ROZDZIAŁ III
Podczas nauki poruszania się w ciężkich siedemnastowiecznych sukniach najtrudniejsze okazało się... dyganie. Wiktoria całkiem nieźle opanowała już chodzenie i siadanie, ale konieczność wykonania lekkiego, wdzięcznego ukłonu nadal sprawiała jej kłopot. Na szczęście nie była jedyna - większość dziewczyn miała z tym trudności, więc kostiumograf obiecał im dodatkowe zajęcia dzień przed wyjazdem do Krakowa. Miały zamiar znów to uczcić wspólnym wyjściem na kawę, lecz tym razem Wiki nie mogła im towarzyszyć. Kiedy wychodziły, podszedł do niej młody człowiek, który przedstawił się jako asystent producenta.
- Pan Edward Jarosz chciałby zamienić z panią kilka słów. Czy zechce mi pani towarzyszyć?
Wiki uznała to pytanie za retoryczne. Nie mogła przecież odmówić!
- Oczywiście - odparła krótko i ruszyła za nim.
Była tak zaskoczona, że nawet nie zastanawiała się, czego Edward Jarosz może chcieć. Gdyby jego asystent nie podszedł wprost do niej, podejrzewałaby, że zaszła pomyłka.
Producenci nie rozmawiają przecież z aktorkami grającymi podrzędne role!
Kiedy dojechali na miejsce, czyli do siedziby firmy J&J Film Studio, młody człowiek zaprowadził ją do gabinetu szefa, po czym dyskretnie się ulotnił.
- Witam panią - powiedział Jarosz, wskazując jej fotel naprzeciwko biurka.
Wiktoria usiadła i zerknęła na niego spod oka. Edward był mężczyzną około czterdziestki o słusznej posturze i przenikliwym spojrzeniu. Może to sprawiło, że poczuła się, jakby przyszła na przesłuchanie?
- Napije się pani czegoś? - zapytał, zupełnie nieświadomy jej odczuć. - Kawy, herbaty?
- A mogę wody?
- Tak, oczywiście. - Sięgnął po butelkę i napełnił dwie szklanki.
Kiedy podał jej jedną, napiła się trochę, aby zwalczyć nagłą suchość w gardle. Dopiero teraz poczuła tremę.
- Jak postępują pani przygotowania do filmu?
- Całkiem nieźle. Opanowałam już rolę, przeczytałam trzy książki o czasach Jana Sobieskiego i prawie nauczyłam się nosić długie suknie. W zasadzie to ostatnie było najtrudniejsze.
Edward uśmiechnął się lekko i też upił łyk wody.
- To dobrze. Bardzo zależy mi na tym, aby Marysieńka odniosła sukces, bo ostatnie dwa lata były beznadziejne i wszystkim nam dały po kieszeni. Wie pani, że przymierzałem się do tej produkcji już jesienią ubiegłego roku? Niestety, wtedy ogłoszono kolejną falę koronawirusa, więc musiałem zrezygnować. Nie było przecież sensu angażować ludzi i zaczynać zdjęć, mając w perspektywie następne obostrzenia.
- No tak...
- Strasznie mnie to przybiło, bo jestem człowiekiem aktywnym. W dodatku nie mogłem zarabiać, więc moja firma znalazła się w dość trudnej sytuacji finansowej. W rezultacie ciągle byłem sfrustrowany i zły.
- Każdy z nas przeżywał to na swój sposób - westchnęła Wiki. - Niestety, nic nie mogliśmy zrobić. Pozostawało tylko zaciskać zęby i znosić różne głupie restrykcje typu zamknięcie lasów...
- Tak, ten pomysł przebił wszystkie inne!
W ten sposób wyjaśnili sobie, jaki jest ich stosunek do pandemii. Wprawdzie Wiki w dalszym ciągu nie miała pojęcia o celu tej dziwnej rozmowy, ale poczuła się trochę swobodniej. Skoro ją wezwał, to przecież w końcu jej powie!
Tymczasem Edward spokojnie kontynuował:
- Sprawy zaczęły już iść w trochę lepszym kierunku, ale ludzie nadal czują się podle. Jestem takim samym obywatelem tego kraju jak wszyscy inni, więc doskonale ich rozumiem. Też mam dosyć siania paniki przez tych pseudoekspertów, którzy korzystają z okazji, by zaistnieć. Też jestem zmęczony wymuszoną bezczynnością i poczuciem, że wykreślono mi dwa lata z życiorysu. Naprawdę chciałbym, żebyśmy całkowicie wrócili do normalności i wreszcie poczuli się lepiej.
- Wiem, czytałam wywiad z panem...
- Ale same dobre chęci nie wystarczą. Ponieważ poniosłem straty, jak prawie wszyscy polscy biznesmeni, nie stać mnie na działalność charytatywną.
- To oczywiste.
- Dobrze, że się rozumiemy - powiedział, kiwając głową z uznaniem i biorąc kolejny łyk wody.
Wiktoria uznała to za odpowiedni moment, aby zadać pierwsze pytanie.
- A w czym ja mogę panu pomóc?
- W rozreklamowaniu filmu. Musimy zachęcić ludzi, aby przyszli do kina. Mamy do pokazania historię pięknej, gorącej miłości osadzoną w ciekawym okresie naszych dziejów. Ale to nie wystarczy. Prawda jest taka, że ludzie najchętniej chodzą na filmy, o których jest głośno jeszcze przed premierą. Dlatego trzeba sprawić, aby o Marysieńce było głośno.
- Rozumiem - powiedziała, chociaż w dalszym ciągu nie wiedziała, co w zasadzie miałaby zrobić.
Tymczasem Edward pochylił się lekko w jej kierunku i zniżył głos.
- Pamięta pani film Mr&Mrs Smith? Nic nadzwyczajnego, tylko dużo strzelaniny i efektów specjalnych. A jednak odniósł wielki sukces kasowy, bo podczas pracy na planie Brad Pitt zakochał się w Angelinie Jolie.
Wiktoria dopiero teraz skojarzyła.
- Tak, pamiętam!
- To jeden z kilku przypadków, gdzie fikcyjnej historii na ekranie towarzyszyła prawdziwa miłość w życiu, skutecznie podbijając zainteresowanie produkcją.
- Rzeczywiście, słyszałam jeszcze o paru innych. Na przykład Alicja Bachleda-Curuś i Colin Farrel zakochali się w sobie na planie filmu Ondine, a Tamara Arciuch i Bartek Kasprzykowski podczas kręcenia serialu Halo Hans! To musiały być prawdziwe uczucia, bo obie pary doczekały się dzieci. Ale podobno różnie bywa. Kilka razy zdarzyło się, że aktorzy tylko udawali miłość w celach reklamowych.
- Ja również słyszałem, że były podobne akcje i przyniosły bardzo dobre efekty...
Widząc triumfujący uśmiech na jego twarzy, wreszcie zrozumiała, jaką ma dla niej propozycję.
- Chodzi panu o to, żebym udawała zakochaną w kimś z ekipy...?
- Dokładnie tak. Zagra pani dwie role: jedną w filmie, a drugą w życiu. Oczywiście nie za darmo.
- Ale...
- Proszę to potraktować jako udział w kampanii reklamowej. Jeśli wszystko się uda i Marysieńka przyniesie dochód, na jakim mi zależy, dostanie pani główną rolę w moim kolejnym filmie. Tam bohaterką będzie młoda dziewczyna.
Wiktoria zaniemówiła.
Dostanie główną rolę?
To było jej marzenie od lat!
Już prawie przestała wierzyć, że kiedykolwiek się spełni...
Przez dłuższą chwilę czuła tylko gwałtowne bicie serca i dopiero po paru minutach zapytała:
- A kto będzie mi partnerował?
- Mój brat, Krzysztof.
Nie była pewna, czy dobrze zrozumiała.
- Jak to...? Przecież on nie jest aktorem!
Usłyszawszy to, Edward się roześmiał.
- Twierdzi, że tak czy inaczej potrafi udać zakochanego w pani.
