Deficyt. O ukrytej wartości pracy kobiet - Emma Holten

Kup ebooka

51.90 zł
43.08 zł (51,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przypisy końcowe

1 T.K. Andersen, Kvinder er en underskudsforretning for statskassen, "Mandag Morgen", 26 kwietnia 2020, https://www.mm.dk/artikel/17175-kvinder-er-fortsat-en-underskudsforretning-for-statskassen [dostęp: 4 lutego 2026].

2 C. Hyldal, Nye tal: Kvinder er en underskudsforretning for samfundet, "DR Nyheder", 31 stycznia 2013, https://www.dr.dk/nyheder/indland/nye-tal-kvinder-er-en-underskudsforretning-samfundet [dostęp: 4 lutego 2026].

3 C. Fairchild, Paul Krugman: Greg Mankiw Forgets "We Are a Much More Unequal Society Now", "Huffpost", 23 czerwca 2013, https://www.huffpost.com/entry/paul-krugman-greg-mankiw_n_3486784 [dostęp: 4 lutego 2026].

4 P.A. Samuelson, The Principles of Economics Course: A Handbook for Instructors, McGraw-Hill, New York 1990.

5 S. Knokgaard Halskov, Gr?nt gennembrud: Nye regnemaskiner s?tter tal p? vores natur- og klimaaftryk, K?benhavns Universitet, ?konomisk Institut, 27 stycznia 2023, https://samf.ku.dk/nyheder/2023/hvad-vil-du-betale-for-at-redde-en-hasselmus [dostęp: 11 lutego 2026].

6 P.B. S?rensen, J.B. Mortensen, J.R. Skaksen, Vandmilj? og L?rkesang, "Dagbladet Information", 21 grudnia 2004, https://www.information.dk/debat/2004/12/vandmiljoe-laerkesang [dostęp: 4 lutego 2026].

7 "R?d og Vism?nd", strona internetowa Duńskiej Rady Gospodarczej, https://dors.dk/raad-vismaend [dostęp: 4 lutego 2026].

8 K. Praefke, K. Jensen, En ud af 35 af de ?konomiske prognoser rammer rigtigt, "Dagbladet Information", 14 grudnia 2013, https://www.information.dk/indland/2013/12/35-oekonomiske-prognoser-rammer-rigtigt [dostęp: 4 lutego 2026].

9 M. Franczak, O. Táíw?, Here's How to Repay Developing Nations for Colonialism - and Fight the Climate Crisis, 14 stycznia 2022, https://www.theguardian.com/commentisfree/2022/jan/14/heres-how-to-repay-developing-nations-for-colonialism-and-fight-the-climate-crisis [dostęp: 4 lutego 2026].

10 E.P. Lazear, Economic Imperialism, "The Quarterly Journal of Economics" 2000, vol. 115, iss. 1, s. 99-146, https://doi.org/10.1162/003355300554683.

11 D. Coyle, Cogs and Monsters: What Economics Is, and What It Should Be, Princeton University Press, Princeton 2023, s. 16.

12 A. S?rensen, Efterkrigstiden 1945-1973: ?konomisk v?kst og Velf?rdsstaten, otwarty kurs online "Danmarkshistorien", Aarhus Universitet 2020, https://cas.au.dk/danmarkshistorien/lektioner/lektion-8-efterkrigstiden-1945-1973/3-oekonomisk-vaekst-og-velfaerdsstaten [dostęp: 5 lutego 2026].

13 J. Bonke, A. Weise Christensen, Hvordan bruger danskerne tiden?, strona internetowa Rockwool Fondens Forskningsenhed 2018, https://rockwoolfonden.dk/udgivelser/hvordan-bruger-danskerne-tiden [dostęp: 5 lutego 2026].

14 Unpaid Care Work Prevents 708 million Women from Participating in the Labour Market, International Labour Organization (ILO), Geneva 2024.

15 J. Egholt S?gaard, Det koster kvinder 20 procent p? l?nnen at f? b?rn, K?benhavns Universitet, 5 marca 2018, https://nyheder.ku.dk/alle_nyheder/aeldre/det-koster-kvinder-20-procent-paa-loennen-at-faa-boern [dostęp: 5 lutego 2026].

16 Diversitetsbarometeret 2023, think tank "Equalis", https://equalis.dk/viden/udgivelser/diversitetsbarometeret-2023 [dostęp: 5 lutego 2026].

17 L. Reyner, D. Brady, Gender Equality: Who Cares? Do You?, European Policy Centre, 8 marca 2022, https://www.epc.eu/publication/Gender-equality-Who-cares-Do-you-4680d4 [dostęp: 5 lutego 2026].

18 L. Addati i in., Care Work and Care Jobs for the Future of Decent Work, International Labour Organization (ILO), Geneva 2018.

Rozdział 1. Mechaniczne uniwersum

1 Platon, Dialogi, tłum. W. Witwicki, Unia Wydawnicza "Verum", Warszawa 2012, s. 237.

2 H.P. Broedel, The Malleus Maleficarum and the Construction of Witchcraft: Theology and Popular Belief, Manchester University Press, Manchester 2003, s. 16.

3 K. Thomas, Religion and the Decline of Magic, Scribner, New York 1971.

4 C. Merchant, The Death of Nature: Women, Ecology and the Scientific Revolution, Harper & Row, New York 1989.

5 S. Federici, Kaliban i czarownica. Kobiety, ciało i akumulacja pierwotna, tłum. K. Król, Karakter, Kraków 2025, s. 281.

