Demon zagłady - Emma Popik

Kup ebooka

3.99 zł
3.19 zł (0,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

DEMON ZAGŁADY

Szedł coraz szybciej, z rękami wbitymi w kieszenie spodni. Pochylił głowę, aby się nie obejrzeć. Mimo to na drodze przed sobą widział odblaski tańczących płomieni. Pożar szalał jednakże już dość daleko poza jego plecami. Płonęło miasteczko, zbudowane z białych domków, stojących wśród ogródków, zamykanych na furtkę. Mieszkali w nim mili, zwyczajni ludzie, którzy w ciepłe popołudnia jak to, rozmawiali o codziennych sprawach, opierając rękę na klamce przed powrotem do domu na kolację. Teraz jednak skakali sobie do gardeł i mordowali się szybko i okrutnie. Kiedy upadali, pokrwawione dłonie rozmazywały krew na białych ścianach. Z rynku dobiegały jeszcze dzikie wrzaski. Kłócili się i szarpali, wyrywali sobie z rąk przedmioty, wykrzykiwali wyzwiska i stare urazy.

Co spowodowało to straszne zamieszanie? Jaka była pierwsza przyczyna awantury? O co poszło? I kto był demonem zagłady? Czyżby ten człowiek, który oddalał się od płonących ulic i wrzeszczącego rynku? Nie oglądając się i nie czując w sobie żadnej winy?

Rozmawiali przyciszonymi głosami na zapleczu restauracji, gdzie zawsze ubijali interesy. Dzisiejszego wieczoru inny temat pochylał ku sobie ich głowy. Musieli ustalić wspólne stanowisko w sprawie potraktowania przybysza. I zanim podadzą ludziom oficjalne przyczyny wydarzenia, uzgodnią je między sobą i będą się potem trzymać przyjętej wersji.

- Chciałem go zatrzymać - powiedział sklepikarz. - Przecież widzieliście, pierwszy zareagowałem i podjąłem zdecydowane działania.

- To przecież ja zorganizowałem mu godne powitanie. - Właściciel komunikacji miejskiej przebił ofertę. - Pierwszy zorientowałem się, z kim mamy do czynienia.

Nawet nie chciało im się żachnąć na tak bezczelne kłamstwo. Rozumieli, że się bronił od oskarżenia o poważną zbrodnię. Zresztą, jak każdy z nich. Tylko restaurator milczał, powalony żałobą. Stracił najwięcej. Właściwie wszystko, co było napędem do gromadzenia majątku. Dla niego złote pieniądze były dotychczas najważniejsze. Po co ma teraz je gromadzić?

Każdy z nich chciał własną winę zrzucić na przeciwnika. Zresztą nie przyznawali się do żadnej winy, po prostu trzeba było się dogadać, jak zawsze.

Mimo wspólnego interesu, grali jednak przeciwko sobie. Żaden z nich zresztą nie wiedział, w jaki sposób przybysz wdarł się do samego serca wydarzeń. Każdy sądził, że taką informację posiada przeciwnik. Ostrożnie usiłowali tę wiedzę wzajemnie z siebie wydobyć.

Najważniejsze było ustalenie, w jakim celu w ogóle wszedł do miasteczka. Czy po prostu podróżował od jednej miejscowości do drugiej?

- To absurd - zaprzeczył właściciel komunikacji miejskiej. - W jakim celu miałby tak łazić? Taka osoba nie chodzi sobie po prostu.

- Właśnie! - podchwycił sklepikarz. - A jak się tu dostał? Białą szosą, pieszo w tym morderczym słońcu?

- Na pewno wylądował wprost na skrzyżowaniu! - z radością wyraził przypuszczenie właściciel komunikacji miejskiej. - I odprawił szosolot z powrotem skinieniem ręki? Ha, ha!

- Nie znamy celu przybycia A przecież musiał istnieć. - Odezwał się nareszcie restaurator. - Czy ktoś go wysłał?

Zamyślili się głęboko. Jeżeli uda im się odpowiedzieć na te pytania, zrzucą z siebie ciężar. Udowodnią wszystkim, że wydarzenia były z góry zaplanowane i musiały się potoczyć dokładnie w taki sposób, jaki przebiegły. I oni tymczasem, którzy przecież najwięcej stracili, będą domagać się współczucia od wszystkich i ba! może nawet rekompensaty.

Nie potrafili przede wszystkim znaleźć żadnej odpowiedzi na najważniejsze pytanie: po co przybył tu, na Dziki Zachód techniki?

Trzej wspólnicy zbrodni na zapleczu restauracji bali się, że zostanie im wymierzona sprawiedliwość. Przez zamknięte okno dobiegał swąd spalenizny.

- Przybył do nas anioł zagłady - powiedział restaurator. - Tylko on znał sposób przybycia i cel.

- Gdzie jest teraz? - zapytał sklepikarz.

- I jak się wydostał z płonących ulic? - dodał właściciel komunikacji miejskiej.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.