David Villa - Francisco Javier Diaz „Picu”

Reflow text when sidebars are open.
David Villa
Francisco Javier Díaz "Picu"
Tłumaczenie: Joanna Kowalczyk
Originally published in Spanish as VILLA, UN GUAJE PARA LA HISTORIA Copyright ? Francisco Javier Díaz "Picu" With the participation of Página Tres Agencia Literaria S.L. and Al Poste Ediciones
Copyright for the Polish edition ? by Wydawnictwo RM, 2017 All rights reserved.
Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl, www.rm.com.pl
Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.
Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.
Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.
ISBN 978-83-7773-344-8 ISBN 978-83-7773-755-2 (ePub) ISBN 978-83-7773-756-9 (mobi)
Redaktor prowadzący: Irmina Wala-Pęgierska Redakcja: Krystyna Budek Korekta: Michał Pęgierski Nadzór graficzny: Grażyna Jędrzejec Projekt okładki: Maciej Jędrzejec Zdjęcie na okładce: shutterstock.com Opracowanie wersji elektronicznej: Marcin Fabijański Weryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec
W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl
Enrique Cerezo Prezes Atlético Madryt
Zostałem poproszony przez Francisca Javiera Díaza, redaktora działu poświęconego Atlético Madryt w dzienniku "As", o napisanie przedmowy do jego książki o Davidzie Villi. Robię to z prawdziwą przyjemnością, gdyż uważam, że przejście asturyjskiego napastnika do naszego klubu było strzałem w dziesiątkę. Jeszcze na krótko przed finalizacją transferu to, że trafi do Atleti, wydawało się niemożliwe, ale z tym większym zapałem walczyliśmy o jego zakup. Nie było to proste, ponieważ chciały go wielkie europejskie kluby i z tego powodu wielce mnie ucieszyło, że rozmowy dobiegły szczęśliwego końca i zobaczyliśmy go w stroju w czerwono-białe pasy. Z pewnością miał dużo bardziej intratnych ofert niż nasza, ale też na pewno jest jedna rzecz, której inni nie mogli zaoferować, a my tak - wielką sympatię naszych ludzi i naszych kibiców, którzy od pierwszego dnia przyjęli go z otwartymi ramionami. Myślę, że należy to podkreślić, i dlatego nasi kibice zawsze wyczekują, czy Villi uda się zdobyć bramkę. Kiedy jest przy piłce, na stadionie rozlega się szmer, a fani zastygają w oczekiwaniu, czy strzeli gola. To dlatego, że od pierwszej chwili przyjęli go jak swojego zawodnika. Wydawało się niemożliwe, że Villa zagra w Atlético, ale w końcu się udało. Dlatego powiedziałem, że to był transfer lata.
To duża przyjemność grać na pozycji środkowego napastnika, bo gol jest uwieńczeniem gry w piłkę nożną. Hiszpania wygrała mundial i wszyscy włożyli w to całe swoje serce, wszyscy mieli w tym swój udział, ale ostatecznie przyszłe pokolenia będą pamiętać przede wszystkim Iniestę. Villa od początku miał dobry feeling z kibicami Atlético, ale napastnicy zawsze muszą mieć łut szczęścia, by strzelić bramkę. Na pozycję napastnika zwraca się najwięcej uwagi, ponieważ to jego zadaniem jest zdobywanie ważnych i decydujących goli, choć za nim stoi oczywiście cała drużyna, która walczy o zwycięstwo i zespół, który zaczyna się od bramkarza i obrońców. Dobrze to wiedzą nasi sympatycy. Szczególnie jestem dumny z tego, że w ostatnich latach mieliśmy wspaniałych napastników, graczy na najwyższym światowym poziomie. Właściwie powiedziałbym, że Atlético zawsze ich miało. W ostatnich sezonach grali: Fernando Torres, Agüero, Forlán, Falcao, a teraz Villa. Będziemy o nich pamiętać mimo upływu czasu, ponieważ byli i są prawdziwymi indywidualnościami w piłce nożnej. I wszyscy wspominają z zachwytem czas spędzony w Atlético.
Na koniec pragnę wspomnieć o Villi spoza piłkarskich boisk, o osobie często nieznanej nawet zagorzałym kibicom piłkarskim. Chciałbym podkreślić, jak dobrym jest człowiekiem. Mógłbym starać się owijać w bawełnę, ale wolę mówić wprost. David to dobry człowiek; to jest bardzo ważne i nie powinniśmy o tym zapominać. Jest też wspaniałym piłkarzem, największym strzelcem w historii reprezentacji Hiszpanii i już to mówi samo za siebie. Z tych wszystkich powodów ja, jako prezes Atlético Madryt, muszę stwierdzić, że dla mnie i dla wszystkich naszych kibiców jest wielkim honorem i powodem do dumy, że Villa gra w naszej drużynie. Pozostaje mi tylko życzyć mu wszystkiego najlepszego w przyszłości, kiedy zdecyduje się zawiesić buty na kołku. Ale zanim to nastąpi, musi nam dać jeszcze wiele radości.
W barwach Atlético Madryt podczas meczu z RCD Espanyol na stadionie Cornella, 19 października 2013 roku
8 lipca 2013 roku fanów hiszpańskiej piłki nożnej zelektryzowała wiadomość: David Villa przechodzi do Atlético Madryt. "El Guaje" (z asturyjskiego "Bachor") został zastępcą Radamela Falcao w klubie znad rzeki Manzanares, a transfer ten zawładnął pierwszymi stronami hiszpańskich gazet nie tylko tego dnia, ale również w kolejnych. Transfer Villi uważano za jeden z najważniejszych tamtego lata i wielu się zastanawiało, co zrobiło Atlético, aby skusić jednego z najlepszych wówczas hiszpańskich napastników. To, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, stało się rzeczywistością. Atlético w poprzednim okienku transferowym obiecało, że sprzeda "El Tigre" (z hiszp. "Tygrys"), jeśli klub dostanie wystarczająco korzystne oferty. Po dwóch latach noszenia koszulki w czerwono-białe pasy nadszedł czas, aby kolumbijski piłkarz opuścił klub. Villa nigdy nie znajdował się na liście możliwych zastępców. Pierwszy był na niej Negredo - madrytczyk, wychowanek szkółek piłkarskich Rayo Vallecano, chociaż zagrał również w barwach Realu Madryt. To właśnie ta przeszłość w Królewskich nie była mile widziana przez większość kibiców Atlético. Na nic zdały się jego umiejętności strzeleckie, i nawet to, że zdradzał chęć przejścia do klubu znad Manzanares: "Chciałbym zagrać w drużynie, która wystąpi w Lidze Mistrzów". I Atlético było taką drużyną.
Interesowano się również bardzo Bentekem, a w ostatniej chwili włodarze Atlético pytali o Roberta Soldado. W tym czasie było bardzo mało prawdopodobne, że to Villa pojawi się na stadionie Vicente Calderón i nikt raczej nie brał takiej możliwości na serio. Gracz Barcelony wydawał się zawodnikiem bardzo drogim (ze względu na jego wysoki kontrakt) i trochę za starym (31 lat). Ale ze składu Atlético co i rusz wypadali kolejni gracze, a madrycki klub wyznaczył sobie jako główny cel coroczną walkę o Ligę Mistrzów. Co więcej - nie chciał przy tym rezygnować z rywalizacji o pozostałe tytuły, zarówno w Lidze Europy, jak i w Pucharze Króla, w których to rozgrywkach udawało mu się zwyciężyć w ostatnich sezonach. Miał też inne problemy, a mianowicie stopniowe spłacanie długu wobec fiskusa. To tam skierowano olbrzymie środki finansowe (w samym 2013 roku aż 100 milionów euro). Z tego powodu władze klubu nie mogły wydać dużej sumy ani na "dziewiątkę", ani też na żadne z pozostałych możliwych wzmocnień. Ponad 20 milionów