Rozdział 3
Tymon
Olsztyn, 09.03.2024
Zacisnąłem kurczowo palce w pięści. Z ledwością powstrzymywałem się, by nie złapać w rękę pierwszej lepszej rzeczy i nie pieprznąć nią z całej siły w ścianę.
Co ja wyprawiam, do jasnej cholery!?
Emocje zaczynały brać górę. Na samym początku Natalia działała na mnie jak płachta na byka, a dziś z ledwością udało mi się powstrzymać przed tym, co chciałbym zrobić. Musiałem się opanować.
Siadając na kanapie, westchnąłem znużony. Przetarłem twarz dłońmi i ponownie wziąłem głęboki oddech. Na usta cisnęło mi się tyle niewypowiedzianych dotąd słów. Powoli miałem tego wszystkiego po dziurki w nosie.
- Zapierdolę Zawiszę za to, na jaką minę mnie wjebał - wymamrotałem pod nosem.
Sięgnąłem po kubek z wcześniej przygotowanym naparem, zerkając przez ramię. Przezornie upewniłem się, że ponownie nie daję się przyłapać.
Gdy byłem pewny, że współlokatorka na dobre zabunkrowała się w pokoju, wróciłem do przerwanej pracy.
Poruszyłem wskaźnikiem laptopa. Oczom momentalnie ukazały się przesłane nad ranem drastyczne zdjęcia. Widząc to, zacisnąłem mocno szczękę, a zęby zatrzeszczały nieprzyjemnie.
Z dnia na dzień na skrzynce mailowej pojawiało się coraz więcej donosów dotyczących bestialskich mordów. Ofiarami padały w głównej mierze same młode osoby. W większości przypadków to kobiety, a raczej młode dziewczyny w wieku od osiemnastu do dwudziestu czterech lat. Zawisza bombardował mnie nimi, mając nadzieję, że wspólnie na coś natrafimy. Jakiś błąd. Jakąś poszlakę, która naprowadziłaby na trop mordercy. Najgorsze było jednak to, że ciała rozsiane po całej Polsce utrudniały wpasowanie się w konkretny schemat. W niektórych przypadkach czas zgonu był podobny, ale umiejscowienie ciała na mapie kraju świadczyło o tym, że nie mogła tego zrobić ta sama osoba.
Dodatkowym problemem okazała się paczka pozostawiona na wycieraczce mieszkania Natalii. Dziesięć minut po wyjściu Michała do pracy ktoś zapukał do drzwi. Wybiła piąta trzydzieści rano, więc byłem więcej niż pewny, że nasz współlokator czegoś zapomniał z domu i wrócił się po to. Podejrzewałem, że nie wziął kluczy z samochodu, więc poszedłem mu otworzyć. Niestety, gdy to uczyniłem, nikogo nie zastałem. Na wycieraczce podłożono karton zapakowany w ozdobny papier. Intuicja podpowiadała mi najgorsze. Zostawiłem go w miejscu i poszedłem znaleźć lateksowe rękawiczki. Założywszy je, wróciłem po pakunek. Paczka była wielkości opakowania po butach i mniej więcej tyle samo ważyła. Ustawiwszy ją na blacie stołu, delikatnie odkleiłem taśmy. Rozwinąłem papier, a moim oczom ukazał się karton, na którym namalowano uśmiechniętą buźkę. Kiedy uniosłem wieko, pierwszym, co dostrzegłem, była sterta worków oraz kartka. Gdy ją rozłożyłem, zacząłem czytać słowa, które jawnie układały się w pogróżkę: "Skończysz dokładnie jak one! Suko, nie daruję ci tego!". Zaciekawiony, a tym samym przerażony, rozchyliłem folię. To, co zobaczyłem pod nią, spowodowało, że o mało nie zwróciłem porannej kawy. Przede mną leżały trzy wybebeszone szczury. Ich wnętrzności zostały rozciągnięte na ich truchłach, a krew umazała całą zawartość paczki. Musiałem działać.
