Przedmowa
Ta książka to współczesna opowieść o rytuałach naszych przodków.
Znajdziesz w niej opisy tego, co działo się w bardzo dawnych czasach, w kręgu, przy nocnym ogniu: historie opowiadane przez starszyznę
plemienną, rozmowy z mędrcami, uzdrawiaczami i szamanami. Niezwykłe jest
w tej książce to, że przy jej ogniu siedzi nie jeden przedstawiciel
starszyzny plemiennej, ale ponad tuzin. Owa starszyzna -?szamani i uzdrawiacze -?pochodzi nie z jednego i, jak to często bywało,
odizolowanego od reszty świata plemienia, lecz z siedemnastu rdzennych
kultur z pięciu kontynentów.
Książka ta jest też próbą podsumowania nurtu, który pojawił się przed
ponad trzydziestoma laty. Kilka dziesięcioleci temu etnologowie
ostrzegali świat, że kultura szamańska może wkrótce całkowicie zaniknąć.
Wbrew tym przestrogom stare szamańskie tradycje znów znalazły się w centrum zainteresowania, także w świecie zachodnim. Ów cudowny ratunek
dla prastarej wiedzy jest wynikiem pracy wielu ludzi z całego świata,
tych, którzy rozpoznali nieocenioną wartość rdzennych obyczajów i poświęcili życie ich podtrzymywaniu.
Zachowanie wiedzy o starych rytuałach szamańskich nie jest jednak
zasługą wyłącznie etnologów i antropologów, którzy zbyt często
analizowali ową archaiczną wiedzę z perspektywy eurocentrycznej i publikowali swe wnioski w formie monografii czy dysertacji. Ocalenie
tych skarbów jest w szczególności zasługą tych, którzy podjęli ryzyko
zaproszenia przedstawicieli społeczności, w których te skarby
przetrwały, do Europy, stworzyli dla nich podium, z którego mogli
przemówić, i rozpoczęli z nimi wielokulturowy dialog. Byli dostatecznie
"przebudzeni", aby zrozumieć, że nowoczesny świat ma do nich wiele pytań
i że po setkach lat wyzysku, świadomego niszczenia rdzennych tradycji,
odbierania godności plemionom oraz kulturowej dominacji nadszedł czas
zadośćuczynienia. Założone w Poci we Włoszech Shamanism & Healing
Association było pierwszym stowarzyszeniem, które zaprosiło do Niemiec
uzdrawiaczy z całego świata. W 1982 roku zorganizowało pierwszy kongres
poświęcony prezentacji nieznanych dotąd zachodniej cywilizacji
tradycyjnych szamańskich metod leczenia. W krajach niemieckojęzycznych
Shamanism & Healing Association uznaje się za pioniera w tej
dziedzinie. Jej znaczenie rośnie, coraz częściej staje się tematem
warsztatów, konferencji, a nawet literatury fachowej.
To, że mogłem przeprowadzić wywiady z szamanami z piętnastu krajów bez
przekraczania granic własnego kręgu kulturowego, zawdzięczam odwadze
tych ludzi, a także tych wszystkich, którzy w ostatnich latach
przemierzali podobne ścieżki. To, co wspólnie osiągają, to globalizacja
w najlepszym tego słowa znaczeniu. Dzięki nim szamani i szamanki stali
się czymś więcej niż tylko obiektem egzotycznych zainteresowań i badań
etnologicznych. Zostali uznani za prawdziwych nauczycieli powoli
ginących, starych, ale wciąż tak istotnych prawd. Z kolei dla
reprezentantów rdzennych kultur jest to okazja do świadomego spotkania z nowoczesnym Zachodem, stanięcia z nim twarzą w twarz i rozpoczęcia
równoprawnego dialogu. Dialog między przemysłowo rozwijającymi się
społeczeństwami a tradycyjnymi kulturami plemiennymi jest zaś czymś
zupełnie nowym, choć od dawna tak pożądanym.
Owe eksploracyjne spotkania z kulturą szamańską mogą też pomóc
zachodniemu światu uświadomić sobie własne szamańskie korzenie. Dzięki
nim nie tylko poznajemy własny rodowód, ale możemy też odkryć wyparte i zapomniane aspekty naszej kultury. Nasz stosunek do tych
"przestarzałych" lub "prymitywnych" tradycji może ulec radykalnej
zmianie. Takie wielokulturowe spotkania umożliwiają poszukiwanie
paraleli w obrazach świata obu tradycji -?a jest to droga pełna
niespodzianek.
Dodatkowa wartość tej inicjatywy jest taka, że szamani, żyjący często w geograficznie odizolowanych rejonach, mogą się ze sobą spotykać. Takie
kontakty między rozsianymi po całej kuli ziemskiej tradycyjnymi
uzdrawiaczami, na ogół kierującymi się tymi samymi zasadami, lecz rzadko
dotychczas uczącymi się od siebie nawzajem, są w szamańskiej tradycji
kulturowej czymś zupełnie nowym. Kontakty te mogą służyć wielu celom -
przede wszystkim umożliwiają podjęcie współpracy i narodziny
solidarności między szamanami różnych tradycji. Mogą się też przyczynić
do wzmocnienia zagrożonych form kulturowych szamanizmu. Wśród szamanów
uczestniczących w takich spotkaniach, powołujących się dotychczas
wyłącznie na swoją rdzenną i lokalnie przekazywaną wiedzę, powstaje coś,
co nazwać by można międzynarodową samoświadomością. Dochodzi do wymiany
między kolegami po fachu. Wreszcie mogą skonfrontować z innymi swoje
tradycje.
Dzięki tej międzykulturowej współpracy praktyki szamańskie mogą się
dalej rozwijać. Przede wszystkim jednak spotkania te uświadamiają nam,
że szamanizm ma coś takiego jak wspólny rdzeń.
Szczególne podziękowania należą się za to wspomnianemu stowarzyszeniu,
które dzisiaj jako Schamanismus und Heilen organizuje seminaria,
długoterminowe studia, konferencje i spotkania z uzdrawiaczami, a także
umożliwia kontakty między nimi. Stowarzyszeniu temu zawdzięczam
spotkania z większością moich rozmówców. Dotychczas globalizacja
zagrażała szamanizmowi, wymuszając kulturowe dopasowanie. Zmieniło się
to radykalnie: globalizacja sprzyja wzmocnieniu szamanizmu, jego
dalszemu rozwojowi i rozprzestrzenianiu, również w zachodnim świecie.
Klasyczna etnologia opisywała szamanizm z niemal muzealnej perspektywy,
jako upadającą tradycję kulturową. Ja napisałem o niej inaczej. W swej
długiej historii szamanizm zawsze dopasowywał się do zmieniających się
warunków. Zawsze podlegał i wciąż podlega kulturowej ewolucji. Klasyczny
szamanizm odizolowanych społeczności zniknął być może całkowicie, a to
dlatego, że rdzenne społeczności -?niemające kontaktu z "nowoczesnym"
światem -?niemal już nie istnieją. Jednocześnie jednak, szczególnie
ostatnio, szamański obraz świata potwierdza swą niezwykłą myślową
konsekwencję i trwałość. Na terenach niektórych byłych republik
radzieckich i w Mongolii przeżywa -?po siedemdziesięciu latach
brutalnego gnębienia -?niezwykłe odrodzenie. W wielu krajach, przez
wieki kolonizowanych i nazywanych Trzecim Światem, tradycje szamańskie
znów stają się ważną częścią kulturowej tożsamości. Oczywiste jest, że w niezliczonych miejscach na kuli ziemskiej stare tradycje nadal są
pielęgnowane i przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dzieje się to
często w ukryciu, a towarzyszy temu ogromne ryzyko. Naturalnie przekazy
te zmieniły się w czasach ucisku. Niezaprzeczalne jest jednak, że dzięki
temu członkowie tych społeczności wiele się również nauczyli.
Podtytuł książki brzmi "rozmowy z uzdrawiaczami i szamanami XXI wieku".
Dzisiejszy szamanizm prezentuje się w nowym stroju, nowym języku i w nowych sposobach pojmowania siebie i świata. Jeszcze przed dwudziestoma
laty dialogi z szamanami nacechowane były wielkim wysiłkiem zrozumienia
głębokich kulturowych różnic w sposobach myślenia i postrzegania
rzeczywistości, jak również językowych metafor, jakimi się szamani
posługiwali. Dziś jest zupełnie inaczej. Uzdrawiacze i szamani XXI wieku
to nie tylko wędrowcy między różnymi stanami świadomości -?jakimi zawsze
byli ich przodkowie -?ale również podróżnicy między cywilizacjami,
epokami, tradycyjnymi systemami wiedzy i kontynentami. Otworzyli się na
obce tradycje o wiele szerzej, niż kiedykolwiek odważył się to zrobić
świat Zachodu -?nie wyrzekając się przy tym własnych korzeni. Dlatego
właśnie stali się pośrednikami, tłumaczami i mediatorami między starym a nowym, pionierami międzykulturowej wymiany w naszej globalnej wiosce.
Konieczne jest odnotowywanie tego w każdej publikacji omawiającej
współczesne formy szamanizmu.
Wszyscy bohaterowie zebranych w tej książce rozmów żyją jedną nogą w nowoczesnym świecie, a drugą w swojej rdzennej tradycji. Większość z nich to aktywnie działający -?zarówno w świecie zachodnim, jak i w swych
rdzennych kulturach -?uzdrawiacze, mędrcy i przedstawiciele starszyzny.