euro, które Atlético zarobiło na walce w Lidze Mistrzów, Enrique Cerezo przeznaczył na gruntowne ulepszenie składu, innymi słowy, odnowę trzonu drużyny, która już wcześniej przyniosła wiele radości swoim kibicom. Zatrzymać Ardę Turana, Diega Costę, Maria Suáreza, Gabiego Ólivera, Manquilla, Saúla... Projekt tego triumfującego Atlético uwzględniał również dalszą pracę Diega "El Cholo" Simeone, który podpisał kontrakt z klubem aż do 2017 roku. Wraz z nim w drużynie pozostali praktycznie wszyscy ważniejsi piłkarze, oprócz Falcao, o którego sprzedaży już dawno mówiono. Ale jedno to pozbyć się największego strzelca, a drugie zdemontować drużynę, wobec kolejnych napływających ofert. Tymczasem Cerezo i Gil Marín wprawdzie sprzedali Falcao, jednak udało im się zatrzymać całą resztę i do pełni szczęścia brakowało tylko trafnego wyboru "dziewiątki", co jednak nie powinno być trudne, skoro Atlético miało w ostatnich sezonach tylu wspaniałych środkowych napastników. Nazwisko Villi wypłynęło, kiedy inne opcje zaczęły zawodzić. W Barcelonie, do której właśnie przeszedł Neymar, Villa stracił status zawodnika niezbędnego i szanse, by mógł tam regularnie grać, były niewielkie. Poza tym, ze względu na rozgrywany w Brazylii w 2014 roku mundial, miał to być kluczowy sezon dla asturyjskiego zawodnika. Villa wiedział, że musi grać, jeśli chce się znaleźć wśród wybrańców selekcjonera Del Bosque. "El Guaje" to gracz bardzo ważny dla reprezentacji Hiszpanii, jednak był on świadomy, że jeśli nie będzie grał i pełnił znaczącej funkcji w swojej drużynie klubowej, jego występ na mundialu stanie pod znakiem zapytania. A w Barcelonie byłoby to niemożliwe. Negredo, Soldado, Fernando Torres, sam Villa... Del Bosque miał spośród kogo wybierać, a sezon poprzedzający mistrzostwa świata lub Europy jak zwykle był decydujący. Kiedy tylko Atlético skontaktowało się z Villą, Asturyjczykowi rozjaśniła się twarz. Atlético to klub na fali wznoszącej, z ukształtowaną drużyną, wszystkimi częściami układanki na swoim miejscu, a także z trenerem, który zawsze potrafi wydobyć z zawodników to, co najlepsze. Za przybyciem na Calderón przemawiało też to, że Villa nie musiał opuścić ligi hiszpańskiej, ani wyjechać za granicę. Gdy tylko przedstawiono Villi projekt rojiblancos[1], szybko go zaaprobował. Dla Atlético była to korzystna transakcja - transfer miał kosztować 5,1 miliona euro, rozłożone na trzy sezony: w pierwszym - 2,1 miliona, kolejne dwa, jeśli "El Guaje" zostanie na kolejny rok, i jeszcze jeden w przypadku, gdy zagra w ekipie znad Manzanares trzeci sezon. Dla sporej części kibiców drużyny czerwono-białych był to właściwie prezent. Nie do końca - odpowiadały władze klubu - ponieważ Villa kosztuje Atlético 10,5 miliona euro rocznie (wliczając to, co otrzyma Barcelona oraz pensję piłkarza). Zatem nie był to prezent, ale też suma ta nie przekraczała możliwości finansowych spółki, której obroty przewyższają 100 milionów rocznie. Cele sportowe? Za cel postawiono mu strzelenie minimum 20 bramek w lidze, co miało zagwarantować Atlético miejsce w ścisłej czołówce tabeli. Jeśli "El Guaje" zdobędzie tyle goli, jego drużyna na koniec sezonu z pewnością znajdzie się w najlepszej trójce. A Villa, gdy to usłyszał, stwierdził, że czuje się na siłach, by to osiągnąć.