6 Special Eurobarometer 465: Gender Equality 2017, Komisja Europejska, Dyrekcja Generalna ds. Komunikacji, Bruksela 2017, https://data.europa.eu/88u/dataset/S2154_87_4_465_ENG [dostęp: 5 lutego 2026].

7 M. Mies, Patriarchy and Accumulation on a World Scale: Women in the International Division of Labour, Zed Books, London 2014.

8 L. Merceron, Gold and Silver Coined from Human Blood, "Lapham's Quarterly", 16 lipca 2012, https://www.laphamsquarterly.org/roundtable/gold-and-silver-coined-human-blood [dostęp: 11 lutego 2026].

Rozdział 1

Mechaniczne uniwersum

Miałeś świadomość, że polityka jest dla ciebie

kwestią życia lub śmierci.

Édouard Louis, Kto zabił mojego ojca, tłum. J. Polachowska

Koniec XVII wieku przyniósł pewne zmiany w podejściu ludzi do otaczającego ich świata. Nową epokę, która się wówczas rozpoczęła i trwała około dwustu lat, nazwano oświeceniem; to, co ciemne, miało się rozjaśnić. Do tej pory człowiek kisił się w uczuciach i przesądach, teraz zaś nadszedł czas rozwoju metod naukowych opartych na eksperymencie i empirii. Mierzono i ważono jak nigdy wcześniej. Z chaosu miał się wyłonić porządek. Bardzo wcześnie ideałem dla wielkich filozofów stał się zegar. Jego tryby i funkcje mechaniczne stanowiły metaforę świata, a samego Boga nazywano Wielkim Zegarmistrzem. Zadaniem naukowców było rozgryzienie tego mechanizmu. Wprowadzili rozróżnienie między badającym i badanym, czyli między człowiekiem i naturą.

Badający był racjonalnym, obiektywnym obserwatorem chaotycznego badanego. Takie wyobrażenie o własnej racjonalności wymagało zdystansowania się od swojego ciała. Zalążków podobnej postawy można się dopatrzeć jeszcze w antyku, kiedy to Sokrates na łożu śmierci odpędza precz płaczącą żonę, mówiąc:

Jeśli kto z nas pragnie kiedy poznać coś w sposób czysty, musi się od ciała wyzwolić i samą tylko duszą oglądać rzeczywistość samą [...]. Bo jeżeli niepodobna, będąc w ciele, niczego poznać na czysto, to jedno z dwojga: albo nigdy w ogóle wiedzy posiąść nie można, albo dopiero po śmierci. [...] Bo temu, co sam nieczysty, nie godzi się żadną miarą tknąć tego, co czyste1.

Innymi słowy: lepiej umrzeć, niż słuchać się ciała, które pozostaje w bezpośredniej sprzeczności z pracą filozoficzną i rozmyślaniem. To próba wyniesienia się ponad brudną, chaotyczną cielesność oraz stworzenia "czystego" społeczeństwa - zmora przyszłych teorii feministycznych i powód powstania tej książki.

Sokratejska wizja świata znalazła kontynuację w epoce oświecenia. W tym czasie szczególny prestiż i boski status zyskała matematyka. Wierzono, że pewnego dnia człowiek w końcu obnaży matematyczny porządek leżący u podstaw całego istnienia, którego stwórcą był Bóg-naukowiec. Odwracano się od tego, czego nie dało się dowieść lub udokumentować. Takie myślenie zrewolucjonizowało stosunek człowieka do natury i do samego siebie. Jednak awersja do wszystkiego, co niekontrolowane i niemierzalne, pojawiła się jeszcze przed oświeceniem. Jednym z najbardziej znamiennych jej przykładów były ataki na ludzi, którzy mieli reprezentować "przestarzały" styl życia. Część z nich na przykład oskarżano o uprawianie czarów.

W 1486 roku w Niemczech ukazała się książka Malleus maleficarum [Młot na czarownice] autorstwa księdza Heinricha Kramera. Był to instruktaż dotyczący identyfikowania czarownic zachęcający do informowania księży lub sędziów o osobach podejrzanych o "herezję lub czary"2. Książka zyskała ogromną popularność w całej Europie. Do 1700 roku w samych Niemczech wydano ją w szesnastu, a we Francji minimum jedenastu nakładach.

Niebezpieczna kobieta chowa swoje zdobycze. Rycina z Opowieści o Róży z czternastowiecznej Francji. Gallica / Biblioteka Narodowa Francji

Malleus maleficarum nie dotyczył jedynie czarownic, ale i "natury" kobiet. Księża w całej Europie głosili kazania o ich nienasyconych żądzach, o brataniu się z Szatanem3. Kobiety były przebiegłe, obłudne. Mężczyznom wmawiano, że należy się ich bać4. Według plotek, które obiegły w tym czasie Niemcy i Danię, stosunek z nieodpowiednią kobietą mógł się zakończyć obcięciem penisa i ukryciem go na drzewie. W swojej książce Kaliban i czarownica, która opisuje związek między polowaniem na wiedźmy a europejską gospodarką, teoretyczka polityki Silvia Federici pisze: "Z pewnością można powiedzieć, że język polowań na czarownice "wyprodukował" kobietę jako inny gatunek, istotę sui generis bardziej cielesną i wypaczoną przez naturę"5.

