3
Od dnia, w którym Murrell Stone wszedł na nasze schody, pobrzękując łańcuchami przy motocyklowych butach, mama ciągle powtarzała: "To dobry facet. Lubi cię, a ty lubisz jego". Dostałem więc wskazówki.
Nazywali go Stoner, a jeśli mówił mamie miłe rzeczy, to ona słuchała. Wytrzymała w trzeźwości na tyle długo, by nie stracić pracy w Walmarcie przez cały okres sezonowych wyprzedaży: kostiumy na Halloween, mikołajowy szajs, walentynki, wielkanocne słodycze, składane krzesła ogrodowe. Opłaca czynsz na czas i ma szufladę pełną żetonów trzeźwości, które wieczorem wyjmuje i przegląda jak smok siedzący na kupie złota. Tyle pamiętam. Mamę wracającą z pracy do domu, w obcisłych spodniach, jak otwiera napój Mello Yello, zapala papierosa i siada na ganku z nogami na poręczy, żeby złapać trochę opalenizny za darmo, krzyczy na Maggota i na mnie, żebyśmy sobie oczu nie wydźgali, skoro już musimy tak ganiać z kijami. Innymi słowy, życie jest piękne.
Nie pamiętam natomiast tego, o czym nie wiedziałem: jakie to uczucie, kiedy dopiero co osiągasz wiek uprawniający do picia alkoholu, a masz już za sobą trzy lata mitingów AA? Jak bardzo do bani jest, że masz dziecko, które zaczęło już chodzić do szkoły, a twój jedyny dłuższy związek to fucha na dziale artykułów imprezowych w Walmarcie, podczas gdy twoi znajomi wciąż żyją, jak chcą i szukają okazji, żeby się naćpać, upić albo pobrać, a najlepiej wszystkie te trzy rzeczy naraz? Mama miała do towarzystwa jedynie ludzi w średnim wieku, co najmniej po trzydziestce: znajomych z odwyku i kumpele z Walmartu, które mówiły jej: "Miłego dnia, skarbie" i wracały do domu, do swoich mężów, kubełków kurczaka i teleturniejów. Do tego czasu, już po moich narodzinach, zdążyła znaleźć i stracić kolejnych chłopaków, którzy ją rzucali, bo (a) przez nich wpadła na powrót w nałóg oraz w kłopoty prawne związane z macierzyństwem albo (b) nie było z nią zabawy.
Potem pojawił się Stoner, który twierdził, że szanuje kobietę o czystym charakterze. Sam też wyglądał jak ten koleś z reklam środków czystości, Mr. Clean, głowa jak kula bilardowa, wielkie bicepsy, metalowe koło zamiast kolczyka w uchu. Mama mówiła, że mógłby zapuścić włosy, gdyby chciał, ale on wolał je golić. Dla niej łysy facet w dżinsowej kamizelce bez koszuli pod spodem stanowił kwintesencję męskości. Jeśli dziwi was, że mama omawia seksowne cechy swojego faceta z dzieckiem, które wciąż uczy się, że nie należy dłubać w nosie, to znaczy, że nie widzieliście jeszcze najdalszego krańca samotności. Mama zapalała mi papierosa i zaczynaliśmy pogaduszki, oczywiście przy mentolach, co w jej mniemaniu uchodziło za opcję bezpieczną dla dzieci. Myślałem, że palenie z mamą i dyskutowanie o różnych aspektach męskich atrybutów to oznaka głębokiego szacunku. Tak więc dowiedziałem się, co następuje: króciutki zarost na całej głowie równa się zabójczo seksowny koleś. Ale Stonerowi najwyraźniej starczało weny na golenie tylko do pewnego momentu, bo nosił brodę, największą i najczarniejszą, jaką w życiu widziałem, nie licząc komiksu o Vandalu Savage'u.
Jedna z wymienionych powyżej potężnych postaci od niepamiętnych czasów dręczy świat. A druga produkuje preparat w sprayu, Mr. Clean's Clean Freak, który usunie pleśń z twojej badziewnej zasłony prysznicowej i sprawi, że będzie jak nowa. Zdaniem mamy Stoner to bramka numer dwa.
Po powrocie z pracy zaczęła dokładać makijażu, zamiast go zmywać, na wypadek gdyby on zajrzał. A on rzeczywiście zaglądał i prawił jej komplementy. Mama jest przepiękna, zabójczo, ładniejsza niż dwie brzoskwinie. Mnie nazwał Jego Wysokością. Co to niby miało znaczyć dla dzieciaka, któremu udało się urosnąć głównie dlatego, że podrabiał podpis mamy na drukach wniosków o darmowe obiady? Według Stonera mój problem polegał na tym, że przyzwyczaiłem się do bycia maminsynkiem. Jeśli przyłapał mnie na leżeniu z głową na kolanach mamy podczas oglądania telewizji, mówił: "Patrzcie tylko. Mały król na swoim tronie".
Ale miał też forda pick-upa, późny model, i harleya FXSTSB Bad Boy, oba całkowicie spłacone, a pod tym jednym względem Stonerem trudno było pogardzać. Parkował harleya i wchodził do środka spotkać się z mamą. Wtedy ja i Maggot przez kolejną godzinę dotykaliśmy maszyny, patrzyliśmy na odbicia naszych durnych twarzy na jej chromowanych powierzchniach i podpuszczaliśmy się nawzajem, żeby usiąść na siodełku. Byliśmy przekonani, że gdyby Stoner nas na tym przyłapał, to wylądowalibyśmy na krześle elektrycznym.
Pewnego dnia zatrzymał się z rykiem silnika i zapytał, czy chcę się przejechać, tylko do autostrady i z powrotem, i Jezu drogi. Jak miałbym odmówić? Maggot spojrzał na mnie, jakby chciał powiedzieć: "Aleś przyfarcił, stary". Mama krzyknęła z ganku: "Tylko mocno go trzymaj, Stoner, bo cię uduszę, jeśli coś mu się stanie!".
Mój problem polegał jednak na braku butów. To była sobota, a my właśnie ćwiczyliśmy strzelanie do celu z Hammerheadem Kellym, coś jakby jednym z kuzynostwa Peggotów, tyle że powinowatym, przez małżeństwo, starszym od nas. Cichy dzieciak, ulubieniec pana Peggota, który zabierał go na polowania na jelenie. Przyniósł wiatrówkę, bo w naszym potoku roiło się od rzeczy, do których można było strzelać, no, w każdym razie chodziło o to, że musiałem się zastanowić, gdzie są moje buty. Prawdopodobnie w domu Maggota. Mama uznała, że ich potrzebuję, i kazała mi je założyć, więc to zrobiłem. Ale najpierw pani Peggot wypytała mnie, co się dzieje. Obserwowała mnie przez okno. Mama wyszła wcześniej na drogę, a Stoner pochylił się nad nią i całował, jakby próbował wyssać jej coś z bebechów przez słomkę. Nie żeby mama protestowała.
Pani Peggot stwierdziła, że najpewniej spadnę z motocykla tego chłopca i rozbiję sobie głowę.
- A co gorsza, on może odjechać i cię zostawić - dodała.
Jezu. Strasznie chciałem wsiąść na tego harleya i przejechać się drogą, żeby wszyscy mnie zobaczyli, ale teraz wyobraziłem sobie, że moja głowa leży rozłupana jak skorupa orzecha, wokół tłoczą się sąsiedzi, a Stoner pędzi w siną dal. Pani Peggot nie owijała w bawełnę, babka wiedziała, co i jak. Wtedy nie miałem pojęcia, jak wygląda obnażony mózg chłopca, ale teraz już tak. Znajduje się to wysoko na liście rzeczy, które chciałbym odzobaczyć. Jednak moja główka miała brutalny talent do tworzenia obrazów. Wyszedłem na zewnątrz i powiedziałem Stonerowi, że boli mnie brzuch. Maggot sprzedałby własne jajca, żeby znaleźć się na moim miejscu, ale jako prawdziwy przyjaciel powiedział Hammerheadowi, że wszyscy powinniśmy wrócić do domu i pograć na game boyu, dopóki nie poczuję się lepiej.
- Jak tam chcesz - odparł Stoner. Ale wymówił to tak, że zabrzmiało: "Jaki leszcz". Stał z ręką zarzuconą na ramiona mamy, jakby już wpłacił zaliczkę za ten towar.
Pewnego dnia miałem jednak wsiąść na tę maszynę, wciśnięty między niego i mamę jak ser w kanapce, z lepszym niżbym sobie życzył widokiem na jego tatuaże na szyi. Mama za mną, z powiewającymi na wietrze żółtymi włosami, sięgała dookoła mnie i zaciskała dłonie na sześciopaku Stonera. Tatuaże na karku biegły dość daleko w górę, aż do skóry głowy. Zastanawiałem się, czy pojawiły się, zanim wpadł na pomysł ogolenia włosów, czy później. O takich głupotach myśli dzieciak, zamiast rozważyć ważniejsze kwestie, jak na przykład: dokąd ta przejażdżka zaprowadzi naszą trójkę na dłuższą metę?
