Rozdział 10
Dani
Dla mnie było to coś więcej niż seks oralny.
W mojej wyobraźni Jax staje się kimś ważnym. Odtwarzam sobie erotyczne chwile w przyćmionym świetle lamp, lecz w mojej głowie robimy to na każdej powierzchni tego pomieszczenia.
Zawsze lubiłam seks, chociaż nikt nigdy porządnie mnie nie wypieprzył. Aż do ostatniej soboty moje najlepsze orgazmy zawdzięczałam koledze na baterie. Przypominało to rozgrywkę na boisku i bieg do bazy. Po prostu wracałam do bazy, czyli do domu, wyjmowałam wibrator i dokańczałam to, co zostało zaczęte. A mój facet nadal niewiele wiedział o moich potrzebach. Ale z Jaxem... Na samą myśl o nim zaciskam uda. Jęczę, uświadamiając sobie, jaka jestem żałosna. Seks z nim był bardzo, ale to bardzo namiętny, lecz tylko przelotny. Nadal obwiniam się o to, że uciekłam do łazienki, ale nie mogę usprawiedliwić tego, że rozpłynął się w powietrzu w chwili, gdy spojrzałam w drugą stronę.
Chociaż próbuję udawać, że to nic nie znaczyło, że zrobiliśmy to dla celów rekreacyjnych, aż ściska mnie w piersi, kiedy przypominam sobie, jak stałam w tłumie niczym dupa wołowa i szukałam go wzrokiem.
Nie pomaga mi to, że Reid nigdy mnie nie wylizał. Wydawał się oburzony, gdy kiedyś to zasugerowałam, chyba też nie lubił, kiedy robiłam mu laskę, czego nigdy nie rozumiałam. Sądziłam, że wszyscy faceci to lubią.
- Danielle. Słuchasz mnie? - Przez moje myśli przebija się słaby głos mojej mamy.
- Przepraszam. Mam dużo na głowie - mamroczę do słuchawki telefonu. Na przykład to, jak mam przestać myśleć o chłopaku, z którym uprawiałam seks w ten weekend, a który zmył się jak Vin Diesel w Szybkich i wściekłych, zanim zdążyłam mu się przedstawić.
#KurwaCoZaŻenada
- Skarbie, przestań się obawiać. Zacznij żyć - radzi mi mama.
Z mojego jednego zdania wyciągnęła daleko idące wnioski. Powiem jej, że martwię się o nią, i skończę rozmowę. Pogawędki z nią nazywam "Życiowymi Lekcjami", ponieważ w ciągu dziesięciu minut próbuje przekazać mi każdą swoją mądrość życiową.
- Danielle, jeśli czegoś się nauczyłam, to tego, że nigdy nie powinnaś niczego żałować.
Czuję ucisk w żołądku.
Chyba właśnie to robię. Być może właśnie o to chodzi z Jaxem. Wykorzystałam szansę. Na jedną noc zrzuciłam z siebie kostium grzecznej dziewczynki. Więc dlaczego tak mi z tym źle?
- Powinnam być bliżej ciebie - mówię cicho.
Co będzie, jeśli znowu zachoruje? Jeżeli będzie potrzebowała kogoś do opieki? Ale ona w ogóle nie bierze pod uwagę tego, żebym przeniosła się na uczelnię bliżej domu.
- Jestem w fazie remisji. - Śmieje mi się do ucha. - Cieszę się, że jesteś tam, gdzie powinnaś być. Teraz, gdy chodzisz na zajęcia ze sztuki, na pewno będziesz bardziej zadowolona. Nigdy nie uważałam, że zarządzanie jest odpowiednie dla ciebie. Przestań robić dobrą minę do złej gry, kochanie. - Znowu się śmieje, a ja żałuję, że jej nie widzę. Kamerka w jej laptopie zepsuła się w zeszłym tygodniu, więc nie możemy pogadać na Skypie.
Nie chcę jej mówić, że nie mogę dodać zajęć ze sztuki do mojego planu zajęć.
Wzdycha i wiem, że to nie wszystko.
- Skarbie, powinnaś więcej przeklinać. Od czasu do czasu to kurewsko dobrze robi człowiekowi.
- Mamo! - Wiem, że rak zmienia człowieka, ale słowo na "K" w ustach mojej mamy to nie jest coś, do czego byłam przyzwyczajona.
- No co? - Udaje niewiniątko. - Tańcz w deszczu. Wódź za nos jakiegoś przystojniaka nie w swoim typie.
Znowu się czerwienię. O, Boże. Tak było. Zrobiłam to.
- Mamo, przestań. Zawstydzasz mnie. - Nic mnie tak nie przeraża, jak rozmowa z nią o chłopakach, całowaniu czy seksie. Kiedyś sądziłam, że ona również jest na to zbyt nieśmiała, lecz odkąd zachorowała na raka, lubi poruszać takie tematy.
- Nie wstydź się. Odwagi. Przestań się nade mną roztkliwiać. Dowiedz się, czego chcesz, i podążaj za tym. Jeśli uznasz, że nie podoba ci się kierunek studiów, zmień go. Nie staraj się być potulna. Niczego nie żałuj, dobrze? Obiecaj mi.
Jestem zaskoczona, czując wielkie łzy spływające po moich policzkach.
Świadomość tego, że moja mama, jedyna osoba, jaką mam na świecie, niemal umarła, dociera gdzieś w głąb mojego umysłu, do miejsca, o którym dotychczas nie miałam pojęcia. Gdy była chora, nie płakałam. Sądziłam, że chce, bym była silna. Trzymałam emocje na wodzy, dopóki nie dostałyśmy informacji, że następuje remisja. Wtedy ryczałam tak, że o mało nie wypłakałam sobie oczu. Wcześniej nigdy nie byłam płaczliwa, ale od tamtej pory nie jestem w stanie domknąć tamy i pozbyć się łez.
Pociągam nosem.
- Nie będę żałować niczego. Obiecuję. - Odsuwam telefon od ucha i biorę głęboki oddech. - Mamo?
- Tak, kochanie?
- Kocham cię i jestem z ciebie naprawdę dumna. Jesteś najlepszym rodzicem, jakiego mogłam mieć.
Na szczęście odpuszcza sobie żart o tym, że jest moim jedynym rodzicem. Co oczywiście nie jest prawdą. Mam ojca, gdzieś tam. A przynajmniej kogoś, kto zostawił swoją spermę, bawił się w dom do momentu, aż skończyłam dziesięć lat, po czym odszedł, ponieważ "nie mógł poradzić sobie ze stresem". Cokolwiek to znaczy.
- Kotku, jesteś dla mnie najważniejsza. Też cię kocham.
***
Pomimo motywacyjnej gadki mojej mamy, tydzień rozpoczyna się źle. Każde zajęcia się ciągną, wkurza mnie każda zmiana w pracy.
W środę przechodzi mi ochota na to, żeby nakopać Laurze. Wydaje mi się, że zrozumiała, na czym polega partnerstwo w pracy, i naprawdę pomaga prowadzić biuro. Ma umysł techniczny i potrafi rozwiązać problemy studentów z oprogramowaniem, zanim ja zrozumiem, o co im chodzi.
W związku z tym, że koordynujemy plany pracy wszystkich współpracowników, możemy same układać swoje grafiki. Wobec tego w każdym tygodniu mam kilka okienek w środku dnia. W czasie pracy kończę kilka projektów dla profesora Zinzera, który zatrzymuje się przy mnie, wychodząc z biura.
Zin jest fajny. To starszy gość, przed siedemdziesiątką, każdego dnia tygodnia zakłada muszkę w innym kolorze.
- Panno Hart, proszę się nie obrazić, ale czy pani na pewno studiuje zarządzanie?
Jestem zaskoczona tym pytaniem. Przygotowuję się na jakąś zniewagę, ponieważ wiem, że moje oceny nigdy nie były najlepsze. Moi wykładowcy są tacy upierdliwi i wkurzający. Zachwycają się moimi prezentacjami, lecz obniżają mi oceny za projekty ze względu na mój strój lub kolorowe pasemka. Chcą, żebym nosiła konserwatywne ubrania i wiązała włosy w kok. #CholeraNie Przynajmniej na wydziale sztuki niczym się nie wyróżniam.
- Przepraszam, o co chodzi?
- Pani projekt jest naprawdę wyjątkowy. Zastanawiam się, czy nie jest pani profesjonalistką, która udaje studentkę.
Oddycham z ulgą i uśmiecham się do niego.
- Jest pan bardzo uprzejmy, ale zapewniam, że jestem tylko studentką.
Zin przysuwa krzesło do mojego biurka i siada. Rozgląda się wokół po zagraconej pracowni i zniża głos.
- Nie mówię tego często, ponieważ dzieciaki, które się tu kręcą, są przekonane o swojej doskonałości, lecz chciałem pani powiedzieć, że ma pani naturalny talent. Pani rysunki są spektakularne, a grafika na najwyższym poziomie. - Drapie się po brodzie. - Gdyby zechciała pani zapisać się na jakieś kursy na moim wydziale, mógłbym to pani umożliwić.
Wiedziałam, że był zadowolony z broszurek, które zrobiłam, ale ten komplement prawie zwala mnie z nóg. Przepisałam jego materiały marketingowe, narysowałam kilka rysunków, zeskanowałam je, pokolorowałam w Photoshopie i wydrukowałam, żeby przedstawić mu je do zaaprobowania. Sądziłam, że na tym polega ta praca.
- Dziękuję, profesorze. Doceniam to. - A tak naprawdę jestem zachwycona.
Po dwóch tygodniach zajęć na wydziale zarządzania, które okazały się niezbyt inspirujące, oszalałabym z radości, mogąc skorzystać z jego propozycji, nawet jeśli oznaczałoby to, że miałabym wypełniony cały wolny czas. Wtedy nie musiałabym kłamać mamie.
Zin otwiera laptopa i pokazuje mi listę zajęć.
- W niektórych grupach mamy już komplet, ale niech pani to przejrzy i wybierze trzy kursy, które najbardziej pani odpowiadają. Jutro mi je pani poda i sprawdzimy, które z nich uda się upchnąć w pani planie zajęć.
Mój dzień staje się jeszcze lepszy, gdy w drodze do domu wpadam na Jennę. Kupujemy sobie kawy. Jestem zaskoczona, kiedy chwyta mnie pod rękę i maszerujemy jak stare przyjaciółki.
- No dobrze, laska. Wiem, że nie miałyśmy okazji pogadać, więc proszę o krótkie streszczenie.
- Nie da się krótko, Jenna. - Śmieję się. - Co chcesz wiedzieć?
- Są jacyś seksowni faceci w twoim życiu? Kocham Ryana, ale czasami muszę posiłkować się życiem moich przyjaciółek. Ponadto w tym semestrze mam zajęcia z pisania romansów i brakuje mi pomysłów.
- Nie sądzę, bym miała coś wystarczająco pikantnego.
- W zeszłym semestrze chyba z kimś chodziłaś?
- Rany. To już skończone. Definitywnie.
- Pech. - Marszczy brwi.
- Raczej nie. To złamas. - Idziemy w ciszy. Szturcham ją biodrem. - Nie wierzę, że ci to mówię, ale w zeszły weekend tak jakby dałam się przelecieć.
Jej oczy robią się tak wielkie, jakby właśnie wygrała na loterii.
- Nie mów! Kiedy?
- W klubie. W tym czasie, gdy się na was wypięłam, byłam zajęta takim pięknym facetem w garderobie dla artystów.
Piszczy jak nastolatka, aż kilka osób odwraca się w naszą stronę.
- Sprawił, że odleciałam. Był taki niesamowity. Wysoki, umięśniony, z potarganymi jasnobrązowymi włosami. I jak całował!
- Mniam! - Drży z ekscytacji, a ja znowu wybucham śmiechem.
- Spotkasz się z nim znowu?
Kręcę głową.
- Nie. To nie tak. - Chociaż bardzo bym chciała.
Marszczy czoło i wzdycha.
- Ale przynajmniej masz bardzo dobry materiał do fantazjowania.
Nawet nie próbuję walczyć z uśmiechem, który pojawia się na mojej twarzy.
- Z pewnością.
- Skoro mowa o robieniu palcówki, moja siostra zorganizowała przyjęcie, którego tematem przewodnim były zabawki erotyczne, i mówi, że było świetnie. - Prycham i parskam śmiechem. Palcówka? Jenna uśmiecha się konspiracyjnie. - Chciałabym zrobić podobną imprezę jeszcze w tym semestrze. Ta firma demonstruje swoje produkty, a my w tym czasie się upijamy. Fajnie, nie?
- Możesz na mnie liczyć - mówię, chichocząc.
- Super. To może pomożesz mi namówić Clem. To taka cnotka niewydymka. Chciałabym, żeby się trochę rozruszała.
Spinam się. Przez cały tydzień mówiłam "cześć" do Clem, lecz ona tylko coś mruczała pod nosem. Spytałam ją nawet, czy chce obejrzeć Glee, ale jedynie wywróciła oczami. Znowu.
- No co? - pyta Jenna.
Może nie powinnam odpowiadać, ale nic nie poradzę na moje rozwolnienie słowne.
- Wiem, że ty i Clem jesteście bliskimi przyjaciółkami, ale... wydaje mi się, iż ona mnie nie lubi.
Jenna przystaje.
- Zdaję sobie sprawę, że Clementine sprawia wrażenie totalnej suki, i to jak ma dobry dzień, ale daj jej czas, żeby mogła cię lepiej poznać. Nie ma nikogo bardziej lojalnego. Po prostu przeszła przez straszne gówno, więc nie ufa ludziom i żyje trochę w swoim świecie, ale gdy ją poznasz, na pewno ją pokochasz. Przyrzekam.
Potakuję, choć jestem nieprzekonana.
- Okej.
Jenna się śmieje.
- Zabije mnie za to, ale powinnaś ją poprosić, by dała ci do przeczytania swoją książkę. Jest wspaniałą pisarką i nikt o tym nie wie, ponieważ wydaje pod pseudonimem. Jest bardzo skryta. Ale jak pozwoli ci ją przeczytać, zyskasz zupełnie inny wgląd w jej osobę. Powieść jest o tym, co przydarzyło jej się w szkole średniej z jej byłym i pojebanymi rodzicami. Życie Clem jest jak opera mydlana, ale normalnie nigdy byś nie przypuszczała, że tak jest.
Zaintrygowała mnie. Patrzy na mnie poważnie.
- Mówię ci to tylko dlatego, że ci ufam. Przyjaźń z Clem to hardkor. Nie można jej zawieść.
Spinam się jeszcze bardziej. Nie wiem, czy powinnam się bać, czy czuć się urażona.
Jej spojrzenie łagodnieje.
- Przepraszam, nie chciałam cię straszyć. Kocham ją jak siostrę i gdybyś wiedziała, przez co przeszła, również chciałabyś ją chronić. Zależy mi, żebyście się do siebie zbliżyły, więc dlatego ci o tym mówię.
Dochodzi do mnie, że Jenna jest dla Clem tym, kim Travis dla mnie. Przyjaciel wskoczyłby za mnie w ogień.
- Spoko. Rozumiem.
***
W niedzielę mam wreszcie okazję pobyć z Clem. Ma olśniewającą urodę, długie jasnobrązowe włosy i duże niebieskie oczy. Wiem, że ćwiczy jak szalona, ponieważ za każdym razem, gdy ją widzę, właśnie wychodzi pobiegać. Świetnie wygląda w dresach, które wszystkie mamy na sobie.
Wczoraj wieczorem trochę za dużo wypiłam z Travisem, więc męczy mnie kac i jestem przekonana, że wyglądam jak z krzyża zdjęta. Włosy związałam w kucyk i olałam robienie makijażu. Bez sensu. Jedziemy tylko zrobić pranie u Ryana i przygotować lunch.
Siedzę obok Clem na tylnej kanapie hondy civic, koło naszych nóg na podłodze stoją torby z praniem. Nagle pojawia się temat jej książki.
- Nie wiem, co mam zrobić - mówi, narzekając na jej okładkę. - Naprawdę nie chce mi się szukać kogoś, kto mógłby ją zaprojektować.
- Nie potrzebujesz grafika. Mogę zrobić okładkę dla ciebie. - Wkładam rękę do torebki w poszukiwaniu gumy do żucia, bo nie chcę jej zabić swoim przepitym oddechem.
Rozpromienia się tak, jakbym jej powiedziała, że Henry Cavill chce mieć z nią dziecko.
- Fantastycznie! Zapłacę ci za pracę nad okładką.
Kręcę głową.
- W żadnym wypadku. Jesteś moją współlokatorką. To wbrew regułom.
Milknie i zerka na Jennę, po czym odwraca się do mnie.
- No dobrze, jeśli nie weźmiesz ode mnie pieniędzy, pozwól, że kupię ci jakieś przybory malarskie, bo wiem, że te bzdety są drogie.
Skoro jako wolny słuchacz będę uczęszczała na zajęcia ze sztuki, przydadzą mi się tego typu rzeczy. Proponuję jej listek gumy.
- Umowa stoi, ale chcę przeczytać twoją książkę. Jenna mówi, że jesteś świetną pisarką.
Clem kopie siedzenie Jenny i nie odpowiada. Cisza wypełnia wnętrze auta. Już mam powiedzieć, że nie ma sprawy i że ma zapomnieć o mojej prośbie, gdy się odzywa: - Dobrze, ale musisz przysiąc, że dochowasz tajemnicy. Piszę pod pseudonimem i nie chcę, żeby to się wydało. I kiedy mówię o tajemnicy, mam na myśli przysięgę krwi. Jeśli ją złamiesz, zabiorę ci twoje pierwsze dziecko.
Śmieję się, ale wiem, że mówi serio.
Gdy zaczynamy rozmawiać o projekcie i różnych koncepcjach, opuszcza gardę i rozmowa toczy się gładko. Kiedy Clem nie patrzy wilkiem, jest urzekająca i posiada naturalną charyzmę. Zastanawiam się, co się stało, że tak się wycofała, i przez to jeszcze bardziej pragnę przeczytać jej książkę.
Gdy docieramy do domu Ryana, wnosimy torby z praniem po schodach. Idę z tyłu, bo brak mi sił. Ze środka dochodzi głos Ryana, który nazywa moją współlokatorkę Clemster. Jestem zaskoczona, że uchodzi mu to na sucho, ale Ryan już tak ma, że może mówić takie rzeczy bez konsekwencji.
Stawiam torbę w korytarzu i zaglądam do kuchni, żeby włożyć zakupy do lodówki. Jenna wchodzi za mną.
- Powinnam cię ostrzec - szepcze. - Poznałaś już bliźniaka Clem?
Odwracam się.
- Nie.
- Jest tutaj, jest olśniewający, ale to skurwiel. Nie pozwól mu, by cię omamił. Clem nienawidzi, gdy próbuje zaciągnąć do łóżka jej przyjaciółki. - Jej południowy akcent nadaje jej słowom śpiewności, ale wiem, że mówi poważnie.
- Dobrze wiedzieć. Dzięki za ostrzeżenie.
Tego właśnie mi potrzeba. Bliskości z dziewczynami. Przez cały ranek ani razu nie pomyślałam o tym, co zaszło w zeszły weekend. Dzięki Bogu. Może już mi przeszło. On mi przeszedł. Komu zależałoby na przygodnym seksie w klubie, kiedy ma się dobre przyjaciółki?
Jenna puszcza do mnie oko i podaje mi piwo.
Wchodzę do salonu, w którym siedzi wielu facetów. Z płaskiego telewizora zawieszonego na ścianie rozlega się głośny hymn Notre Dame, a ja próbuję sprawdzić, jaki jest wynik.
- Fajnie. Z kim grają Irlandczycy? - Rzucam pytanie, nie kierując go do nikogo szczególnego. Ryan podchodzi i mnie przytula.
- Cześć, śliczna.
- Cześć, Ryan. - Uśmiecham się. Chłopak Jenny jest boski. Poznałam go w zeszłym tygodniu i rozmawialiśmy przez dwadzieścia minut, a on od razu zaczął mnie traktować jak najbliższą koleżankę.
- Grają ze Stanford. Nie wiedziałem, że jesteś fanką futbolu.
- Uwielbiam futbol i koszykówkę, ale tak naprawdę podoba mi się wszystko, co ma związek z maskotkami, piwem i smarkaczami.
- Wiedziałem, że cię polubię. Chyba nie znasz jeszcze chłopaków z zespołu. - Odwraca mnie przodem do pozostałych i zaczyna przedstawiać mnie kolegom.
Jednak ja nie słyszę ani słowa, ponieważ na końcu kanapy siedzi ktoś, kogo już znam. Ktoś bardzo znajomy.
Moje serce przestaje bić, na czole pojawiają się kropelki potu.
W końcu głos Ryana przedziera się przez mgłę.
- A ten dupek to Jax, brat bliźniak Clem. Trzymaj się od niego z daleka - żartuje. - To skurwiel.
Tak. Już o tym wiem. Jasny szlag.