Dekapitacja - Zbigniew Wojnarowski

Kup ebooka

5.99 zł
4.79 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przeszłość

W styczniu roku 1803 w Lipsku znaleziono ciało drukarza Retsego. Pozbawione głowy leżało w jednym z umeblowanych pokoi, które na piętrze swojej kamienicy wynajmowała na godziny Frau Botega, wdowa po kapeluszniku. Żona Retsego dokonała rozpoznania na podstawie znamienia w pachwinie. Według jej zeznań mąż zniknął z domu półtora miesiąca temu, zabierając jedynie obraz nabyty niedawno za niewygórowaną cenę na aukcji w Domu Lipza. Nigdy wcześniej Retse nie wykazywał zainteresowania malarstwem. Obrazu nie odnaleziono, podobnie jak głowy denata. "Klnę się na wszystkie świętości, policmajstrze Fichter, że wychodząc z domu miał jedno i drugie", zapewniła zapłakana pani Retse. Fichter odznaczał się chorobliwą nieufnością, niemniej znał życie. Uwierzył na słowo.

***

Zimą 1887 roku w godzinach przedpołudniowych Ludwik Naumier i Florentyna Dux, spacerujący razem po przedmieściach Aubrige natknęli się na zdekapitowane ciało włóczęgi leżące na pomoście nieczynnej przystani rzecznej. Początkowo nie zorientowali się, że pozbawione jest głowy, ponieważ korpus nakrywała gazeta, dopiero podmuch wiatru odsłonił szyję ze śladem fachowego cięcia. Oprócz francuskiej prasy i pękniętej fajki z lipy nieboszczyk nie posiadał przy sobie niczego, zwłaszcza dokumentu tożsamości. Gazetę, która mogła naprowadzić na ślad zabójcy, wiatr zwiał do rzeki przed przybyciem policji. Ludwik Naumier, obiecujący pejzażysta, zapamiętał z niej reprodukcję średniowiecznego obrazu. Nie znał nazwy pisma, daty ani miejsca wydania, w każdym razie nie był to miejscowy Courrier. "Jako artysta zwracam uwagę na sztukę, reszta gównianego świata niech sczeźnie! - wyjaśnił porywczo. - Znam każdy bohomaz począwszy od bizona z Altamiry! Tego, co służyło trupowi za pierzynę, nie rozpoznałem, ale gdybyście dali mi zerknąć jeszcze raz..." Nie było takiej możliwości ani potrzeby, toteż Naumiera zwolniono. Resztę dnia i noc spędził konsekwentnie z Florentyną Dux. Nie rozmawiali o zdarzeniu. Ani też o niczym innym.

***

W 1945 roku topniejący w Miskaczu śnieg odsłaniał trupy na ulicach, toteż zwłoki żołnierza we włoskim mundurze nie zdziwiłyby nikogo, gdyby nie brak głowy. Wyglądało, jakby odcięto ją jednym ciosem topora lub noża. Przy ciele znaleziono przegniły notes w okładce ze skóry z wytłoczonymi inicjałami "C. I." Zapiski w języku włoskim miały charakter miłosnego wyznania kierowanego do dziewczyny imieniem Sofia. Kilka kart przed końcem wspomniano o podarku, jaki piszący nabył dla Sofii na jarmarku w N. (Miejscowość zaszyfrowano literą.) Był to "ślicznie oprawiony oleodruk na kanwie starej szkoły rodzajowego malarstwa", jak brzmiał opis. Z dalszych zapisków wynikało, że prezent - wbrew obietnicy - nie został wysłany najbliższą pocztą. Coraz skąpsze notatki dotyczyły głównie reprodukcji, która najwyraźniej znajdowała się wciąż w posiadaniu piszącego. Niestety, wraz ze zmianą problematyki wyznania straciły dotychczasową klarowność. Na przykład przedostatnie brzmiało: "Zniszczyć, póki czas." Ostatnie było równie enigmatyczne: "Wszystko na darmo. Jego nie ma, mnie też nie będzie." Doktorant z Katedry Porównawczej Bauca, który w 1954 przeprowadził analizę językową zapisków, postawił hipotezę, że nieznany żołnierz wyrażał w ten sposób swoją narastającą depresję po klęsce Mussoliniego.