Niektórzy zostali wyznaczeni przez swe społeczności na misjonarzy
tradycyjnego przekazu i rozpowszechniania starych prawd. Inni są
ostatnimi depozytariuszami wygasającej już wiedzy konkretnej umierającej
tradycji. Życiorysy tych kulturowych nomadów noszą ślady licznych i często fascynujących załamań. Szamani opowiadają o tym, że czuli się
zagubieni kulturowo, i o tym, jak się odnaleźli. Niektórzy mówią o przymusowej deportacji do nowoczesnego świata. Przez nią albo dzięki
niej musieli przyswoić sobie nową wiedzę. Jeszcze inni równolegle do
trwających długie lata procesów inicjacji szamańskiej studiowali na
zachodnich uniwersytetach, pracowali w nowoczesnych ośrodkach
administracyjnych czy edukacyjnych. Wielu musiało odbyć bolesną i trudną
wewnętrzną wędrówkę, aby osiągnąć harmonię -?dopiero wtedy mogli zostać
prawdziwymi międzykulturowymi nosicielami starych mądrości. Jako dzieci
dwóch światów nauczyli się nie tylko praktykować swe rdzenne tradycje,
ale też rozumieć je w sposób analityczny. A to -?znowu po raz pierwszy -
umożliwiło prawdziwy dialog. Jeszcze niedawno uczestnicy takich rozmów -
zadający pytania człowiek Zachodu i odpowiadający szaman -?żyli w tak
różnych światach, że jeden ledwo rozumiał pytania, a drugi odpowiedzi.
Teraz mamy wspólny język, podobne metafory, porównywalne analityczne
sposoby myślenia. Dialog pozorny został zastąpiony dialogiem prawdziwym.
Zamiast nakładać własną interpretację na to, co niezrozumiałe, lub
projektować własne poglądy, możemy rozmawiać tak długo, aż osiągniemy
całkowitą jasność i obopólne zrozumienie.
Trzeba jednak przyznać, że nie można w jednej książce zawrzeć całego
ogromu i złożoności szamańskich tradycji. Szamanizm jest niemal tak
stary jak sam człowiek. W ciągu stuleci, a może nawet tysiącleci
powstało mnóstwo jego odcieni. Każdą z siedemnastu zebranych tu rozmów
potraktować można jako jedną z wielu powierzchni tego samego diamentu -
zdając sobie sprawę, że jest ich nieskończenie wiele. Każda z tych
powierzchni niesie informacje o strukturze i głębi całości szamańskiego
przekazu. Jednocześnie nie da się w poszczególnych wypowiedziach
wykluczyć ani sprzeczności, ani powtórzeń. Niemożliwe jest
zaszeregowanie kompleksowej wiedzy szamańskiej w sposób, do jakiego
przyzwyczaiły nas nauki ścisłe czy przyrodnicze. Nawet powtórzenia nie
są tu zwykłym powielaniem tego samego. Umożliwiają raczej poznanie
głównych cech szamańskiego przekazu z różnych perspektyw. W celu
uzyskania większej przejrzystości książka ta podejmuje próbę podzielenia
na części -?w zasadzie niepodzielnej -?myśli szamańskiej.
Po zatytułowanym "Szamanizm między epoką kamienia a nowoczesnością"
streszczeniu całości, które można potraktować jako wprowadzenie do
filozofii szamańskiej, następuje siedemnaście rozmów podzielonych na
sześć obszarów. Każda z nich skupia się na jednym aspekcie wiedzy
szamańskiej, a równocześnie odnaleźć w nich można wszystkie jej aspekty
z różnie rozłożonymi punktami ciężkości.
W rozdziale "Szamański obraz świata" wypowiadają się inuicki szaman
Angaangaq i inkaski szaman Don Oscar Miro-Quesada. Dzielą się jasnym, a jednocześnie niezwykle złożonym i wnikliwym spojrzeniem na szamańską
rzeczywistość, dając przy tym praktyczne wskazówki, w jaki sposób możemy
tę wiedzę wykorzystać dzisiaj.
Rozdział "Dialog ze światem natury" to rozmowy z pochodzącym z północno-zachodniej Mongolii szamanem i pisarzem Galsanem Tschinagiem,
północnoamerykańskim uzdrawiaczem i przedstawicielem starszyzny
Wampanoagów -?Manitonquatem -?oraz z zielarzem i szamanem z peruwiańskiej Amazonii Don Pedrem Guerrą Gonzalesem. Podkreślają oni
silnie i czasami w cudowny sposób objawiające się powiązania szamańskiej
tradycji z prawami natury. Mówią o tradycyjnych sposobach uczenia się,
nauczania i uzdrawiania, opowiadają o normach i zwyczajach.
W obszernej części zatytułowanej "Jedność żyjącej jedności" głos
zabierają południowoafrykański szaman i sangoma Percy Konqobe, szaman
indonezyjskich Bataków Morden Sitanggang, zachodnioafrykański szaman
Dagarów Malidoma Somé, gwatemalska szamanka i kapłanka Majów Do?a
Eufemia Cholac Chicol, buriacka szamanka Nadia Stiepanowa, koreańska
szamanka tańca Hi-ah Park i maoryska szamanka Wai Turoa-Morgan. W tej
części mowa jest o poszczególnych aspektach szamanizmu, od całościowej,
systemowej działalności szamanów przez głębokie i ponadczasowe
powiązania z mitycznymi praprzodkami. Omawiane są drogi inicjacji
szamańskiej, kontakty z innymi światami, zasadnicza rola śmierci i ponownych narodzin, a także zadania stojące przed nowoczesnym
szamanizmem w zachodnim świecie.
Końcowa część, "Europejskie korzenie szamanizmu", to rozmowy z angielskimi szamanami drzew Dustym Millerem XIII i Dustym Millerem XIV,
z norweskim szamanem z plemienia Saami Ailem Gaupem oraz z niemiecką
kulturoznawczynią, badaczką matriarchatu i inicjatorką matriarchalnych
obrządków misteryjnych Heide Göttner-Abendroth. W tej części staje się
jasne, że tak jak kiedyś, tak i teraz stare tradycje szamańskie żyją na
obrzeżach nowoczesnej kultury. Zostaje również postawiona, być może
prowokacyjnie dla niektórych brzmiąca teza, że współczesnej wiedzy o przedchrystusowej tradycji matriarchalnej w Europie można użyć jako
narzędzia do badań korzeni szamańskich naszej własnej cywilizacji.
Rozmowy z szamanami i uzdrawiaczami XXI wieku kończy część zatytułowana
"Przyszłość szamanizmu". Znajdujemy w niej rozmowy z meksykańskim
szamanem i terapeutą José Lópezem Guidem i z szamanem Anasazi i Hisatsinom Josephem Standing Eagle, który odwołuje się do przekazów
zanikającej kultury swojego ludu. W tej części podejmuję odważną próbę
przeprowadzenia syntezy nowoczesnego zachodniego szamanizmu i archaicznych sposobów postrzegania szamańskiego świata. Jednocześnie
można w niej znaleźć wizjonerskie spojrzenie na istotność niedualnej
szamańskiej duchowości i na możliwości wyniesienia jej ponad
ograniczenia poszczególnych kultur.
Podsumowaniem jest część "Jaka dawna mądrość na jakie nowe czasy?".
Ponieważ już sam tytuł książki sugeruje, że przekazy szamańskie są dziś
niezwykle ważne, w tej części przedstawiam wybrane i streszczone
istotniejsze wypowiedzi. Mowa w niej nie tylko o medycznych i terapeutycznych koncepcjach i metodach, ale również o ich zastosowaniu w filozofii, naukach społecznych i do rozwiązywania konfliktów -?w świetle
ich etycznego i duchowego znaczenia. Nowoczesny świat może tu znaleźć
propozycje rozwiązań wielu pozornie nierozwiązywalnych problemów.
Na końcu książki zamieściłem listę adresów internetowych. Jeszcze
niedawno nie do pomyślenia było znalezienie elektronicznego adresu
szamana lub jego strony internetowej. To również wskazuje, jak nowymi
ścieżkami chadza szamanizm XXI wieku. Niektórzy rdzenni uzdrawiacze
mówią z uśmiechem, że wymiana, kiedyś możliwa wyłącznie na płaszczyźnie
wizyjno-duchowej, obecnie możliwa jest -?całkiem zwyczajnie -?za
pośrednictwem myszy i ekranu komputera. Na stronie 381 znajdują się
odnośniki do stron internetowych oferujących warsztaty szamańskie,
konferencje i spotkania. W książce mogła się oczywiście zmieścić jedynie
część tych ofert. Jest ich jednak tyle, że każdy będzie mógł nawiązać
kontakt z szamanem, którego wypowiedzi szczególnie go zainteresowały.
Istotną rzeczą jest to, że wszyscy moi rozmówcy oferują regularne
seminaria, dłuższe treningi, a czasami też szkolenia i obozy letnie.
Można więc potraktować tę książkę jako drogowskaz, który przez gąszcz
nie zawsze poważnych ofert prowadzi na współczesny rynek rdzennej
wiedzy. Czytelnik może wyrobić sobie opinię o osobowości każdego z nauczycieli, uzyskać wgląd w ich zaplecze kulturowe i dowiedzieć się,
jak konstruują swe przekazy. Osobiste rozmowy przekazują więcej niż
wymienianie etnograficznych niezwykłości różnych szamańskich tradycji.
Ukazują między innymi poczucie humoru szamanów, ich osobiste kryzysy,
drogę cierpienia, która u tych wiecznych poszukiwaczy zawsze prowadzi do
osiągnięcia harmonii. Takie szczere rozmowy okazują się najbardziej
skutecznym sposobem zbliżenia i zbudowania pomostu zrozumienia ponad
kulturowymi przepaściami. Odpowiedzi, nawet jeśli czasem wydają się
nieco krotochwilne i niemal niemożliwe do zastosowania, nie są poddawane
ocenie ani z czymkolwiek porównywane. Są uznawane za równorzędną,
pełnoprawną i całkowicie prawdopodobną rzeczywistość. Odpowiadający na
pytania szamani mogli mówić jak na naradach starszyzny -?otwarcie i od
serca.
Życzę wam, drogie czytelniczki i drodzy czytelnicy, spokoju i otwartego
serca. Zasiądźcie z nami przy ogniu, aby wysłuchać tych jakże aktualnych
słów z innych światów i innych czasów i przyjąć je.
Geseko von Lüpke
Olching, kwiecień 2008 roku
Szamanizm między epoką kamienia a nowoczesnością
Od prapoczątków historii niektórzy ludzie wiodą szczególnego rodzaju
podwójne życie. Z jednej strony mocno stoją na ziemi, z drugiej są
silnie zakorzenieni w innych światach. Błąkają się między różnymi
rzeczywistościami jak ptaki, jak posłańcy i misjonarze. Nazywamy ich
szamanami, magikami, uzdrawiaczami, medykami, czarownikami,
czarodziejami, prorokami.
Skąd ich znamy? Pojawiają się w naszych domach na zdjęciach z wakacji,
tańczą, brzęczą, turkoczą, bębnią, uzdrawiają, bełkoczą niezrozumiałe
słowa i pozostawiają nas bezradnych i zdezorientowanych.
Spotykamy ich na urlopach, w wielu miejscach na naszej coraz mniejszej
planecie, w Ayers Rock w Australii, w kurortach na wybrzeżach Sri Lanki,
na kenijskich sawannach, na amerykańskim południowym zachodzie, na
mongolskich stepach. Są, jak się zdaje, wszędzie -?od bieguna północnego
po Antarktydę. Są wszędzie, ale zwykle ich nie rozumiemy. Ich dzikość
nas przeraża, a ich zdolności i umiejętności -?fascynują.
Czasopisma i książki opowiadające o uzdrawiaczach i czarownikach, cudach
i sensacyjnych doświadczeniach powodują, że właściwie nie wiemy, z czym
mamy do czynienia. Z czymś pierwotnym? Prymitywnym? Z czymś
nienormalnym? Z obłąkaniem? Z oszustami? Czy może z mędrcami,
prawdziwymi uzdrawiaczami i mistrzami? Trzeba też wziąć pod uwagę fakt,
że szamanizm jako zjawisko jest dzisiaj bardzo modny. Bardzo wielu
mieszkańców środkowej Europy eksperymentuje z indiańskimi szałasami
potów, wyrusza na wizjonerskie wyprawy w rytmie bębnów, uczestniczy w warsztatach poświęconych archaicznym technikom ekstatycznym. Lekarze i pracownicy służby zdrowia licznie zjawiają się na konferencjach
szamańskich i przysłuchują się uważnie mądrościom uzdrawiaczy
pochodzących z rdzennych kultur. Prastare zabiegi terapeutyczne od dawna
są stosowane w nowoczesnej psychoterapii. Obserwujemy eksplozję
seminariów poświęconych sztuce ludowego uzdrawiania. Prawie żadne
wydawnictwo nie może już liczyć na dobry obrót, jeśli nie wydaje pozycji
poświęconych szamanizmowi i magii. Księgarnie muzyczne mają całe sekcje
z archaiczną, rdzenną muzyką.
Jak to się stało, że zainteresowanie szamanizmem -?najstarszą dyscypliną
religijną, leczniczą i psychologiczną -?w dobie komputerów i statków
kosmicznych nagle odżyło?
Jeszcze kilka lat temu ta prastara wiedza wydawała się skazana na
śmierć. Teraz zapoznają się z nią lekarze, biznesmeni i psychologowie
oraz wszyscy ci, którzy spragnieni są mądrości i wskazówek na temat
osobistego rozwoju.
Czym więc jest szamanizm?
Dla jednych szamani to godni podziwu wirtuozowie magii, dla innych -
szarlatani. Jedni uważają ich prastare praktyki za źródło cennych myśli
o "odczarowanej" przez naukę rzeczywistości. Inni widzą w nich
hokus-pokus z epoki kamienia. Jeszcze inni twierdzą, że szamanizm
istnieje wyłącznie w naszych głowach -?jest projekcją tego wszystkiego,
czego nam dzisiaj brakuje: szaleństwa, spontaniczności, mistyki, starych
legend, związków z naturą.
Ten, kto podchodzi do szamanizmu wyłącznie z zewnątrz, bardzo szybko
napotyka racjonalne, logiczne przeszkody w jego rozumieniu. W taki
sposób nie da się go pojąć. Naukowe definicje szamanizmu również cechuje
nieokreśloność. Ale gdy się czegoś nie rozumie, można wokół tego krążyć
i akceptując napotykane po drodze niespodzianki, pomału zbliżać się do
istoty rzeczy.
Co do jednego szamani i większość zachodnich badaczy wydają się być
zgodni: narodziny szamanizmu należy wiązać z doświadczeniem śmierci
prehistorycznych ludzi. Bezpośrednio z tym wiąże się przekonanie, że
pożegnanie świata żywych nie jest pożegnaniem ostatecznym. Dla naszych
przodków nie był to pretensjonalny wymysł, ale po prostu spostrzeżenie w oczywisty sposób wynikające z obserwacji natury. Nowe życie nieustannie
powstaje z tego, co umiera. A jeśli początek i koniec życia są etapami
cyklu, śmierć oznacza nie tylko rozpad, ale i uwolnienie się czegoś, co
wykracza poza granice ciała. Od tego spostrzeżenia już tylko krok do
wiary w duszę lub dokładniej: "wyobrażenia o istnieniu niezależnej od
ciała duchowej energii"1. Oczywiście wierzyli w to już
przodkowie homo sapiens. Wykopaliska potwierdzają, że już
Neandertalczycy (żyjący od 160 tysięcy do 40 tysięcy lat przed naszą
erą) grzebali bliskich w sposób wyraźnie wskazujący na ich niepodważalną
wiarę w życie po śmierci. Nawiązanie kontaktu z wolną duszą zmarłej czy
też żyjącej istoty -?bez względu na to, czy chodzi o zwierzę, czy
człowieka -?było i pozostało odwieczną tęsknotą człowieka. Stąd
najprawdopodobniej wzięły się rytuały i ceremonie. Miały pomóc w nawiązaniu takiego kontaktu. Na podstawie tego doświadczenia stworzono
model świata, który potrafi je wyjaśnić.
Jeśli prastary mit o śmierci i ponownych narodzinach uznamy za źródło
szamanizmu, zobaczymy, że staje się on kulturową i duchową kontynuacją
tradycyjnych wierzeń naszych prapraprzodków ze środkowego paleolitu i pierwszych ludzi wczesnej epoki kamienia. Wyjaśnia to też istnienie
starych szamańskich tradycji na całej kuli ziemskiej -?od lodowych
połaci północy przez tundry, prerie i obszary o klimacie umiarkowanym aż
do pustyni i puszcz wschodu, zachodu, północy i południa. Wiąże się to
bowiem z doświadczeniem ogólnoludzkim, niezależnym od kultury.
Pierwotność szamanizmu widać również w aspekcie historycznym, kiedy
potraktujemy go jako dominującą formę praktyk duchowych. W porównaniu z szamanizmem wszystkie funkcjonujące dzisiaj religie instytucjonalne z historyczno-kulturowego i historyczno-religijnego punktu widzenia są
bardzo młode.
Praprzodek wszystkich religii
Zachodni świat stworzył wiele teorii na temat szamanizmu. Na ogół
odzwierciedlają one raczej systemy postrzegania świata i sposoby
myślenia samych badaczy niż prawdziwy świat szamanów.
Ponieważ szamani i szamanki żyją na całej kuli ziemskiej od co najmniej
czterdziestu tysięcy lat, dla wielu są ciekawymi reliktami dawnej
religijności myśliwych i zbieraczy. Historia kultury z ogromnej
powszechności szamańskich praktyk wysnuła wniosek, że szamanizm jest
etapem, przez który w rozwoju kulturowym przechodzi każda społeczność.
Ów pogląd sugeruje pośrednio, że mówiąc o szamanizmie, mówimy o przestarzałej, "prymitywnej" formie kultury, która w "rozwiniętych"
społeczeństwach musi skończyć w lamusie. Innymi słowy: jeśli chcemy się
nadal "rozwijać" jako ludzkość, praktyki szamańskie muszą umrzeć.
Podobne przekonania prezentują antropolodzy i kulturoznawcy. Twierdzą,
że świadomość ludzka przechodzi przez różne etapy: od etapu archaicznego
do magicznego, a potem od mitologicznego do racjonalnego. Taki sąd
opiera się oczywiście na założeniu, że dzisiejsza racjonalna świadomość
czysto materialnego świata jest najwyższą formą świadomości, a inne
formy postrzegania były tylko jej zwiastunami i można je obecnie
całkowicie wyeliminować. Po lekturze rozmów z szamanami, posługującymi
się kompleksową wewnętrzną i racjonalną analizą, czytelnik z całą
pewnością nie da wiary sądom, iż ich wiedzę należy traktować jako coś
prymitywnego, archaicznego czy duchowo ułomnego.
Wizja świata odrzucająca szamanizm dość szybko traci zwolenników, nie
tylko dlatego, że wynika z osądzającej, europocentrycznej perspektywy,
ale też dlatego, że wymaga pominięcia faktu, iż w dominujących religiach
nowożytnych obecne są nurty bardzo podobne do szamanizmu. Wystarczy
przypomnieć teorie wielkich chrześcijańskich mistyków średniowiecza, na
przykład teorię duchowości przyrody świętego Franciszka z Asyżu, wizję
zaludnionego kosmosu Giordana Bruna czy ideę Goethego o całkowicie
ożywionym świecie. Coraz mocniej utrwala się koncepcja, iż nie trzeba
przezwyciężać i odrzucać pewnych form kulturowych czy świadomościowych,
ale należy je wykorzystać do osiągnięcia integracji i traktować jako
swego rodzaju kontinuum. Według tej koncepcji każda kolejna faza rozwoju
kulturowego i forma świadomości zawiera wszystkie poprzednie. Rozwoju
nie definiuje się więc jako odrzucenia "przedawnionej" przeszłości, ale
jako zdolność do swobodnego poruszania się między różnymi jego fazami w procesie duchowej ewolucji, tak aby ostatecznie osiągnąć fazę
integralną. Nowoczesna racjonalność zachodniego świata nie jest już więc
ostatecznym celem ewolucji, ale raczej kulturową decyzją o przyjęciu
określonego paradygmatu postrzegania, do której przychyliła się w pewnym
momencie naszego rozwoju część ludzkości, podczas gdy inne kultury
wybrały i nadal wybierają inną drogę.