Dziewczyna nie odpowiedziała, bo wciąż jeszcze dochodziła do siebie po usłyszeniu tej rewelacji. Kiedy zrozumiała, o co chodzi, myślała, że będzie się po prostu bawić w udawanie miłości wraz z którymś z młodych aktorów grających w Marysieńce. Tymczasem Krzysztof Jarosz był poważnym biznesmenem i w dodatku facetem po przejściach...
- Słyszała pani coś o jego życiu osobistym? - zapytał Edward, zupełnie jakby czytał jej w myślach.
- O tym chyba wszyscy słyszeli - odparła spontanicznie. - To było jeszcze przed pandemią. Żona pana Krzysztofa wybrała się na służbową kolację do jakiejś restauracji pod Warszawą...i tam doszło do tragedii... to znaczy do wybuchu gazu...a ona....
Wiki mówiła coraz wolniej i ciszej, zaś pod koniec zabrakło jej odwagi, by kontynuować.
- Zginęła na miejscu - dokończył za nią Edward. - Mój brat bardzo to przeżył: zamknął się w sobie, z nikim nie chciał rozmawiać, nic go nie interesowało... Ale od tamtej pory upłynęły dwa lata. Wreszcie pogodził się ze stratą i zaczął powoli wracać do życia. To właśnie będziemy chcieli pokazać.
Tym razem Wiki nie zadała żadnego pytania.
- Proszę tylko pomyśleć: facet, który ma za sobą trudne przeżycia, spotyka młodą aktorkę i dzięki niej zaczyna czuć się lepiej. Myślał, że nikogo już nie pokocha, a tymczasem los sprawił mu miłą niespodziankę. Znowu zaczął się uśmiechać, uwierzył w lepszą przyszłość... Czy to nie będzie piękna historia?
- Na pewno ludziom się spodoba...
- Oczywiście, a co więcej będą chcieli zobaczyć bohaterkę tej historii na ekranie. Słowem, przyciągnie pani uwagę widzów i w rezultacie szybko stanie się rozpoznawalna.
Dziewczyna znów poczuła przyspieszone bicie serca. To też było coś, o czym od dawna marzyła: zostać celebrytką, udzielać wywiadów, opędzać się od paparazzich...Takie życie było kiedyś jej marzeniem, a teraz stanęło przed nią otworem...
Edward musiał zauważyć, że nieźle namieszał jej w głowie, bo dopił wodę i powiedział:
- Nie żądam odpowiedzi od razu. Zdaję sobie sprawę, że bardzo panią zaskoczyłem. Proszę sobie spokojnie wszystko przemyśleć i dać mi znać przed wyjazdem do Krakowa.
Sięgnął do kieszeni, wyjął swoją wizytówkę i napisał kilka cyfr na odwrocie.
- Proszę, tu jest mój prywatny numer. Wystarczy, jeśli prześle mi pani krótkiego SMS-a o treści "Zgadzam się" lub "Nie zgadzam się". Wtedy będę wiedział, co robić.
- A jeśli się zgodzę, jak to będzie wyglądało?
- Bardzo prosto. Przyjadę z Krzysztofem do Krakowa i was zapoznam. Potem on zaprosi panią na kolację do jakiejś znanej restauracji albo na dobrą sztukę do teatru. Paparazzi szybko to zauważą, zrobią wam zdjęcia... Następnie zaczniecie się razem pokazywać na różnych oficjalnych uroczystościach typu premiery, festiwale filmowe, no i udzielać wywiadów, mówiących o tym, jak bardzo się kochacie. Żadne spotkania prywatne nie są przewidziane, chyba że sami się na nie zdecydujecie.
Wiktoria zrozumiała, że to ostatnie zdanie powiedział, aby ostatecznie rozwiać jej obawy. Obiecała zatem dać mu znać, jak tylko podejmie decyzję.
Na koniec powiedział jeszcze:
- Oczywiście wszystko, o czym tu mówiliśmy, powinno pozostać między nami.
Zapewniła go, że będzie dyskretna, po czym się pożegnali.