Za pierwszym razem wybraliśmy się do pizzerii. Stoner zamówił nam dużą pizzę ze wszystkim, dzbanek piwa dla siebie i po coli dla mnie i dla mamy. Jak już obżarliśmy się pizzą, mama wyszła na chwilę do toalety. Podeszli do nas dwaj znajomi Stonera i usiedli przy naszym stoliku, jak gdyby nigdy nic.
Nie znałem ich. W hrabstwie Lee mówią, że ciężko tu zobaczyć twarz, której się wcześniej nie widziało, co było niewątpliwie prawdą w przypadku mamy, bo pewnie zdążyła już przynajmniej raz wskazać każdemu mieszkańcowi, gdzie w alejce numer dziewiętnaście stoją plastikowe kubki. Ale z dzieckiem jest inaczej, trzymasz się bliżej swoich. Zauważyłem, że ci mężczyźni mierzyli mamę wzrokiem, ale nie wiedziałem, jak się mają do naszej grupy. Ten, który przysiadł obok Stonera, był blady i siwowłosy, z mnóstwem dziar, w tym jedną z dodatkowym okiem na środku gardła, nie pytajcie mnie, dlaczego to taki dobry pomysł. Ten, który siedział przy mnie, cuchnął sprayem Axe i miał wąsik i kozią bródkę, jakie zwykle widuje się u diabła albo Iron Mana. Mój mózg ze swoją dziecięcą obsesją na punkcie superbohaterów i superzłoczyńców zaczął zastanawiać się, jak ich narysować. Tego z dziarami nazwałbym Oko Plus, widziałby cudze myśli. Drugi to Piekielny Śmierdziel, a jego moc to zabijanie smrodem.
Wdali się w rozmowę ze Stonerem. "A temu jak na imię? Mały Demon, co? Demon i Pomiot" - żarty, które słyszałem milion razy. Potem Śmierdziel wymyślił "Pomiot z Rozkładówki", a Oko Plus powiedział: "Lisice zawsze się szczenią, Stoner. Masz szczęście, że to tylko jedno młode". A Stoner stwierdził, że lepiej uważać, bo niektórzy są mądrzejsi, niż się wydaje.
- Tak? A niby kto taki? - zapytał Oko Plus.
Ja też byłem ciekaw.
- Kula - powiedział Stoner, co mnie rozczarowało. Myślałem, że może chodziło mu o mnie.
- Co za Kula? - chcieli wiedzieć tamci.
Stoner szybko puścił oko.
- Kumpel pana Nogi, wy ćwoki. Mieszka u niego.
- A, dobra, już czaję - odparł Śmierdziel. - Kula u Nogi.
Mimo młodego wieku znałem już sporą listę dupków, ale żaden nie nazywał się Kula. Ci kolesie śmiali się z tego, dopóki mama nie wróciła, co trwało całą wieczność. Potem wzięli kubki z dystrybutora wody, poczęstowali się piwem Stonera i zapytali o jego projekt wiertniczy. Jeśli Stoner wiercił studnie, to mnie nie było nic na ten temat wiadomo. Stoner spytał, co by zrobili, gdyby znaleźli wiśniowe camaro, które chcieliby kupić, ale które miało przyczepę z tyłu.
- Kupić czy po prostu zabrać na ostrą jazdę? - chciał wiedzieć Oko Plus.
- A zaczep mocno trzyma? - zapytał Śmierdziel. Wszyscy trzej śmiali się do rozpuku. Siedziałem tam i piłem colę, aż został tylko lód, a gardło całkiem mi zamarzło, kompletnie skołowany.
Po zakończeniu szkoły Peggotowie zaproponowali, że zabiorą mnie do Knoxville. Zamierzali odwiedzić ciotkę Maggota, June, i spędzić u niej dwa tygodnie. Była pielęgniarką w szpitalu i dobrze sobie radziła, a w mieszkaniu miała wolny pokój. Jak na osobę, która nie jest jeszcze mężatką, to bardzo dużo miejsca.