Z tej perspektywy szamanizm może być traktowany jako podstawowa forma
kulturowego wyrazu, a na płaszczyźnie duchowej -?jako źródło lub
praprzodek wszystkich religii. Nie dlatego, że trzeba w niego wierzyć,
ale dlatego że właśnie od niego zaczynają się doświadczenia wskazujące
drogę do duchowej jedności świata i do mistycznego doświadczenia tej
jedności.
Ten, kto, jak nasi praprzodkowie, ma wiarę duchową, rozumie, że istnieje
wiele płaszczyzn rzeczywistości, które się nawzajem przenikają -
materialne i niematerialne, które razem tworzą jeden, nierozdzielny,
niedualny świat. Dostęp do tych na pierwszy rzut oka niewidzialnych czy
niepostrzegalnych płaszczyzn rzeczywistości można uzyskać tylko wtedy,
kiedy jest się gotowym przekroczyć granice zwykłej codziennej
świadomości. Do tego zawsze potrzebni byli specjaliści, ludzie skłonni
ruszyć taką ścieżką. Określenie "szaman" pochodzi z języków
tungusko-mandżurskich i oznacza dosłownie człowieka rozgorączkowanego,
podnieconego. "Ten, kto jest szamanem, wprowadza się w inny stan
świadomości, staje się gorący, roznamiętniony, uduchowiony" -?wyjaśnia
etnolog Amelie Schenk2. Świadomość przechodzi wówczas przez całą
skalę stanów psychicznych, dostępnych wszystkim. Dochodzi do
transformacji od stanu "normalnego" przez "intensywny" do
"euforycznego". Szamani mają ową skalę wrażliwości, uczuć i postrzegania
otwartą ku górze, co umożliwia im dosięgnięcie obszaru, w którym
charakterystyczne dla niego doznania jedni nazywają patologią, a inni
ekstazą. Da się to być może zamknąć w słowie "niezwykłość". O doświadczeniach, które stają się wówczas udziałem szamanów -
doświadczeniach z pogranicza śmierci, narodzin, stanów pozacielesnych,
podróży w inne światy, w obszary niebiańskie czy piekielne, spotkaniach
z archetypami i mitologicznymi siłami, z duchami zwierząt, zwierzętami
mocy i totemami -?mówią mity, bajki, legendy i duchowe przekazy niemal
wszystkich starych kultur.
Między odrzuceniem a fascynacją
Odbiór szamanizmu w zachodnim świecie przeszedł przez wiele
etapów3. Jako jedni z pierwszych pisali o szamanach jezuici.
Nazywali ich oszustami i fałszerzami. Jeśli jednak spędzili z nimi jakiś
czas, przyznawali, że mają oni nadzwyczajne umiejętności i uzdolnienia.
W późniejszej literaturze nie ma już mowy o oszustach, ale o dziele
diabła. "Ludzie, którzy żyli wśród szamanów, szybko zaczynali w nich
wierzyć -?mówi Bill Lyon, antropolog i badacz szamanizmu z amerykańskiego południowego zachodu. -?Kto nie wierzy w ich potęgę, ten
ich nie zna. Kto z nimi mieszka, pracuje i spędza czas, wie, że naprawdę
potrafią robić to, o czym mówią".
Czy istnieją też dzisiaj zaklinacze deszczu, cudowni uzdrawiacze,
wywoływacze duchów? Pokazują nam -?ludziom ukształtowanym na zachodnią,
nowoczesną modłę -?zaczarowany świat w dosłownym tego słowa znaczeniu,
dziwaczny świat, który rozbija struktury naszego postrzegania. Dla
światłego mieszkańca Europy Środkowej szamani są przeciwieństwem
nowoczesności, zachodniego racjonalizmu i tego, co nazywamy oświeceniem.
Zachodnia nauka długo uznawała całą kulturową fazę szamanizmu za
patologię, a jej przedstawicieli uważała za histeryków, neurotyków i schizofreników.
Kim są szamani i szamanki we własnych krajach? Koreańska szamanka i tancerka Hi-ah Park nazywa ich z pewną dozą autoironii "duchowymi
kominiarzami", odpowiedzialnymi za wywóz "niewidzialnych śmieci
psychicznych". Ailo Gaup, szaman Saamów, ostatniej europejskiej
społeczności nomadów z północnej Skandynawii, mówi: "Myślę, że szamani
to artyści. Jesteśmy jednak w tym samym stopniu gawędziarzami, co
klaunami". A inkaski uzdrawiacz Don Oscar Miro-Quesada zawodzi zbyt
wielkie oczekiwania, kiedy zaczyna wyliczankę: "Murarzami, mężami,
dziadkami, ojcami, ludźmi". Tych, którzy poruszają się między
codziennością a mitologicznymi światami innych świadomości, nie da się
łatwo zaszufladkować. Dlatego maoryska szamanka Wai Turoa-Morgan ma dużo
zrozumienia dla zachodnich sceptyków. "Myślę, że naprawdę cechuje nas
coś takiego jak stan kontrolowanego szaleństwa. Chodzimy po ostrzu
noża". Szamani i szamanki są medykami, kapłanami, psychologami i terapeutami w jednej osobie, a swym plemionom służą nie tylko jako
pedagodzy, sędziowie, wojownicy i myśliwi, ale też jako tancerze,
śpiewacy i artyści. Mongolski szaman i książę swego plemienia, a równocześnie studiujący w Niemczech pisarz Galsan Tschinag mówi:
"Szamanizm jest sumą wielości. Szaman musi umieć wszystko. Szamanem się
nie zostaje, szamanem się jest. Potrzeba do tego szóstego zmysłu. Szaman
to człowiek, który widzi i słyszy to, czego inni nie dostrzegają. To dar
natury, ukryta zdolność, która ma tak wielką wartość jak szlachetne
kamienie. Tragedia kultury europejskiej polega na tym, że człowiek,
który zauważa u siebie takie zdolności, natychmiast uznawany jest za
szaleńca, wariata, kogoś z zaburzeniami umysłowymi, opętanego lub
wichrzyciela".
Podróżnicy w inne światy
Szlachetne, święte szaleństwo? Szamani to często archaiczni odkrywcy,
podróżnicy w niematerialne światy: światy duchów i bożków, przewodników
duchowych, przodków, niematerialnych bytów posługujących się intuicją i wizją. Szaman żyje pomiędzy światami. Jest budowniczym mostów, które we
wszystkich niemal tradycyjnych kulturach reprezentują integrację między
tym a tamtym światem. Za sprawą potęgi świadomości szamani potrafią się
przemieszczać w inne rzeczywistości. Dla etnologa i botanika Christiana
Raetscha szamanizm jest techniką świadomości: "To nie jest system
wierzeń. Nie chodzi tu o wiarę, ale o zbiór technik związanych ze
stanami świadomości oraz o dostęp do tych przestrzeni kosmosu,
rzeczywistości i innych wymiarów, które zwykle są niewidzialne i niedostępne". Tradycje całego świata nadają Wielkiemu Duchowi wiele
nazw. Istnieje też wielka liczba środków pomocniczych, metod i technik,
dzięki którym szamani otwierają się na ogrom nieznanej przestrzeni. Mogą
to być rozmaite dźwięki, bębnienie, techniki oddychania, rytualne tańce
i wchodzenie w trans, a także oddziaływanie zmieniających świadomość
roślin, kontrola myśli, wizje przyszłości czy używanie symbolicznych,
energetycznie naładowanych przedmiotów.
Rzetelny stosunek do badań nad szamanizmem oznacza odejście od
ograniczających pojęć i wyobrażeń zachodnich religii, a także od norm i reguł "oświeconego umysłu". Na pewne pytania zachodnia nauka zawsze
odpowiadała tak samo. Aby naprawdę móc zrozumieć szamanizm, trzeba
wyruszyć z szamanami w podróż do innych światów. Nie da się tego zrobić
w fotelu, z książką na kolanach. Ale i taka książkowa podróż w świat
pozornej irracjonalności i mistyki może nauczyć nas czegoś o korzeniach
religii w ogóle, o ludzkiej psychice, o cudach życia, i objawić nam
egzystencjalną prawdę.
W swych plemiennych społecznościach szamani i szamanki w jednakowym
stopniu wywołują szacunek i trwogę. W odizolowanych tradycyjnych
kulturach pełnią funkcję lekarzy, uzdrawiaczy, ratowników w sytuacjach
kryzysowych. Są wodzami, a jednocześnie ludźmi odpowiedzialnymi za
utrzymanie pokoju. Są też tymi, którzy nie boją się śmierci i odbywają
podróże do krainy zmarłych. Potrafią wpływać na świat przyrody i zaczarowywać innych. W czasie rytuałów i ceremonii pokazują swym
wspólnotom drogę do mitologicznych korzeni. Są więc także strażnikami
kultury, z której się wywodzą. Promują zdrowie, harmonię i tożsamość,
wciąż na nowo odbudowując własny obraz świata.
Dla zachodniej nauki, tak chętnie odkrywającej nowe zjawiska,
kategoryzującej je i wkładającej do odpowiednich przegródek, szamanizm
był zawsze czymś niepojmowalnym. Nie pasuje do żadnej przegródki. Bo
choć szamani żyją na całym świecie, nie ma dwóch takich samych. Każdy
potrafi coś innego, każdy śpiewa swą własną pieśń, każdego prowadzą jego
własne duchy, przodkowie i bożki. Są do siebie podobni -?mówi etnolog
Amelie Schenk -?wyłącznie pod względem podejścia do świata, powagi, z jaką poświęcają się swej pracy, intensywności modlitw. Tak samo składają
ofiary duchom i potrafią wychodzić poza to, co dostępne "normalnym
ludziom".
"Każdy szaman idzie własną drogą. Gdybyśmy ustawili obok siebie pięciu
szamanów z tej samej tradycji, rozpoznalibyśmy oczywiście pewne cechy
wspólne: w ich kostiumach, ekwipunku, oporządzeniu, ale w środku każdy
jest inny, ma inne marzenia i wizje. Szamanizm jest zawsze czymś
unikalnym, czymś, czego się doświadcza samemu. Nikt nie ma przed sobą
prostej i przewidywalnej ścieżki. I każdy dochodzi do miejsca, w którym
nie wiadomo, co dalej".
