Defekt motyla - Łukasz Głowacki

Kup ebooka

44.90 zł
35.92 zł (24,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 1

Rodzina

Otwieram drzwi i wsiadam do samochodu. Uchylam do połowy okno. Zakładam okulary przeciwsłoneczne, które dostałem w prezencie na gwiazdkę. Przez przednią szybę zauważam sąsiadkę z domu obok, która wychodzi ze swoim psem rasy Shih tzu. Natychmiast odwracam głowę. Kątem oka dostrzegam, że macha mi ręką. Udaję, że tego nie widzę. Wlepiam wzrok w lipę rosnącą niedaleko. Wiem, że kobieta czeka, aż spojrzę na nią i również pomacham na powitanie. Ale tego nie robię. Czuję na sobie jej wzrok. Wzrok sąsiadki i jej małego psa, który zaczyna nagle głośno ujadać. Udaję, że tego nie słyszę. Cały czas patrzę na drzewo. Po minucie, kiedy już całkowicie znika mi z pola widzenia, odwracam głowę z powrotem, i przez chwilę kontempluję widok osiedla.

Nazywam się Jakub Dąbrowski, jednak wszyscy mówią do mnie Kuba. Mam czterdzieści cztery lata, piękną żonę, dwójkę dzieci, i czekam właśnie w samochodzie, żeby je podrzucić do szkoły. Angelika i Krystian zawsze się ociągają z wyjściem, zawsze czekam, nie zdarzyło się jeszcze nigdy, żeby któreś z nich było pierwsze przy drzwiach naszego range rovera velar. Patrząc na zegarek, stwierdzam, że muszę zatrąbić, może to coś da. Naciskam odpowiednie miejsce na kierownicy; samochód wydaje dosyć głośny dźwięk, który działa orzeźwiająco na zaspany jeszcze umysł. Sygnał chyba zadziałał, ponieważ po krótkiej chwili jako pierwszy z domu wychodzi mój syn - ma wyraz twarzy, jakby coś go bolało, może boli go sam fakt, że musi jechać do szkoły? Wchodzi do samochodu i siada z przodu obok mnie.

- Cześć - wita się ze mną Krystian, jednocześnie otwierając plecak i dynamicznie w nim czegoś szukając.

- Cześć. Wyspałeś się? - pytam, zerkając na syna.

- Nie za bardzo, ale jakoś przeżyję ten dzień, mam tylko pięć lekcji. - Bierze głęboki wdech i dalej szuka czegoś w plecaku, jakby miał tam ukryty jakiś skarb, którego nie może znaleźć.

- Zapomniałeś czegoś?

- Już mam! - odpowiada ze szczerym uśmiechem na twarzy i wyciąga swojego pierwszego smartfona, którego dostał kilka lat temu pod choinkę.

- Po co ci dwa telefony? - pytam naprawdę zaciekawiony.

- Nie zrozumiesz, nie miałeś nigdy dwóch dziewczyn - odpowiada, patrząc przez szybę na okolicę. Przez chwilę ma taki wyraz twarzy, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał.

Do samochodu z tyłu dziarsko wsiada Angelika. Kilka tygodni temu miała osiemnastkę, jest starsza od Krystiana o rok i uważa się oczywiście za mądrzejszą od niego. Założyła dziś przeciwsłoneczne okulary, czarną koszulkę z logiem jakiegoś amerykańskiego zespołu i jasnoniebieskie dżinsy.

- Dzień dobry - witam się z Angeliką.

- Dzień dobry - odpowiada, ślizgając lekko kciukiem po iPhonie. Zapewne przegląda Facebook. - Sorry, że tak długo. Nie mogłam znaleźć okularów.

- A swoją głowę znalazłaś? - pyta mój syn.

- Spierr... - moja córka nie mówi do końca tego, co tak naprawdę chciała powiedzieć. - Obiecałam sobie, że ograniczę przeklinanie do minimum, wal się, Krystian - odpowiada prawie spokojnie.

Krystian uśmiecha się pod nosem, najwidoczniej zadowolony z siebie. W lusterku wstecznym widzę, że Angelika też ma delikatny uśmiech. Moje dzieci po prostu lubią sobie czasem dogryzać, nic na to nie poradzę.

Stwierdzam, że nie warto ich teraz upominać. Uruchamiam silnik i jadę w stronę mojej pracy, szkoła jest po drodze. Włączam radio. Poranne wiadomości wypełniają wnętrze samochodu. Prezenterka zaczyna pięknie mówić o nadchodzącej majówce, że najlepiej ją spędzić na działce, nad morzem lub jeziorem. Skupiam się na prowadzeniu. W pewnym momencie dociera do mnie, że spikerka mówi coś o znalezionych zwłokach osiemnastolatki.

- Z ostatniej chwili: w usteckim lesie znaleziono ciało osiemnastoletniej Weroniki K., która była poszukiwana od sześciu dni przez policję, straż miejską i rodzinę...

- Krystian chce sobie kupić pistolet - mówi nagle Angelika, uśmiechając się sama do siebie, jakby opowiedziała bardzo dobry dowcip.

- Weź się zamknij - odpowiada chłopak, odwracając się gwałtownie w kierunku siostry.

- Tato, ja nie chcę mieszkać w jednym domu z człowiekiem, który ma nierówno pod sufitem i na dodatek posiada broń - tłumaczy dziewczyna.

