Dekompozycja Dolores J. Morgan - Daniel Osterman

Reflow text when sidebars are open.
Sygnał - cisza - sygnał.
- Dziewięć jeden jeden - odzywa się operatorka numeru alarmowego. - Słucham zgłoszenia.
Mówi sztywno, mechanicznie, bez emocji. Brzmi, jakby brała udział w konkursie na głos dla sztucznej inteligencji. Brzmi, jakby zajęła w nim trzecie miejsce.
- Dobry wieczór - mówi do telefonu Michael Jeremy Grabek. Jest godzina 20:21, gdy to robi. - Chciałbym zgłosić fakt bycia świadkiem przestępstwa.
Brzmi jak człowiek pod wpływem silnych emocji, udający człowieka, który nie jest pod wpływem silnych emocji.
- Oczywiście - odpowiada operatorka numeru alarmowego. - Jaki to rodzaj przestępstwa?
- Taki, w którym mężczyzna gwałci kobietę - informuje Michael Grabek. - Prawdopodobnie chce ją również zabić.
- Rozumiem - niezmiennym głosem komentuje operatorka numeru alarmowego. - Czy podejrzewane przez pana przestępstwo nadal zachodzi, czy już się zakończyło?
- Nadal zachodzi - odzywa się Michael Grabek - dzieje się na moich oczach.
- Rozumiem. W jakiej odległości od miejsca opisywanego zdarzenia obecnie się pan znajduje?
Michael Grabek próbuje oszacować odległość od miejsca zbrodni. Nigdy nie był dobry w te klocki.
- Około stu stóp - strzela - może nieco mniej albo trochę więcej, nie jestem pewien.
- Czy domniemany sprawca zdaje sobie sprawę z pańskiej obecności w miejscu potencjalnego przestępstwa? - pyta operatorka.
Michael Grabek spogląda na wykrzywione w bestialskiej ekstazie ciało sprawcy.
- Nie wydaje mi się - stwierdza. - Nic na to nie wskazuje. Jestem na dachu budynku obok, kilka pięter nad nimi.
- Pytam - wyjaśnia operatorka numeru alarmowego - gdyż mówi pan ściszonym głosem. Chciałam mieć pewność, że nic panu nie grozi.
Michael Grabek zdaje sobie sprawę, że rzeczywiście przez cały ten czas mówił przyciszonym głosem.
- Trochę się obawiam zaistniałej sytuacji - tłumaczy Michael Grabek, jednocześnie starając się mówić nieco głośniej. - Nigdy jeszcze nie widziałem, żeby ktoś kogoś gwałcił. W ogóle nie miałem w życiu za wiele styczności z przemocą fizyczną.
- To zrozumiałe - uspokaja go operatorka numeru alarmowego. - Zaraz wszystko panu wytłumaczę.
- Będę bardzo wdzięczny.
Operatorka robi chwilową pauzę - prawdopodobnie wstukuje pozyskane informacje do systemu.
- Świetnie - odzywa się po chwili. - Przede wszystkim bardzo proszę, aby raz jeszcze, z możliwie największą precyzją, przechodząc od ogółu do szczegółu, opisał pan, co teraz widzi.
- Dobrze - zgadza się Michael Grabek. - W tym momencie sprawca zaciska ręce na szyi ofiary. Niestety z tej odległości nie widzę, czy ofiara jest nadal przytomna.
- Jest pan w stanie stwierdzić, czy ofiara walczy z napastnikiem?
- Nie wydaje mi się. Jest trochę zbyt daleko, aby być w stu procentach pewnym, ale raczej nie.
- Dobrze, co dalej?
- No cóż, widzę ruchy kopulacyjne, jeśli mogę to tak określić.
- Czyli według pana rzekomy sprawca penetruje w tej chwili ofiarę? - upewnia się operatorka numeru alarmowego.
- Na to wygląda - potwierdza Michael Grabek.
- Proszę opisać te ruchy - prosi jego rozmówczyni.
- Robi to bardzo szybko - opisuje Michael Grabek. - Agresywnie, zupełnie jakby ją dźgał. Prawdę mówiąc, jest to widok makabryczny i nieludzki. Mam mdłości, gdy to pani opisuję.
- A skąd czerpie pan pewność, że nie jest to stosunek za obopólną zgodą? - pyta nagle operatorka telefonu alarmowego.
Michael Grabek na moment wątpi. Właściwie skąd miałby to wiedzieć? - pyta sam siebie w myślach. Nie ma tu przecież żadnego dowodu, jest raczej ogólne odczucie. Ale czy można to ująć w ten sposób? Że jest to gwałt, bo wygląda jak gwałt?
- Ta kobieta krzyczała - przypomina sobie Michael Grabek.
- Co konkretnie krzyczała rzekoma ofiara? - dopytuje operatorka numeru alarmowego.
- Wołała "pomocy" oraz "ratunku" - podaje Michael Grabek. - Potem sprawca zatkał jej usta ręką i zaczął grozić. Nie mam stuprocentowej pewności, ale wydaje mi się, że było to coś w rodzaju: "zamknij mordę, bo cię zabiję, cholerna szmato". Potem zaczął ją dusić.
Michael Grabek próbuje przypomnieć sobie coś jeszcze, co może potwierdzać hipotezę gwałtu. Nagle nachodzą go wątpliwości, boi się, że policja nie potraktuje poważnie jego zgłoszenia. Ale właściwie jak inaczej mógłby udowodnić, że to, co widzi, jest poważnym przestępstwem?
- Przyjęłam - mówi operatorka numeru alarmowego. - Czy może pan podać adres, pod którym się to dzieje?
- Trudno będzie mi podać dokładny adres - odpowiada niepewnie Michael Grabek. - To magazyny przy opuszczonej fabryce, nie wiem, czy jest tu jeden adres, czy kilka numerów.
- W porządku, zaraz zlokalizuję pana przez GPS.
- Będę bardzo wdzięczny.
- Proszę jeszcze odpowiedzieć na pytanie, w jakich okolicznościach znalazł się pan na miejscu zdarzenia?
- Wyszedłem na wieczorny spacer.
- Proszę powiedzieć, w jaki sposób natknął się pan na opisywane przez pana osoby?
- Spacerowałem swoją zwyczajową trasą. Niekiedy skręcam w prawo i zmierzam w stronę parku, a czasami w lewo, w stronę magazynów. Akurat dziś zrobiłem to drugie, prawdopodobnie tylko dlatego, że wczoraj zrobiłem to pierwsze. Poza tym jest już prawie ciemno, więc trochę strach chodzić po parku. Chciałem zadzwonić do brata, jednak nie udało mi się dodzwonić. Uznałem, że to przez słaby zasięg, więc wszedłem na dach opuszczonego budynku, sądząc, że stąd będę miał większe szanse. Zadzwoniłem ponownie, uzyskałem sygnał, jednak brat nie odebrał. Pomyślałem, że pewnie za chwilę do mnie oddzwoni, więc zacząłem przechadzać się po dachu. Kiedy zbliżyłem się do jego zachodniego krańca, usłyszałem niepokojące dźwięki, były to, jak wkrótce zrozumiałem, krzyki i jęki. Podszedłem bliżej i wówczas zobaczyłem, jak mężczyzna wali głową kobiety o asfalt.
- Rozumiem, że nie zna pan osób uczestniczących w opisywanym zdarzeniu, to znaczy ani rzekomego sprawcy, ani potencjalnej ofiary?
- Widzę ich po raz pierwszy w życiu.
- Przyjęłam. Czy mogę prosić pana o podanie swoich danych osobowych?
- Oczywiście. Nazywam się Michael Grabek.
- Czy może pan przeliterować swoje nazwisko?
- G-R-A-B-E-K. Grabek. Michael Jeremy.
- Dziękuję. Pański adres zamieszkania?
Michael Grabek podaje swój adres zamieszkania (dla bezpieczeństwa jego osoby nie podajemy go w tym miejscu). Operatorka numeru alarmowego konstatuje, że w istocie znajduje się on zaledwie o dwie przecznice od podanej lokalizacji zgłaszanego zdarzenia.
- Dane kontaktowe do pana - pyta operatorka - to, jak rozumiem, telefon, z którego pan obecnie dzwoni?
- Tak - potwierdza Michael Grabek. - Czy mam go pani przedyktować?
- Nie, dziękuję - odpowiada operatorka telefonu alarmowego. - Wyświetlił się na monitorze, na którym pracuję.
- Świetnie - mówi Michael Grabek, po czym pyta: - Czyli przyjmuje pani moje zgłoszenie? - W jego głosie daje się odczuć lęk przed możliwą odmową.
- Oczywiście - zapewnia operatorka numeru alarmowego. - Wysyłam informację do wszystkich jednostek w okolicy.
- Czuję wielką ulgę - przyznaje Michael Grabek.
- Za chwilę połączę pana bezpośrednio z policją. Oni już wiedzą o zaistniałej sytuacji, funkcjonariusz, z którym będzie pan rozmawiał, udzieli panu wszelkiego wsparcia i poinstruuje co do dalszego postępowania. Z mojej strony to już wszystko.
- Dziękuję pani za pomoc.
- Ja również dziękuję - kończy beznamiętnie operatorka numeru alarmowego, po czym dodaje bez większego przekonania: - Do usłyszenia.
Właściwie równie dobrze mogłaby powiedzieć: powodzenia.
W tym momencie w telefonie rozlega się komputerowa melodia, oznaczająca tryb oczekiwania na kolejne połączenie. Michael Grabek zastanawia się przez chwilę, czy melodia ma coś wspólnego ze znanym mu utworem muzycznym, jednak po chwili stwierdza, że nie. To musi być coś oryginalnego.
Po około dwudziestu sekundach muzyka zostaje przerwana i w telefonie odzywa się inny głos.
- Halo, jest pan tam? - pyta jakaś kobieta.
- Jestem - odpowiada Michael Grabek.
Nowy głos jest niższy, bardziej chropowaty i zdecydowanie mniej przyjemny niż głos operatorki numeru alarmowego. Zarazem jednak, i zapewne właśnie z tej przyczyny, daleko bardziej ludzki, co sprawia, że Michaelowi robi się trochę mniej nieswojo.
- Cieszę się - mówi kobieta. - Rozumiem, że jest pan świadkiem przestępstwa. Z tego, co do mnie dotarło, chodzi o gwałt, tak?
- Zgadza się - potwierdza Michael Grabek.
- To bardzo poważna sprawa i zapewniam pana, że traktujemy ją z należytą powagą. Otrzymała najwyższy priorytet: kod pierwszy, oznaczenie czerwone, dwa wykrzykniki. To się wiąże z natychmiastową interwencją z użyciem wszelkich dostępnych środków. Bardziej serio traktujemy jedynie zagrożenie terrorystyczne.
- Rozumiem.
- Obiecuję, że zrobimy wszystko, co w naszej mocy, żeby przeprowadzić szybką i sprawną interwencję, jednak będziemy też potrzebowali pańskiej pomocy.
- Zrobię wszystko, co będę mógł, żeby pomóc - zapewnia Michael Grabek.
- Czy możemy przejść na ty? - proponuje policjantka. - Tak będzie nam trochę łatwiej.
- Oczywiście - odpowiada Michael Grabek - nie ma problemu.
- Ja nazywam się Melisa Smith i jestem sierżantką nowojorskiej policji, na co dzień pracuję w komisariacie dwudziestym trzecim, to mój drugi rok służby.
- Cześć, Meliso.
- Cześć, Mike. Czy mogę do ciebie mówić Mike? A może preferujesz Michael albo jakoś inaczej?
- Mike brzmi dobrze.
- Znakomicie. Zatem przede wszystkim, Mike, czy coś się zmieniło, odkąd opisywałeś to zdarzenie operatorowi telefonu alarmowego?
Michael Grabek rzuca uważne spojrzenie na miejsce zbrodni - już nie potencjalnej, już usankcjonowanej.
- Nie - stwierdza - chociaż w tej chwili sprawca trochę zwolnił. Być może osiągnął orgazm, gdy czekałem na połączenie z tobą. Ofiara jest prawdopodobnie całkiem nieprzytomna.
- Nie krzyczy, nie szarpie się?
- Nie w tej chwili.
- Zaczniemy od rzeczy najprostszej. Będę cię prosiła, abyś dobrze się przyjrzał miejscu zbrodni i opisał mi wszystkie szczegóły, o jakie cię zapytam. Czy możesz to dla mnie zrobić, Mike?
- Tak, Meliso, myślę, że mogę.
- Świetnie. Idzie ci znakomicie, Mike. W takim razie pierwsze pytanie. Według mapy terenu, którą mam w tej chwili przed oczami, plac, na który patrzysz, ma około dziesięciu tysięcy stóp kwadratowych. Zlokalizuj, proszę, punkt na placu, gdzie dochodzi do zdarzenia.
- Myślę, że to prawa strona.
- Czyli północna? - upewnia się Melisa.
- Tak sądzę.
- Ile stóp od końca placu?
- Sądzę, że około czterystu.
- A jeśli chodzi o długość?
- Bliżej środka, choć nieco dalej od mojej platformy.
- Zrozumiałam.
Po każdej odpowiedzi Michael Grabek słyszy szybkie klikanie po drugiej stronie połączenia. Początkowo nie umie go zidentyfikować, ale teraz już wie, że Melisa zapisuje na klawiaturze jego odpowiedzi. Każdą z nich - dokładnie, precyzyjnie, co do słowa i pojedynczego bitu informacji.
- Świetnie - mówi Melisa po kolejnych kliknięciach. - Następne pytanie: w co jest ubrany sprawca?
- Ma na sobie czarny sweter - opisuje Michael - mocno przylegający do ciała, a także czarne spodnie, być może dżinsy, choć teraz są zsunięte do połowy ud.
- Wszystko w kolorze czarnym?
- Tak.
- A ofiara?
- Ofiara ma spódnicę albo sukienkę.
Tym razem klikanie w klawiaturę się nie rozlega.
- Spódnicę czy sukienkę? - Melisa zdaje się lekko uśmiechać.
- Wiesz co, Meliso - Michael Grabek odpowiada z pewnym zażenowaniem w głosie - może byłoby lepiej, gdybym nagrał ci filmik z tego zdarzenia i wtedy sama ocenisz, dobrze? Ja się na tym słabo znam, nigdy nie byłem dobry w...
- Nie kłopocz się, Mike - odpowiada Melisa - wyjaśnię ci różnicę. Sukienka to strój kobiecy od szyi w dół, a spódnica tylko od pasa w dół.
- Ach - ożywia się Michael Grabek - w takim razie jest to sukienka. Jesteś pewna, żeby nie nagrywać? Dla mnie to niewielki kłopot, a wy będziecie mieć ważny dowód.
- Nie ma takiej potrzeby. - Klikanie na klawiaturze komputera Melisy rozlega się ponownie. - Jaki kolor ma ta sukienka?
- Jasny.
- Biały?
- Nie wiem, chyba nie. Bardziej różowy, o ile jestem to w stanie ocenić przy obecnym stopniu oświetlenia.
- Czy widzisz tam coś jeszcze, Mike? Skup się, proszę, to naprawdę bardzo ważne.
Michael Grabek przejeżdża spojrzeniem po okolicznym krajobrazie. Przenika wypełniający go mrok. Próbuje wyłowić z niego kształty, zarysy, cokolwiek.
- Niestety - kapituluje - jest już zbyt ciemno.
- Zaczekaj. - W głosie Melisy daje się wyczuć nową nutę. - Spróbuję ci trochę pomóc. Powinna tam być lampa. - Melisa brzmi, jakby czegoś szukała. - Mam dostęp do miejskiego oświetlenia, jednak nie jestem pewna, czy wciąż jest aktywna.
- Na razie nic się nie dzieje - zawiadamia Michael Grabek.
Po chwili jednak się dzieje. W głębi, z lewej, po drugiej stronie placu. Niewielki błysk, potem przygaśnięcie. Chwila migania i wreszcie trwały rozbłysk żarówki w pochyłej latarni.
- Jest - cieszy się Michael Grabek - świeci!
Trudno to nazwać świeceniem, żarówka miga, przygasa, potem znów na moment się rozjaśnia. Jednak blada smuga jasności opada na plac. Opada i rozświetla go.
- Tam jest jeszcze plecak - dostrzega Michael Grabek.
- Opisz go, Mike - prosi Melisa.
- Jest czarny i miękki - opisuje Michael - leży niedaleko miejsca zdarzenia.
- Jak daleko? - dopytuje Melisa.
- Około pięciu stóp od nich - szacuje Michael. - Jest otwarty, ale nie widzę, co jest w środku.
- Coś jeszcze?
- Obok plecaka widzę jakiś przedmiot, ale nie wiem, co to jest.
- Opisz mi go, proszę.
Michael Grabek zastanawia się, jakich użyć słów. W te klocki także nie był dobry.
- Jest ciemny - mówi - i długi.
- Szeroki czy wąski? - naprowadza go Melisa.
- Zdecydowanie wąski.
Klikanie w klawiaturę staje się bardziej intensywne.
- Jesteś w stanie stwierdzić, z jakiego tworzywa wykonany jest ten przedmiot? - Melisa próbuje pomóc. - Drewno, plastik, metal?
Michael Grabek nie ma pojęcia.
- Wydaje mi się, że to raczej coś twardego... metal - strzela. - Może nóż myśliwski?
- Tak mam zapisać? Nóż myśliwski?
- Ale ze znakiem zapytania - zastrzega Michael Grabek.
Klawiatura. Słabsza, cichsza - mniej pewna.
- Czy widzisz coś jeszcze, Mike? To bardzo ważne.
- Jest tu jakaś plama - mówi Michael Grabek - tuż obok głowy naszej ofiary.
- Jakiego koloru jest to plama?
- Czerwona - konstatuje Michael i czuje, jak jego serce przyspiesza. - Myślę, że to krew, Meliso.
- Jak duża jest ta plama? - dopytuje Melisa.
- Sądzę, że ma mniej więcej pół galonu objętości.
Dźwięk klawiatury. Ręka Michaela zaciska się na poręczy, przy której stoi. (Kto normalny wychodzi z nożem z domu? Kto normalny podchodzi z nożem do drugiego człowieka na ulicy? Do kobiety?) Michael czuje, jak niewielkie wyżłobienia i nieregularności metalu naciskają na jego skórę. Gdyby to był film, grałby go Tim Robbins.
- To chyba wszystko - stwierdza Michael Grabek po chwili. - W każdym razie nie widzę tu niczego więcej. Chyba żebym wrócił do domu po okulary - proponuje.
- Jest to jakaś myśl - podchwytuje Melisa. - Jak daleko mieszkasz od miejsca zdarzenia?
- Jakieś dziesięć minut szybkim marszem - kalkuluje Michael.
- To dość blisko, Mike - ocenia Melisa. - A jaką masz wadę wzroku, jeśli nie masz nic przeciwko, że pytam?
- Półtorej dioptrii na minusie - wyznaje Michael.
- To raczej niewielka wada - konstatuje Melisa. - Myślę, że w okularach nie dostrzeżesz wiele więcej niż bez nich.
- Może masz rację - zgadza się Michael.
- Rezultat nie jest wart zachodu - ucina Melisa. - Dobrze, przejdźmy dalej. Mówiłeś, że znajdujesz się na dachu, tak?
Michael Grabek potwierdza.
- Właśnie wyświetlam podgląd satelitarny tego miejsca. Jeżeli dobrze odczytuję widziany obraz, po lewej stronie, patrząc od ciebie, powinno być przejście do sąsiedniego budynku.
Michael Grabek spogląda w stronę wskazaną przez Melisę. Próbuje dostrzec w ciemności opisywaną przestrzeń. Dostrzega?
- Tak - przyznaje. - Rzeczywiście coś tu jest.
- Czy mogę cię prosić, abyś tam teraz podszedł, Mike?
- Jasne, Meliso - odpowiada Michael. - Nie ma problemu.
- Spójrz jeszcze, proszę, na plac.
- Tak?
- Czy dzieje się coś nowego?
Michael Grabek przygląda się scenie gwałtu.
- Nie - zaprzecza - wszystko po staremu, że tak powiem.
- Świetnie, zapisałam - cieszy się Melisa. - Zatem przejdź, proszę, do drugiego budynku i daj znać, kiedy tam będziesz.
Michael Grabek rusza. Odsuwa telefon od ucha, włącza latarkę i podąża za skąpym promieniem światła. Jest go dostatecznie dużo, aby nie połamał sobie nóg, i idealnie za mało, aby nie miał pojęcia, dokąd idzie. Jedyne, co pozostaje w takich sytuacjach - konstatuje w myślach Michael Grabek - to zaufać osobie, która cię prowadzi. Bo jeśli ona się myli, ty sam na pewno sobie nie pomożesz.
- Jestem - mówi po chwili Michael.
- Czy możesz podejść do krawędzi tego budynku? - pyta Melisa.
Michael ocenia swoje szanse.
- Tak - mówi - sądzę, że mogę to zrobić.
- Jeśli dobrze rozumiem topografię tego miejsca - wyjaśnia Melisa - powinieneś z niego bez większego trudu przeskoczyć na sąsiedni dach. Czy tak jest w istocie?
Michael Grabek spogląda na niewielką przestrzeń pomiędzy budynkiem, na którego dachu stoi, a sąsiednim budynkiem, o którym mówi Melisa. Jest wąska. Ale i głęboka na cztery piętra w dół. Na tyle, że dźwięk łamanych kości staje się słyszalny.
- Tak - odpowiada Michael Grabek - chyba tak.
- Nie chcę cię narażać na żadne niebezpieczeństwo - stanowczo stwierdza Melisa. - Jeśli jest jakiekolwiek ryzyko, że może ci się coś stać, odwołujemy akcję.
- Nie. - Michael Grabek potrząsa głową. - To pół kroku, naprawdę.
- W takim razie - wyjaśnia Melisa - będę cię prosiła, abyś zrobił ten krok.
Po chwili Michael Grabek jest na dachu sąsiedniego budynku. Po kolejnej staje przed znajdującymi się na jego środku drzwiami do wewnątrz.
- Drzwi są zamknięte i podpięte pod alarm - objaśnia Melisa. - Na razie nie dotykaj ich, proszę.
Michael Grabek cofa rękę. Dostrzega, że po prawej stronie od framugi drzwiowej widnieje niewielka biała stacyjka alarmowa z tablicą numeryczną do wpisywania kodu. Nad cyferblatem miga czerwone światełko. W powolnym tempie, jedno mignięcie na sekundę. Jego serce bije szybciej - o wiele szybciej.
- Za chwilę odblokuję kod alarmowy - informuje Melisa. - Wtedy będziesz mógł przez nie przejść.
- Jasne.
- System - mówi do siebie Melisa - kod, rozłącz...
Michael Grabek dostrzega, że światełko w stacyjce zaczyna migać szybciej - wciąż na czerwono (łapie rytm serca?). Po chwili przestaje, kolor czerwony lśni z diody, po czym rozlega się charakterystyczny dźwięk piknięcia i lampka zapala się na zielono.
- Gotowe - mówi Melisa.
- Czy już mogę przechodzić? - upewnia się Michael.
- Przejdź przez drzwi, Mike - potwierdza Melisa.
- Przeszedłem - informuje Michael.
- Doskonale - cieszy się Melisa - idzie ci świetnie, oby tak dalej! Zgodnie z planem budynku, który mam przed oczami, powinna być tam metalowa drabinka. Widzisz ją, Mike?
- Tak, Meliso. - Ręce Michaela zaciskają się na pierwszym z metalowych szczebli. - Mam ją.
- Zejdź, proszę, ostrożnie po drabince i stań bezpiecznie na twardym gruncie. Tylko nie spiesz się - prosi Melisa. - Bądź ostrożny, Mike. Znajdujesz się w tej chwili pod wpływem silnego stresu, w takich okolicznościach łatwo o wypadki. Ostatnie, czego teraz potrzebujemy, to ciebie ze zwichniętą lub złamaną nogą.
- Tak jest. - Michael żartobliwie salutuje Melisie (w oryginale Yes, ma'am!).
Po chwili Michael Grabek staje bezpiecznie na podłodze ostatniego piętra budynku numer siedem B.
- Udało się - komunikuje Melisie.
- Doskonale - cieszy się Melisa. - Według planu ten budynek ma cztery kondygnacje, licząc od parteru. Po prawej stronie powinna być winda, ale wolę nie ryzykować, w razie gdyby miała się zaciąć, dlatego chcę, żebyś użył schodów. Czy widzisz wejście na klatkę schodową, Mike? Powinno być tuż obok windy.
- Tak, widzę, Meliso - odpowiada Michael.
Michael Grabek schodzi cztery piętra w dół budynku. Zgodnie ze wskazówkami Melisy nie spieszy się, uważa na każdy krok, nie skacze po kilka stopni, stąpa po każdym z nich pojedynczo, dla pewności trzyma się barierki. Stara się ustabilizować oddech. Jego ciśnienie tętnicze wynosi w tej chwili 145 na 85 mmHg, z tendencją wzrostową.
Jest coś, czego nie powiedział Melisie, a co mogłoby kosztować ją wiele nerwów. Michael Jeremy Grabek jest po stanie przedzawałowym, którego nabawił się zeszłego lata. Musiał rzucić palenie, przejść na dietę niskotłuszczową i więcej się ruszać - w ramach tego ostatniego codziennie po szóstej wieczorem wychodzi na godzinny spacer. Powinien także unikać sytuacji stresowych - jak wyraził się kardiolog - jak ognia, panie Grabek, jak seryjnego mordercy, który na pana poluje.
148 na 87.
- Jestem - mówi Michael Grabek, gdy po niespełna trzech minutach stawia stopy na parterze.
- Super - cieszy się Melisa. - Teraz musisz minąć główne wejście do budynku i udać się w stronę tylnej części.
- Tak. - Michael potwierdza zrozumienie instrukcji.
- Będzie tam drugie wyjście - wskazuje Melisa - od strony podwórza. Widzisz je?
- Są dwa wyjścia - zauważa skonfundowany Michael.
- Jedno prowadzi do podziemnych garaży - wyjaśnia Melisa - drugie na zewnątrz.
- Które jest które?
- Zgodnie z tym, co widzę - Melisa brzmi, jakby na bieżąco odczytywała dane z planu budynku - to po prawej prowadzi do podziemnych garaży, to na wprost na zewnątrz.
Michael Grabek chwyta klamkę. Naciska ją - drzwi ani drgną.
- Zamknięte - informuje Melisę.
- Chwileczkę. - Melisa znów wchodzi w tryb zadaniowy. - Muszę sprawdzić, czy będę w stanie... A niech to! - Jej głos zdradza zawalenie się planu. - Wygląda na to, że drzwi zostały zamknięte na klucz i nie mogę odblokować ich z poziomu mojego stanowiska...
- Cholera.
- Ale spokojnie. - Ton głosu Melisy znów robi się pogodniejszy. - Poradzimy sobie z tym, Mike. Odsuń się, proszę, na bok i poczekaj, za chwilę postaram się rozwiązać nasz mały problem.
Michael Grabek opiera się plecami o ścianę. Czuje, jak jego potężne, szybkie i zdecydowanie zbyt głośne tętno rozchodzi się wibracją po ścianie. 150? 155?
Ten moment osiem miesięcy temu, którego Michael nigdy nie zapomni. Czy wtedy też czuł takie uderzenia? Trzęsienie serca. Tsunami pulsującej krwi. I ty w samym środku, zaciskający blade dłonie na swoich naczyniach wieńcowych. Czy teraz też to czujesz? Czy to znowu to? Michael Grabek nie wie. Wie tylko, że nie chciałby nigdy więcej tego doświadczyć.
150 na 90 mmHg.
Nagle Michael słyszy przeciągły pisk otwieranych drzwi. Na klatce zapala się światło, słychać odgłos schodzących kroków i nieokreślone metaliczne brzęczenie. Michael spogląda w stronę, z której płyną narastające dźwięki.
Zza rogu wyłania się przygarbiona postać niskiego, szczupłego mężczyzny w średnim wieku - ma na sobie granatowy roboczy uniform, w ręce trzyma pęk kluczy. Na prawej piersi widnieje nieco sprana plakietka z imieniem "Jerry".
- To pan? - pyta Michaela.
- To ja - odpowiada Michael Grabek.
- Przed chwilą dzwoniła do mnie policja - wyjaśnia mężczyzna o imieniu Jerry. - Kazali wypuścić pana tylnym wyjściem. Podobno jest pan ważnym świadkiem, któremu trzeba pomóc bez chwili zwłoki, bo za chwilę będzie za późno.
- Wiele na to wskazuje - potwierdza Michael Grabek.
- Jak trzeba, to trzeba - mówi dozorca budynku siedem B i zaczyna przeglądać pokaźny wachlarz kluczy. - Niech tylko znajdę właściwy.
Mężczyzna próbuje użyć pierwszego klucza - bezskutecznie. Następnie drugiego - ten również okazuje się niewłaściwy.
- Skoro nie te dwa - oświadcza flegmatycznym, nigdzie niespieszącym się głosem - to musi być ten.
Wysuwa z pęku lśniący srebrem klucz i pokazuje go Michaelowi jak trofeum.
- Oby tak było - uśmiecha się pospieszająco Michael Grabek (w tej chwili bardziej Bruce Willis).
- Musi - przekonuje dozorca budynku - bo nie może być inaczej.
Wygląda tak, jakby miał ochotę dokładnie opowiedzieć Michaelowi o powodach, dla których tak uważa, ale wzrok Michaela wysyła mu jasny komunikat: nie mamy czasu do stracenia, więc nie traćmy go!
Dozorca wsuwa klucz do zamka.
Michael zamyka oczy. W tej chwili sam już nie wie, czy wolałby, aby klucz pasował, czy aby nie pasował.
153 na 92 mmHg.
Pewność siebie dozorcy zostaje nagrodzona - do uszu obu mężczyzn napływa słodki chrzęst przekręcanego zamka i przeskakującej zasuwy.
- Mówiłem - konstatuje dozorca budynku numer siedem B, o imieniu Jerry - nie mogło być inaczej.
- Dziękuję panu - odpowiada Michael Grabek i pospiesznym krokiem przekracza próg.
- Powodzenia w pańskiej misji - woła za nim dozorca. - To miasto jest bezpieczniejsze dzięki takim ludziom jak pan. Oby tak dalej! - Facet wyciąga skierowany w stronę Michaela kciuk.
Michael Jeremy Grabek kiwa głową z wdzięcznością. Udawaną lub nie. Przyspiesza kroku.
- Wyszedłeś, Mike? - Słyszy głos Melisy w słuchawce telefonu. - Jesteś na zewnątrz?
Przysuwa ją do ucha.
- Tak, Mel - potwierdza - jestem na zewnątrz.
- Doskonale - cieszy się Melisa, po czym natychmiast jej głos zmienia tonację. - Niestety teraz będzie najtrudniejsza część planu... Jesteś na to gotowy, Mike?
Michael Jeremy Grabek czuje ukłucie niepokoju w klatce piersiowej. (155 na 94 mmHg). Nie jest to uczucie, które powinno się tam znaleźć. I nie jest jasne, czy to na pewno niepokój.
- Mam nadzieję, że tak - odpowiada zaskoczony. Nie wie, czego się spodziewać. - Co dokładnie masz na myśli?
- Widzisz tę niewysoką ścianę jakieś dwadzieścia stopni na prawo od ciebie, około stu pięćdziesięciu stóp od budynku, z którego właśnie wyszedłeś?
Michael Grabek rzuca bezwiedne spojrzenie we wskazaną stronę. Stres zaburza percepcję. Nie jest pewien, czy widzi właściwy obiekt.
- Powiedzmy, że widzę - strzela.
- Za tą ścianą znajduje się plac - informuje Melisa. - Właśnie tam rozgrywa się zbrodnia, której jesteś świadkiem.
- Rozumiem - odpowiada niepewnie Michael Grabek.
- Musisz dojść do tej ściany - wyjaśnia Melisa - ominąć ją i wejść na ten plac.
Niepokój narasta.
- I co dalej? - Głos Michaela Grabka zdradza skrajne zaniepokojenie.
- Musisz się do nich zbliżyć, Mike - mówi poważnym głosem Melisa. - Musisz zbliżyć się do sprawcy...
157 na 94, 159 na 96, 162 na 99.
Michael Grabek czuje, jak jego ciało słabnie. Czuje, jakby zmieniało stan skupienia ze stałego na watowy. Puchowy. Rozlazły. Jego ciało traci spoistość, rozchodzi się, rozpływa. Michael Grabek ma wrażenie, jakby tracił nad nim kontrolę. Jak gdyby jego ciało zaczynało migać ostrzegawczo, w trybie alarmowym. Ostrzegając przed zagrożeniem, które ma nadejść. Z wnętrza jego samego.
- Mike... Michael...
Przez mgłę przedzierają się stłumione dźwięki. Początkowo Michael Grabek nie jest w stanie zidentyfikować ich znaczenia. Dopiero po chwili orientuje się, że to jego imię. Powtarzane po raz kolejny.
- Jesteś tam? - woła głos policjantki. - Mike?
- Meliso - odzywa się nagle - o tym nie było mowy.
- Wiem - przyznaje przepraszająco Melisa - ale to jedyny sposób, uwierz mi, Mike.
- Nie powinienem tam iść - zastrzega Michael. - Ten facet mnie zabije. Jestem przecież jedynym świadkiem jego straszliwego czynu. Tylko ja jeden oddzielam go od krzesła elektrycznego w więzieniu stanowym w Trenton.
165 na 103 mmHg.
- Spokojnie, Mike, przeprowadzę cię przez to, o nic się nie martw.
- I tak dużo wam powiedziałem, od piętnastu minut raportuję o wszystkim, co widzę! Czy to nie wystarczy?
- Świetnie ci idzie, Mike - przyznaje Melisa - i zapewniam, że zarówno ja, jak i cała policja, a także cała społeczność tego miasta, jak i pewnie całego stanu jesteśmy ci bardzo wdzięczni za twoją obywatelską postawę! Ale dobrze wiesz, że to tak nie działa... Musisz zobaczyć twarz sprawcy, inaczej wszystko pójdzie na marne.
Michael Grabek wie, że Melisa ma rację. Nie wie tylko, czy podoła misji, którą mu wyznaczyła. Przechodzi mu przez myśl, żeby znaleźć sobie zastępstwo. Kilka przecznic dalej mieszka jego kuzyn Sean. Sean jest młody, ma zdrowe serce - mógłby być tu w ciągu pięciu minut i dokończyć misję za niego. Jeśli tylko jest w domu - myśli Michael Grabek - jeśli tylko nigdzie go nie wywiało.
- Mike, spokojnie. - Melisa nie traci rezonu. - Pamiętasz parking przy stacji benzynowej, który musiałeś mijać przed wejściem na teren fabryki?
- Tak, oczywiście - potwierdza Michael. - Znam to miejsce bardzo dobrze.
- Mamy tam w tej chwili cztery radiowozy i dwunastu ludzi z bronią czekających na mój sygnał. Gdyby był jakikolwiek problem, wyślę ich do ciebie, będą do siedemdziesięciu pięciu sekund.
- Jesteś tego pewna, Mel?
- Sto procent, Mike!
Michael Grabek stara się zwizualizować sobie drogę, jaka jest potrzebna do przejścia szybkim krokiem od stacji benzynowej do budynku.
- Siedemdziesiąt pięć sekund to dużo czasu, Mel - zauważa. - Wiele może się zdarzyć.
Michael woli nie wizualizować sobie szczegółów.
- Dobrze - mówi Melisa - zrobimy inaczej. Poczekaj chwilę.
Ciekawe, czy Melisa zgodziłaby się na zastępstwo - myśli Mike. Pewnie tak, ostatecznie co to za różnica, kto to widzi, najważniejsze, aby widzieć. Sean jest odważny i męski, nie miałby najmniejszego problemu ze stanięciem twarzą w twarz z bestią w ludzkiej skórze. Prawdopodobnie mógłby mu przy okazji przetrącić szczękę i pozbawić kilku zębów.
Michael Grabek słyszy poruszenie. W budynku za nim zapalają się światła, słychać kroki, słychać głosy. Michael wytęża wzrok. Widzi, że ktoś jest w środku, ale nie potrafi stwierdzić kto. Nagle jedna z sylwetek, która się tam pojawia, unosi prawą rękę.
- Mike. - Michael słyszy głos Melisy. - Widzisz mężczyznę z uniesioną ręką?
- Tak - potwierdza Michael i odruchowo macha mężczyźnie.
- To sierżant Kozminski z posterunku numer dziesięć.
Swojsko brzmiące nazwisko potrafi zdziałać cuda. Ale czy potrafi uratować życie?
- Jest z nim dwóch agentów FBI, agent Lucas i agent Rodriguez. Widzisz ich?
Michael Jeremy Grabek dostrzega dwóch smutnych mężczyzn. Obaj ubrani w czarne garnitury, pod krawatami, jeden ma przeciwsłoneczne okulary, drugi nie. Gdyby jedno z nich było kobietą, wyglądaliby jak Mulder i Sculy.
- Czy teraz czujesz się bezpieczniej? - pyta Melisa.
158 na 102, 157 na 101.
Przez chwilę Michael Grabek chce wyjawić Melisie prawdziwe powody swoich obaw i oporów. Aby zrozumiała, jakie to dla niego trudne. A może też po to - myśli autokrytycznie - żeby odpuściła mu dalszą część tego, co nieuniknione i co musi być zrobione.
- To już prawie koniec, Mike - obiecuje ciepłym tonem Melisa. - Jesteś dzielnym i wspaniałym człowiekiem, jeszcze najwyżej dwie, dwie i pół minuty i naprawdę będzie po wszystkim.
Michael Grabek kiwa głową.
- Możemy kontynuować? - dopytuje Melisa - Jesteś gotów?
Michael Grabek bierze głęboki oddech. (156 na 96, 156 na 95). Czuje w skroniach, w uszach, w piersiach przyspieszone, grube, rozlewające się na resztę ciała tętno. Wstrząsy tętna, tąpnięcia tętna, ciosy tętna.
- Myślę, że tak - mówi niepewnie i ostrożnie rusza w ciemność. W tej chwili gra go Anthony Perkins.
Po trzydziestu sekundach Michael Grabek dociera do ściany, skręca w lewo, idzie wzdłuż muru w stronę północną. Po piętnastu sekundach dochodzi do krawędzi. Bierze kolejny głęboki oddech, raz jeszcze spogląda w stronę budynku, w którym czeka jego wsparcie. Teraz wydaje się odleglejsze niż kiedykolwiek. Przykłada rękę do klatki piersiowej - serce nadal bije mocno. Jakby chciało go skrzywdzić.
Następnie Michael Grabek skręca w prawo i wychodzi poza ścianę.
- Co widzisz? - pyta Melisa.
Michael próbuje wyłowić coś z dalekiego półmroku.
- Niewiele. Tylko ciemne kształty, jakiś ruch, ale...
- No?
- Teraz jest inny. On już jej chyba nie gwałci.
- Musisz podejść bliżej, Michaelu.
Michael Grabek się waha. Rozgląda się wokół siebie, szuka czegoś, co mogłoby dać mu osłonę. Niczego takiego nie znajduje.
- I? - ponagla Melisa.
Michael robi niepewny krok w stronę centralnej części placu. Stara się stąpać delikatnie, wie, że odgłos kroków zdradzi sprawcy jego obecność. Robi dwa kolejne kroki, dłuższe od pierwszego. Teraz wygląda, jakby starał się przeskoczyć dzielącą go od celu odległość. Następne trzy.
- O, cholera - mówi do telefonu.
- Co się dzieje, Mike? - reaguje Melisa. - Co widzisz?
Michael Jeremy Grabek stoi pięćdziesiąt stóp od sceny zbrodni. Widzi sprawcę, widzi ofiarę. Widzi, co się między nimi dzieje.
- On ją chyba... - zaczyna Michael i urywa.
- Co robi? - pyta Melisa. - Musisz to opisać, Mike. Co on robi?!
Michael przełyka ślinę. Nieskutecznie.
- Morduje ją, Meliso - mówi wreszcie. - Myślę, że on ją właśnie morduje...
Po czym w dokładnych słowach opisuje działania sprawcy. Jedno płytkie dźgnięcie w bok ofiary, drugie w pierś, trzecie, nieco głębsze, w udo. Wygląda, jakby tylko się z nią droczył, jakby chciał jej dokuczyć. Zabójstwo jako drobna złośliwość.
- Co się dzieje z ofiarą? - pyta Melisa.
- Leży nieruchomo - odpowiada ponuro Michael.
- Czy jest możliwe, że jeszcze żyje?
Michael Grabek sam się nad tym zastanawia. Robi kolejne dwa kroki do przodu. Gdyby zobaczył wypływającą z ran krew, gdyby usłyszał jej jęk. Ale nie słyszy, nie widzi.
- Nie potrafię stwierdzić, Meliso - kapituluje. - Myślę, że jeśli nawet, to już ostatnie chwile. Niewiele jej zostało. On zaraz zada śmiertelny cios, trafi w tętnicę albo serce, i ostatecznie ją zabije.
[PIERWSZA WERSJA TEJ SCENY]
- Czy jest możliwe, że ofiara jeszcze żyje? - pyta Melisa.
Michael Grabek sam się nad tym zastanawia. Czy w ciszy słyszy jej oddech? Czy w mroku widzi drgania jej ciała?
- Poczekaj - mówi do Melisy - sprawdzę to.
Michael Grabek odkłada telefon komórkowy i przysuwa się ostrożnie do ofiary. Celowo omija od tyłu sprawcę, aby nie rzucać mu się w oczy, zatacza półkole wokół miejsca zbrodni, po czym nachyla się w stronę lewej ręki kobiety. Delikatnie chwyta przegub jej dłoni, unosi ją w górę, nie czuje żadnego oporu, ręka jest bezwładna, powolna, jakby nie obowiązywało jej prawo powszechnego ciążenia. Ale nie jest zimna, nie jest zimna - co można wziąć za dobry znak. Michael dociska dwa palce w miejscu, w którym powinna być tętnica - próbuje wymacać pulsujące oznaki życia.
- Tak - mówi, gdy nagle wyczuwa pod palcami słabe uderzenia. Są tak kruche, chybotliwe, jakby zawstydzone same sobą. - Puls jest słaby, ale jest.
- Świetnie - odpowiada Melisa. - Po prostu wspaniale!
- Doskonale ci idzie, Michaelu - komplementuje Melisa - ale wciąż jesteś odrobinę zbyt daleko.
- Gdybym z tego punktu zrobił mu zdjęcie - proponuje Michael Grabek - mógłbym użyć funkcji zoom, przybliżyć ujęcie i wtedy jego twarz byłaby widoczna.
- Nie możesz, Mike - zaprzecza Melisa - musisz ją zobaczyć naprawdę...
