David Villa - Francisco Javier Diaz „Picu”

-
Proszę czekać

David Villa

Francisco Javier Díaz "Picu"

Tłumaczenie: Joanna Kowalczyk

Originally published in Spanish as VILLA, UN GUAJE PARA LA HISTORIA Copyright ? Francisco Javier Díaz "Picu" With the participation of Página Tres Agencia Literaria S.L. and Al Poste Ediciones

Copyright for the Polish edition ? by Wydawnictwo RM, 2017 All rights reserved.

Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 rm@rm.com.pl, www.rm.com.pl

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

ISBN 978-83-7773-344-8 ISBN 978-83-7773-755-2 (ePub) ISBN 978-83-7773-756-9 (mobi)

Redaktor prowadzący: Irmina Wala-Pęgierska Redakcja: Krystyna Budek Korekta: Michał Pęgierski Nadzór graficzny: Grażyna Jędrzejec Projekt okładki: Maciej Jędrzejec Zdjęcie na okładce: shutterstock.com Opracowanie wersji elektronicznej: Marcin Fabijański Weryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: rm@rm.com.pl

Przedmowa

Enrique Cerezo Prezes Atlético Madryt

Zo­sta­łem po­pro­szo­ny przez Fran­ci­sca Ja­vie­ra Día­za, re­dak­to­ra dzia­łu po­świę­co­ne­go Atléti­co Ma­dryt w dzien­ni­ku "As", o na­pi­sa­nie przed­mo­wy do jego książ­ki o Da­vi­dzie Vil­li. Ro­bię to z praw­dzi­wą przy­jem­no­ścią, gdyż uwa­żam, że przej­ście astu­ryj­skie­go na­past­ni­ka do na­sze­go klu­bu było strza­łem w dzie­siąt­kę. Jesz­cze na krót­ko przed fi­na­li­za­cją trans­fe­ru to, że tra­fi do Atle­ti, wy­da­wa­ło się nie­moż­li­we, ale z tym więk­szym za­pa­łem wal­czy­li­śmy o jego za­kup. Nie było to pro­ste, po­nie­waż chcia­ły go wiel­kie eu­ro­pej­skie klu­by i z tego po­wo­du wiel­ce mnie ucie­szy­ło, że roz­mo­wy do­bie­gły szczę­śli­we­go koń­ca i zo­ba­czy­li­śmy go w stro­ju w czer­wo­no-bia­łe pasy. Z pew­no­ścią miał dużo bar­dziej in­trat­nych ofert niż na­sza, ale też na pew­no jest jed­na rzecz, któ­rej inni nie mo­gli za­ofe­ro­wać, a my tak - wiel­ką sym­pa­tię na­szych lu­dzi i na­szych ki­bi­ców, któ­rzy od pierw­sze­go dnia przy­ję­li go z otwar­ty­mi ra­mio­na­mi. My­ślę, że na­le­ży to pod­kre­ślić, i dla­te­go nasi ki­bi­ce za­wsze wy­cze­ku­ją, czy Vil­li uda się zdo­być bram­kę. Kie­dy jest przy pił­ce, na sta­dio­nie roz­le­ga się szmer, a fani za­sty­ga­ją w ocze­ki­wa­niu, czy strze­li gola. To dla­te­go, że od pierw­szej chwi­li przy­ję­li go jak swo­je­go za­wod­ni­ka. Wy­da­wa­ło się nie­moż­li­we, że Vil­la za­gra w Atléti­co, ale w koń­cu się uda­ło. Dla­te­go po­wie­dzia­łem, że to był trans­fer lata.

To duża przy­jem­ność grać na po­zy­cji środ­ko­we­go na­past­ni­ka, bo gol jest uwień­cze­niem gry w pił­kę noż­ną. Hisz­pa­nia wy­gra­ła mun­dial i wszy­scy wło­ży­li w to całe swo­je ser­ce, wszy­scy mie­li w tym swój udział, ale osta­tecz­nie przy­szłe po­ko­le­nia będą pa­mię­tać przede wszyst­kim In­ie­stę. Vil­la od po­cząt­ku miał do­bry fe­eling z ki­bi­ca­mi Atléti­co, ale na­past­ni­cy za­wsze mu­szą mieć łut szczę­ścia, by strze­lić bram­kę. Na po­zy­cję na­past­ni­ka zwra­ca się naj­wię­cej uwa­gi, po­nie­waż to jego za­da­niem jest zdo­by­wa­nie waż­nych i de­cy­du­ją­cych goli, choć za nim stoi oczy­wi­ście cała dru­ży­na, któ­ra wal­czy o zwy­cię­stwo i ze­spół, któ­ry za­czy­na się od bram­ka­rza i obroń­ców. Do­brze to wie­dzą nasi sym­pa­ty­cy. Szcze­gól­nie je­stem dum­ny z tego, że w ostat­nich la­tach mie­li­śmy wspa­nia­łych na­past­ni­ków, gra­czy na naj­wyż­szym świa­to­wym po­zio­mie. Wła­ści­wie po­wie­dział­bym, że Atléti­co za­wsze ich mia­ło. W ostat­nich se­zo­nach gra­li: Fer­nan­do Tor­res, Agüe­ro, For­lán, Fal­cao, a te­raz Vil­la. Bę­dzie­my o nich pa­mię­tać mimo upły­wu cza­su, po­nie­waż byli i są praw­dzi­wy­mi in­dy­wi­du­al­no­ścia­mi w pił­ce noż­nej. I wszy­scy wspo­mi­na­ją z za­chwy­tem czas spę­dzo­ny w Atléti­co.

Na ko­niec pra­gnę wspo­mnieć o Vil­li spo­za pił­kar­skich bo­isk, o oso­bie czę­sto nie­zna­nej na­wet za­go­rza­łym ki­bi­com pił­kar­skim. Chciał­bym pod­kre­ślić, jak do­brym jest czło­wie­kiem. Mógł­bym sta­rać się owi­jać w ba­weł­nę, ale wolę mó­wić wprost. Da­vid to do­bry czło­wiek; to jest bar­dzo waż­ne i nie po­win­ni­śmy o tym za­po­mi­nać. Jest też wspa­nia­łym pił­ka­rzem, naj­więk­szym strzel­cem w hi­sto­rii re­pre­zen­ta­cji Hisz­pa­nii i już to mówi samo za sie­bie. Z tych wszyst­kich po­wo­dów ja, jako pre­zes Atléti­co Ma­dryt, mu­szę stwier­dzić, że dla mnie i dla wszyst­kich na­szych ki­bi­ców jest wiel­kim ho­no­rem i po­wo­dem do dumy, że Vil­la gra w na­szej dru­ży­nie. Po­zo­sta­je mi tyl­ko ży­czyć mu wszyst­kie­go naj­lep­sze­go w przy­szło­ści, kie­dy zde­cy­du­je się za­wie­sić buty na koł­ku. Ale za­nim to na­stą­pi, musi nam dać jesz­cze wie­le ra­do­ści.

W barwach Atlético Madryt podczas meczu z RCD Espanyol na stadionie Cornella, 19 października 2013 roku

Luksusowy nabytek Atlético

Bomba eksploduje

8 lip­ca 2013 roku fa­nów hisz­pań­skiej pił­ki noż­nej ze­lek­try­zo­wa­ła wia­do­mość: Da­vid Vil­la prze­cho­dzi do Atléti­co Ma­dryt. "El Gu­aje" (z astu­ryj­skie­go "Ba­chor") zo­stał za­stęp­cą Ra­da­me­la Fal­cao w klu­bie znad rze­ki Man­za­na­res, a trans­fer ten za­wład­nął pierw­szy­mi stro­na­mi hisz­pań­skich ga­zet nie tyl­ko tego dnia, ale rów­nież w ko­lej­nych. Trans­fer Vil­li uwa­ża­no za je­den z naj­waż­niej­szych tam­te­go lata i wie­lu się za­sta­na­wia­ło, co zro­bi­ło Atléti­co, aby sku­sić jed­ne­go z naj­lep­szych wów­czas hisz­pań­skich na­past­ni­ków. To, co jesz­cze nie­daw­no wy­da­wa­ło się nie­moż­li­we, sta­ło się rze­czy­wi­sto­ścią. Atléti­co w po­przed­nim okien­ku trans­fe­ro­wym obie­ca­ło, że sprze­da "El Ti­gre" (z hiszp. "Ty­grys"), je­śli klub do­sta­nie wy­star­cza­ją­co ko­rzyst­ne ofer­ty. Po dwóch la­tach no­sze­nia ko­szul­ki w czer­wo­no-bia­łe pasy nad­szedł czas, aby ko­lum­bij­ski pił­karz opu­ścił klub. Vil­la ni­g­dy nie znaj­do­wał się na li­ście moż­li­wych za­stęp­ców. Pierw­szy był na niej Ne­gre­do - ma­dryt­czyk, wy­cho­wa­nek szkó­łek pił­kar­skich Rayo Val­le­ca­no, cho­ciaż za­grał rów­nież w bar­wach Re­alu Ma­dryt. To wła­śnie ta prze­szłość w Kró­lew­skich nie była mile wi­dzia­na przez więk­szość ki­bi­ców Atléti­co. Na nic zda­ły się jego umie­jęt­no­ści strze­lec­kie, i na­wet to, że zdra­dzał chęć przej­ścia do klu­bu znad Man­za­na­res: "Chciał­bym za­grać w dru­ży­nie, któ­ra wy­stą­pi w Li­dze Mi­strzów". I Atléti­co było taką dru­ży­ną.

In­te­re­so­wa­no się rów­nież bar­dzo Ben­te­kem, a w ostat­niej chwi­li wło­da­rze Atléti­co py­ta­li o Ro­ber­ta Sol­da­do. W tym cza­sie było bar­dzo mało praw­do­po­dob­ne, że to Vil­la po­ja­wi się na sta­dio­nie Vi­cen­te Cal­de­rón i nikt ra­czej nie brał ta­kiej moż­li­wo­ści na se­rio. Gracz Bar­ce­lo­ny wy­da­wał się za­wod­ni­kiem bar­dzo dro­gim (ze wzglę­du na jego wy­so­ki kon­trakt) i tro­chę za sta­rym (31 lat). Ale ze skła­du Atléti­co co i rusz wy­pa­da­li ko­lej­ni gra­cze, a ma­dryc­ki klub wy­zna­czył so­bie jako głów­ny cel co­rocz­ną wal­kę o Ligę Mi­strzów. Co wię­cej - nie chciał przy tym re­zy­gno­wać z ry­wa­li­za­cji o po­zo­sta­łe ty­tu­ły, za­rów­no w Li­dze Eu­ro­py, jak i w Pu­cha­rze Kró­la, w któ­rych to roz­gryw­kach uda­wa­ło mu się zwy­cię­żyć w ostat­nich se­zo­nach. Miał też inne pro­ble­my, a mia­no­wi­cie stop­nio­we spła­ca­nie dłu­gu wo­bec fi­sku­sa. To tam skie­ro­wa­no ol­brzy­mie środ­ki fi­nan­so­we (w sa­mym 2013 roku aż 100 mi­lio­nów euro). Z tego po­wo­du wła­dze klu­bu nie mo­gły wy­dać du­żej sumy ani na "dzie­wiąt­kę", ani też na żad­ne z po­zo­sta­łych moż­li­wych wzmoc­nień. Po­nad 20 mi­lio­nów euro, któ­re Atléti­co za­ro­bi­ło na wal­ce w Li­dze Mi­strzów, En­ri­que Ce­re­zo prze­zna­czył na grun­tow­ne ulep­sze­nie skła­du, in­ny­mi sło­wy, od­no­wę trzo­nu dru­ży­ny, któ­ra już wcze­śniej przy­nio­sła wie­le ra­do­ści swo­im ki­bi­com. Za­trzy­mać Ardę Tu­ra­na, Die­ga Co­stę, Ma­ria Su­áre­za, Ga­bie­go Óli­ve­ra, Ma­nqu­il­la, Sa­úla... Pro­jekt tego trium­fu­ją­ce­go Atléti­co uwzględ­niał rów­nież dal­szą pra­cę Die­ga "El Cho­lo" Si­me­one, któ­ry pod­pi­sał kon­trakt z klu­bem aż do 2017 roku. Wraz z nim w dru­ży­nie po­zo­sta­li prak­tycz­nie wszy­scy waż­niej­si pił­ka­rze, oprócz Fal­cao, o któ­re­go sprze­da­ży już daw­no mó­wio­no. Ale jed­no to po­zbyć się naj­więk­sze­go strzel­ca, a dru­gie zde­mon­to­wać dru­ży­nę, wo­bec ko­lej­nych na­pły­wa­ją­cych ofert. Tym­cza­sem Ce­re­zo i Gil Ma­rín wpraw­dzie sprze­da­li Fal­cao, jed­nak uda­ło im się za­trzy­mać całą resz­tę i do peł­ni szczę­ścia bra­ko­wa­ło tyl­ko traf­ne­go wy­bo­ru "dzie­wiąt­ki", co jed­nak nie po­win­no być trud­ne, sko­ro Atléti­co mia­ło w ostat­nich se­zo­nach tylu wspa­nia­łych środ­ko­wych na­past­ni­ków. Na­zwi­sko Vil­li wy­pły­nę­ło, kie­dy inne opcje za­czę­ły za­wo­dzić. W Bar­ce­lo­nie, do któ­rej wła­śnie prze­szedł Ney­mar, Vil­la stra­cił sta­tus za­wod­ni­ka nie­zbęd­ne­go i szan­se, by mógł tam re­gu­lar­nie grać, były nie­wiel­kie. Poza tym, ze wzglę­du na roz­gry­wa­ny w Bra­zy­lii w 2014 roku mun­dial, miał to być klu­czo­wy se­zon dla astu­ryj­skie­go za­wod­ni­ka. Vil­la wie­dział, że musi grać, je­śli chce się zna­leźć wśród wy­brań­ców se­lek­cjo­ne­ra Del Bo­sque. "El Gu­aje" to gracz bar­dzo waż­ny dla re­pre­zen­ta­cji Hisz­pa­nii, jed­nak był on świa­do­my, że je­śli nie bę­dzie grał i peł­nił zna­czą­cej funk­cji w swo­jej dru­ży­nie klu­bo­wej, jego wy­stęp na mun­dia­lu sta­nie pod zna­kiem za­py­ta­nia. A w Bar­ce­lo­nie by­ło­by to nie­moż­li­we. Ne­gre­do, Sol­da­do, Fer­nan­do Tor­res, sam Vil­la... Del Bo­sque miał spo­śród kogo wy­bie­rać, a se­zon po­prze­dza­ją­cy mi­strzo­stwa świa­ta lub Eu­ro­py jak zwy­kle był de­cy­du­ją­cy. Kie­dy tyl­ko Atléti­co skon­tak­to­wa­ło się z Vil­lą, Astu­ryj­czy­ko­wi roz­ja­śni­ła się twarz. Atléti­co to klub na fali wzno­szą­cej, z ukształ­to­wa­ną dru­ży­ną, wszyst­ki­mi czę­ścia­mi ukła­dan­ki na swo­im miej­scu, a tak­że z tre­ne­rem, któ­ry za­wsze po­tra­fi wy­do­być z za­wod­ni­ków to, co naj­lep­sze. Za przy­by­ciem na Cal­de­rón prze­ma­wia­ło też to, że Vil­la nie mu­siał opu­ścić ligi hisz­pań­skiej, ani wy­je­chać za gra­ni­cę. Gdy tyl­ko przed­sta­wio­no Vil­li pro­jekt ro­ji­blan­cos[1], szyb­ko go za­apro­bo­wał. Dla Atléti­co była to ko­rzyst­na trans­ak­cja - trans­fer miał kosz­to­wać 5,1 mi­lio­na euro, roz­ło­żo­ne na trzy se­zo­ny: w pierw­szym - 2,1 mi­lio­na, ko­lej­ne dwa, je­śli "El Gu­aje" zo­sta­nie na ko­lej­ny rok, i jesz­cze je­den w przy­pad­ku, gdy za­gra w eki­pie znad Man­za­na­res trze­ci se­zon. Dla spo­rej czę­ści ki­bi­ców dru­ży­ny czer­wo­no-bia­łych był to wła­ści­wie pre­zent. Nie do koń­ca - od­po­wia­da­ły wła­dze klu­bu - po­nie­waż Vil­la kosz­tu­je Atléti­co 10,5 mi­lio­na euro rocz­nie (wli­cza­jąc to, co otrzy­ma Bar­ce­lo­na oraz pen­sję pił­ka­rza). Za­tem nie był to pre­zent, ale też suma ta nie prze­kra­cza­ła moż­li­wo­ści fi­nan­so­wych spół­ki, któ­rej ob­ro­ty prze­wyż­sza­ją 100 mi­lio­nów rocz­nie. Cele spor­to­we? Za cel po­sta­wio­no mu strze­le­nie mi­ni­mum 20 bra­mek w li­dze, co mia­ło za­gwa­ran­to­wać Atléti­co miej­sce w ści­słej czo­łów­ce ta­be­li. Je­śli "El Gu­aje" zdo­bę­dzie tyle goli, jego dru­ży­na na ko­niec se­zo­nu z pew­no­ścią znaj­dzie się w naj­lep­szej trój­ce. A Vil­la, gdy to usły­szał, stwier­dził, że czu­je się na si­łach, by to osią­gnąć.

Ini­cja­ty­wa w roz­mo­wach na­le­ża­ła do Gila Ma­rína. W czwar­tek 4 lip­ca, kil­ka dni przed ofi­cjal­nym ogło­sze­niem trans­fe­ru, dy­rek­tor ge­ne­ral­ny Atléti­co i dy­rek­tor spor­to­wy, José Luis Pérez Ca­mi­ne­ro, spo­tka­li się z za­wod­ni­kiem w miej­sco­wo­ści La Fel­gu­era, w astu­ryj­skim mu­ni­cy­pium Lan­greo. To tam po­ło­żo­no fun­da­men­ty pod jego przej­ście do Atléti­co. Trans­fer otrzy­mał bło­go­sła­wień­stwo od wiel­kich pił­ka­rzy, na­le­żą­cych już do le­gend tego klu­bu. Gára­te stwier­dził, że "ma on nie­zbęd­ny ta­lent oraz do­świad­cze­nie", Ade­lar­do wska­zał, że "może się stać ide­al­ną "dzie­wiąt­ką" dla Atléti­co", Col­lar oświad­czył, że "wspa­nia­le wzmoc­ni atak", zaś Luiz Pe­re­ira za­pew­nił, że Vil­la "za­wsze miał świet­ny in­stynkt strze­lec­ki". Wszy­scy byli zgod­ni, że Atléti­co do­brze wy­bra­ło na­stęp­cę Fal­cao. Oba wiel­kie ma­dryc­kie dzien­ni­ki spor­to­we - "As" i "Mar­ca" - prze­pro­wa­dzi­ły an­kie­ty wśród czy­tel­ni­ków, aby spraw­dzić, jak ki­bi­ce ro­ji­blan­cos przy­ję­li ten trans­fer. Wy­ni­ki nie po­zo­sta­wia­ły wąt­pli­wo­ści - po­nad 80 pro­cent ba­da­nych stwier­dzi­ło, że za­trud­nie­nie Vil­li było uda­nym po­su­nię­ciem ze stro­ny klu­bu. Pre­zes En­ri­que Ce­re­zo po­wie­dział w wy­wia­dzie dla hisz­pań­skie­go ra­dia pu­blicz­ne­go: "Je­ste­śmy wiel­ce usa­tys­fak­cjo­no­wa­ni. Chcie­li­śmy go, od­kąd prze­szedł do Va­len­cii. Wie­le klu­bów z Hisz­pa­nii i z za­gra­ni­cy biło się o nie­go". Jed­no­cze­śnie do­dał, że "trud­no jest do­rów­nać Fal­cao, ale Vil­la god­nie go za­stą­pi". Tą wy­po­wie­dzią Ce­re­zo do­brze pod­su­mo­wał od­czu­cia śro­do­wi­ska ki­bi­ców Atléti­co.

Dzień póź­niej, we wto­rek 9 lip­ca, Vil­la prze­żył swój pierw­szy dzień w roli no­we­go za­wod­ni­ka Atléti­co, kie­dy to zo­stał pod­da­ny te­stom me­dycz­nym. "El Gu­aje" prze­szedł czte­ry go­dzi­ny ba­dań le­kar­skich i od sa­me­go po­cząt­ku moż­na było za­ob­ser­wo­wać wiel­kie za­in­te­re­so­wa­nie jego trans­fe­rem. Po­nad dzie­sięć ka­mer te­le­wi­zyj­nych ocze­ki­wa­ło na wyj­ście pił­ka­rza z klin­ki FRE­MAP w pod­ma­dryc­kiej miej­sco­wo­ści Ma­ja­da­hon­da. Kil­ko­ro dzie­ci przy­by­ło na­wet z ko­szul­ka­mi Atléti­co, aby na­past­nik zło­żył na nich swój au­to­graf. "Spo­śród wie­lu oko­licz­no­ści i klu­czo­wych po­wo­dów, któ­re spra­wi­ły, że chcia­łem tu przyjść, naj­waż­niej­sze było za­ufa­nie, ja­kim od po­cząt­ku ob­da­rzył mnie Si­me­one. Pra­gnę od­dać się pod jego roz­ka­zy i od­wdzię­czyć się pod­czas każ­de­go tre­nin­gu i me­czu za za­ufa­nie do mnie. Na­to­miast w de­kla­ra­cjach ze­bra­nych na stro­nie in­ter­ne­to­wej ma­dryc­kie­go klu­bu Vil­la mó­wił: "El Cal­de­rón to sta­dion, na któ­rym każ­dy pił­karz lubi grać, cie­szysz się, gdy wiesz, że za­grasz tam mecz na wy­jeź­dzie. Je­śli tak się czu­jesz na me­czu wy­jaz­do­wym, to co do­pie­ro, gdy za­grasz tam jako miej­sco­wy. To musi być su­per. Już nie mogę się do­cze­kać, żeby móc się o tym prze­ko­nać, cie­szyć się z tego bo­iska i z tych wspa­nia­łych ki­bi­ców. Mam na­dzie­ję, że będę mógł dać z sie­bie wszyst­ko, aby byli bar­dzo za­do­wo­le­ni z mo­jej pra­cy z tą dru­ży­ną". Si­me­one i sym­pa­ty­cy Atléti­co. Ki­bi­ce i "El Cho­lo" - dwa głów­ne po­wo­dy, dla któ­rych Vil­la za­ło­żył ko­szul­kę w czer­wo­no-bia­łe pasy. Po ogło­sze­niu trans­fe­ru pił­karz Atléti­co od­wie­dził wraz z dzieć­mi swo­ją ro­dzin­ną wio­skę Tu­il­la. W ten spo­sób re­lak­so­wał się przed roz­po­czę­ciem swo­jej przy­go­dy z klu­bem ze sto­li­cy Hisz­pa­nii.

Historia transferu

Trans­fer Da­vi­da Vil­li do Atléti­co prze­pro­wa­dzo­no szyb­ko i dys­kret­nie. Po­cząt­ko­wo dy­rek­cja spor­to­wa klu­bu nie my­śla­ła o "El Gu­aje". W każ­dym ra­zie nie był głów­nym kan­dy­da­tem do za­ję­cia miej­sca po Ra­da­me­lu Fal­cao. Atléti­co son­do­wa­ło moż­li­wość na­by­cia Chri­stia­na Ben­te­ke, na­past­ni­ka Aston Vil­li, jed­ne­go z ob­ja­wień Pre­mier Le­ague, o któ­re­go za­bie­ga­ło rów­nież wie­le in­nych eu­ro­pej­skich klu­bów. Ben­te­ke to gracz o pro­fi­lu ty­po­wej "dzie­wiąt­ki" - strze­lec, gracz pola kar­ne­go, z tych, co może nie są zbyt kre­atyw­ni, ale świet­nie wy­kań­cza­ją ak­cje. Na ce­low­ni­ku Ca­mi­ne­ro znaj­do­wał się tak­że Álva­ro Ne­gre­do. Tak na­praw­dę re­pre­zen­tant Hisz­pa­nii był głów­nym kan­dy­da­tem na na­past­ni­ka Atléti­co w se­zo­nie 2013/2014. Za­wod­nik za­koń­czył swój etap w Se­vil­li, klu­bie, któ­ry mu­siał sprze­dać swo­ich naj­waż­niej­szych gra­czy, aby zga­dza­ły się ra­chun­ki i by unik­nąć więk­szych pro­ble­mów fi­nan­so­wych. Tam­te­go lata Atléti­co utrzy­my­wa­ło kon­tak­ty z Se­vil­lą oraz z przed­sta­wi­cie­la­mi na­past­ni­ka. Juan Ma­nu­el Ló­pez, były gracz ro­ji­blan­cos, pro­wa­dził roz­mo­wy z Mi­gu­elem Án­ge­lem Gi­lem Ma­rínem, dy­rek­to­rem ge­ne­ral­nym ma­dryc­kie­go klu­bu. Poza tym Ne­gre­do wspo­mniał pod­czas swo­je­go urlo­pu, że chciał­by grać "w klu­bie, któ­ry wy­stą­pi w Li­dze Mi­strzów", ro­biąc przy tym ja­sną alu­zję do Atléti­co.

Ne­gre­do uro­dził się w Val­le­cas, wy­cho­wał w Rayo i ze szkół­ki tego klu­bu prze­szedł do niż­szych ka­te­go­rii Re­alu Ma­dryt. To wła­śnie z tego wzglę­du jego trans­fer nie był zbyt mile wi­dzia­ny przez sze­ro­kie gro­no fa­nów Atléti­co. Znacz­na część ki­bi­ców nie chcia­ła wi­dzieć Ne­gre­do w ko­szul­ce w czer­wo­no-bia­łe pasy, mimo że na­past­nik ni­g­dy nie po­wie­dział złe­go sło­wa na te­mat swo­je­go - jak się wów­czas wy­da­wa­ło - no­we­go klu­bu. Trans­fe­ru nie sfi­na­li­zo­wa­no, gdyż Ló­pez i Gil Ma­rín nie do­szli do po­ro­zu­mie­nia, a pie­nią­dze, któ­re nie wpły­nę­ły z klu­bu znad Man­za­na­res, zna­laz­ły się w li­dze an­giel­skiej, i osta­tecz­nie to Man­che­ster City ku­pił za­wod­ni­ka. Atléti­co i Se­vil­la za­mknę­ły już wcześ­niej roz­mo­wy na te­mat wy­so­ko­ści trans­fe­ru, ale mię­dzy klu­bem a re­pre­zen­tan­ta­mi za­wod­ni­ka nie było zgo­dy. I tak hisz­pań­ska La Liga zo­sta­ła po­zba­wio­na ko­lej­ne­go waż­ne­go gra­cza, ko­lej­ne­go ze strzel­ców, zaś Atléti­co stra­ci­ło swo­je­go głów­ne­go kan­dy­da­ta na klu­bo­wą "dzie­wiąt­kę". Ne­gre­do był wia­ry­god­ny dla za­rzą­du i kie­row­nic­twa spor­to­we­go klu­bu. Z tym że dla ki­bi­ców już nie, przy­naj­mniej nie dla więk­szej czę­ści z nich. Atléti­co mu­sia­ło z mar­szu szu­kać in­ne­go roz­wią­za­nia. Ki­bi­ce wy­ka­zy­wa­li już pierw­sze ozna­ki znie­cier­pli­wie­nia, po­nie­waż odej­ście Fal­cao zo­sta­ło usta­lo­ne z du­żym wy­prze­dze­niem (w maju), nie była to za­tem spra­wa z ostat­niej chwi­li. "Ty­grys" uzgod­nił z Gi­lem Ma­rínem, że odej­dzie, je­śli bę­dzie to ko­rzyst­ne dla obu stron i je­śli klub zdo­bę­dzie w se­zo­nie ja­kiś ty­tuł. Fal­cao do­trzy­mał swo­jej czę­ści umo­wy i dy­rek­tor ge­ne­ral­ny Atléti­co też. Ale no­wej "dzie­wiąt­ki" na­dal nie było, pił­ka­rze, o któ­rych my­śla­ło Atléti­co, wy­śli­zgi­wa­li im się z rąk, a ki­bi­ce chcie­li szyb­ko po­znać na­stęp­cę Ko­lum­bij­czy­ka.

Klu­czo­wa dla trans­fe­ru Vil­li była roz­mo­wa mię­dzy Gi­lem Ma­rínem i San­dro Ro­sel­lem, ów­cze­snym pre­ze­sem Bar­ce­lo­ny, pod­czas ko­la­cji na Ibi­zie. Sto­sun­ki mię­dzy obo­ma klu­ba­mi na po­zio­mie władz są bar­dzo do­bre, tak samo jak te oso­bi­ste, mię­dzy człon­ka­mi za­rzą­du. Na tam­tej ko­la­cji Gil Ma­rín po raz pierw­szy wy­su­nął kan­dy­da­tu­rę Vil­li. Sze­fo­wi Bar­ce­lo­ny pro­po­zy­cja ze stro­ny dy­rek­to­ra ge­ne­ral­ne­go Atléti­co wy­da­ła się do­brym po­my­słem. Ro­sell uświa­do­mił Gi­lo­wi Ma­ríno­wi tak­że to, że pen­sja Vil­li jest bar­dzo wy­so­ka i że koszt ca­łej ope­ra­cji bę­dzie zna­czą­cy, przy­naj­mniej je­śli cho­dzi o za­rob­ki pił­ka­rza. Ro­sell za­pew­nił jed­nak za­ra­zem dy­rek­to­ra Atléti­co, że Vil­li trud­no bę­dzie grać w Bar­ce­lo­nie, jako że Ale­xis, Mes­si i nowo przy­by­ły Ney­mar za­bio­rą mu miej­sce w wyj­ścio­wej je­de­na­st­ce azul­gra­ny[2]. Dla­te­go też San­dro Ro­sell uwa­żał przy­go­dę Vil­li z Ba­rçą za za­koń­czo­ną - wie­dział, że za­wod­nik tej kla­sy, o tym sta­tu­sie i prze­bie­gu ka­rie­ry nie po­wi­nien grać je­dy­nie po kil­ka mi­nut w spo­tka­niu. Vil­la wy­ro­bił so­bie po­zy­cję w hisz­pań­skiej pił­ce noż­nej, Bar­ce­lo­na zaś nie mo­gła mu za­gwa­ran­to­wać ade­kwat­nej do tego roli na bo­isku. Po trzech la­tach na­stą­pił kres jego gry w ka­ta­loń­skim klu­bie. Z obu stron było bar­dzo do­bre na­sta­wie­nie. W grun­cie rze­czy obaj wie­dzie­li, że po­ro­zu­mie­nie bę­dzie ko­rzyst­ne dla wszyst­kich, a pro­ble­my da się roz­wią­zać, je­śli tyl­ko we­zmą się do pra­cy. I tak się sta­ło. W bły­ska­wicz­ny spo­sób.

