Czystki etniczne w Palestynie - Ilan Pappe

Kup ebooka

23.90 zł
19.83 zł (19,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp /Czerwony dom

Nie opłakujemy pożegnaniaNie mamy czasu ni łezNie pojmujemy chwili pożegnaniaBo to PożegnanieI nic nam nie zostało prócz łez

Taha Muhammad Ali (1988), uchodźca z wioski Saffurijja

Jestem za przymusowym transferem. Nie widzę w tym nic niemoralnego.

Dawid Ben Gurion do kierownictwa Agencji Żydowskiej, czerwiec 1938 r.1

"Czerwony Dom" był typowym wczesnym telawiwskim budynkiem, chlubą żydowskich budowniczych i rzemieślników, którzy pracowali nad nim w pocie czoła w latach 20. XX w. Został zaprojektowany jako główna siedziba lokalnej rady robotniczej i pozostał nią do jesieni 1947 r., kiedy to stał się kwaterą główną Hagany, głównej syjonistycznej tajnej organizacji militarnej w Palestynie. Usytuowany przy nadmorskiej ulicy Jarkon w północnej części Tel Awiwu, gmach był jeszcze jedną ozdobą pierwszego "hebrajskiego" miasta nad Morzem Śródziemnym, "Białego Miasta", jak z tkliwością nazywali je tamtejsi intelektualiści. Wtedy jeszcze nieskazitelna biel budynków sprawiała, że całe miasto skąpane było w tym lśniącym blasku tak charakterystycznym dla śródziemnomorskich miast portowych tamtego okresu. Było wytchnieniem dla zmęczonych oczu, eleganckim połączeniem motywów bauhausowskich i rodzimej palestyńskiej architektury, określanym jako lewantyńskie, w jak najbardziej pozytywnym sensie tego słowa. Taki był też Czerwony Dom, o prostej, kanciastej bryle ozdobionej od frontu łukami, obramowującymi wejście i podpierającymi balkony na dwóch wyższych kondygnacjach. Przymiotnik "czerwony" w nazwie zawdzięczał skojarzeniom z ruchem robotniczym bądź też bladoróżowemu odcieniowi, jakiego nabierał o zachodzie słońca2. Bardziej stosowne byłoby to pierwsze, bo kiedy w latach 70. ub. w. ulokowano tam główne biuro ruchu kibucowego, nadal kojarzono to miejsce z syjonistyczną wersją socjalizmu. Budynki takie jak ten, ważne historyczne pozostałości okresu mandatowego, skłoniły w 2003 r. UNESCO do wpisania Tel Awiwu na Listę Światowego Dziedzictwa.

Dziś Czerwonego Domu już nie ma, bo w ramach unowocześniania miasta zrównano ten architektoniczny relikt przeszłości z ziemią, żeby zrobić miejsce pod parking przy nowym hotelu Sheraton. Tak więc nawet na tej ulicy nie zostało śladu po "Białym Mieście", które z wolna przemieniło się w olbrzymią, zanieczyszczoną, ekstrawagancką metropolię, jaką jest współczesny Tel Awiw.

W tym budynku, w chłodne środowe popołudnie 10 marca 1948 r., 11-osobowy zespół doświadczonych przywódców syjonistycznych i młodych żydowskich oficerów nadał ostateczny szlif planowi "oczyszczenia etnicznego" Palestyny. Jeszcze tego samego wieczoru wydano jednostkom w terenie rozkazy przygotowania się do planowego wysiedlenia Palestyńczyków z rozległych obszarów kraju3. W rozkazach wypunktowano dokładnie metody, które należało stosować przy przymusowych eksmisjach ludności: szeroko zakrojone zastraszanie; oblężenie oraz bombardowania wsi i większych skupisk ludności; podpalanie domów, innych nieruchomości i dóbr ruchomych; wydalenia; wyburzanie i wreszcie zakładanie min w gruzowiskach, aby uniemożliwić wypędzonym mieszkańcom powrót. Każda jednostka dostała osobną listę miejscowości oraz dzielnic przeznaczonych do likwidacji zgodnie z odgórnym planem. Opatrzony kryptonimem "D" (po hebrajsku Dalet), plan był czwartą i ostateczną wersją bardziej ogólnych planów, w których nakreślono los, jaki syjoniści zamierzali zgotować Palestynie i co za tym idzie, jej rodzimej ludności. Poprzednie trzy projekty mówiły jedynie ogólnikowo o pomysłach przywódców syjonistycznych na to, co zrobić z obecnością tak wielu Palestyńczyków na ziemi, której żydowski ruch narodowy chciał tylko i wyłącznie dla siebie. W czwartej, ostatniej wersji dokumentu wyrażono to jasno i jednoznacznie: Palestyńczycy muszą odejść4. Jak ujął to Symcha Flapan, jeden z pierwszych historyków, którzy dostrzegli wagę tego planu: "Kampania zbrojna przeciwko Arabom, w tym podbój i niszczenie obszarów wiejskich, została rozrysowana przez Haganę w planie Dalet"5. W istocie plan zakładał zniszczenie zarówno wiejskich, jak i miejskich obszarów Palestyny.

Jak postaram się wykazać w pierwszych rozdziałach tej książki, plan ten był zarazem nieuniknioną konsekwencją syjonistycznej ideologii, propagującej ideę Palestyny tylko dla Żydów, i reakcją na rozwój wydarzeń na miejscu, kiedy brytyjski rząd zdecydował o zakończeniu mandatu. Starcia z lokalnymi palestyńskimi ugrupowaniami posłużyły za idealny kontekst i pretekst dla urzeczywistnienia ideologicznej wizji Palestyny bez Palestyńczyków. Polityka syjonistyczna na początku opierała się na akcjach odwetowych przeciwko palestyńskim atakom w lutym 1947 r., a w inicjatywę oczyszczenia kraju z niepożądanych elementów etnicznych przerodziła się w marcu 1948 r.6

Gdy decyzja zapadła, realizacja zadania potrwała 6 miesięcy. W chwili, gdy uznano je za wykonane, wysiedlona została ponad połowa rdzennej ludności Palestyny - blisko 800 tys. ludzi - zniszczono 531 wsi i usunięto mieszkańców 11 obszarów miejskich. Plan uzgodniony 10 marca 1948 r., a także, przede wszystkim, jego systematyczna implementacja w kolejnych miesiącach, były podręcznikowym przykładem czystek etnicznych o charakterze zorganizowanym i przymusowym, uznawanych obecnie przez prawo międzynarodowe za zbrodnię przeciwko ludzkości.

Po Holokauście ukrycie zbrodni przeciwko ludzkości o szerokim zasięgu stało się prawie niemożliwe. Nasz współczesny świat, oparty na komunikacji, szczególnie od rozkwitu mediów elektronicznych nie pozwala więcej skrywać katastrof spowodowanych przez człowieka przed wzrokiem opinii publicznej, ani się ich wypierać. Pomimo tego jedna z takich zbrodni została wymazana niemal doszczętnie z globalnej pamięci zbiorowej: wysiedlenie Palestyńczyków przez Izrael w 1948 r. To najbardziej brzemienne w skutki wydarzenie w najnowszej historii palestyńskiej ziemi jest do dziś przedmiotem gorliwych zaprzeczeń i nie zostało nawet uznane za fakt historyczny, a już z pewnością nie za zbrodnię, z którą trzeba się zmierzyć w wymiarze zarówno politycznym, jak i moralnym.

Czystka etniczna to zbrodnia przeciw ludzkości, a jej sprawców uważa się obecnie za zbrodniarzy, których należy stawiać przed specjalnymi trybunałami. Może być trudno zdecydować, jak określać lub też traktować, z prawnego punktu widzenia, inicjatorów i sprawców czystek etnicznych w Palestynie w 1948 r., możliwe jest jednak zrekonstruowanie ich zbrodni i wypracowanie zarówno trafniejszego od dotychczasowych opisu historiograficznego, jak również uczciwszej postawy moralnej.

Znamy nazwiska osób, które siedziały w pokoju na najwyższym piętrze Czerwonego Domu, pod utrzymanymi w marksistowskiej stylistyce plakatami ze sloganami typu "Towarzysze broni" i "Żelazna pięść" oraz wizerunkami "nowych" Żydów - muskularnych, krzepkich, opalonych - mierzących z karabinów zza umocnień w "dzielnej walce" z "wrogimi arabskimi intruzami". Znamy też nazwiska dowódców wojskowych, którzy wcielali rozkazy w czyn. Są to same znajome postacie z panteonu izraelskiego heroizmu7. Jeszcze do niedawna wiele z nich odgrywało znaczącą rolę w izraelskiej polityce i społeczeństwie; obecnie większość z nich już odeszła.

Dla Palestyńczyków, jak również dla każdego, kto nie dał wiary syjonistycznej narracji, długo zanim zasiadłem do pisania tej książki było jasne, że ludzie ci dopuścili się zbrodni, ale uniknęli sprawiedliwości i prawdopodobnie nigdy nie zostaną postawieni przed sądem. Obok traumy, najbardziej bolesne pozostaje dla Palestyńczyków to, że przestępstwo, jakiego dopuścili się ci ludzie, tak skrzętnie się skrywa, a cierpienie Palestyńczyków tak jawnie ignoruje od 1948 r.

Mniej więcej 30 lat temu ci, którzy przeżyli czystki etniczne w Palestynie zaczęli rekonstruować obraz historyczny, który oficjalna izraelska narracja o 1948 r. próbowała ze wszystkich sił ukryć i zafałszować. Spreparowana przez izraelskich historiografów opowieść mówiła o masowym "dobrowolnym transferze" setek tysięcy Palestyńczyków, którzy postanowili chwilowo opuścić swoje domy i wsie, żeby utorować drogę nadciągającym arabskim armiom żądnym unicestwienia młodziutkiego państwa żydowskiego. Gromadząc wspomnienia świadków i dokumenty związane z tym, co spotkało ich naród, palestyńscy historycy - wśród nich przede wszystkim Walid Chalidi - zdołali w latach 70. ub. w. odtworzyć znaczną część obrazu, który Izrael usiłował wymazać. Szybko jednak zostali zepchnięci w cień przez publikacje, takie jak Genesis 1948 Dana Kurzmana, która ukazała się w 1970 r. i ponownie w 1992 r. (tym razem z przedmową jednego z wykonawców czystki etnicznej w Palestynie, Icchaka Rabina, ówczesnego premiera Izraela). Byli niemniej również tacy, którzy zamanifestowali poparcie dla palestyńskich dążeń, jak choćby Michael Palumbo, który w opublikowanej w 1987 r. książce The Palestinian Catastrophe poświadczył zasadność palestyńskiej wersji wydarzeń z 1948 r., z pomocą dokumentów ONZ oraz wywiadów z palestyńskimi uchodźcami i wysiedleńcami, którzy zachowali upiornie żywe wspomnienia tego, przez co przeszli podczas Nakby8.

Byliśmy bliscy politycznego przełomu w batalii o pamięć w Palestynie wraz z pojawieniem się w Izraelu w latach 80. nurtu "nowej historii". Była to podjęta przez grupkę izraelskich historyków próba zrewidowania syjonistycznej opowieści o wojnie 1948 r.9 Należałem do nich. Jednak jako Nowi Historycy nigdy nie przyczyniliśmy się w znaczącym stopniu do walki z negowaniem Nakby, ponieważ pomijaliśmy kwestię czystek etnicznych i w sposób typowy dla historyków-dyplomatów skupiliśmy się na detalach. Mimo to, głównie przy użyciu izraelskich archiwów wojskowych, rewizjonistycznym izraelskim historykom udało się wykazać, jak fałszywe i absurdalne było oficjalne twierdzenie o tym, że Palestyńczycy opuścili swoje domy "z własnej inicjatywy". Zdołaliśmy potwierdzić wiele przypadków masowych wysiedleń ze wsi i miasteczek, i ujawniliśmy, że wojska żydowskie dopuściły się wielu okropności, także masakr.

Jednym z najbardziej znanych autorów piszących na ten temat był izraelski historyk Benny Morris10. Ponieważ opierał się wyłącznie na dokumentach z izraelskich archiwów wojskowych, uzyskał bardzo fragmentaryczny obraz tego, co się naprawdę wydarzyło w terenie. To jednak wystarczyło, aby część z jego izraelskich czytelników uświadomiła sobie, że "dobrowolna ucieczka" Palestyńczyków stanowiła mit, a wykreowany przez Izrael obraz narodu, który w 1948 stoczył "moralną" wojnę z "prymitywnym" i wrogim światem arabskim był mocno zniekształcony i może już wtedy nie do obronienia.

Obraz nakreślony przez Morrisa był niepełny, ponieważ autor z góry założył, że znalezione w archiwach izraelskie raporty wojskowe zawierają samą prawdę, a niekiedy wręcz prawdę absolutną. W rezultacie Morris zignorował takie nieludzkie czyny jak zatrucie wodociągów w Akce zarazkami tyfusu, liczne przykłady gwałtów i dziesiątki dokonanych przez Żydów masakr. Twierdził poza tym - mylnie - że przed 15 maja 1948 r. nie było wymuszonych eksmisji11. Palestyńskie źródła ukazują wyraźnie, jak na wiele miesięcy przed wkroczeniem arabskich wojsk do Palestyny i w czasie, kiedy Brytyjczycy wciąż odpowiadali za porządek publiczny w kraju - tzn. przed 15 maja - siły żydowskie zdołały wysiedlić pod przymusem blisko ćwierć miliona Palestyńczyków12. Gdyby Morris i inni wykorzystali źródła arabskie albo zwrócili się bezpośrednio do świadków tamtych wydarzeń, prawdopodobnie zyskaliby lepsze pojęcie o metodycznym, planowym charakterze wysiedlenia Palestyńczyków w 1948 r. i przedstawili bliższy prawdzie opis ogromu zbrodni popełnionych przez izraelskich żołnierzy.

Istniała - i nadal istnieje - potrzeba, zarówno historyczna, jak i polityczna, wyjścia poza opisy takie jak ten, który znajdujemy u Morrisa, nie tylko po to, aby uzupełnić tamten obraz (a właściwie odmalować jego drugą połowę), lecz także - co znacznie istotniejsze - dlatego, że inaczej nie dojdziemy do pełnego zrozumienia źródeł współczesnego konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Nade wszystko jednak mamy moralny obowiązek kontynuować walkę z zacieraniem tej zbrodni. Dążenie do wyjścia poza dotychczasowe ramy zostało już zapoczątkowane przez innych. Najważniejszą pracą, jakiej można się było spodziewać, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze istotne przyczynki do walki z kłamstwem, była pionierska książka Walida Chalidi All That Remains. Jest to swoista encyklopedia zniszczonych wsi, która nadal pozostaje zasadniczym drogowskazem dla każdego, kto pragnie pojąć ogrom katastrofy z 1948 r.13

Można by sądzić, że część historii ujawniona do tej pory powinna nasunąć kłopotliwe pytania. Jednak dyskurs "nowych historyków" i najnowszy wkład palestyńskich historiografów nie przebiły się do sfery publicznego sumienia ani działania. W tej książce chcę zbadać zarówno mechanizm czystki etnicznej dokonanej w 1948 r., jak i mechanizmy poznawcze, które pozwoliły światu zapomnieć, a sprawcom wyprzeć się zbrodni popełnionej przez ruch syjonistyczny na narodzie palestyńskim w 1948 r.

Innymi słowy, chcę pokazać, dlaczego powinniśmy przyjąć paradygmat czystki etnicznej i zastąpić nim istniejący paradygmat wojny jako podstawy do badań naukowych oraz debaty publicznej na temat roku 1948. Nie mam wątpliwości, że dotychczasowy brak paradygmatu czystki etnicznej jest jednym z powodów, dla których zaprzeczanie tej katastrofie jest w ogóle, i to od tak długiego czasu, możliwe. Tworząc swoje państwo jednonarodowościowe, ruch syjonistyczny nie toczył wojny, która "tragicznie, lecz nieuchronnie" doprowadziła do wypędzenia "niektórych części" miejscowej ludności, przeciwnie: głównym celem było jej całkowite wyrugowanie z Palestyny, której ruch ten pragnął w całości dla swojego nowego państwa. Kilka tygodni po rozpoczęciu operacji czystek etnicznych sąsiednie państwa arabskie wystawiły niewielką armię - niewielką w stosunku do swoich ogólnych możliwości militarnych - która miała powstrzymać czystki. Wojna z regularnymi wojskami arabskimi nie zatrzymała operacji czystek aż do ich zwieńczonego sukcesem ukończenia jesienią 1948 r.

Takie podejście - przyjęcie paradygmatu czystek etnicznych jako apriorycznej podstawy narracji o 1948 r. - może wydać się niektórym braniem oskarżenia za punkt wyjścia. Pod wieloma względami jest to istotnie moje J'Accuse rzucone politykom, którzy obmyślili i generałom, którzy dokonali czystki etnicznej. Niemniej gdy wymieniam ich nazwiska, robię to nie dlatego, że chcę doprowadzić do postawienia ich pośmiertnie przed sądem, lecz po to, aby uczłowieczyć tak prześladowców, jak i prześladowanych: pragnę zapobiec temu, aby zbrodnie popełnione przez Izrael były przypisywane takim nieuchwytnym czynnikom jak "okoliczności", "armia" czy, jak chciałby Morris, a la guerre comme a la guerre lub innym mglistym hasłom, które zwalniają państwa od odpowiedzialności i pozwalają jednostkom wywinąć się karzącej ręce sprawiedliwości. Oskarżam, ale jestem też częścią społeczeństwa, na które w tej książce spada oskarżenie. Czuję się jednocześnie autorem i częścią tej opowieści, i jak inni w moim społeczeństwie, żywię przekonanie, o czym piszę na ostatnich stronach, że tylko taka bolesna podróż w przeszłość pozwoli nam ruszyć do przodu, jeśli rzeczywiście chcemy lepszej przyszłości dla nas wszystkich, tak Palestyńczyków, jak i Izraelczyków. Ponieważ o tym tak naprawdę jest ta książka.

O ile mi wiadomo, nikt chyba nie próbował wcześniej takiego podejścia. Dwie oficjalne narracje historyczne, które rywalizują o rząd dusz w kwestii tego, co się wydarzyło w Palestynie w 1948 r., zgodnie ignorują pojęcie czystki etnicznej. Podczas gdy syjonistyczna/izraelska wersja utrzymuje, że miejscowa ludność "odeszła dobrowolnie", Palestyńczycy określają to, co ich spotkało słowem "katastrofa" - Nakba - które w pewnym sensie również jest wymijające, gdyż kieruje uwagę bardziej na samo nieszczęście niż jego przyczynę albo sprawcę. Termin "Nakba" został przyjęty ze zrozumiałych powodów, niejako w odpowiedzi na moralny ciężar żydowskiego Holokaustu (Szoah), jednak pomijając agensa, mógł paradoksalnie wesprzeć uporczywe wysiłki przekonania świata, że w Palestynie nie było żadnej czystki etnicznej ani w 1948 r., ani później.

Książkę otwiera definicja czystki etnicznej na tyle przejrzysta - mam nadzieję - że możliwa do zaakceptowania przez wszystkich; jest to ta sama definicja, która służyła jako podstawa do wszczęcia postępowań przeciwko sprawcom podobnych zbrodni w przeszłości i w naszych czasach. Zaskakujące może być to, że zwyczajowy, skomplikowany i (dla większości ludzi) niezrozumiały dyskurs prawniczy został tutaj zastąpiony klarownym, wolnym od żargonu językiem. Jego prostota nie umniejsza okropności czynu ani ciężaru zbrodni. Przeciwnie: uzyskujemy w rezultacie prosty opis skandalicznej polityki, jakiej społeczność międzynarodowa w dzisiejszych czasach nie akceptuje.

Ogólne kryteria stanowiące o tym, że możemy nazwać coś czystką etniczną, przypadek Palestyny spełnia niemal co do joty. Historia tego, co się wydarzyło w 1948 r. wyłania się nam jako nieskomplikowany, lecz bynajmniej wskutek tego nie uproszczony albo drugorzędny rozdział w historii wywłaszczenia Palestyny. Co więcej, spojrzenie przez pryzmat czystki etnicznej pozwala łatwo przedrzeć się przez zasłonę skomplikowania, którą izraelscy dyplomaci zaciągają niemal odruchowo i za którą rutynowo chowają się izraelscy akademicy, kiedy bronią się przed zewnętrznymi próbami krytyki syjonizmu bądź państwa żydowskiego za jego politykę i postępowanie. "Obcokrajowcy - mawia się w moim kraju - nie rozumieją i nie są w stanie zrozumieć tej pogmatwanej historii", dlatego nie trzeba nawet próbować im jej wyjaśniać. Nie wolno też dopuścić do tego, aby angażowali się w próby rozwiązania tego konfliktu - chyba że przyjmą izraelski punkt widzenia. Jedyne, co możemy zrobić, o czym od lat przekonują świat kolejne izraelskie rządy, to pozwolić "nam", Izraelczykom, jako reprezentantom "cywilizowanej" i "racjonalnej" strony konfliktu, znaleźć godziwe rozwiązanie "dla nas" i dla drugiej strony, Palestyńczyków, uosabiających "nieucywilizowany" i "emocjonalny" świat arabski, którego częścią jest Palestyna. Z chwilą, gdy Stany Zjednoczone okazały gotowość do przyjęcia tego wypaczonego podejścia i wyraziły aprobatę dla arogancji, którą jest ono podszyte, dostaliśmy "proces pokojowy", który prowadzi i może prowadzić tylko donikąd, ponieważ całkowicie ignoruje sedno sprawy.

Historia roku 1948 w Palestynie nie jest oczywiście wcale skomplikowana i dlatego książka ta została napisana zarówno z myślą o czytelnikach, dla których temat jest zupełnie nowy, jak i o tych, którzy od wielu lat i z rozmaitych powodów żywo interesują się problemem Palestyny i tym, jak przybliżyć jego rozwiązanie. Jest to prosta, lecz przerażająca historia czystki etnicznej, zbrodni przeciwko ludzkości, do której Izrael się nie przyznaje i którą od lat pragnie wymazać z pamięci świata. Mamy obowiązek ocalić ją od zapomnienia, i to nie tylko po to, by dokonać mocno spóźnionej rekonstrukcji historiograficznej albo z poczucia zawodowej powinności. Jest to w moim odczuciu powinność etyczna, pierwszy i niezbędny krok, który musimy wykonać, jeśli chcemy, by mogło dojść do pojednania, a na rozdartych ziemiach Palestyny i Izraela zakiełkował pokój.