Demon ruchu, duch czasu, widma miejsc. Fantastyczny Grabiński i jego świat - dr Joanna Majewska

-
Proszę czekać
?

Nad Bugiem i Dniestrem

Kiedy w mroźną sobotę 26 lutego 1887 roku w Kamionce Strumiłowej (dzisiejsza Kamionka Bużańska) przyszedł na świat Stefan Grabiński, nie wydarzyło się nic niezwykłego. Narodzinom polskiego fantasty nie towarzyszyły żadne nadzwyczajne fenomeny. W lutym tego roku można było, co prawda, zaobserwować częściowe zaćmienie Księżyca, ale nastąpiło ono osiemnaście dni wcześniej i było widzialne tylko "w Ameryce, na Oceanie Wielkim, w Australii i na wschodnich wybrzeżach Azji"[1]. Sześć dni przed przyjściem na świat najstarszego dziecka Dionizego Grabińskiego i jego żony, Eugenii z Czupków, na niebie dało się widzieć - ale jedynie "na południowej połowie Oceanu Wielkiego, a częściowo także we wschodniej Australii i zachodniej stronie Ameryki Południowej"[2] - obrączkowe zaćmienie Słońca. Tymczasem jeden z ostatnich dni lutego upłynął najzupełniej zwyczajnie i pewnie nie zapisałby się wcale w świadomości potomnych, gdyby nie fakt narodzin przyszłego autora Demona ruchu. Patrząc na rok 1887 z perspektywy życia i twórczości Grabińskiego, warto też odnotować kilka innych wydarzeń, czasem błahych, a czasem kuszących jakimś niezbyt jasnym sensem. Jakby dla symetrii z kaprysami natury za oceanem, 19 sierpnia nastąpiło pełne grozy widowisko: całkowite zaćmienie Słońca, widoczne również na ziemiach polskich. 5 kwietnia otwarto linię kolejową łączącą Stryj z górami Beskidu. W 1926 roku przez te same strony, choć zapewne nie tą samą linią, lwowski literat będzie podróżował ze swym przyjacielem Jerzym Eugeniuszem Płomieńskim do wsi huculskiej Lubiźnia koło Delatyna. 30 października pierwszy pociąg Kolei Galicyjskiej pokonał trasę Dębica-Nadbrzezie. Do tej wyliczanki dodajmy również ważne wydarzenia ze świata polskiej literatury: 29 września "Kurier Codzienny" opublikował pierwszy odcinek Lalki, a 19 marca w Genewie umarł Józef Ignacy Kraszewski.

Nie uprzedzajmy jednak faktów. Eugenia i Dionizy Grabińscy nie mogli mieć przecież pojęcia, że ich syn, który patrzył "na świat w zaraniu dni rozszerzonymi od zdumienia oczyma dziecka"[3], przekuje potem to zdumienie w oryginalną twórczość literacką, a rok jego narodzin stanie się ważną datą w historii literatury drugiej połowy XIX wieku. Nie mogli też przewidzieć, że zasadniczymi motywami tej twórczości będą właśnie "zdumiony zachwyt i lęk"[4]. Ciekawe, czy patrząc na małego Stefana, dostrzegali, że "jakiś wielki, cichy smutek pokutował w błękitnych, trochę sennych jego oczach"[5]; nie wiedzieli jednak na pewno, że ich syn, kiedy spojrzy później na ówczesne lata z perspektywy twórczej dojrzałości, określi siebie jako "wieczne dziecko"[6] i właśnie owo dziecięce "zdumienie nad przejawami życia"[7] uzna za najważniejszą cechę swoich utworów:

Gdyby się zapytano, co uważam za dominantę własnej twórczości, odpowiedziałbym, że jest nią uczucie wielkiego zdumienia, pełnego czci i uwielbienia zarazem zdumienia nad życiem i jego tajemniczością. "Na początku było zdumienie" - tak zacząłbym pierwszy rozdział swej autobiografii[8].