Skontaktowałem się z policyjnymi technikami, aby przysłali kogoś na miejsce, i zabezpieczyłem dowód. Instynkt działał samoczynnie. Należało jak najszybciej zabrać Natalię w inne miejsce. Wiedziałem, że nie będę mógł jej racjonalnie wyjaśnić, dlaczego musimy to zrobić, więc ułożyłem szybki plan. Byłem zmuszony improwizować.
Zakręciłem kaloryfery i otworzyłem okna, aby wyziębić mieszkanie. Do babci napisałem wiadomość z krótkim wyjaśnieniem, że przenoszę się z Natalią do nas, i poinstruowałem ją, co powinna odpowiadać w razie pytań dziewczyny. Resztę chciałem wyjaśnić osobiście. Wiedziałem, że Zawisza uwierzy staruszce i nie zacznie protestować.
Nagle zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetlało się imię Darka.
Przymykając powieki, odetchnąłem z trudem. Nie miałem pojęcia, po co zawracał mi tyłek w sobotni poranek, ale wiedziałem, że nie zwiastowało to niczego dobrego. Podejrzewałem, że najprawdopodobniej Natalia zadzwoniła do niego na skargę albo znaleziono kolejne ciało.
Telefon nadal wibrował, a ja ponownie zerknąłem w kierunku pokoju dziewczyny i w końcu go odebrałem.
- Kwidzyński - powiedziałem bez żadnego oficjalnego cześć... Bądź pocałuj mnie w dupę, Zawisza.
- Dostałeś? - Pytanie starszego stażem kolegi wybrzmiało tuż przy moim uchu.
- Tak. - Znowu szybkie zerknięcie przez ramię. - Czy to naprawdę nie mogło poczekać do poniedziałku? Już i tak mało śpię.
- Sorry, Tymek, ale sam widzisz, że sytuacja staje się coraz cięższa.
- Widzę właśnie - oświadczyłem, wpatrując się w laptopa. - Te ostatnie zdjęcia z kiedy są? Słyszałeś już o podarunku z wycieraczki?
- To, co wysłałem wieczorem - z środy. Blondynka, osiemnaście lat, z Wrocławia. Rudzielec, lat dwadzieścia, z Białegostoku. I tak, dostałem informację pięć minut temu.
- Okej. W związku z tym przeniosę się z Natalią do moich dziadków, żeby zapewnić jej bezpieczeństwo.
- Dzięki, stary - odparł z westchnieniem.
Miałem świadomość, że niepokoi się tak samo jak ja.
- Nie ma sprawy - wyrzuciłem z siebie i ponownie skupiłem uwagę na danych. - Przeszło pięćset kilometrów odległości... - stwierdziłem, sprawdzając na mapie.
- Dokładnie - potwierdził Zawisza. - Do tego między zgonami jest dwanaście godzin różnicy.
- Czyli nasz morderca miał czas, żeby pokonać tę odległość.
- Zdecydowanie.
- Obrażenia? - dopytywałem, przeglądając zebrane materiały.
- Obie zostały pozbawione nerek. Młodszej wycięto dodatkowo wątrobę.
- Myślisz, że...
- Wątpię. - Nim zdążyłem dokończyć, Zawisza zaprzeczył. - Ktoś tu ewidentnie spartaczył robotę. Nie wycięto ich z precyzją... Świadczyłoby to tylko o tym, że podejrzany albo zaczął partolić robotę, albo ma kiepskiego naśladowcę.
Nie dość, że nie uporaliśmy się do końca z naszym szambem, to z dnia na dzień dochodziło jeszcze więcej niewiadomych. Zaczynało mnie to coraz bardziej wkurwiać.
Za plecami usłyszałam szelest, więc odruchowo złapałem za klapę laptopa, zatrzaskując ją. Kątem oka zauważyłem tylko przemykającą do łazienki wściekłą brunetkę. Jak nabzdyczona osa trzasnęła drzwiami.