Mężczyźni i kobiety, którzy w całej Europie pracowali razem w gospodarstwach i dzielili się obowiązkami, nagle stali się sobie obcy. To wyobcowanie w mniej lub bardziej widoczny sposób powraca do dziś w popkulturze, na przykład w książkach takich jak Johna Graya Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus z 1992 roku, która rzekomo uczy, jak "zrozumieć drugą płeć", jak gdyby ta mówiła w innym języku. Popkultura pęka w szwach od przebiegłych kobiet, którym nie można ufać co do ich własnych pragnień i intencji. Kłamią. Manipulują. Własnymi wypaczeniami doprowadzają przyzwoitych mężczyzn na skraj szaleństwa. Jak w piosence What Do You Mean Justina Biebera, w której kobieta to chce się kłócić, to kochać, to iść w prawo, to w lewo. "O co ci chodzi - śpiewa Bieber - kiedy kiwasz głową na tak, ale chcesz powiedzieć nie". Serial Mad Men parafrazuje klasyczne freudowskie pytanie, czego pragnie kobieta. Gdy jeden z pracowników agencji reklamowej pyta drugiego: "Czego pragną kobiety?", ten odpowiada: "A kogo to obchodzi?".

Kobieta to odwieczna tajemnica. Czy można na niej polegać? Czy sama wie, czego chce? Czy myśli logicznie? Badanie z 2017 roku pokazało, że dla 64 procent Duńczyków kobiety "w większym stopniu [niż mężczyźni - przyp. tłum.] kierują się uczuciami"6. Podobne przykłady można by mnożyć.

W latach osiemdziesiątych XX wieku historyczka Maria Mies wysunęła tezę, że polowania na czarownice przyczyniły się do wykształcenia nowego rodzaju państwa i nowego rodzaju myślenia naukowego. Tortury, zabójstwa i brutalne procesy sądowe często przedstawia się jako przykład średniowiecznego barbarzyństwa, lecz w rzeczywistości, jak twierdzi Mies, stanowiły one zaczątek nowej, mającej zdominować epokę oświecenia "nauki o polityce", która odrzuca to, co "nadprzyrodzone", hołdując logice i racjonalizmowi7. Warto wiedzieć, że polowania na czarownice były kopalnią złota dla wielu mężczyzn, którzy kształcili się na nowych studiach prawniczych. Często otrzymywali oni pieniądze za skazane lub zabite osoby, ale też za samo prowadzenie przeciw nim procesów. Cornelius Loos, pierwszy ksiądz katolicki, który krytykował prześladowania czarownic, nazwał je "nową alchemią, złotem i srebrem kutym z ludzkiej krwi"8. Za swój opór trafił do więzienia, a w 1592 roku zmuszono go do odwołania wcześniejszych wypowiedzi.

Wiem, że rozpoczynanie książki o roli ekonomii w społeczeństwie od historii masowych morderstw w późnym średniowieczu może wydawać się dość nieoczywistym posunięciem. Skoro jednak mędrcy oświecenia pragnęli idealnej matematyki, potrzebowali też idealnego społeczeństwa. Jeśli zachowanie któregoś z jego członków nie przystawało do ideału, należało je skorygować. A obraz ideału podsuwały ówczesne teorie ekonomiczne.

Światło nowego racjonalizmu ma obnażyć czarownice przed systemem prawnym i ukazać, kim naprawdę są. Okładka książki z 1656 roku

Dalsza część w wersji pełnej

Wstęp

W 2019 roku trafiłam do szpitala Bispebjerg w północno-zachodniej części Kopenhagi. Cierpię na przewlekłą chorobę autoimmunologiczną zwaną wrzodziejącym zapaleniem jelita grubego. Moje ciało atakuje samo siebie. Choroba jest nieprzewidywalna i nietypowa. Nikt nie ma pojęcia, dlaczego dotyka akurat mnie. Czynnikami, które mogą wywoływać jej nawrót, są stres, pewne produkty spożywcze, a także, niestety, zbyt duże ilości wina. Po tym jak zachorowałam, odkryłam, że mój umysł i moje ciało stanowią jedno, bo gdy zaczynam się martwić, choruję. Nikt nie wie, co jeszcze mój układ odpornościowy szykuje dla mnie, dla mojej społeczności i moich najbliższych.

W 2020 roku, rok po moim pobycie w szpitalu, w magazynie "Mandag Morgen" ukazał się artykuł Kobiety niezmiennie deficytowym interesem dla Skarbu Państwa1, który nawiązywał do głośnego tekstu opublikowanego przez Danmarks Radio (DR) w 2013 roku - Kobiety deficytowym interesem dla społeczeństwa2.

Przeczytałam go z dużym zainteresowaniem. Oba nagłówki nie różniły się szczególnie od innych dotyczących gospodarki. Wydawały się obiektywne, logiczne i zasadne. Przypominały: wartość otrzymuje się w wyniku obliczenia. Niczym pytanie z prostą odpowiedzią. Któż nie zgodziłby się z twierdzeniem, że kobiety są dla Skarbu Państwa jak pijawki?

