..Cierpienie jest jedną bardzo długą chwilą. Nie możemy
dzielić go na okresy. Możemy jedynie zapamiętać rozmaite jego fazy
i notować chroniczne ich nawroty. Dla nas czas nawet nie bieży
naprzód. Stoi w miejscu. Zdaje się krążyć nieustannie dokoła tego
samego wciąż ośrodka bólu. Ubezwładniająca ta nieruchomość życia,
którego każdy moment ustanowiony jest podług niezmiennie stałego
wzoru, tak, że jemy i pijemy, kładziemy się spać i modlimy się, a
przynajmniej klękamy do modlitwy, podług niezłomnych przepisów
żelaznej formułki; - ten bezruch, sprawiający, że każdy przeraźliwy
dzień bliźniaczo, w najdrobniejszych szczegółach, podobny jest do
wszystkich innych dni, - zdaje się udzielać tym nawet siłom
zewnętrznym, których istotą jest nieustanna zmiana. O porze zasiewu
i żniwach, o żeńcach, pochylonych nad dojrzałem zbożem i o tych, co
obrywają kiście gron winnych, a potem wyciskają z nich moszcz; o
trawie, bielejącej mirjadami płatków kwiatowych lub usianej
strąconym owocem, - o wszystkiem tem nie wiemy nic i nie możemy nic
wiedzieć.
Dla nas jedna tylko istnieje pora - pora bólu i udręki.
Słońce nawet i księżyc odebrano nam, zda się. Na dworze, po za
murami, dzień może być błękitny i złoty, ale światło, sączące się
przez zmatowiałe i kurzem okryte szyby zakratowanego okienka, pod
którem siedzę, jest szare i skąpe. W celi panuje stale mrok, i
mroczno też jest zawsze w sercu więźnia. Bezruch panuje zarówno w
sferze myśli, jak w sferze czasu. To, o czem wy wszyscy dawno już
zapomnieliście, lub łatwo możecie zapomnieć, zaprząta myśl moją
teraz i będzie ją znów zaprzątało jutro. Pamiętaj o tem, a
zrozumiesz w części chociażby, dla czego piszę i dla czego piszę w
ten sposób....
....W tydzień później przewieziono mnie tutaj. Minęły
jeszcze trzy miesiące - umiera moja matka. Nikt nie wie, jak ją
kochałem i czciłem. Śmierć jej była dla mnie czemś strasznem; ale
ja, niegdyś mistrz słowa, nie znajduję wyrazów na wypowiedzenie
bólu mojego i mojej sromoty. Ona i ojciec mój przekazali mi
nazwisko, czczone i szanowane dzięki nim nietylko w literaturze,
sztuce, archeologji i nauce, lecz również i w historji mojej
ojczyzny, w dziejach narodowego jej rozwoju. Dzięki mnie stało się
ono gminnem przezwiskiem w ustach gminnych ludzi. Wytarzałem je w
błocie. Wydałem je na łup prostactwu, aby uczyniło je prostaczem, -
i wrogom, aby mogli przeistoczyć je w synonim obłędu. Co
przecierpiałem wówczas i co wciąż jeszcze cierpię, niezdolne jest
opisać żadne pióro i nie przyjmie tego żaden papier. Żona moja,
zawsze taka dobra i względna dla mnie, nie chciała, abym dowiedział
się o tym fakcie z obojętnych ust, i, choć sama chora, nie zawahała
się odbyć długą podróż z Genui do Anglji, aby osobiście udzielić mi
wiadomości o nieskończenie bolesnej, niepowetowanej mojej stracie.
Echa współczucia dochodziły mnie ze strony wszystkich, którzy,
chociaż nie znali mnie osobiście, dowiedziawszy się o nowem,
okrutnem mojem nieszczęściu, napisali z prośbą, aby mi
zakomunikowano ich wyrazy współczucia....
Mija jeszcze trzy miesiące. Kalendarz, przybity na
zewnętrznych drzwiach mojej celi i notujący moje całodzienne
sprawowanie i dokonaną pracę, - z mojem nazwiskiem i wyrokiem,
wypisanemi u góry, - mówi mi, że mamy maj....
....Powodzenie, szczęście i pomyślność mogą mieć gminne
pozory i pospolitą treść, ale smutek jest najsubtelniejszą,
najwrażliwszą ze wszystkich rzeczy ziemskich. Nie istnieje w całym
świecie myśli poruszenie, które nie wywołałoby przerażającego i
doskonałego zarazem wtóru smutku. Cieniuchne listeczki drgającego
malarskiego złota, notujące kierunek sił, których oko nie może
dojrzeć, grube są w porównaniu z jego subtelnością. Jest to rama,
która krwawi za lada dotknięciem dłoni, o ile nie jest nią dłoń
miłości; a nawet i wówczas krwawi ona, ale już nie z bólu.
CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI