De profundis - Oscar Wilde

Kup ebooka

12.50 zł
10.25 zł (9,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

?DE PROFUNDIS

..Cierpienie jest jedną bardzo długą chwilą. Nie możemy dzielić go na okresy. Możemy jedynie zapamiętać rozmaite jego fazy i notować chroniczne ich nawroty. Dla nas czas nawet nie bieży naprzód. Stoi w miejscu. Zdaje się krążyć nieustannie dokoła tego samego wciąż ośrodka bólu. Ubezwładniająca ta nieruchomość życia, którego każdy moment ustanowiony jest podług niezmiennie stałego wzoru, tak, że jemy i pijemy, kładziemy się spać i modlimy się, a przynajmniej klękamy do modlitwy, podług niezłomnych przepisów żelaznej formułki; - ten bezruch, sprawiający, że każdy przeraźliwy dzień bliźniaczo, w najdrobniejszych szczegółach, podobny jest do wszystkich innych dni, - zdaje się udzielać tym nawet siłom zewnętrznym, których istotą jest nieustanna zmiana. O porze zasiewu i żniwach, o żeńcach, pochylonych nad dojrzałem zbożem i o tych, co obrywają kiście gron winnych, a potem wyciskają z nich moszcz; o trawie, bielejącej mirjadami płatków kwiatowych lub usianej strąconym owocem, - o wszystkiem tem nie wiemy nic i nie możemy nic wiedzieć.

Dla nas jedna tylko istnieje pora - pora bólu i udręki. Słońce nawet i księżyc odebrano nam, zda się. Na dworze, po za murami, dzień może być błękitny i złoty, ale światło, sączące się przez zmatowiałe i kurzem okryte szyby zakratowanego okienka, pod którem siedzę, jest szare i skąpe. W celi panuje stale mrok, i mroczno też jest zawsze w sercu więźnia. Bezruch panuje zarówno w sferze myśli, jak w sferze czasu. To, o czem wy wszyscy dawno już zapomnieliście, lub łatwo możecie zapomnieć, zaprząta myśl moją teraz i będzie ją znów zaprzątało jutro. Pamiętaj o tem, a zrozumiesz w części chociażby, dla czego piszę i dla czego piszę w ten sposób.... ....W tydzień później przewieziono mnie tutaj. Minęły jeszcze trzy miesiące - umiera moja matka. Nikt nie wie, jak ją kochałem i czciłem. Śmierć jej była dla mnie czemś strasznem; ale ja, niegdyś mistrz słowa, nie znajduję wyrazów na wypowiedzenie bólu mojego i mojej sromoty. Ona i ojciec mój przekazali mi nazwisko, czczone i szanowane dzięki nim nietylko w literaturze, sztuce, archeologji i nauce, lecz również i w historji mojej ojczyzny, w dziejach narodowego jej rozwoju. Dzięki mnie stało się ono gminnem przezwiskiem w ustach gminnych ludzi. Wytarzałem je w błocie. Wydałem je na łup prostactwu, aby uczyniło je prostaczem, - i wrogom, aby mogli przeistoczyć je w synonim obłędu. Co przecierpiałem wówczas i co wciąż jeszcze cierpię, niezdolne jest opisać żadne pióro i nie przyjmie tego żaden papier. Żona moja, zawsze taka dobra i względna dla mnie, nie chciała, abym dowiedział się o tym fakcie z obojętnych ust, i, choć sama chora, nie zawahała się odbyć długą podróż z Genui do Anglji, aby osobiście udzielić mi wiadomości o nieskończenie bolesnej, niepowetowanej mojej stracie. Echa współczucia dochodziły mnie ze strony wszystkich, którzy, chociaż nie znali mnie osobiście, dowiedziawszy się o nowem, okrutnem mojem nieszczęściu, napisali z prośbą, aby mi zakomunikowano ich wyrazy współczucia.... Mija jeszcze trzy miesiące. Kalendarz, przybity na zewnętrznych drzwiach mojej celi i notujący moje całodzienne sprawowanie i dokonaną pracę, - z mojem nazwiskiem i wyrokiem, wypisanemi u góry, - mówi mi, że mamy maj.... ....Powodzenie, szczęście i pomyślność mogą mieć gminne pozory i pospolitą treść, ale smutek jest najsubtelniejszą, najwrażliwszą ze wszystkich rzeczy ziemskich. Nie istnieje w całym świecie myśli poruszenie, które nie wywołałoby przerażającego i doskonałego zarazem wtóru smutku. Cieniuchne listeczki drgającego malarskiego złota, notujące kierunek sił, których oko nie może dojrzeć, grube są w porównaniu z jego subtelnością. Jest to rama, która krwawi za lada dotknięciem dłoni, o ile nie jest nią dłoń miłości; a nawet i wówczas krwawi ona, ale już nie z bólu.

CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI