Czyż nie dobija się koni? - Horace McCoy

Reflow text when sidebars are open.
Moment, w którym poznałem Glorię był zabawny. On też próbowała wepchnąć się w kadr, uświadomiłem sobie to jednak później. Szedłem pewnego dnia ulicą Melrose wracając ze studia Paramount, kiedy usłyszałem czyjś krzyk. "Hej! Hej!" odwróciłem się i zobaczyłem jak biegnie w moją stronę wymachując rękami. Zatrzymałem się i odmachałem do niej. Kiedy dobiegła do mnie, dyszała ciężko i była podekscytowana, a ja zdałem sobie sprawę, że jej nie znam.
- Cholerny autobus - fuknęła.
Rozejrzałem się dookoła i faktycznie - autobus był już w połowie drogi w kierunku Western.
- Oh! - powiedziałem - Myślałem, że to do mnie machasz....
- Po co miałabym machać do ciebie? - zapytała.
Roześmiałem się.
- Nie wiem - odpowiedziałem. - Idziesz w moją stronę?
- Mogę w sumie iść w stronę Western - powiedziała i zaczęliśmy podążać w tamtą stronę.
Tak się wszystko zaczęło i teraz wydaje mi się to bardzo dziwne. W ogóle tego nie rozumiem. Rozmyślałem nad tym, rozmyślałem i nadal tego nie rozumiem. To nie było morderstwo. Chciałem wyświadczyć komuś przysługę i skończyłem jako morderca. Dostanę wyrok śmierci. Wiem dokładnie, co sędzia teraz powie. Po jego wyrazie twarzy widzę, że z przyjemnością to powie - i czuję po reakcjach ludzi za mną, że oni też z przyjemnością to usłyszą.
Weźmy ten poranek, kiedy spotkałem Glorię. Nie czułem się zbyt dobrze, nadal byłem trochę chory, ale poszedłem do Paramount, bo von Sternberg robił zdjęcia do ruskiego filmu i pomyślałem, że może złapię jakąś pracę. Nieraz zadawałem sobie pytanie, co może być lepszego niż praca dla von Sternberga, Mamoulina czy nawet Bolesławskiego, otrzymywanie wynagrodzenia za oglądanie ich na żywo, poznawanie tajników kompozycji, tempa i kątów widzenia.... więc poszedłem do Paramount.
Nie mogłem dostać się do środka, więc kręciłem się dookoła aż w południe jeden z asystentów wyszedł na lunch. Podszedłem do niego i zapytałem jaka jest szansa, żeby się załapać na zdjęcia.
- Żadna - odpowiedział mówiąc, że von Sternberg był bardzo ostrożny w dobieraniu sobie ludzi.
Pomyślałem, że to kiepska odpowiedź, ale wiedziałem co sobie myśli - że moje ubrania nie wyglądają zbyt dobrze.
- Czy to nie zdjęcia do filmu kostiumowego? - zapytałem.
- Wszystkich statystów przysyła nam centrala - powiedział i zostawił mnie....
Nie jechałem nigdzie konkretnie, po prostu sunąłem swoim Rolls-Royce'em, a ludzie pokazywali mnie palcami jako najlepszego reżysera na świecie, kiedy usłyszałem krzyk Glorii. Widzisz jak to się dzieje?
Szliśmy więc w dół ulicą Melrose w kierunku Western, cały czas się poznając, a kiedy dotarliśmy do Western wiedziałem, że jest Glorią Beatty, statystką, której też nie poszło dobrze, a ona wiedziała co nieco o mnie. Bardzo ją polubiłem.
Miała mały pokój u jakichś ludzi niedaleko Beverly, a ja mieszkałem tylko kilka przecznic dalej, więc zobaczyłem się z nią znowu tego samego wieczora. To właśnie ta pierwsza noc przesądziła o wszystkim - choć nawet teraz nie mogę szczerze powiedzieć, że żałuję, iż do niej poszedłem. Miałem jakieś siedem dolarów, które zarobiłem, nalewając napoje w aptece (zastępowałem kolegę - wpakował dziewczynę w kłopoty i musiał zabrać ją do Santa Barbary na zabieg). Zapytałem ją, czy woli pójść do kina, czy posiedzieć w parku.
- W jakim parku? - zapytała.
- Tu, kawałek dalej - odpowiedziałem.
- W porządku - zgodziła się. - Mam już po dziurki w nosie filmów. Jeśli nie jestem lepszą aktorką niż większość tych bab, to możesz zjeść swój kapelusz. Chodźmy posiedzieć i trochę ponienawidźmy ludzi...
Ucieszyłem się, że chciała iść do parku. Zawsze było tam przyjemnie. Dobre miejsce, żeby posiedzieć. Park był niewielki, tylko jeden kwartał, ale bardzo ciemny i cichy, gęsto porośnięty krzewami. Wokół rosły palmy - wysokie na pięćdziesiąt, sześćdziesiąt stóp - cienkie pnie, zakończone nagle pióropuszem liści na samej górze. Kiedy wchodziło się do środka, miało się wrażenie bezpieczeństwa. Często wyobrażałem sobie, że te palmy to strażnicy w dziwacznych hełmach: moi prywatni wartownicy, strzegący mojej własnej, odciętej wyspy...
Park był naprawdę dobrym miejscem do siedzenia. Przez liście palm widać było wiele budynków - masywne, kwadratowe sylwetki kamienic, z czerwonymi neonami na dachach, które barwiły niebo i wszystko pod spodem na czerwonawy odcień. Ale jeśli chciałeś się tego pozbyć, wystarczyło siedzieć i patrzeć w nie uporczywie... a wtedy zaczynały się oddalać. W ten sposób mogłeś odesłać je tak daleko, jak tylko chciałeś.
- Nigdy wcześniej nie zwracałam uwagi na to miejsce - przyznała Gloria.
- Podoba mi się tutaj - oznajmiłem ściągając płaszcz i rozkładając go przed nią na trawie. - Przychodzę tu trzy, cztery razy w tygodniu.
- Faktycznie ci się podoba - powiedziała siadając.
- Jak długo jesteś w Hollywood? - zapytałem.
- Jakiś rok. Na razie zagrałam w czterech filmach. Byłoby ich więcej - powiedziała - nie mogę jednak zarejestrować się w Centrali.
- Ja tak samo - dodałem.
Dopóki nie zarejestrowałeś się w Centralnym Biurze Castingowym, nie miałeś zbyt dużych szans. Duże studia dzwoniły do Centrali i prosiły o czterech Szwedów lub sześciu Greków lub dwóch czeskich chłopów lub sześć Wielkich Księżniczek i Centrala się tym zajmowała. Domyślałem się, dlaczego Centrala nie chciała zarejestrować Glorii. Miała zbyt jasne włosy i była zbyt niska, a wyglądała dość staro. W ładnym ubraniu może wyglądałaby bardziej atrakcyjnie, ale nawet wówczas nie nazwałbym jej ładną.
- Spotkałaś kogoś, kto mógłby ci jakoś pomóc? - zapytałem.
- W tym biznesie skąd niby można wiedzieć, kto ci pomoże? - odpowiedziała - Jednego dnia jesteś elektrykiem, a następnego producentem. Jedyny sposób, żebym mogła dorwać jakąś grubą rybę, to skoczyć na maskę samochodu, którym będzie przejeżdżał. Zresztą, nie wiem czy mężczyźni mogą mi pomóc bardziej niż kobiety. Po tym, co wiedziałam, chyba zaczynam dochodzić do wniosku, że pozwalałam, aby zajmowała się mną nie ta płeć, co trzeba...
- Jak to się stało, że wylądowałaś w Hollywood? - zapytałem.
- Oh, nie wiem - odpowiedziała - wszystko jednak jest lepsze od życia, jakie prowadziłam w domu.
Zapytałem, gdzie mieszkała.
- W Texasie - powiedziała - Zachodni Texas. Byłeś tam kiedyś?
- Nie - odpowiedziałem - ja jestem z Arkansas.
- Cóż, Zachodni Texas to piekielne miejsce - stwierdziła - mieszkałam z ciotką i wujkiem. Wuj pracował na kolei. Widziałam go jeden, dwa razy na tydzień dzięki Bogu... Zatrzymała się i patrzyła w milczeniu na czerwoną, mglistą poświatę unoszącą się nad budynkami.
- Przynajmniej miałaś dom - zauważyłem.
- Ty go tak nazywasz - powiedziała - Ja mam na to inną nazwę. Kiedy wuj był w domu, ciągle mnie podrywał, a kiedy był w pracy, ciągle kłóciłyśmy się z ciotką. Bała się, że na nią doniosę.
- Mili ludzie - powiedziałem sam do siebie.
- Więc w końcu uciekłam - wyznała - do Dallas. A tam byłeś kiedykolwiek?
- Nigdy nie byłem w Texasie - powiedziałem.
- Nic nie straciłeś - odrzekła - Nie mogłam nigdzie dostać pracy, więc zdecydowałam ukraść coś w sklepie i tym sposobem zmusić policję, żeby się mną zajęli.
- Dobry pomysł - odrzekłem.
- To był świetny pomysł - stwierdziła - tylko że nie wypalił. Owszem, aresztowali mnie, ale detektywi mi współczuli i puścili wolno. Żeby nie umrzeć z głodu, wprowadziłam się do Syryjczyka, który miał budkę z hot dogami za rogiem, koło ratusza. Cały czas żuł tytoń... Byłeś kiedyś w łóżku z facetem, który żuje tytoń?
- Chyba nie - odpowiedziałem.
- Myślę, że może nawet bym to zniosła - powiedziała - ale kiedy zaczął chcieć mnie "robić" między klientami, na kuchennym stole, poddałam się. Kilka nocy później zażyłam truciznę.
- Jezu - wykrzyknąłem w duchu.
- Wzięłam za mało - stwierdziła. - Tylko się rozchorowałam. Fuj, do dziś czuję smak tego świństwa. W szpitalu spędziłam tydzień. Właśnie tam wpadłam na pomysł, żeby przyjechać do Hollywood.
- Naprawdę? - zapytałem.
- Z czasopism filmowych - odpowiedziała. - Po wypisie zaczęłam jeździć autostopem. Czyż to nie żart?
- Dobry żart - powiedziałem, próbując się uśmiechnąć. - Nie masz rodziców?
- Już nie - potwierdziła. - Ojciec zginął na wojnie we Francji. Chciałabym sama zginąć w wojnie.
- Czemu nie rzucisz kina? - zapytałem.
- A czemu miałabym? - odpowiedziała. - Mogę zostać gwiazdą z dnia na dzień. Spójrz na Hepburn, Margaret Sullavan, Josephine Hutchinson... Ale powiem ci, co bym zrobiła, gdybym miała odwagę: wyskoczyłabym z okna albo rzuciła się pod tramwaj, czy coś takiego.
- Wiem, co czujesz - powiedziałem. - Dokładnie wiem, co czujesz.
- Dziwi mnie jedno - oznajmiła - wszyscy tak bardzo przejmują się życiem, a tak mało umieraniem. Dlaczego ci wielcy naukowcy zawsze kręcą się wokół przedłużania życia zamiast znaleźć jakiś miły sposób na zakończenie go? Wielu ludzi na świecie tak jak ja, musi przechodzić piekło - chcą umrzeć, ale nie mają odwagi.
- Wiem, co masz na myśli - powiedziałem - dokładnie wiem, o co ci chodzi.
Przez chwilę oboje milczeliśmy.
- Moja znajoma próbowała namówić mnie do udziału w maratonie tanecznym na plaży - rzekła - darmowe żarcie i darmowe spanie tak długo jak tańczysz, a jeśli wygrasz - tysiąc dolarów.
- Darmowe żarcie brzmi dobrze - powiedziałem.
- Nic wielkiego -stwierdziła - wielu producentów i reżyserów chodzi na te taneczne maratony. Zawsze jest szansa, że mogą cię wybrać i dać ci rolę w jakimś filmie... Co o tym myślisz?
- Ja?... Cóż, nie tańczę zbyt dobrze..
- Nie musisz. To co musisz zrobić, to po prostu się ruszać.
- Chyba nie powinienem próbować - powiedziałem - byłem bardzo chory. Właśnie przeszedłem ciężką grypę. Prawie umarłem. Byłem tak słaby, że musiałem czołgać się na czworakach do toalety. Myślę, że nie będę próbował - wypowiedziałem kręcąc głową.
- Kiedy to miało miejsce?
- Tydzień temu - powiedziałem.
- Ale teraz już wszystko w porządku? - zapytała.
- Nie sądzę - lepiej nie będę próbował. Istnieje ryzyko nawrotu.
- Zajmę się tym - powiedziała.
- ... Może za tydzień - zaproponowałem.
- Wtedy będzie już za późno. Jesteś wystarczająco silny teraz - dodała....
Dalsza część w wersji pełnej