Dane liczbowe przytoczone w artykule zaczerpnięto z Duńskiego Ministerstwa Finansów. Wartość wkładu kobiet do gospodarki obliczono na podstawie sumy wpłaconych przez nie podatków, która była mniejsza niż w przypadku mężczyzn. Autorzy stwierdzili: kobiety dostają więcej, niż dają. Częściej biorą urlopy macierzyńskie, więcej przebywają w domu z dziećmi i zwykle wykonują nisko płatne prace w sektorze publicznym, niejednokrotnie na niepełny etat. Rodzą dzieci, a porody kosztują. Dania byłaby bogatsza, gdyby życie kobiet w większym stopniu przypominało życie mężczyzn - spuentowali eksperci od ekonomii.

Kobiety spędzają zbyt wiele czasu, opiekując się innymi, zarówno za darmo, jak i odpłatnie. Czyli ludzie, którzy pomogli mi w szpitalu Bispebjerg, byli dużą częścią tego problemu. Wygenerowali deficyt, bo poświęcili swój czas na moje leczenie. Praca, którą wykonali, najwyraźniej nie miała szczególnej wartości. Zdumiało mnie to. Uratowali mi życie.

Byłam zszokowana tym, jak określa się wartość w społeczeństwie. By to zgłębić, musiałam zwrócić się ku naukom ekonomicznym.

Ekonomia to język ojczysty polityki, język władzy. Nie istnieje żaden rodzaj myśli, której wpływ na władzę byłby przynajmniej porównywalny z tym, jaki mają narzędzia ekonomii. To, na co "nas stać", oznacza to samo, co "jest możliwe". Często samo społeczeństwo określa się mianem gospodarki.

Podobnie jak nagłówki o kobietach jako balaście dla gospodarki, dyskusje o ekonomii jawią się często jako nieskomplikowane. Myślę, że wiele z nas wyobraża sobie, że jest gdzieś jakieś biuro, w którym siedzi garstka ludzi, bez problemu odpowiadających "tak" lub "nie" na pytania o to, czy stać nas na budowę kolejnych szpitali lub na więcej wolnego. Trudno się temu dziwić. Przy udziale prasy, która uwielbia odpowiedzi "tak" lub "nie" i oficjalnie wyglądające wykresy, wmówiono nam, że ekonomia to nauka ścisła pozbawiona znaczącej debaty wewnętrznej. Wielu zaskoczy fakt, że ekonomiści nie są zgodni co do tego, czym są pieniądze, co robią banki, co oznacza produktywność i co stoi za słowem "inflacja". W mojej pracy z ekonomią zasadniczo miałam trudności ze znalezieniem choćby jednej rzeczy, w której przyznawaliby sobie rację. Dwóch najsławniejszych ekonomistów na świecie, Paul Krugman i Gregory Mankiw, nie zgadza się w kwestii tak podstawowej jak ta, czy bardzo zamożni ludzie zasługują na wszystkie swoje pieniądze3. Każdego dnia toczą się spory o przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Uważam, że ta ciągła dyskusja jest dobra. Tak to powinno wyglądać w nauce społecznej, która zajmuje się studiowaniem ludzi i ich zachowań. A jednak w debacie publicznej nieustannie prezentuje się nam jednoznaczne odpowiedzi na pytania związane z gospodarką, jak gdyby rozbieżności nie istniały. Dzieje się tak ze względu na pewną szczególną myśl ekonomiczną, która góruje nad innymi. Jest ona silnie obecna w duńskich instytucjach publicznych, w organizacjach takich jak Unia Europejska i w prasie. Ta dominująca pozycja pozwala jej przedstawiać swoje wnioski bez wskazania, na jakich bazuje założeniach na temat ludzi, społeczeństwa i sprawiedliwości. O nich nie słyszymy prawie nigdy. Ten rodzaj ekonomii będę nazywać w książce ekonomią głównego nurtu.

Ekonomistka Joan Robinson powiedziała kiedyś, że celem studiowania ekonomii nie jest uzyskanie gotowych odpowiedzi na pytania dotyczące gospodarki, ale nauczenie się tego, jak nie dać się oszukać ekonomistom. Ekonomia głównego nurtu codziennie zwodzi bardzo wielu z nas, także premierów, dziennikarzy, dyrektorów najwyższego szczebla i... samych ekonomistów.

Pierwszym powodem, dla którego jedna myśl ekonomiczna cieszy się ogólnym uznaniem (a tysiące innych, "niekonwencjonalnych" nie), jest oczywiście fakt, że debata ekonomiczna to walka o władzę. Ekonomista Paul Samuelson stwierdził kiedyś, że nie ma dla niego znaczenia, kto pisze prawo krajowe, byle on sam mógł pisać podręczniki do ekonomii4. Bardzo mądrze powiedziane. Ta sama nauka, która definiuje, czym jest wartość, kształtuje przyszłość. Stąd w toku dziejów wielu ludzi walczyło o to, by to właśnie ich analiza ekonomiczna została uznana za "prawdziwą".

Drugim powodem jest ogromny popyt na precyzyjne odpowiedzi w polityce. To duża trudność dla niekonwencjonalnych odnóg ekonomii, które nie zadowalają się utartymi rozwiązaniami, serwowanymi często w formie atrakcyjnych liczb. Nic nie cieszy polityka bardziej niż możliwość ogłoszenia: "Moja propozycja stworzy 3,5 tysiąca nowych miejsc pracy!" lub "Moja propozycja to dla państwa duńskiego oszczędność 22 miliardów!". Takie stwierdzenia dają pewne poczucie bezpieczeństwa zarówno obywatelom, jak i samemu politykowi. Przyszłość może rysować się w ciemnych barwach, lecz liczby sygnalizują: "Mamy to pod kontrolą". Od dobrej decyzji politycznej dzieli nas jedynie kalkulator.

Dane liczbowe tworzą wokół ekonomii głównego nurtu fałszywą aurę nieomylności. Nikt nie wie, co wydarzy się w 2030 roku. Większość ekonomistów nie ma pojęcia, co wydarzy się za dwa miesiące. W dążeniu do bezpieczeństwa i dokładnego planowania powołano instytucje publiczne, które mają stwierdzać, ile dana rzecz będzie kosztować i znaczyć w przyszłości. Instytucje te korzystają z modeli ekonomicznych opartych na założeniach ekonomii głównego nurtu, które określają sposoby mierzenia wartości w społeczeństwie. To w tych modelach poniekąd upatruję swojego arcywroga.

W ich ramach społeczeństwo wyraża się we wzorach, a całe życie jest matematyką. Liczbami, których używa się do pomiaru wartości, są natomiast ceny. Dowodem ich potęgi jest na przykład pobłażliwy stosunek ekonomii do z reguły "niemożliwej do wycenienia" przyrody. Kiedy w Danii podjęto decyzję o pomiarze wartości natury poprzez nadawanie zasobom naturalnym indywidualnych cen, ekonomista Peter Birch S?rensen skomentował to w ten sposób: "To zrozumiałe, że wielu uzna za dziwaczne na przykład wycenienie śpiewu skowronka. Jeśli jednak tego nie zrobimy, ryzykujemy, że ważne wartości środowiskowe zostaną niedoszacowane w procesach politycznych"5. Nie sposób odmówić mu racji: cena, jaką otrzymuje dana rzecz, decyduje o tym, jak wysoki jest jej priorytet polityczny. To zaś, co trudno wycenić, tak jak śpiew skowronka, przyjaźń, więzi rodzinne, sztukę i odpoczynek, zdane jest w państwowej matematyce na niepewny żywot.

Kiedy wszystko ma określoną cenę, wytwarza się hierarchia. Na sam dół trafia to, czego wartość najtrudniej jest ustalić, co wcale nie oznacza, że tej wartości nie ma - po prostu w profesjonalnej polityce i debacie traktuje się to tak, jakby było tej wartości pozbawione. Tu znów przywołam słowa S?rensena, który w 2004 roku pisał, że podejmując decyzje w ramach systemu politycznego, przez cały czas dokonuje się "domyślnej wyceny", "również wtedy, gdy odmawia się zajęcia jasnego stanowiska względem danej wartości"6. Kiedy rzecz nie ma ceny, jej wartość równa się zeru. Wszystko musi przemawiać ojczystym językiem polityki: językiem ekonomii głównego nurtu.

Metody wypracowane przez ekonomistów dały im bezprecedensową władzę w polityce. Kogo nie pociąga wizja nauki, która z tak imponującym autorytetem wypowiada się na najróżniejsze tematy, od opieki nad osobami starszymi po działalność firmy Maersk? Odpowiedzi ekonomistów i zadania stawiane im przez polityków jawią się jako neutralne osądy. Kiedy w latach 2021 i 2023 duński rząd powoływał grupy eksperckie odpowiednio do spraw opłat klimatycznych i reformy rynku pracy, ponad połowę tych grup stanowili ekonomiści, zabrakło natomiast ekspertów od nauk przyrodniczych czy społecznych. Ekonomiści jako jedyni mogą pełnić funkcje "mędrców" w Duńskiej Radzie Gospodarczej (Det ?konomiske R?d), która ocenia aktualną sytuację gospodarczą państwa. Sami eksperci o własnych analizach mówią, że stanowią one "niezależny wkład, na podstawie którego dokonuje się procesów decyzyjnych z zakresu polityki gospodarczej"7. W 2013 roku dziennik "Dagbladet Information" prześledził prognozy wzrostu gospodarczego opracowane przez Duńską Radę Gospodarczą i ustalił, że spośród trzydziestu pięciu z nich sprawdziła się tylko jedna8.

Nie istnieje Duńska Rada Socjologiczna, Duńska Rada Antropologii ani nic podobnego. Jeśli nagłówek w gazecie mówi o tym, ile coś "kosztuje" duńskie państwo, to zwykle chodzi o liczby, które pochodzą od owych ekspertów z dziedziny ekonomii. Niezwykle rzadko się zdarza, że ktoś kwestionuje ich wypowiedzi - a na pewno nie publicznie.

Ta książka opowiada o tym, dlaczego modele ekonomiczne zaczęły traktować człowieka i społeczeństwo w taki, a nie inny sposób. Skupiam się w niej na prądach myślowych powstałych w Europie i w Stanach Zjednoczonych. Nie jest to przypadkowy wybór - to z tych miejsc ekonomia głównego nurtu rozlała się w zasadzie na każdy zakątek świata. Członkostwo w Unii Europejskiej, Organizacji Narodów Zjednoczonych, Banku Światowym i Międzynarodowym Funduszu Walutowym często narzuca działanie w myśl ekonomii głównego nurtu. Filozof Olúf??mi O. Táíw? i historyk Michael Franczak nazwali liczne procesy decyzyjne tych organizacji bezpośrednim następstwem historii kolonializmu9. Do tego dochodzi oczywiście niepisane "porozumienie dżentelmeńskie", zgodnie z którym na czele Międzynarodowego Funduszu Walutowego zawsze stoi Europejczyk, a na czele Banku Światowego - Amerykanin.

Żeby zrozumieć świat, musimy poznać sposób, w jaki myślą jego najbardziej wpływowi mieszkańcy.

W 2000 roku ekonomista Edward Lazear z dumą obwieścił, że w przeciwieństwie do innych nauk społecznych ekonomia jest "prawdziwą nauką", tak więc jej metody mają władzę "imperialną" - "podbiły" terytoria, które wcześniej uznawano za niepodatne na ich działanie10. Zdecydowanie się z tym zgadzam; nie wiem tylko, czy jest to powód do dumy.

Istnieje mnóstwo idei ekonomicznych innych niż te powszechnie przyjęte i powielane na uczelniach, i wiele z nich przedstawię w tej książce - przede wszystkim ekonomię feministyczną. Jednakże ku wielkiemu rozczarowaniu wszystkich tych intrygujących ekonomistów, którzy rozwijają nowe wizje i metody, ich wpływ na faktyczny porządek społeczny jest zwykle znikomy. Jak pisała ekonomistka Diane Coyle w swojej książce Cogs and Monsters [Trybiki i potwory], zawsze występuje opóźnienie między teorią a tym, co zostaje wdrożone11. Od "starych" idei, które tu zaprezentuję, szczególnie trudno jest się uwolnić, bo bez nich przestałoby działać wiele modeli ekonomicznych. Jeśli w tryby maszynerii wedrze się kamyk, może się ona rozpaść na kawałki.

Obalony piedestał

Najważniejszym spostrzeżeniem feminizmu jest to, że ludzie i działania, które cieszą się najwyższym społecznym uznaniem, nie uzyskały go wskutek sprawiedliwych, obiektywnych przesłanek. Trzeba być dociekliwym, by zrozumieć, dlaczego pewne zawody i funkcje społeczne mają wysoki, a inne niski status, dlaczego niektóre wiążą się z wysokim, a inne z niskim wynagrodzeniem. Musimy przyjrzeć się naszej historii i relacjom społecznym. Ta detektywistyczna praca pozwoli nam dostrzec ukryte formy przemocy, przymusu i ucisku, a także hierarchie, które wyrastają przy nich niemal naturalnie.

W XVIII wieku myślicieli oświecenia szalenie pociągała wizja społeczeństwa opartego na logice i rozumie, a nie na przywilejach arystokracji, monarchii i dziedziczności. Był to z założenia wspaniały pomysł. Zamierzano stworzyć precyzyjną naukę o człowieku. Skoro cały świat miał działać niczym tykający zegar, zespolony mechanizm, należało "tylko" poznać zasady jego funkcjonowania. Tym też do dziś zajmuje się gros gałęzi ekonomii.

W europejskiej historii idei zawsze obecne było pragnienie stworzenia dyscypliny tak racjonalnej, że mogłaby pomóc zapobiegać wojnom, konfliktom i przemocy, zastępując wprowadzany przez człowieka chaos perfekcyjnymi, przejrzystymi systemami. Ambicja ta, choć w pełni zrozumiała, wywołała głęboką intelektualną fascynację wszystkim, co mierzalne, jednocześnie przyczyniając się do ignorowania, a nawet eliminowania tych aspektów życia, których zmierzyć się nie da. W tym miejscu tkwimy do dziś.

Pierwszym zagadnieniem, które musieli zgłębić myśliciele oświecenia, było to, czym w ogóle jest człowiek w obliczu całego świata i dlaczego postępuje tak, jak postępuje. Oczywiste jest, że skoro świat działa według pewnego mechanizmu, to przyjmuje się także, że ludzkie zachowania są do pewnego stopnia przewidywalne i systematyczne. Dziedzina, która zajmuje się badaniem naszych myśli, motywacji i drobnych problemów dnia codziennego - analizą tego, dlaczego kupujemy tę rzecz, a nie inną, dlaczego chcemy zarabiać pieniądze - zyskała nazwę mikroekonomii. Zgłębiam ją w pierwszej części tej książki, poświęconej filozofom oświecenia i kolejnych epok, którzy fundamentalnie zmienili stosunek człowieka do tego, kim jest, dlaczego robi to, co robi, oraz co znaczy wolność.

Poza tym, że ideolodzy oświecenia pisali o fabrykach, pieniądzach i cenach, w ich głowach zrodził się następujący pomysł: jeśli ciało i umysł człowieka działają jak mechanizm, to podobnie powinno działać całe społeczeństwo. Ten, kto zdobędzie jego pełny ogląd, zdobędzie również władzę. Nauka o "społeczeństwie jako maszynie" zyskała nazwę makroekonomii. To zagadnienie poruszam w drugiej części, w której opisuję też, jak wizje mikroekonomistów - na których makroekonomia się wspiera - dają o sobie znać w obecnych czasach. Co się dzieje, gdy myślimy o państwie jako o gospodarce, a nie społeczeństwie? Jakie ma to następstwa dla obywateli i dla przyrody?

W tej książce podążam tropem pewnej tajemnicy: w 1965 roku duński produkt krajowy brutto (PKB) - czyli liczba, którą określa się wielkość gospodarki - wyniósł 750 miliardów koron. W 2015 roku zwiększył się do 2 bilionów12. Jak to możliwe, że jesteśmy bogatsi niż kiedykolwiek, a jednocześnie czujemy się coraz gorzej? Skoro wypracowujemy tak duże nadwyżki, to dlaczego tak wielu z nas doświadcza ciągłego deficytu? Dlaczego wciąż panuje tyle cierpienia w jednym z najbogatszych państw, jakie kiedykolwiek istniały?

Dlaczego ekonomia feministyczna?

Ekonomia feministyczna za punkt wyjścia obiera reprodukcję - wszelkie płatne i nieodpłatne działania niezbędne do tego, aby ludzie byli zdrowi, szczęśliwi i żywi. Obejmują one bardzo rozległą gamę aktywności: od pracy jako nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej po wsparcie emocjonalne przyjaciółki, z którą zerwał chłopak. W tej książce podchodzę do nich bardzo szeroko. Reprodukcja może obejmować wszystkie sytuacje, w których minimum dwie osoby tworzą razem coś, co pozytywnie wpływa na ich zdrowie, szczęście i życie. Te aktywności nazywam wymiennie reprodukcją oraz pracą opiekuńczą (czasem i utrzymaniem).

Często myślimy, że pracy opiekuńczej potrzebują tylko osoby chore, stare, z niepełnosprawnościami oraz dzieci. Stoi to w sprzeczności z ekonomią feministyczną, dla której opieka jest pewną stałą w życiu każdego człowieka. To tylko dzięki niej tu jesteśmy, również w tych okresach, w których cieszymy się zdrowiem i pozorną samowystarczalnością. Każde z nas, prędzej czy później, będzie zdane na czyjąś pomoc i troskę. Wszyscy wymagamy utrzymania przy życiu i polegamy na opiece ze strony innych. To przekonanie, kluczowe dla ekonomii feministycznej, okazuje się niezwykle radykalnym poglądem politycznym.

Reprodukcja odbywa się nieprzerwanie, wszędzie. To prawda, że jedni mają większe potrzeby, a inni mniejsze, jednak wszyscy każdego dnia czegoś potrzebujemy. Nazwa "ekonomia feministyczna" pochodzi stąd, że to kobiety, na dobre i złe, tak dawniej, jak dziś, poświęcają więcej czasu pracy opiekuńczej. Nie chodzi tu o to, że tylko kobiety rozumieją, kto jest jej beneficjentem i kto ją wykonuje. Opieka dotyczy bowiem nas wszystkich. Bez względu na to, czy jesteś pełnoetatowym rodzicem, osobą łączącą rolę opiekuna z pracą zarobkową czy też bezdzietną z wyboru - w każdym przypadku jesteś kimś, kto w swoim życiu zarówno przyjmuje, jak i sprawuje opiekę. To, na jakich warunkach troszczymy się wzajemnie o swoje ciała i umysły, nie jest jasno określone - wciąż toczy się walka o to, by móc opiekę darować, a zarazem odmówić jej świadczenia.

Podczas lektury tej książki można odnieść wrażenie, że istnieją jedynie ciskobiety, cismężczyźni i heteroseksualne rodziny nuklearne. Wynika to ze sposobu, w jaki ekonomia głównego nurtu traktuje kwestię płci. Przez większość swojej historii z wielkim trudem odnosiła się do faktu istnienia dyskryminacji, nierówności i różnic cielesnych. Jednocześnie dystansowała się od kwestii kulturowych, a zatem i tożsamościowych - stworzyła "normalnego" człowieka i nim też się zajmowała. Z tego względu zmagała się z opisem pochodzenia siły roboczej. Aby tę kwestię wyjaśnić, musiała bowiem uwzględnić fakt, że niektóre ciała czasem robią coś, czego nie robią inne - na przykład rodzą dzieci. A skoro wszystko miało działać jak w zegarku, różnorodność ta generowała problemy.

Nie oznacza to jednak, że ekonomia głównego nurtu nie dotyczy tych, którzy nie identyfikują się ze zwyczajowym rozumieniem kwestii płci i rodziny. Wręcz przeciwnie. Nowa siła robocza zawsze stanowiła centralne zagadnienie dla gospodarki. W czasie licznych ataków na bezdzietne ciskobiety, osoby transpłciowe, queer oraz alternatywne formy rodziny często wysuwano mało subtelne argumenty ekonomiczne o tym, że osoby te nie wypełniają swojego obowiązku reprodukcyjnego względem społeczeństwa. Działo się tak zarówno w czasach polowań na czarownice, jak i współcześnie. Oskarżanie par homoseksualnych o naruszanie "spójności społecznej" lub nazywanie ciał osób transpłciowych "nienaturalnymi" opiera się na założeniu, że cispłciowość i heteroseksualna rodzina są dziełami natury i powstały w oderwaniu od czynników kulturowych i gospodarczych. W istocie chodzi jednak o zaspokajanie zapotrzebowania na siłę roboczą.