Ojciec przyszłego pisarza, Dionizy, pracował jako sędzia powiatowy w Łące nieopodal Sambora, gdzie Grabiński rozpoczął naukę w "starym gimnazjum o tradycjach z czasów Sobieskiego"[9]; język polski jako wykładowy obowiązywał tam już od 1868 roku[10]. Jak stwierdza Artur Hutnikiewicz, o Dionizym Grabińskim nie sposób wiele powiedzieć[11]. Kiedy po latach w pierwszej powieści pisarza, Salamandrze (1924), na scenę wkroczy jasnowidząca Kama Bronicz, wyczyta z ręki głównego bohatera - Jerzego, którego można chyba utożsamiać z samym autorem - ślady dawno minionego dzieciństwa[12]. Określi je wtedy jako "sielskie, anielskie" - ale tylko "do dwunastego roku życia, tj. do śmierci ojca"[13]. Sam Grabiński w autobiograficznych Wyznaniach będzie z lat dziecięcych wspominał głównie matkę, nauczycielkę gry na fortepianie. Napisze, że był "wychowany pod czułym okiem najlepszej Matki"[14], a kiedy przyszło mu tworzyć "w zupełnym osamotnieniu, bez najmniejszego choćby poparcia moralnego otoczenia, [...] w próżni, w kompletnej niemal izolacji duchowej", tylko matka zachęcała go "do pracy i wytrwania"[15]. To właśnie matce zadedykuje Grabiński swój debiutancki zbiór opowiadań[16]. O niezwykłej relacji między Eugenią Grabińską a jej synem opowie wiele lat później Płomieński, odwołując się przy tym do porównania z uczuciem łączącym Słowackiego z matką Salomeą:

Matkę swoją wielbił i kochał najtkliwszą miłością jak Słowacki swoją [...] matkę-sawantkę, panią Salomeę z Januszewskich. Matka była najbardziej wtajemniczoną spowiedniczką twórczości Stefana. Dzielił się z nią - mimo chorobliwej skrytości - swoimi pomysłami twórczymi, wtajemniczał ją w najintymniejsze sekrety swojego laboratorium pisarskiego, czytał jej świeżo napisane fragmenty swoich prac, zanim jeszcze poszły pod prasę drukarską. Zwierzał się jej z hermetycznie zamkniętych dla otoczenia dziejów swojego życia wewnętrznego. W życiu Stefana Grabińskiego matka jego zajmowała niepoślednie miejsce[17].

Grabiński zwraca ponadto uwagę, że wychowywano go "w duchu religijności głębokiej a szczerej"[18]. Patrząc z perspektywy lat na "samborski" okres swojego życia, pisarz nazywa się dzieckiem "namiętnie nabożnym" i dostrzega w swojej ówczesnej wierze "cechy wybitnie mistyczne"[19]. Inny uczeń samborskiego gimnazjum, Roman Pollak, wspomina, że Grabiński, "jasnowłosy, niebieskooki cherubinek"[20], wszedł w konflikt z katechetą, księdzem Gmitrykiem, ponieważ jako grekokatolik powinien uczęszczać na lekcje religii w języku rosyjskim, którym nie chciał się posługiwać. Do nieporozumień na tle religijnym będzie również dochodzić między młodym Grabińskim a księdzem greckokatolickim Jurykiem, który uczył przyszłego pisarza w gimnazjum piątym, tak zwanym bernardyńskim, już po przeprowadzce jego rodziny do Lwowa. Głęboka religijność małego chłopca musiała wzbudzać kpiny wśród rówieśników. Zapis takich przykrych doświadczeń znajdujemy w autobiograficznych partiach powieści Cień Bafometa (1926). Wczesne dzieciństwo Tadeusza Pomiana, postaci, którą można uznać za alter ego Grabińskiego, upłynęło pod znakiem żarliwej religijności:

Był namiętnie pobożny. Wychowany pod czułym okiem matki, kobiety niezwykłej, pełnej polotu i głęboko uczuciowej, odziedziczył po niej skłonność do mistycznego na świat poglądu. Dlatego nie był lubiany. Koledzy stronili od "świętego Pomiana", pomawiając go o obłudę religijną. I on trzymał się z daleka. Raził go cynizm rozhukanych rówieśników, którzy uważali sobie za punkt honoru kpić z katechety - "katabasa", i głosić modne w tym czasie hasła, wysnute pośpiesznie z darwinowskiej teorii. Ten chłopak nad wiek dojrzały i przewrażliwiony jak mimoza czuł instynktowną odrazę do parweniuszowskiego opluwania rzeczy świętych i tajemniczych[21].

Przyszły autor Demona ruchu czuł się równie wyobcowany z tkanki codziennej rzeczywistości co jego bohater. Już we wczesnym dzieciństwie, z uwagi na swoje przekonania, fizyczną słabość i wrodzoną chorowitość, żył inaczej niż jego rówieśnicy. Czuł się od nich dojrzalszy, nie odpowiadały mu także zwykłe, dziecięce sposoby spędzania wolnego czasu. Jego nadzwyczajnie pobudzona wyobraźnia domagała się stałych podniet. Dlatego od zabaw z kolegami wolał młody Grabiński samotną kontemplację otaczającego go świata i szukanie życia wszędzie tam, gdzie inni widzą tylko martwotę:

Szczególnie silnie odczuwałem piękno przyrody: krajobraz, choćby najprostszy, najprymitywniejszy, stanowił dla mnie zamkniętą w sobie, nowo zindywidualizowaną całość ożywioną jakąś myślą - miał swoją dziwną, tajemniczą duszę. Dziś nazwałbym to nastawienie mej jaźni w stosunku do przyrody i tzw. rzeczy martwych "panpsychizmem"...[22]

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
?

Przypisy

Wstęp

[1] A. Hutnikiewicz jest także autorem pierwszej monografii obejmującej całość życia i dzieła Grabińskiego - zob. tegoż, Twórczość literacka Stefana Grabińskiego (1887-1936), Toruń 1959.
[2] J.E. Płomieński, Suweren polskiej fantastyki literackiej (Stefan Grabiński), [w:] tegoż, Twórcy bez masek. Wspomnienia literackie, Warszawa 1956, s. 147.
[3] Zob. np. K. Kłosińska, Stefana Grabińskiego "Kochanka Szamoty", czyli o tym, jak mężczyzna rodzi kobietę, [w:] tejże, Fantazmaty. Grabiński - Prus - Zapolska, Katowice 2004, s. 13-57; A. Madyda, "Czad" Stefana Grabińskiego, czyli kłopoty z płcią kulturową, [w:] Polska literatura fantastyczna. Interpretacje, red. A. Stoff i D. Brzostek, Toruń 2005, s. 209-220.
[4] Zob. np. J. Bednarczuk, Choroby psychiczne bohaterów Stefana Grabińskiego, [w:] Między literaturą a medycyną. Cz. 2: Problemy psychologiczne ludzi cierpiących w badaniach interdyscyplinarnych, red. E. Łoch i G. Wallner, Lublin 2007, s. 323-330; D. Brzostek, Literatura i nierozum. Antropologia fantastyki grozy, Toruń 2009, s. 204-209.
[5] Warto wymienić tutaj chociażby monograficzny numer "Litteraria Copernicana" (pisma wydawanego przez toruński Uniwersytet Mikołaja Kopernika), który w 2013 roku był w całości poświęcony Grabińskiemu.
[6] Najważniejsze współczesne teksty poświęcone Demonowi ruchu to (w kolejności chronologicznej): T. Sławek, Demon Grabińskiego. Próba fenomenologii kolei żelaznej, [w:] Z problemów literatury i kultury XX wieku. Prace ofiarowane Tadeuszowi Kłakowi, red. S. Zabierowski, Katowice 2000, s. 151-182; W. Tomasik, Grabiński i "Demon ruchu", [w:] tegoż, Ikona nowoczesności. Kolej w literaturze polskiej, Wrocław 2007, s. 113-124; M. Kochanowski, Dialektyka ruchu i pożądania w opowiadaniu "W przedziale" Stefana Grabińskiego, "Litteraria Copernicana" 2013, nr 1: Grabiński, red. A. Mianecki, T. Pudłocki, s. 155-164 i W. Tomasik, Wizja tunelowa, [w:] tegoż, Pociąg do nowoczesności. Szkice kolejowe, Warszawa 2014, s. 213-247.
[7] Zob. artykuły T. Pudłockiego (np. Przemyski okres w twórczości Stefana Grabińskiego, "Rocznik Przemyski" 2006, t. 42, z. 3, s. 71-86), A. Mianeckiego (np. Z korespondencji Stefana Grabińskiego, "Rocznik Przemyski" 2010, t. 46, z. 3, s. 111-133) i J. Knapa (np. Nieznany list Stefana Grabińskiego, oprac. i podał do druku J. Knap, "Litteraria Copernicana" 2013, nr 1, s. 277-281).
[8] Zob. np. E. Krzyńska-Nawrocka, Ciemne terytoria. Człowiek i świat w prozie Stefana Grabińskiego, Kraków 2012.
[9] S. Grabiński, Wyznania, "Polonia" 1926, nr 141, s. 12.
[10] K. Irzykowski, Magik niesamowitości: śp. Stefan Grabiński, "Czas" 1936, nr 322, s. 7.
[11] K. Irzykowski, Komu się należy nagroda literacka m. Lwowa?. Cyt. za: A. Hutnikiewicz, dz. cyt., s. 92.
[12] K. Irzykowski, Stefan Grabiński, "Pion" 1936, nr 50, s. 3.
[13] J.E. Płomieński, dz. cyt., s. 129.
[14] List J. Iwaszkiewicza do A. Hutnikiewicza z 8.05.1951 r., [w:] A. Hutnikiewicz, dz. cyt., s. 92-93.

