Następnie wszedł do kolejnego sklepu, w którym cieszył się za-ufaniem, i poprosił o jakąś niewielką rzecz. Poruszył należycie nakryciem głowy i, oczywiście, otrzymał towar, nie płacąc za niego. Kiedy wyszliśmy, powiedział: "Teraz, jeśli chcesz mo-żesz sam spróbować w tej piekarni (wciąż dokładnie pamiętam gdzie się ona znajdowała), pożyczę ci mój kapelusz i możesz dostać, czego tylko zapragniesz, jeśli poruszysz nim w odpo-wiedni sposób". Chętnie przystałem na tę hojną ofertę, wszed-łem do sklepu i poprosiłem o parę ciastek, poruszyłem nakry-ciem głowy i już zmierzałem w kierunku wyjścia, kiedy nagle sprzedawca ruszył w moją stronę. Upuściłem wypieki i puści-łem się stamtąd biegiem, zdumiony tym, że powitały mnie sal-wy śmiechu mojego fałszywego przyjaciela, Garnetta.
Na swoją obronę mogę powiedzieć tyle, że byłem po pro-stu dobrodusznym dzieckiem. Zawdzięczałem to pouczeniom i przykładom otrzymywanym od moich sióstr. Wątpię jednak w to, czy dobroduszność jest naturalną, wrodzoną cechą. Bar-dzo lubiłem zbierać jajka, ale nigdy nie wziąłem z ptasiego gniazda więcej niż jednego, poza przypadkiem, gdy zabrałem wszystkie - nie ze względu na ich wartość, ale ze względu na pociągającą brawurowość tego dokonania.
Przejawiałem silne zamiłowanie do wędkowania i w nie-skończoność mogłem przesiadywać na brzegu rzeki lub stawu, wpatrując się w taflę wody. Kiedy w Maer dowiedziałem się, że mogę zabijać robaki solą i wodą, to od tego dnia już nigdy nie użyłem żywego robaka, jako przynęty, choć najdelikatniej mó-wiąc, prawdopodobnie kosztem utraty części sukcesu.
Pewnego razu, będąc jeszcze małym chłopcem, kiedy uczęszczałem już do szkoły, lub nawet trochę wcześniej, zacho-wałem się okrutnie, bijąc szczeniaka i upajając się przy tym, jak