ROZDZIAŁ 2
- Popierdoliło cię? - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
Teo nie wydawał się urażony moim komentarzem, wręcz przeciwnie, głupi uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Teraz rozumiem, co takiego zawróciło w głowie mojemu braciszkowi.
Z ledwością nad sobą panowałam. Oczami wyobraźni widziałam, jak podchodzę do stojącego przede mną mężczyzny, łapię go za kark i z całej siły walę jego głową o umywalkę. Ta kusząca wizja sprawiła, że kącik moich ust drgnął ku górze.
- Tobie też podoba się to, co widzisz - powiedział.
Potrząsnęłam głową, wyrzucając z myśli moment, w którym roztrzaskuję mu czaszkę.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo - mruknęłam.
Przeszłam obok niego i sięgnęłam po ręcznik. Owinęłam nim nagie ciało, a spojrzenie Teo wreszcie spoczęło na mojej twarzy.
- Po co przyszedłeś? - zapytałam.
- Żeby zrealizować część planu.
- Jakiego planu? - Zmarszczyłam brwi, nic nie rozumiejąc.
Mężczyzna cofnął się o kilka kroków i wyciągnął z kieszeni telefon. Zanim zdążyłam zareagować, uniósł go i bezceremonialnie zrobił mi zdjęcie. Zamrugałam oślepiona blaskiem flesza.
- Co ty robisz?! - zawołałam, mocniej zaciskając dłoń na ręczniku.
- Kiedy skończysz, Manuelita odprowadzi cię do twojego pokoju - rzucił, po czym wyszedł, zostawiając mnie osłupiałą pośrodku łazienki.
Walnęłam pięścią w marmurowy blat. Niech go szlag trafi! Domyślałam się, że planował pokazać to zdjęcie Juanmie. Tylko w jakim celu? Będzie próbował wzbudzić u niego zazdrość? Zaśmiałam się rozbawiona własną głupotą.
Włożyłam czyste ubrania i przetarłam ręcznikiem wciąż wilgotne włosy. Sięgnęłam po stojący obok lustra męski dezodorant. W odbiciu widziałam swoją spuchniętą twarz. Rozcięta warga, a do tego siniak na policzku, który przez noc nabrał kolorów. Pomimo tego, że byłam już gotowa do wyjścia, ociągałam się, jak tylko mogłam. Perspektywa powrotu do "komnaty" wcale nie napawała mnie entuzjazmem. Manuelita jakby wyczuła, że przeciągam, bo po kilku sekundach stanęła w drzwiach.
- Idziemy - rozkazała.
Nie ruszyłam się z miejsca. Kobieta podeszła do mnie i założyła mi opaskę na oczy. Pamiętając o progu, ostrożnie przeszłam przez drzwi. Gospodyni kierowała mną, aż dotarłyśmy do metalowych drzwi, które natychmiast rozpoznałam. W pokoju odsłoniła mi oczy. Nie zdążyłam się nawet obrócić, gdy ona bez słowa zamknęła mnie w pomieszczeniu. Usiadłam na materacu i pogrążyłam się w myślach.
Co knuł Teo? Po co cała ta szopka z porwaniem i zdjęciami? Czy on naprawdę myślał, że Juan Manuel wyruszy mi na pomoc? Facet wyrzucił mnie ze swojego życia, bo sądził, że mam romans z jego młodszym bratem. Zdjęcie w samym ręczniku jedynie go w tym utwierdzi.
A może nie o to chodziło? Teo pragnął władzy. Był jedynym synem swoich rodziców, bo Juan Manuel nie miał w sobie krwi rodu Morte. Juanma był adoptowany, a według panujących tu zasad pierworodny zasiadał na czele i pozostali musieli być mu posłuszni. Mój ojciec w jakiś sposób odkrył prawdę i wyznał ją Teo, ten zaś natychmiast wyczuł w tym szansę dla siebie. Upozorował śmierć mojego ojca, aby sekret pozostał bezpieczny. Tylko nie przewidział, że starszy z braci był inteligentniejszy. Porwał mnie pod pretekstem spłaty długu, który nie istniał, by ściągnąć do siebie mojego ojca.
Juan Manuel pragnął śmierci taty, bo myślał, że tylko on zna jego sekret. Ale ojczulek postanowił sprzedać mnie za wolność, więc go zabiłam, krzyżując tym plany Teo. Możliwe, że porwał mnie z zemsty. Nie musiało to mieć nic wspólnego z Juanmą. Tylko co by na tym zyskał? Zwykłą satysfakcję? Nie, to było zbyt proste. Teo był przebiegły, na pewno miał w zanadrzu plan, którego nie powstydziłby się sam diabeł. Musiałam go odkryć i to jak najszybciej.
