Demon - Anna Ziarkowska
20.19 zł
16.76 zł
(17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Od zarania dziejów ludzkości istniały różne wierzenia, różne uczucia, coś, co nami kierowało. Bóstwa, demony, anioły, niebo i piekło. Każde w nich ma do tej pory swoich wyznawców. Jednak obecnie ludzie nie wierzą w nic, póki czegoś nie zobaczą, póki nie przekonają się na własne oczy. Rasa ludzka stała się nieczuła na cierpienie. Czasem lepiej udawać, że się czegoś nie widzi.
Czasami pragnienia tak silnie nami kierują, że w życiu przestaje się liczyć to, co naprawdę ważne. Staramy się dążyć po trupach do celu. Zawsze jest za mało. Spełnia się jedno marzenie i poprzeczka idzie w górę. Stawiamy sobie wyższy cel. Więcej pieniędzy, lepszy samochód, ładniejszy dom, droższe kosmetyki i prawdziwe francuskie perfumy.
Zło czai się na każdym kroku, a my brniemy w nie na ślepo. Przychodzą choroby, trawią umysł i życie ma nad nami kontrolę, a nie odwrotnie, choć zainteresowany tego nie widzi. Demony otulają nas swoimi ramionami, odciągają dalej i dalej, aż wreszcie stają się naszymi Panami, których słuchać będziemy do końca naszych dni.
Tylko niektórzy są w stanie trwać w swoich własnych przekonaniach i opiniach. Prawdziwa przyjaźń przestaje powoli istnieć. Ludzie, których znamy od dziecka i z którymi - jak się wydaje - można by było konie kraść, poprzez swoje pobudki sprawiają, iż nie chcemy być dalej ich przyjaciółmi i wolimy podążać własną drogą. Lepiej czasem zostać na ścieżce samemu, na własnych warunkach niż iść za tłumem. Tylko silni potrafią nie przekraczać granic, lub gdy to robią, robią to z własnego wyboru, nigdy z przymusu. Tak też stało się i tym razem.
Dlaczego świat musi zmierzać w takim kierunku? Dlaczego ludzie nie potrafią rozróżnić tak naprawdę dobra i zła?
Był już późny wieczór, jednak żaden z nich nie śpieszył się do domu. Sprawy, nad którymi tak długo pracowali i które nie miały na tamte chwile rozwiązania, znalazły je teraz. Dlaczego szukano tak daleko, skoro odpowiedź była tuż pod nosem? Dlaczego nikt nic nie widział? Dlaczego musiało do tego dojść?
Tego dnia budynek policji stał w głównym punkcie zainteresowania. Prasa i media czekały, by móc wyłapać, choć cząstkę prawdy z tej okropnej historii. Jednak okna, które z zewnątrz miały kraty, od środka zasłonięte zostały roletami. Choć było jej wszystko jedno, to przez wzgląd na przejścia miała prawo do odrobiny prywatności, by hieny czekające na zewnątrz nie mogły pozwolić sobie na zbyt dużo.
- Dlaczego Pani to zrobiła? - zapytał Abraham Carter.
- Miałam swoje powody. My mieliśmy. - odpowiedziała i uśmiechnęła się, patrząc prosto w oczy policjanta.
- Przyznaje się Pani do winy?
- Tak. - uśmiechnęła się.
- Nie czuje Pani żadnych wyrzutów sumienia?
- Nie, robiłam to, bo chciałam, a dla Niego zrobiłabym dużo.
Nic więcej nie powiedziała. Patrzyła na niego z uśmiechem i obłędem w oczach. Nie było w nich blasku ani radości, tylko szaleństwo i ból.
Została odprowadzona do białego pomieszczenia. Ściany, białe, zbudowano z grubych gąbek obitych matowym materiałem. Dostawała szału. Nie mogła już dłużej tego wytrzymać. Tylko nie ten kolor. Tylko nie kolor biały. Jeszcze kiedyś go lubiła, ale odkąd życie stało się najpierw szare, a potem czarne nie tolerowała żadnego innego koloru. Zaczęła chodzić w kółko, a z ust wydobywało się wycie. Kaftan, którym była związana, był również białego koloru. Czuła jak ją palił. Jej serce było puste.
- Dlaczego biały? - pytała sama siebie.
Było to jedyne pytanie, które zadawała. Pielęgniarz sprawdzał, co jakiś czas, jej zachowanie. Widział, jak płakała i śmiała się na przemian. Zaczęła gryźć zapięcia. Po kilku godzinach wszystko ustało i wybiła północ. Wydawało się, że śpi.
Tej nocy stanęła z Nim wreszcie twarzą w twarz. Pojawił się tak znienacka. Uśmiechnął się słabo na jej widok. Podszedł do niej i wziął na ręce.
- Lepiej?
- Dlaczego biały?
- To tylko kolor.
- Dlaczego biały? - powtórzyła i spojrzała na Niego.
Zobaczyła te olbrzymie kły i długie pazury, które głaskały ją po rękach. Patrzyła mu prosto w oczy. Były zimne. Wyglądał inaczej niż zwykle.
- Czas Cię zabrać.
- Tylko nie w białym...
- Nie ważne w czym, ważne dokąd idziemy.
- Zostawiłeś mnie.
- Zawsze byłem blisko. - odpowiedział i ułożył ją na łóżku, jedynym meblu, jakie to pomieszczenie posiadało. - Śpij moja dziecino... Śnij słodkie sny, bo tam, gdzie idziemy, nie będzie już nic.
- Już dość cierpienia?
- Już dość. - odpowiedział jej. - Nie będzie łez, pękniętych serc.
- Zabierz moje serce, moją duszę, tylko weź mnie tam, gdzie jest mój kochany i moje dziecię.
Dziwne było to, że gdy dostał, co chciał, nie cieszył się. Ona była inna niż wszyscy. Sam nie wiedział, co czuł w tym momencie. Gdy była nie zastanawiał się, że przyjdzie ten dzień i zabraknie jej na zawsze. Nikogo nie darzył nigdy sympatią, nie znał tego uczucia, ale tutaj jakoś było inaczej. Jak mówiła stare przysłowie: "docenia się, gdy straci". Wytarł pazurem łzę z jej oka i przyglądał się jej niczym miłości życia.
- Zabiorę... - westchnął.