Inicjatywa w rozmowach należała do Gila Marína. W czwartek 4 lipca, kilka dni przed oficjalnym ogłoszeniem transferu, dyrektor generalny Atlético i dyrektor sportowy, José Luis Pérez Caminero, spotkali się z zawodnikiem w miejscowości La Felguera, w asturyjskim municypium Langreo. To tam położono fundamenty pod jego przejście do Atlético. Transfer otrzymał błogosławieństwo od wielkich piłkarzy, należących już do legend tego klubu. Gárate stwierdził, że "ma on niezbędny talent oraz doświadczenie", Adelardo wskazał, że "może się stać idealną "dziewiątką" dla Atlético", Collar oświadczył, że "wspaniale wzmocni atak", zaś Luiz Pereira zapewnił, że Villa "zawsze miał świetny instynkt strzelecki". Wszyscy byli zgodni, że Atlético dobrze wybrało następcę Falcao. Oba wielkie madryckie dzienniki sportowe - "As" i "Marca" - przeprowadziły ankiety wśród czytelników, aby sprawdzić, jak kibice rojiblancos przyjęli ten transfer. Wyniki nie pozostawiały wątpliwości - ponad 80 procent badanych stwierdziło, że zatrudnienie Villi było udanym posunięciem ze strony klubu. Prezes Enrique Cerezo powiedział w wywiadzie dla hiszpańskiego radia publicznego: "Jesteśmy wielce usatysfakcjonowani. Chcieliśmy go, odkąd przeszedł do Valencii. Wiele klubów z Hiszpanii i z zagranicy biło się o niego". Jednocześnie dodał, że "trudno jest dorównać Falcao, ale Villa godnie go zastąpi". Tą wypowiedzią Cerezo dobrze podsumował odczucia środowiska kibiców Atlético.
Dzień później, we wtorek 9 lipca, Villa przeżył swój pierwszy dzień w roli nowego zawodnika Atlético, kiedy to został poddany testom medycznym. "El Guaje" przeszedł cztery godziny badań lekarskich i od samego początku można było zaobserwować wielkie zainteresowanie jego transferem. Ponad dziesięć kamer telewizyjnych oczekiwało na wyjście piłkarza z klinki FREMAP w podmadryckiej miejscowości Majadahonda. Kilkoro dzieci przybyło nawet z koszulkami Atlético, aby napastnik złożył na nich swój autograf. "Spośród wielu okoliczności i kluczowych powodów, które sprawiły, że chciałem tu przyjść, najważniejsze było zaufanie, jakim od początku obdarzył mnie Simeone. Pragnę oddać się pod jego rozkazy i odwdzięczyć się podczas każdego treningu i meczu za zaufanie do mnie. Natomiast w deklaracjach zebranych na stronie internetowej madryckiego klubu Villa mówił: "El Calderón to stadion, na którym każdy piłkarz lubi grać, cieszysz się, gdy wiesz, że zagrasz tam mecz na wyjeździe. Jeśli tak się czujesz na meczu wyjazdowym, to co dopiero, gdy zagrasz tam jako miejscowy. To musi być super. Już nie mogę się doczekać, żeby móc się o tym przekonać, cieszyć się z tego boiska i z tych wspaniałych kibiców. Mam nadzieję, że będę mógł dać z siebie wszystko, aby byli bardzo zadowoleni z mojej pracy z tą drużyną". Simeone i sympatycy Atlético. Kibice i "El Cholo" - dwa główne powody, dla których Villa założył koszulkę w czerwono-białe pasy. Po ogłoszeniu transferu piłkarz Atlético odwiedził wraz z dziećmi swoją rodzinną wioskę Tuilla. W ten sposób relaksował się przed rozpoczęciem swojej przygody z klubem ze stolicy Hiszpanii.
Transfer Davida Villi do Atlético przeprowadzono szybko i dyskretnie. Początkowo dyrekcja sportowa klubu nie myślała o "El Guaje". W każdym razie nie był głównym kandydatem do zajęcia miejsca po Radamelu Falcao. Atlético sondowało możliwość nabycia Christiana Benteke, napastnika Aston Villi, jednego z objawień Premier League, o którego zabiegało również wiele innych europejskich klubów. Benteke to gracz o profilu typowej "dziewiątki" - strzelec, gracz pola karnego, z tych, co może nie są zbyt kreatywni, ale świetnie wykańczają akcje. Na celowniku Caminero znajdował się także Álvaro Negredo. Tak naprawdę reprezentant Hiszpanii był głównym kandydatem na napastnika Atlético w sezonie 2013/2014. Zawodnik zakończył swój etap w Sevilli, klubie, który musiał sprzedać swoich najważniejszych graczy, aby zgadzały się rachunki i by uniknąć większych problemów finansowych. Tamtego lata Atlético utrzymywało kontakty z Sevillą oraz z przedstawicielami napastnika. Juan Manuel López, były gracz rojiblancos, prowadził rozmowy z Miguelem Ángelem Gilem Marínem, dyrektorem generalnym madryckiego klubu. Poza tym Negredo wspomniał podczas swojego urlopu, że chciałby grać "w klubie, który wystąpi w Lidze Mistrzów", robiąc przy tym jasną aluzję do Atlético.
Negredo urodził się w Vallecas, wychował w Rayo i ze szkółki tego klubu przeszedł do niższych kategorii Realu Madryt. To właśnie z tego względu jego transfer nie był zbyt mile widziany przez szerokie grono fanów Atlético. Znaczna część kibiców nie chciała widzieć Negredo w koszulce w czerwono-białe pasy, mimo że napastnik nigdy nie powiedział złego słowa na temat swojego - jak się wówczas wydawało - nowego klubu. Transferu nie sfinalizowano, gdyż López i Gil Marín nie doszli do porozumienia, a pieniądze, które nie wpłynęły z klubu znad Manzanares, znalazły się w lidze angielskiej, i ostatecznie to Manchester City kupił zawodnika. Atlético i Sevilla zamknęły już wcześniej rozmowy na temat wysokości transferu, ale między klubem a reprezentantami zawodnika nie było zgody. I tak hiszpańska La Liga została pozbawiona kolejnego ważnego gracza, kolejnego ze strzelców, zaś Atlético straciło swojego głównego kandydata na klubową "dziewiątkę". Negredo był wiarygodny dla zarządu i kierownictwa sportowego klubu. Z tym że dla kibiców już nie, przynajmniej nie dla większej części z nich. Atlético musiało z marszu szukać innego rozwiązania. Kibice wykazywali już pierwsze oznaki zniecierpliwienia, ponieważ odejście Falcao zostało ustalone z dużym wyprzedzeniem (w maju), nie była to zatem sprawa z ostatniej chwili. "Tygrys" uzgodnił z Gilem Marínem, że odejdzie, jeśli będzie to korzystne dla obu stron i jeśli klub zdobędzie w sezonie jakiś tytuł. Falcao dotrzymał swojej części umowy i dyrektor generalny Atlético też. Ale nowej "dziewiątki" nadal nie było, piłkarze, o których myślało Atlético, wyślizgiwali im się z rąk, a kibice chcieli szybko poznać następcę Kolumbijczyka.
Kluczowa dla transferu Villi była rozmowa między Gilem Marínem i Sandro Rosellem, ówczesnym prezesem Barcelony, podczas kolacji na Ibizie. Stosunki między oboma klubami na poziomie władz są bardzo dobre, tak samo jak te osobiste, między członkami zarządu. Na tamtej kolacji Gil Marín po raz pierwszy wysunął kandydaturę Villi. Szefowi Barcelony propozycja ze strony dyrektora generalnego Atlético wydała się dobrym pomysłem. Rosell uświadomił Gilowi Marínowi także to, że pensja Villi jest bardzo wysoka i że koszt całej operacji będzie znaczący, przynajmniej jeśli chodzi o zarobki piłkarza. Rosell zapewnił jednak zarazem dyrektora Atlético, że Villi trudno będzie grać w Barcelonie, jako że Alexis, Messi i nowo przybyły Neymar zabiorą mu miejsce w wyjściowej jedenastce azulgrany[2]. Dlatego też Sandro Rosell uważał przygodę Villi z Barçą za zakończoną - wiedział, że zawodnik tej klasy, o tym statusie i przebiegu kariery nie powinien grać jedynie po kilka minut w spotkaniu. Villa wyrobił sobie pozycję w hiszpańskiej piłce nożnej, Barcelona zaś nie mogła mu zagwarantować adekwatnej do tego roli na boisku. Po trzech latach nastąpił kres jego gry w katalońskim klubie. Z obu stron było bardzo dobre nastawienie. W gruncie rzeczy obaj wiedzieli, że porozumienie będzie korzystne dla wszystkich, a problemy da się rozwiązać, jeśli tylko wezmą się do pracy. I tak się stało. W błyskawiczny sposób.
Alejandro Arribas i Villa podczas meczu Rayo Vallecano - FC Barcelona na stadionie Camp Nou, rozgrywki ligowe, 29 listopada 2011 roku
Gil Marín poprosił prezesa Barcelony o pozwolenie na rozpoczęcie negocjacji z agentami Villi. Wówczas, pod koniec czerwca, wszystkich interesowało jak najszybsze działanie, żeby jak najprędzej dowiedzieć się, jaka będzie przyszłość "El Guaje". Agenci Villi spotkali się nawet dwa razy z szefami Atlético. Podczas tych dwóch spotkań zaczęto planować włączenie Asturyjczyka do Atlético. Wtedy to reprezentanci piłkarza dowiedzieli się z pierwszej ręki, że zarówno Caminero oraz Simeone, jak i kierownictwo klubu, mocno wierzą w Villę. Nikt nie miał żadnych wątpliwości, że mógłby on znacząco wesprzeć Atlético w jego nowym projekcie. Simeone i Caminero dobrze wiedzieli, że Villa to gracz bramkostrzelny, doświadczony, pragnący powrócić w wielkim stylu i rozegrać wspaniały sezon, aby móc pojechać na mundial w Brazylii. Villa mógłby doskonale współpracować z Diegiem Costą, piłkarzem o innych charakterystykach, wybiegającym do prostopadłych zagrań, silniejszym i szybszym. "Idealna spółka" twierdziły wówczas źródła związane z dyrekcją sportową rojiblancos. Villa miał na Calderón prostą drogę. A mógł tam przybyć już dokładnie dziesięć lat wcześniej, kiedy opuścił Sporting Gijón, aby przejść do Saragossy. Atlético już wówczas było w posiadaniu pochlebnych raportów na temat "El Guaje", jednak ze względu na zbyt niski wzrost odrzucono jego kandydaturę. Stracił wówczas szansę na transfer do Atlético ze względu na swoje warunki fizyczne. W którymś z gabinetów nad Manzanares z pewnością znajduje się dokument sporządzony wtedy przez trenerów madryckiego klubu. Villa już wtedy świetnie rokował, ale nikt nie podjął ryzyka przeprowadzenia jego transferu. Po dziesięciu latach sytuacja się zmieniła, a za sprawą przeznaczenia drogi Villi i Atlético miały się spotkać.
Po pierwszych spotkaniach w Madrycie najważniejsze z nich odbyło się w Langreo. Miało ono sześciu uczestników: ze strony Atlético byli to Gil Marín, Clemente Villaverde oraz Caminero, zaś z drugiej strony - David Villa, jego ojciec oraz agent. Rozmowy tej szóstki, które miały doprowadzić do tego, że piłkarz założy czerwono-białą koszulkę, trwały długo i się przeciągały. W tym czasie Villa miał poważną propozycję przejścia do Totenhamu, do Premier League, z której uważnie obserwowano ligę hiszpańską. Villa i jego ludzie potrzebowali kilku dni, aby przemyśleć transfer, który już nabierał kształtów. Wkrótce doszło do kolejnego spotkania w Langreo, tym razem przesądzającego sprawę. Po tym drugim spotkaniu jasne było jedno - albo Villa przejdzie do Atlético, albo zostanie w swoim klubie. Albo Atlético, albo nic. Albo odda się pod skrzydła Simeone i sprawdzi jego metody szkoleniowe, a także wszystko to, co się mówi o kibicach rojiblancos, albo zostanie na kolejny rok w Barcelonie, mając jednak świadomość, że szanse na grę są ograniczone. Bez szukania przygód za granicą. Piłka już nie była po stronie piłkarza, tylko wszystko zależało od porozumienia między Barceloną i Atlético. Ze spotkania reprezentanci Atlético wyszli z przekonaniem, że Villa zagra na Calderón. Atlético znajdowało się o krok od zakontraktowania wyczekiwanej "dziewiątki" i nie był to byle kto.