- Oho, czyżby Natka wstała? - Zawisza zaśmiał się do telefonu.
Widać, że doskonale znał bratanicę.
W ciszy, kręcąc głową, odganiałem od siebie mordercze wizje.
- Nie dość, że wstała, to już zdążyliśmy się pokłócić - wyznałem.
Po drugiej stronie nastała chwilowa cisza.
Darek zapewne zastanawiał się, o co mogło nam pójść. W końcu wybiła dopiero ósma trzydzieści rano.
- Słuchaj, Zawisza... Ja wiem, że to wszystko jest mocno pojebane, ale ile jeszcze...
- Tyle, ile będzie trzeba, Kwidzyński! - Jego warknięcie spowodowało, że struchlałem.
Nie miałem zamiaru go dodatkowo wyprowadzać z równowagi, ale mógł równie dobrze postawić się w mojej sytuacji.
- To już trzy tygodnie.
- A my nadal nic nie mamy, Tymek. Nie możemy zamknąć sprawy i bardzo dobrze o tym wiesz. Natalii i dziewczynom nadal grozi niebezpieczeństwo.
- Ale...
- Ale myślisz, że po co dzwonię do ciebie w sobotę rano?
- Co chcesz przez to powiedzieć? - Zbystrzałem i wyprostowałem plecy.
Rozmówca westchnął tylko przeciągle, po czym wyrzucił z siebie na jednym wydechu:
- Nad ranem znaleziono kolejne zwłoki.
- Gdzie?
- Bliżej niż myślisz.
- To znaczy? - Zaczynały mi puszczać nerwy. Miałem dość tej ciuciubabki. - Dlaczego nie dostałem żadnej informacji?
- A czy przypadkiem nie dzwonię do ciebie teraz? Nie informuję cię o tym fakcie? - zakpił.
- To nie jest zabawne! - Podniosłem na niego głos, szybko sprawdzając, gdzie jest Natalia.
- A czy słyszysz, żebym się śmiał? Zresztą nie wściekaj się, bo sam dostałem telefon piętnaście minut temu. Teraz czekam na raport.
- Gdzie tym razem?
Cisza.
Zawisza nic nie odpowiedział, jakby bał się wymówić nazwę miejscowości. Słyszałem tylko, jak nerwowo przełknął ślinę.
- No mów, do jasnej cholery! - Nie wytrzymałem.
- To-Tomaszkowo - zająknął się, po chwili milknąc.
Na jego słowa stanąłem jak wryty. Ostatnie zgony notowane były w różnych częściach kraju, a teraz znów zaczęły pojawiać się przypadki z okolic Olsztyna. Oznaczało to tyle, że niebezpieczeństwo znajdowało się coraz bliżej i że zło powracało.
- Kurwa! Kurwa! Kurwa! - zakląłem siarczyście na całe mieszkanie, co spowodowało pojawienie się Natalii w korytarzu. Patrzyła na mnie zszokowana. - Muszę kończyć - oznajmiłem Zawiszy, rozłączając połączenie.
Opuściłem głowę zrezygnowany i odrzuciłem telefon na kanapę obok. Czułem na sobie jej lodowate spojrzenie. Wiedziałem, że zaraz zacznie dociekać, co się dzieje.
Zaniepokojona dała krok w moją stronę. Wyglądała tak, jakby bała się bliżej podejść. W końcu nie znała mnie na tyle, żeby wiedzieć, jak w takim stanie zareaguję. Drżącymi dłońmi oplotła talię, przypatrując mi się z uwagą.
- Co się stało? - zagadnęła, a po jej minie wiedziałem, że tak łatwo nie odpuści.
Wycedziłem więc:
- Nic.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. - Ręką wskazała na porzucony smartfon. - Kto dzwonił?
W zaprzeczeniu pokręciłem głową i poszedłem w stronę kuchni. Potrzebowałem kolejnej dawki kofeiny, chociaż bardzo mnie korciło, aby wyjść na zewnątrz i zaciągnąć się nikotyną.