Alejandro Arribas i Villa podczas meczu Rayo Vallecano - FC Barcelona na stadionie Camp Nou, rozgrywki ligowe, 29 listopada 2011 roku

Gil Ma­rín po­pro­sił pre­ze­sa Bar­ce­lo­ny o po­zwo­le­nie na roz­po­czę­cie ne­go­cja­cji z agen­ta­mi Vil­li. Wów­czas, pod ko­niec czerw­ca, wszyst­kich in­te­re­so­wa­ło jak naj­szyb­sze dzia­ła­nie, żeby jak naj­prę­dzej do­wie­dzieć się, jaka bę­dzie przy­szłość "El Gu­aje". Agen­ci Vil­li spo­tka­li się na­wet dwa razy z sze­fa­mi Atléti­co. Pod­czas tych dwóch spo­tkań za­czę­to pla­no­wać włą­cze­nie Astu­ryj­czy­ka do Atléti­co. Wte­dy to re­pre­zen­tan­ci pił­ka­rza do­wie­dzie­li się z pierw­szej ręki, że za­rów­no Ca­mi­ne­ro oraz Si­me­one, jak i kie­row­nic­two klu­bu, moc­no wie­rzą w Vil­lę. Nikt nie miał żad­nych wąt­pli­wo­ści, że mógł­by on zna­czą­co wes­przeć Atléti­co w jego no­wym pro­jek­cie. Si­me­one i Ca­mi­ne­ro do­brze wie­dzie­li, że Vil­la to gracz bram­ko­strzel­ny, do­świad­czo­ny, pra­gną­cy po­wró­cić w wiel­kim sty­lu i ro­ze­grać wspa­nia­ły se­zon, aby móc po­je­chać na mun­dial w Bra­zy­lii. Vil­la mógł­by do­sko­na­le współ­pra­co­wać z Die­giem Co­stą, pił­ka­rzem o in­nych cha­rak­te­ry­sty­kach, wy­bie­ga­ją­cym do pro­sto­pa­dłych za­grań, sil­niej­szym i szyb­szym. "Ide­al­na spół­ka" twier­dzi­ły wów­czas źró­dła zwią­za­ne z dy­rek­cją spor­to­wą ro­ji­blan­cos. Vil­la miał na Cal­de­rón pro­stą dro­gę. A mógł tam przy­być już do­kład­nie dzie­sięć lat wcześ­niej, kie­dy opu­ścił Spor­ting Gi­jón, aby przejść do Sa­ra­gos­sy. Atléti­co już wów­czas było w po­sia­da­niu po­chleb­nych ra­por­tów na te­mat "El Gu­aje", jed­nak ze wzglę­du na zbyt ni­ski wzrost od­rzu­co­no jego kan­dy­da­tu­rę. Stra­cił wów­czas szan­sę na trans­fer do Atléti­co ze wzglę­du na swo­je wa­run­ki fi­zycz­ne. W któ­rymś z ga­bi­ne­tów nad Man­za­na­res z pew­no­ścią znaj­du­je się do­ku­ment spo­rzą­dzo­ny wte­dy przez tre­ne­rów ma­dryc­kie­go klu­bu. Vil­la już wte­dy świet­nie ro­ko­wał, ale nikt nie pod­jął ry­zy­ka prze­pro­wa­dze­nia jego trans­fe­ru. Po dzie­się­ciu la­tach sy­tu­acja się zmie­ni­ła, a za spra­wą prze­zna­cze­nia dro­gi Vil­li i Atléti­co mia­ły się spo­tkać.

Po pierw­szych spo­tka­niach w Ma­dry­cie naj­waż­niej­sze z nich od­by­ło się w Lan­greo. Mia­ło ono sze­ściu uczest­ni­ków: ze stro­ny Atléti­co byli to Gil Ma­rín, Cle­men­te Vil­la­ver­de oraz Ca­mi­ne­ro, zaś z dru­giej stro­ny - Da­vid Vil­la, jego oj­ciec oraz agent. Roz­mo­wy tej szóst­ki, któ­re mia­ły do­pro­wa­dzić do tego, że pił­karz za­ło­ży czer­wo­no-bia­łą ko­szul­kę, trwa­ły dłu­go i się prze­cią­ga­ły. W tym cza­sie Vil­la miał po­waż­ną pro­po­zy­cję przej­ścia do To­ten­ha­mu, do Pre­mier Le­ague, z któ­rej uważ­nie ob­ser­wo­wa­no ligę hisz­pań­ską. Vil­la i jego lu­dzie po­trze­bo­wa­li kil­ku dni, aby prze­my­śleć trans­fer, któ­ry już na­bie­rał kształ­tów. Wkrót­ce do­szło do ko­lej­ne­go spo­tka­nia w Lan­greo, tym ra­zem prze­są­dza­ją­ce­go spra­wę. Po tym dru­gim spo­tka­niu ja­sne było jed­no - albo Vil­la przej­dzie do Atléti­co, albo zo­sta­nie w swo­im klu­bie. Albo Atléti­co, albo nic. Albo odda się pod skrzy­dła Si­me­one i spraw­dzi jego me­to­dy szko­le­nio­we, a tak­że wszyst­ko to, co się mówi o ki­bi­cach ro­ji­blan­cos, albo zo­sta­nie na ko­lej­ny rok w Bar­ce­lo­nie, ma­jąc jed­nak świa­do­mość, że szan­se na grę są ogra­ni­czo­ne. Bez szu­ka­nia przy­gód za gra­ni­cą. Pił­ka już nie była po stro­nie pił­ka­rza, tyl­ko wszyst­ko za­le­ża­ło od po­ro­zu­mie­nia mię­dzy Bar­ce­lo­ną i Atléti­co. Ze spo­tka­nia re­pre­zen­tan­ci Atléti­co wy­szli z prze­ko­na­niem, że Vil­la za­gra na Cal­de­rón. Atléti­co znaj­do­wa­ło się o krok od za­kon­trak­to­wa­nia wy­cze­ki­wa­nej "dzie­wiąt­ki" i nie był to byle kto.