Rodzina nuklearna, w której jedna osoba jest głównym żywicielem rodziny, a druga zajmuje się opieką nad dziećmi, jest dla ekonomii głównego nurtu wyjątkowo opłacalnym źródłem pracowników; doprawdy żaden inny układ nie dostarcza ich tak niskim kosztem. Mamy tu jasny podział ról, oszczędność czasu i minimalną liczbę zaangażowanych osób. Niezależnie od płci, orientacji seksualnej i konstelacji rodzinnej łatwo jest zauważyć, że wszystko, co w dzisiejszym społeczeństwie wykracza poza ramy rodziny nuklearnej, napotyka opór kulturowy i instytucjonalny. Istnieje przestrzeń na pewne odstępstwa od normy - heteroseksualny mężczyzna może być głównym opiekunem, rodzice mogą być tej samej płci - dyscyplinuje nas jednak ekonomia. Każda struktura gospodarcza ma swój domyślny sposób pozyskiwania nowej siły roboczej (w naszym przypadku jest to rodzina nuklearna oparta na związku heteroseksualnym), a skoro pracę opiekuńczą uznaje się za bezwartościową, to należałoby przeznaczać na nią tak mało czasu, jak to możliwe.

Rzeczywistość w Danii wygląda następująco: kobiety pracują w domu średnio pięćdziesiąt cztery minuty więcej niż mężczyźni. Łącznie poświęcają one pracom domowym około trzech i pół godziny dziennie, a mężczyźni dwie i pół13. Nie uwzględnia to tak zwanego obciążenia psychicznego (mental load), czyli czasu, który kobiety przeznaczają na planowanie, szukanie informacji i organizację życia codziennego. Mężczyźni z kolei spędzają średnio o godzinę więcej na pracy odpłatnej*. W skali globalnej 708 milionów kobiet twierdzi, że powodem ich nieobecności na rynku pracy jest praca opiekuńcza. W podobnej sytuacji znajduje się tylko 41 milionów mężczyzn14.

Dodatkowa godzina, którą Dunki przeznaczają na obowiązki domowe, w skali roku odpowiada dziewięciu tygodniom pracy na pełny etat. Gros tego czasu wiąże się oczywiście z dziećmi. Dochód kobiet spada średnio o 20 procent po urodzeniu pierwszego, a po urlopie macierzyńskim utrzymuje się na poziomie około 80 procent dochodu mężczyzny na analogicznym stanowisku15. Czas pracy mężczyzn zasadniczo nie zmienia się po przyjściu na świat dziecka. Ta statystyka skrywa dwie tragedie - obu płci. Wykonywanie nieodpłatnej pracy opiekuńczej jest nie tylko ciężarem, ale i darem. Zarówno ciężary, jak i dary rozkładają się dziś bardzo nierównomiernie.

Jeśli spojrzymy na sferę pracy odpłatnej, w Danii kobiety stanowią 80 procent zatrudnionych w systemach opieki społecznej i zdrowotnej16. W całej Unii Europejskiej jest to 76 procent17. Na całym świecie w sektorze opieki pracuje około 248 milionów kobiet i 132 miliony mężczyzn18.

Statystyczna kobieta spędza więcej czasu na dbaniu o dobro innych niż statystyczny mężczyzna, zarówno w pracy, jak i poza nią. Ekonomia głównego nurtu nie radzi sobie z pomiarem wartości tego czasu. Język polityki nie uznaje wartości wzajemnej troski, co fatalnie wpływa nie tylko na system opieki, ale i inne, trudne do wycenienia elementy naszego życia. Jak się przekonamy, o wielu z nich mawia się, że to dla nich warto żyć.

Zostałam feministką, bo przeszłam przez piekło. Gdyby nie to, nigdy bym nią nie została. Kiedy w wieku dwudziestu lat padłam ofiarą cyberprzestępstwa seksualnego, przede wszystkim nie rozumiałam, co się dzieje. Nie mogłam pojąć tego, jak traktują mnie inni, wstydu, który mi towarzyszył, i braku jakiejkolwiek pomocy. To doświadczenie uświadomiło mi, że nie żyłam w takim społeczeństwie, w jakim twierdzono, że żyję. Od tamtej pory feminizm zawsze pomagał mi zrozumieć świat. Mam nadzieję, że ta książka pomoże również wam - rzuci nowe światło na okoliczności, które zdają się tak znormalizowane, że ledwie się je dostrzega. Praca, którą wykonuję w celu zrozumienia własnego społeczeństwa, jest dla mnie formą okazywania szacunku sobie samej i własnemu otoczeniu.

Ludzie zawsze mówili, że pewne rzeczy po prostu muszą wyglądać tak, a nie inaczej. I zawsze się mylili.

* Według najnowszego badania budżetu czasu ludności, opublikowanego przez Główny Urząd Statystyczny w 2025 roku, Polki przeznaczają na prace domowe i opiekę nad członkami gospodarstwa domowego niemal dwie godziny dziennie więcej niż mężczyźni. Czynności te zajmują im około 18 procent doby (w przybliżeniu cztery godziny i dwadzieścia minut), a mężczyznom 11,2 procent doby (około dwóch godzin i dwudziestu minut). Z kolei mężczyźni przeznaczają więcej czasu na pracę zawodową (półtorej godziny dłużej każdej doby). Wszystkie przypisy na dole strony pochodzą od tłumaczki.