Michael kiwa głową. Spodziewał się takiej odpowiedzi, nie mógł liczyć na inną. Sprawca na moment przerywa swój krwawy proceder. Odkłada na bok nóż i siada przy ofierze - prawdopodobnie odpoczywa, jest zmęczony, ciężko oddycha. Wydaje się taki słaby, delikatny, wręcz kruchy. Czy nie jest to moment, w którym można by go...?
Nagle na niebie pojawia się światło - w szybkim tempie wielokrotnieje i wydaje z siebie nieprzyjemny dźwięk.
- Co się dzieje? - pyta Michael. Czuje lekką konfuzję, chaos.
- To nasz helikopter - wyjaśnia Melisa - za chwilę oświetli ci miejsce zbrodni.
Szeroki krąg światła z reflektorów w policyjnym helikopterze pada na środkową część placu, dając Michaelowi pełny widok sytuacji.
- Co mam robić? - Michael pyta Melisy.
- Podejdź do niego, Michaelu.
Michael Grabek widzi, jak morderca odwraca się od ofiary, widzi, jak sięga do swojego plecaka. Wyjmuje z niego butelkę wody i zaczyna z niej pić. Później ociera z czoła tłusty pot. Michael nie widzi jego twarzy - w tej chwili sprawca jest odwrócony do niego plecami.
To dobry moment. Lepszego nie będzie.
Michael Jeremy Grabek rusza. Kolejne trzy kroki, po nich następne dwa. Potem trzy. Jest blisko, prawie na miejscu. Niemal oko w oko z nim. Z bestią.
- Jesteś na miejscu? - pyta Melisa.
- Prawie.
- Przede wszystkim nic do niego nie mów. Nie dotykaj go, nie wchodź z nim w żadną interakcję. Rozumiesz, Mike?
- Jasne.
- Na dachu mamy czterech snajperów, jeśli ten zwyrol zrobi chociaż krok w twoją stronę albo cokolwiek, co będzie świadczyło, że chce ci zrobić krzywdę, zdejmą go w tej samej sekundzie.
Dopiero teraz Michael Grabek dostrzega ten szczegół - te cztery szczegóły. Jeden na czole ciemnego oprawcy, trzy w okolicach jego klatki piersiowej. Wszystkie są ruchome, drgają - wszystkie są czerwone. Cztery czerwone kropki - trzy w okolicach serca, jedna na głowie.
- Słyszysz, Mike? - dopytuje Melisa. - Jesteś bezpieczny, nic ci nie grozi.
Michael Grabek czuje, jak jego serce zaczyna się uspokajać. Cztery czerwone punkty drgające na ciele oprawcy, które w każdej sekundzie mogą zmienić się w coś jeszcze bardziej czerwonego. W tryskającą fontannę czegoś takiego (150, 147, 143). Ale to również bywa zwodne. Dwa najniebezpieczniejsze momenty w stanach sercowych - każdy lekarz ci to powie - to wysokie tętno i ten moment, gdy spada.
- Widzisz jego twarz? - pyta Melisa.
Michael Grabek podejmuje ostateczną decyzję tego wieczora. Bierze głęboki wdech - czuje kłucie w sercu, wie, że nie powinien go czuć, ale wie też, że nie ma innego wyjścia - skręca w prawo, robi kilka kroków do przodu, mija nieprzytomną ofiarę i zachodzi sprawcę z drugiej strony.
Michael Jeremy Grabek staje przed mordercą - światło z reflektorów helikoptera pada idealnie na nich. Wtedy Michael Jeremy Grabek opuszcza wzrok i wymierza go prosto w sprawcę.
- Tak - mówi pewnym siebie głosem - teraz już tak.
- Czy znasz tego człowieka? - pyta Melisa.
- Nie - przyznaje Michael.
- Nazywa się Edgar Scars - informuje Melisa. - Namierzyliśmy go dzięki tablicy rejestracyjnej samochodu, który jest zaparkowany na stacji benzynowej. Ma trzydzieści jeden lat, niekarany, nienotowany. Taki typ "New Yorkera" chyba.
- Okej.
- Jego ofiara to Dolores J. Morgan. Policjanci znaleźli jej torebkę niedaleko miejsca zdarzenia. Mieszkała kilka przecznic stąd, kto wie, może nawet ją znałeś, mijaliście się w sklepie albo na ulicy, mogliście mówić sobie "cześć, jak się miewasz?".
Michael Grabek patrzy w jej twarz. Ale nie rozpoznaje jej.
- Nasi ludzie przesłuchali świadków, głównie klientów ze stacji benzynowej, udało im się ustalić kilka faktów. Wygląda na to, że pani Morgan znalazła się po prostu w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. Przyjechała zatankować auto i wtedy wpadła w oko panu Gary'emu. Ponoć zagadał do niej, ale spuściła go na bambus, zapłaciła i wyszła. On poszedł za nią i potem już nikt jej nie widział. Nikt poza tobą, Mike.
Michael Grabek widzi, jak Gary Scars sięga po leżący na asfalcie nóż, długi, lśniący, nie myśliwski, raczej rzeźnicki - to nie jest przyrząd służący do tortur. To przyrząd służący do zakończenia ich.
- Przyjrzyj mu się uważnie, Michaelu - instruuje sierżant Melisa Smith. - Zapamiętaj jego twarz. To twoje najważniejsze zadanie tego wieczoru. Niech ta twarz śni ci się po nocach, spraw, żebyś mógł ją poznać w każdych okolicznościach, pod każdą szerokością geograficzną, jeżeli nawet spotkasz go za dwadzieścia lat, zmienionego, postarzałego. Czy jesteś w stanie to zrobić, Mike? Czy zapamiętasz go na zawsze?
Michael Grabek spogląda w twarz Gary'ego Scarsa. Patrzy prosto w jego oczy - ich spojrzenia się krzyżują. Widzi jego czarne, martwe, oszalałe źrenice. Widzi je w chwili, gdy wbija nóż w gardło swojej ofiary. Krew z tętnicy szyjnej Dolores Morgan tryska w górę. Potem opada, potem znów tryska. Pulsacyjnie.
- Tak - odpowiada Michael Grabek - jestem.
- Na pewno?
- Na pewno.
Cisza. Z ust ofiary wydobywa się coś jakby rzężenie. Z ust sprawcy odgłos rozkoszy. Jedno właśnie umiera, drugie osiąga stan absolutnego spełnienia.
- To tyle - oświadcza Melisa.
- Słucham?
Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.