Jed­nak na­dal po­zo­sta­wa­ły do do­ga­da­nia szcze­gó­ły, a mia­no­wi­cie doj­ście do po­ro­zu­mie­nia w kwe­stiach fi­nan­so­wych, któ­re mo­gły­by unie­moż­li­wić ten trans­fer. Atléti­co jest pod ści­słą kon­tro­lą fi­nan­so­wą Ligi Fut­bo­lu Za­wo­do­we­go (LFP) oraz Naj­wyż­szej Rady ds. Spor­tu i musi co­rocz­nie prze­zna­czać duże kwo­ty, po­nad 50 mi­lio­nów euro, na spła­tę dłu­gów wo­bec fi­sku­sa. Ma­dryc­ki klub po raz ko­lej­ny miał przed sobą pro­blem i obie stro­ny mu­sia­ły tro­chę ustą­pić i wy­ka­zać się dużą zręcz­no­ścią, żeby ope­ra­cja mo­gła dojść do skut­ku. Gil Ma­rín spo­tkał się w Bar­ce­lo­nie z jed­nym z ów­cze­snych wi­ce­pre­ze­sów ds. spor­to­wych azul­gra­ny, Jo­se­pem Ma­rią Bar­to­meu, aby do­ga­dać spra­wy fi­nan­so­we. Nie było to ła­twe, spo­tka­nie trwa­ło oko­ło czte­rech go­dzin. San­dro Ro­sell cały czas nad­zo­ro­wał ne­go­cja­cje i osta­tecz­nie Bar­ce­lo­na oraz Atléti­co zna­la­zły roz­wią­za­nie. Vil­la, jak wia­do­mo, przy­był na Cal­de­rón na je­den rok, z moż­li­wo­ścią prze­dłu­że­nia kon­trak­tu z ma­dryc­kim klu­bem o jesz­cze kil­ka se­zo­nów. Bar­ce­lo­na za­osz­czę­dzi­ła znacz­ną sumę na pen­sji pił­ka­rza, on sam zna­lazł się w wiel­kim klu­bie, w któ­rym miał szan­sę po­wtó­rze­nia daw­nych suk­ce­sów i sta­nia się po­sta­cią pierw­szo­pla­no­wą, cze­go od­ma­wia­no mu już w dru­ży­nie culé, na­to­miast Atléti­co zy­ska­ło wy­cze­ka­ną "dzie­wiąt­kę" za cenę, któ­rą skłon­ne było za­pła­cić. "Dzie­wiąt­kę", któ­ra po­do­ba­ła się wszyst­kim: wła­dzom klu­bu, tre­ne­rom i ki­bi­com. Ce­re­zo i Gil Ma­rín ni­g­dy nie mó­wi­li o pie­nią­dzach, ale o ko­rzy­ściach, ja­kie przy­by­cie pił­ka­rza tej ran­gi przy­nie­sie klu­bo­wi znad Man­za­na­res. Je­śli cho­dzi o kwe­stie eko­no­micz­ne, "El Gu­aje" kosz­to­wał Atléti­co oko­ło 10 mi­lio­nów euro rocz­nie, wli­cza­jąc w to kwo­tę trans­fe­ru i pen­sję pił­ka­rza. Vil­la to naj­le­piej opła­ca­ny pił­karz w hi­sto­rii Atléti­co, ale też w klu­bie ni­g­dy nie grał pił­karz o ta­kiej tra­jek­to­rii, mistrz świa­ta i Eu­ro­py na po­zio­mie re­pre­zen­ta­cyj­nym oraz zdo­byw­ca Ligi Mi­strzów na po­zio­mie klu­bo­wym. Trans­fer nie był oka­zją, jak uwa­ża­ła część ki­bi­ców, ale nie było to też ob­cią­że­nie, któ­re­go nie wy­trzy­ma­ły­by na­pię­te fi­nan­se Atléti­co.

Kie­dy tyl­ko Bar­ce­lo­na i Atléti­co do­ga­da­ły się w kwe­stiach fi­nan­so­wych, od­by­ło się trze­cie spo­tka­nie władz ro­ji­blan­cos i agen­tów pił­ka­rza. Oczy­wi­ście Vil­la cały czas był na bie­żą­co in­for­mo­wa­ny o wszyst­kim, tak samo jak "Cho­lo" Si­me­one. Wszy­scy trzej roz­mów­cy, któ­rzy ne­go­cjo­wa­li w imie­niu Atléti­co - Gil Ma­rín, Cle­men­te Vil­la­ver­de i José Luis Pérez Ca­mi­ne­ro - od po­cząt­ku byli za­chwy­ce­ni "El Gu­aje" i jego en­tu­zja­stycz­nym sto­sun­kiem do pla­no­wa­ne­go trans­fe­ru do Atléti­co. Dy­rek­tor spor­to­wy Gil Ma­rín, czło­wiek, któ­ry w prze­ci­wień­stwie do pre­ze­sa En­ri­que Ce­re­zo rzad­ko po­ja­wia się w me­diach, pa­mię­ta, że "mimo tego wszyst­kie­go, co osią­gnął jako pił­karz, mimo wszyst­kich ty­tu­łów, od po­cząt­ku wy­da­wał nam się czło­wie­kiem bar­dzo skrom­nym. Za­wsze wi­dzie­li­śmy, że bar­dzo go cie­szy moż­li­wość tego trans­fe­ru. Tym, na co zwró­ci­li­śmy naj­więk­szą uwa­gę, była jego ra­dość z szan­sy za­gra­nia w na­szym klu­bie, któ­rą oka­zy­wał od po­cząt­ku roz­mów. My rów­nież po­dzie­la­li­śmy tę ra­dość. Ni­g­dy nie pa­trzył na in­nych z góry. Wręcz prze­ciw­nie". W Atléti­co zda­wa­no so­bie spra­wę, że trans­fer Vil­li bę­dzie bar­dzo me­dial­ny, zwłasz­cza że wo­bec odej­ścia wie­lu na­past­ni­ków do Pre­mier Le­ague, przej­ście "El Gu­aje" nad Man­za­na­res do­star­czy wie­lu te­ma­tów do roz­mów. Za tym szła rów­nież moż­li­wość spła­ce­nia czę­ści kosz­tów trans­fe­ru dzię­ki mer­chan­di­sin­go­wi - sprze­da­ży ko­szu­lek i pro­duk­tów zwią­za­nych z Astu­ryj­czy­kiem. Ale to wszyst­ko ze­szło na dru­gi plan wo­bec jego kla­sy spor­to­wej, do­świad­cze­nia i chę­ci, by strze­lać gole w czer­wo­no-bia­łej ko­szul­ce.