- Ona gada bzdury - odpowiada na to Krystian i krzyżuje ręce na klatce piersiowej.

- Sprawca nie jest jeszcze znany, policja cały czas pracuje nad znalezieniem zabójcy osiemnastolatki... - Słyszę jeszcze prezenterkę, po czym puszczają Tyle słońca w całym mieście.

W myślach stwierdzam, że piosenka idiotycznie kontrastuje z wcześniejszymi informacjami, dociera do mnie też to, co przed chwilą mówiły moje dzieci, jaką broń? O czym mówi Angelika?

Podjeżdżam pod szkołę. Przed wejściem widzę tłum nastolatków, niektórzy wchodzą do budynku, słychać rozmowy, śmiech, muzykę puszczaną z telefonów lub przenośnych głośników, przypominam sobie, że jest piątek, więc można wyczuć więcej radości niż na przykład w poniedziałek.

- Jaki pistolet, Krystian? - pytam syna, lecz ten wychodzi szybko z samochodu i zamyka za sobą drzwi.

- Słyszałam, jak gadał o tym ze swoim kolegą, nawet oglądali w Internecie zdjęcia broni... - tłumaczy szybko z tylnego siedzenia Angelika i również opuszcza auto.

Przez chwilę się zastanawiam... a potem układam w głowie plan.

Podejmuję decyzję, że porozmawiam z Krystianem wieczorem, w cztery oczy, jak już obaj będziemy w domu, po czym ruszam do pracy. Zaczynam sobie przypominać Krystiana, gdy był małym dzieckiem, zawsze lubił się bawić na podwórku z kolegami i grać na komputerze lub ewentualnie na konsoli, dalej to lubi, przecież ma dopiero siedemnaście lat... Może ten pistolet to nic takiego. Może Angelika najzwyczajniej w świecie chciała wkurzyć młodszego brata, czy coś w tym rodzaju. Z drugiej strony, co jeżeli ta historia z bronią miałaby się okazać prawdziwa i Krystian ma jakieś problemy, które ukrywa przed własną rodziną? Powiem o tym Laurze, mojej żonie, od razu jak wrócę do domu.

Mieszkam z rodziną w nadmorskiej miejscowości. Dokładnie w Ustce. Pracuję w Słupsku, czyli dość blisko. Jestem właścicielem dobrze prosperującej restauracji, która przynosi całkiem pokaźne zyski. Dojazd do pracy wyjątkowo zajął mi dziś ponad pół godziny, mimo że zawsze docieram tam w jakieś dwadzieścia minut.

Parkuję samochód za budynkiem, w którym znajduje się moja restauracja. "Zakątek" istnieje od pięciu lat, nazwę wymyśliłem wspólnie z żoną podczas podróży do Stanów Zjednoczonych - muszę przyznać szczerze, iż miło wspominam tę wycieczkę. Lokal ma bardzo dobrą opinię zarówno wśród miejscowych, jak i przyjezdnych, ludzie chwalą jedzenie i niepowtarzalny klimat. Wkładamy serce w to, co robimy, zapewne dlatego przez cały czas "Zakątek" otrzymuje dobre recenzje i oceny w Internecie, na przeróżnych forach czy social mediach, dzięki czemu nie narzekam na brak pieniędzy. Podsumowując - prowadzenie własnego interesu sprawia mi niesamowitą przyjemność i daje poczucie niezależności.

Zauważam jednego z kucharzy, który stojąc przed tylnym wejściem, patrzy w moim kierunku, paląc papierosa.

Ściągam przeciwsłoneczne okulary i chowam do schowka.

Wychodząc z samochodu, przez chwilę myślę o tej osiemnastoletniej dziewczynie, która została znaleziona martwa w usteckim lesie. Ona była w wieku mojej córki, uświadamiam to sobie dopiero teraz. Na dodatek tragedia wydarzyła się w mieście, w którym mieszkamy, mieście, w którym takie rzeczy się nie zdarzają.

Zamykam drzwi od auta. Idąc w stronę budynku, patrzę przez krótką chwilę na niebo i stwierdzam, że zaczyna się robić piękna pogoda.

- Dzień dobry - mówi kucharz, gasząc niedopałek w metalowej popielniczce.

- Cześć - odpowiadam i wchodzę do środka.

***

Stoję na pomoście. Przed oczami mam wielkie jezioro, po jego drugiej stronie rośnie gęsty, ciemny i mroczny las. Kolor nieba wskazuje na to, że przed chwilą zaszło słońca. Rozglądam się dookoła - jestem tutaj zupełnie sam. Na plaży leżą dwa ręczniki, stwierdzam, że jednak może mam jakieś towarzystwo. Panuje zupełna cisza, jakby poza tym miejscem nic nie istniało. Nigdzie i nigdy.

Po chwili słyszę, że ktoś wchodzi na pomost, odwracam się i widzę Krystiana. Ma na sobie niebieską czapkę odwróconą daszkiem do tyłu, czarne przeciwsłoneczne okulary, czarną koszulkę z krótkim rękawkiem, krótkie spodenki, klapki.

Podchodzi i staje obok mnie.

Kieruję wzrok na niego. Jest wyższy, bardziej umięśniony i jakby starszy o kilka lat.

"Chyba jest lekko pijany", myślę.