Dark Heart (wydanie specjalne) - Martyna Jamrożek

Kup ebooka

40.38 zł
33.52 zł (34,32 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Ostrzeżenie

Uwaga!

Poniższy tekst jest fikcyjny i nie ma na celu propagowania żadnych szkodliwych zachowań.

Zanim zdecydujesz się kontynuować lekturę, prosimy o zapoznanie się z poniższymi ostrzeżeniami.

Tekst, który zaraz przeczytasz, porusza bardzo trudne tematy i może wywołać silne emocje, szczególnie u osób wrażliwych na kwestie związane z przemocą, zabójstwem oraz emocjonalnymi kryzysami.

Zawiera on opisy cierpienia wewnętrznego bohaterów, ich zmagań z własnymi demonami, a także sytuacji, które mogą być wyzwaniem psychologicznym.

Fikcyjność:

1. Przypominamy, że wszystko, co opisane w tej książce, jest wytworem wyobraźni autora. Żadne z przedstawionych zdarzeń nie ma rzeczywistego odzwierciedlenia w życiu ani nie ma na celu gloryfikowania czy normalizowania szkodliwych zachowań. Celem jest jedynie zgłębianie emocji i przeżyć bohaterów, a nie promowanie destrukcyjnych działań.

Bezpieczeństwo emocjonalne:

2. Część z nas może przechodzić przez trudne chwile w życiu, a literatura nie powinna być powodem, by czuć się jeszcze gorzej. Zrozumienie, że fikcja jest tylko wyobrażeniem autora, a nie rzeczywistością, może pomóc w uniknięciu wpływu tej opowieści na nasze własne życie.

Wsparcie:

3. Istnieją liczne organizacje, linie pomocowe oraz terapeuci, którzy oferują wsparcie w takich sytuacjach. Nie bój się szukać pomocy - jesteś ważny, a Twoje zdrowie i bezpieczeństwo są najistotniejsze.

Pamiętaj, że nie jesteś sam/a: Nawet jeśli czujesz się osamotniony/a w swoich zmaganiach, ważne jest, by wiedzieć, że są ludzie, którzy cię wspierają. Zrozumienie, że przemoc wobec siebie lub samobójstwo nie są odpowiedzią na problemy, może być pierwszym krokiem w odzyskaniu kontroli nad własnym życiem. Zawsze możesz sięgnąć po pomoc.

Przestroga:

4. Nie wolno powtarzać żadnych przedstawionych w książce czynności! Przemoc, zabójstwa i myśli samobójcze to poważne problemy, które wymagają profesjonalnej interwencji. W przypadku, gdy masz jakiekolwiek trudności z radzeniem sobie z emocjami przedstawionymi w książce, bardzo ważne jest, by natychmiast poszukać wsparcia. Pamiętaj, że Twoje zdrowie psychiczne ma ogromne znaczenie i masz prawo do poczucia bezpieczeństwa.

Pomoc dostępna dla Ciebie:

W Polsce możesz skontaktować się z Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży pod numerem 116 111, dostępnym 24 godziny na dobę.

Możesz skontaktować się również z Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie Psychicznym pod numerem 800 70 2222.

W wielu krajach dostępne są różne organizacje i linie wsparcia, w tym także linie anonimowej pomocy kryzysowej. Poszukaj lokalnych numerów telefonów i usług, które są dostępne w Twoim kraju.

Prolog

"Życie to chaos, a my jesteśmy w nim uwięzieni".

Zima tego roku była wyjątkowo mroźna.

Śnieg padał od samego rana, a na ulicach panował ten szczególny, świąteczny spokój. W naszym domu, mimo braku rodziców, atmosfera była przyjemna i pełna radości. W kuchni pachniało cynamonem i wanilią, bo właśnie piekłyśmy pierniczki na Boże Narodzenie.

Ava, jak zwykle, zasiadła przy stole, zajadając się chipsami, podczas gdy ja przygotowywałam herbatę.

- Ava, chcesz herbatę? - zapytałam, nie odrywając wzroku od garnka z wrzątkiem, do którego wrzucałam torebki herbaty.

- Tak - odpowiedziała, a jej głos niósł się z salonu. Była typową nastolatką, która potrafiła siedzieć godzinami na kanapie, nie robiąc nic poza objadaniem się przekąskami.

Zalałam herbatę do świątecznych kubków, które już od kilku tygodni stały na stole w kuchni.

To były te same kubki, które mama zawsze wyciągała na Święta. Miały w sobie coś magicznego, coś, co przypominało mi o beztroskich latach dzieciństwa. Wzięłam napary do rąk i ruszyłam w stronę salonu.

Ava siedziała na kanapie, patrząc na telewizor, a jej dłonie nieustannie sięgały po kolejne chipsy. Była już starsza, ale nadal miała ten sam sposób spędzania wolnego czasu, co kiedyś. Zawsze śmiała się, że to najlepszy sposób na życie - zero zmartwień, pełne relaksu.

- No, wigilia za trzy dni, a nasi rodzice wracają niebawem - oznajmiła z radością, wstając, by przyjąć kubek herbaty.

Uśmiechnęłam się lekko, czując tę przyjemną atmosferę. Czułam, że nasza rodzina może znowu poczuć się jak kiedyś.

- Nie myśl, że coś ci kupią, jesteś już za stara - zażartowałam, siadając obok niej na kanapie. Przewróciła oczami, szturchając mnie lekko.

- Mam dopiero dziewiętnaście lat! - odpowiedziała, ale wiedziałam, że mimo tego, jak bardzo chciała uchodzić za dorosłą, nie mogła ukryć radości, jaka pojawiła się w jej oczach na myśl o prezentach. Ja z kolei, choć miałam osiemnaście lat, byłam już w fazie, w której zaczynałam patrzeć na święta bardziej poważnie. W końcu, te dni miały coś magicznego - coś, czego nie mogłam zignorować.

Zaśmiałam się, a jej odpowiedź była tylko pretekstem do kolejnego żartu.

- Stara Ava, babciu, mogę tak ci mówić? - zapytałam, a ona natychmiast rzuciła mi poduszką, celując w moją głowę.

- Zaraz tę herbatę wsadzę ci w... - zaczęła grozić, ale przerwała, gdy zadzwonił telefon.

To był nasz brat, Kian. Gdy tylko zobaczyłam jego imię na ekranie, nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Choć był starszy od nas o dwa lata, zawsze potrafił rozładować atmosferę.

- Co tam, braciszku? - zapytałam, przełączając rozmowę na głośno mówiący, by Ava też mogła go usłyszeć.

- Stęskniłaś się? - usłyszałam jego wesoły głos, pełen żartu.

- Oczywiście, Ava też - odpowiedziałam, a Ava zaśmiała się, wiedząc, że Kian zawsze miał w sobie tę lekkość, która nas rozśmieszała.

- Kocham was i będę za godzinę. Rodzice już są? - zapytał, a ja pokręciłam głową.

- Jeszcze nie - odpowiedziałam, ale w tym momencie usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi.

- Czekaj, nie rozłączaj się, idę otworzyć - powiedziałam radośnie, wstając z kanapy. Wtedy znowu usłyszałam głos Kiana:

- Dobra, tylko nie piszcz, bo mi bębenki popękają.

Zaśmiałam się i pomknęłam do drzwi. Gdy je otworzyłam, na progu stało dwóch mężczyzn w mundurach. Nie od razu zrozumiałam, co się dzieje, bo nie wyglądali jak przedstawiciele żadnych służb, których spotkanie mogło być częścią mojego codziennego życia. Mieli poważne wyrazy twarzy, a jeden z nich, ten starszy, patrzył na mnie w sposób, który od razu wzmocnił moje niepokój.

- Dobry wieczór, czy pani nazywa się Octavia Smith? - zapytał jeden z nich, spoglądając na mnie.

Serce zabiło mi szybciej, ale nadal nie byłam w stanie zrozumieć, o co chodzi.

- T-tak, a o co chodzi? - zapytałam, czując, jak niepokój zaczyna narastać w moim brzuchu.

Spojrzałam w kierunku telefonu, ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Kian odpowiedział na pewno po drugiej stronie, z jakimś cichym dźwiękiem, którego nie potrafiłam rozpoznać.

Starszy mężczyzna spojrzał na mnie i ponownie wypowiedział słowa, które wstrząsnęły moim światem.

- Pani rodzice zginęli w wypadku.

I wtedy poczułam, jak czas na chwilę staje.

Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Czułam, że moja krew zamarza w żyłach, a powietrze staje się grube i ciężkie. W głowie miałam tylko jedno słowo: co?!

W tym samym momencie na telefonie usłyszałam wrzask Kiana:

- Co?!

I wtedy wszystko zaczęło się sypać.

Czułam, jak moje serce zaczyna walić coraz mocniej, a w oczach pojawiają się łzy.

Słowa, które usłyszałam, nie miały sensu. Rodzice. Moja mama, mój tata - odeszli. I nie potrafiłam sobie z tym poradzić.

Zaczęłam się chwiać, a świat wokół mnie wydawał się rozmazywać. W tym samym momencie poczułam na ramieniu delikatną rękę Avy, która już stała za mną. Wszystko zaczęło się dziać za szybko, jakby rzeczywistość pędziła wokół mnie z prędkością światła.

- Kian, nie... to niemożliwe - wyszeptałam, łzy zaczęły spływać mi po policzkach.

ROZDZIAŁ 9

"Moja cudowna Octavio, ty nie umrzesz"

"Była dla mnie nikim, ale chciałem jej okazać pomoc, ino dlaczego?

Cisza trwała dobre trzy minuty.

W powietrzu wisiał ciężki, nieprzyjemny chłód, który sprawiał, że każdy oddech wydawał się głośniejszy niż poprzedni. Czułam, jak moje serce bije szybciej, a każdy dźwięk w klasie zdawał się być zniekształcony, jakby wszystko wokół mnie wciąż było w fazie jakiegoś dziwnego snu.

Wszyscy siedzieli nieruchomo, a ja wciąż nie byłam w stanie poruszyć się ani wydusić z siebie słowa. To uczucie paraliżującego strachu, które jakby zamrażało mi ciało, nie pozwalało mi uciec z tego miejsca. To było jak zatrzymanie czasu, jak coś, co nie miało sensu, ale musiałam to przeżyć.

- Co to było? - usłyszałam pytanie, które zabrzmiało jakby z oddali, w mętnej ciszy, która wypełniała klasę. Głos należał do Nicolasa, kolegi z ławki, który zawsze miał coś do powiedzenia. Ale teraz jego pytanie brzmiało zaskoczone, może nawet trochę przerażone.

Nie odpowiedziałam. Nie byłam w stanie. Właśnie wtedy nauczycielka, która przez te ostatnie minuty zdawała się być równie zamrożona jak reszta, wyraźnie zadrżała, jakby próbując rozluźnić atmosferę.

- Pewnie jakiś głupi żart - oznajmiła z lekką irytacją, wyraźnie chcąc zakończyć ten dziwny moment. Jednak jej słowa nie miały mocy, by rozproszyć atmosferę, która stała się wręcz gęsta.

I wtedy to się stało.

- Octavio Smith, twój brat będzie kolejny - usłyszałam głos, który przeszył mnie na wskroś.

Czułam, jak zimny dreszcz przebiega mi po plecach. Oczy się rozszerzyły, a w sercu zrobiło się pusto, zimno. To było coś, czego nie mogłam zrozumieć, ale coś w tym głosie brzmiało tak nieziemsko złowieszczo, że nie potrafiłam pozbyć się tego uczucia, że coś złego się dzieje.

W końcu go dostrzegłam.

Stał pod oknem, postać ubrana w czarne ubranie, ręce białe w rękawiczkach, które wyglądały jakby były zrobione z jakiegoś dziwnego, lśniącego materiału. Ale to, co mnie najbardziej przeraziło, to brak jakiejkolwiek widocznej twarzy. Był to tylko mroczny zarys postaci, która patrzyła na mnie, ale nie widziałam jej oczu, ani żadnego wyrazu twarzy. Czułam, że coś w tej postaci było nienaturalne. Z tej dziwnej figury biła jakaś mroczna energia, jakby była czymś, co nie powinno istnieć w tym świecie.

Złapałam oddech, próbując przekonać siebie, że to tylko moja wyobraźnia, ale wtedy postać zaczęła machać do mnie. Przez chwilę miałam wrażenie, że zbliża się do mnie, że zaraz przekroczy okno i stanie w tej sali, ale coś mi mówiło, że to nie jest możliwe. Postać była tam, w jednym miejscu, ale jej obecność była tak... zmysłowa, że miałam wrażenie, że staje się częścią przestrzeni, jakby przenikała rzeczywistość.

Nie widział jej nikt inny.

Tylko ja. Moje imię - Octavio - wybrzmiało z za okna. Nikt nie zwrócił uwagi na to, co działo się po drugiej stronie szyby. Nauczycielka patrzyła na mnie, ale jej wzrok był zamglony. Cała klasa była odwrócona ku przód, ignorując to, co działo się wokół.

Próbowałam się ruszyć, ale nogi jakby odmówiły posłuszeństwa. Byłam unieruchomiona w tej chwili. Nie mogłam oderwać wzroku od tej tajemniczej postaci.

Kiedy znowu spojrzałam w stronę okna, postać już zniknęła. Zamiast niej, w moich uszach rozbrzmiewał tylko dziwny, charakterystyczny śmiech.

Śmiech, który przypominał odgłos z jakiegoś klasycznego horroru.

Cisza.

Zamrożona, siedziałam nieruchomo, wciąż nie rozumiejąc, co się wydarzyło. Tylko echo tego śmiechu wciąż brzmiało w mojej głowie, jakby coś w głębi mnie nie chciało puścić tej chwili.

A nauczycielka, patrząc na mnie teraz z szeroko otwartymi oczami, chyba też poczuła, że coś poszło nie tak. Ale nie miała pojęcia, jak głęboko ta sytuacja mnie przeraziła. Nikt nie wiedział, co się stało. Nikt oprócz mnie.

Czułam, jak coś w tej sali się zmieniło, jakby coś, czego nie rozumiałam, zaczynało mnie otaczać, a moje ciało reagowało lękiem, który nie miał prawa się pojawić. Przez chwilę byłam pewna, że nie będę w stanie opuścić tej sali.

A wtedy znowu poczułam to zimne wrażenie - jakby ten głos był tuż obok mnie.

- Będziesz następna, Octavio.

?Axel?

Siedziałem w ławce, rozglądając się zdezorientowany, starając się nie okazywać po sobie, jak bardzo jestem wstrząśnięty. Moje serce waliło jak młot, ale na zewnątrz starałem się zachować obojętną minę. Nigdy nie daję się poznać. Nigdy nie pokazuję, że jestem w szoku, nawet jeśli w środku czuję się jakbym tonął.

Zresztą, to nie był pierwszy raz, kiedy coś dziwnego działo się w tej szkole. Ale to... to było inne. Czułem, że coś złowieszczego wisiało w powietrzu.

- On wrócił, miałeś rację - wyszeptała Layla, patrząc na mnie, jej oczy szeroko otwarte ze strachu.

Nie musiała dodawać nic więcej. Wiedziałem, o kim mówiła. Ta postać. Była ciemna jak cień, a białe rękawiczki kontrastowały z jej mrocznym wyglądem. Postać stała pod oknem, machała do Octavii, a ona... stała tam jak zahipnotyzowana, bez ruchu.

Słyszałem, jak moje serce bije coraz mocniej, a w moich uszach pulsowały tylko słowa Layli. Wiedziałem, że to nie jest zwykły żart. To coś więcej. On wrócił.

- Do gabinetu dyrektora natychmiast - rzuciła nauczycielka, wyrywając mnie z transu.

Octavia wstała bez słowa i wyszła z klasy, ale jej kroki były wolne, jakby szła do własnego grobu. Reszta klasy patrzyła na nią, niektórzy szepcali między sobą, ale nikt nie miał odwagi podejść.

I wtedy to się stało.

W klasie rozległ się cichy, ale przerażający szum. Nagle światła zaczęły migotać i zgasły całkowicie.

- Japie... - wymamrotała Layla, a jej głos był pełen strachu. Wszyscy wstrzymali oddech. Coś się działo.

- Kurwa, co się dzieje?! - Dylan zerwał się z miejsca, a jego głos rozdarł ciszę jak nóż.

Ale zanim zdążyliśmy zareagować, w klasie rozległ się głośny wybuch, który sprawił, że niemal wpadłem w panikę. Ściany zatrzęsły się, a podłoga zadrżała jak w trakcie trzęsienia ziemi. Z komina na suficie wydobywał się ciemny, duszący dym, który powoli wypełniał całą salę.

Wszyscy zaczęli panikować, biegając po klasie, krzycząc, a ja instynktownie wstałem i pociągnąłem Laylę za rękę. Musieliśmy otworzyć okna.

Wszyscy razem zaczęliśmy walić w okna, próbując je otworzyć. Gdy w końcu się udało, ciepłe powietrze wdarło się do klasy, a dym zaczął wychodzić na zewnątrz.

I wtedy to zauważyliśmy. Na ścianie, naprzeciwko okna, pojawił się napis. Wyglądał, jakby ktoś napisał go palcami zanurzonymi w czymś czerwonym.

NASTĘPNY BĘDZIESZ TY!

Napis był krwawy. Sztuczną krwią. Zatrzymałem oddech. Co to miało znaczyć? To nierealne. To nie mogło się dziać naprawdę. Coś takiego to mogło wymyślić tylko... psychopata.

Ludzie zaczęli krzyczeć. Ktoś zrzucił krzesło, ktoś inny wybiegł z klasy, ale ja stałem nieruchomo, wpatrując się w ten napis, jakby był zaczarowany. To wszystko, cała ta sytuacja, była tak absurdalna, że nie wiedziałem, co mam zrobić. Nie wiedziałem, czy to prawda, czy może zaczynam wariować.

Cholera!!!

I wtedy Isabell, której zwykle nie widziałem w takich momentach, krzyknęła na całe gardło:

- Co robimy, kurwa?! - wykrzyczała, trzymając się nas za ręce. Jej głos drżał, a oczy były pełne strachu. Wszyscy patrzyli na nią, na mnie, na siebie nawzajem, ale nie wiedzieliśmy, co zrobić. Co mogło być gorsze niż to?

To wszystko było jak z jakiegoś koszmaru. Jakbyśmy wszyscy znaleźli się w jakiejś grze, w której nie mamy pojęcia, kto trzyma kontrolę. Ale jedno było pewne: nie mieliśmy pojęcia, co zrobić.

To było niebezpieczne.

A ten głos w mojej głowie, który nie chciał się uciszyć, szeptał:

- On wrócił.

- Jedziemy do dziupli i musimy to obgadać szybko - rzuciłem, wycierając szybki pot z czoła. W tej chwili nie liczyło się nic oprócz rozwiązania tego, co się właśnie działo. To wszystko było jak z koszmaru. Wybiegliśmy ze szkoły, pędząc przez parking, aż dotarliśmy do mojego porsche. Zawsze miałem poczucie, że szybka jazda daje mi kontrolę, a teraz potrzebowałem tej kontroli bardziej niż kiedykolwiek. Odpaliłem fajkę i wciągnąłem dym, czując, jak chłód nocy łączy się z moimi nerwami.

- Stary, ktoś ewidentnie bawi się w horror, ino kto? - zapytał Oliver, patrząc na mnie z niepokojem.

- Nie wiem - odpowiedziałem, starając się brzmieć obojętnie, ale coś w głębi mnie podpowiadało, że to nie będzie tylko zabawa. To było coś więcej.

- Ale Smith była obsrana, ja pierdolę, masakra - rzuciła Layla, nie kryjąc zaskoczenia. Jej głos brzmiał jakby naprawdę się bała, a nie były to słowa, które często wypowiadała.

- Dziwisz się? - zapytał Dylan, przejeżdżając dłonią po twarzy, jakby starał się otrząsnąć z tego, co się wydarzyło.

- Nie, ale kto to może być? - Layla ponownie spojrzała na mnie, a ja wiedziałem, że wszyscy liczyli na odpowiedź, na jakąś wskazówkę, ale miałem tylko jedną teorię.

- Ktoś, kto chce zabić Smith i nas tym obciążyć - oznajmiłem spokojnie, patrząc przez szybę, jak miasto niknie za nami. Moje słowa wisiały w powietrzu. To nie było żadne wyjaśnienie, to była hipoteza, którą czułem całym sobą. Ktoś miał z nami poważne zamiary, ale wciąż nie wiedzieliśmy, kim był.