Słowo wstępne
Pomysł na tę dziwną i nieszablonową książkę, powstał w mojej głowie już ładnych parę lat temu. Mimo iż od początku zdawałem sobie sprawę, że nie będzie to łatwy projekt, postanowiłem napisać kilkanaście, może nawet kilkadziesiąt opowiadań o życiu zwykłych ludzi, poprzedzając każde z nich krótkim esejem, będącym historycznym wstępem oraz ramą czasową do każdej z wymyślonych opowieści.
Zgodnie z tą koncepcją nie chciałem, żeby książka była jedynie zbiorem krótkich form literackich, wyrwanych z kontekstu minionych lat, ale, żeby opowiadania stały się ich rozpoznawalną ilustracją. I nawet, gdyby w jakiś sposób były połączone klamrą upływu czasu, miejsca akcji lub postaci, to nie miały opisywać tych najważniejszych zdarzeń z okresu o którym mówił wprowadzający esej.
Dlatego podjąłem decyzję, by celowo nie opisywać, ani też nie informować Szanownego Czytelnika, które z opowiadań było literacką fikcją, które autentycznym wspomnieniem - mimo, że bohaterów opowiadań łączyły na przykład imiona - a które z nich, to jedynie anegdoty, niekoniecznie prawdziwe, ale zasłyszane bądź przekazane przez poznanych mi ludzi. Pośród nich funkcjonujące jako historyczny pewnik.
Jednak, co chyba było najważniejsze w tym projekcie, uparłem się, że nie miała to być kronika rodu, ani, na przykład, ciąg przygód z życia jakiejś wydumanej, bądź autentycznej postaci na przestrzeni lat.
Jak zatem widać, ta książka to nie typowy zbiór opowiadań. A raczej pewna całość, zilustrowana nowelami połączonymi z historycznymi opisami. Nowele niczym okienka, dawały widok na ludzkie losy, odgrywające się na tle światowych i krajowych wydarzeń.
Nie ukrywam, a Szanowny Czytelnik sam zapewne zauważy, że oprócz wybranych historycznych faktów, wszystkie rozprawki zawierały moje przemyślenia i własne obserwacje na temat minionych lat.
Podsumowując, zaplanowałem stworzyć takie opowiadania, które pokazywałyby, nawiązywałyby oraz były adekwatne do czasów im współczesnych, czyli zdarzeń z danej dekady. No i, nie chciałem z założenia, by główny wątek historyczny w opowieściach był tym najważniejszym, a ewentualnie stał się tłem dla snutej opowieści. Bo przecież prawda była taka - obowiązująca zresztą do dnia dzisiejszego - że, co dla jednych było bardzo istotne, innym okazywało się sprawą zupełnie błahą i nie wartą uwagi.
Kolejny zamysł, którego celowo użyłem do tworzenia książki, to podział czasu akcji na dekady. Wynikał on z prostej zasady, że tak ułożone lata pozwalały łatwiej uszeregować i uwiarygodnić fakty oraz przypisać żyjących w tym okresie ludzi do akcji każdego z opowiadań.
Szanowny Czytelniku.
Myślę - w każdym razie, mam taką nadzieję - że płynąc przez dziesięciolecia wspomnień i opowieści oraz przez dekady życia różnych ludzi, będziesz mógł ocenić i stwierdzić ze zdziwieniem, jak bardzo zmienił się Świat i żyjący w nim człowiek.
I nie chodzi mi tutaj o ocenę, czy nasz Świat współczesny jest lepszy, czy też gorszy od tamtych, minionych już, lat.
Poprzez opowiadania i eseje "Dekad", chciałem pokazać i przedstawić, że każde pokolenie, a w nim pojedynczy zwykły człowiek - ze swoimi problemami, radościami, czy tragediami - miał swój jedyny najważniejszy i niepowtarzalny czas w życiu, zaś w nim, to jedyne i wyjątkowe - jego własne i niepowtarzalne miejsce w Świecie.
A to, jak podarowany nam czas został wykorzystany albo, co zrobimy z tym dopiero nadchodzącym, to już zupełnie inna historia, ale zawsze i w każdym momencie zależna od nas samych...
Sergiusz Jan Urbanowicz
Człowiek to?
Dokładnie gdy zza garbu gór wylazło Słońce osnute w srebrnych mgieł
Całun błyszczący, w Ziemię plasnęło żywota sadło tłuste
Naszpikowane wrzaskiem losów, jak Bóg Wszechmogący.
Tedy stanął nad Światem w szerokim rozkroku płacząc, że niby bez smaku
Albo też bez wzroku, a mimo było mu dane z rękami w rynsztoku, szukać
Tych wszystkich spraw istotnych dla Praw Ludzi i Czasu Wszechrzeczy.
Stroskany chwilą wieków, unużał twarde palce w bezmiarze marnej brei
Skórą dłoni wyrwał i rzucił na boki bojowe fanfary nowego ze starym.
Gromem ryknął z gardeł istot Świata bo w troki wziął to, czego szukał.
Czuł radość a w serca się wlały historie i dusze wessane przez rąk kapilary!
Ponad wsze poznane wysoko wymiary, wyniósł ręce w tryumfie radości
Mnąc czule szponami czczą Perłę miłości, klejnot życia, potężny dar cnoty!
Owoc Bytu, jak Gwiazda śród krwawej poświaty... a z palców spłynął Czas...
Twór ludzkiej głupoty, co nagle i w ciszy uwalnia Świat cały od woli życia.
Gdy strzeźwiał zrozumiał, a Bóg mu powiedział, że znów się wyzwolił!
Raz wtóry pobłądził! Wszak nie tego szukał! Nic z tego nie będzie!
Koniec!...Wzdrygnął się na słów tych obrazy, rzucając Perłą w nicości otchłanie
Z żywotem w mrok duszy aż po świateł kresy, a nie w to, co mu się ostanie.
Walnęło mocno serce, rwąc w strzępy nadzieje... czyś Człeku oczadział?
Nie wiesz, co się dzieje? Coś myślał paprochu w swej durnej ochocie,
Na głowie Świat stanie ku twojej istocie i wszystko ci odda, zostawi, pokaże?
Pięść ścisnął i wrócił po Perłę, strącając z jej lica łez krwawych znamiona
Łeb spuścił, a milcząc obwiesił ramiona, bo pojął co czynił i gdzie wina pusta.
A w Ziemię plasnęło żywota sadło tłuste, podniósł je i pocałował oddechu usta.