Natalia nie odpuszczała. Podążyła za mną.
- No to wytłumacz mi w takim razie, o co chodzi.
- To ciebie nie dotyczy, więc nie muszę się ci spowiadać - warknąłem, dając jej tym samym znak, żeby nie drążyła. - Chcesz coś do picia? Robi się coraz chłodniej, a nie wiadomo, kiedy włączą ogrzewanie.
Obrzuciła mnie jedynie srogim spojrzeniem i ruszyła do półki, na której znajdowały się naczynia. Z impetem otworzyła drzwiczki i wyjęła kolejne dwa kubki, stawiając je na blacie. Pusty podsunęła w moim kierunku, a do drugiego wrzuciła torebkę herbaty. Jej ręce drżały, nie wiedziałem tylko, czy to ze zdenerwowania, czy z zimna.
- Jeżeli nie naprawią ogrzewania, to będziemy musieli zmienić miejsce noclegu.
Mina Natalii wyrażała szok.
Postanowiłem się wytłumaczyć, chociaż w duchu przybiłem sobie piątkę za pomysł z grzejnikami.
- Widzę, że ci zimno. - Wskazałem na jej trzęsące się ciało. - W ciągu dnia mieszkanie wyziębi się jeszcze bardziej, a to nic przyjemnego spać w takich warunkach.
- Dam sobie radę - odparła z przekonaniem.
- Może i tak, ale po co się męczyć, gdy można przespać się w ciepłym łóżku.
Natalia najwidoczniej źle odczytała moje intencje, bo na te słowa wybałuszyła oczy.
Zmieszany podrapałem się po karku, szybko dodając:
- Pomyślałem, że na tę noc możemy przenieść się do mnie... To znaczy zostać na noc w domu Klary.
- To chyba...
- Nalegam, Natalio - przerwałem jej. - Spokojnie, mamy tyle pokoi, że znajdzie się i jeden dla ciebie.
- Mieszkacie razem? - zdziwiła się.
- Mieszkamy w tym samym budynku, ale do mojej części jest inne wejście. Co prawda mam swoje cztery kąty, ale ostatnio coraz częściej zostaję u dziadków z uwagi na to, że są coraz starsi i potrzebują pomocy.
- A co z twoimi rodzicami? - wyrwało się jej. Po chwili zmieszana opuściła głowę. - Przepraszam, nie powinnam pytać.
Uśmiechnąłem się szczerze, widząc jej reakcję. Chyba pierwszy raz mogłem podziwiać Natalię Zawiszę w tym wydaniu. Do tej pory widziałem w niej jedynie nastolatkę, którą uważałem za taką, co to pozjadała wszystkie rozumy, ale od jakiegoś czasu... Od czasu tego, co się jej, a raczej im, przydarzyło, zacząłem dostrzegać w niej kobietę, która z determinacją walczyła o siebie. O przetrwanie.
Gdy zauważyłem, że jej szczęka zadrżała z zimna, podszedłem bliżej.
- Mogę? - zapytałem z nadzieją.
Nie mogłem patrzeć, jak się męczy.
- Co chcesz zrobić?
Skoro nie zaprzeczyła, nie miałem zamiaru marnować czasu na tłumaczenia. Oplotłem drobne ciało rękoma i przyciągnąłem ją do piersi. Dłońmi zacząłem pocierać jej plecy, aby ją rozgrzać. Początkowo Natalia nie zrozumiała, co chcę zrobić, ale gdy poczuła ciepło, to momentalnie rozluźniła się w mych objęciach. Łaknąc bliskości, wtuliła się we mnie jeszcze bardziej.
- To co? - zapytałem, opierając brodę na czubku jej głowy. - Dasz się przekonać do nocowania u dziadków?
- Myślisz, że nie będą mieli nic przeciwko? - wymamrotała mi w pierś.
- Nie. Myślę nawet, że babcia się ucieszy, mając cię przy swoim boku. Wiem, że na swój dziwny sposób się zaprzyjaźniłyście. Wiedząc, że jesteś bezpieczna i masz ciepły kąt do spania, będzie spokojniejsza.