Ścieżka szamana
"Szamanem się nie zostaje, szamanem się jest" -?mówi Galsan Tschinag.
Wielu Europejczyków chciałoby zostać szamanami, podczas gdy w rdzennych
kulturach zadanie to wzbudza trwogę. Szamanizm to choroba,
egzystencjalne wyzwanie, ciężki los, coś, co na człowieka spada, mówi
Percy Konqobe, szaman i sangoma z południowoafrykańskiego plemienia
Xhosa: "To powołanie, któremu nie można się przeciwstawić. Jeśli ktoś
próbuje się opierać, dzieją się okropne rzeczy. Nie można podjąć decyzji
o zostaniu sangomą. Jest się do tego zmuszonym przez szereg
niewidzialnych czynników i okoliczności. Dzieją się z człowiekiem bardzo
dziwne rzeczy i wielu uważa go za wariata. Szaman, który kocha to, co
robi, nigdy się tak naprawdę nie poświęca. Jeśli pojawia się
poświęcenie, kończy się miłość".
Ci, którzy uczą się przez naśladowanie innych, uważani są w tradycyjnych
kulturach za praktykantów, pomocników, "małych szamanów". Etnologia
wymienia dwa warunki szamańskiego powołania: genetyczne uwarunkowanie do
posiadania "szóstego zmysłu" i egzystencjalny kryzys -?ostry zakręt
losu, który radykalnie przekształca psychikę, szok, który zmienia
osobowość, zagrażający życiu wypadek, całkowita klęska finansowa lub
społeczna, znalezienie się na skraju śmierci. Takim wyzwaniom muszą
stawić czoło najwięksi szamani. Niemal każdy z nich przeżył coś takiego.
To tak zwana choroba inicjacyjna. Chorują na nią ludzie na całym świecie
-?zachodnia nauka nie potrafi jej nazwać i na ogół mówi w jej przypadku
o chorobie psychosomatycznej. Objawy fizyczne mogą być bardzo dotkliwe:
silne bóle, poczucie ogromnego ciśnienia, gorączka, zawroty głowy,
utrata przytomności. Hi-ah Park, koreańska szamanka tańca, była przez
wiele miesięcy sparaliżowana. Zachodnia medycyna nie potrafiła
powiedzieć dlaczego. "U nas nazywa się to chorobą duchową. W pewnym
momencie wpada się w czarną, pustą otchłań i człowiek myśli, że umiera.
Wtedy zaczynają się marzenia senne i wizje. To jest jak misterium. Na
początku niczego się nie rozumie. A potem nagle jakoś rozumie się to,
czego się nie rozumie. I zanim się człowiek zupełnie zagubi, pojawia się
nie wiadomo skąd stary, doświadczony szaman. Rozpoznaje, co się dzieje,
i przeprowadza inicjację. I człowiek rodzi się na nowo jako Dziecko
Ducha".
Inicjacja i nauki szamańskie są jednak czymś bardzo dalekim od tego, co
nazywamy szkołą i nauką na Zachodzie. Podczas gdy księża wychodzą od
koncepcji uporządkowanego obrazu Boga i świata, w szamanizmie chodzi o to, aby przełamać wszelkie przekonania i samemu, często z wielkim
wysiłkiem, krok po kroku zbliżać się do bogów i duchów. Towarzyszą temu
nierzadko rany i ból, izolacja i strach, ekstaza w tańcu i muzyce, post
i spożywanie roślin wywołujących odmienne stany świadomości. To coś, co
odbywa się na granicy szaleństwa. Zawsze muszą w tym współuczestniczyć
doświadczeni szamani.
Aby uzyskać wgląd w sferę znajdującą się poza rzeczywistością
materialną, adept musi odciąć się od wszelkich kulturowych wzorców
zachowań, całkowicie się uwolnić od wszelkich poglądów i koncepcji.
Uczenie się wymaga zrezygnowania ze wszelkiego porządku. Trzeba pozwolić
zapanować chaosowi, aby jak na pustym białym ekranie mogły pojawić się
wizje. "Odrzucamy rozsądek i nie boimy się paradoksów -?mówi peruwiański
szaman Don Oscar Miro-Quesada. -?Można nawet powiedzieć, że istota
szamanizmu to doskonalenie umiejętności cieszenia się cudownie
nieprzewidywalną naturą życia. Im swobodniej i z większym zaufaniem
podchodzi się do tego, co nieprzewidywalne, ze wszystkimi
niespodziankami, z tym, co nieoczekiwane i zaskakujące, tym wcześniej
można zacząć płynąć z nurtem życia i rozwijać niezwykłe umiejętności i moce".
Ponad podziałem człowiek -?świat przyrody
Z kozetką w gabinecie zachodniego terapeuty nie mają te metody wiele
wspólnego. Kultury szamańskie zachowały się w tropikalnych puszczach, na
suchych wydmach, w lodowatych tundrach. Wewnętrzne i zewnętrzne światy
traktują jako jedno i to samo. Nakładają się one na siebie i rozpuszczają w sobie. Nasz zachodni podział na podmiot i przedmiot tam
nie istnieje, a tym bardziej nie istnieje ostre rozgraniczenie między
tym, co racjonalne, a tym, co nieracjonalne. Społeczności szamańskie
uważają, że świata psychiki nie da się oddzielić od świata natury.
Psychikę, a więc duszę i świadomość, szamani odnajdują wszędzie: w sobie
i poza sobą. Duch szamana może dotknąć ducha kamienia, mówi tuwiński
szaman Galsan Tschinag. "Kamień ma swojego ducha. Niebo jest moim ojcem,
ziemia -?moją matką. Kiedy wyrażam się z takim szacunkiem o przyrodzie,
szacunek ten musi zacząć się ode mnie samego. My, którzy wywodzimy się z przyrody, rozumiemy, co ona oznacza: przyroda jest bardzo silna,
przyroda oznacza moc. To, co przemawia przez szamanów, to właśnie moc
przyrody".
Szamanizm postrzega rzeczywistość zupełnie inaczej niż kultura Zachodu.
Podczas gdy nowoczesna nauka rozbija świat na szereg małych odrębnych
części, szamanizm uważa go za jedność. Mikrokosmos człowieka jest całym
makrokosmosem. Kiedy szaman wchodzi w głębię swego wewnętrznego świata,
przekracza jednocześnie granice kosmosu i odbywa kosmiczne podróże. Nie
traktuje świata jak ogromnej maszyny, ale jak ocean niematerialnych pól
mocy, które podlegają ustawicznym zmianom. Również materię stałą
postrzega -?podobnie jak współczesna fizyka -?jako zagęszczoną, żywą
energię. Zamiast jednak stosować terminy naukowe, szamani mówią o spirits. Spirits to nie to samo co duchy, jak my, z braku innych
możliwości, dość bezradnie tłumaczymy. Spirit jest czymś pozbawionym
formy, bezczasową przestrzenią, która przepływa przez wszystkich ludzi i wszystkie rzeczy. Szaman -?czy jego wyższe ja -?który potrafi się do tej
energii przyłączyć, widzi pomiędzy, poza i pod tym, co istnieje.
Antropologowie i zachodni religioznawcy bardzo powoli zaczynają pojmować
ów obcy kosmos. Etnopsycholog Holger Kalweit mówi: "Ogólnie rzecz
biorąc, rozróżniamy i określamy trzy osobne obszary: świat materialny,
taki, jakim go postrzegamy, świat energii, psyche, dla której każda
społeczność ma własne nazwy, na którą składają się myśli i uczucia i która wytwarza materię, i naszą prawdziwą istotę, w której nie ma już
myśli i uczuć, jest tylko czysty duch, bez treści". Najróżniejsze
rdzenne tradycje przywołują metaforę trzypiętrowego drzewa życia, po
którym szamani wspinają się w górę i schodzą w dół: podziemny świat
zmarłych, przodków i transformacji, znajdujący się w środku świat ludzi
i widocznej manifestacji rzeczywistości, i górny świat niebiańskich
duchów, gwiazd, Księżyca, Słońca wraz z ich boginiami i bożkami.
W wielu szamańskich tradycjach tę pionową oś uzupełnia pozioma
powierzchnia koła, podzielona zgodnie z kierunkami nieba na cztery
części. Jest to symbol reprezentujący koło cyklicznych, niekończących
się zmian, narodzin i śmierci, stawania się i przemijania, jak również
pór roku i wieku człowieka, wyzwań przed nim stojących i wglądów, jakich
doświadcza. To, co znajduje się w środku kręgu uzdrawiania, dotyczy
świata materialnego, a to, co przenika świat żywych z zewnątrz, pochodzi
z niematerialnego, nieograniczonego świata ducha. Człowiek jest więc
częścią widzialnego i niewidzialnego kosmosu, który ma wiele płaszczyzn
i kierunków.
Szaman potrafi się przemieszczać po tych płaszczyznach we wszystkich
kierunkach. Musi się stale oczyszczać, uwalniać od poglądów i rozpuszczać swoje ja -?temu właśnie służą rytuały -?aby stać się
nieodłączną częścią Całości. A tam, jak mówi Galsan Tschinag, nie jest
się już ofiarą sił natury, ale jej aktywnym czynnikiem sprawczym,
posiadającym ogromną moc. "Całkowicie wtapiam się w przyrodę. Jestem po
prostu cząstką wielkiej natury. Całkowicie się z nią identyfikuję. Kiedy
człowiek zyskuje tę umiejętność, natura zaczyna mu służyć. Człowiek
staje się małym punkcikiem w wielkim kole życia".
Czas głębi i kolektywna mądrość
W tym całkowicie uduchowionym świecie duchy i przodkowie zajmują
centralne miejsce. Z szamańskiej perspektywy są już częścią całości,
znają już drogę. Szaman, który nawiązuje z nimi kontakt, zawsze działa
na styku życia i śmierci. Umiera w normalnym świecie, wkracza -?wolny od
ego -?w obszar pomiędzy i wraca narodzony na nowo. Szamani koreańscy
twierdzą, że w tej unio mystica stają się jednością z bogiem i przez
potęgę przemiany zostają natchnieni Duchem.
Percy Konqobe mówi: "Przodkowie niosą posłannictwo do wyższych istot,
znają drogę. Są tymi, którzy nas uczą, którzy pomagają nam działać,
podejmować decyzje, tworzyć to, co ma być stworzone. Są jak nasze
cienie: tam, gdzie jesteśmy my, zawsze są i oni".
Duchy, przewodnicy duchowi, zjawy zawsze utrudniali zrozumienie
szamanizmu. Tu zderza się bowiem zachodni rozsądek z tradycyjną mistyką.
Dla kultury szamańskiej zjawy i duchy przodków nie są wymyślonymi
metafizycznymi figurami, ale namacalnymi pomocnikami, istotami, z którymi można nawiązać kontakt podczas rytuałów, transów czy seansów
spirytystycznych. Co więcej, są tymi, którzy udzielają szamanowi sił i zdolności określanych przez krytyczny umysł jako magia czy egzorcyzmy:
uczą, jak uzdrawiać, wróżyć, odbywać podróże pozacielesne, odprawiać
czary ochronne, wpływać na warunki atmosferyczne i pomyślność łowów.
W opisach praktyk szamańskich pojęcia "przodek" i "duch" czasem się
zamazują. Wyłania się jednak absolutne przekonanie, że dzięki sile
świadomości człowiek może dotknąć całkiem innych, nowych doświadczeń i posiąść wiedzę, która leży po drugiej stronie czasu i przestrzeni. Do
tego służą kontakty z przodkami, które można by tłumaczyć jako rodzaj
"genetycznej pamięci". "Moja tradycja jest bardzo stara, a ja jestem tak
stary jak ona -?mówi inuicki szaman Angaangaq. -?Sam z siebie nie mogę
zrobić nic. Mój mózg jest bardzo mały, a na dodatek wykorzystuję jedynie
niewielką jego część. (...) Sam mam minimalną wiedzę, cała reszta
pochodzi od przodków". Mowa tu o tożsamości, która wykracza daleko poza
pojedyncze istnienie. I rzeczywiście szamani twierdzą, że potrafią
swobodnie przemieszczać się w czasie -?podróżować w przyszłość i przeszłość. Nauka Zachodu, a konkretnie biologia ewolucyjna, próbuje
rozszyfrować zapis genetyczny, jaki w sobie nosimy. Szamani, kiedy to
słyszą, mówią, że oni po prostu wykorzystują swą jaźń, aby uzyskać
dostęp do genetycznej "spiżarni" pamięci komórkowej, a dzięki pomocy
duchów przodków mają dostęp do całej zbiorowej wiedzy wszystkich tych,
co żyli przed nimi. Zachodni psychologowie nie kwestionują faktu, że
niektóre zachowania ich pacjentów mają korzenie w uwarunkowaniach
poprzednich generacji. Szamani mówią, że to, co uzdrawiamy w sobie,
uzdrawiamy też w swoich przodkach, a uzdrawianie przodków poprawia nasz
stan fizyczny i psychiczny. Twierdzą więc ni mniej, ni więcej, że
możliwe jest wykraczanie poza nasz linearny czas i działanie w przeszłości, i wpływanie w ten sposób na teraźniejszość. Wszystkie te na
pierwszy rzut oka nieprawdopodobne wypowiedzi wymagają od nas
rozszerzenia strefy tolerancji umysłu, wytrenowanego w określony sposób.
Po drugiej stronie umysłu -?transracjonalność?
Ci, którzy interesują się szamanizmem i niewyjaśnionymi dla nas
zdolnościami szamanów, muszą -?wbrew całej mocy krytycznego umysłu -?ze
zdziwieniem stwierdzić, że zdolności te naprawdę mają moc sprawczą.
Etnolog Bill Lyons wyraża opinię wielu kolegów po fachu: "Kiedy idziesz
na ceremonię zaklinania deszczu i spędzasz na niej dwa, trzy dni,
zaczyna padać deszcz! Zawsze! To działa za każdym razem! Nie rozumiemy,
jak to się dzieje, ale się dzieje. Nie powinniśmy traktować tych ludzi
jak głupców. Nie odprawialiby tych ceremonii od tysięcy lat, gdyby to
nic nie dawało. Tacy głupi nie są!".
Można by wysnuć wniosek, że ludzie, którzy z czystej ignorancji nie chcą
uznać skuteczności tych praktyk, muszą się wiele nauczyć -?i jest to być
może ich najmniejszy wspólny mianownik.
Szamanizm wymaga od nas co najmniej przyznania, że nasz światły,
rozsądny sposób pojmowania świata ma ograniczenia. I że naprawdę
istnieje coś, co wykracza poza materialną rzeczywistość. Wymaga od nas
rezygnacji z naszego ulubionego albo-albo. Szamani ukazują nam świat
wielkiej kreatywności, świat potencjału i nieograniczonych możliwości.
Jest w nim -?jak w naszym życiu -?wiele różnych prawd, czasami
sprzecznych. Jeśli rozum -?wygenerowany z widzialnego świata -?przestaje
być jedynym kryterium prawdy, racjonalność i irracjonalność mogą istnieć
obok siebie i wskazywać drogę do transracjonalnego świata, leżącego po
drugiej stronie tego autokratycznego podziału.
Oznacza to też, że prowadzić nowoczesne badania szamanizmu możemy tylko
wtedy, kiedy pozwolimy się zaprowadzić do krainy nieograniczonych
możliwości naszej świadomości. Jeśli chcemy naprawdę zrozumieć
szamanizm, musimy go doświadczyć, mówi Wolf Wies, jeden z pionierów
dialogu między starymi tradycjami a nowoczesnym światem. "Jeśli człowiek
Zachodu ma się otworzyć na te rzeczy, musi sam je przeżyć. Kogo jednak
od początku przepełniają sceptycyzm i wątpliwości, kto podchodzi do
nich, kierując się wyłącznie rozumem, ten nie uzyska do nich dostępu.
Ludzie, którzy choćby raz przeszli przez szamańskie doświadczenie, nie
czują potrzeby jego tłumaczenia -?jego wartość staje się dla nich
oczywistością. Nawiązują kontakt z nową płaszczyzną świadomości i mogą
go później odtwarzać, nie potrzebując pomocy szamana".
Jak w każdym zespole specjalistów każdy szaman potrafi coś innego. Żaden
nie potrafi wszystkiego. Tylko niewielu jest w stanie racjonalnie
wytłumaczyć swoje zdolności. Prawie żaden nie uważa, że to potrzebne.
Ważne jest tylko to, że ich ceremonie i rytuały przynoszą pożądane
skutki. "Droga szamana nigdy się nie kończy -?stwierdził studwuletni Don
Jose Matsuwa z meksykańskiego plemienia Huiczoli. -?Jestem bardzo starym
człowiekiem, a jednocześnie małym dzieckiem, które stoi przepełnione
trwogą przed wielkim misterium życia". Wypowiedź ta ukazuje podstawową
myśl szamanizmu: pomimo ogromu wiedzy psychologicznej, mitologicznej,
duchowej i medycznej szaman zawsze uważa się za kogoś, kto nieprzerwanie
się uczy, czerpiąc mądrość z samego bytu. Niektórzy z szamanów
przyznają, że obok siły ducha dysponują całym arsenałem różnych trików i iluzji -?korzystają z niego, by zrobić wrażenie na tych, którzy ich
oglądają, albo zwyczajnie po to, aby wyrwać się monotonii codzienności,
którą są przesiąknięte również rdzenne kultury. To jednak tylko niewinne
sztuczki.
Nowoczesne badania nad szamanizmem nie wykluczają już tego, że nasi
przodkowie rzeczywiście mieli dostęp do tych regionów świadomości, o których my już dawno zapomnieliśmy. Odkąd nowoczesna fizyka usiłuje
odszyfrowywać zdolności szamanów, zdumiona paralelami między prastarym i najnowszym spojrzeniem na świat, nie wyklucza się już, że głębią
ludzkiej duszy rządzą inne prawa niż racjonalną logiką. Renesans
szamanizmu doprowadził do zakwestionowania naszego obrazu świata i postawił przed nami zadanie przestawienia pali granicznych wokół
dotychczasowego postrzegania rzeczywistości.
Szamanizm i leczenie
Podczas gdy szamańskie spojrzenie na świat, techniki zmieniania stanu
świadomości i inne metody magicznego wpływania na rzeczywistość wciąż
spotykają się we współczesnym świecie z nieufnością, odrzuceniem, a często i drastycznym sprzeciwem, stosunek medycyny do prastarej wiedzy
szamanów ewidentnie się zmienił. Przykładem są nie tylko etnofarmaceuci,
którzy na zlecenia wielkich firm farmaceutycznych przemierzają puszcze i tropikalne lasy naszej planety, aby szybko opatentować to, co tam znajdą
lub czego się nauczą -?nierzadko od szamanów. Udział w warsztatach i kursach prowadzonych przez rdzennych uzdrawiaczy jest obecnie ceniony
tak wysoko, że studenci medycyny otrzymują za to punkty niezbędne do
dalszej edukacji. Podczas licznych konferencji i seminariów medycznych
zasiadają obok siebie lekarze i szamani. Pojawiły się też ambulanse
szamańsko-medyczne, w których chorzy na raka lub cierpiący na zaburzenia
umysłowe mogą uzyskać pomoc od obu medycznych światów. Wydaje się więc
stosowne wspomnieć o powiązaniach szamanizmu i leczenia.
Każda społeczność ma własne poglądy na temat zdrowia, choroby, jej
przyczyn i terapii. Każda tradycja wykorzystuje własne metody i środki
lecznicze. Neurozy mogą się więc okazać duchami czy demonami, lekarze -
szamanami, bakterie -?karmą albo winą, a to, co nazywamy czarami -
złożonym rytuałem leczniczym mającym moc uzdrawiania indywidualnego i globalnego, przynoszącym korzyści choremu i całej społeczności. Metody
te sprawdzają się od tysięcy lat.