A "Cho­lo"? Co pry­wat­nie ar­gen­tyń­ski tre­ner są­dził o trans­fe­rze re­pre­zen­tan­ta Hisz­pa­nii? Si­me­one to tre­ner, któ­ry bar­dzo sza­nu­je hie­rar­chię. Jako pił­karz od­gry­wał waż­ną rolę we wszyst­kich klu­bach, któ­rych bar­wy re­pre­zen­to­wał, i wie­le razy wy­stę­po­wał w ko­szul­ce al­bi­ce­le­stes. Wy­cho­wa­ny na daw­nych ko­dek­sach z szat­ni "El Cho­lo" wie­dział, że trans­fer Vil­li może przy­nieść je­dy­nie ko­rzy­ści. Nie dość, że nie było po­wo­dów do czar­no­widz­twa, to jesz­cze trans­fer "El Gu­aje" po­wi­nien wpły­nąć po­zy­tyw­nie na resz­tę ko­le­gów z dru­ży­ny. Nie co dzień ma się w dru­ży­nie ta­kie­go pił­ka­rza, dzie­li z nim szat­nię i pra­cu­je ra­mię w ra­mię - wy­grał on prze­cież mun­dial i mi­strzo­stwa Eu­ro­py oraz grał w naj­lep­szej eki­pie Bar­ce­lo­ny w hi­sto­rii, jest tak­że naj­lep­szym strzel­cem w re­pre­zen­ta­cji Hisz­pa­nii... "To, że Vil­la, któ­ry zro­bił taką ka­rie­rę i wy­ro­bił so­bie na­zwi­sko, ma ocho­tę grać w Atléti­co i wal­czyć o jego pre­stiż, za­ra­zi en­tu­zja­zmem szat­nię czer­wo­no-bia­łych" - moż­na było usły­szeć w klu­bie. Ten czyn­nik za­dzia­łał po­tem zgod­nie z ocze­ki­wa­nia­mi, bo Vil­la od po­cząt­ku zdo­był sym­pa­tię wszyst­kich. "Two­rzy do­brą at­mos­fe­rę w szat­ni, prze­ka­zu­je in­nym dużo po­zy­tyw­nej ener­gii" - wska­zał Gil Ma­rín.

Od po­cząt­ku było też ja­sne, że Si­me­one nie bę­dzie sto­so­wał wo­bec nie­go ta­ry­fy ulgo­wej, że w Atléti­co każ­dy, bez wzglę­du na na­zwi­sko, musi so­bie za­pra­co­wać na miej­sce w skła­dzie. To dla­te­go Astu­ryj­czyk nie wziął udzia­łu w to­ur­née po Ame­ry­ce Po­łu­dnio­wej - mu­siał się zrów­nać przy­go­to­wa­niem fi­zycz­nym z resz­tą dru­ży­ny, go­to­wej do wal­ki o każ­dą pił­kę, w każ­dym me­czu, jak­by to miał być ten ostat­ni. Po­moc i uła­twie­nia - tak, ale nie pre­zen­ty. Vil­la swo­ją pra­cą na tre­nin­gach mu­siał za­słu­żyć so­bie na miej­sce w wyj­ścio­wym skła­dzie Atléti­co, któ­re w wal­ce o mi­strzo­stwo kra­ju wy­star­to­wa­ło jak ra­kie­ta. Astu­ryj­czyk po­trze­bo­wał cza­su na akli­ma­ty­za­cję za­rów­no w klu­bie, jak i w no­wym mie­ście oraz ze­spo­le. Ale o tym tre­ne­rzy wie­dzie­li od po­cząt­ku, dla­te­go też nikt nie ła­pał się za gło­wę, ani się nie de­ner­wo­wał, kie­dy Vil­la nie strze­lał bra­mek. Naj­waż­niej­sze było, żeby się zin­te­gro­wał, zro­zu­miał sys­tem gry, spo­sób pra­cy, pres­sing i za­zna­jo­mił się z in­ten­syw­no­ścią gry Atléti­co pod­czas każ­de­go spo­tka­nia. W Bar­ce­lo­nie Vil­la miał inne za­da­nia i w ze­spo­le "Cho­lo" kosz­to­wa­ło go to spo­ro wy­sił­ku. Nic w tym dziw­ne­go. Si­me­one uwa­żał, że Vil­la już nie­mal od roku nie mógł grać na naj­wyż­szym po­zio­mie, co ozna­cza­ło, że nie mógł być głów­nym pił­ka­rzem w wiel­kich me­czach, być waż­nym gra­czem w dru­ży­nie ta­kiej jak Bar­ce­lo­na. A w Atléti­co mu­siał ta­kim być.

Je­śli cho­dzi o stro­nę tak­tycz­ną, trans­fer Vil­li otwie­rał przed ze­spo­łem nowe moż­li­wo­ści. Ale - w po­rów­na­niu z dru­ży­ną z Fal­cao - nie­któ­rych też za­bra­kło. Mniej gry w po­wie­trzu, mniej­sza sku­tecz­ność w grze gór­ny­mi pił­ka­mi w polu kar­nym, gra mniej si­ło­wa, ale dużo wię­cej moż­li­wo­ści gry kom­bi­na­cyj­nej, za­gry­wek ze­spo­ło­wych i gry na je­den kon­takt... Atléti­co, jak moż­na było za­ob­ser­wo­wać pod­czas se­zo­nu 2013/2014, zy­ska­ło moż­li­wość gry dłu­gą pił­ką, w po­szu­ki­wa­niu Die­go Co­sty, jego szyb­kie­go star­tu do pił­ki i wal­ki bark w bark z obroń­ca­mi ry­wa­li, a tak­że gry krót­ki­mi po­da­nia­mi, bar­dziej przy no­dze, przy więk­szym kon­tak­cie z pił­ką. "El Gu­aje" otwie­rał wa­chlarz moż­li­wo­ści dla Atléti­co. A dru­ży­na nie tra­ci­ła przy tym swo­je­go zna­ku roz­po­znaw­cze­go - gry pres­sin­giem od pierw­sze­go gwizd­ka. Atléti­co Si­me­one za­czy­na pres­sing od Die­ga Co­sty i Vil­li. "Oni są pierw­szy­mi, któ­rzy mają pró­bo­wać zdu­sić grę ry­wa­la, są pierw­szy­mi, któ­rzy mają bie­gać i po­zba­wić tle­nu prze­ciw­ni­ka... Vil­la nie grał do­brze w nie­któ­rych me­czach, ale na­wet wte­dy prze­bie­gał dzie­sięć ki­lo­me­trów i wkła­dał ser­ce w każ­de za­gra­nie" - pod­kre­śla źró­dło zwią­za­ne z dzia­łem spor­to­wym klu­bu.

Największa prezentacja