Demon ruchu, duch czasu, widma miejsc

[1] Józefa Czecha kalendarz krakowski na rok 1887, Kraków 1887, s. 7.
[2] Tamże.
[3] S. Grabiński, Wyznania, "Polonia" 1926, nr 141, s. 12.
[4] Tamże.
[5] S. Grabiński, Cień Bafometa. Powieść fantastyczna, [w:] tegoż, Salamandra. Cień Bafometa, red. A. Hutnikiewicz, Kraków 1980, s. 151.
[6] Tamże.
[7] S. Grabiński, Wyznania, s. 12.
[8] Tamże.
[9] R. Pollak, Ze wspomnień o Stefanie Grabińskim, [w:] Księga pamiątkowa ku czci Konrada Górskiego, red. A. Hutnikiewicz, Toruń 1967, s. 361.
[10] Zob. Kronika miasta Sambora zebrana i wydana ku uczczeniu 500-letniej rocznicy założenia miasta Sambora, Sambor 1891, s. 52.
[11] Zob. A. Hutnikiewicz, Twórczość literacka Stefana Grabińskiego (1887-1936), Toruń 1959, s. 59-60.
[12] Motyw wróżenia z ręki będzie odgrywał ważną rolę jeszcze w dwóch utworach Grabińskiego: w jednoaktówce Sen Krysty. Misterium zaduszne, wchodzącej w skład trylogii dramatycznej Zaduszki, oraz w dramacie fantastycznym Manowiec (początkowo zatytułowanym Larwy). Co ciekawe, za każdym razem jest to wróżenie z ręki lewej. Jak pisze Grabiński w Salamandrze: "U mężczyzny bowiem lewa ręka jest negatywną i rejestruje tylko to, co już minęło lub jeszcze trwa do chwili obecnej; u kobiety jest wprost przeciwnie" (s. 23). Dlatego słowa Kamy traktują o przeszłości Jerzego, a zarówno Krysta z "misterium zadusznego", jak i Leokadia z Manowca, słyszą proroctwa dotyczące swojej przyszłości.
[13] S. Grabiński, Salamandra. Powieść fantastyczna, [w:] tegoż, Salamandra..., s. 23.
[14] S. Grabiński, Wyznania, s. 12.
[15] Tamże.
[16] "Matce mojej w czci i ukochaniu poświęcam - Autor" - S. Żalny [S. Grabiński], Z wyjątków. W pomrokach wiary, Lwów 1909, s. 2.
[17] J.E. Płomieński, Suweren polskiej fantastyki literackiej (Stefan Grabiński), [w:] tegoż, Twórcy bez masek. Wspomnienia literackie, Warszawa 1956, s. 118-119.
[18] S. Grabiński, Wyznania, s. 12.
[19] Tamże.
[20] R. Pollak, dz. cyt., s. 361.
[21] S. Grabiński, Cień Bafometa..., s. 151-152.
[22] S. Grabiński, Wyznania, s. 12.
?

Wstęp

Pomysł napisania książki o Stefanie Grabińskim - jego twórczości i jego świecie - zrodził się niespodziewanie, pod wpływem impulsu. Co nie znaczy, że lwowski fantasta był mi wcześniej zupełnie nieznany. W moim rodzinnym domu, na jednej z półek biblioteki, poczesne miejsce zajmowało trzytomowe wydanie utworów Grabińskiego w opracowaniu niegdysiejszego ucznia, a później gorącego zwolennika i największego propagatora jego twórczości - Artura Hutnikiewicza[1]. Jako miłośniczka literatury fantastycznej zawsze ceniłam te teksty. Jednak czytelniczą fascynację od decyzji o poświęceniu pisarzowi niemal dwóch lat życia dzieli długa droga. Podczas studiów doktoranckich na Uniwersytecie Warszawskim uczestniczyłam w zajęciach poświęconych literaturze modernistycznej z kręgu lwowskiego. Postanowiłam przygotować referat o Grabińskim, co skłoniło mnie do sięgnięcia po książkę jednego z jego najbliższych przyjaciół - Jerzego Eugeniusza Płomieńskiego. W malowniczy, literacki sposób opisywał swoje ostatnie spotkanie z pisarzem, do którego doszło w podlwowskich Brzuchowicach, gdzie wygnały Grabińskiego śmiertelna choroba i samotniczy tryb życia. Autor Demona ruchu umierał w poczuciu goryczy i rozczarowania współczesnością. Płomieński próbował go pocieszać, zwracając uwagę na oryginalność jego twórczości. Był pewien

że twórca tej miary nie należy tylko do swojego pokolenia, że dzieło jego odradzać się będzie zapewne w różnorodnych recepcjach, że wracać do niego będą badacze literatury, którym dostarczać będzie materiału do prac historyczno-literackich, że pisywać będą o nim prace habilitacyjne i rozprawy doktorskie[2].

Czytając te słowa, powzięłam decyzję, że swoją pracę doktorską poświęcę właśnie Grabińskiemu. Książka, którą czytelnik trzyma w ręku, jest efektem tej decyzji - to mocno zmieniona wersja mojego doktoratu, obronionego w maju 2015 roku na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Praca o Grabińskim wpisuje się w renesans popularności tego pisarza. Efektem kolejnych reedycji utworów Grabińskiego w ostatnich latach jest wzmożone zainteresowanie jego twórczością wśród czytelników i badaczy. Ci drudzy najczęściej interpretują teksty pisarza za pomocą narzędzi psychoanalizy[3]. Często powstają także studia skupiające się na patologicznych rysach bohaterów lwowskiego fantasty i postrzegające ich przez pryzmat nowoczesnej psychologii - jako swoiste przypadki kliniczne[4]. Wciąż pojawiają się też odczytania eksponujące w twórczości autora Demona ruchu przede wszystkim walor rozpatrywanej pod różnymi kątami fantastyki[5]. Jeszcze inne analizy skupiają się na wybranych wątkach dzieła Grabińskiego - najczęściej przywoływanym motywem jest tutaj bez wątpienia kolej[6]. Niekiedy przedmiotem badań są mniej znane fragmenty życiorysu Grabińskiego, jego bogata korespondencja i wypowiedzi oraz szkice literackie, ukazujące się na łamach międzywojennej prasy, ale te próby lektury pomijają za każdym razem szerszy kontekst biograficzny[7].

Choć wszystkie te publikacje zawierają niezwykle cenne uwagi i przywracają wartość dziełu Grabińskiego, przez wiele lat niesłusznie zapomnianemu, a później sprowadzanemu często do poręcznej formuły literackiej fantastyki grozy (weird fiction), to wciąż wydaje się, że współczesna lektura utworów lwowskiego fantasty polega zazwyczaj na atomizowaniu jego dorobku, na wyrywaniu jego utworów z kontekstu całej twórczości i naturalnego otoczenia filozoficzno-ideowego. Obok studiów nad poszczególnymi utworami i motywami pojawiły się też ostatnio próby ujęć monograficznych, które nigdy jednak nie dotyczą całości dzieła Grabińskiego, a poza tym pomijają ważny dla pisarza kontekst biograficzny, nie mówiąc już o jego mikrokosmosie - topografii literackiego świata[8].

Dlatego istotnym elementem mojej książki jest właśnie opowieść biograficzna, w której próbuję dociec, jacy ludzie, jakie wydarzenia, idee, symbole i miejsca ukształtowały osobowość twórczą autora Demona ruchu. Jako szczególnie ważny składnik kulturowego horyzontu interpretacyjnego traktuję topografię, nieistniejący już świat polskiej Galicji. Korzystając z dokumentów i opracowań dotyczących historii i realiów życia codziennego w pierwszej połowie XX wieku, staram się odtworzyć charakter miejsc, z którymi Grabiński był związany. Interesuje mnie przede wszystkim Lwów i jego atmosfera w epoce autora Demona ruchu. Życie i twórczość Grabińskiego osadzam więc na tle pieczołowicie zrekonstruowanej codziennej historii Lwowa w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Próbuję odpowiedzieć na pytanie, czym żyło wtedy miasto nad Pełtwią i w jaki sposób przekłada się to na fabuły Grabińskiego.

Jako ważne centrum kulturalne i naukowe (choć w okresie II Rzeczpospolitej zepchnięte nieco na peryferia), a także jeden z najżywszych ośrodków nowoczesności na ziemiach polskich, Lwów czasów autora jak w soczewce skupiał w sobie tendencje charakterystyczne dla kiełkujących właśnie zmian. Spacerując ulicami wielkiego miasta, Grabiński mógł doświadczać uczuć, o których wspomina w autobiograficznym tekście zatytułowanym Wyznania - "zdumionego zachwytu" i jednocześnie lęku:

"Na początku było zdumienie" - tak zacząłbym pierwszy rozdział swej autobiografii. Cudowność życia i jego przejawów, zagadkowość zdarzeń, owa dziwność, o którą potrącamy niemal na każdym kroku, kazały mi patrzeć na świat w zaraniu dni rozszerzonymi od zdumienia oczyma dziecka, przepoiły uczuciem lęku i podziwu twórczość lat młodzieńczych, wywołując męską zadumę dzisiaj, gdy zbliżam się do czterdziestki...[9]

Warto zauważyć, że mikrohistoria Grabińskiego w zadziwiający sposób współbrzmi z makrohistorią Lwowa. Przed pierwszą wojną światową gród nad Pełtwią uchodził za najbardziej europejskie spośród polskich miast, za drugą - obok Krakowa - stolicę Młodej Polski. Podobnie wczesne utwory Grabińskiego były wysoko oceniane przez krytyków, którzy zwracali uwagę na ich świeżość i oryginalność. Po Wielkiej Wojnie i odzyskaniu przez Polskę niepodległości Lwów zostaje zepchnięty na margines ówczesnego życia literackiego. W zapomnienie odchodzi też stopniowo Grabiński. Karol Irzykowski, jeden z najbliższych przyjaciół pisarza, upatrywał nawet przyczyn zmierzchu jego popularności w tym, że tworzył z dala od kulturalnego centrum międzywojennej Polski. "Grabiński był lwowianinem, wciąż mściła się na nim prowincja"[10]. Przypominając opinii publicznej sylwetkę pisarza krótko przed uhonorowaniem go nagrodą literacką miasta Lwowa, autor Pałuby tak pisał o zaborczości Warszawy, która narzucała ton ówczesnej literaturze:

Kto nie jest warszawistą, a przynajmniej warszawiakiem, nie może otrzymać stempla warszawskiego, który ma znaczenie nie tylko idealne, lecz bardzo realne, bo bez recenzji w głównych dziennikach warszawskich nie ma się powodzenia ogólnopolskiego, a dzienniki "prowincjonalne" również zbyt często swoje natchnienie czerpią z źródeł warszawskich[11].

