Da'Unn - Ashanee Dark

-
Proszę czekać

I

Oczy ukazującego się w lustrze demona pałały krwistym blaskiem czerwieni.

- Zabij ją - powtarzał za każdym razem, gdy pozwalano mu wejrzeć do świata ludzi.

Słysząc po raz kolejny te pełne nienawiści słowa, Alissa i tym razem odmówiła.

- Zabij ją i daj mi skosztować jej krwi, a uczynię cię najpotężniejszą na świecie - kusił ją. - Będziesz panować nie tylko nad Da'Unn, ale i nad wszystkimi królestwami, których tylko zapragniesz.

- Nie. - Mimo iż jej głos brzmiał stanowczo, kobieta drżała. To rysujące się w lustrze oblicze, twarz przypominająca ludzką, lecz nie mająca w w sobie ani odrobiny człowieczeństwa, te czerwone ślepia, pozbawione tęczówek i źrenic, napawały Alissę lękiem. Nie mogła jednak dać poznać po sobie, że się boi, bo Shedu jak nikt inny potrafił wyczuć strach, odkryć słabości i gotów był wykorzystać je przeciwko niej samej.

A jednak po raz kolejny mu się sprzeciwiła. Zrobiła to i gdzieś w środku odczuła odrobinę satysfakcji z tego powodu.

- W jaki inny sposób chcesz pozbyć się królowej, jeśli nie zabijając jej? - zadrwił Shedu, a jego mroczne oblicze wykrzywiło się w prześmiewczym grymasie. Wyglądał jeszcze bardziej przerażająco i Alissa pragnęła zakryć lustro, aby nie musieć na niego patrzeć, jednak nie zakończyli jeszcze rozmowy.

- Najpierw przejmę władzę, a potem ją zabiję. - Zdobyła się na chłodny uśmiech. - Pozwól mi zrobić to po swojemu.

- Jak sssobie życzysz, Alisso. Pamiętaj jednak, że beze mnie jesteś tylko nic nieznaczącą, słabiutką czarodziejką. Magia zanika, dziewczyno, i niewiele osób potrafi ją praktykować. A ja mogę naprawdę wiele.

- Nie mam zamiaru odrzucać twojej pomocy. Odnoszę jednak wrażenie, że mnie nie doceniasz. Nie chcę, abyś wciąż dyktował mi, co mam robić.

- Jak sobie życzysz, Alisso, jak sssobie życzysz. - Shedu zaśmiał się okrutnie. Był to dźwięk nie z tego świata, głęboki, grzmiący, jakby to samo piekło się z niej naśmiewało.

Alissa miała dość. Poderwała się z szezlonga, odrzuciła na plecy długie czarne włosy i doskoczyła do lustra. Shedu wycofał się odrobinę, jego wizerunek spowiła półprzezroczysta szarawa mgła. Tylko czerwone ślepia lśniły tak samo intensywnie. Jednym szybkim ruchem kobieta przykryła lustro. Nie służyła demonom. To demony miały służyć jej.

***

Królowa Idunn przerwała swą przechadzkę po komnacie, zatrzymując się przy kredensie z ciemnego drewna. Wbiła wzrok w stojącą nań zielonkawą kulę, we wnętrzu której migotała słabnąca iskra. To była tylko jedna z tych bezużytecznych teraz rzeczy, które niegdyś uważano za magiczne. Teraz nie istniał już nikt, kto znałby zastosowanie magicznej kuli. Niemniej jednak dobrze wyglądała jako ozdoba w królewskiej komnacie.

Władczyni oderwała wzrok od dziwnie hipnotyzującego przedmiotu i podjęła przerwaną rozmowę, starając się poświęcić całą swą uwagę zaufanemu doradcy, lordowi Sylvainowi, który przyszedł przekazać jej najnowsze wieści z królestwa.

- To mówisz, lordzie Sylvainie, że w przyszłym tygodniu dostaniemy nową dostawę materiałów z Sertonu? - spytała.

Starszy mężczyzna patrzył przez chwilę w piwne oczy swej młodej królowej. Na ułamek sekundy przemknęło mu przez myśl, że jej oczy odbijają zielonkawą iskrę z wnętrza magicznej kuli. Ale to było tylko złudzenie.

- Tak, najpóźniej pod koniec przyszłego tygodnia - odparł, nie pozwalając królowej czekać na odpowiedź. - Wasza wysokość będzie wreszcie mogła zlecić uszycie tej swojej specjalnej sukni. - Uśmiechnął się.

Idunn odwzajemniła uśmiech raczej odruchowo. Jak to dobrze, że Sylvain nie chciał poruszać teraz żadnych królewskich spraw. Doskonale wiedział, kiedy władczyni nie jest w nastroju do rozmowy na poważne tematy. Znał ją prawie tak dobrze jak jej zmarły przed rokiem ojciec. Od śmierci ojca osiemnastoletnia Idunn sama sprawowała władzę, wspomagana przez członków Wyższej Rady, którzy służyli jej pomocą, jednak wciąż nie była pewna, czy może im wszystkim zaufać.

- Wasza wysokość pewnie chciałaby także wiedzieć, że nasi łowcy zabili kolejnego skabninga - dodał jeszcze lord Sylvain. - Jedna bestia mniej.

Królowa przesunęła palcem po gładko wypolerowanym oparciu krzesła. Podniosła na Sylvaina przygaszone spojrzenie, a jej dłoń odruchowo powędrowała do włosów, które lubiła nawijać na palec w chwilach zamyślenia lub zakłopotania.

- Bardzo mnie cieszy ta wiadomość - rzekła. - Widzę, że same dobre wieści mi dziś przynosisz, lordzie Sylvainie. Oby tak dalej.

Sylvain postanowił nie męczyć już teraz królowej. Nie nadeszło jeszcze południe, a Idunn już wyglądała na zmęczoną. Całe szczęście, że w królestwie od lat życie toczyło się tym samym rytmem, bo co zrobiłaby ta młoda dziewczyna, gdyby za jej panowania w Da'Unn zapanował niepokój?

***

Przycupnięty pod drzwiami Sharyen westchnął cicho. Wyprostował się i odsunął w cień za rogiem korytarza, gdzie wychodzący z komnat lord Sylvain nie mógł go zauważyć. Sharyen nie lubił tego staruszka. Odnosił wrażenie, że Sylvain próbuje zastąpić Idunn jej zmarłego ojca. A Idunn liczyła sobie już osiemnaście lat i sprawowała władzę nad całym Da'Unn, więc czy to nie najwyższy czas, aby dorosła i zaczęła radzić sobie sama? Królowa powinna być niezależna i sama umieć podejmować ważne dla kraju decyzje. Tymczasem nie było sprawy, której Idunn nie konsultowałaby z Wyższą Radą i przewodniczącym jej Sylvainem.

Sharyen dość już usłyszał. Co kogo obchodzą materiały z Sertonu i kolejny zabity skabning? To błahostki, a zapracowana królowa z pewnością ma ważniejsze sprawy na głowie. Idunn, choć radziła sobie z trudem, to sobie radziła. Gdy Sharyen widywał ją czasem, zmęczoną i niewyspaną, robiło mu się żal tej dziewczyny, która w zbyt młodym wieku musiała przyjąć na siebie zbyt wiele obowiązków. Dlatego w pełni popierał swoją partnerkę, potajemnie dążącą do dożywotniego zwolnienia Idunn z pełnionej funkcji. Oczywiście, że starsza, bardziej doświadczona i piękniejsza Alissa lepiej sprawdzi się w roli władczyni Da'Unn.

Sharyen niespiesznie podążył korytarzem ku drugiej części zamku, gdzie mieściły się komnaty Alissy. Załomotał w drzwi, chcąc uprzedzić ją o swoim przybyciu. Chłodny kobiecy głos ze środka nakazał mu wejść.

Alissa siedziała przy stole, zaciskając splecione dłonie na srebrnym pucharze. Gdy Sharyen wszedł, oddaliła gestem usługującą jej pokojówkę.

- Nie mam żadnych nowych wieści - powiedział na wstępie, nie zważając na nieobecny wzrok Alissy. - Królowa wciąż jest zapracowana. Ciągle tylko obowiązki i obowiązki. Biedna dziewczyna - parsknął, uśmiechając się dziko.

Twarz Alissy nawet nie drgnęła.

- Przykro mi to słyszeć - przyznała obojętnym tonem. - Chyba przydałby jej się wiekuisty odpoczynek.

- Masz już jakieś plany?

- Co byś powiedział na piknik, Sharyenie? - zapytała i wreszcie na niego spojrzała. Mgła zasnuwająca jej oczy zniknęła jak ręką odjąć, błękit jej tęczówek znów stał się przejrzysty. - Ja i Idunn, moja droga kuzynka, wiecznie zapracowana. Myślisz, że pozwoliłaby oderwać się od obowiązków choć na chwilę?

Sharyen nie mógł powstrzymać się od zerknięcia na zakryte lustro Shedu. Czy Alissa znów rozmawiała z demonem? Czy to on podsunął jej jakiś kolejny genialny pomysł, czy też wreszcie sama na coś wpadła?

- Myślę że zrobiłaby to z ochotą, gdybyś tylko złożyła jej taką propozycję - odparł.

Alissa powolnym gestem uniosła puchar do ust i upiła łyk wina.

- Wino, Sharyenie - rzekła. - To jest to, czego potrzebuję. Najlepsze, jakie znajdziesz w naszej piwniczce. Takie, które będzie Idunn smakować. Słodkie. Najlepiej z południa. Chyba czas trochę poczarować.

Sharyen zmarszczył brwi. Zagadkowa jak zwykle. I ten chaotyczny sposób wypowiadania się. Alissa albo wciąż była wytrącona z równowagi po rozmowie z Shedu, albo wino, które popijała, zdążyło już uderzyć jej do głowy.

II

Idunn wsunęła palce w nieupięte włosy, obejmując głowę, jakby mogło jej to pomóc w pozbyciu się bólu. Całe szczęście, że dzisiejsze audiencje właśnie się zakończyły. Gdyby pojawiła się chociaż jeszcze jedna osoba, której spraw miałaby wysłuchiwać, to chyba uciekłaby z krzykiem. Choć starała się pomóc każdemu, kto się do niej zwracał, często nie umiała zaradzić nic konkretnego na nękające swych poddanych problemy. Wciąż wiedziała tak mało i tak mało doświadczenia życiowego posiadała, że gdyby nie obecna przy niej Wyższa Rada, młoda królowa nie podołałaby obowiązkom, które tak nagle na nią spadły. Jako jedyną córkę władcy Da'Unn, od dziecka przygotowywano ją do objęcia tronu, jednak nikt, a zwłaszcza ona sama, nie spodziewał się, że Idunn zostanie królową już w wieku siedemnastu lat!

Podwójne wrota skrzypnęły i wślizgnęła się przez nie jakaś ciemna postać. Królowa podniosła zmęczony wzrok, tylko po to, aby ujrzeć swą kuzynkę, zmierzającą ku niej niespiesznym krokiem. Alissa wyglądała idealnie w czarnej sukni wyszywanej srebrną nicią, z rozpuszczonymi włosami, w które wplecione miała połyskujące kryształki. Młoda, piękna i pełna lekkości. Idunn mogłaby patrzeć na nią jak w obrazek.

- Alissa. - Idunn zdobyła się na blady uśmiech.

- Moja droga Idunn - przywitała ją Alissa, podchodząc do stołu, przy którym wciąż siedziała królowa. Członkowie Rady już dawno opuścili salę audiencyjną, a Idunn nie miała nawet siły, aby podnieść się z miękkiego krzesła. - Wyglądasz na bardzo zmęczoną. - Czułym gestem dotknęła ramienia królowej, po czym przegarnęła jej włosy.

- Bo jestem zmęczona - odrzekła Idunn, oparłszy łokcie na blacie. - Mam dosyć. Jedyne, czego teraz pragnę, to położyć się do łóżka i nie wstawać przez kilka najbliższych dni.

Alissa przysiadła na krześle po prawicy królowej - miejscu, które zazwyczaj zajmował lord Sylvain.

- Idunn, zdecydowanie powinnaś odpocząć. Sprawy królewskie mogą poczekać, najważniejsze jest twoje zdrowie.

Królowa spojrzała na swoją kuzynkę, na kilka sekund zapatrzyła się w jej błyszczące niebieskie oczy. Troska, którą okazywała jej Alissa, wydawała się autentyczna. Zresztą Alissa zawsze była dla niej dobra, choć z własnej woli trzymała się na uboczu, odsunięta od królewskich spraw i nieco znudzona swym monotonnym dworskim życiem. Idunn chciałaby zrobić coś dla kuzynki, jej jedynej żyjącej krewnej, ale... nie miała nawet czasu, aby przyjść do niej i porozmawiać jak kobieta z kobietą, trochę poplotkować, wypić razem wino.

- Nie mogę spać, Alisso. - W jej głosie zabrzmiało przygnębienie. - Mimo iż jestem wiecznie zmęczona, przez pół nocy przewracam się z boku na bok na łóżku, a sen nie nadchodzi. Napary sporządzane przez naszego medyka przestały mi już pomagać.

Alissa, nie bardzo wiedząc co odpowiedzieć, niepewnie objęła kuzynkę i przytuliła ją do siebie. Idunn odwzajemniła uścisk, nieco zaskoczona niespodziewaną czułością z jej strony. Cieszyła się, że Alissa nie rzuca zbędnych słów, że nie próbuje jej pocieszać.

- Mogłabyś oderwać się od obowiązków - rzekła Alissa, wypuszczając Idunn z uścisku. Jej jasnoniebieskie oczy błyszczały jeszcze intensywniej. Idunn pomyślała, że dawno nie widziała, aby ktoś miał spojrzenie tak przejrzyste i szkliste zarazem. - Mogłybyśmy wybrać się gdzieś za miasto, na przykład na piknik. Tylko we dwójkę, na łonie natury, z dala od zamku i twoich królewskich spraw.

Idunn wyraźnie się ożywiła. Jej apatyczne spojrzenie zniknęło, zastąpione przez błysk radosnej nadziei.

- Alisso, wyrywając mnie z okowów mojego zamku, wyświadczyłabyś mi ogromną przysługę. Naprawdę byłabyś w stanie to zorganizować?

- Idunn, kochanie, wyrwanie cię z zamku to chyba najlepsza rzecz, jaką mogę dla ciebie zrobić, zważywszy na to, że nie pragniesz, abym pomagała ci w obowiązkach.

Królowa na chwilę zmarszczyła brwi.

- Zrzucam swoje obowiązki na tak wielu ludzi, a sama i tak ciągle jestem zapracowana. Nie chciałabym i ciebie w to wszystko mieszać, Alisso. Ty ciesz się młodością, spędzaj czas z Sharyenem i baw się.

Alissa zesztywniała, zaraz jednak przypomniała sobie, że nie powinna przy Idunn okazywać zbytniego zainteresowania jej obowiązkami, podczas gdy królowa rzuca takie słowa. Wkrótce sama przejmie jej stanowisko, a wtedy przekona się, jak to jest mieć na głowie całe królestwo. Tyle że w przeciwieństwie do Idunn, ona przez cały czas przyglądała się rządom jej ojca, zagłębiała historię królestw, interesowała się polityką i miała o wiele większe pojęcie na temat rządzenia.

- Mówisz jak stara kobieta, Idunn - skarciła ją łagodnie kuzynka. - Masz osiemnaście lat, a to, że jesteś królową, nie znaczy, że musisz rezygnować z wszelkich życiowych przyjemności. Wręcz przeciwnie, możesz robić co chcesz, możesz się bawić, bo przecież to ty tu rządzisz, to ty ustalasz zasady.

Idunn zamyśliła się na kilka chwil, opierając podbródek na splecionych dłoniach.

- Chyba masz rację. Staram się dogodzić wszystkim, ale zapominam o sobie. Wybierzmy się na ten piknik, Alisso. Choćby i jutro. Rzucę wszystko i zniknę razem z tobą nawet i na cały dzień.

Alissa uśmiechnęła się. Wystarczyło tylko kilka miłych słów, aby Idunn przypomniała sobie, jaka to z niej dobra przyjaciółka, i była gotowa pójść z nią nawet na koniec świata.

- Ja wszystko zorganizuję - dorzuciła, wstając. - Ty się niczym nie kłopocz. Powiem Wyższej Radzie, że robisz sobie dzień wolnego. Wyruszymy jutro przed południem, a teraz, bez względu na wszystko, idź do łóżka, Idunn. Może uda ci się zasnąć wiedząc, że jutro spędzisz dzień z dala od zamku i swoich królewskich spraw.

- Dziękuję, Alisso. - Idunn również wstała i objęła kuzynkę. Przytulały się przez chwilę, aż Alissa wyswobodziła się z jej ramion. Gdy odchodziła, na ułamek sekundy królowa dostrzegła w jej oczach nieopisany chłód. A może jej się tylko wydawało? Może w tych pięknych błękitnych oczach, subtelnie podkreślonych na czarno, dostrzegła tylko własne odbicie. Musiała odpocząć. Zdecydowanie.

III

Alissa powróciła do swoich komnat, zatrzaskując za sobą drzwi i przekręcając klucz. Siedzący przy stole Sharyen aż podskoczył. Ku jego zdumieniu, partnerka obdarzyła go szerokim uśmiechem, który jednak nie sięgnął jej oczu.

- Wszystko układa się tak, jak to sobie zaplanowałam - powiedziała, zanim Sharyen zdążył zapytać ją o powód tej nieoczekiwanej radości. - Idunn jest gotowa pójść ze mną nawet na koniec świata.

- Tak powiedziała? - Brew uniosła się nad zielonoszarym okiem mężczyzny.

- Niee, oczywiście, że nie, ale widzę to po niej. Patrzy we mnie jak w obrazek.

- Bo Idunn cię kocha, Alisso. Jesteś jedyną bliską osobą, która została jej po śmierci ojca. Aż się dziwię, że ty jej tak nienawidzisz. W końcu wasza sytuacja wygląda tak samo. Obydwie straciłyście rodziców, obydwie jesteście samotne.

Alissa zatrzymała się wpół kroku. Wbiła w Sharyena spojrzenie chłodnych błękitnych oczu, aż mężczyźnie zjeżyły się włoski na karku. Nagle zaczął żałować, że nie trzymał języka za zębami. Jeszcze by tego brakowało, żeby jego partnerka pomyślała, że stoi po stronie Idunn, zamiast wspierać ją w jej działaniach.

- Nie, Sharyenie - odpowiedziała z lodowatym spokojem. - Nasza sytuacja nie wygląda tak samo. Jakbyś jeszcze tego nie wiedział, to pragnę ci przypomnieć, że to Idunn jest królową, a ja jestem tylko córką jej zmarłego wuja. To ojciec Idunn był starszym z dwóch braci, to on rządził Da'Unn i to jego jedynemu dziecku przysługuje prawo do tronu. Ale ja też noszę królewskie nazwisko. I tylko Idunn stoi na mojej drodze do tronu.

Patrzył na nią, oczekując na dalsze słowa.

- Sharyen - podjęła po chwili milczenia. - Jutro zabieram Idunn na piknik i do tego czasu wszystko musi zostać dopięte na ostatni guzik.

Sharyen odstawił na stół trzymaną w rękach butelkę wina.

- A więc co będziesz teraz robić? - zapytał.

- Potrzebny mi Shedu. Bez niego nie dam sobie rady z zaklęciami.

- Po co ty tu trzymasz tę wstrętną kreaturę? Jesteś potężna, Alisso, nie potrzebujesz tego... tego... czegoś.

Jednak Alissa go nie słuchała. Podeszła do zdobionego złotymi ornamentami niewielkiego lustra Shedu i odkryła je jednym szybkim ruchem. Nakrycie z delikatnego aksamitu opadło na podłogę. Kobieta położyła dłoń na zimnej szklanej tafli, wypuszczając iskrę magii, aby zbudzić Shedu.

Powierzchnia lustra pociemniała i zafalowała. Powoli formował się na niej zarys nieludzko wyglądającej twarzy, aż w końcu czerwone ślepia zapałały upiornym blaskiem.

Ujrzawszy oblicze demona, Sharyen wzdrygnął się i uciekł do sypialni Alissy, pozostawiając drzwi uchylone, aby mieć chociaż odrobinę pojęcia o tym, co się dzieje.

- Alisso, najdroższa - zasyczał Shedu. - Postanowiłaś w końcu, co zrobić z naszą biedną słodką Idunn?

- Nie zabiję jej, jeśli o to ci chodzi - warknęła Alissa, odsuwając się od lustra. - A przynajmniej jeszcze nie teraz. Zrobię to, jak już zostanę królową.

- Ależ najpierw musisz nią zostać. Jak ludzie zobaczą Idunn martwą, to będą bardziej skłonni przekazać ci koronę, niż jak nie zobaczą jej w ogóle.

Shedu miał rację i Alissa nawet nie próbowała kłócić się z nim o to. Spędziła już wiele nocy, leżąc samotnie w łóżku i rozmyślając nad wszelkimi za i przeciw zabójstwa lub porwania Idunn. Jak na razie zdecydowała się na tę drugą opcję. Może i w tym przypadku przejmowanie tronu potrwa dłużej, jednak w końcu Wyższa Rada zrozumie, że królestwo bez władcy jest osłabione i zagrożone. Gdy nie znajdą Idunn - co Alissa już dokładnie zaplanowała - w końcu zaczną potrzebować nowej władczyni, a któż inny nadawałby się lepiej niż ostatnia osoba nosząca nazwisko rodu panującego już od wielu pokoleń?