Jednak nadal pozostawały do dogadania szczegóły, a mianowicie dojście do porozumienia w kwestiach finansowych, które mogłyby uniemożliwić ten transfer. Atlético jest pod ścisłą kontrolą finansową Ligi Futbolu Zawodowego (LFP) oraz Najwyższej Rady ds. Sportu i musi corocznie przeznaczać duże kwoty, ponad 50 milionów euro, na spłatę długów wobec fiskusa. Madrycki klub po raz kolejny miał przed sobą problem i obie strony musiały trochę ustąpić i wykazać się dużą zręcznością, żeby operacja mogła dojść do skutku. Gil Marín spotkał się w Barcelonie z jednym z ówczesnych wiceprezesów ds. sportowych azulgrany, Josepem Marią Bartomeu, aby dogadać sprawy finansowe. Nie było to łatwe, spotkanie trwało około czterech godzin. Sandro Rosell cały czas nadzorował negocjacje i ostatecznie Barcelona oraz Atlético znalazły rozwiązanie. Villa, jak wiadomo, przybył na Calderón na jeden rok, z możliwością przedłużenia kontraktu z madryckim klubem o jeszcze kilka sezonów. Barcelona zaoszczędziła znaczną sumę na pensji piłkarza, on sam znalazł się w wielkim klubie, w którym miał szansę powtórzenia dawnych sukcesów i stania się postacią pierwszoplanową, czego odmawiano mu już w drużynie culé, natomiast Atlético zyskało wyczekaną "dziewiątkę" za cenę, którą skłonne było zapłacić. "Dziewiątkę", która podobała się wszystkim: władzom klubu, trenerom i kibicom. Cerezo i Gil Marín nigdy nie mówili o pieniądzach, ale o korzyściach, jakie przybycie piłkarza tej rangi przyniesie klubowi znad Manzanares. Jeśli chodzi o kwestie ekonomiczne, "El Guaje" kosztował Atlético około 10 milionów euro rocznie, wliczając w to kwotę transferu i pensję piłkarza. Villa to najlepiej opłacany piłkarz w historii Atlético, ale też w klubie nigdy nie grał piłkarz o takiej trajektorii, mistrz świata i Europy na poziomie reprezentacyjnym oraz zdobywca Ligi Mistrzów na poziomie klubowym. Transfer nie był okazją, jak uważała część kibiców, ale nie było to też obciążenie, którego nie wytrzymałyby napięte finanse Atlético.
Kiedy tylko Barcelona i Atlético dogadały się w kwestiach finansowych, odbyło się trzecie spotkanie władz rojiblancos i agentów piłkarza. Oczywiście Villa cały czas był na bieżąco informowany o wszystkim, tak samo jak "Cholo" Simeone. Wszyscy trzej rozmówcy, którzy negocjowali w imieniu Atlético - Gil Marín, Clemente Villaverde i José Luis Pérez Caminero - od początku byli zachwyceni "El Guaje" i jego entuzjastycznym stosunkiem do planowanego transferu do Atlético. Dyrektor sportowy Gil Marín, człowiek, który w przeciwieństwie do prezesa Enrique Cerezo rzadko pojawia się w mediach, pamięta, że "mimo tego wszystkiego, co osiągnął jako piłkarz, mimo wszystkich tytułów, od początku wydawał nam się człowiekiem bardzo skromnym. Zawsze widzieliśmy, że bardzo go cieszy możliwość tego transferu. Tym, na co zwróciliśmy największą uwagę, była jego radość z szansy zagrania w naszym klubie, którą okazywał od początku rozmów. My również podzielaliśmy tę radość. Nigdy nie patrzył na innych z góry. Wręcz przeciwnie". W Atlético zdawano sobie sprawę, że transfer Villi będzie bardzo medialny, zwłaszcza że wobec odejścia wielu napastników do Premier League, przejście "El Guaje" nad Manzanares dostarczy wielu tematów do rozmów. Za tym szła również możliwość spłacenia części kosztów transferu dzięki merchandisingowi - sprzedaży koszulek i produktów związanych z Asturyjczykiem. Ale to wszystko zeszło na drugi plan wobec jego klasy sportowej, doświadczenia i chęci, by strzelać gole w czerwono-białej koszulce.