Moje pierwsze pytanie: czy Knoxville leży blisko oceanu? Odpowiedź: to w drugą stronę. Wspominałem już, że miałem świra na punkcie oceanu. Zatem przeżyłem rozczarowanie. Dla jasności, w rachubę wchodziło Virginia Beach. Nie tak jak Hawaje czy Kalifornia - wiadomo, tam bym się nie dostał, nie ma bata. Według koleżanki mamy z pracy, Lindy, która każdego lata jeździła tam z mężem na tydzień i mieszkała w domku letniskowym, żeby dotrzeć do Virginia Beach, wystarczy siedem godzin w aucie i jeden bak paliwa. Ale Peggotowie jechali do córki i chcieli mnie zabrać, więc powinienem grzecznie się zachowywać. A tak naprawdę perspektywa wyprawy gdzieś indziej niż do szkoły, kościoła czy Walmartu wydawała się bardzo kusząca. Do tamtej pory jeszcze nie miałem takiej okazji.
Następne pytanie dotyczyło mamy. Co z nią będzie? "Spóźni się do pracy, jeśli nie przypomnę jej, żeby nastawiła budzik" - powiedziałem pani Peggot. O tyle rzeczy się martwiłem, jak szukanie jej butów i identyfikatora oraz pamiętanie o tym, że trzeba zrobić zakupy spożywcze. Pani Peggot nie bardzo rozumiała sytuację moją i mamy. Kto wyjmie jej z lodówki napój Mello Yello i z kim będzie rozmawiała? Pani Peggot poradziła, żebym sam zapytał mamę, co też zrobiłem. Byłem pewien, że odmówi, ale ona rozpromieniła się i zaczęła opowiadać, jak fajnie będzie w Knoxville z Peggotami. Prawie tak, jakby wcale się nie zdziwiła.
Wieczorem przed wyjazdem wsadziłem do poszewki na poduszkę majtki, koszulki i zeszyt z rysunkami superbohaterów, a potem poszedłem spać w ubraniu. Rano czekałem na ganku na godzinę przed tym, jak zabrali się za pakowanie auta, czyli dodge'a ze składanymi tylnymi siedzeniami ustawionymi naprzeciwko siebie. Graliśmy z Maggotem w karty i kopaliśmy się po kolanach przez całą drogę do Knoxville.
Mama siedziała tam ze mną i czekała, aż Peggotowie wstaną, a słońce wzejdzie nad górami, które rzucały na nas cień. Jak mieszkasz w takiej dziurze, słońce dociera do ciebie późno i wcześnie cię opuszcza. Jak wiele innych rzeczy, których możesz pragnąć. W kolejnych latach wiele razy ogarniało mnie zdumienie, kiedy widziałem, o ile więcej światła dziennego trafia tam, gdzie jest bardziej płasko. Tego właśnie i jeszcze więcej miał się w przyszłości dowiedzieć podekscytowany dzieciak, który tamtego dnia patrzył, jak jego ładna mama pali papierosy i słucha śpiewu ptaków. Dla zabicia czasu pytała mnie o ich nazwy, chociaż już wcześniej ją uczyłem. Ja znałem tylko kilka, pan Peg - wszystkie. Strzyżyk woleoczko, kanarek polny, pipil. Kiedy zamiast iść pod prysznic, ochlapywaliśmy sobie pachy i twarze w umywalce, mówił, że bierzemy ptasią kąpiel. Tak właśnie zrobiłem tamtego ranka, spiesząc się, żeby zostawić mamę samą. Wszystko to wryło mi się w pamięć. To, jak co chwila wymyślała kolejne rzeczy, o których chciała mi przypomnieć: zachowuj się przyzwoicie, mów "proszę" i "dziękuję", zwłaszcza gdy oni za coś płacą, i nie szperaj w mieszkaniu June. Rzeczy, które trzeba powiedzieć dziecku, zanim wyjedzie do innego stanu. Przypomniałem jej, żeby nastawiła ten cholerny budzik. Rozśmieszyło ją to, bo wcześniej przykleiłem kartkę na lodówce: NASTAW TEN CHOLERNY BUDZIK. Powiedziała, że bardzo mnie kocha i żebym o niej nie zapominał, co mnie zdziwiło. Zazwyczaj nie była aż tak uczuciowa.
W końcu pan Peg krzyknął: "Dobra, zbieramy się!". Zacząłem schodzić po schodach, ale mama złapała mnie na oczach wszystkich i pocałowała w szyję, a ja umarłem ze wstydu.
I tyle, zostawiliśmy ją. Pan Peg pomachał, ale pani Peggot tylko się na nią patrzyła ze smutną miną. Widziałem tę minę za każdym razem, gdy odwracała się, by zapytać, czy mamy zapięte pasy i czy chcemy już ciasteczka. Miała tę minę jeszcze długo po przekroczeniu granicy stanu.