- Shedu, musisz pomóc mi w czarach - poprosiła kobieta, zerkając na upiornego demona tylko przelotnie.

IV

Alissa zdobyła się na blady uśmiech, widząc Idunn wybiegającą w podskokach z wyjścia na wewnętrzny dziedziniec. Królowa zatrzymała się na moment, a jej wzrok prześlizgnął się po czekających na nią strażnikach królewskich, których przydzielił jej dowódca straży. Wszyscy czworo ściskali wodze koni, sztywno wyprostowani, jednak gdy tylko pojawiła się królowa, złożyli jej pełne szacunku ukłony.

- Alisso, nareszcie nie jesteś ubrana cała na czarno - zauważyła królowa z szerokim uśmiechem.

Kobieta zdmuchnęła opadające na czoło pasemko włosów i odpowiedziała:

- Nie ciesz się tak, Idunn, nie miałam czarnego stroju do jazdy konnej. - Może i nie potrafiła żartować, nie mniej jednak udało jej się wywołać krótki chichot Idunn. Już dawno nie słyszała, aby królowa tak radośnie się śmiała. I przede wszystkim Idunn wyglądała dziś inaczej. Nie tylko ubrała prosty strój do jazdy konnej, lecz również zaplotła swe długie ciemnobrązowe włosy w zwyczajny warkocz, pozbawiony jakichkolwiek ozdób. Ten zwyczajny wygląd sprawił, że cała powaga, którą królowa otaczała się na co dzień, zniknęła, ukazując śliczną i beztroską młodą dziewczynę. Taką Idunn Alissa mogłaby nawet polubić, jeśliby tylko ta nie była królową.

- Wyglądasz ślicznie - zaszczebiotała Idunn. - W brązie i zieleni ci do twarzy, naprawdę.

Starsza z kuzynek nie potrafiła zdobyć się na to, aby odpowiedzieć komplementem na komplement.

- Rozumiem, że nie udało ci się przekonać strażników, aby z nami nie jechali? - spytała zamiast tego.

Idunn wzięła wodze białej klaczy i skinięciem głowy podziękowała stajennemu.

- Dwóch pojedzie przodem, żeby sprawdzić drogę, a później zawrócą do zamku, a dwóch niestety musi nam towarzyszyć, jednak udało mi się przekonać dowódcę, aby nie jechali tuż za nami. Nalegał na większą eskortę, bo jestem królową, a ty moją kuzynką, bla, bla, bla - zamachała rękami - ale wynegocjowałam nieco lepsze warunki.

Alissa omal nie załamała rąk. Przecież Idunn to królowa! Może sama decydować o tym, co chce, a czego nie chce, nikt nie każe jej negocjować warunków, a już zwłaszcza z dowódcą własnej straży. Kiedy do tej dziewczyny w końcu dotrze, że to ona posiada najwyższą władzę w królestwie?!

- Niech tak będzie - westchnęła, powstrzymując się od komentarza. - Jesteś gotowa?

Idunn wskoczyła na konia, więc Alissa uczyniła to samo.

- Bardziej gotowa być nie mogę. Prowadź, Alisso. Już nie mogę się doczekać, abyś zdradziła mi, gdzie się udajemy.

- Tajemnica. - Uśmiechnęła się słodko starsza z kuzynek i przez resztę drogi nie odezwała się ani słowem.

Wyjechawszy poza mury miasta, znalazły się na leśnym trakcie, otoczone przez zazielenione drzewa i ptasie trele. Idunn nie potrafiła spokojnie usiedzieć na koniu, jej pełne zachwytu oczy co rusz wynajdywały a to dzięcioła, ukrytego wysoko w koronie drzewa i oznajmiającego swą obecność szybkim puk, puk, puk, a to kępkę drobnych białych kwiatów, uroczych w swej prostocie, a to zmykającą pod kamień jaszczurkę.

Alissa milczała, dopóki nie wyjechały z wąwozu, nad którym korony rosnących wyżej drzew tworzyły zielony baldachim, ograniczając dostęp światła słonecznego. Do uszu obydwóch dziewczyn dobiegł szum wody.

- Czy to rzeka? - spytała Idunn, błądząc wzrokiem po okolicy w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak wody. Widziała jedynie porośnięte mchem skały, wysokie drzewa i niezwykle bujne paprocie, tak wielkie, że pod ich liśćmi można by urządzić kryjówkę.

- Wodospad - odrzekła Alissa. - Już prawie jesteśmy na miejscu.

Czarnowłosa znów objęła prowadzenie i skierowała konia w prawo, zbaczając ze ścieżki. Na chwilę zniknęła za kępką młodych drzewek, paproci i krzewów, jednak Idunn szybko ją dogoniła, zaciekawiona. Oczom młodej królowej ukazał się widok jak z bajki. Z masywnej skały, porośniętej mchem i bluszczem, kaskadami spływała woda, pieniąc się i wpadając do niewielkiego jeziorka, na środku którego sterczał ogromny głaz. Rzeka, płynąca dalej spokojnym nurtem, znikała w leśnym gąszczu. Polany, na której się zatrzymały, nie porastały żadne drzewa czy krzewy, a jedynie bujna soczystozielona trawa i drobne fioletowe kwiatki. Tuż nad brzegiem jeziorka i rzeki delikatnie kołysała się wysoka trawa, a pośród niej ukrywały się białe dzwonki.

- Jesteśmy na miejscu - oznajmiała Alissa, zgrabnie zsuwając się z siodła. Rozejrzała się za strażnikami, jednak mężczyzn nigdzie nie było widać. Może się zgubili, co ją to obchodziło, a może obserwowali je dyskretnie gdzieś z ukrycia.