A "Cholo"? Co prywatnie argentyński trener sądził o transferze reprezentanta Hiszpanii? Simeone to trener, który bardzo szanuje hierarchię. Jako piłkarz odgrywał ważną rolę we wszystkich klubach, których barwy reprezentował, i wiele razy występował w koszulce albicelestes. Wychowany na dawnych kodeksach z szatni "El Cholo" wiedział, że transfer Villi może przynieść jedynie korzyści. Nie dość, że nie było powodów do czarnowidztwa, to jeszcze transfer "El Guaje" powinien wpłynąć pozytywnie na resztę kolegów z drużyny. Nie co dzień ma się w drużynie takiego piłkarza, dzieli z nim szatnię i pracuje ramię w ramię - wygrał on przecież mundial i mistrzostwa Europy oraz grał w najlepszej ekipie Barcelony w historii, jest także najlepszym strzelcem w reprezentacji Hiszpanii... "To, że Villa, który zrobił taką karierę i wyrobił sobie nazwisko, ma ochotę grać w Atlético i walczyć o jego prestiż, zarazi entuzjazmem szatnię czerwono-białych" - można było usłyszeć w klubie. Ten czynnik zadziałał potem zgodnie z oczekiwaniami, bo Villa od początku zdobył sympatię wszystkich. "Tworzy dobrą atmosferę w szatni, przekazuje innym dużo pozytywnej energii" - wskazał Gil Marín.
Od początku było też jasne, że Simeone nie będzie stosował wobec niego taryfy ulgowej, że w Atlético każdy, bez względu na nazwisko, musi sobie zapracować na miejsce w składzie. To dlatego Asturyjczyk nie wziął udziału w tournée po Ameryce Południowej - musiał się zrównać przygotowaniem fizycznym z resztą drużyny, gotowej do walki o każdą piłkę, w każdym meczu, jakby to miał być ten ostatni. Pomoc i ułatwienia - tak, ale nie prezenty. Villa swoją pracą na treningach musiał zasłużyć sobie na miejsce w wyjściowym składzie Atlético, które w walce o mistrzostwo kraju wystartowało jak rakieta. Asturyjczyk potrzebował czasu na aklimatyzację zarówno w klubie, jak i w nowym mieście oraz zespole. Ale o tym trenerzy wiedzieli od początku, dlatego też nikt nie łapał się za głowę, ani się nie denerwował, kiedy Villa nie strzelał bramek. Najważniejsze było, żeby się zintegrował, zrozumiał system gry, sposób pracy, pressing i zaznajomił się z intensywnością gry Atlético podczas każdego spotkania. W Barcelonie Villa miał inne zadania i w zespole "Cholo" kosztowało go to sporo wysiłku. Nic w tym dziwnego. Simeone uważał, że Villa już niemal od roku nie mógł grać na najwyższym poziomie, co oznaczało, że nie mógł być głównym piłkarzem w wielkich meczach, być ważnym graczem w drużynie takiej jak Barcelona. A w Atlético musiał takim być.
Jeśli chodzi o stronę taktyczną, transfer Villi otwierał przed zespołem nowe możliwości. Ale - w porównaniu z drużyną z Falcao - niektórych też zabrakło. Mniej gry w powietrzu, mniejsza skuteczność w grze górnymi piłkami w polu karnym, gra mniej siłowa, ale dużo więcej możliwości gry kombinacyjnej, zagrywek zespołowych i gry na jeden kontakt... Atlético, jak można było zaobserwować podczas sezonu 2013/2014, zyskało możliwość gry długą piłką, w poszukiwaniu Diego Costy, jego szybkiego startu do piłki i walki bark w bark z obrońcami rywali, a także gry krótkimi podaniami, bardziej przy nodze, przy większym kontakcie z piłką. "El Guaje" otwierał wachlarz możliwości dla Atlético. A drużyna nie traciła przy tym swojego znaku rozpoznawczego - gry pressingiem od pierwszego gwizdka. Atlético Simeone zaczyna pressing od Diega Costy i Villi. "Oni są pierwszymi, którzy mają próbować zdusić grę rywala, są pierwszymi, którzy mają biegać i pozbawić tlenu przeciwnika... Villa nie grał dobrze w niektórych meczach, ale nawet wtedy przebiegał dziesięć kilometrów i wkładał serce w każde zagranie" - podkreśla źródło związane z działem sportowym klubu.