnością i moim przyjacielem, a co więcej, co najważniejsze - Sara jest miłością mojego życia. Zapach jej ciała, tak dobrze znany i kochany, kołysał mnie do snu. Rano obudziłem się pełen energii do działania. Myjąc zęby w łazience, spojrzałem w swoje odbicie w lustrze. Miałem 48 lat, ale Sara wmawiała mi, że wyglądam na dziesięć mniej. Nie wiem, czy miała rację, zakochana kobieta widzi to, co chce. Miałem szpakowate skronie, coraz mocniej przyprószone siwizną, dwudniowy zarost, chyba trochę melancholijne, zmęczone oczy, ale nie wtedy, gdy byłem z Sarą. Przy niej zapalały się w moich oczach iskry radości. Sara była ode mnie kilka lat młodsza, ale wciąż pełna uroku, wigoru i piękna. Wiek? Jakie to ma znaczenie? Jesteśmy tu tylko przez chwilę. Najważniejsze, żeby ten czas dobrze wykorzystać, w miarę możliwości komuś pomóc i kochać tak bardzo, żeby pragnąć wyłącznie czyjegoś dobra. Tak było ze mną i z Sarą. Wyszedłem z łazienki i spojrzałem na żonę. Była piękna. Na jej twarzy malował się spokój, a kasztanowe włosy rozsypały się na błękitnej poduszce, podszedłem, żeby ich dotknąć.
- Dzień dobry, kochanie, jest kawa? - Sara lekko uśmiechnęła się, unosząc głowę z nad poduszki.