Idunn poklepała swą białą klacz i puściła wodze, pozwalając zwierzęciu skubać bujną trawę. Oczy królowej błyszczały, a ona sama stała nieruchomo, nie mówiąc nic, dopóki Alissa nie zbliżyła się do niej, aby odprowadzić jej konia pod drzewo, w pobliże miejsca, gdzie rzeka utworzyła niewielkie zakole.

- Alisso, tu jest... cudownie, pięknie, idealnie - wyszeptała, gdy pierwsze chwile zachwytu minęły.

- Wiedziałam, że będzie ci się podobać - odparła kobieta z uśmiechem, odchodząc. Po chwili wróciła z kocem i torbą z prowiantem, a Idunn wciąż tkwiła w tej samej pozycji, zapatrzona w wodospad, pod którym pojedyncze krople, oświetlone blaskiem słońca, utworzyły małą tęczę.

Alissa pozwoliła królowej tak stać i podziwiać piękno przyrody, a sama rozłożyła koc i wyciągnęła owoce, słodycze, kielichy i zatrutą magią Shedu butelkę słodkiego wina. Przysiadła na kocu. Tymczasem Idunn przykucnęła, a jej palce musnęły płatki jednego z drobnych fioletowych kwiatów. Zerwała źdźbło trawy i przyglądała mu się przez chwilę z bliska, a potem pozwoliła mu sfrunąć ze swej dłoni.

- Skąd znasz takie cudowne miejsce? - zapytała, zerkając na wpatrzoną weń kuzynkę. Nie zauważyła, że niebieskie oczy Alissy błyszczały nienaturalnie.

Alissa nie odpowiedziała od razu. Jednak gdy w końcu się odezwała, oczy miała zamknięte, rozmarzona, na chwilę zapominając, po co przyprowadziła tu królową.

- Zeszłego lata zabrał mnie tutaj Sharyen. Byliśmy tu całkiem sami, bez żadnych strażników, tylko ja i on. Trzymaliśmy się za ręce i leżeliśmy na kocu, patrząc w przesuwające się po niebie obłoki i słuchając szumu wodospadu. Ja po prostu... lubię to miejsce.

Na urodziwej twarzy królowej pojawił się uśmiech. Usiadła na kocu, patrząc na Alissę i myśląc o tym, że już dawno nie widziała swej kuzynki takiej beztroskiej i... łagodnej. Ostatnimi czasy Alissa oddaliła się od niej, choć dawniej były tak blisko. Teraz Idunn zaczęła zastanawiać się, co skłoniło kuzynkę do odnowienia ich przyjaźni. Może zaczęła doskwierać jej samotność, a może... Ciężko było zgadnąć, co chodzi po głowie Alissie. Mogłaby ją zapytać, tak jak kiedyś pytała ją o wszystko, jednak zamiast tego powiedziała radośnie, doskonale wiedząc, czym, jak jej się wydawało, zainteresować kuzynkę:

- W ciągu tygodnia mają przybyć materiały z Sertonu. Wiesz, jedwabie, aksamity... Krawcowe uszyją nam nowe suknie, tak, jak ci kiedyś obiecałam.

Alissa uśmiechnęła się do własnych myśli. Dostanie nową suknię. Czarną, jeśli tak sobie zażyczy. I będzie mogła założyć ją na pogrzeb Idunn, o ile w ogóle kiedyś odnajdą jej ciało.

- Świetnie - odrzekła, choć bez entuzjazmu. - Masz jeszcze jakieś dobre wieści?

Pewnie zaraz zacznie gadać o skabningach, przeszło jej przez myśl, gdy królowa zastanawiała się, co jeszcze powiedzieć.

- Nie wiem... Nasi łowcy zabili kolejnego skabninga. To chyba dobra wiadomość?

Czarnowłosa z trudem zdusiła w sobie złośliwy chichot.

- Bardzo dobra. Im mniej tych magicznych kreatur, tym lepiej - przyznała, mimo iż poczynania niebezpiecznych skabningów nie obchodziły jej ani trochę. Obiecała sobie jednak, że gdy już będzie władać Da'Unn, to dołoży wszelkich starań, aby łowcy wybili wszystkie te potwory. Będzie dobrą królową, zdecydowanie.

Obydwie kobiety siedziały na kocu, rozmawiając o błahych sprawach, podczas gdy Alissa po raz pierwszy poczęstowała Idunn winem. Młoda władczyni z uznaniem skosztowała trunku, a jej kuzynka już nie mogła doczekać się, aby zobaczyć efekty działania swoich czarów. Shedu mówił, że po kilkunastu minutach od spożycia trucizny, czar przejmuje kontrolę nad umysłem zainfekowanej osoby i sprawia, że zaczyna ona być posłuszna związanemu z nią czarownikowi. W tym przypadku to Alissa była tą czarownicą, która odważyła się użyć zaklęcia demonów i związać ze sobą królową.

Efekt działania czaru widoczny był gołym okiem. Oczy Idunn stały się szkliste i puste, jednak w ich głębi tliła się magiczna iskierka, widzialna tylko dla osób obdarzonych magią. Alissa postanowiła przetestować swój czar.

- Idunn, kochanie, mogłabyś mi podać truskawkę? - poprosiła niby to niewinnie, chociaż sama z łatwością mogła sięgnąć po owoc.

- Jasne. - Uśmiechnęła się Idunn i grzecznie, bez żadnego wahania, podała kuzynce najładniejszą i największą z kilku truskawek, które jeszcze im zostały.

Alissa w myślach zaczynała bić sobie brawo.

Po kilkunastu minutach, gdy Idunn siedziała nieruchomo na kocu, z pustym spojrzeniem utkwionym w sobie tylko znanym punkcie, Alissa posłała magiczną sondę w kierunku strażników, aby sprawdzić jak blisko są mężczyźni. Gdy tylko nabrała pewności, że strażnicy ich nie obserwują, zaczęła swobodnie wysługiwać się Idunn. Nakazała dziewczynie posprzątać po pikniku, zapakować rzeczy do juków i przyprowadzić konie. Królowa nawet nie zdawała sobie sprawy z tak perfidnej manipulacji. Bez słowa protestu wykonywała nawet najdziwniejsze polecenia: skakała na jednej nodze, deptała kwiatki, płoszyła ptaki. Jednak Alissa szybko znudziła się swoją żywą zabawką, pokręciła głową i kazała Idunn dosiąść konia.

Do zamku wróciły dopiero wieczorem, tuż po wybrzmieniu siedmiu uderzeń miejskiego dzwonu. Chwilę później przybyli również strażnicy.

Alissa oddała wodze swojego karego konia stajennemu, a gdy chłopak odszedł, prowadząc również rumaka królowej, odciągnęła Idunn na bok.

- Każ im się oddalić. - Ruchem głowy wskazała dwójkę obserwujących je strażników.

Idunn odwróciła się ku nim.

- Bardzo wam dziękuję, panowie. Zwalniam was z reszty dzisiejszych obowiązków, jeśli jeszcze jakieś macie. Możecie iść do domów. W zamku mi nic nie grozi.

- Wasza wysokość, to był dla nas zaszczyt, móc ci dzisiaj towarzyszyć - odparł wysoki blondyn.

Obydwaj skłonili się i odeszli, a królowa i jej kuzynka zostały same.

- To był jeden z najwspanialszych dni, jakie przeżyłam w ciągu ostatniego roku - powiedziała cicho Idunn. - Dziękuję, Alisso.

- Drobiazg. Cieszę się, że ci się podobało - odparła czarnowłosa, a po chwili wahania dodała: - Idunn, mogłabyś coś dla mnie zrobić?

- Tak, o ile leży to w moich możliwościach. Co takiego?

Kuzynka położyła dłonie na ramionach królowej. Stała bardzo blisko. Aż Idunn czuła delikatny obłok jej oddechu na swoich ustach.

Poirytowana Alissa wywróciła oczami.

- Idunn, jesteś królową, wszystko leży w twoich możliwościach. Ale mniejsza o to. Wysłuchaj mnie uważnie. Chcę, abyś dzisiaj w nocy, po dwunastu uderzeniach dzwonu, spotkała się ze mną i Sharyenem w mojej części zamku. Masz o tym nikomu nie mówić. Zrozumiałaś?

Dziewczyna potaknęła, nie zadając żadnych pytań. Czar działał, i to lepiej, niż Alissa się spodziewała. Może władała potężniejszymi mocami, niż wmawiał jej Shedu?

- I pamiętaj: musisz postarać się, aby nikt cię nie zobaczył. Nikt nie może dowiedzieć się, że wyszłaś i zmierzasz do moich komnat. Zadbasz o to? - powiedziała cicho, lecz dosadnie.

- Oczywiście.

- Do tego czasu postaraj się nie podejmować żadnych ważnych decyzji - dodała jeszcze Alissa, zanim pożegnała się z królową. - Wycieczka była bardzo miła! - zawołała, odchodząc. - Mam nadzieję, że będzie takich więcej.

Nie, nie będzie.

V

Idunn przewracała się z boku na bok, zaplątana w wełniany koc. Od kilku godzin męczył ją ból głowy, a mdłości targały jej żołądkiem. Tłumaczyła sobie, że może zjadła za dużo słodyczy lub zbliża się miesiączka, jednak nie poszła ze swym problemem do nadwornego medyka. Zaraz po powrocie z pikniku, gdy tylko skończyła krótką rozmowę z lordem Sylvainem i lordem Sharyenem, dwoma członkami Wyższej Rady, zamknęła się w swoich komnatach i nakazała dopilnować, aby nikt jej nie przeszkadzał. Odmówiła także spożycia kolacji i odesłała swoją pokojówkę.

Usiłowała zapomnieć o złym samopoczuciu, wertując wielką księgę dziejów pierwszych władców Da'Unn, jednak nie potrafiła skupić się na lekturze. W końcu dała sobie spokój i położyła się do łóżka.

Leżała tak dopóty, dopóki miejski dzwon nie zaczął wybijać dwunastu nocnych uderzeń.

Pierwsze uderzenie: królowa odwróciła głowę, nasłuchując, czy aby na pewno się nie przesłyszała.

Drugie uderzenie: Idunn upewniła się co do tego, że usłyszany odgłos nie był dziełem jej wyobraźni.

Trzecie uderzenie: jęknęła, gdy ból głowy nasilił się.

Czwarte uderzenie: ogarnęło ją dziwne przeczucie, że jeśli nie wyjdzie ze swojej komnaty teraz, właśnie teraz, w środku nocy, to stanie się coś złego.

Idunn założyła skórzane trzewiki i sięgnęła po pozostawioną w fotelu granatową pelerynę z kapturem. Owinęła się nią i narzuciła kaptur, który ograniczał jej pole widzenia, ale czuła się pod nim bezpieczna i anonimowa. Dzwon wybijał dziesiąte uderzenie, gdy uchyliła ciężkie wrota i prześlizgnęła się przez powstałą szczelinę. Zamknęła je za sobą. Lepiej nie pozostawiać tak wyraźnych dowodów na to, że wymknęła się ze swoich komnat, nikogo nie powiadamiając.

Zresztą i tak nie miała zamiaru opuszczać zamku. Pójdzie chyba do Alissy, o tak. Choćby miała obudzić ją w środku nocy, to do niej pójdzie. Ciągnęło ją właśnie do niej, do jej pięknej i tak idealnej kuzynki. Kiedyś były przyjaciółkami, więc co stało się teraz? Co się stało? - Teraz Idunn nie miała już czasu nawet dla przyjaciół. Zaniedbała ich przyjaźń, oto, co się stało. Alissa poznała mężczyznę, którego pokochała, a Idunn została królową. Ot, takie przypadki, które rozdzieliły nierozłączne niegdyś kuzynki.

W zamkowych korytarzach panowała taka cisza, że gdyby ktoś upuścił igłę, odgłos rozszedłby się echem między murami. Idunn próbowała wtopić się w tę ciszę i ukryć się w ciemnościach, jednak - chociaż się starała - nie potrafiła chodzić bezszelestnie. Kiedyś, w dzieciństwie, przemykała tymi korytarzami niezauważana, a teraz, w nocy, gdy musiała tylko przejść do drugiej części zamku, drżała z obawy przed spotkaniem strażnika.

Potrafiła bezbłędnie poruszać się korytarzami, wykorzystywała dyskretne przejścia dla personelu i wiedziała, których miejsc unikać, aby nie trafić na patrolujących zamek strażników. Przedostała się do północno wschodniego skrzydła, które od lat zamieszkiwali pozostali członkowie rodziny królewskiej. Teraz mieszkali tam tylko Alissa i Sharyen, jej chłopak. Idunn pozwoliła mu zająć wolne komnaty, aby mógł być blisko ukochanej i aby Alissa nie czuła się taka samotna.

W głównym korytarzu Idunn zatrzymała się i zsunęła z głowy kaptur. O dziwo, poczuła się nieco lepiej. Ból głowy zelżał i mdłości ustąpiły. Najwyraźniej to nocna przechadzka ukoiła jej dolegliwości.

Przed wejściem do komnat Alissy stały dwie ciemne postacie. Królowa zadrżała, jednak nie zdziwiła się, widząc tutaj tę dwójkę razem. W końcu to ich część zamku. Mogą sobie robić co chcą, nawet przechadzać się o północy. Ale oni na nią czekali. To też ją nie zdziwiło. Ucieszyła się nawet, że nie zbudzi Alissy.

- Idunn - szepnęła Alissa i ruszyła ku niej bezszelestnym krokiem. Okrywająca ją czarna peleryna i kaptur, zlewający się kolorystycznie z jej rozpuszczonymi włosami, sprawiały, że sylwetka kobiety straciła na wyrazistości, mroczna i nieco bezkształtna jak nocny upiór, czający się pod łóżkiem Idunn, gdy jako dziecko spędzała pierwsze samotne noce w swej nowej, przeznaczonej specjalnie dla królewny, sypialni. Ale wtedy, w komnacie obok, zawsze była jej matka i mała Idunn mogła ją zawołać, a wówczas ona przychodziła i tuliła swą jedyną córkę do snu, cicho szepcząc, że nocne upiory nie istnieją.

- Idunn, jak się czujesz? - zapytała troskliwie Alissa, obejmując kuzynkę.

Królowa pokręciła głową, nagle niezdolna do wypowiedzenia chociaż słowa. Może i ból głowy oraz mdłości minęły, jednak tym razem czuła się jak złapana w niewidzialne sidła. Stała w bezruchu i nie próbowała się uwolnić, bo przeczucie podpowiadało jej, że gdy nocne upiory zakują ją w swe łańcuchy, to uwolnienie się z nich nie będzie już takie proste, o nie. Dlatego poddała się, pozwalając, aby to Sharyen i Alissa zrobili coś, cokolwiek, aby ją uratować. Może nawet straciła oparcie w nogach, bo mocne męskie ramiona oplotły ją w talii.

Tkwiła w tym dziwnym stanie, gdzieś na granicy snu i jawy, niesiona na rękach Sharyena. Chciała powiedzieć mu, żeby ją puścił, bo jest w stanie iść bez niczyjej pomocy, ale słowa uwięzły jej w gardle.

Schodzili po schodach. Dookoła panowała ciemność, rozświetlana jedynie przez nikły bladoniebieski poblask. Skąd wzięło się to dziwne światło? W miarę jak schodzili niżej, robiło się coraz zimniej. Idunn drżała. Myślała, że Alissa i Sharyen położą ją do łóżka. Przecież chyba tak powinni zrobić, widząc jej stan. A może to tylko sen? Może udało jej się zasnąć i śni realistyczny sen, z którego w końcu kiedyś się przebudzi? Tak, to na pewno jest sen. W rzeczywistości nie istnieją świecące zimnym błękitem... lampiony? Oczy jej kuzynki, Alissy, pięknej i idealniej, też nie iskrzą nienaturalnym błękitem. I Sharyen... On nie wygląda na takiego silnego, żeby nosić Idunn jak bezwładną szmacianą laleczkę. Idunn z całą pewnością śniła, choć kiedy otworzyła oczy, myśląc, że wraca do rzeczywistości, zły sen trwał nadal.