Słowo "leczyć" w języku niemieckim pochodzi od słowa "święty,
całościowy". Uzdrowienie jest możliwe -?w co wierzy nie tylko większość
tradycyjnych kultur, wierzyli w to także nasi przodkowie -?kiedy
zajmiemy we wszechświecie właściwe miejsce, kiedy przestrzegamy prawideł
życia, pamiętamy o starych mądrościach, czcimy przodków i zadowalamy
bogów.
Uzdrowienie jest powrotem do całości, jedności z naturą -?zarówno w przypadku jednostki, jak i całej wspólnoty. Szamani zawsze byli
mistrzami radzenia sobie z trudnościami, mistrzami przemian, tymi, co
przywracają jedność. Aby dokonywać takich przemian, szamani pełnili role
tych wszystkich, których dzisiaj nazywamy psychoterapeutami, kapłanami,
gawędziarzami, poetami, śpiewakami, artystami, tancerzami, mistrzami
ceremonii, mediatorami i negocjatorami, tymi, co uprawiają
przyrodolecznictwo i są mistrzami iluzji. Choroba jest według nich
zaburzeniem działających w człowieku i kosmosie sił, które u zdrowych
ludzi działają wspólnie i w pewien określony sposób. Chorujemy, kiedy to
siły życiowe nie mogą swobodnie przez nas przepływać.
Zaburzenia sprawiają, że w całościowym systemie ciała i ducha osadzają
się negatywne lub niezrównoważone energie, które przejmują kontrolę i uwidaczniają się jako symptomy choroby.
Zadanie uzdrawiacza polega na tym, aby usunąć z systemu te negatywne
energie, rozpuścić supły energetyczne i przywrócić ciału równowagę.
Choroba nie jest więc wrogiem, którego trzeba pokonać. Jest mającym
pełne prawo do istnienia bytem, który po prostu zbłądził. Szamani nie
walczą z chorobą, jak to robią nasi lekarze. Podchodzą do tej energii,
tego stanu, tego ducha ze współczuciem. Rozumieją, że zajął w ciele
pacjenta niewłaściwe miejsce. Uzdrawianie indywidualne, polegające na
kierowaniu wszystkich energii we właściwe miejsca, wykracza więc poza
granice leczenia jednostki i staje się równocześnie uzdrawianiem całej
struktury kosmosu, jak mówi szaman Saami Ailo Gaup: "Te siły gdzieś
przynależą i po prostu się zagubiły, gdzieś mają sens i cel. Kiedy więc
powrócą na swoje miejsce, człowiek odzyskuje równowagę". Szamani i szamanki nie likwidują również bólu, ale uważają go za byt, który
poprzez swoją obecność budzi Ducha i domaga się zmiany. Szamani
dysponują całym spektrum rytualnych działań, które sprawiają, że ból
opuszcza ciało, przy czym zawsze uzdrawiają równocześnie ciało, umysł i duszę. Zamiast koncentrować się na usuwaniu objawów, stawianiu diagnozy
za pomocą skomplikowanego sprzętu i przeprowadzaniu konkretnych terapii
tradycyjne metody leczenia bazują na całościowym obrazie świata i człowieka. Korzystają z technik rytualnych i transowych, przywracają
choremu harmonię z samym sobą i własnym środowiskiem. Uzdrawiając ciało,
ducha i umysł, szamani korzystają z pomocy bogów, duchów i wyższych
istot, które traktują jako swoje kulturowe dziedzictwo.
Szamanizm jest więc odzyskiwaniem harmonii ze wszystkimi siłami kosmosu.
Pojęcie zdrowia daleko wykracza poza fizyczne zdrowie pojedynczego
człowieka. Ceremonie uzdrawiania, na ogół otwarte, mają na celu
umożliwienie choremu powrotu do pełnoprawnego życia w społeczności.
Przypominają też uczestniczącej w rytuałach wspólnocie o przestrzeganiu
duchowych i kulturowych reguł zdrowego życia. Uświadamiają jednostce i społeczności, że każda żyjąca istota ma prawo do zdrowia -?czyli do
zachowania równowagi między mikrokosmosem i makrokosmosem. O tym właśnie
przypomina się w rytuałach, często mocno udramatyzowanych. Uzmysławia
się też choremu, że sam przyczynił się do utraty równowagi w swoim
organizmie, sam jest więc odpowiedzialny za jej przywrócenie. Kiedy
pacjent zaczyna żyć w zgodzie z własnymi celami, nadziejami i potrzebami
-?odzyskuje zdrowie. Kiedy tych warunków nie spełnia, choruje. Definicja
ta podobna jest w obszernych fragmentach do nowoczesnej definicji
Światowej Organizacji Zdrowia, według której zdrowie to stan całkowitego
fizycznego, psychicznego i społecznego dobrostanu człowieka, a nie tylko
brak choroby.
Największa różnica między szamanem a zachodnim lekarzem polega na tym,
że szaman, zanim przystąpi do leczenia innych, musi najpierw uzdrowić
się sam. Jeśli nie przeżyje choroby inicjacyjnej, nie utraci orientacji
i poczucia porządku, nie doświadczy problemów, chaosu i choroby. Szaman
jest tym, który, wolny od uwikłań codzienności, musi potrafić rozpoznać
przyczyny i związki między wszelkimi zjawiskami. "Trzeba samemu przeżyć
i poznać wszystkie problemy, żeby pomagać je rozwiązywać innym -?mówi
sangoma Percy Konqobe. -?Trzeba samemu przez to przejść, a nawet przez
znacznie więcej, niż przechodzi pacjent. Nie ma innego wyjścia".
Szaman jest więc archetypem "rannego uzdrawiacza", który z jednej strony
podchodzi do pacjentów ze współczuciem i znajomością cierpienia, z drugiej jest świadomy procesu wzrostu i dojrzewania, jaki towarzyszy
każdej chorobie.
Przed rozpoczęciem leczenia trzeba oczywiście -?jak u nas -?postawić
diagnozę. Jest ona jednak o wiele szersza i o wiele bardziej
wielostronna. Szaman zna nie tylko pacjenta, ale i jego środowisko, wie
o pojawiających się w nim problemach i napięciach. Czasami uzdrawiacz
zatapia się w transie, nawiązuje kontakt z przodkami i pomocnikami
duchowymi i pozwala im się prowadzić. Przy stawianiu diagnozy nigdy nie
ma miejsca na zgadywanie, domniemywanie czy spekulacje. Szaman albo wie,
albo nie wie. Zawsze wyrabia sobie spojrzenie na całość. Przyczyną
cierpienia nigdy nie jest pojedynczy organ, dlatego diagnoza wykracza
poza granice jednostki -?co w nowoczesnej terminologii określa się jako
podejście systemowe. Objawy fizyczne są zawsze wyrazem innej głębokiej
przyczyny. W uzdrawianiu uczestniczy nie tylko chory, lecz także cała
jego wspólnota. Szaman wskazuje drogę przemiany. Lekiem są jednak nie
tylko rytuały, zaklinanie duchów czy wyciągi z ziół. Czasami, jak mówi
Galsan Tschinag, jest nim koktajl słów. "Jeśli mam pozostać wierny
swojej funkcji, zanim zacznę coś leczyć, muszę najpierw coś zburzyć.
Zanim przystąpię do uzdrawiania człowieka, muszę najpierw zniszczyć
ogarniające go odrętwienie, skostnienie. Potem dopiero przychodzi czas
na inne słowa". Chodzi o przekraczanie granic, o zmianę postrzegania
siebie samego, o otwarcie nowych przestrzeni, mówi etnopsycholog Holger
Kalweit. "Szaman pokazuje pacjentowi, że jego pojęcie psyche jest zbyt
wąskie. Człowiek musi rozszerzyć się do granic możliwości -?wówczas
wszystkie problemy znikają. Ciasnota, wąskość oznacza chorobę.
Obszerność, przestronność oznacza zdrowie".
Dzięki słowom, rytuałom, ceremoniom, śpiewom, tańcom, podróżom sennym
czy żywym mitom ludzie muszą doświadczyć przemiany, umrzeć w starych
rolach i narodzić się na nowo zdrowymi. W wielu szamańskich tradycjach
jako wehikułu do podróży w inne rzeczywistości używa się tajemniczych
mocy roślin i innych substancji zmieniających świadomość. Transformacja
i ponowne nawiązanie związku są sprawami kluczowymi. Nawiązanie relacji
z przeszłością to po łacinie religio. W szamanizmie rozpuszczają się
granice między tym, co święte, a tym, co zdrowe, między duchem a materią. Dziewięćdziesiąt procent szamańskich środków leczniczych to
rośliny: kora drzew, liście, płatki. Nic jednak nie jest nieświęte,
wszystko jest uduchowione. Nawet jeśli leczenie polega wyłącznie na
stosowaniu ziół i nie wspomina się o duchach, i tak są one obecne.
Bezpośredni wpływ na życie i przetrwanie człowieka mają nie tylko
rośliny. Oddziałują na niego również strony świata i pory roku.
Rozciągnięci między niebem a ziemią zawieramy i odczuwamy żywioły wody,
powietrza, ognia i ziemi. Świat natury i stan jej zdrowia jest zawsze
integralną częścią zdrowia człowieka. Wewnętrzne krajobrazy duszy
odzwierciedlają zewnętrzne krajobrazy natury. Strona świata -?na
przykład północ -?może reprezentować wewnętrzne zimno i skostnienie,
wewnętrzny odwrót lub śmierć. Lekarstwem mogą być duchy zwierząt, gór i rzek. Człowiek jest więc z jednej strony związany ciasną siecią z żywą,
uduchowioną naturą, z drugiej jest w tej naturalnej sieci zawarty i przez nią niesiony.
Duchy i bogowie innych rzeczywistości, z którymi szamani są zawsze tak
bardzo związani, nie ukrywają się w tajemniczych światach -?wysoko w niebie czy głęboko w podziemiach. Są -?jak mówi religioznawstwo -
immanentne: egzystują w obszarze świadomości, przenikają szamana jak
mgła, szaman zawsze może w nie "wkroczyć". W ten sposób staje się
częścią boskiej mocy. Żaden z wielkich szamanów uzdrawiaczy nie uważa
swoich niezwykłych umiejętności za oznakę osobistej mocy. Wręcz
przeciwnie: szczególna siła uzdrawiania objawia się dopiero wtedy, kiedy
odrzuci się wszelkie osobiste, egoistyczne motywy. "Kiedy odda się
boskiemu porządkowi swoje ja, obraz tego, co możliwe, staje się
jaśniejszy -?wyjaśnia szamanka Hi-ah Park. -?Człowiek staje się jednym i tym samym co spirit, a jednocześnie sługą boskich sił".
Z analizy zjawiska, jakim jest szamanizm, z analizy jego obrazu świata,
jego sposobów uzdrawiania i jego pozornie magicznych transcendentalnych
umiejętności, psychodelicznych podróży w zaświaty i kontaktów z duchami
wyłania się umiejętność zupełnie nieznana w nowoczesnej zachodniej
kulturze, a mianowicie umiejętność przemieszczania się w inne stany
świadomości. Jak twierdzi amerykański psycholog i badacz świadomości
Stanislav Grof, zachodni świat jest jedyną kulturą na świecie, która
dotychczas nie zajmowała się badaniem odmiennych stanów świadomości. "W tradycyjnej psychiatrii wszelkie doświadczenia odmiennych stanów
świadomości automatycznie nazywa się psychozami. Znaczy to, że
praktycznie całą duchową kulturę człowieka uznajemy za patologię.
Wszystkie stare i przedindustrialne wspólnoty podchodziły do tych stanów
z wielką czcią".
Współczesna psychologia zaczyna pomału stosować nowe metody:
wprowadzanie w trans, w stan ekstazy, hipnozy, medytacji -?metody, które
kultury szamańskie stosują od tysięcy lat. Nauka krok po kroku demaskuje
te pozornie paranormalne osobliwości, określając je jako "poszerzoną
normalność". Im dalej na tej otwartej skali, tym osobliwsze
spostrzeżenia. To, co nazywamy halucynacjami, staje się realnością.
Wiele tajemnic prastarych tradycji szamańskich pozostało nam jeszcze do
odkrycia. Mogą one całkowicie zmienić nasze spojrzenie na możliwości i zdolności człowieka.
Szamańskie uzdrawianie polega na ponownym nawiązaniu kontaktu -?na
poziomie wewnętrznym i zewnętrznym -?z całością natury i całością
własnej duszy. Szamani zawsze byli pionierami tych wewnętrznych i zewnętrznych podróży. Powstała nieograniczona różnorodność rytuałów i ceremonii, w czasie których można, korzystając z pomocy bębnów, tańca,
śpiewu czy widowiska, opuścić codzienną rzeczywistość. Dlatego wszelkie
formy leczenia związane są z mitologią konkretnej społeczności. Bo
uzdrawianie -?trzeba to raz jeszcze podkreślić -?oznacza zawsze
zespolenie wewnętrznego i zewnętrznego świata. Stąd bierze się ta
niezwykła różnorodność szamańskiej wiedzy na temat uzdrawiającej siły
natury, ziół i innych roślin, wykorzystywanych dzisiaj, jak wspomniano
wcześniej, również przez współczesną farmakologię. Szamani uprawiają
przyrodolecznictwo, są terapeutami, kosmologami i aktorami, szalonymi
mędrcami i tymi, którzy przekraczają nieprzekraczalne granice. Wstępują
w rejony, których ludzie na ogół unikają, mówi koreańska szamanka Hi-ah
Park: "Sprawiają, że to, co niewidzialne, staje się widzialne. Proces
uzdrawiania polega na wyprowadzaniu na światło tego, co ciemne,
niewidoczne".
Statystycznie rzecz biorąc, szamańskie metody uzdrawiania na całej kuli
ziemskiej są bardzo skuteczne i w wielu dziedzinach dorównują sukcesom
tradycyjnej medycyny. Nie ulega wątpliwości, że nie obejmują składania
złamanych nóg czy usuwania wyrostka robaczkowego. Dlatego szamani nie
uważają się za konkurencję dla klasycznej medycyny, ale za jej
uzupełnienie. Ich głównym zadaniem zawsze było zmienianie subiektywnego
odczucia choroby czy innego problemu, likwidowanie urazów psychicznych,
przełamywanie izolacji społecznej, przywracanie poczucia sensu i bezpieczeństwa, a więc aktywizowanie sił samouzdrawiania. Szamani nie
oddzielają chorych od tego, co zdrowe i pełne życia. Prowadzą ich z powrotem do świętej całości, do sił życiowych przenikających wszystko,
do mitologii, sensu życia i śmierci.
Między niebem a ziemią znaleźć można znacznie więcej, niż sądzi
nowoczesny świat. Szaman może być oknem na te nieznane rejony. To
dlatego terapeuci, lekarze i psychologowie tak często ostatnio wyruszają
na pielgrzymki do szamanów. "Ponad osiemdziesiąt procent ludzi, którzy
przyjeżdżają na nasze konferencje i warsztaty z szamanami, to pracownicy
służby zdrowia -?mówi Wolf Wies, założyciel i do niedawna prezydent
stowarzyszenia Schamanismus und Heilen. -?Coraz więcej lekarzy,
psychoterapeutów i pracowników służby zdrowia otwiera się na tę wiedzę".
Tak oto "prymitywni histerycy" i "oszuści" stali się nauczycielami,
żywym przypomnieniem dawno zapomnianej symbiozy świętości i zdrowia.
Szaman -?paradoksalnie -?wciąż pozostaje między pogardą a czcią.
Szamanizm za progiem
Każdy, kto interesuje się dzisiaj szamanizmem, powinien zadać sobie
pytanie, czy jego nadzieja na znalezienie odpowiedzi na gnębiące go
egzystencjalne pytania w szamanizmie nie bierze się z czystej fascynacji
egzotyką tej osobliwej kultury -?i tym samym, czy nie jest to ucieczka
od odpowiedzi, które może znaleźć tuż za własnym progiem. Należałoby
zmierzyć się z pytaniem, czy idealizowanie uzdrawiaczy z dalekich,
dziwnych stron nie wynika z niemożności odnalezienia mądrości w sobie
samym.
Nowozelandzka szamanka Wai Turoa-Morgan wierzy, że Niemcy to pewnie
jedyny kraj na całym świecie, "w którym pamięć o własnych starych
mądrościach jest tak wypłowiała". Ogromna fala zainteresowania
szamanizmem ma źródło właśnie w tej pustce. Żaden z odwiedzających kraje
niemieckojęzyczne szamanów nie jest zainteresowany przekazywaniem
własnych rdzennych tradycji. Ich celem jest przede wszystkim niesienie
pomocy i wskazówek co do tego, jak odnaleźć rodzimy rodowód i powrócić
do własnych tradycyjnych korzeni. Kto wyruszy w taką wędrówkę wstecz,
szybko odczuje płynące z niej korzyści w codziennym życiu.
Kto ich nie zna -?niezliczonych drobnych zaklęć i formułek,
nieszkodliwych powiedzonek wymierzonych przeciwko siłom ciemności czy
gestów zapewniających szczęście? Kto jednak dziś pamięta, że jemioła,
którą wieszamy w grudniu na drzwiach, jest prośbą o przychylność, mającą
moc odpędzania złych duchów i czarownic, i sięgającą aż do tradycyjnych
obrządków celtyckich druidów?
Kto myśli jeszcze o czarach i szamanach, kiedy przebiegnie mu drogę
czarny kot? Kto pamięta, że czeremcha (drzewko majowe) jest symbolem
płodności związanym z mitem zielonego człowieka i duchów przyrody?
Bardzo wiele nazw, jakimi określamy zjawiska naturalne, wiąże się z szamańską czcią dla boskości natury. Kto wie, że rzeka Dunaj wzięła imię
od celtyckiej bogini matki Danu? Kto by przypuszczał, że federalny
orzeł, berliński niedźwiedź czy bawarski lew nie są niczym innym jak
szamańskimi zwierzętami mocy, pozostałościami po starych klanach? Coraz
mniej pamiętamy i w coraz mniej chcemy wierzyć. Ale nasze korzenie
sięgają daleko i głęboko w mitologiczne praczasy, od których tak chętnie
się odcinamy, nazywając je epoką kamienia.
"Jesteśmy głęboko zakorzenieni w praszamanizmie -?mówi antropolog Wolf
Dieter Storl. -?Tutejsi ludzie też dziewięćdziesiąt procent życia
poświęcali polowaniu lub zbieractwu. Byli zakorzenieni w naturze i żyli
z nią w zgodzie".
Oznacza to, że korzeń i pień naszej kulturowej ewolucji ma naturę
szamańską i tylko najmłodsze gałązki reprezentują filozofię czystego
rozumu. Zaprzeczanie istnieniu tej ogromnej historycznej przestrzeni w naszej pamięci genetycznej jest tak absurdalne, jak cieszenie się z przemalowania samochodu, kiedy zapominamy o całym złożonym mechanizmie,
który tkwi pod lakierem. Powrót do szamańskich doświadczeń nie jest też
na ogół trudny -?wystarczy przebić się przez zewnętrzną warstwę lakieru.
Badania Foundation for Shamanic Studies wykazują, że "dziewięćdziesiąt
procent ludzi Zachodu znajduje łatwy dostęp do tych światów".
Długo -?obok religii -?tylko artyści, aktorzy i muzycy poświęcali uwagę
magii niewidzialnego świata. Nie bez przyczyny artystów -?na przykład
Josepha Beuysa -?nazywano współczesnymi szamanami, którzy w swych
prymitywnych formach przełamywali kulturowe normy, a w swych dziełach
wydźwigali to, co pospolite, do poziomu nadzwyczajności, a to, co
normalne, do poziomu świętości. Zainteresowanie szamanizmem uzmysławia
też, że wiele zjawisk dzisiejszego świata ma sens tylko wtedy, gdy
spojrzymy na nie z perspektywy szamańskiej. Wówczas spostrzegamy, że na
przykład muzyka rave ze swoim szybkim, monotonnym rytmem może być
wyrazem tęsknoty za stanem transu, a coraz powszechniejsze nadużywanie
narkotyków -?rosnącej potrzeby niewłaściwie rozumianych poszukiwań
duchowych.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki