ROZDZIAŁ 3
Nie mam pomysłu ani na książkę, ani na to, jak dostać się na zajęcia z YA. Czekam na jeszcze jedną złą wiadomość, bo gówniane wieści zawsze chodzą trójkami.
Błagałam profesor Golding, żeby pozwoliła mi przychodzić na swoje zajęcia, ale wręczyła mi tylko listę rezerwowych, która ciągnęła się na dwie strony. Schowałam więc dumę do kieszeni i przeprosiłam profesor Marceaux za to, że wybiegłam z jej wykładu. Powiedziałam jej, że to był nagły wypadek, i przemilczałam, że prawie umarłam, kiedy usłyszałam łechtaczka.
I teraz właśnie myślę nad eufemistycznymi określeniami łechtaczki, takimi jak motylek, guziczek, myszka, pączuś.
O Boże.
Przed oczami staje mi niepożądany obraz. Wkłada dłoń pomiędzy jej delikatne uda i głaszcze jej pulsującego motylka.
Jezu. Niech mnie ktoś zastrzeli, jeśli kiedykolwiek napiszę to w jakiejś książce.
Godzę się na to, że w tym semestrze będę brała udział w idiotycznych zajęciach z pisania romansów, i wybieram się na zakupy do księgarni. Zakradam się w nadziei, że nie zagonią mnie do roboty, ale kiedy podchodzę do kasy, kątem oka zauważam jego. Tego pierdzielonego złamasa.
Serce o mało nie wyrwie mi się z piersi, krew płynie szybciej w całym moim ciele. Z trudem łapię oddech i pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to ukryć się za kasą.
Chyba mnie nie zauważył. Proszę. Odejdź. Stąd.
Dziewczyna stojąca przy kasie wraca z przerwy. Jej buty pojawiają się przede mną, zaraz potem mnie zauważa. Robi wielkie oczy. Unosi jedną brew, próbując zrozumieć, co jej szefowa robi pod ladą. Po drugiej stronie stołu słyszę głos Jasona Wheelera, mojego profesora z zajęć kreatywnego pisania na pierwszym roku.
- Becca, jeśli będziesz zwracała na mnie uwagę, zmiażdżę ci zębami kość udową.
Gapi się przez chwilę, unosi drugą brew na wysokość pierwszej, po czym odsuwa się i prostuje, więc znowu widzę tylko jej stopy.
- Dzień dobry, profesorze Wheelerze. Czy to wszystko?
Boże, jak ona szczebiocze.
- Tak, dziękuję, skarbie.
Chce mi się rzygać, gdy słyszę ten jego gładki, aksamitny, zasrany głos. Albo skopać mu jaja, a potem się zrzygać.
Kasa piszczy, gdy Becca skanuje zakupy Wheelera.
- Czy ja cię znam, moja droga? - pyta.
No i proszę.
Becca chichocze.
- Uczył mnie pan literatury brytyjskiej kilka lat temu. Jestem zaskoczona, że pan pamięta.
- Jesteś zbyt ładna, żeby cię zapomnieć.
Rzyg.
- Robisz magisterkę na anglistyce?
Dziewczyna zapewne potwierdza skinieniem głowy.
- Wspaniale - dodaje Wheeler.
- Jak minęło panu lato? - pyta dziewczyna, kołysząc się na piętach.
- Spędziłem je w Londynie. Było fantastycznie. Wróciłem dopiero kilka dni temu.
Becca śmieje się, chociaż nie było w tym nic śmiesznego.
Wheeler mówi coś, czego nie jestem w stanie usłyszeć. Po czym dodaje:
- Przyjdź do mnie, jeśli będziesz miała jakiś problem. Z przyjemnością ci pomogę.
Co za obleśny typ.
Wiedziałam, że wróci na zajęcia jesienią, ale nie byłam przygotowana na jego widok. Spuszczam wzrok i zauważam, że zaczęłam pocierać nadgarstek. Zamykam oczy i głęboko oddycham, żeby wziąć się w garść. Kiedy je otwieram, widzę, że Becca ukucnęła naprzeciw mnie.
- Poszedł, chociaż nie mam pojęcia, dlaczego się przed nim schowałaś. Jest cudny! Kochałam się w nim na pierwszym roku.
- Przepraszam, że postraszyłam cię przegryzieniem nogi. - Nie zamierzałam wbijać zębów w jej udo. - On i ja mamy złe wspomnienia.
- Och, dał ci złą ocenę, tak? - Wydyma usta.
- Coś w tym stylu. - Niezupełnie o to chodzi. Gdy opuszcza mnie paraliż, mogę pokręcić głową. - Becca?
Przyklęka, żeby znowu na mnie popatrzeć.
- Nie chodziło o złą ocenę. - Przełykam ślinę, próbując pozbyć się guli z gardła. - To zły człowiek. Jest... niebezpieczny. - Chcę jej powiedzieć, żeby trzymała się z dala od niego, ale nie mogę wydusić z siebie tych słów.
Patrzy na mnie, jakbym mówiła w obcym języku. Kilka dziewczyn podchodzi do kasy, ich rozmowa przerywa kłopotliwą ciszę.
Becca zerka na nie, po czym zwraca się do mnie:
- Nie wiem, co o tym myśleć, ale w porządku.
Nie mam jak jej wyjaśnić swojego osobliwego zachowania, ponieważ jedna z klientek pyta, gdzie znajdzie organizer na piloty do zawieszenia przy łóżku, więc Becca oddala się, żeby pomóc jej szukać.
Nie wiem, jak długo tam siedzę, próbując uspokoić oddech i trzęsące się ręce. Z zamyślenia wyrywa mnie sygnał przychodzącego SMS-a: Nie zapomnij kupić ogumienia!
Wiadomość od Jenny przypominająca mi o tym zadaniu jest jak wisienka na torcie tego popieprzonego dnia.
Czekam jeszcze dziesięć minut, żeby mieć pewność, że Wheeler poszedł, po czym wychodzę, z każdym krokiem czując nasilający się ból głowy. Powinnam iść na siłownię, żeby wypocić napięcie, ale najpierw muszę napełnić akwarium.
Nie, nie chodzi o rybki.
- Mój lekarz przepisał mi jakąś maść na zapalenie dziąseł - mówi starszy mężczyzna, zwracając się do farmaceuty, gdy czekam w kolejce do okienka.
Nie ma nic złego w kupowaniu prezerwatyw. To podstawowy produkt jak chleb i mleko. To tylko niewielki kawałek gumy okrywający męskie przyrodzenie. Nie powinnam się wstydzić, prawda?
Dziś rano Jenna uświadomiła sobie, że nasze akwarium z prezerwatywami jest puste, i prawie dostała ataku serca. Potem była zbyt wykończona, żeby pójść i uzupełnić zapasy, więc powiedziałam, że ja to zrobię. W końcu jest piątek. Nie mogę pozwolić, by penis znalazł się w sytuacji podbramkowej i nie mógł jej wykorzystać. Żaden członek nie przemknie się bez gumki podczas mojej warty.
Biorę głęboki oddech, nie zwracam uwagi na pot pojawiający się pod moimi pachami.
Och, jak tu gorąco.
Gorsze od samego kupowania gumek jest to, że muszę poprosić o podanie mi opakowania w rozmiarze maksi. I nie małego opakowania, lecz dosłownie ogromnego, by starczyło dla Ryana.
Jenna i jej chłopak parzą się jak wygłodniałe psy, a skoro już słyszałam z obscenicznych krzyków, jaki jest wielgachny, wiem, że powinnam poprosić o rozmiar dla giganta.
Kiedy staję przed okienkiem, wypinam pierś. Jestem nowoczesną dziewczyną. Dam radę.
- Poproszę największe opakowanie prezerwatyw Trojan Magnum w rozmiarze XL - mówię cicho, słowa brzmią obco w moich ustach.
Farmaceutka nieznacznie unosi brwi i sięga po duże, błyszczące pudełko. No widzisz, nie było tak źle, mówię sobie. Lecz zaraz słyszę gwizdanie dochodzące z tyłu.
- Maleńka, gdzieś ty była przez całe moje życie?
Spinam się, ale po chwili tylko wywracam oczami.
- Serio? Naprawdę masz taki podryw? - mamroczę. Unikam wzrokiem dwóch facetów stojących za mną i sięgam do torebki, żeby wyjąć portfel.
- Och, chodź tutaj, słodziutka. Nie odtrącaj mnie. Mam coś specjalnego dla dobrze wyposażonych dziewczyn.
Złośliwy chichot sprawia, że dostaję gęsiej skórki.
- No wiesz, jak chcesz sprawdzić jakość, mogę zorganizować dla ciebie przymiarkę. Podobno mam wspaniały okaz.
Podaję pieniądze i odwracam się do niego. Dupek jest wysoki i zbudowany jak kulturysta. Otwieram szeroko oczy i idę ku niemu, mrugając rzęsami jak lalunia, za którą mnie uważa. Przygryzam usta i mierzę go wzrokiem, przyglądam się jego szerokim ramionom, po czym spuszczam wzrok na to miejsce. Chichoczę jak zdzira i z uśmiechem patrzę mu w oczy.
- Jak miło, że mi to zaproponowałeś, bo jesteś tak zbudowany!
Uśmiecha się od ucha do ucha, jakby słyszał to już niejednokrotnie.
- Zapewne codziennie podnosisz ciężary, co oznacza, że musisz sobie coś kompensować, więc te maleństwa - mówię, dumnie potrząsając pudełkiem prążkowanych, nawilżanych gumek - są raczej daleko poza twoim zasięgiem.
Dopiero gdy kumpel dupka wybucha śmiechem, uświadamiam sobie, że skądś go znam, ale ma czapkę z daszkiem nasuniętą na oczy, więc nie widzę jego twarzy. Cholera. Gdzie ja go widziałam?
Po chwili stwierdzam, że nic mnie to nie obchodzi, i wzdycham, patrząc na zaczepiającego mnie platfusa. Nieco zbladł, zniknął też jego uśmiech.
- Suka - mówi dupek pod nosem, a ja zarzucam torbę na ramię i wychodzę.
Kręcę głową. Ktoś powinien mu powiedzieć, że to nie było obraźliwe. I że nie jest zwłaszcza wtedy, gdy zniechęcam do siebie takich dupków.
* * *
- Chyba cię posrało, jeśli sądzisz, że założę to na siebie. - Przeglądam się w lustrze. Należąca do Jenny obcisła jak druga skóra srebrna kiecka nie pozostawia nic wyobraźni. Ma głębokie wycięcie z tyłu i dekolt, więc wyglądam na gołą. - Nie ma mowy.
Nawet gdy rozpuszczam włosy, żeby okryć się nimi jak zbroją, nadal pokazuję za dużo ciała.
- Oj, przestań! - Jenna wydyma usta. Prosi mnie swoimi wielkimi piwnymi oczami.
Polubiłam Jennę w chwili, gdy się poznałyśmy, kiedy powiedziała mi, że pomiędzy przednimi zębami mam kawałek brokułu. Trudno znaleźć tak bezpośrednią przyjaciółkę, ale wciąż nie mogę uwierzyć, że ta cienka bibułka otulająca moje ciało jest odpowiednim strojem do wyjścia do ludzi.
Jenna klepie mnie w ramię.
- Zawiodłaś nas na całej linii w ostatnią sobotę. Powiedziałaś potem, że mam carte blanche w ten weekend. Carte. Blanche.
- Czy przebranie mnie za prostytutkę jest jednym z twoich celów?
Przesuwam dłońmi po cienkim materiale i zwijam się ze wstydu, że ktoś mnie zobaczy w takim stroju.
- Wyglądasz oszałamiająco, jeśli chcesz wiedzieć - mówi Harper i rzuca się na moje łóżko. - Masz zabójcze ciało, a ponadto kolor sukienki sprawia, że twoje oczy są bardziej szare niż niebieskie.
Jenna wskazuje Harper.
- Widzisz, ona nigdy nie kłamie. Proszę, zatrzymaj tę sukienkę! Powiedziałaś, że nie masz w co się ubrać. Nie mogę jej zwrócić, a na mnie nie leży tak dobrze. W sklepie wyglądała lepiej, a kiedy założyłam ją w domu, zauważyłam, że moja skóra ma w niej zielonkawy odcień. A ty jakimś cudem wyglądasz na opaloną. Nienawidzę cię, ty zdziro.
Nie mogę się powstrzymać i zaczynam się śmiać. Mówi prawdę - nie mam w co się ubrać.
Kładę dłoń na biodrze, wysuwam łokieć i prycham.
- Zamknij się, bo dostaniesz w łeb.
Chichocze, podczas gdy ja odwracam głowę i sprawdzam w lustrze, jak wyglądam z tyłu.
- Cóż, zanim wyjdę w tym do ludzi, muszę znać nasze plany.
- Idziemy na kolację do Ryana. Przyjdzie również Jax!
Jax to moja druga połowa. Urodziliśmy się w odstępie trzech minut. Jestem pod wrażeniem tego, że Jennie udało się oderwać mojego brata bliźniaka od jego drużyny piłkarskiej i od laski miesiąca. Od pewnego czasu nie jesteśmy sobie bliscy, ale i tak staram się chodzić na jego mecze.
Jenna trąca mnie biodrem.
- A potem idziemy potańczyć i być może coś jeszcze zaplanowałam. - Składa ręce, przez co wygląda, jakby zamierzała klaskać z radości.
- Niepotrzebnie tak się wysilasz. Ja nawet nie lubię obchodzić urodzin. Sama wiesz.
Robi wielkie oczy.
- Ty i Jax kończycie dwadzieścia jeden lat. To ważna okazja! Należy ją odpowiednio uczcić, co oznacza, że musisz wyglądać seksownie, bo to będzie twój wieczór.
- Jesteś pewna, że nie zostanę aresztowana za obnażanie się w miejscu publicznym? - pytam Harper.
Śmieje się i kręci głową.
- No dobrze. Niech będzie.
* * *
Jestem zaskoczona ilością jedzenia i tym, że pojawiły się tłumy dziwnych ludzi - kilkoro znam z pracy. Jest Ryan z niektórymi kumplami z zespołu, a także kilka groupies. Robi się jeszcze dziwniej, kiedy przychodzi mój brat i połowa drużyny piłkarskiej z Boston College. Powinnam założyć koszulkę z napisem Przyjaciele nie pozwalają swoim przyjaciołom studiować na BC. Studenci Uniwersytetu Bostońskiego biorą to na poważnie.
- Cześć, nudziaro - mówi Jax, uwalnia się od swojej dziewczyny i pochyla się, żeby mnie objąć.
- Cześć, frajerze. - Uśmiecham się, przytulając się do niego. - Nie widziałam cię od czwartego lipca. Już myślałam, że porwała cię jakaś rosyjska supermodelka.
- Niestety nie. Byłem zajęty piłką.
Jax wita się z Jenną i Harper. Po kilku minutach rozmowy o tym, co u kogo słychać, Jenna prowadzi mnie i Jaxa do stołu zastawionego kilkunastoma szotami.
- Musimy wznieść toast za bliźniaki! - krzyczy Jenna, a wszyscy wiwatują.
Kim są ci ludzie? Rozglądam się i widzę Kade'a, bębniarza z zespołu Ryana, rozmawiającego z kimś, kogo chyba już gdzieś widziałam. Facet jest wysoki, dobrze zbudowany. Ma ciemną flanelową koszulę założoną na opięty podkoszulek. Jest przystojny, wręcz zabójczo przystojny. Gdy to stwierdzam, natychmiast skupiam swoją uwagę na wódce, żeby uspokoić motyle w brzuchu, które nie wiadomo, skąd się tam wzięły.
Jenna nachyla się do mnie z uśmiechem.
- Wiem, że zwykle nie pijesz, ale uwierz mi, chcesz wychylić kilka szotów, zanim zaczniemy grę.
Przed nadejściem wiosny nie mogłam pić. Nie miesza się alkoholu i leków przeciwlękowych. Teraz jednak już ich nie zażywam, więc przemawia do mnie pomysł przytępienia zmysłów przed nieznaną mi kompromitującą zabawą wymyśloną przez Jennę. Sięgam po kieliszek.
- Zdrowie - mówię i wychylam zawartość.
- Dzwonili do ciebie rodzice? - pyta Jax, gdy czekamy, aż Jenna zdradzi, jakie szalone zabawy wymyśliła na ten wieczór.
- Nie. - Nigdy nie dzwonią. Mój brat pyta, bo chyba ma nadzieję usłyszeć inną odpowiedź. - A do ciebie?
- Nie. Rozmawiałem z mamą kilka tygodni temu i mówiła coś o pokazie psów, więc zapewne wyjechała z miasta. A tata... cóż.
Jakież to słodkie, mamie brakuje czasu, bo podróżuje, ale oboje wiemy, że to raczej kłamstwo. A nasz ojciec jest jak amputowana kończyna, co do której wciąż mamy nadzieję, że odrośnie. Prawda jest taka, że oboje są stuprocentowymi dupkami, interesującymi się bardziej pracą, psami czempionami i pokazami aut niż własnymi dziećmi.
- Daj mi rozpiskę swoich meczów. Chcę czasem zobaczyć cię w akcji.
Kiedy dorastaliśmy, tylko ja przychodziłam mu kibicować. Naszym rodzicom nigdy się to nie udawało. Zdobył wszystkie możliwe nagrody i wyróżnienia oraz pełne stypendium na Boston College, a nasi starzy zapewne nie wiedzą nawet, na jakiej gra pozycji.
- Prześlę e-mailem. - Chrząka i wkłada ręce do kieszeni. - Wiesz, hm, Daren wciąż o ciebie pyta.
Mrużę oczy.
- Przestań.
Spogląda na mnie znacząco.
- Dlaczego ludzie zakładają, że nadal się w nim kocham? - mówię szeptem. - Jax, to już historia.
- Serio? Przecież potem z nikim się nie umawiałaś.
- Możesz mówić trochę głośniej? Ci ludzie tam pod ścianą mogli nie usłyszeć. - Obrzucam go poirytowanym spojrzeniem i wychylam kolejnego szota. - Sypiał z moją najlepszą przyjaciółką, ponieważ ja widocznie kazałam mu zbyt długo czekać na seks. Wybacz, ale raczej nie zaufam mu ponownie.
Wzdryga się, chce coś powiedzieć, ale Jenna nam przerywa, żeby ogłosić, że zaplanowała dla nas niespodziankę:
- Jubilatka musi założyć ten naszyjnik z cukierków i potrzebuje waszej pomocy, chłopaki, ponieważ nie dostanie niesamowitego prezentu od swoich współlokatorek, dopóki nie zjecie z niej wszystkich słodyczy. - Jenna chichocze.
Gdy uświadamiam sobie, czego ode mnie wymaga, postanawiam udusić ją gołymi rękami. Jax patrzy na mnie i śmieje się, ale Jenna ma również coś dla niego.
- Jubilat, którego niektórzy z was znają jako gwiazdę futbolu z BC, musi dostać dwadzieścia jeden całusów. Dziewczyny, jeśli zdecydujecie się go pocałować, nalepcie na jego koszuli jedną z tych naklejek w kształcie serca, bo inaczej wasz całus nie będzie się liczył.
Mój brat od razu zapalił się do zabawy, zauważył jakąś ładną dziewczynę i poszedł w jej kierunku. Odwracam się i widzę, że Kade zmierza w moją stronę z drapieżnym błyskiem w oku. Cholera. Znowu będzie próbował mnie wyrywać. Czy on się nigdy nie nauczy? Jego ojciec jest właścicielem połowy stanu, a on po prostu chce mnie dodać do swojego katalogu zdobyczy.
- Clementine, wyglądasz dzisiaj olśniewająco - mówi i dotyka dłonią moich włosów. - Posuwałbym cię bez końca.
Rzucam mu obojętne spojrzenie i strącam jego dłoń.
