Dalej niż śmierć - Daniel Ange

Reflow text when sidebars are open.
Zabójcza jest zmowa milczenia wokół tego, co po śmierci. Po co bowiem żyć, jeśli trzeba przeżyć zaledwie kilka dekad wypełnionych cierpieniem, rozczarowaniami, łzami?
Zasłanianie Nieba jest zbrodnią. Prowadzi do rozpaczy. Dusi nadzieję. Jest rodzajem zbiorowego samobójstwa. To ostateczna przyczyna przygnębienia i wszelkiego rodzaju depresji naszych czasów. Mamy czarne myśli, bo nie umiemy już dojrzeć Nieba. To wbrew naturze, nic bowiem nie jest tak głęboko wpisane w nasze geny jak owa tęsknota za utraconym rajem, niepohamowane marzenie o nieskończonym szczęściu, pragnienie pełni - najbardziej dojmujące ze wszystkich - i wciąż niezaspokojone poszukiwanie miłości wiecznej i nieskazitelnie pięknej.
Jeśli jesteś ciągle niezadowolony, jeśli dobra ziemskie prowadzą cię do przesytu, wszystkie doświadczenia do nudy, wszystkie wydarzenia do niesmaku, to dowód, że twoje serce jest stworzone dla nieskończoności, twoja dusza dla nieśmiertelności, twój duch dla wieczności, twoje ciało dla chwały. Ni mniej, ni więcej.
Nie, nic nie jest zdolne napełnić twojego serca. Nic prócz tego, co wieczne i nieskończone. Ani kasa, ani seks, ani to wszystko, co może cię pasjonować, nie dadzą ci trwałego i całkowitego szczęścia. Jeśli pokładasz swoje szczęście w tym, co chwilowe, znajdziesz tylko sztuczne, małe przyjemności: twoje serce pozostanie puste, głodne wieczności, spragnione piękna. Z tego tylko powodu, że jest bez dna.
Dowód? To właśnie w najbogatszych krajach, wśród najzamożniejszych ludzi jest najwięcej samobójstw. Skąd bierze się więc ten przesyt życiem, gdy ma się w pewnym sensie wszystko, by być szczęśliwym?
Z drugiej strony młodzi, którzy wszystko stracili: ojczyznę, bo są uchodźcami, zdrowie, bo ulegli wypadkowi, dom, bo spłonął, rodzinę i przeżywają żałobę, wolność, jeśli są więźniami... ich twarze jaśnieją blaskiem, który nie jest z tej ziemi, ich serca przepełnione są radością, która nie jest z tego świata. W głębi swojego nieszczęścia są spokojni, mówią śmiało o sobie, że są szczęśliwi. Jaki jest więc ich sekret?
Jedną z przyczyn spuszczenia zasłony na to, co pozagrobowe - przepraszam!, poza tym, co na drugim brzegu! - jest, wynikająca z zimnego kartezjańskiego rozumowania, arogancka pogarda dla wszelkiego obrazu, symbolu, znaku.
Tymczasem, usuwając te poetyckie, obrazowe, fantazyjne formy przekazu, wylewa się dziecko z kąpielą. Skoro nie można już mówić o ogniu w związku z piekłem czy Czyśćcem, ani o szczęściu młodych ludzi zaślubionych Niebu, to cóż!, nie mówi się już o tym wcale.
Problem w tym, że sam Bóg w swojej Ewangelii mówi nam o tym wyłącznie poprzez podobieństwa i porównania. Słowo mówi o sobie w przypowieściach.
Bóg zwraca się do nas zawsze poprzez różnych pośredników. Po prostu dlatego, że szanuje naszą ludzką kondycję, w której wszelkie poznanie dokonuje się za pośrednictwem pięciu zmysłów. Bóg stał się ciałem i używa cielesnego języka, by złączyć się z nami w naszej cielesnej kondycji. Mielibyśmy być mądrzejsi od Niego i wzgardzić wyborem tych wyrażeń tak wyrazistych bo obrazowych? Czyżbyśmy byli bardziej bezcieleśni niż sam Bóg?
Na tych stronach przykłady wzięte z dzieła stworzenia będą nas odsyłać - jak oznaczenia na szlaku - do wielkich rzeczywistości niebieskich i boskich.
Czy nasza egzystencja nie jest usiana zapowiedziami śmierci, przeczuciami piekła, doświadczeniami oczyszczenia, przedsmakiem Nieba? Takie są i sakramenty: te zmysłowe znaki rzeczywistości będącej poza naszymi zmysłami. Wszystko, co w sobie nosimy - pragnienie miłości, tęsknotę za czystością, instynkt prawdy, dążenie do wieczności, poryw ku życiu, współudział w pięknie - wszystko to jest namacalnym dowodem, że Niebo istnieje, że dla niego jesteśmy stworzeni i ku niemu idziemy... Drugi brzeg morza jest innym obliczem śmierci. W czasie morskiej katastrofy wychwytywaliśmy jego sygnały, teraz widzimy na brzegu Oblicze1.