* * *
Nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam. Obudził mnie dźwięk otwieranych drzwi. Natychmiast uniosłam powieki i zobaczyłam zmierzającego w moim kierunku Teo. Usiadłam szybko na materacu i znów zakręciło mi się w głowie. Mężczyzna pochylił się nade mną, chwycił mnie za ramiona i dźwignął do góry. Stanęłam na nogach, z twarzą niebezpiecznie blisko jego. Byłam zaspana i zdezorientowana, nie wiedziałam, co się dzieje. Teo uśmiechnął się arogancko, po czym mnie pocałował. Byłam zszokowana, przez kilka sekund stałam jak słup soli. Szybko się jednak opamiętałam i wyrwałam się z jego objęć. Niewiele myśląc, zamachnęłam się i uderzyłam go w twarz. Głowa odskoczyła mu na bok, a kącik ust uniósł się w krzywym uśmiechu.
- Nigdy więcej, rozumiesz? - warknęłam, gotując się ze złości.
Dopiero teraz zauważyłam stojącą obok Manuelitę z telefonem w ręku. Wybałuszyłam na nią oczy.
- Zdążyłaś? - zapytał tylko, a ona skinęła głową w odpowiedzi.
- Nie do wiary! - wykrzyknęłam, wyrzucając ręce w górę. Znowu?! - W co ty grasz? - wysyczałam, szturchając mężczyznę palcem w pierś.
- Niedługo się dowiesz - wymruczał i mrugnął do mnie.
Zrobiło mi się niedobrze. Poczułam, jak żołądek podjeżdża mi do gardła. Chyba nie udało mi się tego zamaskować, bo Teo ściągnął usta, obrócił się na pięcie i wyszedł bez słowa. Manuelita opuściła pomieszczenie tuż za nim, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. Zamknęły się za nimi drzwi, a ja opadłam na materac, wpatrując się w nie z niedowierzaniem.
Ci ludzie są psychiczni!
Ukryłam twarz w dłoniach, czując, jak ogarnia mnie zmęczenie. Przez głowę przemknęła mi myśl, żeby przestać walczyć. Ciężar, który dźwigałam na swoich barkach, stał się zbyt przytłaczający.
"Nie".
Stanowczy głos w mojej głowie sprawił, że rozdziawiłam usta. Że co?
"Nie wolno ci się poddać, rozumiesz? Masz dla kogo walczyć i tak zostanie. Pamiętaj, co postanowiłaś. Jesteś silna, wyjdziesz z tego".
Zamrugałam kilkukrotnie, a głos ucichł. Podświadomość właśnie wygarnęła mi bez ogródek. Przygryzłam wargę, aby się nie roześmiać. Zwariowałam.
Zwinęłam się w kłębek i zamknęłam oczy. Ogarnęło mnie zmęczenie, potrzebowałam więcej snu.
* * *
Delikatny dotyk na policzku sprawił, że otworzyłam oczy. Widok Teo od razu po przebudzeniu wywołał mdłości. Zakryłam dłonią usta, co nie umknęło uwadze mężczyzny. Zakołysał się na piętach, studiując bacznie moją twarz.
- Wiesz co? - zaczął, stukając się palcem po brodzie. Wielki sygnet błysnął mi przed oczami.
- Nie chcę wiedzieć - wymamrotałam, ze wszystkich sił walcząc, aby nie zwymiotować.
- Dziwnie się zachowujesz. To wygląda trochę, jakbyś... - urwał, a jego źrenice rozszerzyły się nieznacznie. - Wstawaj - warknął.
- O co ci chodzi?
- Manuelita! - ryknął.
Podskoczyłam przestraszona tym nagłym wrzaskiem. Głowa kobiety pojawiła się w uchylonych drzwiach.
- Tak? - zapytała.
- Potrzebuję test ciążowy.
Manuelita skinęła głową i zniknęła. Rozdziawiłam usta, czując, jak ogarnia mnie przerażenie. Nie mogłam na to pozwolić! Myśl, byle szybko!
Parsknęłam śmiechem. Teo spojrzał na mnie spod zmarszczonych brwi.
- Uważasz, że jestem w ciąży, bo zrobiło mi się niedobrze na widok twojej twarzy? - spytałam.
Wstał, zaciskając pięści. Przez chwilę miałam wrażenie, że mnie uderzy, ale odszedł tylko kilka kroków na bok.
- Zrobisz test - oznajmił stanowczo.
- Po co? - Starałam się brzmieć obojętnie, choć gardło miałam ściśnięte.
- Spałaś z moim bratem, zapewne nie raz. Chcę wiedzieć - wyjaśnił krótko.
- Nie jestem w ciąży - powiedziałam ostrym tonem.
- Może nawet o tym nie wiesz - rzucił i uśmiechnął się złośliwie.
