Desertium spiritualis - Sebastian Frohlich

Kup ebooka

30.29 zł
25.14 zł (30,29 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Od autora

Drogi czytelniku,

oto przed Tobą zbiór mojej poezji. Nie zagłębiając się w Twój "rodowód" czytelniczy, chcę Ci coś powiedzieć. Wiersze zawarte w tej książce są zbiorem wielu lat weny twórczej (a częściej jej braku), gdzie moją muzą była głównie moja wiara oraz narastająca depresja. Stąd też tytuł, który w łacinie znaczy "Pustynia duchowa".

Pierwsze słowo odnosi się do bardzo długiego odczuwania pustki, apatii i melancholii. Natomiast drugie jest pewnym jej przełamaniem - wartości duchowe wypełniają nasze życie, często kierują nami w wyborach i pozwalają łagodzić ból. Tak było i ze mną.

Cierpię na schizofrenię prostą. Charakteryzuje się tym, że chory nie ma omamów czy urojeń. Po prostu osoba stopniowo przestaje robić cokolwiek - w zaawansowanej formie przestaje nawet jeść i pić.

Dlaczego to mówię? Ponieważ część wierszy powstała przed leczeniem, są one bardzo charakterystyczne - a w pewien sposób piękne. Cierpienie i ból jest tak dziwną rzeczą, że choć odbieramy je jako złe, potrafi urodzić niezwykłe treści.

Tak więc, choć nie jest to "poezja terapii" w czystym ujęciu, niewątpliwie pokazuję moją Drogę, wznoszącą się i opadającą jak wydmy na egipskiej pustyni.

Życzę Ci, Drogi Czytelniku, dobrej lektury oraz znalezienia w moich tekstach czegoś dla siebie, a może również o sobie.

Sebastian Benedykt Fröhlich

Post scriptum po latach.

Gdy po raz pierwszy moje wiersze zostały wydrukowane (2019 r.) miałem 21 lat. Było to kilka sztuk dla moich znajomych, przyjaciół i rodziny. Od tego czasu wiele się zmieniło. Przede wszystkim ja.

Starałem się zachować autentyczność tego zbioru wierszy, choć wprowadziłem kilka zmian. Podzieliłem wiersze tematycznie, by oddać kolejne punkty milowe mojej drogi. Niektóre zostały usunięte, ponieważ uznałem, że nie przetrwały próby czasu.

Tomik zmienił się wraz ze mną, ale mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć najważniejsze - przekazać Ci, Drogi Czytelniku, moje emocje, doświadczenie oraz świat.

Ruiny

Oknem się stały ściany

Bez witraży i zaprawy

Łuk tęczowy runął

Czy i Przymierze?

Dawno świat nie widział

Człowieka -

Natura zwyciężyła

Sczerniały mitry i korony

W kryptach ruin

A ich właściciele już nie śpią

Bo nawet proch wywiał wiatr

Przez dziurawe sklepienie

Zaprawdę powiadam wam

Przeminęło to pokolenie

I nie nadszedł

Ten który miał sądzić

Umarłych czy też

Żywych

Biada nam

Wołają anioły upadłe

Z portali katedr

Cisza

Już nawet świece nie szepczą

Starych modlitw

I cisza ta trwała

Jakby pół godziny