- Odpuść sobie, Kade. Już kiedyś odbyliśmy podobną rozmowę. - Chcę odejść, ale łapie mnie za rękę z taką siłą, że chyba zostaną mi siniaki.
- Zostań moją dziewczyną. Obiecuję, że będzie ci ze mną dobrze. Chcę posmakować twojego cukiereczka, przez cały rok nie myślę o niczym innym.
Skąd on się nauczył takiej gadki? Z bycia dupkiem dla początkujących?
- Przepraszam, ale mamy pewien problem. - Staję z nim twarzą w twarz. Mierzę niecałe sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu, więc góruje nade mną, ale chcę podkreślić to, co zamierzam powiedzieć. - Dupki nie są w moim typie. A gdybyś nie zrozumiał, co mam na myśli, to wiedz, że kwalifikujesz się jako dupek. - Następnie wyszarpuję rękę i odchodzę. Boże, teraz mam ochotę wziąć prysznic, by zmyć jego dotyk z siebie.
Podchodzę do stołu z drinkami i staję naprzeciw Wysokiego, Ogorzałego Przystojniaka, który opiera się o ścianę, trzymając rękę w kieszeni.
- Znam cię - mówię, sięgając po Absolut, i próbuję odnaleźć w pamięci okoliczności wcześniejszego spotkania.
- Tak, znasz.
Och, ale ma seksowny głos.
Uśmiecha się lekko, a ja zmuszam się do oderwania wzroku od jego ust.
- Mógłbyś odświeżyć moją pamięć? Skąd się znamy?
- Skarbie, łamiesz mi serce, mówiąc, że mnie nie pamiętasz.
Ignoruję dreszcz przeszywający moje ciało na dźwięk słowa skarbie, wzruszam ramionami i skupiam się na kieliszku z szotem, który jest teraz moim najlepszym przyjacielem. Mężczyzna ma słabo słyszalny akcent z Południa. Dlaczego w ogóle zastanawiam się nad jego akcentem... i jego ustami... tymi pełnymi wargami...? Wzdrygam się, zastanawiając, gdzie podziało się moje silne postanowienie, żeby unikać przystojnych facetów.
Jenna dopada mnie ze śmiechem.
- Clem, to jest Murphy, nowy gitarzysta Ryana. Murphy, to jest moja cudowna współlokatorka, Clementine.
Zadowolona z tego, że przedstawiła nas sobie, Jenna znika w tłumie, a ja rzucam okiem na Pana Seksownego.
Tłumaczę to sobie koniecznością przypomnienia, skąd go znam, ale szczerze mówiąc, chcę popatrzeć, jaki jest przystojny. Ciemne, lekko falowane włosy, muśnięta słońcem skóra, oszałamiająco zielone oczy, szerokie ramiona. Wow. Wow. Wow. Przyłapuję się na tym, że oblizuję usta.
Po chwili kręcę głową.
- To nie jest twoje imię.
Wyciąga do mnie rękę.
- Nazywam się Gavin Murphy. Wspaniale móc cię oficjalnie poznać, Clementine.
Gdy podaję mu rękę, wracają wspomnienia.
- Jesteś opiekunem w Warren Towers.
Szczerzy zęby i jest przy tym uroczy. Ma dołeczki w policzkach. Muszę się pilnować, żeby się nie gapić. Zaczynam skłaniać się ku stwierdzeniu, że przyjście tutaj nie było takim złym pomysłem, ale w tej chwili chłopak odzywa się ponownie:
- A ty kupujesz prezerwatywy w rozmiarze XL.
Krew odpływa z mojej twarzy, zabieram swoją rękę.
- Słucham?
Śmieje się, a ja stoję sparaliżowana. Potrzebuję chwili, żeby skojarzyć.
- To ty byłeś z tym frajerem w aptece - mówię chrapliwie.
- Po prostu stałem tam w kolejce. Nie mam pojęcia, kim jest ten facet z małym kutasem, którego prawdopodobnie pognębiłaś tak, że poszedł na terapię.
Być może jestem wyjątkowo przewrażliwiona, ponieważ są moje urodziny i spożyłam więcej alkoholu niż w ciągu ostatnich lat, ale okno możliwości, które z początku uchylało się w jego stronę, nagle zatrzasnęło się z hukiem. Mrużę oczy i uśmiecham się ironicznie.
- Cóż, oszczędź sobie wysiłków, ponieważ ty również masz małe szanse - mówię, wychylam szota i odchodzę. Dupek.
Dwadzieścia minut później rozmawiam z bratem na tarasie za domem, gdy podchodzi do nas Harper.
- Muszę cię ostrzec. Jenna planuje karaoke, zanim pójdziemy do klubu.
- Okej - przeciągam to słowo. - Jenna nie potrafi śpiewać, więc będzie zabawnie.
- Ona nie ma zamiaru sama śpiewać. Chce wyciągnąć ciebie na scenę.
- Cholera. Chyba nie jestem dość pijana na takie atrakcje.
Harper śmieje się i rozgląda po ogrodzie, gdzie stoją imprezowicze.
- Masz ładny głos, więc udawaj, że jesteś pod prysznicem, i wyobraź sobie, że wszyscy są nadzy. To znaczy, może oprócz twojego brata, ponieważ to byłoby obleśne.
Jax unosi brwi.
- To jest obleśne. - Śmieję się.
- Nie ma nic obleśnego w tym, że jestem goły - mówi.
Harper wywraca oczami i trąca mnie łokciem.
- Udawaj, że nic nie wiesz - mówi szeptem - ponieważ Jenna bardzo się stara, żeby to była niespodzianka. Po prostu nie chciałam, aby cię to przytłoczyło.
- Dzięki. Zapamiętam to sobie.
Jenna chyba wyczuła nas szóstym zmysłem, ponieważ zbliża się ku nam z chytrym uśmiechem.
- Jeszcze jedna niespodzianka, jubilatko!
Bierze mnie pod ramię i ciągnie z powrotem do salonu.
Kątem oka widzę Gavina rozmawiającego ze swoimi przyjaciółmi. Jakaś wysoka rudowłosa laska opiera się o niego i śmieje prowokacyjnie. Szepcze mu coś do ucha i kładzie dłoń na jego mostku, a mnie zalewa fala gorąca.
Wygląda na wyluzowanego i pewnego siebie. Założę się, że to taki typ, który wszystko już sobie zaplanował - swoją karierę, perfekcyjną żonę, dwupiętrowy dom na Cape Cod i golden retrievera. Prawdopodobnie znajdzie sobie dziewczynę podobną do tej - długonogą flirciarę z krągłościami.
Kiedy ze mną rozmawiał, byłam słodka i czarująca. Kiedy zażartował, odgryzłam mu głowę.
Typowe.
Pieprzyć to. A co mnie to, do cholery, obchodzi, z kim rozmawia?
Spogląda na mnie, a ja odwracam wzrok.
- Moja Clem zaraz dla was zaśpiewa! - krzyczy Jenna, a ja otrząsam się ze swoich myśli, gdy wkłada mi mikrofon do ręki. - Jaką chcesz piosenkę?
Wzruszam ramionami i mówię, żeby sama wybrała. Zaczyna się You Know I'm No Good Amy Winehouse. Uśmiecham się. Już ona mnie zna.
Gdy śpiewam, czuję na sobie jego wzrok, a kiedy zaczyna się refren, nabieram odwagi i spoglądam w jego stronę.
That's right, Mr. Perfect. I'm talking to you. Because I'd never fit in your perfect little world1.
Nie wiem, czego spodziewałam się z jego strony, ale widzę, że kącik jego ust unosi się do góry w krzywym uśmiechu. Nagle czuję, że bardziej zdenerwowała mnie jego reakcja niż śpiewanie przed tymi wszystkimi ludźmi.
Kiedy kończę, jest tak cicho, że słychać zegar na ścianie, zastanawiam się więc, czy naprawdę zaśpiewałam tak beznadziejnie, lecz po chwili wszyscy zaczynają krzyczeć i klaskać.
A niech to. Może powinnam częściej to robić.
1 Tak jest, Panie Idealny. To do ciebie mówię. Nigdy nie będę pasować do twojego małego idealnego świata (ang.).