Zacisnęłam zęby. W mojej głowie panował chaos od natłoku myśli. Nie mogłam zrobić tego testu, szybko musiałam znaleźć inny sposób.
- Raczej ciężko coś takiego przeoczyć - mruknęłam.
- Zaraz będziemy wiedzieli. - Spojrzał w kierunku drzwi, w których jak na zawołanie pojawiła się gospodyni. - Przyniosłaś?
- Tak - odparła i wręczyła mu niewielkie pudełko.
Spiorunowałam wzrokiem kartonik, jakby od samego spojrzenia mógł po prostu zniknąć.
- Wiesz, jak tego używać? - zapytał, podając mi test.
- Masz mnie za idiotkę? - warknęłam i wyrwałam mu go z ręki. - Trzeba na to nasiusiać.
- Zabierz ją do łazienki. Powiadom mnie, kiedy będzie wynik - rozkazał Manuelicie, po czym opuścił pokój.
- Nie chce mi się - powiedziałam szybko.
- To poczekamy, aż ci się zachce. Idziemy.
"Świetnie, kurwa".
Kobieta wyciągnęła z kieszeni fartuszka dobrze mi znaną opaskę na oczy. Pozwoliłam jej to zrobić, a następnie powoli stawiałam kroki, by zyskać na czasie. Pokonując drogę do łazienki, udało mi się wpaść na pewien pomysł, ale wypali on tylko wtedy, gdy Manuelita zostanie na zewnątrz.
Zatrzymałyśmy się. Wyciągnęłam rękę przed siebie i natrafiłam na drzwi. Byłyśmy na miejscu. Kobieta pociągnęła za klamkę, po czym wprowadziła mnie do środka. Słyszałam, jak zamyka za nami drzwi, a potem zdjęła mi opaskę.
- Tylko szybko - pospieszyła mnie.
- Mówiłam, że mi się nie chce.
- Rób.
- Będziesz patrzeć, jak siusiam? - Zerknęłam na nią z chytrym uśmiechem.
Manuelita posłała mi lodowate spojrzenie. Aby mój plan wypalił, musiała stąd wyjść.
- Niestety tak - odparła, wykrzywiając wargi z odrazą.
- Wobec tego nie ma mowy - ucięłam, krzyżując ramiona na piersi.
- Nie wyjdę. Sikasz albo cię do tego zmuszę - wysyczała przez zaciśnięte zęby.
Uniosłam brew, posyłając jej sceptyczne spojrzenie.
- Masz na to jakiś sposób? - spytałam bezczelnie.
- Ty mała... - urwała i głęboko wciągnęła powietrze.
W środku byłam zdesperowana. Chciałam podstawić test pod kran i zmoczyć go zwykłą wodą, ale to uparte babsko mi na to nie pozwalało.
- Tak ze mną pogrywasz? Teo szybko ustawi cię do pionu - wymamrotała, kierując się w stronę wyjścia.
Kiedy wyjdzie, wypchnę ją na korytarz i zamknę drzwi. Bezszelestnie za nią stanęłam i wtedy zauważyłam, że w drzwiach nie ma zamka.
- Kurwa mać! - zaklęłam siarczyście.
Manuelita natychmiast się odwróciła.
- Nie kombinuj - warknęła.
Zacisnęłam dłonie w pięści. Byłam w pułapce. Niech ich wszystkich szlag trafi! Wróciłam do toalety i szarpnięciem wyciągnęłam z pudełka test ciążowy. Wbiłam wściekłe spojrzenie w niewielki plastik, modląc się w duchu, aby wynik wyszedł zafałszowany. Czując na sobie uważny wzrok Manuelity, ściągnęłam spodnie i majtki, nachyliłam się nad toaletą i podstawiłam pod siebie test. Po minucie wszystko było gotowe, a ja krążyłam po pomieszczeniu, z nerwów zaciskając dłonie w pięści.
Kobieta stanęła nad testem, który położyłam na umywalce, i wpatrywała się w niego w napięciu. Obgryzałam paznokieć i zerkałam co chwilę w jej stronę.
- A jednak - powiedziała cicho.
Zatrzymałam się, wlepiając w nią szeroko otwarte oczy.
- Co wyszło? - spytałam zza jej pleców.
Odwróciła się w moją stronę.
- Pozytywny.
Zamknęłam oczy. Miałam przesrane. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko udawać, że o niczym nie wiedziałam.
- Niemożliwe - wyszeptałam, dramatycznym gestem łapiąc się za serce.
Kobieta wyszła z łazienki i zamknęła za sobą drzwi zamkiem z zewnątrz. Opadłam na podłogę i ukryłam twarz w dłoniach. Kiedy zjawi się tu Teo... Na samą myśl przeszedł mnie dreszcz. Ten facet jest nieobliczalny.