- A może po prostu pojadę do domu? - Sugerując to, uniosła wzrok i spojrzała mi prosto w oczy. - Nie będę wtedy niczyim problemem.
Chociaż nie chciałem dać po sobie znać, że bardzo, ale to bardzo nie podoba mi się ten pomysł, to jednak ciało mnie zdradziło. Napiąłem mięśnie w strachu, że Zawisza znów zacznie się upierać przy swoim pomyśle.
Musiałem coś zrobić.
Musiałem przekonać ją, żeby porzuciła ten zamiar.
- Uważam, że nie ma takiej potrzeby - skwitowałem, odgarniając jej za ucho luźne pasmo włosów. - Jeżeli chcesz i czujesz się na siłach, to w poniedziałek możesz wrócić na wykłady. Więc chyba takie kursowanie między miastami jest zbyteczne. Miejmy nadzieję, że uwiną się do tego czasu z awarią i będziemy mogli wrócić do mieszkania. - Brodą wskazałem na resztę lokum.
- Mówisz poważnie? - W sekundę rozkwitła w niej nadzieja.
- Tak - potwierdziłem z uśmiechem.
Jeszcze nie przemyślałem, jak to zrobię, ale wiedziałem, że Natalia potrzebuje normalności. Miałem świadomość, że wjebałem się na minę, ponieważ nie uzgodniłem niczego takiego z przełożonymi, ale musiałem jej to przyrzec. I chociaż czułem, że dostanę za to nieźle po łbie, to wiedziałem, że stanę na rzęsach, ale wywiążę się z danej obietnicy.
- Czyli naprawdę będę mogła iść w poniedziałek na uniwersytet? Koniec z aresztem domowym?
- Może to nie do końca tak, ale przysięgam, że pójdziesz na wykłady.
- A co z całą resztą?
- Pozostanie bez zmian.
Natalia westchnęła tylko ciężko, po czym powiedziała:
- Niech będzie. I tak nie mam już nic do stracenia.
- Czyli jesteśmy ugadani? Dziś przenocujemy u dziadków, a w poniedziałek odprowadzę cię osobiście pod salę wykładową?
- Tak.
- W takim razie idź i spakuj najpotrzebniejsze rzeczy. Nie będziemy czekać do południa, bo zanim wyjdziemy z domu, to z nosa będzie ci zwisał sopel, jak w tej krainie lodu.
Zawisza tylko zachichotała.
- No co? - Nie rozumiałem, o co może jej chodzić.
- Nic, nic. - Pokręciła głową. - Ale nie sądziłam, że pan funkcjonariusz zna się na bajkach. - Zaczęła śmiać się coraz głośniej.
Ewidentnie ze mnie kpiła.
Zakleszczając ją jeszcze mocniej w swych ramionach, stwierdziłem:
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz. - Sugestywnie poruszyłem brwiami. - A co do twojego wcześniejszego pytania...
- Jakiego? - wcięła się.
- O moich rodziców.
- Przepraszam, nie powinnam była. To nie moja sprawa.
- Spokojnie, nic się nie stało - uspokoiłem ją. - To żadna tajemnica. Rodzice wraz z moją młodszą siostrą i jej córeczką mieszkają w Warszawie. Przeprowadzili się tam kilka lat temu, gdy ojciec dostał awans. A co do bajek...
- Tak?
- Moja siostrzenica mnie do nich zmusza, więc muszę być na bieżąco. - Puściłem jej oczko, zwalniając uścisk i dając krok w tył. - A teraz nie traćmy czasu, bo kostnieją mi już palce. Idź się przebrać i spakować. Ja zbiorę swoje zabawki i za piętnaście minut widzimy się przy drzwiach.
Natalia skinęła tylko twierdząco i ruszyła do wyjścia z kuchni. Jej pełne biodra zakołysały się, przyciągając moją uwagę.
Mam przejebane.