Dar języków - Mariusz Rosik

Kup ebooka

15.00 zł
12.00 zł (10,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ZAPROSZENIE DO LEKTURY

Jesienią 2013 roku grupa zapaleńców z Instytutu Nauk Biblijnych przy Papieskim Wydziale Teologicznym we współpracy z koordynacją Odnowy w Duchu Świętym we Wrocławiu zorganizowała pierwsze spotkanie z cyklu, który przyjął powszechnie nazwę "Charyzmatykon". Obawialiśmy się o frekwencję, jednak okazało się, że zainteresowanie jest duże. Niekiedy, w pięknej auli Wydziału Teologicznego, położonej nad Odrą, gromadziło się kilkaset osób, i tak jest co miesiąc do dnia dzisiejszego. Naukowe refleksje o działaniu Ducha Świętego przeplatane są świadectwami osób, które pragną podzielić się doświadczeniem wiary, a wszystko odbywa się przy dźwiękach muzyki i szmerze modlitwy wznoszącej się ku niebu. Właśnie w takim klimacie zrodził się pomysł napisania tej książki. Okazuje się, że choć od słynnego weekendu w Duquesne w 1967 roku, który naznacza początek odnowy charyzmatycznej w Kościele katolickim, mija pół wieku, kwestia daru języków budzi niegasnące zainteresowanie, tak od strony biblijnej i historycznej, jak i praktyki duszpasterskiej.

Gośćmi jednego z wrocławskich spotkań byli państwo Małgorzata i Marek Nowiccy, autorzy książki Upili się młodym winem oraz filmu Murzasichle. Ci wciąż młodzi małżonkowie z Otwocka dokonali rzeczy niezwykłej: zebrali olbrzymią dokumentację dotyczącą początków ruchu charyzmatycznego w Polsce, w tym także świadectwa o pierwszych w naszym kraju pojawieniach się daru języków. Iście dziennikarskie pióro Marka złączone z ewangelizacyjnym zapałem Małgosi, która jest misjologiem, zaowocowały piękną książką, wydaną w Warszawie w 2013 roku. Gdy w końcu znalazła się ona w mojej skrzynce pocztowej, z zapartym tchem pochylałem się nad jej stronami. Ożyły wówczas także osobiste wspomnienia.

Miałem zaledwie piętnaście lat, gdy w mojej parafii we Wrocławiu zorganizowano pierwsze Seminarium Odnowy w Duchu Świętym. Rozważny wikariusz słusznie uznał, że powinienem poczekać jeszcze trzy lata, zanim będę mógł w nim uczestniczyć. Tego samego roku jednak w innym wrocławskim kościele zorganizowano modlitewne Święto Młodych, na które zjechali licealiści i studenci z całego miasta. To właśnie tam, zupełnie spontanicznie, bez modlitwy z włożeniem rąk, zacząłem modlić się w nieznanym języku. Od tego czasu czynię to z radością niemal codziennie przez trzydzieści lat. Tamtego wiosennego dnia 1984 roku Dzieje Apostolskie przestały być dla mnie księgą historyczną, choć przecież słusznie podręczniki teologii biblijnej tak ją określają. Stały się księgą, która rzuca jasne światło ma moje osobiste doświadczenie wiary. Jak światło bijące z ognistych języków zapalonych nad głowami Apostołówi Maryi w Dniu Pięćdziesiątnicy.

Właśnie ze światłem wiąże się kolejne wydarzenie, które mocno utkwiło w mojej pamięci. Był czerwiec 1992 roku. Kończyłem wówczas piąty rok studiów w seminarium duchownym we Wrocławiu. Z całym kursem wyjechaliśmy na tydzień poza miasto, by w zaciszu klasztoru przygotować się do przyjęcia święceń diakonatu. Trwaliśmy właśnie z kolegami na modlitwie. Tego dnia przypadała niedziela. Modlitwę liturgiczną zwaną "Jutrznią" mogliśmy odprawić indywidualnie, jednak w kilka osób postanowiliśmy uczynić to wspólnie. Było nas pięciu czy sześciu. Ponieważ pogoda była piękna, jeszcze przed śniadaniem wyszliśmy poza klasztor do pobliskiego parku. Rozpoczęliśmy wspólne odmawianie brewiarza. Po odczytaniu fragmentu Pisma Świętego przeznaczonego na dany dzień na chwilę zapadła cisza. Wtedy jeden z nas odważnie wypowiedział słowa, które w ruchu charyzmatycznym często określa się jako "przesłanie w językach". Wiedzieliśmy, że trzeba poczekać na dar tłumaczenia tego, co przed chwilą usłyszeliśmy. Po chwili inny z kolegów odezwał się: "Wydaje mi się, że Chrystus chciałby nam powiedzieć: Będę waszym Światłem. Ja was wybrałem i Ja będę oświetlał waszą drogę. Jeśli będziecie słuchać mojego głosu, nie będziecie błądzić w ciemnościach. Daję wam moje światło, abyście zanieśli je tym, którzy błądzą w mrokach grzechu". Jeszcze inny, nieco zaskoczony, odezwał się: "Gdy słuchałem tej wypowiedzi w językach, w mojej głowie zrodził się obraz pięknego wschodu słońca. Wychodziło zza horyzontu powoli i stawało się coraz większe i większe, aż wkońcu zajaśniało pełnym światłem, tak jak teraz". Trzeci z kolegów miał właśnie otwartą Biblię. Jego wzrok padł na słowa, które przeczytał głośno: "Ja jestem światłością świata. Kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia" (J 8,12). a potem wróciliśmy do modlitwy Liturgią Godzin. Przyszedł czas na prośby, które rozpoczynały się wprowadzeniem: "Chrystus Pan jest naszym dniem oraz Słońcem, które oświeca każdego człowieka i nigdy nie zachodzi". Nie mogliśmy powstrzymać uśmiechów na twarzach! w taki właśnie sposób światło Chrystusa przedzierało się do naszych serc.

W mowach, które Jezus głosił swoim uczniom w ostatnich dniach przed swą męką, a także po zmartwychwstaniu, obiecał im, że jeśli będą Go naśladować, to mogą być pewni dwóch rzeczy: że zawsze będą niepomiernie szczęśliwi i zawsze mogą spodziewać się kłopotów. Takie było doświadczenie wierzących przez całe wieki na przestrzeni historii Kościoła i takie jest też doświadczenie bardzo wielu chrześcijan, w tym katolików, którzy otrzymali chrzest w Duchu Świętym i zaczęli modlić się w nieznanych sobie językach. Warto przy tej okazji zaznaczyć, że choć spory co do rozumienia sformułowania "chrzest w Duchu Świętym" nie ustały wśród teologów do dziś, jednak w niniejszej publikacji posługujemy się nim w takim sensie, jaki prezentuje nam oficjalny organ Odnowy Charyzmatycznej Kościoła Katolickiego, a mianowicie Komisja Doktrynalna Międzynarodowych Służb Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej. w dokumencie Chrzest w Duchu Świętym wydanym w 2012 roku mówi się o tym, że jest on "przemieniającym życie doświadczeniem miłości Boga Ojca wlanej w serce przez Ducha Świętego i otrzymanej poprzez poddanie się panowaniu Jezusa Chrystusa. Ożywia on sakrament chrztu i bierzmowania, pogłębia komunię z Bogiem i współwierzącymi chrześcijanami, roznieca ewangeliczny zapał i wyposaża człowieka w charyzmaty do służby i misji". Co więcej, bardzo często (choć nie zawsze) łączy się z darem języków.

Osoby, które przyjęły chrzest w Duchu Świętym i otrzymały dar języków, najczęściej po tym wydarzeniu promieniują radością i ufnością. Noszą w swoich sercach żar, który zapala innych. Stają się entuzjastycznymi świadkami bezgranicznej miłości Boga Ojca, przyjaźni Jezusa i bliskości Ducha Świętego. Zdarza się jednak, że spotykają się także z niezrozumieniem. Spełnia się dokładnie obietnica Jezusa: szczęście plus kłopoty. Jeśli więc lektura niniejszej książki sprawi, że radość wsercach czytelników będzie wzrastać, a niepokoje staną się mniej natarczywe, oznacza to, że spełniła ona swoją rolę.

ks. Mariusz Rosik

Wrocław, 8 grudnia 2014 r.

w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP

"Duch tchnie tam, gdzie chce",

Uporządkowanie terminologiczne, natura i cel daru

Michael Harper był jedną z czołowych postaci ruchu charyzmatycznego w Anglii przynajmniej przez dwie dekady, poczynając od lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Jako jeden z pierwszych podjął się próby systematycznego ukazania rozwoju ruchu na przestrzeni dziejów Kościoła, koncentrując się na ostatnich dwóch wiekach. Spod jego pióra wyszła książka zatytułowana Tak jak na początku, której lektura przybliża czytelnikowi czasy, miejsca i osoby związane ze współczesnym odnowieniem charyzmatów. Niczym świetlne punkty na mapie świata pojawiały się środowiska, w których doświadczano chrztu w Duchu Świętym i daru języków. Michael Harper zauważa:

Gdy ktoś został napełniony Duchem Świętym, to miłość Boża została rozlana w jego sercu w nowy sposób. Człowiek zaczyna uwielbiać Boga. Czyż nie jest zatem rzeczą naturalną, że Bóg, znając ograniczoność ludzkiego umysłu, obdarzy człowieka możliwością wyrażenia biegle tego, co jego serce pragnie powiedzieć? Rozum, choć jest wspaniałym mechanizmem, może działać na podobieństwo tamy, gdy rzeki wody żywej płyną z serca. Tama spełnia ważną funkcję. Bez intelektu bylibyśmy podobni do zwierząt. Ale w tych momentach, kiedy "Jordan przekracza swoje brzegi", dar innych języków jest przez Boga postanowionym narzędziem, które chwilowo przekracza lub pomija procesy intelektualne.

Nawet jeśli w pierwotnym doświadczeniu dar języków "przekracza lub pomija procesy intelektualne", ostatecznie fenomen ten, jak każde zjawisko religijne, domaga się pewnego uporządkowania intelektualnego i systematycznych ujęć. Dlatego w pierwszej części pracy zaprezentowane i omówione zostaną terminy teologiczne, które stosuje się często w odniesieniu do daru języków. Konkretne fragmenty Pisma Świętego pomogą z kolei w poznaniu celu i natury tego daru.

"Jednemu dany jest przez Ducha dar języków"

Terminologia

W sali, w której za chwilę rozpocznie się spotkanie modlitewne, panuje raczej swobodna atmosfera. w drzwiach stoi chłopak w rozpiętej pod szyją kraciastej koszuli i wita wszystkich wchodzących. Większe zainteresowanie okazuje tym, którzy przyszli tu po raz pierwszy. Pokazuje im miejsca, które mogą zająć. Tuż za nim stoi uśmiechnięta dziewczyna, pewnie dwudziestoletnia, z upiętymi włosami. Wręcza każdemu niewielki, odbity na kserokopiarce śpiewnik. Do rozpoczęcia spotkania pozostaje jeszcze kilka minut. w dali słychać lekkie pobrzękiwanie gitary i uderzenia w klawisze keyboardu, ktoś nastraja mikrofony, ludzie swobodnie witają się ze sobą. Niektórzy zajęli już miejsca, inni jeszcze stoją i rozglądają się wokół ciekawskim wzrokiem. Ktoś wyciągnął Biblię i wertuje jej strony. Jakiś student ustawia przy głośniku dyktafon, gdyż zamierza zarejestrować konferencję. Po chwili rozpoczyna się głośny śpiew, milkną rozmowy, wszyscy zajmują swoje miejsca. Po pieśni osoba prowadząca spotkanie serdecznie wita wszystkich i zaprasza do skupienia, do otwarcia serca na Bożą obecność. Słowa kolejnej pieśni wzywają Ducha Świętego. Niektórzy wstają, wyciągają powoli dłonie ku górze. Są osoby, które mają zamknięte oczy. a potem wielu uczestników przestaje śpiewać, choć muzyka wciąż płynie ze środka sali. Zaczynają modlić się na głos, własnymi słowami. Szmer tej modlitwy się wzmaga. Coraz więcej osób mówi niezrozumiałe słowa, słowa w nieznanych językach. Wszystko to przeradza się w dźwięk przypominający szum wodospadu. Jest coraz głośniejszy. Po chwili ta równoczesna modlitwa urywa się tak nagle, jakby ktoś dał sygnał, by zamilknąć. Następuje chwila ciszy. a potem zdarzyć się może, że ktoś sam jeden na głos wypowie kilka zdań w nieznanym języku. Wszyscy trwają w oczekiwaniu, aż znajdzie się osoba, która wyjaśni to orędzie.

Ktokolwiek uczestniczył kiedyś w spotkaniu modlitewnym, nawet niewielkiej wspólnoty charyzmatycznej, bez trudu przypomni sobie podobne sceny. Dostrzec je można wszędzie, w Ameryce i w Indiach, w polskich kościołach i zborach w Australii, w prywatnych domach, salach, na stadionach. w podobny sposób modlą się zielonoświątkowcy, katolicy rzymscy, baptyści i prezbiterianie, młodzi i starsi, często nawet dzieci. Kto zasmakował takiej modlitwy, choćby znalazł się na końcu świata w grupie charyzmatycznej, niemal natychmiast czuje się jak w domu. Między innymi dlatego, że wszędzie występuje fenomen znany jako "dar języków".