W domu Petrarki
Markowi Zagańczykowi
Na bilecie, który dostaję w kasie Muzeum Petrarki w Fontaine-de-Vaucluse, widnieje kserokopia rysunku wykonanego przez poetę na marginesie dzieła Pliniusza. Widzimy czaplę z wyłowioną rybą w dziobie, a w tle wzniesienie zwieńczone kościołem. Może to siedziba przyjaciela poety, Philippe'a de Cabassoles, biskupa Cavaillon, który w sąsiedztwie Vaucluse miał okazały zamek na skalnym urwisku? U stóp góry wytryskują źródła rzeki, to oczywiście Sorgue, z której pochodzi ryba. Podstawę kompozycji rysunku stanowi linijka starannego łacińskiego pisma, kaligraficzne arcydziełko, w którym Petrarka zawarł swoje uczucie do tego miejsca: "Moja najmilsza samotnia zaalpejska". Rozpoznaję ten rysunek dzięki pięknej monografii Jana Parandowskiego, w której znajdujemy jego reprodukcję i tłumaczenie łacińskiej formuły. Petrarka, wydany po raz pierwszy w 1956 roku, czytany powtórnie tu, w Prowansji, nabiera dodatkowego smaku. Jest znakomitym przewodnikiem po splątanych ścieżkach życia i twórczości poety. Ma również walory wprowadzenia do kultury jesieni średniowiecza, co tak ułatwia poruszanie się wśród rozlicznych śladów przeszłości tej krainy. A przy tym napisany polszczyzną, której darmo dziś szukać w rodzimym pisaniu o literaturze.
Dziewczyna w kasie, jedyny pracownik muzeum w niedzielne przedpołudnie 19 lipca, zaskoczona przyjmuje wiadomość, że dziś właśnie obchodzimy 635-lecie śmierci gospodarza. I że jesteśmy dokładnie w przededniu jego 705. urodzin, bo taką mamy zbieżność dat w biografii Francesca Petrarki. W jego domu nie zorganizowano z tej okazji żadnych obchodów. Czy tylko dlatego, że ani się tu nie urodził, ani tu nie umarł? Urodzony w Arezzo, zakończył swe życie w Arqa pod Padwą, gdzie mieści się jego monumentalne mauzoleum.
Ojciec poety, prawnik wplątany w szereg nieudanych interesów, musiał opuścić ojczysty kraj i w 1312 roku zawędrował z rodziną do Awinionu. Miasto nad Rodanem trzy lata wcześniej stało się stolicą papiestwa i w ten sposób zaczęła się, trwająca niespełna wiek, największa w jego dziejach koniunktura. Papieże otaczają je murami, wznoszą swój wielki pałac, budowane są kościoły i świeckie siedziby. Jedną z miar tego rozwoju jest fakt, że Petrarkowie nie znajdują w Awinionie domu. Osiedlają się w pobliskim Carpentras, gdzie kardynałowie i biskupi lokują swe pozamiejskie rezydencje. W kontekście interesów ojca poety jest to zapewne korzystne położenie. Dla Francesca Petrarki w ten sposób rozpoczną się wielorakie i wieloletnie związki z Prowansją.
Tutaj zacznie pierwsze nauki, tu wróci po nielubianych studiach prawniczych w Bolonii, bo ojciec niepomny własnych niefortunnych doświadczeń przeznaczy go do zawodu prawnika. Mimo wielu podróży i z pominięciem ostatniego okresu jego życia Prowansja, "ten słodki kraj", przez długi czas będzie jego ojczyzną. W jej stolicy, w Awinionie, 6 kwietnia 1327 roku w kościele św. Klary zobaczy Laurę. Zdarzenie to, fikcyjne czy prawdziwe, da mu impuls do napisania Sonetów, a równocześnie zatrudnienie dla nieskończonej rzeszy badaczy jego biografii i twórczości na całą wieczność literatury.
W Awinionie Petrarka angażuje się w politykę papiestwa, ale i w bogate życie towarzyskie miasta. Jest przecież młodym mężczyzną o dużych potrzebach i szerokich zainteresowaniach. Daje różne dowody swej witalności. Jednym z charakterystycznych jest zdobycie Mont Ventoux, najwyższego szczytu obok Awinionu, w towarzystwie młodszego brata Gerarda. Wyprawa godna bardziej romantycznych twórców, unoszących w góry swoje depresje, niż poety późnego średniowiecza w ciepłej opończy ślęczącego nad inkunabułami... Wietrzna Góra ma wysokość 1912 m. Nam, współczesnym, bardziej niż z literaturą kojarzy się ze zmaganiami kolarzy, uczestniczących w Tour de France. Kilka lat temu pasjonującą walkę o zwycięstwo w zdobyciu tej góry stoczył Lance Armstrong z Marco Pantanim. Oba zmagania ze sportowego punktu widzenia łączy to, że w obu zwyciężyli młodsi. Po cóż jednak chodzimy w góry? Dla Petrarki całodzienna wspinaczka stała się źródłem przemyśleń nad sensem własnego istnienia. Znajdziemy je w obszernym liście napisanym do przyjaciela, Dionizego da Borgo, który Parandowski nazywa "jednym z najbardziej wzruszających dokumentów ludzkich". Petrarka ma trzydzieści dwa lata i chyba właśnie w czasie tej górskiej wędrówki przekracza smugę cienia. Czy to wtedy zalała go fala niechęci do Awinionu? Będzie go odtąd nazywał apokaliptycznym Babilonem. A później napisze druzgoczące podsumowanie: "Jest to źródło cierpienia, gospoda gniewu, szkoła błędów, świątynia herezji, kuźnia kłamstwa, ohydne więzienie, piekło na ziemi".
Nie mogąc przekonać papieża do powrotu do Rzymu i głęboko odczuwając wielkomiejską pustkę, Petrarka postanawia opuścić miasto. Znajduje dom w Vaucluse, Zamkniętej Dolinie (łac. Valais Clausa) rzeki Sorgue. Z przerwami na podróże i dłuższe pobyty w różnych miastach Europy i Włoch będzie tu mieszkał szesnaście lat. Powie o nich: "Lata, które przeżyłem w Vaucluse, mijały w takim spokoju, tak cudownie, że teraz, kiedy wiem, czym jest życie ludzkie, uważam, że tylko w tym czasie żyłem, a inne moje dni były katuszą".
Wejście do muzeum od tyłu domu pozwala od razu zobaczyć ogród poety i połyskującą w słońcu rzekę Sorgue z jej zimnymi źródlanymi wodami. I znowu mogę powtórzyć za nim: "Miłe powietrze, wiatry łagodne, ziemia słoneczna, jasne źródła, rzeka rybna, gaj cienisty...".
Mając już w ręku bilet z czaplą, spostrzegam, że parter oddano innemu poecie. To bardzo mi bliski René Char. Poświęcona mu ekspozycja zawiera rękopisy tekstów literackich, listy do przyjaciół i wydania dzieł. Szczególną uwagę zwraca ich plastyczna oprawa. Trudno, żeby było inaczej, skoro przygotowywali ją tacy twórcy zaprzyjaźnieni z Charem, jak Georges Braque, Pablo Picasso, Joan Miró, Alberto Giacometti czy Nicolas de Staël. Grafiką towarzyszącą poezji kieruje zasada suwerenności wypowiedzi artystycznej. W założeniu autorów prezentacji jego książki są dialogiem tego, co malarskie, z tym, co poetyckie. Char urodził się w sąsiedniej miejscowości, L'Isle-sur-la-Sorgue, w 1907 roku. Rodzinnej ziemi i rzece dzieciństwa poświęcił wiele swoich wierszy i poetyckiej prozy. W 1947 roku to on poznał Jeana Villara ze swymi przyjaciółmi, Yvonne i Christianem Zervosami, kolekcjonerami i mecenasami sztuki, którzy prowadzili w Paryżu znaczące pismo "Cahiers d'Art". Z tego spotkania narodził się początek festiwalu teatralnego w Awinionie. Villar przywrócił miastu nad Rodanem rozbuchane życie, przynajmniej w lipcu każdego roku.
René Char był zafascynowany Petrarką. Może z wdzięczności, że Sonety do Laury powstały na jego ziemi, a może dlatego, że i dla niego liryka miłosna była czymś donioślejszym niż samo wyznanie uczucia do ukochanej.
Wchodzę na piętro, tam właśnie żył i pracował włoski poeta. Dziś nie ma tu niczego, co Petrarka trzymałby w swoich rękach. W gablotach oglądamy stare wydania jego poezji. Z głębokich wieków patrzą na nas edytorskie rarytasy. Od jego czasów po dzisiejsze. Te najnowsze gromadzone są na poddaszu. Tam ulokowano współczesną bibliotekę, także w wersji skomputeryzowanej. W szafach pomieszczone zostały książki o poecie z całego świata. Szukam bezskutecznie monografii Jana Parandowskiego. Nic dziwnego, trudno ją dziś znaleźć w antykwariatach, a Muzeum Petrarki po latach głębokiego snu otwarło swe podwoje niedawno, w 1986 roku. I choć nie ma w nim przedmiotów, które należały do poety, nie przeszkadza to przecież naszej wyobraźni szukać przejawów jego ducha. Czy zresztą nie wystarczy to gotyckie okno w bibliotece, przez które widać ogród, tak kiedyś z umiłowaniem przez niego uprawiany, i Sorgue, teraz poskramianą przez młyn, który Petrarki już nie pamięta? Wstęga rzeki wyłania się spośród bujnej zieleni. Gdzieś niedaleko, tuż za nią, bije jej źródło. Nie pojadę tam, bo moi przyjaciele chcą jak najprędzej stanąć w murach Awinionu. Jak kiedyś Paweł Hertz, będąc tak blisko, spotkanie z początkiem Sorgue muszę zostawić na przyszłość. Jeśli jeszcze nadejdzie... Opowiadanie Hertza nosi tytuł Źródło Vaucluse'y. Jest przejmującą elegią o niespełnieniu, rozczarowaniem z powodu niezrealizowanych podróży, trenem na bezpowrotnie utracony czas. Jak refren autor powtarza za Mickiewiczem wers Petrarki: "O jasne, słodkie, o przeczyste wody...". Wiersz Petrarki, genialnie przeniesiony do polszczyzny przez Mickiewicza, to, zdaniem Hertza, "zachwycający hymn miłosny i lament żałobny zarazem". W wygnaniu i niespełnionej miłości szuka on paraleli między losami obu twórców. Ale przede wszystkim, jak zawsze w zetknięciu z wielką sztuką, rozważa swój własny los, "widoki i twarze, chwile i zdarzenia, myśli i słowa, lata i żale". I ja w tej dolinie wraz z Pawłem Hertzem powtarzam za poetami, za Petrarką Mickiewicza: "otoczony rajskimi obrazy, / Pytałem sam siebie: / Jak tu przybyłem? i kędy?".