Opinię, jakoby Grabińskiemu trudniej było przebić się do świadomości współczesnych właśnie z powodu jego prowincjonalizmu, powtarzał Irzykowski w tekście opublikowanym już po śmierci pisarza. Krytyk po raz kolejny oskarżał tu stolicę o to, że narzuca całemu krajowi literackie hierarchie i mody[12].

Grabiński, który rzadko pojawiał się w periodykach warszawskich, a swoje książki publikował zazwyczaj w małych, prowincjonalnych wydawnictwach, niedysponujących środkami na odpowiednią reklamę, nie miał praktycznie szansy na zaistnienie w głównym obiegu kultury międzywojennej Polski. Lwów był traktowany przez pisarzy związanych z Warszawą jak literacka ultima Thule. Kiedy w 1931 roku Płomieński postanawia wysunąć kandydaturę Grabińskiego do jakiejś nagrody literackiej, myśli na początku o "wysokiej nagrodzie państwowej". Na ziemię sprowadza go Irzykowski. Przyjaciel lwowskiego fantasty w następujący sposób wspomina swoją rozmowę z krytykiem:

[Irzykowski - J.M.] ma [...] więcej zmysłu realnego i zna lepiej ode mnie atmosferę stołecznego życia literackiego, by się łudzić, że kandydatura Grabińskiego do państwowej nagrody literackiej może mieć jakieś konkretne szanse. Radzi mi wycofać się ze zbyt ambitnego planu i ograniczyć się do bardziej pozytywnych możliwości forsowania dla Grabińskiego nagrody literackiej miasta Lwowa[13].

Prowincjonalność i galicyjskość wytykał Grabińskiemu także Jarosław Iwaszkiewicz. I on upatrywał przyczyny marginalizowania twórczości autora Demona ruchu w jej specyficznym, regionalnym charakterze. W liście do Artura Hutnikiewicza pisał:

Grabiński był dla mnie, a myślę także, że i dla moich kolegów, obojętny. Czy to była ekskluzywność Warszawy - nie wiem. Myślę, że Grabiński raczej był przedstawicielem głębokiej prowincji, fantastyka jego jest fantastyką "galicyjską", stąd obcy pozostał przedstawicielom literackim innych dzielnic Polski, natomiast wzbudzał entuzjazm "galileuszy", Irzykowskiego, Horzycy, po części Wierzyńskiego i Przysieckiego[14].

Ale Grabiński wraca. Wraca wraz z modą na fantastykę, która święci w tej chwili niezwykłe triumfy, wykraczające daleko poza sferę literatury (obejmuje także film czy gry komputerowe). Wraca na fali przewartościowań hierarchii literackich. Wraca wraz z docenieniem małych ojczyzn, w momencie gdy jego mała ojczyzna sama stała się elementem fantastycznego świata. Bo Lwowa Grabińskiego już nie ma, przeszedł w mit - mit szczęśliwego miasta i szczęśliwej krainy - Galicia felix.

Chciałabym podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tej książki. Dziękuję promotor mojej pracy doktorskiej, prof. Ewie Paczoskiej - za opiekę i cenne wskazówki. Dziękuję recenzentom - prof. Annie Czabanowskiej-Wróbel i prof. Dariuszowi Trześniowskiemu - za wnikliwą lekturę i podpowiedzi nowych tropów interpretacyjnych. Dziękuję pracownikom Biblioteki Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk - za to, że otworzyli przede mną podwoje jednego z najbogatszych księgozbiorów w Polsce. Dziękuję w końcu mojej rodzinie - zwłaszcza tacie, pierwszemu czytelnikowi tej książki, i mężowi - za wsparcie oraz cierpliwość.

Moją książkę o Stefanie Grabińskim można czytać na dwa sposoby. Z jednej strony jest to bowiem biografia pisarza, czy też raczej "topobiografia", która prezentuje życie autora Demona ruchu na tle konkretnych miejsc, kształtujących jego talent i wrażliwość, z drugiej zaś - próba odczytania jego twórczości. Interpretacje kolejnych tomów zostały wplecione w porządku chronologicznym w opowieść o życiu Grabińskiego. Złożono je ponadto mniejszą czcionką.

Choć liczę na wnikliwą lekturę całej książki, to pominięcie interpretacji jest także możliwe i nie zaburza logiki wywodu.