Jak na zawołanie drzwi się otworzyły i pojawiła się w nich jego postać. Na jego twarzy widniał szczery uśmiech. Zmrużyłam podejrzliwie oczy, czując, że kryje się za tym coś więcej.
- Moja kochana! Gratulacje! - zawołał, rozkładając ręce.
W duchu przygotowywałam się na najgorsze. W milczeniu obserwowałam, jak podchodzi i zatrzymuje się krok przede mną.
- Będziemy rodziną - dodał.
Prychnęłam pod nosem. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Teo kucnął, a jego twarz znalazła się na wysokości mojej.
- Czego chcesz? - spytałam.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę. Niesamowicie mi pomogłaś - powiedział, dotykając dłonią mojego policzka.
- Nie rozumiem.
Kompletnie się pogubiłam. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego, a tymczasem on był autentycznie szczęśliwy.
- Wiesz, co teraz zrobimy? - zapytał, nawijając kosmyk moich włosów na palec.
Pokręciłam przecząco głową.
- Powiemy o tym mojemu bratu.
Wciągnęłam głęboko powietrze. Chciałam to zrobić, kiedy tylko dowiedziałam się o wypadku Juanmy. Teraz jednak, zamiast się cieszyć, czułam, że Teo ma w tym własny interes i cała ta sytuacja nie skończy się dobrze dla żadnego z nas.
- Chcesz mu powiedzieć? Niby jak?
Jego uśmiech mnie przerażał. Szukałam w jego ciemnych oczach przebłysku człowieczeństwa, jakichkolwiek oznak, że nie był szalony, lecz nic takiego nie znalazłam. Brązowe tęczówki błyszczały z ekscytacji. Dostrzegłam na nich kilka plamek, które przypominały mi Juana Manuela.
- Przygotuj się, pojedziemy w odwiedziny - rzucił, po czym wstał i zostawił mnie osłupiałą na podłodze.
Wpatrywałam się w dal szeroko otwartymi oczami, a w mojej głowie szalały myśli. Ogarnęło mnie złe przeczucie.
- Manuelita zaprowadzi cię do twojego pokoju - powiedział.
Zaśmiałam się gorzko, na co Teo posłał mi ostre spojrzenie.
- Nie podoba ci się apartament?
- Skądże - prychnęłam i wstałam z podłogi. - Dałabym mu sześć w pięciogwiazdkowej skali - zakpiłam.
- Teraz gdy twój stan jest inny, będziemy musieli przydzielić ci inny pokój - mruknął w zamyśleniu.
Zamarłam. Czy to znaczy...?
- Nie zamierzasz mnie wypuścić, prawda? - spytałam cicho, patrząc na niego.
Spojrzał mi prosto w oczy, a uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Nie.
Zamknęłam oczy, czując, że uchodzi ze mnie całe powietrze. Co się stało z moim życiem? Jak do tego doszło, że znalazłam się w tym miejscu? Pod powiekami poczułam palące łzy. Warga mi zadrżała, zgarbiłam się i spuściłam głowę. Maska zimnej i twardej kobiety opadła na podłogę i rozpadła się na drobne kawałki, jakby cała była ze szkła.
- Płaczesz? - pytanie Teo zawisło w powietrzu.
Nie odpowiedziałam. Wzięłam głęboki wdech.
- Aymaro?
Uniosłam głowę, ukazując mu swoją twarz. Przyglądał mi się przez chwilę.
- Od teraz będziemy rodziną.
Na dźwięk jego słów wstrząsnęło mną. Wyszedł z łazienki, a w jego miejsce pojawiła się Manuelita. Miała nieprzeniknioną twarz. Nie byłam pewna, czy słyszała słowa Teo, a nawet jeśli, to nie dała tego po sobie poznać.
- Chodź - powiedziała.
- Nie zasłonisz mi oczu? - Zdziwiona patrzyłam na nią, kiedy stała i czekała, aż do niej podejdę.
- Se?or Teo uznał, że należy wprowadzić kilka zmian - wyjaśniła.
- Na przykład jakich? - Z trudem przełknęłam ślinę.
- Nosisz pod sercem dziecko z rodu Morte. Naprawdę nie rozumiesz? - Była poważna jak nigdy dotąd.
Kiedy przecząco pokręciłam głową, westchnęła ciężko.
- Będziesz matką następcy rodu najbardziej wpływowej rodziny na Półwyspie Iberyjskim. Teo nie pozwoli, aby cokolwiek zagrażało życiu tego dziecka. Ani twojemu.
- Ale...
- On nie jest jego ojcem? - dokończyła za mnie. Po raz pierwszy tego dnia pozwoliła sobie na lekki uśmiech. - Tego nikt nie wie.
Ciarki przeszły mi po plecach.