Kiedy wyszła z jego biura, czuła się taka skołowana, że wróciła do domu taksówką, chociaż ostatnimi czasy starała się unikać niepotrzebnych wydatków. Na szczęście rodziców jeszcze nie zastała, więc otworzyła barek i nalała sobie kieliszek koniaku. Samotne picie nie było w jej stylu, ale tym razem naprawdę potrzebowała czegoś mocniejszego, aby dojść do siebie. Nie ulegało wątpliwości, że Edward zaproponował jej spełnienie marzeń o karierze i popularności. W zamian miała zrobić coś, z czym jako aktorka nie powinna mieć trudności: zagrać rolę zakochanej dziewczyny, tyle że nie na ekranie, lecz w życiu. Nie mogła odrzucić tej propozycji, nie stać jej było na to. Poza tym wiedziała, że los bywa przewrotny - druga okazja do spełnienia marzeń mogła się nigdy nie trafić. Dlaczego zatem nie skakała do góry z radości? Może Jarosz zbyt ją zaskoczył? A może czuła, że to wszystko jest trochę dziwne?
Nie potrafiła sobie jeszcze odpowiedzieć na te pytania, ostatecznie jednak postanowiła zaryzykować i przyjąć propozycję. Znała dobrze aktorki, więc miała stuprocentową pewność, że jeśli ona odmówi, to znajdzie się na jej miejsce wiele innych chętnych...
***
Artykuł na portalu Ploteczki.pl
Ruszyły zdjęcia do filmu Marysieńka. Cała ekipa jest już w Krakowie, gdzie będzie pracować przez pierwszy miesiąc. Potem wszyscy przeniosą się do Zamościa, a na koniec do Warszawy. Główną rolę zagra Marzena Werner - aktorka znana do tej pory z występów w teatrze, głównie w sztukach klasycznych, takich jak adaptacje Szekspira i Moliera. Jak się dowiedzieliśmy, jest bardzo zadowolona z możliwości zaprezentowania swojego talentu na dużym ekranie. Czekała na taką okazję przez kilkanaście lat i wreszcie uwierzyła, że marzenia się spełniają. Jej kandydatura doskonale wpasowała się w wymogi producenta, Edwarda Jarosza, który pragnął, aby aktorka grająca Marysieńkę nie kojarzyła się widzom z inną rolą filmową. Oprócz niej w obsadzie pojawią się: Kazimierz Grodzicki (jako Jan Sobieski), Łukasz Boner (jako syn królewskiej pary, Jakub) i Zbigniew Tylman (jako pierwszy mąż Marysieńki, Jan Sobiepan Zamoyski). Zobaczymy też kilka aktorek młodego pokolenia, które wcieliły się w role dam dworu królowej, między innymi Beatę Surmacz, Karolinę Tkaczyk i Wiktorię Mizerską.
Wybrane komentarze internautów:
Kaśka: Nareszcie coś innego! Mam już serdecznie dość tych głupich komedii romantycznych i jeszcze głupszych erotyków.
Igor: Jeśli ten film ma realistycznie przedstawiać życie królewskiej pary, to właśnie powinien być erotykiem!
Ciekawy: Oni podobno mieli 17 dzieci....
Lola: Nie 17, tylko 13.:
Politolog: Ale zaledwie czworo z nich dożyło pełnoletności.
Lola: Co chcesz, takie były czasy.
Politolog: To nie czasy były winne, tylko choroba królowej. Podobno pierwszy mąż zaraził ją kiłą.
Lola: Ten Sobiepan?
Politolog: Tak!
Iga: Widziałam Marzenę Werner w teatrze. Świetnie grała lady Makbet!
Wielbiciel kina: Za to Łukasz Boner jest beznadziejny. Kto go wybrał do roli Jakuba Sobieskiego?
Zainteresowana: Nie wiecie, kiedy ten film wejdzie na ekrany?
Karol: Pewnie w przyszłym roku. Jeszcze nie ma daty premiery.
Zainteresowana: Dzięki!
Tolek: Dlaczego ten pieprzony cenzor skasował mój komentarz?
Politolog: Przyzwyczaił się do kasowania w czasie pandemii.
Tolek: Ale ja skomentowałem tylko próżniacze życie celebrytów. Co, też nie wolno? To po jaką cholerę o nich piszą?